Lawendowy Dwór[Lawendowy Dwór] Nie czas żałować róż

Lawendowy Dwór położony zaledwie kilka godzin jazdy wierzchem od samej stolicy. Jego właścicielem jest Lord Tristan an Anlagorth. Posiadłoś otrzymał on w prezencie ślubnym do króla i królowej. Obecnie lord zamieszkuje go lord wraz z dziećmi synem Elowenem i córeczką Prim.
Awatar użytkownika
Rael
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Gallel przyjął wieść o bezsenności Tristana ze spokojem - nie dał po sobie poznać czy sam uważa to za wadę, czy za zwykłą cechę, być może nawet nie wartą wspominania. W duchu jednak trochę współczuł lordowi - wiedział jakie były konsekwencje bezsenności i jeśli on borykał się z tym od dłuższego czasu, mógł mieć już naprawdę dość swojej przypadłości. Zmęczenie za dnia, brak energii, rozdrażnienie - klasyczna sytuacja. Niemniej Gallel wiedział, że przede wszystkim nie jest to choroba dziedziczna, a co więcej jest też wyleczalna - wymaga tylko wiele troski i znalezienie przyczyny tego stanu. Nie narzucał się jednak tak od razu z propozycją, że może polecić jakiegoś medyka - to nie tego dotyczyła rozmowa. Skinął ledwo zauważalnie głową, przymykając przy tym oczy, ale nie powiedział słowa. Jakże by mógł przerywać Tristanowi, który najwyraźniej dopiero się rozkręcał? Jego kolejny monolog bardzo zadowolił przyszłego teścia - Gallel lubił taką szczerość, podobała mu się inicjatywa Anlagortha. Uśmiechnął się nawet przy słowach, że Rael została zesłana swojemu narzeczonemu przez niebiosa - zważywszy, że była niebianką, zdanie to zdawało mu się odrobinę zabawne, ale w taki ciepły, przyjaznym sposób. A samo podejście Tristana do kwestii związków… Ciekawe czy lord wiedział jak bardzo zyskał w oczach przyszłego teścia? Gallel co prawda pod wieloma względami był tradycjonalistą, ale nigdy nie podobało mu się sprowadzanie kobiety do pozycji czegoś między przyjacielem a służącą, czegoś gorszego od mężczyzny. Uważał, że jego własny związek opierał się właśnie na partnerstwie i zaufaniu - Triana co prawda siedziała w domu i bawiła dzieci, jak to w typowym patriarchalnym związku, ale to był jej wybór, bo jeszcze przed ślubem przecież podróżowali razem. Wtedy jeszcze była jego córką, adoptowaną córką…
        Mimo iż Gallel zamyślił się głęboko nad swoimi wspomnieniami, nadal miał na uwadze słowa Tristana. Już w tym momencie wiedział, że udzieli im błogosławieństwa na to małżeństwo. Od momentu gdy tu przybył lord zdobywał kolejne i kolejne plusy, a pełen miłości list Rael sprzed tej wizyty również nie były bez znaczenia. Dyplomata nie chciał dawać ponieść się cudzym emocjom - jako ojciec musiał być rozsądny i podjąć decyzję kierując się rozumem, a nie sercem… Ale nie miał prawie żadnych argumentów, by odrzucić ofertę Tristana. Lord Anlagorth nie dał mu żadnego powodu, aby nie pozwolić mu ożenić się z Rael, a jeśli już Gallel miałby znaleźć jakieś jego wady, byłoby to zwykłe czepianie się szczegółów.
        Nagła zmiana tonu gospodarza sprawiła, że anioł spojrzał na niego z większą uwagą, z niemym pytaniem “słucham?” w oczach. Uniósł lekko brew na wieść, że miał zostać komuś przedstawiony - nie spodziewał się takiego obrotu spraw i z początku nawet nie przypuszczał o kogo mogłoby chodzić. Nie o rodziców Tristana, to było pewne. Więc kogo? W końcu dowiedział się, że chodziło o przyszywaną babcię dzieci. Gallel słuchał jej krótkiej historii i opisu jej relacji z rodziną Anlagoth w milczeniu. Na koniec skinął głową.
        - Dobrze - zgodził się bez żadnych kwiecistych przemów. - Chętnie ją poznam. Prowadź… Chyba, że poznam ją dopiero na wieczerzy? - upewnił się anioł. Nie powiedział co o tym myśli, lecz jego przyjazny ton nie zmienił się ani na jotę, więc chyba nie miał nic przeciwko tego typu zażyłościom. Jedyne co mogło zwrócić uwagę Tristana to to, że dyplomata na dłużej zagapił się w stronę wyjścia do ogrodu, jakby chciał dojrzeć swoją córkę i dowiedzieć się co ona o tym myśli i czy w ogóle jest świadoma tego jaką rolę pełni tu Anastazja.
Awatar użytkownika
Tristan
Splatacz Snów
Posty: 392
Rejestracja: 9 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tristan »

Tristan wiedział, że znajdzie Anastazję w pokoju zabaw, gdzie często lubiła przesiadywać. Elowen o tej porze powinien mieć lekcję z literatury, a Prim miała czas drzemki. Był pewien, że mimo to Ana będzie odpoczywać przy otwartym oknie właśnie w tym pokoju. Nie mylił się. Staruszka siedziała w głębokim fotelu, w głębi pomieszczenia, przy oknach otwartych na oścież. Miała na sobie zieloną, aksamitną suknię z lekkimi zdobieniami. Tristan celowo fundował dla niej takie tkaniny. Były piękne i ciepłe. Chciał, by czuła, że jest częścią jego rodziny, ale dbał też, by nigdy nie marzła. Mimo iż suknia miała długie rękawy, Anastazja miała zarzuconą na ramiona czarną, zdobną chustę. Na jej kolanach spoczywała książka.

Tristan zmarszczył brwi. Książka? Czyżby...
Ana drzemała, głowę miała opartą o małą poduszkę. Długie, białe włosy, zaplecione w warkocz przerzuciła przez ramię, ale nie to było szokujące. Na jej nosie spoczywały okrągłe okulary w złotych oprawkach. Lord nie mógł uwierzyć w to co widzi. Tak, te okulary były prezentem od niego i tak, były bardzo drogie, ale Ana niedowidziała, a Tristan chciał to zmienić. Jednak Anastazja konsekwentnie odmawiała ich noszenia, twierdząc, że taki prezent jej się nie należy. Mimo to, pudełko z tymi właśnie okularami od miesięcy spoczywało w jej pokoju. Nigdy jednak nie odważyła się ich założyć. Aż do dzisiaj. Najwyraźniej przyjazd ojca Rael i na nią bardzo mocno wpłynął.

Tristan nie chciał wyprowadzać Gallela z komnaty, choć widział, że Ana przysypia. Uznał, że takie zachowanie będzie bardziej nie na miejscu niż obudzenie starowinki. Zrobił kilka kroków w przód i szybko znalazł się przy fotelu. Przykucnął i chwycił białowłosą za szczupłą rękę. Nie zdążył nic powiedzieć, bo Anastazja już otworzyła oczy. Uśmiechnęła się i pogładziła mężczyznę po policzku.
- Mógłbyś się choć raz ogolić synku - rzekła poczciwie, patrząc na niego z miłością. - Taki dzień, a ty nieogolony. Widzisz, nawet ja, taka stara, a zobacz co mam. - Dotknęła oprawek od okularów. Tristan uśmiechnął się z czułością. Anastazja nie zauważyła Gallela, dlatego mówiła do ciemnowłosego tak jak zwracała się do niego na co dzień.
- Anastazjo, chciałbym ci kogoś przedstawić - udało mu się w końcu powiedzieć. Dopiero wtedy Ana zobaczyła, że nie są w komnacie sami.
- Och... - kobieta speszyła się lekko i chciała bardzo szybko wstać z fotela, zapominając o książce na kolanach. Na szczęście Tristan złapał wolumin, odłożył na stolik i chwycił Anastazję tak, by pomóc jej stanąć.
- Ach, bardzo przepraszam - odezwała się w stronę niebianina. - Starość człowieka dopada, nawet nie wie kiedy - próbowała się wytłumaczyć.
- Anastazjo, to Gallel, ojciec Rael. Gallelu, to Anastazja, moja matka - powiedział poważnie lord, nie tłumacząc już niczego. Ana chciała dygnąć przed aniołem, ale po drzemce nogi miała zastałe i o mały włos by się nie przewróciła. Na całe szczęście Tristan czuwał i złapał ją nim doszło do wypadku. Posadził ją z powrotem na fotel, ale widział, że kobieta poczuła się upokorzona. Ona również chciała wypaść jak najlepiej przed ojcem błogosławionej. Pokochała Rael. Była młodą, miłą kobietą, która idealnie pasowała do tego miejsca, do Tristana i jego dzieci. Ana widziała w niej odbicie siebie z młodości, dlatego tak bardzo chciała wypaść dobrze, mimo swojego wieku i mimo braku tytułu.
Awatar użytkownika
Rael
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 79
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rael »

        Gallel podążył za Tristanem do kolejnego pomieszczenia. Na korytarzach szedł równo z nim, jednak już w bawialni zwolnił nieco, by trzymać się półtorej kroku za nim – tak by nie zaskoczyć Anastazji swoim pojawieniem się. Gdy jednak dostrzegł, że rzeczona starsza dama drzemie w fotelu, zwolnił jeszcze bardziej, dając w ten sposób do zrozumienia Tristanowi, że w razie czego on nie miałby za złe, gdyby tę prezentację przełożyć na trochę później. Po co ją budzić, przecież jeszcze nie wyjeżdżał, mogli poznać się później… Ale oczywiście lord Anlagorth lepiej znał przyszywaną babcię swoich dzieci, więc to od niego zależała decyzja o tym czy zostaną czy nie. Anioł przystanął jedynie w stosownej odległości i czekał.
        Starsza pani jednak być może tylko odpoczywała albo też miała bardzo płytki sen – w każdym razie szybko otworzyła oczy, gdy tylko Tristan się do niej zwrócił. Gallel udawał, że nie do końca słyszał wymianę zdań między nimi, ale w rzeczywistości dotarły do niego wszystkie uwagi Anastazji. W głębi serca od razu ją polubił – brzmiała na troskliwą, czułą osobę i dało się wyczuć, że lord faktycznie jest dla niej jak syn. Która służąca strofowałaby swojego pracodawcę, by się ogolił? Nawet jeśli była już na emeryturze i nie do końca mu podlegała… To były jednak słowa zarezerwowane dla matki. Pewnie niewiele brakowało, by poprawiła Tristanowi kołnierz i włosy.
        Uwadze Biennevanto nie umknęły również okulary, które nosiła Anastazja. Przypuszczał, że nie sprawiła ich sobie sama i pewnie były prezentem od lorda. Mówiła o nich, jakby były bardzo cennym skarbem.
        Gdy w końcu uwaga została skierowana na jego osobę, Gallel postąpił pół kroku do przodu, jakby się ujawniał z tłumu. Uśmiechnął się przyjaźnie do zaaferowanej starszej pani, zachowując przyjaznym wyraz twarzy nawet wtedy, gdy ta się potknęła i pewnie niejednemu zdarzyłoby się pod wpływem tej wpadki uśmiechnął z pobłażaniem. Nie, on taki nie był – zawsze panował nad tym jakie emocje okazywał, a jej przejęcie nie było niczym zabawnym. Dla niej to był na pewno wielki dzień, jak zresztą dla wszystkich w posiadłości. Z anielskim dyplomatą włącznie.
        - Gallel Biennevanto – przedstawił się pełnym imieniem i nazwiskiem zaraz po tym, gdy zaprezentował go Tristan. Zrobił to specjalnie, by móc się ukłonić przed Anastazją: w ten sposób niby przez przypadek nie widział jak znowu się zachwiała. Choć był od niej znacznie lepiej urodzony, korona z głowy mu nie spadła, gdy po prostu traktował ją jak damę, członka rodziny swojego przyszłego zięcia. Nawet pozwolił sobie, by pocałować ją w dłoń na powitanie, o ile oczywiście mu ją podała, gdy wyciągnął rękę w niemej prośbie o uczynienie tego zaszczytu.
        - Rael wspominała mi o pani w swoich listach – oświadczył i nie były to puste słowa, gdyż córka faktycznie kilkakrotnie pisała o tej kobiecie, teraz Gallel sobie o tym przypominał. – Bardzo mi miło, że możemy się poznać. Mam nadzieję, że moja córka znalazła pani aprobatę?
        Tak, anioł odezwał się do kobiety jak do prawdziwej matki Tristana - w końcu on jej ją przedstawił jako taką, a on nie miał z tym większego problemu. To była kwestia uczuć, stworzenia sobie rodziny, z którą Tristana łączyło serce, a nie krew i Biennevanto to rozumiał.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Lawendowy Dwór”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość