Dalekie Krainy[Równina Rafgar i okolice] Wskaż mi drogę

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Trudno byłoby Aldarenowi opisać słowami, jak miło zrobiło mu się na sercu, zwłaszcza po jego wątpliwościach odnośnie zadanego pytania, gdy zauważył jak bardzo ożywił się Mitra na wieść, że znów mógłby spróbować dania ze swojego dzieciństwa. To było... niewypowiedzianie przyjemne uczucie, dzięki któremu wampir odbudował nieco swoją pewność siebie. Nie tylko odetchnął mentalnie z ulgą, że tym razem postąpił dobrze, podejmując ten temat, nie tylko zdołał odepchnąć od siebie na ten moment czarne myśli, które nie tylko zaczęły zatruwać od jakiegoś czasu jego głowę, ale również serce. Można było śmiało powiedzieć, że czuł się nawet zmotywowany, aby rzeczywiście zaserwować ukochanemu któregoś pięknego poranka takie danie na dobry początek dnia. Oczami wyobraźni widział siebie w kuchni z zawiązanym na biodrach fartuchem - tym otrzymanym od Mitry - krzątającego się przy garach by zrobić swojemu wspaniałemu partnerowi ryż z owocami. Ba! Wierzył, że nie ograniczyłby się do jednorazowego przyrządzenia takiego posiłku blondynowi, bo gdyby ten wyraził taką chęć, wampir gotowałby mu to codziennie.
        - Wolałbym samodzielnie rozwikłać tą odwieczną tajemnicę ludzkości. Z moim wspaniałym pomocnikiem przy boku - powiedział łagodnie i bardzo czule, zerkając przy tym na Mitrę, jakby pytał go niemo, czy ten miałby ochotę wspomóc go w tym dochodzeniu, aby jak najlepiej przygotować dla nekromanty danie z jego dzieciństwa. - Dawno niczego razem nie gotowaliśmy - dodał z delikatną nostalgią w głosie. Przypomniał sobie jak pierwszy raz Mitra uczył go pichcić, albo tych kilka razy, gdy rzeczywiście coś razem gotowali i nekromanta był jego uroczym pomocnikiem... To były naprawdę podnoszące na duchu, motywujące wspomnienia, które Aldaren z chęcią by odtworzył i powtórzył raz jeszcze. Póki Mitra nie miał go dość i miał chęć poprzebywać nieco w towarzystwie wampira, to skrzypek powinien z tego korzystać przy każdej nadarzającej się okazji, prawda? Bo przecież nie wiadomo co przyniesie jutro.
        Albo najbliższe kilka minut, które wystarczyły, by cały miły nastrój - można by nawet powiedzieć romantyczny i beztroski - poszedł do diabła. Nie wątpliwie wina leżała po stronie skrzypka, bo zamiast po prostu powiedzieć, że rzeczywiście Mitra jest słodki, może okrasić to dodatkowo odrobiną romantyczności, Aldaren żałośnie zaczął się tłumaczyć. Jakby nie powiedział czegoś, od czego zrobiło się blondynowi miło, a zbił jakąś cenną wazę nekromanty i chciał uniknąć jego gniewu. I oto właśnie po raz kolejny tego dnia zrobił z siebie zwyczajnego błazna. Z resztą nie pierwszy raz. Kolejny, prawdę powiedziawszy niespodziewany pocałunek ze strony Mitry, był miłym pocieszeniem, choć nie zdołał zagłuszyć wyrzutów sumienia wampira.
        - Nie tak jak ty, najdroższy - powiedział łagodnie, posyłając nekromancie delikatny uśmiech. Nie wypadało milczeć, po usłyszeniu takiego wyznania. Chociażby z grzeczności wypadało coś odpowiedzieć. A gdy do tego jeszcze była to szczera prawda w odczuciu Aldarena, to tym lepiej, bo wypowiadał się szczerze, a nie na siłę.

        Możliwe, że tylko przez swoją nadopiekuńczość, Aldaren przed wyjściem z chatki (po uzgodnieniu z Mitrą, że bałagan w ich domku był sprawką nekromanty) postanowił zabrać ze sobą bukłak z wodą i w razie czego jakąś suchą przekąskę, których trochę im zostało z ich podróży z Nimerin w te strony. Co prawda Mitra mówił, że się mocno najadł, ale po wysiłku na nich czekającym, chyba każdy mógłby zgłodnieć.
        - Nie masz za co mi dziękować - powiedział łagodnie, przyglądając się z czułym uśmiechem, jak Mitra gasił swoje pragnienie. Sprawianie mu takich małych przyjemności czy bycie potrzebnym chociaż przez tak błahe rzeczy, przepełniało serce wampira prawdziwym szczęściem. Uwielbiał takie chwile. Dla skrzypka znaczyły naprawdę wiele.
        - Bo oprócz ciebie nie mam niczego, o co mógłbym dbać i co mógłbym stracić - wyjaśnił spokojnie, z łagodnym uśmiechem zerkając na swojego partnera. W swoich słowach ani trochę nie przesadzał, bo o co innego mógłby dbać, jeśli nie o niebianina i ich związek? Nikogo innego ważnego w swoim życiu nie miał, wszyscy jego bliscy nie żyli. Co prawda utracić mógłby cały swój majątek, z wielkich planów założenia szpitala mogłyby zostać jedynie gruzy, ale czy rzeczywiście byłoby to równie dotkliwe, co utrata ukochanej osoby? Wątpił w to. Pieniądze i pozycję społeczną zawsze można zyskać na nowo, ale miłości swojego życia już nie tak łatwo odzyskać.

        Może z początku Aldaren obawiał się czy tego dnia ich związek się nie zakończy, ale choć był przygnębiony tym do jakich wniosków doszedł, a którymi chciał się podzielić z ukochanym, z każdą kolejną chwilą podbudowywał się wiarą w to, że po tej rozmowie powinno być w ich wspólnym życiu tylko lepiej. Jeśli uda mu się z Mitrą ustalić jak powinien się zachowywać, by ograniczyć spięcia miedzy nimi i by sprawiać nekromancie jedynie przyjemność, nie powinno być już więcej źle w ich związku. Im bliżej byli gór i dotarcia do celu, tym bardziej pokrzepiał się myślą, że wszystko będzie dobrze.
        - Trasa jest bardzo wymagająca i nie jedna osoba straciła na tym szlaku życie - powiedział szczerze, bez zbędnego owijania w bawełnę. Mitra nie był dzieckiem, więc należały mu się konkretne odpowiedzi. - Jednakże wierzę, że dasz radę, zwłaszcza, że mierzyłeś się z dużo trudniejszymi przeszkodami w życiu, choćby w samym Thulle. I w przeciwieństwie do tych, co tu zginęli, ty nie będziesz sam, a ja nie dam ci spaść - zapewnił czule, patrząc na niego z prawdziwym, niemalże psim, oddaniem w oczach, które jasno sugerowało, że bez wahania wampir skoczyłby za blondynem w ogień czy wykąpałby się w balii wypełnionej po brzegi najczystszym, roztopionym srebrem, byle by tylko uratować życie ukochanego.
        - Na pewno cię tam nie zostawię. W razie potrzeby coś się wymyśli, więc gdyby było ci ciężko, albo po prostu nie chciałbyś już dalej iść, daj znać - poprosił spokojnie, nie mając zamiaru robić z tego powodu jakiś problemów, bo rozumiał, że Mitra zapewne nigdy nie miał styczności ze wspinaczką wysokogórską. Pomoże partnerowi, nawet jeśli ledwo po rozpoczęciu wspinaczki, mieli by wrócić do domu. Mimo wszystko naprawdę wierzył, że nekromanta da radę, a wędrówka zrobi dobrze im obu.
        Aldaren nie mógłby przyznać, że faktycznie udało mu się przez tę wyprawę uspokoić nieco swoje nerwy i obawy, o to jak przebiegnie ich rozmowa, ale na szczęście nie pogarszało mu się. Chociażby przez to, że co chwila instruował swojego towarzysza co ich czeka za zakrętem, na co trzeba się przygotować, na który kamień powinien uważać. Pilnował wiernie nekromanty, by ten rzeczywiście pokonał tę część drogi w jednym kawałku i może nawet był dumny z siebie na samym końcu udanej wspinaczki. Kiedy jednak Mitra w pewnym momencie się poślizgnął, choć Aldaren w porę zdążył zareagować i złapać partnera nim doszło do tragedii, jemu również serce skoczyło do gardła i omal nie dostał zawału, choć raczej było to niemożliwe w przypadku nieumarłych. Co prawda przez gwałtowny ruch i swoją naglą reakcję, ani trochę nie przyspieszył regeneracji kontuzjowanego ramienia, lecz w tym momencie po prostu nie myślał. Liczyło się jedynie złapanie i wciągniecie z powrotem obok siebie Mitry. Dzięki adrenalinie i tak najpewniej chwila minie, nim odczuje konsekwencje nadwyrężania nastawionego barku.
        - Już dobrze, trzymam cię - wyszeptał łagodnie do jego ucha, samemu mocno trzymając ukochanego przy sobie. Wtulił nawet delikatnie twarz w blond kosmyki, nadal przerażony tym, że tak niewiele brakowało by stracił swój najcenniejszy w życiu skarb. Swój jedyny powód, który nadal trzymał go przy życiu na tym łez padole.
        Oczywiście wypuścił ostrożnie nekromantę, gdy ten miał już dość bliskości i opanował szalejąca w żyłach adrenalinę. Pomógł mu również dojść na bezpieczniejszy grunt, a tam już niewiele ich dzieliło od ich celu.

        Po kilku godzinach od opuszczenia gospodarstwa Amy, w końcu zatrzymali się na polance pośród szczytów, na której rosło samotne drzewo. Choć zjadała skrzypka trema, bo wiedział, że teraz czeka ich być może trudna rozmowa, nie uszło uwadze nieumarłego, że blondynowi musiało być na tej wysokości chłodno. Podszedł do niego po przemianie z kruka na powrót w człowieka i zdejmując swój płaszcz z ramienia, okrył nim niebianina. Liczył się z tym, że mogło to nie wystarczyć i może nie najlepszym pomysłem było zabieranie tutaj Mitry, który jeszcze się przeziębi przez to wiatrzysko, jednakże na ten moment nie mógł poradzić nic innego.
        Usiadł na krawędzi klifu, nieco machając nogami nad szczerzącą na nich swoje zębiska przepaścią w dole i zaprosił obok siebie błogosławionego, którego przestrzeni osobistej wolał w tej chwili nie naruszać. Jeszcze spanikowany by się zaczął szarpać i spadłby tam na dół, i Aldaren mógłby go już nie zdążyć złapać.
        Spojrzał kątem oka na siedzącego obok blondyna i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, lecz jedynie westchnął, aby nie przerywać niebianinowi. Słuchając, jak Mitra bierze na siebie odpowiedzialność za wszystkie głupie pomysły i teksty Aldarena, odniósł wrażenie, jakby nekromanta mówił o wampirze. Przecież od incydentu ze skrzydłami (co najmniej) skrzypek przestał mówić to co pierwsze zaświtało mu w głowie, a zaczął się zwyczajnie zastanawiać nad tym co mówi i co chce przekazać. A że zazwyczaj przekombinował... ciężko było mu znaleźć złoty środek miedzy byciem sobą a tym, by przez przypadek nie urazić partnera.
        - Wierz mi, wiem co czujesz, bo sam ostatnio zacząłem się zastanawiać czy to co mówię nie jest głupie, czy cię czasem nie urazi. Boję się tego, że mógłbym powiedzieć jedno niepotrzebne słowo za dużo i już więcej bym cię nie zobaczył - wyznał cicho, zerkając z bólem w oczach na niebianina. Może w normalnej sytuacji by się śmiał z tego, że każde z nich, mimo tych samych powodów, podjęło zupełnie inną taktykę - Mitra praktycznie nigdy nie mówi tego co myśli, a Aldaren kombinuje jak koń pod górkę by to co myśli nie spowodowało żadnych konfliktów, by było jak najbardziej neutralne. Paradoks jednak polegał na tym, że im bardziej się starał tym bardziej chyba przez tę neutralność odsuwał od siebie ukochanego. Z resztą... było tak jak Mitra mówił - skrzypek praktycznie nigdy o nic nie pytał blondyna, można by nawet powiedzieć, że w ogóle się nim i jego życiem nie interesował, jednakże wychodził z założenia, że skoro niebianin nie lubił się uzewnętrzniać, wampir swoim dociekaniem i męczącym zadawaniem pytań cały czas tylko by do siebie zraził nekromantę, a tego przecież chciał przez cały czas uniknąć. Z mniejszym bądź większym skutkiem. Mimo wszystko jednak, choć miał świadomość tego, że nigdy o nic nie pytał, i tak powiedzenie tego głośno przez Mitrę bolało. To tak jakby przypomnieć ślepemu, że nie widzi, albo kalece bez ręki, że jej nie ma. Było mu po prostu przykro, bo taka była prawda i doskonale o tym wiedział, a ta przecież zawsze bolała. Inaczej nie byłoby tego powiedzenia, że prawda w oczy kole.
        Odkąd odważył się spojrzeć na Mitrę, gdy ten zaczął wyrzucać, że to niby przez niego wszystkie ich związkowe problemy, nie potrafił już odwrócić od niego wzroku, niezależnie od tego jak wielki ból odczuwał. Sam był sobie winien takiemu stanowi rzeczy, bo gdyby od samego początku traktował Mitrę jak człowieka, a nie zastanawiając się co chwila nad tym by nie powodować u niego skojarzeń z okrutną przeszłością, której błogosławiony doświadczył, najpewniej już dawno zapomnieliby o czymś takim jak kłótnie w ich związku, a tak przecież nadal się z nimi borykali. I nie wiadomo kiedy miałaby nadejść kolejna, choć wampir tak mocno się starał by ich uniknąć.
        Jedynie na pół oddechu spuścił z Mitry swój wzrok, tylko po to by spojrzeć na ich splecione palce, jakby się chciał upewnić czy rzeczywiście dobrze odbiera bodźce, czy może tak bardzo chciałby w tej chwili jakiejkolwiek oznaki tego, że wszystko będzie dobrze, bliskości ukochanego, że jego umysł podsuwa mu nieprawdziwe obrazy i bodźce, byleby tylko ukoić jego rozdzierający serce ból przez poczucie winy.
        - Nie chcę być tym samym idiotą, który sprawił ci tyle bólu, po tym jak postanowiłeś pokazać mi swoje skrzydła - powiedział łamiącym się głosem, mentalnie zaciskając zęby by nie odwrócić wzroku od ukochanego. Nie licząc tych kilku wpadek z komplementami rzuconymi przy stole, bez namysłu, chyba właśnie pierwszy raz od dłuższego czasu powiedział to co naprawdę myślał, bez wcześniejszego zastanawiania się czy powinien, czy nie rozdrapie jakiś nieprzyjemnych ran, które dopiero co zaczęły się goić, czy nie sprawi tym Mitrze przykrości.
        Westchnął ciężko, wysłuchując wyznania blondyna. Aż wstyd mu było, że zamiast zauważyć, iż nie sprawił wtedy partnerowi w żaden sposób przykrości, a jedynie przyjemność, on zwyczajnie postanowił się wycofać z własnych słów, jak zwykle źle interpretując reakcje nekromanty.
        Znów westchnął, przymykając na moment oczy, a gdy je otworzył, wyciągnął ramię w stronę ukochanego i objął go, delikatnie przytulając do siebie.
        - Nie to, że mnie nie usatysfakcjonowały... bałem się, że cię tym uraziłem... Naprawdę boję się, że znów mógłbyś się przestać do mnie odzywać. Że przez kolejny dzień mielibyśmy się unikać. Chciałem być DLA ciebie, bo myślałem, że w ten sposób mniej bym cię ranił, niż podczas bycia Z tobą - powiedział, podkreślając o co mu chodziło. Chwilę nad czymś myślał, by zaraz po tym wciągnąć nogi na klif, wstać i klęknąć zaraz na jedno kolano, opierając na udzie drugiej nogi ramię, z pochyloną głową niczym giermek podczas pasowania na rycerza.
        - Mitro Aresterra, czy zechcesz podzielić się ze mną swoimi marzeniami i troskami? Czy... mogę liczyć na twoje wsparcie, gdy będąc sobą palnę jakąś głupotę, którą cię niespecjalnie urażę? Może... umówmy się, że wtedy pójdę spać na ganek albo bez kolacji - zaproponował, podnosząc w tym momencie głową i patrząc nadal trochę zaszklonymi oczami, w których tańczyły nieśmiało chochliki, w oczy ukochanego. Uśmiechnął się przy tym naprawdę szczerze i czule, posyłając Mitrze chyba dawno przez niego niewidziany grymas, który Aldaren zawsze przywdziewał na twarz, gdy tylko chciał zapewnić, że wszystko jest w porządku i jakby właśnie wygrał ze śmiercią w kości. Po tym, jak usłyszał od Mitry, że jego komplement naprawdę został miło przyjęty przez nekromantę, nie tylko było mu lżej i cieplej na sercu, a wszelkie troski zostały z buta wykopane za drzwi. Był szczęśliwy i można by rzec, że promieniał nadzieją na to, że jeśli teraz zaczną sobie naprawdę wszystko mówić co im w głowie siedzi bez jakiś szalonych kombinacji, że będą się dzielić z sobą wszelkimi troskami, to będzie w ich związku tylko lepiej i być może nigdy więcej nie zdarzy im się żadna kłótnia czy chwile zwątpienia.
        Co do swojej kary, gdyby uraził słowem lub czynem błogosławionego, oczywiście żartował, bo pójście spać bez kolacji w jego przypadku było nawet zbawienne, w końcu wampirom normalne jedzenie potrafiło mocno zaszkodzić, a żołądek Aldarena naprawdę różnie i w większości niezbyt pozytywnie przyjmował w sumie jakiekolwiek posiłki, gdyż skrzypek nawet po wypiciu krwi potrafił się źle czuć. Jeśli o spanie na ganku chodziło, cóż... Tu już może tak nie do końca żartował, po części nawiązując do tego, że miałby być podobny do szczeniaka. Pojawiał się przy tym jednak drobny problem czy nie byłaby to również kara dla nekromanty, który już tyle spał z wampirem obok siebie, że może mógłby mieć problemy z zaśnięciem bez niego.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        - Masz rację, dawno – przyznał Mitra z nostalgią w głosie. W trakcie podróży Aldaren z reguły gotował sam, podczas gdy on zajmował się innymi rzeczami. Niejednokrotnie tymi „ważnymi sprawami” było unikanie innych, na przykład Amy. Może pora, by dać sobie z tym spokój, stawić czoła lękom i spędzić trochę czasu w kuchni z ukochanym? To były zawsze miłe chwile. Poza tym Mitra od razu przypomniał sobie wiele scen, które rozegrały się w kuchni jego domu… Nie, tego na pewno nie powtórzą w domu wiedźmy, ale może będą musieli do tego wrócić, gdy będą już z powrotem w Maurii. I ta myśl sprawiła, że tak jak do tej pory Mitra chciał jak najdłużej cieszyć się tymi wakacjami, tak teraz zaczął myśleć, że może powrót wcale nie będzie taki zły…
        - Z przyjemnością wesprę mojego mistrza – zapewnił czułym tonem, głaszcząc wampira po dłoni. Uśmiechał się do siebie tajemniczo.

        Podczas wspinaczki, gdy usłyszał jaka trasa przed nimi, skrzywił się wyraźnie, choć jego oblicze złagodniało trochę po porównaniu do Thulle i rozluźniło zupełnie, gdy usłyszał o asekuracji.
        - Ufam ci - zapewnił. - Chodźmy - dodał zdecydowanym tonem.
        Później zaś wielokrotnie powtarzał sobie w duchu, że bez Aldarena zginąłby na tej ścieżce. Skrzypek doradzał mu na wszystkich etapach, instruował w kwestiach, w których nekromanta był totalnie zielony. A na koniec powstrzymał go przed być może śmiertelnym w skutkach poślizgnięciem się. Gdy po tym wypadku Mitra odzyskał jasność myśli, powiedział na głos to, co myślał od pierwszego kroku postawionego na tej ścieżce.
        - Zginąłbym bez ciebie.
        I coś w jego tonie kazało podejrzewać, że nie tylko o upadek w przepaść chodziło.

        Mitrze wydawało się, że chłód ogarniający go na tej polance wśród szczytów nie brał się z zewnątrz, a z jego wnętrza, bo przecież świeciło słońce, a oni nieustannie byli rozgrzani ruchem, więc nie powinien marznąć. Mimo to było mu chłodno i bez szczególnej walki przyjął płaszcz Aldarena.
        - Zmarzniesz… - zaoponował tylko niemrawo, bo przecież skrzypek został w samej koszuli. Nie spierał się jednak o to kto ma się okryć płaszczem, to nie było teraz najistotniejsze. Bardzo chciał mieć już za sobą tę rozmowę, której tak się obawiał. Przysiadł więc obok – wcale nie tak daleko jakby był obrażony tylko dość blisko – i czekał.
        Wyznania skrzypka były trudne i bolesne – Mitra nie spodziewał się, że jego ukochany tak przez ostatnie dni cierpiał. Zawsze się uśmiechał w jego obecności, co jakiś czas pozwalał sobie na czułości… Nekromanta wyrzucał sobie, że czegoś nie zauważył. To, że nie byli fizycznie tak blisko jak kiedyś nie budziło jego podejrzeń – sam się przecież wycofał i wydawało mu się, że Aldaren szanuje jego potrzebę dystansu. Dotarło jednak do niego, że to nie było dobre dla nich – tak, dla niego również. Zastał się w miejscu, okopał na swojej pozycji, znowu bezpiecznie schowany za swoim przebraniem i niewidzialną barierą. Ta rozmowa była potrzebna, by dostrzegł swój błąd i przestał w nim tkwić. Szkoda, że sam tego nie zauważył.
        Mimo to był zaskoczony jak łatwo przyszło mu wypowiedzenie swojego zdania – przez krótki moment to zaskoczenie było nawet widoczne w jego oczach. Nie zacinał się, nie przerywał w pół zdania, nawet nie skubał sobie skórek przy paznokciach. Może nie był to popis sztuki oratorskiej, a do poziomu Aldarena nadal wiele mu brakowało… Ale wydawało mu się, że był chociaż zrozumiały. Nie tak jak w Nimerin. Choć martwił się i obawiał, znalazł w sobie dość determinacji, by podjąć ten temat. Gdzieś w sercu czuł strach, że zrani ukochanego, że wszystko zniszczy wypowiadając na głos swoje myśli… Ale przecież do tego zachęcił go skrzypek, prawda? By w końcu się odezwał i dał się poznać… Nie był tylko maskotką do głaskania, karmienia i całowania w czoło.
        Dlaczego sam wpędził się w tę rolę?
        Gdy tylko Aldaren otworzył usta, jakby chciał się wtrącić, Mitra minimalnie podniósł głos i spojrzał na niego prosząco. ”Proszę, nie przerywaj mi. Tak dobrze mi idzie…”, prosił, bo bał się, że już nie da rady podjąć równie zdecydowanym, szczerym tonem. Później było już jednak łatwiej, można powiedzieć, że się rozkręcił – słowa same płynęły. Było mu też łatwiej, gdy skrzypek na niego patrzył – co prawda widział w jego oczach żal i przez moment chciał przestać, objąć go i pocieszyć, ale rozumiał, że muszą odbyć tę rozmowę i Ren musi wysłuchać, tak jak on wcześniej wysłuchał…
        Na moment Mitrze zabrakło słów, gdy skrzypek tak wprost powrócił do tamtego incydentu ze skrzydłami. Chciał powiedzieć, że to nic takiego, ale… przecież przez to się odsunęli od siebie. Zraniony błogosławiony choć wybaczył, nie umiał odbudować tej relacji – to siedziało bardzo głęboko w nim… I w Aldarenie najwyraźniej również. Ta świadomość sprawiła, że nekromancie zrobiło się niesamowicie przykro – przez to, że przez swoje fobie i zaszłości tak zranił ukochanego. Biedny, tyle czasu cierpiał, choć chciał dobrze… Musieli to sobie jeszcze wyjaśnić… Ale to za chwilę. Mitra chciał skończyć co zaczął.
        No i w końcu skończył – teraz dał ukochanemu moment na działanie. A gdy ten odchylił ramię, by go przytulić, błogosławiony niemal natychmiast się przysunął, wtulając się w niego mocno. Słuchał jego wyjaśnień najpierw z twarzą schowaną w jego ubraniu, ale po chwili podniósł na niego wzrok. Nie rozumiał do końca tej różnicy między „dla” a „z”, ale chyba po prostu był w tej chwili zbyt intelektualnie zmęczony, by zajmować się takimi grami językowi. Uśmiechnął się jednak, tak po prostu, z miłością – wydawało mu się, że chyba najważniejsze kwestie sobie wyjaśnili, nawet jeśli sam miał jeszcze wiele do powiedzenia. I to nie z obowiązku – bo wiedział, że musi zacząć nad sobą pracować i otworzyć się na partnera – ale ze szczerej chęci. By od tej pory się między nimi układało. By mogli być szczęśliwi.
        Przeoczył moment, gdy w oczach Aldarena pojawił się ten ostrzegawczy ognik – znak, że jego ukochany coś kombinuje. Z lekkim niezadowoleniem – jak dziecko, które po skończonej bajce musi iść spać – przyjął to, że już nie był przytulany, a później patrzył na skrzypka lekko zdezorientowanym wzrokiem. Mocniej otulił się jego płaszczem i z otwartymi z zaskoczenia ustami odgarnął włosy z twarzy. Patrzył jak wampir klęka.
        - Przecież… - bąknął, ale nie dokończył. „Przecież już mi się oświadczyłeś” chciał powiedzieć w pierwszej chwili, ale to takie absurdalne. To musiało być coś innego, na pewno. Tylko na co ten jego kochany szaleniec wpadł?
        Odpowiedź nadeszła w sumie szybko, wraz z rozbrajającą prośbą skrzypka. Mitra przyjął ją najpierw z zaskoczeniem, potem z radością, a na koniec z rozbawieniem. Uśmiechnął się szeroko i oczy mu się świeciły gdy go słuchał, podczas tego udawanego uroczystego ślubowania. Sam się podniósł, ale tylko do pozycji klęczącej, by mieć wzrok mniej więcej na wysokości jego oczu. Poczekał aż skończy, po czym ujął go obiema dłońmi za twarz, aby skrzypek na niego spojrzał.
        - Aldarenie van der Leeuw – zaczął równie oficjalnym tonem co on. – Oficjalnie ślubuję, że od dziś będę dzielił się z tobą wszystkim co mi leży na sercu. I że od tej pory dołożę wszelkich starań, aby między nami było tylko coraz lepiej. I byśmy oboje mogli być sobą. I proszę, że jeśli to ja zacznę się za mocno izolować, byś mi to powiedział. Obiecuję poprawę. A nad ewentualnymi karami jeszcze się zastanowimy – dodał chytrym, ale jednocześnie czułym tonem, jakby nie zamierzał spełnić swojej groźby tylko nastraszyć skrzypka. Po tym zaś wychylił się i pocałował Aldarena, nadal obejmując go oburącz za twarz. Zaraz jednak jedną dłoń przesunął na tył jego głowy, wsuwając włosy między palce i lekko burząc mu fryzurę (jakby ten lot jeszcze niedostatecznie ją zburzył…).
        - Przepraszam, że to zajęło tyle czasu i musiałeś mnie zawlec taki kawał od domu, bym zrozumiał niektóre rzeczy – wyznał, gdy już skończył ich pocałunek i oparł czoło o jego czoło. – Jestem naprawdę szczęściarzem, że jesteś mądry za nas oboje.
        Mitra dał ukochanemu kolejnego buziaka, po czym usiadł z powrotem na brzegu klifu. Spojrzał jednak na Aldarena tym wzrokiem, który sugerował, że coś kombinuje i do tej pory z reguły zwiastował kłopoty. Odrzucił z ramion płaszcz skrzypka.
        - Może usiądziemy tak jak wtedy przy ognisku przed wjazdem do Nimerin? – zaproponował, choć w jego głosie słychać było, że to wręcz prośba. Na zachętę kiwnął na ukochanego głową, ale nie naciskał – gdyby Aldaren wolał siedzieć obok, nie miałby do niego o to pretensji. Tak czy inaczej gdy już zajęli miejsca, Mitra wtulił się w skrzypka. Może źle zinterpretował jego prośbę sprzed chwili, ale uważał, że teraz jest pora, by wyznał parę myśli, które go dręczyły niemal od samego początku ich związku. Chciał to zrobić, był zmotywowany, potrzebował tylko takiego fizycznego wsparcia i chwili na zebranie myśli. Gdy już czuł się wygodnie i bezpiecznie, odetchnął z ulgą. Spojrzał na zachód słońca przed nimi.
        - Jak tu pięknie – westchnął. – Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. To najpiękniejsze miejsce w jakim w życiu byłem. I jedna z najpiękniejszych chwili – dodał, głaszcząc go po ręce z czułością i próbując spojrzeć mu w oczy, nawet jeśli siedzieli jeden za drugim. Chwilę milczał, ciesząc się tą chwilą i sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał tak usnąć.
        - Chyba wszystkie komplementy, które mi powiedziałeś od początku naszego związku, mi się podobały – zagaił w końcu tonem jasno sugerującym, że to wstęp do dłuższej wypowiedzi. – Po każdym czułem się naprawdę wyjątkowy. Ale one tak bardzo mnie poruszały, że nie wiedziałem jak odpowiedzieć. Poza „dziękuję”. Ale wiesz, gdy mówię, że mnie poruszały to mam serio na myśli, że w głowie miałem totalny chaos. Prawie skakałem z radości. Ale – no właśnie – to byłoby chyba głupie. Nie wiem, nie do końca jestem pewien jak powinienem reagować. I wiem, że ja rzadko mówię ci miłe rzeczy, ale… no właśnie. Wydaje mi się, że to będą takie banały albo żenujące kawałki. Ty zawsze mówisz tak pięknie, tak pięknie zagajasz temat. Nie spodziewam się jak wspaniałe słowa od ciebie usłyszę, a gdy padają, jestem nimi absolutnie oczarowany. A ja… mógłbym powiedzieć, że kocham twój uśmiech. Mógł powiedzieć, że masz najpiękniejsze oczy na świecie, że twoja muzyka jest cudowna, że nie mogę oderwać od ciebie oczu i że uwielbiam wstawać przed tobą, bo gdy się budzisz jesteś tak absolutnie uroczy, że to aż niemoralne... Ale to takie proste, a ty zasługujesz na coś piękniejszego. A ja nim to wymyślę, tracę sposobność albo odwagę by to powiedzieć, tyle mi to zajmuje. No i jest jeszcze kwestia tego, że czasami… to takie niestosowne. Głupio mi z tym, ale czasami… To co mówisz albo coś co zrobisz… Strasznie mnie podnieca – wyznał cichutko, ewidentnie tym zażenowany. Na moment zacisnął wargi i spuścił wzrok, jakby teraz spodziewał się jakiejś riposty ze strony skrzypka. Po chwili jednak kontynuował.
        - Zupełnie sobie z tym nie radzę – wyznał. – Boję się dać się temu porwać. Nie chcę byś się do mnie zraził, a już tym bardziej nie chcę cię skrzywdzić robiąc coś, czego byś nie chciał… Miałem straszne wyrzuty sumienia po tamtym pocałunku znienacka, wiesz, chodzi o ten po tym jak zmieniałem ci opatrunek. Byłem tak spanikowany, że zrobiłem coś wbrew twojej woli i możesz mieć do mnie o to żal… Nie chcę by moje pożądanie wszystko zepsuło. Ale odczuwam je coraz częściej. I… Boję się tego. Powinienem bardziej nad sobą panować. Bo co jeśli przez swoje pragnienia zrobię ci krzywdę? - zapytał z naciskiem, patrząc znowu z przejęciem na Aldarena. – Wiem, że nie jestem w stanie zrobić ci fizycznej krzywdy, że byłbyś w stanie bez trudu się przede mną obronić, zresztą aż tak daleko nawet nie myślę, to taka, nie wiem, gwałtowność uczuć, nagle tak strasznie chciałbym cię pocałować, objąć, dotknąć twojej skóry, ale tak naprawdę… Albo w drugą stronę, byś to ty mnie… Ale nie chcę zranić twoich uczuć, zawieść twoje zaufanie… boję się, że będę taki…
        Nie dokończył. Ale też pewnie nie musiał kończyć – skrzypek na pewno wiedział, jaka będzie końcówka tego zdania: „że będę taki jak ci, którzy mnie skrzywdzili w niewoli”. Nie docierało jednak do Mitry to, że to co czuł nie było ani niestosowne, ani nawet specjalnie silne, w gruncie rzeczy nadal dość niewinne. Były to jednak dla niego uczucia nowe, które na dodatek kojarzyły mu się z traumatyczną przeszłością.
        - To… chyba taka moja największa troska, jeśli chodzi o nas. Źródło największej radości, bo to jak wyrażasz swoją miłość jest najpiękniejszą rzeczą jaka mnie spotkała, ale też największa troska, bo ja tak nie potrafię. A chciałbym, byś również wiedział jak bardzo cię kocham i ile dla mnie znaczysz.
        Aresterra westchnął. Spojrzał na Aldarena uśmiechając się do niego, jakby chcąc przekazać, że chociaż w pewnym znowu zaczął mówić tak nieskładnie jak zawsze, to wszystko jest w porządku. Powiedział wszystko co mu leżało na sercu.
        - Ren, chciałbym ci je znowu pokazać – oświadczył po chwili. – Moje skrzydła. Skoro to był chyba ten moment, gdy zaczęło się między nami nie układać, spróbujmy może jeszcze raz? Nie boję się, chciałbym to zrobić. Będziesz mógł mnie dotknąć, będziesz mógł powiedzieć co myślisz, nie martw się, że zrobi mi się przykro czy że będę miał jakieś złe skojarzenia. Chciałbym byś szczerze powiedział co o nich myślisz… Bo one teraz będą takie po części twoje – wyznał z lekkim wstydem wynikającym z nieśmiałości, a nie strachu. – Jak… Jak cały ja. Z naciskiem na serce i duszę, które oddałem ci całkowicie. Ale te skrzydła chciałbym, by były takim symbolem. Byś tylko ty je mógł oglądać i by były tylko dla ciebie. Bo jesteś dla mnie wyjątkowy, jedyny na całej Łusce, najważniejszy… Więc… Chciałbyś… je zobaczyć? – zapytał takim tonem, jakby proponował mu coś bardzo niestosownego.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        "Nie będzie mi zimniej, niż na co dzień" - pomyślał z obojętnością, pijąc oczywiście do tego, że był nieumarłym, a jako żywy trup naturalnie był zazwyczaj zimny. No chyba, że napiłby się krwi, wtedy wampirze ciało, stawało się nieco cieplejsze niż zazwyczaj, ale to i tak nie na długo. Nie powiedział jednak na głos tego co myślał z prostego powodu - nie było sensu robić tej chwili jeszcze bardziej ponurej, niż już i tak była. Byli przecież na romantycznym spacerze, praktycznie ich pierwszym takim prawdziwym, choć jak się ostatecznie okazało i tym razem nie do końca można było nazwać tę wędrówkę randką. Podczas romantycznego spaceru dwójki kochających się osób, żadna z nich nie powinna doświadczać żadnych trosk, a jedynie spijać jak najwięcej szczęścia z tej chwili. W ich przypadku to się jednak nie udało, bo tak jak wtedy w Nimerin wybrali się na przechadzkę po mieście, tak również teraz każde z nich było zbyt pochłonięte własnymi zmartwieniami, by rzeczywiście całym sobą cieszyć się z tej wyprawy. Nie mniej, Aldaren wierzył w to, że po tym co chciał wyznać Mitrze będzie miedzy nimi naprawdę dobrze. I może następnym razem w końcu uda im się wybrać na prawdziwą randkę. Może będzie nią jutrzejsza wyprawa nad morze, może dopiero w Maurii będą mieli taką możliwość, to już nie miało większego znaczenia, jeśli miałby spędzić resztę swojej wieczności naprawdę szczęśliwy z niebianinem i bez większych trosk w ich życiu.
        - Nic mi nie będzie - powiedział krótko bez zbędnego przedłużania i raczej dołującego przypomnienia, że jako ożywieniec nie musiał martwić się o to, że złapie przeziębienie czy zafunduje sobie zapalenie płuc.
        Gdy Mitra usiadł obok niego na krawędzi klifu, zaraz po chwili zastanowienia i pozbierania myśli, Aldaren zaczął mówić do czegóż to doszedł podczas gotowania dzisiejszego obiadu dla nekromanty. W sumie to już przed tym zaczął myśleć o tym jak beznadziejnym był partnerem. O wszystkich swoich wadach i błędach popełnionych w ich związku, przez które tylko się kłócili. No i nie doszedł do tego tak zupełnie sam, bo i Ama też po części wyraziła wampirowi swoją opinię na temat jego obecnej relacji z niebianinem.
        Z resztą... raczej od samego początku było pewne, że takie postępowanie Aldarena raczej nie przyniesie niczego dobrego ich związkowi. Bo niby jak, skoro ze swojej strony praktycznie nie przejawiał żadnej inicjatywy w okazywaniu czułości, choćby miały być to tylko zwykłe przekomarzania między nimi i praktycznie zamknął się w sobie, dochodząc do takiego momentu, że obawiał się cokolwiek powiedzieć, by czasem przez przypadek nie urazić partnera i nie doprowadzić do kolejnej kłótni. A gdy to Mitra zaczynał jakieś czułości czy chciał nakłonić skrzypka do okazania jej jeszcze nieco więcej, gdy ten praktycznie nieświadomie wybiegł z jakimś komplementem, Aldaren jakby nie patrzeć tłumił to za każdym razem, nawet nie rozwijając tematu. Sprowadzając wszystko do jałowej formalności i niepotrzebnych tłumaczeń. Nie na tym przecież polegał związek, nawet jeśli nieumarły miał dobre intencje. Nie pomyślał jednak, że w tej walce o poprawę ich relacji sam nic nie zdziała, nie ważne jak bardzo by się starał. Bo partnerstwo, to nie tylko on sam, to współpraca dwojga darzących się silnym uczuciem, dość często mocno od siebie odmiennych charakterów. Prawdziwa sztuka polegała na tym, by dojść do jakiś kompromisów, wspólnie ustalić jakiś złoty środek, aby żaden z partnerów nie był podrzędny w związku, by żadna osoba w związku nie musiała się w nim dusić i cierpieć, nawet jeśli dla dobra i komfortu tej drugiej.
        Aldaren, gdy sam się wygadał, dał Mitrze szansę na przetrawienie jego słów i być może jakąś odpowiedź. Gdy ta nastąpiła, słuchał swojego ukochanego uważnie i ani razu się nie wtrącił nekromancie w słowo. Nawet jeśli kilka razy zdarzyło mu się nabrać powietrza i otworzyć usta, aby coś powiedzieć, od razu spieszyć z wyjaśnieniami. Nie był jednak w stanie się do tego zmusić, bez względu na to jak mocno by chciał się wtrącić, gdy widział to niemal błagalne spojrzenie, aby pozwolił niebianinowi dalej mówić, póki nie skończy. Głupio mu było, że w ogóle przyszła mu do głowy myśl, aby tak bezczelnie przerwać wypowiedź swojego partnera i był z niego naprawdę dumny, bo w przypadku Mitry takie uzewnętrznienie się było naprawdę sporym osiągnięciem. Być może nawet dużo większym, niż praktycznie przed chwilą pokonana przez nich trasa.
        W końcu Aldaren został nagrodzony za swoją cierpliwość, możliwością odniesienia się do słów, które właśnie padły z ust nekromanty. I chyba w tym momencie już im obu było lżej na sercu. Mimo że najprawdopodobniej wypowiedzi każdego z nich dotknęły tego drugiego, to żadna nie była podszyta złośliwością czy pretensją. Oboje mieli problem z odpowiednim okazywaniem sobie wzajemnych uczuć i wyjawili sobie na wzajem, co leżało im na sercu i - co powinno być niezwykle pokrzepiające - nie widać było, by któryś z mężczyzn poczuł się naprawdę dotknięty padającymi tutaj słowami, nie doszło do kolejnej sprzeczki między nimi. Był to przyjemny zwiastun tego, że być może od teraz będzie między nimi już tylko lepiej.
        Dezorientacja Mitry była naprawdę urocza, gdy Aldaren przed nim klęknął na kolano i odezwał się uroczyście, wypowiadając pełne imię Mitry, pozwalając swoim słowom chwilę tańczyć na wietrze między nimi. Wcale nie udawał tego uroczystego tonu, naprawdę pragnął nadać swojej prośbie, ich wspólnej przysiędze uroczystego i bardzo ważnego tonu, aby to, że zaczną sobie mówić o wszelkich troskach ich nękających, o swoich myślach i marzeniach, było dla nich równie cenne, co to, że byli z sobą zaręczeni. Chciał zrobić z tej (miał nadzieję) poprawy na lepsze ich związku, takie małe, drugie oświadczyny. Nie przeszło mu nawet przez myśl, że nekromanta mógłby odebrać to jedynie jako grę jakiegoś dworskiego trefnisia, aby rozbawić zebrane tłumy. Może i się trochę wygłupił z tym klęczeniem i nieco przesadzał z tym uroczystym wydźwiękiem całej sytuacji, ale prawda wbrew temu podchodził do sprawy naprawdę poważnie.
        Po wysłuchaniu przysięgi ukochanego, powstrzymał się przed uwagą, że mogliby się izolować wspólnie, bo to znów mogłoby doprowadzić do punktu wyjścia. Z resztą i tak po wypowiedzi błogosławionego, nie dostał jakoś szczególnie możliwości wypowiedzenia się, gdyż Mitra zaraz po tym jak skończył mówić, pocałował nieumarłego. I wcale nie był to niewinny, przelotny buziak na dobranoc. Zwłaszcza, że po kilku uderzeniach serca, poczuł jak dłoń nekromanty przesuwa się na tył głowy skrzypka, jak palce ukochanego zatapiają się w jego włosach. To było okrutne oszustwo, wampir nie mógł nic odpowiedzieć (oprócz oczywiście pocałunkiem), bo nawet gdy odjęli od siebie swoje wargi, niebianin zaczął na nowo mówić.
        - Nie przejmuj się, sam przecież dopiero teraz dotarło do mnie parę rzeczy - zamruczał łagodnie i bardzo spokojnie, przymykając lekko oczy i zwyczajnie się rozkoszując tą bliskością ukochanego. Tym po części intymnym gestem, jakim było złączenie oparcie się czołem o czoło partnera. Nie zdążył nawet porządnie odetchnąć z zadowolenia ta chwilą, gdy parsknął rozbawiony. - Tak mądry jak tylko szaleniec może być - zauważył lekko i znów się zaśmiał, bo został uprzedzony z buziakiem przez Mitrę. A sam chciał ucałować ukochanego po swoich słowach. Prawdziwy diabeł z tego niebianina, tak psuć skrzypkowi całą zabawę i przyjemność z obdarowywania blondyna buziakami. I może Aldaren wypowiedziałby to na głos, gdyby nie lekkie zaskoczenie, które go ogarnęło, gdy zobaczył jak Mitra zdejmuje z siebie płaszcz wampira. Skrzypek przekrzywił nieznacznie swoją głowę, niezbyt rozumiejąc co też jego wspaniały narzeczony, znów wymyślił. Nie był pewien czy nie powinien zacząć się w tej chwili obawiać.
        - Z rozkoszą - zgodził się uradowany wampir, gdy blondyn zaproponował usadzenie się zaraz bezpośrednio za jego plecami, między swoimi nogami. Aldaren nawet przy tym postarał się okryć ich oboje swoim płaszczem. I choć nie było to fizycznie możliwe, bo okrycie aż tak duże nie było, to mimo wszystko, przywarł delikatnie niemalże całym sobą do pleców błogosławionego i go objął, jakby sobą chciał okryć swojego partnera.
        - Bez ciebie, nie byłoby tu aż tak pięknie - szepnął cicho, opierając głowę na ramieniu nekromanty i wtulając ją w zagięcie szyi. I wcale nie przesadzał, bo naprawdę tak myślał. Ponownie przymknął oczy i lekko się powiercił za Mitrą, jakby chciał się wygodniej umościć i samemu tak zasnąć, choć nie było to najrozsądniejszym pomysłem, gdy siedziało się na samej krawędzi klifu, a od ziemi dzieliła ich dobra ćwierć stai. Nie ważne jak pięknie i jak błogo wampirowi tu było, nie było to najlepsze miejsce na drzemkę.
        Zwłaszcza, że Mitra zaraz się lekko odwrócił, aby spojrzeć na skrzypka i po chwili podjąć na nowo rozmowę. I to wcale nie mniej ważną, niż kwestie, które już sobie wyjaśnili. Aldarenowi w tej chwili nawet nie przeszła przez głowę myśl, aby przerwać ukochanemu. Słuchał jego słów z dużą uwagą, niczym najpiękniejszej na świecie muzyki, która jedynie jeszcze mocniej go oczarowała i sprawiła, że po lodowatym ciele rozeszło się niewiarygodnie przyjemne ciepło. Mitra nie miał nawet najmniejszego pojęcia, że wampirowi wcale nie zależy o jakiś wzniosłych poematach wychwalających to, że skrzypek w ogóle chodzi po ziemi. Nie miał pojęcia, ile tak naprawę te "proste" i "żenujące" słowa znaczyły dla nieumarłego. Zwłaszcza, że był wypowiedzią nekromanty tak poruszony, że nawet nie miał śmiałości odnieść się skromnie do tej wypowiedzi, że chociażby w przypadku jego talentu muzycznego, są na Łusce osoby dużo lepsze od niego - prawdziwi wirtuozi. I w tym momencie Mitra zaliczał się do jednego z takich wirtuozów.
        Kiedy, wspomniane zostało przez Mitrę, to, że uwielbiał budzić się przed wampirem, aby móc na niego popatrzeć, podziałało na skrzypka, jak odgłos napełnianej jedzeniem miski dla śpiącego psa - od razu się obudził i był gotów w mgnieniu oka znaleźć się przy interesującej rzeczy. Aldaren, choć rzeczywiście oprzytomniał i zrobił się bardziej czujny, nie tracąc dobrego humoru, to jednak nie zareagował w jakiś bardziej ekspresywny sposób. Nie chciał spłoszyć Mitry i czekał z zainteresowaniem, co jego ukochany mógłby dodać jeszcze względem tego. Nie wahał się jednak z przyjęciem bardziej poważnego, troskliwego podejścia, gdy nekromanta zaczął mówić o swoich nieco bardziej wstydliwych odczuciach i myślach, w których skrzypek nie widział wcale nic złego. Z jego strony widać było wyłącznie zrozumienie i chęć okazania wsparcia swojemu ukochanemu. Domyślał się, że pewnie na tym ta wypowiedź się nie kończy, więc i tym ani myślał się wtrącać, decydując się odpowiedzieć na całość, gdy Mitra się już w pełni wygada. Przytulił nieco bardziej nekromantę do siebie, ale nie tak, by uniemożliwić mu swobodę ruchu czy chociażby dalsze spoglądanie na wampira i słuchał dalej, aby po zakończonej wypowiedzi, czule pogładzić blondyna po policzku. Nie miał najmniejszego zamiaru w tej chwili sobie żartować.
        - Wiem, że pewnie łatwiej jest powiedzieć, niż zrobić, ale naprawdę nie masz się co wstydzić takich myśli, bo jest to zupełnie naturalna reakcja, gdy się kogoś naprawdę kocha. Nie ma w tym nic dziwnego ani brudnego, że się pragnie drugiej osoby, bliskości z nią i śmielszych, niż zazwyczaj interakcji, bardziej intymnych - wyjaśnił łagodnie, starając się jak najlepiej to Mitrze wyjaśnić, w taki sposób, aby go nie wystraszyć, ani nie zrazić do takich reakcji jego ciała. - Większość osób tego doświadcza w różnych, nieraz najmniej spodziewanych chwilach. Chyba... - urwał na moment, oblewając się rumieńcem i drapiąc z lekkim zakłopotaniem po karku, po tym jak nieznacznie wbił swoje spojrzenie w bok. - Mógłbym posłużyć tu za idealny przykład pożądania w nagłym, niespodziewanym momencie - powiedział, oczywiście mając na myśli swój wstydliwy "wypadek", gdy Mitra go opatrywał po ataku Zabora. - Pożądanie drugiej osoby nie jest wcale niczym nienaturalnym i wierz mi, że dość często sam nieświadomie powodujesz swoimi słowami czy zachowaniem, że pragnę cię tak mocno, że mógłbym oszaleć. A i to co myślę przy tym nie jest tak, hmm... zgodne z etykietą, jakbym chciał. Na przykład, gdy mnie pocałowałeś, podczas przeglądania książek ze skrzyń, gdy leżały praktycznie na całej podłodze w salonie, przez głowę przeszła mi myśl, by obejmować cię i całować się z tobą na stercie tych książek - dodał z ledwo powstrzymywanym rozbawieniem, z powodu tego jak bardzo on sam był skrępowany, mówiąc o swoich własnych przypadkach, w których przez Mitrę pożądał go jeszcze bardziej, niż zwykle. I to w ten bardziej intymny sposób.
        - Tak jak ty jesteś pewien, że ja nigdy nie będę taki jak Faust, tak ja jestem przekonany, że ty nigdy nie upodobnisz się do swoich oprawców. Z jednego prostego powodu - nie jesteś taki - powiedział szczerze i tym razem w końcu to on pocałował nekromantę i oparł się swoim czołem o jego, by móc z oddaniem i miłością, niczym zahipnotyzowany dać się pochłonąć jego przepięknym, delikatnie niebieskim oczom. - I naprawdę nie masz się czego obawiać, a już w szczególności tego, że miałbyś mnie w jakiś sposób skrzywdzić czy do czegoś zmusić. Jeśli czegoś nie będę chciał, coś mi się nie będzie podobać, od razu ci o tym powiem. Obiecuję, mój najdroższy aniele. - Pocałował go na zakończenie w czoło i umożliwił Mitrze wygodniejsze umoszczenie się w objęciach wampira.
        W tym momencie, chyba już naprawdę powiedzieli sobie wszystko. A przynajmniej na ten moment. Mitra można by rzec zrobił dłuższą przerwę w swojej wypowiedzi, a i skrzypek nie wiedział co jeszcze mógłby dodać. Wychodziło więc na to, że przynajmniej przez chwile po prostu siedzieli wtuleni w siebie, ciesząc się wspólnie wspaniałym widokiem i własnym towarzystwem. A przynajmniej do momentu, aż niebianin nie zagaił rozmowy na nowo.
        - Mmm...? - mruknął, lekko rozleniwionym tonem, jakby mu było tak dobrze, że naprawdę zaczął odpływać w tym momencie do krainy snów. I choć rzeczywiście było mu bardzo błogo, drzemki sobie ucinać nie zamierzał. Wszak nadal byli stanowczo zbyt daleko od stabilnego gruntu, by dać uciec własnej świadomości na moment gdzieś w kąt. Otworzył jednak oczy od razu po tym, jak usłyszał o skrzydłach niebianina i przyjrzał się ukochanemu czujnie. A po wysłuchaniu partnera, aż nabrał tchu, w sumie nie wiedząc co powiedzieć, oprócz oczywiście zgodzenia się. Zatkało go. I jednocześnie w duchu rozbawiła go ta sytuacja, bo oto właśnie Mitra się wobec niego pięknie wysławiał, a skrzypek, nie był w stanie wydusić z siebie nawet głupowatego "eee...".
        - Chciałbym je zobaczyć i spróbować jeszcze raz - powiedział łagodnie, Mitrze czule kilka kosmyków spadających mu na twarz, za ucho. Co prawda miał obiekcje przed rozbieraniem się niebianina na tym klifie, gdy słońce zachodziło i robiło się powoli chłodno, ale pozwolenie mu, by na chwilę podciągnął bluzę do góry, chyba nie powinno zaszkodzić. No i bez dwóch zdań najpewniej Mitrze będzie niewymownie przyjemnie, gdy naprawdę będzie mógł znów spróbować. Póki czuł się na to gotów.
        Aldaren się kawałek odsunął, by zrobić ukochanemu miejsce, ale nie wstawał z ziemi. Obserwował niebianina z pełnym wsparcia i dodającym otuchy uśmiechem. Był naprawdę dumny z Mitry, że tyle dał rady z siebie wykrzesać - nie tylko te wyznania, co mu leżało na sercu, ale też to, że najpierw zgodził się, aby przez (jak na niego) bardzo długą chwile siedzieć blisko siebie i być obejmowany oraz to, że znalazł w sobie na tyle zapału, by odważyć się znów pokazać wampirowi swoje skrzydła. A kiedy ponownie, je ujrzał, aż westchnął cicho. Nie sposób przecież było nie poddać się zachwytowi na ten widok. Zwłaszcza, że nieśmiałe końce tatuażu złożonych skrzydeł na szczupłych, niezwykle delikatnych plecach Mitry, tak kusząco chowały się za krawędzią jego spodni... Ugh! Kolejny przykład nieodpowiedniej chwili i niekontrolowanego podniecenia. To naprawdę wampir powinien się przez takie rzeczy wstydzić, a nie Mitra.
        Skrzypek ostrożnie wyciągnął dłoń w stronę tatuażu, po otrzymaniu jasnej zgody ze strony partnera, by moc go dotknąć. Przyłożył ostrożnie zimne palce do krawędzi jednego ze skrzydeł i wolno, delikatnie przesunął dłonią po głównym konturze. Pocałował narzeczonego leciutko w kark, niemalże jedynie muskając swoimi ustami jego skórę w tym miejscu, po czym przylgnął do jego pleców i go objął, znów robiąc za swego rodzaju, ciepłe okrycie.
        - Są naprawdę wspaniałe - powiedział cicho, łagodnym szeptem. - Nadal jednak uważam, że nigdy nie będą dla mnie ważniejsze, niż ty - wyznał szczerze, lekko się przesuwając na bok Mitry, by móc spojrzeć mu w oczy. - Nie ważne jak przepiękne by były, nigdy nie zastąpią mi ciebie. Wiem, że są częścią ciebie i kocham je przez to, tak jak kocham twoje oczy, złociste włosy, rozkoszny uśmiech, jednakże nigdy nie będę ich kochał bardziej, niż ciebie. Bo poznałem i zakochałem się w Mitrze "bez skrzydeł". Dziękuję najdroższy za ten wspaniały dar. A jeszcze bardziej dziękuję ci za to, że mogę z tobą być i cieszyć się twoją miłością. Żałuję w tej chwili jedynie tego, że sam nie mam ci czego ofiarować. Bo duszę oddałem ci, gdy byliśmy w Thulle, życie - gdy wręczyłem ci do ręki sztylet i poprosiłem byś mnie zabił, a serce - jak przyjąłeś moje oświadczyny. Wybacz, poczciwemu biedakowi, że nie mam czego ci w tej chwili dać, prócz samego siebie i swojej miłości. - Pocałował go delikatnie w czoło i przysunął Mitrze swój płaszcz, by się nim okrył, jak już się na powrót ubierze. To był naprawdę wspaniały spacer i aż Aldaren nie chciał wracać do ich chatko, obawiając się, że mógłby to być jedynie cudowny sen, a gdy wróci - obudzi się i okaże się, że to wszystko było jedynie pięknym marzeniem sennym, które pryśnie jak bańska i odejdzie w zapomnienie.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Serce Mitry było tak lekkie jak dawno mu się nie zdarzyło. Wydawało mu się, że było w porządku, że między nim a Aldarenem się układało, ale dopiero teraz poczuł, że wyjaśnili sobie coś, co zalegało między nimi od dawna i powoli acz skutecznie psuło atmosferę. Po ciężkiej rozmowie czuł się jak po zabiegu chirurgicznym - trochę pobolało, trochę pocierpiał, ale teraz mimo lekkiego poturbowania czuł ulgę. Teraz tylko dbać o te metaforyczne szwy - zagoją się i nie zostanie śladu po tej chorobie, jaką był brak porozumienia.
        Ten nowy stan świadomości sprawił, że Mitra śmiał się i uśmiechał podczas oficjalnej przysięgi, jaką sobie składali. Nie traktował jej jako żartu - to była raczej kwestia radości i być może lekkiego dramatyzmu Aldarena, lecz tak jak i on brał wypowiadane słowa bardzo poważnie. Zamierzał wziąć się w garść i mówić o wszystkich swoich uczuciach - nawet jeśli będzie się bał, że to coś niestosownego albo nie dość dobrego. Liczył, że z czasem się rozkręci… Oby tylko nie potrzebował do tego dodatkowych czterystu lat, bo nie zamierzał tyle czekać.
        Gdy siedzieli tak jeden za drugim, objęci, a skrzypek opierał głowę na jego ramieniu, wiedział, że dobrze zrobił. Uśmiechał się przez to nikle i w duchu prosił, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Nie chciał wstawać, nie chciał by wampir go puścił. Tak mu było dobrze, gdy siedzieli na tym klifie i obserwowali intensywnie pomarańczowy zachód słońca. A gdy po chwili Aldaren zaczął się wiercić i mościć, nekromanta cicho zachichotał.
        - Łaskoczesz - upomniał go z czułością, wyciągając do tyłu rękę, by dotknąć jego policzka albo włosów. Oby tylko nie włożyć mu palców w oko.
        Później nadeszła pora na wyznania i Mitra po raz kolejny tego wieczora był zaskoczony jak dobrze mu idzie. Bez dukania, ucinania w połowie, zacinania się. Pomagało mu to, że gdy patrzył na skrzypka, widział w jego oczach bezbrzeżną miłość, zrozumienie i niemą zachętę. Wydawało mu się, że z początku Aldaren chyba chciał dyskutować, ale mu nie przerwał - chwała mu za to, bo dzięki temu nie uciekły mu myśli. Spoglądał jednak na niego coraz rzadziej w miarę jak postępowało jego wyznanie i dotarł do tego co sam czuł - do tej najbardziej wstydliwej części o tym jak bardzo skrzypka pragnął. Bał się trochę jego reakcji - widział w sobie hipokrytę, który z jednej strony bał się nawet spojrzeń, ale swojego ukochanego pragnął przyprzeć do ściany i pocałować tak, aby obojgu zabrakło tchu. Zdarzały mu się takie pragnienia i nie był z nich dumny. Wydawało mu się, że to stanowczo za dużo. W przyznaniu się do tego wszystkiego bardzo pomagał mu fakt, że gdy spoglądał na skrzypka, on cały czas był spokojny, pełen zrozumienia i niemego wsparcia. Mitra zastanawiał się momentami czym sobie zasłużył na takiego cudownego partnera.
        Zacieśnienie objęć nekromanta wbrew pozorom docenił - czuł się jakby grunt pod jego stopami stał się pewniejszy i tłumaczył sobie, że skoro Aldaren go tak obejmował, nie mogło być tak najgorzej. Co więcej nawet nie myślał o szukaniu ucieczki, może wręcz wolałby mocniej się w niego wtulić, gdyby nie to, że wtedy nie mógłby patrzeć na ukochanego. Choć i tak gdy skończył mówić, zerkał gdzieś w bok i ponownie skupił wzrok na skrzypku, gdy ten pogłaskał go po twarzy. Jego oczy pytały o opinię, prosiły wręcz by Ren się odezwał. Nie kazał całe szczęście długo czekać. Mitra uśmiechnął się blado, słysząc jego zapewnienia, że to wcale nie było nic złego ani zboczonego. Wierzył mu i nie kwestionował jego słów, choć prawda docierała do niego powoli. To co czuł było normalne, nie było żadnym zboczeniem - czuł ulgę, choć nadal trochę się tego wstydził. Czemu jednak rumienił się, gdy o tym rozmawiali? To chyba przez nagromadzenie różnych emocji.
        Nekromanta wyglądał na trochę bardziej zainteresowanego, gdy Aldaren po “chyba…” zawiesił głos. Ten rumieniec na jego licu - jakie to było urocze! Aż Mitrze zrobiło się ciepło na sercu i zapragnął go pocałować… No właśnie - a propos tego o czym rozmawiali… Zaraz jednak sam się zapłonił, bo doskonale wiedział, do którego momentu pił jego ukochany. Aż zasłonił dłońmi twarz, tak mu się głupio na tamto wspomnienie zrobiło - wtedy ich obu poniosło pragnienie, zdecydowanie. Każdy na swój sposób przekroczył pewne granice… Ale, było, minęło, nie było chyba już czego się wstydzić - Mitra w każdym razie teraz czuł ulgę wiedząc, że Aldaren też był wtedy podniecony i że nie miał mu za złe tego ataku namiętności. Zapomniał jednak o tym momentalnie, gdy skrzypek przywołał kolejne wspomnienie, gdy prawie poniosły go emocje. Potrzebował chwili, by je sobie dobrze przypomnieć…
        - Pamiętam… - mruknął z przejęciem. - Dałeś mi wtedy tamte suszone kwiaty i podałem ci wtedy ten jaśmi…
        Ostatnia zgłoska zginęła, gdy przejęty Mitra zasłonił sobie usta, ale nie dał przy tym rady, aby ukryć karmazynowy rumieniec na swoich policzkach.
        - Ja… Ja wtedy też… - dukał, bo pamiętał w jakim był wtedy nastroju i na co liczył. - Wiesz, może nie miałem wtedy jakiś bardzo śmiałych fantazji, ale byłem w takim nastroju, że chciałem cię trochę pozaczepiać, tak właśnie byś mnie tak bardziej zdecydowanie objął, pocałował… I byłem trochę zawiedziony, gdy dostałem tylko buziaka w czoło - przyznał się, skoro już grali w otwarte karty. Oj gdyby jednak tylko wiedział, że Aldaren nie do końca miał na myśli tylko przytulanki…
        Mitrze udzielił się nerwowy śmiech skrzypka - sam również się zaśmiał. I to cudownie rozładowało atmosferę. Gdy oboje się uspokoili, nekromanta dał ukochanemu całusa.
        - Dziękuję, że mi to mówisz. Naprawdę lepiej się z tym czuję - zapewnił, moszcząc się na krótką chwilę w jego ramionach, nim przeszli dalej.

        Chęć pokazania Aldarenowi skrzydeł była dla Mitry naturalnym następstwem tego co się działo - tak jak powiedział, chciał, by to był taki symbol, jakby podejmowali budowanie swojego związku od miejsca, gdzie ostatnim razem coś nie poszło. Był pełen determinacji i przekonany, że chce to zrobić, że wręcz pragnie tego. Trochę czuł strach, ale nie był on taki najgorszy - jakby lęk przed tym co było a nie tym, co go może spotkać. Teraz musiało być lepiej, po prostu to czuł. Dlatego dukanie Aldarena przyjął jako zaskoczenie, a nie niechęć. Położył mu więc dłoń na ramieniu w uspokajającym geście. Nie powiedział “nie chcesz to nie musimy”, bo… sam tak bardzo tego chciał, że nie przeszłoby mu to przez gardło. A gdy padła zgoda, jego oblicze rozpromieniło się prawdziwym szczęściem. Przytulił twarz - tak jak robił to czasami skrzypek - do jego dłoni, gdy odgarniał mu włosy, przymykając przy tym delikatnie oczy.
        Później już bez słów odsunęli się lekko od siebie, Mitra obrócił się plecami do Aldarena. Chwilę czekał, zerkając na niego przez ramię, aby zajął dogodne miejsce, po czym wyprostował się i złapał za brzeg bluzy. Jakiś czas wodził po nim dłońmi, jakby nie wiedział jak się to ustrojstwo zdejmuje, po czym jednak uniósł ręce i podciągnął ubranie od góry, a później przełożył przez głowę tak jak wtedy, w sypialni. Starał się, by jak najdokładniej było wszystko widać - to było dla niego bardzo ważne. A później tylko siedział i czekał, nie zważając na nic, co działo się poza nimi - w tym momencie liczyły się tylko reakcje Aldarena.
        Westchnął? Chyba… Albo to tylko wiatr. Ależ Mitra chciałby widzieć jego minę, wiedzieć co myśli, wyczytać to z jego oczu… Szkoda, że tak długo milczał. Ale w końcu nekromanta usłyszał poruszenie za sobą i wiedział, co zaraz nastąpi. Wyprostował się odrobinę bardziej, gdy poczuł na plecach dotyk ukochanego. Delikatny, ale dość pewny, a przy tym… Spokojny. Mitra nie umiał tego inaczej nazwać - po prostu nie czuł pod jego wpływem strachu, nie wywoływał w nim żadnych złych emocji. Aldaren nie przekazywał w swoim dotyku pożądania, niechęci, frustracji tylko… Chyba uwielbienie. Był delikatny, czuły, cierpliwy. Najpierw go dotknął, a dopiero gdy Mitra przywykł do tego dotyku, przesunął palcami po krawędziach namalowanych piór. Błogosławiony doskonale znał ścieżkę palców swojego ukochanego - kontur tych czarnych skrzydeł znał na pamięć.
        Pocałunku się nie spodziewał. Dotarło do niego co planuje Aldaren na chwilę przed tym, nim zrealizował ten plan. Nie wpadł jednak w panikę, a później, gdy już ukochany złożył usta na jego karku, nie panował w ogóle nad swoimi reakcjami. Naprężył się i westchnął głośno, zdradzając wielkie uniesienie, jakie nim targnęło. Mało brakowało, by jęknął tak jak wtedy, gdy skrzypek napił się krwi z jego nadgarstka… Czuł się niesamowicie, w sposób, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczył. Fala przyjemności, która przeszła przez jego ciało, sprawiła, że zadrżał. W uszach mu szumiało, gorąco płynące od serca rozlało się po całym ciele, a oczy aż musiał przymknąć, bo zaczęło mu się w głowie kręcić. Opuścił ręce, które do tej pory trzymał przy piersi, jakby się osłaniał. Obrócił się lekko w stronę Aldarena, ale on wtedy go objął. Dobrze, że to zrobił, bo Mitra przez krótki moment zaczął się obawiać, że z wrażenia zemdleje. Wtulił się plecami w ciasno obejmującego go ukochanego, poruszając lekko łopatkami, jakby chciał lepiej dopasować się do jego ciała. Z nadal zamkniętymi oczami próbował poukładać jakoś myśli, by coś powiedzieć, ale to Aldaren zaczął mówić pierwszy, więc błogosławiony słuchał go z olbrzymią uwagą i przejęciem. Nie wiedział nawet kiedy podczas tego monologu wyciągnął ręce z rękawów bluzy i objął rękami przedramiona ukochanego, które go oplatały. Otworzył jednak ponownie oczy już po drugim zdaniu, chyba dokładnie w tym momencie, gdy wampir próbował nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Udało się, błogosławiony nie uciekł spojrzeniem. Jego oczy błyszczały, płonęły od całej gamy uczuć, które się w nim kotłowały - żadne jednak nie było negatywne. Ciało było rozluźnione - Mitra swobodnie ułożył się w ramionach ukochanego, jakby to było najbezpieczniejsze i najprzytulniejsze miejsce na świecie.
        A jednak coś chyba było nie tak. Bo im dłużej Aldaren mówił, tym wyraźniej dało się zauważyć, że oczy Mitry zaczynają się szklić. Patrzył co prawda na ukochanego takim wzrokiem, jakby chciwie spijał słowa z jego ust i pragnął, by ten nie przestawał mówić, ale pod jego powiekami wyraźnie zbierały się łzy. Wytrzymał do momentu, gdy skrzypek skończył swoją piękną wypowiedź i dopiero wtedy zaszlochał. Obrócił się i gdy jego ukochany okrywał mu ramiona swoim płaszczem, on mocno się w niego wtulił.
        - To ze szczęścia - usprawiedliwił się. Nie płakał, ale po jego policzkach pociekło kilka drobnych łez i przez chwilę pociągał nosem. - To było najpiękniejsze wyznanie jakie mogłem usłyszeć, Ren. Najcudowniejsze… Ale Ren, nie musisz mi nic ofiarowywać. Sama twoja obecność jest dla mnie najwspanialszym darem. To, że mogę spędzić z tobą życie, snuć wspólne plany, mieć marzenia, w których zawsze będziesz ty… To, że zawsze byłeś dla mnie taki czuły, troskliwy, miły. Że nosiłeś mnie na rękach, gdy nie mogłem chodzić, że tyle razy mnie ratowałeś, że okazałeś takie wsparcie, zrozumienie za każdym razem, gdy ci się zwierzałem… To ja powinienem przepraszać, bo nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie dorównać tej dobroci i miłości, które mi okazujesz. Ale będę się starać, z całych siły - zapewnił z przekonaniem w głosie. - Bo gdy widzę cię radosnego to jest dla mnie największa nagroda na świecie, twój uśmiech jest dla mnie cenniejszy niż wszelkie złoto, księgi, artefakty, niż wszystko inne. Kocham cię, Ren, całym swoim sercem.
        I na fali tych uczuć, które w nim wezbrały, Mitra objął Aldarena i pocałował go, nie zważając przy tym w ogóle na to, że jest półnagi, bo przy tym ruchu nawet płaszcz, którym był okryty, zsunął mu się z ramion. W jego pocałunku było jednak tyle emocji ile wtedy, gdy jego ukochany zapiął mu zaręczynową bransoletkę na nadgarstku - był poruszony i przeszczęśliwy.
        Niestety tym razem również nie było im dane się rozkręcić. Tak jak w domu namiętne chwile z reguły przerywał im Żabon, tak teraz był to trochę mocniejszy powiew wiatru, który przypomniał błogosławionemu, że ten ma gołe plecy i zaraz przeziębi sobie nerki. Mitra wyraźnie zadygotał i przerwał pocałunek. Wybełkotał ciche przeprosiny i wymówił się zimnem, po czym złapał za swoją bluzę i w pośpiechu zaczął ją na siebie wciągać. Nie zrzucił kaptura, który miał od razu na głowie, zerknął jednak na Aldarena przepraszając wzrokiem… Po czym roześmiał się, jakby coś do niego dotarło.
        - Wszechświat chyba przypomina nam wszystkimi możliwymi sposobami, by się nie zapędzać - wyjaśnił powód swojej wesołości. Po chwili jednak spojrzał na Aldarena już poważniej, z miłością. - Dziękuję ci. To było dla mnie naprawdę cudowne i wyjątkowe. Ze szczęścia zaraz urosną mi prawdziwe skrzydła - zażartował, po czym znowu spróbował usiąść ze skrzypkiem tak, aby jego grzały jego plecy, a on miał na sobie swój płaszcz. Rozkoszował się tą chwilą bliskości i aż nie mógł uwierzyć w to wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru - jak wiele się zmieniło, ile ważnych i pięknych słów padło, jak to na nich wpłynie… Cieszył się. Tak bardzo, że aż nie chciał przerywać tej pięknej chwili, bo bał się, że jeśli się odezwie, czar tej chwili pryśnie. W końcu jednak słońce prawie całkowicie schowało się za horyzontem i trzeba było poruszyć pewną przyziemną, ale przy tym dość istotną kwestię.
        - Ren… Jak my stąd zejdziemy?
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Nie chcesz, żebym zaczął cię łaskotać - zaśmiał się z rozbawieniem Aldaren, przestając już się wiercić. Gdy dostrzegł wyciągnięta przez Mitrę dłoń w swoja stronę, nachylił się delikatnie, by ułatwić ukochanemu jego zamiar i wtulił policzek w jego dłoń. Ciężko byłoby mu słowami opisać jak bardzo szczęśliwy był w tej sytuacji. Gdy naprawdę czuł, że już wszystko będzie między nimi w porządku.
        W prawdzie ich dobry nastrój został na moment zaburzony zakłopotaniem przez wstydliwy dla nich obu (i pewnie dla wszystkich normalnych osób) temat, jednakże przyznać należało, że było im to równie potrzebne. Taki dowód na to, że rzeczywiście nie będą mieli przed sobą żadnych tajemnic i powiedzą sobie o wszystkim. Nawet jeśli miałoby to być coś bardzo niezręcznego, jak choćby tamten incydent w przypadku Ala. To naprawdę dobrze wróżyło podjętym przez nich postanowieniom i dawało jeszcze większą nadzieję, że od teraz rzeczywiście będzie już tylko lepiej.
        - Przeklęty jaśmin - mruknął z lekkim zażenowaniem, że dał się tak omamić zwykłej roślinie. Przecież wtedy o mały włos nie zrobił czegoś, co już wtedy mogło zakończyć ich związek. Zaraz się uśmiechnął czule do ukochanego, by nekromanta nie pomyślał, że skrzypek był o coś zły czy miał jakieś pretensje. - Domyślam się, że byłeś zawiedziony, ale zrobiłem to dla twojego dobra i naszego raczkującego jeszcze wtedy związku. Mimo że sam wtedy pragnąłem czegoś więcej. Nie chciałem cię skrzywdzić - wyjaśnił, aby nie było żadnych niejasności. By Mitra wiedział, że jaśmin podziałał wtedy również na wampira.
        Przytulił znów nieco mocniej ukochanego, ale tylko na moment, bo przecież nie chciał ograniczać nekromanty, połamać mu kości czy odebrać tchu. Zależało mu na zaznaczeniu niebianinowi, że naprawdę bardzo go kochał i że zawsze będzie go wspierał. Wtulił głowę w zagięciu jego szyi i odetchnął głęboko z nieukrywaną błogością. Mógłby tak zostać całą wieczność.

        Nastający wieczór nie miał się jednak skończyć wyłącznie na ich "pogodzeniu się" i wypowiedzianych wyznaniach. Mitra najwyraźniej zachęcony tym wszystkim co się wydarzyło na tym klifie i przez słowa jakie tu padły, postanowił pójść o krok dalej (czy może raczej cofnąć się do ostatniego punktu, w którym było dobrze w ich związku) i pokazać Aldarenowi raz jeszcze swoje skrzydła. To był wspaniały gest z jego strony i choć Aldaren obawiał się po części, że znów zakończy się to tak, jak ostatnim razem - będą siebie unikać przez cały dzień - nie mógł podciąć ukochanemu skrzydeł i mu odmówić. Nie, kiedy Mitra zebrał w sobie tyle śmiałości i był tak szczęśliwy. Miał też masę wątpliwości czy pozwalanie ukochanemu na zdjęcie bluzy, gdy słońce już prawie zaszło było dobrym pomysłem, jednakże ostatnim razem jak dobrze pamiętał, też się martwił o to, by nekromanta nie zmarzł i... chyba przez to końcowy efekt nie był taki, jakiego oczekiwali. Choćby i z tego powodu postanowił utrzymać swoją troskę na wodzy i po porostu pozwolić Mitrze na to, co chciał zrobić. Najwyżej własnoręcznie go wtedy ubierze, założy mu jeszcze swój płaszcz i dopilnuje, by blondyn nie był w stanie go zdjąć dopóki nie znajdą się z powrotem w tymczasowym domu.
        Odsunęli się od siebie, by Mitra miał miejsce, aby zdjąć bluzę i nie przyłożyć przy tym łokciem wampirowi w twarz, nawet jeśli mogłoby to być zabawne. Naprawdę doceniał gest Mitry i rozumiał czemu to miało służyć, dlaczego pokazanie skrzypkowi tych skrzydeł było tak ważne, nawet jeśli one same i tak nie były dla nieumarłego najważniejsze, bo przecież Mitra mógłby ich w ogóle nie mieć i nie zmieniłoby to w żadnym stopniu uczuć, którymi darzył nekromantę. Już zamiast samej pary malowideł na plecach ukochanego, dużo cenniejsze było dla wampira to, że błogosławiony postanowił się tak przed nim odsłonić. I to nie wcale w jakimś bezpiecznym schronieniu, gdzie była pewność, że nikt ich nie podglądał czy w ich własnym domu w Maurii. Byli przecież tak daleko od miejsca swojego zamieszkania, od bezpiecznej przystani. Nie wiedzieli czy na górę się akurat nikt nie wspina i że nikt ich nie zauważy, choćby lecąc nad ich głowami na gryfie z Nimerin do Niry czy też w drugą stronę. Żadne z nich nie myślało o tym w tej chwili, Mitra o tym nie myślał. Czuł się swobodnie i bezpiecznie, jakby na całej Łusce byli tylko oni dwaj. I to było najważniejsze.
        Trudno mu jednak było ukryć zaciekawienia i pewnego rodzaju fascynacji "biologicznym" tatuażem. Chyba rzeczywiście jedynie niezwykła, wyższa siła mogła stworzyć coś tak pięknego, prostego a zarazem na tyle skomplikowanego, że żaden arcymistrz nie byłby w stanie tego podrobić. Widać było, że są jedynie misternym malowidłem, lecz jednocześnie miało się wrażenie, że są prawdziwe i tylko czekać, aż niebianin nimi poruszy i będzie zdolny wzbić się na nich w powietrze. Naprawdę robiły wrażenie i zapierały dech, a przez to ciężko było Aldarenowi powstrzymać się przed dotknięciem ich i sprawdzeniem czy rzeczywiście to tylko starannie wykonany rysunek. Fascynacja szybko jednak ustąpiła miejsca bezgranicznej miłości i wyjątkowości chwili. Może i milczał długo, ale gdy się odezwał, jego słowa zostały poprzedzone pełnym oddania pocałunkiem złożonym na karku nekromanty i zamknięciem go w czułych objęciach wampira. I można by się zastanawiać czy słowa, które po tym padły były jedynie uzupełnieniem tych czułych gestów, czy było wręcz na odwrót, że to pierwsza reakcja skrzypka służyła jedynie podkreśleniu szczerości jego wyznania.
        Choć wszystko wydawało się być dobrze, Aldaren od razu się zaniepokoił i dopadły go czarne myśli, gdy tylko dostrzegł tych kilka łez wypływających z oczu jego partnera. Czyży... znowu powiedział coś nie tak i sprawił mu przykrość? Na szczęście Mitra nie zwlekał z wyjaśnieniami i od razu uspokoił wampira swoimi słowami. Skrzypek rozczulony tą reakcją, parsknął krótko, wesoło, i ujął oburącz twarz ukochanego, by móc kciukami delikatnie zetrzeć te łzy z jego przepięknego lica. Zapatrzył się przez moment w te cudowne oczy koloru płatków polnych kwiatów, a gdy oprzytomniał, pocałował psotnie Mitrę w jego szlachetny nosek i dał mu się w spokoju wypowiedzieć.
        - No, trudno nie przyznać, że na najbliższe kilkadziesiąt lat, będziesz na mnie skazany - przyznał pozwalając sobie na delikatny żart, po czym uśmiechnął się ciepło do partnera z bezgraniczną miłością i oddaniem w oczach. - W takim razie będziemy starać się obaj. Niejednokrotnie to już mówiłem, lecz mógłbym to z tym samym przekonaniem powtarzać po kres swoich dni - Chce byś był szczęśliwy, bo jak nikt inny na to zasługujesz. Też cię kocham mój słodki aniele, jesteś całym moim światem - odpowiedział mu i przez własne emocje, które w nim w tej chwili wezbrały nie zastanawiał się czy nie powinien tylko pozwolić Mitrze siebie pocałować i nic więcej.
        Bez wahania dał się ponieść uczuciom i odwzajemnił namiętny pocałunek ukochanego z tym samym zaangażowaniem co on. Nie zarejestrował przy tym tego, że płaszcz, którym okrył jego ramiona, zsunął się z błogosławionego i przez to mógł w tej chwili marznąć. Poczuł jak po jego ciele rozlewa się przyjemne ciepło, jak przeszywa go dreszcz, zamruczał cicho podczas pocałunku, co było dowodem tego, jak miło mu w tej chwili było. Nim jednak pożądanie zdążyło nim zawładnąć na dobre, pocałunek został przez Mitrę przerwany i choć z początku Aldaren był tym zawiedziony, zaraz się rozchmurzył a nawet roześmiał rozbawiony tą sytuacją. Okrył ukochanego swoim płaszczem na powrót i ponownie go objął, by choć trochę szybciej mógł się wygrzać.
        - Mamy jeszcze całe życie przed sobą, nie sądzę by trzeba było się spieszyć. Nie mam nic przeciwko temu, by to do ciebie nadal należało przesuwanie granic i narzucanie tempa - powiedział łagodnie i znów pogładził go partnera z czułością po policzku, patrząc mu w oczy. Chyba doskonale było po nim widać jak on sam był szczęśliwy.
        - Tylko nie odleć za daleko. Przykro by mi było gdybyś mnie tutaj samego zostawił - zaśmiał się na żart ukochanego.
        Znów usiedli tak jak wcześniej - Mitra między nogami skrzypka, a wampir za swoim ukochanym, przywierając całym swoim torsem do jego pleców. Było tak błogo, tak spokojnie i romantycznie w tych ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Nawet nie chciał myśleć o tym, że będą musieli wrócić, chociażby po to, aby spędzić noc niczym cywilizowani ludzie. Nie wspominając o tym, że powinni odpocząć przed jutrzejszym dniem, na który i tak wiele zaplanowali. Wszak nie tylko mieli udać się nad morze, nacieszyć się jego widokami, ale planowali też sprawdzić co z Rosic. Wiadome więc było, że prędzej czy później sielanka chwili obecnej dobiegnie końca, ale to wcale nie znaczyło, że wrócą do punku wyjścia. Teraz ich związek miał w końcu nabrać rumieńców, a ich wzajemna relacja mocno się poprawić. Czy więc zakończenie jednej miłej chwili było lepsze od tysięcy innych, które teraz otwierały przed nimi swoje wrota i tylko czekały na ich przyjście?
        Aldaren parsknął, szczerze rozbawiony pytaniem ukochanego.
        - Jak to jak? Szybko - odparł z rozbrajającym uśmiechem, jakby to było tak oczywiste, jak to, że woda jest mokra.
        Skrzypek podniósł się z miejsca i podał błogosławionemu swoją dłoń, aby pomóc mu się podnieść. Z psotnymi chochlikami w oczach stanął na samej krawędzi i odwrócił się do ukochanego, nie zważając na fakt, że łatwo byłoby mu się w tej chwili zachwiać i spaść.
        - To co? Skaczemy? - zapytał nadal rozbawiony, patrząc uważnie na partnera. Oczywiście taki skok dla żadnego z nich nie skończyłby się zbyt przyjemnie, gdyż nawet gdyby Aldaren w połowie zmienił się w kruka, to siła działająca na niego i szybkość z jaką by spadał bez problemu połamałyby mu skrzydła. Co innego gdyby zapikował, ale przy tej wysokości i tak zrobiłby sobie jedynie krzywdę tak niebezpiecznym manewrem. Zwłaszcza, że był cały poobijany i obolały, a i wędrówka w pełnym słońcu swoje dołożyła do ogólnego stanu wampira, który bez żadnych wątpliwości nie był w pełni sił.
        - Maga kel, kuş jin! - rozkazał demonicznemu ptakowi, patrząc w jego stronę. Ten, wspierając się na zagięciach swoich głównych (największych) skrzydeł niczym wiwera, zbliżył się do wampira i schylił nisko głowę, rozkładając jedno skrzydło, by łatwiej można było umościć się na jego grzbiecie. Aldaren cofnął się o przepaści i uśmiechnął do Mitry.
        - Mój drogi - powiedział zapraszająco i zgięty szarmancko w pokłonie podał rękę ukochanemu, aby i tym razem pomóc mu znaleźć się bezpiecznie na grzbiecie demona, na którym chwilę po tym umiejscowił się sam skrzypek, siadając niemalże tak jak przed chwilą, tuż za swoim partnerem. - Nie wiem jak po tym przeżyję twój gniew, ale strasznie mnie korci żeby zaryzykować. Trzymaj się mocno i najlepiej połóż się na nim całkiem - ostrzegł, praktycznie nic nie wyjaśniając i wydał kolejny rozkaz "sekir, kuş jin", po którym demon... skoczył głową w dół z klifu, z ciasno przyciśniętymi do swojego ciała skrzydłami, po części również asekurując w ten sposób swoich jeźdźców, by ci nie zlecieli z jego grzbietu. Nim zaczęli spadać Aldaren też położył się, aby jak najbardziej zminimalizować opór powietrza i nie narazić się na żadne szkody. A że położył się przez to praktycznie na Mitrze, niemalże przyciskając go swoją klatką piersiową do ptasiego grzbietu.
        - "Zamknij oczy jeśli mi ufasz i...nie panikuj proszę, bo nas zabijesz" - polecił łagodnie w umyśle ukochanego, by się nie przekrzykiwać niepotrzebnie ze świstem wiatru, dzwoniącym w uszach. Skupił się, podczas, gdy ziemia zaczęła się niebezpiecznie szybko do nich zbliżać, wraz z czubkami koron drzew, szczerzących się na nich niczym łaknące krwi zęby jakiejś dzikiej bestii. Objął ukochanego w pasie nieco mocniej i jednocześnie z uwolnionym zaklęciem, wydał kolejny rozkaz:
        - Uçuu, kuş jin!
        I mogło być to ostatnimi słowami, jakie Mitra usłyszał, nim demon rozpostarł swoje skrzydła i wykorzystując cały impet spadania, łagodnym łukiem wzbił się ponad wierzchołki drzew, wyrównując swój lot, a niebianinowi zmieniła się perspektywa postrzegania świata. Mógł mieć wrażenie, że widzi oczami ich wierzchowca, że każdy ruch potężnych skrzydeł i oddech demona należy jakby do niego samego. Mógł poczuć się jak szybujący ptak i swobodnie czerpać całą przyjemność z lotu, choć tak naprawdę nie miał fizycznej kontroli nad demonem i nie mógł jedną swoją myślą zmienić choćby ich kursu.
        - "Można powiedzieć, że po części rzeczywiście wrosły ci właśnie fizyczne skrzydła" - powiedział łagodnym, kojącym głosem, domyślając się, że o ile Mitra się jest ostro wściekły na wampira za tę...sztuczkę?... to na pewno jest mocno zdezorientowany.
        - "Powiedzmy, że jest to coś w rodzaju lekkiego opętania, w którym nie ma się kontroli nad opętanym ciałem, ale posiada się pełną świadomość i możliwość odczuwania, wszystkiego co z tym ciałem się dzieje. Z tym, że w tym przypadku to demon jest tym "opętanym". Później mnie za to zabijesz" - wyjaśnił z lekkim rozbawieniem, choć miał świadomość tego, że zamiast sprawić Mitrze przyjemność taką niespodzianką, mógł doprowadzić do tego, że ten tylko się wścieknie i wszystko co udało im się naprawić na klifie, szlag trafi. - "Na razie ciesz się z lotu i nie patrz za siebie. Jak się skończy las, będziemy lądować i przerwę zaklęcie" - poinformował ukochanego, trzymając w objęciach jego "śniące" ten sen ciało.
        Tak jak zapowiedział, tak też zrobił - gdy zaczęły się rozciągać przed nimi równiny i widać było w dali dom Amy, minęli ostatnie korony drzew i wampir zdjął z niebianina swój czar, a kuş jin'owi rozkazał, aby wylądować. Nie chciał męczyć Mitry uczuciem wymuszania na nim swojej woli, choć to demon był w rzeczywistości zmuszony do wykonania rozkazu skrzypka, a nie nekromanta. Odczekał chwilę, siedząc z Mitrą w ramionach na grzbiecie przywołanego ptaka, aż niebianin się nie wybudził i nie doszedł po tym do siebie, a następnie pomógł mu zejść z grzbietu bestii, którą następnie krótkim: "Ket!". Odetchnął głęboko i spojrzał na swojego ukochanego z lekką obawą w oczach i zmęczeniem. Jak na osłabionego przez słońce i własne wygłupy z robieniem za worek treningowy swoich demonów, to całkiem śmiało sobie poczynał z pozostałymi mu zasobami energii. Psychicznie się już szykował na ostrą burę, że strony niebianina.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
        - Faktycznie może nie – przyznał bez oporu. Myśl o łaskotkach wywoływała w nim lekki dyskomfort i wiedział, że to nie skończyłoby się dla nich miło – mógłby zareagować naprawdę różnie, ale bez wątpienia negatywnie… Więc lepiej sobie odpuścić. Może kiedyś otworzy się na tyle, by mogli sobie pozwolić na tego typu wygłupy. Teraz mogli za to cieszyć się wspólnie spędzoną chwilą i wyznaniami, które dla błogosławionego były wręcz terapeutyczne. Dowiadywał się, że nie ma niczego złego w tym co czuje od osoby, która była dla niego zdecydowanie autorytetem w kwestiach uczuć i relacji. To naprawdę przynosiło mu ulgę.
        - Wiem, że zrobiłeś to dla naszego dobra – zapewnił Aldarena z czułym uśmiechem. – Znowu udowadniasz, że jesteś rozsądny za nas oboje – dodał z przekonaniem i dał ukochanemu buziaka, jakby mu za to dziękował.

        Podczas odsłaniania skrzydeł Mitra nie myślał w ogóle o tym, że ktokolwiek mógłby ich zobaczyć – kogoś na gryfie pewnie dawno by dostrzegli na czystym bądź co bądź niebie, a na polankę było tak trudno się dostać, że i od tamtej strony błogosławiony nikogo się nie spodziewał. Był pewny, że to miejsce być może wręcz bezpieczniejsze, niż ich chatka przy domu Amy, do której bez problemu ktoś mógłby wejść albo zajrzeć przez okno – choćby sama wiedźma i to nawet nie z premedytacją tylko po prostu, przechodząc albo chcąc im coś powiedzieć. Tu było dobrze, nawet jeśli trochę wiało – Mitra czuł się bezpiecznie i swobodnie. I później ani przez moment nie żałował, że to zrobił. Reakcja Aldarena tym razem była naprawdę taka, jaką sobie wymarzył. Piękna, czuła – docenił ten gest. Pewnie i za pierwszym razem go docenił, tylko trochę kiepsko z nerwów to okazał… Ale teraz błogosławiony nie miał mu nic do zarzucenia. Był szczęśliwy. Tak szczęśliwy, że aż się tym wzruszył i uronił kilka łez, z których zaraz musiał się usprawiedliwić przed ukochanym – widział ten malujący się na jego twarzy niepokój i nie mógł pozwolić, by jakieś podejrzenia zepsuły tę chwilę. A gdy skrzypek poznał prawdę, zareagował w sposób absolutnie uroczy – ten śmiech i ścieranie łez uszczęśliwiły Mitrę. Uśmiechnął się, a gdy został pocałowany w nos nawet pogodnie się roześmiał. Podniosłość chwili ustąpiła miejsca zwykłej, czystej szczęśliwości.
        Na wieść o kilkudziesięciu latach spędzonych razem nekromanta wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie zachował wszelkie uwagi dla siebie. Wydawało mu się, że to tak mało… I nie zamierzał się temu poddać. Ale nie zamierzał o tym myśleć teraz – nie psuł chwili szczęścia między nimi. Niestety, silny górski wiatr postanowił sabotować jego starania i mało subtelnie wypomnieć błogosławionemu, że ten siedzi półnagi wśród skał, gdy zapada zmierzch. Mitra zdążył tylko zarejestrować pomruk Aldarena i nabrać ochoty na więcej, ale zrobiło mu się zbyt zimno, by to zignorować.
        No i klimat już zupełnie trafił szlag. Nadal było miło, ale szkoda, że nie dali rady się rozkręcić… A może właśnie dobrze, że się nie udało? Wieczór i tak był nadzwyczaj miły.

        - Ale przecież po ciemku… - Mitra próbował dyskutować w kwestii tego jak wrócą na dół. No bo jak to „szybko”? Dostanie się tu, na szczyt, zajęło im kilka godzin. Błogosławiony co prawda wiedział, że szybciej się schodzi niż wchodzi, ale jednak nie aż tak. Poza tym po ciemku nie można było szarżować…
        Aresterra wstał, korzystając z pomocy skrzypka, który podał mu rękę. Nie puścił go i może dobrze zrobił, bo ten zaraz wpadł na jeden z tych swoich „genialnych” pomysłów.
        - Ani się waż! – powstrzymał go natychmiast Mitra, kurczowo zaciskając palce na jego ręce. – Ty masz coś stanowczo za dużą fascynację skokami z wysokości!
        Oczywiście, że pił do popisów Aldarena z wieży w Nimerin – wtedy naprawdę przeraził się tym jego wygłupem, nie chciał powtórek. Dlatego trzymał skrzypka mocno za rękę i zapierał się tak długo, aż ten nie odstąpił od krawędzi klifu. Wtedy trochę się rozluźnił, choć nadal nie chciał puścić i przyglądał się ukochanemu czujnie, choć gdy ten wezwał demonicznego ptaka, skupił jednak wzrok na przywołańcu. Wiedział, że ten układ skrzydeł zapraszał do tego, aby na niego wsiąść, a zachęta ze strony Aldarena dodatkowo przekonała go o tym, że pora się zbierać.
        - Nie cofaj się tak – upomniał ukochanego, gdy ten stanął za blisko przepaści jak na gust ukochanego. Spojrzał na niego z pełną miłości troską, po czym w końcu puścił jego rękę i wspiął się na grzbiet demona. Tam przesunął się trochę do przodu, by zrobić wampirowi miejsce za swoimi plecami. Myślał, że teraz po prostu polecą… Ale jego ukochany nie umiał niczego zrobić „tak po prostu”.
        - Co ty kombinujesz? – zapytał z niepokojem, choć jednocześnie zaczął wykonywać jego polecenie i kładł się na grzbiecie demona. – Pamiętaj, że jestem nekromantą, więc nawet jeśli ze złości cię zabiję, to się ode mnie nie uwolnisz, wskrzeszę cię i będziesz musiał żyć z moimi fochami do końca świata…
        I tak sobie ględząc i odgrażając się nekromanta mimo wszystko dostosował się do prośby Aldarena. Chwilę szukał sobie dogodnej pozycji, ale w końcu się uspokoił i nawet odetchnął, jakby dawał w ten sposób sygnał, że już wszystko w porządku. Nie spodziewał się, że wampir położy się na nim i odczuł z tego tytułu lekki dyskomfort, wyczuwalny w napięciu mięśni, ale opanował się i nie robił scen.
        - Co ty kombinujesz? – zapytał po raz wtóry, ale nie dostał odpowiedzi, bo gdy mówił, ptasi demon już składał skrzydła i zaraz po tym skoczył z klifu.
        Wrzask Mitry było słychać pewnie nie tylko w Tartos, ale też w Nimerin, jeśli akurat wiatr wiał w tamtą stronę. Nekromanta mocno przytrzymał się piór demona i nawet nie potrafiąc zamknąć oczu w tym pędzie, wrzeszczał ile miał sił w płucach. Swobodny spad nie trwał długo, ledwie parę sekund, ale on wręcz czuł jak wyssało to z niego siły. Ledwo trzymał się nogami grzbietu ptaszora.
        - ”ZAMORDUJĘ CIĘ!” – zagroził skrzypkowi, gdy ten kazał mu zaufać. Za późno już na to! Nie wiedział jednak, że to był dopiero początek tej… „przygody”.
        Mitra był zupełnie skołowany i nie wiedział co się stało. Przez moment był pewny, że spadł albo demon zrzucił go ruchem skrzydła, dlatego tak gwałtownie zmieniła mu się perspektywa. Dopiero po chwili zrozumiał, że wcale nie leci w dół, a przed siebie… Ale jak? I ten oddech, ten ruch mięśni… To nie było jego ciało. Co się działo?! Mitra poczuł, że wbrew prośbom Aldarena ogarnia go panika, bo nie pojmował co się działo, ale całe szczęście nim doprowadził do wypadku, skrzypek zaczął mu wyjaśniać sytuację. Na pewno czuł w tym kontakcie telepatycznym, że Mitrę aż nosi z emocji, ale dał się udobruchać. Mimo to milczał w sposób bardzo dosadny. Jego własne ciało leżało zupełnie wiotkie, demon też nie wykonywał dziwnych ruchów, ale w tym milczeniu słychać było jak nekromanta stoi z założonymi rękami i nerwowo tupie stopą. Trudno było powiedzieć jakie emocje towarzyszyły mu później, bo cały czas uparcie milczał. Odezwał się dopiero gdy już prawie dotarli do skraju lasu.
        - ”A możemy zrobić jeszcze małe kółko?”
        Mentalny głos Mitry brzmiał, jakby nadal bardzo chciał pozować na obrażonego, ale z trudem mu to przychodziło. Czyżby lot sprawił mu faktycznie aż taką przyjemność? Jego prośba by na to wskazywała. Ale nie nalegał, jeśli Aldaren stwierdził, że jednak koniec przejażdżki albo było już za późno, by powstrzymać demona od lądowania.
        Przebudzenie Mitry było w sumie łagodne i całkiem urocze – niebianin faktycznie sprawiał wrażenie jakby budził się z głębokiego snu. Poruszył się łagodnie, jego powieki zadrżały, a później rozchylił je odrobinę. Zaraz wyciągnął rękę jakby szukał jakiejś pomocy, ale że miał przy sobie ukochanego, który nad nim czuwał, nie szukał długo i zaraz został przez niego zaasekurowany. Podniósł się do pozycji siedzącej i wtulił się w Aldarena, jakby chciał znowu pójść spać, choć z każdym kolejnym mrugnięciem patrzył coraz bardziej przytomnym wzrokiem. Samym gestem zasugerował, że chce już zsiąść, potrzebował jednak przy tym pomocy, bo jeszcze nie ufał swoim nogom. Kolana się pod nim lekko ugięły, gdy zeskoczył na trawę.
        Chwilę później byli już sami – demon został odesłany, a oni stali na łące daleko od cywilizacji, której jedynym śladem były widoczne w oddali światełka domu Amy. Mitra odchrząknął znacząco, by zwrócić na siebie uwagę Aldarena na wypadek, gdyby ten na niego nie patrzył. Przybrał dokładnie tę pozę, którą było słychać w jego mentalnym milczeniu – z założonym rękami, podrygującą niecierpliwie stopą. Zmrużył oczy jak niezadowolony kot i podszedł do skrzypka, rozplatając ręce.
        - Mogłeś mnie uprzedzić – wycedził, przy każdym słowie dźgając Aldarena palcem w pierś. – Ty wiesz jak ja się wystraszyłem?! Czemu mi nic nie powiedziałeś? Jesteś wstrętnym, podstępnym, chytrym łajdakiem…! Ale podobało mi się – przyznał w końcu już znacznie łagodniejszym tonem. – Tak się najadłem strachu przez ciebie, że do tej pory mam od tego miękkie kolana. Darłem się jak baba… Ale ten lot był bardzo przyjemny - przyznał w końcu. - Naprawdę niesamowity, to uczucie pustki wokół siebie, takiej… wolności. Chętnie to kiedyś powtórzę, ale tym razem tak mnie nie strasz.
        Mitra wyglądał na w gruncie rzeczy zadowolonego – boczył się dla zasady, by zamanifestować, że naprawdę przez moment się bał, choć było to już tylko wspomnienie.
        - Jesteś niesamowity – oświadczył, gdy już był trochę udobruchany. – I jako partner i jako demonolog, nigdy chyba nie będę się przy tobie nudził… Ale Ren, to nie kosztowało cię dużo wysiłku? Jak się czujesz? I nie ściemniaj mi tu, sam jestem magiem i wiem jak to potrafi wyczerpać, a ty jesteś na dodatek po całym dniu na słońcu. Wszystko w porządku? – upewnił się, głaszcząc ukochanego czule po policzku i włosach.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Choć tych kilka namiętnych namiętnych chwil zakończyło się dużo szybciej, niż by chcieli, to jednak Aldaren ani myślał o tym by narzekać. Nie miał powodów, skoro mógł nadal siedzieć z Mitrą w swoich objęciach i cieszyć się jego towarzystwem. Nawet jeśli przez tę chwile milczeli i po postu podziwiali ostatnie dogasające promienie tego dnia. Oczywiście, że chciał więcej, by ich związek się rozwinął i by mogli jednoznacznie przypieczętować i udowodnić swoją miłość, jednakże nie zamierzał się z tym wcale spieszyć. Nie chciał krzywdzić Mitry i by ten się czuł niekomfortowo i właśnie przez to zapewnił nekromantę, że przesuwanie granic będzie w pełni należało do niego. Zwłaszcza, że wampirowi naprawdę było dobrze, tak jak było. Bez najmniejszej pretensji uszanowałby to, gdyby miało się okazać, że w ich związku nic się nie zmieni i pozostanie tak jak jest obecnie.
        Praktycznie nic nie robili w tym momencie, a mimo to, Aldaren powoli zaczął usypiać, przez to jak przyjemnie mu było. Pytanie Mitry o powrót było więc dla niego łagodnym szturchnięciem w ramię, by skrzypek się obudził. Był niczym zmęczone całym dniem pełnym przygód dziecko, które mimo powolnego usypiania, rozbudziło się i było tak wypoczęte i pełne energii, jakby co najmniej przespało kilka godzin, a nie zmrużył oczy zaledwie na pół minuty. Był w pełni gotowości na psoty. Co też zaraz udowodnił swoim beztroskim podejściem co do sposobu zejścia z gór. Aldaren chciał się nieco podroczyć z ukochanym i zaproponował skok, jako najszybsze rozwiązanie, jednakże nie do końca osiągnął tak dramatyczny efekt jakby chciał. Gdyby stanął na krawędzi, mógłby udać, że przez wiatr się zachwiał niepewnie. Jednakże przez to, że Mitra trzymał go cały czas za rękę, nie było to możliwe do wykonania. Fakt, że gdyby skrzypek się naprawdę uparł, to utrzymanie go w miejscu przez nekromantę nic by nie dało, ale reakcja niebianina i tak była niesamowicie urocza. Niewiarygodnie miło i ciepło na sercu nieumarłego się robiło, gdy widział tę zawziętość w oczach ukochanego. Gdy ten się o niego tak martwił.
        - Już dobrze. Żartowałem tylko - powiedział łagodnie, gładząc go delikatnie po dłoni. Roześmiał się cicho z rozbawieniem i pocałował Mitrę lekko w głowę. - Lubię czasem poczuć wiatr we włosach - zażartował, a zaraz po tym cofnął się od krawędzi, by nie denerwować już Mitry.
        A przynajmniej przez moment, dopóki w głowie Aldarena nie urodził się nowy pomysł. W jego przekonaniu, chciał sprawić Mitrze przyjemność. Może nie do końca to wszystko dobrze przemyślał (mógł sobie odpuścić ten skok demona z nimi na grzbiecie z klifu), ale po tym wszystkim co się stało, co sobie wyznali na tej polance, był szczęśliwy jak dziecko. Miał ukochanego przy sobie i naprawdę czuł, że żyje. Zwłaszcza, gdy w jego żyłach buzowała adrenalina. A przy tym nawet przez myśl mu nie przeszło, że był beznadziejnym demonologiem i coś mogło pójść nie tak. W tej chwili chciał jedynie zafundować ukochanemu lot pełen niezapomnianych wrażeń. Dać mu możliwość poczucia tego samego szaleństwa, szczęści i wolności, które wampir w sobie odkrył dzięki niebianinowi.
        Gdy Mitra krzyczał z przerażenia i być może również wściekłości, Aldaren w tym samym momencie śmiał się i krzyczał z radości tak mocno jak tylko płuca mu na to pozwoliły. Jednakże po spleceniu zaklęcia i nałożeniu go, nieco uspokoił swoje emocje. Oj, Mitra był na niego naprawdę zły. Nie taki zamierzał osiągnąć tym wszystkim efekt. Zaczął się nawet obawiać... że znów wszystko zepsuł i... powtórzy się sytuacja z pierwszego pokazania przez Mitrę swoich skrzydeł. Przestaną się do siebie odzywać... Póki jeszcze nie wylądowali, wampir cały czas się zastanawiał nad tym jak naprawić sytuację. Myślał czy by może nie pozwolić mu na przejęcie pełnej kontroli nad ptakiem i samemu zmienić się w kruka by móc lecieć obok ukochanego, jednakże wtedy ciało Mitry... zostałoby pozostawione prawom fizyki i mogłoby się zsunąć demonowi z grzbietu i... Nawet nie chciał myśleć o tym, co by było po tym. Musiał wymyślić coś innego i potrzebował czasu. Z lekką ulgą więc przyjął i spełnił prośbę Mitry, choć po tym przez chwilę się wahał. Nie chciał by nekromanta odczuł niezadowolenie demona, po wydanym przez skrzypka rozkazie. Mógłby złapać pióra ptaka i odpowiednio nimi operując, wykonać jeszcze jedno albo dwa kółka. I po części w sumie tak zrobił, lecz nie szarpnął bestii za pióra, tylko - pilnując, by nieprzytomny Mitra nie zsunął się z grzbietu - nieco się pochylił, opierając dłońmi o grzbiet demona i nieznacznie przechylił na bok, nakłaniając w ten sposób przywołańca do zmiany trasy.
        Po jakimś czasie w końcu wylądowali, a skrzypek, trzymając ukochanego w swoich objęciach, zdjął z niego swoje zaklęcie. Widok był przepiękny i niebywale rozczulający nawet w słabym świetle gwiazd migoczących nad nimi. Odgarnął czule błogosławionemu włosy z twarzy i obserwował jak ten się przebudza. Nie ukrywał przy tym tego, jak bardzo się martwił, widać po nim było, że wiedział jak mocno przegiął. A mimo to nadal starał się chociaż z pozoru wydawać się niezmiennie pogodny. Jak psiak, który wiedział, że zaraz dostanie bure za pogryzione kapcie i było mu naprawdę przykro, a jednak nadal z radością delikatnie uderzał ogonem o ziemię.
        Pomógł partnerowi zsiąść z demona i utrzymać równowagę na ziemi, a gdy odesłał ptaka, skupił całą swoją uwagę na rozgniewanym nekromancie. Spuścił głowę i jedynie nieśmiało podnosił spojrzenie co jakiś czas na Mitrę, jakby chciał się upewnić czy ten nadal był na niego zły. Chciał się odezwać, lecz słowa uwięzły mu w gardle, gdy tylko spostrzegł jak niebianin się do niego zbliża. Chyba pierwszy raz w życiu poczuł się przy nim naprawdę maleńki, niczym ziarenko piasku. Nie śmiał mu przerywać. Nawet powstrzymał się przed cofnięciem, gdy Mitra uzbrojony w palec zaczął go co chwila dźgać w klatkę piersiową. Z jakiegoś jednak powodu... nie poczuł się dotknięty słowami ukochanego. Nie wiedzieć czemu, wydał mu się naprawdę uroczy, gdy tak krzyczał i się na wampira wściekał. Aż trudno było się nie uśmiechnąć, co okazało się wręcz nie wykonalne. Stał więc i zgarniał kolejne ciosy z prawdziwie rozczulonym spojrzeniem i uśmiechem na twarzy. Sukcesem jednak było to, że przynajmniej nie wybuchnął śmiechem, rozbawiony tą sceną.
        - Wybacz, że cię tak nastraszyłem, więcej już nie będę tak żartował. Obiecuję - przysiągł, ze szczerą chęcią poprawy, pobrzmiewającą w jego głosie. - Może i jestem łajdakiem, ale całym twoim. Wyłącznie twoim - powiedział pogodnie bardzo z tego powodu dumny, jakby Mitra go nie obrażał, a powiedział najpiękniejszy na Łusce komplement. Był cały w skowronkach i nie trudno było sobie wyobrazić, że gdyby miał ogon, teraz machałby nim na tyle intensywnie, że mógłby się unieść na nim w powietrze.
        - Już nie będę straszył i postaram się byś następnym razem miał pełną swobodę działania - zapewnił, choć oboje będą potrzebowali do tego treningu. Aldaren po to by przez niego świadomość Mitry nie utknęła w ciele jakiegoś demona, a Mitrze przydałoby się szkolenie lotnicze, aby się nie zabił po pierwszych dwóch minutach "opętania" jakiegoś skrzydlacza.
        - Wybacz, że cię nie uprzedziłem, ale chciałem ci zrobić niespodziankę. I... w sumie prosiłem byś się nie bał - zauważył z lekkim rozbawieniem, a nie pretensją. Raz jeszcze z uczuciem przytulił blondyna, jakby nie widział go całe wieki. Po części chciał mieć pewność, że gdyby nogi się pod Mitrą ugięły, złapie go w porę.
        - Teraz już tak - odparł pogodnie partnerowi, na jego pełne troski pytanie czy wszystko było w porządku. I choć brzmiało tak, jakby zamierzał na tym poprzestać, wziął drugi oddech. - Jestem głodny, wszystko mnie boli i padam na pysk, ale tak długo jak jesteś przy mnie, wszystko jest w porządku - powiedział czule i z miłością w oczach (oraz odrobiną usilnie ukrywanego zmęczenia) uśmiechnął się do Mitry, wtulając policzek w jego dłoń i łasząc się z zadowoleniem.
        Naprawdę jak na to, jak sobie tego dnia poczynał bezczelnie ze swoimi siłami, trzymał się całkiem nieźle, gdy wracali do chatki. Dopiero gdy byli już na miejscu, niemalże od razu zdało się zauważyć jak naprawdę wypompowany i wykończony był wampir. Można by się nawet odważyć na stwierdzenie, że obecnie praktycznie był podobny do żywego trupa. Zdołał przeczłapać kilka kroków w stronę ich posłania rozścielonego na podłodze, a gdy był już przy nim, najpierw padł na kolana, a po tym jak kłoda resztą siebie na koce i poduszki. Jęknął, z twarzą w w poduszce, jak prawdziwie udręczona dusza, lecz zaraz odwrócił głowę na bok i uśmiechnął się słabo do ukochanego. Naprawdę dzisiaj trochę przesadził. Ze wszystkim. Czuł się całkowicie pozbawiony jakichkolwiek sił i jak już tak leżał, opuściły go wszelkie chęci poruszenia chociażby palcem. Obiecał sobie jednak, że wynagrodzi Mitrze te wszystkie dzisiejsze nieprzyjemności. Na samą myśl uśmiechnął się nieco bardziej żywy do siebie i z ciężkim sapnięciem dźwignął się do pozycji siedzącej.
        - Wiem, że przez to jak cię dzisiaj nastraszyłem i ile trosk ci sprawiłem, nie powinienem o nic prosić, ale... Czy zechciałbyś mi pomóc? - zapytał, zadzierając głowę do góry, by spojrzeć na nekromantę z uśmiechem, który ani na moment nie schodził mu z twarzy, mimo że naprawdę był wyczerpany i mocno obolały. Nim Mitra zdążył odpowiedzieć, wampir już rzucił gdzieś na bok swój płaszcz i zajął się rozpinaniem koszuli, by ostatecznie i ją gdzieś niedbale zostawić. Wcześniej jednak wyciągnął z kieszeni i podał w stronę Mitry maść, którą dostał od Amy.
        - Jeśli nie chcesz, nie ma problemu, po prostu pójdę spać obolały - powiedział z lekkim rozbawieniem, choć akurat on nie miał się z czego śmiać. Siniaki siniakami, ale "wspinaczką" i ratunkiem Mitry przed upadkiem, nie wspominając już o przemianie w kruka, mocno nadwyrężył kontuzjowany bark, który po wcześniejszym zimnym okładzie i magii nekromanty, ani trochę nie wyglądał lepiej. Można by nawet stwierdzić, że był delikatnie bardziej spuchnięty.
        - Mogę liczyć na twoją pomoc, najdroższy? Obiecuję już być grzeczny - powtórzył i uśmiechnął się z miłością, mając lekko przekrzywioną głowę i delikatnie przymrużonymi oczami spoglądając na swojego lubego. Myślał... że może trochę sprawi mu przyjemność swoją propozycją, mimo że gdyby się trochę nagimnastykował, z trudem sam dałby radę wysmarować wszystkie stłuczenia tą maścią.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra podczas lotu był cały czas pochmurnie milczący, nawet gdy Aldaren spełnił jego prośbę, choć gdyby się tak postarać podczas połączenia telepatycznego, można by poczuć jakby… Lekko się uśmiechnął. Powstrzymywał się z całych sił, ale jednak się uśmiechnął. Pierwszy i być może ostatni raz doświadczał lotu i naprawdę zaczynał rozumieć dlaczego ci, którzy mogą go doświadczyć, tak skwapliwie z tego korzystają i opowiadają jakie to wspaniałe uczucie. Bo naprawdę było cudowne. W innych okolicznościach pewnie wyściskałby i wycałował Aldarena w podzięce za taki wspaniały dar… Ale raz, że fizycznie nie mógł tego zrobić, bo był technicznie rzecz biorąc nieprzytomny, a dwa – nadal się na niego trochę boczył za to jaką niespodziankę mu on zgotował.
        Za ten numer skrzypkowi przyszło zapłacić już na ziemi – Mitra widział przez cały czas, że on doskonale o tym wie i spodziewa się bury. I dobrze, niech trochę pocierpi! Ale nie za długo… Bo nekromanta w sumie aż tak zły już nie był. Dlatego też, mimo że jego postawa, gesty, słowa i ton wyrażały niezadowolenie, coś kazało w nie wątpić. Może to, że wcale nie dźgał mocno? Może to, że jednak oczy mu błyszczały? Aldaren poznał się na jego grze i Mitra szybko się zorientował, że został zdemaskowany. Z jednej strony trochę był z tego powodu niezadowolony, lecz z drugiej dobrze, że jego ukochany już się nie przejmował. Uśmiechał się, bezczelny! Po tym wszystkim, co mu zrobił! Mógł okazać jeszcze chociaż przez chwilę skruchę, podły. Jeszcze tego brakowało, by zaczął chichotać… Wtedy nekromanta by go chyba udusił.
        Później zaś Mitra stał i dawał się udobruchać. Założył ręce na piersi, ale przysunął się w pewnym momencie w niemej zachęcie „no przytul mnie w końcu”. Choć pocałunek w czoło też byłby dobrymi przeprosinami – Aldaren na pewno o tym wiedział.
        - I dobrze, bo nie zamierzam się tobą z nikim dzielić – odparł rezolutnie, gdy skrzypek zapewniał, że jest „jego łajdakiem”. Już, już się wydawało, że nekromanta był udobruchany, ale wtedy skrzypek wytknął mu, że przecież go uprzedził na swój pokrętny sposób. Mitra gniewnie zmrużył oczy i ściągnął usta.
        - Łajdak – powtórzył, ponownie dźgając Aldarena w pierś palcem wskazującym. I uśmiechnął się w końcu, rozplatając przy tym ręce i w końcu przytulając skrzypka z czułością.
        - Dziękuję – powtórzył z głową na jego ramieniu. A później zapytał o stan jego zdrowia. Spodziewał się uników i żartów, ale o dziwo jego ukochany przyznał szczerze, że jest wyczerpany. Mitrze zrobiło się go żal, bo choć ponoć nie było to nic wielkiego, on wiedział, że wampir jest wycieńczony. W oczach błogosławionego malowała się troska.
        - Wracajmy do Amy, odpoczniesz i zajmiemy się tobą – obiecał. – Potrzebujesz się na mnie wesprzeć jak będziemy szli?
        Propozycja Mitry była jak najbardziej szczera – nogi już mu się nie trzęsły, był chyba mniej zmęczony od niego i mógł asekurować skrzypka podczas drogi. Nie naciskał jednak – jeśli Aldaren odmówił, Mitra tylko zastrzegł, żeby w razie czego nie wahał się i po prostu skorzystał z jego pomocy. Ruszyli, a gdy tylko trafili na jakąś ścieżkę i nie musieli się tak skupiać na tym gdzie stawiają stopy, niebianin zaczął relacjonować swoje wrażenia z lotu. Wyznał co mu przychodziło do głowy – że to takie cudowne uczucie i że wspaniale jest czuć ten pęd powietrza na ciele i żadnego kontaktu z podłożem. Porównał to do pływania, ale zastrzegł, że lot był dużo przyjemniejszy. Gdy mówił, cały czas poprawiał sobie włosy, jakby był poczochrany, choć przecież przez całą tą przygodę jego ciało leżało nieprzytomnie na grzbiecie demonicznego ptaka.
        W końcu jednak Mitra się wygadał i umilkł. Trzymając Aldarena za rękę albo przytulając się do jego ramienia szedł obok niego, z kapturem zaciągniętym na głowę, ale bez maski na twarzy. Nie założył jej nawet gdy zbliżyli się już do domku Amy – podświadomie był pewny, że stara wiedźma już śpi i ich nie zauważy. A gdyby jednak zerknęła, mogłaby zobaczyć, że nie dość, że ten zamaskowany złośnik ma odsłoniętą twarz, to jeszcze z czułością nikle się uśmiecha.
        Już w chatce jednak uśmiech zszedł z twarzy Mitry – zmartwił się tym jak jego ukochany zwalił się na ich posłanie na ziemi. Wiedział, że było w tym trochę typowego dla Aldarena dramatyzmu, ale i tak rozumiał, że był bardzo zmęczony, na pewno bardziej od niego. To zmartwiło nekromantę. Szybko zdjął buty i wszedł na posłanie. Usiadł obok skrzypka i pochylił się, by spojrzeć na jego twarz, delikatnie odgarniając mu włosy z twarzy.
        - Aż tak źle? – zapytał z troską.
        Aldaren uśmiechnął się, ale ewidentnie do swoich myśli. Zrobił wstęp, za który Mitra miał ochotę dać mu w dziób za bluźnierstwo, ale kolejne pytanie go… zaintrygowało. I to w całkiem pozytywny sposób.
        - Wiesz, że tak – odpowiedział mu łagodnie. – O co chodzi? – dopytał, przysuwając się, choć zaraz wrócił na swoje poprzednie miejsce, gdy skrzypek zaczął się podnosić i rozbierać. Mitra przyglądał mu się z lekką konsternacją, raczej nie dostrzegając niczego złego w tych przygotowaniach, ale po prostu nie wiedząc o co chodzi. Wiedział, że jego ukochany na pewno nie zażąda teraz od niego czegoś, na co ten by się nigdy nie zgodził. Zresztą szybko zaczął domyślać się o co chodzi – wystarczyło, że zobaczył słoiczek w ręku wampira i stan jego barku, wtedy już tylko wystarczyło połączyć kropki.
        - Skąd to masz? – zapytał, mając na myśli maść, którą właśnie otworzył i powąchał. Rozpoznawał niektóre charakterystyczne nuty zapachowe i domyślał się, że to ziołoleczniczy specyfik na stłuczenia. Mocny, bo od zapachu tuż po otwarciu słoika aż szczypały oczy.
        - Phi, nawet nie próbuj szantażu emocjonalnego, teraz to musiałbyś mnie raczej przekonywać do tego, bym tego nie zrobił. I nie wiem czy istnieją argumenty, które by mnie nie przekonały – dodał z determinacją w głosie. Przysunął się.
        - Pomogę ci – zapewnił, delikatnie dotykając barku Aldarena i nawet nie starając się ukryć zmartwienia na twarzy. – Ojej, Ren… to cię musi strasznie boleć. Czemu nic wcześniej nie mówiłeś?
        To nie były wypominki – zwykła troska o ukochanego. Za słowami od razu poszły czyny – błogosławiony zakasał rękawy, usiadł wygodniej i zanurzył palce w maści.
        - Zacznę od barku – zakomunikował. – Postaram się być jak najdelikatniejszy, ale gdyby coś cię zaczęło boleć, piec czy cokolwiek, zaraz mów. A teraz… rozluźnij się.
        Mitra nie nałożył na skórę skrzypka pacyny maści – roztarł ją najpierw na swoich palcach i gdy ogrzała się ciepłem jego ciała, zaczął ją aplikować. W pierwszej kolejności rozprowadził ją dość nierównomiernie po całej powierzchni stłuczenia, a później całą dłonią zaczął ją wcierać. Jego ruchy trochę przypominały delikatny masaż. Robił go w milczeniu, skupiony i zatroskany, ale też uśmiechając się nikle, jakby mimo wszystko sprawiało mu to przyjemność.
        - Pogorszyło ci się na wycieczce – zauważył, jednak nie tak jakby robił skrzypkowi wyrzuty. To była tylko obserwacja. Martwił się czy to nie oznacza jakiegoś poważniejszego urazu, tym bardziej, że wyraźnie nasiliła się opuchlizna. Zastanawiał się czy Aldaren nie powinien napić się krwi, bo to najlepsze lekarstwo na wszystkie wampirze bolączki… Ale nie śmiał mu tego teraz proponować. Czuł, że to by zważyło atmosferę i mogło tylko wszystko zepsuć. Najwyżej wróci do tego tematu rano, jeśli maść od starej wiedźmy nie zdziała cudów.
        - Bardzo boli? – upewnił się szeptem. – Zaraz skończę, to chyba najgorsze miejsce…
        Zgodnie z zapowiedziami, Mitra wkrótce skończył wcierać maść w bark ukochanego. Na skórze wampira została po tym tylko cienka warstwa olejku, reszta zaś zdążyła się wchłonąć. Błogosławiony nabrał więc na palce kolejną porcję specyfiku i znowu po ogrzaniu go na swojej dłoni zabrał się za kolejny siniak na ciele skrzypka. Działał powoli, metodycznie, z profesjonalizmem, ale też dużą czułością. I nie dawał po sobie poznać jakie myśli nim targały. Bo gdy wodził palcami po ciele Aldarena i czuł zapach jego ciała rozgrzanego masażem… Zaczynał mieć nieprzyzwoite myśli. Był zafascynowany tym jak jego ukochany był zbudowany. Zachwycał się jego umięśnioną sylwetką, gładką skórą, którą szpeciły jedynie te nowe rany… Ogarniało go to samo, co kilka tygodni wcześniej gdy zajmował się jego raną po napaści Zabora. Skrzypek był taki piękny… Mitra momentami specjalnie zataczał dłonią trochę większe kręgi, niż wymagała tego sytuacja albo trochę przedłużał masaż, bo chciał smakować tę chwilę. Ostrożnie, trochę na swoich warunkach, oswajając się z dotykiem, który był tak intymny, choć okoliczności niezbyt na to wskazywały. Ciekawe czy Aldaren był świadomy tego, co działo się w głowie Mitry? I czy wyczuwał te drobne podstępy, na które błogosławiony sobie pozwalał w trakcie zabiegów…
        - Już – westchnął w końcu cicho. – To znaczy… Przód. Teraz plecy. Ale możesz się już położyć na brzuchu, to nie zaszkodzi wchłanianiu się resztek maści, a tobie będzie wygodniej. I mi też będzie łatwiej pracować – dodał, jakby wcześniejsze argumenty to było za mało.
        Na plecach Aldaren miał mniej ran – widać było, że nie dawał się podejść od tyłu.
        - Jak bark, trochę lepiej? – upewnił się błogosławiony, rozgrzewając maść na dłoniach i patrząc na kuszące, szerokie ramiona skrzypka. Teraz, gdy wampir leżał, błogosławiony mógł pozwolić sobie na odrobinę śmielsze spojrzenia, ale w ruchach nadal był dość ostrożny. Wcierał maść miejsce po miejscu, trochę czasami przekładając ciężar ciała na rękę, jakby chciał głębiej wetrzeć specyfik w skórę wampira. W końcu jednak – nawet nie wiadomo kiedy – jego nacieranie maścią stłuczeń zamieniło się w masaż całych pleców. Tak po prostu wyszło.
        - Zrelaksuj się, teraz masz terapię wspomagającą – wyjaśnił szeptem błogosławiony, gdy poczuł, że Aldaren porusza się pod jego dłońmi. – Spokojnie, wiem co robię. Rozluźnij się…
        To nie był masaż w żadnym konkretnym stylu: ani terapeutyczny, ani relaksacyjny. Coś pomiędzy, taka dowolna interpretacja tych kilku chwytów, które Mitra skądś tam kojarzył i dokładał trochę od siebie. Najważniejsze, by jego ukochanemu było miło i przyjemnie… Bo błogosławionemu było bardzo miło. Fakt, był podniecony, ale teraz, gdy inaczej do tego podchodził po ich rozmowie, odkrył, że to wcale nie jest coś, nad czym nie potrafi zapanować. Pragnienie w nim wręcz buzowało, ale gdy tylko upomniał siebie, że jego ukochany jest zmęczony, kontuzjowany i wiele tego dnia przeszedł, momentalnie brał się w garść. Mimo to momentami nachodziła go chęć, aby pocałować go w kark albo usiąść na nim okrakiem, bo w sumie wtedy byłoby mu nawet łatwiej go masować… Ale powstrzymywał się. Zamiast tego zaczął cicho nucić. Kiedyś, gdy nie miał z kim rozmawiać, często mu się to zdarzało, ale gdy w jego życiu pojawił się Aldaren, przestał prawie w ogóle to robić – nie potrzebował, miał do kogo otworzyć usta. Teraz zaś nie była to podświadoma potrzeba rozmowy, a działanie z premedytacją, by jeszcze trochę uprzyjemnić skrzypkowi masaż i pomóc mu odpocząć, zrelaksować się – Mitra wybrał spokojną melodię, chyba kołysankę, choć nie znał jej słów. Nucił sobie pod nosem, wodząc dłońmi po ciele ukochanego w kojącym tempie. Jednak wszystko co dobre w końcu się kończy - nekromanta przestał masować skrzypka, zatrzymując dłonie na jego łopatkach.
        - Jak ci się podobało? - zapytał cichutkim szeptem, nachylając się do jego ucha.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Aldaren dobrze wiedział, że mógł całkiem poważnie sobie nagrabić tym wybrykiem z przeniesieniem świadomości Mitry do ciała demonicznego ptaka. Podświadomie czuł jego zdenerwowanie, a jego prośba o to by zrobić jeszcze jedną rundkę dookoła tylko go w tym utwierdziła. Domyślał się, że dzięki przedłużeniu lotu, nekromanta chciał uspokoić nieco swoje nerwy, by nie rozszarpać wampira od razu jak tylko wylądują. Nie zakładał w ogóle, że ta prośba mogła być spowodowana tym, że lot się niebianinowi naprawdę podobał i chciał go zwyczajnie przedłużyć, mając świadomość, że mógł to być jedyny w jego życiu raz.
        Jednakże gdy już się znaleźli na ziemi, a demon został odesłany, tak jak na samym początku był przekonany, że ostro mu się oberwie, tak niemalże już po chwili czuł, że nie było aż tak źle jak z początku zakładał. Może właśnie dlatego, aż tak bardzo nie przejął się tym jak bardzo nabzdyczony był jego ukochany, a zamiast tego jednoznacznie mógłby przyznać i to otwarcie, że w tym momencie Mitra był wręcz niebywale uroczy. Taki jego mały, puchaty złośnik, który zapewne zaraz zabiłby skrzypka, gdyby tylko wiedział, jak ten o nim w tej chwili pomyślał. A najlepsze, że to tylko jeszcze bardziej utwierdzało Aldarena w przekonaniu jak słodki był jego partner. Oj bez wahania dałby mu się zasztyletować, choćby przez samo jego spojrzenie czy zatrzepotanie rzęsami. Im dłużej był z Mitrą, tym bardziej przekonany był o tym, że dla niego zrobiłby naprawdę wiele, gdyby tylko nekromanta poprosił. Może... nie podzieliłby się z nim swoim przekleństwem, ale mógłby na pewno porzucić pomysł założenia w Maurii szpitala, który i tak powstawał wyłącznie w ramach zrealizowania marzeń niebianina, o których kiedyś rozmawiali.
        Trudno było opisać jak bardzo się rozpromienił, gdy blondyn samą swoja mową ciała zachęcił wampira do przytulenia go i nie poniesienia za to żadnych konsekwencji. Nie trzeba chyba mówić, że dosadnego zaproszenia nie potrzebował. Przytulił ukochanego prawdziwie rozanielony, całkiem zapominając w tej chwili o tym jak zmęczony był i po prostu cieszył się tą bliskością ile tylko mógł.
        - Chyba powoli zaczynam uwielbiać, jak tak do mnie mówisz - roześmiał się rozbawiony tym, że ponownie został nazwany łajdakiem i dźgnięty w pierś. Naprawdę przyjemnie mu się zaczęło robić od tych obelg ukochanego. Potarł dla zasady dźgnięte przed chwilą palcem Mitry miejsce na swojej klatce piersiowej.
        - To ja ci powinienem dziękować. Chociażby za to, że jesteś - powiedział czule, przytulając nieco mocniej swojego partnera, chowając z uwielbieniem nos w jego włosach z wręcz przepełnionym rozkoszą uśmiechem na twarzy. Pocałował Mitrę w głowę i go po niej delikatnie pogładził, nim w końcu go wypuścił ze swoich objęć.
        Pytanie o to jak się czuł, może nieco poprzycinało mu skrzydła, ale nie stracił zbyt mocno dobrego humoru. Był trochę nieobecny, jakby się mocno zamyślił nad czymś, ale w sumie nic poza tym. Obiecali sobie mówić o wszystkim, więc nawet nie rozważał tego, by odpowiedzieć Mitrze jakoś wymijająco. Wyjawił mu wszystko, wraz z tym, że był głodny, ale z równą szczerością przyznał, że da radę dotrzeć do ich obecnego schronienia. Nie przesadzał też z tym, że przy Mitrze aż tak bardzo nie myślał o tym jak zmęczony i obolały był.
        - Odkąd tu jesteśmy, ani razu nie przypuszczałem, że kiedykolwiek tak chętnie będziesz chciał wrócić w jej pobliże - zauważył z rozbawieniem, ale nie jakoś specjalnie złośliwie. Po prostu chciał się nieco z ukochanym podroczyć. No i delikatnie rozładować napięcie, bo ciężko było nie zauważyć, jak bardzo przejął się obecnym, niezbyt pozytywnym stanem wampira. Propozycji, jaka zaraz padła z ust niebianina, chyba jeszcze bardziej by się nigdy nie spodziewał, niż samej chęci powrotu do Amy. Z powodu swojej skromności i tego, że dałby radę sam dotrzeć do ich chatki, już otwierał usta żeby odmówić, ale szybko się zamiast tego uśmiechnął z czułością. Właśnie miał możliwość legalnie podotykać (w granicach przyzwoitości oczywiście) niebianina i to praktycznie w miejscu publicznym, jak mógłby przepuścić taką okazję? Aż do samego domu być tak blisko ukochanego, że bez problemu czułby jego ciepło i ten cudowny, niemalże doprowadzający skrzypka do szaleństwa zapach fiołków...
        - Tylko jeśli nie będę ci ciężarem, mój słodki aniele... - mruknął trochę jakby niepewny swojej decyzji. Nie chciał jednak ostentacyjnie pokazywać jak wielką przyjemność sprawiłoby mu powrót niemalże pod rękę z Mitrą. Z Panem Niedotykalskim!
        Przez całą drogę, wspierając się na ukochanym, słuchał uważnie jego relacji z lotu i... był nawet dumny z siebie, że wpadł na taki pomysł. Co prawda musiał przyznać, że może mógł to lepiej załatwić, ale koniec końców i tak Mitra był zachwycony. Obiecał przy tym niebianinowi raz jeszcze, że jeśli będzie wolna chwila, a Mitra będzie miał chęć i czuł się na siłach to będą mogli spróbować raz jeszcze takiego "opętania". Zastrzegł przy tym, że kolejnym razem spróbowałby dać Mitrze pełną kontrolę nad demonem, który byłby naczyniem dla świadomości nekromanty. Był naprawdę szczęśliwy, widząc jak podekscytowany był błogosławiony. Aldaren czuł się jakby naprawdę zrobił coś dobrego, pokroju dania jedzenia bezdomnemu. Niby mała rzecz, a jaką dumą i satysfakcją, że się zrobiło coś bardzo szlachetnego.
        Już przed samym domem, wampir nie zwrócił uwagi na to, kiedy role się praktycznie odwróciły i to nie on wspierał się na Mitrze, tylko blondyn przytulał się do ramienia nieumarłego. Skrzypek uśmiechnął się delikatnie do siebie na ten widok i pocałował swojego ukochanego w głowę. Nie uszło jednak jego uwadze, że Mitra nie starał się założyć maski, jakby o niej w ogóle zapomniał. I może lazurowooki powinien mu o tym przypomnieć, lecz tego nie zrobił. Nie chciał psuć tego być może małego zwycięstwa nekromanty nad jego fobiami. Zwłaszcza, że Aldaren był z tego powodu naprawdę dumy.
        W chatce od razu skierował się w stronę ich posłania i od razu się na nie zwalił jak kłoda, na wpół żyw zzuwając swoje buty z wysoką cholewą. Wiedział, że pewnie właśnie po raz kolejny tego dnia poważnie nastraszył nekromantę, ale miał na to sposób, by udowodnić, że aż tak źle, jak się wydawało, to jeszcze nie było.
        - M-Mitra... czy to ty? - zapytał słabo, żeby zaraz kilka razy zakasłać i wyciągnąć z trudem rękę w stronę niebianina. - U...mieram... P-proszę...błagam... - znów zakasłał - ...przekaż Mitrze... że go ko... - rozbrzmiał kolejny atak udawanego kaszlu - ...że go kocham...
        Byłby chory gdyby odpuścił sobie okazję do odegrania takiej scenki. I oczywiście miała służyć rozluźnieniu atmosfery, by aż tak Mitra się o niego nie martwił. Przecież umierający nie był, więc aż tak źle z nim jeszcze nie było. Bywało gorzej, jak to mówią. Zaraz też się uśmiechnął i chwilę po tym podniósł się i wyszedł ze swoją prośbą do nekromanty, uprzednio zdejmując górną część swojej garderoby i rzucając ja niedbale gdzieś w kąt.
        - Ama mi dała - odpowiedział zaraz i uśmiechnął się szczerze, promiennie, bardzo zadowolony faktem, że Mitra zechce poświęcić mu jeszcze odrobinę uwagi i pomóc z posmarowaniem siniaków maścią. - Chyba na swój wiedźmowaty sposób było jej przykro za to co się stało - dodał, w sumie nawet nie naciągając prawdy, bo naprawdę tak odebrał gest staruszki. Z resztą sam wielokrotnie powtarzał, że nie taka wiedźma straszna, jak się malowała.
        - Hmm... A gdybym obiecał ci buziaka, jeśli mi nie pomożesz? - zapytał i wyszczerzył się szeroko, łobuzersko, eksponując przy tym swoje zdrowe, białe zęby z parą charakterystycznych dla jego rasy wydłużonych i bardzo ostrych kłów. Podjął rzuconą przez Mitrę rękawicę w odnalezieniu odpowiednich argumentów i można by nawet odnieść wrażenie, że mocno się w tej chwili wampirowi poprawiło.
        - Nie jest tak źle, kochany. Jedynie denerwująco mnie mrowi przy poruszaniu ręką, ale jakiegoś szczególnego bólu nie czuję - powiedział łagodnie, ostrożnie kładąc swoją dłoń na jego, by go w ten sposób choć odrobinę uspokoić. Nie chciał mówić, że najbardziej go bolało, gdy chwycił Mitrę, aby ten nie spadł ze ścieżki, gdy się wspinali, aby nie martwić Mitry bardziej, niż już był.
        - W porządku doktorze Aresterra - zaśmiał się krótko i dał niebianinowi skupić się na zadaniu. Cały czas uważnie obserwował twarz swojego partnera z wielkim oddaniem i jeszcze większą miłością, którą go darzył. I choć przez moment mimo polecenia niebianina był delikatnie spięty, aby utrzymać się w pozycji siedzącej, tak niedługo po tym rzeczywiście zaczął się powoli rozluźniać.
        - Sądzę, że było warto - odparł promiennie, nie odczuwając żadnych niedogodności z fakty, że Mitra dotykał i wcierał maść w najgorsze stłuczenie na ciele wampira, jakby naprawdę nie czuł w tym miejscu bólu. Zamiast tego rozkoszował się dotykiem partnera i jego bliskością.
        - Naprawdę nie masz się o co martwić najdroższy, nie boli mnie, a przynajmniej nie aż tak jak mogłoby się wydawać.
        Było mu naprawdę bardzo miło, a jeszcze milej zrobiło się, gdy Mitra postanowił posmarować przy okazji również jego siniaki na torsie. Skrzypek się wyprostował, by było niebianinowi łatwiej się dostać do stłuczeń i niemalże od razu przymknął oczy skupiając się w pełni na ruchach dłoni, wędrujących po jego ciele. Mogło mu się wydawać, ale w pewnym momencie odniósł wrażenie, że nie było to tylko fachowe, nic nie znaczące nakładanie lekarstwa na powstałe obrażenia, a celowe zwiedzanie i badanie każdego zagłębienia na chłodnym wampirzym torsie. Zadrżał delikatnie oddając się w pełni wspaniałemu uczuciu, które rozlało się bardzo przyjemnym ciepłem po jego ciele i wywołało rumieniec na twarzy nieumarłego. Od razu mu się przypomniała sytuacja, która miała miejsce niemalże zaraz po ataku Zabora na wampira, przez co Aldaren był lekko zakłopotany, ale szybko uspokoił siebie, że przecież sam prosił Mitrę o pomoc i że nekromanta nie ma żadnych niecnych zamiarów wobec osłabionego skrzypka. Odetchnął głęboko, z przyjemnością i swego rodzaju spokojem, czując się naprawdę wspaniale w tej chwili, w obecności Mitry. Trzymał przy tym swoje hormony na wodzy, by nie chwycić błogosławionego za nadgarstki, aby mu przerwać, a następnie przyprzeć chociażby do podłogi i pocałować namiętnie, jak nie zdarza im się za często. Uhh... jak on bardzo chciałby móc tak przejechać dłonią po ciele niebianina, ale... nie! Obiecał sobie być grzeczny. Nie mógł teraz dać się ponieść pragnieniu, bo czy nie byłby hipokrytą, gdyby swoich emocji nie potrafił utrzymać na wodzy, podczas gdy Mitrze powiedział, że nie ma w tym nic złego i jest w stanie to kontrolować?
        Na słowa Mitry, by się położył, uczynił to bez najmniejszych problemów, a nawet z po części widoczną na twarzy ulgą.
        - Ymm... - mruknął z zadowoleniem, praktycznie rozpływając się pod palcami blondyna, gdy ten zaczął wcierać maść w siniaki na plecach. A przynajmniej tak wampir do tego momentu myślał, póki Mitra nie zmienił aplikacji lekarstwa w "terapię", wtedy Aldaren lekko się poruszył, by chociażby odwrócić głowę i spojrzeć na ukochanego. Uśmiechał się rozbawiony, a wraz z nim śmiały się również jego lazurowe oczy.
        - Terapia wspomagająca? - upewnił się, powstrzymując parsknięcie. Nie pytał czy to jest rzeczywiście konieczne, ale też nie odwodził Mitry od tego pomysłu. Co miało być dla nekromanty po części dowodem na to, że mógł zrobić w wampirem dosłownie wszystko.
        Aldaren przymknął oczy i naprawdę się oddał tej przyjemności. Z każdą jednak chwilą coraz bardziej odpływał do krainy snów, zwłaszcza, gdy Mitra zaczął nucić melodię prawdopodobnie jakiejś kołysanki. Miał naprawdę anielski głos. Łagodny, kojący, jakby jedynie za jego pomocą potrafił uśmierzyć najgorszy ból i zaprowadzić pokój na Łusce. Z przyjemnością się tego słuchało i wampir nawet nie zwrócił uwagi na to kiedy usnął, z błogim uśmiechem na twarzy, odwróconej na jeden z policzków. Prawdopodobnie będzie go z rana bolał kark przez takie spanie, ale raz, że nie miał siły zmienić swojej pozycji, dwa - czuł, że Mitra nadal nie skończył. Kiedy to nastąpiło, oczywiście nie był w stanie odpowiedzieć i jedyną reakcją z jego strony był spokojny, miarowy oddech. Nawet przez sen był bardzo zrelaksowany i zadowolony.
        Spał jak dziecko, co prawda pozbawiony był jakiś konkretnych, wartych zapamiętania snów, ale przynajmniej nie był nękany koszmarami. Mógł w spokoju, porządnie odpocząć i zregenerować nadwątlone tego dnia siły. A był naprawdę mocno wykończony, bo na następny dzień to nie on pierwszy się zbudził.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        - Hm, to mogę to czasami powtarzać - zgodził się Mitra, choć nie wyobrażał sobie, by mógł tak na niego mówić bez powodu. Tak po prostu, rano wejść do kuchni i powiedzieć “dzień dobry, łajdaku”? Chyba by mu to przez gardło nie przeszło. Ale z drugiej strony Aldaren często pracował sobie na takie określenie, więc może w końcu przyjmie się na dobre.
        Czułości sprawiły jednak, że Mitra przestał o tym myśleć i przeszła mu również złość, momentalnie zastąpiona troską o ukochanego. Ale oczywiście skrzypek nie byłby sobą, gdyby nie zaczął sobie przy okazji żartować, wytykając chociażby Mitrze to, że ten nagle chciał wracać do nielubianej wiedźmy.
        - Wiesz, że nie o to mi chodzi - zauważył łagodnie. To nie była pora na przepychanki czy kłótnie, zdrowie i samopoczucie Aldarena było ważniejsze. Stąd też między innymi propozycja, by go trochę wspomóc w drodze. Nekromanta przez moment martwił się czy ukochany propozycję przyjmie, ale całe szczęście był rozsądny… I nie tylko, bo w sumie bardziej kierował się miłością niż rozsądkiem, ale najważniejsze, że przyjął pomoc. Mitra chętnie do niego podszedł i zaoferował mu ramię.

        Już w ich chatce błogosławiony naprawdę się przejął, że z jego ukochanym jest bardzo źle, gdy ten tak dramatycznie zwalił się na swoje posłanie. I jeszcze chwilę trwał w tym przekonaniu… Aż skrzypek nie zaczął odstawiać swojego dramatu. Mitra tańczył jednak jak mu zagrano, gdy tylko przejrzał podstęp. Dopadł do ukochanego i ujął go za rękę, z przejęciem słuchał jego słów.
        - Aldarenie, nie idź w stronę światła! - wyrecytował dramatycznie. - Wracaj tu i daj się opatrzyć, artysto - dodał już jakby poważniejszym tonem, choć oczy mu się bez wątpienia śmiały.
        No, powygłupiali się, ale obaj zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji i zabrali się za leczenie ran skrzypka. Mitra był tylko podejrzliwy co do środka, którym miał natrzeć siniaki swojego ukochanego. Wieść, że to specyfik od Amy, była jednocześnie pokrzepiająca i niepokojąca - nekromanta miał problem jak do tego podejść, ale ostatecznie przekonała go hipoteza, że to “na przeprosiny”.
        - Nie dyskutuj tylko daj się opatrzyć - upomniał ukochanego, gdy ten próbował się droczyć i proponować całusy za zrezygnowanie z pomocy mu. Mitra miał na końcu języka, że nawet pod groźbą śmierci nie odstąpiłby od chorego, ale… Pamiętał, że już kiedyś to zrobił. I wcale dobrze się to dla niego nie skończyło. Co nie zmieniało faktu, że drugi raz postąpiłby dokładnie tak samo, ale lepiej nie wracać do takich wspomnień. Szczególnie w takiej chwili.
        Gdy już przyszło do zajmowania się stłuczeniami Aldarena, Mitra przestał żartować - był bardzo profesjonalny, skupiony i troskliwy. No… do momentu, gdy nie zrobił się również podniecony. A jeszcze gorzej zrobiło się, gdy poczuł pod palcami dreszcz na ciele ukochanego. Czyżby skrzypek już przejrzał swojego doktora i jego niecne wybiegi? Głupio by było… Ale nie sprawiał wrażenia niechętnego, nadal dość spokojnie znosił zabiegi. Ale… Czy on się rumienił? Ech, jak Mitra miał być opanowany, gdy jego ukochany robił takie miny? Jak dobrze, że jednak umiał nad sobą zapanować, bo gdy dostrzegł ten wyraz twarzy Aldarena, przerwałby zabieg i by go pocałował.
        Zmiana pozycji obojgu się przysłużyła - mogli się uspokoić. A skrzypek trochę odpocząć, bo naprawdę wyglądał na bardzo, bardzo zmęczonego. Ożywił się dopiero, gdy Mitra zaczął masaż - błogosławiony zmartwił się, że może spotkać się z protestem, więc szybko wymyślił wymówkę z terapią. Podziałała, a już na pewno rozbawił Aldarena i dzięki temu niebianin mógł go spokojnie dopieszczać, samemu również czerpiąc z tego niemałą przyjemność. Wydawało mu się, że skrzypkowi również było przyjemnie, ale nie otrzymał potwierdzenia - Aldaren nie odpowiedział na zadane wprost pytanie.
        Jak można być takim słodkim? Mitra nie mógł powstrzymać pełnego czułości uśmiechu, gdy zorientował się, że jego ukochany usnął pod wpływem tego relaksującego masażu. Pomyślał nawet trochę przekornie, że się spisał – jego ukochany faktycznie się rozluźnił. I dobrze, niech odpoczywa. Mitra pogłaskał go jeszcze po głowie, szepnął czule „dobranoc”, pocałował go w policzek i nakrył kocem, by biedak nie zmarzł, bo był przecież rozebrany od pasa w górę. Później zakręcił i odłożył gdzieś na bok słoiczek z maścią. Chyba będzie musiał podziękować Amie, bo specyfik był bardzo dobry, nie powstydziłby się go żaden aptekarz z Maurii…
        Mitra westchnął. Sam niestety nie był na ten moment w stanie zasnąć. Mimo pełnego wrażeń dnia… A może właśnie przez to. Nadal czuł jak krew w nim buzuje i choć ciało błagało o sen, umysł nie umiał się uspokoić. Błogosławiony nawet się nie kładł – wiedział, że to takie łatwe nie będzie. Jednak poniekąd miał pomysł jak temu zaradzić albo chociaż jak zabić czas. Wstał z posłania tak, aby jego ruch nie zbudził Aldarena. Po omacku odnalazł swój tobołek z akcesoriami do kąpieli, po czym szybko opuścił chatkę – tak by powiew chłodnego nocnego powietrza nie zbudził skrzypka.
        Nie, Mitra nie udał się aż do gorącego źródła – zwyczajnie bał się iść tam samemu po ciemku, bo był pewny, że się zgubi. Poszedł tylko do studni i tam nabrawszy sobie wiadro świeżej wody jedynie opłukał twarz i ręce. Zimno, które go ogarnęło, gdy tak się mył w wiadrze po nocy, pomogło mu uspokoić niektóre gorące myśli, które go dopadały. Nadal część jego głowy była zaprzątnięta widokiem półnagiego Aldarena i wrażeniem, jakie na palcach zostawiła jego skóra – Mitrze wydawało się, że nadal to czuje, choć przecież już się umył. Ale… to było przyjemne. I tak cholernie nieprzyzwoite… Jednak trudno dzięki paru zdaniom zmienić tak całkowicie podejście do niektórych kwestii, zwłaszcza, gdy już powoli słabły emocje. Błogosławionemu znowu zaczęło się wydawać, że nie postąpił uczciwie w stosunku do skrzypka i że gdyby powiedział mu co wtedy czuł i myślał, być może jego ukochany byłby niezadowolony… Nie zdecydował się oczywiście na masaż tylko z egoistycznych pobudek, bo naprawdę chciał pomóc Aldarenowi się rozluźnić, ale nie ukrywał, że miał w tym też swój zysk. Chyba nie powinien o tym tak myśleć…
        Nic dziwnego, że Mitra nie od razu wrócił do chatki. W drodze od studni mijał pieniek – chyba przeznaczony do rąbania drewna – na którym przysiadł, by jeszcze dać sobie chwilę na poukładanie myśli. Przypomniał sobie co czuł tam w chatce i naszła go kolejna myśl – gdyby jego ukochany był w lepszej kondycji, jak by to się skończyło? Chyba niewiele by się wydarzyło, być może spróbowaliby czegoś śmielszego, ale Mitra się nie łudził, że finał byłby jakiś spektakularny. Jednak wyobrażenie sobie siebie i ukochanego w skotłowanej pościeli i namiętnych objęciach było… cholera, przyjemne, nawet jeśli błogosławiony nie potrafił zwizualizować sobie tego bez ubrań przez jakąś psychiczną blokadę. Gdy teraz o tym myślał, wydawało mu się, że Aldaren mógł mieć podobne myśli, no bo inaczej skąd ten rumieniec? I choć mogłoby się wydawać, że jego myśli zatoczyły krąg, nie było aż tak źle – poprawił mu się nastrój, ale nie był już tak pobudzony. Może to kwestia poukładania sobie paru kwestii w głowie, a może tylko tego, że trochę już zmarzł i to przestawiło mu listę priorytetów na ten moment, choć on był pewny, że po prostu doszedł do słusznych wniosków. Zadowolony z siebie wstał z pieńka i kuląc ramiona truchtem poleciał do ich chatki.
        Na miejscu starał się zachowywać cicho jak myszka. Szybko odłożył rzeczy i za parawanem przebrał się w coś wygodniejszego do snu, a następnie wślizgnął się na posłanie i pod koc, którym okrywał się Aldaren. Na drugim niestety skrzypek leżał, więc musieli sobie jakoś poradzić. Mitra jednak usnął i całą noc spał snem sprawiedliwych, nie wiercąc się ani nawet specjalnie nie obracając, więc nie walczyli o okrycie.
        Rano zaś… O dziwo Mitra obudził się całkiem wcześnie i to jeszcze przed Aldrenem. Skrzypek spał tak mocno, że błogosławiony nawet nie próbował go budzić… Leżał przez chwilę, tylko przyglądając się ukochanemu z błogim uśmiechem na twarzy. ”Ale jestem szczęściarzem”, pomyślał z czułością, delikatnie głaszcząc ukochanego po włosach. Nie przesadzał, by go przypadkiem nie obudzić. Z czasem doszedł do wniosku, że da mu jeszcze odpocząć i sam się ogarnie przed nim. Wstał więc, dając wampirowi buziaka w policzek nim poszedł się ubrać. Ukryty za parawanem wdział na siebie jedyne czyste ciuchy, jakie jeszcze miał, po czym zabrał maskę i wyszedł z chatki, w progu jeszcze spoglądając na Aldarena z czułością.
        Nie do końca przemyślawszy swoje zachowanie nekromanta poszedł do domu Amy, by zwędzić sobie coś szybkiego do zjedzenia. Całe szczęście odruch zakładania maski był w jego przypadku bardzo silny i zadziałał nawet mimo tego, że nekromanta nie pomyślał, że przecież nie tak trudno natknąć się na gospodynię w jej własnym domu. Stanął jednak wyraźnie skrępowany za progiem, gdy dostrzegł ją jak kręci się po kuchni. Został jednak zauważony, więc nie było już mowy o odwrocie.
        - Dzień dobry - przywitał się niemrawo. Postąpił kilka kroków do przodu i rozejrzał po pomieszczeniu.
        - Mógłbym się czymś poczęstować? - upewnił się, a gdy dostał zgodę, zgarnął ze dwie bułki, które leżały w koszyku na kuchennym blacie. Planował przez moment wymknąć się z nimi i zjeść na dworze, lecz Ama go zatrzymała - zapytała o stan Aldarena.
        - Chyba dziś lepiej - mruknął Mitra ostrożnie. - Trochę się doprawił na spacerze, ale po maści zdaje się, że jest lepiej… Przespał całą noc jak zabity i nie wygląda już na tak zbolałego… Ta maść była bardzo dobra - dodał jakby nie był pewny, czy wolno było mu tak komentować. - Nie do końca wiem co w niej było, ale naprawdę świetnie działała… Dziękuję.
        I tyle - skinął wiedźmie głową i wyszedł, o ile ona go nie zatrzymała. Nieświadomie pominął kwestię tego kto nasmarował Aldarena, jakby nie chciał, by Ama wiedziała co ich łączy i co robią gdy są sami. Był poza tym przekonany, że ona i tak wyjmie sobie z jego głowy co będzie chciała… W sumie powinien z nią poważnie pogadać: o tych włażeniu do głowy, o pomocy Alarenowi… Ale nie, nie teraz, nie mieli na to czasu. A on nie chciał sobie psuć nastroju, wręcz przeciwnie, wolał go sobie poprawić bliskością ukochanego. Dlatego wrócił zaraz do ich chatynki, po drodze zjadając to, co sobie zabrał na śniadanie. Bułki popił wodą ze studni - suchy chleb i woda pasowały do tego, jak jadał nim Aldaren zaczął mu przygotowywać porządne śniadania… Dziwić się, że był taki chudy.
        Po powrocie do chatki Mitra spostrzegł, że jego ukochany jeszcze śpi. Uśmiechnął się czule, po czym zdjął maskę, buty i ponownie położył się obok niego. Patrzył przez moment błyszczącymi miłością oczami, nim stulił wargi i dmuchnął delikatnie w ucho wampira.
        - Ren… - wezwał go melodyjnie. - Ren… Wstajemy, najdroższy, budzimy się…
        I tak cicho nucąc, Mitra swoim zwyczajem zaczął zasypywać ukochanego delikatnymi pocałunkami. Przytulił go pod kocem, trochę go ziębiąc, bo jednak przyszedł niedawno z podwórka.
        - Wstawaj łajdaku - wezwał go żartobliwie, pamiętając jak to Aldaren poprzedniego dnia stwierdził, że podoba mu się to określenie.
        - Dzień dobry - przywitał się słodko, gdy skrzypek w końcu otworzył oczy. Pogłaskał go po policzku i dał mu buziaka. - Jak się czujesz? Jak twój bark?
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Uwielbiał ich wspólne wygłupy i przekomarzania, czuł się jakby od wieków się tak świetnie nie bawił z ukochanym. Co prawda obecna sytuacja nie sprzyjała zbytnio śmiechom, chociażby przez to, że Aldaren był wykończony, ale mimo wszystko docenił starania partnera i to, że Mitra tak świetnie wczuł się w rolę i w ogóle podjął się wygłupom z wampirem. Ten dzień był naprawdę wspaniały. A to jeszcze nie był koniec, bo Mitra wpadł na pomysł, aby jeszcze bardziej umilić skrzypkowi ten dzień, między innymi tym masażem. I choć sam bardzo szybko zapragnął nekromanty, to jednak mimo odczuwania silnego pożądania, nie zrobił nic związanego z jego rozładowaniem. Już nawet nie chodziło o to, że był fizycznie padnięty, po prostu nie mógłby zrobić czegoś takiego Mitrze, tak okrutnie wykorzystać tej sytuacji. Kiedyś oddadzą się wzajemnej namiętności, ale nie teraz. Mieli na to jeszcze masę czasu, świat się przecież jutro nie kończył. Poza tym chciał to zrobić na zasadach niebianina, by od samego początku podszedł do sprawy z myślą, że ich związek przesunie się o kolejny krok do przodu, że nawiążą nieco śmielszą i bardziej intymną relację. Nie chciał by to wyszło przez przypadek z inicjatywy wampira. Że zmusiłby do tego ukochanego. Nie chciał w taki sposób odbyć pierwszego razu z Mitrą. Wierzył, że gdy ten będzie na to gotowy, sam zaproponuje, czy zainicjuje coś takiego.
        Siedział więc twardo (choć z polecenia ukochanego był rozluźniony) i starał się zająć myśli czym innym, niż skutkom buzujących hormonów, przez to wodził spojrzeniem gdzieś po podłodze z boku, by znaleźć sobie coś na czym mógłby się skupić. W prawdzie niewiele by to pomogło, bo i tak miał już pół twarzy czerwoną, więc Mitra najprawdopodobniej domyślał się, że wampir nie jest taki spokojny i niewzruszony jego czułościami, na jakiego wyglądał. Odetchnął starając się trzymać swoje pożądanie na krótkiej smyczy i cierpliwie znosił zabiegi błogosławionego. Co prawda kilka razy zadrżał czy zamruczał z przyjemności, ale nie prowokował Mitry by ten zrobił coś więcej. Nie podpuszczał go, by blondyn sam poddał się swoim pragnieniom.
        Położenie się na brzuchu było jednocześnie ulgą jak i kolejną torturą. Niby łatwiej było się kontrolować, ale z drugiej strony czuł jakby jego pragnienie, zamiast zanikać, jeszcze bardziej w nim wzbierało. Było mu też z tego powodu strasznie niewygodnie, ale na to już nic poradzić nie mógł. Z resztą i tak nie miał siły. Jedyne na co było go obecnie stać, to jakoś to przetrwać i skupić się na bardzo przyjemnym masażu, jaki zafundował mu Mitra. Można było powiedzieć, że czuł niby echo dotyku ukochanego rozchodzące się po skórze nieumarłego, w każdym miejscu, gdzie tylko nekromanta go dotknął. To tylko potęgowało rozkosz wampira, który w pewnym momencie tak się rozluźnił i temu poddał, że aż zasnął. Nie zdążył nawet pomyśleć o tym, jak niegrzeczne było takie uśnięcie w towarzystwie i że mógłby Mitrze sprawić tym ogromną przykrość.
        Chyba będzie musiał poważnie przeprosić niebianina za swoje egoistyczne zachowanie. Bo przecież bez wątpienia nekromanta również był bardzo podniecony, a przez to najprawdopodobniej ciężko będzie mu usnąć. Co prawda Mitra był już dorosłym mężczyzną i powinien umieć sobie jakoś poradzić, jednakże mimo wszystko i tak skrzypek postąpił okrutnie zostawiając błogosławionego samemu sobie, gdy nieumarły smacznie już drzemał. Chyba mimo wszystko nie ominie ich rozmowa o pszczółkach i kwiatkach, a Aldaren miał taką nadzieję, że jakoś uda im się tego uniknąć tymi szczątkowymi wyjaśnieniami, które udzielił Mitrze, gdy byli na klifie.
        Na ten jednak moment niewiele mógł zrobić, naprawdę bardzo zmęczony. Mógłby teraz obok niego spaść smok wielkości Czarnego Dworu czcigodnej Ariszii Velmeron, a on i tak by się nie obudził. Nawet gdyby bardzo mocno chciał. Po zamknięciu oczu już tylko mógł mieć możliwość ich ponownego otworzenie dopiero, gdy zregeneruje nieco swoje nadwątlone siły. Najbliższych więc kilka godzin będzie spał twardo jak kamień. Nie znaczyło to jednak, że nie reagował, chociaż minimalnie na bodźce z zewnątrz. Kiedy został nakryty kocem, wtulił się w niego z pełnym spokoju wyrazem twarzy, z lekko otwartymi ustami, przez które oddychał cicho. Natomiast uśmiechnął się nikle niby do swoich snów, po tym jak został pogłaskany po głowie i pocałowany, przed wyjściem niebianina z ich chatki. Za to po powrocie, gdy postanowił w końcu samemu się również położyć, Aldaren od razu nakrył go połową koca i przytulił do siebie. Choć może nie. Po prostu położył dłoń na piersi ukochanego i dalej spał głęboko, z wyrazem błogości, nie można więc było tego nazwać pełnoprawnym przytuleniem. Ale liczyły się nawet nieprzytomne chęci.
        Ranem natomiast, nadal spał twardo, lecz jak tylko Mitra uciekł z łóżka, wampir od razu zaczął przez krótką chwilę grymasić przez sen. Przewrócił się z boku na brzuch i schwał twarz w poduszce, na której jeszcze przed chwilą spoczywała głowa jego partnera. Ululał się z powrotem cudowną wonią fiołków, którą nosił na sobie niebianin ze względu na swoje pochodzenie i jednocześnie przy tym chował się przed okrutnymi promieniami słońca, które powoli zaczynał rejestrować pomimo zamkniętych powiek. W ten sposób więc jeszcze przez jakiś czas mógł chrapać nieco dłużej.

        W głównym domu gospodarstwa, Ama już od wschodu słońca była na nogach i po porannej toalecie i ubraniu się, snuła się po domu niczym zjawa. A to posprzątała nieco, a to przeczytała jakieś swoje stare zapiski, popracowała nieco przy swoim stole alchemicznym, warząc kolejne mazidła, mikstury, czy Prasmok wie co jeszcze. Kiedy Mitra stanął w progu, akurat robiła sobie przerwę na zaparzenie sobie herbatki ziołowej. Usłyszała skrzypnięcie nienaoliwionych od lat drzwi i spojrzała w srogo w stronę wejścia, w którym od razu zarejestrowała postać nekromanta, swoim jedynym poprawnie widzącym okiem.
        - Witaj, młody Aresterro - mruknęła formalnie, obserwując z lekką drwiną to jak blondyn czaił się wejściu. Jego pytanie jednak na tyle ją zaskoczyło, że omal nie zakrztusiła się upijaną herbatą. Na pewno lekko poparzyła sobie nią usta i pochlapała swoją szatę w kolorze zgniłej zieleni.
        - Aż się pochlapałam, od głupstwa jakie usłyszałam. Bierz, dziecko, częstuj się i się nie czai, jak żebrak, który boi się poprosić przechodniów o ruena. Czym chata bogata - powiedziała spokojnie, nie zwracając większej uwagi na nekromantę, bo zajęta była wycieraniem swojego ubrania. Klnąc przy tym przynajmniej w siedmiu językach, z czego większość bez wątpienia była już dawno martwa. Równie dobrze rzucane przez nią słowa mogły być jakimś okropnym zaklęciem, które przywołałoby do jej domu cały piekielny orszak z Księciem Ciemności na czele. - Co z Aldarenem? - rzuciła między kolejnymi niezrozumiałymi słowami i spojrzała na niebianina, również tym okiem na którym miała bardzo zaawansowaną zaćmę, przez którą z trudem dało się dostrzec w kontur tęczówki w niewidomym oku.
        - Nic się nie zmienił - westchnęła ciężko i pokręciła głową odstawiając kubek z parująca herbatą na blat. - W ogóle nic o siebie nie dba i tylko patrzeć kiedy rzeczywiście odczuje tego konsekwencje, choć nie życzę mu tego. Najlepiej by było gdyby zmądrzał szybciej, niż później, bo z przez takie postępowanie samo myślenie o mierzeniu się z Zaborem to samobójstwo... - powiedziała, choć nie sprawiała wrażenia, jakby rzeczywiście mówiła do Miry. Raczej przypominało to głośne myślenie, gadanie do samej siebie. Spojrzała jednak w końcu ponownie na błogosławionego. - Niech smaruje się nią jeszcze przez dwa dni, to siniaki całkiem powinny zniknąć. Co do składu, dam tobie przepis, jak będziecie już wracać, przypomnij mi się tylko - burknęła i machnęła ręką na podziękowania nekromanty. Nie przez to, że miała je gdzieś. Po prostu była mile poruszona podziękowaniami, które nieczęsto zdarzało jej się słyszeć. Z resztą tak samo jak to, że ktoś podchodził do niej jak do człowieka. Ot tak po prostu, a nie jak do porywającej i robiącej z dzieci zupę wiedźmy, czy starej pustelniczki, którą wszyscy odwiedzają tylko, gdy czegoś od niej potrzebują.
        - Dajcie znać jak będziecie szli już do miasta. I wróćcie nim słońce zacznie zachodzić - poleciła, co w sumie można było odebrać również jako nieco oschłą, ale zawsze, prośbę. Nie pobrzmiewała w niej żadna niechęć, czy złośliwość. Ama naprawdę miała do nich szczerą prośbę i chciała, by się do niej ustosunkowali. Dorzuciła błogosławionemu jabłko, które wcześniej porządnie umyła, a po tym machnęła mu na odchodne i z herbatą powróciła do swojej pracowni alchemicznej.

        Gdy Mitra powrócił do chatki, wampir nadal spał jak zabity, chrapiąc, zagłuszany przez poduszkę, w którą wtuloną miał twarz. I choć twarz miał w miarę chronioną przed słońcem, tak kilka niezrażonych tym promieni słonecznych wdarło się do pokoju przez okno i tańczyło psotnie na bladych, chłodnych, nagich plecach nieumarłego, który to jednocześnie był przytyty kocem i nie był. Tak go skotłował i się w niego zaplątał.
        Jęknął cicho z protestem i przestał chrapać, gdy Mitra na niego podmuchał. Poprawił się i wtulił się w nekromantę.
        - Mmm...itra - zamruczał z pełną błogości, senną rozkoszą w głosie.
        Nie przeszkadzało mu, że Mitra w tej chwili nie był tak ciepły jak zazwyczaj. I tak niezwykle miło było skrzypkowi czuć obok siebie ciało ukochanego. Zamierzał ponownie usnąć, lecz gdy usłyszał jak zaraz został nazwany parsknął pod nosem i sapnął, przeciągając się przy tym i przewracając na plecy z jedną ręką maksymalnie wyciągniętą w bok, a drugą (tą od strony Mitry) położył sobie na oczach, które zaraz zaczął przecierać, by ostatecznie wierzchem dłoni zakryć jedno oko, a drugie leniwie, z wielkim trudem otworzyć. Patrzył przez moment tępo, nadal sennie zamglonym, krwistoczerwonym okiem w sufit, lecz zaraz się uśmiechnął delikatnie i odwrócił się na bok by spojrzeć na ukochanego.
        - Witaj najdroższy - mruknął z czułością i przymknął oczy z zadowoleniem, jak tylko został pogładzony po policzku. Ziewnął szeroko obnażając przy tym niemalże bezczelnie kły, choć zasłonił względnie usta dłonią. Mlasnął kilka razy, ponownie zamruczał przeciągle z niechęcią i dźwignął się do pozycji siedzącej. Zerknął na swój posiniaczony bark i przyłożył do niego dłoń, lekko go masując, a po tym zataczając nim nieznaczne kółka. Skrzywił się przy tym nieznacznie, lecz zaraz się uśmiechnął pogodnie.
        - Najchętniej zrobiłbym sobie z ciebie poduszkę i poszedł dalej spać, ale mamy masę rzeczy zaplanowanych na dziś, a tak mało czasu - powiedział, spoglądając na ukochanego nadal czerwonymi oczami, które powoli nabierały lazurowego odcienia, choć nie szło im to dość sprawnie. - Lepiej niż wczoraj, już tak nie drętwieje. Dziękuję, aniele - przymknął oczy i uśmiechnął się szeroko, promiennie do partnera.
        - A tobie jak się spało? Jak się czujesz? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Tak, Mitra miał problem zasnąć. I tak, był dorosłym mężczyzną i powinien móc sobie z tym poradzić… Ale jego przypadek był specyficzny. Nie uciekł się do metod, które pierwsze przychodziły do głowy normalnej zdrowej osobie. Po prostu jego pojmowanie niektórych intymnych kwestii zupełnie nie łączyło się w jego głowie z nim samym – jakby mogli to robić wszyscy, ale z jakiegoś powodu nie on. I tak było tym razem - poszedł się przejść i ochłodzić, by się uspokoić. Choć gdy Aldaren tak słodko tulił się do koca i uśmiechał przez sen aż trudno było się od niego oderwać… A już na pewno gdy błogosławiony wrócił i skrzypek wciągnął go do siebie pod koc.
        - Czym sobie na ciebie zasłużyłem? - zapytał szeptem Mitra, z czułością gładząc skrzypka po ramieniu (włosów w tej pozycji nie sięgnął). - Dobranoc - dodał, choć przecież jego ukochany już dawno spał. Sam dołączył do niego po chwili, bo co by tu gadać, też miał za sobą dzień pełen wrażeń.

        Poranny kontakt z Amą był jak zawsze zabójczo przyjemny… Ciekawe czy zajrzała mu do głowy, aby wyciągnąć z niej to określenie „młody Aresterra”, którym witano go w Maurii, czy to tak przypadkiem wyszło? To nie był zwrot na który trudno było wpaść, ale… Źle mu się po prostu kojarzył, bo do tej pory oznaczał coś w stylu „synu Sarazila”. Ech… nie ma co jej tego tłumaczyć. W zasadzie sam był sobie winny, bo sam nie zwracał się do niej tak jak sobie tego życzyła.
        Burę przyjął w ciszy, ze spuszczoną głową, ale wcale nie pokorą. Cholera, tak źle, że pytał i nie szarogęsił się w cudzym domu? Chciał być tylko kulturalny. Aldaren mógł się tak swobodnie kręcić po jej chatce, to co innego, bo lepiej znał Amę, ale Mitra się krępował – tym bardziej, że jej nie ufał i przeczuwał, że gdyby nie zapytał to kąśliwy komentarz byłby najłagodniejszą reakcją wiedźmy. Niemniej zostawił dla siebie komentarz i tylko podziękował za pozwolenie, puszczając mimo uszu wszelkie złorzeczenia – i tak ich nie rozumiał. Między jednak kolejnymi potokami słów w obcej mowie padło chyba pytanie o zdrowie jego ukochanego, a tego Mitra już nie mógł zignorować. Odpowiedział zgodnie z prawdą, a komentarz Amy przyjął niemo kiwając głową w pełnej zgodzie. Tak… też już zdążył zauważyć, że Aldaren ma tendencje do autodestrukcji.
        - Będę pilnował, by chociaż przez najbliższe kilka dni się nie nadwyrężał – obiecał. – I dopilnuję też by się smarował.
        Oj tak, tego na pewno dopilnuje – z przyjemnością… Ale tego wiedźma nie musiała wiedzieć. Choć pewnie i tak już wiedziała – Mitra podejrzewał, że już sobie wszystkie szczegóły wczorajszego wieczoru wyciągnęła z jego głowy, nawet razem z frustracją, która go ogarnęła.
        - Dziękuję – mruknął na wieść, że dostanie recepturę na maść od niej. Nie zamierzał unosić się honorem i zapierać, że nie trzeba, bo to nie było coś dla niego, a dla jego przyszłych pacjentów. Tylko musiał pamiętać o tym, aby faktycznie ją o tę recepturę poprosić przed powrotem do domu. Ciekawe ile jeszcze ciekawych przepisów miała, które mógłby poznać, gdyby się lepiej dogadywali? Głupi Aresterra, tyle tracił przez swoją nieufność…
        - Damy znać – obiecał nim wyszedł. Trochę zaniepokoiła go ta prośba, by wcześniej wrócili. Chciała czegoś od nich czy tylko tak z troski o Aldarena kazała być przed zmrokiem, by odpoczął, a nie forsował się jak poprzedniego dnia? Całe szczęście dzisiaj aura im sprzyjała, niebo nie było już takie czyste i pojawiło się na nim kilka chmurek, dających odrobinę cienia. Nadal było gorąco, ale może w ciągu dnia nie będzie chociaż prażyć…

        Po powrocie do chatki wszystkie złe myśli wyparowały mu z głowy. Patrzył na skrzypka z czułym uśmiechem – jak tu go nie kochać, gdy był taki słodki? Tak cudownie spał… Aż szkoda go budzić, ale niestety mieli ten dzień bardzo ciasno zaplanowany i mogliby się nie wyrobić, by wykonać wszystkie punkty planu przed zmrokiem. Odpoczną sobie najwyżej na plaży, może tam będzie kawałek cienia, w którym Aldaren będzie mógł się spokojnie zdrzemnąć.
        I zaczęła się procedura budzenia. Mitrze podobało się jak jego ukochany stawiał czynny choć trochę leniwy opór przeciwko jego staraniom. To jaki był wtedy tulaśny i absolutnie uroczy. Chętnie go obejmował, chętnie też wtulał się w niego, gdy to skrzypek wolał go trzymać w objęciach. Tyle, że nadal był przy tym nieustępliwy – trzeba było wstać, nie ma przebacz.
        Cha! Fortel z łajdakiem podziałał – nekromancie udało się rozbawić skrzypka na tyle, że ten już pewnie nie miał szansy usnąć, choć przez moment zdawało się, że próbował. Bardzo dumny ze swojego sukcesu Mitra zaczął się przymilać do Aldarena i z uśmiechem cierpliwie znosić kolejne jego marudzenia, ziewanie, przeciąganie się… No dobrze, odnajdywał też w tym pewną przyjemność, bo lubił patrzeć jak skrzypek się tak rozkosznie prężył. I nawet zaśmiał się cicho, rozbawiony pomysłem, że miałby stać się poduszką. Ależ jego ukochany miał fantazję…
        - Obiecuję ci, że dziś poza spacerem nie będziesz się nadwyrężał – obiecał, gdy zobaczył jak skrzypek sprawdza stan swojego barku. – A wieczorem powtórzymy zabieg z maścią, bo chyba dobrze ci robi – dodał, znacząco patrząc na jego siniaki, które faktycznie wyglądały na trochę mniejsze. I to znacząco-jak-medyk, a nie znacząco-jak-napalony-nekromanta. Po prostu widział, że ślady się zmniejszyły.
        - Ja? – Mitra był wyraźnie zaskoczony pytaniem o swoje samopoczucie, bo przecież na nic się nie uskarżał. Podciągnął się trochę na łokciu, ponownie zastanawiając się nad odpowiedzią na to pytanie.
        - Dobrze – odparł po prostu. – Wyspałem się, spałem jak kamień po całym dniu wrażeń. Jestem jakby co po śniadaniu, więc w zasadzie możemy się zbierać do drogi gdy tylko będziesz gotowy. Nie chciałem cię budzić, tak słodko spałeś, że nie miałem do tego serca – wyjaśnił tę swoją drobną samowolkę. – Poza tym jesteś poszkodowany, należy ci się trochę więcej odpoczynku – dodał już dobitniejszym tonem, swoje słowa pieczętując buziakiem.
        - Widziałem się z Amą - dodał po chwili z lekko kwaśną miną, siadając na posłaniu. - Nie miałem specjalnie ochoty z nią rozmawiać, nie w taki dzień… Ale prosiła, byśmy wrócili przed zmrokiem. Nie mówiła czemu - zastrzegł, choć teraz pomyślał, że mógł zapytać czemu tak.
        Później Mitra wstał i zaczął pakować swoją torbę na spacer. Tego dnia zadbał, by mieć coś do picia i jakieś przekąski, poza tym zgarnął też te nieliczne leki, które miał w drodze - może akurat coś się przyda Rosic.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Ty też mierz siły na zamiary, chłopcze - zagroziła, spoglądając na blondyna surowo, gdy tak łatwo przeszło mu przez gardło, że dopilnuje by wampir się nie przeforsowywał. Wystarczyło jednak jedno uderzenie serca, by pomarszczone lico złagodniało, a staruszka się głęboko zamyśliła. - Choć nie ma we wszechśnie Prasmoka drugiej osoby, której by posłuchał, więc może... - mruknęła do siebie, nadal nad tym się zastanawiając, aż w końcu machnęła ręką zbywając ten temat, tylko po to, aby wspomnieć o podzieleniu się z Mitrą przepisem na tę maść, którą dała Aldarenowi na siniaki.
        Może i była na wpół ślepa, ale w tej sytuacji i całkiem niewidoma osoba by zauważyła, że nekromanta nie ma ochoty na rozmowę. W szczególności ze stara czarownicą. No trudno, na siłę go przecież trzymać nie będzie. Raz, że aż tak jej nie zależy na dobrej relacji z niebianinem. Dwa, że nie pomogłoby to ani trochę w jej poprawieniu. Biedny, naiwny blondyn pewnie myślał, że za każdym razem jak tylko go widziała od razu grzebała mu w głowie, a pytania zadawała wyłącznie z jakiegoś tam milionowego ułamka kultury osobistej. Cóż za ignorant. Aż dziw brał, że z Aldarenem się tak dobrze dogadywali. A przynajmniej się względnie dogadywali. Podziwiała skrzypka za to, że udało mu się stworzyć tak zażyłą więź z tym nekromantą. Chociaż ciekawe czy nie była to czasem droga przez mękę dla błogosławionego? Była przekonana, że dla Aldarena na pewno nie była.
        Nie przetrzymywała jednak niepotrzebnie Mitry, skoro nie zamierzał z nią rozmawiać. Rzuciła mu jedynie jabłko, by i je sobie zjadł i poprosiła na odchodnym, aby przed udaniem się do miasta dzisiaj zaszli jeszcze do niej i by późno nie wracali do domu. Kiwnęła mężczyźnie głową, gdy przystał na jej prośbę i sama się odwróciła, by zająć się swoimi sprawami.

        Aldarenowi naprawdę strasznie nie chciało się wstawać. Najchętniej nakryłby sobie głowę kocem, złapał i powalił na ziemię Mitrę, a po tym przygwoździłby go sobą do podłogi i poszedł spać dalej na nekromancie, by mieć pewność, że ten mu nigdzie nie ucieknie. Niestety nie wchodziło to w grę, choćby przez sam fakt, że gdyby zrobił coś takiego, najlepiej jakby już w ogóle się nie budził i zasnął snem wiecznym. Mitra nigdy by mu nie wybaczył czegoś takiego. No a poza tym mieli dzisiaj masę rzeczy do zrobienia. Pójście do Tartos, po tym nad morze, po tym wypadałoby dla Mitry jakiś obiad zrobić, no i jakby nie patrzeć skrzypek będzie musiał coś pomyśleć jak pokonać Zabora. Pokonać go, ale nie walczyć z nim niepotrzebnie...
        - Jesteś niemożliwy - mruknął sennie, z rozbawieniem, gdy został nazwany na dzień dobry łajdakiem, po czym zaczął się przebudzać, podejrzewając, że jego uparty wybranek serca nie odpuści, choćby go wołami odciągali od budzenia wampira.
        Chwilę mu zajęło podniesienie się do pozycji siedzącej, co poprzedzone zostało kilkakrotnym przewracaniem się, marudzeniem i nawet próbami znalezienia sobie najlepszego ułożenie, co by może ponownie usnąć. Jednak w końcu usiadł, ziewnął szeroko i przetarł sobie czerwone oko, którego tęczówka powoli zmieniała kolor na lazurowy. Nie poczuł przy tym w ogóle, że przy zamykaniu ust, jeden z kłów wyszedł mu na zewnątrz. Kiedy jednak mlasnął to raz, to drugi, to trzeci, kła nie było już widać.
        Parsknął rozbawiony i lekko pogłaskał Mitrę po głowie, nieco przy tym czochrając mu fryzurę, kiedy Mitra obiecał, że dzisiejszy dzień nie będzie aż tak męczący jak wczorajszy.
        - Chyba się nie znamy. Jestem Aldaren van der Leeuw. Miło mi cię poznać - powiedział łagodnie, zabierając dłoń z głowy Mitry by się przeciągnąć, ale uważał aby nie przesadzić. Naprawdę chciał uniknąć jakiegoś trwałego urazu tego barku. - Będę musiał znaleźć jakiś sposób jak się pozbyć Zabora. Nie był przywołany przeze mnie, więc nie odeślę go praktycznie na pstryknięcie palcami - dodał trochę ponuro i westchnął, zaraz się na powrót uśmiechając. Nie chciał psuć tego cudnego dnia już z samego rana, ale wczoraj obiecali sobie szczerość, więc powiedział co myślał.
        - Heh, jesteś naprawdę wspaniały. Czasami się zastanawiam, czy naprawdę na ciebie zasługuję - mruknął łagodnie i pocałował Mitrę w głowę. - Jeśli tak każe mój lekarz to chyba nie mam innego wyboru jak tylko dać mu się ponownie wysmarować - zerknął na nekromantę ze swego rodzaju, drapieżnym błyskiem w oku, który zaraz zniknął tak szybko jak się pojawił.
        Aldaren przeciągnął się i ziewnął szeroko po raz kolejny, zaraz pytając o to, jak Mitra się czuł. Nie spodziewał się przy tym, że nekromanta będzie przez to taki zaskoczony, jakby wampir co najmniej poinformował właśnie swojego partnera o otworzeniu kolejnego szpitala. Tutaj. I to już zaraz. Całkiem zabawnie z resztą wyszło.
        - Nie, głuptasie, ten drugi Mitra, ten obok - powiedział rozbawiony, kręcąc przy tym głową i możliwe, że zdarzyło mu się przy tym przewrócić oczami. Pogłaskał Mitrę po głowie, zsuwając dłoń zaraz na jego policzek. Przysunął się nieco i pocałował go w czoło. - Cieszę się, że poradziłeś sobie ze śniadaniem gdy spałem, choć trochę mi głupio, że nie mogłem ci go przygotować i sam musiałeś sobie coś znaleźć - powiedział lekko posmutniały z tego powodu i zaraz wstał by się w końcu ubrać. Mieli przecież gdzieś wyjść, a póki co wampir nadal siedział praktycznie pół nagi na posłaniu.
        Podszedł do swoich tobołów i wygrzebał z nich jedną z tunik, które dostał kiedyś od Mitry. Wziął również jakieś spodnie i czystą bieliznę, idąc z tym wszystkim za parawan. Tam zaczął się przebierać, ale nie przerywał rozmowy z Mitrą. Zwłaszcza, że podjęty został nowy temat, przez co Aldaren w trakcie przebierania się wychylił głowę zza rogu parawanu.
        - Z Amą? - zapytał trochę nie rozumiejąc ani tego co miał na myśli jego luby, ani własnego pytania. Logiczne przecież było, że w domu Amy, raczej małe będzie prawdopodobieństwo nie spotkania Amy. Kiedy jednak padło więcej informacji ze strony nekromanty, Aldaren jak oparzony wyskoczył zza parawanu, praktycznie w pośpiechu wciągając na siebie spodnie i omal nie zabijając się o nogawkę, na którą nastąpił przez przypadek. Spojrzał zmartwiony, ale również z narastającym płomieniem gniewu w oczach, które powoli zaczęły zachodzić czerwienią.
        - Co tym razem zrobiła? Czym cię uraziła? Zaraz pójdę z nią to wyjaśnić, a jak nie będzie chciała po dobroci cię przeprosić, to już ja znajdę jakiś sposób by ją do tego zmusić - zagroził śmiało, wsunął przez głowę tunikę, przeczesał dłonią włosy i skierował się w stronę drzwi. Miał takie spojrzenie, jakby samym wzrokiem chciał kogoś zabić.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra był bardzo z siebie dumny, gdy udało mu się w końcu obudzić Aldarena. Obserwował go z zadowoleniem, parskając tylko, gdy ten na niego nieskutecznie utyskiwał. Szturchał go, gdy tylko zaczynał podejrzewać pewne manewry w kierunku dalszego pójścia spać - wystarczyła chwila bezruchu i już błogosławiony znowu zaczynał być męczący. Gdy jednak Aldaren już usiadł i ziewnął, a po zamknięciu przez niego ust pokazał się ten kiełek… Mitra musiał zakryć sobie twarz dłońmi. Jakie to było słodkie! Gdyby był kobietą to by chyba piszczał z euforii. Czy jego ukochany był chociaż odrobinę świadomy tego jak brutalnie go w tym momencie znokautował swoim urokiem? Och… chyba nie. Bo już po chwili kiełek zniknął.
        - Czasami jesteś tak uroczy, że aż trudno uwierzyć, że jesteś prawdziwy - skomentował z czułością błogosławiony. Myślał, że tym Aldarena zaskoczy, ale to bardziej on jego zaskoczył tym jak nagle zaczął się przedstawiać. Co, powiedział coś nie tak? Co to miało znaczyć? Skołowany nekromanta podniósł się trochę z posłania i myślał jak tu w miarę zgrabnie zapytać w czym rzecz, ale skrzypek sam mu wszystko wytłumaczył. Ach tak, Zabor… No tak. Mitra uśmiechnął się przepraszająco, ale nie odezwał się, pojmując, że jego ukochany uśmiechem zrobił unik od drążenia tego tematu.
        - To moja kwestia - zaprotestował jednak, gdy Aldaren prawił mu komplementy, w tym ten o zasługiwaniu sobie na cokolwiek. Naprawdę z ich dwojga to on miał większe powody, by dziękować za tak wspaniałego partnera.
        Ale później dostrzegł to spojrzenie. TO spojrzenie! Aż mu tchu zabrakło i nogi momentalnie zmiękły pod jego wpływem. Jakby to wcale nie błogosławiony miał kosmate myśli poprzedniego wieczoru a skrzypek i jakby obiecywał, że tym razem na myślach się nie skończy… Mitra nie umiał dojść czy bardziej go to nakręciło czy zaniepokoiło. Chyba oba na raz - klasyczne “chciałbym, ale boję się”. Całe szczęście to uczucie szybko minęło - tak szybko, jak szybko Aldaren zmienił się z drapieżnego wilka w uroczego szczeniaka. Może jednak właśnie przez to Aresterra miał problem z odpowiedzią na pytanie o samopoczucie. Nie obraził się całe szczęście za przytyk - tylko lekko wydął wargi i bez robienia scen dał się udobruchać głaskaniem.
        - Będziemy mieli jeszcze wiele okazji, byś mi zrobił śniadanie - zapewnił z czułością Mitra, muskając dłoń wstającego z posłania ukochanego. Wodził za nim wzrokiem, gdy krzątał się po pokoju i wybierał ubrania na ten dzień, a gdy zobaczył tunikę od siebie, uśmiechnął się nikle. Pomyślał - może trochę samolubnie - że pewnie specjalnie ją wybrał, by ładnie wyglądać na randce… Trochę szkoda, że sam nie miał nic, by również się wystroić. Nie dość, że generalnie nosił same łachy, to jeszcze tego dnia miał tylko jeden ciuch do ubrania - reszta się jeszcze suszyła na sznurkach za domem.
        Przypadkiem wypłynął temat Amy. Mitra poruszył go trochę świadomy tego, że Aldaren może się tym przejąć, bo relacje między wiedźmą i błogosławionym były napięte, ale mimo wszystko nie spodziewał się, że tak zareaguje.
        - No… tak - odpowiedział z pewnym wahaniem na pierwsze pytanie, jakby doszukiwał się w nim jakiegoś haczyka. Nie znalazł go, więc kontynuował… I dopiero się zaczęło.
        - Na Prasmoka, Ren, ostrożnie! - Przejęty błogosławiony zaraz podniósł się do klęczek i nachylił do ukochanego, który przewrócił się o własne spodnie. - Bo znowu uszkodzisz sobie bark…
        Nie słuchał. Był tak przejęty tymi informacjami o rozmowie, ze reszta do niego nie docierała. Zasypał Mitrę pytaniami, jednocześnie już szykując się do wyjścia. Bardzo się przejął. ”Niech to, przecież on jest gotów jej kark skręcić!”, przestraszył się Mitra. Zerwał się z posłania i nim Aldaren otworzył drzwi, wsunął się między nie i wampira, opierając plecy o deski i kładąc dłonie na jego ramionach, jakby chciał go przytrzymać w miejscu. Spojrzał mu z troską w oczy.
        - Uspokój się, Ren - poprosił. - Nic się nie stało - zapewnił go. - Nie obraziła mnie niczym. Zburała mnie za to, że pytałem czy mogę sobie wziąć coś do jedzenia, zamiast czuć się jak u siebie, potem tylko zapytała jak się czujesz, chwilę porozmawialiśmy o tej jej maści i jak ją dalej stosować. Powiedziała, że da mi na nią przepis i na odchodnym dała mi tamto jabłko - wyjaśnił, kiwając głową w stronę leżącego na łóżku owocu. - To wszystko. Nie obraziła mnie, zresztą nie rozmawialiśmy ze sobą jakoś długo. No już, uspokój się, mój rycerzu - poprosił, przytulając Aldarena i przygarniając jego głowę do swojego ramienia w uspokajającym geście. - Nie musisz bronić swojej księżniczki przed złym smokiem.
        Na koniec błogosławiony zachował dla siebie troszkę cyniczną uwagę, że najwyraźniej smok był tego dnia najedzony i zamiast tego pocałował swojego ukochanego w skroń - tylko do niej był w stanie w tym uścisku sięgnąć. Pogłaskał go z czułością po włosach i uśmiechnął się.
        - Już? - upewnił się. - W porządku?
        Jeśli nie było w porządku, Mitra był gotów nadal głaskać i przytulać skrzypka, aż ten się uspokoi. Jeszcze raz przemyślał sobie swoje słowa sprzed chwili i mimo wszystko wydawało mu się, że powinien uspokoić Aldarena - to nie brzmiało tak źle. Wręcz… Może wręcz jak przyjacielska pogawędka. Taką oczywiście nie była, ale też nie była całkowicie wroga. Neutralna. To już był jakiś sukces jak na ich dwoje.
        - Gotowy do drogi? - upewnił się po jakimś czasie, a jeśli otrzymał potwierdzenie, wdział swój płaszcz, maskę i zgarnął przygotowaną wcześniej torbę.
        - Wiesz... Podobasz mi się w tej tunice - wyznał, gdy już oboje byli na zewnątrz. - Cieszę się, że ją założyłeś akurat dzisiaj - dodał trochę nieśmiało.
Awatar użytkownika
Aldaren
Zsyłający Sny
Posty: 335
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Ale ja ją powiedziałem - odparł, uśmiechając się łobuzersko i pocałował Mitrę w nos. Przez moment w sumie się zastanawiał czy nie targować się może o godzinę drzemki, ale z drugiej strony nawet gdyby się teraz położył z Mitrą, samo uśnięcie najprawdopodobniej zajęłoby mu dużo dłużej, niż godzinę.
        Z resztą... może dla bezpieczeństwa lepiej nie ryzykować. Nie tylko był rozbudzony przez nekromantę, ale również mocno pobudzony, zwłaszcza, że głód był dziś silniejszy niż wczoraj. Na szczęście po niedługim czasie udało mu się to opanować i zwyczajnie o tym nie myśleć. Później zapyta Amę, czy mogłaby mu ugotować czarninę na słodko. Choć może wcale nie będzie musiał pytać i kobieta będzie miała ją już ugotowaną, nim wampir w ogóle do niej zajrzy? Ugh... naprawdę będzie musiał w końcu wziąć się za pozbycie swojego pragnienia krwi. Nie ufał sobie i bał się, że któregoś razu o poranku, gdy Mitra będzie się w niego wtulał, albo czule zaczepiał by nieumarły się obudził, albo gdy skrzypek z jakiegoś powodu przebudzi się w nocy i nie będzie mógł zasnąć, a nekromanta tak słodko i bezbronnie będzie obok niego spał... Spojrzał z drapieżnym błyskiem w oku na ukochanego. Na samą myśl aż mentalnie ślinka mu ciekła, lecz udało mu się odepchnąć od siebie te myśli. Nie mógł tego zrobić Mitrze.
        Na szczęście kwestia przygotowywania dla nekromanty śniadania, skutecznie pomogła wampirowi zapomnieć o tym co właśnie myślał. Nawet jego oczy odzyskały swój naturalny, lazurowy kolor. Popatrzył nimi ze smutkiem na nekromantę. Uwielbiał robić Mitrze śniadania, wstawać przed nim i zanosić mu je do łóżka, więc siłą rzeczy przykro mu było, gdy nie miał takiej możliwości. Ale nie miał o to żalu do nekromanty, bo on chciał tylko dobrze. Najbardziej zły był na siebie, że nawet przez moment nie przejawiał najmniejszej ochoty, aby wstać wcześniej z łóżka. Z uporem maniaka psychopaty postanowił kolejnego dnia wstać razem ze słońcem, o ile nie przed nim i zrobić Mitrze śniadanie, na które zasługiwał. Genialny plan!
        - Tak, a najbliższą jutro - powiedział pogodnie i wstał w końcu z posłania, zmierzając do swojego bagażu by się przebrać.
        Ani przez moment nie spodziewał się, że przy tym omal nie roztrzaska sobie nosa o podłogę. Co najwyżej mógł się skarżyć na to, że omal nie ugryzł się w język, ale szybka interwencja Mitry, jego pojawienie się obok, skutecznie powstrzymały Aldarena przed marudzeniem, a zamiast tego nawet przypomniały mu o pewnej sprawie, którą chciał właśnie raz na zawsze załatwić z Amą. Nawet przez moment nie myślał o tym, że raczej to on prędzej by zginął, gdyby zaatakował wiedźmę, ale nie miało to większego znaczenia, gdy liczył się honor i dobre samopoczucie jego partnera.
        Szybko pozbierał się z ziemi i już kierował się na boso w stronę drzwi, z czerwonymi, płonącymi oczami, gdy Mitra zastąpił mu drogę i oparł się o niego dłońmi, a plecami o drzwi... Na Prasmoka! Jak on kusząco w tej chwili wyglądał. Zwłaszcza, że skrzypek oparł się jedną ręką o drzwi zaraz obok jego głowy, by nie stracić równowagi ani też by na niego nie wpaść, gdy tak nagle się przed nim pojawił. Poczuł jak puls mu przyspiesza i powoli zaczyna szumieć w oczach, jednakże zacisnął zęby, pokręcił głową i się cofnął o dwa kroki. Pokręcił głową i spojrzał z troską na ukochanego, niebieskimi oczami.
        - Na pewno cię niczym nie uraziła? Bo naprawdę z chęcią mógłbym to z nią wyjaśnić i następnym razem zastanowiłaby się, zanim otworzy usta i coś z siebie wyrzuci - zapewnił pełen pewności siebie i bez krztyny litości wobec staruszki. Odetchnął jednak głęboko, gdy Mitra go przytulił i bez oporu dał oprzeć swoją głowę na ramieniu ukochanego. Już po samym tym dało się poznać, że Aldaren się uspokaja, bo raczej Mitra nie był w stanie zauważyć jak nieumarły przymknął oczy oddając się rozkoszy tej bliskości.
        - Wolałbym księcia, niż księżniczkę - mruknął cicho, po czym kiwnął głową, na pytanie nekromanty czy już wszystko dobrze. Choć po prawdzie nie chciał opuszczać jego ramion i znów najchętniej porwałby go ze sobą na posłanie, uniemożliwił mu ucieczkę i poszedł spać. Westchnął z niechęcią i się cofnął.
        - Buty założę i możemy iść - powiedział od niechcenia i wrócił jeszcze do posłania, by po chwili wrócić do Mitry z butami na swoich stopach i płaszczem zarzuconym na ramiona. Również zaciągnął kaptur na głowę. - Gotowy - zapewnił i otworzył przed nekromantą drzwi, w lekkim, godnym lokaja pokłonie, gestem zapraszając niebianina, by ten poszedł przodem. Zaraz po nim wyszedł również skrzypek i zamknął za nimi drzwi. Nie bawił się w zamykanie na klucz, bo na tym wygwizdajewie i tak nikogo nie było, przez opowieści o tym, co robi staruszka zbłąkanym podróżnym, którzy nieproszeni weszli na jej teren.
        Nagła uwaga błogosławionego, miło Aldarena zaskoczyła i sprawiła nawet, że ten uśmiechnął się przyjaźnie do partnera.
        - W takim razie będę musiał częściej ją zacząć zakładać. Szczególnie, gdy będę miał pewność, że się nie zniszczy - powiedział szczerze i pogłaskał Mitrę po głowę, nawet jeśli ta znajdowała się pod kapturem. - Ty za to zawsze mi się podobasz - wyszczebiotał radośnie i ruszył w stronę drogi prowadzącej z posiadłości Amy, do miasta.
Awatar użytkownika
Mitra
Senna Zjawa
Posty: 281
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Tak jak Aldaren nie spodziewał się, że tak prosta czynność jak ubieranie skończy się dla niego upadkiem, tak Mitra nie spodziewał się, że swoją chyba raczej niewinną uwagą o rozmowie z Amą tak go rozgniewa. Naprawdę czasami zapominał, że jego ukochany miał pewną drobną skłonność do dramatyzowania i przesady. Teraz jednak musiał przez to szybko działać, by nie doszło do nieszczęścia - przecież jakby oni się starli to by pewnie Tartos z powierzchni ziemi zmietli i pozabijali się nawzajem… Lepiej nawet sobie tego nie wyobrażać.
        Przyparty do drzwi Mitra o dziwo wcale się nie bał. Patrzył w karminowe oczy ukochanego stanowczo, a głos mu nie drżał. Wytrzymał tę konfrontację, ignorując jednocześnie dziwne mrowienie, które poczuł w podbrzuszu. Gdy Aldaren się cofnął, wiedział już, że wygrał, choć nie był to dla niego powód do radości, a raczej do odzyskania spokoju. Wydawało mu się, że z jego ukochanego również uszła para, a to kręcenie głową nie było zaczątkiem dyskusji tylko próbą otrzeźwienia myśli. Udaną próbą, o czym świadczył kolor jego oczu.
        - Na pewno mnie nie wkurzyła - zapewnił nekromanta, choć tak naprawdę pamiętał, że zirytował go ten jej komentarz o żebraku. Ale to była kwestia jego specyficznego charakteru, ona temu niewinna. Poza tym… Mitra obiecał sobie, że to on skonfrontuje się ze staruchą w kwestii ich wzajemnych relacji i nie będzie się wyręczał Aldarenem. Może wieczorem do tego wróci? Chciała się z nimi widzieć, może po tym zostanie chwilę i z nią porozmawia… To jest myśl, tak zrobi. Postanowione.
        Mitra zaśmiał się cicho pod nosem. Tak, Aldaren też się uspokoił, bo nie dość, że tak chętnie się przytulał to jeszcze dyskutował. Książąt mu się zachciewało…
        - Niestety chyba na ten moment nie mamy na stanie - usprawiedliwił się Mitra zbolałym tonem sprzedawcy, który zawiódł swojego najlepszego klienta. - Ale można poczekać na dostawę albo zadowolić się magami, chyba jeszcze jacyś nekromanci się znajdą.
        Ciekawe jak mu się spodoba ten żart? Mitrze wydawało się, że był całkiem błyskotliwy jak na niego. Jednak dzięki tej wymianie zdań mogli się jeszcze trochę poprzytulać, bo Aresterra nie zamierzał wypuścić z ramion ukochanego, dopóki nie skończą tej rozmowy i ten się nie uspokoi. Gdy jednak ze skrzypka już zeszła para i poszedł zakładać buty, Mitra również się uspokoił, a zimny dreszcz, który go przeszył, przypomniał o tym dziwnym uczuciu sprzed chwili, gdy zagrodził Aldarenowi drogę… I teraz pojął co to było. I poczuł się z tym tak nieswojo, że dziękował losowi za to, że już zbierali się do drogi i mógł schować się za maską. ”Może zamiast się tak przed tym kryć, powinienem po prostu kiedyś się temu oddać?”, zastanawiał się wdziewając płaszcz i maskę. Dopuścił do siebie wyobrażenie, które w tamtym momencie pojawiło się z tyłu jego głowy, cierpliwie czekając na swoją kolej by zaatakować. Gdyby tak zacisnął palce na jego tunice, przyciągnął go do siebie i tak namiętnie pocałował, a potem to on jego przyparłby do tych drzwi…
        - Jasne, chodźmy - rzucił, gdy zapraszający gest Aldarena sprawił, że się ocknął i wyszedł na dwór. To jednak nie uspokoiło jego aktualnego nastroju wystarczająco, a że bał się, iż myśli zaczną mu uciekać, postanowił się odezwać, wypowiadając pierwszą myśl, jaka przyszła mu do głowy, gdy spojrzał na ukochanego. Wiedział, że trafił z tym komplementem i bardzo go to ucieszyło. Uśmiechnął się pod maską, głaskanie po kapturze przyjmując jako nagrodę.
        - O, znowu mnie przebiłeś! - obruszył się lekko, gdy wampir odbił piłeczkę w tej wymianie komplementów. - Nigdy z tobą nie wygram… Ale będę się starał chociaż ci dorównać - zastrzegł.
        I z racji tego, że tu na drodze Mitra nie czuł się zbyt bezpiecznie, zamiast zdjąć maskę i dać mu buziaka, pogłaskał go czule po policzku, kciukiem zahaczając o kącik jego ust.
        - Ren… Gdy będziemy u Renadiela i Rosic, chciałbym zadać mu kilka pytań na osobności. Nie masz nic przeciwko temu? To znaczy wiesz, ja nie mam nic przeciwko by później ci je najwyżej powtórzyć, ale wydaje mi się, że to trochę osobiste i może jemu będzie lepiej rozmawiać bez świadków. O ile przekonam go do mówienia - zastrzegł, bo wcale nie był pewien czy upadły będzie taki chętny do rozmowy z obcym, nawet jeśli ten będzie miał jakieś sensowne argumenty by zagajać. No a jeśli w ogóle Aldaren powie mu, że to głupi pomysł i lepiej sobie odpuścić albo rozmawiać z nim jednak we dwójkę to już w ogóle nie będzie tematu. W końcu on tego upadłego znał dłużej. Ba, w ogóle go znał.
        Później aż do miasta Mitra niewiele mówił, a gdy już się odzywał to były to takie proste uwagi o pogodzie (było dość pochmurnie), o widokach i tak dalej. Uparcie nie wracał do kwestii egzekucji, która była niejako powodem tego, że teraz szli do miasta. Prawdę mówiąc nawet niespecjalnie chciałby przechodzić przez rynek, gdzie rozegrały się tamte wydarzenia, ale nie zamierzał odgrywać tu scen jak jakaś rozhisteryzowana panna - weźmie się w garść i da radę, przecież na pewno uprzątnięto stos i powidok śmierci w tym miejscu na pewno nie będzie tak silny, by nie dał mu rady.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość