Dalekie Krainy[Równina Rafgar i okolice] Wskaż mi drogę

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

[Równina Rafgar i okolice] Wskaż mi drogę

Post autor: Aldaren »

Przed podróżą

        Mitra zapewne ostro by się wściekł, gdyby skrzypek wyznał, że przyprowadzenie go ukrytych pod zamkiem lochów i podzielenie się z nim swoją przeszłością nie było kwestią zaufania. Był to wyłącznie impuls, bo przecież Aldaren jeszcze przed zejściem do lochów, nie chciał ich Mitrze pokazywać i dzielić się z nim tym, jaką historię skrywają. A kiedy powiedział co chciał powiedzieć...czuł jakby się najzwyczajniej w świecie zbłaźnił. Na Łusce żyła masa wampirów, ba, w samej Maurii stanowiły większość, a jakoś nie kojarzył, by któryś tak się przejmował tym, gdzie został przemieniony. No a Aldaren oczywiście musiał zrobić z takiej pierdoły nie wiadomo co. Był po prostu żałosny. I chociażby przez to oddalił się na moment od Mitry by zaopatrzyć się w mikstury i maści, które mogłyby im się przydać w podróży. A po tym skierował się w stronę wyjścia jakby tylko po te lecznicze specyfiki tu zeszli i nic więcej.
        Niebianin jednak chyba tak tego nie odbierał, bo nie tylko nie ruszył się z miejsca nawet gdy wampir szedł w stronę schodów, ale zdjął z twarzy swoją maskę i przytulił nieumarłego do siebie. Skrzypek odetchnął głęboko dając złości wraz ze swoim oddechem opuścić jego ciało i po prostu wtulił się w partnera. Nadal było mu głupio, bo nie chciał współczucia, ale nie mógł się wściekać na nekromantę, nie mógł mu powiedzieć, że nie potrzebuje jego wsparcia, bo to wszystko co miało tu miejsce już nigdy się nie powtórzy, że nie ma to już żadnego znaczenia. Raz popełnił ten błąd, choć nie dotyczył on bezpośrednio go, ale aż za dobrze pamiętał jak mocno coś takiego wziął do siebie Mitra.
        - Wiem to mój aniele - mruknął w odpowiedzi, bo Mitra nie zwykł kłamać, a nawet jeśli to komu miałby zdradzić tę tajemnicę skrzypka? Adamowi? Elf, który stoczył się na samo dno raczej nie miałby jakiejkolwiek możliwości by zaszkodzić Aldarenowi po zyskaniu takich informacji. - Dziękuję ci - dodał, bo w sumie wypadało podziękować za taką obietnicę, nawet jeśli wampirowi by różnicy nie zrobiło wyjawienie jego "sekretu" o lochach. Co najwyżej szpital by na tym ucierpiał, bo wątpliwe by ktoś chciał tu przychodzić, gdyby wiedział, że pod posadzką w nienaruszonym stanie znajdują się ukryte cele, w których dawno temu dochodziło do różnych, straszliwych rzeczy.
        - Jak to mówią, komu w drogę, temu wakacje - powiedział rozbawiony z entuzjazmem, jakby chwilę temu nie wracał do swojej nieprzyjemnej przeszłości.

        Nie wybiło jeszcze południe, gdy opuszczali Maurię i pobliskie wioski na przywołanych przez Aldarena zmorach. Droga przez Mroczne Doliny była zaskakująco spokojna, ale może to przez to, że był dzień, nawet jeśli bezsłoneczny w tych stronach, to jednak najwięcej tutejszych drapieżników i bestii preferowało mimo wszystko nocny tryb życia. A jeśli nie był to główny powód to zapewne, nikt ani nic nie niepokoiło podróżujących mężczyzn przez dużego, humanoidalnego demona, który szedł obok zmory Aldarena.
        Był potężnej budowy, wysoki na dwa sążnie z ostrymi, długimi pazurami u dłoni i stóp, przy czym dolne kończyny uzbrojone były dodatkowo w jeden, bardzo duży i zakrzywiony jak hak pazur. Miał szarą łuskowatą, szorstką skórę, tył głowy pokrywała mu gęsta, długa szczecina niczym grzywa u lwa w tym samym kolorze popiołu, co reszta jego ciała, za którym wił się zwężający ku zakończonej kępką sierści końcówce, ogon. Najbardziej rzucający się w oczy i odstraszający był sam pysk demona. Był krwistoczerwony z ogromnymi rogami wyrastającymi mu z czoła i skierowanymi w dół, długimi kłami wystającymi mu z pyska, poniżej linii żuchwy jak u jakiegoś szablozębnego kota. Groźne spojrzenie, które padało ze wszystkich trzech oczu stwora na najbliższą okolicę tylko dopełniało efektu. Miał na sobie coś w rodzaju ubrania albo pancerza, ale to w sumie raczej zrozumiałe, skoro demon miał postawę humanoidalnej istoty. Poza tym odznaczał się całkiem dużą inteligencją i zmuszanie takiej istoty do paradowania nago byłoby co najmniej dziwne.
        Dzięki niemu więc było spokojnie, Aldaren mógł na spokojnie rozmawiać z Mitrą, Mitra nie musiał się przejmować obecnością demona, bo ten i tak nie rozumiał Wspólnej Mowy, a nawet jeśli to w przeciwieństwie do Xargana, ten demon raczej nie miał możliwości zrobić czegoś wbrew Aldarenowi. Mogli się cieszyć podróżą i swoim towarzystwem ile wlezie, a wampir przez ekscytację wyprawą zapomniał nawet na tę chwilę, że ostatni raz żywił się pięć dni temu. Przez głód właśnie tak łatwo spochmurniał i ogarnął go gniew w lochu, dał się pochłonąć swoim nieprzyjemnym wspomnieniom i myślom, ale obecnie było dobrze.
        Wieczorem się zatrzymali, u podnóża gór, nadal na terenach Mrocznych Dolin, nieopodal wypływającej rzeki ze swojego źródła. Aldaren sprawnie rozłożył zabrany ze sobą namiot, a jego podłoże wyścielił oprawioną, niedźwiedzią skórą, by można było spać na czymś miękkim i ciepłym. Rozpalił po tym ognisko i podgrzał na nim nieco prowiant, który zabrali z domu. Mitra nie powinien martwić się tym, że nim ich podróż dobiegnie końca to skończy się mu jedzenie, bo w lesie i na równinach zawsze coś się do jedzenia znajdzie. A że od tego momentu będą szli razem z nurtem rzeki to i ryb w każdej chwili skrzypek mógłby mu nałowić. Więc żaden problem. Gdy Mitra zjadł, Aldaren zagrał mu na dobranoc na swoich skrzypcach.
        - Idź się położyć najdroższy i niczym się nie przejmuj, przypilnuję, by nic cię w nocy nie zjadło - zażartował puszczając mu zadziornie oczko, gdy dokładał drewna do ogniska, przy którym siedział razem z demonem.
        Gdy dzień zaczął nastawać, śniadanie dla nekromanty było już gotowe i kiedy Mitra jadł Aldaren zabrał się za składanie ich obozowiska. Chwilę jeszcze posiedzieli, Aldaren wyciągnął ze swoich rzeczy parę rękawiczek, które zaraz założył na swoje dłonie, zaciągnął kaptur na głowę i niedługo po tym mogli ruszać dalej. Po kilku godzinach wyjaśniło się nawet czemu miało służyć takie "szczelne" ubranie się wampira - opuścili granice Mrocznych Dolin i wiecznie zachmurzone niebo odzyskało swój jasny, błękitny kolor, a co za tym idzie promienie słońca wesoło tańczyły na ich ubraniach, gdy udało im się dostać do podróżnych przez korony górujących nad nimi drzew. Póki szli we względnym cieniu było w miarę dobrze, ale zaczynał się powoli przerzedzać, a słońce robiło się dla nieumarłego coraz bardziej nieznośne. W pewnym momencie oparł się praktycznie całym ciałem na szyi swojego wierzchowca i tak leżał. Wydawać się mogło, że stracił przytomność albo doznał udaru, Aldaren jednak oddał się zwyczajnie zmęczeniu i osłabieniu, uciął sobie regenerującą drzemkę. Ale może to i dobrze, bo powoli skrzypek był z głodu coraz bardziej rozdrażniony, w prawdzie wobec Mitry cały czas się powstrzymywał, powoli jednak zaczynało się to robić znacznie trudniejsze. Wziął ze sobą te butelki co kupił mu przed wyjazdem Mitra, ale... do wieczora zostało mu tylko pół jednej butelki. Był bardzo wykończony alariańską pogodą. Dla nekromanty był cały czas miły i dbał o niego jak o najcenniejszy skarb. Bardzo go kochał i dlatego starał się jak tylko mógł by blondyn był szczęśliwy i by znów go nie urazić jak to miało niejednokrotnie miejsce przed ich wyprawą.
        Kolejnej nocy sam również się ułożył do spania, ostatniej przekonał się, że ze spokojnym sumieniem mógłby zostawić na straży demona, gdy oni będą odpoczywać. Nie spał jednak z Mitrą dla jego własnego bezpieczeństwa, choć przed spaniem opróżnił pozostałą część tej ostatniej butelki dla uspokojenia, ale mimo wszystko jutro będzie kolejny przeklęty dzień z tym przeklętym słońcem. Choć przez obecność Mitry musiał się bardzo pilnować, to jednak cieszył się, że nekromanta zechciał jechać razem z nim. Ma się do kogo przytulić, gdy będzie mu naprawdę ciężko przetrwać te męczarnie.
        I tak im minęło kilka dni od rozpoczęcia podróży, bez najmniejszych problemów (pomijając te, które miał Aldaren). Nic ich nie zatrzymywało, nic ich nie niepokoiło. Mogli się cieszyć drogą i własnym towarzystwem.
        Któryś dzień nawet nie był taką katorgą dla Aldarena, bo słońce było od samego rana schowane za chmurami, może nie tak gęstymi jak te w Mrocznych Dolinach i samej Maurii, ale i tak było o wiele przyjemniej niż przez kilka ostatnich dni. Do tego nie padało, a jak wiało, to był to przyjemny, ciepły wiatr. W sumie było całkiem duszno, jakby zbierało się na burzę, ale póki nie było widać piorunów, ani słychać grzmotów, nie było się czym przejmować. Tym bardziej, że następnego dnia mieli dotrzeć do Nimerin.
        Jak co wieczór zatrzymali się by odpocząć, Aldaren rozłożył namiot z niedźwiedzią skórą i zabezpieczył zmory, by te nie postanowiły nigdzie odejść. Na ogniu piekło się już kilka ryb przez niego złowionych dla Mitry na kolację. Ucałował czule swojego ukochanego w głowę.
        - Przypilnuj ich proszę, by ci się nie spaliły - polecił łagodnie swojemu lubemu, gdy poprzekręcał kolejny raz kije, na których piekły się ryby, aby równomiernie się w miarę piekły. - Ja za niedługo wrócę. Idę się nieco przemyć, bo śmierdzę gorzej niż ghule nawiedzające nasz miejski cmentarz - powiedział z rozbawieniem i skierował się w głąb lasu, w stronę z którego dochodził szum rzeki. Zatrzymał się jednak, gdy ledwo wyszedł poza poświatę ogniska.
        - Ah, byłbym zapomniał, gdybyś coś usłyszał, lub zobaczył, poczułbyś się zagrożony a Alfred - tak nazwał demona, choć w rzeczywistości nazywał się inaczej - by nie zareagował, powiedz "Hye'no Mah" - poradził niebianinowi, a gdy tylko wypowiedział to ostatnie, do tej pory spokojnie siedzący przy ognisku demon od razu zerwał się na równe nogi, obserwując otoczenie, gotowy do walki. Przed ruszeniem na poszukiwania zagrożenia powstrzymał go gest ręki Aldarena i jego pokręcenie głową, po którym Czerwonopyski z powrotem usiadł przy ogniu, nasłuchując uważnie tego co się dzieje dokoła.
        - Bawcie się dobrze, ja zaraz przyjdę.
        I tym razem już całkiem odszedł w las, by po drugiej jego stronie się rozebrać, ułożyć swoje rzeczy na brzegu i wejść do dość zimnej wody. Nie odchodził zbyt daleko od brzegu, bo wiedział jak zdradliwa może być kąpiel w takiej rzece, a nie uśmiechało mu się zostawiać zbyt długo Mitry samego. Nawet jeśli był z nim Alfred-Tsvuku.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Od opuszczenia przerabianej na szpital posiadłości van der Leeuwów Mitra był milczący. Nie by było w tym coś dziwnego, ale dało się wyczuć pewien niepokój od niego bijący, który jednak przy dłuższej obserwacji był łatwy do rozszyfrowania - można było podsumować go krótkim “czy zabrałem wszystko?”. Nekromanta parokrotnie sięgał do swoich kieszeni, a raz czy dwa nawet do juków. Nie przegrzebywał ich, raczej jakby upewniał się, że w ogóle tam były i były pełne. Przeszło mu jednak, gdy tylko z Aldarenem opuścili mury miejskie - jakby to był symbol tego, że już nie ma odwrotu, już się nie wrócą i teraz nawet jeśli czegoś zapomniał albo coś zrobił nie tak, to niestety będzie musiał sobie z tym jakoś radzić na bieżąco. W zmianie toku myślenia pomogło również to, jak jego ukochany bez ostrzeżenia przywołał całkiem imponujących rozmiarów, złowrogo wyglądającego demona. Mitra aż się wzdrygnął i wstrzymał swoją zmorę. Odetchnął.
        - Sądzisz, że to naprawdę konieczne? - upewnił się na wszelki wypadek. - Nie będzie cię kosztowało za dużo sił utrzymanie tego w ryzach? Póki jesteśmy w Mrocznych Dolinach ja mógłbym uwiązać paru martwych…
        Jego propozycja nie spotkała się jednak z pozytywnym odbiorem, a Mitra nie czuł się dość pewnie, by dyskutować, więc szybko skapitulował. Zerkał co jakiś czas to na swojego ukochanego, to na jego przyzwańca, jakby o coś chciał zapytać, ale słowa nie opuszczały jego ust. Dopiero po jakimś czasie Aldarenowi udało się wciągnąć go w jakąś rozmowę. Dzięki temu jednak gdy dotarli do pierwszego postoju, nekromanta czuł się już swobodniej i nie sprawiał wrażenia jakby coś go dręczyło. Starał się jak mógł pomagać w rozbiciu obozu, choć jego ukochany bardzo mu to utrudniał, chcąc chyba wszystko zrobić samemu. Mitra w końcu w żartach przypomniał mu, że są w tym obozie oboje i że naprawdę skrzypek nie musi go we wszystkich wyręczać - również chciał być przydatny. Nie oponował za to, gdy Ren wygonił go, by poszedł spać - fakt, dzień był dla niego na tyle męczący, że z chęcią skorzystał z możliwości przespania się. Nim zniknął w namiocie, dał ukochanemu całusa na dobranoc i nakazał mu, by go obudził gdyby cokolwiek było nie tak. Nie było, choć Mitra nie był wcale tego taki pewny - znał już skrzypka na tyle, że mógł postawić pieniądze, że ten nie obudziłby go nawet gdyby obóz otoczył tuzin zbójów i sam by się z nimi uporał, bez względu na koszta.
        Następnego dnia Mitra nie skomentował tych rękawiczek Aldarena - domyślił się, czemu miały one służyć. Na razie nic nie mówił, jedynie obserwował. W drodze przeląkł się, gdy jego ukochany tak położył się na końskiej szyi, ale gdy skontrolował jego stan i upewnił się, że ten nie zemdlał, trochę się uspokoił. Poczuł się jedynie do odpowiedzialności, aby od tej pory pilnować drogi, a wieczorem znacznie bardziej zaangażował się do rozbijania obozowiska - jemu ta pogoda akurat służyła i nie czuł się tak źle, jak jego ukochany. Wypomniał mu to nawet jeśli była taka potrzeba. Zresztą gdy już siedzieli przy ogniu, Mitra wyszedł z pewną propozycją, którą wymyślił jeszcze w trakcie jazdy.
        - Co ty na to, by trochę zmienić naszą marszrutę w ciągu dnia? - zagaił. - Moglibyśmy wstawać wcześniej, by ruszać jeszcze przed świtem, w południe robić przerwę, by przeczekać najgorsze słońce, a potem już jechać aż do wieczora. Obu nam to dobrze zrobi: ty nie będziesz się męczył w skwarze, a i ja trochę odpocznę i rozprostuję nogi.
        Mitra zdawał się być zapalony do pomysłu tej zmiany i nie zakładał, by Aldaren miał się z nim nie zgodzić. Chciał, aby ich podróż mijała bez kłopotów, jak najprzyjemniej i choć wiedział, że jego ukochany cierpi, chciał te cierpienia jakoś załagodzić. Przejmował na siebie coraz więcej obowiązków podczas rozkładania i zwijania obozu, a czynił to z takim entuzjazmem, że czasami trudno mu było odmówić - jak dziecko, któremu pozwolono robić “odpowiedzialne, dorosłe rzeczy”.

        Pewnego burzowego dnia, gdy już wieczorem rozkładali obóz, a Mitra był zajęty przygotowywaniem kolacji, Aldaren podszedł i ucałował go w czoło, momentalnie przerywając błogosławionemu to, co robił.
        - Yhm, będę ich pilnował - zgodził się bez cienia oporów. - A ty…?
        Aldaren pośpieszył z odpowiedzią nim w ogóle padło pytanie. Mitra parsknął, rozbawiony tym porównaniem - nie mógł się nie zgodzić, bo przecież przez całą drogę nie mieli gdzie się porządnie umyć, a często też nie zmieniali ubrań - bo w sumie nie miało to sensu. Byli sami na drodze, a sobie nawzajem nie przeszkadzali, w myśl zasady “gdy śmierdzą wszyscy to nie śmierdzi nikt”. Następnego dnia mieli jednak wkroczyć do miasta i tam wypadało już się jakoś prezentować.
        Po otrzymaniu instruktażu obsługi ich demona w chwili zagrożenia, Mitra przytaknął, że wszystko zrozumiał i obrócił się do ogniska. Zaraz jednak ponownie spojrzał za Aldarenem.
        - A gdybyś ty poczuł się zagrożony, zawołaj po prostu “Mitra!” - odparł lekko, z czułością. On nie miał teraz na podorędziu żadnych nieumarłych, których mógłby wykorzystać, by bronić swojego ukochanego, ale nie w takich sytuacjach sobie radził. Był to zresztą tylko wyraz miłości, bo nie spodziewał się, aby coś mogło im się stać - kto by ich napadł tak blisko miasta? Do tej pory dobrze szło, więc był spokojny. I gdy został sam, nie rozglądał się wcale nerwowo - siedział przy ognisku i pilnował jedzenia, a jego myśli krążyły gdzieś wkoło. Zaraz jednak zaczęły zataczać coraz ciaśniejsze kręgi wokół Aldarena. Biedak, źle znosił tę podróż - to Mitra widział już od jakiegoś czasu. Próbował go o to pytać, ale skutek był zawsze ten sam: jego ukochany bagatelizował swój stan i zawsze tak odpowiedział, by go nie niepokoić. Może zresztą faktycznie nie było tak źle, tylko on martwił się na zapas? Raz nawet bezczelnie zapytał kiedy skrzypek coś jadł - dowiedział się, że zaraz na początku wędrówki i to nawet wypił więcej niż sobie obiecywali. Nie mógł więc go strofować - ograniczył się jedynie do pytania czy to na pewno mu wystarczyło. Ponoć tak. Czasami jednak wyglądał na naprawdę umęczonego - oczywiście przez słońce, ale to i tak nie były dobre wieści.
        Jakimś dziwnym sposobem myśli Mitry z pełnych troski rozważań uciekły w zupełnie inne rejony - jakby dopiero teraz dotarło do niego, że jego ukochany poszedł się wykąpać w rzece. Wyobraźnia błogosławionego zaczęła działać w sposób, którego dawno nie doświadczył - konkretnie od momentu tego nieporozumienia z jego skrzydłami. Wtedy jakby zgasł wszelki popęd, który zaczął się w nim budzić, nie miewał ani sprośnych myśli ani bardziej namiętnych odruchów - jakby starczyło mu tylko to, że Aldaren był blisko niego i od czasu do czasu się przytulili. Teraz jednak pomyślał o tym, że jego ukochany jest tak naprawdę niedaleko niego całkowicie nagi… Korciło, by spojrzeć. Zaraz jednak podświadomość tak szybko jak podsunęła Mitrze tę myśl, tak szybko go zniechęciła, przypominając, że takie podglądanie jest obleśne, a poza tym błogosławiony sam kiedyś zagroził, że on będzie na skrzypka patrzył jedynie otwarcie. Problem w tym, że nie miał na to odwagi.
        Ale wykąpać to by się w sumie mógł… Tylko niech Aldaren najpierw skończy i wróci.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Dzięki niemu nie będziemy musieli przejmować się bandytami, a i dzicy mieszkańcy Mrocznych Dolin będą się raczej od nas trzymać z daleka. Może nawet żadne z nas nie będzie musiało trzymać nocnej warty - odpowiedział ukochanemu, nie musiał widzieć jego twarzy, by wiedzieć, że Mitra był nieco zaniepokojony. Słychać to było w jego głosie. - Nie masz się czym przejmować, on nie rozumie Wspólnej Mowy, więc możemy swobodnie rozmawiać... A o moje siły się nie martw, póki pieczęć na jego ramieniu nie zostanie naruszona, będzie mnie to kosztowało mniej energii, niż ci się wydaje. To prawie jak z twoimi manekinami, najwięcej sił pochłania przywołanie i zniewolenie, po tym można w ogóle zapomnieć o tym, że to okrutny demon - zapewnił z przyjaznym uśmiechem, słanym w stronę nekromanty.
Na propozycję przywołania nieumarłych Aldaren nieco spochmurniał i skupił się na drodze, przenosząc na nią wzrok z nekromanty. Choć był to raczej drażliwy temat, bo już nie raz skrzypek mówił niebianinowi co o tym myśli, starał się być miły i wyrozumiały dla propozycji swojego partnera.
        - Jeśli coś nas zaatakuje i Alfred - wskazał ruchem głowy na demona - nie da sobie z tym rady, wtedy nie będziemy mieli wyboru, póki co jednak nie ma potrzeby by zakłócać spoczynek pogrzebanych w ziemi zmarłych.
        Miał szczerą nadzieję, że taki układ Mitrze będzie pasował, bo przecież skrzypek mu wprost nie odmówił, a to że wątpił by z takim towarzyszem jak idący przy nich demon raczej nic ich nie będzie niepokoić, to już zupełnie inna kwestia. Byle by tylko faktycznie żadna oszalała z głodu bestia nie postanowiła ich zaatakować dopóki nie opuszczą granic Mrocznych Dolin, bo wtedy Mitra zgodnie ze słowami wampira miałby zgodę na ożywienie kilku zmarłych. Wtedy Aldaren mógłby być zły tylko na siebie, bo przecież to on tak obiecał.
        Całe szczęście drogi mijała im bez problemów ani nikt ich nie napadł, ani demoniczne konie nie próbowały się buntować. Aldaren w tym czasie dał też Mitrze mały wykład z demonoligii, podczas którego wyjaśnił różnicę między Xarganem, a Alfredem i nie polegała ona wyłącznie na tym, że różnili się wyglądem, z którego można by wywnioskować, że ten drugi był potężniejszy od chamskiego demona, który nadzorował budowę szpitala. Było zupełnie na odwrót, bo choć Czerwono-Pyski był niewątpliwie masywniejszy, był demonem raczej niższego stopnia nie zdolnym już do dalszego ewoluowania, był przy tym bardziej dziki i dzięki temu łatwiej było go pozbawić własnej woli, tak jak typowo zwierzęce zmory. Xargan i Zabor od samego początku byli demonami wyższej klasy, dlatego zachowali własną wolę i mogły się buntować. Nie byli bezmyślnymi służącymi, a pełnoprawnymi towarzyszami. Żabon natomiast był tą samą kategorią co zmory, tyle że demonem najniższego stopnia i Aldaren mógłby pozbawić go wolnej woli, ale nie miało to najmniejszego sensu. Jaki byłby wtedy z niego zwierzak?
        Kiedy się zatrzymali wieczorem zajęło skrzypkowi trochę rozbicie obozowiska, ale nie chciał by Mitra się niepotrzebnie przemęczał, dlatego wolał sam się wszystkim zająć. Wiedział, że niebianinowi się to niezbyt podobało, bo każdy chce być przydatny, ale skrzypek konsekwentnie trzymał się swojego postanowienia, partnerowi radząc usiąść i sobie odpocząć po podróży, pilnować ogniska, by się porządnie rozpaliło. Dobrze, że chociaż nie marudził, gdy wampir pogonił go do spania.
        Noc również minęła spokojnie, natomiast kolejny dzień był dla skrzypka już prawdziwą torturą. Wystarczyło kilka tygodni od powrotu z ostatniej podróży, by skrzypek się przyzwyczaił, że w Mrocznych Dolinach rzadko kiedy jest słońce, w przeciwieństwie do całej reszty kontynentu. W prawdzie swoje robiło też to, że był głodny, o czym nie mógł powiedzieć ukochanemu, by go nie martwić. Tak udało mu się jakoś przecierpieć ten przeklęty dzień, choć dzień po wyruszeniu w drogę pozbył się swoich i tak skromnych zapasów krwi, które miały mu starczyć przecież aż do powrotu do Maurii.
        - Nie jestem już młodym wampirem, słońce niewiele mi zrobi nie martw się o to - powiedział nieco wyczerpany tym dniem. Uśmiechnął się do ukochanego by dać złudne potwierdzenie swoich słów, choć wiedział, że nie była to do końca prawda.
        - Co masz na myśli? - zapytał, gdy już razem rozbijali obóz wieczorem. Spojrzał na blondyna. - Tak zrobimy - zgodził się z nim bez dyskusji, spuszczając wzrok. - Wybacz, że wcześniej o tym nie pomyślałem, nie musiałbyś się wtedy tyle męczyć w siodle. Przepraszam cię - powiedział zaraz z wyrzutami sumienia, starając się zaraz to Mitrze jakoś wynagrodzić, chociażby samemu dokańczając rozłożenie namiotu, by się Mitra już nie musiał tego wieczoru przemęczać.
        Pół kolejnego dnia jeszcze odpokutowywał swój błąd, a po tym już raczej po równo dzielili się obowiązkami.

        Burzowa aura odżywczo wpływała na Aldarena, mimo że praktycznie nie było czym oddychać, a człowiek gotował się sam w sobie. Dla wampira najważniejsze było to, że nie było słońca od południa. Nie cieszył się jednak z tego powodu zbytnio, bo domyślał się, że tym razem to dla Mitry była męcząca podróż. Następnego dnia jednak mieli w końcu dość do miasta, więc tam obaj sobie odpoczną porządnie przed dalszą drogą, choć początek ich przybycia tam może być trudny dla Mitry. Wierzył, że mimo to dadzą radę.
        Wziął czyste rzeczy na przebranie ze swoich juków i przeprosił Mitrę, informując go, że idzie się tylko przemyć w pobliskiej rzece i by wiedział jak w zareagować w razie ataku, jaki rozkaz dać Alfredowi. Ucałował i pogładził po głowie ukochanego, nim odszedł od obozowiska i zniknął między drzewami.
        Idąc przez las słyszał różne szmery i krótko mówiąc muzykę graną przez nocne życie, ale na żaden z tych odgłosów nie zareagował. Wiedział, że żadne zwierze na niego się nie rzuci, bo raz - prawdopodobnie był w tej okolicy najgroźniejszym drapieżnikiem, dwa - nie był żywy, a to że się ruszał, jedynie dezorientowało i ostatecznie odstraszało głodnych padlinożerców. Jedyne czym się martwił, to tym, że zostawił Mitrę samego w obozie. Był na to na szczęście łatwy sposób. Im szybciej się wykąpie, tym szybciej wróci.
        Bez dalszej zwłoki rozebrał się więc, gdy już znalazł się na brzegu rzeki, zostawił na jednej kupce swoje brudne ubrania, a na drugiej miał te czyste, schludnie złożone w kostkę. Wszedł do wody nie przejmując się, że nie była najcieplejsza, ale w taki duszny wieczór to w sumie było kojące. Kiedy był poziom wody sięgał mu bioder, zatrzymał się i kucnął by móc się cały zmoczyć, bez konieczności dalszego brnięcia ku środkowi rzeki, której dno mogło mieć nagły spad, a zdradliwe prądy porwałyby go w siną dal nim zdążyłby się zorientować. Nie był jednak w stanie się zrelaksować, gdyż od razu, jak tylko zanurzył się po samą brodę, rozlał się po jego ciele rwący ból, pulsujący najmocniej w okolicach lewego ramienia, na którym miał jakby wypaloną podobną pieczęć, jak ta, którą miał Alfred. Jarzyła się krwistą czerwienią pod taflą wody i jeszcze chwilę, gdy Aldaren z powrotem się podniósł, trzymając się prawą dłonią za bolące miejsce. Po demonie siedzącym przy ognisku nie było w ogóle widać by się coś działo. Wampir natomiast przeklinał siebie w duchu, że przecież nie wejdzie śmierdzący między ludzi. Zacisnął więc zęby i raz jeszcze się zanurzył, a po tym starając się ignorować ten palący ból, umył się porządnie.
        Po niecałych piętnastu minutach wrócił do obozowiska czysty i w świeżych ubraniach, te brudne niosąc złożone pod pachą.
        - Jak tam? Nic się nie działo, ryby całe? Nie czuję żeby pachniało spalenizną - zagaił pogodnie gładząc Mitrę po głowie, gdy obok niego przeszedł, by podejść do swojego konia i upchnąć do pustego worka przy siodle swoje brudy. - Jeśli chcesz teraz ty się możesz iść umyć. Nic cię po drodze nie powinno zjeść, bo chyba odebrałem apetyt wszystkim głodnym zwierzętom w promieniu stai, gdy tylko zdjąłem buty - zażartował patrząc na nekromantę, któremu puścił oczko z łobuzerskim uśmiechem. Po tym skupił się na grzebaniu w swoich torbach. Napiłby się w sumie i choć wiedział, że praktycznie wypił wszystko następnego dnia od wyruszenia, to jednak chciał mieć nadzieję, że może coś dodatkowego zabrał ze sobą, albo chociaż w którejś butelce ostała się kropelka krwi.
        Mimo swoich żartów i pewności, że błogosławionego nie powinno nic zaatakować i tak Aldaren się martwił.Żeby tylko Mitra wiedział ile go kosztowało pozostanie w miejscu, żeby nie pójść za ukochanym. I to wcale nie chodziło o podglądanie. Po incydencie z tatuażem Aldaren odpuścił sobie tego typu myśli, a żarty już w szczególności. Kiedy żartował, to w większości z siebie samego, tak jak chwilę temu albo z jakiś bezpiecznych rzeczy. Motywów do żartów choć o włos zahaczających kwestie związane z niebianinem, unikał jak diabeł święconej wody. Nie chciał powtórki z tamtej kłótni i tego koszmarnego dnia, gdy Mitra był na niego zły tak, że się unikali. Byli na wakacjach, a wakacje już szczególnie powinny być pozbawione takich nieprzyjemnych sytuacji.
        - Ciekawe czy kiedyś pozwoli mi pójść z sobą bym mógł go chronić - pomyślał na głos, gdy został w obozie sam z demonem, wpatrując się w tańczący płomień, odbijający się w jego nieco smutnych oczach. Nie pojawił się w jego głowie chociaż cień myśli by towarzyszyć Mitrze podczas kąpieli z innych, bardziej romantycznych powodów, niż zwykła ochrona przed atakiem, złodziejami czy nawet przypadkowymi podglądaczami.
        Westchnął szybko godząc się z myślą, że raczej nigdy do tego nie dojdzie i w sumie wcale go to ani nie dziwiło, ani nie zasmuciło jeszcze bardziej. Gdyby był na miejscu Mitry po tym co się stało i po tym co Aldaren powiedział, raczej nigdy w życiu nie chciałby zdejmować przy kimś chociażby koszuli. A co dopiero jeszcze się kąpać.
        Dorzucił trochę drewna do ognia i przymknął oczy, zaraz jednak rozległo się pytające burknięcie ze strony Alfreda, przez co Aldaren spojrzał na niego zaskoczony.
        - Tak, pewnie. Częstuj się - skinął mu głową, zerkając na kolejną porcję piekących się ryb. Demon podziękował w Czarnej Mowie i zabrał się za jedzenie.
        Skrzypek przyglądał się w głębokim zamyśleniu demonowi przez chwilę, ale gdy usłyszał, że Mitra już wraca, od razu przestał, wstał i skierował się w stronę namiotu, jakby się już zbierał do spania. Oczywiście sprawiał przy tym wrażenie jakby w ogóle nie wiedział, że jego ukochany już wracał. Chciał udawać, że już śpi, by oszczędzić sobie podejrzeń niebianina i niewygodnych pytań, przede wszystkim by uniknąć propozycji napicia się krwi ukochanego. Pomysł był dobry, nawet świetny, bo miał prawo się udać bez wzbudzania podejrzeń i robienia przykrości nekromancie, tyle że... W ostatniej chwili Aldaren się zawahał. Zamiast pójść spać, po wejściu do namiotu, wyszedł z niego, gdy usłyszał, że Mitra już wrócił, przecierając sobie w tym czasie oczy i ziewając szeroko, jakby drzemał i słysząc nadejście ukochanego, się przebudził.
        - Jak kąpiel? - zagaił sennie, nadal stojąc w wejściu do namiotu, nieco poza łuną rzucaną z ogniska. - W ogóle jak się czujesz? Wiem, że jutro nie będzie najlepszy dzień w twoim życiu, gdy przekroczymy bramy Nimerin, ale będziemy mogli porządnie wypocząć przed dalszą częścią podróży, będziemy możliwość uzupełnić zapasy, a i ty będziesz mógł w końcu zjeść coś normalnego. Poza tym tylko Nimerin zapewnia znaczne przyspieszenie naszej drogi do celu - zaczął wyjaśniać i argumentować, dlaczego nie ma możliwości zignorowania tego miasta.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra bez większego problemu przystał na układ zaproponowany przez Aldarena - przekonała go analogia do jego zaklętych kukieł i zaufał, że faktycznie tak to wygląda. Kwestię zakłócania spokoju zmarłych przemilczał - on miał do tego inne podejście, ukształtowane przez lata nauki nekromancji… i pewnie też własne spaczone pasje. Dla niego śmierć była czym innym niż dla Aldarena.

        Na postoju po pierwszym słonecznym dniu Mitra nie dał się nabrać na ten uśmiech swojego ukochanego. Może trochę go on uspokoił, ale nie sprawił, że nekromanta odpuścił. Tym bardziej, że był przekonany o błyskotliwości swojego pomysłu z postojem w środku dnia. Musiał tylko znaleźć odpowiednie argumenty… Ale niezbyt mu wyszło. Nie spodziewał się, że skrzypek uzna to za jakiś subtelny zarzut.
        - Hej, Ren - wezwał go łagodnie. - Nie chodzi tylko o mnie, ale też o ciebie. Z naszej dwójki to ty bardziej cierpisz - zauważył z troską i czułością. - Róbmy sobie tę przerwę, dla dobra nas obojga - podsumował, swoje słowa pieczętując jeszcze buziakiem. Wampir jednak nadal miał wyrzuty sumienia, błogosławiony od razu to poznał po tym, jak ukochany mu nadskakiwał. Próbował go od tego odwieść, ale gdy zorientował się, że to bezcelowe, po prostu się temu poddał. Gdy Aldarenowi przeszło poczucie winy, sam zaczął dzielić się z nim obowiązkami, a Mitra by jakoś mu to wynagrodzić starał się być dla niego czulszy przez kolejne pół dnia.

        Burzowa pogoda dawała się Mitrze we znaki częściowo. Nie mógł zdjąć swojego płaszcza, bo to kosztowałoby go za dużo zachodu, gotował się w nim więc od samego rana. Gdy jednak byli sami na trakcie, pozwalał sobie na zdjęcie maski i kaptura - wtedy czasami, gdy akurat zawiał wiatr, czuł odrobinę ulgi. Starał się bez względu na wszystko robić dobrą minę do złej gry, bo przecież nie był delikatną królewną, która nie przetrwałaby takiej chwili dyskomfortu. Tym bardziej, że Aldaren czuł się trochę lepiej niż zwykle, a to go cieszyło. Czasami naprawdę rozważał zaproponowanie powrotu, gdy widział jak zmordowany po całym dniu jazdy był jego ukochany. Wiedział jednak jak ważna była stawka i jak bardzo skrzypkowi na tym zależało (no dobrze, jemu też), więc gryzł się w język i parł dalej przed siebie. Tak jak tego dnia.
        Gdy został sam w obozie nie czuł niepokoju - wierzył, że jest bezpieczny, bo nie dość, że sam był w stanie się obronić, to jeszcze miał przy sobie demona od Aldarena. Przy tak troskliwym ukochanym nie mógł mu włos z głowy spaść, nawet gdy tego nie było w pobliżu. Niedługo jednak był sam - ledwo ze trzy razy obrócił rybki nad ogniem, gdy usłyszał szelest liści, a chwilę później skrzypek wyłonił się spomiędzy gałęzi. Mitra uśmiechnął się na jego widok.
        - Całe, równo przypieczone, ale nie spalone - zaraportował, gdy skrzypek zapytał o ryby. - Dostałem bardzo precyzyjne wytyczne od najlepszego kucharza w całej Maurii, jeśli nie Alaranii - oświadczył, patrząc na Aldarena z dumą. Przymknął oczy, gdy został pogłaskany po głowie, a potem wodził za skrzypkiem wzrokiem jak szczeniaczek za swoim panem.
        - Uhm. Jeśli ty nie przepłoszyłeś wszystkiego to ja zrobię to na pewno - oświadczył, wstając od ogniska po propozycji zmiany warty przy pieczeniu ryb. - Spociłem się jak szczur, kąpiel dobrze mi zrobi.
        I po tej deklaracji błogosławiony zabrał ze swoich juków parę rzeczy, po czym udał się nad rzekę. Szedł po śladach Aldarena, tego był pewien - ledwie widział wydeptaną przez niego ścieżynkę, ale nie było tak źle. W końcu dotarł nad rzekę, gdzie brzeg łagodnie schodził w stronę wody i jednocześnie nie tworzyło się tu bajoro. Odłożył wszystkie rzeczy na ziemię nieopodal i rozejrzał się, jakby liczył, że mimo ciemności coś zdoła dostrzec. Choć wiedział, że był sam, a najbliższą istotą rozumną był siedzący w obozie Aldaren, i tak odczuwał opory przed tym, by się rozebrać. W końcu jednak zebrał się w sobie i zdjął swoją bluzę. Szybko pozbył się też pozostałych elementów odzieży i wszedł do wody. Aż jęknął, gdy poczuł jak była zimna, a jego łydki spięły się, grożąc skurczem - przesadził z tym szokiem temperaturowym. Zaraz się cofnął i ponownie wrócił do rzeki, tym razem zanurzając się ostrożniej. Wcale to nie było przyjemne, dlatego nie moczył się tak długo, jak miał to w zwyczaju w domu - tam to potrafił siedzieć w wannie aż mu woda całkowicie nie wystygła, jednak tam zawsze brał gorącą kąpiel, a nie taką lodowatą. Szybko więc zrobił co miał zrobić, całkowicie skupiając się na toalecie, po czym błyskawicznie się wytarł i wrócił do obozu. W krąg światła rzucanego przez ognisko wkroczył szybkim krokiem, tuląc do piersi tobołek z brudnymi ubraniami. Na głowę miał zaciągnięty kaptur, a ramiona kulił. Szybko przemaszerował przez całe obozowisko, by schować swoje rzeczy, choć gdy tylko dostrzegł wychodzącego z namiotu Aldarena, skupił na nim wzrok.
        - Jeny, jak zimno - poskarżył się. Szybko schował co miał schować, po czym zbliżył się do skrzypka. - Mogę? - zapytał, wpraszając się w jego ramiona, by się przy nim ogrzać. W końcu albo spał w namiocie albo siedział przy ognisku, musiał więc być cieplejszy. A poza tym czułości zawsze trochę rozgrzewały.
        - Dobrze się czuję - odparł całkowicie szczerze. - Może troszkę spięty… Ale jakoś sobie poradzę. Z reguły gdy byłem poza Maurią i ktoś się za bardzo interesował moim strojem, wykręcałem się, że to względy religijne. Odpuszczali wtedy. Chyba tym razem też zadziała, prawda? - upewnił się, podnosząc na Aldarena wzrok jakby ten był jakimś wszechwiedzącym guru. - Co masz na myśli z tym, że Nimerin przyspieszy podróż? - zapytał, bo to zdanie wydawało mu się jakieś dziwne, jakby kryło się za tym coś więcej niż tylko fakt, że był to mniej więcej półmetek ich podróży.
        - A ty jak się czujesz? - odbił chwilę później piłeczkę. - Jutro wkroczymy do miasta, nie martwisz się, że ludzie mogą cię źle traktować? I… jak z twoim głodem? - upewnił się, nie rzucając jeszcze żadnymi propozycjami, bo wolał dowiedzieć się co myśli i czuje Aldaren. - Słońce pewnie szybciej cię wyczerpuje, mam rację?
        Głos Mitry był pełen czułości i troski, gdzieś uleciała ta jego złość wywołana tym, że było mu zimno po kąpieli.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Gdy tylko usłyszał wezwanie swojego partnera od razu na niego spojrzał, choć nadal miał pełne skruchy spojrzenie. Argument niebianina zaskoczył skrzypka, Aldaren nie wiedział co odpowiedzieć i wyraźnie gryzł się z własnymi myślami. Z jednej strony chciał się kłócić, że wcale nie jest tak źle jak się (słusznie) Mitrze wydaje. Z drugiej natomiast chciał zapewnić, że nic mu nie będzie, że nie ma potrzeby, aby nekromanta się przejmował wampirem. Oczywiście uśmiechał by się wtedy promiennie i czule, jak praktycznie zawsze w takich sytuacjach. Miał mętlik w głowie, bo ani nie chciał się kłócić, ani nie chciał na siłę okłamywać Mitry, że jest dobrze, kiedy ten doskonale zauważył, że jednak nie do końca.
        - Dobrze najdroższy, zrobimy tak jak mówisz - skapitulował ostatecznie i przytulił błogosławionego, nim powrócił do rozkładania obozu.
        Choć się zgodził z Mitrą, wcale nie było mu lepiej, bo nadal miał do siebie żal o to, że nie zauważył jak całodniowa podróż męczy jego ukochanego. Z tego właśnie powodu przez jakiś czas wyręczał Mitrę przy wszelkich obowiązkach związanych z rozbiciem i złożeniem obozowiska, przygotowaniem posiłku, przygotowaniem się do dalszej drogi. Kolejny wieczór był już jednak taki jak być powinien. Obaj nie byli tak zmordowani podróżą i obolali jak przez dwa ostatnie dni i wspólnie zajęli się rozkładaniem obozu.

        - Oj już tak nie przesadzaj - powiedział wampir z rozbawieniem chcąc w ten sposób ukryć swoje zawstydzenie. Choć chyba nie miało to sensu skoro i tak zdradzały go rumieńce na twarzy. - Nie mogę być najlepszym kucharzem, gdy swoją jajecznicą omal nie zabiłem ścierwożernego demona, którego nic co wrzuciłby na ząb, nie powinno zabić - zaśmiał się, po chwili już tracąc te charakterystyczne kolory na policzkach.
        - Chyba że chciałeś tym komplementem podlizać się po to, abyśmy nie musieli wjeżdżać do miasta - droczył się z nim, uśmiechając łobuzersko, z pewnego rodzaju dumą jakby rzeczywiście udało mu się przejrzeć misterny plan błogosławionego.
        - I znów przesadzasz - zauważył wyszczerzając w beztroskim uśmiechu swoje kły. - Aż tak bardzo nie śmierdzisz, inaczej jestem pewien, że raczej już bym nie żył, a spójrz, bez spisywania testamentu mogę się do ciebie zbliżyć, a nawet przytulić - podsumował, zaraz w ramach dowodu siadając obok blondyna i go do siebie mocno - ale w granicach zdrowego rozsądku i biorąc podzieloną przez pierwiastek poprawkę na to, że to Mitra - przytulił ukochanego do siebie. Pocałował go jeszcze w głowę nim go wypuścił i dał mu odejść najpierw w stronę juków swojego wierzchowca, a po tym w głąb lasu, w miejsce gdzie zniknął jakiś czas temu skrzypek.

        Oczekiwanie na powrót blondyna niemiłosiernie mu się dłużyło. Nie żeby Mitry nie było jakoś specjalnie długo, bo chyba zajęło mu to nawet krócej, niż wampirowi, ale jakoś tak dziwnie było Aldarenowi, gdy nie było nekromanty w pobliżu. Kiedy sam się kąpał nie zwrócił tak na to uwagi, bo zajęty był myciem się, a poza tym przez ten nagły atak bólu promieniujący od ramienia nie dawał możliwości myślenia o czymkolwiek innym. Teraz jednak skrzypek nie robił nic konkretnego tylko siedział bezmyślnie przy ognisku i pilnował kolejnej porcji ryb. Gorzej jednak się zrobiło, gdy w pewnym momencie zaczął się zastanawiać nad żywieniem się krwią demonów. Miało to w sumie sporo plusów, bo zawsze mógłby sobie przywołać swój posiłek i nie musiałby się martwić o to, że mógłby go przez przypadek zabić. I może gdyby przywołał jakiegoś nemorianina to jego krew byłaby zbliżona w smaku do takiej zwykłej ludzkiej czy elfiej. A może w ogóle nie było by takiej potrzeby przywoływania konkretnych demonów, bo ich krew ogólnie nie jest taka zła w smaku?
        Pokręcił energicznie głową, wyrzucając z niej te niedorzeczne myśli. Chciał przecież całkowicie pozbyć się konieczności spożywania krwi, a nie szukać bezpieczniejszych form posilania się. Poza tym gdyby Mitra się o tym dowiedział, na pewno byłby zły, że wampir wolał się żywić byle czym, a skrzypek bardzo nie chciał, aby jego partner był zły. Zwłaszcza podczas ich wakacji.
        Chwilę później usłyszał przedzierającego się przez krzaki nekromantę i postanowił wcielić w życie swój plan z uniknięciem nieprzyjemnych tematów do rozmowy. Nim jednak plan zdołał zrealizować w pełni, zrezygnował z niego uznając takie zachowanie zwyczajnie za dziecinne. Poza tym domyślał się, że Mitrze zrobiłoby się przykro, gdyby wrócił i nie zastał swojego partnera czekającego na niego, podczas gdy nekromanta tak wiernie siedział przy ognisku i pilnował ryb. Dodatkowo było jeszcze coś, na co Aldaren zwrócił uwagę, gdy Mitra grzebał w swoich jukach... Dobrze słyszał mimo wolne szczękanie zębami?
        Wyszedł z namiotu sennie i spojrzał ze zmartwieniem na ukochanego. Tak, Mitra definitywnie był zmarznięty, co nawet sam przyznał. No tak, woda przecież nie stała w miejscu nie miała możliwości się ogrzać jak choćby taka w jeziorze. Musiała być dla Mitry lodowata.
        - Następnym razem za takie pytanie się obrażę. Wiesz przecież dobrze, że ty zawsze możesz - odpowiedział na pytanie blondyna oplatając go swoimi ramionami i przytulając do swojej piersi mocno, choć na dłuższą metę nie miało to większego sensu, biorąc pod uwagę, że wampir był zimny jak trup nie tylko przez to, że był nieumarłym, ale choćby z powodu tego, że żywił się ostatni raz ze cztery dni temu. - Jak rozumiem kąpiel nie była zbyt przyjemna - zagaił, choć to było trochę tak jakby powiedzieć, że masło jest maślane. Bezsensowne stwierdzenie powszechnego faktu. - Obiecuję, że następnym razem będzie lepiej. A teraz chodź - powiedział z troską i nadal przytulając blondyna do siebie podszedł z nim do ogniska, gdzie go usadził, po czym cofnął się do namiotu po koc, którym zaraz okrył szczelnie swojego kochanego anioła.
        - Zawsze też możesz spróbować kogoś takiego zignorować, udawać, że jesteś niemową albo, że nie znasz języka. Według mnie zawsze to łatwiej kogoś spławić i oszczędzić sobie dalszego ciągu niechcianych pytań i towarzystwa - zaproponował, siadając za błogosławionym, mając go między swoimi nogami. Objął go i przytulił tak, że Mitra opierał się o jego pierś, tylko po to, by szybciej i skuteczniej ogrzać zmarzniętego nekromantę.
        - Wiem, że pewnie niezbyt komfortowo się teraz czujesz, ale obiecuję, że puszczę cię zaraz po tym, jak zrobi ci się cieplej - wytłumaczył się wampir lekko skrępowany zaistniałą sytuacją. Gdyby zaistniała taka potrzeba mógłby nawet zaraz zapewnić, że zależy mu wyłącznie na ogrzaniu się Mitry. Zwykła troska o najważniejszą w jego nie-życiu osobę, nic więcej.

        - W Nimerin można wypożyczyć tresowanego gryfa, na którym można szybciej przebyć odległość z Nimerin do niewielkiego miasta górniczego u podnóży Obsydianowych Szczytów, stamtąd będzie nas dzieliło już tylko półtora dnia drogi od Tartos - odpowiedział chwilę później, gdy Mitra wyraził swoje zainteresowanie w kwestii dlaczego niby Nimerin miałoby przyspieszyć ich podróż.
        - Ja... - zaciął się nieco zakłopotany pytaniem błogosławionego, lecz z pomocą konkretnego pytania ze strony Mitry odzyskał pewność siebie. - Niech spróbują mnie źle traktować, najwyżej dostaną raz czy dwa w twarz i będzie spokój. Najważniejsze, by ciebie szanowali i dobrze traktowali. - Pocałował ukochanego w głowę, siedząc już obok niego w odległości mniej naruszającej przestrzeń osobistą nekromanty.
        Kolejne jednak pytanie... To było do przewidzenia, że ono prędzej czy później padnie, przez to przecież chciał wcześniej pójść spać albo chociaż udawać, by tego uniknąć, a teraz musiał się z nim zmierzyć w całej okazałości. Westchnął spuszczając nieco wzrok i zakotwiczając go na płomieniach tańczących w ognisku.
        - Fakt, słońce nie jest moim najlepszym przyjacielem, ale zawsze mogło być gorzej. Wiesz, mógłbym się mimo ubrania od pierwszych promieni słońca zmieniać w popiół - zauważył, uśmiechając się do nekromanty, nie chcąc by ten się martwił. - Nie będę cię okłamywał, że głód jest znośny i nie ma się czym przejmować, bo w połączeniu ze słońcem jest to okropnie męczące by się pilnować, ale jestem pewien, że kilka dni powinienem jeszcze wytrzymać - powiedział z szerokim, pogodnym uśmiechem, choć w jego głosie nie było słychać zbyt wiele przekonania. - Chciałbym już nigdy nie myśleć o zaspokojeniu głodu. Chciałbym wierzyć, że po tej wyprawie będzie pod tym względem lepiej... - wyznał ze zmartwieniem aż nazbyt wyraźnie rysującym mu się na twarzy i wypełniającym jego oczy.
        - Z rana pożegnamy się z naszym kolegą Alfredem, by nie wystraszył mieszkańców Nimerin. Z resztą jak tylko będziemy mieli w zasięgu wzroku miasto, czekać nas będzie piesza podróż, bo i zmory mogłyby nie zostać miło przyjęte - uprzedził ukochanego, by ten mógł się już psychicznie przygotować na to, że kawałek drogi będą musieli pokonać na piechotę, osobiście niosąc swoje rzeczy. Choć z tym akurat wampir był skory pomóc partnerowi, by blondyn się nie przedźwigał. Niedługo po tym zaczęli szykować się do spania.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra spojrzał na wampira z tryumfem i czułością - podobało mu się, że jego niespodziewany komplement spowodował taki rumieniec na policzkach Aldarena. W ogóle uwielbiał, gdy jego ukochany się rumienił, był wtedy taki rozkoszny, niewinny. Bardzo przyspieszał błogosławionemu bicie serca - ciekawe czy był tego świadomy?
        - Oj no nie wiem, nie wiem. Może Żabon udawał, że jest niedobre, by się nie dzielić? - podsunął. - Bo ja na nic co jadłem, a co wyszło spod twoich rąk, nie mogę narzekać.
        Jednak nie tylko on miał dobry humor, bo Aldaren po chwili również zaczął żartować i podrzucać całkiem ciekawe hipotezy. A Mitra był w na tyle dobrym nastroju, że tę dyskusję podjął.
        - Niech to, przejrzałeś mnie! - oświadczył dramatycznie, przykładając wierzch dłoni do czoła. - Ale pomysł był dobry, prawda? Prawie się udało? - zażartował. Po chwili jednak spoważniał, może nie tak śmiertelnie, tylko tak by sobie już nie śmieszkować. - Nie, mówiłem po prostu to co myślę, bez żadnego ukrytego celu. Ty nawet ze zwykłego kawałka chleba jesteś w stanie zrobić coś pysznego.
        I gdy ta kwestia była już wyjaśniona, Mitra wstał by pozbierać rzeczy potrzebne do kąpieli. Nadal żartował, tym razem ze swojego zaniedbanego podczas podróży poziomu higieny, ale nie spodziewał się, że tym razem zrobi się tak… Miło. Został przytulony i pocałowany w czoło, co niemal sprawiło, że zmienił zdanie w kwestii kąpieli, by zostać i poddać się czułościom skrzypka, ale nie - jednak śmierdział i naprawdę musiał coś z tym zrobić. I to lepiej wcześniej niż później, bo im dalej w noc tym robiło się chłodniej.

        I mimo że wtedy naprawdę długo nie zwlekał, zmarzł jak diabli, aż mu zęby latały. Nie spodziewał się, że to słychać, ale wiedział, że pewnie nie da się przeoczyć jego skulonej postawy.
        - No już nie gadaj tylko mnie przytul - burknął, gdy Aldaren zaczął coś mówić o obrażaniu się. Chciał być miły, ale miał na to bardzo mało czasu, bo potrzebował się ogrzać. Pewnie lepiej byłoby przy ognisku, ale wolał w ramionach ukochanego. Dlatego gdy został w końcu przytulony, chwilę trzymał ręce przy sobie, po czym sam objął skrzypka i otarł się policzkiem o jego szyję. Westchnął.
        - Taka sobie - przyznał szczerze. - Zdecydowanie wolę gorącą kąpiel… Choć z tym jak mi to teraz wynagradzasz jakoś przetrwam - uznał.
        Stęknał, gdy Aldaren kazał mu gdzieś iść. Całe szczęście wampir go nie puścił, bo i Mitra nie chciały opuszczać jego ramion. Podszedł z nim do ogniska i musiał przyznać, że faktycznie tak było lepiej i jego ukochany miał dobry pomysł, ledwo jednak usiadł, a on poszedł do namiotu. Mitra patrzył za nim ciekawie, a gdy tylko zobaczył skrzypka z kocem, uśmiechnął się.
        - Ale o mnie dbasz - skomentował z czułością, gdy był opatulany. Słuchał w międzyczasie sugestii Aldarena, choć mocno się rozproszył, gdy ten przy nim usiadł. Lekko się spiął, nie wiedząc co ze sobą zrobić, trwało to jednak tylko do chwili, aż wampir sam znalazł sobie miejsce. Błogosławiony westchnął i rozluźnił ramiona.
        - Czyli będę musiał specjalnie brać kąpiel w rzece by móc w razie czego to powtórzyć? - westchnął trochę dramatycznie, po czym już po prostu umościł się w ramionach Aldarena i oparł głowę na jego ramieniu. Trochę poprawił koc, bo chciał go złapać za dłoń, dlatego wciągnął je pod okrycie. Gdyby teraz ktoś wrzucił między nich jadowitego pająka, pozabijaliby się próbując się rozplątać by uciec, ale co tam - było przecież tak przyjemnie…
        - Dobry pomysł z tym udawaniem obcokrajowca - ocenił. - Będę z niego korzystał, o ile wcześniej się nie zdradzę, że jednak mówię we wspólnym. Dziękuję za dobry pomysł.
        Mitra tak wygodnie się ułożył w ramionach ukochanego i miał tak zadowoloną minę, że można było go przez moment podejrzewać, że to jego zmarznięcie było tylko grą, aby doprowadzić do tej sytuacji. Nie mógł się jednak spodziewać, że Aldaren wpadnie na taki pomysł, więc i niecne intencje można było wykluczyć.
        - Czekaj, czekaj. - Nagle jakby Aresterra ocknął się ze swojego błogiego rozluźnienia. - Tresowany gryf? Ty mówisz serio?
        Sam nie wiedział czy ta wizja bardziej go fascynuje czy przeraża. Latanie na gryfie musiało być naprawdę wspaniałe i bez wątpienia szybkie, ale czy on da sobie radę?
        - Słyszałem, że gryfy nie są wcale takimi łatwymi wierzchowcami - zauważył. - Robiłeś to kiedyś? - zapytał, starając się obrócić głowę tak, aby widzieć wyraz twarzy swojego ukochanego. Sam, gdy tylko minął pierwszy szok, wyglądał raczej na podekscytowanego niż wystraszonego. To ognisko odbijało się w jego źrenicach czy naprawdę błyszczały mu oczy?
        Jednak mimo czekających na nich przygód, Mitra nie zapomniał o pewnej bardzo ważnej, choć nieco przyziemnej kwestii. Gdy zapytał o krew, poczuł, że Aldaren się spina. Jak zawsze, gdy o tym mówili. Było mu go trochę szkoda, ale nie mógł wiecznie unikać tego tematu, chociażby przez to, że jutro mieli dotrzeć do miasta i nie chciał, by skrzypek skręcał się tam z głodu. Troska o jego samopoczucie również była ważna.
        Chwilę później siedzieli już obok siebie. Mitra zagrzał się na tyle, że nie musiał już być ogacony jak róża na zimę, gdy więc skrzypek zajął miejsce obok niego, on przysunął się i narzucił na jego ramiona połowę koca. Uśmiechnął się, jakby efekt jemu samemu bardzo się podobał. Później jednak spoważniał, a nawet się zatroskał. Jakże mógłby zachować wesołość, gdy jego ukochany miał taką zbolałą minę i mówił takie rzeczy. Wysłuchał go w milczeniu, cierpliwie, jedynie w połowie ujmując go za dłoń.
        - Na pewno będzie lepiej, Ren - zapewnił go cicho. - Na pewno dasz radę i będziesz o tym myślał jedynie w kategoriach wspomnień. Wiem to, Ren. Jak nie na tej wyprawie to gdzie indziej, w inny sposób rozwiążemy ten problem. Nie zostawię cię z tym samego - dodał, po czym pocałował skrzypka w policzek i przytulił jego dłoń do swojej twarzy. Również na niej po chwili złożył nieśmiały pocałunek.
        - Dobrze, nie ma problemu - przystał na plan zarysowany przez skrzypka. Nie przeszkadzało mu, że będzie musiał chwilę nieść swój bagaż na plecach. Nie miał aż tylu rzeczy, a to przecież tylko góra kilka godzin. Wiedział, że sobie poradzi. I wiedział też, że Aldaren na pewno będzie próbował go wyręczać albo będzie się martwił, czy się nie przemęcza.
        Chwilę później zaczęli zbierać się do snu. Skrzypek jeszcze coś tam dłubał przy ognisku, a nekromanta patrzył na niego w taki sposób, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć. Nie odezwał się jednak - nim weszli do namiotu położył ukochanemu dłoń na ramieniu i pocałował go, życząc dobrej nocy. Później mogli już udać się na spoczynek, zostawiając Alfreda, by jeszcze tej nocy ich strzegł.

        Rano Mitra obudził się pierwszy. W podróży nie spał tak długo jak w domu, choć też nie zawsze budził się przed Aldarenem. Tak naprawdę z reguły był drugi, ale nie było co się licytować. Po otwarciu oczu chwilę leżał, patrząc z czułością na ukochanego i głaszcząc go po policzku, po czym wstał i wyszedł na zewnątrz. Chłodne powietrze szybko go otrzeźwiło. Szybko dołożył drewna do dogasającego ogniska, aby móc podgrzać coś do jedzenia, po czym ubrał się grubiej. Chwilę później obudził się wampir i zastał go, gdy podpiekał chleb na patyku.
        - Dzień dobry, Ren - przywitał się z nim szeptem, jakby bał się przerwać ciszę poranka. Podszedł do niego, nie wypuszczając z ręki patyka z niegotową jeszcze grzanką, i dał mu całusa na dzień dobry. Choć mieli tego dnia wjechać do miasta, wyglądał na spokojnego, wręcz rozluźnionego. Zaraz wrócił do przygotowywania śniadania, co nie zajęło mu sporo czasu, ale w międzyczasie Aldaren i tak zdołał zwinąć namiot i większość gratów. Chwilę później byli już prawie gotowi do drogi, lecz wtedy Mitra zebrał się w sobie, by poruszyć jeszcze jedną kwestię. Podszedł do skrzypka, gdy ten ogarniał swoje juki.
        - Ren - wezwał go, by na niego spojrzał. - Pamiętasz naszą umowę sprzed wyjazdu? Nie wiem jak stoją twoje zapasy i nie będę cię rozliczał, to ty najlepiej wiesz jak bardzo dręczy cię głód… Ale jeśli będziesz już bardzo głodny, wiedz, że ja ci pomogę, tak jak się umówiliśmy, bo… Mam butelkę swojej krwi - wyjaśnił, kładąc dłoń na swoim bagażu i wsuwając palce pod klapę torby, jakby zaraz miał rzeczoną butelkę wyciągnąć. Brakowało tylko zgody Aldarena.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - W takim razie musi być cholernie dobrym aktorem, bo te koszmary co je miał przez kilka kolejnych dni od zjedzenia tej jajecznicy były niesamowicie przekonujące - powiedział z teatralnym zamyśleniem i pokiwał poważnie głową, jakiś wielki specjalista, przytakując swojej własnej opinii. Zaraz jednak stracił na tej godnej smoka dumie i uśmiechnął się nieco zakłopotany, ale zdecydowanie bardziej rozbrojony. - Bo nie jadłeś tej jajecznicy - zauważył z rozbawieniem i zaraz wyszedł ze swoją nową teorią. Tym razem spiskową.
        - Ha! Wiedziałem! - zakrzyknął tryumfalnie, ale nie długo zdołał utrzymać powagę, zwłaszcza gdy Mitra w tak dramatyczny sposób przyłożył dłoń do swojego czoła. No któż by się nie poddał rozbawieniu w takiej sytuacji? - Następnym razem będziesz musiał się bardziej postarać, jeśli twój plan niecny plan ma wypalić - poradził ukochanemu, również po chwili pozbywając się głupawki. - A ty wolałbyś ten zwykły kawałek chleba - westchnął z kapitulacją, lekko się garbiąc i spuszczając głowę, jakby naprawdę mocno przybiła go ta porażka, ale cały efekt popsuty został przez pełen miłości uśmiech, jaki posłał niebianinowi.
        Nie trzymał go już niepotrzebnie dłużej, choć pozwolił sobie rzucić jeszcze żartem bijącym w swoją własną higienę, przy czym Mitra zręcznie dołączył się do żartu. Po tym już nie zatrzymywał ukochanego i przejął po nim wartę przy pieczeniu ryb nad ogniskiem.

        - Dobrze, nie bij - jęknął wampir unosząc dłonie do góry w geście poddania się i zaraz przytulił zmarzniętego po kąpieli nekromantę. - Zastanawiam się kiedy zrobiłeś się taki marudny - zarzucił z subtelnym rozbawieniem ukochanemu.
        Oczywiście nie odebrał tonu Mitry jako nagany i nie przejął się w ogóle tym, jak jego burknięcie mogło zabrzmieć. Po prostu się z sobą droczyli, no i fakt faktem, każdy były zdesperowany i rozdrażniony, gdyby zamarzł na kość, a druga osoba zamiast pomóc w odzyskaniu komfortowej temperatury, nie potrzebnie prawiła morały. Z drugiej strony był naprawdę zaskoczony w pozytywnym znaczeniu tym jak bezpośredni był przed chwilą błogosławiony. To była bardzo interesująca odmiana i chyba nawet miło się Aldarenowi zrobiło na sercu, w jakiś taki dziwaczny, ciężki do określenia sposób. W każdym razie, było mu naprawdę bardzo miło.
        - Jak rozumiem od biedy może być, ale więcej niż pięć ruenów nie dasz? - zaśmiał się, przytulając się policzkiem do czupryny partnera. Nie mógł jednak pozostać obojętny na to jak bardzo kulił się z zimna Mitra, więc chwilę później postanowił odprowadzić go do ogniska i niedługo po tym okryć kocem.
        - Wiesz, ktoś musi, gdy ty o tym zapominasz - powiedział łagodnie, z troską szczelnie opatulając błogosławionego przyniesionym przykryciem.
        Kiedy był pewien, że Mitra jest okryty szczelnie jak kokon, usadowił się za nim, objął go i przytulił do siebie, tłumacząc mu zaraz do ucha cicho i łagodnie, by blondyn się nie denerwował. Że nic złego mu się nie stanie, a wampir chce go jedynie ogrzać.
        - Myślę, że tak to będzie wyglądało - odpowiedział na rzucone przez nekromantę pytanie. Niby brzmiało jakby naprawdę Mitrze było dobrze i zechciałby w innych okolicznościach w ten sposób siedzieć ze skrzypkiem, ale Aldaren nie robił sobie na to nadziei. Znał Mitrę nie od wczoraj i wiedział, że jeśli by do tego doszło ponownie, to nekromanta albo czułby się mimo wszystko niekomfortowo, albo by zrezygnował z takiego pomysłu jeszcze nim by go wcielił w życie. I myśli te można by podciągnąć pod zarzuty, gdyby nie fakt, że Aldaren rozumiał ukochanego i nie miałby mu czegoś takiego za złe. W ogóle by go nie zmuszał i cieszyłby się zwyczajnie samą możliwością spędzenia czasu z Mitrą. Nawet gdyby miał siedzieć pół sążnia dalej. Ale tak było dobrze, każde z nich czułoby się komfortowo, a to powinno być najważniejsze.
        Aldaren nie zmienił swoich myśli odnośnie tego tematu, nawet gdy poczuł, jak Mitra przestaje być tak spięty w jego objęciach i naprawdę jakby się w nich rozpływał. Po prostu wmówił sobie, że to z powodu rozgrzewającego się powoli ciała. Aż się ugryzł w język by z dumą nie zauważyć, że miał rację i dobry pomysł z tym ogniskiem i kocem. No i chyba sam też nieco ogrzewał Mitrę tak go tuląc, ale nie był co do tego przekonany. Definitywnie największą robotę robiło ognisko i koc.
        - Coś mi mówi, że nie będziesz miał z tym większych problemów - zapewnił z pełnym przekonaniem nekromantę i pocałował go w głowę. - Ni chyba, że nie będziesz mógł się powstrzymać przy stole w karczmie przed powiedzeniem mi jaki jestem nieziemsko piękny - zażartował, szczerząc kły w szerokim uśmiechu.
        - Szybko się obudziłeś - powiedział głosem jasno sugerującym, że powstrzymywał się od śmiechu. - Są złośliwe i zadziorne, ale to naprawdę inteligentne i wierne stworzenia, które wbrew pozorom łatwo jest wyszkolić je pod kątem transportowania na swoim grzbiecie obcych ludzi z punktu A do punktu B. Zwłaszcza jeśli ktoś ma podejście do tego typu zwierząt i zaczyna się szkolenie z nimi bardzo wcześnie. Poza tym takiego gryfa trudniej ukraść, niż pegaza, a i są bez porównania dużo bezpieczniejsze od wywern - wyjaśnił mu skrzypek, zanosząc się śmiechem przy ostatnim zdaniu.
        - Co do latania, to zdarzyło mi się dwa razy, siedemdziesiąt i ponad sto dziewięćdziesiąt lat temu - przyznał i chwilę po tym wstał za Mitrą, by zaraz obok niego usiąść.
        Spojrzał na niego z czułością i ujął delikatnie za brodę, oczarowany tym jak płomienie tańczyły w jego oczach, po czym pocałował go w czoło. Kiedy został okryty połową koca, uśmiechnął się z miłością do blondyna i lekko przysunął, w razie czego jakby Mitra chciał się oprzeć na jego ramieniu albo wtulić się w nie.
        Owszem, było Aldarenowi źle zawsze, gdy myślał o krwi, a już tym bardziej, gdy rozmawiał o tej kwestii z Mitrą, ale jak mógł być nadal rozgoryczony i zły na samego siebie, gdy miał tak wspaniałe wsparcie, osobę, która kocha go mimo wszystko i jest gotowa pomóc w rozwiązaniu problemu, z którym nie ma nawet nic wspólnego.
        Obrócił lekko głowę, by móc spojrzeć na Mitrę i zaraz przytulił go delikatnie do siebie z wdzięcznością.
        - Naprawdę jesteś moim aniołem. Tylko ty mnie tak naprawdę rozumiesz. Dziękuję ci za to, że jesteś i za słowa otuchy - szepnął z miłością i raz jeszcze pocałował go w głowę. Będzie musiał się w końcu przyzwyczaić do mówienia o tym, chociażby po to, by więcej nie zasmucać Mitry, swoim przygnębieniem. W końcu przed spaniem człowiek nie powinien się przejmować, bo albo będzie miał problem z zaśnięciem, albo przez całą noc będzie spał nie najlepiej, a akurat jutrzejszego dnia powinni być jak najlepiej wypoczęci.

        Im bardziej głód doskwierał Aldarenowi, tym dłużej wampir chciał spać. Za dnia szczególnie, bo w sumie pierwotnie wampiry dzień przesypiały, a nie załatwiały swoje sprawy jak zwykli śmiertelnicy. W prawdzie z biegiem czasu stało się to tylko niezgodnym z rzeczywistością stereotypem, bo bardzo wielu krwiopijców prowadziło stricte ludzki tryb życia za dnia pracując, a nocą odpoczywając, ale mimo wszystko wampirza natura nadal pamięta. Dobrze chociaż, że przez sen nie domaga się ugaszenia pragnienia, bo chyba skrzypek nie dożyłby już świtu, gdyby w nocy zaczął znienacka podgryzać Mitrę po szyi.
        Spał więc spokojnie jak baranek śpiąc na boku, obejmując ramieniem Mitrę i się w niego wtulając. Kiedy jednak nekromanta wstał z posłania, wampir zaraz zaczął się marszczyć, mruczeć coś niezrozumiale pod nosem i się wiercić. Chwilę mu zajęło nim znalazł sobie najlepszą pozycję do dalszej drzemki, choć w sumie i tak długo nie pospał, bo niedługo po Mitrze wyszedł z namiotu i on. Miał zaspane spojrzenie i tak puste od snu, że mógłby zostać wzięty za ożywieńca. Na szczęście kilka ziewnięć, przeciągnięć i rześkie, poranne powietrze zdołało go skutecznie wybudzić do końca. A przynajmniej taką wersję wydarzeń chciał przyjąć, bo Mitra mógłby obrosnąć za bardzo w piórka, gdyby się dowiedział, że to od jego niewinnego buziaka na dzień dobry skrzypek zdołał się ocucić do końca.
        - Witaj mój aniele - mruknął z rozkoszą, odpowiadając na powitanie ukochanego. - A co ty taki pełen energii tak z samego rana? - zapytał, ziewnął szeroko raz jeszcze i się przeciągnął po raz wtóry, zaczesując sobie dłonią włosy do tyłu, by nie były tak poczochrane gdy będą przekraczali bramę miasta. Pocałował blondyna w głowę i poczochrał mu lekko złotą czuprynę, gdy pogonił go do śniadania. W tym czasie Aldaren zajął się zwijaniem ich manatków i szykowaniem do dalszej drogi, od razu już w taki sposób szykując juki, by łatwiej mogli je zdjąć ze zmor, nim Aldaren je odeśle z powrotem do Otchłani.
        Sprawdził jeszcze czy wszystko się dobrze trzyma, poprawił popręg i już miał dosiąść swoją zmorę, gdy Mitra się do niego zwrócił.
        - Słucham najdroższy - odpowiedział i po tym tak jak obiecał, słuchał uważnie. Kiedy wszystko stało się jasne westchnął i podszedł do Mitry. Przytulił go krótko do siebie i pocałował w głowę. - Trzymaj ją, bo ja bym od razu wszystko wypił jak tylko byś nie patrzył. Napiję się trochę po odesłaniu zmor, a jak nadal będziesz się martwił, dasz mi ją jeszcze wieczorem, jak będziemy już sami w pokoju. Co ty na to? - zaproponował, delikatnie uśmiechając się do partnera. Nie miał powodu robić awantury o to skąd Mitra miał butelkę własnej krwi, bo przecież przed wyjazdem nekromanta sam zastrzegł, że tak to będzie wyglądać, skoro Aldaren boi się, że mógłby mu zrobić krzywdę.
        Kiedy wszystko zostało uzgodnione i Aldaren raz jeszcze przypomniał plan działania, mogli ruszyć w dalszą drogę. Przed południem byli już jakąś staję od miasta, prawie na skraju lasu. Cień dawał ukojenie przed słońcem, a dzięki drzewom skrzypek nie musiał się martwić o to, że ktoś z miasta ich zobaczy i to jak odsyłał całą trójkę demonów. Nim ruszyli dalej wziął kilka łyków krwi, tak jak obiecał i oddał Mitrze butelkę, dziękując mu.
        Po prawie dwóch godzinach (z przerwami) dotarli w końcu do bram miasta. Tam przywitał ich całkiem spory tłumek, a właściwie masa ludzi stojąca w kolejce i wolno posuwająca się do przodu. Aldaren wbrew niezadowoleniu stojących, dał Mitrze znać by poszedł za nim i ignorując kolejkę zbliżył się bezpośrednio do strażników.
        - Do kolejki - warknął od razu wielki zbrojny mężczyzna nim uśmiechnięty wampir zdołał cokolwiek powiedzieć.
        - Ja wi-tam mociwego pana w ten pikny i soleczny deń- przywitał się udając jakiś wymyślny akcent, zupełnie ignorując słowa strażnika. Zaraz przybył również drugi w ramach wsparcia. - Ży mój pan, wilki baron Turilli z Soral mukpy uzzapelnic zapasy w wazim wszpanialym ghodzie przed dhalszo droga? - zapytał, okropnie kalecząc przy tym jakikolwiek język i akcent.
        - Nie ma znaczenia kim jest twój pan, w kolejce jest masa hrabiów i baronów, a mimo to wszyscy grzecznie czekają i stoją na swoją kolej. Ostatni raz ostrzegam, więcej nie będę tak miły. Do kolejki - warknął strażnik, powoli sięgając dłonią do rękojeści swojego miecza, drugi widocznie miał lepszy humor, aż tak nie przygrzało go na słońcu, bo starał się grzeczniej wytłumaczyć wampirowi jak krowie na rowie, dlaczego powinni stanąć w kolejce jak inni.
        - Dobrza, jusz dobrza... my whucimy do koliki - zrozumiał w końcu skrzypek z lekko uniesionymi dłońmi, w obawie by tylko ten bardziej zdenerwowany go nie poszatkował.
        Odwrócił się do Mitry, a jego tęczówki jarzyły się na czerwono. Kiwnął na ukochanego i już mieli odejść, gdy strażnicy nagle jakby zrozumieli jak ważną osobistość mają przed sobą. Nie tylko złagodnieli, ale i wbrew oburzeniu innych chętnych na wejście do miasta, wpuścili nekromantę i wampira, mimo wcześniejszego tak stanowczego trzymania się swoich obowiązków.
        - Dakować my wam, mociwi panowie - skłonił im się z wdzięcznością i uścisnął dłonie, po czym przeszedł z Mitrą przez bramę, nim po drugiej stronie zaczęły się z tego powodu zamieszki.
Kiedy znaleźli się już w mieście Aldaren uśmiechnął się pogodnie do nekromanty.
        - Głodny? Może chcesz spróbować jednej z tutejszych specjałów, nim dojdziemy do Złotego Jelenia? W prawdzie to nie daleko, pół godziny drogi i przebijanie się przez targ, ale może miałbyś na coś ochotę? - zapytał z czułością i wyjątkowo dobrym humorem mimo prażącego słońca, przed którym kaptur i rękawiczki go przecież nie mogły w pełni uchronić. Szli w stronę wspomnianej przez Aldarena karczmy, a gdy Mitra wyraził taką chęć, wampir kupił mu po drodze jakiegoś tutejszego szaszłyka albo brzoskwinię w białej czekoladzie.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra coś tam zaburczał pod nosem - być może “nie jestem marudny”, ale trudno było go usłyszeć, gdy wtulał twarz w tors swojego ukochanego. Robiło mu się powoli lepiej, odzyskiwał temperaturę, a humor poprawił mu się jeszcze wcześniej, bo… Jakoś tak podczas tego wyjazdu z ukochanym czuł się dobrze. Wiele demonów przeszłości jeszcze nie dawało mu spokoju, ale gdy tak jechali przed siebie, sami, bez specjalnego towarzystwa poza nielicznymi podróżnymi, których mijali, powoli jakby schodziło z niego napięcie, którego nie był świadomy. Na razie o tym nie mówił - może to była tylko ułuda - ale chyba Aldaren i tak widział i czuł, że Mitra nie żałował decyzji o wspólnym wyjeździe.
        - Mmm… Za kąpiel to jeszcze byś mi musiał dopłacić - oświadczył po chwili naprawdę głębokiego zadowolenia. - Ale za to twoja pomoc jest bezcenna - dodał, podnosząc na Aldarena wzrok na moment przed tym, jak udali się w stronę ogniska i Mitra dał się zawinąć w kokon z koca. Błogosławionemu było naprawdę przyjemnie i miał szczere nadzieje, że jeszcze będą tak siedzieć przed ogniskiem, ale nie przypuszczał, że jego ukochany jest bardziej sceptyczny. Nie by to niebianin nie podkopał jego pewności w kwestii tego, gdzie zmierza ich związek - parę razy urządził tak spektakularną scenę o pierdołę, że każdy by zwątpił, nawet tak złota osoba jak Aldaren. Jednak… Może w przyszłości to czyny przemówią i wtedy Mitra naprawdę udowodni, że jest w stanie się zmienić, gdy tylko motywacja jest tak silna.
        - Hm… - Mitra udał przez moment zamyślonego. - Może się powstrzymam… Jakoś… Albo nauczysz mnie to mówić w Czarnej Mowie, bym mógł nie wypaść z roli - zaproponował, choć nie wyobrażał sobie prawienia komplementów w tym języku, bo on nie był stworzony do romantyzmu. Może niebiański byłby lepszy… Tylko jedyny niebianin w tym towarzystwie nie znał mowy swojej rasy, co za pech. Będą musieli radzić sobie z tym co mają.
        Później rozmowa o gryfach, wspólne siedzenie pod kocem, te buziaki… Pod złotymi lokami nekromanty pojawiła się myśl, która aż sprawiła, że szybciej zabiło mu serce, choć wstydził się ją wypowiedzieć na głos. Gdy jednak Aldaren pocałował go w czoło, on ujął go pod brodę w podobny sposób i dał mu całusa w usta. Miał nastrój na czułości.
        - Wiesz… - zagaił jednak szeptem, gdy już leżeli w namiocie i szykowali się do snu. - Cieszę się, że pojechaliśmy razem. Niech ta podróż trwa jak najdłużej.
        Nie powiedział “niech nigdy się nie kończy” - wiedział, że to niemożliwe. Cieszył się jednak każdą chwilą, którą spędzali we dwoje. Naprawdę przy Aldarenie i z dala od Miasta Śmierci odżywał.

        Dobry humor utrzymał się Mitrze aż do rana, dlatego z takim entuzjazmem przywitał się ze swoim ukochanym, gdy ten jak zawsze miał ciężką pobudkę. Czułe powitanie i nazwanie go aniołem podtrzymały jego nastrój.
        - Bo się wyspałem, a twój widok z rana bardzo poprawia mi humor - odparł zgodnie z prawdą na pytanie o powód swojej energii.
        - Ej! - obruszył się, gdy został poczochrany. - To sobie to fryzurę robisz, a mnie niszczysz? Dywersant - prychnął teatralnie, poprawiając swoje włosy.
        Utrzymujący się dobry nastrój ich obu sprawił, że Mitra tym spokojniej podszedł do swojego pomysłu, by zaproponować Aldarenowi własną butelkowaną krew - najwyżej odmówi, tyle. Zresztą właśnie tak się stało. Błogosławiony sprawiał przez moment wrażenie trochę zawiedzionego tą odpowiedzią, ale rozchmurzył się, gdy skrzypek zaproponował wyjście z sytuacji. Wtulając się w niego pokiwał głową.
        - Dobrze - odparł. - To brzmi sensownie, tak zrobimy.
        Na tym polu również drobne zwycięstwa się liczyły - Mitra nawet nie myślał, że takie parę łyków zaspokoi w pełni głód Aldarena, ale może doda mu trochę energii, jak dobra przekąska. Wieczorem najwyżej wrócą do tematu, czego Mitra nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Zabrał jednak rękę ze swojej torby i był już prawie gotowy do dalszej drogi. Podczas gdy jego ukochany jeszcze przypominał plan na ten dzień, on założył swój zwalisty płaszcz i wyjął z juków maskę, inną jednak niż te dotychczasowe. Do tej pory nosił tę typową, drewnianą, bo jak sam mówił była najwygodniejsza, teraz jednak zdecydował się na białą z czarnym pasem, która miała odczepianą brodę - Aldaren mógł ją kojarzysz z wygłupów w sypialni kilka dni wcześniej. Mitra wyjaśnił mu, że woli już teraz przygotować się na to, że przyjdzie mu zjeść kolację w karczmie, a tam obcych spojrzeń nie uniknie - ta maska stanowiła wygodne wyjście z sytuacji.

        Pod bramami miasta Mitra był już psychicznie nastawiony, że przyjdzie im odczekać swoje w tej kolejce. Nie był z tego powodu specjalnie zadowolony, bo nie chciało mu się tak sterczeć bez celu, ale co ważniejsze – nie chciał, żeby Aldaren siedział na tej patelni. Co prawda cały czas zapewniał, że słońce go nie spali na popiół, ale na pewno cierpiał. Jednak najwyraźniej skrzypek już dawno miał gotowy plan, bo nie skierował się w stronę sznureczka oczekujących na wpuszczenie za mury ludzi, a poszedł prosto do bramy i pilnujących jej strażników. Mitra podążył za nim jakby nigdy nic, choć przez moment korciło go, by zapytać jaki miał plan. Ostatecznie dobrze, że trzymał język za zębami – gdyby się odezwał, mógłby zdemaskować jego grę. A tak… w sumie nawet dobrze się bawił. Stał z tyłu i udawał sztywniaka, który nie zniży się do rozmowy z pospólstwem, bo od tego ma służbę. Pomyślał w pewnym momencie, że ten numer się nie uda, bo jaki baron podróżuje pieszo, z plecakiem? Szybko uznał, że w razie pytań poda się za jego zarządcę i powie, że jego pan rozłożył się obozem za miastem, bo jego powóz mógłby nie zmieścić się na tych wąskich ulicach. Tak, tak powie. Ale na razie niech Aldaren się wygłupia.
        Gdy wampir skapitulował, Mitra pogodził się z tą decyzją. Uniósł głowę, chcąc wyrazić swoje niezadowolenie – jako baron powinien – ale wtedy dostrzegł, że oczy jego ukochanego jarzą się na czerwono. To go zaniepokoiło, ale na krótką chwilę – pojął co się stało, gdy strażnicy nagle zmienili zdanie. Pozwolił sobie na prychnięcie dezaprobaty. Świetnie wyszedł mu pełen wyższości ton obrażonego barona, który był o krok od szastania karami. Bez żadnych dodatkowych dyskusji, bo nie musieli się już uwiarygadniać, szybko wszedł razem ze swoim ukochanym za bramy miasta. Starał się nawet nie spoglądać w stronę oburzonego tłumu, który tymczasem nadal czekał na swoją kolej. Tak robi arystokracja – idzie przed siebie i ignoruje szczekanie psów.
        Już w środku, w stosownym oddaleniu, błogosławiony pozwolił sobie na westchnienie ulgi. Spojrzał na swojego ukochanego, który się do niego uśmiechał – sam również był wesoły, choć być może nie było tego widać spod maski. Subtelnie pokierował ich spacerem tak, aby jego ukochany szedł w cieniu budynków - niech się oszczędza, bo słońce tego dnia nie było jego sprzymierzeńcem.
        - Dumny z siebie jesteś, sługo Turillich? – zaczepił Aldarena. – Ale żeś odegrał teatrzyk. Mogłeś mnie uprzedzić! – oburzył się jeszcze dla formalności.
        - A teraz przekupujesz mnie jedzeniem? – podłapał natychmiast, ale żartobliwym tonem. Później mówił już normalnie. – Dzięki, na razie nie jestem głodny.
        Dobór słów – choć przypadkowy – okazał się być wyjątkowo trafny, bo choć Mitra do tej pory nie odczuwał głodu, a co najwyżej lekkie pragnienie, gdy przechodzili przez targ nagle zmienił zdanie. To przez to, że poczuł zapach jedzenia i to taki bardzo przyjemny, apetyczny. Ślina nabiegła mu do ust i choć jeszcze nie umierał z głodu, trudno było mu się oprzeć takim smakołykom. Zwłaszcza owocom w czekoladzie, które w tej postaci widział po raz pierwszy.
        - Ren - wezwał swojego ukochanego, łapiąc go za rękaw, by mu nie uciekał. - Chyba zmieniłem zdanie. Coś takiego bym chętnie zjadł.
        Błogosławiony poczekał aż Aldaren kupi mu łakocie, po czym dyskretnie odpiął brodę swojej maski i zabrał się za jedzenie. Zamruczał z ukontentowania, gdy ugryzł pierwszy kęs.
        - Ale dobre - ocenił. - Nigdy takiego nie jadłem.
        Niebianin oblizał usta i pałaszował dalej. Żałował, że skrzypek nie może tego spróbować, ale nawet nie podnosił tego tematu. Naprawdę przez moment zapomniał się i szedł jakby był na wakacjach - nie zwracał nawet uwagi na to jak patrzyli na niego przechodnie, bo niektórzy zwracali uwagę na zamaskowanego dziwoląga, który nosił maskę i kaptur w ten upał, jednocześnie zajadając się owocami w czekoladzie jak dziecko.
        - Ren - zagaił. - Czy mi się wydawało, czy tam pod bramą użyłeś siły perswazji?
        Choć pytanie brzmiało niewinnie, Mitra wykonał gest powszechnie kojarzony z czarowaniem. Nie chciał pytać wprost czy użył hipnozy, bo gdyby ktoś nieodpowiedni to usłyszał, może mogliby mieć kłopoty.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Jak cię własnoręcznie wrzucę do wody, to raczej nic nie będę musiał płacić. Będzie to ta bezcenna pomoc, jak rozumiem? - Uśmiechnął się złowieszczo, co jasno sugerowało, że dla niego to całkiem interesująca opcja i bez większego wahania mógłby się wprowadzić swój plan w życie. - Co najwyżej będę musiał szybko biec - dodał zaraz ze śmiechem. Już nawet widział to oczami wyobraźni, jak podnosi Mitrę za ubrania, jak jakiś worek ziemniaków i wrzuca go z brzegu do wody, dla wampira takie coś to żaden problem, zwłaszcza że Mitra sam w sobie raczej niewiele waży.
        Parsknął rozbawiony na swoje własne wyobrażenia, bo choć absurdalne, sytuacja sama w sobie była zabawna. Oczywiście najprawdopodobniej wziąłby Mitrę na ręce i wszedłby do wody razem z nim, zostawiłby go tam i zmieniłby się w kruka, by szybko i łatwo zwiać. Ale Mitra byłby wtedy wściekły. Aldaren tego już raczej by nie przeżył, a mimo to na sam pomysł chciało mu się zwijać ze śmiechu.
        Na szczęście się powstrzymał mając ważniejsze sprawy na głowie, jak choćby dopilnowanie, aby Mitra szybko się ogrzał. No i z tego powodu znaleźli się przy ognisku, a Mitra został zawinięty w kokon z koca.
        - Pomysł dobry, ale lepiej będzie pomyśleć o innym języku niż Czarna Mowa - odpowiedział z lekkim zakłopotaniem, obejmując siedzącego przed sobą nekromantę i przytulając go do siebie. - Najbezpieczniejszy wydaje się być język smoków - pomyślał na głos, opierając się lekko brodą o głowę ukochanego, tak, że blond kosmyki zakrywały sobą również usta wampira i łaskotały go w nos za każdym razem gdy robił wdech. - Ale nie mógłbym być twoim nauczycielem, bo akurat smoczego nie znam - przyznał szczerze i pocałował niebianina, oddając mu po chwili więcej swobody i przestrzeni osobistej.
        Nagły pocałunek ze strony Mitry był niemałym zaskoczeniem dla Aldarena. I jemu zrobiło się ciepło, szczególnie na sercu. Przytulił delikatnie swojego partnera raz jeszcze, szepcząc mu przy tym czule do ucha jak bardzo go kocha i ile nekromanta dla niego znaczy. Może gdyby następny dzień nie zapowiadał się na tak bardzo męczący, wampir byłby skory do tego, by nieco dłużej tak razem posiedzieć, ale niestety, jutro musieli wcześniej niż zwykle wstać jeśli chcieli dotrzeć do miasta przed południem. Dzięki temu nie musieliby robić przerwy przed bramami miasta na ostatniej prostej i zwyczajnie odpocząć już wewnątrz chłodnych murów, które gwarantowałyby tak wiele kojącego cienia dla wampira. W prawdzie było to dość egoistyczne myślenie, bo choć jemu będzie dobrze, to Mitrze raczej nie koniecznie ze względu na jego fobie społeczne, ale naprawdę myślał, że dotarcie przed południem do Nimerin będzie dla nich obu najlepszą opcją.
        Pogonił Mitrę do spania i sam również zaczął się szykować do spoczynku. Nie spodziewał się, że tuż przed zamknięciem oczu usłyszy od partnera coś takiego.
        - Hmm? - mruknął pytająco w odpowiedzi na zagajenie blondyna, po czym wysłuchał go. Po raz kolejny zrobiło mu się ciepło na sercu. - Nie wyobrażam sobie, że miałbym się w tę i jakąkolwiek inną podróż wybrać bez ciebie. Dziękuję, że jesteś tu ze mną i wiedz, że zrobię wszystko, by spełnić twoje życzenie mój najdroższy Mitro - odpowiedział szczerze, a na dowód swoich słów ucałował partnera czule w głowę, jakby to miało przypieczętować jego obietnicę, za której niedotrzymanie, kolejnych pięćset lat będzie się smażył w Czeluściach. Oczywiście wiedział, że nie będą mogli w nieskończoność przedłużać swojej wyprawy, bo śmiertelni mieszkańcy Maurii naprawdę wyczekiwali otworzenia w końcu ich szpitala, nawet jeśli podchodzili do tego tematu ostrożnie, przez co byli nieco sceptyczni.
        - Śpij dobrze, mój aniele - życzył chwilę później błogosławionemu, którego przytulił i tak usnął.

        - Miło wiedzieć, że nie tylko dla mnie dzień robi się o wiele przyjemniejszy, gdy cię widzę. Zwłaszcza z rana. - Uśmiechnął się pogodnie, choć nadal widać było, że był raczej zaspany i gdyby w tym momencie znów się położył, najpewniej zaraz by zasnął snem sprawiedliwego.
        Oburzenie Mitry, które miało miejsce chwilę później, skutecznie zdołało rozbudzić wampira. Ten po swoim ataku na czuprynę partnera, zrobił minę prawdziwego niewiniątka, jakby nawet nie wiedział o co chodzi. Uwielbiał się z Mitrą droczyć. Czuł wtedy, że naprawdę żyje, a jego egzystencja to istna sielanka.
        - Ale twój osobisty i o tym nie zapominaj - niemalże zaśpiewał wesoło wyciągając dłoń ponownie w stronę złotej czupryny. Oczywiście nie miał zamiaru denerwować ukochanego znów mu niszcząc fryzurę, ale pogrozić mu taką ewentualnością mógł.
        To chyba rzeczywiście była sielanka, która powinna trwać wiecznie. W prawdzie w ich przypadku nie było to możliwe, ale kto wie może za kilka lat, gdy szpital będzie żył pełnią życia i będą mieli pełną, porządną kadrę pracowniczą, to kto wie, może uda im się wybrać jeszcze raz w podobną podróż, choć ta obecna się ledwo zaczęła i jeszcze nawet nie dotarli do celu.

        Pod bramami miasta... bawił się jak dziecko nową, upragnioną od dawna zabawką. A przecież po uczciwym, skromnym i raczej gardzącym swoim arystokratycznym pochodzeniem wampirze, człowiek raczej nie spodziewałby się takiego zachowania. I nie chodziło tu wcale o stanie w okropnie długiej kolejce i jeszcze gorsze słońce, bo choćby przez własną dumę, mimo zmartwienia Mitry stanął by w niej i po prostu czekał jak wszyscy inni. Jednakże właśnie ze względu na nekromantę, skrzypek wpadł na swój szalony plan, który przez jego umiejętności nie miał prawa się nie udać. Nawet jeśli aktorem był bardziej niż kiepskim, a i sama logika przedstawionej przez niego scenki kulała, choćby przez to, że skoro Mitra miał być baronem, to kiego diabła targał osobiście swoje rzeczy? W każdym razie można było wysnuć teorię, że wampir chciał urozmaicić ich podróż w dodatkowe wrażenia i przygody, o ile nie chodziło o to by się popisać przed ukochanym, niczym jakiś dziwaczny taniec godowy... Aaalbo słońce naprawdę ostro tego dnia przygrzewało i zaszkodziło nieumarłemu. Cokolwiek to było, grunt, że byli już po bardziej komfortowej stronie murów.
        - Rozumiem, że wolałbyś, abym był sługą Aresterrów? - odpił piłeczkę szczerząc się jak głupi do sera. To był chyba najlepszy dowód na to, że rzeczywiście był z siebie dumny. I to jeszcze jak. Hipnoza osłabiała, ale ile frajdy sprawiała. Nie wspominając już o profitach, jak choćby wejście do miasta bez kolejki.
        - Zestresowałbyś się niepotrzebnie, albo byś mnie od tego pomysłu odwiódł, a tak przynajmniej naturalnie wyszło - odparł beztrosko w odpowiedzi na oburzenie nekromanty. - Z resztą jak miałoby się nie udać, gdy jestem arcymistrzem aktorstwa. - Zaśmiał się.
        - To zależy od tego, czy chcesz coś zjeść i czy dałbyś się w ten sposób przekupić - sparował zadziornie, cały czas rozbawiony tym co chwilę temu miało miejsce. Nie było wątpliwości, że wampir uwielbiał być w centrum uwagi. - W takim razie tak, starałem się udobruchać ciebie jedzeniem, ale mi nie wyszło - przyznał z nieco mniejszym entuzjazmem, bo w końcu przegrał, ale było to tylko na pokaz jak się okazało, bo szybko odzyskał wcześniejszą pogodę ducha.
        W sumie do przewidzenia było to, że Mitra chwilę później podczas spaceru ulicami miasta, stwierdził, że jednak jest głodny. Aldaren nie wnikał czy było to na zasadzie, że oczy chcą, choć żołądek niekoniecznie, czy rzeczywiście zaczął go dopadać głód. Ważne było to, że Mitra wszechobecnymi zapachami dał się skusić na drobną przekąskę. Zaśmiał się jedynie rozbawiony szybką zmianą zdania przez nekromantę i podszedł do stoiska z owocami w czekoladzie. Nie kupił jednak tylko jednego, a kilka sztuk, które wampir wziął i odłożył partnerowi na później. Kiedy jednak Mitra się zajadał, niemalże wniebowzięty smakołykiem, skrzypek nie był w stanie oderwać od niego wzroku. Choć nie widział całej mimiki błogosławionego, upajał się wręcz jego szczęściem. To naprawdę był wspaniały widok. Gapiących się na nich przechodniów nawet nie zauważał, bo liczył się dla niego wyłącznie Mitra.
        Wampir kolejny raz się omal nie roześmiał na całe gardło, parsknął z rozbawieniem i ukrył drżące przez powstrzymywanie się przed śmiechem usta, wierzchem dłoni, gdy Mitra udał dziecinne "czary-mary-abra-kadabra". I kto tu był większym dzieckiem? Rozumiał jednak co było powodem takiego zachowania nekromanty i tylko uśmiechnął się wesoło. Ani razu jednak nie wyszczerzył swoich kłów, odkąd zbliżyli się do miasta.
        - To była bardzo skuteczna, pacyfistyczna siła perswazji - odparł pogodnie, zaraz jednak zerknął na blondyna z przebiegłym błyskiem w oku. - Niech ci nie przyjdzie do głowy zwalić całej winy na mnie, brałeś współudział w tym przestępstwie - zażartował i dźgnął go lekko palcem w bok, ale tak by nekromanta nie upuścił przez przypadek swoich łakoci. Widać po skrzypku było, że nawet jeśli mieliby mieć z tego powodu jakieś kłopoty, on się tym nie specjalnie przejmował, a jedynie cieszył się ich wspólnymi wakacjami.
        Po niedługim czasie byli już przy karczmie, w której mieli nocować. Nosiła dumną nazwę "Pod Chmielnym Jeleniem", choć bardziej ze względu na szyld pasowało by "Pod Złotym Jeleniem". Rozumiał jednak o co chodziło - farba na szyldzie ani trochę nie przypominała złotej, bardziej ciemno żółtą, co pasowałoby faktycznie do piwa. Aldaren stanął przy drzwiach i puścił przodem niebianina.
        W środku karczma niczym nie odstawała od innych przeciętnych tawern. Szereg stołów, pod ścianą umiejscowiony bar z miejscami do siedzenia i toczącym żywą dyskusję z jakimś klientem karczmarzem, w jednym z zacienionych miejsc w kącie siedziało kilkoro ludzi, grających w kości albo w karty, no i nieco na uboczu rozciągały się schody prowadzące na piętro, z którego miało się widok na główną salę. Tam opierało się o barierkę i zerkało w dół kilka białolicych niewiast, które najpewniej nie tylko dostarczały piwo do odpowiednich stolików, ale oferowały również swoje towarzystwo na całą noc. One akurat niewiele obchodziły Aldarena.
        - Zajmij jakiś stolik, ja załatwię nam pokój na noc, zabiorę tam nasze rzeczy i zaraz do ciebie wrócę - poinformował nekromantę, dyskretnie gładząc go pod dłoni i po chwili biorąc jego bagaże.
        Tak jak powiedział tak też zrobił, kierując się zaraz z całym ich ekwipunkiem do baru.
        - Witam szanownego gospodarza, chciałbym na tę chwilę wykupić pokój na jedną noc dla mojego pana, by móc złożyć tam bagaże. Najlepiej jakby była dostępna jakaś sypialnia z podwójnym łożem i możliwością wzięcia gorącej kąpieli, mój pan powinien...
        - Za dużo gadasz, za mało płacisz. Nie obchodzi mnie historia twojego życia - przerwał mu w końcu poirytowany całym tym wywodem karczmarz. Aż wampira przeszył dreszcz, gdy pochwycił spojrzenie tych surowych i stanowczych oczu, skrytych pod krzaczastymi brwiami, przez co wyglądało jakby miał je zamknięte.
        Aldaren jedynie przeprosił i położył na ladzie dwie srebrne monety, w zamian za które otrzymał kluczyk z narysowanym na drewnianej deseczce łbem "Chmielnego" jelenia.
        - Drugie drzwi na lewo - burknął wskazując jedynie palcem w górę, jakby miał do czynienia z debilem, by rozwiać wszelkie wątpliwości, że miał oczywiście na myśli pokój na piętrze.
        Aldaren z grzeczności podziękował i zaraz skierował się na górę do ich pokoju, przy którym już kręciła się jakaś panna, wietrząca towarzystwo jakiegoś szlachcica co najmniej, tej nocy. Wampir grzecznie ją spławił, choć już się zaczynała do niego przystawiać, ale powiedzenie, że jest zwykłym wiejskim chłopek i udawanie głupka skutecznie pozbawiło ją zainteresowania wampirem. Choć pachniała tak apetycznie... Zamknął się w pokoju i zostawił pod ścianą ich torby. Odetchnął dwa razy i wrócił do Mitry, którego udało mu się bez trudu wypatrzeć w minimalnie zatłoczonej karczmie. Więcej ludzi będzie tu najpewniej wieczorem, więc póki co mogli się cieszyć względnym spokojem. Przekazał mu klucz do ich pokoju, obecnie zamkniętego na zamek, i uśmiechnął się promiennie.
        - Jakieś życzenia, mój panie? - zapytał żartobliwie. - Możesz mnie znienawidzić, ale przegoniłem kasztanowłosą, długonogą pannicę spod naszego pokoju, która liczyła na noc z przejezdnym, zamaskowanym szlachcicem - dodał w ramach rozbawienia Mitry i poinformowania go jednocześnie, że miało miejsce coś takiego.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        - Wtedy niby się jedno z drugim wyzeruje… Ale radzę ci, dobrze to przemyśl - odparł Mitra, mrużąc przy tym oczy w niemej groźbie. Oj bardzo by nie chciał zostać wrzucony tak do wody, zwłaszcza takiej zimnej. Wiedział, że byłoby to w żartach i że nie jest to nic złego, ale no… Teraz było mu za zimno, by myśleć o takich wygłupach w pozytywnych kategoriach. I też gdzieś podświadomie obawiał się, że wtedy stałby się za bardzo… widoczny. Mokre ubranie przyklejone do ciała i jeszcze ta świadomość, że pewnie musiałby się po wszystkim rozebrać - to go nie bawiło. Nie, zdecydowanie lepiej o tym nie myśleć i nie kontynuować tego żartu. Bez tego ten wieczór wyszedł tak przyjemnie…

        Poranne przekomarzanki były kontynuacją dobrego nastroju z poprzedniego dnia. Mitra oczywiście tylko udawał oburzenie, a ponowny atak na swoje włosy przyjął z prychnięciem oburzenia i unikiem. Nie uciekał jednak jakoś specjalnie przed Aldarenem i jeśli ten spróbował drugi raz, dał się jednak potarmosić. Cóż, choć się oburzał o psucie mu fryzury, lubił ten specyficzny rodzaj czułości - głaskanie i bycie głaskanym po włosach bardzo mu się podobało.
        - No! - oświadczył, unosząc dłoń z palcem wyciągniętym w niemej groźbie. - Mój. I ty też o tym nie zapominaj.
        I na koniec błogosławiony się uśmiechnął, już nie unikając żadnych ataków ze strony wampira.

        Na wzmiankę o słudze Aresterrów Mitra wyraźnie się spiął, jakby usłyszał coś, co przykuło jego uwagę, ale nie do końca to rozumiał. Fakt, chwilę mu zajęło skojarzenie faktów, bo z jakiegoś powodu myślał czy nie ma jakiś arystokratów o tym nazwisku, no bo przecież Sarazil mógłby być jakimś bardzo ubogim kuzynem, z którym nikt nie chce utrzymywać kontaktów… Ale po chwili dotarło do niego, że to był zwykły przytyk. Lekko się skrzywił, ale pod maską nie było tego widać.
        - Pewno, że bym wolał - obruszył się, po czym westchnął dramatycznie. - Ale wiem, że to by nie miało takiego efektu. No niech będzie, ten jeden raz przeżyję.
        Uśmiechał się w skrytości, gdy Aldaren z taką ekscytacją mówił o swoich umiejętnościach aktorskich. Widać było jak na dłoni, że ten numer sprawił mu wiele radości, a błogosławiony dawno nie widział go aż tak radosnego. Przez moment musiał walczyć by nie okazać mu w tej chwili czułości - tak bardzo chciałby dać mu buziaka albo chociaż pogłaskać po twarzy, włosach. Niech to, chociażby powiedzieć mu, że jest piękny gdy się tak uśmiecha! Ale wokół było zbyt wiele osób, a on nie chciał przykuwać do nich niepotrzebnie uwagi.
        - Masz rację - zgodził się z nim, nie znajdując ostatecznie żadnego sposobu na okazanie mu czułości. - Aż dziw, że grasz na skrzypcach a nie jesteś aktorem. Nie myślałeś o poszerzeniu repertuaru swoich występów? - podsunął.
        Takie lekkie rozmowy były na tyle przyjemne, że Mitrze szybko przestało przeszkadzać to, że nie mógł zachowywać się w pełni swobodnie. Zmartwił się troszkę, gdy jego ukochany z taką zawiedzioną miną wyznał, że jego plan na przekupstwo zawiódł.
        - Nie wyszło, bo nie było po czym mnie udobruchać - zauważył cwaniackim tonem. Fakt, nie był zły, ale skrzypek i tak to chyba wiedział. A nawet jeśli nadal liczył na możliwość przekupstwa, Mitra mu to umożliwił, choć nie taki był jego zamiar. Oj, gdyby wiedział, że Aldaren miał jeszcze trochę takich owoców na zapas… Chyba byłyby one dla błogosławionego równie kuszące jak butelka krwi dla jego partnera.
        Mitrze również zatrzęsły się ze śmiechu ramiona po pytaniu o hipnozę, ale nie przez to, że śmiał się z własnego żartu - jego bawiło rozbawienie Ala, takie szczere i ujmujące.
        - Ja tylko nie przeszkadzałem, nie odezwałem się przecież słowem - przypomniał, gdy został mu zarzucony współudział w przestępstwie. Faktem było, że w Maurii coś takiego byłoby tożsame, bo przecież jednym zdaniem mógłby przerwać wygłupy wampira. Ale no właśnie: to były tylko niegroźne wygłupy, nikomu się krzywda od tego nie stała, więc niech wszyscy stróże prawa zajmą się prawdziwymi przestępcami, a nie nimi.
        Nekromanta podskoczył, gdy został dźgnięty w bok. Całe szczęście w dłoni dzierżył już pusty patyk po słodkim szaszłyku, bo ostatni kęs wziął przed chwilą do ust. Kaszlnął, bo prawie się nim zakrztusił.
        - To był zamach! - zarzucił skrzypkowi, mówiąc z pełnymi ustami. Przełknął. - Masz szczęście, że jestem na tyle łaskawy, by nie dźgnąć cię w rewanżu tym patykiem.
        I po zademonstrowaniu potencjalnej broni, Mitra rzucił ją niedbale na mijany trawnik. Przecież to tylko patyczek, można powiedzieć, że zwrócił go tam, gdzie jego miejsce. Choć być może pedantycznemu wampirowi się takie podejście nie spodoba.

        Po wejściu do karczmy Mitra mocno zainteresował się wnętrzem i gośćmi, którzy w niej przebywali. Trudno w to uwierzyć, ale była to dla niego dość nowa sytuacja, bo on po lokalach nie chodził i tak naprawdę pomijając specyficzną wizytę w Trupiej Główce ostatni raz był w jakimkolwiek lokalu z dwadzieścia lat temu. Nie spodziewał się, że zastanie tu jakieś cuda, ale wolał się dobrze rozeznać w sytuacji nim wszedł głębiej. Z pewną ulgą odnotował, że goście nie zwrócili na niego i Aldarena prawie w ogóle uwagi.
        Słowa skrzypka sprawiły, że Mitra skupił w końcu na nim swoje myśli. Z wdzięcznością przyjął jego dyskretną czułość - czyżby wiedział, że się denerwuje i chciał go w ten sposób uspokoić? Jeśli tak, udało się, bo Mitra przez moment był gotów zaprotestować przed zostawieniem go samego w tej sali. Co mogło być jednak trudnego w znalezieniu wolnego stolika i posiedzeniu tam chwilę? Poradzi sobie, jest przecież dorosły.
        I z tą myślą Mitra poszedł zająć jakieś miejsce. To, które wybrał, znajdowało się daleko od całej reszty gości, w trochę ciemniejszej części karczmy i blisko ściany, by nie musieć później pilnować chociaż tego jednego kierunku. Nekromanta usiadł tam i w sumie na tym skończyły się jego pomysły. Patrzył za swoim ukochanym, który po krótkiej rozmowie z karczmarzem poszedł na górę. Widział go tylko chwilę, nim ten zniknął na piętrze - wtedy został sam i zaczął szukać sobie innego obiektu do przyglądania mu się. Wtedy spostrzegł, że jednak nie był tak anonimowy, jak by tego chciał. Dwie kelnerki rozmawiały między sobą, patrząc na niego. Pewnie nawet nie wiedziały, że on się zorientował, bo przez maskę trudno było czasami dostrzec, gdzie miał wzrok… O czymkolwiek rozmawiały, wkrótce jedna z nich podeszła do niego. Z uśmiechem, który jemu wydawał się wymuszony, zapytała czy coś mu podać.
        - Dwa kieliszki koniaku - odparł Mitra po chwili zastanowienia.
        - To wszystko? - upewniła się kelnerka. - Może coś do jedzenia do tego?
        - ...Nie - odparł nekromanta po wyraźnej chwili wahania. Zjadł przed chwilą owoce i nie był specjalnie głodny, żołądek miał za to ściśnięty z nerwów. No, może nie było tak źle, ale nie czuł się dość komfortowo, by jeść. Całe szczęście jeden z powodów jego dyskomfortu wkrótce poszedł za bar, a drugi rozwiązał się, gdy z piętra zszedł Aldaren. Mitra uśmiechnął się pod maską, gdy tylko go spostrzegł.
        - Jak pokój? - zagaił, zgarniając podany mu klucz do kieszeni. Nie wiedział, czemu został mu on powierzony, ale nie wnikał. Może skrzypek zrobił tak bez namysłu.
        - Zamówiłem nam drinki - oświadczył, zamiast wyrazić jakieś życzenie. - Czekaj, czy ty znowu wcisnąłeś bajeczkę, że jestem baronem? - zapytał szeptem.
        Mitra spojrzał na Aldarena z wyraźnym sceptycyzmem, słuchając o spławionej dziewczynie. Zbyt wyraźnym - znaczy, że udawanym, więc pewnie uznał to za zwykły żart i nie spodziewał się, że naprawdę jakaś dziewczyna mogłaby chcieć wskoczyć do łóżka przypadkowemu mężczyźnie. Jeszcze ten opis - kasztanowłosa, długonoga, brakowało tylko wzmianki o dużym biuście. To na pewno był żart.
        - Bardzo słusznie, nie była w moim typie - odparł. - Mam bardziej wysublimowany gust i wolę czarnulki, a nie jakieś wiejskie kasztanki. A może ona tam polazła za tobą? - rzucił nagle podejrzliwie. - Naprawdę nie mogę cię zostawić ani na chwilę samego, by baby się za tobą nie uganiały - oświadczył, dramatycznie wzdychając. Zdjął z brody kawałek swojej maski, choć jeszcze nie widział, by niesiono im zamówione drinki.
        - Nie wolałbyś się położyć? - zapytał po chwili z troską. - Trochę się dzisiaj wymęczyłeś, a w ten skwar nie ma i tak gdzie i po co wychodzić. Zawsze można poprosić, by przynieśli nam alkohol do pokoju, prawda?

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Fakt, nie przemyślałem - mruknął w odpowiedzi, zasępiając się z zamyśleniem. Lecz gdy zaraz ponownie zerknął na blondyna, w jego oku pojawiła się podstępna iskierka, a łobuzerki uśmieszek tylko dopełniał efektu. - Sam musiałbym się zmoczyć, żeby cię wrzucić. O ile sam cały nie wpadłbym do wody, przez to jak byś wierzgał. Lepiące się do ciała ubrania, a już szczególnie ich zdejmowanie to istna udręka. - Wyszczerzył się, lekko drżąc z rozbawienia. - Wychodzi na to, że muszę wymyślić coś innego - zdecydował z pełnym przekonaniem, które nie zostawiało wątpliwości, że prędzej czy później wampir rzeczywiście zacznie rozważać realizację jakiegoś innego figla do spłatania swojemu ukochanemu nekromancie podczas tej podróży.

        Ranem, już jakiś czas po przebudzeniu się ich obojga, gdy naszła obu chęć na wspólne przekomarzanki, Aldaren jedynie zasymulował ponowny atak na ułożoną przed chwilą fryzurę swojego partnera. Zamiast tego dał mu buziaka w głowę. Był rozanielony i niezmiernie usatysfakcjonowany tym, że Mitra dał się nabrać, że nie do końca przewidział co zamierza zrobić skrzypek. To było naprawdę urocze i zabawne. Wampir zamierzał nawet w przyszłości dopuszczać się podobnych udawanych "ataków", ale nie za często, bo jeszcze Mitra nabawiłby się jakiejś paranoi albo tiku nerwowego.
        - Życie jest mi stanowczo zbyt miłe, bym odważył się o tym zapomnieć - oświadczył stanowczo z uśmiechem, choć można by mieć co do tego pewne wątpliwości, biorąc pod uwagę, że Aldaren nie przykładał zbytniej uwagi do tego by należycie szanować swoje życie.
        Od początku ich znajomości już co najmniej trzy razy wcisnął nekromancie niebezpieczną dla wampira broń w dłonie i nakazał zakończyć nędzny żywot krwiopijcy, kilkakrotnie brał udział w bójkach, albo nadwyrężał swoje siły choćby się głodząc. Nie wspominając już epizodu, gdy rzeczywiście niewiele brakowało by jedną nogą znalazł się po tamtej strony, gdy został zaatakowany przez Zabora i zadecydował, by nie informować o tym Mitry, uznając, że sam sobie z tym poradzi, jak tylko chwilę odpocznie. Poza tym wspominał niebianinowi, że w przeszłości zdarzało mu się podejmować prób samobójczych i stanowczo zbyt często, mówiąc ogółem, o tym myślał.
        W prawdzie obecnie było dobrze, obaj byli szczęśliwi i cieszyli się podróżą, ale wystarczyłoby by coś poszło nie po myśli wampira albo nieumyślnie pokłóciłby się z Mitrą, by zaczął myśleć o tym jak umrzeć.

        Uśmiechnął się promiennie, gdy Mitra wyraził swoją opinię na temat tego czyim sługą Aldaren powinien być następnym razem, gdy takowego będzie udawał i nawet przyłożył dłoń do serca w niemej obietnicy, że tak właśnie będzie. Przez moment pomyślał o Fauście, któremu swego czasu skrzypek był wierny jak pies i zaczął się zastanawiać nad taką służbą dla Mitry, ale zaraz pokręcił głową i skarcił się w myślach. Nie musiał być "sługą" by wiele znaczyć dla osoby, która była dla niego w życiu najważniejsza, dla której zrobiłby wszystko byleby była szczęśliwa. Niebianinowi wiele przecież pomógł i to bez iście żołnierskiej służby.
        Ale by dostał po głowie, gdyby tylko Mitra się dowiedział o tym co wampir myślał. Aż się na moment głupio poczuł. Było przecież dobrze tak jak było, a podczas tej wyprawy nawet lepiej niż dobrze. Tylko idiota próbowałby cokolwiek zmienić. A Aldaren w prawdzie idiotą i martwym dupkiem był, fakt, ale nie chciał nim być.
        - Co do wszystkiego, to do niczego - odparł na propozycję partnera o poszerzeniu swoich twórczych talentów również o aktorstwo. - Może mam jeszcze do tego śpiewać i żonglować nogami, stojąc na jednej ręce? - zakpił z pobłażliwym uśmiechem, by Mitra nie pomyślał, że miałby to być jakaś obelga. - Poza tym z aktorstwem jest ten problem, że w pewnym momencie można zatracić swoje prawdziwe "ja", podchodziłoby to co prawda pod nieumyślne oszustwo, ale nawet przez przypadek wolałbym cię nigdy nie oszukać - powiedział zaraz z większą powagę, ale nie taką, która obowiązywała podczas pogrzebu, czy prawienia kazania rozwydrzonemu urwisowi. Bardziej byłaby to powaga filozoficzna, bo gdy Aldaren mówił, nie krył swojego głębokiego zamyślenia.
        Humor na nowo mu wrócił po ostrożnym oskarżeniu Mitry na temat użytej hipnozy, gdy i nekromanta zaczął się śmiać. Niby od ostatniego czasu dość częsty widok (ograniczony obecnie przez maskę), ale nadal według wampira stanowczo zbyt rzadki. Może to dlatego właśnie był tak bezcenny? Mitra definitywnie powinien się częściej uśmiechać. A najlepiej już nigdy nie przestawać.
        - Ale byłeś ze mną, znasz mnie, kochasz, nie możesz beze mnie dwóch minut wytrzymać... Przestępczy wspólnik jak się patrzy - podsumował puszczając błogosławionemu zadziornie oczko. Wyglądał jakby miał zaraz eksplodować od kontrolowania swojego rozbawienia.
        No i w końcu nie wytrzymał. Parsknął jak głupi i wyszczerzył swoje kły, nie będąc w stanie już dłużej się powstrzymywać od śmiechu pełną gębą. To nagłe oskarżenie Mitry rozłożyło go całkiem na łopatki. Gdzieś zdało się usłyszeć stłumiony pisk przerażenia, a mijający ich z naprzeciwka mieszkańcy lub przechodzący obok, stanowczo zwiększyli swój dystans i nieco bardziej przyspieszyli. Aldaren nawet tego nie zauważył, był zbyt zajęty skupianiem się, by nie zostać demonstracyjnie dźgniętym przez Mitrę.
        - Ej, ej, uważaj, bo mógłbyś mnie tym zabić - ostrzegł, choć nadal był rozbawiony. Niby taki mały patyczek, a jednak niewątpliwie niebezpieczny zamiennik osinowego kołka. Odstawił nawet popis z kłami i syczeniem, jakoby naprawdę był wielkim złym wampirem i obawiał się takiego patyczka. Nie darował więc sobie odetchnięcia z ulgą, gdy Mitra postanowił już więcej nie katować partnera tą diabelską bronią i ją wyrzucił. Nie robił awantury o to, gdzie patyk został wyrzucony, w końcu i tak większość śmieci lądowała bezpośrednio na ulicy albo w rynsztoku.

        Po wejściu do karczmy i przedstawieniu swojego planu, od razu zbliżył się do szynkwasu ze wszystkimi ich torbami. Wynajął pokój dla nich na tę noc i po otrzymaniu klucza, zaraz się do niego skierował, by choć chwilę odpocząć od ich podróżnych tobołów i chodzenia obładowanym nimi jak jakiś juczny koń. Nie miał powodów by zwlekać przed powrotem do Mitry, po uprzednim zlokalizowaniu, gdzie wybrał dla nich miejsce.
        - Nie to co twoja sypialnia, ale ujdzie - podsumował krótko, na pytanie blondyna o wynajęty pokój. Nie przejmował się, że ktoś mógłby to usłyszeć i przekazać chociażby karczmarzowi. - Ale jest gdzie się przespać, łóżko wydawało się duże i względnie wygodne i... uwaga, to ci się najbardziej spodoba, będziesz mógł wziąć gorącą, długą kąpiel, tak jak lubisz - dodał z wesołym uśmiechem.
        - O, dziękuję ci... Ledwo południe minęło, a ty już mnie rozpijasz - zażartował i nabrał powietrza, by zapytać czy zamówił od razu sobie coś do jedzenia, ale Mitra go uprzedził ze swoim kolejnym oskarżeniem. Wampir wybałuszył na niego oczy, odchylił się na oparcie swojego krzesła i zrobił iście urażoną minę. - No wiesz ty co? Jak tak możesz? - I tyle było z jego oburzenia, bo zaraz powietrze z niego zeszło i bardziej była załamany, niż obrażony. - Karczmarz nie dał mi nawet dość do wymieniania wszystkich twoich tytułów - zaskomlał żałośnie, choć po krótkiej chwili znów był rozbawiony.
        Opowiedział Mitrze o sytuacji z tutejszymi kurtyzanami, niewątpliwie lepiej się prowadzącymi i bez porównania lepiej zadbanymi, niż te, które można spotkać w biedniejszych miastach, a już szczególnie od tych z Trytonii. Na komentarz Mitry parsknął jednak rozbrojony z lekkim załamaniem.
        - Jaki okrutny - mruknął, gdy zdołał już się pozbierać mentalnie po słowach nekromanty. - Powiedz mi proszę, czemu to zabrzmiało jakbyś mówił o koniach, a nie kobietach? - zapytał, choć po chwili nie miało to większego znaczenia, bo otóż Mitra oskarżał go właśnie o niewierność, wytykając wadę wampira, którą był jego urok osobisty. Chciał udawać skruszonego, ale jakoś ta sytuacja zasługiwała na inne przedstawienie. Skrzypek przeciągnął się na swoim krześle pełen dumy, miło połechtany tym oskarżeniem. - Co ja poradzę na to, że jestem po prostu boski? - odparł "skromnie" i przestał się wygłupiać, gdy wychwycił kątem oka, że nekromanta zdejmuje dolną część swojej maski.
        Zaciekawiony odwrócił się, by odnaleźć ich nadchodzące drinki, ale tych jeszcze nie niesiono. Spojrzał zaintrygowany na Mitrę, gdy zadał swoje pytanie. Podparł policzek na lekko zaciśniętej pięści i słuchał argumentów błogosławionego uśmiechając się z delikatną arogancją. Ani trochę nie był przekonany tłumaczeniem ukochanego, a przy tym wietrzył podstęp.
        - A zamówiłeś sobie coś do jedzenia? - zapytał niby niewinnie i od czapy, bo nie chciał wprost wyprowadzać wniosków czy nekromanta czasem nie chce w ten sposób uniknąć zjedzenia tu czegoś.
        Ostatecznie jednak i to nawet wcale nie po dłuższym czasie, przystał na propozycję niebianina i po pewnym czasie poszedł z nim do ich pokoju. Domyślił się, że mogłoby wcale nie chodzić o wampira, a o to, że to błogosławiony był wymęczony psychicznie na ten moment, choćby tym spacerem ulicami miasta, na które wychodziło coraz więcej ludzi. I choć tak to sobie tłumaczył, to jednak po wejściu do pokoju to Aldaren pierwszy walnął się na łóżku twarzą do materacu z udręczonym sapnięciem. Wcześniej jak tu był zakrył zasłoną okno, przez które wpadało do środka najwięcej promieni słońca.
        - Jak mięciutko... - zamruczał zagłuszony przez materac, wyglądał jakby rozpływał się z rozkoszy niczym masło na rozgrzanej patelni. Bezwładnie zwisały z posłania jego dłonie. Było mu tak dobrze, że nawet palcem nie był teraz w stanie poruszyć. Jeśli Mitra będzie chciał by wampir coś zrobił albo by chociaż mu zrobił miejsce, to miał ogromny problem, bo ani o włos Aldaren nie zamierzał się ruszyć. Nekromanta będzie musiał go do tego zmusić siłą.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Fortel Aldarena był niesprawiedliwy - najpierw zasymulował atak, a później użył sztuczki, która zawsze zmiękczała Mitrę: całowanie w czoło. Niewiele brakowało, a błogosławiony ustąpiłby w przekomarzankach, ale całe szczęście wygrał charakterek.
        - No, masz szczęście.

        - O, to by na pewno robiło wrażenie na przyjęciach.
        Mitra jakby nie załapał kpiny, którą posłużył się Aldaren, gdy mowa była o aktorstwie i jakby żywo się zainteresował pomysłem żonglowania nogami. Miał przy tym zastrzec, że skrzypek przecież ładnie śpiewa, bo słyszał jego kołysanki, ale nie miał dość śmiałości, by prawić takie komplementy przy ludziach. Lekko tylko rozmarzył się na tamto wspomnienie, a w tym czasie jego ukochanego poniosło w stronę filozoficznych rozważań o utracie własnego “ja” przez aktorów.
        - O jakie to piękne - westchnął z czułością. - Ale fakt, wybij sobie z głowy aktorstwo. Nie chciałbym, byś nawet przypadkiem miał przestać być taki, jaki jesteś teraz.
        W głosie nekromanty czaiło się ostrzeżenie, ale wiadomo, niezbyt poważne, tak jak cała ich rozmowa. Jak również poruszona kwestia hipnozy i współudziału Mitry w zaczarowaniu i oszukiwaniu strażników.
        - O wypraszam sobie! - obruszył się, aż wspierając się pod boki, gdy Aldaren przedstawił swoje argumenty obciążające nekromantę. - Wytrzymam trzy! - dodał zaraz.
        I nie wiadomo czy to tymi słowami czy kolejnymi sprawił, że skrzypek wybuchnął szczerym, niekontrolowanym śmiechem. Było to po równi piękne, co przerażające, zwłaszcza dla przechodniów, z których część wyraźnie zaczęła parze wędrowców schodzić z drogi. Mitra nie powstrzymał się przed czujnym omieceniem wzrokiem okolicy - tak by upewnić się, że nikt nie ostrzy osinowego kołka, który byłby groźniejszy niż ten patyczek po owocach.

        Gdy już usiedli nareszcie w karczmie, Mitra zdołał się uspokoić na tyle, by powróciła jego dawna czujność, ale nie opryskliwość. Ot, po prostu zaczął znowu myśleć bardziej przyziemnie i taką też rozmowę prowadził, po prostu pytając o pokój. Spodobała mu się relacja Aldarena, a na wzmiankę o możliwości kąpieli zareagował nawet entuzjastycznie.
        - Nareszcie! - westchnął dramatycznie, wykonując subtelny gest zwycięstwa. Zaraz jednak darował sobie to pajacowanie. Fakt, cieszył się na myśl o porządnej kąpieli w gorącej wodzie, ale chyba przesadził. - Wymoczę się aż woda prędzej zamarznie nim wyjdę z wanny - oświadczył tylko, choć mało prawdopodobne, by spełnił tę groźbę. Zdarzało mu się czasami coś takiego w domu, ale wtedy z reguły wiązało się to z radzeniem sobie ze stresem… Tu tego nie potrzebował. Nie mógł się stresować, skoro znowu Aldaren zaczął pajacować.
        - Niewychowany kmiotek z tego karczmarza - poparł go nekromanta, ale cicho, by rzeczony karczmarz nie usłyszał, bo jeszcze gotów będzie ich wyrzucić albo napluć do szklanek.
        Kolejna uwaga skrzypka - ta o dziwkach i koniach - zaskoczyła troszkę Mitrę. Aż mu się głupio zrobiło i spuścił wzrok.
        - No aż tak źle nie miało zabrzmieć - przyznał lekko zażenowany. Odzyskał humor, gdy tylko Aldaren nazwał siebie “boskim”. - I skromny - zawtórował mu. - Na pewno te dziewczyny lecą po równi na twój charakter i wygląd.
        Pytanie o posiłek było jak złapanie nekromanty z opuszczoną gardą - wyraźnie poczuł się, jakby został na czymś przyłapany.
        - Nie zamówiłem - przyznał szczerze, choć cicho. - Nie jestem teraz specjalnie głodny. Może później…
        Mitra zastosował unik z pójściem do pokoju i z ulgą przyjął to, że jego ukochany nie dyskutował za długo i nie namawiał go, by zostali na dole i jeszcze coś zjedli. Był zmęczony, potrzebował spokoju. Być może później będzie mu znacznie trudniej coś zjeść, bo wieczorem zejdą się goście i karczma będzie pękać w szwach, ale do tego czasu odzyska na pewno dość sił, by sobie z tym poradzić. Gdyby teraz zabawił na parterze dłużej, mógłby przekroczyć tę niewidzialną granicę, po której powrót do normalności zajmował mu całą dobę. Dlatego gdy tylko usłyszał zgodę ze strony ukochanego, od razu zareagował, nie dając mu szansy na przemyślenie tej decyzji. Gdy jednak wstał, do ich stolika akurat podeszła kelnerka z zamówionym przez niego koniakiem. Spojrzała na Mitrę pytająco i trochę nieprzychylnie - jakby spodziewała się, że gość się rozmyślił i nie zamierza zapłacić za zamówienie. Błogosławiony jednak nie zamierzał jej tak bezczelnie odprawiać. Kazał jej odstawić drinki i zapłacił jej, po czym zabrał szklanki, jedną z nich wręczył Aldarenowi i skierował swe kroki w stronę schodów na piętro - mogli wszak napić się na górze, w pokoju, bez świadków.
        Już na piętrze Mitra otaksował wzrokiem mijane prostytutki - podświadomie szukał tej, która zaczepiała wcześniej skrzypka. O dziwo do opisu pasowały dwie, ale żadna z nich teraz nie zwracała specjalnej uwagi na wampira. Na Mitrę zaś patrzyły raczej nieprzychylnie - pewnie gdyby błogosławiony miał jednak ochotę wziąć sobie którąś z nich na noc, usłyszałby taką cenę, która miałaby go do tego zniechęcić albo chociaż wynagrodzić dziewczynie pakowanie się w nie wiadomo co w zasadzie. Pewnie myślały, że mają do czynienia z dewiantem albo kimś wyjątkowo szpetnym. Ciekawe czy zmieniłyby zdanie wiedząc, że był tak naprawdę piękny i zupełnie niedoświadczony… Ale to czcze dywagacje - Mitra miał je w głębokim poważaniu, z wzajemnością.
        Już w pokoju błogosławiony zachowywał się dziwnie ostrożnie. Rozejrzał się po pokoju, jakby oczekiwał, że znajdzie tam coś dziwnego. Odstawił swoją szklankę na komodę, o którą oparte były torby jego i Aldarena, po czym - jakby w końcu upewnił się, że jest bezpiecznie - zaczął zdejmować z siebie swoją odzież ochronną. Zaczął od maski, która chwilę później wylądowała obok szklanki z koniakiem, a później powolnym ruchem zdjął z głowy kaptur. Nie zdążył jednak pozbyć się płaszcza, gdy jego wzrok przykuł skrzypek, dramatycznie rzucający się na łóżko. Mitra uśmiechnął się do siebie, widząc to. Zrezygnował z tego co robił i podszedł do swojego ukochanego. Przysiadł na brzegu posłania, zerkając na Aldarena, jakby liczył, że ten może obróci głowę tak, aby mogli na siebie spojrzeć, ale najwyraźniej był tak wykończony, że nawet palcem nie mógł ruszyć, nie wspominając o głowie.
        - Moje zmęczone biedactwo - szepnął z czułością nekromanta, głaszcząc go po głowie. Może wcześniej chciał się położyć, ale teraz nie miał serca, by kazać skrzypkowi się przesuwać: tak słodko leżał, więc niech leży i odpoczywa. Mitra i tak jeszcze musiał się ogarnąć, więc na razie nie zmuszał ukochanego do żadnej aktywności. Pocałował go w głowę i wstał z łóżka, by w końcu pozbyć się swojego ciężkiego płaszcza. Rzucił go niedbale na jakiś mebel, poprawił resztę ubrania i włosy. Zzuł buty, zahaczając piętę o palce i zostawił je leżące byle jak. Widać, że był przyzwyczajony do służby, która po nim sprzątała. Później zgarnął z komody swoją szklaneczkę z koniakiem i wrócił na miejsce na skraju materaca. Trącił Aldarena w bok, subtelnie dając mu do zrozumienia, by zrobił mu trochę miejsca, choć coś mu mówiło, że to takie proste nie będzie. Ale nie naciskał. Długo siedział przy skrzypku i tylko go głaskał bez słowa, przedłużając kolejne pociągnięcia i z dłonią schodząc aż na szyję i kark ukochanego. Ze dwa razy pociągnął łyk koniaku.
        - Ren... - wezwał go po dłuższym czasie. - Zrobisz mi trochę miejsca czy mam się na tobie położyć? - zapytał, choć aż bał się co jego ukochany wybierze.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Aldaren przewrócił tylko oczami i pokręcił lekko głową z uśmiechem na twarzy, nie mogąc uwierzyć w to, że Mitrze wydawał się to tak doskonały pomysł. Chciał się zrewanżować i jakoś odgryźć za to - wiadomo, nie tak by Mitrę rzeczywiście obrazić - ale zamiast tego wyraził swoją filozoficzną opinię na temat aktorów. I tu mógł tylko się uśmiechnąć z delikatnym tryumfem, gdy nekromanta przyznał mu rację. Aż korciło wampira by teraz poczochrać blondynowi włosy, nawet jeśli ukryte pod kapturem, ale sam krępował się z okazywaniem swoich uczuć niebianinowi tak po środku ulicy, po której tyle obcych ludzi szło. Opinią na swój temat się nie przejmował, ale wiedział, że Mitra raczej by ich nie zignorował, a przynajmniej byłoby to dla niego o wiele trudniejsze. Aldaren wolał oszczędzić ukochanemu jakichkolwiek przykrości. Mitra zasługiwał na jak najwięcej sielanki w swoim życiu, spokoju i szczęścia.
        - A jaki jestem teraz? - zapytał z lekkim zdziwieniem, wyraźnie nie do końca rozumiejąc o co chodziło błogosławionemu, choć to pytanie samo opuściło usta wampira machinalnie, jakby po wypowiedzi nekromanty tak należało się odezwać. Uśmiechnął się jednak zaraz ciepło do Mitry, jakby chciał w ten sposób wymazać echo wypowiedzianego przez siebie pytania.
        - Ja również wolałbym byś się nigdy nie zmieniał i pozostał po prostu moim Mitrą - powiedział czule.
        A niedługo po tym przeszli do kwestii popełnionego przez nich "przestępstwa", przy której obaj mieli wiele śmiechu, a Aldaren to już w szczególności. Był tak rozluźniony i beztroski, że nie zauważył jak przechodnie mijają ich szerokim łukiem, a Mitra czujnie wypatrywał jakiegoś zagrożenia, które mogłoby się na wampira rzucić w najmniej oczekiwanym momencie.

        Swojej postawy nie zmienił nawet, gdy znaleźli się już w karczmie. W takim miejscu wbrew pozorom łatwiej o cios wymierzony w swoją stronę, ale jednocześnie było też dużo bezpieczniejsze, niż zatłoczone ulice miasta. Zwłaszcza w środku dnia dla wampira. Aldaren nadal nie tracił dobrego humoru i choć nie pokazywał po sobie tego jak bardzo męczyło go słońce, gdy szli do karczmy, to jednak było po nim widać, że delikatnie odżył po wejściu do budynku.
        - Jak będziesz za długo siedział w wodzie, to zmarszczysz się jak suszona śliwka. Albo staruszek. Gdybyś jeszcze miał bardzo jasne włosy, to już w ogóle mógłbyś po takiej kąpieli robić za osiemdziesięciolatka - zakpił żartobliwie, a zaraz się zamyślił, jakby chciał sobie zwizualizować w wyobraźni pomarszczonego jak śliwka Mitrę. Aż się wzdrygnął na tę wizję i zaraz psotnie się uśmiechnął, szczerząc do niego swoje kły.
        Kiedy Mitra idealnie podsumował karczmarza, skrzypek zrobił minę szczeniaczka bezpodstawnie wywalonego na dwór i pokiwał żywo głową, kilka razy podciągając nosem, jakby naprawdę był przez to na skraju płaczliwej histerii i załamania nerwowego.
        Nie ukrywał tego, jak chwilę później zażenowanie Mitry go rozbawiło. A kiedy padło słowo "skromny" teatralnie zakrztusił się własnym śmiechem, jakby sam w to nie wierzył, choć doskonale wiedział, że akurat skromności to mu nie brakowało i to w wielu aspektach, niejednokrotnie dawał tego nawet dowody.
        - Mają problem - skwitował krótko i w sumie dość okrutnie, w odniesieniu do niewinnych kobiet, które przez buzujące hormony były najbardziej podatne na charakterystyczny dla wampirów magnetyzm. - Nie są w moim typie, bo nie uwierzysz, ale mam słabość do dużo młodszych od siebie, blond błogosławionych nekromantów o niebieskich oczach w kolorze polnych kwiatów - wyznał z rozmarzeniem patrząc na ukochanego. I choć ten miał twarz zakrytą maską, to Aldaren jej w ogóle nie zauważał, jakby wystarczył mu sam wyraz oczu nekromanty, do wizualizowania sobie wyglądu reszty jego twarzy.
        - Poza tym no niestety jestem już zajęty - dodał nagle, przepełniony pewnością siebie odchylił się całkiem na oparcie swojego krzesła i przeciągnął, lekko podnosząc dwie przednie nogi swojego siedziska. Zrezygnował z takich popisów, gdy mebel zatrzeszczał pod nim z ostrzegawczym sprzeciwem.
        Choć później porzucił temat tego, że Mitra nic porządnego nie zjadł, nie zamierzał tak łatwo mu odpuścić. Nawet jeśli miałby nad nim ślęczeć jak kat nad skazańcem, albo przywiązać go do krzesła i karmić na siłę jak upartego bobasa. Po dotarciu do pokoju można by nabrać pewności, że raczej szybko tej kwestii wykończony wampir nie podejmie, ale wbrew pozorom ten nadal miał to na uwadze, aczkolwiek obecnie niewiele po sobie pokazywał.
        Aldaren wybełkotał coś w materac posłania, który jednocześnie to zagłuszał, a po ruchu jego pleców można było się domyślić, że westchnął po swojej "wypowiedzi". Obrócił głowę na bok, ale nie powtórzył co mówił. Zamiast tego zamknął oczy i zaczął się coraz bardziej rozluźniać pod czułym dotykiem ukochanego. Wolał nie sprawiać Mitrze przykrości, mówiąc, że już tęskni za Maurią, a zwłaszcza jej niemalże wiecznie zachmurzonym niebem.
        Otworzył oczy i spojrzał czujnie na błogosławionego, gdy ten tylko wstał z łóżka. Lustrował Mitrę tak przez moment umęczonym spojrzeniem. Jak tylko blondyn do niego powrócił, znów zamknął oczy, rozkoszując się dotykiem partnera, przez który zaczął po jakimś czasie cicho mruczeć, wyraźnie sygnalizując jak błogo było mu w tej chwili. Lekko się wzdrygnął, gdy poczuł dłoń nekromanty na swojej szyi, a po chwili na karku. Spiął się nieznacznie, a już szczególnie gdy Mitra zadał swoje pytanie. Znów spojrzał na ukochanego, a w głowie skrzypka toczyła się zaciekła, krwawa bitwa. Jeśli nawet Mitra żartował, ciężko było nie podjąć tematu, z drugiej jednak strony nie tylko obiecał, że już skończy z takimi żartami, mając na uwadze to jak potrafią zranić niebianina, ale również czuł, że byłoby to zwyczajnie okrutne wobec partnera. Nie mógł mu tego zrobić, nie mógł w tak głupi sposób zniszczyć całej sielanki tych wakacji.
        - Już, wybacz - mruknął i przewrócił się na plecy, nie leżąc już na środku łóżka, a po chwili z ciężkim sapnięciem dźwignął się do pozycji siedzącej. Zdjął swoje skórzane rękawiczki i zgarnął dłonią włosy z oczu, by móc spojrzeć na partnera i się delikatnie do niego uśmiechnąć.
        - Dasz radę jutro z samego rana ruszać dalej, czy wolałbyś porządnie wypocząć i jutro jeszcze spędzić dzień w Nimerin? - zapytał, wstając z łóżka.
        Pogładził nekromantę po włosach i nieco odszedł w stronę drzwi, obok których na ścianie był zamocowany skromny wieszak. Wepchnął rękawiczki do kieszeni swojego płaszcza i zaraz go z siebie zdjął, wieszając tam. Nie omieszkał obok powiesić po chwili również okrycia błogosławionego. Podszedł jeszcze do ich tobołów i ze swojej torby wyciągnął zawinięte w kawałek papieru owoce w czekoladzie, po czym podał je niebianinowi.
        - Zjedz proszę chociaż to, a wieczorem zejdę zamówić ci coś do pokoju - zaproponował z troską, siadając w końcu obok niego. Niby rozumiał, że z emocji nekromanta mógłby nie być specjalnie głodny, ale mimo wszystko miał cały czas na uwadze to, że na śniadanie zjadł tylko kilka niewielkich, jałowych ryb.
        Otworzył usta, lecz zaraz je zamknął i zerknął nieznacznie w stronę zasłoniętych okien. Żałował, że w tak piękny dzień nekromanta musi siedzieć w ciemni, zamiast mieć możliwość nacieszyć się inną aurą i pogodą, niż ta przez cały rok praktycznie niezmienna w Maurii.
        - W Tartos będziesz mógł w końcu odpocząć tak jak będziesz tego chciał, nie musząc się nikim i niczym przejmować - zapewnił nagle skrzypek. Nie powiedział dosadnie, że będzie mógł siedzieć na słońcu tyle ile będzie tylko chciał. Aldaren był pewien, że choć Mitra dłuższy czas mieszkał w Maurii, to prawdopodobnie chciałby móc wylegiwać się na słońcu, chociaż przez chwilę. W prawdzie nie wierzył, by nekromanta zechciał leżeć w samej bieliźnie na słońcu, ale mimo wszystko.
        - Daj znać jak będziesz chciał się kąpać, wyjdę wtedy z pokoju, byś mógł się zrelaksować - powiedział zaraz, gdy jego spojrzenie padło na stojącą w kącie drewnianą balię, obok której stał niewielki piecyk do zagrzania wody. W niewielkiej odległości od balii stał stelaż umożliwiający rozłożenie zasłony tak by mieć choć odrobinę prywatności podczas kąpieli, choć mogło się to wydawać zbytecznym wymysłem skoro pokój można było uznać za raczej małżeński, biorąc pod uwagę wielkość pokoju, która nijak się jednak miała do wymogów arystokracji. No i było tu duże i wygodne łóżko, nawet jeśli zaoszczędzili na baldachimie, którego w ogóle nie było.
        - Co w ogóle myślisz o naszej podróży? Jak ci się podoba? - zapytał lekko skrępowany, jakby pierwszy raz nie wiedział co mówić. Nim zajdzie słońce mieli jeszcze kilka godzin, a wątpił, by nekromanta pozwolił mu z sobą wyjść choćby, na krótki spacer, gdy na zewnątrz Ogniste Oko Prasmoka świeciło jak głupie.
        Aldaren już dawno i to niejednokrotnie udowodnił, że nie jest osobą, która była by w stanie po prostu usiąść na kilka godzin i nic nie robić, przez to teraz na siłę starał się cokolwiek wymyślić, albo jakkolwiek, choćby rozmową na jakiś bezsensowny temat wypełnić ten czas. Chociaż... może gdyby siedział cicho wystarczająco długo, to Mitra w końcu by się znudził i postanowiłby samemu się na przykład przejść po mieście. Wtedy mógłby się nieco nacieszyć słońcem. Aldaren poważnie zastanowił się nad tym pomysłem, wydawał się nie mieć żadnych wad i powinno to raczej wypalić.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        - Teraz? - upewnił się. - Idealny.
        Szach mat! Aldaren pewnie nie spodziewał się odpowiedzi i stąd to jego przepraszające spojrzenie, ale Mitra znalazł w sobie na tyle śmiałości, aby powiedzieć mu komplement. Dumny z siebie nekromanta myślał, że na tym ta wymiana zdań się skończy, ale jednak skrzypek mu odpowiedział… I na to już on nie znalazł odpowiedzi innej niż pociągłe, czułe spojrzenie. Jak dobrze, że nosił maskę, bo bez niej wyglądałby pewnie jak głupek.
        - Masz to jak w banku - zapewnił cicho, lekko zawstydzony tymi czułymi słowami. Już chyba trochę za bardzo pozwalali sobie na takie czułostki jak na to, że byli na tłocznej ulicy… Ale niech to, było miło, czy to grzech? Chyba i tak niewielu przechodniów zwracało na nich uwagę.

        - Phi, osiemdziesięciolatka? - oburzył się teatralnie, gdy Aldaren już podczas rozmowy w karczmie wytknął mu, by się za długo nie moczył w wannie. - I kto to mówi? Ktoś, kto ma z sześć razy tyle? - wytknął mu jego wiek. I nic to, że to tylko metryka, a fizycznie wyglądał jakby był ze dwadzieścia razy młodszy i jeszcze przez wiele lat miało się to nie zmienić.
        - Widzę to spojrzenie - ostrzegł po chwili nekromanta, podnosząc wyprostowany w ostrzegawczym geście palec. - Nawet nie próbuj wyobrażać sobie mnie jako bezzębnego starca, jeszcze parę lat minie nim będę tak wyglądać. I zmarszczek na pewno nie będę miał - dodał, jakby się o to strasznie boczył, ale to były żarty, bo oczy mu się śmiały.
        Emocje zmieniały się podczas tej rozmowy jak w kalejdoskopie, co było o tyle przyjemne, co nietypowe dla Mitry. Parę miesięcy temu nie zdarzyłoby się, aby ten poważny nekromanta najpierw żartował, później zaraz zacząłby współczuć Aldarenowi, który nie miał okazji, aby opowiedzieć swojej historyjki karczmarzowi, a zaraz po tym popadł w zażenowanie. Skrzypek jednak potrafił sprawić, aby znowu odzyskał humor. Od tych komplementów prawie się rozpłynął z przyjemności i patrzył na ukochanego maślanym wzrokiem. Ciekawe czy wyobraźnia skrzypka podpowiedziała mu, że błogosławiony się rumieni, gdy tak na niego patrzy?
        - Aż sam sobie zazdroszczę, że taka dobra partia wybrała akurat mnie - oświadczył, wyciągając do Aldarena rękę. Nie dotknął go, ale rękaw na jego nadgarstku lekko się przesunął, odsłaniając wymownie bransoletkę z różą ze skrzydłami nietoperza.

        Dopiero w pokoju mogli zachowywać się swobodniej. Mitrze nie przeszkadzało to, że siedzieli w półmroku - czuł się trochę, jakby wrócili do Maurii, bo tam przez większość roku było ciemno, przywyknął. I nie brakowało mu tego, by wyjść na zewnątrz, pospacerować na słońcu albo wręcz - o zgrozo! - poopalać się. Nie, od tego ostatniego był daleki, z prostej i oczywistej przyczyny - za nic w świecie by się nie rozebrał w miejscu, gdzie ktokolwiek mógłby go z łatwością zobaczyć. Może gdy dotrą do Tartos… Może. Ale to dopiero za parę dni.
        Mitra widział jak jego ukochany reagował na pieszczoty i nawet na to, że te zostały na moment przerwane. Kojarzył się ze złaknionym pieszczot szczeniaczkiem - albo kotkiem, skoro mruczał - i aż trudno było się nie poddać temu, by jeszcze chwilę go nie głaskać. Mitra nie walczył ze sobą i jeszcze długo czule pieścił skrzypka, nim zasugerował, że również chciałby się położyć. Chciał, by to brzmiało jak żart, choć dopiero gdy się odezwał dotarło do niego, że to trochę zbyt śmiała sugestia. Żałował jej, ale nie mógł się cofnąć. Całe szczęście Aldaren był rozsądniejszy od niego i nie wybrał opcji, by nekromanta kładł się na nim a nie obok.
        - Dziękuję - powiedział Aresterra, gdy jego ukochany zajął miejsce na jednej połowie łóżka, a on mógł położyć się na drugiej. Z westchnieniem ulgi przewrócił się na posłanie, po czym chwilę się wiercił, aby zająć jak najwygodniejszą dla siebie pozycję. Wyglądał na bardzo zaangażowanego w tę czynność, ale mimo wszystko usłyszał pytanie Aldarena. Spojrzał na niego, odgarniając sobie włosy z oczu.
        - Jeśli nie zaśpię to możemy ruszać z samego rana - zapewnił. - Nie jestem jakiś strasznie zmęczony, bym potrzebował dodatkowego dnia, a i… no cóż, wolę więcej czasu spędzić na miejscu niż tutaj - przyznał szczerze. - Obiecałeś mi piękne widoki w Tartos, nie mogę się doczekać, aż będziemy mogli je razem podziwiać - oświadczył, uśmiechając się lekko. Nimerin nie kręciło go nawet w najmniejszym stopniu. No dobrze, skoro już tu był mógł się trochę przejść i coś ewentualnie zobaczyć, wyspać się w porządnym łóżku, ale zostawanie tu przez kolejny dzień niespecjalnie go interesowało.
        Gdy skrzypek wstał, Mitra obrócił się na bok i patrzył za nim w zadziwiająco podobny sposób, jak wcześniej wampir patrzył na niego. W jego błękitnych oczach nawet w tym półmroku widać było niemy wyrzut “Gdzie idziesz? Wracaj do mnie!”. Śledził go czujnym spojrzeniem, gdy odwieszał ubranie, trochę się skrzywił, gdy to samo zrobił z jego płaszczem (głupio, że po nim sprzątał), a później z zainteresowaniem podniósł głowę, gdy skrzypek zaczął grzebać w swojej torbie.
        - O! - zakrzyknął cicho, widząc, że Aldaren miał schowane jeszcze te owoce w czekoladzie. Podniósł się do pozycji siedzącej i skrzyżował nogi, wyciągając rękę po smakołyki. Spomiędzy szaszłyków wybrał ten, na który nadziane był brzoskwinie i z przyjemnością wgryzł się w owoce.
        - Dziękuję - odezwał się z przyjemnością i ulgą, mówiąc znowu z pełnymi ustami. Zjadł jeszcze jeden kęs, gdy Aldaren przedstawiał mu swój plan na posiłek dla niego. Pokręcił głową.
        - Jak odpocznę może dam radę zejść i zjeść normalnie, w sali - wyjaśnił. - Ale dziękuję, to miłe, że na to wpadłeś - zapewnił, patrząc na skrzypka z czułością. Słodki szaszłyk w jego ręce znikał w zastraszającym wręcz tempie - widać Mitrze takie słodkości smakowały bardziej niż pewnie on sam byłby skłonny przypuszczać.
        Uwaga o odpoczynku w Tartos sprawiła, że błogosławiony przerwał jedzenie i patrząc na skrzypka z konsternacją, oblizał wargi. Zrobiło mu się trochę przykro, że skrzypek myślał, że go ogranicza w tak negatywny sposób - będzie musiał go wyprowadzić z błędu.
        - Dobrze - mruknął, gdy skrzypek zasugerował, że wyjdzie, gdy Mitra będzie chciał się wykąpać. W sumie nie myślał do tej pory o tym jak rozwiązać tę kwestię, ale sugestia Aldarena wydawała się być jedyną sensowną. Mitra bardzo by się krępował, gdyby był schowany tylko za takim parawanem i chyba nie zdołałby się rozebrać do naga, a Aldaren też pewnie czułby się skrępowany, wiedząc o jego fobiach. Zaproponowane rozwiązanie było więc może niezbyt romantyczne, ale najlepsze w ich przypadku. Błogosławiony postanowił tylko, że postara się streszczać, by jego ukochany nie sterczał pod drzwiami za długo. I nie miało to nic wspólnego z tymi dziwkami, które pewnie obskoczyłyby go jak pszczoły słoik miodu.
        Na trzymanym przez Mitrę patyku został już tylko jeden kawałek brzoskwini w czekoladzie, ale błogosławiony wstrzymał się przed jego zjedzeniem. Przysunął się odrobinę do Aldarena, który zachowywał się jakby nagle poczuł się skrępowany tym przebywaniem sam na sam.
        - To najmilsza podróż w całym moim życiu - zapewnił go szeptem. - Aż sam siebie nie poznaję, nie myślałem, że cokolwiek może mnie tak cieszyć. Naprawdę nie wiesz jak bardzo się cieszę, że podróżujemy razem, to dla mnie cudowne doświadczenie. Może jest trochę męcząco, ale to nic, najważniejsze, że jestem tu z tobą. Bardzo ci dziękuję, to dla mnie naprawdę cudowne dni… Ale zaraz dam ci w ucho za ten tekst, że w Tartos będę mógł odpoczywać nie przejmując się nikim ani niczym. Chcę odpoczywać z tobą, chcę z tobą spędzić tę podróż. Zresztą sam również jestem zmęczony, jeśli trochę poleżę to dobrze mi zrobi - zapewnił.
        - Mam propozycję - podjął po chwili z entuzjazmem. - Teraz jest tak gorąco, że nie chce mi się nawet myśleć. Co ty na to, byśmy się teraz zdrzemnęli, a wieczorem wyjdziemy obejrzeć miasto? Będzie w końcu czym oddychać, a i tłum będzie mniejszy, będziemy mogli sobie spokojnie pospacerować. A później wrócimy tu i zjemy kolację na dole.
        Mitra wyglądał na szczerze zapalonego do tego pomysłu, aż mu oczy błyszczały na myśl, że będą mogli we dwoje pozwiedzać. Zdecydowanym ruchem zdjął zębami ostatni kawałek brzoskwini z patyka i przeżuł go, jakby w ten sposób podkreślał swoje pełne satysfakcji zdecydowanie.
        - Chodź do mnie - zarządził, gdy już przełknął. Nachylił się do Aldarena i nawet jeśli ten nie od razu pojął o co chodzi, czule objął jego policzek i pocałował go, z przyjemnością zamykając przy tym oczy. Gdy po chwili się odsunął, nie powstrzymał westchnienia ukontentowania.
        - Jak smakowało? - zapytał, jakby skrzypek złapał się w jego słodką pułapkę. Wiedział, że na pewno jego wargi miały smak brzoskwiń w czekoladzie i chciał, by Aldaren mógł tego spróbować, chociaż tak pośrednio.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 294
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Być może, ale jestem młody duchem i nie zapominaj o tym młokosie - odgryzł się z rozbawieniem i już chciał po ojcowsku pouczyć Mitrę, że ze starszymi się nie dyskutuje, tylko się ich słucha, ale zamiast tego zamyślił się na moment. No, a po tym Mitra zaczął mu grozić palcem. Co za facet...
        - No co? - zapytał z wyrzutem, a zaraz parsknął zasłaniając sobie odruchowo dłonią usta. Wyglądało to jakby się nagle zachłysnął łykiem upijanego właśnie napoju, ale nic wampir jeszcze nie pił. - Jestem pewien, że będziesz najprzystojniejszym staruszkiem jakiego tylko Prasmok mógł sobie wyśnić - odparł bez zająknięcia. Był tak pewny swoich słów, jakby co najmniej stwierdzał fakt, że woda jest mokra.
        Znów pokręcił głową, nie tracąc z twarzy uśmiechu, gdy Mitra wyznał jak bardzo cieszył się z tego, że był ze skrzypkiem w związku i mógł nazywać "swoim". Niby kątem oka widział poczynania nekromanty, to jak sprawił, by rękaw mu się nieco zsunął i ukazał światu misternie wykonaną bransoletkę z wytłoczoną blaszką, cały czas jednak rozkoszował się widokiem siedzącego przed nim błogosławionego. Sam zachodził niejednokrotnie w głowę, jak to się stało, że tak wspaniała osoba wybrała właśnie jego - rozwydrzonego paniczyka, który co chwila wpadał na jakieś absurdalne pomysły jak choćby to, by w ogóle przestać żywić się krwią, bo nie potrafił kontrolować swojego głodu. Krwiopijcę, który w całym swoim szaleństwie postanowił zamienić swój dom na szpital, przy czym naiwnie wierzył w to, że rzeczywiście byłby w stanie komukolwiek pomóc. A prawda była taka, że wystarczy, by pierwsza osoba z drobnym zadrapaniem, która tylko przestąpi próg jego "lecznicy" skończy jako kolacja i ostatecznie wyląduje na cmentarzu. Nie rozumiał co w nim takiego było, że Mitra mimo to postanowił pokochać właśnie jego. Nie był w stanie pojąć jakim cudem to właśnie jego spotkało takie szczęście, by móc obdarzyć miłością i cieszyć się uczuciem tego złotowłosego mężczyzny.
        - Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo - mruknął, patrząc na niego z bezgraniczną miłością w oczach, aż w końcu nie padła propozycja, by udać się do wynajętego pokoju i tam nieco odpocząć. W sumie nawet dobrze się złożyło, bo akurat w ich stronę zaczęła zmierzać kelnerka z zamówionymi przez Mitrę drinkami.

        Choć w pokoju wampir od razu oddał się lenistwu i może wyżebranym, ale jednak mimo wszystko pieszczotom ukochanego, i tak dopadły go czarne myśli i poczucie winy, że przez niego muszą siedzieć w zaciemnionym pokoju, zamiast cieszyć się urokami miasta, a przy tym również dobrą pogodą, której w Maurii raczej nie uświadczą, a przynajmniej nie zbyt często. Nie chciał jednak martwić ukochanego, nie chciał by ten stracił humor przez przygnębienie wampira i między innymi dlatego Aldaren nie był w stanie długo pozostać w miejscu po tym jak zrobił miejsce błogosławionemu. Podejrzewał, że wtedy Mitra by coś zauważył, skrzypek wolał nie ryzykować, a chęć rozebrania się z okrycia wierzchniego wydawała się być doskonałą wymówką.
        - Rozumiem - mruknął, gdy Mitra oświadczył, że wolałby nie tracić niepotrzebnie czasu, dzięki czemu dłużej mogliby cieszyć się wakacjami, będąc już na miejscu. Nie był w stanie powstrzymać pełnego radości uśmiechu, gdy nekromanta wypomniał złożoną przez wampira obietnicę, o niezwykłych widokach w Tartos. - Ja już jeden podziwiam, wystarczy, że na ciebie spojrzę. Nie jestem w stanie dość nacieszyć oczu tym wspaniałym widokiem, mógłbym go podziwiać po kres swoich dni - dodał z czułością, zapominając na moment o swoich wyrzutach sumienia, lecz i tak niedługo po tym wstał z posłania.
        Po płaszcz ukochanego sięgnął przy tym jakoś machinalnie, nie żeby mu to przeszkadzało, bo przecież słowem nie skomentował tego, że nekromanta wszędzie rozrzuca swoje rzeczy, no i nie rzucił się do układania jego butów, by stały równo i przyzwoicie. Wampir lubił porządek, jak każdy, ale absolutnie nie był pedantem. Po prostu wierzył w stare, mądre przysłowie: "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz", może czasami stosując się do niego nazbyt dosłownie - łóżko Mitry zawsze było przez nieumarłego idealnie posłane, bez nawet najmniejszej zmarszczki na swojej powierzchni. W obecnej jednak sytuacji nie do końca świadomy własnego działania, chciał jedynie zająć czymś swoje ręce. Co w sumie chwilę później przełożyło się na szperanie w jego torbie w poszukiwaniu odłożonych na później kilku słodkich przekąsek.
        - Nie myślałeś chyba, że zostawię, cię bez żadnego zapasu "na później", prawda? - upewnił się podstępnie i wręczył słodkości niebianinowi. Kiedy Mitra wziął sobie jedno, odłożył resztę na bok, by nekromanta w każdej chwili mógł sobie sięgnąć po kolejnego szaszłyka, jednocześnie tak by nic nie pobrudzić czekoladą i sokiem z owoców.
        - Te brzoskwinie chyba najbardziej ci smakują, co? - spytał czule, nie mogąc oderwać wzroku od tego z jaką radością i entuzjazmem błogosławiony pałaszował słodycze. Pewnie gdyby nie swoje łakomstwo, cały byłby umazany sokiem i czekoladą, a tak szkoda mu pewnie było tak marnotrawić choćby najmniejszą kropelkę słodkiego miąższu.
        W czasie, gdy blondyn był zajęty jedzeniem słodkiej przekąski, Aldaren postanowił zaprezentować mu swój plan i najlepsze rozwiązanie, by Mitra mógł zjeść coś bardziej treściwego, nie przejmując się przy tym masą obcych osób wokoło.
        - W porządku, w razie czego pamiętaj, że dla mnie nie byłoby problemem, by przynieść ci kolację tu na górę, byś mógł w spokoju napełnić żołądek nie ruszając się z pokoju - oświadczył z troską i szczerością. Nawet w tej chwili wystarczyłoby mu tylko jedno słowo nekromanty i już byłby w drodze do szynkwasu.
        W końcu wampir nie mając już nic więcej do roboty siadł na rogu łóżka, chyba się na moment zapominając ze swoimi czarnymi myślami, bo Mitra zaraz przerwał jedzenie i przysunął się do skrzypka. Aldaren spojrzał na niego i się jak zwykle lekko uśmiechnął, chcąc tym dać znać, że wszystko jest dobrze i nekromanta nie ma się czym przejmować.
        Odetchnął nieznacznie z ulgą, gdy słuchał zapewnień partnera, że ta wyprawa naprawdę mu się podobała. Parsknął, nie będąc w stanie powstrzymać rozbawienia, gdy w trakcie jego wypowiedzi znalazło się również miejsce dla groźby.
        - Dobrze, już nie będę tak mówił - zapewnił z odzyskaną na nowo pogodą ducha, pogładził przy tym nekromantę po głowie. - Nie wyobrażam sobie, że miałbym w tę podróż wyruszyć samemu. Jestem ci ogromnie wdzięczny, że mogę się cieszyć tymi wakacjami razem z tobą - powiedział, patrząc na niego z miłością. Zabrał po chwili rękę, by już tak go nie czochrać, bo jeszcze Mitra przez niego zacznie mieć zakola od tego. Poza tym nawet największy pieszczoch może umrzeć od nadmiaru pieszczot.
        - Hm? - mruknął, gdy blondyn się nagle odezwał z entuzjazmem. - To jest dobry pomysł, podoba mi się. Myślę, że możemy tak zrobić - zgodził się z uśmiechem na propozycję nekromanty. Nadal gdzieś tam w głębi umysłu krwiopijcy czaiła się myśl, że taki plan padł tylko przez to, że Aldaren nie zbyt o tej porze mógł gdziekolwiek wyjść i nie być po tym wykończonym fizycznie, ale nie dawał już dojść tym rozterkom do głosu. Ugryzł się też w język, by nie zaznaczyć, że to Mitra zje kolację. a nie on, lecz nie chciał się czepiać o takie rzeczy, zwłaszcza, że wiadomo było o co niebianinowi chodziło. Parsknął cicho, rozbawiony tym jak zamaszyście jego partner pochłonął ostatni ostały na patyczku owoc. Chyba naprawdę musiały mu bardzo smakować.
        Kiedy padło to nagłe polecenie ze strony Mitry, Aldaren spojrzał na niego i zamrugał, nie do końca rozumiejąc. Przecież cały czas przy nim siedział, to jak miał do niego przyjść? Przez zaskoczenie otworzył lekko usta, chcąc po prostu zapytać, o co Mitrze z tym chodziło, ale w ostatniej chwili pojął. Odwzajemnił niepewnie pocałunek, trzymając ręce przy sobie, uważnie obserwując ukochanego, ale jednocześnie się z powrotem rozluźnił.
        Gdy tylko Mitra się odsunął, Aldaren oblizał powoli swoje usta, nie odrywając spojrzenia od ukochanego, a w jego oczach czaił się tajemniczy błysk. Oprzytomniał jednak, gdy blondyn zadał pytanie. Wampir się roześmiał pojmując, że dał się niebianinowi podejść jak dziecko.
        - Jak brzoskwiniowy Mitra oblany czekoladą - odpowiedział rozbawiony i rozluźniony. Pochylił się lekko do ukochanego, niemal podobnie jak przed chwilą blondyn, ale jedynie przyłożył swoje czoło do jego, dając się pochłonąć tym pięknym oczom w kolorze bławatków. - To było podstępne zagranie - mruknął, nie odsuwając się od partnera, przymknął za to oczy. - Dziękuję ci mój najdroższy aniele.
        Cofnął się w końcu i pocałował go w czoło, po czym zdjął buty i całkiem wszedł na łóżko, by się położyć tak jak zostało zaplanowane przez Mitrę.
        - Nawet nie wiesz jak szczęśliwy jestem, że mogłem cię poznać, że mogę darzyć cię miłością i cieszyć się tym co do mnie czujesz - mruknął w poduszkę, zaraz poprawiając się tak, by móc na nekromantę spojrzeć. - Kocham cię Mitro - dodał, po czym ziewnął szeroko, nie mogą się powstrzymać. Wymamrotał niewyraźne przeprosiny za to i oddał się objęciom zmęczenia. Nawet gdyby promienie słońca miały mu wypalić ciało do nagiej kości, zrobi wszystko by to były najwspanialsze wakacje błogosławionego.
        Jak tylko Mitra położył się obok, Aldaren zaraz instynktownie go objął i przytulił śpiąc z błogim wyrazem twarzy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość