[marchia von Hodorów] W drodze do Koh-i-Noor


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Cz paź 16, 2014 12:56 am

- Wiedziałem, że coś takiego krasnoludy robią tam u siebie, gdzieś na Północy, gdzie wilcy wyją i paradują mamuty, a białe niedźwiedzie wyjadają resztki po ucztach wielmożów ze śmietników. Nie byłem natomiast świadom tego, iż takie dziwo zawita do Alaranii tak szybko! Powiedz, gdzie można nabyć tak potężną broń? Z czymś takim bylibyśmy nie do pobicia, przynajmniej w Therii i na Równinie Maurat. - odparł Medard.


***


Kątem oka spoglądał na nieudolne próby usidlenia wielbłąda przez driadę, lecz w końcu machnął na to ręką., gdyż zielonoskóra dosiadła się do Isobel. Biedny baktrian, ciekawe, czy ich nie zrzuci...

***


Wszystko układało się po myśli Karnsteinu. Von Hodorowie ani wychynęli ze swego zamczyska, by umknąć pod osłoną nocy, ani też nie próbowali jakichś rozpaczliwych prób kontruderzenia. Lada dzień ostatni bastion ciemiężców krasnoludzkich kolonii Północy legnie na gruzach syfu, który stworzył przez stulecia panowania. Z oddali widać było łuny płonących głazów ciskanych raz za razem z potężnych trebuszów oraz wystrzały wielkich krasnoludzkich dział. Huk jednego można było wyłapać przez czułe ucho z odległości około ósmej części smoka, a to dopiero początek. Nic nie przerywało drogi wojsku zdążającemu w sukurs oblężeniu...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pt paź 17, 2014 8:30 pm

- To zależy, czy mówisz o zwykłym pistolecie czy o podobnych temu - roześmiała się. - Te zwykłe, które tak długo się ładuje, jak pewnie dobrze wiesz, produkuje się łatwiutko, no, jak na broń palną. A ją produkuje się ciężko. Ale za to trzeba to przypłacić masą czasu, którą trzeba przeznaczyć na ładowanie. Zaś to cacuszko ... - pieszczotliwie pogłaskała podwójną lufę - zajęło mi i mojemu ojcu maaasę czasu, ale ładowanie jest przyjemnością i jeszcze te dwie lufy ... Widzisz to?

Wskazała na małą metalową część nasadzie luf.

- Mój wynalazek - pochwaliła się. - Nazwałam to panewką zaworową. Dzięki temu mogę strzelić naraz z obu luf albo wpierw z jednej, potem z drugiej. Wytworzenie czegoś takiego zajęło mi miesiąc.

Uśmiechnęła się do Frigg. Medard może ma rację, biedny baktrian, ale on chyba wcale nie ugina się tak pod ciężarem driady. Mogłaby się założyć, że wszystkiemu winna jest raczej torba ... Obiecała sobie, że jak wrócą z tej wyprawy da mu cały worek tego, co wielbłądy lubią najbardziej. A co lubią najbardziej? Trzeba spytać się Medarda.


Nie mogła się już doczekać walk. Roziskrzonymi oczami wpatrywała się w wojsko a uszy z lubością łapały znajome dźwięki dział. Ach, działa! cóż za cudowny dźwięk dla wynalazcy, dźwięk ... dzieciństwa. I do tego gazy! Obiecała sobie w duchu, że pozna nieco bardziej tą fascynującą dziedzinę, alchemię. Dotąd tylko korzystała z tych niezwykłych substancji wytwarzanych przez alchemików (najchętniej krasnoludzkich), ale teraz zapragnęła umieć je stworzyć.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » N paź 19, 2014 8:30 pm

Baktrian okazał się niemiłosiernie niezwykle... niewygodny. Wierciła się strasznie nie mogą przybrać odpowiedniej pozycji, co sprawiło, że obie strony, zarówno jeździec jak i wielbłąd, były niezadowolone ze swojej współpracy.
Przyglądała się uważnie broni Isobel. Kompletnie nie pojmowała działania nowo poznanego śmiertelnego urządzenia. Czego to ludzie nie wymyślą... Dwie rurki z jakąś panewką zaworową, która zwiększała ich skuteczność. Wysunęła nawet na chwilę dłoń do przodu by dotknąć spustu zabawki, ale szybko ją wycofała gdy tylko zwierzę gwałtowniej się ruszyło. Trzymała się mocno ludzkiej dziewczyny w momentach wyczucia zagrożenia, jak szybszy krok baktriana.
Frigg powoli się niecierpliwiła. Byli już tak blisko a zarazem jeszcze tak daleko. Huk za hukiem roznosił się po okolicy. Przez zielone ciało przeszedł dziwny dreszcz, odruchowo skuliła się za plecami Isobel, jakby ktoś miał ją za chwilę zaatakować. Poza tym wyczulony słuch driady w takich momentach wydawał się utrapieniem. Miliony odgłosów, szturchnięć, brzęk zbroi, naciągane cięciwy czy spotkanie ostrzy mieczy... wszystko to na początku wydawało się wlać w jedną całość, jednakże przy większym skupieniu byłaby w stanie określić źródło położenia niemalże każdego z tych dźwięków.
Niebo wydawało się równie mroczne co sam klimat Karnstein. Szare chmury powoli pochłaniały okolice, a wśród nich przebijały się wysoko czarne kule dział. Niektóre obłoki przecinane był pojedynczymi strzałami, kończąc pewnie swój lot w ciele wojownika zatapiając się i sycąc krwią poległych.
Frigg wielokrotnie uczestniczyła w walkach, tych większych zaplanowanych jak i mniejszych przypadkowych, jednak nigdy nie było jej dane wziąć udziału w wojnie. Takiej prawdziwej, nie byle wojna domowa, lecz wielkie księstwo przeciwko politycznej postaci, która przestała mieć jakieś znaczenie.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » N paź 19, 2014 9:32 pm

***

Działa raz za razem wystrzeliwały w stronę zamczyska śmiertelną mieszankę substancji, których skład znały tylko same krasnoludy. Nie ustawały też jęki i zgrzyty drewna, z którego zbudowane były trebusze, wyrzucające nieprzerwanie lawinę skał, metalowych odłamków i tym podobnych rzeczy. Armia księtwa postanowiła, iż dopiero przed zmierzchem sprzęt będzie mógł "odpocząć". Co dziwniejsze, mieszkańcy zamku nie raczyli w ogóle wyjść, by uspokoić walczących i móc ocalić swój dom, wręcz przeciwnie - jakby czekali na zagładę bądź już pozostało ich tak niewielu, iż nie mieli nadziei na ratunek. Jednak stało się coś odmiennego: nagle wrota głównej bramy rozstąpiły się, na co strzały dział ucichły, a obsługa trebuszy powoli ustawała w swych działaniach. Z zamku wyszła niewielka grupka żołnierzy, wraz z Hodorem von Hodor na czele. Każdy z nich miał na sobie obstrzępione ubiory, liczne zadrapania, a i też wielu miało opatrzone rany (zdarzali się też tacy, który szli z ootwartymi ranami ramion, brzucha, czasami też głowy). Podeszli powoli i niepewnie do jegomościa, który zdawał się przypominać Medarda za młodu - nic dziwnego, wszak był jego synem, a Hodor wystąpił przed szereg i uklęknął.
- P... p... panie, przerwij oblężenie, a zamek będzie t... t... twój - jąkał się. - B... będziesz miał nas na swoje usługi! Przyrzekam! Tylko ocal nasz d... d... dobytek i nas! - dodał, a słychać było w jego głosie przemożny strach, a też brzmiało to wszystko, jakby "Wielki Pan na Włościach" miał się lada chwila rozpłakać na oczach wszystkich obecnych. Nie widział jednak tego nikt, bo głowę miał cały czas pochyloną.
Następca tronu Księstwa nie od razu przystał na propozycję wszetecznika, który chciał jakoś zakończyć tę wywołaną przez siebie wojnę i nasyłając dzikie centaury ze stepów theryjskich. Jednak czegóż się nie robi dla dobra Księstwa? Konstantin odparł:
- Zamilcz, psie! Ty i twoi ludzie zachowacie życie i dobytek. Nie jesteśmy złodziejami. Nie wykazując przy tym wiele skruchy, jeno własną rzyć chciałeś ratować. Koniec końców zachowałeś się jak człek honorowy, więc my, Książę, także honorem odpłacimy za twoje postępowanie. Zabierz swoje manatki i poszukaj swego miejsca w świecie, bowiem nie będziesz już władał tymi ziemiami. Znaj jednak naszą wyrozumiałość - pozwalamy ci zostać w Księstwie, ba, nawet na terenach, którymi dane ci było rządzić. Powinniście się przyzwyczaić do nowych władców tych ziem i starej naturiańskiej nazwy terenu, na którym stoi ten zamek, a raczej jego pozostałości - nie martwcie się, dawny blask posiadłości zostanie jej przywrócony. Hołd wasz przyjmujemy, możecie też pozostać tam, gdzie się wychowaliście. Czas zakończyć tę bzdurną wojnę i zacząć odbudowywać ten syf! Niedługo poznacie nowych zarządców tych ziem: zarówno Marchii jak i przylegającego do niej lasu - nieco zaniedbanego przez was i waszych przodków. Tyle mojego, żegnajcie do chwili, aż nowi właściciele tych ziem przybędą tutaj. - skończył wypowiedź i poszedł w swoją stronę. Wojna to nie przelewki.

***

Tymczasem w okolicach bitewny wrzask i huk wystrzałów ucichł. Wędrowcy pomału zmierzali we właściwym kierunku, oczekując przejęcia ziem we władanie. Wierzchowiec, na którym siedziała driada, nie ufał jej zbytnio - może zwierzęta wyczuwają aury osób, które przyszło im nieść.
Medard był zachwycony najnowszą bronią, którą skonstruowała Isobel. Ciekawe, czy takie cacko mogło być kiedyś w posiadaniu armii Księstwa? Czas pokaże.
- To oczywiste, że mówiłem o tym, co trzymasz w tej chwili w rękach. Tak!!! Broń wytwarzana w Karnsteinie przy tym cacku wygląda niczym ubogi kuzyn, niestety. Mogłabyś wybadać, czy produkcja czegoś takiego byłaby możliwa na tych terenach? Zapewnimy Ci odpowiednie wsparcie.

- Mhm. Zaskakujesz mnie z każdą chwilą. W dodatku jestem coraz bardziej skłonny do zapewnienia Księstwu takiej broni. Myślę, że nowe ziemie przydadzą się w tym celu.

Wędrowcy zbliżali się do końca podróży. W oddali majaczył zdobyty już zamek von Hodorów. Zewsząd dało się wyczuć nastrój zwycięstwa i upragniony koniec wojny wywołanej przez niedawnego jeszcze włodarza tych ziem.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Pn paź 20, 2014 9:11 pm

Dobrze, że pistolety, mimo, iż naładowane, nie mogły zostać odpalone za pomocą samego dotknięcia spustu. Inaczej dziewczyna szybo by odepchnęła rękę Frigg w obawie, że w niedoświadczonych dłoniach broń może przypadkiem kogoś zranić. Słyszała, że zdarzały się takie wypadki i wolałaby, aby nic takiego nie spotkało jej nowych towarzyszy. Ale póki nie odciągnęła kurka wszystko było w porządku. Raczej. Chyba.

Mimo to dobrze, że baktrian akurat się ruszył we właściwym momencie. Oglądanie jej pistoletu podczas jazdy na baktrianie, w dodatku zdążając na wojnę jest akurat średnio dobrym pomysłem. Co innego podczas postoju, najlepiej w specjalnie przygotowanym miejscu. Wtedy to nawet nalegałaby, żeby driada choć raz strzeliła. Ale dla dobra ich wszystkich lepiej schować pistolet tu i teraz.
- Później go zobaczysz z bliska - obiecała driadzie.

- Być może produkcja mogłaby być możliwa, ale na małą skalę. W coś takiego mógłbyś uzbroić raptem mały, elitarny oddział, a i tak musiałbyś mi dać ze dwa, może trzy lata bym mogła oddać ci do użytku pierwsze pistolety. Ale wtedy produkcja mogłaby już iść prędzej, choć dalej w bardzo ograniczonej liczbie. Oczywiście przede wszystkim potrzebne byłyby jakieś ułatwienia w produkcji, bo ja wiem, coś, co pozwalałoby produkować wiele identycznych rzeczy w miarę małym odstępie czasu. Jakaś maszyna. Tylko, że zbudowanie czegoś takiego też trochę potrwa, ale puść to w ruch, a pistolety otrzymasz migiem.

- Ziemie się przydadzą, czemu nie. Ale do tego przedsięwzięcia potrzebuję ludzi. I to nie byle jakich; wykwalifikowanych. Dobrze, że krasnoludów jest tu pod dostatkiem - zaśmiała się. - Będzie od czego zacząć.

Isobel niecierpliwiła się niemal tak bardzo jak driada. Bała się, to oczywiste; nigdy nie brała udziału w bitwie. Dreszcze przechodziły jej po ramionach, a żołądek ścisnął w supeł. Mimo to jednak nie mogła doczekać się walki, serce tłukło się zawzięcie w piersi. Nie była pewna, czy pragnie samej walki jako takiej, czy już jej zakończenia.

Powoli zdążali do miejsca przeznaczenia. Gdyby tylko wiedziała, że tam sprawy już zdążono załatwić drogą pokojową ...
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Wt paź 21, 2014 5:13 pm

Byli coraz bliżej i bliżej...ale czas, w którym brnęli przez drogą zdawał się wydłużać i wydłużać...
Miała wystarczająco dużo czasu by wkręcić się w tłok własnych myśli. Nie była przekonana do własnych moralnych wartości. Po drodze spoglądała na mroczne elfy wilczym wzrokiem, który wymordował by każdego z nich. Nawet i te odmienne, leśne i nie tylko, poszłyby pod szubienice pod jej zieloną powieką. Pałała do nich wyjątkową nienawiścią, ale o dziwo ginące elfy z przeciwnego wojska nie wzbudził w niej ani satysfakcji, ani nie poprawiły humoru. Może lepiej by było gdyby zginęły z jej ręki?
Chociaż tak na prawdę, nie sądziła nigdy by miała ku temu dobry powód. Wolała nie wchodzić im w drogę, ani też ni życzyła sobie ich towarzystwa. Drażniła ją myśl, że któryś z nich mógłby ją uratować podczas wojny. Krew w niej się wręcz gotowała.
Wszystko jednak rozeszło się po kościach nie roztrącając kolejnych walk, ale o tym jeszcze nie wiedziała. Póki co tkwiła w świecie nienawiści i zabraniała każdemu z nich jakichkolwiek ruchów w jej stronę - oczywiście wyłącznie w swojej głowie.

Wszystko nagle jakby ucichło, ale Frigg nie była w stanie zinterpretować tej ciszy. Co ze sobą niosła? Nowy atak? A może wieczny spokój? Gdyby nie garbaty przyjaciel, pewnie by stanęła na jego grzbiecie z próbą ujrzenia tego co za horyzontem.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » Wt paź 21, 2014 8:13 pm

- I właśnie o taką odpowiedź mi chodziło! - odparł Medard, z wolna zbliżając się do upragnionego celu -zarówno tego bliższego, określonego w czasie, jak i odleglejszego, majaczącego gdzieś pod kilotonami różnorakich przemyśleń. Mniejsza o większość - nie samymi przemyśleniami zbudowano księstwo, jakim dzisiaj gawiedź może go oglądać. Wąpierz odsapnął, po czym kontynuował:
- Rozumiem, że taka machineria to nie byle przelewki, ale wszystko zostawiam w rękach fachowców, a to co innego niż jakby się tym miał zająć jakiś Pietrek Świniopas z Demary tudzież innego Ekradonu. Mamy czas, a wyżej wymienionym dawno się skończył.
W Księstwie czasami działy się rzeczy niecodzienne, wędrowiec spoza Therii śmiałby stwierdzić, iże nawet dziwaczne. Oto z dawnego Koh-i-Noor wyleciało multum kruków, by słać radosne wieści wszędzie tam, gdzie tylko uda im się dotrzeć na czarnopiórych skrzydłach. Koniec wojny stał się faktem, który kiedyś ktoś umieści w annałach. Tak czy owak, Karnstein pomału rośnie w siłę, brakuje mu tylko zamorskich posiadłości...
- Krasnoludy! W nich jedyna nadzieja. - dodał Medard z uśmiechem na ustach. Wiedział bowiem, iż ten pracowity lud jest w stanie podołać niemal każdemu zadaniu. Cenił Nordów za ich wytrwałość i olbrzymią odwagę wraz z przystosowaniem do niecodziennych sytuacji, jakie stawia przed nimi figlarny los. Oczywiście nie należy zapominać o technologiach, które wyprzedzają zbliżone potęgą ludzkie kraje niekiedy o całe wieki.
- O, kruki krążą nad zamczyskiem - oznajmił wąpierz. Zdobyli ostatni bastion Hodora! Czas więc oficjalnie przekazać wam ziemie we władanie. A teraz szybciej, dzik nie będzie czekał! - dodał, zmuszając wielbrąda do galopu. Lada chwila powinni dotrzeć na miejsce...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Śr paź 22, 2014 9:59 pm

Isobel uśmiechnęła się widząc reakcję Medarda.
- Ale zdajesz sobie sprawę, że badania i produkcja pochłoną masę pieniędzy? Mam nadzieję, że na tych ziemiach znajdzie się coś co będzie mogło sfinansować moje plany. Zwłaszcza, że będzie duża potrzeba szkolenia nowych fachowców ... - przerwała na chwilę. Po chwili dokończyła - Miałeś rację. uniwersytet będzie tutaj potrzebny. Uniwersytet Inżynierii i Mechaniki. myślę, że na to znajdą się jakieś pieniądze, prawda? - mrugnęła wesoło do Medarda.

Wylot kuków nie uciekł uwadze Isobel. Z zadziwieniem obserwowała ich chmarę, a następnie spojrzała na Medarda i znacząco uniosła brwi do góry. Kiedy wampir oświadczył im, że bastion już zdobyty czuła, że powinna się tego domyślić, ale wciąż była całkiem zaskoczona.
- Co? Tak szybko? I nie czekali na nas?

Kiedy jednak Medard ruszył pędem do przodu pogoniła i swego baktriana.
- Trzymaj się! - krzyknęła do Frigg.

Wielbłąd zaś pogalopował do przodu. Isobel trzymała się mocno szyi w obawie przed upadkiem. Niby umiała jeździć, ale to był jej pierwszy raz na wielbłądzie, a wnioskując z zachowania jej byłej kobyły zdolności jeździeckie dziewczyny pozostawiały wiele do życzenia. "Byle nie spaść" myślała gorączkowo.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Pt paź 24, 2014 5:53 am

Temat pieniędzy przypomniał Frigg o długach u jednego z krasnoludów, żyła więc nadzieją, że go tutaj nie spotka. Wojna toż to w końcu wielkie wydarzenie z tysiącami wojsk, ile by szczęścia miała napotykając go na polu bitwy. Poza tym, nie pamiętała nawet czy był on chociażby z okolic Karnstein...
Mimo, że nie była zwolenniczką rozbudowywania się miast, ciekawość nie dawała jej za wygraną bowiem z chęcią zobaczyłaby w jaki sposób rozbudują się tereny Isobel. Z pewnością dziwaczność tego miejsca na długo ją zauroczy.
Póki co, tkwiła w mieście, którego nie dzierżyła, wśród rodów, które akceptowała i tych... które wybiłaby własną dłonią.
Kruki w piękny sposób dostosowały się do krajobrazu, niczym malowany obłok napłynęły nad równie imponującym zamkiem nadając mu jeszcze bardziej mrocznego klimatu i gdyby driada zachwycałaby się tego typu obrazami, z pewnością znalazłby się w jej szkicowniku. Jednakże driada samo za siebie wyjaśnia jej niechęć. W pewien sposób to księstwo kojarzyło się zielono-skórnej ze śmiercią.
-Ano...-stwierdziła z nieukrytym zawiedzeniem gdyż sama lgnęła do walki.
-Cccco...?-nie zdążyła nawet pomyśleć logicznie a ludzka dziewczyna pogoniła do przodu. Frigg pisnęła spanikowana po czym chwyciła się Isobel jeszcze mocniej niż ta wielbłąda.
"Byleby nie spaść!" w wykonaniu Frigg ta myśl brzmiała zdecydowanie bardziej panicznie.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » So paź 25, 2014 2:33 pm

Medard odparł jak gdyby nigdy nic:
- Oczywiście. Gdybym tego nie wiedział, to czy miałbym prawo władać tak rozległymi obszarami? Trochę tego i owego w życiu się liznęło, nieprawdaż?
Co do uniwersytetu zaś - na to fundusze zawsze się znajdą, a sfinansuje go ananas, przez którego cały ten burdel się rozpoczął. W końcu kara być musi, inaczej bele chłopek - roztropek wlezie nam na głowy... Gdyby zaś nie starczyło - dołożymy z prywatnego skarbca - nie mieszajmy Księstwa per se do tego.
Kruki zaiste sprawiły na dziewczynach niemałe wrażenie. Gdyby to były gołębie - wszystko uszłoby mimo uszów i nikt nie zwróciłby na nie ani krztyny uwagi, a tak mamy coś niemal graniczącego z sensacją, a przecież to tylko kruki... Dziwni ci ludzie...
- Hodor chciał ocalić siebie i swoich ludzi, a także to, co im jeszcze pozostało. Pewnie dlatego poddał zamczysko. Tak czy siak - oszczędziliśmy sporą ilość środków na tym jego zagraniu, będzie z czego stawiać większy uniwersytet i restaurować las pierwotny. Dwa dziki na jednym ruszcie!
Med wychylił do przodu, popędzając wierzchowca. Isobel mimo debiutu na wielbłądzim grzbiecie radziła sobie całkiem nieźle, a może tylko przypadła nowemu towarzyszowi do gustu? Któż zrozumie mentalność wielbłąda? Driada niestety miała pewne problemy z utrzymaniem się na wierzchu. Świadczyły o tym dzikie piski, a przecież naturianie z łatwością oswajają nawet niebezpieczne drapieżniki, więc taki wielbrąd nie powinien stanowić problemu, a tu proszę...
- Żyjecie? - spytał Medard tuż po tym, jak jego uszów doszedł pisk Frigg.
Nie martwcie się, starczy wam czasu na udoskonalenie umiejętności jeździeckich na tym stworzeniu. Chyba że wolicie przesiąść się na coś innego...
Wędrowcy byli już prawie na miejscy. Z baszt zamczyska łopotały grafitowo - krwiste barwy Księstwa, a z proporca łypał złowrogo karnsteiński wilk. Granie surm dało się słyszeć w odległości pewnie dochodzącej do dystansu, jaki zazwyczaj pokonują smoki, by dorwać coś na przysłowiowy ząb. Wiwatom nie było końca.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Isobel » Wt paź 28, 2014 11:09 pm

Isobel właśnie zdała sobie z czegoś sprawę.
- To oznacza, że i ja muszę nieco liznąć ekonomi, prawda? I etykiety, zarządzania, i co tam jeszcze. I kiedy ja znajdę czas na wynalazki - zrobiła smutną minę, ale po chwili się roześmiała. - Przynajmniej ty Frigg, jeśli chodzi o etykietę, jesteś do przodu.

Zadowoliła ją odpowiedź dotycząca uniwersytetu. Na coś takiego liczyła. Teraz bez przeszkód będzie mogła tworzyć swoje plany, kto wie, może nawet otworzy katedrę ochrony środowiska? Na samą myśl uśmiechnęła się do siebie.

Rzeczywiście, kiedy człowiek się już przyzwyczaił, podróż była całkiem znośna. Dziewczyna zaczęła lubić wielbłąda, tego konkretnego, toteż słysząc pytanie Medarda pokręciła głową.
- Zostanę przy nim. A propos, jak go nazwać? - zapytała towarzyszów. - "Albinos" czy "Wielbłąd" brzmi niezbyt zgrabnie.

Podjechali powoli pod zamek. Isobel zadarła głowę, by móc podziwiać baszty. Sam zamek nie był specjalnie okazały, ale w jej oczach urósł do wielkości ... Góry? Nie mogła uwierzyć, że to właśnie jest to miejsce, zamek Hodorów, miejsce, które już niedługo chyba przypadnie jej. Wiwaty i trąby ogłuszały ją, zamek przygniatał, a kiedy tłum ludzi zaczął się wylewać z zamku by powitać pana swego i księcia
poczuła się nieco zagubiona.
Avatar użytkownika
Isobel
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Liddel,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Frigg » Pt paź 31, 2014 1:11 am

-Ach tak...-westchnęła zarzucając burzę włosów do tyłu, które pod wpływem sił fizycznych zsunęły się ku przodowi, zasłaniając driadzie cały świat rzeczywisty- Będę nadrabiać za nas dwoje, nie martw się.
Rzuciła z uśmieszkiem i z ironią, nie wyglądała bowiem godnie ledwo trzymając się na wierzchowcu. W ogóle nie uznawała siebie za osobę godną lub poważną czy też dostojną. Gdyby przyodziać ją w suknie, upiąć zgrabnie włosy, delikatnie umalować to by przybrała formę arystokratyczną, ale zachowanie... Czułaby się sztucznie, a sztuczność zawsze kojarzyła się jej z arystokracją.
-Nie martw się Med... nie za bardzo mnie kwapi do ubeznasłowolnienia zwierząt...-odpowiedziała wampirowi z delikatnie zagryzając zęby.
Frigg bowiem nie była zwolenniczką tego typu działań. Ze zwierzętami należy się porozumiewać, a póki szacunek panuje z obydwu stron to zawsze zwierzę może zaoferować swoją pomocą w transporcie. Każdy musi znać swoje miejsce, jeżeli któraś z istot tego nie pojmuje, to wówczas można by wspomnieć o "tresowaniu". Nie zawsze jednak należała się ona zwierzęciu...
Huk trąb i wszelakie inne dźwięki zwycięstwa wywołały ból w głowie. Zasłoniła uszy dłońmi wzdychając z irytacją. Jakby nie mogli być o pół tonu ciszej...
Zdawało się, że podwładnych Medarda można liczyć w milionach a nie tysiącach... Chociaż kto wie ilu mieszkańców bądź wiernych wampirowi stąpało po tej ziemi.
Zamek, jak to każdy zamek, mimo imponującej konstrukcji nigdy nie wywołał w driadzie niczego więcej prócz właśnie efektywności swoich murów. Wywoływały one raczej niemiłe wspomnienia albo całkiem miłe, tylko te z kolei nawiązywały do tych pierwszych. Nie ma co podziwiać budowli dawniej występujących sytuacji.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)

Postprzez Medard » So lis 01, 2014 7:10 pm

Wielb łady pędziły niczym rączy wiatr przez półpustynne tereny pogranicza Therii z Równiną Maurat. Kurz dawał się jeźdźcom we znaki, toteż wierzchowce w końcu musiały nieco zwolnic tempa. Jednak pogaduchy podróżników nie ustawały, po co tracić czas, jeśli można spożytkować go na ważkie sprawy niecierpiące zwłoki?
- To jest Karnstein, nie obsypane kurzem anachroniczne królestwo Demary lub inny syf z Równiny Maurat. Etykieta śmiertelników nie będzie Ci do niczego potrzebna. Krasnoludy obywają się bez niej długie millennia i jakoś to nie ujęło nic z ich geniuszu. Żyj jak Khazad, a nie związany konwenansami człek! Co do zarządzania zaś czy jak to tam krasnoludy zowią, jestem pewien, iż ktoś chowany wśród owej zacnej rasy dostał po temu odpowiednia kindersztubę. Poza tym od czego są doradcy?
Pomału zbliżali się do zamczyska, a Isobel nadal miała jakieś wątpliwości. Tym razem zastanawiała się nad imieniem swego nowego towarzysza. Med rzucił ot tak, bez zbędnych wahań:
- A co powiesz na Białasa? W miejscowym narzeczu powinno to brzmieć Witt'he. Nawet mu pasuje.
Tymczasem Frigg przestała kurczowo trzymać się to Isobel, to znów kudłów jej wielbrąda.  Odparł jej niezwłoczne:
- Bardzo śmieszne. Skoro wolisz podróżować z buta lub u kogoś na barana - nie moja sprawa tego zmieniać.  O, zaczyna się świętowanie zwycięstwa. Pięknie.
Powoli wjeżdżali na zamek, wszędzie jeszcze pełno było żołnierzy i zaciężnego wojska oraz tych ze świty Hodorów, którzy złożyli hołd lenny nowym panom tych ziem. Reszta póki co siedziała w zamkowej ciupie bądź we własnych komnatach, jeśli posiadali lordowskie tytuły. Zaczynało się dziać!


***

Towarzystwo wjechało na miejsce właściwych obrad. Wszystko przebiegło jak wcześniej planowano - każdy z uczestników dostał swój kawał tortu, który był do podziału po Hodorach, sami poprzedni włodarze tych ziem zostali na swej ojcowiźnie - nikt ich stamtąd wyganiać nie będzie. Co prawda, pozbawiono ich lwiej części majętności z uwagi na reparacje i musieli się pogodzić z egzystencją zwyczajnego lorda, a nie hrabiego, co się zowie, jednak życie i krztynę dawnej pozycji zachowali. W problematycznym regionie zapanował spokój trwający od jakiegoś pół roku. Miejmy nadzieję, że na wieki...

Miasto i las powoli odbudowywano z wojennych zgliszcz, w bólach powstawał krasnoludzki uniwersytet, a brodaty lud ciągnął do swej nowej siedziby wszelkim możliwymi traktami. Całość puszcz natomiast objęto edyktem ochronnym, tworząc rezerwat przyrody, do którego zmierzały wygnane driady i te z leśnych elfów, którym marzyło się żyć jak ich przodkowie przed wiekami.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Frigg » Śr lis 26, 2014 11:28 pm

Wszyscy wierzyli, że teraz wszystko ma się ułożyć, jednak czy pod władzą Frigg było to możliwe? Sama zielono-skórna w to nie wierzyła, ale chciała spróbować. Jej siostry w pewnej części były nią, jej lasem, jej dębem. Zaginionymi duszami, być może z taką lub inną lub podobną historią. Mimo to, nie chciała się ujawniać. Być może znalazłby się ktoś kto ma naszej bohaterce za złe... być może. Wolała być ostrożna, perfekcyjna w nowym świecie, w którymś kiedyś tkwiła.
Wszyscy mieszkańcy lasu, który teraz objęty był nadzwyczajną ochroną, mogli czuć się bezpiecznie. W końcu to mech i kory sprawiały, że elfy i driady czuły się jak w domu. Każdy mieszkaniec tych niezwykłych terenów słyszał o swojej nowej, można by określić ją mianem, władczyni, a znali ją pod imieniem...
-...Silje Erle Hannson -wypowiedziała jasnowłosa o czubatych krańcach uszu, zupełnie jakby wypowiadały magiczne słowa. Była pełna nadziei, ale przede wszystkim podziwu. Driada nabrała dla niej nowego znaczenie, większej wartości - nie żeby była wcześniej rasistką... Ona, Silje, była ponad to, ponad wszystko. Nie widziała driady wcześniej na oczy, bynajmniej niezbyt z bliska. Miała rudo-brązowe włosy, ale wszyscy opowiadali o złotych oczach, w których kryła się ikra piwnej barwy. Prezentowała się znakomicie na wzgórzu, na polu zwycięstwa. Była niezwykle niska, ale ta energia, ta siła z niej bijąca...

-Och Frigg..-westchnienie rozległo się w korze nienaturalnie ogromnego drzewa - W co Ty się wpakowałaś... -machnęła dłonią, tuż przed swoją twarzą, a złota barwa wsiąknęła w głęboki odcień czekolady. Jeszcze coś jako tako pamiętała z nauk na temat magii iluzji, ale wiedziała, że z czasem będzie musiała odnaleźć nowy sposób na ukrycie prawdziwej twarzy.
Avatar użytkownika
Frigg
Tkacz Gobelinu Życia
 
Inne Postacie: Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Ranga: Obrazek
Rasa: Driada
Aura: Silna aura o topazowej poświacie, znacznie ciemniejsza i bardziej matowa, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Ma w sobie chłód leśnej gęstwiny, jest jednocześnie aksamitnie gładka i niebezpiecznie ostra, na kształt płatków jakiegoś dziwnego kwiatu. Wije się i wygina, sprężysta jak młody pęd. Pachnie jak leśny miód, nawet lepi się jak on, ale zawiedzie się ten, kto idąc tym tropem będzie w niej szukać miodowej słodyczy - w smaku jest bowiem bardzo mocno gorzka i pikantna. Z otaczającej ją głębokiej ciszy wyłania się co parę chwil śmiech bawiących się dzieci... ale tylko po to, by zaraz znów w niej zatonąć. W kolorze aury dominuje barachit, ale po prawdzie jest ona jak wianek spleciony ze stu kwiatów, z których każdy ma własny, nieco inny odcień.
Wygląd: Pamiętacie te małą zadziorę sprzed niespełna dziesięciu lat? Mocna sylwetka, umięśnione ciało, mocny chód oraz charakter, który organizm musiał z trudem udźwignąć, bo był o wiele cięższy do strawienia niż kawał dobrego mięcha. Wielu więc zada pytanie, cóż to takiegoż się stało skoro opowieść o tej dziewczynie zaczyna się w ten sposób?
Istotka ta nie zaskakuje ...
(Więcej)


Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron