[Rubieże Księstwa] Dywersanci


Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.

Postprzez Medard » Pn kwi 21, 2014 9:56 pm

Ciężkie czasy nadeszły dla mieszkańców rubieży graniczących z Demarą. A to centaury ze stepu najeżdżają dopiero co powstałe osiedla i wielki tumult czynią, to znowuż Hodor z marchii Hodor nasyła dzikich, by po cichu przyłączyć sporne tereny do swego zakichanego państewka, bo ze stolicą to oni za wiele wspólnego nie mają. Wątpliwym jest też to, iże Król Jegomość dowiedział się o wyczynach swego urzędasa, który de facto robi to, co mu się jawnie zamarzy i nie widzi żadnego problemu w takim stanie rzeczy. Czas najwyższy zmienić zastany porządek, dać buńczucznemu latyfundyście do zrozumienia, że nikt -ot tak- nie powinien pchać nosa w nie swoje sprawy czy to osobiście, czy też nasyłając pobliskich stepowców.
Armie Karnsteinu dotarły wreszcie do stanic sąsiadujących z terenami, na których hodorianie utrzymywali swoich dzikusów. Zastępy piechurów, towarzyszy husarskich, Elfów dosiadających wielbłądy, gadziopyskich Nefalimów na lamach i wielkich drapieżnych nielotach oraz niewielki oddział krasnoludzkich strzelców lokowały się w pobliżu granicznych słupów, których jeszcze nikt nie przerobił na kocie łby. Wojsko to wspierały trebeusze, łucznicy i strzelcy konni, ba, znalazło się nawet trochę dział. Broń owa, dotychczas skrywana w wielkiej tajemnicy przez mieszkające w Księstwie krasnoludy przygotowywana była do prawdziwego bojowego chrztu. Warunki polowe to nie to samo, co wir walki, w którym wszystko -lub niemal wszystko- zdaje się być równie prawdopodobne do nastąpienia. Dotychczas jednak machiny nie sprawiały kłopotów ani obsługującym je krasnoludom, ani mieszkańcom włości, w których były testowane przed decydującym sprawdzianem.
W samym zaś Księstwie i jego okolicach umyślnie rozesłani gońcy szukali ludzi, którzy mogliby -tak jak dzikusy- hodorianom krwi napsuć nieco, nim uderzą właściwe siły, póki co stacjonujące w stanicach granicznych. Na słupach ogłoszeniowych i w okolicach oberż wisiały sobie niewiele mówiące o prawdziwym celu najęcia zlecenia zapisane na nie byle jakiej jakości pergaminie. Nie wyglądały one także na dzieło żartownisia tudzież robotę fałszerzy. A nuż skuszą się łotrzyki, które pomogą nieco zdezorganizować Marchię... Wet za wet.

Medard na swym wierzchowcu dojeżdżał właśnie do bram jednej ze stanic. Za murami mieściła się oberża "Jurny Niedźwiedź", którą -nie wiedzieć czemu- umiłowało sobie wojsko wszelkiego sortu i różnorakiej maści, włączywszy najemników i zaciężnych knechtów. Tam na pewno znajdzie harcowników, którzy pomogą oddziałom po tamtej stronie granicy...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Kelio » So kwi 26, 2014 5:29 pm

Kelio nałożył głęboki kaptur na głowę, skrywając swoją twarz w cieniu. Choć mógł wyglądać podejrzanie - nie interesowało go to. Pochylił się nieco do przodu i szepnął coś do ucha zwierzęcia, na którym podróżował. Iwo wydał w zamian za to dźwięk zadowolenia i stępem ruszył przed siebie, co jakiś czas opuszczając głowę nieco niżej i otwierając szerzej nozdrza. Mężczyzna opuścił jedną rękę bezwładnie wzdłuż ciała, obserwując okolicę. Długi łuk wykonany z cisowego drewna przewieszony miał przez ramię, natomiast kołczan wraz z idealnie wyważonymi strzałami tuż nad biodrem. Było to standardowe ułożenie ekwipunku łucznika, z którego już nie raz przyszło mu korzystać.
"Mam wrażenie, że i tutaj mogę zrobić z niego pożytek. Niech szlag weźmie to dziwne przeczucie..." - Jeździec prowadził ze sobą krótki monolog, dalej brnąc przed siebie, dopóki dopóty nie upatrzył tego, czego szukał, czyli miejsca, w którym mógłby przysiąść i odpocząć. Choć nie był zmęczony na tyle, by nie móc kontynuować podróży, Kelio preferował tego typu przystanki. Zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nieoczekiwanego, a podczas takich sytuacji wolał być przygotowany, a przede wszystkim zrelaksowany. To właśnie na to miał największą ochotę. Z wielką chęcią zamoczyłby teraz usta w mniej lub bardziej wytrawnym trunku, zrzucając z siebie ciężar poprzednich dni. Podciągnął zwisającą wcześniej rękę do góry i poklepał delikatnie konia po szyi.
-To nasz cel, Iwo. - Na twarzy mężczyzny pojawił się mimowolnie uśmiech.
Wieloletni już towarzysz zrozumiał, że i on będzie miał z tego korzyści. Zaparskał jakby chciał odpowiedzieć i przyśpieszył nieco tempo, zbliżając się do oberży, nazwanej - jak wyczytał strzelec - "Jurny Niedźwiedź".
Avatar użytkownika
Kelio
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Froksendh » So kwi 26, 2014 5:40 pm

Oberża "Jurny Niedźwiedź" nie przypadła zbytnio Froksendhowi do gustu. Wolał miejsca mniej zaludnione i cichsze. Jednak trzeba było znaleźć jakieś miejsce na nocleg, gdyż nekromanta niezbyt przepadał za nocowaniem pod gołym niebem. Chcąc, nie chcąc, wkroczył do budynku, dokładnie zamykając za sobą drewniane drzwi. Znalazł się w dosyć przestronnej sali, niestety, w całości zapełnionej różnego rodzaju pospólstwem. Najbardziej w oczy rzucali się ludzie zbrojni. Nie trudno było ich nie rozpoznać. Kolczugi, broń sieczna i dystansowa wszelkiego rodzaju. Czarnoksiężnik uśmiechnął się do siebie w myślach. "Wojsko. Pewni siebie, wyszkoleni i nie zawsze przejawiający inteligencję... Idealnie". Ruszył śmiało do przodu, w kierunku blatu, za którym  krzątał się oberżysta. Zbliżywszy się doń, Froksendh wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu.
- Mości oberżysto, jestem strudzonym wędrowcem. Mam za sobą długą i ciężką przeprawę. Chciałbym się zatrzymać w twojej oberży, jeśli nie sprawiałoby to kłopotu. Jednak na początek, poproszę piwo. I lepiej postaraj się, żeby kubek nie był czymkolwiek ubrudzony, bo się pogniewamy- zakończył, zabarwiając swą wypowiedź leciutką groźbą. Nie czekając na odpowiedź, odszedł w poszukiwaniu wolnego stolika. Co jakiś czas rozganiał zagradzających mu drogę ludzi swym kosturem. Niektórzy najwyraźniej chcieli o tym podyskutować, ale widząc spojrzenie czarnoksiężnika, szybko czmychali. Znalazłszy w końcu dogodny stolik, Froksendh rozsiadł się wygodnie, nie odkładając jednak kostura ani nie zdejmując kaptura. Rozejrzał się jeszcze raz po sali. Nie zauważył nikogo wyróżniającego się. Czekając na zamówione piwo, zastanawiał się nad tym, czy dobrze zrobił, przybywając do Księstwa Karnstein. Na tych ziemiach, a zwłaszcza na rubieżach, nigdy nie było zbyt bezpiecznie. Jednak, coś podpowiadało Froksendhowi, że znajdzie tu coś , co pomoże mu w realizacji jego planów. Walki trwały, więc władze chyba nie zwrócą zbytniej uwagi na paru zaginionych ludzi...
Jego rozmyślania przerwał oberżysta, który przyniósł mu piwo. Podziękował sztucznym uśmiechem i skosztował napitku.
Mimo przytępionego smaku, od razu wyczuł, że prawie połowa jego napoju składała się z wody.
"Oj, mości oberżysto, nasza współpraca nie zapowiada się zbyt obiecująco" pomyślał, ściskając Czarny Szafir, który wibrował od momentu, kiedy przekroczył bramy stanicy.
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Postprzez Medard » So kwi 26, 2014 9:36 pm

Medard zostawił nietypowego -nawet jak na Karnstein- wierzchowca przed oberżą, wokół której kręciła się masa uzbrojonego po zęby żołnierza. Ten wchodził, tamten znów wyłaził z karczmy, ledwie słaniając się na nogach.
- Pewnie to sławetny cydr bitewny tak ich sponiewierał... - pomyślał wąpierz, wchodząc do środka.
Wewnątrz, od razu skierował się ku piętru, gdzie lokalni wielmoże zwykli przesiadywać w dnie takie, jak dziś i skąd można było spokojnie obserwować cały ten plebs wlewający w siebie serwowane na dole sikacze. Ohyda i zdzierstwo za jednym zamachem!
Gdy się już dotarabanił na górę i zajął dogodny punkt obserwacyjny, zamówił u karczmarza dzban najprzedniejszego półtoraka i średni gąsiorek miejscowego gruszecznika, ale nie tego barachła, co to na dole podają piwożłopom bez smaku. Po otrzymaniu napitków, jął przyglądać się wchodzącym do oberży gościom. Szczególną uwagę przyciągnął dziwnie wyglądający mag,zakapturzony, pewnie podpierający się równie dziwacznym kosturem. Styl nekrusów, no może poza fikuśnym amulecikiem, który świecił jak najęty, gdy właściciel przechadzał się pomiędzy ławami. Czyżby badał otoczenie? Med upił nieco gruszecznika i kontynuował obserwację.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Kelio » So kwi 26, 2014 11:35 pm

Iwo stawiał kopyta na tyle blisko siebie, by móc wymanewrować pomiędzy chwiejącymi się żołnierzami. Sztuka ta udawała mu się całkiem nieźle i już po chwili przystanął nieopodal wejścia do karczmy. Kelio zwinnie zeskoczył z konia, chwytając za uprząż i prowadząc jeszcze chwilkę przed siebie. Nie miał zamiaru go przywiązywać - wiedział, że jego wierny przyjaciel ani przez chwilę nie pomyśli, żeby uciec. Byli do siebie zbyt przywiązani, by odstawiać sobie nawzajem tego typu numery. Zwierz oparł na chwilę głowę na ramieniu łucznika, kiedy ten poprawiał kołczan nad biodrami i zaparskał wesoło, dając mu sygnał, że może iść spokojnie odpocząć. Nie trzeba było go dłużej namawiać - pewnym siebie krokiem, wciąż nie ściągając z głowy kaptura wszedł do środka, odpychając drzwi na bok na tyle silnie, by te wydały niezbyt przyjemny dla ucha dźwięk. Mężczyzna odchrząknął cicho, rozglądając się po pomieszczeniu, do jakiego trafił. Spodziewał się takiego widoku - w swoim życiu odwiedził już sporo karczm i choć z zewnątrz mogły wydawać się inne, w środku każda była taka sama. Różniły je co najwyżej jakość serwowanych trunków, czy liczba kobiet w środku. Choć i to pierwsze było wątpliwe.
Poruszył gwałtownie ręką, poprawiając tym samym łuk przewieszony przez ramię. Znajdował się już całkiem blisko karczmarza, choć dopiero co wszedł do środka - przemieszczał się pomiędzy rozpitym towarzystwem szybko i zgrabnie. Od początku dało się zauważyć, że nie upił jeszcze nawet kropelki.
-Coś mocnego. - Oparł się jednym łokciem o blat, czekając na wydanie napoju. Przez chwilę obserwował i badał istoty przed sobą, by po chwili obrócić się plecami do pracującego nad jego zamówieniem człowiekiem i mieć pełne spojrzenie na tych, którzy się tutaj bawią. Był typem obserwatora, z pewnością.
Avatar użytkownika
Kelio
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Froksendh » N kwi 27, 2014 12:13 am

Wiedział, że wszyscy go obserwują. Zawsze wyróżniał się z tłumu. Powoli siorpał "napitek" dostarczony mu przez zacnego oberżystę. Ponownie sięgnął do Czarnego Szafiru i pieszczotliwie pogładził go palcami. Artefakt zadrgał, pod wpływem dotyku jego palców. Nekromanta leniwie rozglądał się po sali. Jego wzrok prześlizgiwał się po zarumienionych twarzach, opasłych brzuchach, wystających spod koszul i tłustych palcach kurczowo trzymających rękojeści miecza. Froksendh uśmiechnął się pod nosem. Na chwilę zamknął oczy. Dokładnie wsłuchał się w energię wibrującą z tego pomieszczenia. Szukał jakiejś potężnej aury. I znalazł ją. Aura poznaczona śladami bólu i krwi wielu ofiar. Aura cierpienia i śmierci. "Wampir" przemknęło mu przez myśl "I to nie byle jaki. Niezwykle silne stworzenie". Nekromanta zacisnął swoją dłoń na kosturze i po chwili wstał od stołu. Skupił się na aurze, która go zainteresowała. Poszedł jej śladem. "To stworzenie jest tak potężne... Jeszcze nigdy nie czułem tak wielkiej mocy u istoty nieumarłej. Czarny Szafir nie pomagał Froksendhowi w poszukiwaniach. Wibrował i błyszczał, rozpraszając nekromantę. Szukał dalej. Nie wiedział kiedy znalazł się na górnym piętrze karczmy. Aura krwiopijcy była tu wyjątkowo silna. Froksendh wystawił przed siebie kostur, niby tarczę, gdyż wiedział, że w bezpośrednim starciu, nie ma szans z wampirem. Otworzył oczy. Ich spojrzenia spotkały się. Jego podejrzenia okazały się prawdziwe. Wampir, jak żywy. Froksendh ledwo widocznie, skłonił głowę i zbliżył się.
- M-można s-s-się dosiąść?- spytał cichym głosem, wciąż trzymając kostur przed sobą. Mimo, że potrafił obronić się przed nieumarłymi, czuł, że jego magia nie wystarczy przeciwko temu stworzeniu.
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Postprzez Medard » N kwi 27, 2014 12:38 am

Nie mylił się - obserwowany nekromanta przeciskał się między zapełnionymi w większości najemnymi knechtami i żołnierzami ławami, ale nie znalazł chyba tego, po co tutaj przyszedł. Brnął więc dalej, nie zważając na strach. Piął się w górę schodów, by znaleźć się na pietrze, nieopodal miejsca, w którym przebywał obserwator. Nekrus wyciągnął kostur przed siebie -tak, jak to robi ślepiec, by wymacać drogę, ale wyglądało to dość komicznie, ot, odganianie much czy inszego tatałajstwa. Z serduchem podciągniętym prawie do przełyku wydukał w stronę księcia zwyczajne -z pozoru- pytanie. Po takim zachowaniu Medard wywnioskował, iże ma do czynienia z człekiem, który wcześniej w Karnsteinie nie był. To samo można było poznać po reakcjach amuletu czy co to tam nekrus nosił prócz kostura. Tylko świeci toto i wibruje... w Karnsteinie zupełnie nieprzydatne. Za dużo wampirów.
Wąpierz odpowiedział przybyszowi, upijając powoli gruszecznik ze sporego gąsiorka:
- Oczywiście, tylko uważaj, człowieku, z tym kosturem, bo jeszcze coś ci się stanie...
Karczma tętniła życiem.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Froksendh » N kwi 27, 2014 11:25 am

Nie spuszczał z wampira wzroku, kiedy ten odpowiadał na jego pytanie, tak jakby była to sprawa błaha, niczym kupowanie chleba na targu. Nie wiedział, czy wampir już się zorientował do czego służy jego kostur i amulet. Jednak zgodnie z poleceniem krwiopijcy, odsunął od niego laskę. "Wygląda na to, że jeszcze nie zna wszystkich moich umiejętności" pomyślał z ulgą i usiadł obok wampira, nie spuszczając z niego spojrzenia. Gdy znalazł się w tak bliskim towarzystwie nieumarłego, Czarny Szafir przestał szaleć. Nadal jednak trochę podrygiwał, ale przestał już świecić jadowicie zielonym blaskiem. Froksendh  przełknął slinę i odważył się zadać pytanie:
- Cóż sprowadza taką... khm... cną postać, jak pan, na rubieże Księstwa? Nie wyglądacie mi na najemnego woja, czy knechta? Hm?- pozwolił sobie spojrzeć wampirowi w oczy. Jego dłoń zacisnęła się kurczowo na trzonie kostura. Jeszcze raz przełknął zaległą w gardle ślinę i kontynuował:
- Być może nasze cele pokrywają się ze sobą...-urwał widząc spojrzenie krwiopijcy- Cóż, nie jestem jednym ze słabych ludzi, którzy dadzą od tak się zniewolić byle komu. Nawet jeśli ten ktoś... Nie jest człowiekiem- ostatnie zdanie wysyczał groźnym szeptem.
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Postprzez Kelio » N kwi 27, 2014 1:26 pm

Bystry wzrok Kelio od razu wychwycił mężczyznę z kosturem, który przemieszczał się pomiędzy klientami. Zmrużył delikatnie oczy, ściągając przy tym brwi do siebie. Kaptur, który wciąż skrywał twarz w cieniu skutecznie zasłaniał oczy łucznika przed osobami znajdującymi się w górnej części oberży. Karczmarz, który zdążył już nalać trunku szturchnął strzelca w ramię, rozpraszając go przez chwilę. Obrócił głowę w bok, kiwając twierdząco i sięgnął ręką do kieszeni, wyciągając z niej drobne oszczędności. Rzucił je na blat, drugą dłonią chwytając za naczynie z napojem. Osoba, którą obserwował jeszcze chwilę temu była inna niż cała reszta hołoty, jaka tu występowała. Kostur zdawał się tutaj być całkowitą odmiennością i łaknący intrygi Kelio nie mógł przejść obok tej sprawy obojętnie. Odepchnął się plecami, przekładając na ułamek sekundy ciężar swojego ciała do przodu. Kilka kropelek alkoholu wylało się na ziemię, a kilka z nich ściekło na naznaczone śladami cięciwy palce mężczyzny. Stał już prawie pośrodku karczmy, z oczami skierowanymi ku górze - w miejsce, w którym na chwilę utracił sylwetkę swojego "podejrzanego". Rozejrzał się, szybko wychwytując lokalizację schodów kierujących na kolejne piętro.
"Nikomu jeszcze nie zaszkodziła mała dawka informacji." - Zaśmiał się w duchu, usadawiając się już o stolik dalej od Froksendh'a.
Odłożył kubek powoli na drewnianą ławę. Przekrzywił nieco ciało, ściągając długi łuk z pleców. Oparł go o krzesło, przyjmując już pozycję całkowicie naturalną i wygodną. Sprawiał wrażenie zwykłego klienta, biegającego wzrokiem po obecnych tutaj istotach. Choć fakt, iż pił samotnie mógł nieco dziwić, łucznik był do tego przyzwyczajony równie dobrze, jak i do towarzystwa. Dopiero teraz zdecydował się ściągnąć kaptur, odsłaniając swoją twarz. Przysłuchiwał się słowom padającym obok niego, pomimo ogólnych hałasów panujących w gospodzie.
Avatar użytkownika
Kelio
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Medard » N kwi 27, 2014 3:25 pm

Medard w spokoju dopijał gruszecznik z gąsiorka -znajdował się przecież w otoczeniu żołdaków, którzy mają wszelkie konwenanse i savoir-vivre'y tam, gdzie kura jaje. Nekrus natomiast w Księstwie nigdy nie był i chyba niedokładnie zapoznał się z jego specyficznością.  W dodatku wytężone zmysły podpowiadały księciu, że zakapturzony do niedawna łucznik pozbył się ochrony i siedzi niedaleko, uważnie śledząc przebieg rozmowy z nekromantą. Cholerni szpiedzy!
Wąpierz odpowiedział rozmówcy:
- Widzę, że ten partacz barman znowu komuś zrobił psikusa dosypując czegoś dziwnego do i tak marnej jakości piwska. Twoje zachowanie najprawdopodobniej jest tego wynikiem.  Trzeba będzie zająć się tym łobuzem, bo to przechodzi ludzkie pojęcie!
Poza tym twój czujnik w Karnsteinie będzie reagować na wszystko, nawet na kota - takie życie, nic nie poradzisz. Jak każdy detektor - musi się dostroić do specyficzności eteru panującego w danym regionie, choć i to nie gwarantuje mu sukcesu w działaniu.
Przełknął ślinę, wypił potężny haust gruszecznika i ciągnął wątek dalej:
- Zapewne ten cały barman od siedmiu boleści wydał ci kilka karnsteińskich orenów. Przyjrzyj się teraz temu, co widać na awersie każdego z nich i dostaniesz odpowiedź.
Wąpierz wyczuł wibracje dziwacznego -nawet jak na nekrusa w Karnsteinie- kostura, a po krótkich oględzinach wydedukował, iże artefakt ten może pochodzić z Księstwa.  Przeszedł na kindred, łucznik czający się nieopodal nie poznał tajników władania tym językiem i nie uzyska tego, po co wysłali go jego mocodawcy. Oczy wąpierza przybrały barwę krwi, a hipnotyczny głos przemawiał do upartego jak dziki osioł ze stepów Therii nekrusa:
- Wątpię, by się pokrywały -za wyjątkiem tego kretyna od chrzczenia piwa- ale można spróbować. Kto tu mówił o zniewoleniu, śmiertelniku? Gdybym chciał, zginąłbyś od razu u wejścia do Niedźwiedzia, ale jednak żyjesz.
Czemu mówisz takie oczywiste fakty? Nawet kilkulatek będzie wiedział, że nie należę do ludzkiej rasy, jakby to było tajemnicą skrywaną przed wścibskimi tego świata czy coś... -zaśmiał się-
- A teraz się wreszcie uspokój, bo ostatnie pokłady cierpliwości właśnie się wypalają. Po nich przyjdzie kolej na ciebie., jeśli nadal będziesz się tak ciskał. I jeszcze jedno - skończ z tym durnym sykiem i nie udawaj kogoś, kim nie było dane ci zostać. Całokształt tylko rozśmiesza rozmówcę i ani trochę nie dodaje ci powagi w jego oczach. Tyle mojego, aż mi w gardle zaschło od tej tyrady. - dokończył picie cydru i zabrał się za zawartość kamiennego dzbanu.
- Ten idiota barman zapłaci dziś za całe zło, które wyrządził. Myślę, że jeden poszkodowany więcej przyda się na egzekucji...
-dodał, po czym czekał na odpowiedź niecodziennego rozmówcy. Dziwny człowiek -nawet jak na nekromantę-.
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Froksendh » N kwi 27, 2014 3:40 pm

Dopiero po usłyszeniu słów Wampira, uświadomił sobie, że rzeczywiście coś jest nie tak. "Co ja robię? Przecież to wampir. Do tego czystej krwi! Przecież już mógłbym być trupem! Przeklęty oberżysta. Ja mu pokażę...". Spojrzał w krwistoczerwone oczy rozmówcy.
- R-racz mi wybaczyć ekscelencjo... Powinienem od razu cię poznać- w tym momencie sobie przypomniał, że już kiedyś widział swego rozmówcę. No tak! Karnsteińskie monety.- Jestem tylko skromnym sługą Śmierci... A jedyne czego poszukuję to... Wsparcia- Nekromanta nie miał zamiaru okłamywać wampira, pewnie i tak by to od razu rozpoznał- Nie jestem zbyt potężną istotą wobec ogromu tego świata- chwycił Czarny Szafir, starając się uspokoić jego magię- Dlatego potrzebuję pomocy... Ale widzę... Znaczy wydaje mi się, mości panie, że mógłbym ci się na coś przydać. Mimo, że nie jestem potężnym Czarnoksiężnikiem, potrafię kontaktować się z demonami i przejmować władzę nad Umarłymi- urwał patrząc ze strachem na krwiopijcę- oczywiście tymi słabszymi, oczywiście potrafię też stworzyć takową istotę. Więc- przełknął ślinę i przysunął kostur bliżej siebie- jeśli po "wypadku" jaki spotka naszego wspólnego znajomego, będę ci potrzebny, panie, wystarczy tylko twoje słowo- ponownie urwał i odwrócił się za siebie. Nikt nie zwrócił jego uwagi, oprócz... Jednego człowieka uzbrojonego w łuk. Jego aura nie mówiła mu zbyt wiele, ale był prawie pewien, że ten człowiek musi sporo podróżować, sądząc po zapachu traktu i ogniska. "Cholera, czyżby szpieg?" zapytał sam siebie w myślach. Spojrzał na wampira i zastanawiał się, czy on także zwrócił nań uwagę.
- Jednakże, jeśli można, zanim zajmiemy się oberżystą, może warto byłoby zainteresować się łucznikiem siedzącym stolik dalej?- powiedział to najciszej jak umiał, wiedząc, że wampir go usłyszy.
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Postprzez Kelio » N kwi 27, 2014 8:43 pm

Kelio przesuwał wzrokiem po pijących istotach, z udawaną uwagą przyglądając się każdej z nich. Cel miał jak na razie tylko jeden - słuchać to, o czym rozmawiają tuż obok i choć nie do końca rozumiał całość, niektóre z wypowiedzianych przez nich zdań utkwiły mu w pamięci. Po chwili namyślenia zdał sobie sprawę o ewentualnych dodatkach w trunku. Gwałtownie odsunął kubek od ust, spoglądając na jego zawartość. Zmrużył oczy, zaklinając cicho pod nosem karczmarza, który i jemu mógł odstawić podobny numer. Nie wyczuwał niczego podejrzanego w smaku, aczkolwiek nie był też specem w tej dziedzinie. O ile wzrok miał bystry, nie potrafił rozróżnić za pomocą smaku składników danego napoju aż w taki sposób. Przejechał dokładnie rękawem po ustach, docierając do obydwóch kącików. Zacisnął delikatnie zęby, lecz te mimo wszystko cichutko zgrzytnęły.
W pewnym momencie mężczyzna, którego wcześniej Kelio śledził zdecydowanie obniżył ton, wyraźnie szepcąc coś do wampira. Widocznie było to coś, czego nikt inny nie powinien usłyszeć - takie informacje łucznik lubił najbardziej. Chętnie dowiadywał się rzeczy, o których inni nie mieli pojęcia. Nie mógł jednak zdecydowanie zbliżyć się do rozmówców. Musiał rozegrać to powoli i ostrożnie.
"Cierpliwość zawsze popłaca..." - Uśmiechnął się prawie że niedostrzegalnie, siedząc plecami do Froksendh'a. Lewa ręka mimowolnie powędrowała na ławę, chwytając za naczynie z alkoholem i zbliżając je do twarzy strzelca. Ten wziął kilka łyków, jakby zapominając o tym, co przed chwilą usłyszał o tym, co serwują w tej oberży swoim klientom. Stłumił beknięcie, otworzył szeroko usta, by po sekundzie ziewnąć, udając tym razem zmęczenie. Mimo to wciąż starał się przysłuchiwać dialogowi.
Avatar użytkownika
Kelio
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Medard » N kwi 27, 2014 9:01 pm

Chędożony dowcipniś barman znowu pokazał, co oprócz psucia piwska potrafi najlepiej. Nekros tak się zapultał  pod wpływem syfu dosypanego cichcem do trunku, że nawet nie przyszło mu do łepetynki, z kim miał w tej chwili do czynienia. Gagatek z doły dostanie dzisiaj za swoje i to nawet wcześniej niźliby się tego miał spodziewać. Medard słuchał tego, co nekromanta usiłował z siebie wydobyć, co i raz upijając miodu z dzbana.
- Nie ma sprawy, nie tylko tobie ten kretyński barman działa na nerwy. To, co się teraz dzieje, to tylko kropla w morzu podobnych ekscesów. Ktoś taki powinien robić za cyrkowego błazna, a nie oberżystę.   Sługa Śmierci - też mi coś! Chyba Jego chomik zachrzaniający w kółko w swym kieraciku! - pomyślał, upił kolejny łyk miodu i ciągnął:
- Dobra, do rzeczy, bo nie za bardzo mam teraz czas. Szukasz pomocy - to już wiem. Poproszę o więcej szczegółów, czego ta pomoc ma dotyczyć?
- Demony? W żadnym wypadku! Nigdy nie wiesz, jaki numer zechcą ci wywinąć. Co do zdechlaczych sługusów zaś - mięsa armatniego nigdy dosyć.
- Ten cały łucznik też mnie zainteresował. Nie wygląda mi na szpiega, ale podobnie się zachowuje. Ciekawe, czego on tutaj szuka, bo chyba nie przylazł na wojnę? - dodał.
Łucznik nadal zajmował to samo miejsce, co przedtem i wyglądał na znudzonego rozmową Medarda i nekromanty, ale to tylko pozory. Licho nie śpi i Hodor mógł wysłać swoich agentów na rekonesans. Im durniej by wyglądali, tym lepiej dla nich...
Avatar użytkownika
Medard
Splatający Przeznaczenie
 
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Platyna twarda niczym najlepsza stal połyskująca jeszcze względną świeżością, rozpłynie się przed twoimi oczyma, sięgając samego horyzontu. Tam lśni dorównujący jej w nieustępliwości obsydian, odbijając się w gładkich połaciach szlachetnego metalu. Obraz wydaje się prostym, wręcz surowym, zupełnie jakby swoją szlachecką prezencją odpychał cię przed bliższymi oględzinami, gdy jednak przyjrzysz się uważniej zachowując wszystkie zasady dobrego wychowania, uda ci się dostrzec kruszyny cyny skrzące się nieregularnie, przemieszane z giętkimi smużkami srebra i ubarwione ostrymi w dotyku pociągnięciami żelaza. Smak powietrza jest tu ciężki i lepki zupełnie jak przed tropikalną burzą. Niby da się wyczuć posmak łagodności, jednak to gorycz zakończy bukiet, w efekcie kradnąc prawie całą uwagę. Tak przynajmniej myślałeś. Wtedy w twe nozdrza uderzy metaliczny odór krwi, a krzyk agonii prawie namacalnie rozedrze w strzępy otaczający cię świat. Jeszcze tchnienie minie nim wyrównasz oddech próbując się uspokoić i pojąć czego świadkiem właśnie byłeś.
Wygląd: Medard to wysoki mężczyzna o przeciętnej posturze z przechyleniem szali na umięśnioną. Mierzy bowiem sążeń i dwa palce (ok. 188 cm) przy dwóch cetnarach i kamieniu masy (ok. 90 kg). Skóra na jego dłoniach nie należy do najmiększych co świadczy o tym, że swoje przepracował. Kilka palców zdobią sygnety z herbem Aflaque - wyjącym czarnym wilkiem w tarczy (w klejnocie dwa ... (Więcej)

Postprzez Froksendh » N kwi 27, 2014 11:24 pm

Czuł się coraz gorzej. Musiał stanowczo skończyć z piciem tego obrzydlistwa. Spojrzał na krwiopijcę, starając się przypomnieć sobie, po co on właściwie z nim rozmawia. W końcu sobie przypomniał "Nie podoba mi się ton jego głosu i wyraz jego twarzy. Muszę załagodzić nasz spór, bo może to się źle dla mnie skończyć". Postanowił kontynuować szeptem swoją wypowiedź:
- Mój cel jest niezwykle trudny do osiągnięcia, dla niektórych mógłby się wydawać wręcz niewykonalny. Ale dopóki nie zwiążą nas wspólne przeżycia i interesy, nie widzę sensu aby zanudzać Pana zawiłościami moich poczynań. Potrzebuję magicznych artefaktów, o dużej mocy. Nie ważne w jakiej postaci, byle by zawierały w sobie magiczną energię. Jestem gotów pomóc w pańskich planach, jeśli potem, waść pomożesz mnie w moich.
- Cóż poczniemy w takim razie z naszym łucznikiem? Mnie też nie wygląda on na szpiega, ale, psia ich mać, nigdy nic nie wiadomo. Proponuję zaproponować mu nasze towarzystwo. Jeśli nasz dowcipniś dosypał mu tego samego łajna, co mnie, wszystko nam ładnie wyśpiewa.
- Co do samego oberżysty. Nie zadowolę się samą jego śmiercią. Proponuję abyśmy na początek go postraszyli, pobawili się nim, aby cierpiał i żałował, że zadarł z... A właśnie, jaka jest wasza godność, Panie...
Avatar użytkownika
Froksendh
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Człowiek, Nekromanta
Aura: Srebrna barwa aury otoczona jest bursztynową poświatą. Nie jest ona już tak jasna, jak niegdyś, lecz wciąż łatwo zauważyć jej blask. Agonalne krzyki mieszają się z jękami boleści, powodując na przemian uczucie straty i zagrożenia. Nieokreślone dźwięki oraz dziwna obcość niepokoją, natomiast potężne grzmoty idealnie wpasowują się w tę wrogą melodię. Zapach niesiony jakby wiatrem wydaje się pochodzić ze starych, cennych ksiąg. W dotyku gnie się łatwo mimo swej twardości. Przyjemnie gładka powierzchnia kończy się niezwykle ostrymi zarysami. Do podniebienia zaś lepi się i pozostawia po sobie gorzki smak w ustach.
Wygląd: Froksendh jest dosyć wysokim i szczupłym człowiekiem. Ma lekko bladą skórę, idealnie pasującą do drobnej postawy. Porusza się z wrodzoną gracją i wyższością, a spojrzenie jego niebieskich oczu niemal zawsze daje do zrozumienia obrzydzenie jakie Nekromanta żywi do otaczającego go świata. Długie czarne włosy zazwyczaj spływają luźno na raczej niezbyt szerokie ramiona ... (Więcej)

Postprzez Kelio » Śr kwi 30, 2014 5:23 pm

Kelio rozbujał nieco krzesło, na którym siedział w taki sposób, by stało jedynie na dwóch tylnych nogach. Oparcie skrzypnęło niepokojąco, jednak mimo to mężczyzna nie przejmował się tym dźwiękiem. Wciąż był na tyle świadom, by w razie ewentualnego zagrożenia mógł zareagować i sprawnie wylądować opartym o dłonie. Przynajmniej tak mu się wydawało. Ponownie ziewnął, otwierając szeroko usta. Wziął ostatni już łyk trunku - o ile tak można to nazwać - który mu pozostał i dosyć silnie odłożył kubek na ławę, dając o sobie znać reszcie towarzystwa. Ręce wyciągnął ku górze, splatając ze sobą zręczne palce i wygiął je w drugą stronę. W niedużej od łucznika odległości rozległo się charakterystyczne strzyknięcie.
"Chyba nie ma sensu już dłużej udawać, że przyszedłem tutaj ot tak sobie... Cholera, istoty wydają się tutaj być zbyt ostrożne." - Strzelec odkaszlnął od niechcenia, chwytając jedną ręką za łuk, drugą natomiast za górną część siedziska. Obrócił je w jednej chwili w kierunku stolika, przy którym siedział wampir. Z uśmiechem na ustach znów rozsiadł się wygodnie, tym razem już twarzą do dwójki rozmawiających.
-Panowie wybaczą, ale męczy mnie już ten szept. Myślałem, że zamierzacie pogawędzić sobie nieco dłużej, ale cóż - pomyliłem się znacząco. Pozwolicie, że się dosiądę? - Rozejrzał się dookoła, starając się "zmusić" zarówno Medarda, jak i Froksendh'a do tego, by i oni uczynili to samo. -Sami widzicie, że nie ma tutaj zbyt wiele istot, które do towarzystwa by się nadawały. Może i nie wyglądam, ale towarzystwo nie do końca rozwiniętych wojowników, którym tylko ucinanie łbów po głowie chodzi średnio mnie interesuje.
Zaśmiał się cicho, przerzucając wzrok na nekromantę, a następnie jego kostur. Była to rzecz, która głównie zwróciła jego uwagę i to za jej sprawą postanowił nieco pośledzić swoją drobną "ofiarę". Szybko jednak przypomniał sobie, że drugi osobnik jest równie, a może nawet i bardziej ciekawy. Oparł broń o blat, przytrzymując go nogą, by się nie osunęła.
-Zdaje się, że domyśliliście się już o moim niezbyt godnym występku. Ponownie raczcie wybaczyć, ale jestem po prostu takim typem człowieka, który lubi być blisko wydarzeń. Ot, taka moja mała mania, nieraz wpędzająca mnie w kłopoty.
Pytanie o godność Medarda świadczyło tylko o tym, że i oni dopiero co się poznali. Być może pozwoli to Kelio jeszcze zachować swoje życie.
Avatar użytkownika
Kelio
Błądzący na granicy światów
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Następna strona

Powrót do Księstwo Karnstein

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron