Adrion[Wykopaliska] Hive, nie!

Królestwo Elfów, jedno z trzech położonych w Szepczącym Lesie. Siedziba tkaczy zaklęć, uzdrowicieli i białych kapłanek. Schronienia dla wszelkich podróżnych, miejsce przyjazne, choć zamknięta na wojny i konflikty.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

[Wykopaliska] Hive, nie!

Post autor: Rammi »

        Z Kryształowego Królestwa do wykopalisk wytypowanych przez Sylvę nie było już daleko - nie znajdowały się one w bliskim sąsiedztwie Adrionu, a bardziej na wschód, w głębi Szepczącego Lasu. Rammon mniej więcej wiedział jak tam dotrzeć - kierował się na najbliższą wykopaliskom mieścinę, której nazwę zapisał im Samon. Gdy już do niewielkiego miasteczka trafili, każdy miejscowy był w stanie pokierować ich dalej. A nawet gdyby nie był w stanie, nie było trudno znaleźć niedawno wykarczowanej drogi prowadzącej na wykopaliska.
        Stanowisko archeologiczne było naprawdę spore, choć nie było widać tego na pierwszy rzut oka. Z racji tego, że do tej roboty wzięły się elfy z samego serca Szepczącego Lasu, nie niszczyły one bezmyślnie drzew i starały się jak najmniej niszczyć przyrodę. Dlatego poszczególne stanowiska wykopaliskowe wyglądały raczej jak dziury po dawno wyrwanych drzewach albo jak kopce termitów wyrastające wśród zieleni. Nie zadeptano całkowicie trawy i ściółki, a namioty w większości przypadków stanowiły płachty impregnowanego płótna rozpięte między pniami. Oczywiście szacunek do przyrody nie był taki bezkrytyczny i tam gdzie w grę wchodziło bezpieczeństwo naukowców czy wydobytych artefaktów nikt nie korzystał z półśrodków - dlatego w kilku miejscach można było dostrzec pełnoprawne namioty albo podesty zrobione ze zwykłych desek.
        Sylva miała rację, gdy mówiła, że przez te wykopaliska przewija się masa osób - naukowcy, kopacze, studenci, łącznie lekko kilkadziesiąt osób kręciło się wśród drzew, pokrzykiwało i stukało malymi archologicznymi młoteczkami. W tym gwarze mało kto zwracał uwagę na przybyszów, nieroztropnie byłoby jednak zostawiać takie miejsce bez żadnej ochrony, dlatego przy drodze prowadzącej od strony miasteczka stał niewielki namiot - pewnie stróżówka, w której siedział ubrany po cywilnemu samotny elf, nonszalancko rozwalony na krześle i czytający jakąś wyświechtaną książeczkę, jednak przy tym na tyle czujny, że dostrzegł zmierzających w ich stronę wędrowców. Niespiesznie wstał, a czytaną książkę odłożył rozłożoną na siedzisku, by nie szukać później strony, na której skończył. Niejeden bibliofil dałby mu w pysk za takie traktowanie książek.
        - Państwo tu szukają…
        - Szukamy kierownika, Agriela Teseralla - pośpieszył z odpowiedzią Rammon, zeskakując ze swojego konia. - Pan pozwoli, jestem Rammon Heike-Alsbeith, moja towarzyszka to Mozhan Navabi z uniwersytetu w Na’Zahirze. Nasz kolega ma na imię Hive.
        Lisołak nieśmiało podniósł rękę na powitanie, ale kulił się w siodle, jakby w sumie nie chciał być zauważony. Prasmok wysłuchał jego próśb, bo elf nie był nim zainteresowany - uwagę dzielił po połowie między badaczami, nie ukrywając tego, że był lekko skonsternowany ich obecnością. Podrapał się po skroni, po czym sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął notes równie wyświechtany co jego książka. Zerknął do niego krótko, jakby wiedział, że i tak nie znajdzie tam odpowiedzi na swoje pytanie. Później uśmiechnął się przepraszająco do przybyłych.
        - Och, nie jesteśmy tu na kontrakt - wyjaśnił Rammon, dopiero teraz kojarząc o co mogło temu strażnikowi chodzić. - Jesteśmy tu z własnej inicjatywy, nie zapowiadaliśmy się.
        - Ach! - Strażnik pozwolił sobie na sapnięcie zrozumienia i ulgi. - I chcą się państwo widzieć z Teserallem, tak?
        - Tak. To sprawa dotycząca bezpośrednio wykopalisk.
        - Konkretniej?
        - Przepraszam, ale wolałbym rozmawiać od razu z kierownikiem wykopalisk, nie chcę niedomówień - wyjaśnił Rammon niby przyjaznym tonem, ale dość stanowczym. Strażnik przez chwilę patrzył na niego jakby toczył ze sobą wewnętrzną walkę.
        - Jeszcze raz nazwiska? - odezwał się w końcu.
        - Rammon Heike-Alsbeith i Mozhan Navabi - wyrecytował etnograf, pomijając lisołaka, bo on był niestety najmniej ważny w tej grupie, co pewnie wszyscy rozumieli.
        - Poczekajcie tu, zapytam czy profesor będzie miał czas - wyjaśnił elf tonem zdradzającym, że nie chce, ale musi. - Proszę, nie wchodźcie na teren wykopalisk, bo tam łatwo o wypadek.
        I to powiedziawszy poszedł gdzieś między namioty i stanowiska archeologiczne. Rammon zamierzał słuchać się jego poleceń, dlatego stał cierpliwie, głaszcząc swojego konia po boku.
        - Te… - odezwał się konspiracyjnym szeptem Hive. - A jak ten Teserall każe ci się walić? To jest ten… powiem wam, że nie ma czasu? - poprawił się ze względu na Mozhan.
        - To będę nalegał - oświadczył Rammon, jakby to nie było nic wielkiego. - Jak nie będzie chciał z nami gadać choćby ze względu na dobre wychowanie to może przekona go list od Sylvy, w ostateczności informacje o figurce… Nie zamierzam mu jej pokazywać - wyjaśnił, patrząc z naciskiem na Nalę, by wyraziła swoje zdaniem na ten temat. - Sądzę, że lepiej nią nie machać na lewo i prawo póki nie upewnimy się, że ten Teserall jest rozsądny i nie wymyśli, że to my ją ukradliśmy… Hive, nie wyprowadzaj nikogo z błędu. I łapy przy sobie.
        - Ej, no wiesz co? - oburzył się chłopak.
        - No właśnie wiem, dlatego wolę by sprawa była jasna - odparł niezrażony elf, nawet uśmiechając się wesoło na widok jego obrażonej miny. Śmiałby się, gdyby nie to, że sytuacja była w sumie poważna.
Awatar użytkownika
Nala
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Droga mijała im spokojnie, a ostatnie staje pokonali niespiesznym stępem. Nala bujała się leciutko w siodle, w rytm kroków wierzchowca, wciąż nienasyconym wzrokiem ogarniając wszechobecną zieleń. Szelest liści poruszanych wiatrem; dźwięk tak naturalny dla tubylców, że nawet nie zwracali na niego uwagi, ją wyrywał z zamyślenia i przykuwał uwagę do linii drzew. W końcu jednak do tej melodii dołączyły odgłosy rytmicznych uderzeń, stukot kół i okazjonalne nawoływania. Równie dobrze mogłaby to być budowa jakiegoś dworku i dopiero, gdy zbliżyli się na tyle, by na trakcie dostrzec stróżówkę, elementy krajobrazu zaczęły przypominać wykopaliska.
        Nazahirka ściągnęła lekko wodze wierzchowca, zostając o koński łeb za Rammonem, gdy i ten się zatrzymał. Do rozmowy ze strażnikiem się nie wtrącała, nie skinąwszy nawet głową, gdy elf ich przedstawiał. To była prezentacja dowodowa, nie towarzyskie spotkanie. Strażnik zatrzymał na niej spojrzenie na tyle długo, by ją zapamiętać. To samo uczynił z Hive, który pomachał mu niezręcznie, a dopiero później powrócił uwagą do Rammona, skupiając się już tylko na nim. Niecodzienna sytuacja wyraźnie wyrwała strażnika z przyjemnej rutyny i niechętnie oddalił się w poszukiwaniu wspomnianego przez elfa profesora.
        Nala spojrzała na Hive, a później przechyliła lekko głowę. Chłopak opacznie zrozumiał jej minę i poprawił słownictwo, ale kobieta po prostu nie zrozumiała wcześniejszego sformułowania. Wyjaśnienia Rammona były natomiast sensowne i w przeciwieństwie do chłopaka, Nala nie martwiła się, że zostaną odprawieni z kwitkiem. Jeśli wykopaliska są na tyle otwarte, by dopuszczać do nich studentów w ramach praktyk to odmówienie znanemu profesorowi (z listem jeszcze ważniejszej dziekanki) byłoby trudne do usprawiedliwienia.
        Kobieta uśmiechnęła się kątem ust, słysząc przepychankę pomiędzy elfem a lisołakiem, ale później zastanowiła się, czy to aby na pewno był dobry pomysł, by go ze sobą zabierać. Ufała dzieciakowi na tyle, na ile go widziała i wolała mieć go pod ręką, dopóki sprawa z klątwą nie zostanie zamknięta. Nie dałaby głowy, czy młody niczego więcej przed nimi nie ukrywa, a wtedy mogliby sobie pluć w brodę, że zostawili lisa w innym mieście. Teraz jednak dochodził inny aspekt - czy Hive nie właduje ich po prostu w nowe tarapaty. Będą musieli mieć na niego oko, skoro ostatnim razem nie umiał wyjść stąd z pustymi rękami.
        Na horyzoncie znów pojawił się strażnik, już z daleka machając dłonią, więc podjechali do niego powoli, spotykając się w połowie drogi.
        - Pan Teserall zgodził się państwa przyjąć - oznajmił. Był lekko zasapany, a na czole sperlił mu się pot. Nawet jeśli wcześniej wyglądał na znudzonego to chyba jednak zależało mu, by nie zostawiać “posterunku” bez opieki na zbyt długo.
        - Zostawcie konie z resztą, będzie tam czekał na was jeden ze studentów - dodał już nieoficjalnie, i jak gdyby wszystko miało się wyjaśnić niedługo, po czym ręką wskazał kierunek.
        Faktycznie, wystarczyło by przeszli stępa jeszcze kilkanaście sążni i dostrzegli kilka wierzchowców przy konowiązie. W pobliżu zaś czekał młody, wysoki chłopak. Tego, że to na nich czekał, łatwo było się domyślić - oparty o drzewo, z rękami w kieszeniach, był aż zbyt bezczynny na tle innych pracowników i studentów, wszystkich wyjątkowo czymś zajętych, by nie powiedzieć, że urobionych po uszy. On chyba również wiedział na kogo czeka, bo na widok ich trójki odbił się od drzewa i podszedł bliżej, odruchowo chcąc pomóc Nali z wierzchowcem. Miło, że był dobrze wychowany, ale Nazahirka nie czekała na pomoc, zeskakując z konia i uwiązując go przy wolnej pętli. Chłopak zatrzymał się i spojrzał po nich raz jeszcze, jakby szukając „dowódcy”, a gdy Hive znacząco zerknął w stronę Rammona, skierował się w jego stronę.
        - Witajcie, nazywam się Egil, zaprowadzę was do profesora. Ostrożnie na pomostach – dodał, odwracając się już przez ramię, gdy prowadził ich między wykopami. Szli głównie naturalnymi ścieżkami, ale w końcu dotarli do większego wykopaliska, nad którym rozłożono drewniane pomosty dla przemieszczających się górą. W dole można było zobaczyć ludzi i elfy, na kolanach, w pełnym skupieniu wymiatającymi kolejne miejsca, by zraz oznaczyć je tabliczkami z numerem.
        Nala trochę się zagapiła, obserwując postępujące wokół nich prace i prawie wpadła na Rammona, gdy ten się zatrzymał. Wyszła zza niego, stając obok i spoglądając, jak Egil nachyla się do jakiegoś mężczyzny, siedzącego na składanym krzesełku. Materiałowe siedzisko ledwo uginało się pod szczupłą sylwetką, a spod kapelusza z szerokim rondem wypływały długie jasne włosy. Navabi uszu nie widziała, ale wyczuła elfa po aurze. W końcu mężczyzna na nich spojrzał i podniósł się powoli. Nie wyglądał na zachwyconego, ale też zdecydował się ich przyjąć, więc nie mogło być bardzo źle.
        - Witam, państwo mnie szukali? – odezwał się łagodnie, uprzejmie zainteresowanym tonem, natomiast studenta odprawiając już gestem. – W czym mogę pomóc?
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Na wykopaliskach Rammon czuł się w sumie równie swobodnie co na ulicy i mógłby tu łazić samopas, ale miał duży respekt przed tymi, którzy tu pracowali – nie zamierzał się rządzić, nawet jeśli był jakoś tam rozpoznawalny na swoim małym poletku i pewnie niewielu by się ośmieliło go przegonić. Słuchał się jednak poleceń, które wydawali mu – o ironio – studenci, chodził tam, gdzie mu wskazali i nie udawał, że wie lepiej. Dlatego nie obruszył się, gdy zostali we trójkę przywołani przez strażnika gestem – pociągnął swojego wierzchowca i podszedł. Skinął z zadowoleniem głową na wieść, że profesor zgodził się z nimi porozmawiać, bo dzięki temu nie musieli się przepychać i przechwalać kto zna ważniejsze osoby.
        - Dzięki – rzucił, po czym pociągnął konia we wskazanym kierunku, machając strażnikowi ręką na do widzenia. Nie wsiadł z powrotem na wierzchowca, bo uważał to za zbędny wysiłek przy tak niewielkiej odległości do pokonania.
        Wysłanego po nich chłopaka poznał po tym samym, co Nala – że stał i nic nie robił w tym obozie pełnym pracowitych mróweczek. Zresztą wystarczyło, by wymienili ze sobą spojrzenia i już wiedzieli, że zostali wysłani sobie naprzeciw.
        Gdy student zgodnie z zasadami dobrego wychowania chciał pomóc Nali – którą to pomocą Nazahirka wzgardziła – Rammon obsłużył się sam, tak samo Hive. Biedny przewodnik, poczuł się pewnie zignorowany, ale przynajmniej lisołak poświęcił mu dość uwagi, by rozwiać jego wątpliwości. Rudzielec zaś od razu poczuł na sobie jego wzrok i skoro student im się przedstawił, on nie pozostał mu dłużny.
        - Heike-Alsbeith – rzucił, podając mu rękę w szybkim powitaniu. Podał tylko nazwisko, bo nie była to pora ani na poufałości, ani na przechwalanie się tytułami. Niech tylko dzieciak wie jaki dystans zachować: nazwisko do tego wystarczyło.
        Nie było zresztą czasu na spoufalanie się – student musiał zostać odwołany od jakiejś pracy, bo wyraźnie mu się spieszyło i chciał szybko wykonać nadprogramową pracę, dlatego bez zbędnych dyskusji poprowadził ich dalej. Rammon podążył za nim, rozglądając się z profesjonalnym zainteresowaniem po obozie. Oj działo się tu, działo, ktokolwiek wybrał to miejsce na wykopaliska, trafił w dziesiątkę, bo na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że dokopano się do całkiem sporej osady... Tak, to na pewno stąd pochodziła ta figurka, Rammon był o tym przekonany. Teraz tylko musieli się dowiedzieć skąd ją wykopano, odłożyć ją na miejsce i już, z głowy... No niestety, nie miało być tak łatwo, ale tego jeszcze nie wiedzieli.
        Profesor Teserall nie czekał na nich w żadnym namiocie, a jedynie pod jednym z zadaszeń, pochylony nad jakimiś papierami, których Rammon ze względu na odległość nie mógł odczytać, ale wydawało mu się, że była to mapa stanowisk i jakieś spisy. Z lekką dozą sarkazmu pomyślał, że być może znowu są problemy z doliczeniem się artefaktów... Ale zachował to dla siebie i nawet się nie uśmiechnął. Wyczuwając, że gospodarz nie jest w nastroju na towarzyskie pogaduszki i pewnie zgodził się na rozmowę tylko przez wzgląd na znane nazwisko gościa, nie zamierzał go irytować swoją swobodą bycia.
        - Rammon Heike-Alsbeith - przedstawił się po raz nie wiadomo który tego dnia, a następnie wskazał na swoje towarzystwo. - Mozhan Navabi z uniwersytetu w Na'Zahirze i nasz pomocnik Hive. Nie zabierzemy wiele czasu... Czy to dobre miejsce na rozmowę dość delikatnej natury?
        Profesor przeciągle rozejrzał się wokół, jakby trochę teatralnie. W końcu kiwnął głową.
        - Proszę mówić - zachęcił. Albo wręcz ponaglił, ale na razie tak raczej łagodnie. Uwadze Rammona nie umknął fakt, że profesor stał z założonymi rękami i bębnił palcem wskazującym w swoje ramię, nie potrafiąc ukryć pewnego zniecierpliwienia.
        - Profesorze - podjął więc Rammon, choć mówił ściszonym głosem. - Szczerze powiedziawszy nie jestem zwolennikiem mówienia na okrętkę i liczę, że jako ludzie nauki nie potrzebujemy tego dyplomatycznego bicia piany, więc powiem krótko i wprost. Weszliśmy w posiadanie pewnej figurki, która prawdopodobnie została wyniesiona z tutejszych wykopalisk...
        - Kolejny! - sarknął Teserall, wyrzucając ręce ku niebu w nieskrywanej irytacji. - Co tym razem? Nic innego nie robię przez ostatnie trzy miesiące tylko siedzę w papierach i udowadniam, że wszystko dzieje się zgodnie z raportami. Trzy! Miesiące!
        - Profesorze, nie przyszliśmy tu, aby pana z czegokolwiek rozliczać - wtrącił się Rammon, wyczuwając, że jednak źle zaczął i Teserall zaraz go udusi. Co za wrażliwiec. - Chcemy odwiedzić jedno z miejsc sacrum na terenie tych wykopalisk i odnieść tam figurkę, która została stąd skradziona.
        - Niczego nam nie brakuje - oświadczył twardo archeolog. - Wszystkie listy magazynowe się zgadzają. Cokolwiek macie, trafiliście pod zły adres…
        Rozmowie od samego początku przysłuchiwała się stojąca kawałek dalej elfka w słomkowym kapeluszu z trenem, który przypominał trochę kapelusz pszczelarza. Gdy Teserall i Rammon dyskutowali zawzięcie, ona intensywnie gapiła się na Nalę i Hive, czekając aż ci na nią spojrzą. Lisołak w końcu na nią spojrzał, a wtedy ona kiwnęła na niego zapraszająco palcem i ruchem głowy wskazała, gdzie ma iść. Jakże miałby nie pójść? Od razu spróbował się wymknąć z tej rozmowy dorosłych, która go nie dotyczyła.
Awatar użytkownika
Nala
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Nala znów oddała Rammonowi ciężar rozmowy z profesorem – argumentów za niewtrącaniem się było aż nadto. Teserall obrzucił ich krótkim spojrzeniem, a Nazahirka skinęła tym razem głową, gdy zostali przedstawieni. Poza tym stała w milczeniu przy rudowłosym elfie, jak jakiś nietypowy ochroniarz. Dłonie, tym razem odziane w rękawiczki, splotła przed sobą, tak że trudno byłoby dopatrzeć się czarnych palców jednej z nich. Przez pierwsze kilka chwil rozglądała się z zainteresowaniem po wykopaliskach wokół nich, ale gdy tylko ton rozmowy między mężczyznami się zmienił, wróciła do nich spojrzeniem, marszcząc lekko brwi. Gwałtowność Teseralla wprawiła ją w szczere zdumienie, zarówno ze względu na odruchowe przypisanie jego rasie zachowawczości w zachowaniu, jak i z powodu pełnionego stanowiska. Łatwo irytujący się profesor nie był niczym nadzwyczajnym, ale praktykujący archeolog już owszem. Cierpliwość to pierwsze, czego wymagała ta praca. Współczuła jego pracownikom regularnego mierzenia się z takim temperamentem przełożonego.
        Nala spojrzała krótko na Rammona, który próbował naprawić sytuację, mimo że w jej mniemaniu nie mógł tego lepiej rozegrać. Później przeniosła spojrzenie na naburmuszonego archeologa i prawie otworzyła usta, by się odezwać, ale nie było scenariusza, w którym nie pogorszyłaby sytuacji. Chociaż najchętniej wyjęłaby newralgiczny przedmiot, by ostentacyjnie położyć mu go na papierach.
        Mimo twardych zapewnień Teseralla nie uznała jeszcze, by Sylva źle obstawiła stanowisko archeologiczne. Dla niej i Rammona może byłaby to loteria, ale dziekanka opierała się na większej ilości przesłanek i skoro to miejsce wskazała jako najbardziej prawdopodobne, byle nerwus nie mógł jeszcze tego zmienić.
        Kątem oka zauważyła, że Hive wycofuje się za jej plecy i odwróciła głowę, śledząc chłopaka wzrokiem. Ten zaś po prostu odszedł, a Nala spojrzała w miejsce, w które spoglądał. Dostrzegła elfkę w słomkowym kapeluszu, która nikłym uśmiechem skomentowała decyzję lisołaka, a łapiąc wzrok Navabi położyła palec na ustach i znacząco wskazała spojrzeniem Teseralla. Nazahirka zacisnęła usta i zerknęła na Rammona, zajętego dyskusją z archeologiem. Hive zaraz miał zniknąć jej z oczu i podjęła szybką decyzję.
        - Przypilnuję dzieciaka – rzuciła do Rammona po nazahirsku, kątem oka dostrzegając, że archeolog nie znał jej języka. Tym lepiej.
        Ruszyła za lisołakiem, który znikał jej już za drzewem. Elfki już nie było, więc Nala podejrzewała, że też nie chciała być dostrzeżona przez Teseralla. Cudzoziemka przeszła sprawnie przez jeden z pomostów i skręciła za drzewem, napotykając kawałek dalej rozmawiającą dwójkę. Elfka podniosła tren na rondo kapelusza i z tłumionym rozbawieniem na ustach słuchała trajkoczącego Hive.
        - …naprawdę nie wiedziałem, co to było, a później pan Rammon i pani Nala dotknęli figurki i całe dłonie im poczerniały!
        - Hive! – syknęła za jego plecami Navabi, a chłopak aż skulił ramiona. Co za papla. Mozhan stanęła koło niego, spoglądając nieufnie na elfkę, ale postanowiła chociaż spróbować być równie przyjazna, co Rammon.
        - Mozhan Navabi – odezwała się, wyciągając dłoń do elfki.
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Wbrew pozorom Rammon nie poczuł się porzucony, gdy nagle z rozmowy odłączyli się Hive i Nala, a on został sam na placu boju ze zirytowanym profesorem. Kiwnął spokojnie głową Mozhan i gestem zapewnił, że może iść, on postara się zająć tutaj wszystkim, a oni niech robią swoje. Powstrzymał się od westchnienia czy przywoływaniem do siebie Hive - nie wyglądałoby to dla nich korzystnie, gdyby nagle zaczęli się ścigać po tych wykopaliskach, a Rammi był pewny, że Nala ogarnie ten temat. Teraz to on musiał nie dać plamy.
        - Profesorze - odezwał się do Teseralla z naciskiem. Mówił jednak cicho i zbliżył się do niego, by dać do zrozumienia, że to poufały temat i żaden z nich nie powinien się wydzierać, jeśli chcą na tym dobrze wyjść. - Jeszcze raz powtarzam, nie jesteśmy tu by pana z czegokolwiek rozliczać czy wtrącać się w pana pracę. Proszę tylko umożliwić nam zwrócenie artefaktu, który pochodzi z tutejszej świątyni.
        - A skąd pewność, że ten artefakt, w którego posiadaniu jesteście, pochodzi akurat stąd? - drążył Teserall.
        - Jest kilka powodów, by tak przypuszczać…

        Elfka sprawiała wrażenie tej dziewczyny na kampusie, do której otwarcie wzdychała połowa studentów i skrycie również część kadry, a ona była tego doskonale świadoma i tylko przez uprzejmość nie odrzucała w tym momencie starań takiego podrostka, jakim był Hive. Była naprawdę ładną kobietą - trochę wygnieciona i przykurzona sukienka z surowego lnu wcale nie odbierała niczego jej zgrabnej sylwetce, a uprzejmy uśmiech tylko podkreślał pełne usta i arystokratyczne kości policzkowe. Trochę można było zrozumieć dlaczego Hive tak przed nią głupiał. Wiadomo było jednak, że Mozhan się na takie coś nie nabierze - była zbyt konkretna.
        - Arianna Primrosea. - Elfka zdjęła szybko swoją roboczą rękawicę i uścisnęła Nali dłoń. Mimo powierzchowności księżniczki Arianna nie miała dłoni stworzonych tylko do pisania wierszy, na jej palcach dało się wyczuć zgrubienia powstałe przez wielogodzinne prace z narzędziami archeologicznymi.
        - Hive powiedział mi już co was tu sprowadza - zagaiła. - Pozwoliłam sobie też podsłuchać część z tego, o czym mówiliście z Agrielem… Kiepskie wyczucie czasu - wyznała kwaśno. - Nie dalej jak wczoraj zabrała się stąd kontrola z Uniwersytetu, zostawili po sobie taki bałagan, jakby ktoś ich tu przysłał sabotować badania… A i bez tego są kłopoty, jak widzicie. - Primrosea pozwoliła sobie wymownie spojrzeć na dłonie Nazahirki i po chwili zogniskować wzrok na tej, która miała czarne palce. - Fakt, mieliśmy kłopoty ze złodziejami, nadal nie umiemy się doliczyć niektórych eksponatów, ale… Jak to wyjdzie to Teserall jest skończony, to mu zrujnuje karierę… Ale nie myślcie sobie, że to jakiś wyrachowany karierowicz. Teraz jest po prostu zmęczony, wściekły i rozgoryczony. Jak wrócicie za jakiś tydzień albo dwa…
        - Ale oni nie mają tyle czasu - wtrącił się nagle z przejęciem Hive. Primrosea spojrzała na niego, jakby nie do końca wiedziała co on chce przez to powiedzieć, ale domyśla się, że to nic dobrego. Po chwili przeniosła wzrok na Nalę.
        - O kurcze… - westchnęła, składając ręce jak do modlitwy. - To… Ile czasu macie? Chociaż parę godzin? - upewniła się. - Mogłabym wam pomóc, ale nie teraz, gdy na wykopaliskach są dosłownie wszyscy. Popołudniu albo wręcz pod wieczór będzie mniej osób.
Awatar użytkownika
Nala
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Nala uścisnęła rękę elfki, z zagrzebaną w podświadomości satysfakcją dopisując do ładnej buzi pracowite dłonie.
        - Mozhan Navabi – przedstawiła się.
        Zerknęła krótko na lisołaka, gdy Arianna przyznała, że wie o ich sytuacji, ale nic nie powiedziała. Może i na dobre im to wyjdzie, bo kobieta zdawała się o wiele bardziej przyjazna niż archeolog, z którym musiał mierzyć się Rammon. Mimo wszystko z wyuczonej ostrożności Nala nie chciała dzielić się wszystkim z dopiero co poznaną elfką. Było jednak, jak tutaj mówią, po ptakach.
        Hive poruszył się nerwowo, na wzmiankę o złodziejach, ale Arianna nawet na niego nie zerknęła. Zamiast tego dopatrzyła się czarnych palców Nazahirki, która siłą woli powstrzymała się od schowania dłoni w kieszeniach.
        - My chcemy zwrócić rzecz. Nie zabrać – wtrąciła Mozhan, a elfka pokiwała głową ze zrozumieniem, by zaraz pokręcić nią lekko i wzruszyć ramionami.
        - W tej chwili nie ufa nawet własnym studentom. Patrzy wszystkim na ręce i każe wywracać kieszenie przed wyjściem z placu.
        Nala westchnęła, tłumiąc frustrację, ale na wzmiankę o kilku tygodniach nie zdążyła nawet odpowiedzieć, gdy znów wtrącił się lisołak, przezornie nie spoglądając później na swoją towarzyszkę. Gromy z jej oczu czuł i bez tego. Tyle dobrego, że elfka nagle usprawniła swoją logistykę. Kilka godzin brzmiało naprawdę dobrze, ale Mozhan i tak tylko skinęła głową, nie wdając się w szczegóły. Im szybciej klątwa stanie się jedynie podróżniczą anegdotą, tym lepiej.
        - Możemy przyjść, jak będzie puste – zgodziła się Nala i cofnęła się o krok, zerkając jak radzi sobie Rammon. Minę miał beznadziejną, więc elfka była ich jedyną nadzieją. Przeniosła wzrok na Ariannę.
        - Gdzie możemy czekać?
        - Och… no tak, pewnie nie opłaca się wam wracać do miasta. Cóż, niedaleko jest gospoda, kilka staj dalej główną drogą – poinstruowała kobietę. – Może tam być trochę naszych z innej zmiany, ale myślę, że możecie tam bezpiecznie poczekać. Ja po postu zostanę dłużej i spotkamy się tutaj – zakończyła z czarującym uśmiechem.
        - Dziękuję. – Mozhan skłoniła się lekko, uznając temat za zamknięty i kładąc dłoń na ramieniu Hive, ruszyła z nim w stronę Rammona. Przystanęła przy uczonym, jak gdyby nigdy nic i rozejrzała się krótko wokoło nim zwróciła do znajomego.
        - Znalazłam kogoś kto nam pomoże. Nie męcz się już z nim – powiedziała z łagodnym uśmiechem. Później już w milczeniu czekała, aż Rammon dopełni grzeczności i ruszyli do swoich koni, które przysypiały w cieniu drzewa.
        Mozhan opowiedziała Rammonowi wszystkiego, czego udało im się dowiedzieć, gdy tylko była pewna, że nikt ich nie podsłucha.
        - Nie wiem, czy możemy jej ufać. Ona jakby tu czekać na nas – zakończyła sceptycznie, by po chwili wzruszyć ramionami. – Ale nie mamy szerokiego wyboru chyba.
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rozmowa z profesorem Teserallem była ciężka, ale Rammon tak łatwo się nie poddawał – choć nie uważał, by miał naturę wojownika, w dyskusji ciężko było go przegadać i skłonić do złożenia broni. Oczywiście o ile nie udowodniono mu, że jest w błędzie, bo nie był nieczuły na siłę argumentów, jednak w tym przypadku był przekonany o swojej racji, więc elfi archeolog nie miał z nim łatwej przeprawy. Heike-Alsbeith spokojnie, choć kategorycznie starał się przemówić mu do rozsądku i wyłuszczyć, że nikt nie chce mu zaszkodzić. Dostrzegł, że profesor Agriel jest wyraźnie znerwicowany i być może miał ku temu powody – z półsłówek Rammi wywnioskował, że ktoś próbował sabotować jego prace wykopaliskowe, nie umiał tylko dojść czy to prawda, czy paranoja. Nie to było jednak teraz ważne – nie przyszedł tutaj z Mozhan po to, aby niszczyć cudzą karierę (no bo niby po co?) tylko ratować skórę. Zaproponował nawet rozwiązanie, które wydawało mu się rozsądne, dawało Teserallowi pewność, że nikt mu niczego nie zwinie ani nie podrzuci… Ale on nie chciał w ogóle słuchać. Rammon aż pozwolił sobie na lekkie westchnienie irytacji. Oj, ciężko mu to szło.
        - Profesorze - rudy spróbował po raz kolejny, cierpliwie. - Nie zamierzamy nic robić bez pańskiej wiedzy, możemy pod pańskim nadzorem…
        - Tak, tak, bo ja was upilnuję, już to przerabiałem - sarknął Teserall, a jego spojrzenie uciekło gdzieś w bok. Rammi pomyślał, że pewnie chodzi o Hive i Mozhan, który tak po prostu sobie gdzieś poszli, ale udawał, że wcale nie skojarzył faktów.
        - Więcej czasu już tracimy na tę rozmowę niż by nam zajęło odniesienie tej figurki na miejsce - zauważył trochę kąśliwie… Oj gdyby wzrok mógł zabijać!
        Powrót Hive i Nali nie wpłynął w żaden sposób na zmianę atmosfery – co prawda Rammon trochę się w duchu uspokoił, że lisołak został złapany nim coś nawywijał, ale ich obecność ani nie pomagała w rozmowie ze znerwicowanym kierownikiem wykopalisk, ani nie szkodziła. Dopiero wieść o tym, że Mozhan znalazła jakiegoś sojusznika w obozie sprawiła, że Heike-Alsbeith wyraźnie westchnął – było to westchnienie ulgi, choć Agriel odczytał to jako kapitulację, co potwierdziły dodatkowo słowa Rammona.
        - Chyba pana nie przegadam, profesorze – oświadczył Heike-Alsbeith. – Proszę jednak przemyśleć to, o czym mówiliśmy, to dla nas bardzo ważne.
        - Naturalnie – odparł Teserall, choć chyba nikt (włącznie z nim samym) nie wierzył, że faktycznie to zrobi. Panowie uścisnęli sobie dłonie, kierownik wykopalisk wyciągnął też prawicę w stronę Navabi, po czym wrócił do swojej pracy jeszcze nim cała trójka opuściła miejsce pod jego plandeką.

        - No dobrze, opowiadaj – zagaił Rammon, gdy już wracali na skraj wykopalisk. Wysłuchiwał jej historii w milczeniu i skupieniu, pozwalając sobie tylko na pobłażliwe spojrzenie posłane Hive na początku opowieści. Zrobił dziwną minę, gdy Nala wyłożyła mu już całą sprawę – jakby nie do końca był przekonany, by było to dla nich słuszne rozwiązanie.
        - Nie znam tej Primrosea – oświadczył. – Ale to nic nie znaczy, nie należę do akademii – zbił szybko swój własny argument. – Wydaje mi się jednak, że nic nie stracimy, jeśli spróbujemy jej zaufać. Co najwyżej kilka godzin – dodał, choć nie uważał tego za wielką cenę. – To chyba ona bardziej ryzykuje, w końcu działa nie po linii swojego przełożonego. Niezły tupet – ocenił Rammon, jakby ta niesubordynacja w gruncie rzeczy mu imponowała. Jednak nie pozostał głuchy na argument Nali o tym, jakoby byli przez nią wyczekiwani. Myślał nad tym chwilę.
        - Chyba nie zaszkodzi zapytać co ją motywuje do pomocy nam – uznał w końcu. – Może odpowiedź będzie prostsza niż nam się wydaje. Jeśli uznamy, że nie warto jej ufać, będziemy mogli się wycofać… Ale nie wiem czy uda nam się wtedy przekonać Teseralla do pomocy. Niemniej warto zaryzykować.
        Tak jak przy wejściu na teren wykopalisk cały czas ktoś ich pilnował, tak gdy wychodzili nikt już nie zwracał na nich specjalnej uwagi. Student siedzący przy jedynej drodze prowadzącej do obozu zerknął na nich, czytaną książkę zakładając palcem, po czym kiwnął im głową i mruknął “do widzenia”.
        - Wrócimy bez koni - oświadczył Rammon, gdy już byli kawałek od wykopalisk i raczej nikt nie mógł ich podsłuchiwać. - Zbędny balast. Figurka w kieszeń i w drogę.
        - A ja? - wtrącił się Hive.
        - A jesteś koniem?
        - Co… Nie! Ej, weź! - obruszył się, gdy dotarło do niego, że to oznacza, że ma iść z nimi.
        - Towarzystwo pięknej pani Primrosea ci nie w smak?
        Lisołak zrobił nabzdyczoną minę, a Rammon ignorując jego fochy zerknął tylko kontrolnie na Nalę - to z reguły jej zależało bardziej na tym, by Hive był gdzieś pod ręką.
Awatar użytkownika
Nala
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nala »

        Nala przedstawiła sprawnie praktycznie całą rozmowę, przeprowadzoną z elfką, a teraz słuchała w milczeniu Rammona, który zdawał się wypowiadać na głos jej myśli. Wcześniej jakby odruchowo rozczarowała się, że każe im się znów czekać, gdy byli już tak blisko celu, ale i nad tym przeszła do porządku dziennego, godząc się z niedogodnością. Mruknęła twierdząco, gdy elf wytknął tupet Primrosea, ale o ile w głosie badacza brzmiało raczej rozbawienie, Mozhan drążyła możliwe pobudki archeolożki. Praca dla kogoś takiego jak Tesseral nie mogła być łatwa, ale to nie był wystarczający powód do niesubordynacji - lepiej się po prostu zwolnić i zmienić plac wykopaliskowy. Chociaż z drugiej strony, jeśli kobieta faktycznie wiedziała coś więcej, mogła chcieć na własną rękę rozwiązać problem, a tym samym odciążyć zestresowanego i narażonego na kolejne zarzuty szefa.
        - Może też nie chce, żeby ich skończyli, ale ma lepszy metod - powiedziała, dzieląc się przemyśleniami Nala. - Wie, że czegoś brak, więc chce to oddać? - Wzruszyła ramionami. Ważne, że kobieta im pomagała. Wystarczyło mieć ją na oku, a te szeroko otwarte.
        Gdy oddalali się konno od wykopalisk, pożegnał ich tylko wydelegowany do warty student. Mozhan skinęła głową na plan Rammona. Gdyby wrócili konno i uwiązali wierzchowce jak teraz, ktoś mógłby zwrócić uwagę, że na placu jest ktoś po godzinach, potencjalnie nieupoważniony. A tak zginą pomiędzy wykopkami i ktoś musiałby wiedzieć, że tu są, a później ich znaleźć, by cokolwiek zarzucić.
        Słysząc rozmowę Rammiego z lisołakiem uśmiechnęła się lekko, a na jawne oburzenia chłopaka parsknęła cicho. Ona po prostu za grosz chłopakowi nie wierzyła w tę historię, że ktoś rzucił w niego szkatułką z prastarą figurką, żeby go pogonić. Dzieciak już wcześniej musiał ukraść artefakt i nawet jeśli nie wie skąd dokładnie pochodziła, to mały złodziejaszek mógł wiedzieć więcej niż mówił i ostatecznie się przydać. Dostrzegła jednak wzrok znajomego i westchnęła.
        - Sama już nie wiem Rammon, - przyznała i spojrzała na Hive. - Umiesz trzymać ręce do siebie?
        - Co? A, że przy sobie… no tak - prychnął urażony młodzieniec. Też pytanie. Przecież nie był kleptomanem, jak kradł to świadomie. Tym się jednak nie podzielił.

        Tak, jak Primrosea obiecała, już po kilku stajach znaleźli tawernę, z przyległą doń stajnią, w której zostawili konie. O tej porze dnia w głównej sali nie było zbyt wielu podróżnych i większą część stanowili rzeczywiście studenci z pobliskich wykopalisk, robiąc harmider jakby było ich dwa razy więcej. Cisza i spokój właściwe były cierpliwemu wydobywaniu informacji z zaledwie okruchów, jakie zostawiła po sobie przeszłość. Tutaj co chwila rozlegały się gromkie śmiechy, a Mozhan przypomniały się studenckie lata. Wchodzący podróżnicy jak zwykle przyciągnęli uwagę, ale szybko rozproszyła się ona między przyjaciółmi, a obco wyglądający przybysze zostali pozostawieni w spokoju.
        Zajęli stolik nieopodal, ale w odpowiedniej odległości, by można było swobodnie porozmawiać. Już po chwili pojawiła się przy nich kelnerka, zbierając zamówienia, po czym znów zostawiła gości.
        - Jak myślisz Rammon, gdzie mogła się być ta figurka? - zagadnęła Nazahirka.
        W końcu gdyby skradziono ją z jakiegoś magazynu to nie byłoby większego problemu. Znaleźliby to miejsce samodzielnie i odstawili artefakt gdziekolwiek w środku, a już niech archiwiści martwią się z numeracją. Teraz jednak musieli odłożyć zaginiony przedmiot z powrotem na miejsce, w którym je znaleziono. I raczej nie była to po prostu góra piasku, z którego szczęśliwie go odkopano.
Awatar użytkownika
Rammi
Szukający drogi
Posty: 39
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rammi »

        Rammi wzruszył ramionami niemalże w tym samym momencie co Nala - tak, jej pomysł na motywy kierujące Primrosea były sensowne, ale w sumie tak samo sensowne jak cała reszta. Chyba nie mieli innej opcji jak poczekać, aż dowiedzą się prawdy bezpośrednio od niej - o ile zechce zaspokoić ich ciekawość.
        Nad tą rozmową przeszli do planowania, choć tak naprawdę niewiele mieli na ten moment do omówienia - zbyt wiele zależało od elfiej archeolożki i jej planu, oni mogli jedynie liczyć, że nie wystawi ich do wiatru. I że Hive nie nawywija - co prawda Rammon wierzył w jego wersję ze sposobem, w jaki wszedł w posiadanie szkatułki, ale w sumie uważał, że taki spryciarz może im się przydać. Albo chociaż będą pilnowali, by nie zadarł z tutejszym wymiarem sprawiedliwości - to by było w sumie przykre, by przebyć taki kawał drogi, a po wszystkim zamiast cieszyć się odzyskanym bezpieczeństwem, oglądać świat zza krat…

        Karczma, jak to karczma - Rammi był w sumie zadowolony, że mogą tu zostawić konie i swoje graty, a i po wszystkim będzie gdzie przyłożyć łeb do poduszki. No i towarzystwo prezentowało się przyjaźnie, a to akurat elfi podróżnik zawsze cenił, bo lubił mieć szeroki wybór tego do kogo gębę otworzy, gdy już najdzie go ochota na gadanie. Ale to wieczorem, gdy już uporają się ze swoim aktualnym problemem.
        Rammon chwilę myślał nad pytaniem Nali, po czym wzruszył ramionami, robiąc przy tym głupią minę.
        - Nie jestem pewien – przyznał bez owijania w bawełnę. – Szczerze powiedziawszy liczyłem na współpracę ze strony tego zespołu, dostęp do mapy stanowisk i katalogów, które udało im się do tej pory wykonać. Na podstawie tego dałoby się coś wykombinować… Teraz liczę, że albo Primrosea ma dostęp do takich dokumentów i chociaż na szybko nam je pokaże… Albo że ona ma doskonałą pamięć i nam pomoże. Jeśli chodzi o teorię, takie figurki były składane na tak zwanych solarnych ołtarzach – był to z reguły płaski kamień, na którym zostawiano różne podarki dla bogów przyrody, usytuowany w takim miejscu, by jak najdłużej padało nań słońce, więc z reguły gdzieś na polanie nieopodal albo w centralnym punkcie wioski, jeśli ukształtowanie terenu na to pozwalało. Czasami zaś każda rodzina wykładała takie figurki na próg własnych domostw, gdy prosili bogów o jakieś szczególne względy. Ta nasza jaszczurka była jednak zaklęta, więc albo pochodziła z głównego ołtarza, albo należała do tutejszego kapłana. Co daje nam dwa miejsca do sprawdzenia – podsumował. – Wiele albo niewiele, to nie wiem. Wszystko zależy od tego co powie nam Primrosea. Mówiliście jej co to konkretnie było? – To pytanie Rammon skierował do Hive, gdyż to on najwięcej wypaplał archeolożce.
        - Tylko tyle, że to jakaś święta figurka – odparł lisołak, o dziwo tym razem nie obrażony za wytykanie mu głupich zachowań.
        - W sumie szkoda, może sama by coś poszperała w międzyczasie, gdyby miała lepszy opis… - mruknął Rammon, ale zaraz wzruszył ramionami. – No nic. Mamy jeszcze to pudełko, w którym ta jaszczurka była, może na jego podstawie łatwiej będzie odnaleźć ją w katalogu.
        - Ale serio wystarczy tylko, że umieścicie tę figurkę tam gdzie stała i sprawa załatwiona? - dopytywał Hive.
        - No a co byś więcej chciał? - Rammi był chyba troszkę zaskoczony tym pytaniem.
        - No nie wiem, jakiś rytuał do tego czy coś? Jakaś magia?
        - Nie, nic z tych rzeczy. Ale nie pytaj mnie czemu, nie ma wiarygodnych źródeł na temat tego dlaczego kapłani nie chcieli bardziej uprzykrzać życia złodziejom - zastrzegł, po czym zwrócił się z podziękowaniami do kelnerki, która przyniosła im napoje: w jego przypadku kwaśne piwo.
        - A jakby nas ktoś tam nakrył? - drążył lisołak, tym razem już konspiracyjnie ściszając głos.
        - Nie wiem - mruknął Rammon. - Może nas ochrzanią, może wygonią, a może wezwą straż miejską. Liczę na to, że w razie czego schowamy się za spódnicą Primrosea, choć nie wiem czy byłaby skłonna nas bronić. Wiesz, że ja jestem optymistą, nie lubię roztrząsać na głos takich możliwości, nawet jeśli biorę je czasami pod uwagę - zauważył Rammi, starając się dobitnie uciąć tego typu spekulacje ze strony lisołaka. Dotarło.
        - W sumie liczyłem, że po tylu dniach bujania się w siodle koniec będzie chociaż zabawny… - mruknął, widocznie licząc wcześniej na fajerwerki.
        Oj, się chłopak zdziwi.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Adrion”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość