AdrionBrzydkie kaczątko

Królestwo Elfów, jedno z trzech położonych w Szepczącym Lesie. Siedziba tkaczy zaklęć, uzdrowicieli i białych kapłanek. Schronienia dla wszelkich podróżnych, miejsce przyjazne, choć zamknięta na wojny i konflikty.
Awatar użytkownika
Nuka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 109
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Z radością przyjął pomoc anioła w noszeniu kołków; było szybciej i sprawniej, niż gdyby miał chodzić kilka razy w tę i we w tę sam. Kilka również porąbali, bo były zdecydowanie zbyt wielkie do tak małego paleniska. Prawdopodobnie nie byli jedynymi, którzy zdecydowali się pracować po południu w ogrodzie — zewsząd dochodziły odgłosy sielankowych rozmów wymieszanych z dźwiękami typowo zewnętrznych robótek. Na szczęście, nie były to hałasy uciążliwe.
        Kiedy wrócili do ogniska, Nuka zajął się rozpalaniem ognia. Podmuchał, by żar zamienić w płomienie i wsłuchał się w słowa przyjaciela. Uśmiechnął się.
        — Wspominałeś tylko o jednej pieśni — odparł, siadając na pniu. — O tej, którą zaśpiewałeś Delii zaraz przed wyjazdem z wysp. Nigdy nie wątpiłem w twoją duszę romantyka — zażartował, pilnując, by ogień nie zgasł. — Co do romantyczności właśnie... Nie umiałbym tak stanąć pod czyimś oknem i zacząć śpiewać. No, owszem, będąc kiedyś z Ahné w karczmie w Arturonie zdarzyło mi się przy niej zanucić kilka piosenek. Pamiętam jej uśmiech, taki rozmarzony. Najpiękniejszy na świecie.
        Zapatrzył się w tańczące na drewnie płomienie przypominające niekiedy formą pary pląsające na parkiecie. Atmosfera Adrionu, jak powiedział Dżariel, pozwalała się otworzyć na swoją emocjonalność. Nuka jednak postanowił nie dzielić się swoimi przemyśleniami w tej chwili.
        Popatrzył na anioła i zastanowił się nad odpowiedzią na jego pytanie.
        — W sumie... Ahné chyba przygotowała już jakieś jedzenie, można by powoli układać je nad ogniem. Pewnie jesteś głodny, a tak pójdzie szybciej. Ja przygotuję wtenczas tacę, żeby się te warzywa nie spaliły...

        W kuchni było ciepło, na piecu stał garnek i gotowało się w nim coś, co pachniało warzywnym wywarem. Dżariel mógł poczuć również swoisty zapach świeżych ziół, które w okazałych pęczkach suszyły się na okiennym parapecie. Tylko ślepiec nie dostrzegłby tu kobiecej ręki, której gesty poustawiały w każdym kącie rośliny i zbędne ozdoby. Ale wyglądało to ładnie i urzekało estetyką.
        — Dżariel, mój drogi. — Delikatny, cichy głos odezwał się za plecami anioła.
        Ahné patrzyła na niego ze szczerą sympatią oraz troską. Zdążyła się już przebrać w wygodniejsze ubranie składające się z bufiastej białej koszuli oraz dopasowanych beżowych bryczesów. Jej włosy teraz stały się warkoczem przerzuconym przez ramię.
        — Nie podziękowałam ci, mi véli — powiedziała po chwili. — Gdyby nie ty, nie wiem, czy bym zobaczyła jeszcze kiedyś Nukę. Wiem, ile dla niego zrobiłeś — gdyby tak nie było, nie nazwałby cię przyjacielem. Wiedz, że zawsze będziesz tu mile widziany. Jesteś już częścią rodziny.
        I przytuliła anioła czule, pocałowała w policzek. Znali się ledwie pół dnia, a mimo to cieszyła się, że tu był.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 180
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dla postronnego obserwatora mogło być na swój sposób urzekające to jak ci dwaj się dogadywali – nie padały żadne pytania, instrukcje, po prostu każdy robił swoje, bezwiednie wyczuwając gdzie jest ten drugi i jakie ma intencje. Rozmawiając o bzdurach podawali sobie gałęzie, gdy uznali, że akurat ta konkretna będzie łatwiejsza do niesienia temu drugiemu. Bez żadnego komentarza poprawiali jeden drugiemu naręcza drewna, gdy akurat spostrzegli, że coś może z nich wypaść. Jakby znali się nie kilka tygodni, a całe lata – może wręcz jakby byli braćmi. Częścią tego niemego porozumienia było również to, że przy samym rozpalaniu Dżariel już odpuścił i to Nuka sam się wszystkim zajął – dwoje przy palenisku to już tłok.
        - Ach… - mruknął anioł, przypominając sobie o jakiej pieśni mógł mówić Eskerowi. Dobrze ją pamiętał. I pamiętał, że słowa „wrócę nim spadnie śnieg” potraktował w duchu jako obietnicę. Choć na Arrantalis nie było zimy, dawał sobie rok na spełnienie swojej misji. Ten rok właśnie mijał… tym bardziej więc nie chciał przedłużać podróży, lecz wiedział przy tym, że nie ma co pędzić na złamanie karku. Jeden czy dwa dni w domu przyjaciela go nie zbawią, a na psychikę na pewno dobrze mu to zrobi.
        Laki uśmiechnął się tajemniczo, gdy Nuka podzielił się z nim swoimi doświadczeniami ze śpiewaniem ukochanej. Zdawało się, że nic nie powie, bo długo milczał, ale w końcu się odezwał.
        - Każdy inaczej okazuje miłość – ocenił, jakby to była rzecz absolutnie naturalna. Nie uważał, że była to myśl wymagająca jakiegoś tłumaczenia, bo Esker na pewno wiedział, że jego uczucie było głębokie i szczere nawet bez ballad pod oknem. I to ile zrobił by być z Ahné stanowiło dobitny dowód tego, jak bardzo mu na niej zależało.

        Już w kuchni Dżariel bez skrępowania odetchnął domową, ciepłą atmosferą tego miejsca. Uderzyło go to jak dawno nie doświadczył czegoś podobnego – wiecznie w drodze, cały czas jako gość. Nawet gdy osiadł w swej pielgrzymce w tamtej wiosce bez nazwy, choć miał dom i dbał o niego należycie, czuł, że brakowało mu czegoś – tego nieuchwytnego wrażenia, że ktoś do tego domu należy, a i on należy do kogoś. Że w tych murach są emocje, troska, bezpieczeństwo, rodzina. Odezwała się w nim nostalgia, której nie dał się jednak porwać – tym bardziej, że za plecami usłyszał jak ktoś go wzywa. Orientując się, że to stojąca tuż za nim Ahné, obracając się do niej stulił skrzydła, aby jej nie trącić.
        - Słucham? – zapytał będąc jeszcze w ruchu. Jakoś tak spodziewał się, że zostanie poproszony o jakąś przysługę przy przygotowaniach, pewnie by coś wynieść na dwór. Podziękowania go zaskoczyły. Tak samo jak ta fizyczna emanacja sympatii – nie spodziewał się, że elfka go przytuli. Z pewną powściągliwością otoczył ją ramieniem – nie jakby krępowała go bliskość kobiety, a raczej jakby generalnie był nienawykły do publicznego spoufalania się.
        - Niewielka w tym moja zasługa – odparł skromnie. – Wierzę, że nawet bez mojej pomocy Nuka by do ciebie przybył. Bardzo cię kocha i w imię tej miłości na pewno poruszyłby niebo i ziemię – ocenił bez cienia przesady. Esker kochał Ahné tak samo, jak on kochał Delię, więc i tyle samo byłby w stanie zrobić w imię tego uczucia. Przy czym Dżariel nie zaprzeczał temu, że łączyła go z Nuką wyjątkowa przyjaźń – to było dla całej trójki oczywiste. A że anioł jest świadomy tej więzi, widać było w tym jak spojrzał na swojego brata z innych rodziców, gdy elfka głośno nazwała go przyjacielem swojego narzeczonego.
        - To dla mnie wielki zaszczyt – odpowiedział na deklarację więzi rodzinnych, bardzo oficjalnie, ale szczerze. Skinął Ahné z szacunkiem głową, choć przez moment rozważał ukłon. Wiedział jednak, że to będzie przesada, zwłaszcza w kontakcie z kimś tak wylewnym. Odchrząknął, bo mimo wszystko wychodził dość niezręcznie.
        - Tak naprawdę to ja powinienem mówić, ze bez Nuki by mnie tu nie było - zauważył. - Gdyby nie jego interwencja, po drodze oskubano by mnie jak kurczaka... Dosłownie - zastrzegł tonem "nie żartuję i to wcale nie było miłe". - A co dalej... Kto wie... Ale nie ma co gdybać, bo Nuka uratował mi i tyłek i piórka - podsumował z uśmiechem.
Awatar użytkownika
Nuka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 109
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Ahné uśmiechnęła się ciepło na wspomnienie o uczuciu jej ukochanego. Dotknęła delikatnie policzka anioła.
        — Ja wiem, mój drogi, ja wiem. Nie mów mu, że ci powiedziałam, ale Nuka... On, jeśli już kogoś kocha, to oddaje całego siebie, a nie tylko fragment. I wiem, że ty też taki jesteś. Twoja królowa wyjdzie za wspaniałego mężczyznę, nie oddawaj jej bez walki.
        W chwilę później popatrzyła na anioła z pewną dozą podejrzliwości, acz bez złości i nieufności.
        — Skoro tak, będziecie mi obaj musieli opowiedzieć, co wam się po drodze stało, cherié — skwitowała stanowczo, nie dając pola do odmowy. — Sądziłam, że Nuka żartował z tym... gardłem — skrzywiła się z niesmakiem — lecz teraz widzę, że to mogło naprawdę mieć miejsce... Ale! — Machnęła dłonią i ominęła anioła. — Nie smućmy się, mi véli, dziś przecież wesoły dzień, nieprawdaż? Jutro zaś — chwyciła kosz z warzywami, po czym wróciła do Dżariego — porozmawiamy o twoim ożenku. Cherié.
        Pogładziła go po policzku, a następnie wyszła z kuchni, zostawiając anioła samego ze swoimi myślami i prawdopodobnie w ciężkim szoku. Będąc kobietą, która sama musiała o siebie dbać od niemal początku swojego życia, Ahné nie przyswoiła sobie umiejętności owijania w bawełnę i okrążania tematu rozmowy na około. Jeśli coś jej się nie podobało, psuło humor lub wprawiało w zachwyt, nie walczyła z kłębiącymi się w niej emocjami, tylko po prostu dawała im od razu ujście. Jej matka — świeć, Prasmoku, nad jej duszą — żyła pod swoim mężem przez wiele lat i dopiero, kiedy zmogła go gorączka, kobieta mogła nareszcie odetchnąć pełną piersią. Dlatego Ahné nie zamierzała podzielać jej losu; sama zdecydowała, kogo pokocha. I ten ktoś trafił się jej dziesięć lat temu.
        Związek z Eskerem z początku nie był trwały, przez wzgląd na jego posadę i jej zaborczą rodzinę. Gdy jednak sprawy zdołały się wystarczająco ustabilizować, mogli bez większych przeszkód być razem. Elfka przystanęła w progu drzwi prowadzących do ogródka i uśmiechnęła się, widząc narzeczonego przy pracy. Ten obrazek wywołał w niej wiele ciepłych wspomnień. Przed oczami ujrzała młodego giermka, który z dzbanem wina podszedł do niej i do jej matki podczas bankietu na zamku arturońskim. Nie sądziła, że jedno spojrzenie zwiąże ich na resztę życia. A było to spojrzenie pełne podziwu z domieszką zauroczenia.
        Ocknęła się, gdy ujrzała przed swoją twarzą twarz Nuki.
        — Słońce, jesteś tu? — zapytał, machając jej dłonią przed oczami. Zamrugała kilka razy.
        — Ach, oui, cherié, jestem. Zamyśliłam się.
        Wziął od niej kosz, ucałował ją w czoło i poprowadził do paleniska.
        — Widziałaś Dżariego?
        — Tak, spotkaliśmy się w kuchni.
        Usiadła na rzeźbionym pniu, przyglądając się, jak Nuka obiera i kroi warzywa. Poczęła wyciągać przyprawy, by później móc nadać przekąskom bardziej wyrazistego smaku, lecz wciąż po głowie chodziły jej myśli związane z aniołem i z tym, co zaszło podczas ich wyprawy do Adrionu.
        — Masz nową bliznę... — zaczęła enigmatycznie.
        Spojrzał na nią nieco wybity z rytmu, wciąż nachylając się nad tacą z warzywami. Odłożył ostrożnie nożyk, po czym usiadł obok ukochanej.
        — To chyba nic zaskakującego... — starał się obrócić sytuację w żart, ale było to bardzo ryzykowne zagranie. Ahné nie miała ochoty na dowcipy.
        — Nuka, proszę cię... Nie chcę ci suszyć głowy, ledwieś do domu wrócił, lecz ta niewiedza mnie dobija. Sądziłam, że masz po prostu kiepskie poczucie humoru, gdy cały oblepiony krwią stanąłeś w progu... Ale Dżariel również wspomniał o jakimś zajściu, które brzmiało bardzo poważnie. I groźnie. Sam fakt... Sam fakt, że walczyłeś z diabłem... Oui, wykonywałeś swoją pracę, ja wiem...
        Zaczęła w tym potoku słów zapominać mowę powszechną, więc dalszą część wywodu kontynuowała w języku elfów, bardzo się przy tym gorączkując. W pewnym momencie wstała. Nie krzyczała. Była prędzej rozhisteryzowana, a jej głos brzmiał, jakby za chwilę miała się rozpłakać. Nie była jednak blisko tego. Zdawała sobie sprawę, że Nuka potrafił o siebie zadbać i nie był w tamtej chwili sam, lecz gdyby coś jednak poszło nie tak? Gdyby on zginął...
        — ... to ja bym nawet o tym nie wiedziała — dokończyła, stając naprzeciwko niego.
        Wstał, objął ją delikatnie, bez słowa, aby mogła się uspokoić. Chciał, by wiedziała, że wszystko jest w jak największym porządku. Wtuliła się w niego zachłannie. Pogładził ją po włosach.
        — Wiesz, że nigdzie się nie wybieram — rzekł po dłuższej chwili.
        Już nic nie powiedziała. Przymknęła oczy. Tak bardzo za nim tęskniła: za jego dotykiem, bliskością. Odsunęła się od niego poniewczasie, pocałowała. Nuka odwzajemnił jej namiętny gest, po czym usiedli z powrotem na ławce, a on zajął się dokańczaniem przygotowania jedzenia. Elfka położyła mu głowę na ramieniu i zapatrzyła się w tańczące w palenisku płomienie.
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 180
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        Dżariel uśmiechnął się do Ahné - tak, wiedział o tym jak Nuka potrafił kochać, może wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale czuł, że to taki typ człowieka. Szczery, trwały w uczuciach, opiekuńczy - zdołał go już poznać. Lecz zaskoczyło go, gdy usłyszał, że był taki sam. Naprawdę? Przecież… On nawet o tym nie myślał, teraz nawet nie umiał podać przykładu, by tak się zachowywał… Ale było mu miło, że ktoś go tak określił.
        - Nigdy się nie poddam - zapewnił elfkę. Dla siebie zachował to, że nawet jeśli nigdy nie poślubi Delii, nigdy jej nie opuści. Będzie jej przybocznym, podwładnym, aniołem stróżem. Jeśli nie uzyska aprobaty i odmówią mu ręki ukochanej, złoży śluby czystości i będzie ją wspierał jako doradca, przyjaciel, obrońca. Wiedział, że tylko śmierć rozdzieli go z ukochaną.
        Atmosfera jednak szybko się skwasiła. Dżariel nie przemyślał tego co palnął - niby mówił samą prawdę i Nuka nigdy nie wspominał, aby nie mówić Ahné o wydarzeniach z tamtej burzowej nocy, ale mimo to anioł miał wrażenie, jakby go zdradził. Może powinien być bardziej subtelny albo w ogóle wybrać jakąś inną anegdotkę. Cholera, tyle razem przeżyli, mógł naprawdę wybrać coś innego! No ale już trudno…
        Ahné jednak temat zbyła i… od razu zaatakowała ponownie. Ona go do zawału doprowadzi. Spojrzał na nią z niedowierzaniem, jakby chciał się upewnić czy dobrze usłyszał… Ale chyba tak.
        - To jeszcze daleka droga… - próbował ją uspokoić, ale ona go nie słuchała. Wyszła z kuchni, a on został sam z rewelacją, którą go trafiła. Westchnął, pokręcił głową, po czym zabrał ostatnią miskę i swoją szklankę, by po chwili wyjść za gospodynią… Ale ton, który usłyszał w ogrodzie, kazał mu się zatrzymać. Nasłuchiwał. Nie, chyba lepiej się nie wtrącać i im nie przerywać, niech sobie pogadają, o cokolwiek im chodziło. Dżariel zaczął się więc wycofywać.
        - Miau?
        - O, dzień dobry - anioł przywitał się z kotem, którego wcześniej nie miał okazji spotkać. Patrzyli na siebie przez moment, po czym Laki odłożył naczynia i kucnął do niego. Wyciągnął rękę na powitanie, przedstawił się. Kot odpowiedział, że ma na imię D'yaebl (dziwnie) i miło mu poznać i tak dalej… Dobrze wychowany rudzielec, nie ma co. Razem - anioł i kot - doszli do wniosku, że ta rozmowa na dworze ich nie dotyczy i chyba lepiej posiedzieć w kuchni. Dżariel zawrócił więc razem z kotem i tam sobie usiedli. Niebianin nalał sobie lemoniady, kot pił ze swojej miseczki. Rozmawiali sobie tak, jak to można rozmawiać ze zwierzakiem - żadna filozoficzna dysputa, taka o pogodzie, o grzaniu brzuszka w słońcu (wczoraj był ładny dzień, ciepło, ale nie za ciepło, nie wiało…), o nowych ciekawostkach w okolicy… I tak im leciał czas, aż na dworze zrobiło się trochę ciszej, a wymiana zdań między Ahné i Nuką zmieniła trochę dynamikę. Dżariel i D’yaebl uznali, że chyba już mogą dołączyć. Anioł wziął więc miskę z sałatką pod łokieć, szklankę w garść, a kota na drugą rękę i razem wyszli do ogrodu.
        - Zagadaliśmy się troszkę z D’yaeblem - usprawiedliwił się tak niewinnie, że aż naiwnie, ale w sumie przecież mogli się zapoznać, Laki znał mowę zwierząt, o czym już kiedyś mówił Eskerowi. Kot nie wyglądał w każdym razie na więzionego przemocą, choć po chwili czmychnął. Anioł uśmiechnął się, odprowadzając go wzrokiem.
        - Poznałem najlepsze miejsca do opalania się w całym ogrodzie - oświadczył jakby to była jakaś wiedza tajemna, po czym postawił przyniesione naczynia na stoliku.
        - Pomóc z czymś?
Awatar użytkownika
Nuka
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 109
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Nuka »

        Podążył wzrokiem za znikającym pod krzakiem róży rudym kotem, a następnie odwrócił się do Dżariego, by obdarzyć go zdziwionym spojrzeniem. Zaraz jednak wyłonił z otchłani pamięci, że już kiedyś anioł wspominał coś o rozmawianiu ze zwierzętami. Byłby się więc zdziwił jeszcze bardziej, lecz zwyczajnie nie miał na to siły. Po prostu przyjął ten fakt do wiadomości. Ahné zaś...
        — Cherié! — Elfka wstała z ławki i podeszła do anioła. — Rozumiesz zwierzęta! Och! Cudownie! Nareszcie jedyna osoba w tym domu, która nie będzie na mnie patrzyła jak spod psa, prawda, mi véli?
        Pytanie skierowała do Nuki, lecz on uniósł ręce w poddańczym geście i bez słowa odwrócił się z powrotem ku palenisku. Jego narzeczona, zobaczywszy rzeczy, które przyniósł Dżari, od razu poczęła przygotowywać dodatki do dania głównego. Warzywna mieszanka znad ogniska powoli dochodziła, zatem zajęła się krojeniem tych warzyw i owoców, które jeszcze im zostały, nietknięte.
        Pół godziny później cała trójka zajadała się porządnym obiadem z dodatkiem pieczonych ziemniaków prosto z ogniska. Wszyscy byli tak głodni, że przez najbliższe kilkanaście minut nikt nie odważył się odezwać nawet słowem w obawie przed utratą tych pyszności z talerza. Oczywiście, zaraz raczył pojawić się kot. Najpierw usiadł naprzeciwko Nuki, czarując jego talerz hipnotyzującym spojrzeniem, aby coś z niego przypadeczkiem spadło. Kiedy jednak nie udało mu się przekonać Eskera, poszedł do ukochanej elfki, która natychmiast podzieliła się z nim swoim ziemniakiem. Kot nie miał dość, więc ruszył ku aniołowi, aby wyżebrać więcej, lecz Ahné zareagowała szybciej.
        — Psiik! Rieux D'yaebl! To nasz gość, nie wypada.
        Nuka parsknął, prawie że opluwając sobie brodę.
        — A ty co? — zapytała elfka, wbijając widelec w bakłażana.
        — Szkoda, że nie wzięłaś go w karby te kilka lat temu, gdy ukradł mi pół królika z talerza...
        — Najwyraźniej był głodny, a ty byłeś u siebie. Mogłeś sobie upiec drugą połowę — żachnęła się, najwyraźniej urażona beztroską wobec swojego kociego dziecka.
        Esker nie skomentował, bo wiedział, jak by się to skończyło. Gdyby jednak miał na tyle odwagi, odparłby, że kot tym bardziej był u siebie i do tego miał przydzieloną własną, osobną miskę.
        Po dłuższej chwili Ahné zwróciła się do anioła:
        — Dżari, cherié, jak długo zamierzasz u nas zostać? Z chęcią pokazałabym ci kilka pięknych miejsc, Adrion o tej porze roku jest wyjątkowo piękny.
        Nuka zgodził się z nią samym skinięciem głowy, bo usta miał pełne warzyw, a wiedział, jak bardzo elfka nie lubiła, gdy mówił z pełną gębą. Osobiście miał nadzieję, że anioł zostanie przynajmniej na kilka dni, a nie pojedzie do Arrantalis pojutrze...
Awatar użytkownika
Dżariel
Szukający Snów
Posty: 180
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Dżariel »

        - Taki urok mojej rasy - odparł skromnie Dżariel. Po raz pierwszy ktoś tak się cieszył na wieść, że on umie rozmawiać ze zwierzętami, z reguły jednak ludzie jak już to nagle zaczynali pokazywać palcem każdego mijanego kurczaka i głośno wołać “a on co mówi? A ten coś mówi? A ten?”. No ale tak, Ahné również to potrafiła, więc inaczej reagowała. Tak czy siak było to miłe.

        W przygotowaniu posiłku starał się jako tako brać udział, ale nie narzucał się ze swoją pomocą, jeśli naprawdę nie było dla niego roboty. A podczas posiłku nie udawał, że nie jest głodny - był, i to jak diabli, a apetyczne aromaty tylko podsycały jego łaknienie. Wręcz musiał się opanować, by nie żreć jak świnia. Gdy już jednak opanował pierwszy głód, mógł skupić się na tych scenach, które odgrywał jego koci kumpel. Zabawne było to jak w pierwszej kolejności wybrał na swoją ofiarę tego, który był mu najmniej przychylny - naprawdę łatwiej byłoby mu z Ahné albo nim, a nie Eskerem. Szybciej by coś zjadł, bo jego pańcia ani przez chwilę się nie wahała, by coś mu podrzucić. Dżariel parsknął z pewną czułością, gdy na to patrzył.
        - Jeszcze nie masz dość? - Anioł był wyraźnie zaskoczony, gdy nagle D’yaebl przyszedł do niego. Nie trzeba było znać mowy zwierząt, by domyślić się, że to oblizywanie pyszczka znaczy, że jeszcze coś w siebie zmieści. O ile Ahné pozwoli.
        - No już, masz, na dobry początek znajomości - oświadczył niezrażony toczoną tuż obok rozmową na temat kociego wychowania. Ze swojego talerza ściągnął niedużą pieczarkę i podrzucił ją rudzielcowi. A co, był wujkiem, mógł rozpieszczać cudzego zwierzaka.

        Pytanie o długość pobytu było… skomplikowane. Dżariel nie ukrywał, że nie ma konkretnej odpowiedzi. Chwilę dłubał widelcem w zawartości swojego talerza. Skrzywił się i wzruszył ramionami.
        - Nie wiem - powiedział w końcu. - Kilka dni… Już nie te lata, muszę chwilę odpocząć - usprawiedliwił się z przepraszającym uśmiechem na twarzy. Oczywiście to co mówił było bzdurą, bo niebianie nie starzeli się jak ludzie i nadal był młody. - Ale naprawdę kilka dni. Nie chcę siedzieć wam na głowie… A tym bardziej zwlekać. Obiecałem Delii, że wrócę nim minie rok - wyjaśnił, nawiązując do tamtej ballady, o której istnieniu chyba Ahné nie miała pojęcia.
        - Nie wiem… Cztery dni? Pięć? - podsumował w końcu, bo wydawało mu się, że wypada podać jakieś liczby. Nawet jeśli miałyby ulec weryfikacji. - Mam niecały miesiąc na powrót do Arrantalis.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Adrion”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość