Rapsodia[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...

Mówi się o niej Miasto Elfów. Owe osiedle nie zostało jednak założone przez elfy, a przez ludzi, pierwszym jego królem był człowiek, niestety jego dość niefortunne rządy doprowadziły do konfliktu pomiędzy władzą a ludem, wtedy to władzę obijał pierwszy elfi król, od tego czasu co raz więcej efów zaczęło przybywać do miasta, mimo, że oddalone o wiele dni drogi od głównych elfich osiedli ściągało do niego mnóstwo elfich braci, a zwłaszcza tkaczy zaklęć. Miasto położone nad legendarnymi wodospadami, w pięknej i... magicznej okolicy nie mogło zostać nie zauważone przez magów, czarodziejów i elfich tkaczy zaklęć...
Awatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Elion »

- Uh?

        Dante wydawał się mocno zaskoczony tym, że Azra zadał mu pytanie. Trochę to wyglądało tak, jakby tak mocno skupił się na przypominaniu sobie drogi powrotnej do wnętrza miasta, że całkiem zatracił się w myślach, w wyniku czego nagły bodziec pod postacią głosu szlachcica niemalże wystraszył go. Rzeczywistość jednak była całkiem, całkiem inna. Przez cały czas, odkąd ruszyli z miejsca całą grupą w kierunku wyjścia, piekielna trójka milczała, a to dlatego, że zamiast marnować czas na słowa, wymieniali się pomysłami, planami i knowaniami poprzez czytanie nawzajem swoich myśli. Tak bardzo wciągnęli się w dyskusje, że szli niczym przez sen. Łatwe to było do zauważenia przez Nefertiti, która, choć była trzymana za rękę przez Elion, to jednak za każdym razem, gdy patrzyła siostrze w oczy, widziała zamyślenie tak głębokie, że przypominało głęboką hipnozę.

        Zira, nie będąc u boku żadnej z istot piekielnych i celowo ustawiona w jak najgorszej pozycji do obserwacji, miała utrudnione zadanie z wyłapaniem tego. A przynajmniej taką mieli nadzieje wszyscy piekielni - nie znali bowiem pełni jej możliwości, dlatego też mieli nadzieje, że rozplącze jej się język podczas wspólnego picia przy stole. Co do Azry zaś, wyglądał na bystrego, ale zagrożenia w nim nie było, a przynajmniej nie dał on jeszcze powodów, by zostać uznanym za zagrożenie.

        W każdym razie, gdy tylko Dante został, możnaby powiedzieć, wyrwanym z rozmowy dziejącej się w myślach jego i pokus, Anabelle i Elion także ocknęły się z tego stanu. Zrozumieli wszyscy bowiem, że zbyt oderwali się od rzeczywistości tą rozmową, a to mogło ich kosztować bardzo dużo, może i nawet życie. Dlatego też Elion w końcu spojrzała na swoją siostrzyczkę, dając jej najcieplejszy szczery uśmiech, jaki mogła z siebie wykrzesać, zaś druga pokusa ziewnęła, jakby widok tych korytarzy nudził ją coraz bardziej z chwili na chwilę. Dante tymczasem, po chwili dezorientacji, potrząsnął swoją głową, jakby strząsając zamyślenie ze swego umysłu.

- Wybacz, zbyt skupiłem się na korytarzach. Znam drogę, ale zastanawiałem się, czy nie istnieje może szybsza, która nas zaprowadzi bliżej budynku, którego szukamy. Co do twojego pytania… - Wyraz zamyślenia pojawił się na jego twarzy, po części udawany, po części prawdziwy, musiał bowiem na szybko wyjaśnić sprawę tak, by wyglądało to realistycznie. - Można powiedzieć, że jesteśmy najemnikami, ale nie wiem, czy jest to wystarczająco precyzyjne słowo, by opisać to, co robimy. Zajmujemy się różnymi rzeczami, zależnie od tego, co się natrafi. Nie jesteśmy w tym może dobrzy, ale żyjemy i to nie na ulicy, a to już coś, bo zanim się spotkaliśmy, każde z nas było na samym dnie.

        Spojrzał na Azre po tym, gdy tylko przerwał na chwilę wytłumaczenie, w które wplótł zarys prawdy. W jego oczach można było zobaczyć coś na kształt niepewności, które po chwili odeszło, gdyż zostało ono zakryte przez grubą warstwę łgarstwa oraz udawany uśmiech.

- W kwestii tego, do kogo celowałeś… Nie rzezimieszki, ani też nie kupcy. Po prostu troje ludzi, którzy próbują wspólnymi siłami przeżyć kolejny dzień. Nawet jeśli oznacza to picie ramię w ramię z kimś, kto chciał ich załatwić czymś tak rzadko spotykanym jak broń palna! - Zaśmiał się, próbując rozluźnić atmosferę. Co jak co, ale chciał zawrzeć z Azrą więź przyjaźni, nawet jeśli tylko po to, by go później wykorzystać.

        Gdy byli na zewnątrz, każdy z piekielnej trójki odreagował na swój sposób pobyt na zewnątrz. Dante niemal natychmiast zaczął myśleć o tym, co się stanie, jeśli natkną się na strażników, nie przejmując się wcześniejszymi wydarzeniami. Anabelle otrzepała swój płaszcz, jakby spodziewała się, iż ten całkiem zakurzył się podczas pobytu w labiryncie korytarzy. Elion tymczasem zrobiła to, co poczuła, iż musi zrobić - podniosła lekko płaszcz po swej lewej stronie, po czym przyciągnęła do siebie swoją mysią siostrzyczkę, tak, że ta mogła wtulić się w nią przez piękną, czarną suknię, którą starsza siostra skrywała pod swym płaszczem. Poprawiła płaszcz, tak, by nie przeszkadzał myszołaczce, ale by zarazem okrywał ją częściowo zarówno przed światłem słońca, które wciąż tańcowało na niebie, jak i również przed wzrokiem okolicznych ludzi - skoro była znaną złodziejką, musiała uważać, by nikt jej nie rozpoznał. Poza tym, w ten sposób mogła cały czas obejmować młodocianą swoją lewą ręką.

- Rozumiem, że nasz sposób ubioru jest dosyć nietypowy, ale z płaszczami się nie rozstajemy, kiedy jesteśmy poza domem… - odpowiedział Azrze, próbując uniknąć sytuacji, gdzie odkryty zostanie sposób, w jaki Anabelle lubi się przyodziewać. - Można powiedzieć, że są one dla nas symbolem tego, że jesteśmy razem i pracujemy razem. Tak więc, na dobre i na złe, nosimy je i przestać nie zamierzamy.

- Poza tym, słyszałeś chyba, co nasza pana Zira powiedziała - wtrąciła się Anabelle. Co jak co, ale czasami starsza pokusa miała wrażenie, że Łowca Dusz nie wie, gdzie leży granica między dobrym kłamstwem, a słowotokiem. - Niech gapią się na nas, ile tylko chcą, skoro nie będziemy mieli żadnych problemów z tym związanych. Poza tym, nie wiem jak wy, ale ja uznaje każde spojrzenie skierowane w moją stronę za pochwałę mojej urody… Nawet jeśli ta jest skryta! - poprawiła się, coby fakt obecności płaszcza nie burzył logiki jej zdań.

        Elion zachichotała, słysząc swoją piekielną towarzyszkę. Anabelle oczywiście prychnęła z oburzenia w odpowiedzi, ale na tym drobne złośliwości między dwiema kobietami się skończyły. Ale nie dlatego, że tego chciała Elion - ona z chęcią droczyłaby się ze swą bliską przyjaciółką przez całą resztę drogi, ale w paradę weszły jej dwie myszy, które, jak na zwinne gryzonie przystało, bez problemu wdrapały się na Elion, jakby chcąc się z nią zapoznać.

- Spokojnie, wiem, że to twoi najlepsi przyjaciele, dlatego też kocham ich tak mocno, jak ciebie.

        Stwierdziła, gdy tylko Nefertiti zabrała myszki z powrotem, osadzając je na swoim ramieniu. Elion aż postanowiła, w ramach pokazania swoich dobrych intencji wobec zwierzątek, wyciągnąć wolną, prawą dłoń ku ich główkom, które pogłaskała tak delikatnie, jak tylko mogła. W międzyczasie cały czas trzymała Nefertiti blisko siebie z pomocą lewej ręki, jakby martwiła się, że w przeciwnym wypadku mogłoby dojść do czegoś tragicznego.

- A, tak poza tym… - Zniżyła głowę w jej stronę, po czym zaczęła jej szeptać, niemal na uszko. - Wybacz, że byłam taka straszna. Po prostu bycie… mną… zobowiązuje do tego i owego. Ale spokojnie, dla ciebie zawsze będę tą samą Elizabeth, choćbym nie wiadomo co zrobiła, dobrze? - Skończyła szeptać i wyprostowała się, po czym, ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, po raz kolejny zburzyła jej czuprynę kilkoma szybkimi ruchami ręki. - Nie martw się o to, jak tylko będzie okazja, kupię ci najwspanialszy grzebień, jaki tylko znajdziemy w mieście, dobrze? Akurat dziś wzięłam nieco waluty na drobne zachcianki, ale specjalnie dla ciebie będziemy mogli je wydać na twoje - stwierdziła z uśmiechem, nieświadoma, że jej złodziejska siostra już dawno podwędziła jej dopiero co wspomniane pieniądze.

        Nim ktokolwiek zaczął narzekać na to, że idą już dosyć długo, zdołali dotrzeć do domu handlarza imieniem Fredy, który - jak się okazało - znał panią detektyw, która to najwyraźniej była, jeśli nie dobrą przyjaciółką, to kimś z kim człowiek przy kości znał się na dobrych warunkach. Przywitanie było ciepłe, zgoda na skorzystanie z jego zapasów zaś niezaprzeczalna. Handlarz niemal natychmiast po przywitaniu z Zirą zauważył, że jeden z gości prowadził konia, dlatego też wesołym głosem rzucił szybko w stronę Azry.

- To pana koń, tak? Proszę go po drugiej stronie uwiązać, o tam. - Wskazał dłonią na przeciwległy budynek, który wyglądał na coś na kształt karczmy. Było tam faktycznie miejsce, gdzie można było pozostawić konia. Były tam paliki, część już zajęta, przy których znajdowało się koryto z wodą, a nawet ktoś rzucił obok nieco słomy, co by zwierzęta miały co skubać. - Kilku moich znajomych często tak robi, gdy przyjeżdża z innego miasta, więc myślę, że i pan będzie mógł tak zrobić. I proszę się nie martwić o rumaka, ten przybytek to ulubiona knajpa dużej części straży miejskiej, prędzej wojna wybuchnie, niż ktoś odważy się cokolwiek ukraść w takim miejscu.

        I tak by było, gdyby nie to, że handlarz zrozumiał, skąd zna te specyficzne płaszcze, gdy tylko wszyscy byli już w środku jego domu. Kiedy przyszli do niego w sprawie “interesów” bodajże dwa lata temu, było ich tylko dwóch - Dante i Anabelle, a i ich wygląd był zupełnie inny. Przez chwilę widać było, że ma ochotę odwołać to wszystko i wygonić ich precz, ale ten zamiar zepsuł Dante, który nie tyle, co uspokoił handlarza, co raczej zastraszył go do pewnego stopnia.

- Spokojnie, spokojnie. Chcemy tylko zjeść i napić się, masz moje słowo. - Handlarz z niechęcią, ale odetchnął. - Poza tym, nie pozwólmy, by dawne sprawy nam dziś przeszkadzały, dobrze? - Łowca Dusz spojrzał na grubego człowieka, a ten nie musiał pytać by rozumieć, co się właśnie dzieje. Piekielny czytał w jego myślach, a to oznacza, że oczekiwał, aby handlarz wyjaśnił sprawę tak, by nie było żadnych wątpliwości co do fałszywej tożsamości jego i jego towarzyszek.

- No dobrze, no dobrze. Ale muszę przyznać... to, że zgubiliście połowę mojego towaru podczas transportu, śni mi się po nocach!

        Odpowiedział, nieco nerwowo, ale starał się grać, najlepiej jak umiał. A co jak co, ale to umiał dobrze - miał dwa lata doświadczenia po tym, gdy zawarł pakt z siłami nieczystymi, i chociaż tego żałował, to jednak korzyści z tego płynące były niezaprzeczalne, dlatego też dzielnie uczył się sztuki oszukiwania, co by jego mroczny sekret nie wyszedł na jaw.

- Mam wrażenie, że kiedy będzie wolna chwila, to chciałabym usłyszeć tę historię. Ale nie teraz rzecz jasna, nie ma co rozkopywać przeszłości, kiedy można, zamiast tego, najeść się i wypić w imię nowo poznanych znajomych - stwierdziła Elion, która najpierw patrzyła na Dantego, ale później przeszła wzrokiem na handlarza, który w tym momencie zyskał pewność, iż trzecia, nieznana mu jeszcze kobieta, także reprezentuje Piekielne Czeluści.

        Wiedząc, że nie wszyscy byli wcześniej w jego przybytku, handlarz przeszedł kilkanaście kroków przez parter swego domu, po czym gestem ręki wskazał uchylone drzwi, za którymi znajdowało się pomieszczenie, do którego skierowali się wszyscy po kolei.

        W środku było przytulnie - pomieszczenie nie było spore, przypominało raczej coś, co kiedyś mogło służyć za sypialnie jedno bądź dwuosobową. Obecnie jednak większość pomieszczenia zajmował ogromny stół, który kiedyś był okrągły i w całości, a który obecnie został przecięty na pół, a każdą z części dostała dodatkowe nogi, co by mogły być stabilne, nawet kiedy nie opierają się o siebie. W ten sposób mieli niejako dwa stoły, każdy w kształcie półkola, między którymi była wąska szczelina, w której nie było żadnych krzeseł. Zamiast tego krzesła były porozstawiane dookoła, ciągnąć się wzdłuż kiedyś jednolitej krzywizny.

        Światło dostarczały dwie rzeczy - pierwszą było drobne okienko, umiejscowione wysoko na ścianie przeciwległej do drzwi, resztę światła dostarczały świece, które musiały palić się od jakiegoś czasu - były już w połowie stopione, a wosk wyraźnie spływał po zdobionych, srebrnych stojakach. Pewnie tuż przed nimi ktoś inny skorzystał z gościnności handlarza.

        Wpierw usiedli piekielni. Elion wybrała pierwsze lepsze krzesło, a że ciąglę obejmowała lewą reką swoją siostrzyczkę, to też ta została niejako zmuszona, by usiąść po lewej stronie młodszej pokusy. Anabelle z uśmiechem na ustach, usiadła też tuż przy Elion, tyle że po prawej. Dante, mając do wyboru Anabelle, a Nefertiti, zdecydował, że mniejszym złem będzie myszołaczka, to bowiem obok niej dał odpocząć swoim nogom. Cztery miejsca były zajęte, z czego wszystkie cztery znajdowały się przy jednej połówce stołu. Było jeszcze jedno wolne miejsce po tej stronie, jak i również pięć pozostałych krzeseł przy drugim półkole.

- Nie będę się wciskał do środka, bo jeszcze utknę w drzwiach, co już raz się zdarzyło! - Usłyszeli zza wciąż uchylonych drzwi pomieszczenia, kiedy już wszyscy wygodnie się usadowili. Po części mówił prawdę, po części nie miał ochoty przebywać z piekielnymi dłużej, niż to konieczne. - Powiedzcie głośno, co każdy z was chce, a moje córki zejdą z piętra i wam to raz-dwa przyszykują i przyniosą!

- Świeże piwo, duży kufel - odezwał się donośnie w stronie drzwi Dante, który najwyraźniej już zawczasu rozważał, co chce spożyć.

- Wino, im słodsze, tym lepsze! Koniecznie w ładnym kieliszku! - Można było przysiądz, że Anabelle próbowała naśladować tutejszą arystokrację sposobem mówienia, kiedy tylko otworzyła usta i wymówiła swe pragnienie.

- Butelkę najsłabszego słodkiego wina, jakie zdołasz znaleźć, a do tego dwa małe kieliszki. - Elion, po wymówieniu tych słów, odwróciła głowę w stronę swej mysiej siostry, na którą spojrzała z zadziornym uśmiechem. - Sama tego chciałaś, panno “Mogę pić to, co wy”. Jeśli będziesz w stanie utrzymać się na nogach po łyku czy dwóch, to może uwierzę, że dorosłaś. Przynajmniej w kwestii dojrzewania umysłowego. W to, że ciałem dorosłaś, nie mam jak zaprzeczyć. - Zaśmiała się pod nosem, przypominając sobie to, jak wyglądała Nefertiti, zanim zostały rozdzielone. Była wtedy taka młoda i niewinna, a teraz to niemal zazdrościła swojej siostrzyczce urody. - Ale jak jesteś głodna, to mów śmiało, nie ma sensu przecież głodować, gdy smakołyki są tuż obok i tylko czekają, by je zawołać.

- Panno Ziro, Panie Azro? - odezwała się nagle Anabelle, która najwyraźniej nie mogła pohamować ciekawości, skakała bowiem wzrokiem to na człowieka, to na zmiennokształtną. - A wy czego sobie zażyczycie?

- Ja mam lepsze pytanie - stwierdził Dante, wcinając się pokusie, nim ta odezwała się po raz kolejny. - Kim wy jesteście? My, w pewnym stopniu, wyjawiliśmy wam, co robimy i czym się zajmujemy na co dzień, wy nieszczególnie. Nie sądzicie, że przydałoby się odwdzięczyć tym samym?

- O, aż sobie przypomniałam. - Spojrzała na Zirę wzrokiem, który graniczył między ciekawością a czymś, co można by było określić “knowaniem”. - Nazwał cię, jak to było, tancereczką z głową na karku, tak? Bez urazy, ale to przedziwne połączenie. Może podzielisz się z nami tym, czym zasłużyłaś na takie przezwisko? Nie wspominając o tym, że połowa ludzi, którą mijaliśmy po drodze, słała pozdrowienia i uśmiechy w swoją stronę… Aż tak dobrze tańczysz? - Jej uśmiech zdawał się jednoznacznie sugerować, że Anabelle złośliwie szukała w odniesieniach do tańca czegoś o wiele mniej poprawnego.

Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nefertiti »

Nefertiti uśmiechnęła się do Azry i pogłaskała wspaniałego wierzchowca, gdy mężczyzna zasugerował, że później będzie mogła go dosiąść, aż oczy jej się zaświeciły. Była ciekawa czy jazda konna jest trudna, nigdy nie miała okazji się przekonać i nauczyć.

- Ładne imię – jeszcze troszkę pogładziła ogiera. – Bardzo bym chciała – starała się odpowiedzieć grzecznie i ze spokojem, ale miała na twarzy tyle entuzjazmu, że jej opanowany na siłę głos w tym połączeniu sprawiał, że wyglądała komicznie.

Po chwili wszyscy zaczęli omawiać, gdzie najlepiej pójść i coś zjeść. Po dłuższym rzucaniu wymagania z każdej strony w końcu udało się wyłonić idealne miejsce, a mężczyzna nawet zaoferował, że za wszystko zapłaci. Myszołaczka patrzyła teraz na niego jak na anioła. Był taki miły. Zestresowało ją jednak pytanie o to, kim są, choć było bardziej skierowane do Dantego i tej jego koleżanki, Nef odetchnęła. Inaczej musiałaby powiedzieć, że jest złodziejką albo nikim, a w obu przypadkach nie brzmiało to najlepiej. Spojrzała na siostrę, ale ta popadła w jakąś zadumę. Westchnęła więc w myślach i szła w ciszy, wciąż ślepo wierząc w to, że może jednak uniknie konsekwencji prawnych za swoje kradzieże. Trochę jej mina zrzedła, była coraz bardziej zmartwiona, piekielni, detektyw… jedynie ten człowiek trochę podniósł ją na duchu, wprawdzie odnalazła siostrę, ale ta była teraz diablicą. Robiła złe rzeczy, a przecież ostatnio jak się widziały, to była niczym anioł… Gdy tylko Elion została wyrwana z zamyślenia, obdarowała Nef uśmiechem, ta odpowiedziała jej tym samym, ale po jej oczach łatwo było się domyślić, że nadal ma mętlik w głowie.
Gdy wyszli z labiryntu, w przeciwieństwie do większości zmiennokształtna już zaczynała za nim tęsknić. Starsze towarzystwo mówiło o niezwracaniu na siebie uwagi, a teraz byli niczym jakiś cyrk na kółkach. Dziewczyna nie czuła się najlepiej. Już zaczynała się gubić w tym, kogo okradła i kto widział wtedy jej twarz, a kto nie. Zirę bardzo wiele osób pozdrawiało, myszka pochyliła głowę i schowała uszy pod włosami, licząc, iż w tle ona sama im umknie i ten jej nietypowy kolor czupryny też się zgubi gdzieś w tle. Wtem Eliza pozwoliła się jej częściowo okryć swoim płaszczem. Zmiennokształtna od razu odczuła ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Przy swojej starszej siostrze zawsze się tak czuła przed ich rozdzieleniem, teraz wrócił do niej ten skrawek przeszłości, a na twarzy zagościł uśmiech, tym razem znacznie szczerszy niż poprzedni. Na dodatek piekielna nie zezłościła się na parę łobuzerskich myszek. Dodatkowo pogłaskała je, ale zarówno Bielinka, jak i Rudy złapali jej palce i zaczęli wąchać oraz szukać, czy nie ma na nich resztek jedzenia.

- Żarłoki z was – zachichotała Nef, widząc ich zachowanie. – Czyli pokusy muszą być straszne? – również szeptem spytała siostry. – Mhm… A właściwie czemu przedstawiłaś się jako Elion? – Wcześniej Nefertiti nie zwróciła na to większej uwagi, ale teraz przykuło to jej uwagę.

Nagle fryzura myszki stała się istnym chaosem, w sumie brakowało jej tego droczenia się z siostrą, ale gdy ta wspomniała, że kupi jej grzebień, Nef lekko zbladła. Za co niby? Przecież ją okradła? Jak mogła oskubać z pieniędzy własną siostrę? Niestety nie była w stanie się przyznać i oddać jej mieszek.

- Dzięki… - uśmiechnęła się słabo z lekkim stresem, strasznie jej było głupio.

W każdym razie byli już przy karczmie prowadzonej przez kolejnego znajomego pani detektyw.

- Straż miejska…? – Nefertiti wprost nie mogła uwierzyć w swoje „szczęście”. Wtuliła się w siostrę okropnie zaniepokojona, chowając twarz w jej ramieniu i wciskając się w płaszcz, jakby chciała nagle zniknąć.

Pochłonięta własnymi problemami, nie zwróciła uwagi na znajomość piekielnych z gospodarzem, po prostu chciała wejść do środka i usiąść gdzieś w kącie, by nikt nie musiał się na nią zbytnio gapić. W końcu się tak stało, była obok Elizy i w sumie to rozmyślała, czy nie dałoby się gdzieś zwędzić jakiegoś barwnika, co by jej włosy nie raziły aż tak swoim fioletem. Jednakże po chwili obok niej usiadł Dante. Zaprzestała wtedy swych rozważań i dyskretnie przysunęła się jeszcze bliżej Elion.

- Najsłabszego? – Nef rzuciła siostrę oburzone spojrzenie. - Oczywiście, że dorosłam – dodała z wyrzutem. – Chcę coś mocniejszego, nie traktuj mnie jak bachora. – Wcale nie była aż tak urażona, ale nie chciała wyjść na słabą w tym całym towarzystwie. – Hmm, zjadłabym coś ciepłego… Co byś mi poleciła? – Spojrzała pytająco na pokusę. Zwykle jadła jedzenie na zimno lub owoce albo warzywa, łatwiej było to ukraść.

Nim ta zdołała odpowiedzieć, Anabelle już zaczęła przeprowadzać wywiad z Zirą i Azrą. Nef w końcu się zainteresowała, w sumie dobre pytanie, jeśli chodzi o tego mężczyznę, choć był miły i nie był on powodem do zmartwień. Ciekawsze było, co odpowie pani detektyw, skłamie, ominie prawdę? A może się przyzna? Ale czy to wtedy nie pociągnie ze sobą nieprzyjemnych konsekwencji? Myszołaczka zadrżała z niepokojem; albo to w brzuchu jej burczało, nie była pewna.

Awatar użytkownika
Azra
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Azra »

Im głębiej zapuszczali się w miasto, w tym większy tłum się pakowali, ale nic nie zapowiadało, by mieli tu utknąć. Ludzie, jak gdyby instynktownie, sami usuwali się z drogi, tworząc dla nietypowej zgrai szeroki korytarz, zamykany zaraz za ich plecami, przez co mogli oni swobodnie przejść bez obaw, że kogoś potrącą. Nie uszło uwadze Azry, że dzieje się tak tylko dlatego, że prowadziła ich trójka dość tajemniczych person w czarnych płaszczach. Mężczyźni i kobiety zdawały się malec w porównaniu z sylwetką Dantego, choć ci pierwsi dość szybko zmieniali obiekt zainteresowania, szczerząc swoje lica do Anabell. Nawet Hamnisz w zakątkach swojego umysłu nie pozostał w tej sprawie obojętny. Rzeczywiście, dziewczyna była ładna, to przyznał od razu, niczego jej nie brakowało, a idąc zaraz za nią odnosił wrażenie, iż kroczy ona w sposób mający spodobać się wszystkim. W tym także i jemu. Domniemania, jak mogła się prezentować pod płaszczem, zostały jednak w sferze domysłów, których rozwinięcie nie powinno się odbywać o pustym żołądku i suchym gardle. Azra miał tylko nadzieję, że nikt z towarzystwa nie potrafi odczytać jego myśli, choć po prawdzie sama mina i rozmyte spojrzenie w zupełności wystarczyło. Szybko jednak doprowadził się on do porządku, kiedy rozbrzmiały mu pod czaszką słowa przewodnika - Dantego.

- Od razu załatwić... - skwitował Azra, zerkając z ukosa na zatknięty za pas pistolet. Dopiero później powrócił do przerwanej myśli. - Po prostu zanim na was wpadłem, miałem styczność z pewną niezbyt sympatyczną grupą. Tamten koniokrad z jaskini nie był jedynym. Była ich cała hanza, która z całą pewnością niejednemu zepsuła udany dzień. Zresztą człowiek w obliczu nieznanego ma tendencję do reagowania w różny sposób. Ja wolałem zadbać o środki ostrożności już na początku. I choć w tamtej chwili nie wiedziałem, czy pistolet w ogóle wypali, miło słyszeć, że nie chowasz urazy.
Oczywiście nie uszło uwadze Hamnisza, iż Dante zainteresował się jego bronią. Gdy byli jeszcze w labiryncie dostrzegł jego spojrzenie na ów przedmiot. Ciekawość połączona z chęcią posiadania. Rzeczywiście podobnych urządzeń było na świecie niewiele - krasnoludy zabierały ze sobą tajemnice jej tworzenia do grobu, same przy tym nie produkowały jej w dużych ilościach. Głównie ze względu na zniszczenia, jakie powodowała, jak i same koszty obróbki i ilości potrzebnej do tego magii. Mimo to poszczególne egzemplarze trafiały na czarny rynek, a stamtąd w ręce co bogatszych nikczemników. Ojciec Azry, co sam często przyznawał za życia, za młodu świętym nie był, choć starał się jak mógł, a pistolet, który dziś dzierży jego syn, otrzymał w prezencie od norda, któremu ocalił życie. Niestety z braku zastosowań na farmie wisiał na ścianie i latami zbierał kurz. Do czasu, aż najmłodszy syn sam się nim nie zainteresował. Pewnie Dante rozmyślał teraz o tym samym, o czym Azra przed laty, co mógłby uczynić, mając w rękach podobny przedmiot. No cóż, jak się okazało, niezbyt wiele.

- Nieodłączny symbol profesji - tymi słowami Hamnisz podsumował tę część, odnoszącą się do czarnych płaszczy. - Nie najgorsze wyjaśnienie i tyle zarazem mi wystarczy. Wybacz, ale jestem ciekawy z natury, a podobny ubiór w słoneczny dzień nie jest czymś, co przejdzie bez zainteresowania. Choć pani po lewej w czerni jest do twarzy - zwrócił się do Anabelle, uśmiechając się pod wąsem na tyle przyjaźnie, na ile pozwalały mu ostre rysy. Ktoś, kto by spotkał Azrę samego w ciemnym zaułku, odniósłby wrażenie, że to nie pierwszy z brzegu chłystek i że na jego koncie widnieje kilka co ciekawszych bójek. W stosunku do, bądź co bądź, nieznajomej kobiety postanowił być szarmancki i uprzejmy, jak do większości przedstawicielek płci pięknej, z którymi miał do czynienia.

Na dłuższą rozmowę nie było jednak co liczyć, ponieważ zaraz cała grupa została ciepło przywitana przez grubszego karczmarza z pyzatą, uśmiechniętą od ucha do ucha twarzą. Jego przybytek nie różnił się zbytnio od tych, w których Azra dotychczas jadał, stąd z miejsca już wiedział, co tu serwują i czym będzie pachnieć po wejściu do alkowy. Na propozycję pozostawienia Bohuna pod dachem wraz z innymi końmi przystał bez wahania i odprowadzając przyjaciela, nakazał mu czekać w osobnym, pustym boksie, zaraz obok bel siana. Wiedział, że kompan nigdzie nie odejdzie, toteż zbędne było zamykanie go na rygle, czy też uwiązywanie do pali.
- Niedługo wrócę - szepnął, zostawiając mu jabłko. - Bądź grzeczny.

Do stołu Azra zasiadł ostatni, wybierając miejsce po drugiej stronie, naprzeciwko Anabelle i Dantego. Z początku nie wiedział, co zrobić z bronią, zwykle gospodarze nie byli przychylni, by goście z nią paradowali, ale temu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Stąd gdy tylko szabla znalazła się przy nodze krzesła, a pistolet głębiej wciśnięty za pas, mężczyzna spojrzał przyjaźnie na towarzystwo i uśmiechnął się szczerze.
- Niech będą trzy kufle piwa - odpowiedział, nie pozostawiając domysłów, dla kogo były one przeznaczone, skoro Dante zamówił tylko jeden. - Najlepiej zimne i do tego coś tłustego z wołowiny.

Następnie rozmowa przeszła na nieco inne tory, przybierając formę małego przesłuchania. Azra, który nie miał nic do ukrycia, opadł na oparcie krzesła i splótł ręce na piersi.
- W przeciwieństwie do was, ja nie mam stałego zajęcia. Jestem, jak to się mówi, turystą. Pochodzę spod Demary, mam tam posiadłość, kilka łanów pola, bogatą stajnię i tym podobne. Niestety pewne okoliczności zmusiły mnie do opuszczenia domu, tak że teraz jestem tylko podróżującym szlachcicem.

Awatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Zira »

Zira nie śmiała narzekać ani wyprzedzać reszty grupy, to mogłoby być normalne najwyżej dla takiego małolata jak Nefertiti. Mimo wszystko jednak starała się mieć wszystko na uwadze. Nie umknęło jej zamyślenie całej trójki, ale akurat do tego nie przywiązała większej wagi.

- Najemnicy – prychnęła w myślach wilkołaczka, utwierdzając się w przekonaniu, że jak na piekielnych, to straszni z nich słabeusze. W końcu prawdziwy diabeł czy diablica nie dałaby sobie tak grozić i zrobił lub zrobiłaby coś bardziej diabolicznego niż próby załagodzenia sytuacji.

Przez chwilę też uważnie słuchała, co mówił Azra o grupie koniokradów. Trzeba będzie to sprawdzić, przecież nie pozwoli, by takie rzezimieszki kręciły się na jej terenie.
Gdy wyszli na zewnątrz, Dante jeszcze zapragnął wytłumaczyć się z ich płaszczy, które miały służyć jakoby za ich znak rozpoznawczy, całkiem ciekawe i pewnie po części prawdziwe. Niech im już będzie, zmiennokształtna postanowiła nie ciągnąć ich dalej za języki w tej kwestii.
Znacznie ciekawsza była relacja małej złodziejki z piekielną. Fioletowowłosa miała szczęście, ciemnoskóra poczuła ukłucie w sercu, wciąż rozwiązuje tyle spraw, a własnej nie może, jakby jej siostra zapadła się gdzieś pod ziemię. Zacisnęła lekko dłoń, na której miała znamię, przynajmniej nie mogła dzięki temu zapomnieć.
Nie mogła się niestety zamyślać, nie w tej robocie. Wróciła więc do bieżących wydarzeń, czyli do karczmy i jej właściciela. Ziriel spojrzała to na łowcę dusz, to na karczmarza, nie podobał jej się wzrok jej znajomego. Bał się, czyli może ta gromadka nie była taka beznadziejna? Choć Fredy też do najodważniejszych nie należał. Uniosła lekko brew i rzuciła handlarzowi nieufne spojrzenie na słabą wymówkę. Ten tylko lekko się speszył i zaczął kierować wzrok wszędzie, byle nie na wilkołaczkę. Brunetka westchnęła w duchu, niech mu będzie.
Weszli więc do środka bez większych rozważań czy dociekań. Do sporego stołu najpierw zasiadła cuchnącą siarką trójka oraz fioletowowłosa złodziejka. Zira postanowiła zaczekać i zająć ostatnie wolne miejsce, gdyby usiadła szybciej, wiele szczegółów mogłoby jej umknąć. Jednakże tak jakoś wyszło, że Azra ją przepuścił, a wilkołaczka nie zamierzała się o to kłócić, plan i tak został prawie zrealizowany, była przedostatnia, to też coś.
Po chwili też zaczęły padać zamówienia. Wilkołaczka pomyślała nad winem, ale musiała myśleć trzeźwo i być czujną. Aczkolwiek nie chciała aż tak odstawać od reszty, postanowiła więc nieco wesprzeć Nefertiti.

- Dla mnie też to słabe wino, byle słodkie – powiedziała, puszczając oczko do myszołaczki, niestety jej plany nieco pokrzyżował mężczyzna siedzący tuż obok niej, aczkolwiek coś z wołowiny brzmiało przepysznie, zmiennokształtna miała ochotę się oblizać.

Wtem Dante zadał pytanie trudne, bo zmiennokształtna mogła odpowiedzieć naprawdę różnorako, a miała dosłownie kilka sekund na podjęcie najdogodniejszej wersji. Na szczęście w tym czasie wypowiedział się szlachcic, co dało jej jeszcze chwilkę. Nim jednak sama zdążyła się odezwać, Anabelle musiała rzucić w jej stronę stos kolejnych pytań, które jednak nie zmartwiły brunetki, wręcz rozbawiły.

– Ah tak – zachichotała. – Owszem, jestem tancerką, czasem też gram na lutni albo śpiewam. A odnośnie do tego, co powiedział Fredy, raz czy dwa mu zarzuciłam pomysłem na biznes, który się sprawdził, i to pewnie dlatego – uśmiechnęła się z dumą, po części mówiła prawdę, ale to wystarczyło, by jej mimika pozostała szczera. – Natomiast ci ludzie, wiadomo, jak się występuje na ulicy, to nie tylko talentu potrzeba, ale i charyzmy, jak publika by się obraziła, to mogłoby być ciężko wyżyć, dobrze więc pozostać w przyjaznych stosunkach ze swymi widzami – wyjaśniła, mówiąc z całkowitym przekonaniem.

Wiedziała, że za chwilę ktoś, czyli pewnie Anabelle, będzie żądać dowodu na jej muzykalną duszę. Nie czekała na to, wstała z krzesła, wyciągnęła swoją ukochaną lirę i zaczęła brzdąkać na niej melodie. Z początku była ona cicha, ale w miarę upływu czasu stawała się coraz intensywniejsza i żywsza, jakby chciała z pomocą nut wykrzyczeć pewną historię, którą zmiennokształtna skrywała w dźwiękach instrumentu. Niespodziewanie ucichła, a struny drgały nieśmiało, chcąc zagrać smutek i ból. Zaczął on się jednak zmieniać szybko w coś agresywnego, jakby historia, którą tworzyła, nabrała tempa, miało to w sobie tyle emocji, że serca wręcz zaczynały bić szybciej, jakby chcąc dostosować się do rytmu. Na koniec zostało jedynie parę dźwięków, które nie chciały ucichnąć, wciąż niosąc się echem w umysłach słuchaczy.

Wilkołaczka ukłoniła się i ponownie usiadła, chowając swój instrument do torby, targały nią uczucia, które pobudziła, by przelać na swój występ, ale powoli się uspokajała. Właśnie nadchodziły córki Fredy’iego. One w przeciwieństwie do tatusia nie były wcale grube, wręcz przeciwnie, szczupłe i obie rude, tylko jedna jeszcze była dzieckiem w wieku Nefertiti, a druga dorosła.

Awatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Elion »

        Płomyki tańczyły na szczytach świec, stanowiąc atrakcję dla oczu tych, którzy mogli czuć się znudzeni czekaniem. Ruszały się one żwawo pomimo znajdowania się w pomieszczeniu, aż można by pomyśleć, że to magia zachęca języki żaru do wygibasów. W rzeczywistości jednak to okno, choć oszklone; nie było w pełni szczelne. Z każdą chwilą wpadało do środka świeże powietrze, podsycając ogień nad woskiem, jak i również niosąc ze sobą strzępki tego, co działo się na zewnątrz. Ludzkie rozmowy, zlewające się w odległy szum, odgłosy butów uderzających o drogę między budynkami, a nawet dźwięki gwaru, który panował w budynku, gdzie biesiadowała straż miejska. To wszystko sprawiało, że przy stole, nawet gdy wszyscy milczeli, nigdy nie panowała absolutna cisza. Piekielna trójka uważała to za zaletę tego miejsca - gdy panuje cisza, zwykli ludzie dostrzegają szczegóły, których zazwyczaj nie widzą, takie jak choćby to, że Anabelle, Dante oraz Elion spoglądają niezwykle często na siebie nawzajem, ale nie wymieniają przy tym ani słowa na głos, zamiast tego rozmawiając poprzez czytanie myśli swoich towarzyszy.

        Elion, wciąż obejmując swoją siostrę niczym pirat skrzynię ze skarbami, błądziła myślami nad pytaniami, na które wcześniej nie odpowiedziała. O ile pytanie o imię, czy też raczej o jej obecny pseudonim, było po prostu niewygodne ze względu na to, że wpadłaby w kłopoty, gdyby ktoś usłyszał tłumaczenia pokusy, o tyle pytanie o to, czy istoty takie jak ona muszą być straszne, było niezwykle trudne dla niej, gdyż nigdy wcześniej nie myślała nad tym, a odpowiedzi takie jak “tak” lub “nie” zdawały się zbyt płytkie, by ukazać prawdę tego zagadnienia. Pewnie by Elion spędziła resztę dnia nad tym, gdyby nie to, że mysia siostrzyczka zadała pytanie dotyczące dostępnego tu jedzenia, przy okazji marudząc, jak to ona chce wypić coś mocnego.

- Nigdy tu nie byłam, moja droga, ale moja intuicja chyba ma pomysł na to, co ci zaoferować do zjedzenia. A mocniejsze wino czy inne trunki to po jedzeniu może, bo na pusty żołądek to nawet doświadczeni nie piją, z tego co mi wiadomo.- Rzecz jasna owa intuicja, o której Elion wspomniała, siedziała tuż obok pod postacią dwóch istot piekielnych, które znały dobrze możliwości spiżarni ich obecnego gospodarza. Dlatego też po chwili młodsza pokusa odezwała się głośno w stronę drzwi, chcąc, by głos jej dotarł do uszu osób, które są odpowiedzialne za napełnienie ich brzuchów. - Pieczone na ogniu ziemniaki zróbcie, jeśli takowe serwujecie, a do tego kawałek sera na deser, bo kiedyś słyszałam, że w tym mieście ser dobry, bez względu na rodzaj.

        Tak jak wcześniej, na wypowiedziane zamówienie nie odpowiedział żaden ludzki głos. Ci, którzy uważnie słuchali, mogli usłyszeć nikłe dźwięki kuchennego zgiełku, które oznaczały, że jedzenie jest w trakcie przyrządzania, a trunki wkrótce zostaną przelane do bardziej adekwatnych naczyń. Co jakiś czas dolatywało do nich dźwięczne nucenie, które, choć słyszalne, było na tyle ciche, by nie zakłócać rozmów i tego, co działo się w pomieszczeniu, które było przez najbliższy czas zarezerwowane tylko dla nich.

        Ręka młodszej pokusy objęła mocniej Nefertiti, gdy tylko doszło do momentu, gdy Dante i Anabelle zaczęła zadawać pytania. Elion zrobiła to nieświadomie, wiedząc, że rzadko kiedy wszystko idzie dobrze, gdy zabierają się za to ona i jej towarzysze z piekielnych czeluści. W głowie już wyobrażała sobie, jak niewłaściwa kombinacja słów może wzbudzić agresję, a nawet otwartą wrogość u szlachcica. Rzecz jasna problemem była także ta kobieta - szczególnie ze względu na to, gdyż miała zaufanie tutejszych, a co za tym idzie, jej słowo było o wiele potężniejsze od ich własnych. Całe szczęście, że rozmowa zdawała się, póki co, nadzwyczaj przyjacielska, pomimo tego, że wszyscy byli tutaj dla siebie nawzajem praktycznie obcy.

        W takich momentach jak ten obecnie skryta pod postacią młodej, czarnowłosej szlachcianki istota zastanawiała się, czemu po prostu nie spróbują czytać w myślach swoich ofiar. Nie musiała jednak długo przeczesywać wspomnień by przypomnieć sobie, że nadużywanie tej zdolności wprowadzało ich w kłopoty niemal zawsze. Nie wolno bowiem lekceważyć cudzych umysłów, szczególnie gdy samemu nie jest się nikim potężnym. Nie raz, nie dwa groziła im śmierć, bo ktoś, kto nawet nie włada magią, wyczuł cudzą obecność w swojej własnej głowie. Zdarzył się też kiedyś mag ukrywający swoje zdolności, a którego to zaklęcia ochronne wywołały bardzo potężne i długotrwałe bóle głowy u każdego, kto chciał zapoznać się z wnętrzem jego umysłu. Wszystkie te przeszłe i nieraz bolesne doświadczenia sprawiły, że czytanie w myślach u osób, które o tym nie wiedziały, zawsze było grą losową, w którą to trójka nieudanych piekielnych nadzwyczaj często przegrywała.

        W czasie, gdy to wszystko kotłowało się głowie siostry myszołaczki, Anabelle i Dante wpatrywali się w szlachcica, który jako pierwszy odpowiedział na ich słowa. Łowca Dusz uważnie wysłuchał każdego słowa, w międzyczasie patrząc nieprzerwanie na rozmówcę, co by okazać mu szacunek gdy ten przemawiał. Wyglądał przez to na poważnego, choć może też był też zbyt sztywny, ale przynajmniej widać było, że poświęca całą uwagę Azrze. Znacznie inaczej reprezentowała się Anabelle w tej sytuacji. Najwyraźniej wciąż pamiętając to, jak została skomplementowana przez człowieka podczas spaceru, zachowywała się w sposób, który można by opisać jako “zainteresowana, ale znacznie rozmówcą bardziej, niż rozmową” . Wpatrywała się w niego, co jakiś czas trzepocząc rzęsami, jak gdyby próbując w ten sposób zwrócić na swoją twarzyczkę wzrok wąsatego jegomościa. Nie żeby faktycznie była nim zainteresowana, po prostu chciała się wczuć w rolę kobiety, której faktycznie mógł przypaść do gustu ktoś taki jak mężczyzna, z którym obecnie mieli do czynienia. Anabelle zawsze bowiem, gdy ukrywała swą tożsamość, miała tendencję do przesadnego grania swej roli.

- “Niestety”, “pewne okoliczności” i “zmusiły”? Ciekawy dobór słów, Azro - stwierdził Dante, gdy tylko człowiek z Demary skończył mówić. Jego słowa były jednak dosyć ciche, porównywalne do mamrotania pod nosem, ale zarówno Zira, jak i Azra, nie mieli problemu z ich usłyszeniem. Chwile później, łysy mężczyzna przyłożył lekko zaciśniętą dłoń do swoich ust, a wzrok spoczął na wciąż pustym stole, co zrobił świadomie, stwarzając pozory, iż zastanawia się nad tym, co powiedział człowiek. W rzeczywistości bowiem już był pewien, że sytuacja Azry niemal na pewno była okazją na “pracę” dla niego i jego pokusich towarzyszek.

        Szybko zainteresowanie większości tu obecnych - czyli piekielnej trójki - przeszło na Zirę oraz to, jak wytłumaczyła się w obliczu pytań, które wypełzły z ust Anabelle niczym jadowite od złośliwości węże. Ku niezadowoleniu starszej pokusy, wilkołaczka o wielu talentach obróciła to wszystko w sytuację, dzięki której nie tylko opowie co nieco o sobie, ale w której to zademonstruje swoje umiejętności gry na instrumencie muzycznym. Dopóki Zira przemawiała, miała pełną uwagę całej nieświętej trójki, jednak gdy tylko zaczęła grać, reakcje były różne. Anabelle wymamrotała pod nosem coś w stylu “Pfff, też tak bym mogła, gdybym chciała”, po czym odchyliła głowę do tyłu, szukając ciekawszych rzeczy niż słuchania byle brzdąknięć. Elion, która wciąż pamiętała o tym, że Nefertiti bała się Ziry, nie pozwoliła sobie na żaden większy przejaw cieszenia się muzyką, choć ta była w jej mniemaniu bardzo ładna. Dlatego też jedynie spoglądała w stronę wilkołaczki, gdy ta wprowadzała melodię do tego miejsca. W miarę udolnie ukrywała niechęć do osoby, która objawiała się jako niebezpieczeństwo dla jednej z niewielu istot, na której jej zależało, jednak w wyniku tego wyglądała, jakby niezbyt szczególnie podobała jej się nuta pochodząca z lutni.

        Jedynie Dante otwarcie wyraził swoje zadowolenie, gdy utwór muzyczny dobiegł końca. Porzuciwszy pozę zamyślonego człowieka, zaklaskał trzykrotnie, a kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, sugerując coś na kształt nikłego uśmiechu. Zarówno Anabelle, jak i Elion domyślały się, że to tylko kłamstwo mające pomóc w zyskaniu zaufania Ziry. Szybki wgląd w myśli łowcy dusz ujawnił jednak, że on faktycznie uznał to, co dotarło do jego uszu, za zadowalający jego zmysły utwór.

- Dziękuje za podzielenie się z nami swoim talentem, panno Ziro - powiedział Dante do “tancereczki”, gdy tylko ta z powrotem usiadła na swoje miejsce. Ton jego był spokojny, ale nawet to zdawało się szczytem zachwytu, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę to, jak bardzo wyglądał obecnie na człowieka, którego nie interesują sprawy natury artystycznej. - Nie znam się na muzyce ani tym bardziej nie słyszałem nigdy wcześniej dźwięków instrumentu, który pani dzierżyła, ale przyznać muszę, z chęcią wysłuchałbym tego jeszcze raz.

- Ja taaaaakże po raz kolejny chciałabym nadstawić uszu na dźwięk twej lutni, Ziro, ale niestety, raczej nie przyszliśmy tutaj po to, by słuchać muzyki, nieważne jak “piękna” by ona była - wtrąciła się niemal natychmiast Anabelle, która z jakiegoś powodu nie pałała zamiłowaniem do Ziry, nawet podczas gry aktorskiej, jaką jest udawanie ludzkiej kobiety. To, jak zaakcentowała słowo “piękno” dawało jednoznacznie do zrozumienia, iż ani trochę nie będzie tęsknić za brzdąkaniem wilkołaczki. - Czyż nie, moja droga?

        Ostatnie słowa były skierowane do Elion, w którą Anabelle zaczęła się wpatrywać, a którą to jednocześnie zasypał stos błagań, coby swoimi słowami młodsza pokusa wsparła starszą towarzyszkę. Elion aż przewróciła oczami, szczególnie ze względu na to, iż nie rozumiała, z jakiego to niby powodu miałaby zgodzić się ze srebrzystowłosą towarzyszką. Niechęć do kogoś to było jedno, ale to, co wyprawiała starsza pokusa, graniczyło z czystą, bezpodstawną nienawiścią. Nic więc dziwnego, że zmieniła temat zamiast wspierać swoją towarzyszkę.

- Chyba słyszę kroki. Najwyraźniej skutecznie przegadaliśmy okres czekania na nasze zamówienia - powiedziała, w międzyczasie spoglądając kątem oka na Anabelle, która to była niewzruszona z zewnątrz, choć jednocześnie przeklinała siarczyście w myślach za coś, co można było określić zdradą. Na szczęście wystarczył jeden delikatny uśmiech, połączony z dyskretnym potrąceniem nogi o nogę, co by wszystkie winy Elion zostały wybaczone. W międzyczasie faktycznie można było usłyszeć zbliżające się odgłosy obuwia uderzającego o drewnianą posadzkę. Nie minęło dużo czasu, nim drzwi do pokoju otworzyły się na oścież, ujawniając dwie młode, urokliwe istotki, których buzie były uśmiechnięte, a ubrania pełne plam, sugerujące, iż te intensywnie pomagały przy sporządzaniu poczęstunku.

        Najpierw do środka weszła wyższa, a zarazem starsza z nich. Była to typowa młoda dorosła, o kręconych, rudych lokach, które spływały po ramionach aż do łopatek. Była urodziwa, szczupła w sposób, który sugerował rozsądne umiarkowanie w jedzeniu, dzięki czemu wciąż było co podziwiać w kwestii kobiecych walorów piękna. Ubrana była w zadziwiająco skromne odzienie, kojarzące się z kobietą, która mieszka na odległej wsi - brakowało jakichkolwiek zdobień, a sam materiał składający się na sięgającą do ziemi spódniczkę oraz przeciętną koszulę bez dekoltu był bez wątpienia niskiej jakości. Na każdej z dłoni balansowała dwoma szerokimi tacami z wypolerowanego metalu, na których umiejscowionych była znaczna część tego, co zamówiły wszystkie obecne w tym pomieszczeniu istoty. Z gracją godnej tancerki kobieta przeszła na środek pomieszczenia, stając w przejściu między obiema połówkami stołu. Bez trudu odłożyła obie tace, po czym zwinnie zaczęła serwować strawę i napoje, bez błędu dopasowując wszystko do odpowiednich osób.

        Przed Dante wylądował typowy kufel, jakiego można by było spodziewać się w większości karczm, a zawartością jego była tutejsza marka piwa, która była średniej jakości w porównaniu do podobnych trunków z innych części kontynentu. Anabelle niemal natychmiast - pilnując w międzyczasie, by przypadkiem nie odsłonić swego niczym nieskrępowanego ciała, które wciąż skryte było w prywatności, jaką oferował płaszcz - pochwyciła w prawą dłoń kieliszek, który został jej podany, a który to wypełniała ciecz o kolorze dojrzałych truskawek. Przed myszołaczką i jej siostrą została postawiona świeżo otwarta, nieoznaczona niczym butelka słabego wina, a chwilę później także i porcelanowy talerz, na którym tuzin dorodnych, pieczonych ziemniaków wraz z widelcem i nożem, czekało na spożycie. Na niezwykle drobnym talerzu, który przypominał spodek filiżanki, podsunięto myszołaczce kostkę sera, nie większą od kobiecej pięści.

        W ten sposób opróżniona została całkowicie jedna tacka. Druga tacka, która była niemal w całości przeznaczona dla Azry, także długo nie musiała czekać. Trzy kufle szybko znalazły się w zasięgu zarówno jego wzroku, jak i ręki, a zaraz po tym wylądował przed nim półmisek, na którym leżał gotowy do skonsumowania kawał wołowiny, prawdopodobnie karkówki, który najwyraźniej opiekano nad otwartym ogniem. Przypieczoną powierzchnię pokrywały przyprawy, wśród których można było wypatrzeć odrobinę pieprzu oraz tymianku, soczysty zapach dobrze przyrządzonego mięsa zaś sugerował, że to powinno spełnić przynajmniej minimalne wymagania Azry. Po obu stronach półmiska umieszczone zostały sztućce - jeden wyjątkowo naostrzony nóż, a do tego widelec, oba delikatnie zdobione srebrem na rękojeści. Na samym końcu, przed Zirą, została umieszczona identyczna butelka do tej, która była podana wcześniej dla Nefertiti i Elion.

- Zaraz, zaraz, zaraz... - odezwała się nagle Elion, której to mina na tamtą chwilę reprezentowała dziwaczną mieszanką niewiedzy i oburzenia. - Jakim cudem bez pytania podałaś nasze zamówienia do właściwych osób? Widzisz nas wszystkich pierwszy raz w życiu, wcześniej mogłaś jedynie słyszeć nasze rozmowy, ale to by ci raczej nie pomogło samo w sobie... No i gdzie są kieliszki dla mnie i mojej siostry? A i dla tej, no, Ziry też, bo raczej z gwinta nie będzie piła.

- Po pierwsze - odezwała się rudowłosa, która już dzierżyła w rękach puste tacki, a na której ustach wciąż utrzymywał się uśmiech, nawet jeśli teraz było widać, iż był raczej wymuszony - mam specjalny dar, jak on działa, nic wam do tego, ale mówiąc w skrócie, potrafię przypisywać pragnienia do osób. Po drugie, niektórych tu obecnych znam… nawet jeśli i przelotnie.

- Ja też ledwo cię pamiętam, byłaś w końcu dzieciną, kiedy twój ojciec nas z tobą zapoznał! - wymówiła entuzjastycznie Anabelle, która zaraz po tych słowach wzięła łyka ze swojego kieliszka.

- … A po trzecie, kieliszki przyniesie wam…

- Ja! - pisnęła nagle dziewczynka, równie ruda co jej starsza siostra. Ubrana w sukienkę, która była zdobiona w jaskrawe kolory, a na którą zarzucony był fartuch chroniący kreację przed większością plam, była ona wciąż młoda, co było bardzo mocno po niej widać, w przeciwieństwie do Nefertiti. Zarówno z twarzy, jak i z głosu była niewinnym dzieciątkiem, przed którym czekało jeszcze trochę lat, nim nadejdzie nieubłagany czas dorosłości. Włosy sięgały ledwie do szyi i były proste, a nie kręcone. W dłoniach swych zaś ostrożnie trzymała trzy kieliszki, dla których to brakowało miejsca na tacach, które nosiła starsza córka gospodarza. - Poczekajcie tylko, nie chce ich potłuc, nim zdołam je wam sprezentować!

        Powolnymi krokami weszła do środka, po czym, sugerując się położeniem butelek z winem, postawiła kieliszki przy odpowiednich osobach, po czym odetchnęła, jakby wyczynem było to, że wyroby szklane dotarły na miejsce w całości. Przez chwilę dziewczyna rozglądała się po obecnych, a w oczach jej widać było entuzjazm i radość, typową dla osób młodych wiekiem.

- A, racja, dziś moja kolej! - pisnęła, jakby przerażona tym, że niemal o tym fakcie zapomniała, po czym trochę pośpiesznie, a przy tym niedbale, skinęła na powitanie w stronę obecnych gości. Czyn ten powtórzyła także starsza córka, tyle że ona zrobiła to o wiele staranniej. - Jestem Vel, a to moja siostra Lianore. Jesteśmy zaszczyceni tym, że przyrządzona z naszą pomocą strawa oraz nalane przez nas trunki będą gasić wasze pragnienie i koić dręczący was głód.

- Gdzie wasz ojciec? - odezwał się nagle Dante, a głos jego, o dość surowej tonacji, praktycznie wystraszył młodszą rudowłosą. - Jeśli dobrze pamiętam, zawsze patrzył na to, jak witani byli goście. A przynajmniej tak było, kiedy byłem tu ostatni raz. Coś się zmieniło, czy też nie ma na to czasu obecnie?

- Wyszedł w trakcie, gdy szykowaliśmy mięso i ziemniaki, coś o sprawdzeniu tego, czy zamówienia, które złożył u znajomego handlarza - odpowiedziała Lianore, a myśli jej, które Dante bez wahania odczytał, twierdziły, że mówiła prawdę. Nic więc dziwnego, że łowca dusz, który z jakiegoś powodu miał złe przeczucia, odetchnął, gdy zrozumiał, że te były nieuzasadnione. - I tak przy okazji… Jeśli pozwolicie, poczekamy chwilę przy was do czasu, aż spróbujecie tego, co wam podaliśmy, co byście mogli zgłosić ewentualne uwagi.

- Tato kazał nam uczyć się na błędach, jak i również z pomocą opinii gości! - dopowiedziała energicznie Vel, z uśmiechem na ustach, jakby nie mogła się doczekać opinii na temat tego, co przyniosły.

        Anabelle aż dramatycznie przewróciła oczami, wzdychając przy tym jak zarzynany prosiak. Elion przyjęła fakt, że przez kilka chwil będą mieli dwóch obserwatorów podsłuchujących to, o czym rozmawiają, z uśmiechem na ustach, głównie dlatego, że Vel przypominała jej Nefertiti do pewnego stopnia, przez co aż cieplej było na piekielnym sercu od samego patrzenia na nią. A skoro o myszołaczce mowa, to jej pokusia siostra, z pomocą wolnej ręki - tak, wciąż obejmowała swoją młodszą siostrzyczkę, jakby jutra nie miało być - nalała pełen kieliszek wina dla siebie, oraz ćwiartkę kieliszka dla młodej zmiennokształtnej.

- Tylko nie wypij wszystkiego naraz, bo nieprzytomnej pijaczki nie będę niosła, bez względu na to, że ta pijaczka to moja siostrzyczka! - powiedziała słodko-droczliwym tonem do Nefertiti.

- Papużki nierozłączki… - skomentowała Anabelle, nieco zazdrosna, że to nie na niej spoczywa znaczna część uwagi Elion. Ona już brała kolejnego łyka wina, delektując się słodyczą zawartą w swym trunku.

- Jeśli można, zanim opróżnimy zarówno kufle, jak i kieliszki, co prawdopodobnie będzie równoznaczne z rozdzieleniem się w swoje strony, chciałbym poruszyć temat tego, w jakiej sytuacji się znajdujesz, Azra. Jak wspomniałem wcześniej, ja i moje towarzyszki jesteśmy swego rodzaju osobami do wynajęcia, czy też najemnikami. Może istnieje nadzieja, że jesteśmy w stanie pomóc ci z tą całą sytuacją w twoich rodzinnych, przez którą jesteś w podróży? O ile tego chcesz oczywiście.

- O, skoro po pomocy mowa, to czy Zira nie powinna być na zewnątrz, pomagać ludziom czy co tam ona robi? W końcu szukała tej dziewczynki, może teraz znów się zagubiła? - odezwała się Anabelle, której niechęć do “tancereczki” była tak mocna, że niemal zauważalna gołym okiem, szczególnie gdy ujrzało się to, jakie niechętne spojrzenia rzucała w stronę wilkołaczki. - To tylko sugestia, ale brzmi rozsądnie, nie sądzisz?

        Koń Azry musiał być wyjątkowo nielubiany przez los obecnego dnia. W czasie, gdy grupa rozpoczynała biesiadę i kontynuowała swoje rozmowy, z karczmy wyszło kilku strażników miejskich, których obciążały świeżo nabyte mieszki z monetami. Porozmawiali przez moment między sobą, po czym zaczęli powolnym krokiem zbliżać się do zwierzęcia. Co jak co, ale nie co dzień płacą tak dobrze za wyprowadzenie byle zwierzęcia poza mury miasta. Jedyne zagrożenie, jakie mogło ich czekać, to reakcja zwierzęcia na obcych. W końcu osoba, która ich obdarowała złotymi monetami, stwierdziła, że właściciel jest co najmniej na drugim końcu miasta i że nie powinni się martwić o nic. Nic tak nie cieszyło tak prostych ludzi, jak tak banalnie prosty zarobek. Gdyby tylko wiedzieli, co spotkało poprzednie osoby, które położyły swoje łapska na koniu...

Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nefertiti »

Podczas składania zamówień myszołaczka była pozytywnie zaskoczona reakcją brunetki. Nawet lekko się do niej uśmiechnęła. Może ona wcale nie była taka zła, mogłaby przecież już dawno oddać ją w ręce straży. Zirytowała ją natomiast siostra.

- Wiem to przecież. – Nadymała policzki niezadowolona, tak naprawdę nie do końca to wiedziała o zasadach spożywania alkoholu, ale nie chciała wyjść na głupiego dzieciaka, rozpromieniła się natomiast na wieść o serze, bardzo go lubiła, może po części przez swoją rasę. – Brzmi smakowicie – powiedziała do Elion ucieszona.

Gdy nadszedł czas zwierzeń i odpowiedzi Nefertiti z zainteresowaniem słuchała Azry, mógł sobie podróżować, ale i miał dokąd wrócić. Westchnęła w myślach na myśl o spalonym domu, ale przynajmniej miała teraz obok siebie swą ukochaną siostrzyczkę. Słyszała, jak Dante analizuje opowieść mężczyzny, przewróciła oczami, ona nie widziała w niej nic dziwnego, o niektórych sprawach po prostu ciężko jest mówić, a to nie znaczy, że trzeba zaraz coś ukrywać.

- On jest przesadnie podejrzliwy – szepnęła do Elion.

Gdy słuchała odpowiedzi wilkołaczki dobrze rozumiała, dlaczego nie poruszyła ona tematu swojej głównej pracy, zręcznie omijała tę konkretną odpowiedź, równocześnie nie kłamiąc. Taki zawód w końcu nie należał do zbyt bezpiecznych. Później natomiast Nefertiti słuchała dźwięków liry, a oczy jej błyszczały z zachwytu.

- To było piękne – nie mogła się powstrzymać by pochwalić muzykantkę, choć planowała unikać z nią kontaktu na tyle, o ile to możliwe.

Nie spodobało jej się za to zachowanie swojej piekielnej siostry i Anabelle. Popatrzyła na czarnowłosą pytająco, po czym jej wzrok spoczął na drugiej pokusie, miała skrzywioną minę. Jej zachowanie nie było miłe. Zapach siarki przypominał, kim tak naprawdę jest kobieta, ale skoro Eliza ją lubiła, to chyba znaczyło, że aż tak zła nie jest. Myszołaczka była już w tym wszystkim pogubiona.
Na szczęście ratunkiem okazało się jedzenie, które właśnie zbliżało się do ich stolika. Nef aż się mysie uszka zatrzęsły, gdy zobaczyła tak wspaniały posiłek. Wciąż kradła i niedojadała więc ciepły posiłek był prawdziwym rarytasem, na dodatek tym razem nie musiała śpieszyć się z jedzeniem ze strachem, iż ktoś ją przyłapie. Mogła delektować się każdym kęsem, skupić się na smaku, a nie jedynie na tym, by nie umrzeć z głodu.
Młoda była tak bardzo zaaferowana jedzeniem, że nie zwracała zbytnio uwagi na niezwykłą zdolność rudowłosej, właściwie to Nef nawet nie słuchała w tym momencie, co mówi Elion. Dopiero gdy został jej podsunięty kieliszek wina, przypomniała sobie o całym świecie i spostrzegła swoją rówieśniczkę obok starszej dziewczyny. Uśmiechnęła się do niej miło, nie słuchała, co mówiły i nie wiedziała, czemu tu stoją, miała tylko nadzieję, że o nic jej nie pytały.

- No weź, nie upije się przecież – prychnęła myszołaczka słysząc słowa siostry, zirytowały ją, zwłaszcza że dokładnie to chciała spróbować, wypić wszystko na raz. Teraz jednak musiała pić po trochu. Wzięła pierwszy łyk, posmakowała chwilę i przełknęła. – Ciekawy smak. – Próbowała zachować powagę, ale nieco się skrzywiła.

W czasie posiłku Anabelle najwyraźniej chciała się pozbyć Ziry, to byłoby na rękę Nefer, ale to, w jaki sposób robiła to pokusa, niezwykle drażniło dziewczynkę.

- Nie lubię jej – szepnęła na ucho Elion i dyskretnie wskazała na Ane. – Dlaczego się z nią trzymasz? Dante wydaje się całkiem… w porządku, ale ona…

Awatar użytkownika
Azra
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Azra »

Jeśli w jaskini tego nie dostrzegł, teraz zrobił to na pewno: Towarzystwo było nieco dziwaczne, skryte i tajemniczo milczące, jak to zazwyczaj bywa gdy z dnia na dzień poznaje się nowych ludzi; tyle że ono nawet i w tłumie nieśmiałków wyróżniałoby się jak jedna wielka czarna owca na tle białych. Trójka osobników ubrana była w czarne płaszcze, jakby niedawno wrócili z pogrzebu, zerkała na siebie nawzajem i - co nie uszło jego uwadze - porozumiewała się delikatnym skinieniem głową. Była też kilkunastoletnia dziewczynka lubiąca konie, trzęsąca się gdy nikt akurat na nią nie patrzył, prawdopodobnie (bo w to nie wnikał) siostra Elion, siedząca wraz z nią obok Dantego, który przywiódł ich wszystkich w to miejsce, a także "miejscowa" pani detektyw. Miejscowa, bo nawet Azra miałby wątpliwości gdyby usłyszał, że tropikalna i pełna przebarwień cera pani Ziry to efekt mieszkania u stóp zaśnieżonych szczytów. To by było co najmniej dziwne. No i jeszcze dochodził on, postać sama w sobie nietuzinkowa: uzbrojony w broń palną arystokrata, który przyjechał w nieznanym sobie celu i któremu próbowano ukraść konia. W normalnych okolicznościach spotkania może i nic by z tego nie wyszło, grzecznie by się wycofał, lecz mając za plecami zgraję bandytów, a przed sobą zaproszenie na zimne piwo, wybór był oczywisty.

Azra obserwował płomienie świec pod sufitem do czasu aż atmosfera przy stole nie zelżała na tyle, by nie hamować swobodnego dialogu pomiędzy biesiadnikami. W przypadku Ziry i Anabelle miał on kształt złośliwego przesłuchania ze strony tej drugiej, jakby na siłę chciała okazać swoją niechęć wobec pani detektyw. Z drugiej strony ciekawski był także Dante, lecz po minie, która zastygła mu na twarzy, młody Demarczyk uznał, że to nic czym warto się teraz przejmować. Były także trajkotania sióstr, które ucichły, gdy został poruszony temat muzyki.

Melodia była, względem niewielkiego obycia mężczyzny w tej dziedzinie, ładna. Cichła i rozbrzmiewała na nowo niczym przypływ, który Azra miał okazję podziwiać, gdy kilka dni temu nocował w sąsiedniej Trytonii. Chwytała za serce, lecz by nie przypisywać jej samych zalet, była zbyt wolna, żeby do niej tańczyć, co z kolei szlachcic bardzo lubił. Zwłaszcza w towarzystwie urodziwych kobiet.
- Mnie również się podobało - Azra pochwalił występ Ziry, a następnie zerknął na wypowiadającą swoje uwagi Anabelle, do której uśmiechnął się pod wąsem i przyjaźnie mrugnął. To, co towarzyszka Dantego i Elion starała się przekazać był niezbyt miłe, a aluzja aż nad to zauważalna.
- Muzyka jest pięknym dodatkiem do posiłku - dodał i zaraz zamilkł, kiedy zasłona odskoczyła w bok i do środka zawitały dwie młode dziewczyny.
Pierwsza, na oko, miała jakieś dziewiętnaście lat, posturę i kształty kobiety nie bojącej się podjąć fizycznej pracy, a nawet zapędzanej do niej jeśli tylko była ona na jej siły. Z takim typem Azra często miał do czynienia w rodzinnych stronach. Na wsi nikomu nie pobłażano ze względu na płeć. Kobiety tak samo orały pola lub rąbały drewno, a mężczyźni pielili grządki jeśli brakowało rąk. Jej młodsza siostra sprawiała przy niej wrażenie niewinnego dziecka, choć mogły to być jedynie pozory.

Gdy postawiono przed nim jego zamówienie, Azra nic już więcej nie mówił. Objął wzrokiem kufle, a także solidny kawał karkówki, parujący tak gęsto, że ledwo dostrzegał siedzącego naprzeciwko Dantego. Aromat przypraw był wręcz odurzający, a tłuszcz, gdy Demarczyk próbował odkroić kawałek, lał się gęstym, złotym strumieniem.
- Wygląda nieziemsko i cudownie pachnie - przekazał dziewczynom swoją szczerą uwagę.
Przed pierwszym kęsem powstrzymały go jednak dolatujące znad przeciwka słowa Dantego odnośnie udzielenia mu pomocy, o której Azra nawet nie wiedział, że jej potrzebuje. Wysłuchał jednak uważnie propozycji całej trójki, a potem, gdy zdołał przemyśleć swoją odpowiedź, otworzył usta.
- Dziękuję Dante za pomoc, ale są rzeczy, których nawet najlepsi najemnicy nie zdołają się podjąć. Bo widzisz, opuściłem mój rodzinny folwark bo to już nie to samo miejsce odkąd zmarł mój ojciec. Nie mogłem patrzeć na dom, w którym go nie ma i razem z braćmi postanowiliśmy wyjechać, by ułożyć sobie życie na nowo. Majątek oddaliśmy pod opiekę najstarszemu, jednak jego bramy zawsze będą dla nas otwarte. W podróży jestem z własnego wyboru i wiedz, że radzę sobie, choć może rzeczywiście powinienem pomyśleć nad zatrzymaniem się gdzieś na dłużej. Spanie na mchu powoli doprowadza mnie do szału.
Zakończył, sam się sobie dziwiąc o taki natłok uczciwości i szczerości wobec obcych, których poznał zaledwie kilka godzin temu. Jednak coś w Dante, może jego postawa, może coś w mowie sprawiło, że Azra był gotów mu zaufać. Wracając do posiłku, zaczął od solidnego pociągnięcia z kufla, a potem dopiero zabrał się za mięsiwo. Był głodny jak wilk, od kilku dni stołował się na trakcie zbierając dzikie owoce i łapiąc we wnyki zające. Musiał także spać na ziemi i golić się w zimnej wodzie, od której drętwiała mu szczęka i dzwoniły zęby. Ale koniec z tym.

- Macie wolne pokoje? - zapytał starszej z dziewczyn korzystając z okazji, iż ta jeszcze sobie nie poszła.
Kilka dni, może najbliższy miesiąc w Rapsodii chyba dobrze mu zrobi, pozwoli zregenerować siły i zarobić parę groszy na tutejszych farmach. A potem... potem może odwiedzi któregoś z braci.

Wznowił przeżuwanie, kiedy dostrzegł, że młodsza z dziewczynek z zainteresowaniem zerka co chwila na coś za oknem i idąc w jej ślady Azra dostrzegł zamieszanie przed stajnią. Dwóch mężczyzn krzątało się wokół boksów, ku wielkiemu niezadowoleniu niektórych koni, a najbardziej nie pasowało to wielkiemu, karemu ogierowi, tupającemu nerwowo jakby był gotowym do ataku bykiem. Ci ludzie próbowali na wszelkie sposoby zbliżyć się do zwierzęcia, bezskutecznie częstując go jabłkiem. W rękach jednego z nich błysnęła uprząż.
- Przepraszam na moment. - Azra dopił jeden z kufli, wytarł rękawem koszuli resztki piwa i tłuszczu z ust, pochwycił szablę i wyszedł.
Minutę później stał już przed tawerną, z dezaprobatą w oczach obserwując poczynania strażników - bo kto inny mógł nosić blachy. Dłonie mu świerzbiły do działania, ale nie chciał już pierwszego dnia zadzierać z prawem. Zwłaszcza, że Bohun całkiem dobrze sobie z nimi radził.
- Głupi koń - warknął jeden z nich, dla którego próba podania wierzchowcowi owocu niemal nie skończyła się utratą palców.
- Przepraszam, ale co panowie robią z moim koniem? - zainteresował się szlachcic, jedną rękę kładąc na biodrze, drugą na kolbie pistoletu.

Awatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Zira »

Zira uniosła jedną brew; Dante był strasznie podejrzliwy w stosunku do Azry i nawet tego nie krył. Jakby mężczyzna poczuł się urażony tymi aluzjami, że coś ukrywa, to mogłoby się to skończyć nieciekawie. Niestety nie tylko zachowanie piekielnego było niezbyt przyjemne, wilkołaczka najwyraźniej szczerze działała na nerwy Anabelle. Mimo to pani detektyw nie było łatwo wyprowadzić z równowagi. Nawet dała popis swoich muzycznych umiejętności, dostarczając dowodów co do swej prawdomówności. Nie przejmowała się negatywnymi reakcjami, były do przewidzenia, skoro pokusy nie pałały sympatią do ciemnoskórej zmiennokształtnej. Reszcie jednak przypadła do gustu zagrana melodia, brunetka się ukłoniła i uśmiechnęła, słysząc oklaski. Lubiła takie momenty.

- Dziękuję. – Obdarowała uśmiechem Nefertiti oraz Azre, a następnie zwróciła się do Dantego - To lira. – Wskazała na swój instrument. – Z radością zagram dla was ponownie, najpierw jednak dobrze by było się posilić, jak trafnie zauważyła Anabelle - stwierdziła najprzyjaźniej, jak się dało, wiedziała, że pokusa zapewne liczy na zgoła odmienną reakcję, więc wilkołaczka postanowiła zrobić jej na złość.

Na szczęście wiszący w powietrzu konflikt, rozwiało jedzenie. Zamówienia przyniosły dwie sympatyczne dziewczyny. Z tac roztaczały się smakowite zapachy; wzmagały one apetyt i poczucie pustki w brzuchu u tych, którzy dłuższy czas nie mieli okazji, aby się posilić.
Elion zwróciła uwagę na coś, co Zira najzwyczajniej w świecie chciała zignorować, by w pełni poświęcić uwagę piekielnym. Ponadto to nie było nic aż tak nadzwyczajnego, że doskonale wiedziała, co im podać. Kelnerzy i kelnerki miały w zanadrzu wiele różnych sztuczek, które im to umożliwiały. Dlatego ciemnoskóra uznała to za zupełnie niepotrzebne czepianie się sympatycznej dziewczyny, zamiast ją za to pochwalić.
Mimo to rudowłosa zachowała się dość grzecznie i odpowiedziała na pytanie, którego najwyraźniej nie chciała w ogóle słyszeć. Po chwili dotarła do nich młodsza dziewczynka i swoim entuzjazmem wprowadziła znacznie weselszą aurę. To całkiem miłe, że chciały się upewnić czy aby na pewno wszystko smakuje jednakże Ziriel liczyła, że będą mogli posiedzieć przy stole w spokoju. Nie okazała jednak swojego niezadowolenia, tylko uśmiechnęła się i wypiła pierwszy łyk wina z kieliszka.

- Wyborne. – Uśmiechnęła się do rudych dziewczyn, po czym prawie zdradziła swój na razie wewnętrzny grymas niezadowolenia, gdy znowu usłyszała głos Anabelle skierowany w jej stronę. Nie mogła dać jej tego, czego chciała. – Z dziewczynką wszystko w porządku, problem rozwiązał się samoistnie. Podczas drogi tutaj widziałam ją przy mamie.
- Oh, żeby wszystkie zlecenia miały takie dobre zakończenia – westchnęła w myślach.

Po odpowiedzi zamilkła na dłuższą chwilę przysłuchując się propozycji pomocy ze strony Dantego i reakcji Azry.
- Czy moi rodzice też nie mogli znieść, że zniknęłam? Czy w ogóle zauważyli? Czy choć trochę tęsknili? – zaczęła się zastanawiać wilkołaczka. Wiedziała, że nie żyją i strasznie ją to bolało, jedyną nadzieją była jej zaginiona bliźniaczka. Tylko ona mogła jej dać choć trochę rodzinnego ciepła, które odebrano jej za młodu.

Wkrótce wszyscy dostrzegli zamieszanie pod karczmą. Konie było bardzo podenerwowane. Wilkołaczka zdziwiła się, bo w tej gospodzie zazwyczaj jest jednak spokój. Mężczyzna nie wahał się ani chwili od razu ruszył z szablą rozgonić tamtejsze towarzystwo. Zmiennokształtna prawie wyrwała się z propozycją pomocy, ale stwierdziła, że nie będzie to potrzebne, aczkolwiek z drugiej strony jakby miała wyniknąć z tego bójka na śmierć i życie, strażnicy mogliby na to niezbyt przychylnie spoglądać, zwłaszcza że Azra planował jakiś czas pozostać w mieście. Niestety sytuacja komplikowała się jeszcze bardziej. Zwykła tancerka i muzykantka nie pakowałaby się w coś takiego, to mogło ją skutecznie zdemaskować, szczególnie przy wścibskości Anabelle.

- A gdyby się ujawnić? – rozważała, ta opcja też wchodziła w grę. Prędzej czy później zwykle musiało to nastąpić.
Czas leciał, a tymczasem ci, którzy pragnęli ukraść konia, zostali zaskoczeni obecnością właściciela, który ponoć miał być gdzieś hen daleko.

- Pana koń? – zdziwił się jeden z mężczyzn.
- Doprawdy? – wtrącił się drugi, podejmując zapobiegawcze kroki, aby uniknąć konfliktu. – Jakiś czas temu skradziono właśnie takiego, jest pan pewien, że to pański koń? – rzucił podejrzliwe spojrzenie Azrze.

W tym momencie Zira dostrzegła strażników i postanowiła zobaczyć, co dokładnie się tam dzieje.
- Przeproszę was na chwilę – odstawiła kieliszek, który trzymała w ręce w taki sposób, że przez moment było widać czarne serce na jej dłoni. Nie zrobiła tego umyślnie, tak wyszło.

Szybkim krokiem dotarła do centrum zamieszania i nie omieszkała spytać o powód zajścia. Strażnicy natychmiast rzucili oskarżeniami w kierunku szlachcica.
- Jak panienka widzi, nie ma konkretnych dowodów świadczących na korzyść tego pana.
- Absurd, mogę poręczyć, że to jego wierzchowiec.
Na twarzach mężczyzn wyraźnie widać było niezadowolenie. Zaczynali tracić grunt pod nogami i pomysły na wymówki. Spojrzeli po sobie, wyglądało na to, że jedyne co im pozostało to usunąć właściciela i niewygodnego świadka.
- Proponuję udać się w jakieś ustronne miejsce, aby na spokojnie rozwiązać tę sprawę — zaproponował ten najbardziej wygadany. — Może wejdźmy do środka?

Awatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Elion »

        Elion powoli zaczynała się stresować sytuacją, w jakiej się znajdowali, i to bardziej niż było to konieczne. Źródłem tego byli - o dziwo - nie dopiero co poznani ludzie, a to, co działo się w głowach piekielnych. Nieświęta trójca cały czas czytała myśli sobie nawzajem, by móc się porozumiewać i cóż… obecnie było bardzo nieciekawie i z każdą chwilą było coraz gorzej.

“Uważam, że powinniśmy zabić Zirę, gdy tylko będzie okazja!” - Anabelle była bardzo, ale to bardzo stanowcza. Tak bardzo, że jej myśli, które Dante oraz Elion odczuwali podczas czytania jej myśli jako bezwzględny głos, pozbawiony emocji i nieznający odmowy. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie to, że jej myśli były w ten sposób już od dobrych kilku minut.

“Zachowujesz się nielogicznie. Skup się na roli, póki jeszcze ta nie została przejrzana. Zira nie jest przeszkodą, na razie.” - Skomentował Dante, w typowy dla siebie sposób, gdzie każde słowo było logicznym stwierdzeniem, pozbawionym nadmiaru emocji. Można by powiedzieć, że w porównaniu do jego prawdziwej osobowości, jego obecna, sztuczna persona była nad wyraz emocjonalna.

“Jak mam się skupić, gdy ona wciąż tu jest i patrzy się na nas stanowczo zbyt często… i coś knuje! Przecież to oczywiste, że podejrzewa nas o coś!”

“Po prostu jej nie lubisz.” - Stwierdził po raz kolejny Dante, po raz kolejny już powodując wybuch w umyśle Anabelle.

“OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Ale to nie zmienia faktu, że ona bez wątpienia… “

        Młodsza pokusa zaczęła odczuwać narastającą… pokusę… aby zaprzestać wysłuchiwania myśli swoich towarzyszy. Ta przesadzona dyskusja stawała się nie do zniesienia. A wszystko to kiedy w międzyczasie musiała udawać, że nic takiego nie ma miejsca między nią a jej towarzyszami. Nie mogła sobie pozwolić na choćby jeden grymas, którego nie dałoby się uzasadnić działaniami innych osób obecnych przy stole, i na razie szło jej to całkiem nieźle. Tyle tylko, że jej mysia siostra powoli stawała się ofiarą coraz mocniejszego uścisku, Elion bowiem nieświadomie zwiększała siłę, z jaką obejmowała Nefertiti. Wkrótce pewnie by przekroczyła granicę komfortu, ale na szczęście ocknęła się, gdy tylko myszołaczka wyraziła swoją opinię na temat trunku.

- Ciekawy? Czyli mam rozumieć, że bez problemów wypijesz ze mną resztę butelki? - Próbowała uśmiechnąć się w drażliwy sposób, ale efekt końcowy był dosyć sztuczny. Niestety, tylko tyle mogła z siebie wykrzesać, gdy przez głowy w głowie była o krok od zamordowania swoich towarzyszy - Byłabym smutna, gdybym musiała samotnie to zrobić, wiesz? - To już poszło nieco lepiej, uśmiech był prawdziwszy, a i słowa stały się o wiele cieplejsze, nawet jeśli ich głównym zamiarem była prowokacja młodej zmiennokształtnej do podjęcia się wyzwania. Było lepiej głównie ze względu na to, że wizja upitej siostrzyczki męczącej się z dokończeniem wina była zbyt urocza, by nawet najgorszy jazgot zdołał to zepsuć.

        Na chwilę jednak oderwała się od tych myśli. Tak samo zresztą Dante i Anabelle zaprzestali kłótni w myślach, kiedy to wąsaty człowiek w szczegółowy sposób mówić to, co mógłby załatwić prostym “nie”. Jego odmowa nie była zaskoczeniem dla piekielnych, bo już od dawna wiedzieli, że mało kto zgadza się na oferty pomocy od nieznajomych, szczególnie gdy problem okazuje się nie być problemem, tak jak miało to miejsce w obecnej sytuacji. Wciąż jednak cała trójka odczuła to jako straconą okazję, co było widać, odetchnęli w niemal jednakowym czasie.

- Aha. - Rozbrzmiało z dwóch osobnych ust w niemal tym samym momencie. Łagodnie brzmiący dźwięk z ust Dante’go był spokojną akceptacją tego, co odpowiedział szlachcic, tymczasem to, co wydobyło się z wykrzywionych w złości warg Anabelle, było agresywne, niemal niczym słowny atak na Zirę, tyle że ujęty w trzy proste litery.

        Rzecz jasna zarówno starsza pokusa, jak i łowca dusz aż spojrzeli na siebie, gdy tylko dotarło do nich, co przed chwilą się stało. Mężczyzna wydawał się zdziwiony, a przynajmniej na to wskazywała uniesiona nieznacznie brew, Anabelle zaś przewróciła oczami, w których praktycznie było ujrzeć to, co obecnie rozbrzmiewało w jej myślach.

“Gorzej być nie może…”

“W tym tempie będzie tak kiepsko, jak tylko być może.” - Rozległo się nagle z umysłu Elion, a myśli jej były śmiertelnie poważne, co było raczej rzadkością ze strony młodej piekielnej - “Jeżeli przez was zostaniemy nakryci… I jeżeli w wyniku tego cokolwiek się stanie Nefertiti, słowo daję, zadbam o to, abyście cierpieli przez tysiąc lat za każdą sekundę bólu, jaką zazna moja siostra. Jeżeli to rozumiecie, to zacznijcie w końcu zachowywać się tak, jak należy!”

        W tym samym czasie Elion zaczęła sama pić wino, które wciąż czekało na spożycie. Tylko to, że piła szybko, jakby w pośpiechu, zdradzało emocje i zmartwienia, które kotłowały się w jej spaczonym sercu.

- Nie za mocne, ale posiada przy tym wyraźny smak. Dokładnie to, o co prosiłam. - Odezwała się na głos, w międzyczasie nalewając do już pustego kieliszka kolejną porcję. Nie powiedziała na głos tego, jak bardzo żałowała, że nie zamówiła sobie niczego mocniejszego, co by pomogło jej z przeżyciem tego dnia. Pewnie by od razu zabrała się za picie świeżo wylanego trunku, gdyby nie szept jej siostry.

- Uwierz mi moja droga, doskonale rozumiem, co masz na myśli. - Szeptała do myszołaczki, adekwatnie nachylając się nad jej uszkiem, co by inni nie mogli ot, tak podsłuchać rozmowy między nimi. - Póki co nie jestem pewna jak ci to wyjaśnić w szczegółach, relacje między mną a nimi są bowiem skomplikowane, ale póki co wiedz tyle, siostrzyczko: Nawet najpiękniejsza róża posiada kolce.- Stwierdziła Elion, wiedząc, że poetycka przenośnia będzie niewystarczająca dla młodej zmiennokształtnej. Niestety, nie mogła… Nie chciała powiedzieć więcej. Nie teraz.

        Szukając ucieczki od potencjalnych pytań nieletniej, pokusa uciekła do ziemniaków, które zostały im podane. Zaczęła konsumować jednego, z nadzieją, że nie zostanie zasypana niewygodnymi pytaniami, gdy jej usta były zajęte posiłkiem. Rzecz jasna wypełniła usta winem, gdy tylko mogła, co by przełknąć łatwiej było strawę Tymczasem Dante i Anabelle, po jakże efektywnej zachęcie ze strony młodszej towarzyszki, skupili się na swoich własnych trunkach, co by powrócić do odgrywania roli zwykłych, ludzkich, absolutnie niezwiązanych z czeluściach piekielnymi, podróżnych najemników.

- Dobre. - Stwierdził krótko Dante, tuż po pierwszym łyku ze swojego kulfa. Anabelle tymczasem, po skosztowaniu przesłodkiej cieczy w swym kieliszku ledwie kiwnęła głową. Była to drastyczna zmiana w porównaniu do jej wcześniejszego zachowania, ale starsza pokusa nie widziała innego rozwiązania. Odczuwała niemal irracjonalny gniew wobec Ziry, który sprawiał, że jej rola rozpadała się z każdym wypowiedzianym słowem. Musiała zamilknąć i ochłonąć, jeśli chciała nie stracić przychylności Elion.

        Córki gospodarza, w ciszy wysłuchiwały ich uwag, choć ich mniej lub bardziej szerokie uśmiechy zdradzały, że zadowolone były z pozytywnego odzewu. Szczególnie mocną reakcję wywołał wcześniej Azra, kiedy to pochwalił karkówkę. Młodsza z sióstr aż promieniowała radością w tamtym momencie, tymczasem starsza, najwyraźniej onieśmielona przez tak pozytywną reakcję na strawę, skinęła głową w dosyć gwałtowny sposób, jakby była o krok od podziękowania szlachcicowi za jego pozytywna opinie.

- Wolny pokój? Niestety, wszystkie pokoje są zajęte... - Stwierdziła Lianore, która pochyliła głowę w geście przeprosin wobec gościa, któremu nie może zaoferować posłania. - Ostatnimi czasy sporo osób jest zainteresowanych stałym pobytem w Rapsodii. Czemu tak jest, nie jestem w stanie powiedzieć, ale z tego, co znajomi mojego ojca opowiadają, wszędzie brakuje miejsc.

- Ale… Przecież mamy miejsce! Na strychu! - Odezwała się Vel, oburzona tym, co uznała za zapominalstwo, bądź kłamstwo, ze strony starszego rodzeństwa. Szybko jednak oburzenie przeszło w minę pełną bólu, kiedy to starsza siostra szybkim, acz adekwatnie delikatnym ruchem ręki skarciła młodszą siostrę poprzez uderzenie zaciśniętą pięścią w czubek jej głowy - Za co to?!

- Powtarzałam to już tysiąc razy! Na strychu jest miejsce dla tych, którzy nie są w stanie zapłacić! A oferowanie tego komukolwiek innemu może obrazić! - Kolejny ruch ręki wywołał kolejny jęk bólu, choć widać było, że ataki na Vel, jak i również ich skutki, były o wiele bardziej dramatycznie przedstawione przez obydwie strony w porównaniu do rzeczywistego stanu rzeczy. Lianore po chwili obróciła się przodem do Azry, po czym wykonała tak głęboki ukłon, jak tylko zdołała. - Najmocniej przepraszam za Vel. Przysięgam, że jej słowa to była pomyłka, która więcej się nie powtórzy. Nie zamierzała obrażać pana bądź też statusu majątku, którym pan dysponuje.

        Nastała momentalna cisza, i to taka, która nie sprzyjała pozytywnym myślom - Co jak co, ale zachowanie Lianore, choć jak najbardziej poprawne, ociekało stresem, i to bardziej niż by się tego można było spodziewać. Elion z zaciekawieniem spojrzała na wciąż wykrzywioną w błagalnym ukłonie niewiastę, po czym spojrzała wzrokiem na swoich w towarzyszy. Dante zdawał się obojętny wobec tego, ale uśmiech Anabelle był zbyt szeroki, aby było to czysty przypadek.

“Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?” - Pomyślała, doskonale wiedząc, iż myśli jej cały czas odczytują pozostali piekielni.

“Los nie był dla niej łaskawy” - Skomentował krótko Dante.

“Anabelle? Rozwiniesz to bardziej niż nasza naczelna niemowa?”

“Nasza rudowłosa jest ofiarą dawnych długów swojego ojca. Gdyby nie nasza… interwencja, to nie byłaby tu obecna. Szczerze mówiąc, gdy patrzę na nią kątem oka, to widzę to, jak bardzo blizny z dawnych ukształtowały ją. Kiedyś była pyskata i skora do walki słownej, a teraz? Aniołek, idealny materiał na służkę… albo jednego z nas.”

“... Przemyśle to. Ale nie teraz, i absolutnie nie w czasie, gdy Nefertiti będzie z nami.” - Elion musiała przyznać, że była w pełni zainteresowania rozszerzeniem ich grupy, ale jej siostra to był, póki co, absolutny priorytet, na której ignorowanie nie mogła sobie pozwolić, nawet jeśli nie mogła się doczekać, aż będzie mogła wspomóc powstanie kolejnej towarzyszki w ich szeregach.

“Twoje słowa sugerują, że w ogóle kiedyś dasz radę rozstać się z nią po raz kolejny, a z każdą chwilą wierzę w to coraz mniej.” - Anabelle zakończyła z przekąsem, a myśli jej były pełne emocji takich jak zazdrość czy gniew. To nie było nic dziwnego, Anabelle nie lubiła, gdy ktoś zajmował czas Elion, który zazwyczaj był zarezerwowany tylko dla niej.

        Nie chcąc kontynuować rozmowy, Elion postanowiła upewnić się, że rozmowa “telepatyczna” nie wciągnęła ją za bardzo. Obróciła głowę w stronę myszołaczki, by móc się przyjrzeć dokładniej jednej z niewielu rzeczy, na której jej tak naprawdę zależy. Nie zauważyła żadnych większych oznak paniki i strachu, ale postanowiła na wszelki wypadek wesprzeć na duchu swoją siostrę. Na chwilę przestała ją obejmować, co bym móc poruszyć powoli drętwiejącą od bezruchu ręką. Nim znów jej dłoń spoczęła na ramieniu Nefertiti, pokusa postanowiła “poprawić” grzywkę zmiennokształtnej, gdyż ta według niej zbyt opadała na jej twarzyczkę. Gdy tylko skończyła bawić się fioletowymi kosmykami, znów przycisnęła myszołaczkę do siebie, by ta była blisko niej. To był drobny, ale przyjemny sposób na nadrobienie tego, że przez ostatnie lata nie mogła cieszyć się w pełni faktem tego, że jej siostra żyje.

        Wkrótce po tym postanowiła skupić się na pozostałych obecnych w pomieszczeniu… A przynajmniej do niedawna obecnych, bowiem dosłownie moment temu Azra wstał ze swojego krzesła. Nim zdążyła zadać pytanie, otrzymała odpowiedź od Dante’go, który tym razem zdołał nie zapomnieć o świecie rzeczywistym.

“Coś się dzieje przed budynkiem, powiedział, że zaraz wróci. Prawdopodobnie mówił prawdę, i wierzę mu, bo złapał za oręż.”

- Co tam niby się dzieje, konia znów próbują ukraść? - Anabelle powiedziała, a to, że uśmiechała się przy tym szeroko i zadziwiająco przyjaźnie, sugerowało, iż była to raczej próba słownego humoru niż złośliwy docinek. Co jak co, ale wrogości w stosunku do Azry nie wydawała się czymś, co by interesowało ją w obecnej chwili. Dopiero kiedy po raz kolejny przeniosła swój wzrok na zirę, można było ujrzeć niechęć malującą się na jej twarzy.

- Nie chcę być niemiła i się wtrącać bez pozwolenia… ale obawiam się, że to stwierdzenie było niejako bliskie prawdy. - Lianore, tak samo, jak jej młodsza siostra i Azra, wyjrzała na zewnątrz, by dostrzec powód, dla którego mężczyzna z szablą opuścił swoje miejsce. Jakby tego było mało, Zira także postanowiła wyjść za sprawą tego, co działo się przy koniu szlachcica, a jej zachowanie sugerowało pośpiech, co tylko wzmacniało sugestie rudowłosej. - Vel, starczy na dziś pracy dla ciebie. Do pokoju, ale już, jestem niemal pewna, że nadal nie posprzątałaś tam dzisiaj. A chyba nie chcesz, żeby tatuś o tym usłyszał.

- No dooobra… Papa! - Dziewczynka wybiegła, a w międzyczasie zdołała pomachać do piekielnych i zmiennokształtnej, całkiem zapominając w pośpiechu o poprawnych manierach. Jej starsza siostra westchnęła, ale nie zareagowała jak przy Azrze, wiedziała bowiem, że można było na to pozwolić w obecności… istot, które siedziały przy stole.

        Nastała niezręczna cisza, co Elion niemal od razu zauważyła. Lianore zaczęła wpatrywać się w Dante i Azrę, z wymuszoną obojętnością wykutą w grymas. Dante wydawał się zamyślony, zaś Anabelle uśmiechnęła się. Nie był to jednak sztuczny uśmiech, kontrolowany i utemperowany jak każdy poprzedni do tej pory.

- Więc… Jak tam, moja droga? Tyle lat minęło, a mimo tego pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy ostatnio się spotkaliśmy. Byłaś taka młoda, taka zadziorna… Sama słodycz. Muszę przyznać, że z czasem zrobiło się tylko lepiej. - Anabelle odzywała się bezpośrednio do Lianore, i widać było wyraźną różnicę w tonie jej głosu, który teraz miał piekielne brzmienie. - Jak tam wasze długi? Czy nasza pomoc była wystarczająca?

- POMOC?! - Rudowłosa wybuchła gniewem, uderzając dłońmi w stół. - Jest tylko gorzej i to wszystko z wasz-

- Ani słowa więcej, Lianore. - Głos Dantego rozległ się w pomieszczeniu, a dziewczyna natychmiast zamilkła. Głos łowcy dusz, podobnie jak w przypadku Anabelle, stracił na pozorach ludzkiej natury. To, co powiedział, było przesiąknięte groźbą, gniewem, i agresją, której ciężko było się spodziewać po tym, jak zachowywał się wcześniej. - Dokonaliśmy wszystkiego zgodnie z umową zawartą z twoim ojcem, a nawet zrobiliśmy więcej, niż było ustalone, co byś nie skończyła jak twoja matka. Nie myśl, że pozwolę ci bezkarnie przekładać błędy swojego ojca na nas, szczególnie gdy to on skontaktował się najpierw z nami, a nie na odwrót. Kiedyś byłaś dzieckiem i tylko to zaważyło o tym, że jesteś teraz tutaj, wśród żywych.

- Mówiłam ci to już wtedy i powiem to ponownie Dante, twoja okazjonalna litość to źródło problemów i przyszłych wrogów. - Anabelle dodała z przekąsem, po czym przemówiła ponownie, z błogością w głosie. - Choć przyznać muszę, ciepło mi aż na sercu, gdy słyszę, że nasza Liani wciąż pała do nas równie silnymi emocjami, co kiedyś.

        Lianore zabrała ręce ze stołu, po czym zacisnęła je w pięści, ale nie uczyniła nic więcej. Rudowłosa była pełna emocji, ale wciąż na tyle przytomna, by nie sprzeciwiać się istotom, które gotowe były zakończyć jej życie w każdej chwili.

- Czyli ona wiedziała od początku? - Odezwała się nagle Elion. Ona jako jedyna z nieświętej trójcy wciąż trzymała się głosu ludzkiego, nie chciała bowiem wystraszyć siostry, która bez wątpienia już teraz odczuwała wielki dyskomfort. Ciche skinienie głowy ze strony Dante odpowiedziało na jej pytanie - Tyle dobrego… Ale mogliście chociaż wziąć pod uwagę, że Nefertiti tutaj jest. - Słychać było, że starsza z rodzeństwa była rozgniewana na swoich towarzyszy z powodu tego, czego świadkiem była fioletowowłosa.

        Młoda pokusa wiedziała, że myszołaczka będzie pełna emocji. Strach, przerażenie, odraza, chęć ucieczki - to wszystko to były poprawne reakcje na prawdziwe oblicza Anabelle i Dantego. Elion nie była inna, ale trzymała się pozorów, co by jej niewinna siostra mogła znaleźć w tym ukojenie.

- Nie wygląda na zaskoczoną, czyli wiedziała wcześniej, czyli nic złego nie zrobiliśmy. - Argumentowała Anabelle, powracając przy okazji do głosu, który nie był naznaczony jej piekielnym rodowodem. - Jak to jest, że to zawsze ci młodzi najszybciej zauważają, co kryje się za maską?

- To nie jest teraz ważne. - Ukróciła Elion - Co jest ważne to to, że za długo nie wracają. Idźcie do nich na zewnątrz dowiedzieć się, co tam się dzieje. Ja zostanę z Nefertiti oraz Lianore.

        Dante nie zaprotestował, a Anabelle jedynie przewróciła oczami. Obydwoje wstali i ruszyli w stronę wyjścia. Po drodze pokusa zadbała o to, by wyszeptać “Bądź grzeczna” do rudowłosej, gdy ją mijała, a słowa te były wręcz plugawe od złych intencji kryjących się za nimi. Kilka kroków później piekielna dwójka była już poza zasięgiem wzroku pozostałych przy stole osób, pozwalając na spokojną. Elion nie mogła przegapić takiej okazji.

- Zostawisz nas samych? Chcę porozmawiać z moją siostrą. Na osobności. - Przemówiła nagle Elion do ludzkiej niewiasty, która wciąż była pełna negatywnych emocji po konfrontacji z piekielnymi. Nic więc dziwnego, że początkowo nie uzyskała pokusa żadnej reakcji od Lianore - Nalegam. - Odezwała się znowu, tym razem w o wiele bardziej stanowczy sposób. Tym razem rudowłosa odwróciła się na pięcie i odeszła, prawdopodobnie na piętro, by dołączyć do swojej młodszej siostry.

        Gdy w końcu miały czas dla siebie, Elion zabrała swoją rękę z ramienia Nefertiti, po czym wstała z krzesła. Pozostali nadal nie wrócili do środka i nic nie wskazywało na to, aby miało to się zmienić wkrótce, dlatego też po raz pierwszy od kilku godzin zrzuciła z siebie płaszcz, pod którym skrywała swoją ludzką formę, odzianą w czarną suknię z licznymi koronkami w strategicznych miejscach. Nie zważając na kulturę, usadowiła się na stole, niemal naprzeciwko swej siostry, na którą zaczęła patrzeć z poczuciem winy. Tymczasem płaszcz zajął miejsce na krześle, na którym do niedawna siedziała.

- Zgodnie z tym, co ci obiecałam, odpowiem na każde twoje pytanie. Zero kłamstw, zero niedomówień, zero wymówek… Choć nie miej mi za złe, jeśli otrzymasz odpowiedź, której nie chciałaś usłyszeć.

“A uwierz mi… niemal wszystkie takie będą” - Dokończyła we własnych myślach, nie chcąc zdemotywować swej siostry, nim ta zaczęła koić swoją ciekawość. W międzyczasie spojrzała na swoją prawą dłoń. Gdy jeszcze była ledwie człowiekiem, ta była ozdobiona przez znamię. Czemu nagle zaczęła o tym myśleć?



“Myślisz, że ona zauważyła to, co my? To znamię? Jestem pewna, że Elion miała dokładnie takie samo i nawet po przemianie nadal je widać…”

“Nie sądzę, nie było żadnej reakcji. W każdym razie zajmiemy się tym gdy sytuacja na to pozwoli.”

        Ta krótka wymiana myśli odbyła się, gdy tylko zniknęli z pola widzenia Elion. Nikczemna trójka potrafiła odczytywać swoje myśli tylko wtedy, gdy znali swoje wzajemne położenie, więc gdy tylko Elion przestała wiedzieć gdzie znajduje się Dante oraz Anabelle, to też utraciła możliwość dołączenia do dyskusji między piekielnymi. Było to problematyczne, ale dawali radę z tym żyć.

        Dante wyszedł pierwszy z budynku, a Anabelle była krok za nim. Oboje podeszli bliżej do Azry, Ziry oraz dwójki strażników, z którymi do niedawna odbywała się dyskusja. Obydwoje starali się być w miarę bezpiecznej odległości, głównie ze względu na to, że wszelkiego rodzaju straż stawiała ich w gotowości do walki. Akurat w tym momencie strażnicy kończyli mówić o tym, że lepiej by było porozmawiać w spokojniejszym miejscu, niż na środku ulicy, co by nie zwracać niepotrzebnej uwagi.

- … Kolejni znajomi, domyślam się? - Zapytał wygadany strażnik, gdy tylko zobaczył przybycie dwóch kolejnych osób, który z trudem dawał radę utrzymać dobrą minę do złej gry, w którą zdołał się wpakować. Sytuacja była fatalna, bo najprawdopodobniej ci także wiedzą, do kogo należy koń. - Czyje urodziny świętujecie, że tyle was w jednym budynku? Bo nie wyglądacie na takich, co to mieszkają pod jednym dachem. Nawet za tutejszych część z was by nie uszła...

        Dante, widocznie zdziwiony, podniósł brew, jakby oczekując odpowiedzi na to, co tutaj się dzieje i skąd to dosyć… aroganckie zachowanie strażnika. Anabelle tymczasem zdecydowała się być bardziej bezpośrednia.

- Lepszym pytaniem jest, co tutaj się dzieje. Azra, wyjaśnisz mi, czemu zostawiłeś nas samych i jeszcze nie wróciłeś? Czyżbyś nie wiedział, że pić bez pełnego towarzystwa to jak biegać z jedną nogą?- Oświadczyła pokusa pod wcieleniem dojrzałej kobiety. Na tym powinna skończyć rozmowę, jednak jej umysł był wciąż skupiony na znamieniu Ziry, nic więc dziwnego, że jej jadaczka kontynuowała bez niej- Znowu chodzi o konia? Jeśli tak, to dziwne, że jeszcze wszyscy żyją.

        To był bardzo, bardzo kiepski dobór słów. Strażnicy przed nimi może i byli skorumpowani, jednak mimo wszystko nonszalancko wypowiedziane przez Anabelle sprawiły, że wygadany strażnik sięgnął po swoją własną broń, zaś ten, który głównie milczał, postąpił o wiele rozsądniej z taktycznego punktu widzenia - zaczął natychmiast biec do karczmy po przeciwnej stronie ulicy - tej samej, o której wspominał Fredy, że jest miejscem spotkań straży miejskiej. Już po kilku chwilach przez drzwi wyszło kilku dodatkowych strażników, w tym jeden z nadprogramową liczbą zdobień, które sugerowały wyższą rangę wśród jemu podobnych. W porównaniu do poprzednich strażników ci wyglądali na o wiele bardziej przyjaznych, choć ich dłonie spoczywały blisko mieczy zawieszonych przy biodrach. Kapitan, generał czy ktokolwiek to był ze względu na rangę, podszedł blisko Azry i Ziry, niemal na wyciągnięcie ręki.

- Witajcie. Czy mogę wiedzieć, dlaczego jeden z moich podwładnych przerywa moją przerwę, oznajmiając, iż na środku ulicy ktoś chwali się swoimi niedawnymi morderstwami? Nie widzę nigdzie świeżej krwi ni trupów, więc zgaduje, że jeśli faktycznie to prawda, to nie miało to miejsca teraz i tutaj. - Oznajmił, a mina jego nie wyrażała ni agresji, ani też uprzedzeń. Był co najwyżej poirytowany, ale to prawdopodobnie ze względu na przerwaną biesiadę. - Mimo wszystko, żądam wyjaśnień, co by nie być potem zaskoczonym, jeżeli patrol zgłosi mi napotkanie nieboszczyków na terenie miasta.

“Anabelle…” - Dante był wkurzony, łagodnie to ujmując.

“Ups?” - Anabelle była… w dupie, łagodnie to ujmując. Podobnie zresztą jak wszyscy piekielni, którym nie sprzyjał taki obrót sprawy.

Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 28
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nefertiti »

Nefertiti z zaciekawieniem słuchała Azry. W pewien sposób go rozumiała, jeśli straciłaby nadzieję na odnalezienie siostry, zapewne również opuściłaby Rapsodie. Z zamyślenia i posępnych myśli wyrwało ją pytanie rudowłosych dziewczyn.
Kelnerki spytały o opinie na temat zamówionych dań, Nef podobnie do pozostałych potwierdziła, że wszystko było bardzo dobre. W szczególności ser bardzo go lubiła, a nie zawsze dawała radę ukraść.
Fioletowowłosa kilka chwil po spróbowaniu wina poczuła zacieśniający się uścisk siostry, coraz mocniejszy. Zdziwiona spojrzała na piekielną, ale w tym momencie podjęła ona temat szkarłatnego trunku.

- Może… - stwierdziła wpierw niepewnie i jakoś tak bez emocji, ale w miarę podpuszczania przez pokusę narastała w niej zawziętość i absurdalna ochota podjęcia wyzwania – Wypije – powiedziała szczerze przekonana, po czym z niezadowoleniem spojrzała na Elion i to jak szybko pije wino – Ale nie ma na wyścigi! – dodała prędko i wbrew temu, co powiedziała, wypiła duszkiem cały kieliszek.

W międzyczasie nastawiła jedno ucho, słuchając szeptu siostry. Myszołaczka cicho westchnęła, tajemnice, ciągle tajemnice. Zabolało ją to, poczuła, jakby już nie znała Elizy. I w sumie było to bliskie prawdy, teraz to nawet imię miała inne – Elion. Nie zwróciła przez to uwagi na dziwne zachowanie starszej kelnerki na wspomnienie o strychu przez młodszą. To jej nie dotyczyło, tylko pana Azry, więc nawet gdyby słuchała, szybko by przestała. Zamiast tego zgodnie z tym, co wcześniej wspomniała, dolała sobie wina.

- Ej, burzysz mi fryzurę – powiedziała oburzona, ale z szerokim uśmiechem, gdy piekielna postanowiła poprawić jej grzywkę.

Tymczasem niespodziewane zamieszanie na zewnątrz również przykuło uwagę myszołaczki. W końcu miała wyczulony słuch i przywykła do kontrolowania swego otoczenia, a jak się jest złodziejem, to wszystko od tego zależy.
W przeciwieństwie do Ziry nie miała potrzeby przyjrzenia się sprawie, wolała siedzieć tu, obok swej ukochanej siostry. A co jeśli wyszłaby, a Eliza znów by gdzieś zniknęła? O nie, przecież nie mogła tak ryzykować. Zwłaszcza że jak tylko pani detektyw wyszła, fioletowowłosa cicho odetchnęła, nieco się rozluźniając.
Nie trwało to jednak zbyt długo. Sytuacja między Lianore, a Anabelle i Dante skutecznie zaniepokoiła myszołaczkę, jednak nic nie powiedziała. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy niedobrze, że siostra nie chce jej ukazać całej prawdy o sobie. Z jednej strony chciałaby wiedzieć wszystko, z drugiej obawiała się tej wiedzy. Mimo to jej twarzy nie zdobił w tej chwili grymas przerażenia, ale żalu.
W końcu Dante i Anabelle zostali delikatnie wygonieni, by sprawdzić jak sytuacja na zewnątrz, a kelnerka odeszła, zostawiając Nef i Elion same. Zmiennokształtna cierpliwie wysłuchała piekielnej. Nie musiała długo myśleć nad pierwszym pytaniem, świdrowało jej umysł, odkąd tylko się odnalazły, a piekielna aura wszystko skomplikowała.

- Dlaczego? Jak do tego doszło? – mówiąc, skierowała głowę w bok, jakby chciała ukryć łzy. Zacisnęła pięści i wycedziła przez zęby – Przecież mogłam ci pomóc, obie mogłyśmy sobie pomóc, cokolwiek się działo… Co mi po „aniele stróżu” jak przez ten cały czas czułam, jakbym nie miała nikogo i jedynie nadzieja, że żyjesz pomagała żyć i mi. A ty przez ten cały czas się ukrywałaś! Planowałaś w ogóle wspomnieć, że żyjesz i masz się dobrze? – Myszołaczka mówiła już znacznie wyższym tonem, cała dygotała z nerwów. Wcześniej przy całym tym towarzystwie usiłowała dusić to w sobie, ale w tym momencie już nic jej nie powstrzymało. Szalała w niej istna burza sprzecznych emocji, serce biło szybciej, oczy się szkliły, a dłonie drżały – Czy gdybym na ciebie przypadkiem nie wpadła… Czy… Czy wtedy musiałabym cię szukać do końca życia? – spytała ze łzami, chwytając butelkę wina, by ponownie sobie go nalać. Chciała się upić, zapomnieć i obudzić kilka lat wstecz.

Awatar użytkownika
Azra
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Azra »

- A no, mój - odpowiedział Azra żołdakom, gładząc wąsy i pozbywając się z nich resztek piwnej piany. Jak na kogoś, kogo właśnie próbują okraść w biały dzień, i to na jego oczach, wydawał się być litą, niewzruszoną skałą spokoju. - Sam go odbierałem z połogu i nawet nauczyłem kłaniać się w pas wielmożnym rajcom. - To ostatnie było oczywiście zmyślone, bo Bohun pojął jedynie, że jego głowa jest twardsza od ludzkiej i że może nią solidnie przywalić. Na szczęście strażnicy nie mieli o tym zielonego pojęcia.

Widok grymasów malujących się na ich twarzach był jednak bezcenny, czego Azra nie mógł puścić bez szyderczego uśmieszku pod nosem oraz cichego chichotu.
- A to świetnie się składa, że panowie raczyli wspomnieć o kradzieży - zaczął dość wylewnie, ponownie biorąc się pod boki, by ręce trzymać bliżej broni. - Zanim przekroczyłem bramy miasta, spotkałem na trakcie bandę rabusiów i koniokradów. Dziwne szemrane typy. Na szczęście zostali pogonieni przez jakiś samozwańczy oddział milicji, czy coś w tym stylu. Przynajmniej tak wyglądali. Nie mniej dwóch z nich porwało mojego przyjaciela, którego w końcu odbiłem. Tak więc nie sądzę żeby teraz gdzieś z wami poszedł. A ja tym bardziej nie mam na to ochoty.

Cała historia, wypowiadana z ust rosłego mężczyzny w rozchełstanej koszuli, który dopiero co przysiadł nad kuflem piwa i już mu przerwano wydawała trzymać się kupy o wiele lepiej niż tania, wymyślona na poczekaniu gadka strażników o rzekomym, identycznym koniu. Takie zjawisko istniało tylko w umysłach ludzi, którzy nie szanują dostatecznie swoich zwierząt. Tak samo jak nie istnieją dwa identyczne płatki śniegu, jeśli komuś skradziono smoliście czarnego ogiera, to na pewno to nie był Bohun. Ten należał do niego. Nic nie wskazywało jednak na to, żeby panowie mundurowi mieli tak łatwo sobie odpuścić. Ten, kto ich nasłał doskonale wiedział co robi, wybierając spośród niezbyt mądrych elementów, zgraję takich, którzy nie będą zadawać zbędnych pytań.

Zanim wszyscy przeszli do kolejnego etapu prowadzenia dyskusji - sięgnięcia po broń - z karczmy wyłoniła się para towarzyszy Azry, a dokładniej kobieta i mężczyzna w czarnych płaszczach. Początkowo Demarczyk chciał ich uspokoić, że już kończy i że wraca, ale nie dano mu dojść do słowa.
- Wybacz, Anabelle, ale nie mógłbym w spokoju przełknąć piwa wiedząc, że ktoś próbuje porwać mi najlepszego przyjaciela.
Nagle w drzwiach gospody naprzeciwko stanął niezbyt wesoły komendant straży. Azra zmierzył go wzrokiem od stóp, a następnie westchnął z rezygnacją, słysząc stawiane mu zarzuty. Bo choć z radością wskazałby mu katakumby i tunel, którym tu dotarł, a także ciała oprychów, to nie śpieszyło mu się do celi za nielegalne przekroczenie bram miasta. Bo chyba tak to się fachowo nazywało. Nie mniej był na wygranej pozycji jeśli chodzi o wyrok w sprawie własności. A może byłby, gdyby przyjaciółka Dantego pewne sprawy trzymała za zębami.

- Nie popełniłem żadnej zbrodni na terenie tego uroczego miasteczka - bronił się szlachcic. - Jeszcze - dodał znacznie ciszej i zastukał palcem o kolbę zatkniętej za paskiem flinty.
- Bicie się z garnizonem jest u was jakoś karane albo zabronione? - zwrócił się z pytaniem do Dantego, który wydawał się twardo stąpać po ziemi.
Pytanie było jednak czysto retoryczne i Azra nie oczekiwał odpowiedzi. Znał ją doskonale i wiedział, że jego towarzysze raczej nie poprą go jeśli pierwszy zaatakuje. Nie chciał też sprawiać im kłopotów, bo towarzystwo było całkiem przyjemne.

- Pozwolę sobie powtórzyć. To mój koń, proszę go puścić i wyjaśnić sobie wszystko z typem, który wam zapłacił...
- A jeśli nie? - przerwał mu strażnik, brzydko się przy tym uśmiechając. W trakcie kiedy jego szef zajmował rozmową szlachcica, on przygotował uprząż, którą to zamierzał nałożyć Bohunowi.
- Nie radzę! - próbował ostrzec go szlachcic, jednak Bohun był szybszy.
Nieznany mu zapach garbowanej skóry drażnił nozdrza, a bliskość i głosy obcych przelały tę płytką czarę goryczy. Wierzchowiec prychnął gniewnie i uderzył zbliżającego się mężczyznę głową, że tamtemu aż oczy zaszły mgłą. Sekundy później leżał już na ziemi, a krew leciała mu z nosa strumieniem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Rapsodia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość