Demara[Obrzeża Demary] Mogę go pogłaskać?

Warowne miasto położone na granicy Równiny Drivii i Równiny Maurat. Słynące z produkcji bardzo drogich i delikatnych tkanin, takich jak aksamit czy jedwab oraz produkcji wyrafinowanych ozdób. Utrzymujące się głównie z handlu owymi produktami.
Awatar użytkownika
Natasha
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Natasha »

        To, czym odurzono dziewczynę i Chibiego, powinno pozbawić ich przytomności na dobre parę godzin: osiem, dziewięć. Nie wiadomo jednak, czy to magiczne zdolności zwierzaka, czy tylko jego nietypowy organizm sprawiły, że ten ocknął się szybciej. Początkowo nawet nie zorientował się w sytuacji. Czuł się bardzo dobrze wyspany i okropnie głodny!
        Szerokie ziewnięcie odsłoniło rząd ostrych ząbków i Chibi mlasnął leniwie, rozglądając się dookoła. Było ciemno i trzęsło, dziwne. Ale jego pełną uwagę pochłonęła nowa przyjaciółka, która leżała obok, nieprzytomna. Futrzak podszedł do Natashy, trącając ją noskiem i mrucząc pytająco. Dlaczego miała takie dziwne coś w buzi? Przecież to musiało być okropnie niewygodne i nie pozwoliłoby jej mówić. I czemu ciągle spała, skoro on uparcie trącał ją pyszczkiem w polik?
        Wóz podskoczył na wyboju i stworek przewrócił się na zadek, mrucząc z niezadowoleniem. Wcale mu się tutaj nie podobało. Nie wiedział gdzie jest, a powoli wyczuwał, że coś jest bardzo nie w porządku. Tym uporczywiej zaczął potrząsać nordyjką, która leżała w dziwnej pozycji. Jakby siedziała i się przewróciła. I ręce ma z tyłu, związane! Oj to niedobrze.
        Chibi chwilę szarpał się z więzami koleżanki, później nawet próbując je przegryźć ząbkami, nim sznur w końcu puścił. Kolejne trącanie nosem Natashy nic nie dało, więc przynajmniej wyjął jej to paskudne coś z buzi. Szmata jakaś, blee.
        Przeszedł się po niewielkim pomieszczeniu posklecanym z desek. Wyjrzał przez szpary, ale zobaczył tylko więcej ludzi! Czy byli w pudełku, w większym pudełku? Gdzie oni jechali? Wyglądał pomiędzy deskami uważniej, by dojrzeć coś pomiędzy tymi następnymi, ale migały mu tylko drzewa i czyjeś nogi. Znów pisnął smutno. Był głodny. Natasha wstawaj!
        Dziewczyna w końcu mruknęła coś niewyraźnie, poruszając się pod skaczącym jej po brzuchu stworku. Rozwiązane ręce powędrowały do głowy, gdzie ktoś jej chyba solidnie przywalił, bo ból był nie do zniesienia. Tylko półmrok w zamkniętym wozie pozwolił jej na otwarcie oczu.
        - Chibi? – mruknęła niewyraźnie, a zwierzak pisnął radośnie. – Gdzie jesteśmy? – zapytała i podniosła się na łokciach, rozglądając zmrużonymi oczami. I w tym momencie jakby wszystkie wspomnienia do niej wróciły, bo dziewczyna zerwała się na równe nogi tak gwałtownie, że przywaliła głową w sklepienie.
        - Ach, szlag! – syknęła, przyciskając rękę do czoła. Mogła pozwolić sobie co najwyżej na to, by usiąść zgarbiona. Zamknęli ją w skrzyni! Co za tupet!
        - Hej! – krzyknęła, przysuwając się do ścianek i próbując wyjrzeć między szczeliny w deskach. – Hej! Halo!
        - Zamknij pysk, dziwko – usłyszała w odpowiedzi i aż uniosła brwi. No co za cham!
        Zaraz… przecież to nie był Scott. A to on ich odurzył! Najpierw Chibiego, a potem ją… ale dlaczego? I gdzie był teraz? Niech ona tylko go dorwie w swoje ręce, to los jej świadkiem, że cała wiedza anatomiczna mu nie pomoże w znalezieniu własnej dupy.
        - Hej, chamie! – zawołała znów, ale nikt jej już nie odpowiedział. Wkurzona oparła się plecami o jedną stronę skrzyni i zgięła nogi, po czym z całych sił walnęła butami w przeciwległą ściankę. Drewno tylko sypnęło kurzem. Nat uderzyła znowu, i jeszcze raz, nim w końcu ktoś walnął pięścią w górną pokrywę.
        - Spokój tam!
        - Wypuść mnie! – wrzasnęła i zjechała na plecy, trzaskając teraz butami w górną pokrywę skrzyni. Tą jednak przytrzymywały zabite gwoździe i nie drgnęła nawet w połowie tak dobrze, jak ta boczna. Nordyjka przekręciła się znowu, gdy nagle usłyszała mrożący krew w żyłach ryk.
        Chibi pisnął radośnie i zaczął biegać w kółko po skrzyni, przeskakując nordyjkę i tuląc się do niej nawzajem. To River! Leciał po nich! Jego przyjaciel nigdy by go nie zostawił!
        Natasha nie zrozumiałaby wiele z pantomimy stworka, ale chociaż nigdy smoka nie słyszała, to jakoś wątpiła, by mogła pomylić ten dźwięk z czymś innym. A skoro tak, to radość Chibiego miała sens. Leciał po niego ten cały River Jednooki. Nieprawdopodobne.
        Nie miała jednak zbyt wiele czasu nad zastanawianiem się nad tą specyficzną relacją. Wóz najpierw wyczuwalnie przyspieszył, a później skręcił tak gwałtownie, że dziewczyna przewróciła się w skrzyni razem z białym futrzakiem. W ostatniej chwili wyciągnęła ręce, by nie zgnieść zwierzaka. Wystraszony Chibi wtulił się w jej ramiona i Nat przytuliła go, szepcząc uspokajająco, podczas gdy wokół słychać było tylko pokrzykiwania mężczyzn, paniczne rżenie koni i ryk smoka.
        W końcu wóz się zatrzymał, a skrzynia przesunęła się z impetem po deskach, uderzając w ścianę za kozłem. Widok smoka zmniejszył morale gdzieś o połowę, ale River ewidentnie nie miał do czynienia z amatorami. Jeźdźcy szybko opanowali wierzchowce, rozjeżdżając się półkolem wokół gada, a z przodu wyskoczyło kolejnych kilku zbrojnych i mężczyzna w ciemnych szatach. Mag.
        - Potrzebuję niecałej modlitwy – powiedział i roztoczył wokół siebie i jeźdźców barierę ochronną. Później zaczął pleść pod nosem inkantacje, które smok mógł odczuwać jako postępujące zimno i osłabienie.
        Być może to wcale nie Chibi był celem?
Awatar użytkownika
River
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: River »

         Przez cały pościg River zastanawiał się dlaczego ktoś miałby się męczyć i zabierać tę głupią dziewczynę, jeśli chodziło tylko o Chibiego. Przecież nawet ślepy widział, że ta dziewka to same kłopoty, a co za tym idzie plan porywaczy na sprzedanie egzotycznego zwierzaka mógł skończyć się fiaskiem szybciej niżby się tego spodziewali. A przecież nie było mowy o tym, by to ona to wszystko wymyśliła. Bo w takim wypadku nawet jeśli nie zostałaby w swoim mieszkaniu, nie zostawiłaby w nim takiego nieładu, to na pewno nie zostałaby z niego wyniesiona przez kogoś innego. A wyniesiona była. Inaczej jej zapach nie unosiłby się niemalże na wysokości nosa, a tym bardziej nie mieszałby się z innym.
        Facet który porwał ją i Chibiego do najinteligentniejszych nie należał, wcale nie musiał, by wywołać niepokój u pradawnego. Wiadomo jak to tępy osiłek, cuchnie potem, chciwością i bezwzględnością, ten jednak nie tylko nosił na sobie drobne strzępki nienależącej do niego aury, niczym kocie kłaki na ubraniu. Niby niewiele tego było i ciężkie do wychwycenia, ale jednak wystarczyło, aby smok miał zagwozdkę na najbliższe pół godziny, a przy tym nie tracił czujności. Teraz gdy miał przed sobą całą bandę, wszystko się pięknie wyklarowało. Choć wcale nie był to powód do radości.
        Otóż Jednooki miał przed sobą nie tylko najemników parających się głównie zabijaniem pradawnych pokroju wulkanicznego gada, ale wśród nich była osoba, która nie przywoływała miłych wspomnień. Nie był to jednak najlepszy moment na wspominki. Skoro tym gościom zależało wyłącznie na smoku, nie było sensu dalej trzymać przy sobie przynęty.
        Póki jeszcze panował chaos spowodowany pojawieniem się gada, River zamachnął swoim ogonem i uderzył w wóz na którym była skrzynia z zamkniętym w środku zwierzakiem. No i tamtą irytującą dziewką także. Oczywiście wóz się przewrócił, a skrzynia spadła, odturlała dobry kawałek po trawie i nieco przy tym się roztrzaskała, dzięki czemu uwięzieni nie powinni mieć problemów z ucieczką. A gdy tylko River wyczuł, że ktoś chce i zatrzymać na polu bitwy zbędny balast, nie wahał się przed zionięciem ogniem w tamtą stronę by ścianą ognia odciąć porywaczom dostęp do zwierzaka i dziewczyny, którzy mieli niczym niezakłóconą szansę na ucieczkę i skrycie się gdzieś.
        Gdy formalności zostały za nim, skupił się na okrążających go łowcach, a w szczególności na niewzruszonym magu, cieszącym się z powodzenia swojego planu i łatwego łupu. Jeszcze czego.
        River nie dawał im ani chwili. Kilku skończyło zmiażdżonych pod jego łapami, ze trzech połknął w pełnym rynsztunku, a jeszcze ze dwóch niezbyt ostrożnych wiło się na ziemi z połamanym ciałem przynajmniej w czterdziestu pięciu miejscach od uderzenia ogonem. Doszłoby do tego jeszcze spopielenie większości, gdyby nie ich ognioodporne pancerze, a zaraz po tym magia samego maga. Przez taką barierę mógł się przedostać tylko w jeden sposób. I już chciał zanurkować w spulchnionej własną magią ziemi pod sobą, gdy część nieotoczonych magiczną barierą łowców wyszła ze swych kryjówek, go których się rozpierzchli, gdy gad zaatakował. Teraz, gdy był skupiony na pozornej garstce ocalałych i samym magu, mogli bez problemu przypuścić swój atak i zacząć celować swoje bronie w szczeliny między kamiennymi łuskami Jednookiego.
        Pełen bólu ryk słyszany był pewnie w promieniu dwóch staj, a zaraz po nim rozległ się już dużo mniej słyszalny na taką odległość, agonalny krzyk, gdy kolejnych kilku łowców zakończyło swój żywot ponadziewanych na kamienne kolce wysuwające się w mgnieniu oka z ziemi. Spod łap gada poleciała nawet cała fala takich w stronę bariery, lecz nie były w stanie się przebić, a do tego jeszcze ten czarownik za pomocą swoich czarów sprawił, że z chwili na chwilę zaczęło się robić w okolicy coraz zimniej, przez co ciepłolubny gad naturalnie zaczął słabnąć.
        Płomienie otaczające jego ciało już niemal całkowicie przygasły, a przez to, że już wcześniej było jak dla niego stanowczo zbyt zimno, nie był odpowiednio dogrzany, więc i sił miał mniej. Kolejny atak mógł być jego ostatnim zanim zapadnie w letarg. Zachciało mu się psia krew wycieczek poza zasięg przytulnego leża wśród wulkanów Sori-Andu.
        Warcząc wściekle, zaryczał i wyglądało jakby starał się jak nie kolejny raz zionąć ogniem, to plunąć w nich kulą lawy, lecz zamiast tego po prostu padł na ziemię, a blask bijący spomiędzy szpar kamiennych łusek, przypominający jakby płynęła pod nimi lawa, przygasł. W tej chwili wyglądał jak zbudowany z kamiennych segmentów posąg przedstawiający śpiącego głęboko, pokonanego smoka.
        Bariera opadła, uradowani łowcy zaraz rzucili się w stronę drzemiącego jaszczura by go dobić i zabrać sobie co lepsze trofea, lecz gdy tylko się zbliżyli, wszyscy, co do jednego przebici zostali kamiennymi kolcami, które nagle pojawiły się w miejscu gdzie leżał pokonany gad. Przebiły również jego samego wraz z tymi, co już po nim chodzili w poszukiwaniu pamiątki dla siebie.
        - Mógłbym się tego po tobie spodziewać Jednooki, ale tak samo jak ja nie doceniłem ciebie, tak ty – mruknął i cofnął się o krok – nie doceniłeś mnie.
        W miejscu w którym przed chwilą stał, z ziemi wystrzelił gadzi pysk w pełni pokryty dogasającą lawą. Jakby River po prostu zrzucił swój pancerz dla odwrócenia uwagi i zakopać się w ziemi, aby następnie zaatakować z zaskoczenia. Był to jednak ryzykowny i bardzo wyczerpujący wyczyn, który jak się okazało zakończył się fiaskiem dla smoka. Zmarznięty i osłabiony nie miał już siły wygrzebać się spod ziemi gdy zmienił się z powrotem w człowieka, dla oszczędzenia pozostałej energii. Gdyby jeszcze było ciepło mógłby ją szybko odnowić, ale… niestety zaklęcie czarownika nadal zmuszało okoliczne powietrza do bycia stanowczo zbyt zimnym jak na standardy Jednookiego, którego w tej postaci mogło już bezpośrednio sięgnąć zaklęcie. Ciało białowłosego zaczął pokrywać lekki szron, lecz ten usilnie walczył, by nie usnąć. Choć i tak niewiele mógł w obecnej chwili zdziałać.
        - I na co ci to było Koszmarze z Sori-Andu, Allanirze Jednooki? Nie patrz tak na mnie, nie ja pierwszy zaatakowałem, więc sam jesteś winien swojemu stanowi. Otóż, gdybyś dał mi dojść do słowa, a nie ogłuszał wszystkich swoim donośnym rykiem, oszczędziłbyś sobie tyle wysiłku – powiedział rozbawiony całą sytuacją, stojąc nad Riverem i się bez wątpliwości chełpiąc tym, że jaszczur w ludzkiej postaci, nie jest obecnie w stanie nawet podnieść głowy by na niego spojrzeć.
        - Nie mam o czym z tobą rozmawiać… kanalio… Już raz… zdechłeś pod moimi szponami… - wysapał z trudem, mimo wszystko starając się podnieść. Nawet znalazł w sobie jeszcze nieco energii by znów się przemienić i kłapnąć szczękami z zamiarem zmiażdżenia nimi czarodzieja, gdy w jednej chwili chmury poczerniały i niebo przeciął pojedynczy piorun i towarzyszący mu głośny grzmot, który skutecznie zagłuszył Riverowi wyłapanie odgłos skrzydeł i delikatnego dźwięku elektryczności. Jedyne co, to najpierw poczuł dwie łapy z całej siły przytrzymujące jego pysk, by miał go zamkniętego i kolejne dwie, wraz z cielskiem dociskające go do ziemi. Dopiero teraz słyszał i aż za dobrze czuł elektryczność przebiegającą po jego ciele, a wysyłaną przez tego drugiego smoka.
        - Nie pod twoimi, a pod szponami Namiry – sprostował czarodziej, spoglądając w niebo, na którym czarne chmury zaczęły się rozwiewać. – Poza tym pomyliłeś mnie z moim ojcem. Może i był nekromantą, ale po śmierci raczej nie wypowie żadnego zaklęcia, które by go ożywiło. Smoczyca Rubinowej Lawy nie dała mu szansy na sklecenia czaru nim wyzionął ducha.
        - Drastharze – syknął, na niego przygniatający Rivera do ziemi smok. Albo raczej smoczyca.
        - Posłuchaj, nie powielajmy błędów naszych rodziców. Nie chcę się na tobie zemścić, nie zamierzam cię więzić, jak mój ojciec, tylko po to, by znaleźć sposób na przejęcie najpierw twojej mocy, a po tym wszystkich innych smoków by znaleźć sposób na obudzenie Prasmoka by samemu się nim stać. Mi tylko zależy na tym, być spędził nieco czasu i miłych chwil z moją burzową przyjaciółką, a po tym możesz iść wolno, gdzie ci się tylko żywnie spodoba. W sumie… czemu ja cię w ogóle pytam o zdanie, skoro obecnie i tak niewiele możesz z własnej woli zrobić – podsumował z rozbawieniem i się cofnął, by nieco mniejsza od Jednookiego smoczyca, poraziła go porządnie prądem, który skutecznie pozbawił gada resztek przytomności, a wszechobecny chłód spowodował, że River się mimo woli skurczył i przybrał ludzką formę.
        - Zapomniałem ci podziękować za zrzucenie swojego kamiennego pancerza, ale pech… - westchnął niepocieszony, po czym spojrzał na swoją łuskowatą towarzyszkę, gotów do powrotu do ich kryjówki wraz z nieprzytomnym Jednookim.
        A było na co popatrzeć. Miała smukłe ciało, które przy Allanirze, zwłaszcza w jego kamiennej zbroi naprawę wyglądało na nieporównywalnie drobniutkie, długą szyję z niewielką głową i tępo zakończonym, krótkim pyskiem, ale za to z cudownym kołnierzem rozpostartym dokoła. Nie tylko sześć łap robiło wrażenie z czego cztery przednie, ale również dwie pary pięknych, pierzastych skrzydeł zapierały dech w piersi. Karmazynowe łuski stanowiły jakby wykończenie jej wyglądu znajdując się na krawędziach i końcówkach jej ciała, choćby w przypadku skrzydeł, a w porównaniu ze wszechobecnym kobaltem miejscami podchodziły pod ciemną purpurę. Na pewno nie wyglądała na miłą jaszczurkę.
Awatar użytkownika
Natasha
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Natasha »

        Odkąd Chibi usłyszał Rivera, nie dało się go opanować. Biegał po skrzyni, rozbijając się o jej ścianki i wpadając w ramiona Nat, gdy tylko coś uderzyło z zewnątrz, wciąż jednak cienkim głosikiem wołając smoka o pomoc. Dziewczyna tak na Rivera nie liczyła, wciąż próbując rozwalić boczną ściankę, która już zaczęła się wypaczać. W tym momencie coś rzuciło nimi z taką siłą, że blondynka ze stworkiem przywalili głowami w przeciwległy bok. Dziwnie długi lot odczuli, jako chwilowe uczucie bezwładności, a po nim silne uderzenie, gdy skrzynia wylądowała na ziemi i odbiła się od drzewa. Nat w międzyczasie zdołała tylko złapać Chibiego i zwinąwszy go w ramionach, skulić się maksymalnie, by chronić głowę. Z całym impetem spadła jednak na kość ogonową, więc nim na dobre skrzynia znieruchomiała, ze środka rozległa się wiązanka soczystych przekleństw w obcym dialekcie.
        - Au – podsumowała z jękiem, na oślep odpychając od twarzy pyszczek Chibiego, który był pewien, że polizanie jej po nosie na pewno przyniesie ulgę. – Uważaj – mruknęła tylko, z trudem opierając się na jednym boku, i sprzedała solidnego kopniaka w naruszony bok skrzyni. Deski poszybowały z trzaskiem na zewnątrz, gdy dziewczyna rozwaliła aż dwie ścianki.
        Ze skrzyni wydostała się na czworaka, z większym trudem niż Chibi, który dosłownie wyprysnął w stronę przyjaciela.
        - Chibi! – zawołała bezskutecznie i jeszcze podnosząc się z ziemi złapała jedną z ułamanych desek.
        Nie mając nawet czasu ponarzekać, jak bardzo boli ją w tej chwili tyłek, doskoczyła do zwierzaka i z rozmachu przypieprzyła jednemu z najemników, chylącemu się właśnie by pochwycić zwierzaka. Deska roztrzaskała mu się o łeb, kładąc plującego krwią i zębami mężczyznę na glebę. Samą blondynkę też zniosło siłą rozpędu, ale potykając się złapała Chibiego i wbrew jego protestom ruszyła biegiem w drugą stronę. Teraz to było jak trzymanie wierzgającego kota.
        - Cii, spokój Chibi, musimy się schować!
        Uskoczyła przed kolejnym najemnikiem, ale na szczęście tego po chwili zatrzymała ściana ognia. Natasha skuliła się, pchnięta gorącym powietrzem i wskoczyła w krzaki, trzymając mocno zwierzaka. Biegiem pokonała jeszcze kilkanaście kroków, nim uznała, że są tu bezpieczni. Maluch ciągle się wyrywał, więc postawiła go na ziemi, przytrzymując w miejscu.
        - Chibi! Skup się, na los. Nie pomożesz mu, tylko będziesz przeszkadzał – tłumaczyła szybko, próbując przez zarośla dojrzeć, co się dzieje. Wszystko jakby się uspokoiło i Nat ostatni raz uciszyła zwierzaka, który położył po sobie uszka, gdy nagle oboje usłyszeli pełen bólu ryk smoka.
        Nat przesunęła się ukradkiem, by mogła lepiej widzieć, co się dzieje na polanie. Trochę już przeżyła, ale smoka widziała tylko z daleka w jego zwierzęcej postaci. Z bardziej bliska tylko wiwernę. Ale czegoś takiego jeszcze nigdy. Płomienie lały się wokół, a z ziemi wyrastały gigantyczne kolce, nadziewając kolejnych najemników. Tyle że smok wydawał się coraz słabszy, a ostatnie kolce przebiły nawet jego samego. Blondynka zaklęła, przypadając bliżej do ziemi i wytężając wzrok. Nie słyszała rozmów i nie wiedziała co się dzieje, dopóki łeb smoka nie wyprysnął spod ziemi w akompaniamencie radosnych pisków Chibiego, którego uciszała wciąż na oślep. Dopiero po chwili zwierzak ucichł, spoglądając smutno na swojego przyjaciela, który już w ludzkiej postaci leżał na ziemi. Natasha wzrok miała raczej dobry, ale teraz zwątpiła, widząc jak pokrywa go coś białego. Zmarszczyła brwi, a po chwili spojrzała w dół, gdy Chibi pacnął ją w nogę. Później wciąż ze smutną minką objął się łapkami i zatrząsnął lekko, pokazując, że Riverowi jest zimno. Nordyjka skinęła głową, ale nie do końca rozumiała. Jasne, gad, ale że aż tak?
        Zacisnęła usta, widząc, że mag coś do Rivera mówi, ale nic nie słyszała. Nie ryzykowała jednak zbliżania się, bo jeszcze tego brakowało, by na nowo siebie i Chibiego w tarapaty wpakowała. A przynajmniej taki był plan, dopóki niebo nie spowiło się czernią, tylko na moment przeciętą błyskawicą. Natasha dosłownie rozdziawiła buzię ze zdziwienia.
        Drugi smok.
        Dobra, River się chyba sam z tego nie wykaraska. Czy to był jej problem? Oczywiście, że nie. Ale nawet gdyby Chibi nie ciągnął ją za nogawkę, posłusznie cichy, ale z wyrazem totalnego załamania emocjonalnego na pyszczku, i tak nie umiałaby odejść w takiej sytuacji.
        - Dobra, najwyżej wpakujemy się w jeszcze większe gówno – stwierdziła pod nosem i przykucnęła przy zwierzaku. - Jeśli tak się stanie to obiecaj mi, że będziesz bardzo szybko uciekał, rozumiesz? – zapytała, wbijając spojrzenie w oczka Chibiego. Nie wyglądał na przekonanego. - Chibi, obiecaj – powtórzyła z naciskiem, zerkając kontrolnie w stronę polany i znów na zwierzaka, który w końcu skinął karnie łebkiem. W porządku.
        - Trzymaj się za mną – szepnęła i powoli ruszyła półkolem w stronę polany. Chciała znów przejść koło rozbitej skrzyni, bo jakkolwiek żałosna nie była to broń, wciąż jedyna jaką posiadała. Podczas uprowadzenia niestety nie miała okazji zabrać swojego noża.
        Po drodze wyszły na jaw trzy rzeczy. Pierwsza, to bardziej ciekawostka - aktualny oprawca jest najpiękniejszym stworzeniem, jakie Nat widziała. Piękne i niebezpieczne, o tym nie dało się zapomnieć. Nordyjka starała się jednak nie rozpraszać i rozwiązać drugi problem.
        Jak na los, ma cokolwiek tutaj zdziałać. Tak, włada magią, ale przy kwalifikowanym magu może równie dobrze rzucić go kamieniem i krzyknąć „a kysz!” Do smoka nawet mentalnie nie podchodziła, a więc jedyne z czym mogła na tą chwilę sobie poradzić, to najemnicy, których zostało niewielu i to w trybie „spocznij”.
        Trzecim problemem okazał się Chibi i jego przeklęta, piękna aura, która była jak dzwoneczek u szyi, zwracając na siebie uwagę tych co czujniejszych i nie zajętych niczym innym (jak ten mag na przykład, dzięki bogom). Jeden z mężczyzn, robiący teraz niejako za wartownika, począł się upierdliwie rozglądać, a Natasha momentalnie przypadła do ziemi, klnąc pod nosem, bo nawet nie zdążyła dojść do desek. Słysząc zbliżające się kroki, rozejrzała się naprędce za czymkolwiek większym niż patyk do szukania wody, ale jak na złość nic tu nie było. W ostatniej chwili złapała zwierzaka i teleportowała się z nim za plecy nadchodzącego właśnie mężczyzny. Pozwoliła mu się jednak zobaczyć i wykorzystała jego szok, gdy zniknęli, by zarzucić mu od tyłu chustę na twarz i szarpnięciem ściągnąć w prowizoryczny knebel, jednocześnie kopniakiem pod kolano sprowadzając sobie mężczyznę do swojego poziomu. Później już potoczyło się samo, bo nawet stłumione mamrotanie najemnika było zbyt głośne i zanim Nat się zorientowała, już podduszała biedaka, za wszelką cenę unikając próbujących ją sięgnąć rąk. Długie miał jednak przeszczepy i drapnął ją po twarzy, po chwili skutecznie łapiąc za włosy. Szlag.
        Licząc na to, że nie wpadną na drzewo, teleportowała ich na ślepo kilkanaście kroków, dalej, wciąż szamocząc się z silniejszym mężczyzną, który w końcu wyrwał jej się i wyszarpnął z ust chustę, wstając na nogi. Nat odskoczyła kawałek. O, kij!
        - Głupia dziwka – warknął najemnik.
        - Cham – odpowiedziała uprzejmie zaskoczona, rozpoznając głos i ważąc w ręce nową broń.
        - Wsadzę ci ten patyk w…
        Nie była do końca zainteresowana tym, jakie facet ma plany i teleportowała się zanim skończył zdanie. Zamachnęła się i przypieprzyła mu od tyłu w łeb tak, że poleciał nieprzytomny na ziemię. Cholera jasna, była dobra! Powinna grać w palanta!
        Zasapana oparła się o drzewo i rozejrzała za Chibim, po czym zrobiła wielkie oczy widząc, jak zwierzak biegnie w stronę nieprzytomnego Rivera i smoczycy. Zaklęła, odrzuciła kij, teleportowała się na moment koło zwierzaka, w ciszy złapała za białe futerko na karku i znowu zniknęła, pojawiając się za pobliskim drzewem. Oddychała ciężko, osuwając się po pniu i próbując dojść do siebie po zdecydowanie zbyt dużej liczbie teleportacji w tak krótkim czasie. Później pozostało modlenie się do ukochanych bogów z jej gór, by spowili chociaż na moment umysły obecnych tak, że żaden ich nie dostrzegł. Jeśli się uda… będą ich śledzić. Jeśli nie… będzie potrzebowała swój kij.
Awatar użytkownika
River
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: River »

        Słysząc najpierw odgłosy szamotaniny, a po tym dostrzegając kątem oka białe stworzenie pędzące w ich stronę, smoczyca zawarczała groźnie i postąpiła krok na przód. Lekko przykuliła swoje ciało, zwłaszcza pysk maksymalnie przywarła do swojej klatki piersiowej, szykując się do pochwycenia i pożarcia nadbiegającego intruza, lecz gdy już miała okazję, poczuła jak coś ją klepie lekko w bok łapy. Zdekoncentrowała się na moment i kłapnęła z niezadowoleniem na stojącego przy niej i uśmiechającego się głupkowato maga, którego zaraz zaczęła intensywnie obrażać w smoczym narzeczu. Swoją szansę niestety straciła, bo chwilę po tym, gdy znów przymierzała się do capnięcia stwora, pojawiła się nagle jakaś dziewczyna, a po tym oboje zniknęli. Rozsierdzona purpurowołuska, warcząc groźnie zaczęła iść na poszukiwania niechcianych świadków.
        - Thum'veig odpuść, nie chcesz chyba by twój wybranek obudził się, nim wrócimy do domu prawda? Nie chcesz chyba stracić swojej jedynej szansy - zwrócił jej uwagę czarnoksiężnik, nie tracąc swojego promiennego uśmiechu.
        Veig zaburczała marudnie, chwilę się zastanowiła i westchnęła. Biorąc nieprzytomnego mężczyznę w jedną z czterech przednich łap. Pozwoliła wejść na siebie magowi i trzymając Rivera ostrożnie by go przez przypadek nie zmiażdżyć rozpostarła obie pary skrzydeł by się wzbić w powietrze i odlecieć w stronę trzech jezior nieopodal Demary.
        Wisząc nad niewielkim skrawkiem lasu między Sitriną i Carą, wykonała gwałtowny zwrot na zachód i zaczęła obniżać swój lot na szereg wzgórz w bliskim sąsiedztwie jezior. Tam bez wahania zapikowała na stromą kamienną ścianę, jakby chciała rozbić o nią swoją czaszkę, lecz zamiast tego... po prostu zniknęła. Wsiąknęła w to urwisko.

        River zaczął się przebudzać niedługo po tym. Zwłaszcza, że zrobiło się przyjemnie ciepło. Zdezorientowany i wciąż na wpół przytomny, cały obolały podniósł się na równe łapy w swojej smoczej postaci i potrząsnął energicznie głową, chcąc się szybciej ocucić. Zamiast tego zakręciło mu się tylko w głowie, przez co się zachwiał, ale zdołał się utrzymać na łapach, nie poddając się sile grawitacji. Rozejrzał się uważnie dokoła i... oniemiał.
        Był w dużej, wygodnej komnacie na planie koła z niebywale wysokim sklepieniem i tylko odstającymi od głównej ściany podestami znaczącymi kolejne piętra wieży. Był... w domu, choć tego już od wielu stuleci dawno nie było. Nie zważając na obolałe ciało i zmęczenie rozpostarł skrzydła, pragnąc całym sobą wzbić się pod samo sklepienie i z rosnącą euforią rozejrzeć się po swoim sanktuarium, lecz nie zdążył nimi zamachnąć, gdy z cienia wyszła do niego oszałamiająco piękna i równie niebezpieczna smoczyca z ekstrawaganckim, skórzanym kołnierzem wokół głowy, od którego ciężko było oderwać wzrok.
        - Nie powinieneś się przemęczać mój panie - zamruczała uwodzicielsko, podchodząc bardzo blisko i kokietując go ostentacyjnie. - Może...byłabym w stanie jakoś cię przekonać do odpoczynku, mój panie? - zapytała kładąc mu łapę na piersi i delikatnie wodząc swoim pazurem po jego rozżarzonej do czerwoności skórze.
        - Mmm, to bardzo kusząca propozycja, ale... czy mogłabyś mi powiedzieć kim na Czeluście, jesteś? Gdzie ja jestem? - spytał może i ostro, ale nie wyglądał na złego, nawet bez protestów oddał się pieszczotom smoczycy, nawet gdy mocniej nacisnęła swoim pazurem i rozcięła mu nieznacznie skórę albo gdy przejechała dłonią po jednej ze świeżych ran. Niby bolało i widać to było po tym jak krzywił swój pysk, a także syczał, ale ani razu nie zaprotestował, ani też nie odepchnął smoczycy od siebie.
        - Jesteśmy w twojej wieży na Smoczym Pustkowiu - skłamała, bo przecież nadal byli niedaleko Demary, o czym River nie wiedział. - A ja jestem kimkolwiek tylko zapragniesz mój panie - szepnęła mu to do "ucha", po tym jak zbliżyła swój pysk do jego łba.
        Oczywiście chciał się kłócić, że przecież jego wieża została obrócona w perzynę przez ludzi podczas burzy, lecz czy rzeczywiście miało znaczenie, gdzie on tak naprawdę był, gdy miał tak interesujące towarzystwo? Nawet nie przeszkadzało mu, że nie ma z nim Chibiego. Był po prostu pewien, że zwierzak gdzieś się kręci po okazałej budowli, choć w rzeczywistości była to duża grota, w pełni wyposażona i urządzona, nie na przytulny salon z piętrzącymi się po sam sufit regałami z księgami różnej maści, a na alchemiczne laboratorium i loch, nad którymi na dobre trzy sznury warstwy ziemi i kamienia znajdowało się dno Sitriny. Idealne więzienie dla skalno-ognistego gada. Jeśli postanowi przebić się przez sklepienie, zostanie jedynie zalany woda i niechybnie utonie, zakopanie się pod ziemią nic mu nie da, bo albo natrafi na podziemną rzekę i utonie, albo przekopie się do sąsiednich jezior i... utonie. Oczywiście byłaby to wielka strata, bo Veig chciała go mieć żywego, lecz martwy bardziej przyda się Drastharowi, który cały czas nadzorował poczynania smoczycy, pozostając dzięki jej umiejętnością manipulacji umysłem i przestrzenią, niewidzialnym dla Jednookiego, który właśnie był gotów oddać się burzowej smoczycy, by zaspokoić jedną z najpierwotniejszych żądz każdego samca.

        Od momentu, gdy smoczyca wbiła się w powietrze, Chibi wyrwał się Natashy. W pewnym momencie nawet ugryzł ją w lekko w rękę, gdy ta za wszelką cenę nie chciała go puścić i gdy tylko dostał po tym okazję, od razu się wyswobodził, patrząc na przyjaciółkę przepraszającym spojrzeniem. Zaraz jednak zaczął gestykulować energicznie bez żadnego ładu i składu, podskakując przy tym i pomrukując na różne sposoby. Niedługo po tym rzucił się biegiem, najpierw na tylnych łapkach, a przednie niby bezwładnie pod wpływem pędu falowały za nim niczym końcówki piórka niesionego wiatrem, lecz zaraz przeniósł cały ciężar swojego ciała na wszystkie cztery łapki. Zatrzymał się dobrych pięć sznurów od nordki i zaczął ją nawoływać swoim rozgorączkowanym i pełnym zmartwienia głosikiem, choć ten pozostawał nadal przyjemnie dla ucha melodyjny. Odczekał chwilę i wznowił bieg.
        Gdy dotarł do stromego, kamiennego zbocza zatrzymał się dysząc szybko i płytko z wystającym lekko z pyszczka jasnoróżowym języczkiem. Położył po sobie smutno uszka i zaczął węszyć, rozglądać się i szukać jakichkolwiek tropów, gdzie jego przyjaciel mógłby zniknąć. Już myślał, że smoczyca z Riverem przepadli gdzieś na dobre, może już byli na drugim końcu łuski, lecz gdy miał już zalać się łzami i poddać, usłyszał bardzo cichutki i stłumiony głos Jednookiego. I nie mogło mu się wydawać, bo zaraz usłyszał jego przekleństwa i znów stłumione westchnienia.
        Zaczął z determinacją obwąchiwać ścianę zbocza, bo to tak jakby to z niej dochodziło echo głosu jego pana. Cofnął się i przekrzywił lekko główkę przyglądając w sumie nienaturalnie wyglądającej, niepasującej to tego krajobrazu, kamiennej ścianie. Podszedł znów do niej nieśmiało i przyłożył łapkę by się o nią oprzeć, a wtedy wpadł po prostu bezwładnie do środka.
        Pisnął z przerażeniem kuląc się po drugiej stronie i osłaniając łapkami głowę, jak to robiła Natasha w skrzyni, myśląc, że była tu przepaść i zaraz się o coś roztrzaska, ale zaraz sobie uświadomił, że nic się nie stało i prócz zaliczenia gleby nic mu nie było. Bardzo się z tego faktu ucieszył i wyskoczył błyskawicznie przez tę niewidzialną ścianę znajdując się znów przed zboczem z pozą największego na świecie bohatera.
        Zachichotał rozbawiony, przykładając łapki do pyszczka i zaczął tak skakać, na zmianę pojawiać się nagle w jakiejś jaskini i znów być w lesie na niewielkim wzniesieniu niedaleko jezior. Jaskinia, las, jaskinia, las, jaskinia, las, jask... Miał przy tym dużo zabawy. Ta nielogiczna dla niego "teleportacja" była taka zabawna! Rivera porwano do naprawdę fajnego miejsca, ciekawe czy jak już odzyska swojego przyjaciela, to czy gad pozwoli mu się jeszcze tutaj chwilę pobawić.
Awatar użytkownika
Natasha
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Natasha »

        No szlag, zobaczyli ją. Tylko przez ułamek chwili skrzyżowała spojrzenia ze smoczycą, ale i tak włoski na karku stanęły jej dęba, gdy teleportowała się z Chibim z powrotem w zarośla. Tam złapała zwierzaka w objęcia i znieruchomiała, kucając za drzewem. Oczy miała szeroko otwarte, ale starała się nawet nie oddychać za głośno. Nie miała siły na kolejną teleportację zbyt daleko, więc gotowa była puścić się biegiem przez las i zniknąć dopiero, gdy smoczyca straci ją z oczu. W końcu jak sprawny może być smok brnący pomiędzy drzewa? Nawet, gdyby je przed sobą taranowała to i tak dziewczynie łatwo byłoby zniknąć w zaroślach.
        Głos maga odwiódł jednak smoczycę od pościgu i Natasha westchnęła z ulgą, wciąż kurczowo trzymając Chibiego, który coraz bardziej zaczynał się wyrywać. W końcu obróciła się z nim lekko, by przez krzaki obserwować, co się dzieje, a wtedy zobaczyli, że purpurowołuska gadzina wzbija się do lotu z magiem na grzbiecie i Riverem w szponach.
        Natasha odruchowo zacisnęła uchwyt, gdy Chibi zaczął się jej wyrywać, co skończyło się niegroźnym ugryzieniem w rękę. Dziewczyna syknęła i puściła stworka, który zaraz skulił uszy przepraszająco.
        - Nic się nie stało - uspokoiła go łagodnym tonem, wycierając te kilka plamek krwi o spodnie i wyglądając na polanę.
        Pierwsze przykuwały wzrok ślady w glebie, zaoranej smoczymi pazurami. Później nordyjka nie mogła skupić się na niczym innym, niż dziko gibającym się stworku, który po sekwencji podskoków, ciosów łapkami i nieartykułowanych piśnięć, rzucił się pędem w las. Łapki powiewały za nim jak puste rękawy koszuli.
        - Chibi! - zawołała za nim Natasha, stojąc bezradnie sama na polanie. Stworek opadł na cztery łapki i obejrzał się na nią, pomrukując nagląco. Dziewczyna westchnęła i potarła oczy wierzchem dłoni. Westchnęła, jęknęła marudnie, zaklęła, tupnęła i ruszyła za zwierzakiem. Szybko musiała przejść w trucht, a później bieg, gdy Chibi tylko przyspieszał.
        Nawet nie pytała, skąd wie, gdzie mają iść. Widziała, w którą mniej więcej stronę kierowała się smoczyca i radziła sobie w terenie na tyle dobrze, by nie zgubić się w lesie, ale zastanawiała się, jak daleko będą musieli biec. Kondycję miała dobrą, ale trochę się wykończyła walką, no i czuła się jak idiotka goniąc pieszo smoka.

        Biegli w miarę równym tempem, ale dziewczyna zdawała się w pełni na zwierzaka, nie widząc smoczycy nigdzie na niebie, ani śladów po niej na ziemi. Chibi musiał jednak coś czuć, bo bez wahania obierał kierunek i blondynka musiała mu zaufać. Pożałowała tego dopiero, gdy trafili na kamienną ścianę. Zatrzymała się, opierając na rękach o kolana i łapiąc oddech. Szlag by to trafił – ślepa uliczka, jak to mówią.
        Wyprostowała się i rozejrzała na boki za jakąś rozpadliną czy szczeliną, w którą mogła wlecieć smoczyca, ale nic takiego nie widziała. Chibi obwąchiwał skałę i Natasha nie zwracała na niego uwagi, dopóki nie zniknął jej nagle z kąta widzenia.
        - Chibi?
        Nordyjka rozejrzała się zaniepokojona i w pierwszej chwili przegapiła powrót stworka zza skalnej ściany. Obróciła się dopiero, gdy biały futrzak radośnie przeskakiwał z jednej strony na drugą i na moment tylko rozdziawiła głupio buzię, nim serce podskoczyło jej do gardła, gdy Chibi znowu zniknął. Rzuciła się w stronę ściany i capnęła zwierzaka, gdy wrócił, zanim znów radośnie przeszedłby na drugą stronę.
        - Stój wariacie – syknęła zaniepokojona i dopiero po chwili odetchnęła. – Nic ci nie jest? Coś tam jest? – zapytała kolejno, a stworek pokręcił dwukrotnie łepkiem, wciąż uszczęśliwiony z zabawy i chcąc ją kontynuować. Widząc, że wyrywa się znów ku ścianie, Nat przytrzymała go mocniej.
        - Poczekaj! Tam jest River? – zapytała, a Chibi potaknął gorliwie główką. Zacisnęła usta.
        W co ona się pakuje? Co jej do łba przyszło, żeby ratować smoka? Co ona może w starciu z innym smokiem? Czy nie lepiej byłoby zadbać o bezpieczeństwo Chibiego? Ale na los, ten dzieciak nie odpuści, będzie się wyrywał i uciekał, aż nie wróci do pana. Nie pozostało jej nic innego, jak pilnować, by w tym czasie się nie zabił. Westchnęła i wstała, stawiając futrzaka na ziemi.
        - Poczekaj chwilę – mruknęła i rozejrzała się za jakimś kijem. Wciąż wydawało jej się to absurdalnie nieadekwatną bronią do odbijania porwanego smoka, ale nie miała lepszego pomysłu. Nie będzie wracała do miasta tylko po nóż.
        W końcu wzięła jedną z większych gałęzi i nogą poodłamywała jej mniejsze odnogi. Z taką lagą odwróciła się w stronę skały i zatrzymała nagle, uśmiechając z rozczuleniem. Chibi porwał jedną z odłamanych przez nią gałązek i wznosił ją teraz tryumfalnie, niby miecz, ku niebu.
        - Na ratunek Riverowi, hm? – zapytała, a dzielna bestyjka podskoczyła radośnie i wskoczyła za skałę. Nat zaklęła i rzuciła się za nim.
        Wcześniej chciała opieprzyć stworka, że nie może skakać na ślepo w jakieś nieznane miejsca, a teraz sama to zrobiła. Wylądowała na kolanach w jakiejś jaskini, z nieprzyzwoitym przekleństwem na ustach. Ciemno było jak w dupie. Nie ryzykowała już odzywania się do stworka tylko nasłuchiwała, by przekonać się czy rzeczywiście słychać tu Rivera. I coś tam usłyszała. Jakieś ryki i jęki.
        Chibi zaskomlał zmartwiony. Torturują jego najlepszego przyjaciela! I już chciał pognać na ślepo wąskim tunelem, ale tylko zamajtał łapkami w powietrzu i spojrzał zdziwiony w dół, wisząc kilka stóp nad ziemią. Zadarł łepek i uśmiechnął się do trzymającej go za kark Natashy.
        - Powoli. Musimy być ostrożni. Nie biegnij nigdzie sam – ostrzegła zwierzaka szeptem i odczekała aż ten skinie łebkiem. Dopiero wtedy postawiła go na ziemi i rozejrzała się, próbując wzrokiem przebić ciemność.
        Dało się wyróżnić jeden wielki tunel prowadzący wprost od ściany i stamtąd właśnie dobiegały odgłosy. Nat rozejrzała się za inną drogą, ale w końcu wskazała Chibiemu duży tunel i ruszyła powoli za ledwo widocznym białym futerkiem.
        Przez chwilę wahała się, czy nie wybrać jakiegoś mniejszego przejścia, nawet jeśli miałaby się tam wciskać na czworaka, ale diabli wiedzą czy nie skończyłoby się nagle, albo zwęziło tak, że musiałaby się cofać. Marnotrawienie czasu byłoby tu niczym w porównaniu do jej irytacji.
        Posuwała się więc przy ścianie, z kijem w jednej ręce i z wyciągniętą lekko do przodu drugą, w razie gdyby na coś miała wpaść w ciemnościach, albo by złapać za uszy nadpobudliwe zwierzątko przed nią.
        W końcu zaczęło się przejaśniać i oboje przyspieszyli kroku, tak samo już zdyszani. Biały punkcik na końcu powiększał się tak długo i tak rażąc oczy, że Nat była pewna, że wrócą na powierzchnię. Grota, do której trafili, wciąż była jednak pod ziemią, a zdawała się jasna tylko dlatego, że wyszli z całkowitych ciemności.
        Dziewczyna przytuliła się do ściany, mrużąc oczy i próbując coś dojrzeć, a później… zrozumieć co widzi. Chibi też miał wątpliwości, bo z niezwykłym dla siebie sceptycyzmem przechylił na bok łepek, aż mu uszy poleciały na jedną stronę. W międzyczasie Natasha zorientowała się, na co patrzą i kompletnie odruchowo zasłoniła Chibiemu oczy i pyszczek. Zwierzak zaprotestował machając łapkami, ale blondynka dopiero po chwili doszła do siebie, kucając przy zwierzaku.
        - Bądź bardzo cichutko i nie wołaj Rivera, dobrze? I… nie patrz w tamtą stronę. Tak… na razie tylko – szepnęła przy samym uchu zwierzaka, by przebić się przez porykiwania. Później złapała Chibiego za łapkę, by nigdzie jej nie uciekł i spróbowała rozejrzeć się po jaskini.
        Teraz znajdowali się na sporym występie, kończącym tunel, którym przybyli. Natasha poprowadziła zwierzaka bokiem, na węższą półkę skalną, by nie nakrył ich ktoś, kto będzie akurat wchodził lub wychodził. Przykucnęła, wyglądając w dół i z niepokojem obserwując znajomego już maga i roztaczające się wokół niego laboratoryjne akcesoria, których nie umiała nazwać, nie mówiąc już o poznaniu ich przeznaczenia.
        Nat podrapała się bezradnie po głowie, zirytowana odrzucając zaraz włosy na plecy. Zgubiła chustkę po drodze.
        Rozejrzała się jeszcze raz, obserwując ściany i dotykając ich wilgotnej nieco powierzchni. Podeszła kawałek dalej, ostrożnie stąpając po skalnej półce, ciągle z kijem w ręce i prowadząc za łapkę Chibiego, który rozglądał się z rozbrajającą beztroską. Jakby zwiedzali park rozrywki. Dziewczyna zatrzymała się dopiero „za plecami” maga, przykucając znów na półce i zachodząc w głowę, co powinna zrobić.
        Chibi tak uparcie nalegał na ratowanie smoka, który był tak jawnie uprowadzony, że początkowo nordyjka nie podważała takiego planu. Teraz jednak… no cóż, krzywda mu się chyba nie działa, a przynajmniej nikt go do niczego nie zmuszał. Może powinni zostawić go w spokoju? Niech się chłopak wyszaleje.
        Problem był tylko taki, że Chibi za żadne skarby świata nie zamierzał się ruszyć. Stał grzecznie i cicho, ale przyglądał się Nat w oczekiwaniu, bujając swoim kijkiem. A ona nie wiedziała za bardzo co robić.
Awatar użytkownika
River
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: River »

        Początkowa dezorientacja Jednookiego szybko odeszła w zapomnienie, gdy tylko purpurowołuska okazała się być bardzo... miłym towarzystwem. Tylko idiota nie skorzystałby z wiszącej w powietrzu obietnicy niezmierni przyjemnie spędzonej chwili, pozwalając się oczarować jej hipnotyzującym wdziękom. Jak można się domyślić, szybko zapomniał o całym Prasmoczym świecie pochłonięty żarem najdzikszej, najbardziej pierwotnej namiętności. Świat mógłby się w tej chwili skończyć, on mógłby zaraz dopiąć swego żywota, ale nie miało to obecnie najmniejszego znaczenia. Liczyła się tylko ta chwila i ta przepięknie niebezpieczna smoczyca tak cudnie wzdychająca i porykująca tuż pod jego płonącym ciałem, na którym stopniowo zaczęły pojawiać się kamienne łuski. Wyglądało to tak, jakby magmowe ciało po kontakcie z wodą pokrywało się zastygłą skorupą z czarnego kamienia.
        Kilka razy zdawało się Riverovi, że słyszał coś jakby dziwny brzęk, czasami zdarzało mu się czuć lekki opór gdy poruszał łapami, gdy chciał obejść swoją partnerkę, jednakże nie było to coś czym by się przesadnie przejmował. Nie gdy miał tak uległą i chętną smoczycę na własność. Nawet najlepsza dziwka na całej łusce nie byłaby w stanie pobić tej chwili pełnej rozkoszy z innym przedstawicielem gatunku Jednookiego. Tego naprawdę nie dało się porówna, a już szczególnie nie dało się tego w żaden sposób przebić. Nic dziwnego więc, że River nie zawracał sobie głowy i nie rozpraszał się innymi bodźcami, jakie go niego dochodziły.
        Do momentu.
        Bardzo wielu mężczyzn, bez względu na to jakiej rasy by nie byli, chciałoby, aby ta chwila trwała jak najdłużej, jednakże muszą pogodzić się z okrutnym losem, który uniemożliwia urzeczywistnienie tego marzenia. Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Gdyby było inaczej, żaden z tych facetów najpewniej nie skończyłby już nigdy chędożyć, aż do swojej (a najprędzej partnerki) śmierci. Przez to raczej wątpliwe by na Łusce uchowali się jacyś przedstawiciele ras rozumnych, więc może z tą ograniczoną chwilą przyjemności nie było wcale aż tak źle.
        Jednooki w końcu wypuścił podobnie jak on zmęczoną, ale i niebywale usatysfakcjonowaną smoczycę i przeciągnął się, dając swojemu ciału po prostu poddać się ogarniającemu go lenistwu. W prawdzie zjadłoby się coś, ale czy to rzeczywiście było aż tak naglące? Purpurowołuska ułożyła się obok wulkanicznego jaszczura, przednimi łapami obejmując go za jedną z jego przednich kończyn, w którą się wtuliła i zaraz pozwoliła sobie odpłynąć do regenerującej krainy snów. I kłamstwem byłoby powiedzieć, że River nie chciał do niej dołączyć, lecz tamten brzęk jakby się bardziej nasilił, gdy zakończona została ta pełna namiętności pieśń dwójki smoków. Pomijając już fakt, że... było coś w powietrzu.
        Jednooki posadził swoje siedzenie na ziemi i zwrócił łeb w stronę maga, którego nie widział. Przez iluzję smoczycy zamiast w bardziej ludzkiego pradawnego, wpatrywał się zwyczajnie w płomienie tańczące w kominku. Dziwne było to, że drewno, które w nim się paliło cały czas było. Ani przez moment nie zmieniło się w popiół, nie było konieczności podejścia do kominka i dorzuceniu kilku szczap, by podtrzymać płomień. A nawet jeśli wyjaśnić to użyciem po prostu najwyższej jakości i twardości drewna nadal pozostawała kwestia tego, że mimo buchającego w najlepsze ognia, nie było w pomieszczeniu wcale cieplej. A i było dość...wilgotno?
        W pewnym momencie smokowi zawiał w pysk delikatny wiaterek, a wraz z nim bardzo znajoma, trudna do pomylenia z czymkolwiek innym woń.
        - Chibi? - mruknął pod nosem, nie do końca rozumiejąc, czemu czuje tak blisko białego pchlarza, ale go nigdzie nie widzi.
        I to w sumie wystarczyło by zdołał się ocucić. Przecież nie miał prawa widzieć piętrzących się niemalże po samo sklepienie regałów z masą książek. Nie miał prawa widzieć tych pyszniących się czerwonych dywanów zaścielających podłogę i zdobiących niektóre ściany. Nie miał prawa być w tak znajomym sobie miejscu, które od co najmniej od tysiąca lat powinno być zarośniętą chwastami kupą gruzu i niczym więcej.
        Postąpił o krok, chcąc w pełni zrozumieć o co z tym wszystkich chodzi, lecz wtedy znowu usłyszał ten brzęk, a samej łapy nie był w stanie wyciągnąć tak daleko jakby chciał. Już nie chodziło o śpiącą obok smoczycę, bo nie ona obejmowała zimną obręczą wszystkie jego łapy i szyję! Jednooki zawarczał cicho i skupił się by móc wyczuwać do tej pory zamaskowane zaklęciem aury w pomieszczeniu. Dostrzegł syna swojego dawnego oprawcy i czających się za nim Natashę i Chibiego. Biały stworek się bardzo mocno ucieszył, gdy River w końcu spojrzał w jego stronę i stanął jak najbardziej wyciągnięty i wyprostowany na tylnych łapkach, by pomachać energicznie przyjacielowi z wykrzywionym w pełni szczęścia pyszczkiem.
        Gad pokręcił głową i na tyle na ile mógł, przyłożył jeden ze szponiastych palców do pyska w jasnym przekazie. Po tym zerknął na nordyjkę, pokazał dyskretnie pazurem na maga, a po tym jakby przesunął sobie tym samym palcem po gardle. Jeśli miał się uwolnić potrzebował po...wspar... Ktoś musiał od walić za niego najgorszą robotę, by gad nie musiał się zbytnio przemęczać, aby się uwolnić. O!
        Kiedy Chibi i nordyjka zajęci byli magiem i szukaniem klucza do łańcuchów i kajdan pętających Jednookiego, ten w między czasie uwolnił swoją łapę z jej objęć, tak by ta się nie obudziła. W prawdzie po trochę grymasiła i wyglądała jakby zaraz miała otworzyć oczy, ale ostatecznie tylko mlasnęła dwa razy, przewróciła się na drugi bok niemalże się owijając swoim ogonem i przykryła się swoimi dwoma skrzydłami wyrastającymi po prawej stronie jej purpurowo-karmazynowego grzbietu. Teraz pozostało mu tylko czekać, aż tamci się w końcu uporają i będą mogli posłać to miejsce do diabła. Co prawda było niezwykle miło, ale kategorycznie nie widział się w roli spętanego, masochistycznego partnera kogokolwiek. No i ledwo zaczął nową pracę, nie mógł jej sobie odpuścić zaledwie po jednym dniu.
        Gdy już został uwolniony, burknął cicho na Chibiego by nawet nie ważył się pisnąć dopóki nie opuszczą tego miejsca i schylił lekko głowę, by maluch był w stanie wdrapać mu się na głowę i usadowić wygodnie między jego rogami.
        - Pospiesz się albo zostaniesz tutaj moim zastępcą, a wątpię byś była w stanie choć w jednej piątej uspokoić libido tej smoczycy - zawarczał cicho we Wspólnej Mowie, zerkając na wspomnianą gadzinę, czy ta nie została przez przypadek obudzona i skierował się ostrożnie do wyjścia, sugerując się wkradającymi się do groty podmuchami wiatru. Oczywiście Natasha miała pokonać całą drogę do wyjścia na własnych nogach. Przecież Jednooki nie był koniem, miał swoją godność.
Awatar użytkownika
Natasha
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Natasha »

        Obserwowanie obu smoków może byłoby satysfakcjonujące dla jakiegoś badacza, mniej lub bardziej perwersyjnego, jednak Natasha miała swoje własne koszmary, które śniła po nocach, i nie potrzebowała nowych. Przed najzwyczajniejszym w świecie czekaniem aż River skończy się chędożyć ratowało ją to, że musiała nieustannie pilnować Chibiego. Stworek nie rozumiał, dlaczego nie może iść na dół pobawić się z Riverem i jego nową koleżanką, i dlaczego Natasha ciągle pokazuje mu coś w innym miejscu, żeby nie obserwował przyjaciela z taką uwagą.
        Poza tym nordyjka zachodziła w głowę, jak ma pokonać maga, z którym szans nie miał nawet potężny smok. Na jej korzyść działał fakt, że mężczyzna wydawał się absolutnie pochłonięty dziejącą się przed nim scenką i brakowało mu chyba tylko wypieków na policzkach, bo notes i pióro były na miejscu. Blondynka wywróciła oczami i znów rozejrzała się po jaskini, gdy spektakl zaczął dobiegać końca. Jeszcze raz pouczyła Chibiego, żeby zachowywał się najciszej jak umie, ale grzeczny stworek niejako obszedł tę prośbę, bo chociaż w istocie pyszczek miał zasznurowany, to gdy tylko zorientował się, że River nareszcie ich dostrzegł, zaczął skakać jak szalony i machać do przyjaciela. Nawet nie zauważył, gdy spod jego łapki ukruszył się kawałek skały i posypał cichym szelestem razem z innymi drobinami w dół.
        Nat złapała zwierzaka za sierść na karku i szarpnęła w tył, chowając się w cieniu skały akurat, gdy mag zerknął za siebie i do góry. Teraz go nie widziała i głupio byłoby wychylić się i sprawdzić tylko po to, by napotkać jego wzrok. Odczekała więc dłuższą chwilę, tuląc Chibiego na kolanach i obserwując spode łba Rivera, który teraz dawał im sygnały. Odruchowo skinęła głową, a gdy smok przestał się z nimi komunikować uznała, że mag znów przeniósł na niego swoją uwagę.
        Załatwić czarodzieja. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale spróbować mogła, skoro i tak się już tutaj przypałętała za Chibim. Zafrasowany niedawną wpadką stworek był nieco pokorniejszy i stał grzecznie na swoim miejscu, z przejęciem zaciskając łapki na obu ich kijach, gdy Nat zaczęła opuszczać się ze skalnej półki. Dopiero, gdy kiwnęła na niego, futrzak ostrożnie zeskoczył na jej ramiona, nawet uważając, by nie przywalić jej kijkami! We względnej ciszy, przerywanej jedynie chrobotem łańcucha, którym skuto smoka, Nat i Chibi znaleźli się na dnie jaskini, za plecami maga. Nat najpierw przykucnęła odruchowo, spodziewając się z jego strony ataku, ale mężczyzna był wyjątkowo zaabsorbowany czymś na swoim stole. Blondynka wyprostowała się, wzięła od Chibiego swój kij i zamachnęła się za magiem. Krótka chwila wahania poprzedziła tępe łupnięcie i osuwające się na ziemię ciało. Nat było aż głupio przywalić mężczyźnie tak z zaskoczenia, bo przez ten moment wydawał się naprawdę bezbronny. Pamiętała jednak o smoczycy i bardzo nie chciała, by ta się przebudziła.
        Chibi już pędził do Rivera z wyciągniętymi w przód łapkami, niemal unosząc się ze szczęścia. Zaraz dołączyła do nich mniej ukontentowana Natasha i podczas gdy futrzak zupełnie bezużytecznie przytulał się do smoczego pazura, nordyjka próbowała nie brzdąkać pękiem kluczy, który zabrała od maga. Znalezienie jednak odpowiedniego do otwarcia kajdan chwilę jej zajęło, a opadające na twarz kosmyki przepoconych już nieco włosów nie pomagały. Gryzła się w język, by nie kląć w głos za każdym razem, gdy śpiąca smoczyca poruszała się we śnie, aż w końcu ostatni z kajdan opadł z cichym szczękiem na podłogę.
        River ani nie dostrzegł, ani niestety nie poczuł, morderczego spojrzenia blondynki, gdy usłużnie poradził jej brać nogi za pas.
        - Nie ma za co – syknęła pod nosem. Jakby trzeba ją było poganiać. Żywym krokiem ruszyła za smokiem, ostatni raz oglądając się na drugiego gada.

        Chibi dostał zezwolenie na odzywanie się pod sam koniec tunelu, chętnie tłumacząc Riverowi jak dostać się na zewnątrz. Nie szczędził sobie przy tym zaprezentowania właściwego sposobu co najmniej czterokrotnie, nim smok w końcu przeszedł przez kamienną ścianę. Biały stworek zerknął wtedy na pojawiającą się obok Natashę, która otworzyła szerzej zmrużone odruchowo oczy. Spodziewała się wyjść na zalaną słońcem polanę, ale czekało na nich już wieczorne niebo, jeszcze jasne, ale już ozdobione bladymi gwiazdami i księżycem.
        Rozpromieniony Chibi biegł przodem, popiskując radośnie i ciągnąc się za uszy z rozemocjonowania. Nie wracał już do Rivera tylko biegł przed nim i Natashą, podskakując i opowiadając im o wszystkim, czego przed chwilą doświadczyli, po czym wracał między nich i znów wybiegał do przodu. Nat przyzwyczaiła się już do zwierzaka na tyle, by jej to nie zaskakiwało i chociaż była zmęczona i głodna, to uśmiechała się lekko do zwierzaka za każdym razem gdy na nią spoglądał. Poza tym mina jej rzedła a oczy przymykały się lekko w trakcie jednostajnego marszu.
Awatar użytkownika
River
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: River »

        - Ależ naprawdę nie masz za co dziękować, kobieto - prychnął cicho i drwiąco się jej skłonił. Tak jakby się spodziewał, że będzie mu wdzięczna po wsze czasy za to, że dał jej możliwość zrobienia czegoś dla gada. W sumie tak to po części działo, bo Chibiemu zawsze coś kazał robić. I jaki był przez to szczęśliwy teraz? Widać było, że biały sierściuch nie mógł się już doczekać powrotu ze swoim panem do "domu", gdzie otrzymałby najlepszą nagrodę na świecie - możliwość wykonywania kolejnych poleceń smoka. Normalnie żyć nie umierać! Czego tu chcieć więcej?

        - Przestań skakać jak dureń, przecież widzę, że tu jest wyjście - warknął poirytowany na zwierzaka, który chyba koniecznie chciał zrobić z gada niedorozwiniętego umysłowo idiotę. Innego wyjaśnienia na to jak zaczął mu wszystko tłumaczyć, River nie znajdował.
        Chibi obrócił się do pradawnego. Mruknął z zaskoczeniem przechylając na bok swoją rogatą główkę, aż mu uszy oklapły, jak jakiś welon. Pokręcił nią zaraz energicznie i zaczął skrzeczeć, skakać i wymachiwać łapkami, podejmując się rozmowy na ten temat, a raczej starał się przypomnieć gadowi, że ten przecież nic nie widział. Odstawił przy tym niezły, acz chaotyczny popis pantomimy, podczas którego kilkakrotnie zakrywał łapkami lub też uszami swoje oczka i udawał, że chodzi po omacku. Raz też się najpierw położył skulony na ziemi, jakby spokojnie spał, a po tym szybko wstał zakrywając uchem swoje lewe oczko i szedł w miejscu z naburmuszoną miną. Udał, że się nagle o coś potknął, nie darując sobie przy tym pełnego zaskoczenia wyrazu pyszczka, aż w końcu plackiem rozłożył się na ziemi. I tak chwilę leżał mamrocząc groźnie pod nosem po swojemu. Wstał ponownie w podskokach, rozkładając na boki swoje łapki.
        - Ta-daaam! - zaburczał radośnie, zaczynając się nieco niezdarnie kłaniać, niczym prawdziwy aktor.
        - Nie będę ci tego po raz kolejny tłumaczył, a jeśli nie chcesz skończyć jako moja kolacja, lepiej się zamknij - warknął, ostrzegawczo szczerząc kły.
        - I widzisz co zrobiłaś, głupia dziewko? - zwrócił się zaraz do Natashy, zwracając w jej stronę swoją paszczę. - Rozpuściłaś mi pchlarza. Wiedziałem, że błędem było pozwolić mu się przy tobie kręcić - rzucił oskarżycielsko i dmuchnął w nią dymem ze swoich nozdrzy.
        Kiedy tylko wyszli z jaskini, River od razu się zatrzymał i odwrócił w stronę zasłoniętego iluzją wejścia. Rozpostarł swoje skrzydła najmocniej jak mógł w tym lesie i stanął na tylnych łapach nabierając powietrza jakby zaraz z całych swoich sił miał zacząć ziać ogniem. Zamiast tego z impetem opadł z powrotem na wszystkie łapy, powodując, że ziemia mocno zadrżała pod ich stopami, a drobne kamienie i stalaktyty zaczęły spadać, roztrzaskując się na drobne kawałki w grocie. Na tym jednak nie poprzestał, bo jednocześnie od miejsca uderzenia zaczęły wystrzeliwać z ziemi kamienne kolce, które w jednej linii popędziły wgłąb jaskini, dokonując jeszcze większych zniszczeń w jej wnętrzu. Zaryczał wściekle na całe gardło, nim pieczara i znajdujące się w niej podziemia całkiem się zawaliły, grzebiąc żywcem znajdujących się w środku najemników, maga i smoczycę. Nie wyglądał na zadowolonego, ale i tak pogardliwie buchnął dymem z nosa, jeszcze przez chwilę podziwiając swoje dzieło.
        Nie nasłuchiwał czy przeciwnicy przeżyli czy nie. Powrócił do ludzkiej postaci i zaczął iść przez las razem z Chibim i tą dziewuchą. "Jak jej tam było? Masha? Sasha? Kasza!" Aż zaburczało mu w brzuchu jak pomyślał o kaszy, choć nawet za nią specjalnie nie przepadał. Po prostu był obecnie strasznie głodny.
        - Pospiesz się dziewczyno, niektórzy muszą zdążyć jeszcze do pracy - burknął w jej stronę nieco przyspieszając swój marsz, aż nagle sobie coś uświadomił. - Chibi, jaką mamy porę dnia? - oczywiście, że wolał zapytać o to nieznającego się na czasie, mówiącego swoim własnym, niezrozumiałym językiem stworka, niż towarzyszącą im nordyjkę, jakby gad został pokiereszowany i porwany przez nią.
        Zwierzak zaraz zaczął swoją odpowiedź i pantomimiczne wygłupy, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Mimo wcześniejszego upomnienia smoka, że był ślepy, sam teraz o tym zapomniał i zamykał oczka, przecierając je często łapkami, dając znać, że jest śpiący, co znaczyło, że zaraz trzeba iść spać, a to jednoznacznie oznaczało, że albo była noc (co pradawny od razu wykluczył, przez to, że zdołał dostrzec gdzieniegdzie ogrzewające ziemię ostatnie promienie słońca), albo dopiero nastawała. Nim jednak zdążył się zdenerwować, że spóźnił się do nowej pracy, Chibi znów zakrył sobie jedno oko i odgrywał naburmuszonego gada, który wszedł gdzieś zamaszyście, niemal z buta, warcząc zaszczekał cicho i cupnął na ziemi udając teraz że coś pije. Odstawił wyimaginowane naczynie i sięgnął po kolejne. Tak kilka razy nim podniósł się chwiejnie na tylne łapki i zaczął się drzeć na cały las, udając odgłosy czkania, a po tym warczał i odgrywał scenę - delikatnie mówiąc - siłowania się z kimś. Z entuzjazmem spojrzał po tym na dwójkę swoich przyjaciół oczekując opinii jak mu poszło.
        River westchnął z irytacją przykładając sobie dłoń do czoła i je lekko rozmasowując, jakby dopadła go migrena.
        - Coś jeszcze masz do powiedzenia? - zapytał ochryple, jakby nie miał na to już siły, ale gdy tylko zwierzak pochwycił jego niewidzące spojrzenie, od razu się zląkł i schował w krzakach, skrzecząc przepraszająco.
        Najbardziej zaniepokoił go w tym momencie widok tego, jak smocza łapa pradawnego zajęła się dzikim ogniem. Obiecał po swojemu siedzieć już cicho, choć smok i tak złowrogo podążył jego śladem, aż nie dotarł do niego przekaz tej pantomimy. Zmarszczył nos i zaklął paskudnie do siebie, znacznie przyspieszając kroku, gdy uświadomił sobie, że jeszcze nie był aż tak spóźniony jakby mógł z początku wnioskować.
        - Nienawidzę się powtarza, ruchy! - rzucił groźnie w stronę nordki i idącego obok niej od jakiegoś czasu Chibiego. - Głusi wy czy...?! - odwrócił się do nich, chcąc już na nich ryknąć by nabrali nieco tempa, ale przez aurę i samą postawę pyskatej, nieokrzesanej dziewczyny poznał, że ta mogłaby nie mieć sił do uzyskania takiej prędkości marszu, jakiej wymagałby Jednooki. - Świetnie! To tylko ułatwia sprawę - burknął odwracając się do niej plecami i kontynuując swój szybki masz. Uniósł rękę na pożegnanie. - Nie daj się zjeść wilkom! - poradził.
        Chibi zaskowyczał w jawnym proteście, zaraz podbiegając do gada i ciągnąc go za płaszcz, by się zatrzymał, a kiedy River zwrócił na niego swoją uwagę, zaczął skomleć i pokazywać w stronę Natashy. River nie chciał jednak ustąpić, ale w końcu musiał, bo przecież inaczej by się spóźnił do pracy (choć i tak już był spóźniony).
        Sapnął ciężko z niezadowoleniem.
        - Dobra! - stwierdził w końcu. - Niech ci będzie, ale nie licz na to, że przez kolejnych dziesięć lat kupię ci to co będziesz chciał. Sam będziesz musiał to dla siebie zdobyć, a jak ktoś cię złapie i będzie chciał przerobić na pasztet, nie leć do mnie z płaczem! - rzucił jako warunek, a rozanielony stworek kiwnął główką i zamruczał z zadowoleniem. Przytulił się w podzięce do smoka, nim ten spróbował wybić mu ten pomysł siłą, i pognał do wyczerpanej przyjaciółki.
        Zaraz po tym podszedł do niej również gad i bez uprzedzenia przerzucił sobie przez ramię niczym worek ziemniaków. W sumie kobieta znaczyła dla niego tyle samo, co worek ziemniaków - nic.
        - Upuszczę cię jak tylko zaczniesz się szarpać - ostrzegł i rozpostarł swoje smocze skrzydła, które pojawiły się nagle na jego plecach, choć były dużo mniejsze, niż w jego naturalnej postaci.
        Chibi szybko wdrapał się na drugie ramię i trzymał mocno, gdy poderwali się do lotu. Jego radosne okrzyki jasno zdradzały, że uwielbiał latać. Dzięki takiemu rozwiązaniu byli po dziesięciu minutach z powrotem w Demarze, ale River nie miał czasu odstawić Kaszy pod kamienicę. Wylądował ze wszystkimi pod karczmą, w której pracował od poprzedniego dnia. Jego skrzydła szybko zniknęły, jakby zmieniając się w płaszcz noszony przez gada i upuścił na ziemię dziewczynę.
        - Chibi postara się dopilnować, by nikt cię po drodze nie wychędożył. Powodzenia - poklepał ją po głowie jak psa i wszedł do przybytku, zostawiając Natashę z Chibim na zewnątrz.
Awatar użytkownika
Natasha
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Natasha »

        Natasha była towarzyską osobą i łatwo zawierała znajomości, więc uważała, że mniej więcej na ludziach się zna. Nie na tyle by stwierdzić na pierwszy rzut oka czy ktoś jest godny zaufania czy nie, ale na tyle by wiedzieć, żeby nikogo nie oceniać po pozorach. Dlatego Kapelusznik otrzymywał jedną szansę za drugą, gdy wciąż na jego rzecz przemawiało uczucie, jakim darzył go Chibi. Nie jej było oceniać tę nietypową relację, ale z jakiegoś nieznanego jej powodu, zwierzak był ślepo zapatrzony w swojego towarzysza, niezależnie od zła, jakiego doświadczał ze strony mężczyzny. Oczywiście to wszystko oznaczało tylko tyle, że Roscoe nie podjęła żadnych czynności by utrudnić smokowi żywot. Po prostu odpuściła, pilnując tylko w miarę możliwości dobra Chibiego. Pozostawienie go bowiem kompletnie na pastwę Rivera absolutnie nie wchodziło w grę. A na pewno jeszcze nie teraz.
        Zwłaszcza, gdy obserwowała sceny takie jak teraz. Magiczny stworek zachowywał się po prostu jak kilkuletnie dziecko, taka była jego mentalność lub naprawdę był tak młody. Białowłosy obchodził się z nim jednak tak brutalnie, że Natashę świerzbiły ręce. Ustalili już jednak, że porwać zwierzaka nie ma sensu, bo ten z własnej woli wróci do swojego oprawcy, którego darzy taką miłością. Nawet, gdy się go boi.
        - Przestań zrzędzić – prychnęła pod nosem, gdy smok pogonił ją po raz kolejny. Pomocy już mu nie wypominała. Powiedzmy, że byli kwita, chociaż jej zdaniem porwanie też było jego winą. A przynajmniej w niego wycelowany był cios, jakkolwiek źle dobrany.
        Na kpiący gest pożegnania odpowiedziała podobnie ironicznym salutem, ze spokojem wlokąc się swoim tempem. Przecież nigdzie się nie spieszyła.
        - Jutro się zobaczymy Chibi – zawołała do posmutniałego stworka, który za wszelką cenę próbował zatrzymać Rivera. Pluszak jednak nic sobie nie robił z jej zapewnień, wisząc na płaszczu smoka jak kleszcz i co jakiś czas miaucząc pod nosem.
        Uniosła brew na dalszą wymianę zdań, której nie do końca rozumiała, ale uśmiechnęła się łagodnie do Chibiego, gdy do niej podbiegł. Czochrając stworka po głowie nie zwracała uwagi na zawracającego białowłosego, dopóki nie znalazł się zaraz przy niej. Wyprostowała się wtedy, gotowa na kolejną bezsensowną gadkę, ale Kapelusznik tylko pochylił się lekko i bezceremonialnie poderwał ją z ziemi, przerzucając sobie przez ramię. Odruchowego dziewczęcego pisku Nat nie powstrzymała.
        - Hej! Zostaw mnie opętańcu! – prychnęła, odruchowo wierzgając nogami dla utrzymania równowagi. Zaraz jednak znieruchomiała, chociaż groźbą się nie przejęła. Zagapiła się po prostu na rozpościerające się nagle za plecami Rivera potężne skrzydła.
        - Łał – mruknęła, spoglądając na Chibiego, który machał jej radośnie z drugiego ramienia kapelusznika.
        Jej zdziwioną minę przerwał dopiero okrzyk zaskoczenia, gdy River wzbił się w powietrze. Przytrzymywana przez Kapelusznika tylko nad kolanami, zacisnęła się jak klamra na jego ramieniu, nie wiedząc co jeszcze może zrobić, by nie spaść. Wielkie brązowe oczy odnalazły Chibiego, który z wywalonym językiem i powiewającymi uszami czerpał przyjemność z lotu. Wtedy dopiero Nat spojrzała w dół.
        - O żesz w mordę…
        Była absolutnie zachwycona! Cieszyłaby się z przelotu bardziej, gdyby nie bała się, że zaraz spadnie, albo że River krzyknie „niespodzianka!” i ją zrzuci w dół. Poza tym… było niesamowicie! Widziała z góry cały las i pojawiające się stopniowo miasto. Widziane z góry prezentowało się o wiele lepiej! Odważyła się nawet na tyle, by podeprzeć się na rękach o plecy smoka i wychylić nieco w bok, by spojrzeć w dół poza skrzydłami.
        Później było mniej ciekawie. Ciężkie lądowanie Rivera wbiło jej jego ramię w żołądek, ale było to niczym przy lądowaniu na tyłku na bruku, gdy smok dosłownie ją z siebie zrzucił. Jęknęła boleśnie, ale wcale nie wyglądała na zagniewaną. Oczy miała wciąż szeroko otwarte i błyszczące z zachwytu lotem, a tym samym spojrzenie nie do końca przytomne. W połączeniu z roztrzepanymi włosami, które warkoczem przestały być już po minucie w powietrzu, Nat wyglądała jak lekko stuknięta. Słów Kapelusznika nawet nie usłyszała i dopiero protekcjonalne poklepanie po głowie lekko ją otrzeźwiło. Zamrugała w rytm pacnięć i otrząsnęła się na tyle, by wstać.
        - Auć – jęknęła, dopiero teraz czując kość ogonową. – O hej, maluchu – uśmiechnęła się cieplej, gdy Chibi uwiesił się na jej nodze, nieprzyzwyczajony do braku uwagi ze strony dziewczyny. River to wiadomo, ale jak ona mogła nie zauważyć, jak on skakał dookoła? Pomógł jej, skacząc na nią i dopiero zauważony zapiszczał z zadowoleniem. Przechylił łepek i pokazał łapką kierunek domu z pytającym mruknięciem. Natasza pokręciła głowa.
        - To później. Teraz bardzo potrzebuję drinka – powiedziała, a Chibi o dziwo ucieszył się jeszcze bardziej. – Jak chcesz ze mną zostać, to musisz się bardzo pilnować, dobrze? – zapytała dziewczyna, a futrzak pokiwał gorliwie głową, w sekwencji swoich pisków i westchnięć tłumacząc, że nie zje nic czego nie powinien. – I nigdzie nie oddalać!
        Nat otrzepała się jeszcze raz z ewentualnego piachu i przeczesując palcami włosy weszła do karczmy. Nieco na ślepo zaplatała warkocz (więc oczywiście znów wylatywały z niego pojedyncze pasma) i rozejrzała się po wnętrzu, marszcząc lekko brwi. Wciąż nieco otumaniona dopiero po chwili zorientowała się, gdzie dokładnie się znajduje i prychnęła pod nosem z niedowierzaniem.
        - Psia mać. Nic to, piwo raczej wszędzie takie samo – mruknęła i skierowała się w stronę baru. Jeden czy dwóch klientów oraz kilka dziewcząt przeciągnęło po niej wzrokiem, jako że nordyjka zdecydowanie nie wyglądała jak typowa klientela tego przybytku. Jako kobieta raczej nie szukała tu wrażeń (chociaż nigdy nie wiadomo), a w tym skórzanym, nieco znoszonym stroju raczej nie zapowiadała się na przyszłą lub obecną pracownicę. Tyle dobrego, że w związku z tym na Chibiego nikt nie zwracał uwagi.
        Ignorując całe to zainteresowanie, Roscoe przysiadła przy barze, zamawiając sobie piwo i bezceremonialnie wyciągając jedną nogę na stołku obok. Na to siedzenie wskoczył też Chibi, traktując but przyjaciółki, jak oparcie.
        - Hej, szukasz pracy? – zapytała rudowłosa barmanka, podając jej kufel piwa. Wydawała się całkiem przyjazna i z racji braku innych palących zamówień, zatrzymała się przy nowej dziewczynie. Natasza spojrzała na nią i pokręciła głową z uśmiechem.
        - Tylko piwa, dzięki.
        - Na pewno? Dobre pieniądze – kusił rudzielec, opierając się na ladzie. Nat jeszcze raz pokręciła głową, ale barmance chyba się chwilowo nudziło, bo wciąż nie odchodziła. - A czym się zajmujesz? - dopytała, a nordyjka aż się zastanowiła, wzruszając lekko ramionami.
        - Tym i owym - odpowiedziała, ale na minę rudzielca wyszczerzyła zęby w uśmiechu i usiadła normalnie na stołku. - Aktualnie opiekuję się dzieckiem.
        - Niania w burdelu!
        Dziewczyny parsknęły śmiechem, szybko zwracając na siebie uwagę. Chibi przeskoczył na ladę, chcąc znaleźć się bliżej centrum zainteresowania, wskutek czego został wyprzytulany i obcałowany przez Lisę (jak przedstawiła się barmanka), która “nigdy w życiu nie widziała nic piękniejszego”. Do Nataszy dosiadło się dwóch mężczyzn, którzy po pierwszym, drugim i piętnastym nieudanym flircie próbowali po prostu brać udział w rozmowie. Okazało się bowiem, że dziewczyny wyjątkowo sobie przypadły do gustu i trajkotały jakby znały się całe lata. Męska potrzeba bycia w centrum uwagi jest jednak niepohamowana i w końcu Natashy zaczęły przeszkadzać zaczepki ze strony sąsiadów. W pewnym momencie poczuła na udzie męską dłoń i obróciła się w stronę natręta z miłym uśmiechem.
        - Nie wolno dotykać towaru - powiedziała uprzejmie, stwierdzając że w ten sposób łatwiej pozbędzie się namolniaka.
        - Przecież tu nie pracujesz, słyszałem.
        - Kurde. Tak czy siak, zabieraj łapy - mruknęła, strącając z uda jedną rękę i z ramienia już drugą.
        - Hej, malutka, chcę się tylko z tobą napić.
        - To pij. Ja piję - stwierdziła Nat, ze śmiechem spoglądając na Lisę, ale zaraz wywracając oczami, gdy koleś znowu zarzucił na nią wielkie ramię. - Głuchy jesteś? Czego się pchasz na mnie, w burdelu jesteś, znajdź sobie dziewczynę - burknęła poirytowana i odwróciła się w przeciwną stronę. Pech chciał, że stołki miały obrotowe siedziska i uparty dureń po prostu odwrócił ją z powrotem. Nat parsknęła pod nosem i parodiując gesty natręta, położyła mu rękę na ramieniu, pochylając się w jego stronę.
        - Gościu, męczysz. Ale dobra, napijmy się - powiedziała rozbawiona, zwłaszcza gdy zobaczyła triumfalny uśmiech wielkoluda. - Zakład, że wypiję więcej od ciebie?
        - Wątpię, dziecinko.
        - To może się założymy? - zanuciła z zadowoleniem, spoglądając niewinnie znad kufla z piwem. Facet zaśmiał się głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem. Natasza odstawiła piwo. - Hej, Lisa! Będziesz nam polewać?
        - Ty tak serio?
        - No, a jak. Natasza jestem, skoro już mamy pić to bądźmy po imieniu.
        - Dobra, co mi szkodzi. Charlie – mężczyzna podał jej dłoń i uśmiechnął się niecnie. - Co dostanę jak wygram?
        - Twoją nagrodą jest już to, że pijemy. Ale jak ja wygram to… Lisa! Co jak wygram?
        - Charlie będzie przynosił wszystkim dziewczynom kwiaty do końca miesiąca! - wybuchła barmanka, znów rozlewając się na ladzie. Natasza parsknęła śmiechem.
        - Szybko to wymyśliłaś.
        Rudzielec wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem. Wzięła do siebie Chibiego i posadziła go na stołku po swojej stronie baru, bo przy Nataszy i Charliem powoli robiło się kółeczko.
        Pół godziny później po burdelu poszła fama, że jakaś blondyna pije z Charliem – dawnym wykidajło tegoż przybytku, o którym wiadomo, że za kołnierz nie wylewa.
        Ciekawostką było, że „blondyna” wygrywa.
Awatar użytkownika
River
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 3 lat temu
Lokalizacja: Zielona Góra
Kontakt:

Post autor: River »

        - Spóźniłeś się - rozbrzmiał surowy, kobiecy głos, po wejściu gada do przybytku. Od razu po zrzuceniu sobie z ramienia Natashy i zostawieniu z nią Chibiego, poszedł do pracy, nawet nie myśląc o tym by się obrócić w jej stronę i sprawdzić czy sobie niczego nie złamała, gdy ją "odstawił" na ziemię. Jedyne co zrobił nim całkiem zniknął im z oczu to... poprawił sobie swój ukochany kapelusz na głowie.
        - Nie spóźniłem się, to ty kazałaś mi przyjść za wcześnie. Jestem jak zwykle - burknął z obojętnością w głosie, jakby całkowicie zapomniał o tym, że kobieta w każdej chwili mogła wyrzucić go z pracy.
        Trafił jednak swój ma swego, bo właścicielka zamtuza nie zamierzała tak łatwo dać mu za wygraną. Postawiła przed nim kufel piwa i skierowała po tym swoje kroki w stronę stolika, przy którym czekało już na nią dwóch wstawionych rozbójników w średnim wieku. Ona sama nie była najmłodsza, ale po pierwsze burdelmama nie powinna być młoda, bo przecież musiało za nią przemawiać jakieś doświadczenie, by jakoś ogarnąć ten cały burdel i nie stracić interesu po pierwszych dwudziestu minutach. A po drugie... ludzie i tak byli tępi i nie miało dla nich znaczenia czy nemorianka, z którą się obecnie zabawiali miała trzydzieści lat, na które wyglądała, czy może jednak w rzeczywistości przeżyła prawie tysiąc wiosen.
        Ciekawe ile lat miała Aerith, gdy się poznali. Przez moment zastanawiał się czy jeszcze w ogóle żyła, choć raczej nie planował się z nią spotkać. I sam nie do końca wiedział dlaczego, skoro była jego pierwszą i jedyną w jego życiu przyjaciółką. Pociągnął ogromny łyk ze swojego kufla w zamyśleniu.
        - Jest piętnaście minut po dwudziestej - powiedziała nagle Morga, nim całkiem się oddaliła od smoka, a ten słysząc jak wiele się spóźnił, aż się zachłysnął postawionym przez kobietę piwem i to tak mocno, że miał ogromne trudności z opanowaniem ataku kaszlu i nabraniem tchu. - Na zdrowie, Jednooki - życzyła mu złośliwie, powstrzymując się przed dorzuceniem, że smok ma za swoje i żeby więcej się nie spóźniał, bo wywali go na zbity pysk.
        - Wstrętna wiedźma - zawarczał pod nosem, zerkając przez ramię, by się upewnić czy demonica nic nie słyszała.
        Dopił do końca i w pierwszej kolejności swoją prace zaczął od posprzątania zamtuza z pijanych do nieprzytomności klientów, na których przybytek tego dnia już raczej za wiele nie zarobi, a jedynie te kmiotki zajmować będą niepotrzebnie miejsce gościom zdolnym do wydawania jeszcze pieniędzy. Chwycił dwóch leżących na podłodze za szmaty i przeciągnął przez pół lokalu do bocznego wyjścia, gdzie wywalił ich przed budynek. Oczywiście w ślepej uliczce, a nie na główną, bo Morga jeszcze bardziej byłaby na niego wściekła i nie dziwiłby się jej, bo takie wystawianie pijusów przed budynek nie zachęca do odwiedzania przybytku.
        Kiedy powrócił do środka, od razu wyczuł irytująco znajomą aurę w karczmie. A dokładniej dwie. Nie trzeba chyba mówić, że nie podobało mu się, że Natasha przyszła do jego miejsca pracy i to jeszcze z Chibim. Go już tym bardziej nie powinno tutaj być. Był stanowczo za młody by przebywać w zamtuzie. Bardzo mocno raziło to nieokrzesanego gada. Skierował się w stronę upierdliwej kobiety, do której stworek się przyczepił, z zamiarem wywalenia ich oboje z karczmy, wcześniej wyjaśniając jej, że to nie miejsce dla opiekunek i dzieci. Dziewczyna jednak jak na złość jaszczurowi rozsiadła się wygodnie i zamówiła piwo, stając się pełnoprawną klientką lokalu. Nie mógł jej już tak po prostu wywalić. I z każdą chwilą było tylko coraz gorzej. Tutejsze dziewczyny bardzo szybko zainteresowały się świetlistym futrzakiem, który zaraz zaczął być przez nie miziany i przytulany ze wszystkich stron przez kurtyzany kręcące się, obecnie wolne kurtyzany. I to zupełnie za darmo! A River gdyby z usług którejś chciał skorzystać, najpewniej musiał by jeszcze dodatkowo dopłacić. I gdzie tu sprawiedliwość?
        Skrzywił się i wycofał czując na sobie srogie spojrzenie Morgi, choć ta powinna jeszcze dogadzać swoim klientom. Już widział jaką dostaje od niej reprymendę za przyprowadzenie do jej lokalu zwierzaka, jeszcze umysłowo w wieku dziecięcym, który odrywał od pracy jej dziewczyny. Może jednak lepiej było póki co nie przyznawać się do tego, że znał tę dwójkę. Póki go nie zauważyli było dobrze i oby pozostało tak jak najdłużej.
        Zajął miejsce pod ścianą zaraz przy samym wejściu i obserwował z założonymi na piersi rękami całe pomieszczenie. Chociaż "obserwowanie" w jego przypadku było dość umowne, bo poza aurami i tym co było w jakimś stopniu ciepłe oraz wydzielało ciepło, nic więcej nie widział. Gdyby miał sprawne choć trochę to jedno oko, może udałoby mu się coś pokombinować z ziołami i eliksirami i może udałoby mu się zrobić jakąś miksturę na poprawę wzroku, a tak musiał się z tym męczyć. Chociaż to i tak zawsze lepiej, niż być kompletnie ślepym.
        Spojrzenie utkwione miał w lokalu i tylko przeskakiwało z klienta na klienta, zatrzymując się może nieco dłużej na kuszących aurach pracujących tutaj dziewczyn, jednocześnie przy tym słuchał uważnie rozmowy dziewczyn przy barze, nie wspominając o tym, że był czujny, gdyby ktoś znów zamierzał porwać jego sługę. Parsknął cicho z rozbawieniem, gdy Lisa postanowiła wszystkim wszem i wobec zawiadomić, że dziewczyna z którą obecnie świetnie się bawiła, jest najzwyklejszą w świecie opiekunką do dzieci. I pije właśnie piwo w domu uciech cielesnych. Gad nie miał pojęcia, kto był na tyle tępy by zatrudnić i zostawiać swoje dziecko z taką kobietą, ale nie wątpił, że gdyby jej pracodawca dowiedział się o czymś takim, dziewczyna z miejsca najpewniej straciłaby pracę. Wypadałoby się już tak przyszłościowo rozeznać, kto jej daje na chleb, kto wie kiedy takie informacje mogą się okazać przydatne.
        Chwilę później zaczęło się robić jeszcze ciekawiej, bo do opiekunki dosiadło się dwóch typków, z czego jeden chyba pracował tu przed Riverem, a z drugim, jak dobrze gad kojarzył aurę, tłukł się zeszłej nocy podczas zawodów. Co prawda z jakiegoś powodu zdenerwowało go to, że w ogóle śmiali się do niej zbliżyć, a po tym nie dawali jej spokoju chociaż kazała im spadać, ale powstrzymał się od interwencji. Wolał się już dzisiaj nie narażać Mordze, bo naprawdę nie chciał tracić tej pracy. Piwo, interesujące panienki dokoła i możliwość obicia komuś mordy bez obaw, że wezwana zostanie straż i gada pociągną do odpowiedzialności karnej za wszczynanie burd. Praca jak marzenie. Poza tym obecnie i tak nic złego się nie robili, a gdyby podszedł i ich przegonił, dałby dziewczynom tylko powód do plotek na swój temat. Coś w stylu, że Natasha miałaby niby być jego dziewczyną, a on mimo tego pracował w burdelu. Wolał uniknąć takiej sytuacji, bo jak jakaś dziewczyna coś sobie ubzdura, to już nic tego nie zmieni, choćby dowody pokazujące, że się myliła, rzucone jej prosto w twarz. Kobiety już takie po prostu były.
        Gad nie miał zielonego pojęcia jak to się w ogóle stało, że gaszony co chwila zimną wodą flirt ze strony byłego wykidajły przerodził się w zawody picia. Wylewane były ogromne ilości piwa i najlepsze, że nordka się cały czas nieźle trzymała podczas, gdy mężczyzna powili zaczął wyraźnie przegrywać. Zrobił się całkiem niezły tłumek dokoła zawodników, a River wstał i zbliżył się do baru, by mieć oko na Chibiego, o którym dziewucha zdawała się całkiem zapomnieć w swoim ferworze picia. I ona nazywała się opiekunką? Obecnie prezentowała skrajnie nieodpowiedzialną postawę, nie godną żadnej opiekunki.
        Futrzak dostrzegając majaczący w tłumie biały kapelusz, od razu się ucieszył i z radosnym skrzekiem wyrwał Lisie, by znaleźć się przy swoim ukochanym przyjacielu. River się skrzywił i w pierwszej chwili odepchnął od siebie zwierzaka nogą, ale maluch nie dawał za wygraną. Zirytowany gad schylił się po zwierzaka, złapał zaniepokojonego w tej chwili stworka za skórę na karku i przepchnął się przez tłum centralnie do baru, wpychając się między Natashę i tego drugiego gościa siedzącego po drugiej jej stronie, który nie brał udziału w zawodach picia.
        - Czyje to jest? - zapytał oschle, trzymając Chibiego nadal za skórę, w powietrzu. Maluch spojrzał na swojego właściciela kładąc po sobie uszka i przeciągle, smutno za skomlał cicho. Nie rozumiał o co Riverowi chodzi, bo przecież wiedział, że River wie, że należy do niego. - To porządny lokal, zwierząt tu nie przyjmujemy z tego co pamiętam - burknął zerkając surowo na Natashę.
        Nagle jednak w jednej chwili Lisa wyrwała stworka z rąk Jednookiego, nie mogąc już dłużej patrzeć na to, jak brutalnie gad trzymał zwierzaka. Przytuliła go mocno do siebie i pogłaskała delikatnie po prawdopodobnie bolącej malucha skórze na karku. Pocałowała go również w łepek, by się już nie bał i o nic nie martwił.
        - On jest mój - powiedziała bez wahania, puszczając ukradkiem oczko Natashy, dając w ten sposób znak, że będzie ją kryła przed tym gburem. - Nie miałam go z kim dzisiaj zostawić, a już niejednokrotnie grzecznie ze mną przebywał w karczmie, jeszcze zanim cię tu zatrudnili. On nigdy nie narobił żadnych szkód i Morgana nie ma nic przeciwko by tu przebywał - stwierdziła śmiało, a gad patrząc na nią uniósł jedną brew. Nie do końca przekonany jej tłumaczeniami.
        - Skoro tak, to nie powinnaś mieć nic przeciwko temu, bym poszedł zapytać o to Morgę, w przeciwnym razie sierściuch czeka na ciebie na dworze - powiedział na co dziewczyna się mocno zaniepokoiła.
        Chibiemu, który odkąd zobaczył Rivera ani na moment nie oderwał od niego spojrzenia, zeszkliły się oczka, do których napłynęły łzy. Cały czas uważnie słuchał swojego pana i... rozumiał jego słowa tak, jakby River go już nie chciał. Zaskomlał cichutko, błagalnie, patrząc na gada, a gdy ten odwrócił się w ogóle tym nie poruszony, jakby naprawdę nie znał zwierzaka i zamierzał zapytać się burdelmamy o to czy maluch może tu przebywać, Chibi wyrwał się z objęć Lisy, zanosząc się płaczem i pobiegł do wyjścia z karczmy. Akurat ktoś wchodził, więc nie miał większych problemów z opuszczeniem budynku i ucieczką w tylko sobie znanym kierunku. River zaklął cicho pod nosem, nie mogąc zrozumieć za jakie grzechy musiał się męczyć z takim idiotą. W sumie w obecnej chwili nawet nie wiedział co miałby zrobić, bo z pracy się urwać nie mógł, a poza tym gdyby teraz za nim pobiegł wyszłoby na jaw, że to jego zwierzak. A że przyszedł tutaj razem z Natashą...
        I nagle plask! Nie zauważył kiedy pojawiła się przed nim jedna z dziewczyn, a jej uderzenie zrejestrował dopiero po tym, jak zdzielony policzek zaczął go palić żywym ogniem. Otworzył szerzej oko, przyglądając się jej oszołomiony, nie rozumiejąc o co jej chodzi i za co to w ogóle było.
        - Oby cię piekło pochłonęło, dupku - warknęła na niego ta dziewczyna, idąc zaraz do Lisy i Natashy by może ustalić jakiś plan działania, by znaleźć malucha, aby nie stało mu się nic złego. Naprawdę się o niego martwiła, podczas gdy dla smoka liczyło się bardziej to, aby nikt go nie wyrzucił z pracy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Demara”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość