Równina DriviiWielkie Łowy

Wielka równina słynąca przede wszystkim z trzech jezior. Legenda głosi, że trzy siostry Cara, Sitrina i Doren - księżniczki Demary, córki króla Filipa miały zostać wydane za książąt Elisji, Fargoth i Serenai by utrzymać pokój pomiędzy krainami. Jednak żadna nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa Księżniczki uciekły więc na północ kraju i nigdy już nie wróciły. Legenda głosi, że stały się one Nimfami i każda objęła panowanie nad jednym z jezior.
Awatar użytkownika
Aloe
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Kupiec , Badacz , Mag
Kontakt:

Post autor: Aloe »

- Nie dziś - odpowiedział żwawo. - Akurat im spacer dobrze zrobi.

- Dwóch mężczyzn z włócznią, jeden za przynętę lub poganiacza i tyle byłoby z bajki o strasznym misiu. Ale tu przychodzą całe oddziały, balisty. Ci, których stać na kaprysy, ściągają nawet armaty ze statków, zatrudniają magów, specjalistów od zwiadu, szpiegów i kapłanów, egzorcystów i wszystkich innych, którzy chcą zdobyć trofeum. Zabijając czy płacąc za to, co tak wszystkich terroryzuje. Poza tym, co to za stwór jest? To straszą ludzi smokiem, chociaż sprawdzając świadków, to każdy widział co innego. Albo nagle zjechał się w okolicę cały bestiariusz, albo przez jakąś magię cholerstwo potrafi się zmieniać.
- I z przygotowaniami spóźniliśmy się jakiś miesiąc - wtrącił młody.
- Tak. Osoby, które miały zebrać dokładniejsze informacje, nie wróciły. - Girmuald podrapał się po karku. Przemilczał myśl, że prawdopodobnie zostały przekupione albo dorwała ich konkurencja prędzej niż sam tajemniczy stwór.

Wtedy Freya się uniosła.
Młody podskoczył na siedzeniu, a Grimuald obejrzał się wolno za kierunkiem, w poszukiwaniu "skurwysyna" jednak kandydatów było zbyt wielu, by upatrzył tych z odpowiednimi tarczami.

- Odwar z nagietków i rumianku dla połamanego nosa. Dzban czegoś dla smaku i cztery porcje tego, co macie w garnku i wszystkim polecacie. Pozdrów ojca od Grima. - Położył na stół kilka złotych groszy, które dziewczyna zręcznie zawinęła pod wcięcie w fartuchu.

- Ty też tu za łupem? - spytał młody Freyę.
Awatar użytkownika
Freya
Błądzący na granicy światów
Posty: 10
Rejestracja: 10 miesiące temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Myśliwy , Wojownik , Zwiadowca
Kontakt:

Post autor: Freya »

        Freya zastanowiła się nad pytaniem. Osobiście zaczął ją intrygować fakt, że tylu ludzi się zbiera na jakiegoś zwierza. A jeszcze bardziej, że niedobitki Egrvyna też są tym zainteresowani.
        - Można tak powiedzieć młodziaku - odpowiedziała. Uznała, że to może być coś interesującego dla klanu Vallarheim, a jak nie, to ubicie niedobitych nordyjczyków, zamknie pewny etap. A w danej chwili, rozpoczął się inny... etap ucztowania!
Jadło zawitało na stole. Cztery porcje na trzech. Najwidoczniej staruch chciał zagłodzić nordkę taką przystawką więc zagarnęła dla siebie dwa talerze i cały dzban jakiegoś płynu dziwnego w smaku. Nie minęło długo, jak pochłonęła wszystko co jej dano. Była jak wygłodniały wąż, który pochłaniał jedzenie w całości zalewając przy tym całość czerwonym płynem.
        Dzban uderzył o stół, a mały kawałek naczynia się ułamał. Freya poczuła się... milusio...
        - Młody, rada. Jak zamierzasz opuścić miasto i nie wracać, to zbierz ziomków (hic) i ostukaj mordy tym co ci ostukali. Bo w życiu o stukanie chodzi. - Freyi się odbiło i burknęła raz a donośnie. Spojrzała na Grimualda. - Dobra, rozumiem, że chcecie ubić to coś, a pindzia w tym czasie będzie siedzieć w koszyczku i czekać. Pytanie, jak chcecie się pozbyć reszty gromadki przed zadaniem ostatecznego ciosu? Chyba nie jesteście z tych ''DlA KeRych LiczY SiĘ PrzyGodA''- Freya w przedrzeźniła ''tych'' w błazeński sposób.
Awatar użytkownika
Aloe
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 1 miesiąc temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Kupiec , Badacz , Mag
Kontakt:

Post autor: Aloe »

Grimuald uniósł ramiona w geście bezradności:
- Nasz informator nie przyszedł, zwiadowca nie wrócił. Zleceniodawczyni dziś nie w sosie, a pozostali płacą więcej niż ona. Pomysł był, by podniebny galeon porwać, co go krasnoludy aż z pustyni ze sobą przytargały, ale krasnoludy płacą więcej, by ich maszyny strzec niż pomagać w polowaniu. Trochę to jak pchanie się na arenę, gdzie wojowników tak dużo, że przepychają się ramionami.
- Zabawa pod salony, wysoko urodzonych - wtrącił się młody. - Nic tu po nas.
- Dzbanek się kończy. Idź chłopcze szturchnij kelnerkę, by uzupełniła nasze zapasy.

Chłopak poszedł, przyniósł wraz z kelnerką jadło i napoje. Wpadli też ludzie Grimualda. Czwarta osoba, zwiadowca, się nie pojawiła. Pili, jedli, głośnio hałasowali i jak to zwykle z chłopami w cywilizowanym miejscu bywa, dali sobie po ryju, przewrócili stołki, połamali krzesła. Szlachecka część gawiedzi się zmyła. Ci, co przed zmrokiem się wyzywali od najgorszych i okładali się pięściami po twarzach, nad ranem i przy kuflach szarpali się za ramiona, patrząc sobie w oczy i komplementując, że oni tacy do siebie podobni i odwiedzali te same dziewki w łaźniach rozrzuconych po całej równinie.



Co do Serca. Jedna musi obejść się bez niego. Zemsta. Inna będzie musiała jeszcze na nią poczekać.


KONIEC
Zablokowany

Wróć do „Równina Drivii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość