Jadeitowe Wybrzeże[Turmalia i wioska za rzeką Anibia] Wśród Nas

Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Lullasy
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 108
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

[Turmalia i wioska za rzeką Anibia] Wśród Nas

Post autor: Lullasy »

        Był środek dnia, a port pasażerski Turmalii był pełen zgiełku i aktywności, zarówno na lądzie, jak i na statkach które do tego przybiły. Ludzie wszelkiej maści, pochodzenia i statusu społecznego jakimś cudem dawali radę zajmować się swoimi sprawami pomimo wszechobecnego natężenia ludności. Para Alarianów próbowała namówić kapitana statku, aby ten wziął ich na pokład za cenę niższą niż zwykle. Tarianinka, odziana w stosunkowo prymitywne odzienie ze skór, była widocznie przytłoczona ilością osób dookoła niej, przez co bardzo szybko znikła w tłumie. Załoga Mahińczyków przekrzykiwać się z grupą Eravallów, oskarżając siebie nawzajem o bóstwa wiedzą co, a para strażników bezradnie przyglądała się temu, nie mając dowodów na występki wymieniane przez obydwie strony konfliktu. Szlachcic właśnie wrzeszczał groźby śmierci za dzieckiem, które uciekało sakwą pełną monet w rękach, w czasie gdy wychudzona twarzyczka dzierżyła uśmiech na widok swej zdobyczy.

        Wszystko to działo się jednocześnie, lecz nikt nie był świadomy całokształtu sytuacji odbywającej się w porcie. Nawet bogowie mieliby problem z zauważeniem wszystkiego, co działo się obecnie. Nic więc dziwnego, że Lullasy straciła dech w piersiach, ledwie jej wężowe ciało spełzło po trapie na kamienną posadzkę portu. Ocean ludzi, który rozciągał się przed nią, był równie wspaniałym, co przerażającym zjawiskiem, nigdy wcześniej bowiem nie miała okazji znajdować się w porcie w najaktywniejszym dla takowego okresie.

        Gdyby była sama, to by pewnie natychmiast padła na ziemię, już teraz bowiem niedobrze jej było od tak wielkiego tłumu. Każdy tutaj był ważniejszy od niej, musiała więc zagwarantować, iż okaże szacunek wobec wszystkich obecnych. Musiała unikać kontaktu wzrokowego, co by nie urazić nikogo, lecz gdziekolwiek nie spojrzała, tam ktoś był, a patrzenie w dół prędzej czy później sprawi, że wpadnie na kogoś swoim pół-gadzim cielskiem, co było bardzo, ale to bardzo niepożądane dla eugony.

        Na całe szczęście nie była sama. Z ataku paniki wyciągnął ją odgłos mruczenia oraz narastający nacisk na środkową część jej ogona. Kot, którego cztery łapy były przyozdobione czterema butami z czarnej skóry o niewielkich obcasach, ocierał się o jej łuski i wydawał przy tym gest aprobaty. Nie robił tego dla eugony, a po to, aby zaspokoić swój swędzący grzbiet, ale to nie zmieniło faktu, iż Lullasy uśmiechnęła się, widząc, iż futrzak wciąż jest u jej boku.

        Narastające na głośności syczenie wkrótce dołączyło kocich odgłosów, na co naturianka zareagowała bezradnym westchnieniem. Jej żywa fryzura, która najwyraźniej zazdrosna była o uśmiech obdarowany odzianym w buty stworzeniu, głośno wyrażała swoje niezadowolenie, a co odważniejsze wężowe główki nawet ostrzegawczo otwierały swe paszcze i szczerząc swe pozornie groźne kły. Nim zdołały jednak większy raban narobić, wężowa niewolnica zaczęła głaskać każdego węża z osobna, aż w końcu te uspokoiły się, i zamiast walczyć z kotem, skupiły się na patrzeniu na to, co się dzieje dookoła.

        Odgłosy kroków na trapie poinformowały ją, iż ktoś się zbliża, i po chwili u jej boku była Sechmet. Smokołaczka była w swej ludzkiej formie i wyglądała, jakby chciała zapaść się pod ziemię. Unikała patrzenia na kogokolwiek, pseudosmok zaś, którego dzierżyła w rękach, służył jej za źródło niemalże nieobecnej odwagi, ściskała go bowiem z taką siłą, iż mniejsza gadzina miała mord w oczach. Mimo tego, co większość nazwałaby torturami, Ami znosił to dzielnie, wiedział bowiem iż jedyną alternatywą byłoby ogłuszenie smokołaczki i ciągnięcie jej po ziemi, co nie dość, że byłoby męczące, to w dodatku podejrzane w oczach tutejszej ludności.

        Eugona była spokojniejsza wiedząc, że jest w towarzystwie zmiennokształtnej i jej łuskowatego przyjaciela. Dzięki temu mogła się skupić na niej i tym, co ona będzie mówić. Nawet jeśli Sechmet nie traktowała Lullasy jak niewolnicy, to naturianka czuła się lepiej, gdy mogła choćby udawać, iż prośby i sugestie brunatno-włosej są rozkazami, które trzeba było wypełnić.

“Jak długo jeszcze będę musiała walczyć z moim przeznaczeniem?”

        Odgłos skrzypiącego drewna sprawił, iż odwróciła się, dzięki czemu mogła zauważyć, iż trap został uniesiony, a statek szykował się do odpłynięcia z portu. Na burcie widać było machającą ku nim załogę, wliczając w to kapitana, któremu zawdzięczali zarówno transport, jak i swoje życia. Nie chcąc urazić ich, Lullasy pochyliła głowę w ich stronę, zamiast odpowiedzieć tym samym gestem. Gdy statek zaczął się oddalać, Lullasy wyprostowała się i spojrzała po raz ostatni w stronę jednostki, wspominając to, jak doszło do tego, że w ogóle spotkali się ze sobą.

        Było to tydzień temu, kiedy Eugona, Sechmet oraz jej brat, Onuris - w towarzystwie kota i pseudosmoka - zostali ocaleni przed niechybną zgubą. Ich desperacja w tamtym czasie sprawiła, że postawili nogi na nawiedzonym statku, lecz nim ich los został przypieczętowany, zostali ocaleni przez tego samego kapitana, który to teraz odstawił ich w porcie Turmalii. Broda jego gęsta i czarna jak nocne niebo, postura godna wilka morskiego, odzienie zaś jak te z bajek o morskich śmiałkach, których dzieje inspirują młode pokolenia Alaranii.

        To właśnie on, znając sekret nawiedzonej jednostki, ostrzegł ich, a następnie zaoferował im zarówno miejsce na statku, jak i możliwość zapracowania na to miejsce. Cała trójka i ich zwierzaki skorzystały z tego, choć każdy inaczej przeżył statek i jego realia.

        Eugona, wiecznie służka, robiła wszystko, co mogła, aby odwdzięczyć się za łaskę, jaką okazał im kapitan. Raz doszło nawet do tego, iż źle zrozumiała słowa jednego z marynarzy i próbowała oddać mu się w jego kajucie, co do końca podróży było głównym obiektem żartów wśród załogi, która najwyraźniej była po prostu zbyt miła, by choćby pomyśleć o skorzystaniu z wdzięków naturianki. Jej włosy były na nią bardzo złe, zarówno za próbę zbezczeszczenia jej ciała a ich posiadłości, jak i również za to, że doprowadziła do upokarzającej sytuacji. Kot w butach tymczasem miał najlepszy dzień swojego życia, mogąc bez końca obrażać kiepski gust każdego, nawet kapitana, którego ciężko było oskarżyć o jakąkolwiek zbrodnie przeciwko modzie.

        Sechmet, niezbyt rozmowna czy skora do robienia czegokolwiek w obecności licznych nieznanych jej osób, była niczym cień niewolnicy, podążając za nią, gdy tylko mogła. Każda próba nawiązania rozmowy w wykonaniu marynarzy kończyła się tym, że chowała się za kimś lub za czymś, albo wprost uciekała do swej tymczasowej kajuty. Ami, którego zadaniem było najwyraźniej wieczne opiekowanie się swoją niezdarną właścicielką, także był nadzwyczaj często w towarzystwie Lullasy.

        Onuris… po prostu znikł. Pierwszego dnia lenił się i spał, a gdy nastała noc ślad po nim zaginął. Na początku była panika, niektórzy podejrzewali bowiem iż wpadł do wody jakimś cudem, szybko jednak sprawę uspokoił brodaty kapitan, zapewniając wszystkich, że smokołak o własnych siłach wzbił się w powietrze i udał się we własną stronę. Skąd kapitan to wiedział nie zostało później wyjaśnione, ale człowiek ten był na tyle przyjazny, iż żadna z kobiet nie kwestionowała jego zdania.

        Poza tym podróż była stosunkowo nudna w porównaniu do tego, co każda z kobiet musiała dotychczas przeżyć. Był to odpoczynek, na który obydwie zasłużyły, choć Lullasy miała ciężki czas z przestawieniem się na spokojny rytm dnia. Nocami budziła się z krzykiem, jej umysł nawiedzany wizjami tego, jak mogła zginąć podczas swych nieplanowanych przygód, zaś gdy nastawał wieczór, cienie wyglądały dla naturianki niczym źródło potencjalnego zagrożenia, zaś skrzypienie statku momentami przypominało odgłosy kogoś lub czegoś, co miało przynieść jej zgubę.

        Lullasy porzuciła wspominanie, powracając do rzeczywistości. Statek, z którego niedawno zeszła był już ledwie punktem na horyzoncie, tak samo, jak to, co się stało na nim, było ledwie wspomnieniem, a nie częścią obecnej rzeczywistości.

“Mam nadzieję, że zdołam się odwdzięczyć kapitanowi tego statku, jeżeli tylko kiedykolwiek spotkamy się ponownie...”

Odwracając się w stronę sechmet, niewolnica przemówiła, przyjazny uśmiech na jej ustach równie niegroźny co sama niewolnica.

- Panienko Sechmet, ruszajmy wgłąb miasta. Nie wiem co nas czeka, ale przydałoby się znaleźć miejsce, gdzie będę mogła swoimi usługami zapracować na nasz dalszy byt. Im szybciej to zrobimy, tym mniejsza szansa, iż kolejne nieszczęście nas napotka.

        Propozycja dalszych działach to nie był nagły wymysł niewolnicy. Podczas podróży na statku smokołaczka i eugona spędziły trochę czasu na przemyślenie tego, co będą robić dalej… czy też raczej to Sechmet rozmyślała na głos, a Lullasy - jak na niewolnice przystało - jedynie przytaknęła od czasu do czasu, okazjonalnie odzywając się, jeśli z jakiegoś powodu myślała, iż słowa jej mogą pomóc zmiennokształtnej w dokonaniu poprawnej pozycji. W ten sposób kobiety ustaliły, że spróbują znaleźć swe miejsce tam, gdzie wysiądą ze statku, nawet jeśli miałoby to być jedynie tymczasowe rozwiązanie. Obydwie przeżyły ostatnio zbyt wiele ucieczek, magicznych portali i walki o życie, stąd też liczyły, że w ten sposób będą mogły zaznać, choć odrobiny spokoju.

        Nie marnując dłużej czasu, obydwie zaczęły przeć przed siebie, co okazało się… zaskakująco łatwe. Nieustanny potok ludzi w porcie wydawał się straszny z daleka, ale gdy tylko zbliżyły się, ludzi zaczęli ustępować, zatrzymując się w miejscu albo przyspieszając, co by zejść im z drogi. Lullasy była przez chwile zaskoczona, myląc zachowanie tutejszych z absurdalną wręcz gościnnością. Niemal nie zaczęła dziękować wszystkim dookoła za to, że dają im przejść i że nie depczą jej po ogonie, lecz po chwili usłyszała, że reakcja bardziej zwierzęcych towarzyszy była… mniej przyjazna.

        Kot w butach, który obecnie korzystał z jej ogromnego ogona jako ze środka transportu, patrzył na tych, co byli dookoła nich, sycząc i parskając. Lullasy obróciła się by skarcić go, lecz powstrzymała się, gdy zauważyła, iż futro jego było nastroszone, jakby zwierzak próbował odgonić zagrożenie. O dziwo węże na jej głowie były ciche, co było niepokojące dla kogoś, kto znał ich charaktery. Uniosła wzrok w górę i ujrzała pyszczki szeroko otwarte, szczerzące kły, oraz języki ostrzegawczo smagające powietrze. Jej żywa fryzura była równie poważana i gotowa do walki co kot, który jej towarzyszył. Spojrzenie w lewą stronę obdarowało ją podobnym widokiem - Sechmet nie wiedziała co się dzieje i wpatrywała się w Amiego, który wyglądał, jakby miał zaraz wyrwać się z jej rąk i rzucić się na ludność, którą mijali.

“Nie rozumiem. Przecież jesteśmy wokół ludzi, nie ma tu ni potworów, piekielnych czy innych istot, które mogłyby nas skrzywdzić…”

        Nie chcąc trwać w niewiedzy ani chwili dłużej, Lullasy bardzo ostrożnie zaczęła przyglądać się tym, których mijali. Alarianie, Tarianie, Mahińczycy, Eravallowie, młodzi, starsi, biedni, bogaci… wszyscy się im przyglądali, każdy w inny sposób. Jedni mierzyli ją wzrokiem ze zdziwieniem, ci pewnie po raz pierwszy widzieli przedstawicielkę jej gatunku. Byli też tacy co swe dzieci i kobiety chowali za sobą, ich twarze wykrzywione przez negatywne emocje, od strachu zaczynając i na nienawiści kończąc. Tyle ile twarzy zobaczyła, tyle było reakcji, lecz jedna rzecz była zdumiewająco jasna - nikt nie patrzył na nich w przyjazny sposób, a ich wrogość szczególnie skupiona była na eugonie i pseudosmoku, co pozwoliło niewolnicy bardzo trafnie zgadnąć co się tak naprawdę dzieje.

“Poza nami nie ma tu praktycznie żadnych ras poza ludźmi… trafiliśmy do miasta gdzie nie-ludzie nie są mile widziani.”

        Byli w niebezpieczeństwie, nie wątpiła bowiem że ci, którzy tym miastem władają i którzy to odpowiedzialni są za porządek w mieście, podzielają opinię ludu. Złapała lewą dłonią za ramię Sechmet i przyśpieszyła, a jej silne ruchy ogona niemal zrzuciły futrzaka w butach z jej łusek.

- Panienko Sechmet, nie powinniśmy tu być! - Wypowiedziała na głos, wciąż posuwając się naprzód swym pół-wężowym cielskiem. Nie dbała już o dyskrecje, ani tym bardziej o zasady które jako niewolnica powinna przestrzegać, przez co korzystała z tego, że ludzie unikali ją jak ognia, gdy tylko ją zobaczyli, dając jej możliwość pójścia w dowolną stronę bez jakichkolwiek przeszkód. - Musimy wydostać się z miasta, inaczej nie wiem, co się z nami stanie!

        Sechmet była obecnie wszystkim, co Lullasy miała. Była osobą, której to mogła słuchać i z którą mogła rozmawiać. Mało tego, nawet jeśli zmiennokształtna nie widziała niewolnicy jako swojej własności, to zdawała się cenić jej trud i dbać o nią. Gdyby nie Sechmet, wężowa dama byłaby sama, i prawdopodobnie już dawno padłaby gdzieś na uboczu, a jej życie zgasłoby niczym świeca wystawiona na wiatr. Z tego też powodu, jak na niewolnice przystało, eugona nie chciała dopuścić by smokołaczce stała się krzywda, co było bardzo realnym zagrożeniem w ich obecnej sytuacji. Dlatego też pełzła do przodu, ciągnąc za sobą swą towarzyszkę. Miała nadzieje, że zdołają ucieknąć wgłąb miasta, gdzie ludzi będzie mniej, a gdzie jest też szansa, że znajdą wyjście z tego nieprzyjaznego środowiska, albo chociaż miejsce, gdzie wrogie im spojrzenia ich nie dosięgną.

        Ludzi było coraz mniej przed nimi, odsłaniając ulicę ciągnącą się dalej, niż wzrok sięgał. Za nimi narastał zgiełk, bez wątpienia wywołany ich obecnością. Lullasy już wpatrywała się z jedną z uliczek, gdzie cień budynków oraz prawdopodobna pustka zagwarantowałaby im spokój, oraz czas na przemyślenie dalszego planu działania, lecz po chwili widok uliczki zastąpił widok pełnej zbroi płytowej, która nagle zagrodziła jej drogę.

- Na królową, co to ma znaczyć?

        Lullasy nie miała wyboru jak zatrzymać się i spojrzeć na strażnika, który to zagrodzili dalszą drogę. Nosił na sobie herby miasta, a w ręku dzierżyli halabardy. Głowa jego skryta była przez hełm, ale brzmiał na starca, i już swoją broń dzierżył w obu dłoniach, gotowy do obrony siebie i innych. Ludzie dookoła zaczęli podnosić swój głos, zarówno ci, co wcześniej tu byli, jak i tłum, który od samego początku podążał za śladem smokołaczki i eugony.

        Lullasy milczała, nie chciała bowiem sprowokować tego, który najwyraźniej był na tyle zaznajomiony z eugonami, by być gotowym do walki na widok takowej. Sechmet, najwyraźniej wciąż w szoku, także nie odezwała się ani słowem. Zarówno węże na głowie naturianki, jak i dwa zwierzaki towarzyszące kobietom, zrobiły się nieco bardziej potulne, zaprzestając agresywnych zachowań, były bowiem na tyle mądre, by wiedzieć, że straszenie osoby przed nimi tylko pogorszy sprawę.

- Ty! - Strażnik wskazał halabardą na sechmet. - Nie wyglądasz na tutejszą, co sobie myślisz, sprowadzając do Turmalii tak niebezpieczne stworzenia? Wytłumacz się, póki jeszcze lud nie zdecydował za mnie.

        Starzec miał rację - ludzie dookoła, widząc, iż strażnik konfrontuje źródło ich niepokoju, zaczęli coraz głośniej i coraz śmielej wyrażać dezaprobatę wobec istnienia Lullasy, jak i również wobec tej, która ją tu sprowadziła. To była najgorsza możliwa sytuacja, w jaką mogły wpaść… ale niewolnica zauważyła w tym nadzieje na to, że opuszczą to miasto szybko i bezboleśnie, wystarczy tylko, że zrobi to, co szło jej najlepiej.

- Panienko Sechmet! - Wykrzyknęła nagle eugona, głos jej pełen żalu i rozpaczy. Ludzie dookoła wystraszyli się, zaś człowiek w zbroi mocniej zacisnął ręce na drzewcu swej broni, lecz nim doszło do dalszej eskalacji, wężowa dama puściła ramię smokołaczki, tylko po to, aby natychmiast paść na twarz przed zmiennokształtną, jak na pokutującą niewolnicę przystało. - Wybacz mi o Pani, to przeze mnie trafiłaś na zły statek, to przeze mnie oddzieliłam nas od twej eskorty i to przeze mnie spadły na ciebie te bezpodstawne oskarżenia. O moja właścicielko najszlachetniejsza, błagam cię, nie używaj swej potężnej magii na mym ciele, nie zniesie ono bowiem kolejnej kary, a me nic niewarte ciało nie byłoby w stanie pomóc ci podczas podróży, gdyby bezpowrotnie zostało złamane, nawet jeśli zasługuje na to, aby po wieki cierpieć za moje przewinienia!

        Dobra niewolnica nie była tylko posłuszna, ale też wiedziała jak się zachować. Przy czym nie chodzi tylko o etykietę - prawdziwa niewolnica wiedziała bowiem jak kłamać dla swego pana, aby tego uchronić od wszelkich nieprzyjemności. Dlatego też, gdy naturianka skorzystała z tego, że Sechmet automatycznie została uznana - prawdopodobnie przez swoją ludzką formę - za osobę w ten czy inny sposób odpowiedzialną za nią. Dzięki temu wiedziała, że ludzie dookoła uwierzą w jej wyjaśnienia, w czasie gdy nawiązanie do nieistniejącej magii jako sposobie zachowania kontroli nad niewolnicą powinno uspokoić tego, który domagał się wyjaśnień.

        Jedynym słabym punktem tego były zwierzęta, jak i jej gadzia czupryna, ale te po raz kolejny wykazały się nadzwyczajnym instynktem samozachowawczym, były ciche i potulne bowiem jak mysz pod miotłą. Szczególnie gadziny, które zastępowały jej włosy, zachowały się adekwatnie do sytuacji. Lullasy była za to wdzięczna - ostatnimi czasy wydawały się one dosyć rozwydrzone, a to nie pomogłoby w przekonaniu, iż Lullasy nie stanowi zagrożenia ze względu na zmyśloną potęgę smokołaczki.

- ...Huh.

        Strażnik natychmiast opuścił oręż i odetchnął. Widać było nawet, iż postawa jego rozluźniła się, nogi jego bowiem delikatnie ugięły się pod nim, a ramiona opadły. Pewnie był równie zestresowany potencjalnym konfliktem co Lullasy i Sechmet, tyle że wcześniej nie pozwolił, aby było to po nim widać. Ludzie dookoła wciąż mieli swoje wątpliwości, co było słychać, ale na całe szczęście to nie oni byli odpowiedzialni za porządek w mieście.

- Dobra, dosyć tego przedstawienia! Rozejść się, nie ma tu czego oglądać! - Głos starca rozległ się, a on sam chwycił halabardę w jedną dłoń i oparł się o nią, prawdopodobnie zmęczony tą sytuacją, choć ciężko było powiedzieć czy fizycznie, czy też emocjonalnie. Patrzył się w stronę Sechmet, ignorując niewolnicę, która nie śmiała się choćby drgnąć odkąd zakończyła swoje przedstawienie. - Cieszę się, że sprawa jest mniej problematycznam niż to początkowo wyglądało, panno Sechmet, ale niestety nie mogę pozwolić pani zostać w tym mieście. Pani niewolnica sprowadzi w tym mieście kłopoty dla pani, jak i również dla straży, dlatego też proszę mi pozwolić panią wyeksportować do północnej bramy.

        Sechmet milczała, nie wiadomo czy wciąż straumatyzowana tym, że nieomal została zaatakowana, czy też może ze względu na to, że nie spodziewała się tego, co zrobiła Lullasy dla ich bezpieczeństwa. W każdym razie strażnik uznał brak sprzeciwu za zgodę, podniósł bowiem halabardę i obrócił się w kierunku przeciwnym do portu.

- A i bym zapomniał… Prosiłbym, by pani odstawiła… karanie… swej niewolnicy do czasu aż opuścimy miasto. Z tego, co zrozumiałem, nie jest to coś, co niewiasty i dzieci tego miasta powinny oglądać.

        W ten oto sposób, gdy tylko Lullasy przestała płaszczyć się przed swą “właścicielką”, grupa udała się za strażnikiem, którego to obecność sprawiła, iż przebycie miasta było ledwie formalnością, która upłynęła w spokoju. W tym to czasie Lullasy była w głębokim zamyśleniu, wracając momentem do momentu, kiedy to padła na twarz przed Sechmet.

“To byłam ja, ta prawdziwa ja… albo cień tego, co ze mnie zostało? Umysł mówi mi, że to jest to, czym powinnam być. Czemu więc serce zdaje się nie zgadzać ze mną?”

        Chciała dłużej użalać się nad swoją sytuacją w zaciszu swego umysłu, ale mieszkańcy jej głowy - którzy to najwyraźniej zdołali zauważyć ponurą minę eugony - zaczęli dziabać ją po uszach. Ich atak, choć wyglądał boleśnie, był w rzeczywistości niegroźny, gady były bowiem na tyle wyrozumiałe, by nie krzywdzić naturianki swoimi kłami.

- ... Dziękuje. - Wyszeptała wężowa dama, w zamian głaskając swoją gadzią czuprynę. Dzięki temu dane jej było słyszeć symfonię zadowolonych syknięć, a ludzie, których mijała, patrzyli się ze zdziwieniem na to, jak ktoś obdarowywuje uczuciem swoje “włosy”



        Strażnik zaprowadził ich aż do bram miasta, a następnie pod jego bacznym wzrokiem były one zmuszone opuścić Turmalie. Nie chcąc być za blisko miasta, w którym nie są mile widziane, kobiety i ich zwierzaki szły wzdłuż szlaku prowadzącego na południe, aż w końcu mury miasta były ledwie widokiem na horyzoncie, a szansa na to, że zostaną zauważone przez strażników, była znikoma. W końcu mogły odetchnąć, co Lullasy wykorzystała, kładąc się na trawie tuż obok szlaku. Jej serce bowiem wciąż waliło jak młotem, zaniepokojona była bowiem możliwością tego, że jej kłamstwo zostanie w jakiś sposób ujawnione, w wyniku czego mogliby zacząć je ścigać.

- Panienko Sechmet… Mam nadzieje, że nie masz mi za złe tego, co zrobiłam w akcie paniki. - Lullasy wpatrywała się w niebo, nie mając odwagi, by spojrzeć swej rozmówczyni w oczy. Słońce dnia wciąż grzało jej skórę i łuski, ale widać było liczne chmury, wszystkie w odcieniach głębokiej szarości. Gołym okiem widać było, jak te nabierają na wielkości i liczebności, co mogło oznaczać burzę, a przynajmniej tak zgadywała niewolnica, przewidywanie pogody nie było bowiem zdolnością, którą posiadała. - Wiem, że nie życzysz sobie być moją właścicielką, i w pełni szanuje twój wybór, ale bałam się. Bałam się, że jeśli nie nic nie zrobię, to stanie się nam… tobie krzywda, a mimo wszystko nie chciałabym, aby moja pasywność doprowadziła do cudzej szkody.

        Lullasy leżała tak dalej, chcąc zebrać siły na dalszą drogę… nawet jeśli nie wiadomo było, gdzie powinny się udać. Z tego stanu rzeczy postanowił wykorzystać, oto bowiem podszedł tuż obok głowy niewolnicy, która zauważyła jego obecność kątem oka.

- Oh, to ty. Czego sobie życzysz, futrzany towarzyszu? Jeśli chodzi o jedzenie, to niestety nie wiem, kiedy będziemy mieli okazję coś spożyć.

        Kot w ogóle nie zareagował na słowa eugony, zamiast tego bacznie obserwując ją… choć jednak nie, to nie naturiance się przyglądał, a jej żywej fryzurze, która także postanowiła gapić się bez powodu na kota. Para kocich oczu stanęła do bezlitosnej walki z kilkudziesięciu gadzimi ślepiami, w czasie gdy chmury nad nimi stawały się coraz paskudniejsze z każdą nadchodzącą sekundą. W końcu kot przestał po prostu patrzeć i podszedł do wężowych ciał wyrastających z czubka głowy eugony… po czym na siłę wszedł pod nie. Rzecz jasna węże stawały opór, ale ze względu na nieopisywalną więź między nimi a nietypowym futrzakiem, nie próbowały one zadawać ran, jedynie wypchać kotowatego z dala od siebie, przez co zwierzak miał przewagę taktyczną. Koniec końców kot dokonał tego, czego chciał, w wyniku czego nad nim był pseudo-dach z użalających się nad swoją porażką węży, których było wystarczająco dużo by uchronić adekwatne schronienie przed… deszczem.

        Oto bowiem chmury zbierające się nad nimi w końcu spełniły swoją groźbę, zsyłając z nieba deszcz, który w mgnieniu oka przerodził się w pełnoprawną ulewę. Lullasy, aż nazbyt świadoma tego, że nawet najlżejsza choroba w ich obecnej sytuacji mogłaby oznaczać zgubę, natychmiast powstała z gruntu, który coraz bardziej stawał się błotem pod naporem żywiołu. Kot nie był z tego zadowolony, zaczął bowiem szybko moknąć, ale na całe szczęście znalazł alternatywne schronienie - oto bowiem na głowie Sechmet usadowił się jej pseudosmok i rozłożył swoje skrzydła, chroniąc smokołaczkę przed deszczem w znacznej części. Futrzak widząc tę okazję, jednym zgrabnym skokiem znalazł się na ramieniu Sechmet i choć buty jego i błoto, które wraz z nimi przyniósł, nie były mile widzianym dodatkiem, to jednak futrzak był zbyt uparty na ewentualne próby zrzucenia, przez co na chwilę obecną zmiennokształtna była zmuszona do noszenia go niczym marnej parodii papugi.

- Musimy znaleźć schronienie.

        Wężowa niewolnica objęła się rękoma, deszcz połączony z nasilającym się wiatrem już teraz sprawiał dyskomfort, a jeśli będą na otwartej przestrzeni zbyt długo, to będzie tylko gorzej. Niestety, gdzie by nie spojrzeć, nie było nigdzie miejsca, które było dostatecznie blisko. Do miasta na południu nie mogły wrócić, a nawet jeśli tak, to eugona uważała, że ryzyko tego, że zostaną zlinczowane przez miastowych, było zbyt wysokie, by zostać tam nawet za pozwoleniem straży. Na północy, dokąd zmierzał szlak, i wschodzie rozciągały się równiny, i nawet jeśli odległe miasta kusiły swym ledwo widocznym kształtem, to naturianka była świadoma, że prędzej umrą z głodu lub wycieńczenia, niż dotrą w miejsce, gdzie będą w stanie zagwarantować swój byt. Na zachodzie ich szanse zdawały się nieco lepsze - w zasięgu wzroku i na tyle blisko by dotrzeć tam pieszo, widać było las, od którego oddzielało ich jedynie kilka dni wędrówki oraz sporej wielkości rzeka, jeśli wzrok jej nie mylił.

- Panno Sechmet, myślisz, że dałabyś radę polecieć tam i znaleźć schronienie wśród drzew, póki jeszcze zimno nie wyczerpało twej energii? Jeżeli zdołasz, ale będziesz musiała lecieć beze mnie… to zrozumiem twoją decyzję.

        Niewolnica czekała na reakcje zmiennokształtnej, w myślach powoli godząc się z tym że jeśli przyjdzie co do czego, to prawdopodobnie zostanie pozostawiona. Wpatrywała się w drzewa w oddali, na tyle oderwana od rzeczywistości, że nie zauważyła nadchodzącej ze strony miasta furmanki, którą to ciągnęły dwa rosłe konie o kasztanowym umaszczeniu.

        Dopiero kiedy stukot kopyt był o wiele głośniejszy od burzy nad ich głowami, Sechmet i Lullasy obróciły się, a wtedy już było za późno by przyszykować się na spotkanie. Drewniany wóz zatrzymał się na szlaku tuż obok nich, dzięki czemu naturianka i smokołaczka mogły ujrzeć osobę, której to uwagę zwróciły na siebie. Mężczyzna w kwiecie wieku, sądząc po skórze Alarianin, a ubiór wskazywał na ubogiego chłopa, do jego sylwetki bowiem przylegała przemoczona płócienna koszula oraz spodnie z płótna. Choć widać było, że brzuch jego był pulchny, to jednak był on bardziej umięśniony niż otyły. Poza tymi elementami jego niezbyt urodziwą i już naznaczoną przez wiek twarz zdobił gęsty czarny zarost na brodzie oraz kompletnie łysa głowa, która aż zdawała się lśnić, gdy w oddali rozbłysły pioruny.

        Mężczyzna, kimkolwiek on był, wpatrywał się intensywnie zarówno w eugonę, jak i smokołaczkę, choć ta druga na swoją rasę obecnie nie wyglądała. Jego wzrok zdawał się wbijać w ich duszę, analizując każdy widoczny skrawek ich ciał w sposób, w jaki dobry farmer sprawdza jakość swoich plonów. Lullasy czuła się zatrważająco podobnie jak wtedy, gdy była na akcji jako jeden z obiektów licytacji… I choć po części było to dziwne uczucie, to jednak nie czuła się z tym źle. Była niewolnicą i była gotowa przyjąć z otwartymi ramionami bycie ocenianym w tak bezduszny sposób.

        Czas jednak mijał, a mężczyzna ani nie ruszył dalej, ani też nie zainicjował rozmowy. Sechmet, z sobie tylko znanych powodów, też była cicho, choć mogło to być spowodowane tym, jak bardzo upokorzona była przez Amiego i kota w butach, którzy to wciąż dzielnie zajmowali swoje stanowiska na jej głowie i ramieniu. Lullasy była coraz bardziej zaniepokojona przez to, szczególnie ze względu na pogodę, która nie ustępowała w swej brutalności. Już teraz od zimna traciła czucie w palcach, jak i również w końcówce swego ogona. Nawet jej włosy na głowie zdawały się bardziej ociężałe, co tylko potwierdzało, iż nie powinny dłużej tu przebywać… a to oznaczało, że jest tylko jeden logiczny wybór.

- O szczodrobliwy panie! - Lullasy, pochyliła swój tułów wraz z głową, kłaniając się przed tym, od którego miała zamiar prosić o więcej, niż jakakolwiek niewolnica powinna. - Przyjmij nas, proszę, na swój powóz i obdarz nas miejscem w swym domostwie, a przysięgam ci, iż każdą sekundę przeznaczoną nam odpracuje po stokroć moją wierną służbą dla ciebie. Każde twe słowo będzie mym rozkazem, jeśli ocalisz nas od marnego losu, jaki nas czeka pośród tej burzy bez twej pomocy!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Jadeitowe Wybrzeże”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości