Równiny Theryjskie[Przez Równiny] Nowy cel i nowy początek

Spokojna równina zamieszkana głównie przez pokojowo nastawione elfy i ludzi. To właśnie na niej znajduje się słynne Jezioro Czarodziejek i zamek, w którym się spotykają. Na równinie położone jest również osławione królestwo Nandan- Theru. To harmonijna kraina rzek, jezior i lasów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 166
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

[Przez Równiny] Nowy cel i nowy początek

Post autor: Alestar »

Alestar, Teus i Falkon przybywają z: [Zachodnie Wybrzeże] Co dalej?

        Po burzy zawsze wychodzi słońce i zgodnie z tym starym powiedzeniem podróż rozpoczęła się w przyjemnym i ciepłym blasku słońca. Zgodnie ze słowami Jonasa jego karawana była skromna; tak jak mówił, były to dwa wozy, każdy prowadzony przez woźnicę, przy każdym z nich kręcił się młody chłopak, a jeden i drugi wyglądali tak, jakby całkiem niedawno osiągnęli pełnoletniość. Ostatnią osobą był rachmistrz, siwy mężczyzna z orlim, ostro zakończonym nosem. Wozy drewniane i zabudowane skrywały tajemniczy ładunek, którego nawet świeżo wynajęta ochrona nie mogła dotknąć. Po porannym powitaniu, cała karawana i jej eskorta ruszyli na zachód. Zgodnie ze słowami kupca, cały konwój nie kierował się bliżej wybrzeża i Turmalii, a w tereny równinne. Nikt z trójki przyjaciół z tym nie dyskutował, bo to, co jakiś czas temu miało miejsce w tym mieście, mogło jeszcze nie ucichnąć i mogło przynieść teraz niepotrzebne problemy. Teoretycznie kierowali się w stronę jeziora Aghar, do samego jeziora pewnie dotrą za dzień czy dwa, ale to był najbliższy, jakiś bardziej charakterystyczny punkt odniesienia na mapie.

        Teus z Falkonem zajęli miejsca po przeciwległych stronach wozów. Mimo ostatnich rozmów, czy ostatniego wspólnego picia, nie wszystko między tą dwójką było w porządku. Alestar, będąc pełen nadziei, wierzył, że już niedługo będzie jak dawniej. A nawet lepiej, bo nikt nie będzie nic ukrywał przed drugą osobą. Początek podróży, zgodnie z oczekiwaniami, był spokojny, równe połacie terenu ciągnęły się wokoło i przy drodze nie jawił się żaden zagajnik, z którego mogli niespodziewanie wyskoczyć zbóje. Jeźdźcom z oddali towarzyszyły tylko przebiegające sarny, skaczące króliki, czy bażanty nieudolnie wzbijające się w powietrze na krótką chwilę. Ten niczym niezmącony spokój postanowił przerwać Jonas:

        — Czas na wasze pierwsze obowiązki. A raczej jednego z was, z czujnym wzrokiem. Niedługo będziemy zbliżać się do małego lasu, trzeba sprawdzić, czy jest tam na pewno bezpiecznie.
        — Pojadę, polowałem na różne potwory czy zwierzęta. Mój wzrok oraz moja kusza nigdy mnie nie zawiodły. — Zenemar od razu się zgłosił, nie pozwalając, by któryś z towarzyszy zgłosił się na ochotnika. Łucznik ze złodziejaszkiem powinni w końcu razem porozmawiać, a i kusznikowi przydałoby się spokoju od tej dwójki.

        Łowca potworów popędził więc Zefira, by przegonić karawanę i skierował się w stronę widocznego na horyzoncie lasu. Należało nie tylko przejechać drogę przez cały zagajnik, ale i dokładnie sprawdzić, czy w gęstwinie nic się nie kryje. Brunet nie spodziewał się problemów, ale los potrafi przynieść różne niespodzianki.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 134
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus »

        Wozy powoli toczyły się naprzód, równomiernie z myślami kłębiącymi się w głowie Teusa. Miał ochotę wyrwać się na wypad do lasu, na jakiś mały zwiad, jednak został skutecznie powstrzymany przez Alestara. Kusznik w błyskawicznym tempie oddalił się do karawany i zniknął w dziczy. Tousend głośno wypuścił nagromadzone w płucach powietrze i spojrzał w stronę Falkona, który, jak się okazało, również patrzył w jego stronę. Zaraz jednak odwrócił głowę, gdy tylko napotkał wzrok Tousenda.

        Teus ostentacyjnie zwrócił Płotkę w stronę Pirata i obrał kurs kolizyjny. Po chwili jechał już strzemię w strzemię z Falkonem i wyciągnąwszy ramię w jego stronę, podał mu manierkę wypełnioną piwem z gospody. No bo przecież nie z wodą - woda, jak każdy wie, jest przecież szkodliwa.
        - No nareszcie sobie pojechał, ostatnio coś nadmiernie się wymądrza. Też dostałeś prywatny wykład? - zagaił Teus. - Nie jestem do końca pewien, może mi się wydaje, ale chyba ostatnio za mną nie przepadasz.

        Jechali tak przez chwilę w ciszy, kontemplując nad cudownymi widokami namalowanymi przez Matkę Naturę.
        - Zresztą nie ma co ci się dziwić - dodał już smutniej Teus i pociągnął łyka z manierki. - Jeśli po tej wyprawie nadal będziesz wolał trzymać mnie na bezpieczny dystans rzutu nożem, pójdę sobie w cholerę. Jeśli już ktoś ma odejść, to muszę być to ja. - Obaj jechali za ostatnim wozem. Tousend przelotem spojrzał na przewożony ładunek. - Swoją drogą, zastanawiałeś się, czemu te skrzynie są tak cholernie zapieczętowane?

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 134
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon »

        — Wiesz... nie myślałem o tym zbyt wiele, ale w końcu co to nas powinno obchodzić — odparł Falkon, próbując uniknąć krępującej ciszy, ale jednocześnie zgrabnie omijając temat, którego nie chciał poruszać. — Dostaniemy zapłatę za eskortę, nie za wciskanie nosa w sprawy Jonasa.
        Zdziwił go nieco ton jego własnego głosu. Słowa wypowiedziane w kierunku Teusa wylały się z jego ust swobodnie, w sposób pasujący do dawnego Falkona, podróżującego z dwójką nowo poznanych towarzyszy na południe. Falkona, który nie zdawał sobie sprawy z tego, co wydarzy się, gdy dotrą do celu.
        Pociągnął solidny łyk piwa, próbując ukryć zakłopotanie. Przetarł usta rękawem brudnej koszuli, pogładził Księcia po grzywie i wyprostował się w siodle, oddając Teusowi manierkę.
        Przez dłuższą chwilę obaj rozkoszowali się w ciszy rześkim powietrzem i malowniczym krajobrazem równin, rozciągających się przed nimi na kilka dni drogi. Widok ten napawał ich tajemniczym spokojem, zwiastującym udaną i bezpieczną podróż. Koła wozów terkotały głucho, odbijając się od nierównego traktu, konie cicho parskały i zarzucały łbami, jakby znudzone powolnym tempem monotonnej wędrówki przez równinę. Falkon próbował doprowadzić swoje włosy do ładu z pomocą wyszczerbionego, drewnianego grzebienia, który wyciągnął z jednej ze swoich licznych sakiewek i torebeczek przytroczonych do pasa.
        — Myślałem trochę nad ostatnimi wydarzeniami — powiedział niespodziewanie, a jego głos zdawał się wręcz nienaturalnie poważny. — Zachowujesz się trochę tak, jakbyś nie wiedział o co mi chodzi. Ale doskonale wiesz. — Przerwał na moment, walcząc zapalczywie z kołtunem, który zdołał już wyłamać kolejny ząb grzebienia. — Może miałeś swoje powody, może nie znaliśmy się wystarczająco dobrze, może miałeś rację twierdząc, że lepiej nie wykładać wszystkich kart na stół, zanim nie dotrzemy do celu. Pewnie masz też rację myśląc, że w innym przypadku dawno nasze drogi by się rozeszły.
        Nie patrzyli na siebie. Teus westchnął jedynie, jakby potwierdzając to, co mówił chłopak.
        — Mimo wszystko — ciągnął dalej Falkon, poddając się w walce z niesforną fryzurą i chowając grzebień do kieszeni — myślę, że największą głupotą byłoby podróżowanie w taki... sposób. Skoro już zdecydowaliśmy się wspólnie wyruszyć w dalszą drogę, to...
        Zawahał się przez chwilę, po czym spojrzał Tousendowi prosto w oczy i uśmiechając się lekko, wyciągnął dłoń w jego stronę.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 134
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus »

        Spojrzawszy na wyciągniętą dłoń, Teus uśmiechnął się szeroko i mocno uścisnął prawicę Falkona. Nie przestając się uśmiechać, Tousend wyjął z torby fajkę, którą rozpalił po napełnieniu fajkowym zielem. To nowo kupione miało miętowy posmak i potrafiło porządnie przepalić krtań. Powoli wciągał sączący się z palonego zioła dym i pozwolił mu wśliznąć się do płuc. Następnie podał fajkę Falkonowi, a ten po chwili zastanowienia chwycił ją z uśmiechem i również się zaciągnął. Gryzący dym natychmiast wywołał kaszel, po którym Teus, śmiejąc się, klepnął Pirata w plecy i odebrał podaną przez niego fajkę.
        - Pozwolisz, że rozprostuję trochę nogi i sprawdzę, co też wyprawia się na froncie kolumny – rzekł Teus i niespiesznie ruszył wzdłuż przemieszczającej się karawany.

        Mijając kolejne wozy, Tousend zauważył, jak kolejni członkowie wyprawy mu się przyglądają. Gdy przejeżdżał obok wozu samego Jonasa, usłyszał jego zawołanie.
        - Jak mija panu podróż, panie Tousend? – zapytał, wychylając się zza zasłony wozu.
        - Nie narzekam, miło znowu znaleźć się w siodle – odparł Teus, uważnie przyglądając się pracodawcy.
        - Tak, zdecydowanie przejadła mi się już tamta gospoda. Nie ma to jak znów udać się w podróż do udanego interesu. – Nastała cisza, w trakcie której Jonas spoglądał w stronę pobliskiego lasu. Po dłuższej chwili spojrzał w tył kolumny, szukając kogoś wzrokiem.
        - Mam do pana pewne prywatne pytanie, panie Tousend. Nie obrazi się pan, jeśli je zadam?
        - To już zależy od pytania, panie Jonas. – Teus włożył fajkę z powrotem do ust i ponownie zaciągnął się dymem.
        - Czy z pańskimi kompanami łączą pana jakieś… więzy przyjaźni? Zauważyłem, że między wami panują raczej chłodne relacje.

        Teus otworzył już usta, aby w subtelny sposób nakazać Jonasowi odpieprzyć się od jego „chłodnych relacji” z Alestarem i Falkonem. Intuicja zmusiła go jednak do zamknięcia jadaczki i przedstawienia sprawy kupcowi w inny sposób.
        - Nie jesteśmy ze sobą zbyt zżyci. Właściwie to po prostu wykonaliśmy razem jedną robotę, wtedy w karczmie zamierzałem ruszyć w swoją stronę. Mogę wiedzieć czemu to pana interesuje?
        - Po prostu chcę wiedzieć jakie nastroje panują w mojej obstawie – odparł Jonas, uśmiechając się z zadowoleniem. – Taka informacja może też zaważyć na tym, czy mam was traktować jako jedną drużynę, czy też może… traktować niektórych jako osobny zespół. Zespół o innych priorytetach i zadaniach. Sprawą oczywistą jest, że zdrowa konkurencja jest zawsze potrzebna. Może okazać się, że jeden zespół wykona powierzone mu zadania lepiej, a to przyniesie mu większe korzyści kosztem konkurencji. – Jonas z szelmowskim uśmiechem spojrzał Tousendowi prosto w oczu. – Rozumie pan, co mam na myśli, panie Teus?
        Tousend, milcząc dłuższą chwilę. cały czas taksował kupca spojrzeniem. W końcu odwrócił wzrok i znowu zaciągnął się dymem fajki.
        - Rozumiem, panie Jonas.
        - Cieszę się, że nawiązałem z panem nić porozumienia, panie Teus. Pozwoli pan, że zajmę się teraz pewnymi naglącymi sprawami. Na pewno skontaktuję się z panem w sprawie… zdrowej konkurencji. – Jonas kiwnął głową Tousendowi i skrył się w czeluściach powozu.

        Łucznik został sam ze swoimi myślami. Zwolnił trochę tempa, tak by oddalić się od wozu Jonasa. Co rusz pociągając z fajki, zastanawiał się o co tu chodzi. Jeszcze przed chwilą radował się podpisaniem traktatu pokojowego z Falkonem, a teraz już dostał propozycję zdradzenia towarzyszy.

        Miętowy posmak ustał wraz z wypaleniem całej zawartości fajki. Tak jak i Tousend wypuścił ostatni kłęb dymu ze swych ust, tak i pobliska puszcza wypuściła ze swych szponów Alestara. „Cóż za ciekawy dzień” – pomyślał Teus.
Ostatnio edytowane przez Teus 6 dni temu, edytowano łącznie 1 raz.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 166
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar »

        Zagajnik okazał się najzwyklejszym kłębowiskiem drzew, drzewek, krzewów, krzewinek i innej leśnej roślinności oraz sporadycznej zwierzyny. Wyglądało na to, że początek wyprawy przebiegnie spokojnie. Bezproblemowy początek podróży zaowocuje spokojem dalej, tak przynajmniej mówi gawiedź. Ta sama gawiedź mówi, też, że mało trudności na start, to dużo pod koniec. Słuchając prostych ludzi, najlepiej byłoby nie wyściubiać czubka nosa poza drzwi domu. Alestar nie podróżował z prostymi ludźmi i zbliżał się już do karawany Jonasa. Kupiec wezwał go do siebie i nie było to żadnym zaskoczeniem. Należało zdać raport ze zwiadu.

        — Droga bezpieczna panie Alestarze? — Właściciel karawany rozpoczął rozmowę.
        — Czysta i spokojna, podobnie jak i zagajnik.
        — Pozwolę sobie zadać jeszcze jedno pytanie, dobrze?
        — Słucham.
        — Zauważyłem mimochodem, że czasami kieruje, albo próbuje pan kierować swoich towarzyszy w konkretne działania, skupia pan ich uwagę. Mogę uznać pana za lidera mojej ochrony?
        — Jesteśmy przyjaciółmi, nie mamy jaśnie określonego dowódcy. Po prostu przywołuje ich do porządku, jako ten najstarszy. Zależy mi na nich. A potrzebuje pan, bym pełnił tę funkcję? — Kusznik był zaskoczony tym, że Jonas zauważył jego małe działania podczas wspólnych obrad, czy teraz podczas podróży, oraz poczuł się doceniony.
        — Chciałbym wiedzieć, jak bardzo potrafi pan kontrolować ich działania, czy w razie trudności będzie pan mógł zapanować nad chaosem?
        — Zrobię wszystko, by nasza trójka trwała razem. By nikt tego nie rozbił, bo jako zgrany zespół lepiej współpracujemy, teraz w pana imieniu.
        — Dziękuję, jesteś wolny. — Kupiec z nieniknącym uśmiechem wrócił do swoich obowiązków.

        Zenemar wiedząc, że został dostrzeżony, poczuł się bardziej pewny siebie i miał nadzieję, że już niedługo zapanuje całkowita zgoda między całą trójką towarzyszy. Twarz Teusa spowijało zamyślenie, a Falkon delikatnie pokasływał. Nie było innego wyjścia, jak po prostu przerwać to milczenie.
        — To, co mnie ominęło?

        W tym samym czasie przez niebo płynęły kolejne chmury, a jedna z nich wyglądała niczym grot włóczni bądź strzały. Lokalna gawiedź mówiła, że „gdy strzała z chmury niebo przeszywa, to demony przyzywa”. Żaden z członków karawany jednak nie znał lokalnych powiedzeń i pewnie nikt specjalnie by w takie słowa nie uwierzył.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 134
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon »

        — Muszę przyznać, że brakowało mi takiego spokoju — westchnął chłopak, przeczesując palcami zmierzwione wiatrem włosy. — Dobrze, że udajemy się w jakieś inne miejsce, że zostawiamy gdzieś w tyle te wszystkie problemy. — Puścił oko do Teusa, który odpowiedział skinieniem głowy i uśmiechnął się lekko.

        Nadal miał mieszane uczucia. Chciał uniknąć konfliktu z Tousendem, ale wiedział, że wydarzenia z ostatnich dni nie dadzą mu spokoju jeszcze przez długi czas. Nie miał jednak wyjścia - jeśli ta podróż ma przebiec pomyślnie, to muszą działać razem. A później... później się zobaczy.
        Falkon poczuł wreszcie, że powoli staje się znów starym, dobrym Falkonem, który z wiatrem we włosach mknie przez pustkowia w poszukiwaniu kolejnej przygody, w poszukiwaniu okazji do napełnienia żołądka, zyskania kilku nowych znajomości, zarobieniu kilku ruenów. Poczuł się panem swojego losu, jak za czasów, gdy wyrwał się z okrętu, na którym służył, i ruszył własną ścieżką.
        Niespodziewanie myśli Falkona zeszły na zupełnie inny tor. Przypomniał sobie rozmowę ze Strużką. Przez całą drogę ku wybrzeżu liczył na to, że czegoś się dowie, że usłyszy jakieś nowiny, choćby te złe. Nie dowiedział się nic. Gryzło go sumienie, żałował, że nie ruszył w rodzinne strony, będąc tak blisko. Ale było już za późno, nie miał odwrotu. "W sumie... gdyby pojawiły się jakieś wieści, to wujcio by wiedział" - pomyślał, próbując podnieść się tym samym na duchu. Niewiele to jednak pomogło.

        Ponurą zadumę chłopaka przerwał okrzyk Jonasa.
        — Szykujcie się na postój! Rozbijamy obóz!
        Falkon rozejrzał się i dopiero dotarło do niego, że zbliża się zmrok. Słońce skryło się już za odległymi drzewami, rzucając bordowe promienie światła na posuwającą się leniwie do przodu karawanę. Jego towarzysze wesoło o czymś gawędzili, a pomocnicy Jonasa przestawali powoli nucić żwawe melodie i zaczęli grzebać w wozach, przygotowując się do rozbicia obozowiska.
        — Falkonie, pomógłbyś mi z jedną rzeczą? — zapytał radośnie handlarz, zbliżając się niespiesznie do chłopaka.
        — Oczywiście. Panowie pozwolą — zwrócił się do swoich towarzyszy z nieco wymuszonym uśmiechem.

        Ruszyli wspólnie w kierunku jednego z wozów i gdy tylko cała karawana się zatrzymała, zeskoczyli z wierzchowców i zaczęli rozładowywać drewniane rusztowania i płótna namiotów, które miały posłużyć im za schronienie.
        — Powiedz mi, Falkonie — zaczął powoli Jonas — co sądzisz o swoich towarzyszach?
        — Co masz na myśli? — Chłopak zmarszczył nieco brwi i spojrzał podejrzliwie na handlarza, pomagając mu jednocześnie odczepić długi, drewniany kołek, który zaplątał się w sznury.
        — No wiesz, jacy są, czy można im ufać... z tego, co zrozumiałem, nie znacie się zbyt długo.
        — To prawda. — Falkon zawahał się przez moment. — Ujmę to tak: nie znamy się długo, ale wiele wspólnie przeszliśmy. Zdarzały się dobre i złe chwile, kłótnie i nieporozumienia, to chyba normalne...
        — Haha! Oczywiście, że tak! Nie zrozum mnie źle, nie pytam o to dlatego, że wam nie ufam. To znaczy... że im nie ufam. Gdyby coś było nie tak, to nie podjęlibyście się tego wyzwania razem, mam rację?
        Falkon skinął głową.
        —Ale — ciągnął dalej Jonas, zaczynając rozkładać rusztowanie, które właśnie donieśli do niewielkiej polany otoczonej bujną roślinnością — widzę, że jesteś swego rodzaju spoiwem tego zespołu, jeśli wiesz co mam na myśli.
        Rozstawili wspólnie drewniany szkielet i ruszyli do wozu po płótno. Teus i Alestar dalej stali przy wozie, zajęci rozmową, a pomocnicy Jonasa zabrali się już za rozkładanie drugiego namiotu.
        — Myślę, Falkonie, że to ty jesteś tu dowódcą. Masz charakter, potrafisz rozmawiać z ludźmi. Ogólnie widzę cię jako wspaniałego lidera. Bez ciebie tych dwóch pewnie by już wąchało kwiatki od spodu, mam rację?
        Falkon spojrzał ze zdziwieniem na Jonasa. Przez moment nie wiedział co odpowiedzieć, ale szczery, szeroki uśmiech handlarza zdawał się działać jak lekarstwo na wszelkie jego smutki czy wątpliwości. Spuścił na moment głowę i westchnął z lekkim zakłopotaniem.
        — No cóż... masz trochę racji. Chociaż nigdy tak o tym nie myślałem...
        — Słuchaj — przerwał mu Jonas, klepiąc go po ramieniu. — Chciałbym, żebyś nieoficjalnie był liderem mojej ochrony. Wiesz, żebyś panował nad sytuacją. Będziemy mogli od czasu do czasu wymienić się spostrzeżeniami na osobności, przedyskutować parę spraw. Może nawet porozmawiamy niedługo o jakiejś podwyżce dla ciebie, bo wydaje mi się, że możesz na nią zasłużyć.
        Radosny uśmiech zagościł na twarzy chłopaka. Gdy tylko uścisnęli sobie dłonie, wzięli się za rozwijanie płótna. Falkon dostrzegł Alestara i Teusa, którzy powoli zbliżali się do nich, nadal gawędząc o czymś wesoło.
        — Może nam pomożecie? — krzyknął w stronę towarzyszy, uśmiechając się do nich promiennie.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 134
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus »

        Rozradowany Falkon stanowił przeciwwagę dla pogrążonego w myślach Teusa. Łucznik, pomagając w przygotowaniu postoju, trzymał się na dystans od swoich kompanów tak, że ci wkrótce zaczęli patrzeć na niego z ukosa. Tousend bacznie obserwował Jonasa, czekając na moment, kiedy zniknie z pola widzenia. Gdy w końcu Jonas począł kierować woźniców tak, aby ułożyć wozy w ochronny krąg wokół obozowiska, Teus przysunął się do swych towarzyszy.
        - Rozmawialiście już z nim? – rzekł odwrócony do nich tyłem. – Jonas proponował mi działanie na własną rękę, możliwe nawet, że przeciwko wam. On może próbować nas skłócić panowie – dodał ponurym głosem.
        - Może jestem już przewrażliwiony, ale nie podoba mi się to, co usłyszałem. – Słowa Teusa zdecydowanie przykuły uwagę kompanów, którzy, zdaje się rozumiejąc sytuację, dalej jakby nigdy nic zajmowali się rozkładaniem namiotów, uważnie jednak słuchając Tousenda. – Rzekłem mu, że nie jesteśmy ze sobą zbyt zżyci. Im bardziej będzie przekonany, że tak jest, tym prędzej może wyjawić mi, co chodzi mu po głowie. Postarajcie się traktować mnie z dystansem w ciągu podróży, ja też będę zachowywał się w podobny sposób. Jeśli będzie widział w nas zgraną drużynę, mogę przestać być przydatnym narzędziem, a wtedy możliwe, że wszyscy obudzimy się z nożami na gardłach. Jeśli się uda, to może ja zostanę poproszony o trzymanie tego noża. W najgorszym przypadku po prostu wyjdę na paranoika. Co wy na to? – Teus odwrócił się do Alestara i Falkona, uśmiechają się szelmowsko.

        Tousend przyjrzał się niebu. Płynące po niebie chmury działały uspokajająco, kojąc nerwy zszargane tą całą konspiracją. Jednak jedna z chmur swym kształtem przypominała grot strzały, co natychmiast przywołało u Teusa myśl o pewnym zasłyszanym przysłowiu. Zdaje się, że była w nim nawet mowa o demonach. Tousend jednak nie wierzył w takie rzeczy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Równiny Theryjskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości