OtchłańIle kosztuje zdjęcie klątwy?

Cień od wieków zalega nad Krainą Demonów. Ciemność ogarnęła świat zamieszkały przez te tajemne istoty. Jakie to myśli rodzą się w ich głowach, gdy spotykają się na zgromadzeniach demonów w Czarnych Twierdzach? Jakież to plany snuja się w ich umysłach gdy przechadzają się po swych kamiennych domach. Milczące postacie przewijają się bezszelestnie przez ulice mrocznych miast.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Ile kosztuje zdjęcie klątwy?

Post autor: Veryvin »

Chwilę wcześniej...

        Gdyby tylko to coś dało, oddałby wszystkie skarby świata za możliwość pospania jeszcze nieco dłużej po ostatnich, dość wyczerpujących wydarzeniach. Nadal był wykończony fizycznie po tym co zafundował mu Ingvar i psychicznie po teoretycznym rozstaniu z Ruu. No a przede wszystkim kto chciałby się tak szybko budzić, gdy u boku miało się tak piękną kobietę. Trochę za bardzo go duszącą i chyba zamierzającą mu z miłości przez sen połamać wszystkie kości, ale mimo to nadal było przyjemnie obudzić się i mieć ją w swoich (być w jej) objęciach. Zwłaszcza, że ich ostatni wspólny sen wydawał się być tak odległy w czasie, że powoli niemal podchodził pod starą i nieprawdziwą legendę. A przynajmniej tak to się rysowało w odczuciu demona. Ale! Najważniejsze było to, że teraz było dobrze. I oby zostało tak jak najdłużej.
        Znacznie dłużej w przeciwieństwie do nacieszenia się bliskością ukochanej o poranku, co zostało im brutalnie uniemożliwione.
        - Niech Gorgona wraca do Otchłani jak najszybciej i zabiera ze sobą całe to wężowisko – zamarudził markiz, starając się przewrócić na drugi bok, ale odgłosy zabawy z drugiej groty skutecznie udaremniały wszelkie próby ponownego zaśnięcia. Westchnął ciężko i w końcu się podniósł do pół siadu, by po chwili całkiem wstać.
        Wciąż na wpół nieprzytomny poszedł za pełną energii Ruu do drugiego „pomieszczenia”, gdzie smoczyca była już w ferworze zabawy z małymi gadami i poszukiwania sprawców całej zbrodni jaką było obudzenie zakochanej pary. Dziwne… Veryvinowi wydawało się, że w ich grocie kłóciły się tylko dwa węże, a nie cała gromadka. Rayruu specjalnie nie skupiła się tylko na dwóch winowajcach, a postanowiła wciągnąć do zabawy wszystkie młode demony?
        Cóż… To chyba nie było zbyt ważne, skoro dzieciaki miały frajdę, a i sama smoczyca wydawała się jakby bardziej cieszyć życiem. No i mimo wszystko nawet stonowany w swoich emocjach, praktycznie wiecznie skupiony na pracy, własnych interesach i swoim majątku, a teraz również i na swojej byłej-przyszłej-narzeczonej, musiał przyznać, że widok był co najmniej… sielankowy.
        Kiedy w końcu Ruu dopadła tych, co ich obudzili i cała zabawa dobiegła końca, udała się na krótki spacer tunelami kopalni, w celu znalezienia dla siebie śniadania, a Veryvin w tym czasie pomagał Gorgonie w ogarnięciu dzieciaków i przygotowaniu ich do przeprowadzki.
        - Dziadek ma na imię Buc? – zapytała z rozbawieniem Gorgona, gdy Ruu wróciła ze swojej wyprawy i w pierwszej kolejności postanowiła się pochwalić tym, że odzyskiwała siły.
        Veryvin spiorunował kuzynkę spojrzeniem, ta nie tracąc zadziornego uśmiechu wzruszyła tylko ramionami i nie przeszkadzała już parze w rozmowie.
        - On rzadko kłamie, a w szczególności nie rodzinie – odpowiedział spokojnie demon, jakby entuzjazm partnerki w ogóle mu się nie udzielał, choć w głębi duszy, był naprawdę szczęśliwy, że smoczyca wracała do pełni sił. Nawet był rozbawiony jej lekkomyślną brawurą, zwłaszcza, że jeszcze poprzedniego dnia, gdy był tu dziadek demonów, bała się odezwać, a zaraz po jego odejściu zaczęła odważnie wyzywać. To było na swój sposób urocze i chyba lepiej by pradawna nie dowiedziała się o tym i sobie tego nie uświadomiła, bo mogłaby się obrazić, a i jeszcze Veryvinowi oberwałoby się rykoszetem. Od tak. Za niewinność.
        - W najbliższych dniach i to jeszcze w okolicach Thenderionu będzie z tym raczej ciężko, ale wystarczy odrobina cierpliwości – dodał zaraz, zamykając pakowany przez siebie plecak jednego z gadów. Wstał i chciał przytulić Ruu by okazać jej swoje wsparcie oraz nieco czułości, lecz ta już pognała dalej, samej pomagać przy pakowaniu się gromadki dzieci, choć bardziej się z nimi bawiła niż rzeczywiście pomagała Veryvinowi i Gorgonie w spakowaniu tego całego majdanu, na co markiz jedynie westchnął i pokręcił głową.
        - Coś mi się widzi, że sama niedługo będę ciocią, jak tak dalej pójdzie – powiedziała wężyca zbierając i pakując kolejne rzeczy przy boku kuzyna.
        - Twoja uwaga jest nielogiczna, Ingvar jest jeszcze stanowczo za młody, a poza tym…
        - Ingvar, Ingvar… Od razu Ingvar. – Przewróciła oczami poirytowana ignorancją markiza. – Nie widzisz jaka Ruu jest szczęśliwa w towarzystwie dzieci? Jak do nich lgnie? Raany. Chyba faktycznie jesteś imbecylem, tak jak dziadek mówił. – Westchnęła kręcąc głową. Przerwała też na moment pakowanie, by złapać się pod boki.
        - Demony, zwłaszcza nemorianie chyba raczej nie są w stanie krzyżować się ze smokami. Przecież my nawet nie mamy materialnego ciała jakby się nad tym zastanowić.
        - Po pierwsze, znam jednego nemorianina, który zamienił swoją niematerialną nieśmiertelność na… Materialną…yyy… śmiertelność…Tak!
        Veryvin słysząc tę niedorzeczność padającą z ust kuzynki sam przerwał pakowanie i spojrzał na nią z zażenowaniem, unosząc jedną brew i zakładając ręce na piersi. Nie przerywał jej jednak, ciekaw co też Gorgona jeszcze wymyśli.
        - Poza tym jakbyś nie zauważył jestem gadem, mimo że mam tego samego dziadka co ty. A pamiętasz wujka Eustachego? On…
        - Dobra… skończ już – burknął poirytowany, rozmasowując sobie czoło jakby, go od tych głupot głowa rozbolała.
        Gorgona nadęła tylko poliki z niezadowoleniem, przez co wyglądała jak dziecko, co w sumie pasowało do tego wszystkiego co przed chwilą powiedziała.
        Dokończyli pakowanie się już w ciszy i nadeszła wreszcie ta upragniona przez Veryvina chwila, gdy jego kuzynka w końcu powróci do Otchłani i równowaga tego świata dla markiza zostanie przywrócona do porządku. Oczywiście lubił dzieci demonicy i ją samą, ale… każdy ma w pewnym momencie już dość własnej rodziny i po prostu chce mieć chwilę dla siebie i własnych spraw. A tych Veryvinowi spadnie na głowę po ostatnich wydarzeniach. Na ten moment jednak o tym nie myślał i po prostu skupił na pożegnaniu wszystkich dzieci swojej kuzynki.
        - Już nie moja, tylko Gorgony – odpowiedział spokojnie smoczycy, co by nie doszła do jakiś błędnych wniosków.
        Chociaż na to była już chyba stanowczo za późno.
        - Ruu, czek… Co ty… - nie zdążył się wysłowić, ani w żaden sposób powstrzymać pradawnej przed przejściem przez portal.
        Zaklął pod nosem, bo choć z drugiej strony nadal było przejście i smoczyca mogłaby wrócić, on najpierw musiałby do niej dołączyć, by opanować jej entuzjazm i wyperswadować, że wycieczka do Otchłani nie jest najlepszym pomysłem. Problem jednak polegał na tym, że on wcale nie chciał przekraczać portalu, bo wtedy… Umowa z jego dziadkiem…
        Nie miał wyboru i musiał przejść, bo na Gorgonę liczyć nie mógł. Kobiety niestety miały tę wadę, że zawsze trzymały się razem i stawały po stronie innej kobiety zwłaszcza, gdy naprzeciw stał mężczyzna. A ten pojawił się po drugiej stronie w zupełnie nowej odsłonie. Pierzasto-łuskowato-futrzanej. Veryvin chyba nie miał się tak szybko dowiedzieć o tym, czego dziadek mu nie powiedział odnośnie zapłaty markiza za „zdjęcie” klątwy ze smoczycy, a na pewno jubiler nie chciał, by ta się tak szybko dowiedziała o tym, że pomoc starego nemorianina wcale nie była tak bezinteresowna jak się wydawało.
        Przed kobietami i wężową zgrają stanął ciemnozielony jaszczur o długim, smukłym ciele, i potężnych, pierzastych skrzydłach, przyozdobionych czerwonymi piórami przy końcówkach. Smukły łeb ukoronowany był szeregiem złotych rogów i kolców, a jadowicie zielonego oka nie sposób było pomylić z żadnym innym. Jeśli oczywiście ktoś nadal miał wątpliwości, że był to Veryvin we własnej osobie, mimo stojącej wiernie przy jego obecnie gadziej nodze, Tigry. Jaszczur miał na sobie to samo odzienie, w którym był markiz przed przejściem przez portal i wcale nie wyglądał na takiego co poruszałby się na czterech łapach, co raczej bardziej było widać, po długich ramionach i nieco krótszych nogach, na których bez problemu stał, dumnie wyprostowany.
        - Ruu, to było nierozsądne z twojej strony – starał się mówić spokojnie i nie unosić głosu, ale i tak było widać, że był więcej niż zły. Zbliżył się do smoczycy i złapał ją za rękę. – Skoro już się pożegnałaś to teraz wracamy!
        - To że teraz wyprzystojniałeś, nie znaczy, że będziesz tak traktował Ruu – syknęła na niego Gorgona, która nie tylko uwolniła smoczycę z uchwytu demona, ale również ją sobą zasłoniła, sama przybierając swoją pierwotną, gadzią formę, wielkiego węża ze smoczym łbem.
        – Poproś ją grzecznie i daj samej zadecydować.
        - Ruu… - warknął z niezadowoleniem przez zęby, patrząc wyczekująco na smoczycę. Może i jej nie zapytał łagodnie o to czy z nim wróci do Alarani, czy będzie chciała tutaj jednak zostać. Mimo to dał jej ten wybór.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Ruu nie spodziewała się tego co zastanie w Otchłani. Posiadłość Veryvina prezentowała się niezwykle majestatycznie, a jaki smok nie pokusiłby się na odwiedzenie takich zakamarków? Istniało też wiele innych powodów. Ciekawość, chęć poznania świata ukochanego, a przede wszystkim całej jego rodziny.
        Gdy więc z uśmiechem na twarzy brnęła ku portalowi, nie spodziewała się przemiany. Wyglądała jak rozpędzony kocur, który nagle zjeżył się cały na ciele i zatrzymał swój pęd na zadku. Tylko, że ona teraz była złocistym smoczyskiem o nieco mniejszej niż tygrysy gracji, co tylko potęgowało groteskowość jej zszokowania. Wszystkie możliwe błony na jej smoczym ciele ujawniły się. Rayruu siedziała oszołomiona zdarzeniem, to kraina ewidentnie wymusiła na niej taką postać. Bystre oko gadziny skierowało się ku Sylarowi. Pradawna podniosła gwałtownie łapy puszczając małego węża, jakby bała się, że jej nieostrożność zaraz zgniecie dziecko. Na całe szczęście nie skazała go na bolesny upadek, bo on jakoś tak... dostosował się do niej względnie wielkością.
        W Otchłani było... dziwnie. Ciemno, łyso, pusto... nieprzyjaźnie. Teraz nie dziwiła się, że dziadzio Vinka to taki buc, za to przestała rozumieć Gorgonę, która chciała tu wrócić i mieszkać, tyle że trudno było wygłosić Ruu swoją opinię. Coś ją powstrzymywało przed odezwaniem się.
        Mimo to, pierwsze, kiepskie wrażenie nie mogło przesądzić opinii na temat ojczystej ziemi ukochanego. Nie chciała się poddawać! Ten Ingvar to pewnie też nie bez powodu oszalał... W takim miejscu o stratę rozumu chyba było łatwo.
Smoczyca sapnęła, po czym obróciła się gładko, gdy za jej plecami pojawiły się dwie kolejne... istoty. Tak, tak ich powinna teraz nazywać. W pierwszej chwili nawet nie rozpoznała Veryvina. Nieważne jakby jego oczy jarzyły się zielenią, nie byłaby w stanie uwierzyć, że to jego postać, gdyby się do niej nie odezwał, a słysząc głos markiza...
        O na Prasmoka i jej tatusia... to miał być Veryvin?!
        Ruu rozdziawiła szeroko paszcze i wpatrywała się bez słowa w gada stojącego naprzeciw niej. Totalnie zatkało ją na ten widok, chyba oszalała, dała się złapać na jakiś głupi żart!
        Wykrzyknik w jej głowie pojawił się w momencie, w którym demon chwycił ją za łapę. Rayruu puściła dymek przez nozdrza wzburzona taką gwałtownością nemorianina, a ona im była bardziej smocza tym bardziej skłaniała się ku wybuchowości solarnego gada. Była całkowicie zdezorientowana i zagubiona w nowej sytuacji, a on jej kompletnie nie pomagał!
        Z pomocą przybyła zaś Gorgona, która uwolniła Ruu z uścisku. Nie wiedzieć czemu, pradawna faktycznie poczuła się bezpieczniej. Smoczyca opadła na przednie łapy nieco dziwnie czując się na dwóch tylnych nogach, nijak przyzwyczajona do dłuższego utrzymywania takiej postawy w tej postaci. Intuicyjnie skryła się za wężycą i otoczyła swoje ciało smoczym ogonem wyraźnie nie czując się komfortowo w nowych okolicznościach, jakby nie wiedziała na ile może poczuć się swobodnie. Przez to nie była w stanie skupić się na rozmowie. Rozglądała się bojaźliwym wzrokiem po okolicy i dopiero, gdy demon przywołał ją do siebie, ona uniosła uszy i wyostrzyła spojrzenie. Oczywiście, że posiadała odpowiedź na sugestie partnera!
        Ale gdy otworzyła paszczę... nie odpowiedziała. Zamknęła ją i ponownie podjęła próbę zabrania głosu, ale Ruu poczuła się jeszcze bardziej spłoszona niż wcześniej. Jak... miała się odezwać?
        Nie chodziło tu o brak słów a... o walory mechaniczno-fizyczne, że niby samo się powie jak otworzy gębę? W swojej smoczej postaci, w Alaranii, mówiła tak naturalnie, chyba zdradzając swój głos w głowach ludzi i nieludzi, zaś tutaj... Nie bardzo rozumiała jak to wszystko działa. Czemu Sylar jest taki wielki, albo ona mała, całkiem nowe zapachy wprawiały ją w osłupienie, z ziemi tej wydobywała się jakaś magiczna energia, to było doprawdy dziwaczne miejsce.
        Rayruu zrobiła smutną, gadzią minkę i spojrzała błagalnie na Gorgonę. Jak oni to robią?! Położyła swój dotychczas ciężki, a tutaj o dziwo zaskakująco lekki łeb na jej ramieniu. Przy niej teraz było milo i bezpiecznie, a Vinek brzmiał tak groźnie!
        Chce tu zostać! Bo niby czemu miałaby wracać? Veryvin nie podał żadnego rozsądnego argumentu, który odwiódłby ją od poznania jego świata. Czyżby jednak miał coś przed nią do ukrycia? Nie sądziła by spotkało ich coś gorszego niż chęć wzajemnego zabicia się, wypatroszenia i powieszenia głowy nad kominkiem (albo kupką złota w przypadku Ruu), a teraz zachowuje się tak...dziwnie i agresywnie! Tym bardziej miała ochotę tu zostać! Jeżeli mają się kochać aż do śmierci to muszą o sobie wiedzieć absolutnie wszystko! A gdy ona pozna rodzinę Vinka, to potem on pozna tatka i braci Rayruu. Nie o to chodziło w związku? Być być ze sobą mimo wszystko?
        Ruu skierowała głowę w bok i zebrała z ziemi końcowy kawałek ogona Gorgony, po czym mocno go do siebie przytuliła. Zmierzyła wzrokiem markiza, po czym prychnęła dając mu ewidentnie znać, że nie ma zamiaru ruszyć się stąd choćby o palec.
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Nie to, że Veryvin nie chciał pokazać Ruu swojej ojczystej krainy...Nie jednak. W sumie to nie chciał. Nawet jeszcze przed ich "kłótnią", po której chcieli się nawzajem pozabijać, nie przejawiał ochoty na pokazanie jej Otchłani, bo wychodził z założenia, że nie miało to najmniejszego sensu. Po co miałby ją tu zabierać? Ani tu urokliwie, ani przyjemnie. Nie widział najmniejszej potrzeby by kiedykolwiek się z nią tu pojawić, a już szczególnie po zawarciu umowy ze swoim dziadkiem. Chyba się pospieszył z tym zdejmowaniem klątwy z Ruu.
        Veryvin westchnął ciężko i z irytacją złapał się oraz lekko ścisnął nasadę nosa. Naprawdę nie chciał przebywać w Otchłani, robić za kamerdynera i jeszcze się ze wszystkiego smoczycy tłumaczyć, ale najwidoczniej los jak zwykle miał inne zdanie na ten temat.
        - Wygląda na to, że nie mam wyboru - westchnął z niezadowoleniem. - Zostajemy - zadecydował w końcu nawet nie patrząc na smoczycę tylko patrząc gdzieś w bok. - Proszę - wskazał łuskowatą dłonią zapraszającym gestem w stronę posiadłości. Zaraz jednak odkaszlnął, jakby się zreflektował i o czymś sobie nagle przypomniał. - Gorgono, zaprosisz nas? - zapytał, bo przecież nie mógł się rządzić domostwem, które do niego już nie należało.
        - Oh, tak oczywiście, wchodźcie. - Gorgona się na tę wieść bardzo ucieszyła i przeszczęśliwa uściskała mocno Ruu, przy której zaraz zaczęła pełznąć w stronę swojego nowego domu. Ale najbardziej uradowany z tego faktu był Sylar, który nie pognał jak reszta swojego rodzeństwa by pozwiedzać nowy dom i zająć sobie najfajniejszy pokój, a zamiast tego pełzł po drugiej stronie pradawnej nie odpuszczając jej nawet na krok. Naprawdę bardzo, ale to bardzo ją polubił.
        Veryvin z Tigrą szli na samym końcu. Tygrysica chciała pocieszyć swojego pana, ale niezbyt jej to wychodziło. Demon zamknął portal i w kiepskim humorze ruszył za obiema kobietami i gromadką gadzich dzieci do wielkiego, a'la pałacowego domostwa z ciemną fasadą, odznaczającą się aż zbyt dobrze na tle ciemno pomarańczowego, miejscami krwiście czerwonego nieba. Wnętrze o dziwo było dużo bardziej przytulne niż krajobraz poza bezpiecznymi murami rezydencji, gdyż wszędzie był tu widoczny wszędobylski przepych, tak bardzo nieróżniący się od tego w alariańskich pałacach, że gdyby nie widok z okna, można by pomyśleć, że są na ziemiach Alaranii. Widać było, że właściciel domostwa był niemożliwie bogaty i nawet tego wrażenia nie psuła gruba warstwa kurzu, czy gęsto porozwieszane pajęczyny niemalże wszędzie. Przecież dziadek Veryvina wspominał, że stara posiadłość markiza w Otchłani była dawno przez nikogo nie odwiedzana.
        Bardziej narowiści, nastoletni synowie Gorgony, zaraz puścili się pędem w głąb ciemnych, dawno przez nikogo nie odwiedzanych korytarzy domu, by znaleźć i wytępić olbrzymie pająki, które się tu zagnieździły, może nawet napotkają jakąś arachnę, a niektóre z córek wężycy wzięły się za sprzątanie, bo bałagan im niezwykle przeszkadzał i nie zamierzały mieszkać w chlewie. Były przecież wężami, nie świniami.
        Jako że Veryvin był kiedyś właścicielem tego domu i znał go jak własną kieszeń, nie mógł nie pomóc kuzynce w zorientowaniu się co gdzie jest, zwłaszcza, że ta zaproponowała swoim gościom przygotować zaraz coś do picia. Markiz nie chciał żadnego poczęstunku, ale w sumie, jak już wcześniej zostało dowiedzione, jego słowa nie miały zbytniego znaczenia.
        W sumie i tak wszyscy zaraz zaprzęgnięci zostali do porządków, choćby z grubsza by pozbyć się tego kurzu i pajęczyn, by można było gdzieś chociaż usiąść. Dopiero po tym jak kuchnia i główny salon zostały sprzątnięte, można było faktycznie siąść do jakiejkolwiek rozmowy i herbaty. Naburmuszony Veryvin siedział raczej na uboczy i bawił się z Tigrą i kilkoma najmłodszymi wężami, podczas gdy Gorgona zagadywała o jakiś tam błahych tematach Rayruu, przy której nadal wiernie trwał Sylar. Chciał wyciągnąć ją do zabawy, ale nie mógł przeszkodzić kobietom w ich rozmowie, bo jego matka byłaby po tym bardzo zła na niego.
Awatar użytkownika
Ruu
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Ruu »

        Wszystkie błony na ciele Ruu uniosły się, gdy Veryvin zgodził się na pozostanie w Otchłani. Wyglądała niczym uradowany piesek, któremu entuzjazm jednak szybko opadł dostrzegając, że jego pan nie jest zadowolony z tego stanu rzeczy. Smoczyca sapnęła cicho, po czym odchodząc tylko przez ramię zerknęła na ukochanego, tym razem już bardziej podejrzliwie, ale nie miała zamiaru psuć sobie zabawy z wycieczki, a tym bardziej odbierać radość Gorgonie. Kuzynka Vinka nareszcie układała sobie od nowa życie i nie musiała mieszkać w jaskini, czy on wiedział ile to dla samotnej kobiety z pięćdziesiątką dzieci znaczy?
        Tak czy siak, teraz Ruu z pełna piersią podziwiała posiadłość, do której zmierzali. Majestat ten różnił się od tego czym zwykle karmiła ją Alarania. Tu było zdecydowanie mroczniej, bardziej tajemniczo, a niebo miało zupełnie inny kolor, dzięki czemu złote łuski smoczycy wydawały się jeszcze cieplejsze w swej barwie. W trakcie drogi nie rezygnowała z zabawy z małymi gadami, gdy lekko unosiła się nad gromadką węży próbujących ją złapać. Nie leciała zbyt wysoko i nie przecinała nieba złotymi skrzydłami widocznie jeszcze niepewna tego, na ile może sobie pozwolić w nieznanej krainie i bez wyraźnego wsparcia Veryvina.
        Wchodząc do środka czuła się dziwnie, bo spokojnie mieściła się w pomieszczeniach, co raczej nie było dla niej codziennym doznaniem. Wcześniej tylko kościoły albo ratusze były w stanie ją jako tako zmieścić, i w dodatku bez rozłożenia skrzydeł, a tu z pewnością znalazłaby pomieszczenie, w którym mogłaby wyłożyć się na podłodze i spokojnie zasnąć, prawie jak na kupce złota w jaskini. Tylko zamiast kryształów skrzydłami co najwyżej musnęłaby pobliską komodę.
To co jednak najbardziej ujęło Ruu to, jakżeby inaczej, przepych pomieszczeń. Podziwiała charakterystycznie wyżłobione kolumny, różnorodne obrazy w ciemnych, drewnianych ramach, nawet ściany właściciel kazał ozdobić wzorami. Solidne meble, fikuśne świeczniki... Veryvin nie ominął najmniejszego cala, który mógłby w jakiś sposób pokazać jego bogactwo. W obecnej sytuacji mogło więc dziwić, że Veryvin tak po prostu oddał to wszystko swojej kuzynce. Ruu spojrzała na markiza nieco przychylniej, ale on wciąż był niezadowolony i nie wiedziała dlaczego. Zajęła więc głowę fizyczną czynnością, czyli zaczęła pomagać w sprzątaniu. Sięgała tam, gdzie dzieci Gorgony nie były w stanie, a wszelkie większe pająki automatycznie pacała łapą albo zgniatała ogonem. Ani razu nie pisnęła słowem, porozumiewała się za pomocą gestów i mimiki gadziej mordki. Postać hybrydy przybrała dopiero wtedy, gdy ogłoszono przerwę i przyszedł czas na herbatę. Uradowana pradawna przemieniła się i klasnęła z radością w dłonie.
        - Świetnie! Zasłużona przerwa! - Ruu pognała do kuchni pomagając odnaleźć kubeczki i spodeczki, z pomocą magii ognia szybko zagrzała wodę, jakby faktycznie z niecierpliwością wyczekiwała chwili wytchnienia.
        Używanie magii zresztą stało się teraz dwa razy przyjemniejsze. To był ten stan, gdy odzyskujesz coś bardzo cennego i doceniasz to dwa razy bardziej po stracie. Miała ochotę wyściskać Veryvina, poczuć drapanie jego brody na swoim policzku, ale znów wycofała się ze swojej nagłej decyzji widząc niezadowolonego markiza. Nie rozumiała czemu taki jest. Tak bardzo nie chciał pokazać jej swojego świata? A może... może on się jej wstydził?! Może nie chciał pokazać rodzinie kobiety, która go oszukała i okradła? Od tych myśli Ruu aż zapiekło w żołądku. Myślała, że już będzie dobrze i tylko lepiej, a teraz okazywało się, że jest to zaledwie początek ich związku. Przez ten rok mogło się bardzo dużo zmienić, a ich płomienna miłość mogła nie wystarczyć do tego by byli ze sobą aż do śmierci.
        Zmartwiona smoczyca drgnęła, gdy jeden z małych gadów minął ją w przejściu, wówczas złapała się na tym, że od dłuższej chwili przygląda się Veryvinowi. Ruu potrząsnęła głową i ze srebrną tacą podeszła do stolika. Jej słabość do drogocennych rzeczy objawiała się praktycznie na każdym kroku, nawet teraz, gdy dojrzała odbicie w niesionym zestawie naczyń. Szybko odłożyła tackę na stolik i odpowiednio rozstawiła filiżanki, po czym usiadła na kanapie obok Gorgony walcząc z wewnętrznymi pokusami.
        Zapomniała o nich wdając się we wciągającą rozmowę z demonicą. Jak się okazało, miały wiele wspólnych tematów. Obraz chichoczących kobiet przypominał spotkanie plotkujących sąsiadek, a głównym tematem były zmiany w urządzaniu posiadłości. Teraz rządziła tu kobieca ręka, więc na pewno posiadłość zyska nową duszę!
        To wszystko jednak w żaden sposób nie odejmowało zmartwień Ruu. Smoczyca jakoś też nie miała odwagi dzielić się nimi z Gorgoną, bo nie chciała jej unieszczęśliwiać. To był jej dzień! Wróciła do Otchłani, otrzymała dom, mogła być w końcu szczęśliwa! Ten dzień musiał pozostać najlepszym w jej życiu! Rayruu wzięła się w garść. Veryvin nie podzielał radości kobiet, ale nie mógł zepsuć swoim naburmuszeniem tak wspaniałych przeżyć!
        - Gorgono, bardzo cieszę się twoim szczęściem! - wyznała pradawna ujmując dłonie wężycy. - To dopiero początek wspaniałej przyszłości! Jesteś niezależna i taka silna! I obyś nigdy o tym nie zapomniała... Wydaje mi się, że trudno jest żyć w tak mrocznej krainie, ale mimo wszystko chciałabym ją poznać! Różni się od Alaranii i to jest w niej zachwycające! Macie dużą rodzinę? Daleko od nich mieszkacie? Czym się w sumie zajmuje? - Ruu zaczęła zadawać pytania znacznie niższym tonem, jakby nie chciała by Veryvin uznał ją za wścibską.
        - Wiesz... Vinek nie bardzo mi mówił... o Otchłani – szepnęła pradawna starając się nie być zbyt dosadną w swych słowach.
Awatar użytkownika
Veryvin
Szukający drogi
Posty: 30
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Veryvin »

        Nie tak markiz zamierzał spędzić kilka najbliższych dni, miał stanowczo inne plany, które przez kaprys smoczycy musiał zmienić. A najlepiej dodać do nich jeszcze jakiś skuteczny sposób na to, by uniknąć spotkania ze swoim dziadkiem, choć niewątpliwie starszy demon wiedział o przybyciu Veryvina do Otchłani już w chwili, gdy jego dłoń przeniosła się przez portal, z zamiarem złapania Ruu i zabrania jej z powrotem do Alaranii.
        Kwestią czasu więc było, nim głowa rodu Raronarów zjawi się tu by wyegzekwować warunki ich umowy. W prawdzie umowa miała dotyczyć zjawienia się w rodzinnych stronach, ale był pewien, że stary Raronar sprawnie obejdzie swoje własne warunki, by tylko upokorzyć markiza osadzeniem go w roli swojego służącego, po to aby ten zmądrzał i zerwał ich umowę, póki nie było na to jeszcze za późno.
        Zostało jeszcze sześć Alarańskich dni by nabrała mocy urzędowej i by nie dało się jej już zerwać, a biorąc pod uwagę to jaki jest dziadek Veryvina i jak bardzo nie podobał mu się związek wnuka z pradawną, można być pewnym, że Mahoril zrobi wszystko by tylko markiz zapomniał o tej podstępnej żmii. Veryvin miał nadzieję, że mimo wszystko w Otchłani zostaną tylko do czasu aż Gorgona się rozpakuje i maksymalnie za sześć godzin wrócą z powrotem do Alaranii.
        I między innymi to dzięki temu najbardziej się zmotywował, by pomóc przy sprzątaniu i ogarnianiu tego całego bałaganu. Nie tracił przy tym ani chwili, przez co raczej nie wdawał się z nikim w żadne dyskusje, a już w szczególności z Ruu. Nadal był na nią zły za to jak lekkomyślnie postąpiła i w ogóle go nie posłuchała. Nawet nie zamierzała go wysłuchać. Ładne "dziękuję" z jej strony za to, że wynegocjował u swojego dziadka zdjęcie z niej klątwy, praktycznie przyjmując przekleństwo na siebie samego. W tym wszystkim zaczął się zastanawiać czy rzeczywiście postąpił słusznie tak się starając o powrót smoczycy do pełni sił i o to by ich związek odżył na nowo.
        Kiedy zarządzona została przerwa, prychnął tylko pod nosem z niezadowoleniem na entuzjazm jaki ogarnął smoczycę w tym momencie. Gorgona słysząc to, tylko łypnęła groźnie na kuzyna, a ten uniósł łuskowate dłonie lekko w górę w geście poddania i zawinął się do salonu, by nie przeszkadzać kobietom w kuchni i by być może uniknąć jakiejś rozmowy. Dla ich własnego dobra, wolał się nie odzywać.
        W salonie zajął się najmłodszymi dziećmi wężycy, by nie narobiły żadnych szkód, przez które mieliby więcej do sprzątania i by sobie nie zrobiły jakiejś krzywdy. Tigra była nieocenioną przy tym pomocą i dzielnie znosiła bycie tarmoszoną przez małe gady, choć ani trochę jej się to nie podobało. Choć wyglądała jakby w ogóle ją to nie obchodziło, to jednak końcówka jej paskowanego ogona wiła się po podłodze jak opętana.
        Wkrótce przyszły do salonu również i obie kobiety z Sylarem, przy czym od razu zaczęły trajkotać o tym jakie zasłony czy dywany wypadało by nabyć i gdzie rozłożyć, aby było miło, pięknie i przytulnie, albo co trzeba wyrzucić, aby tak było.
        - ...na tak wielkie okna kategorycznie grube pójdą. Tak sobie myślę, może w kolorze akwamaryny? Albo ciemnego granatu? - zamyśliła się na moment wężyca, po czym sięgnęła po swoją filiżankę, by wziąć łyk herbaty.
        - Dziękuję Ruu, jestem naprawdę przeszczęśliwa, że mogłam wrócić do Otchłani i że jesteście tu ze mną - powiedziała niemal ze swojej radości przytulając siedzącą obok siebie smoczycę, choć po chwili nieco się opanowała z tym swoim szczęściem, gdy rozległo się wymowne, karcące odchrząknięcie ze strony Veryvina. Spojrzenie jakie posłał kuzynce mogłoby zabić.
        Temat szybko został przez Gorgonę zmieniony na urządzenie wnętrza, ale nie na długo, bo zaraz Ruu podjęła na nowo kwestię Otchłani i bez najmniejszego wahania wyraziła ogromną chęć poznania tej niezwykłej krainy. Pozwiedzania nieco i... w końcu zaczęły się pytania odnośnie rodziny markiza.
        - Może dla kogoś z Alaranii było by tu trudno, ale nie zapominaj, że jesteśmy demonami, to jest nasz dom i jedyne miejsce na Łusce gdzie możemy żyć będąc po prostu sobą, bez strachu, że ktoś naśle na nas sługi Najwyższego czy co tam jeszcze straszniejszego. A nasza rodzina...
        Veryvin wstał nagle z podłogi i wyszedł z salonu. Osaczona przez dzieciaki Tigra nie miała jak się ruszyć, spojrzała tylko i ryknęła cicho, zawodząco za swoim panem, a gdy ten zniknął w korytarzu za wielkimi drzwiami, opuściła lekko głowę i uszy zmartwiona.
        - Veryvin jest chyba jedynym demonem w całej Otchłani, który nie przepada za tym miejscem i za nim nie tęskni - odpowiedziała Gorgona ze słyszalnymi w głosie wyrzutami sumienia, po tym jak markiz opuścił salon. - Alarania oferuje mu nieporównywalnie więcej korzyści i możliwości rozwijania się, niż Otchłań, bo widzisz... rodzina z jego strony zajmuje się hodowlą wierzchowców bojowych, nie tylko tych z Otchłani, ale również niektórych stworzeń z Alaranii, a od jakiegoś czasu skupili się wyłącznie na hodowli tygrysów. Nie jest to zbyt opłacalna profesja, nigdy nawet w jednej dziesiątej nie byli choć przez chwilę tak bogaci jak Veryvin, ale i tak lubią to co robią. Uszczęśliwia ich to. Jako że Veryvin jest ich najstarszym synem mieli szczerą nadzieję, że i on będzie podzielał ich pasję, a w przyszłości zajmie się rodzinnym biznesem, ale on... Cóż, on wybrał swoje błyskotki i życie w Alaranii. Bardzo się na nim z tego powodu zawiedli, choć za każdym razem jak tylko się spotkają starają się przekonać go jednak do tego, by skończył wreszcie ze swoimi wygłupami jubilerskimi i zajął się w końcu rodzinną hodowlą - wyjaśniła wężyca, odpowiadając przy tym jednocześnie na kilka wcześniejszych pytań Ruu.
        - Po załatwieniu z naszym dziadkiem by zdjął z ciebie klątwę, ma tylko jeszcze więcej powodów do tego by unikać tego miejsca i własnej rodziny. Nasz dziadek jest jednym z najpotężniejszych magów w Otchłani i pilnuje porządku w tej części naszej krainy, nie ma problemów ze zdobyciem tego co chce i niewielu jest w stanie mu się sprzeciwić i nie odczuć przy tym żadnych konsekwencji... Chyba się domyślam dlaczego Vin jest taki zły, ale chyba powinien ci sam o tym powiedzieć - dodała zaraz, patrząc ze smutkiem na swoją smoczą przyjaciółkę.
        W tym czasie Veryvin snuł się bez większego celu po swojej dawnej posiadłości, szorując długim ogonem po zakurzonej podłodze. Jak tylko napotkał jakiegoś Olbrzymiego Pająka od razu się szkodnika pozbywał. To było tylko kwestią czasu, gdy jego dziadek tu po niego przyjdzie, ale im dłużej to trwało, tym bardziej markiz się niepokoił, co ten stary tyran kombinował.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Otchłań”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość