Oglądasz profil – Riordan

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Riordan Adalraen
Rasa:
Leśny Elf
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
427 lat
Wygląda na:
30 lat
Profesje:
Artysta, Zielarz, Alchemik
Majątek:
Zasobny
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Aura charakteryzuje się średnią siłą, którą ukazuje poprzez intensywne migotanie szmaragdowej poświaty. Powłoka została podzielona trzema odcieniami, które gładko między sobą przechodzą. Na początku w oczy rzuca się jasna miedź, następnie świeży barachit, by na koniec ujawnić intrygujący rtęciowy odcień. Wokół podstawy widać również kilka niewyraźnych kobaltowych zawijasów. Na dodatek jakby z oddali słychać liczne głosy oraz śmiech dzieci w upiorny sposób mieszające się z upiornym zawodzeniem wywołującym gęsią skórkę. Na dodatek niespodziewanie wszystko milknie w tajemniczej ciszy, która jakby pochłonęła wszelkie możliwe dźwięki. Właśnie w tym momencie można poczuć kojącą woń lasu. Przechodząc do wrażeń dotyków łatwo stwierdzić, iż powierzchnia jest dość miękka i elastyczna. Na brzegach jest chropowata, a czasem nawet ostra. Miejscami jednak występują też plamy aksamitnego meszku. W smaku natomiast drażni lepkością, aczkolwiek pozostawia miłe wspomnienie po swej łagodności.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Riordan
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Riordan

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
3 dni temu
Liczba postów:
3
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.11)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 33.33% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, niezbyt wytrwały, delikatny
Zwinność:niezwykle zręczny, perfekcyjny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, niezwykle czuły węch, czuły język, b. wyostrzone czucie, czuły zmysł magiczny
Umysł:bystry, błyskotliwy, silna wola
Prezencja:brzydki, nieokrzesany, przekonywujący

Umiejętności

ZielarstwoEkspert
Studiował je od dziecka teoretycznie i doświadczalnie.
MalarstwoEkspert
Może nie jest najlepszym malarzem w mieście, ale z pewnością tworzy najciekawsze obrazy (o ile ktoś lubi surrealizm).
BotanikaEkspert
Zarówno praktyczna jak i teoretyczna.
CzytanieBiegły
PisanieBiegły
Sporządzanie truciznBiegły
Jako zielarz i alchemik w końcu musiał się w to zagłębić. Zwłaszcza, że na trucizny zawsze jest popyt.
RytualizmBiegły
Stosuje przy każdej praktyce magicznej.
AlchemiaZaawansowany
Tej sztuki nie wyniósł z domu, ale uczył się po przybyciu do Valladon.
MedycynaZaawansowany
Między magią a zielarstwem w końcu uznał w sobie medyka i zagłębił się w temacie. Przynajmniej na własny użytek.
HandelZaawansowany
W końcu, chcąc nie chcąc, wszedł w brudny świat handlu.
Gra na flecieOpanowany
Cóż dodać... Jako elf (by podtrzymać uroczy stereotyp) nie mógł odmówić sobie kupna fletu i nauki kilku melodyjek.
EtykietaOpanowany
Stara się. Naprawdę. To, że wygląda przy tym karykaturalnie to nie jego wina.
Wiedza ogólnaPodstawowy
Czytał wiele książek, na wiele tematów, w związku z czym posiada szeroką, choć niezbyt głęboką wiedzę.
Jazda konnaPodstawowy
Teorię zna, bo swego czasu jeździł konno. Gorzej z praktyką, a konkretniej z predyspozycjami fizycznymi.
SzyciePodstawowy
Nie wykroi niczego skomplikowanego, ale szyje ubrania na własny użytek.

Cechy Specjalne

Prorocze wizjeDar
Miewa prorocze wizje i sny, które zwykle, choć nie zawsze, odróżnia od zwykłych majaków. Pojawiają się pod wpływem zażywania substancji psychoaktywnych.
Mowa zwierzątRasowa
Porozumiewa się ze zwierzętami wysyłając i odbierając komunikaty przypominające bardziej wrażenia niż słowa, wspomagając się przy tym mową ciała. Często mówi do zwierzęcia jak do człowieka, co pomaga mu zebrać myśli i lepiej wczuć w rozmowę.
Nadzwyczajna równowagaRasowa
W jego przypadku niezwykle istotna, bowiem pozwala ciału pokonywać przeszkody bez udziału świadomości, która najczęściej bywa... daleko.
Mowa roślinRasowa
Porozumiewa się z roślinami zwykle, by pozyskać wiedzę.
UzależnienieSkaza
Jest uzależniony od różnych substancji psychoaktywnych. Powoli nauczył się z tym żyć.
PsychozaPiętno
Przez szkody w jego mózgu spowodowane blisko trzystuletnim odurzaniem się, czasem nie odróżnia rzeczywistości od majaków sprowadzonych przez zażywane substancje, a po długim braku stymulacji sam z siebie zaczyna mieć omamy.

Magia: Rytuały

ŻyciaAdept
Nauczył się przed laty, do tej pory najczęściej stosował na własny użytek, choć zdarzyło się i dla innych.
PustkiCzeladnik
Pomimo talentu nie ukończył nauk, choć niewiele mu brakowało. Od lat sam doskonali się w tej dziedzinie.
DuchaNowicjusz
Dopiero zaczął iść w tę stronę. Sam odkrywa swoje skromne możliwości.

Przedmioty Magiczne

SzyszkaWyjątkowy
Najzwyklejsza sosnowa szyszka, której łuski zdobią drobne rzeźbienia wykonane przez Halvara (ukochanego). Dostał ją od niego w dniu, w którym opuścili Szepczący Las. Od tamtej pory Riordan trzyma ją w niewielkiej, lnianej sakiewce. Szyszka zwykle spoczywa przy jego sienniku, a kiedy wychodzi z domu, zawsze ma ją przy sobie w torbie lub kieszeni.

Charakter

Na pierwszy rzut oka Riordan jest osobą niezwykle spokojną i opanowaną. Rzadko podnosi głos, jest raczej życzliwy, a większość obelg starannie ignoruje. Choć najczęściej żyje pod wpływem wyciągów z ziół czy przeróżnych innych substancji wprowadzających w odmienny stan świadomości i w narkotycznym szale zdarza mu się robić różne dziwne rzeczy, większość ludzi, z którymi rozmawiał widzi w nim właśnie tę spokojną i stateczną osobę. 

Niewielu poznało elfa na tyle, by wiedzieć, że pod tą spokojną, gładką skorupą wciąż kotłuje się gniew, rozpacz i strach, które każdy normalny człowiek nazwałby szaleństwem, a on woli przypisywać w udziale przeżyciom sprzed lat. Ten kocioł emocji ujawnia się w nieprzewidywalnych momentach. Wystarczy słowo, które w danym momencie mocniej dotknie Riordana. Wid, który odsłoni to, co elf wolałby chować głęboko. Wtedy wybucha. Przestaje myśleć i działać racjonalnie. Uspokajają go jedynie malowanie, kot i mocne środki odurzające.

Nie lubi się zwierzać. Rozmawia często, czasem nawet bardzo głęboko, ale nigdy nie otwiera się bardziej niż by chciał. Jedyną istotą, która zna go na wylot jest Rudzielec. Zwierzę jest niezastąpione w kwestii zgłębiania ciemnych zakamarków duszy, jednak to sprawia, że nikt nie potrafi zranić Riordana tak jak on.

Przy każdej pracy elf zachowuje wewnętrzną ciszę i precyzję. Niezależnie od tego co się dzieje wokół niego, jak bardzo trzęsą mu się ręce, ani jakie emocje nim targają. Kiedy wie co ma zrobić, po prostu wie, że ma to zrobić.

Riordan sam siebie postrzega jako wrak, dlatego też woli nie postrzegać wcale. Wie, że to co w sobie kocha najbardziej, czyli przeszłość, jest zarówno tym, co sprawia my największy ból. Czasem miewa wyrzuty sumienia wobec samego siebie, za to do czego się doprowadził. Na szczęście je zawsze bardzo łatwo stłumić odpowiednią dawką. Nie przyznaje się do tego, ale szuka celu, albo przynajmniej dobrej śmierci, by choć trochę uszanować ofiarę Halvara.

Wygląd

Wygląd Riordana można by opisać jednym słowem: niezdrowy. Z resztą widać to na pierwszy rzut oka.

Jest wysoki i chorobliwie chudy. Kiedyś zauważył, że ludzie zwracają na to uwagę, więc zaczął szyć sobie luźną przyodziewę, co odniosło jednak skutek odwrotny od zamierzonego, upodabniając elfa do stracha na wróble. Od tamtej pory przestał próbować upodobnić się do istoty żywej. Sylwetka nie jest jedyną rzeczą, która może w nim odpychać. Riordan jest niezdrowo blady. Nie to, że ma szlachetnie jasną cerę. Jego skóra przybiera lekko sine czy zielonkawe odcienie i często można zauważyć wyraźnie zarysowane pod nią naczynia krwionośne.

Jak przystało na leśnego elfa, Riordan ma pociągłą twarz. A właściwie miał, bowiem teraz wygląda raczej jak żywa rycina wyobrażająca postać śmierci. Wiecznie podkrążone, często zaczerwienione oczy od urodzenia dotknięte są heterochromią. Prawe oko ma kolor stalowo-niebieski, zaś lewe zielony jak trawa po sianokosach. Całości dopełniają wąskie, lekko sine wargi. Jedynym co wpływa pozytywnie na jego aparycję pozostają długie, czarne włosy, ukrywające choć trochę zaostrzone rysy twarzy.

Riordan na co dzień ubiera się w co popadnie. Posiada kilka porządnych rzeczy, które przywiózł ze sobą jeszcze z Szepczącego Lasu, jak i kilka własnoręcznie szytych. Zwykle chadza boso. Nie to, że nie stać go na buty czy pragnie odczuwać nierozerwalną, duchową więź z miejskim brukiem. Zakładanie butów po prostu pochłania zbyt wiele czasu i koncentracji, które można zaoszczędzić wychodząc z domu bez nich.

Jeżeli chodzi o wrażenie, jakie wywiera na ludziach... Riordan właściwie jest głównie wrażeniem i wiele zależy od tego czym się danego dnia wspomaga. Bywa, że kroczy dziarskim krokiem, uśmiechając się do wszystkich wokół, czym budzi w ludziach wesołość, a nawet śmiech. Częściej jednak snuje się podobnie jak reszta mieszczan, co przy jego wyglądzie sprawia, że ludzie zupełnie go ignorują i tylko czasem jakieś dziecko wrzaśnie, spojrzawszy mu w oczy ze zbyt bliska. Bywają też dni, najczęściej te, w które bywa zupełnie przytomny, kiedy przechodnie traktują go jak żebraka, starannie omijając i patrząc ukradkiem z obrzydzeniem. Natomiast klienci zwykle mają go za pasjonata, widząc jak maluje w pełni pochłonięty sztuką i własnymi demonami.

Głos elfa jest niski, miękki i ciepły, choć jeżeli chce, może go w oka mgnieniu oziębić. Zwykle mówi spokojnie, raczej cicho. Rzadko kiedy zdarza się mu krzyczeć. Jeżeli jednak krzyczy, jego głos traci wszelką gładkość i łamie się momentami.

Historia

Riordan urodził się w Kryształowym królestwie jako pierwszy syn Hattraena i Rein. Jego rodzice byli artystami specjalizującymi się w malarstwie, więc od najmłodszych lat wpajali synowi swoje nauki. Wkrótce też nauczył się czytać, pisać, rozmawiać ze zwierzętami i roślinami, odpowiednio wysławiać i zachowywać, a także jeździć konno. Rodzice, jako przedstawiciele lokalnego świata kultury bardzo dbali o odpowiednie wykształcenie syna, przedkładając je ponad jego szczęście w nadziei, że spełni ich oczekiwania i kiedyś zrozumie, że właśnie to było dla niego najlepsze.

W wieku czternastu lat Riordan objawił swój magiczny talent. Rodzice chłopaka zadbali, by kompetentna osoba zajęła się oceną jego predyspozycji i już wkrótce zaczął szkolić się w magii życia. Wraz z magią, jako nauka nią wspomagana i przydatna w uzdrawianiu, zjawiło się w życiu młodego elfa zielarstwo i ziołolecznictwo. Riordan okazał się pilnym uczniem obojga nauczycieli i zaprzyjaźnił się z Ynnith, z którą spędzał długie godziny na teoretycznym i praktycznym studiowaniu właściwości, uprawy i życia roślin.

Kiedy Riordan ukończył trzydzieści lat i od dłuższego czasu pracował jako pomocnik swojego mistrza magii życia przy uzdrawianiu, nauczyciel uznał, że nie zdoła nauczyć go już niczego więcej, jako że przekazał mu już całą swoją wiedzę z tej dziedziny magii, a nie czuł się na siłach, by pomóc mu rozwinąć talent do magii pustki, który nieśmiało przebijał się w czasie nauki. Poradził uczniowi udać się do Adrionu, gdzie mieszkał jego przyjaciel z lat młodości. Riordan zaintrygowany otwierającą się przed nim drogą postanowił posłuchać mistrza. Pożegnał się z rodzicami, zapewniając, że wróci do nich kiedy tylko ukończy nauki, po czym udał się konno w samotną podróż.

Głównym traktem dotarł do Adrionu nie niepokojony przez nikogo. Kiedy zjawił się w mieście wyposażony w ekwipunek niezbędny do przetrwania i środki wystarczające na godne życie, od razu rozpoczął poszukiwania nowego nauczyciela. Udało mu się znaleźć przyzwoity pokój i nająć do pracy u uzdrowiciela. Po kilku dniach odnalazł mistrza, który po powołaniu się na znajomość z dawnym przyjacielem i za odpowiednią opłatą zgodził się udzielić mu nauk. W czasie pobytu w Adrionie poznał Halvara, młodego snycerza z Ekradonu, który przyjechał, by wykonać powierzone mu zlecenie. Zaczęli widywać się w każdej wolnej chwili, po pewnym czasie stali się nierozłączni. W końcu nadszedł jednak dzień, w którym Halvar musiał wrócić do swojej społeczności. Odkładał ten moment jak mógł, ale dostawał kolejne naglące listy od rodziny i pracodawcy. Z ogromnym bólem opuścił Adrion i udał się w drogę powrotną. Riordan nie wytrzymał długo. Wkrótce po odjeździe przyjaciela spakował niezbędną część swoich rzeczy i zostawiając za sobą pracę, naukę i miasto, które przyjęło go jak swego, rzucił się w ślad za Halvarem. Dogonił go jeszcze przed mostem na Livar. Na środku pustego traktu, pośród szumu starych drzew wyznali sobie miłość.

Kolejne dni były prawdziwą sielanką. Zamieszkali razem na obrzeżach Ekradonu, parając się swoim rzemiosłem i handlem z elfami i ludźmi, którzy zjawiali się tłumnie na targu. Riordan zaczął samodzielnie zgłębiać zielarstwo, dzięki czemu doszedł do tego, że był zdolny wytwarzać mieszanki, które wywoływały określony efekt nie tylko na ciało, ale i na umysł. Ludzie chętnie kupowali jego produkty, często też sam próbował ich dla rozrywki. Po roku spędzonym w Ekradonie Riordan zaczął coraz gorzej czuć się w społeczeństwie. Coraz bardziej pragnął wolności, własnego życia tylko z Halvarem gdzieś, gdzie nikt nie wiedziałby kim są i skąd pochodzą. Zaczął fascynować się stylem życia ludzi, którzy zdawali się istnieć obok siebie. Rozmawiali o tym wielokrotnie, aż w końcu postanowili razem opuścić Szepczący Las.

Droga miała być łatwa i niezbyt długa. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, kiedy w lesie, u zbiegu rzek natknęli się na lokalnych patriotów. Halvar, wyczuwając ich intencje dobył broni. Nie pomylił się. Banda otoczyła podróżnych, wykrzykując pod ich adresem przeróżne hasła z życzeniem śmierci dla nich i całej ich plugawej rasy na czele. Riordan nigdy nie szkolił się w walce, z resztą nie był zbyt silny, więc musiał zdać się na Halvara, który za wszelką cenę starał się ochronić ukochanego przed napastnikami. Zdesperowany położył kilku przeciwników, ale wiedział, że nie ma większych szans. Krzyczał na Riordana, żeby uciekał, miotał się w panice, próbując utrzymać tempo, ale wkrótce jego wierzchowiec padł ugodzony bełtem, po czym jeden z oprawców ciął go kordem od ramienia po pierś.

Riordan przyglądał się wszystkiemu, wstrzymując tańczącego ze strachu konia. Trząsł się w niemej rozpaczy wiedząc, że nie pokona napastników bez broni i umiejętności, że gdyby jednak zdołał, mógłby uratować Halvara, że nie może go opuścić, a przede wszystkim, że powinien go posłuchać i uciekać. W ostatnim momencie poderwał konia do galopu, wciąż patrząc na drgające konwulsyjnie ciało ukochanego. Nie zauważył bełtu, który praktycznie otarł się o jego skroń.

Kiedy wjechał do miasta, błądząc wzrokiem odnalazł karczmę. Nie chciał. Bardzo nie chciał tak skończyć. Nie chciał zapomnieć. Jednak nie wiedział jak inaczej mógłby stłumić ból, który na przemian ściskał i rozrywał go od wewnątrz. W końcu wszedł do lokalu. W tamtej chwili nie pamiętał nawet co zrobił z koniem. Usiadł pod ścianą, w najciemniejszym kącie i tak jak wielu zrozpaczonych przed nim i po nim pił do utraty przytomności. Dosłownie.

Karczmarka odnalazła go dopiero następnego ranka, kiedy zmuszona była odskrobać go miotłą z polepy. Z początku była przekonana, że elf nie żyje, co nie byłoby pierwszym przypadkiem w jej karierze. Jednak traf chciał, że w tym właśnie miejscu zwykł śniadać mistrz Adalbert, sławny niegdyś alchemik, zamieszkujący podówczas przedmieścia Valladonu, ciesząc się słabnącą popularnością i rosnącym spokojem. Mężczyzna z miejsca zainteresował się losem młodego elfa. Nie było to przejawem zwykłej, ludzkiej empatii. Raczej ciekawości. Adalbert ustalił w końcu, że stojący przy koniowiązie, nieoporządzony wierzchowiec, którego o dziwo nikt jeszcze nie ukradł, musiał należeć do Riordana. Z pomocą dziewczyny przerzucili nieprzytomnego elfa przez siodło i alchemik udał się do swojego niewielkiego domu.

Kolejne dni były dla Riordana trudne i niewiele z nich zapamiętał. Głównie rzygał, płakał, wołał o śmierć, przeklinał starca, który wmuszał w niego jedzenie, znów rzygał i bezustannie wił się po podłodze. Aż pewnego dnia przestał. Po prostu zamilkł i wbił mętny wzrok w przestrzeń. I tak przez kolejnych kilka dni. Postęp był taki, że zaczął jeść i pić, nie zwracając wszystkiego natychmiast, ale wciąż niewiele i tylko wtedy, kiedy Adalbert go karmił czy poił. Sam nawet nie podnosił głowy. Wreszcie powoli zaczął odzyskiwać kontakt ze światem. Może uznał, że jednak musi żyć, a może był to efekt różnych środków podawanych mu przez alchemika wraz z wodą. Tego nigdy nie ustalili.

Riordan zaczął pomagać mężczyźnie w codziennych obowiązkach, choć wciąż nie wychodził z domu, a przez długie miesiące nie odezwał się słowem. Adalbert cierpliwie znosił żałobę gościa, nie pytając go nawet o imię. Czasem siadali razem wieczorem i alchemik opowiadał różne historie. Elf szybko zrozumiał, że starzec od wielu lat nie miał przy sobie nikogo, z kim mógłby spokojnie porozmawiać. Słuchał więc cierpliwie, zwykle krojąc lub ucierając składniki, o których przyrządzenie poprosił go gospodarz. Wkrótce dowiedział się, że mężczyzna nigdy nie miał dzieci, choć jak wielu, marzył o synu. Jego żona opuściła go, kiedy byli jeszcze młodzi, a on nigdy już nie pokochał innej. Po tej historii Riordan wreszcie zrozumiał dlaczego Adalbert opiekował się nim i powoli zaczynał przekazywać mu swoją wiedzę.

Dwa lata później starzec zaniemógł. Z dnia na dzień osłabł, zaczął kaszleć i gorączkować. Riordan zrozumiał, że przyszedł czas, by odwdzięczyć się za okazaną mu dobroć. Ułożył alchemika na sienniku, okrył i postawił w jego zasięgu dzban z wodą, po czym wyjął ze swojego tobołka torbę i pieniądze.
- Wrócę - powiedział tylko i wyszedł. Adalbert długo jeszcze leżał oniemiały, zapominając nawet o kaszlu. Było to pierwsze słowo, jakie usłyszał z ust elfa i pierwszy raz, kiedy gość zdecydował się wyjść frontowymi drzwiami. Wrócił dwie godziny później z torbą pełną suszonych ziół i kilkoma olejkami. Z miejsca przystąpił do leczenia przy pomocy magii i metod konwencjonalnych. Alchemik bez słowa przyglądał się jego poczynaniom. Kiedy wreszcie skończył i podał Adalbertowi napar, usiadł przy sienniku i po raz pierwszy rozmawiali.

Kolejne lata Riordan spędził na nauce sztuki alchemii pod okiem mistrza i drogiego przyjaciela. Pewnego dnia mężczyzna poprosił elfa, by przyniósł ze strychu kilka ksiąg. Okazało się, że nie były one jedynym co tam znalazł. Adalbert z radością pozwolił mu zdjąć zalegające od wielu dekad płótna i sprzęt malarski pozostały po jego żonie, dzięki czemu elf mógł powrócić do rodzinnego rzemiosła, kontynuując naukę oraz praktykę zielarstwa i magii. Był to najspokojniejszy czas w jego życiu.

Wreszcie jednak, w wieku osiemdziesięciu trzech lat mistrz Adalbert zmarł. Odszedł spokojnie, we śnie, mając u swego boku upragnionego syna. Wkrótce też odszedł koń Riordana, który spędził ostatnich dwadzieścia lat w przydomowym ogródku, co jakiś czas pomagając swoim ludziom w pracy. Tamtego dnia elf odciął się od przeszłości i zaczął wieść własne życie. Odkrył jak połączyć swoje specjalizacje. Zaczął próbować na sobie kolejne zioła i substancje alchemiczne. Malował w oparach narkotycznego dymu, tworząc obrazy tego, co nie istniało lub istniało w zupełnie innej formie.

Zażywane w różnych formach substancje powoli wyniszczały jego ciało i umysł, ale Riordan wciąż kontrolował się na tyle, by utrzymywać się z dala od śmierci. Wiele czasu spędzał w domu, jeszcze więcej w piwnicy, studiując we własnym zakresie magię ducha i medycynę. Ludzie zaczynali go unikać, choć w środowisku artystów i miłośników sztuki postrzegany był raczej jako osoba, która oddała duszę i ciało swojej pasji. Ogród za domem urządził podle własnych potrzeb, dzięki czemu część roślin mógł sprzedawać innym zielarzom i uzdrowicielom. Powoli przyzwyczaił się do takiego życia i zaczynał przyjmować świat urojeń i majaków za swój własny.

Pewnego mroźnego dnia, po powrocie do domu zastał na dogasającym piecu mały, czarny kłębuszek o wielkich, żółtych oczach. Początkowo uznał, że zwierzę najprawdopodobniej nie istnieje, zwłaszcza, że miał nieodparte wrażenie, że widział je wcześniej we śnie. Zignorował więc zwidę i zabrał się za codzienne czynności. Jednak kiedy po kilku dniach, z których część przeżył w pełni świadomie, kotek wciąż przemykał przed nim co jakiś czas, uznał, że może jednak warto byłoby zainteresować się sprawą. Położył się na podłodze, mrużąc oczy i zaczął przekonywać kłębuszek, że chciałby tylko porozmawiać. Kotek w końcu dał się przekonać i po pewnym czasie umościł się na piersi elfa, mrucząc donośnie. Ostatecznie ustalili, że kotek zostaje.

Riordan zastanawiał się przez dłuższy czas nad imieniem dla zwierzątka. Pytał ludzi, szukał w książkach, patrzył godzinami na mały, puszysty kłębuszek. W końcu, kiedy zrezygnował już z imienia Kot, uznał, że imię Rudzielec, które padało najczęściej z ust przypadkowych ludzi, jest wystarczająco dobre. Ostatecznie elf stał się oficjalną własnością i podopiecznym kotka.

Towarzysz

Imię:Rudzielec
Gatunek:Kot
Płeć:Samiec
Wiek:7 lat

Rudzielec jest. W odróżnieniu od wielu rzeczy i istot, których nie ma.

Duży, czarny kot o długich łapach i ogonie przybłąkał się do Riordana jako podrostek i został. Elf sam nie wie czy kot zamieszkał z nim z jego woli, czy z własnej. W każdym razie żyją ze sobą od ponad sześciu lat, co w przypadku Riordana jest niemałym osiągnięciem. Rudzielec często wybywa na całe dnie i wraca wieczorem, by uspokoić swojego elfa mruczeniem lub rozmową. Rozmawiają dosyć często i często kończy się na kłótni, rzucaniu przedmiotami i wyzwiskami. Zwłaszcza wtedy, kiedy kot próbuje odgrywać rolę sumienia Riordana. Bywa jednak, że spędza dzień w sposób najbardziej klasyczny. Zwinięty w kłębek na zapiecku, uchylając od czasu do czasu żółte ślepia i kontrolując poczynania elfa.

Relacja Riordana i Rudzielca jest lekko skomplikowana. Najprościej byłoby to chyba nazwać miłością, zważywszy na liczne kłótnie i wieczne obelgi. Mimo wszystko dbają o siebie nawzajem. To znaczy Riordan daje kotu schronienie, pożywienie i rozrywkę, a kot Riordanowi zapewnia opiekę specjalistyczną, poczucie bezpieczeństwa w rzeczywistym świecie i rozsądek. Bywało nieraz, że Rudzielec musiał szukać elfa po mieście i odprowadzać go do domu. Zwykle układał się wtedy obok niego i mruczał do snu, kazania pozostawiając na poranek.

Względem obcych Rudzielec zachowuje dystans. Dawno już wytłumaczył Riordanowi, że może opiekować się nim, ale nie jego biznesem, więc niewielu klientów miało zaszczyt go poznać. Czasem ostrzega elfa przed podejrzanymi ludźmi, a czasem tylko śledzi rozwój wydarzeń. Jak to kot.

Posiadłość

Lokalizacja: Valladon
Niewielki, parterowy budynek z szachulca, kryty gontem. Posesja, zlokalizowana na przedmieściach Valladonu, otoczona jest niskim, drewnianym płotkiem. Sam dom stoi frontem do drogi, za zasłoną z łubinu krzewów różanych, dwóch drobnych sosen i pnącza obrastającego z wolna drewniane wsporniki dachu i ścian. Wyłożona wkopanymi w ziemię kamieniami, zarastająca stopniowo ścieżka prowadzi na ganek przez wąskie, dwustopniowe schodki z bali.

Wewnątrz dom sprawia raczej klaustrofobiczne wrażenie. Podłoga i strop z ciemnego drewna, w połączeniu z małymi oknami sprawiają, że pomieszczenia wyglądają na znacznie niższe niż są w istocie. W dodatku Riordan niemal bez przerwy, w każdym wolnym miejscu, suszy zioła, co sprawia, że nierzadko pod sufitem wiszą gęsto girlandy ziela.

Drzwi wejściowe prowadzą do największej izby z kominkiem i regałami, na których stoją naczynia ze składnikami zielarskimi i alchemicznymi, a także drobny sprzęt taki jak moździerze, przeróżne miski, noże, tłuczki i kociołki. Prócz tego na podłodze pod ścianami stoją beczki, skrzynie i worki z substancjami sypkimi, zaś nad nimi, na hakach, wisi kilka kos i sierpów o różnym przeznaczeniu.

Z głównej izby, bezpośrednio przechodzi się do wąskiego korytarza, w którym znajduje się ościeżnica po drzwiach do pracowni malarskiej, która stanowi jedyne doświetlone pomieszczenie w domu i jedyne, w którym zapach ziół ustępuje zapachowi farb i terpentyny. Pracownia spełnia wszelkie możliwe oczekiwania. Są sztalugi, płótna, deski, regał z pędzlami, szpatułkami, szczotkami, słoikami przeróżnych farb, jest stos brudnych palet, kilka butelek z terpentyną, a także szezlong i zydelek dla modeli.

Również w korytarzu znajdują się drzwi do sypialni Riordana. Niewielkiego pomieszczenia, w którym jedynymi stałymi są siennik, bałagan i otwarte na oścież okno. Sypialnia jest pomieszczeniem, po którym, bez uszczerbku na zdrowiu, poruszać się potrafi chyba tylko gospodarz. Potrafi też bez trudu znaleźć tam wszystko, czego potrzebuje.

Dalej, przy końcu korytarza, który wbrew pozorom nie jest długi, mieści się niewspółmiernie do reszty domu czysta kuchnia z piecem, kilkoma szafkami, stołem, krzesłami i balią, która powinna stać w łaźni, gdyby takowa w ogóle w budynku występowała. Z kuchni przejść można do niewielkiego pomieszczenia, w którym znajduje się tylko drabina prowadząca na strych i klapa kryjąca schody do piwnicy.

Strych stanowi książkowy wręcz przykład graciarni, w której nie odnajduje się nawet Riordan. Natomiast piwnica jest jego prawdziwym królestwem. Liczne regały i szafy tworzą skomplikowany, acz przemyślany labirynt, w którym znaleźć można księgi, zwoje, pojedyncze pergaminy, zapiski, składniki alchemiczne i zielarskie nieprzeznaczone na sprzedaż z różnych przyczyn, rozmaite trunki, przeważnie na bazie alkoholu, przeróżne aparatury i kilka wolnych stołów.

Krótki, jak to już zostało ustalone, korytarz kończy się drzwiami prowadzącymi na tyły domu, gdzie znajduje się właściwy ogród. Cały teren podzielony jest na ogród ziołowy, zajmujący większą część, warzywniak, niewielki i raczej ciasny sad, szklarnię, w której na drewnianych stelażach, w ustawionych piętrowo donicach rosną rośliny wrażliwe na zmienne warunki atmosferyczne i, rzecz jasna, wychodek na uboczu.
  • Najnowsze posty napisane przez: Riordan
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data