Oglądasz profil – Rogvir

Ta postać nie została jeszcze zaakceptowana
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Rogvir Magnusson
Rasa:
Niedźwiedziołak
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
60 lat
Wygląda na:
30 lat
Profesje:
Najemnik, Wojownik, Łowca
Majątek:
Ubogi
Sława:
Nieznany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Rogvir
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Rogvir

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
3 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
1 godzinę temu
Liczba postów:
1
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile

Brak profili posiadających połączenia.

Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, nie do zdarcia
Zwinność:zręczny, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, dobry słuch, wyostrzony węch, wyostrzony smak, nieznaczny zmysł magiczny
Umysł:b. silna wola
Prezencja:brzydki, nieokrzesany, charyzmatyczny

Umiejętności

Władanie bronią jednoręczną i tarcząMistrz
Od dziecka szkolił się w walce przy użycia zarówno krótkiego miecza jak i toporka wraz z tarczą. W wyjątkowych sytuacjach jest w stanie nawet władać broniami przy użyciu obu rąk (aczkolwiek najpewniej czuje się z tarczą)
WspinaczkaEkspert
Życie w górach zobowiązuje.
JeździectwoBiegły
Świetnie sobie radzi w siodle, potrafi z niego skutecznie walczyć
PolowanieBiegły
Władanie dwuręcznym toporemBiegły
Poza bronią jednoręczną, Rogvir sprawnie posługuje się też dużym toporem, ale ucieka się do tego w ostateczności.
PrzetrwanieZaawansowany
TropienieZaawansowany
Pisanie i czytanieOpanowany
TorturowanieOpanowany
Czy dźganie i rozcinanie skóry związanego osobnika można nazwać umiejętnością? Może nie. Wykonanie za to niezwykle brutalnego Krwawego Orła do najłatwiejszych już nie należy.
ŁucznictwoOpanowany
Ojciec nauczył go również strzelać z łuku, ale nigdy nie przypadło to Nordyjczykowi do gustu. Praktyczne, ale także tylko w ostateczności
TaktykaOpanowany
Rogvir zna się na prowadzeniu niewielkiego oddziału do walki. Co prawda poza rodzinnymi stronami jego taktyki mogę być nieco bezużyteczne, ale lepsze takie niż żadne.
UnikiOpanowany
PływaniePodstawowy
Utrzyma się na powierzchni, jednak zbyt długo czy daleko nie popłynie. A jak spróbuje to wygląda jakby się topił
GarbarstwoPodstawowy
Jak każdy mieszkaniec Niedźwiedziej Osady, Rogvir nauczony jest podstaw garbarstwa
KowalstwoPodstawowy
Jak każdy mieszkaniec Niedźwiedziej Osady, Rogvir nauczony jest podstaw kowalstwa

Cechy Specjalne

Cechy NordyjczykówRasowa
Po przemianie w Niedźwiedziołaka zachował pewne cechy rasowe Nordyjczyków: - Gigant - Odporność na zimno - Szybki metabolizm
Przemiana w niedźwiedzia i hybrydęRasowa
Rogvir, jak każdy Niedźwiedziołak, posiada umiejętność przemiany w hybrydę człowieka z niedźwiedziem, a także w zwykłego niedźwiedzia.
Mowa zwierzątRasowa
Naturalną cechą niedźwiedziołaka jest porozumiewanie się mową zwierząt.
SzałRasowa
Kiedy życie Rogvira jest zagrożone, ten może wpaść Szał. Staje się wtedy dużo szybszy i silniejszy niż w swojej normalnej formie.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

RunaZaklęty
Tajemnicza kamienna runa na rzemyku. Ślepiec "podarował" ów runę Olafowi, żeby uwięzić w nim Złego Ducha (jego imię pozostaje nieznane). Po tym jak Olaf stracił Runę w trakcie walki, a ta została odnaleziona przez mędrca, trafiła do Rogvira. Nie wpływa na niego w żaden sposób, jednak wciąż może pomóc Olafowi. Skąd Ślepiec w pierwszej kolejności wszedł w jej posiadanie również pozostaje niewyjaśnione.

Charakter

Najbardziej chyba dostrzegalną, czy też wyczuwalną cechą Rogvira jest swoista dzikość. Już jako “zwykły” Nordyjczyk otoczony był aurą brutalności, agresji; niedźwiedzia krew zwielokrotniła to do przerażających rozmiarów. Łatwo przychodzi mu zastraszanie innych, z czego bardzo chętnie korzysta, a wytrącenie go z równowagi to zwykle kwestia kilku nieodpowiednich słów. Wtedy w ruch idą pięści, ostrza, krzesła, ławy. Biada temu, kto akurat się pod rękę nawinie, bo wojownik gotów jest cisnąć i takim nieszczęśnikiem w drugiego pechowca. 

Za nic ma prawa ludzkich miast, kierując się bardziej surową sprawiedliwością “oko za oko” i przetrwaniem najsilniejszych. Jak większość Nordyjczyków nie jest zbyt religijną osobą. Co prawda czci Prasmoka, ale raczej sporadycznie, bardziej przywiązując uwagę do sił natury - to na nie najczęściej się klnie i to je prosi o podporę.

Nie skupia się za bardzo na dobrach materialnych, ograniczając się jedynie do pełnego żołądka i sprawnego osprzętu. Nie ma także hobby jako takiego. Prawda, zawsze lubił polować, ale najczęściej powiązane było to z wcześniejszym podpunktem - pełnym żołądkiem. Nigdy natomiast nie pogardzi beczułką miodu albo piwa. Tak - beczułką. Nordyjczyk wypija niepojęte ilości tych trunków, gdyż jako przedstawiciel swojej rasy nie jest w stanie się upić do nieprzytomności. Albo chociaż do utraty równowagi.

Można by pomyśleć, że pomimo swojej dzikości, Rogvir posiada jakiś swój swoisty kompas moralny. Jeżeli tak jest, to musi być on BARDZO elastyczny. Gdy topór zawodzi wojownik do osiągnięcia celu ucieka się do kłamstw, oszustw i sztuczek. Nie ma problemu z zabijaniem nieuzbrojonych czy bezbronnych - jeśli ma w tym jakiś cel. Nie podniesie ręki jedynie na dziecko, chociaż i tu pewnie znalazłyby się jakieś wyjątkowe sytuacje.

Nie stroni specjalnie od ludzi, chętnie przesiadując we wszelkiego rodzaju tawernach czy karczmach, ale i samotną nocą w lesie też nie pogardzi. Wtedy, częściej pod postacią niedźwiedzia, kręci się między drzewami szukając ofiary, albo po prostu rozrywki.

W kwestiach relacji damsko-męskich Rogvir jest koniec końców typowym facetem. Nordyjskim facetem, ale jednak. Wybredny nie jest i niebiańskiej piękności do przygodnej zabawy nie potrzebuje. Nie ma również żadnego swojego ideału kobiecości. O atrakcyjności decyduje wiele czynników, często przedziwnych (jak w przypadku jego matki. Dość szpetna była, ale mieczem wywijała jak żadna inna. Tym sposobem zdobyła serce ojca Rogvira, niemal dosłownie). Jak każdy samiec ślini się na widok pełnych kształtów i ładnych twarzyczek.

Jego główną motywacją jest rzecz jasna odnalezienie brata i uwolnienie go ze szponów demona, jednak chętnie wykorzystuje okazję do poznania świata poza rodzinnymi Górami

Wygląd

Poczynając od sylwetki - Rogvir mierzy ponad 7 stóp (około 220 centymetrów); już jako zwyczajny Nordyjczyk był wysoki, po przemianie urósł jeszcze bardziej. Transformacja wpłynęła także na jego muskulaturę, mężczyzna wygląda bowiem jak chodząca kupa mięśni. Nawet jak chodzi lekko przygarbiony to i tak góruje nad wszystkimi. 

Twarz ma niby ociosaną z kamienia, twardą, szorstką, z lekko zapadniętymi policzkami i wyraźnie zaznaczonymi kośćmi. Przez środek twarzy biegnie długa szrama - jedna z pamiątek po niedźwiedziu. Oczy są głęboko osadzony w czaszce, nieco zwężone o bardzo jasnym, niemal białym odcieniu. Nos jest szeroki, z przygarbionym po kilku złamaniach mostkiem. Włosy nosi splecione w gruby warkocz, sięgający łopatek z wygolonymi prawie na łyso bokami. Zarówno one, jak i gęsta, długa broda oraz krzaczaste brwi są brudno-płowe. Całej tej dzikości obrazu dopełniają nieludzkie, bo niedźwiedzie kły, które chętnie obnaża.

Skupiając się na samym torsie w oczy rzucają się (poza bliznami) liczne tatuaże. Część z nich to typowe dla Nordyjczyków wzory plemienne, inne to z kolei tajemnicze runy, “dar” od Ślepca. Rogvir sam nie wie co dokładnie znaczą, wie natomiast że po części uratowały go przed śmiercią. Czy obecnie również kryją w sobie taką moc? Tego nie wiedział nawet sam autor. (Nie mają. Teraz to zwykła ozdoba - przyp. autora) Znalazło się nawet miejsce na wizerunek (a jakże) niedźwiedzia, z krwisto czerwonymi ślepiami i rozdziawioną gębą. Teraz pasował do nosiciela jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Rogvir nosi się dość luźno. Ma to swoje odbicie zarówno w jego ubiorze jak i sposobie poruszania się. W gorące dni (które dla rodowitego mieszkańca mroźnych Gór Targornu występują nader często) naciąga jedynie szerokie portki skórzane, paradując z gołym torsem. Gdyby nie głupie konwenanse pewnie latałby nago przez to cholerne słońce. Gdy zaś temperatura ochłodzi się nieco, narzuca na siebie lnianą koszulę, czasami okrywając się płaszczem z niedźwiedzia (w tym momencie można chyba zauważyć dziwną fascynację Rogvira tymi ssakami). Przez plecy zawsze przewieszoną nosi okrągłą tarczę, tak wielką, że zdołałaby zakryć całego człowieka. U pasa dynda mu sporych rozmiarów toporek. Poza tym Nordyjczyk uzbrojony jest również w nóż myśliwski.

Porusza się zadziwiająco lekko, jak na swoje gabaryty, chociaż nie można tego nazwać gracją. Podczas chodu, garbiąc się, buja się delikatnie na boki. Jedną rękę zawsze trzyma przy broni, żeby w sytuacji zagrożenia w ułamku sekundy jej dobyć.

Głos mężczyzny jest niski, szorstki. Momentami brzmi bardziej jak warczenie (i nie jest to zasługą transformacji). Mówi raczej powoli, niemal ospale - jakby starał się, aby jego rozmówca w pełni go zrozumiał. Wszystko to jednak znika, kiedy Nordyjczyk wydaje z siebie bojowy okrzyk. Brzmi wtedy jak rozjuszona bestia i nawet największego tchórza ogarnia wtedy wola walki i chęć zwycięstwa. A jeśli tak się nie dzieje, to z pewnością serce takiego ktosia napełnia się lękiem.

Jako niedźwiedziołak, Rogvir jest dużo wyższy niż normalnie. Wygląda jak przerośnięty niedźwiedź z wydłużonymi łapami i szponami (przypominającymi ludzkie kończyny i palce). Futro ma dość jasne, tylko trochę ciemniejsze od jego naturalnych "ludzkich" włosów. Ciekawym jest fakt, że tatuaże, które pokrywają cały tors wojownika, pozostają również na niedźwiedzim futrze.

W swojej ostatecznej formie przybiera postać niedźwiedzia. Wtedy też wygląda jak najzwyklejszy miś o jaśniejszym futrze.

Historia

	Tej nocy, pośród gór szalała potężna śnieżyca, a czarne niebo raz po razie rozrywane było piorunami, niby sam Prasmok gniewnie ciskał swymi pazurami. Było jednak coś dużo głośniejszego od samej burzy. Krzyk. Krzyk rodzącej kobiety, który wwiercał się w czaszkę i rozsadzał ją od środka. Pośrodku niedużej osady, położonej nad brzegiem, w drewnianej chacie zebrali się wszyscy mieszkańcy, by czuwać, nad przyszłą matką, jak to mieli w zwyczaju. Kobieta leżała teraz na stole, a przy niej siedział postawny mężczyzna, ściskając swoją ukochaną za rękę. Poród trwał już dobrą chwilę, aż w końca baba wioskowa zarządziła.
- Trzeba ciąć, dziecko jest za duże - po chacie poniósł się cichy pomruk zebranych, a sam oczekujący tylko mocniej ścisnął dłoń partnerki
- Wszystko będzie dobrze - wyszeptał chyba bardziej do siebie.
Ktoś podał babie torbę z owczej skóry. Kobieta zaraz zabrała się do operacji. Wydawało się, że trwa to całą wieczność, ale w końcu, po walce pełnej łez, bólu i krwi mężczyzna trzymał wysoko nad głową sporych rozmiarów niemowlę
- Mam syna! Słuchajcie mnie wszyscy! Mam syna!
- Huraaa!
- Haaaaaa!
- Raaaa!
Czuwający podnieśli ryk równie gromki i donośny jakby co najmniej wojnę wygrali.
- Nadaj mu imię - rzekła baba, smarując dziecku czoło mieszaniną tłuszczów zwierzęcych
- Rogvir. Jego imię to Rogvir .
- Bądź więc Rogvirze potężny i silny. Niech twoi wrogowie drżą przed tobą, a przyjaciele wznoszą na twą cześć pieśni i okrzyki!
Chata raz jeszcze zadrżała od ryku czuwających. Śnieżyca jakby ustała

************************************************

- Nienawidzą cię...gardzą tobą… - młody mężczyzna, około 30, siedział na skraju łóżka i tępo wpatrywał się w ścianę. Głos w jego głowie rozbrzmiewał coraz częściej i coraz głośniej. - Zamordują cię we śnie...zdradzą...chyba że...
Drzwi otwarły się z głośnym łupnięciem, a do pomieszczenia wparowało kolejnych dwóch mężczyzn.
- Bracie, czekamy na ciebie! Czas zacząć trening - zakrzyknął radośnie najmłodszy i jednocześnie najniższy z trójki, Gunjar.
- Zaraz...zaraz przyjdę - odsapnął Olaf, najstarszy z braci.
- Chodźmy Rogvirze, ojciec się niecierpliwy.
Wszyscy trzej, Olaf, Rogvir oraz Gunjar, byli synami przewodnika, niejako wodza, osady położonej głęboko w Górach Targorn, Magnusa Svensona. Pomimo faktu, że wszystkimi Nordyjczykami rządziło dwóch królów, każda osada czy wieś miała swojego pomniejszego przewodnika. Dowodził on podczas najazdów, zarządzał ludźmi i rozsądzał spory. Kiedy jednak król wzywał, stawał się zwyczajnym podwładnym. Wieś Magnusa, nazywana przez miejscowych Niedźwiedzią Osadą przez wzmożoną aktywność niedźwiedzi w okolicach, zamieszkana była głównie przez Nordyjczyków. Czasami jakiś ludzki śmiałek przybywał tam i próbował się osiedlić, jednak ciężkie warunki pogodowe i co najważniejsze nieufność mieszkańców względem obcych skutecznie zniechęcała takich głupców.
Na samym środku wsi, w wielkim okręgu trenowali wojownicy. Mężczyźni i kobiety po równo. Wszystkiemu przyglądał się Magnus, co jakiś czas zaczepiając młodszych kombatantów i poprawiając im postawę, technikę i tym podobne. Kiedy zobaczył zbliżających się synów zmarszczył brwi.
- Trening rozpoczyna się codziennie o tej samej porze, Olafie. Czyżbyś nie potrafił tego zapamiętać? - odrzekł surowo Magnus, mierząc syna wzrokiem.
- Nienawidzą… - głos w głowie Olafa znowu szeptał. - Traktują jak psa…
- Hej! Mówię do ciebie!
- Przepraszam ojcze. To się więcej nie powtórzy - wymamrotał pół-przytomnie mężczyzna.
- Mam nadzieję. Bierz miecz do ręki i stawaj. Dzisiaj będziesz ćwiczył z Rogvirem. Gunjar, Hroki czeka na ciebie cały poranek, nie pozwól tej sarence uciec!
Nazwanie Hroki, dwumetrowej i umięśnionej wojowniczki sarenką, to jak nazwanie sarenką niedźwiedzicy. Kobieta wodziła wzrokiem za najmłodszym z braci jak tylko pojawił się na arenie. Gunjar co prawda nie dorównywał braciom posturą czy umiejętnościami bojowymi, ale za to był niezwykle bystry i potrafił błyskawicznie dostosowywać się do panującej sytuacji. Poza tym, w przeciwieństwie do większości mężczyzn we wsi był całkiem przystojny. Skąd to się wzięło nikt nie wie, wszak Magnus facjatą mógł odstraszać niedźwiedzie, podobnie pozostali synowie. Jego żona, Froki, najurodziwsza też nie była. Za to jak walczyła! W boju była bardziej narwana od samego Magnusa i czasami dało się odnieść wrażenie, że to ona dowodzi. Ta zajadłość i brawura w końcu ją zgubiły, gdy podczas szarży została przebita włócznią. Odeszła z uśmiechem na twarzy.
Rogvir zamachnął się mieczem, uderzając w tarczę brat. Ten zachwiał się lekko na nogach, ale szybko odzyskał równowagę i odwdzięczył się pchnięciem. Ostrze na chwilę utknęło w tarczy Rogvira, jednak Olaf szarpnął ręką, uwalniając je. To jednak dało średniemu z braci wystarczająco czasu na skuteczne natarcie, które ścięło Olafa z nóg. Z łoskotem poleciał w błoto.
- Jeden - zero - mruknął Rogvir i wyciągnął do brata dłoń. Ten tylko odepchnął ją i dźwignął się do pionu.
- Gardzą….plują….śmieją się za plecami...kiedy będą w twarz? kiedy nad grobem? - szepty nie ustawały.
Podjudzany przez głosy Olaf coraz agresywniej wyprowadzał ataki, zupełnie jakby starał się zabić brata. Z początku bawiło to Rogvira, ale z każdym kolejnym ciosem humor mu znikał. Każdy kontratak musiał wykonywać tak, żeby nie zranić Olafa. W końcu popełnił błąd, który kosztował go miecz. Teraz machając samą tarczą odpierał kolejne szarże. Zebrani wokół szybko dostrzegli nieco bardziej ambitny trening i teraz wpatrywali się w braci, nie wiedząc co począć.
- Olafie! Olafie! Opanuj się! - krzyczał Rogvir, starając się nie zginąć. Nie widząc innego wyjścia, przy kolejnym zbiciu nadlatującego ostrza, grzmotnął brata w głowę metalową obręczą tarczy. Przyćmiony Olaf poleciał do tyłu z twarzą zalaną krwią. Rogvir doskoczył do niego i jednym ruchem powalił na ziemię. - Przepraszam, Olafie. Nie dałeś mi wyboru.
- Co to było! - Magnus doskoczył do synów.
- Nie wiem, ojcze. W jednej chwili trenowaliśmy, w drugiej jakby starał się mnie zabić. Chociaż wytrącił mi miecz, wciąż atakował. Musiałem coś zrobić!
- Dobrze, zabierzcie go do chaty. Idę po Ślepca.
Ślepiec, jak sam kazał się nazywać, był...w sumie nie wiadomo kim był. Pewnego dnia przybył do Niedźwiedziej Osady i tu pozostał. Z początku i jego starano się zniechęcić do życia we wsi, jednak jego wyraźnie nadprzyrodzone zdolności okazały się bardzo przydatne. Tak, Ślepiec niewątpliwie parał się magią. Potrafił przepowiadać niedaleką przyszłość (chociaż kryła się ona za mgłą - dosłowną jak i metaforyczną), leczył rany i tym podobne. Nie robił tego rzecz jasna za darmo. Zawsze żądał czegoś w zamian. A żądania miał przeróżne, od worka ziemniaków po pierworodnego.
Magnus wszedł do pokoju zaraz za mędrcem. Ten, gdy tylko spojrzał na nieprzytomnego Olafa, od razu się skrzywił. Pochylił się nad mężczyzną.
- Złe moce...taak...złe moce, duchy. Długo...za długo - mamrotał jkaby do siebie.
- Jakie duchy!? Co za długo!?
- Twój syn, wodzu, jest opętany...albo nawiedzany. Nie ma dla niego ratunku. Może jedynie go bronić.
- Jak?! Mówże, Ślepcze! - Magnus niemal szarpał mędrcem. Ten tylko uniósł rękę, w której niby z wszechobecnego w izbie dymu wyłoniła się runa, w postaci medalionu.
- Musi to nosić. Zawsze. Magia w tym zaklęta ochroni go przed złymi duchami. A przynajmniej postara się. Teraz...jest za późno, możemy jedynie mieć nadzieję.
- Nadzieję? Może nie zadziałać? A jeśli nie będzie chciał go nosić? - spytał Rogvir.
- Nadzieję. Nic nie jest pewne. A co do chęci...jeśli go założy raz, sam nie będzie próbował zdjąć.
Ojciec nałożył wciąż śpiącemu Olafowi runę, która najpierw delikatnie zabrzęczała, żeby po chwili znowu zmienić się w kawałek kamienia. Twarz starszego syna rozluźniła się wyraźnie.
- Działa - szepnął Ślepiec, wyraźnie uradowany. - A zatem zapłata…
- Czego sobie życzysz? - Magnus nie był zadowolony z takich form zapłaty, ale wyboru wielkiego nie miał.
Starzec omiótł wzrokiem ponurą izbę. Nawet u przewodnika wsi bogactw nie uświadczysz. Zatrzymał się na Rogvirze.
- Chodź ze mną…
- Hej, hola! Co jest?! W zamian za uratowanie jednego syna mam ci oddać drugiego?! I po kiego czorta ci dorosły chłop? - Magnus był bardziej zaskoczony niż zdenerwowany. Raz się zdarzyło, że Ślepiec jako zapłatę wziął noworodka. Nie przyszło to jego rodzicom łatwo, ale ważył się wtedy los całej wsi. Teraz jednak sytuacja była zgoła odmienna.
- Zwrócę chłopaka. Chcę go...hmmm...pożyczyć.
- Dobrze - odparł sam zainteresowany.
Od wizyty Ślepca minęły trzy dni, a Rogvir nadal nie wracała. Wtem drzwi do chałupy otwarły się, a w progu stanął środkowy brat.
- Rogvirze, nareszcie! - zakrzyknął uradowany ojciec i uściskał syna. - Trzy cholerne dni! Co wyście tam robili? Opowiadaj!
- Prawdę mówiąc...sam nie do końca jestem pewien. Kiedy dotarliśmy do jego chaty omamił mnie jakimś zaklęciem, czy trucizną. Obudziłem się dopiero następnego dnia, ale nie mogłem się nawet na nogi dźwignąć. Wszystko bolało mnie jak diabli. A ten staruch mnie tatuował…
- Co? - i Magnus i właśnie przybyli Olaf i Gunjar mieli nieco skołowane miny, bo i historia Rogvira była przedziwna. - Jak tatuował? Pokaż
Mężczyzna zrzucił płaszcz z niedźwiedziego futra na ziemię i uniósł koszulę. Ciało pokryte miał licznymi runami i malunkami, których żaden z zebranych nie potrafił odczytać.
- Co one znaczą?
- Nie mam pojęcia, Ślepiec powiedział, że dowiem się w swoim czasie. Może to się wydać dziwne, ale czuję się jakby...lepiej. Lepiej niż kiedykolwiek.
- No, to chyba dobrze! Siadaj więc, zjedzmy w końcu razem i napijmy się!


************************************************

- To był najpotężniejszy niedźwiedź, jakiego widziałem! Jednym machnięciem łapy zmiótł dwóch wojowników z nóg! - ranny mężczyzna klęczał teraz przed Magnusonem. Z otwartej rany na głowie sączyła mu się krew, raz po razie zalewając oko.
- Spisałeś się! Zajmijcie się nim!
Do klęczącego podeszły dwie kobiety i delikatnie zaprowadziły do osobnej izby, żeby opatrzyć jego rany.
- Dwóch wojów...jasna cholera. Wiem że te misie są silne, ale aż tak? - twarz wodza już i tak poryta zmarszczkami zmarszczyła się jeszcze bardziej. Ataki niedźwiedzi były bardzo częste w tych okolicach, jednak zawsze dawali sobie z nimi radę. To była już druga wyprawa i teraz przynajmniej mieli ocalałego, które wszystko opowiedział.
- Ojcze, daj nam pójść - odezwał się Rogvir, który dotąd tylko przypatrywał się wszystkiemu. - Wiesz, że damy radę go pokonać!
- Nie mogę...nie chcę ryzykować utratą mych synów…
- Dlatego ryzykujesz utratą synów innych!? Nie możemy posyłać innych na śmierć, samemu siedząc bezczynnie!
- Nienawidzę gdy masz rację...dobrze. Ty i Olaf. Weźcie ze sobą kogo chcecie i wyruszajcie. Tylko nie ważcie mi się ginąć tam!
- Nie zawiedziemy Cię ojcze.
Dwaj bracia skrzyknęli chętnych do walki mężczyzn, pożegnali się z osadnikami i wyruszyli jeszcze tego samego dnia. Było ich razem siedmiu. Można by wziąć i piętnastu, jednak pozostawienie osady bez wystarczającej obrony byłoby głupotą. Nie, siedmiu wystarczy.
Dosyć szybko złapali trop niedźwiedzia. Ślady jakie zostawiał na śniegu były niemal dwa razy większe od śladów normalnego przedstawiciela gatunku. Wojownicy poruszali się powoli i w kupie, trzymając łuki i topory w gotowości. Nawet najdrobniejszy błąd mógł kosztować ich życie. Nagle w krzakach przed nim coś się poruszyło.Rogvir uniósł rękę, zatrzymując towarzyszy. Odwrócił się do Olafa i na migi nakazał mu obejść zarośla od boku. Za Olafem podążyło dwóch łuczników, reszta została. Krzaki, chociaż na spokojnie można by wziąć je za drzewa, szeleściły coraz niespokojniej, a po chwili dało się słyszeć również pomrukiwanie. Olaf wraz z kompanami naciągnęli łuki, oczekując na komendę brata. Gdy ręka wojownika opadła trzy strzały równocześnie opuściły cięciwy. Ryk jaki potem usłyszeli był iście mrożący krew w żyłach. Nie brzmiał jak niedźwiedź, o nie. To był demon. Diaboł prosto z czeluści piekieł. Zwalista kupa mięśni wyskoczyła z krzaków i w morderczym szale pognała w stronę Rogvira i reszty kompani, tratując ich jak szmaciane lalki. Łucznicy ponownie ostrzelali futrzaka, jednak strzały po prostu odbijały się od jego cielska.
- Cóż to za bestia? - szepnął jeden z łuczników.
- Niedźwiedź, tylko trochę większy. Strzelaj! - Olaf opróżniał swój kołczan, raz za razem śląc kolejne strzały w stronę agresora.
Rogvir stał już na nogach i szykował się do kontrataku. Zwinnie (jak na rosłego Nordyjczyka) uchylił się przed łapą uzbrojoną w ostre pazury i sam zamachnął się toporem. Ten z mlaśnięciem wbił się tuż za łopatką. Wojownik szybko uwolnił broń z cielska bestii i ponownie zaatakował, tym razem celując w kark. Futrzak był szybszy i całą swoją masę rzucił się w bok, powalając topornika. Z odsieczą przybyli pozostali osadnicy, którzy z nie mniejszą zawziętością nacierali na niedźwiedzia. Olaf, pozbywszy się już wszystkich strzał kłuł teraz miśka mieczem. Bestia jakby nie robiła sobie nic z otrzymywanych obrażeń. Jedynie ją bardziej rozwścieczały.
Walka trwała już dobre 30 minut, w przeciągu których niedźwiedź zgładził wszystkich, poza dwójką braci. Obaj byli solidnie poturbowani, ale wciąż trzymali się na nogach.
- Chyba...chyba jednak sobie nie poradzimy - uśmiechnął się Rogvir, trzymając się za poszarpane ramię.
- Co jest, braciszku? Nie dajesz rady? Może usiądź gdzieś z boku - Olaf odwzajemnił uśmiech.
- I pozwolić ci zgarnąć całą chwałę dla siebie? Możesz pomarzyć!
Wydali z siebie okrzyki bojowe i rzucili się w desperackim już ataku. Topór Rogvir ponownie zanurzył się w cielsku drapieżnika, Olaf z kolei miecz wcisnął prosto w jego oko. Futrzak ryknął przeraźliwie i wierzgnął z całej siły. Pochwycił Olafa w swoje łapska i dosłownie rzucił nim o drzewa. Rogvir pozbawiony topora dobył nóż myśliwski i dobiegł do brata.
- Olafie! Jesteś cał… - przerwał w pół słowa, gdy przeszył go kłujący ból. Z brzucha wystawała rękojeść noża. Rękojeść, na której spoczywała dłoń Olafa.
- Nienawidzą....Nienawidzą mnie...Gardzą mną… - choć głos wydobywał się z ust najstarszego z braci to wcale doń nie należał.
- Bracie….Olafie… - szepnął Rogvir i osunął się nieprzytomny w śnieg.

************************************************

Wciągnął nosem powietrze. Sarna. Niedaleko. Powoli ruszył, niuchając non stop, żeby nie zgubić tropu. Jest. Sama...bezbronna...ruszył

************************************************

Otoczony przez watahę wilków odganiał się łapą, rycząc wściekle. Żaden z agresorów nie ruszał na niego, czekając na resztę. W końcu największy z nich, niechybnie przewodnik postąpił do przodu. To był wystarczający sygnał. Wilczury rzuciły się nań, obnażając ostre jak brzytwa kły. Powstał na tylne łapy i złapał dwójkę napastników w szpony i cisnął na bok. Pozostałym udało się uczepić jego futra. Wierzgnął, starają się je bezskutecznie strącić. Bez ostrzeżenia grzmotnął na grzbiet, przygniatając zaskoczonego wilka. Kolejnego pochwycił w łapska i złamał jak zwykły patyk. Skowyt poniósł się echem po lesie. Pozostał tylko przewodnik. Największy pośród swojej już byłej watahy. Widząc ten niespodziewany obrót spraw chciał rzucić się do ucieczki. Było jednak za późno. Pochwycił go w szpony i wściekle wgryzł się w gardło, wyszarpując co tylko się dało. Już po chwili, sapiąc i charcząc, stał usmarowany wilczą krwią, pośród zmasakrowanych zwłok niedoszłych zabójców. Przymknął ślepia.

************************************************

Rogvir gwałtownie otworzył oczy i zakrztusił się powietrzem. Próbował jednocześnie poderwać się z łóżka, ale przeszywający ból całego ciała skutecznie mu to uniemożliwił. Na tyle, na ile był w stanie rozejrzał się po izbie. Wzrok miał nieco przyćmiony, a unosząca się wszędzie mgła nie ułatwiała identyfikacji. Mimo wszystko powoli poznawał to miejsce. To była chata Ślepca. Tylko starego nigdzie nie było. Raz jeszcze próbował się dźwignąć, tym razem ograniczając się do samych łokci. W głowie mu cały czas buczało, a w ustach czuł dziwny posmak, jakby surowego mięsa i mokrego futra. Drzwi uchyliły się, a do środka wsunął się łysy czerep mędrca.
- Obudziłeś się. Nareszcie. Spałeś prawie tydzień.
- Tydzień? Nie, nie. My walczyliśmy...z bestią...Olaf. Co z Olafem?
- Nigdzie go nie było.
- On...dźgnął...chciał mnie zabić. Dlaczego Olaf chciał mnie zabić…
- Znalazłem jedynie jego runę. Obawiam się...obawiam się, że twojego brata już nie ma. Pochłonęły go do reszty.
- Jakie one? Kto? CO?! - warknął Rogvir, żeby zaraz zanieść się kaszlem.
- Siedź cicho i słuchaj. Moje przybycie do waszej osady nie było przypadkowe...

************************************************

- Opętany? Myślałem, że ta twoja runa go chroniła? - historia, jaką opowiedział mu Ślepiec była mroczna, niepokojąca i niemal niedorzeczna. Kiedy jednak Rogvir przypominał sobie liczne napady szału brata, coraz śmielej dawał jej wiarę.
- I tak było. Po części. Prawda jest taka, że nie powiedziałem wam wszystkiego. Runa w istocie chroniła Olafa, ale działała jak więzienie na tego...upiora...zjawę…? Po prawdzie sam nie wiem czym jest. Przybyłem za nim do waszej osady. Wielce mnie zdziwiło, że osiadł właśnie tutaj, jeszcze bardziej że tyle lat trzymał się twojego brata. Podczas walki musiał go stracić, wtedy uwolniony duch wlał do głowy Olafa kilka lat gniewnych myśli. Dlatego chciał cię zabić.
- No właśnie. Dźgnął mnie. A jednak tu siedzę i z tobą rozmawiam. Potrafisz wskrzeszać martwych?
- Nie do końca. W istocie Olaf, a raczej duch, który nim kierował, chciał cię zabić. Uratowały cię boska opatrzność, moje tatuaże i bestia, z którą walczyliście.
- Niedźwiedź? Co ma z tym wspólnego niedźwiedź?
- Czy nie wydał ci się inny od pozostałych?
- Był ogromny...i jakby inteligentniejszy? Walczył na tylnych łapach, używał pazurów jak człowiek palców.
- Taaak...w istocie nie był to zwykły miś, jakich tutaj pełno. Ty, mój drogi chłopcze, mierzyłeś się z niedźwiedziołakiem. Hybrydą człowieka i niedźwiedzia.
- Niedźwie...co? Jaka hybryda? O czym ty pleciesz, starcze?
- Tak trudno ci uwierzyć w istnienie takich istot? A może nie zastanawia cię posmak krwi, z którym się obudziłeś? Spójrz na swoją brodę. Spójrz na swoje odbicie...
Ślepiec podstawił Rogvirowi pod nos lustro. Twarz, jaka się w nim odbijała była znajoma, a jednak nieco inna. Bardziej zwierzęca. Broda, już wcześniej całkiem gęsta, rozrosła się, oczy nieznacznie zwęziły, nabierając drapieżnego wyglądu. Ale największą zmianą były zęby. A raczej kły. Kły, zupełnie jak u tamtej bestii. Ciężko jest przestraszyć Nordyjczyka, ale Rogvir zląkł się.
- Co...co to ma być? Co ze mną zrobiłeś?! - gotów był się rzucić na mędrca, gdyby nie wciąż powracający ból całego ciała.
- Tak jak mówiłem. Moje tatuaże jedynie podtrzymały cię przy życiu. Resztą zajął się niedźwiedziołak. Powiada się, że gdy taka bestie ino cię drapnie, a zmienisz się w jedną z nich. Ty, mój drogi, byłeś już przez niego podgryzany. Gdybym go nie odpędził magią, niechybnie by cię pożarł. Ciężko Cię było uleczyć, ale jakoś dałem radę.
- Chcesz powiedzieć...że jestem
- Tak, jesteś. Mało tego, ostatni tydzień spędziłeś jako niedźwiedź. Za każdym razem musiałem cię szukać i sprowadzać do chaty. Teraz musisz się nauczyć to kontrolować.

************************************************

Przez kolejny tydzień Rogvir, pod czujnym okiem Ślepca, wracał do pełni sił i przyswajał nowe umiejętności. Kiedy w końcu mógł podnieść się z łoża o własnych siłach zauważył kolejną zmianę. Zawsze był sporej postury, jak na nordyjskiego wojownika przystało, ale teraz...teraz był naprawdę zwalistą kupą mięśni. I do tego urósł. Ten aspekt akurat mu się spodobał.
W trakcie treningów szybko odkrywał swoje zdolności. Poza oczywistą przemianą w niedźwiedziołaka nauczył się także porozumiewać się ze zwierzętami, a wyuczona wcześniej szarża zwana berserkerem jeszcze bardziej wyglądała jak szaleńczy atak drapieżnika.
Pomiędzy treningami starzec uzupełniał historię opętania Olafa o kolejne szczegóły, aż w końcu uznał że Rogvir gotów jest pdjąć się zadania. Obaj wyruszyli zatem do Niedźwiedziej Osady.

************************************************

- Wybacz mi, Froki. Posłałem naszych chłopców na pewną śmierć. Tylko Gunjar nam został. Przysięgam, że Gunjarowi nic….
- To Rogvir! - mantrę Magnusa przerwał jakiś krzyk, dochodzący z zewnątrz. Przewodnik, słysząc imię uznanego za martwego syna zerwał się na równe nogi i wystrzelił z chaty. Rzeczywiście, do osady wkraczał właśnie Rogvir, ale zupełnie do siebie nie podobny. Mało tego, towarzyszył mu Ślepiec.
- Synu! Chłopcze mój kochany! - nie zważając na żadnego uber męskości rzucił się przybyłego, przyciskając go do piersi jak niemowlę. - Żyjesz. Ty żyjesz!
- Żyję, ojcze. Dzięki Ślepcowi.
Magnus z radości złapał za łysy czerep starca i czule go obcałował, ku uciesze gawiedzi.
- Olaf, co z Olafem? I co z resztą?
- Chodźmy do środka. Tam wszystkiego się dowiesz.

************************************************

Tym razem to Magnus nie dowierzał słowom syna. Chociaż historia Rogvira nie była tak szczegółowa jak ta Ślepca, idealnie oddawała zarys sytuacji.
- Czyli Olaf przepadł? Nic nie można…. - westchnął przewodnik
- Nie. Nie wierzę w to! Olaf jest silny! Na pewno da się go uratować. Uratuję go, ojcze. Sprowadzę naszego brata do domu, albo pomszczę go!
- Ale...gdzie zacząć?
- Środkowa Alarania - odrzekł jak dotąd milczący Ślepiec. - Jest tam kraina zwana Doliną Umarłych, tuż za Północną Bramą. Żeby się tam dostać, musiałbyś przebyć Szlak Samobójców.
- Wyruszam więc!
- Ledwo cię odzyskałem i znowu tracę.
- Dla Olafa, ojcze - Rogvir przykląkł na jedno kolano przed swym rodzicem, kładąc rękę na piersi.
- Dla Olafa, Rogvirze.

************************************************

Po długiej podróży Rogvir stał pod Północną Bramą i po raz ostatni spojrzał na widoczne w oddali ośnieżone szczyty Gór Thargorn. Wkraczał w zupełnie nowy rozdział w swoim życiu.
  • Najnowsze posty napisane przez: Rogvir
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data