Oglądasz profil – Isaac

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Isaac Reyvyre
Rasa:
Czarodziej
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
309 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Mag, Badacz, Kolekcjoner
Majątek:
Majętny
Sława:
Znany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Isaac
Grupy:
Płeć gracza:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Isaac

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
6 dni temu
Liczba postów:
4
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.07)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 25.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 25.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:wytrwały, wytrzymały
Zwinność:zręczny, szybki, precyzyjny
Percepcja:dobry wzrok, dobry słuch, wyczulony na magię
Umysł:bystry, błyskotliwy, silna wola
Prezencja:Ładny, szarmancki, przekonywujący

Umiejętności

Wiedza TajemnaArcymistrz
Tajników tej konkretnej wiedzy uczył się właściwie od małego. Dużą jej część przekazała mu matka, jednak sporo też nauczył się sam. Jest to jedna z najważniejszych umiejętności, jeśli chodzi o to, czym on się zajmuje, a sam Isaac czuje, że wiedza magiczna właściwie nie ma przed nim tajemnic.
PoliglotyzmMistrz
Oprócz oczywistego wspólnego, Isaac biegle posługuje się językiem elfów, mową pradawnych, mową piekielnych i demonów, niebiańskim, językiem naturian, nordyjskim, a nawet mową nieumarłych. Znajomość języków jest mu potrzebna ze względu na to, jak różnorodna jest pod tym względem Alarania i zamieszkujące ją rasy.
Wiedza o przedmiotach magicznychMistrz
Odkąd pamięta ma do czynienia z wszelakiej maści przedmiotami magicznymi, w tym także z poszukiwaniem ich, zabezpieczaniem i katalogowaniem. Wie o nich naprawdę dużo i jest z tego znany. Jest też w stanie z dużym prawdopodobieństwem sukcesu odgadnąć magiczne właściwości przedmiotu i jego moc na podstawie badania aury i dotychczasowej wiedzy w tym zakresie.
Pismo runiczneEkspert
Bardzo dobrze jest też zaznajomiony z pismem runicznym i różnymi jego formami (nowszymi i starszymi), co ułatwia mu pracę związaną z odnajdywaniem i zabezpieczaniem wszelakich przedmiotów magicznych.
Odnajdywanie portali i źródeł magiiEkspert
Dzięki tej umiejętności jest w stanie wyczuć magię emanującą z przedmiotu i podążać za nią aż do źródła, które też może dzięki niej zidentyfikować. Portale też jest w stanie odnaleźć.
Unieszkodliwianie mechanizmówEkspert
Przeszukiwanie różnych miejsc, w których mogą być ukryte artefakty często wiąże się z tym, że miejsca takie zabezpieczone są pułapkami. Dlatego Isaac musiał nauczyć się je rozbrajać i to zarówno te magiczne, jak i bardziej zwyczajne.
Czytanie aurEkspert
Bardzo dobrze zna się na czytaniu aur, zarówno tych związanych z wszelakiej maści przedmiotami magicznymi, jak i tych, którymi otoczone są istoty żyjące. Z aur potrafi wyciągnąć potrzebne mu informacje i odpowiednio je wykorzystać.
Pisanie i czytanieEkspert
Potrafi czytać i pisać we wszystkich językach, które zna, choć głównie robi to we wspólnym, ewentualnie w mowie pradawnych. Jego pismo jest schludnie i czytelnie.
EtykietaBiegły
Jako ktoś, kogo w niektórych kręgach nazwano by szlachcicem lub arystokratą, Isaac poświęcił sporo czasu na naukę zwyczajów panujących wśród bogatych i wysoko urodzonych. Potrafi odpowiednio się zachować i wysławiać się w odpowiedni sposób.
HistoriaBiegły
Zna się na historii, choć to w jaki sposób wszedł w posiadanie tejże wiedzy wyszedł dość przypadkowo. Po prostu przy okazji pobierania innych nauk, uznał, że dzięki wiedzy historycznej będzie lepszym poszukiwaczem artefaktów, a także będzie mógł lepiej szacować, z jakiego okresu może pochodzić dany przedmiot.
UnikiBiegły
Z reguły bardziej woli zasłaniać się magicznymi tarczami lub nakładać na siebie zbroję splecioną z energii magicznej, ale czasami mu się to nie udaje lub nie ma takiej możliwości. Wtedy stara się unikać tego, czym jest atakowany
TaniecBiegły
Jest naprawdę dobrym tancerzem, choć nie ma zbyt wielu okazji do tego, żeby móc to pokazać.
KulturoznawstwoBiegły
Wie, jakie zwyczaje panują na danym obszarze lub wśród danej rasy, co dobrze uzupełnia się z etykietą.
ReligioznawstwoBiegły
Niektóre przedmioty magiczne związane są też z różnymi wierzeniami i kultami. Dlatego Isaac uznał, że ogólna wiedza na temat religii - tych mniej i bardziej znanych - będzie w jego pracy przydatna.
GotowanieZaawansowany
Najczęściej zdarza mu się używać tej umiejętności w trakcie wypraw i robi z tego naprawdę dobry użytek, zwłaszcza przy ograniczonych składnikach. W posiadłości rzadko gotuje, jedynie wtedy, gdy gówna kucharka mu na to pozwoli lub poprosi ją o to, żeby nauczyła go czegoś nowego.
Skradanie sięZaawansowany
Nie będzie z niego mistrz złodziei lub skrytobójców, ale wie, jak stawiać stopy i poruszać się tak, żeby nie wywoływało to niepotrzebnych dźwięków. Co nieco podejrzewał też od Rheasendy i nawet podpytał ją o to, co wpłynęło pozytywnie na jego znajomość sztuki skradania.
KreomagowanieZaawansowany
Zdarza mu się tworzyć magiczne przedmioty, jednak często ogranicza się to do raczej niewielkich rzeczy i niezbyt skomplikowanych zaklęć, jak chociażby klucze przenoszące użytkownika w inne miejsce.
AnatomiaZaawansowany
Umiejętność przydatna w różnych sytuacjach - w takich, w których trzeba komuś pomóc z ranami lub innymi obrażeniami, a także w takich, gdy chce się komuś uszkodzić coś konkretnego. Pradawny wykorzystuje wiedzę tą w oby tych sytuacjach.
MatematykaZaawansowany
Przydatna umiejętność, która już wiele razy mu pomogła. Wyliczenie różnych rzeczy, kiedy wymagają tego jego inne umiejętności, przychodzi mu dość łatwo.
MedycynaZaawansowany
Co prawda, głównie polega na magii życia, żeby leczyć wszelakie urazy, jednak znajomość medycyny jest tu pomocna. Musi w końcu wiedzieć, jak komuś w ogóle pomóc, a czasem zdarza się, że sięganie od razu po magię niekoniecznie jest potrzebne.
Walka wręczZaawansowany
W razie, gdyby nie mógł użyć magii w walce - co zdarza się raczej rzadko - Isaac wie, jak obronić się przy wykorzystaniu swych kończyn. Żaden z niego wojownik, ale wie, gdzie uderzyć lub kopnąć, żeby wyeliminować przeciwnika z walki. Regularnie stara się też trenować z Rheą, co zaowocowało już tym, że po prostu nauczył się lepiej walczyć w taki sposób.
KaligrafiaZaawansowany
Nie jest mistrzem sztuki pięknego pisania, jednak dzięki kaligrafii jego pismo jest bardziej czytelne i ogólnie przyjemniejsze do czytania.
RysunekZaawansowany
Wielkiego artysty z niego nie będzie, ale w notesach ze spisem przedmiotów magicznych lubi umieścić też rysunek, który przedstawia opisywany przez niego artefakt.
PrzetrwanieZaawansowany
Zdarza mu się nocować na łonie natury, zwłaszcza w czasie podróży, dlatego umiejętność przetrwania z dala od cywilizacji jest wtedy przydatna.
PolowanieOpanowany
Zdarzało mu się zastawić pułapkę na zwierzynę leśną i coś upolować, jednak teraz rolę myśliwego przejęła Rhea i głównie to ona zajmuje się takimi rzeczami.
TropienieOpanowany
Częściowo używane przez niego w parze z polowaniem i sztuką przetrwania, a także wtedy, gdy musi podążać magicznymi tropami.
BudownictwoOpanowany
Opanowane na tyle, żeby wiedzieć w jaki sposób tworzyć konstrukcje, żeby te się nie zawaliły.
KartografiaOpanowany
Nigdy nie był dobry w tworzeniu map, jednak wiedza ta i tak przydaje mu się podczas podróży. Dzięki niej łatwiej jest zaplanować trasę, a także szukać charakterystycznych punktów ukształtowania terenu.
ZielarstwoOpanowany
Co ciekawe, Isaac opanował zielarstwo po to, żeby wiedzieć czy na danym terenie rośnie coś, co może przydać się w przygotowywaniu posiłków. Do leczenia, mimo wszystko, bardziej wykorzystuje magię niż napary i maści.
ArchitekturaOpanowany
Wybudował sobie cały podziemny kompleks, żeby służył za bezpieczne miejsce do trzymania tam artefaktów, więc musiał poznać wiedzę na temat architektury.
JeździectwoPodstawowy
Woli piesze wędrówki lub podróż na wozie, ale jeśli jest potrzeba, to będzie w stanie utrzymać się w siodle tak, żeby nie spaść.
PływaniePodstawowy
Będzie w stanie płynąć wpław jednym, najprostszym stylem i wypłynąć na powierzchnię, jednak to tyle, jeśli chodzi o jego wiedzę na temat pływania.
WspinaczkaPodstawowy
Zna podstawy i nie spadnie, jeśli będzie wiedział, gdzie się złapać, choć zamiast tradycyjnej wspinaczki, on woli stworzyć sobie, na przykład kamienne, schody z wykorzystaniem wiedzy i magii, które posiada.

Cechy Specjalne

Czarodziejski szałFenomen
Isaac sam nazwał ten stan. Polega on na tym, że w sytuacjach bardzo niebezpiecznych dla niego lub osób, na którym mu zależy, w pradawnym jakby coś się odblokowuje i może on zaczerpnąć jeszcze więcej energii magicznej. Wtedy też rzuca zaklęcia szybciej, ich efekty są potężniejsze i intuicyjnie wie, jakich użyć, aby pozbyć się niebezpieczeństwa. Jednak nie odbywa się to bez negatywnych skutków dla niego samego. Po tym, jak wyjdzie z tego stanu, zaczyna odczuwać zmęczenie i przez jakiś czas nie jest w stanie rzucać zaklęć. Obie te rzeczy – wielkość zmęczenia i długość czasu, w którym nie ma dostępu do energii magicznej – zależne są od tego, jak długo Isaac znajdował się w Czarodziejskim Szale.
Odporność na negatywne działanie artefaktówZaleta
Przez to, że już przez długi czas obcuje z różnymi artefaktami, jego ciało wykształciło pewnego rodzaju odporność na działanie tych, które potocznie uznane mogłyby zostać za złe. Stało się to prawdopodobnie przez to, że jego własna energia magiczna przez te lata pochłaniała i rozpraszała jakąś cząstkę magii, która wypływała z tych przedmiotów. Nie jest to oczywiście całkowita odporność na działanie negatywne, po prostu taki artefakt potrzebuje więcej czasu, aby wywołać na nim jakiś efekt.

Magia: Inkantacje

EnergiiMistrz
Najważniejsza z tych, które przez te wszystkie lata opanował Isaac i dlatego też zna ją na tak wysokim poziomie. Dzięki niej jest w stanie na wszelakie sposoby badać energię magiczną zebraną nie tylko w przedmiotach - choć głównie robi właśnie to - lecz także w istotach żywych lub nawet w powietrzu. Poza tym, potrafi też używać jej w walce, a jej mistrzowska znajomość pozwala mu bardziej zapanować nad swoistą nieprzewidywalnością, z której znana jest magia energii.
ŻyciaMistrz
Magia ta jest dla niego również ważna, lecz nie w takim stopniu jak ta związana z energią magiczną. Isaac używa jej zarówno do leczenia ran, jak i do tworzenia tymczasowych mutacji swojego ciała (nic poważnego, bo najczęściej sprawia, że jego oczy zyskują możliwość widzenia w ciemności), a także zdarza mu się korzystać z niej w walce. W końcu magią życia można to życie zarówno podarować, jak i odebrać.
OgniaEkspert
Niszczycielska magia ognia, której pradawny używanie głównie w walce. Nie sprawia mu problemu podpalenie czegoś lub kogoś, ciskanie strumieniem płomieni z rąk, rzucanie kulami ognia, otoczenie się płomieniami... i jeszcze inne rzeczy, które związane są z tą magią. Zdarza mu się też zapalać świeczki lub ogniska na odległość, żeby nie musieć korzystać z krzesiwa, a czasem nawet z opału, którego magiczny ogień wykorzystywać nie musi.
IstnieniaAdept
Najczęściej przydaje się, żeby stworzyć jakiś materiał lub rzecz, której akurat czarodziej nie posiada, a jest mu potrzebna od razu i nie ma czas lub możliwości, żeby pozyskać ją w zwyczajny sposób.
StrukturyAdept
Często używa jej w połączeniu z magią istnienia. Jeśli używana jest samodzielnie, dzięki niej tworzy struktury lub odbudowuje je (bardzo przydatne przy wszelakich remontach w posiadłości).

Przedmioty Magiczne

Klucz do Sali ArtefaktówZaklęty
Stworzony przez samego Isaaca klucz, który pozwala mu dostać się do pełnej magicznych zabezpieczeń – i dużej – sali, gdzie znajdują się zebrane przez niego artefakty. Pozwala on narysować drzwi w dowolnym miejscu, nawet w powietrzu, i wymaga jedynie tego, żeby znajdować się na zewnątrz – nie zadziała, gdyby użyć go w pomieszczeniu, jaskini i tak dalej. Wygląda jak zwyczajny, metalowy klucz. Jedyną różnicą jest to, że jest on magicznie zaklęty i ma na sobie drobne pismo runiczne, które to utrzymuje rzucone na niego zaklęcie.
Uścisk Srebrnych WężyZaklęty
Jedyny artefakt z kolekcji Isaaca, który ten zdecydował się używać. Jest to niewielki pierścień, który wygląda jak dwa srebrne węże, które zjadają swoje ogony. W oczach jednego z nich widnieją dwa, małe zielone kamyczki, a w oczach drugiego tej samej wielkości niebieskie kamyczki. Działanie tego przedmiotu jest dość proste – opóźnia on działanie trucizn i chorób, co daje pradawnemu trochę więcej czasu na zneutralizowanie ich. Poza tym, w pewnym sensie informuje też o tym, kiedy jego ciało zostaje zatrute – wtedy świecić zaczynają zielone oczy – i kiedy zostaje zainfekowane chorobą – wtedy świecą się oczy niebieskie.

Charakter

	Mimo tego, że status społeczny i majątek dość jasno świadczą o tym, że jest on członkiem wyższych sfer społecznych, to stara się tak nie zachowywać. Nie wywyższa się tym, że nie brakuje mu pieniędzy i żyje w lepszych warunkach niż spora część ludzi, których spotyka na swej drodze, zamiast tego traktuje ich jak równych sobie i tak też z nimi rozmawia. Jego ogólne maniery i gesty świadczą po prostu o tym, że ma się do czynienia z osobą, która potrafi się bardzo dobrze zachować i zna etykietę, którą z kolei stosuje w rozmowach z właściwie każdym, nawet z bezdomnymi włóczęgami. Potrafi być niemiły, jednak dzieje się to najczęściej wtedy, gdy ktoś w jakiś sposób go zdenerwuje lub swym głosem i gestami zaczyna pokazywać wrogość wobec jego osoby lub jego bliskich. Jedną z jego "ciekawszych" cech charakteru jest to, że o wielu przedstawicielach swej rasy wypowiada się w sposób nieprzychylny i zwyczajnie za nimi nie przepada. Głównie dlatego, że często to oni są odpowiedzialni za pozostawienie gdzieś przedmiotu o jakiejś mocy magicznej, zamiast robić to, co on, czyli zabezpieczenie go w miejscu, w jakim będzie się wiedziało, że artefakt nie wpadnie w niepowołane ręce. Nie lubi też samego wywyższania się (dlatego sam tego nie robi), a także niesprawiedliwości, która niestety była, jest i będzie, i ciężko jest się jej pozbyć z tego świata. Dlatego, żeby dołożyć swoją cegiełkę do tego, żeby żyło się trochę lepiej, dość regularnie wpłaca różne sumy ruenów na organizacje, które skupiają się na pomocy innym - bez różnicy czy to ludziom, czy zwierzętom. Zawsze znajdzie też monetę dla kogoś, kto o nią prosi. 
Samego siebie uważa za przeciętnego pod względem wyglądu czy siły, w jego przypadku magicznej, za to dumny jest z całej wiedzy, jaką udało mu się przyswoić i z tego, że jest właściwie ekspertem, jeżeli chodzi o przedmioty magiczne. Wie, że ma wady, jak chociażby to, że zdarza mu się nie dostrzec u kogoś tego, co dla innej osoby byłoby oczywiste, a jego podejście do innych, nawet kompletnie nieznajomych, może sprowadzić na niego kłopoty. Ma wielu znajomych i kontaktów w różnych miejscach i na różnych pozycjach społecznych, ale przyjaciół ma niewielu. Wobec przyjaciół tych jest szczery i lojalny, ufa im, a oni wiedzą, że mogą też zaufać jemu i powierzyć mu nawet najmroczniejsze sekrety i największe tajemnicy, a on zachowa je wyłącznie dla siebie. Z osobami pracującymi w jego posiadłości ma dobry kontakt, często wdaje się z nimi w rozmowy i dobrze ich traktuje.
Bardzo lubi wędrówki, podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc. Z racji tego, że jest on istotą długowieczną, Isaac często porusza się pieszo, zamiast używać do tego jakiegoś środka transportu. Zawsze sprawia też wrażenie osoby, która wie, gdzie się znalazła i w jakim celu się tutaj znalazła, nawet jeżeli miejsce to odwiedza pierwszy raz. Potrafi też uprzeć się i trzymać się tego, co postanowił lub powiedział, choć odpowiednimi argumentami da się go przekonać, żeby jednak przemyślał to sobie raz jeszcze i ewentualnie zmienił zdanie.
Jest świadom swych uczuć i emocji, jak i również tego, jak działają. Nie tłumi ich w sobie, lecz potrafi nad nimi zapanować, jeśli akurat z jakiegoś powodu jest to wymagane. Przez te wiele lat zdarzały mu się przelotne przygody romantyczne, jednak tylko raz poznał, co to znaczy zakochać się w kimś i czuć do tej osoby prawdziwą miłość – teraz osoba ta jest jego partnerkę życiową i jest z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Wygląd

	Przez to, jaką postać sobie wybrał nie od razu idzie rozpoznać z przedstawicielem jakiej rasy ma się do czynienia. Pradawni czarodzieje płci męskiej często kojarzeni są ze starszymi mężczyznami z, często bujnym, zarostem, a nie z młodzieńcem, który wygląda na jakieś dwadzieścia pięć lat. A właśnie tak prezentuje się Isaac – jako dość wysoki, bo mający 6,4 stopy (193 cm) wzrostu, młody mężczyzna, na którego twarzy nie znajdzie się nawet najmniejszego zarostu. Jest on osobą o szczupłej i jednocześnie zadbanej sylwetce. Pod jego skórą co prawda widoczny jest zarys mięśni, co świadczy o tym, że zwyczajnie dba o ciało, ale nie jest to umięśnienie osoby silnej i w starciach wybierającej walkę fizyczną. Jeśli o samą skórę chodzi, to jest ona blada, jednak w sposób arystokratyczny, a nie chorobliwy. Isaac nie posiada blizn, wszystkie swe rany leczy magią życia i nie pozostawia sobie po nich pamiątek. Twarz o mocno zarysowanych kościach policzkowych i linii żuchwy otaczają niezbyt długie, ale gęste, czarne i lekko kręcone włosy, częściowo zaczesane na prawo, a częściowo pozostawione w nieładzie. W niej też osadzona jest para oczu o barwie ciemnej stali, którym zdarza się dość regularnie pulsować magicznym, niebieskim światłem – w tym samym kolorze lekko świecą przez cały czas, gdy Isaac używa magii. Otoczone są one też cieniem, który pojawił się tam, ponieważ zdarzało mu się (i nadal zdarza) nocami zajmować pracą, zamiast spać jak ktoś normalny. I, co może być zaskakujące, jest mu z nimi do twarzy. 
Jego ubiór to połączenie elegancji z praktycznym ubiorem podróżnika, przynajmniej na co dzień, bo potrafi też postawić w pełni na elegancję, jeśli ma ku temu powód. Kolorystycznie w jego ubraniach dominują ciemniejsze barwy, choć nie jest to wyłącznie czerń, bo znajdą się też brązy, granaty czy nawet zielenie. Najczęściej zobaczyć go można w koszuli z krawatem lub bez i ewentualnie w kamizelce, na to zakłada długi, czarny płaszcz. Niżej zakłada materiałowe spodnie ze skórzanym paskiem, a także wysokie buty skórzane. Wszystko to wykonane z materiałów najwyższej jakości i wytrzymałości, a przy tym zapewniających swobodę ruchu. Najprawdopodobniej są też szyte na miarę.
Porusza się krokiem raczej szybkim i dość sprężystym, w którym widać pewność siebie i tego, że dokładnie wie, gdzie chce się teraz udać. Na pierwszy rzut oka nie sprawia nawet wrażenia kogoś groźnego i niebezpiecznego, jednak pozory potrafią mylić, a po czarodzieju widać, że jest osobą świadomą swojego otoczenia. Po jego postawie, gestach i sposobie wypowiedzi da się zobaczyć i usłyszeć, że pochodzi z wyższych sfer tylko, że nie robi tego w wywyższający się sposób.
Jego głos jest ciepły, ma jasne i dość melodyjne brzmienie. Wiele razy słyszał już, że jest on przyjemny dla ucha i tak samo przyjemnie słucha się jego dłuższych wypowiedzi, opowiadań czy opisów, na przykład zgromadzonych przez niego magicznych przedmiotów, które zdarza mu się przedstawiać zebranym na wystawach gościom. Zdarza mu się czasem nucić jakieś melodie, czasem nawet coś podśpiewywać pod nosem.

Historia

	Urodził się jako dziecko dwójki pradawnych czarodziejów, co jest oczywiste, w wiosce na terenie Doliny Wielkich Jezior, która znajdowała się między jeziorami Lani i Sarah. Między jego rodzicami nie było nawet rozmowy o tym, jak rozwiążą kwestię opieki nad dzieckiem. Ojciec od razu powiedział, że nie chce mieć z tym nic wspólnego, więc to jego matka – Nerrisa – musiała wziąć to wszystko na swoje barki. Na szczęście, nie przeszkadzało jej to, bo od razu pokochała swojego syna. Dzieciństwo Isaaca wypełnione było podróżami połączonymi z nauką. A gdy zdarzyło mu się zapytać o ojca, matka mówiła mu, że nie jest on nikim ważnym i lepiej, żeby nie poznał tego łajdaka. I, jak Isaac później, ona też nie przepadała za wieloma przedstawicielami ich rasy – często nazwała ich nieodpowiedzialnymi idiotami, gdy akurat w trakcie ich podróży udawało jej się zdobyć magiczny przedmiot, który kiedyś zostawił tu inny mag. Sama podróż nie była też bezcelowa. Oboje mieli konkrety cel, a były nim Góry Księżycowe, gdzie znajdowało się niewielkie domostwo, które należało do Nerrisy. Nie pamiętał, jak długo wędrowali, ale w tym czasie wiele się nauczył i tak samo wiele zobaczył. A gdy dotarli do Aryi, był już właściwie nastolatkiem. Dowiedział się, że tutaj ukryty jest krąg teleportacyjny, który zabierze ich w góry; w miejsce, gdzie znajdowała się ziemia należąca do jego matki. 
– Pomożesz mi go rozbudować? – właśnie takie pytanie usłyszał od matki, gdy znaleźli się po drugiej stronie kręgu. Dom nie zajmował zbyt wiele miejsca na tym terenie, wydawał się wręcz… mały, dlatego Isaac odwrócił się do niej i pokiwał twierdząco głową.

Trwało to jakiś czas, ale dzięki magii skończyli szybciej niż mieliby to robić bez niej. W dodatku Isaac zaproponował, że w podziemiach on sam zbuduje dodatkową komnatę, którą zabezpieczą tak bardzo, jak się da i, w której bezpiecznie spoczywać będą artefakty, które znajdą. Już w trakcie ich podróży zainteresował się tematem, a jego matka nie miała nic przeciwko, nawet zachęcała go do tego i chętnie dzieliła się z nim wiedzą. Zaproponował nawet, że będzie skrupulatnie je opisywał. Nerrisa zgodziła się i zostawiła go z tym – w końcu Isaac sam chciał zająć się tą częścią posiadłości – a sama wróciła do tworzenia ogrodzenia otaczającego to miejsce. On w tym czasie stworzył duże pomieszczenie z kamiennymi piedestałami, na których stały gabloty. Te z czasem znajdą swych lokatorów w postaci znalezionych przez nich artefaktów, będą opisane tabliczkami, a także w notatkach, które prowadził będzie on sam. Przygotował sobie tu też miejsce na sporządzanie ich – biurko z krzesłem i przyrządami do pisania. Sala zamknięta była dużymi i ciężkimi, a także wzmocnionymi i zabezpieczonymi magicznie, drzwiami, do których Isaac zdecydował się stworzyć magiczne klucze. Póki co były dwa – jeden zostawił sobie, a drugi dał matce. Był dumny ze swojego dzieła i zadowolony poszedł pomagać matce. Miał też jeszcze kilka pomysłów, którymi chciał się z nią podzielić, a które mogą pomóc im obojgu.

– Nie chcę go. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że zbudowałeś to wszystko, ale wolę tradycyjne piesze wędrówki w jedną i drugą stronę – powiedziała mu, gdy chciał podarować jej jeden z tych kluczy. Zrozumiał odmowę, nie miał jej tego za złe.
– Dobrze… Poza tym, uważam, że powinniśmy zatrudnić chociaż podstawową służbę, żeby dbali o posiadłość, gdy nas tu nie będzie. I, oddział zbrojnych, tak, myślę, że to też dobry pomysł. Lepiej, żeby stacjonowała tu grupa dobrze wyszkolonych najemników, którym możemy zaufać – to już spodobało jej się bardziej, co Isaac stwierdził po jej lekkim uśmiechu i kiwnięciu głową.
– Zostaw to mnie. Znam parę osób, które mogą się nadać lub, które skierują mnie do swoich zaufanych kontaktów – odparła po chwili zastanowienia. Isaac wiedział, że może zostawić to w jej rękach. Ufał, że zajmie się tym odpowiednio.
– A ty ruszaj na pierwszą wyprawę. Będzie to sprawdzian twoich umiejętności. Na Morzu Cienia znajduje się wyspa o nazwie Zefira, słyszałam, że ukryty jest tam artefakt i jeśli wszystkie moje nauki przyjąłeś tak dobrze, jak mi się wydaje, to wyczujesz go, zanim jeszcze twoja stopa stanie na jej brzegu – młody pradawny z tonu swej matki stwierdził, że misja ta jest ważniejsza niż myślał na początku. Spodziewał się, że nie będzie to coś trudnego, w końcu była to jego pierwsza wyprawa, a on nie miał tak dużego doświadczenia jak matka. Oj, jak bardzo się pomylił…

Wybuch sprawił, że zadzwoniło mu w uszach i miał wrażenie, że przez chwilę w ogóle nic nie słyszał. Skoczył za coś, co kiedyś musiało być ścianą domu, a teraz bardziej wyglądało jak niedokończony murek. Miał tylko chwilę na obmyślenie planu działania. Był otoczony przez jakichś dziwnych ludzi, którzy widocznie już wcześniej wiedzieli, że tu przybędzie i byli na niego przygotowani. Znali się na magii, wszyscy, wyczuwał to w ich aurach – jedni bardziej, inni mniej, ale co do jednego posiadali umiejętności magiczne. Jeśli chodziło o samą energię magiczną, to przewyższał ich wszystkich razem wziętych, ale ich było więcej. Gdy tylko zobaczył, że dwóch z nich próbuje zajść go od nieosłoniętej części murku, od razu posłał w ich stronę promień energii, który w klatce piersiowej jednego z nich wypalił dziurę wielkości pięści i przeciął prawą stronę jego ciała, drugiego natomiast już po prostu przepalił nim po prostu na pół. Poczuł przypływ sił i nagłej agresji i gniewu, która go wypełniła. Poczuł, że i tak ich powybija; że da radę, a matka będzie z niego dumna. Albo oni, albo on. Instynktownie wiedział, czego użyć i z jaką siłą, wiedział, gdzie celować i od razu pozbywał się nieprzyjaciół, gdy tylko jakiegoś zauważył. Zsyłał na nich promienie energii, kule ognia i mutował ich ciała magią życia tak, że od tego umierali. A gdy skończył… zatoczył się pod najbliższe drzewo i usiadł tam, całkowicie wyczerpany z sił. Chciał sprawić, żeby jego ciało zaczęło się regenerować, aby szybciej wstać i dokończyć zadanie, ale odkrył, że nie może tego zrobić – jakby coś blokowało jego próby używania magii. Było to dziwne, jak zresztą ten dziwny przypływ sił i poniekąd swoboda w rzucaniu zaklęć. Szybko domyślił się, że ten stan, w jakim się teraz znajduje, jest bezpośrednim skutkiem tego „szału”, w który wpadł wcześniej.
Trwało to chwilę, ale w końcu udało mu się podnieść. Na szczęście nie pojawiło się więcej tych „strażników” artefaktu. Isaac pamiętał, gdzie wcześniej wyczuwał emanującą moc magiczną i ruszył w tamto miejsce. Zejście tam wyglądało jakby prowadziło do starej piwnicy, ale gdy tylko dotarł do podziemia, jego oczom ukazał się długi korytarz. Oczywiście, że najeżony był pułapkami i to zarówno zwyczajnymi, jak i magicznymi. Musiał się jakoś z nimi rozprawić, co uznał za kolejny test jego umiejętności. Szedł powoli, wyczuwał energię magiczną płynącą ze ścian, sięgał do jej źródła i wyłączał je, gdy tylko udało mu się do niego dostrzec. Niemagiczne pułapki rozbrajał tradycyjnymi sposobami, choć to właśnie kilka z nich przypadkowo uruchomił i musiał ratować się unikami, skokami i odskokami. Po drugiej stronie korytarza stanął w dość dobrej kondycji fizycznej – jedynym uszczerbkiem na zdrowiu była strzała z ząbkowanym grotem, która wbiła się w jego ramię. Isaac zajął się tym od razu, gdy tylko znalazł się w bezpiecznym miejscu. Wyrwał ją i uzdrowił się magią życia. Później ruszył dalej. Artefakt znalazł w następnym pomieszczeniu, choć aby do niego dotrzeć najpierw musiał nawigować przez labirynt, w którym dodatkowo gonił go głaz, który jakimś cudem cały czas wiedział, gdzie znajdował się Isaac. Przedmiotem tym okazał się bęben. Ten Bęben. Pradawny doskonale wiedział, co to za artefakt i jaka drzemie w nim moc. Tutaj stał sobie on na kamiennym piedestale, otoczony rzeźbami przedstawicieli każdej rasy żyjącej na terenie Alaranii. Oczywiście nie mogło być łatwo, bo gdy tylko o tym pomyślał, zza jednej z figur wyszedł wysoki osobnik z chustą zasłaniającą jego twarz, ubrany jak ci, z którymi walczył na górze, ale dodatkowo miał czarną szarfę z gwiazdami, gwiazda znajdowała się też na środku jego czoła.
- Nie zabierzesz go nam, magu. Bęben jest nasz i użyjemy go, gdy nadejdzie czas! – wykrzyczał do niego i rzucił się w jego stronę. W jednym ręku dzierżył zakrzywione, ząbkowane ostrze sztyletu, a drugą zmienił w uzbrojoną w szpony łapę niedźwiedzia. Isaac starał się zachowywać od niego odległość, która pozwoli mu rzucać zaklęcia, jednak jego przeciwnik był bardzo szybki. Pradawnemu udało się go porządnie przypalić dwa lub trzy razy, ale tamten nie dawał za wygraną. Zwarli się, a pierwsze co zrobił Isaac było użycie magii życia, żeby zmienić kończynę przeciwnika z powrotem w ludzką. To zaskoczyło go, a pradawny od razu wykorzystał tę chwilę – położył rękę na klatce piersiowej mężczyzny i wypchnął z niej ściśniętą falę energii, która rozszerzyła się w ciele tamtego i wyszła drugą stroną, po drodze miażdżąc organy i kości. Mag zrzucił z siebie ciało i ostrożnie podszedł do Bębna. Niepewnie podniósł go, a gdy nic się nie stało, od razu odwrócił się i wyszedł z podziemi. Gdy był na zewnątrz, od razu użył klucza i przeszedł do Sali Artefaktów.
- Nie mówiłaś, że jest to jeden z Błędnych Bębnów! – powiedział podniesionym głosem do matki, gdy tylko ją znalazł.
- Zepsułabym ci zabawę, gdybym ci o tym powiedziała – odparła, kiedy tylko odwróciła się w jego stronę.
- Muszę… muszę stworzyć jeszcze jedną Salę. Tam, w Sali Artefaktów. Taką, w której będą znajdowały się najbardziej niebezpieczne przedmioty z naszej kolekcji – od razu podzielił się z nią pomysłem. Ten bęben wymagał dodatkowych zabezpieczeń. I dlatego Issac od razu zabrał się za robotę – magią struktury, na końcu Sali Artefaktów, stworzył kolejną, o wiele mniejszą, i to właśnie tam stworzył kamienny piedestał z gablotą, w której postawił Błędny Bęben. Później wytworzył tabliczkę, na której napisane było, jak nazywa się przedmiot, kiedy został zabezpieczony i, w którym notatniku i na jakiej stronie znajduje się jego szczegółowy opis, a także relacja z pozyskania. To wszystko oczywiście opisał własnoręcznie.
I właśnie w ten sposób zakończyła się pierwsza wyprawa Isaaca.

Wiele lat później, Isaac był już doświadczonym magiem, wędrowcem i zbieraczem artefaktów. On i Nerissa mieli niewielką służbę, która zajmowała się posiadłością, a także grupę najemników, którzy chronili ich, domostwa i Sali Artefaktów. W międzyczasie dowiedział się też, że odziedziczył magiczny szał po ojcu, którego imię brzmiało Caleb. Co prawda, nie spodobało się to jego matce, bo było to przypomnieniem o tym osobniku, ale nie było to też coś, co było cały czas widoczne w Isaacu, dlatego szybko się z tym pogodziła. Zdarzało im się wybierać na wspólne wyprawy, choć często wyglądało to tak, że rozdzielali się po pewnym czasie lub, gdy udało im się zdobyć kolejny magiczny przedmiot. Ich kolekcja powoli powiększała się, a oni regularnie zapraszali – za opłatą oczywiście – tych, którzy chcieli to wszystko zobaczyć. Za odpowiednią cenę wypożyczali też niektóre, te mogące również czynić coś dobrego, artefakty.
W czasie jednej z tych późniejszych wypraw, tropił grupę rabusiów, którzy ukrywali się w Górach Szarych i, którzy w swych zdobyczach mieli coś, co go interesowało. Gdy w końcu skonfrontował się z nimi, najpierw chciał przekonać ich, żeby oddali mu naszyjnik, który znajdował się w worku jednego z nich. Tylko, że oni nie chcieli tego zrobić, wyciągnęli bronie i zaczęli wykrzykiwać w jego stronę obelgi i groźby. Isaac już przygotowywał się do walki, gdy sytuacja nagle się zmieniła. Na początku myślał, że ciemnowłosa mroczna elfka z mieczami jest ich szefową, ale przecież nie pytałaby go wtedy o to, czy jest z nimi, prawda?
- Nie jestem. Dlaczego py… - nie dokończył, gdy rozkazała mu się odsunąć. Uznał, że dobrze będzie posłuchać jej i zrobić to, o co go poprosiła. Przez chwilę obserwował jej walkę i imponujące umiejętności walki mieczem, które w niej zaprezentowała, ale później przypomniał sobie, po co tu przyszedł. Wykorzystał okazję i podszedł do leżącego na ziemi ciała i zabrał jego torbę. Wyciągnął z niej interesujący go naszyjnik, a przez to nie dostrzegł, że inny rzuca się w jego stronę z zamiarem zabicia go. Na szczęście ktoś inny był bardziej świadom sytuacji i nieznajoma uratowała mu życie.
- Nie przyszłaś po to, prawda? – zapytał i pokazał jej srebrny łańcuszek z trzema liśćmi brzozy tworzącymi trójkąt, w środku którego osadzony był rubin.
- To dobrze. Uratowałaś mi życie, więc nie chciałbym z tobą o nie walczyć – odparł, gdy dowiedział się, że jej cel jest inny.
- Jesteś ranna, pozwolisz mi się tym zająć? Przynajmniej w ten sposób będę mógł ci się odwdzięczyć – zaproponował. Nieznajoma na szczęście się zgodziła. A on położył dłoń nad jej raną, ale nie zamierzał robić tego w ciszy, w końcu przed chwilą zapytała go o coś.
- Jeśli chodzi o ten naszyjnik, cóż, nie jest on czymś specjalnym. Pozwala on noszącej go osobie sprawiać, że w miejscu, które dotknie wyrośnie brzoza. Tylko, że, wiesz, drzewu bez różnicy, na jakim terenie się ukorzeni. Dlatego, na przykład, dałoby się w taki sposób zabijać ludzi. W sensie, sprawiając, że na ich klatce piersiowej wyrośnie drzewo, które zacznie ukorzeniać się w ciele takiego nieszczęśnika… Nie zamierzam tak tego wykorzystać, spokojnie. Po prostu chcę mieć pewność, że przedmiot ten nie zostanie wykorzystany w złych celach – odpowiadał jej to i jednocześnie leczył ranę. Ostatecznie mroczna elfka dowiedziała się czegoś o magicznym przedmiocie, a po tamtym cięciu pozostała tylko krwawa plama i rozcięcie na jej ubraniu. Krótko po tym rozeszli się w swoje strony. Spotkanie to zapadło mu w pamięć, choć nie do końca wiedział, jaki był tego powód.

Przez kilka lat Isaac zrobił sobie przerwę w zdobywaniu artefaktów, bardziej za to skupił się na upiększaniu i ulepszaniu posiadłości, lepszym poznaniu pracujących tu osób, a także inwentaryzacją magicznych przedmiotów. Sprawdzał czy wszystkie mają odpowiednio opisane tabliczki, czy są na swoim miejscu i czy ich opisy w notatnikach zawierają wszystko, co powinny. I odpoczywał, trochę. Raz na jakiś czas zajmował się też organizowaniem wystawy w Sali Artefaktów i oprowadzaniem po niej chętnych zobaczyć to wszystko osoby.
W końcu zaczęło mu się to trochę nudzić i miał też wrażenie, że szuka sobie zajęcia na siłę – dlatego postanowił wybrać się na misję. Co prawda miał przerwę, ale dla niego nie było to problemem. Wybrał się do Iruvii, wiedziony plotkami o pewnym przedmiocie i o tym, kto wszedł w jego posiadanie. Spotkał się z nim, z mężczyzną o imieniu Bernard, aby negocjować cenę wykupu figurki srebrnego węża, jednak ten mu odmówił i to bez różnicy, jak wysoką kwotę proponował pradawny. Osobnik ten już od samego początku mu się nie podobał, ale liczył na to, że zainteresują go pieniądze i rozstanie się ze srebrnym wężem za odpowiednią cenę. Isaac mylił się, dlatego obmyślił inny plan. Po prostu postanowił, że go wykradnie. Zabawi się w złodzieja i zdobędzie artefakt w taki sposób. Przygotowania zajęły mu chwilę, ale w końcu udało mu się znaleźć miejsce, w którym Bernard trzymał swoją kolekcję. Zakradł się tam. I spodziewał się strażników, spodziewał się jakiegoś oporu, ale w środku znajdowała się tylko jedna osoba i to w dodatku taka, którą już kiedyś spotkał.
- Zgadza się, i tym razem mam inne podejście do sytuacji, w której oboje się znaleźliśmy – odpowiedział mrocznej elfce, gdy zapytała go o, czy przyszedł właśnie po srebrnego węża. Dzisiaj gotów był z nią walczyć. Pamiętał, jak obserwował jej walkę mieczem i był pewien, że przez te kilka lat trenowała i walczy jeszcze lepiej. Tylko… że nie widziała, co potrafi on. Nie widziała go w walce. To była jego przewaga.
- Oh, tego chyba się nie spodziewałem – odparł, ale przyjął magiczny przedmiot i schował go do sakwy.
- Tylko, że nie powinnaś była tego robić. On na pewno już wie, że… - nie udało mu się dokończyć, gdy drzwi do galerii otworzyły się i stanął w nich Bernard.
Chciał się po cichu oddalić i odejść w swoją stronę, tak na pewno byłoby bezpiecznej, ale przeczucie podpowiadało mu coś innego. Głos w głowie mówił mu, że powinien zostać… więc Isaac zrobił właśnie to. Obserwował, jak dwójka wojowników krzyżuje ze sobą miecze, jak walczą ze sobą, wykonując przy tym ruchy, których nie mógł nazwać. Aż do momentu, w którym instynktownie skoczył do przodu i złapał elfkę za przedramię. Pociągnął ją w swoją stronę, a drugą rękę wyprostował i wyrzucił z niej strumień magicznego ognia, który stopił ostrze Bernarda, a także część jego twarzy i właściwie głowy.
- Nie jestem pewien, dlaczego to zrobiłem, dlaczego się wtrąciłem. Po prostu poczułem, że powinienem cię uratować – odezwał się do nieznajomej, gdy razem wyszli z galerii. To, co zrobił, wiedział, że nie zabije Bernarda, ale na pewno pozostawi blizny do końca życia. Mężczyzna na pewno zapamięta tę sytuację. Isaac był też gotowy na ewentualne problemy związane z tym wszystkim.

Nie przeszkadzało mu to, że mroczna elfka podąża za nim, wręcz przeciwnie, po jakimś czasie nawet odezwał się do niej – powiedział jej, jak ma na imię i czym się zajmuje, tak krótko, żeby wiedziała, o co mu chodzi, ale żeby nie musiała zajmować sobie głowy szczegółami. Od niej dowiedział się, że ma na imię Rheasenda, a tamten mężczyzna był jej ojcem, no i też to, że niewiele różnią się od siebie wiekiem. Zanim zaczął przejmować się, że skrzywdził kogoś z jej rodziny, powiedziała mu jeszcze, że Bernard sobie na to zasłużył.
- Trzymam cię za słowo, jeżeli kiedyś faktycznie jeszcze się spotkamy. Sam zapewne też będę miał więcej do opowiedzenia, ba, nawet jeszcze nie zacząłem… Także wtedy, gdy okoliczności będą bardziej sprzyjające, wymienimy się opowieściami – powiedział jej to z lekkim uśmiechem na twarzy. Traktował to jak najbardziej poważnie i może nawet liczył na to, że właśnie tak się stanie. Cóż, Rheasenda wydawała się interesującą osobą, więc mógł być przecież ciekaw, jak zmieni się przez ten czas i, co będzie miała mu do opowiedzenia.
- Powodzenia – powiedział jej jeszcze.
- I, może, do zobaczenia – dodał na koniec i posłał jej uśmieszek. A później rozdzielił się z nią i przypomniał sobie, że przecież musi wrócić do Sali Artefaktów. Jego praca nie kończyła się na odzyskaniu magicznego przedmiotu.

Kolejne trzy lata Isaac spędził głównie na wędrówkach, niekoniecznie za każdym razem owocowały one w pozyskanie nowego przedmiotu do kolekcji, ale zawsze były ciekawe. Gdzieś z tyłu głowy zdarzało mu się też myśleć o mrocznej elfce, na którą wpadł już dwa razy. W jakiś sposób intrygowało go to, że stało się to więcej niż raz, ale jednocześnie nie próbował też jej znaleźć. Jeśli Prasmok będzie chciał, to przecież spotkają się ponownie i to pewnie znowu zupełnym przypadkiem. W tym czasie stała się też jedna rzecz, którą Isaac dość mocno przeżył – zaginęła jego matka. Wyruszyła na misję i z niej nie wróciła, a on, cóż, nie wiedział nic więcej. Dlatego starał się szukać jakichkolwiek śladów i wskazówek na temat tego, gdzie może przebywać i co się z nią dzieje. Jeden z tropów doprowadził go do Meot, które było co prawda tylko przystankiem, ale dość ważnym – tym razem Isaac miał zamiar wynająć sobie kogoś do pomocy. Kogoś, kto jest silny fizycznie i bardzo dobrze radzi sobie z walką bronią. Dlatego odnalazł budynek tutejszej gildii najemników i wszedł tam.
- Dzień dobry, chciałbym skorzystać z waszych usług i wynająć najsilniejszą osobę, jaka jest aktualnie dostępna. Cena nie gra roli – odparł, gdy tylko podszedł bliżej. Mężczyzna przywitał się z nim, a później powiedział, żeby chwilę zaczekał, w tym czasie on chciał pójść do swoich ludzi i zawołać tego, o którego poprosił pradawny.
Poczuł zaskoczenie, gdy usłyszał kobiecy głos, który od razu wydał mu się znajomy. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech, gdy przypomniał sobie osobę, do której ten należał. A gdy się odwrócił, przekonał się, że jego pamięć się nie myliła.
- Rheasenda – odparł, nadal się uśmiechając.
- Mówiłem, że kiedyś spotkamy się ponownie – dodał jeszcze.
- Nie spodziewałem się, że cię tu spotkam. Cieszę się na naszą współpracę – dopowiedział na sam koniec.
- Zanim ruszymy… Chciałabyś może wstąpić do jakiejś karczmy w mieście i dotrzymać słowa, które sobie daliśmy? Jak dopełnię formalności z twoim szefem, oczywiście – odezwał się i odwrócił wzrok w stronę mężczyzny. Nie chciał, żeby tamten pomyślał, że skoro się znają, to Isaac nie ma zamiaru płacić za usługi. Co więcej, sakiewka, którą podał zarządcy mogła być nieco cięższa niż to, na co się umawiali.

Rheasenda zgodziła się i zaproponowała nawet, że zaprowadzi go do jednego, ciekawego miejsca, i tam będą mogli porozmawiać. Isaac nie miał nic przeciwko. Tam usiedli przy dobrym napitku i jedzeniu, i zaczęli opowiadać. On opowiedział jej o swojej pierwszej misji, a także o samym artefakcie, który tam zdobył. Później powiedział, co działo się u niego w czasie, w którym się nie widzieli, a także o tym, że jego matka zaginęła, a on próbuje ją odnaleźć. I, że ta misja, do której ją wynajął, to właśnie jeden z tropów w tej sprawie. Ona też miała mu do opowiedzenia parę ciekawych rzeczy – chciała znaleźć siostrę, ale za bardzo się bała w związku z tym, co stało się wcześniej i trafiła do Meot, co wyszło jej na dobre, bo znalazła tu dobrych kompanów i spełnia się w tym, co robi w gildii. Isaac zauważył, że faktycznie wygląda na szczęśliwszą i jest też bardziej rozmowna.
Później ruszyli na misję, co wymagało opuszczenia miasta i udania się na teren Wzgórz Mirinton, gdzie znajdować miał się system jaskiń będący siedzibą kogoś w rodzaju samozwańczych łowców magów. I to właśnie oni mieli złapać i przetrzymywać jego matkę. W trakcie drogi rozmawiał z Rheasendą, a przez to dowiedział się więcej o jej przeszłości i Nightingale, jej siostrze. On też powiedział jej więcej na swój temat – o tym, że to, kim się stał zawdzięcza tylko matce, bo ojciec wyparł się go od razu i odszedł właściwie bez słowa, gdy tylko Isaac przyszedł na świat. I to dlatego tak bardzo zależy mu na odnalezieniu jej. Elfka wspomniała mu też o innych ciekawych przedmiotach, które jej ojciec miał w swojej kolekcji, żartując, że może kiedyś znowu go okradną. Opisy były dość ogólne, ale Isaacowi to wystarczyło, aby rozpoznać, czym prawdopodobnie mogą być i, jeśli tak, to jakie właściwości mają.
Gdy w końcu udało im się odnaleźć to miejsce, okazało się, że jaskinia tak naprawdę składa się z dwóch pomieszczeń oddzielonych od siebie korytarzem. W drugim, tym głębiej położonym, trafili na coś w rodzaju porzuconego eksperymentu nekromanty – było tu kilku nieumarłych, a każdemu z nich długie i proste ostrze zastępowało przedramię i dłoń. Trzech z nich dzierżyło nawet tarcze w drugich dłoniach. Gdy tylko zobaczyli Isaaca i Rheasendę, od razu rzucili się w ich stronę z szybkością, o którą pradawny nie podejrzewałby ożywionych zwłok. Starli się z nimi, a tym razem nie mógł patrzeć, jak mroczna elfka walczy, bo sam też musiał skupić się na tym samym. W głowę pierwszego wbiła się kulka z ognia wielkości monety, aby od razu po tym eksplodować i rozerwać ciało nieumarłego, drugi dostał biczem stworzonym z energii, który przeciął jego szyję i oddzielił od niej głowę. Pod trzecim kamienne podłoże jaskini nagle zmieniło stan skupienia, a nieumarły zapadł się w nie, po tym kamień znów wrócił do swojego stałego kształtu. Udało mu się pozbyć tych, którzy rzucili się na niego i zobaczył, że Rheasenda też uporała się ze swoimi.
- Mam nadzieję, że nagle nie poskładają się i nie wstaną, żeby spróbować nas zabić. W razie czego… mogłabyś obserwować ciała, gdy ja się tu rozejrzę? – odezwał się, ale nie patrzył na mroczną elfkę. Patrzył na coś, co wyglądało jak zniszczone stoły i wszelakie przybory, których kiedyś mógł używać ktoś, kto zostawił tu te stworzenia. Podszedł tam, zaczął przeglądać to wszystko i liczył na to, że znajdzie cokolwiek. Niestety, nic z tego.
- Kolejny trop, który doprowadził mnie donikąd – powiedział ze złością w głosie, bardziej do siebie niż do towarzyszącej mu kobiety.
- Nic tu po nas, możemy wracać – dodał i ruszył w stronę wyjścia z jaskiń. Uspokoił się dopiero na zewnątrz, gdzie zatrzymał się po kilku krokach i zamknął na chwilę oczy. Otworzył je szybciej niż chciał, zresztą z widocznym w nich zaskoczeniem, gdy usłyszał, że Rheasenda chce pomóc mu odnaleźć matkę i zna kilka osób, które może miałyby jakieś informacje o tym lub znałyby osoby, od których mogłyby uzyskać jakieś tropy.
- Naprawdę? Ja… nie mam nic przeciwko. Mam wrażenie, że powoli wyczerpuje możliwości i tropy – odpowiedział jej. Właściwie to nawet go to ucieszyło, choć na początku nie chciał tak bardzo angażować w to dodatkowych osób. Później ruszyli w drogę powrotną do Meot, którą umilali sobie rozmową.

I tak oto spotykali się częściej i już nie tak przypadkowo. Dlatego Isaac dość regularnie wpadał do Meot, żeby odwiedzić Rheasendę i grupę najemników, z którymi pracowała przy okazji; żeby zapytać ją o nowe informacje w sprawie zaginięcia jej matki i wynająć ją do pomocy lub po prostu zrobić to ostatnie, gdy akurat to on miał jakiś nowy trop. W trakcie tych wypraw rozmawiali na różne tematy, też te mniej lub bardziej związane z nimi, i dlatego poznawali się bliżej, tak przy okazji. Isaacowi to nie przeszkadzało, lubił mroczną elfkę, lubił jej towarzystwo i współpracę z nią, więc dobrze było mieć w niej również osobę, której mógł zaufać.
Kolejny raz zawitał do miasta, a swoje kroki skierował do znajomego już budynku gildii najemników. Od razu podszedł do lady, za którą stał zarządca. Był ciekaw, czy tamten już go kojarzy lub nawet rozpoznaje, bo po jego mimice nie mógł tego jednoznacznie stwierdzić.
- Dzień dobry, zastałem Rheasendę? – zapytał od razu. W torbie podróżnej czekała już oddzielna sakiewka przeznaczona do tego, żeby zapłacić za wynajęcie jej do pomocy.
- W tym momencie jest niedostępna – odpowiedział mu mężczyzna. Nie była to odpowiedź, której się spodziewał, ale też nie mógł przecież liczyć na to, że elfka będzie tu ciągle siedziała i czekała na to, aż do niej przyjdzie. Wcześniej zresztą zdarzało się, że jej nie było, bo akurat wykonywała inne zlecenie.
- Rozumiem… W takim razie dziękuję za informację i do zobaczenia – odparł Isaac i wyszedł. Jakoś nie miał ochoty na wynajmowanie innego najemnika, jednak lubił współpracę z kimś, kogo już znał i komu ufał. Cóż, ten trop będzie musiał sprawdzić samotnie.
Niedługo po tym zdecydował się ponownie zajrzeć do gildii, ale usłyszał identyczną odpowiedź. Za tydzień to samo, za trzy również i to samo działo się za każdym razem, gdy o nią pytał. Nawet zaczęło mu się to wydawać dziwne i może nawet nieco podejrzane. Dlatego postanowił, że następnym razem spróbuje wypytać zarządcę, zamiast od razu pożegnać się i wyjść.
- Dzień dobry, jest Rh… - nie zdążył dokończyć, gdy mężczyzna wszedł mu w słowo.
- Aktualnie jest niedostępna – odpowiedział mu tamten.
- Coś długo to trwa, wręcz zaczynam podejrzewać nieprzyjemne rzeczy… Wszystko z nią w porządku? – odparł, zamiast zwyczajowego pożegnania, którego do tej pory używał, gdy tylko zarządca odpowiadał mu to samo, co słyszał od niego już od dość długiego czasu.
- Posłuchaj mnie uważnie. Rozmawiałem z nią kilka dni temu i powiedziała, że spotka się z tobą jak tylko to będzie możliwe – powiedział mu to ze swego rodzaju naciskiem na to, żeby więcej nie pytał i nie drążył, i żeby cierpliwie czekał.
- Dobrze… To do zobaczenia za tydzień. To samo miejsce i o tym samym czasie? – pożegnał się już, ale nie mógł przepuścić okazji, żeby sobie choć trochę zażartować. Jego rozmówca tylko westchnął, choć Isaacowi wydawało się, że przez chwilę widział na jego twarzy coś, co mogłoby być cieniem uśmiechu.

Isaac robił to, co zapowiedział. Zaglądał tu średnio co tydzień i, choć odpowiedź ciągle była taka sama, to i tak to robił.
- Nie myślałeś może o tym, żeby wynająć kogoś innego? Nie tylko ona tu pracuje i, owszem, jest najlepsza, ale nie jest też tak, że pozostałych dzieli od niej przepaść – zapytał go Hektor. Co ciekawe, przez te kilka tygodni, w których tak ciągle chodził i pytał o mroczną elfkę, zdążył wytworzyć z zarządcą jakąś nić koleżeństwa. Przez to nie wyglądało to tak, że wchodził, pytał i wychodził, tylko zatrzymywał się, żeby z nim chwilę porozmawiać.
- Nie chcę obrazić twoich pozostałych pracowników, ale lubię pracować z kimś, komu ufam. Nie przeczę, że w razie czego każdy z nich mógłby osłonić mnie przed ostrzem, ale Rheasendę znam lepiej niż pozostałych – odpowiedział mu szczerze.
- Czyli tak się sprawy mają… W takim razie będziesz musiał jeszcze poczekać – powiedział do niego zarządca. Isaac miał już się zbierać, ale usłyszał jak ktoś siada obok niego i później odzywa się znajomym, kobiecym głosem. Hektor na pewno ją widział, ale nie odezwał się słowem. Pewnie zrobił to specjalnie.
- Rheasenda, miło cię widzieć – powiedział od razu i uśmiechnął się do niej. Od razu zobaczył też bliznę na jej twarzy.
- Co ci się stało? – zapytał. A później wysłuchał jej krótkiej opowieści.
- Blizny nie są oznaką słabości. Nawet najlepszym może przytrafić się coś, po czym pamiątką będzie taka blizna. Na pewno nie patrzyłbym na ciebie inaczej, gdybym zobaczył cię z taką raną, bo dla mnie jesteś tak samo silna teraz, jak wtedy, gdy widzieliśmy się ostatni raz… Może nawet silniejsza – odpowiedział jej. Mógłby nawet wyleczyć ranę, gdyby go o to poprosiła. Wiedział, że różne osoby mają różne podejście do blizn, ale gdyby Rheasenda chciała się jej pozbyć, to zająłby się tym dla niej. I zgodził się też, aby skracać jej imię. Możliwe, że chciał zrobić to już wcześniej, może nawet zaproponować to albo po prostu któregoś razu zwrócić się tak do niej, ale ostatecznie postanowił, że poczeka z tym, aż sama udzieli mu na to zgody.

Trop zaprowadził ich na Pustynię Nanher. Według informacji, w których posiadanie weszła Rhea, to właśnie tutaj, przy jednej z oaz widziana była kobieta podobna do matki Isaaca podróżująca z grupą zamaskowanych osób. Pradawny nie był pewien, w jakim stopniu będzie to pomocne i czy w ogóle uda mu się czegokolwiek dowiedzieć lub coś znaleźć, gdy już dotrą do tego miejsca, ale i tak chciał tam pójść.
- Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad jedną rzeczą – zaczął, gdy przechodzili przez naturalną „bramę” z gór, która prowadziła na pustynię.
- Bardzo dobrze mi się z tobą współpracuje, ufam ci i jesteśmy przyjaciółmi… Dlatego mam pytanie. Nie chciałabyś może pracować bezpośrednio dla mnie? – zapytał, a jego oczy wpatrywały się w nią.
- W sensie, nie byłoby to coś, co zajmowałoby ci cały czas. Chciałbym, żebyś była szefową ochrony w moim domu. Przechowuję tam też artefakty, które przez te wszystkie lata udało mi się zdobyć i, cóż, niedawno ktoś postanowił mnie napaść. Udało się ich powstrzymać i nic nie zabrali, ale poprzedni dowódca niestety przepłacił to życiem. Oczywiście będziesz normalnie dostawać wynagrodzenie za to i za towarzyszenie mi w wyprawach. Nie będziesz też musiała ciągle siedzieć tam lub podróżować ze mną, nie musisz też rezygnować z gildii najemniczej, do której należysz. Zadbam o to, żebyś mogła dla nich pracować i ich odwiedzać – złożył jej właściwie ofertę pracy. Wiedział, że pilnujący jego posiadłości wojownicy poradzą sobie bez przywódcy, bo aktualnie jego miejsce zajmował wcześniej wyznaczony do tego zastępca. Ufał im, bo inaczej nie powierzyłby im bezpieczeństwa posiadłości i Sali Artefaktów, ale na stanowisku dowódcy grupy potrzebował kogoś, komu zaufać mógł jeszcze bardziej.
- Nie musisz podejmować decyzji od razu, bo jest to tylko propozycja. Zastanów się nad tym, a ja cierpliwie poczekam na odpowiedź – dodał jeszcze. Domyślał się, że może być to sporo do przetrawienia, ale Rhea na pewno poukłada to i poradzi sobie z tym, a na jej odpowiedź na pewno nie będzie musiał czekać jakoś bardzo długo.
Jeśli chodziło o samą Pustynię Nanher, to udało im się dotrzeć do niewielkiego zbiornika wodnego, otoczonego palmami i namiotami, w którym ponoć widziano kogoś przypominającego jego matkę. Tylko, że gdy już zaczął wypytywać o taką osobę, to prawie nikt nie wiedział, o kogo może chodzić lub wprost mówili, że nikogo takiego tutaj nie było. Jedyną pomocną osobą okazał się tutejszy handlarz, który – za odpowiednią opłatą oczywiście – przypomniał sobie o takiej grupie. Owszem, byli oni w tym miejscu, ale kierowali się w stronę wyjścia z pustyni, a nie w jej głąb. Gdy już wiedzieli, że nie dowiedzą się tu niczego więcej, Isaac zarządził, że mogą wracać.
- Powoli zaczynam nie mieć pojęcia, o co tu chodzi i co się dzieje z moją matką. Nie chcę tracić nadziei, ale z drugiej strony czuję, jak powolutku się ze mnie sączy. Kropla po kropli… Za każdym razem, gdy podążam jakimś tropem i okazuje się, że i tak nie dowiaduję się niczego, co by mi pomogło – zakończył to krótkim westchnięciem, ale nie z irytacji. Bardziej brzmiało ono, jakby pradawny zaczynał czuć się bezsilny w tym wszystkim.
W trakcie powrotu do Meot, wydawał się mniej gadatliwy niż mu się to zdarzało. Odpowiadał, gdy Rhea o coś go zapytała, ale sam rozpoczął rozmowę może trzy lub cztery razy, kiedy normalnie robił to o wiele częściej. Był bardziej zamyślony, ale i też niezbyt w nastroju na dłuższe konwersacje.
- To do zobaczenia następnym razem. Zjawię się, gdy wpadnę na coś jeszcze lub będę chciał przeżyć z tobą kolejną przygodę… albo, gdy będę chciał po prostu pogadać – powiedział na pożegnanie i uśmiechnął się lekko. Nie było to wymuszone, bardziej jakby po prostu aktualnie było go stać tylko na taki uśmiech.

Isaac zjawił się w Meot jakiś tydzień później. Miał nowe informacje, choć nie na temat, który przychodziłby na myśl jako pierwszy. Ledwo zdążył wrócić do posiadłości, a ta znowu stała się obiektem ataku, choć może nie tyle sama posiadłość, co Isaac. Trzech skrytobójców wtargnęło na teren jego domostwa z zamiarem zabicia go, ale w międzyczasie uruchomili cichy alarm magiczny, który zawiadomił o tym grupę zbrojną. Zabójcy poruszali się szybko, a jeden z nich dotarł nawet do łóżka pradawnego, gdy dwójka starła się z jego wojownikami. „Bernard przesyła pozdrowienia” – to były jedyne słowa, jakie padły z ust tamtego mężczyzny. Następnie od razu przeszedł do ataku sztyletem, jednak Isaac zdążył zareagować i przeturlać się na łóżku, a później zabić tamtego. Wiedział, kto ich nasłał i wiedział też, do kogo może się zwrócić, żeby poradzić się, co powinien z tym faktem zrobić.
Hektor, gdy tylko go zauważył, od razu zawołał Rheę. Mag w międzyczasie usiadł sobie na jednym ze stołków.
- Cześć Rhea. Przyszedłem zapytać cię o jedną rzecz… Co zrobić z faktem, że twój ojciec wysłał skrytobójców, żeby mnie zabili? – może i mogłoby to brzmieć dość żartobliwie, ale on był bardzo poważny. Naprawdę chciał się jej poradzić. Chciał też zapytać o coś innego, ale obiecał, że poczeka na jej decyzję. Dowiedział się, że ona od samego początku chciała tego uniknąć, powiedziała mu, żeby zastanowił się nad tym, czy nadal chce się z nią zadawać i zapytała, czy jego propozycja nadal jest aktualna.
- W tych kwestiach to zupełnie niczego nie zmienia. Nadal chcę się z tobą przyjaźnić i chcę, żebyś dowodziła grupą zbrojnych, których zatrudniłem – odpowiedział jej od razu. Było to szczere. Chciał, żeby takie było. Następnie usłyszał coś, co sprawiło, że się uśmiechnął.
- Naprawdę? Świetnie, jest to najlepsza wiadomość, jaką usłyszałem od jakiegoś czasu – odparł. Nie był zaskoczony, bardziej po prostu upewniał się, że nie żartuje i, że faktycznie chce dla niego pracować. Nie zdążyli porozmawiać dłużej, bo kompanii Rheasendy zaprosili ją na ostatnią grę w karty. Dzięki temu Isaac mógł porozmawiać z Hektorem o jednej rzeczy, którą chciał przygotować.
- Wiem, że ją wam zabieram. I pewnie żadna ze stron nie przyzna, że będzie tęsknić za tą drugą, dlatego wpadłem na pewien pomysł. Jeśli zagospodarowałbyś mi jedno pomieszczenie, niewielkie, najważniejsze żeby miało drzwi, to będę w stanie stworzyć magiczny klucz, który po włożeniu w inne drzwi będzie mógł przenieść ją do tamtego pomieszczenia. W ten sposób będzie mogła was odwiedzać i nawet zapraszać do siebie – odezwał się do zarządcy gildii, gdy tylko upewnił się, że Rhea nie będzie tego słyszała.
- Naprawdę? To… byłoby mile widziane. Nie chcę, żeby czuła się przez nas w jakiś sposób zatrzymywana, ale myślę, że gdy do nas zajrzy raz na jakiś czas, to chłopaki będą się cieszyć. Jesteśmy tu trochę jak rodzina, tak się przynajmniej traktujemy – odpowiedział mu mężczyzna.
- Mam nawet jedno pomieszczenie, które mogłoby do tego posłużyć. Mały pokoik na poddaszu, który właściwie nie jest używany – dopowiedział jeszcze. Isaac ucieszył się, że Hektor z nim współpracował. Widocznie zależało mu na tym, żeby Rhea nie zerwała z nimi kontaktu.
- Masz do niego klucz? Po prostu nałożę na niego odpowiednie zaklęcia – gdy tylko to powiedział, zarządca sięgnął pod ladę i po chwili położył przed pradawnym zwyczajny, brązowy klucz.
- Zrób z nim to, co proponujesz. Ja się na tym nie znam, ale ufam, że wiesz, co robisz – odparł Hektor i przesunął klucz w jego stronę. Isaac od razu go schował.
- Zajmę się tym. I Rheą też. Zadbam o nią – zapewnił go. Mężczyzna odpowiedział mu skinieniem głowy. Później rozmawiali jeszcze o innych rzeczach, aż w końcu mroczna elfka dołączyła do nich. Na sam koniec kobieta pożegnała się jeszcze z Hektorem. Później mogli ruszać.

- To, żeby nie tracić czasu, możemy użyć mojego klucza. Jedynie opuśćmy miasto – zaproponował i ruszył w stronę najbliższej bramy. Przeszli jeszcze kawałek, a później zszedł z głównego traktu. Wyciągnął klucz i narysował nim kontur drzwi, które po chwili się pojawiły. Włożył w nie klucz, a te otworzyły się – zanim sam wszedł do środka, przepuścił w nich elfkę.
- To jest Sala Artefaktów. Oprowadzę cię po niej później – odparł i ruszył w stronę wyjścia z niej.
- Pracuje tu kilkanaście osób, na pewno je wszystkie poznasz. Będą zaciekawieni nową osobą – ostrzegł ją, zanim jeszcze wyszli z Sali. Najpierw trafili do biblioteki, z której przeszli do sali wypoczynkowej, a później na korytarz i na zewnątrz.
- W pierwszej kolejności przedstawie cię grupie, którą będziesz dowodzić – wyjaśnił jej. Dlatego poprowadził ją do tej części posiadłości, w której znajdowały się ich kwatery, sala do ćwiczeń i miejsce do tego samego, tyle że na świeżym powietrzu. Grupka złożona z siedmiu osób – sześciu mężczyzn i młodej kobiety – trenowała wspólnie na zewnątrz. Gdy ich zauważyli, przestali i ustawili się w szeregu. Isaac z Rheą stanęli przed nimi.
- Rheasenda będzie wami dowodzić, o niej wam wspominałem. Myślę, że się dogadacie… Chcesz sobie z nimi chwilę porozmawiać? – zaproponował. On mógł poczekać gdzieś obok, dać im trochę czasu, żeby się poznali i tak dalej. Później pokazał jej kwaterę dowódcy „straży”, które teraz oczywiście należała do niej. Dał jej też klucz do Sali Artefaktów, który nosił ze sobą poprzedni dowódca – akurat to musiała mieć. Następnie oprowadził ją po całej posiadłości, a przy okazji zapoznał z pozostałymi pracownikami, już tymi mniej bojowymi. Opowiedział jej też o obowiązkach, jakie na nią czekają na jej nowej pozycji – dowodzenie pozostałymi członkami grupy bojowej i dbanie o bezpieczeństwo posiadłości, jej mieszkańców, a także Sali Artefaktów. Poza tym, właściwie miała dowolność w działaniu, w trenowaniu i poruszaniu się po samej posiadłości. Pokazał jej też krąg teleportacyjny, który przenosi do Aryi.
- Spośród swojej grupy wybierz też jedną osobą, która będzie twoim zastępcą, w razie gdybyś chciała gdzieś pójść czy gdybyśmy udali się w podróż – zasugerował jej też. Nie chciał, żeby czuła, że może przebywać tylko na tym terenie. Jedynie chodziło mu o to, żeby zbrojni nie zostali bez kogoś, kto będzie miał oko na całą grupę, gdy dowódca będzie nieobecny. A gdy już zakończyli obchód, Isaac powiedział Rhei, że ma coś do zrobienia – co nie było kłamstwem, bo chciał zabrać się za pracę nad kluczem od Hektora – a jej zaproponował, że jeśli chce może w pojedynkę przejść się po terenie posiadłości, zobaczyć ogród albo wrócić do swoich podwładnych.

Chciał stworzyć ten klucz dość szybko, więc zabrał się za to, gdy tylko miał czas. Najpierw wyrył na nim słowa w piśmie runicznym, a później „przyczepił” do nich zaklęcie. Zajęło mu to nieco mniej czasu niż powinno, ale tylko dlatego, że nie był to pierwszy raz, kiedy jego intencją było sprawienie, żeby klucz tworzył i otwierał magiczne drzwi, które przenoszą cię do konkretnego miejsca. Teraz czekała go trudniejsza część – znaleźć dobrą okazję, żeby wręczyć ten klucz osobie, dla której go stworzył.
W końcu nadszedł ten moment, właściwie gdy już trochę z tym zwlekał i zaczynał myśleć o tym, czy po prostu nie wręczyć go jej przy najbliższej rozmowie. Była noc, a oni stali na balkonie, oboje opierali się o jego balustradę. Nie była to ich pierwsza rozmowa w tym miejscu, ale Isaac czuł – podpowiadało mu to to samo przeczucie, które kiedyś kazało mu uratować Rheę – że ten moment nadejdzie właśnie dziś.
- Cieszę się, że tak mówisz i myślisz. Szczerze mówiąc, to na samym początku też miałem pewne wątpliwości, nie byłem pewien czy nie będzie to zbyt duży przeskok dla ciebie i czy uda ci się przystosować do tych nowości, czy dobrze będzie wam się współpracowało i tak dalej… Ale myślę, że niepotrzebnie. Widzę, że niepotrzebnie się tym przejmowałem – odpowiedział jej szczerze. Bardzo ucieszyło go to, że Rheasenda mogła nazywać jego posiadłość domem.
- Myślę, że to dobry moment, żeby dać ci pewien prezent – powiedział, a później sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej brązowy klucz.
- Jest to prezent ode mnie i od Hektora. Działa on tak, że jeśli włożysz go w jakieś drzwi, przeniesie cię on do pomieszczenia na poddaszu budynku gildii najemników w Meot. To tak, żebyś mogła ich odwiedzać, gdy będziesz chciała albo jakbyś chciała ich tutaj zaprosić – wytłumaczył. Chciał, żeby wiedziała, że klucz jest zarówno od Hektora, jak i od niego. Dzięki zarządcy on mógł zrealizować ten plan. A podejrzewał, że Rhea ucieszy się z takiego prezentu.

Minęło trochę czasu i rozmów z mroczną elfką, które pchały ich znajomość do przodu, zanim Isaac zdał sobie sprawę, że zaczyna coś do niej czuć. Na początku nie był pewien, co powinien z tym faktem zrobić. Nawet poświęcił jedną noc na rozmyślania o tym, gdy stał sobie na balkonie i wpatrywał w gwiazdy na niebie. Miał obawy przed tym, jak Rhea mogłaby na to zareagować i jak wpłynęłoby to na ich znajomość. Dlatego póki co postanowił, że zatrzyma to wyłącznie dla siebie i zobaczy, co się stanie. Może mu przejdzie… Pytanie czy chciał, żeby tak się stało? Tego nie wiedział.
Zawędrowali do sieci jaskiń Szczytach Fellarionu, gdzie ukryty miał być posążek zapomnianego i pomniejszego bóstwa lub czegoś, co za bożka uważali czczące je osoby. Isaac wyczytał, że wokół wejścia i w jaskiniach mieszkała kiedyś dość liczna grupa, która to czciła. Sam posążek ponoć wyglądał jak skrzyżowanie człowieka, kozła i ptaka. O tym też opowiedział po drodze Rhei, żeby również rozglądała się za tym artefaktem. Szukali go dlatego, że mógł być niebezpieczny – moc posążku pozwalała na zsyłanie koszmarów na osobę wskazaną przez kogoś, kto aktualnie był w jego posiadaniu. Ponoć im silniejsza wola „właściciela”, tym gorsze są te koszmary, jedna legenda mówiła nawet o tym, że te najgorsze mogą nawet zabić nieszczęśnika we śnie.
Jaskinie okazały się dość rozległe, a im głębiej schodzili, tym bardziej niestabilny był grunt. W końcu dotarli nawet do przepaści, nad którą dało się przejść po skalnym moście. Nie wyglądało to bezpiecznie, ale była to jedyna droga do przodu. Isaac ruszył pierwszy, ostrożnie, choć przeczucie podpowiadało mu, że nie jest to dobry pomysł. Rhea szła tuż za nim. Oboje usłyszeli jak most zaczyna pękać – najpierw zaczęły od niego odpadać pojedyncze kamyczki, których odgłos odbijania się od ścian przepaści rozchodził się echem po jaskini, a później, niczym lawina, zaczęły odpadać coraz to większe fragmenty. Wszystko to trwało chwilę, a oni jak jeden mąż zabrali się do biegu, kiedy most za ich plecami przestawał istnieć. I niestety, to samo zaczęło dziać się przed nimi i to wtedy, gdy byli już blisko końca tej konstrukcji. Isaac skoczył, odbił się najmocniej jak umiał i udało mu się dostać na brzeg. Rhea niestety nie miała tyle szczęścia. Skoczyła, ale musiała wybić się wcześniej. Tyle wystarczyło, żeby doleciała, ale była zbyt nisko, żeby wylądować tak jak on. Udało jej się złapać krawędzi, a pradawny od razu doskoczył tam spanikowany. Natychmiast złapał ją za przedramiona, a później za dłonie, żeby pomóc jej wejść wyżej. Nie chciał, żeby spadła. Różne myśli zaczęły kłębić się w jego głowie, a potencjalne scenariusze i sytuacje pojawiały się tam wbrew jego woli.
- Od dłuższego czasu jedna myśl nie daje mi spokoju i to, co się teraz stało, sprawiło że pomyślałem o tym, że w końcu muszę ci to powiedzieć – powiedział do niej, gdy byli już potencjalnie bezpieczni. Przez krótką chwilę patrzył na przepaść, nad którą nic już nie wisiało; którą nie dało się już przejść. Wyglądał, jakby zbierał się w sobie, żeby kontynuować rozmowę.
- Kocham cię, Rhea. Nie jestem w stanie dłużej tego przed tobą ukrywać. A to, że mogłaś dzisiaj zginąć przekonało mnie, że chcę, żebyś to usłyszała – dopowiedział. Wyglądał, jakby jakiś niewidzialny ciężar spadł z jego barków. Patrzył na nią. Z jednej strony chciał znać jej reakcję, chciał wiedzieć, co powie, a z drugiej… Z drugiej możliwe, że bał się, jakie będą konsekwencje tego wyznania.
Ruszyli dalej, a na ścianach zaczynały pojawiać się niewielkie, kryształowe formacje. Jednak nie zaszli daleko, bo gdy tylko adrenalina w pełni opuściła ich ciało, oboje poczuli zmęczenie i zdecydowali, że powinni trochę odpocząć. Rozpalili ognisko i rozłożyli śpiwory. Isaac od samego początku miał wrażenie, że atmosfera jest trochę niezręczna i, choć rozmawiali dość normalnie, to zaczął zastanawiać się, czy dobrze zrobił. W pewnym stopniu działał pod wpływem chwili i impulsu. Czy żałował, że jej to powiedział? Nie, tak się nie czuł. Co więcej, czuł się lepiej, ponieważ nie musiał tego przed nią ukrywać.
Po kilku godzinach snu, szybko zwinęli śpiwory, a później ruszyli dalej. Rhea sprawiała wrażenie, jakby ignorowała jego wyznanie i uznawała, że nic takiego nie miało miejsca. Nie pytał jej o to, fakt, ale o pozostałych tematach rozmawiali normalnie, jakby nic się między nimi nie zmieniło i nie wydarzyło.
W końcu dotarli do niedużej sali całkowicie stworzonej z kryształów, które mijali po drodze. Na samym jej środku na spiłowanym krysztale znajdowało się zdobione pudełko. Isaac z ciekawością podszedł bliżej i przyjrzał się wzorom.
- Z bliska widzę, że jest to pismo piekielnych… Myślisz, że w środku znajduje się to, czego szukamy? – powiedział do niej, choć sam znał już prawdopodobną odpowiedź.
- Nigdzie nie widzę zamka ani czegoś, co aktywowałoby mechanizm otwierający. Zabierzemy to ze sobą i spróbuję to otworzyć w swojej pracowni – dodał jeszcze.
- Nawet, jeśli okaże się, że w środku jest coś innego, to myślę, że i tak jest to interesujące znalezisko. I na pewno jest to coś, co warto było zamykać w takim pojemniku – odparł. I spróbował dotknąć pudełka, żeby je po prostu podnieść. Gdy tylko go dotknął, napisy zaświeciły się, a Isaac zabrał dłonie i złapał się za głowę.
- Ugh… Chyba broni się przed magiczną ingerencją. Moja magia w jakiś sposób sama próbuje znaleźć wejście do pudełka, a ono reaguje na to przez próbę stłumienia jej i pozbycia się źródła, czyli mnie – wytłumaczył mrocznej elfce.
- Myślę, że w twoim przypadku nie będzie to miało miejsca. Moja energia magiczna jest silniejsza i „wie”, że od dziecka zajmuję się takimi rzeczami… Twoja energia magiczna nie będzie się tak zachowywać, więc… Mogłabyś to ponieść, aż się stąd nie wydostaniemy? – poprosił ją o coś, czego właściwie nie był do końca pewien, czy zadziała. Według tego, co wiedział, właśnie tak to działa i margines błędu był tu niemalże zerowy, także był niemalże pewien, że to się uda.
Gdy ruszyli w stronę wyjścia, musieli dotrzeć też do przepaści. Isaac zatrzymał się na jej krawędzi i położył tam dłonie. Jego oczy zapulsowały magicznym światłem, a spod dłoni pradawnego zaczął powstawać kamień, który powoli kształtował się w nowy most. Ten był grubszy niż poprzedni, już on sam o to zadbał, więc mogli po nim bezpiecznie przejść. Jakiś czas później dotarli w końcu do wyjścia. Gdy tylko poczuł górskie powietrze, wyciągną klucz i stworzył nim drzwi, którymi wrócili na teren posiadłości, do Sali Artefaktów.
- I tak oto kończy się nasza wyprawa. Zaniesiesz pudełko do mojej pracowni? Nie zajmę się nim dzisiaj, jedynie, co dzisiaj zrobię to kąpiel i pójście spać - powiedział do niej. Zamierzał też towarzyszyć jej w drodze do pracowni i powiedzieć, gdzie konkretnie zostawić pojemnik. A później po prostu pożegnał się z nią.

Zanim zabrał się za otwieranie skrzyni, minął kolejny dzień, który zleciał mu na doglądaniu spraw na terenie posiadłości. Poprzedniej nocy sen nie przyszedł tak szybko, jakby się tego spodziewał, głównie przez natłok myśli, który zalewał głowę Isaaca. Myśli związanych z tym, co stało się między nim i Rheą. Nadal nie był pewien, czy dobrze zrobił, zwłaszcza po reakcji mrocznej elfki na jego wyznanie. Z drugiej strony, przeczucie podpowiadało mu, że tak; że to było coś, co musiał i, co więcej, chciał zrobić.
Pierwszą rzeczą jaką zrobił następnego dnia rano, jak już przygotował się do rozpoczęcia go, było zejście do pracowni i zajęcie się tajemniczym pojemnikiem. Najpierw założył rękawice, a później zabrał się za tłumaczenie napisów na pudełku, mamrotał je do siebie i zapisywał, aby później móc całą ich treść umieścić w notesie, w którym będzie też opisywał pozyskanie magicznego przedmiotu. Nie wiedział, ile czasu na tym spędził – nie wiedział też, że jest obserwowany – ale w końcu zaczęło mu się wydawać, że wie, o co tu chodzi i jak mógłby otworzyć pudełko. Przeczytał na głos niektóre wyrazy zapisane w mowie piekielnych i… nic. Znaczy, na początku nic się nie stało, bo w następnej chwili usłyszał jak mechanizm uruchamia się i zatrzymuje, a w jego stronę wyleciała sadza lub popiół. Wiedział, że miał szczęście, bo taka pułapka, gdyby nie zniszczył jej ząb czasu, prawdopodobnie zabiłaby go. Tylko, że teraz się tym nie przejmował, bo zaskoczony spojrzał w stronę odgłosów kobiecego śmiechu, gdy dobiegł on do jego uszu. Zobaczył tak Rheasendę… i później sam też zaczął się śmiać. Nie był pewien, dlaczego, po prostu cała ta sytuacja sprawiła, że tak na to zareagował.
- Jak długo mnie obserwowałaś? – zapytał, gdy do niego podeszła. Miał gdzieś tu szmatkę albo inny kawałek tkaniny, którym mógłby sobie wytrzeć twarz, ale Rhea zareagowała szybciej. Nie sprzeciwił się temu, po prostu stał tak, gdy ona zbierała chusteczką osad z jego czoła, nosa, ust i policzków. Nie odsunęła się, gdy skończyła. Za to zrobiła coś, co zaskoczyło go bardziej niż reakcja obronna pudełka na niewłaściwe słowa.
Poczuł jak je usta dotykają jego i zamykają się w pocałunku. Odwzajemnił go i, choć słowami już wcześniej powiedział, co do niej czuje, to w nim również to zawarł, w ramach przypomnienia i zapewnienia, że jego uczucia się nie zmieniły. To było coś pięknego. Czuł się, jakby w końcu zdarzyło się coś, na co czekał bardzo długi czas. I cieszył się, bo już wiedział, że Rhea czuje do niego to samo.
- Powiem to jeszcze raz. Kocham cię, Rhea – odparł, gdy się od siebie odsunęli, choć chciał, żeby ten pocałunek trwał i trwał. Nadal stali blisko siebie. I patrzyli sobie w oczy.
- Postaram się pokazać ci znaczenie tych słów, bo… chciałbym, żebyś je poznała – odpowiedział i tym razem to on przyciągnął ją bliżej i pocałował. Później, gdy nastał wieczór, ponownie wyszli na balkon, aby obserwować nocne niebo i porozmawiać, choć tym razem, gdy tam weszli, pierwszy raz trzymali się za ręce.

Przebieg jego dni nie zmienił się bardzo, choć to, że więzi między nim i Rheą wkroczyły na nowy poziom sprawiło, że towarzyszyły mu nowe uczucia – jak chociażby miłość do niej. Pojawiała się też między nimi bliskość, ciepło i nowe gesty. Czuł się z tym dobrze i nie starał się tego ukrywać, dlatego pewnego wieczora zagadała go Tiriana, która była główną kucharką w posiadłości. Usłyszała od jednej ze swoich pomocnik plotkę o nim i Rhei. Nie przeszkadzało jej to, że jest jej pracodawcą i dlatego mówi mu na „ty”, bez tytułowania go „panie”, „paniczu” i tak dalej. Nie krążyła też wokół tematu, po prostu zapytała go od to, a on jej odpowiedział zgodnie z tym, jak wyglądała sytuacja. Potwierdził to, a Tiriana zwyczajnie ucieszyła się i powiedziała, że wyjdzie mu to na dobre.
Służba zdawała się zaakceptować taką kolej rzeczy, a plotki raczej ucichły, choć ich miejsce zajęły zapewne rozmowy na temat potwierdzonej już plotki. Możliwe, że aktualnie było to najciekawsze wydarzenie w posiadłości, choć w jego obecności nikt o tym nie mówił, a otwarcie zapytała go o to jedynie Tiriana. A jemu to nie przeszkadzało, dla niego liczyło się to, co łączyło go z Rheą. Nadal wyruszali razem na wyprawy, ale w pewnym sensie przebiegały one inaczej odkąd byli w związku. Nie było to nic złego, przynajmniej on nie widział tego w taki sposób, po prostu coś… innego i nowego, ale pozytywnego.
Tyle, że nie wiedział, co działo się w głowie jego partnerki. Nie wiedział tego do momentu, w którym mu o tym powiedziała. Do tej pory nie był świadom tego, jak jej doświadczenia z przeszłości mogły wpłynąć na to, co jest między nimi i na łączenie tego z pracą dla niego. Zaczął czuć się z tym źle, już myślał o tym, co chciałby jej powiedzieć i jak ją pocieszyć, gdy nagle do jego uszu dotarły te dwa słowa. Słowa, których do teraz nie usłyszał z jej ust. Zaskoczyło go to i jednocześnie ucieszyło, bo to oznaczało, że w końcu była gotowa, żeby mu to powiedzieć. Nie chciał wchodzić jej w słowo, dlatego nie odzywał się i słuchał jej głosu. Chociaż raz bardzo chciał się odezwać – wtedy, gdy powiedziała, że nie może dla niego pracować. Najpierw pomyślał, że to oznacza, że będzie chciała szukać innej pracy i jednocześnie nadal być z nim w związku, ale zanim zdążył wypowiedzieć swoje wątpliwości na głos, ona wytłumaczyła mu, jak ma to wszystko rozumieć.
- Ja… Tak bardzo cieszyłem się tym, co jest między nami, że nie pomyślałem o tym, co spotkało cię kiedyś i, że może to w taki sposób wpłynąć na naszą sytuację. Przepraszam cię, Rhea. Nie chciałem, żeby te myśli kiełkowały w twojej głowie, ale jednocześnie cieszę się, że podzieliłaś się nimi ze mną – zaczął mówić. Teraz liczył na to, że ona pozwoli mu mówić, chciał to wszystko powiedzieć za jednym razem.
- Ja też cię kocham, dlatego najlepszym, co możemy zrobić będzie właśnie to, co zaproponowałaś – kontynuował. Nawet nie musiał się nad tym zastanawiać, od razu podjął decyzję.
- Dlatego zadam ci jedno pytanie. Rhea, zechcesz pracować... i być ze mną, a nie dla mnie? – w taki sposób zakończył. To pytanie było jedynie formalnością, dlatego też uśmiechnął się do niej. A gdy się zgodziła, bo przecież to była oczywista odpowiedź, której właściwie nie musiała nawet wypowiadać, przyciągnął ją do siebie i pocałował.

Od tamtej rozmowy minęło kilka lat, a oni nadal byli razem. Nie zawsze było dobrze, zdarzały się kłótnie i inne różnice zdań w przeróżnych kwestiach, ale ostatecznie i tak do siebie wracali i, co ważniejsze, kochali się, a Rhea faktycznie mówiła mu to częściej i czasem nawet w momentach, w których może nie spodziewał się tego usłyszeć. Isaac zawsze jej odpowiadał i oczywiście sam też się w tym rewanżował. Osoby pracujące w posiadłości szybko zaakceptowały zmianę, którą przyniosła tamta rozmowa i zdawali się być raczej pozytywnie – ewentualnie neutralnie – do tego nastawieni. Jeśli chodzi o ich przygody, to te bywały różne, chociażby sprawdzenie lokalizacji artefaktu i pozyskanie go, sprawdzenie kolejnego tropu związanego z matką Isaaca. Takowe zdarzały się nawet na terenie posiadłości, gdy akurat Bernard znowu postanowił wysłać kogoś, żeby zabił jego lub Rheasendę, gdy pojawili się jacyś złodzieje lub coś dziwnego czy nieoczekiwanego stało się w trakcie jednej z wystaw artefaktów, które Isaac nadal organizował. To wszystko miało ze sobą dwie wspólne rzeczy – to, że każda przygoda czy wyprawa była w jakiś sposób ciekawa i to, że bez różnicy na to, co się w ich trakcie działo, Isaac i Rhea się kochali i nic nie mogło tego zmienić.

Posiadłość

Lokalizacja: Góry Księżycowe
Teren, który należy do Isaaca, to znajdujący się w północnej części gór niewielki płaskowyż, z którego rozpościera się widok na Pojezierze Neolar. To właśnie na nim znajduję się dość spora posiadłość, która zbudowana jest z kamienia, kolorystycznie podobnego do otaczających to miejsce gór. Licznymi oknami można wyjrzeć na zewnątrz z każdego pomieszczenia, a trójkątne dachy ułożone są dachówką w kolorze ciemnej czerwieni. Na posiadłość składają się parter, piętro i poddasze, a zbudowana jest ona z różnej wielkości kwadratów, jednak są one przyjemnie zaokrąglone na rogach, przez co budynek sprawia wrażenie mniej surowego i prostego. Do podwójnych, dębowych drzwi prowadzą sześciostopniowe schody, nad którymi znajduje się zadaszenie podpierane przez dwie kamienne kolumny z wyrzeźbionymi w nich wspinającymi się bluszczami. Na parterze znajduje się coś w rodzaju pomieszczenia wejściowego, które otwiera się na prawą i lewą część parteru, a także na podwójne schody, które na półpiętrze się rozdzielają na pojedyncze prowadzące na piętro do lewego skrzydła i takie same, które prowadzą do prawego. Po lewej stronie parteru znajduje się kuchnia z wejściem do spiżarni (który dzieli się na część równoległą z kuchnią, a także na część podziemną, gdzie przechowywane są rzeczy, które muszą leżeć w chłodzie), jadalnia i przejście do kwater służby. Natomiast, gdyby pójść w prawo, to trafi się do dużego pomieszczenia wypoczynkowego z wygodnymi fotelami, stolikami i dużym kominkiem – jest ono połączone z biblioteką, a także można przejść z niego do pracowni Isaaca (w której znajduje się też przejście do Sali Artefaktów) i wyjść na zewnątrz, na coś w rodzaju tarasu widokowego. Taras ten wyposażony jest w krzesła i stół, i to stąd widoczne jest Pojezierze – po lewej od niego, dostępny również z tarasu, znajduje się nieduży teren zielony, który jest połączeniem lasu z ogrodem. Na piętrze, w prawym skrzydle, znajdują się prywatne komnaty Isaaca – duża sypialnia, wyposażona we wszystko, co potrzebne, połączona z garderobą i łazienką. Można też z niej wyjść na kamienny balkon. Lewe skrzydło przeznaczone jest dla ewentualnych gości, bo to właśnie tam znajdują się pokoje gościnne, a także schodki prowadzące do wejścia na poddasze, które używane jest jako coś w rodzaju składzika. Pomieszczenia oddzielone są od siebie grubymi, drewnianymi ścianami – na parterze pomalowane są one głównie na żółte odcienie, komnaty gości pomalowane są niebieską farbą, też w jasnym odcieniu, a ściany prywatnych komnat Isaaca są w kolorze zieleni. Wszędzie w posiadłości znajdują się też stoliczki z roślinami w doniczkach, a na ścianach rozmieszczone są obrazy o motywach natury.
Do posiadłości przylegają komnaty służby, magazyn, a także kwatery grupy zaufanych najemników, razem z placem przeznaczonym do ćwiczeń i zadaszoną salą treningową. Na służbę, oprócz wspomnianej grupy wojaków (którzy pomagają też przy pracach fizycznych), składa się zarządca, pokojówki, kucharka i jej trzy pomocnice, ogrodnik, a także mężczyzna zajmujący się naprawami i dbaniem o to, żeby cała posiadłość znajdowała się w dobrym stanie. Znajduje się tu też krąg teleportacyjny, który połączony jest z takim samym znajdującym się w magazynie w Aryi. Całość otoczona jest dość wysokim, metalowym ogrodzeniem.
Sala Artefaktów to duże pomieszczenie znajdujące się w podziemiach, w których Isaac przechowuje zebrane przez siebie artefakty (zabezpieczone magicznie w gablotach, przy których znajdują się tabliczki z ich nazwą, datą pozyskania i krótkim opisem). W środku postawione jest też biurko z wyposażeniem, w którym to znajduje się szczegółowy spis tego, co jest tu przechowywane. Cała Sala jest dodatkowo zabezpieczona magicznie – łącznie z prowadzącymi do niej drzwiami, do których potrzebny jest specjalny klucz. Da się tu dostać przejściem z pracowni Isaaca, a także innym, które łączy kwatery najemników z Salą. Chlubą kolekcji i zarazem najpotężniejszym w niej artefaktem jest jeden z Błędnym Bębnów, który trzymany jest w osobnym pomieszczeniu przeznaczonym właśnie dla takich przedmiotów – drzwi prowadzące do nich wymagają wymówienia specjalnej formuły, aby się otworzyły, a na samo pomieszczenie nałożona jest dodatkowa warstwa zaklęć ochronnych.
  • Najnowsze posty napisane przez: Isaac
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • W blasku świec, w cieniu kłamstw
            Gdy już tak siedzieli na balkonie i w dalszym ciągu cieszyli się swoim towarzystwem – i przekąskami zapewnionymi przez organizatorów balu – Isaac na chwilę wrócił myślami do czasu, który spędzili w wann…
    5 Odpowiedzi
    111 Odsłony
    Ostatni post 1 tydzień temu Wyświetl najnowszy post
  • W blasku świec, w cieniu kłamstw
            Czy faktycznie było tak, że organizatorzy balu starali się za bardzo? Isaac nie do końca tak uważał. Nie wiedział czy był to ich pierwszy raz i zwyczajnie chcieli pokazać się z dobrej strony, czy może r…
    5 Odpowiedzi
    111 Odsłony
    Ostatni post 3 tygodnie temu Wyświetl najnowszy post
  • W blasku świec, w cieniu kłamstw
            Bramy pięknego Kryształowego Królestwa Isaac i Rhea przekroczyli w powozie. Był im potrzebny, żeby przewieźć ze sobą wszystkie rzeczy, które uznali warte wzięcia w tę podróż, w tym najważniejsze z nich …
    5 Odpowiedzi
    111 Odsłony
    Ostatni post 3 tygodnie temu Wyświetl najnowszy post