Oglądasz profil – Elestil
















- Brak Avatara -

Ogólne

Godność:
Ellestill an Anarloth
Rasa:
Człowiek
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
48 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Pachnie skórą, piżmem, stalą i krwią. W dotyku jest twarda, giętka i niezwykle gładka a w smaku gorzka.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Elestil
Ranga:
Zsyłający Sny
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Elestil

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
8 lat temu
Ostatnio aktywny:
5 lat temu
Liczba postów:
310
(0.37% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.10)
Najaktywniejszy na forum:
Dwór Namiestnika
(Posty: 116 / 37.42% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[ Marchia Astron- oris] Samotny dwór
(Posty: 59 / 19.03% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, wytrzymały
Zwinność:zręczny, szybki, precyzyjny
Percepcja:pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:pojętny, ineligentny, silna wola
Prezencja:Ładny, arytokratyczny, władczy

Umiejętności

Jazda konnaMistrz
Walka mieczemArcymistrz
OpowieściBiegły
Mocny łepBiegły
TaniecOpanowany
KowalstwoOpanowany
Znajomość prawaBiegły
ReligioznastwoBiegły
PisaniePodstawowy
PolowanieMistrz
łukBiegły
PrzetrwanieBiegły
Zastawianie płapekOpanowany

Cechy Specjalne

Odporność psychicznaDar
Postać przeżyła tak wiele bitw, widziała wystarczającą ilość krzywdy i powojennych zgliszczy, nędzy i głodu która dotknęła wielu z jego towarzyszy broni jak i jego samego że nie jest prosto go przerazić ( po za magią, której nie rozumie i unika )
Mowa zwierzątDar
Rozumie mowę koni i potrafi się z nimi porozumiewać.

Magia: Intuicyjna

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Starzy, w większości już nie żyjący towarzysze broni, nazwali by Ellestilla człowiekiem kłótliwym, kąpanym w gorącej wodzie, kochliwym, 

buntownikiem, impulsywnym, a przede wszystkim warchołem. I zapewne ich słowa kiedyś były prawdą. Właśnie taki był. Wiele liści spadło z drzewa
życia, wiele zim minęło, młode oczy widziały wiele scen bitwy i rozboju, ciało doznało wiele bólu, by wreszcie charakter się zmienił. Ellestill jest
człowiekiem spokojnym, cierpliwym, potrafi wpaść w złość, powiedzieć coś kąśliwego, lub cynicznego kiedy go drażnić lub zezłościć. Na co dzień jest
jednak spokojnym, lubiącym wypić piwo samemu lub w towarzystwie piwo, posłuchać opowieści, nieco wspominać to co jeszcze pamięć posiada. Z
wiekiem stał się bardziej miękki na sercu, swego czasu wychował synów i córki swego przyjaciela pod dachem dworu, kiedy ten został zamordowany.
jego osąd o śmierci i życiu zmienił się. zaczął zastanawiać się nad tym kto decyduje o tamtym świecie, znów oddał zarządzanie życiem i przeznaczeniem
swoim Bogom, zaczął wierzyć w ich wyroki, ufać im, modlić się i cierpliwie znosić wszystko co przyniosło mu życie. Nie jest człowiekiem szczęśliwym, tak
samo jak nie jest smutnym, jest po prostu pogodzony z bogami, z dniem codziennym, czasami widzi świat w radości czasami dorzuci coś cynicznego.
Kieruje się tym czym każą mu prawa ojców, oraz nauki Bogów, a jest to wierność panu ( jeśli służysz komuś), walczyć ramie w ramie do końca z
towarzyszami broni, odważnym być aż do śmierci, bronić słabszych ( jeśli są niewinni), pomagać w miarę rozsądku. Nie jest chciwy, choć nie jest naiwny.
W sporach raczej trzyma stronę prawa i zasad, choć zawsze kieruje się ku rozsądkowi. jest panem samego siebie, nie szuka jednak zwad i kłótni, stara
się być z wszystkimi na dobrej lub przynajmniej obojętnej stopie.

Wygląd

Postać jest dosyć niskim mężczyzną ( 1,70 cm) ale za to mocno, silnie zbudowana. Ma czarne nieco pokręcone włosy sięgające ramion, choć równie często 

splata jest w koński ogon. Wśród włosów ma dwa cienkie warkocze, symbolizujące w jego kraju status. Bystre, oczy przeszywają całe otoczenie, a ich
fiołkowy kolor przynosi na myśl, człowieka czujnego ale nie lękliwego. Twarz ma wyraźne ale łagodne rysy nie co przypominające elfie, nosi krótką
brodę i wąsy wokoło ust. Z daleka widać iż jest to człowiek rozpoczynający powoli jesień swojego życia, choć wiąż dumny, w jego uśmiechu widnieje
cynizm i sarkazm. Na prawym policzku widnieje szeroka biała blizna ciągnąca się aż do żuchwy, pamiątka po pierwszej bitwie. Również na prawej dłoni
widnieje sinawa szeroka blizna przechodząca przez środek dłoni, Ellestill jednak nie skory jest do mówienia skąd tą ranę ma. Nie mówi wiele, jeśli nie
jest to potrzebne, raczej jest obserwatorem. Nie jest człowiekiem mrocznym, choć widać że nie tutejsza ziemia go zrodziła. ma lekko ogorzałą, szorstką
skórę. Idzie pewnie, mocno, choć nie wyzywająco. Mówi z lekkim, nalotem miękkiego akcentu ( jego ojczysta mowa jest miękka i przeciągająca ), mówi
spokojnie, powoli, nie śpieszy się. Jest człowiekiem silnej wiary w swoich bogów, najbardziej w Boga wojny - Aretosa, nie narzuca się z tym, choć
czasami mimowolnie dorzuca komentarze z tym związane. Boi się magi, magów, wszystkiego co wykracza po za granice zrozumienia, prostego
wojownika.
Ubiera się w zależności od sytuacji, jednak zawsze w swe ojczyste stroje. Po za wymienionym w ekwipunku, nosi też ciemno czerwoną tunikę, z żółtymi
haftami, oraz na to zieloną, rozpięte sukno z czarnymi haftami. Najczęściej jednak używa czarnej tuniki z srebrnymi hartami. każdy motyw haftu jest
inny i nie powtarzalny, głównie jednak dotyczą one zwierząt wplątanych w zawijasy lub same przekładane okręgi, linie czy roślinne wzory. Oczywiście
ma też niskie ciżemki, ozdobne, wtedy też nogawki butów zawija kolorowymi owijaczami.

Historia

W kraju z którego pochodzą, zwykło mówiąc o chłopcu czy mężczyźnie, zacząć od imienia jego ojca. Moim ojcem był książę Lavro an Anarloth, tyle 
okrutny mąż i ojciec , co wielki wojownik i wódź. Ród Anarloth jest od wielu wieków panami księstwa Roczan, północnej marchii, marchii żelaznej,
wielkich wojowników, sławnych bohaterów wojennych. Mógłbym godzinami wyliczać wstecz członków mojego rodu, gdyż mając być następcą po ojcu,
wymagano ode mnie znać wszystko na temat życia mojego narodu, rodziny, historii wspaniałego państwa - Lirien itp. jak wygląda mój kraj ? To wielkie
przestrzenie, okryte kołyszącą się na wietrze trawą, na północny, z największyego wzniesieniu w stolicy, widniały szczyty gór Szarych, skąpanych w
mgle. Na południu zaś panowały trawy, wiele tygodni galopowałem kiedyś do stolicy Lirien - Astron-oris i jedyne co mnie otaczało to wysokie
wzniesienia, często zajęte przez majestatyczne grody, lub trawiaste zbocza na których wypasały się dzikie zwierzęta i stada koni. Nic nie jest podobne do
tamtego miejsca.
Wracając jednak do historii, początek mojego dzieciństwa nie był pasjonujący, po za ciągłą nauką prawa ojców, zasad traktowania podwładnych mi
wojowników, oraz uczenia się pieśni i tradycji pamiętam przede wszystkim snute wieczorami opowieści mego ojca, lub matki. Potem kiedy przeżyłem już
10 zim, zaczęły się lata miecza, mój ojciec chciał bym był tak dobrym wojownikiem jak nasi przodkowie. od tego wieku ciężki miecz, siniaki, rany, bóle
stawów, ssący głód żołądka, długie godziny treningów, łomot o tarczę, jęk cięciwy, stały się mi towarzyszami każdego dnia. Mój ojciec był jak rzekłem
wspaniałym władcą, sprawiedliwym księciem, łaskawym dla poddanych i zasłużonych, ale złym ojciec. Był impulsywny, za każdy mój błąd, niepewność
karcił mnie ze zdwojoną siłą, a ta głęboka szrama na prawej dłoni to od ojcowskiego sztyletu właśnie. I choć nim skończyłem 18 lat, oddał mi pod
zarządzanie gród -Elgardas, nadał tytuł Kniazia, to pamiętam że wciąż odnosiłem, wrażenie że mnie nie docenia.
U mnie słaby chłopiec ginie albo przy urodzinach albo po pierwszej wyprawie łupieżczej, ja miałem szczęście bo kiedym skończył bite 16 zim , po
wyprawie w góry szare wciąż miałem nogi, ręce i głowę na karku. Przetrwałem zahartowałem się, obiłem się w siodle, spróbowałem kobiety i żyłem. To
dobrze wróży, po wyprawie poddani gratulowali ojcu takiego syna, oczywiście ojciec podziękował Bogini Epone, za opiekę i płodność. Ale nie wchodźmy
w szczegóły, Zacząłem bywać co roku na wyprawach na górali, potem wygrywać turnieje z takimi jak ja, młodzikami. Zyskałem sobie swoją hanzę, z
którą do końca byliśmy nie rozłączni, zarówno pijąc piwo , jak i zalecając się do dziewek karczmarnych.
Swego czasu, a było to kiedym skończył 20 już lat, mój ojciec został bestialsko zwabiony w zasadzkę przez górali i napadnięty, walczyliśmy do upadłego,
trup ścielił się gęsto, jednak to nie dzikie hordy górali zabili mego ojca, a ludzie jego brata - księcia Hanwalda. Wuj mój dość miał czekania aż umrę na
jednej z bitw, lub co gorsza przetrwam i po śmierci ojca dostanę się na tron. Postanowił działać. Byłem jedynym światkiem mordobicia swego ojca i
zdrady, jednak wojownicy wuja wiedzieli jak mnie nastraszyć. Nie rzekłem nigdy ani słowa, a mego ojca, jego poddani nieśli na tarczy opłakując rzewnie.
Mój wuj dostał się na swój tron, zaczęły się jego czasy, czasy pokoju, dobrobytu dla całej marchii , dla bogatych otyłych arystokratów, ale i głód i nędza
dla wojowników i szlachty zbrojnej. Nim jednak to nastąpiło udało mi się w ramach pamięci i w hołdzie memu ojcu, poprowadzić 4 krucjaty na Cesarstwo
Brawen i 1 wielką wyprawę w góry na tamtejsze ludy góralskie i innych dzikusów. Zemściliśmy się na Dzikusach, ich krew lała się strumieniami wśród
dolin, to była największa rzeź tego narodu, ale wszyscy i ja i wojownicy czyniliśmy to z miłości do naszego księcia, wielkiego wodza. Owe 4 wyprawy
wpisały się w historie, jako największe i najbardziej krwawe wyprawy łupieżcze, zyskaliśmy majątki, złoto, klejnoty o jakich marzy się całe życie.
Straciliśmy też wielu z przyjaciół, ogromna rzesza kobiet z dziećmi zostały same bez żywiciela. Nie wiem co bardziej teraz pamiętam dni chwały czy ilość
łez wylanych przez biedne niewiasty nad grobami swych mężów i ukochanych.
Ja sam nie umiałem żyć w pokoju, jaki nastąpił po zakończeniu wyprawy. Po nocach śniły mi się wyprawy, moi pokrwawieni towarzysze, zbite i
sponiewierane przede mnie kobiety, wszystko złe co uczyniłem ale i chwała jaką okryłem nasz ród. Pokój zabijał mnie, mimo bogactwa, grodu, dworu,
tytułu kniazia, dusiłem się w swojej ojczyźnie. Potem widziałem jak wyrasta kolejne pokolenie, synkowie iście zniewieścieli, czasy wojowników upadły,
zniknęły , a oni sami kiedy umierali od ran, głodowali, żyli w nędzy. Dlatego kiedy już czułem że nie wytrzymam kolejnej zimy, kolejnych widoków,
wziołem me wierne wierzchowce, oraz Sharna i wyruszyłem przed siebie, zostawiając upadający obraz mego świata za sobą. Wędrowałem długie dni i
noce, o czym by gadać kolejnych wiele godzin, aż w końcu, dotarłem tutaj. I już zostałem ,szukając swojej drogi, może żony nawet choć mocno w to nie
wierze, no i grzejąc moje kości przy ogniu.
W wieku 43 lat pojął za swoją żonę Evanlyn z którą ma dzieci:
Len - 11 lat I ( sierota wojenna)
Edgar - 5 lat.
Jaśminka - 3 lata.
Lili - 2 lata.