Oglądasz profil – Smilingur

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Smilingur Del’ash’avn
Rasa:
Wilkołak
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
28 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Włóczęga, Alchemik
Majątek:
Dostatni
Sława:
Nieznany

Aura

Aura jest wyraźnie silniejsza od tego, czego spodziewałby się zewnętrzny obserwator od człowieka, jednak w porównaniu do innych wilkołaków jest ona zaskakująco przeciętna. Im bliżej tej aury jesteś i im bardziej próbujesz ją zrozumieć, tym potężniejsze zimno próbuje pozbawić cię życia. Z początku nocny chłód z chwili na chwilę przeradza się w przeszywający kości mróz, który z agresywnością godną szalejącej bestii będzie nacierał na obserwatora, aż ten w końcu zemdleje od tego odczucia bądź wycofa się z własnej woli. Jej blask może i nie oślepia, ale jest na tyle wyrazisty, aby można było zakwalifikować posiadacza tejże jako stosunkowo młodą istotę. Cynowa warstwa zagarnęła dla siebie większość tej aury, pozostawiając rtęciowym plamom stosunkowo niewielkie pole do popisu. Rubinowa poświata, choć momentami zdaje się wyblakła, to jednak szczelnie i bez przerwy otacza tę emanację. O dziwo, podczas przyglądania się tej aurze zapominasz momentalnie o idei dźwięku, tego aspektu rzeczywistości bowiem ta aura najwyraźniej nie uznaje. Woń przemoczonego futra roznosi się dookoła tej emanacji, drażniąc nos zwykłych istot i budząc instynkty walki lub ucieczki wśród tych, co także posiadają w sobie zwierzęce aspekty. Ci, co odważą się ją dotknąć, odkryją, iż jest twarda w dotyku niczym smocza łuska, a mimo to oplata się wokół palców pod naciskiem i bez trudu wraca do pierwotnej formy po fakcie. Krawędzie niczym kły bestii, niebezpiecznie ostre, a powierzchnia jej mimo to jest miła w dotyku, gładka jest bowiem niczym zadbane psie futro. Po zasmakowaniu lepi się do podniebienia, aby następnie zaatakować pikantnością, od której płonie język oraz słonym posmakiem tak mocnym, że aż zdolnym do wywołania odruchów wymiotnych.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Smilingur
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Smilingur

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
9 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
4 tygodnie temu
Liczba postów:
9
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.03)
Najaktywniejszy na forum:
Teravis
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Absolutyzm natury
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, wytrzymały
Zwinność:bardzo zręczny, bardzo szybki, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, niezwykle czuły węch, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:bystry, błyskotliwy, b. silna wola
Prezencja:Ładny, nieokrzesany, charyzmatyczny

Umiejętności

PrzetrwanieEkspert
TropienieEkspert
Pisanie i czytanieBiegły
Walka wręczBiegły
ŁganieBiegły
UnikiBiegły
AstronomiaBiegły
PolowanieBiegły
Unieszkodliwianie mechanizmówBiegły
Skradanie sięBiegły
Prace gospodarczeBiegły
Walka bronią niekonwencjonalnąBiegły
GemmologiaZaawansowany
Gra na instrumencie [harmonijka]Zaawansowany
MeteorologiaZaawansowany
AlchemiaZaawansowany
KamuflażZaawansowany
ZoologiaOpanowany
Otwieranie zamkówOpanowany
MineralogiaOpanowany
RysunekPodstawowy
Pismo runicznePodstawowy

Cechy Specjalne

Potomek dziczyRasowa
Doskonale odnajduje się na nieznanym terenie, umie wykorzystać otoczenie tak, aby to jemu było wygodnie. I nie przeszkadza mu spanie na ziemi.
Kłopoty ze snemSkaza
Skutki wilkołactwa. Nie przesypia całych nocy, ledwie kilka godzin, nie więcej jak pięć. Nocą jest bardziej aktywny, nieważne, czy zbliża się pełnia, czy nie — taka jego natura. I łatwiej upolować mu wówczas zwierzynę.
Klątwa lykantropiiKlątwa
Znana w wielu formach i najłatwiejsza do rzucenia/ przekazania. Smilingur miał to nieszczęście, że został zaatakowany przez wilkołaka za dzieciaka, więc był tym bardziej na wilkołactwo podatny. Jego dualistyczna natura nie pozwala mu się zbliżać do innych. Od czasu ataku żyje samotnie, ograniczając jakiekolwiek kontakty do minimum. Im bliżej pełni księżyca, tym groźniejszy się staje, łatwiej podatny na złość, gniew i... zapach krwi. Dlatego znika na kilka dni, chowając się w pieczarze pod wzgórzem, na którym mieszka, by tam przejść w spokoju proces bolesnej przemiany. Wyostrzone zmysły są jednocześnie darem oraz przekleństwem, dlatego rzadko można go ujrzeć z całkowicie odsłoniętą twarzą. Potrafi z własnej woli przemienić się w wilka, lecz kosztuje go to wiele energii, a poza tym ma dość comiesięcznej przemiany, więc ze swojego... daru korzysta tyle... co nic.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

	Smilingur jest bucem. Jest egoistą i zimnym megalomanem. Jest zarozumiały i pyszałkowaty. Nie nawiązuje kontaktów interpersonalnych z własnej woli. Wydaje się obojętny w stosunku do wszelkich istot, które napotyka. Niewiele rzeczy robi na nim wrażenie, a jeszcze mniej wprawia go w euforię. Nie jest to wesoły typ — to okrutny realista zaślepiony postawionym sobie celem i dążący do niego za wszelką cenę. Na innych patrzy z wyższością i chłodnym wyrachowaniem, jakby samym spojrzeniem miał zamiar sprowadzić odbiorcę poniżej poziomu podłogi. Prawie nigdy nie spogląda na rozmówcę podczas konwersacji, bo uważa to za niewarte zachodu i wysiłku. Często mamrocze pod nosem coś, co w domyśle ma być kierowane do osoby, z którą rozmawia, co ukazuje, jak bardzo szanuje tego kogoś. Czyli wcale.
Wcześniej wspomniana obojętność dotyczy również emocji innych. Chłopak nie posiada empatii, nie zna się na uczuciach, co najwyżej na ironii i sarkazmie. Szydzi sobie z trywialnych rozterek przeciętniaków, i to bardzo otwarcie. Nikomu nie ufa, nikomu nie wierzy; zachowuje się, jakby pozjadał wszystkie rozumy. I nie sprawia dobrego pierwszego wrażenia, jest zdecydowanie na odwrót. Unika wszelkich tłumów, omija miasta szerokim łukiem, gardzi hałasem i wszystkim, co związane jest z życiem w większych osadach.
Kiedy jednak ktoś przebije się przez tę ścianę lodu i ogólnej niechęci, w dodatku bardzo natarczywie, to, delikatnie mówiąc, puszczają mu nerwy. Będąc przeklęty, Smilingur w pewnych momentach traci nad sobą kontrolę, staje się impulsywny, agresywny, niebezpieczny. Ta cienka granica robi się jeszcze cieńsza przed pełnią księżyca. I z każdą kolejną nocą jest mu coraz trudniej się kontrolować. To jest głównym powodem, dlaczego chłopak tak bardzo odcina się od wszelkich uczuć, emocji i kontaktów społecznych. Warstwą dystansu, rezolutnością i oschłością przykrywa gorejącą w jego wnętrzu dziką naturę, żądzę mordu i głód krwi.
Nie pomoże innej istocie, jeżeli nie zostanie o to bezpośrednio poproszony. Zamiast tego, będzie stał i patrzył się beznamiętnie na jej cierpienie lub agonię. Jeśli będzie się krztusiła krwią, wzruszy jedynie ramionami, włoży ręce do kieszeni płaszcza i odwróci się, odchodząc w swoją stronę. Niemniej, gdy już do kogoś przywyknie i zacznie tolerować czyjąś obecność, byłby w stanie stanąć w obronie takiej osoby, choć nie bez dylematów moralnych. Jako że nie umie okazywać uczuć, podziękowania przyjąłby ambiwalentnym skinieniem głowy, a na jakąś zaczepkę odpowiedziałby, wytykając czyjeś wady lub krytykując podejście albo styl walki. Również wdzięczność okaże za pomocą przyrżnięcia komuś w ramię. Nie lubi komplementów, więc sam ich też nie prawi. Jeżeli już postanowi kogoś nauczać, to po zakończeniu tego procesu zrywa wszelkie kontakty z podopiecznymi i zaciera po sobie jakiekolwiek ślady. Według władz on nie istnieje. Nie widnieje w żadnym spisie powszechnym, poza kartami bibliotecznymi, pozakładanymi w większości miast w Środkowej Alarani. Niczym zjawa, o której krążą legendy.

Wygląd

	Wiecznie niewyspany, z opuchniętymi, podkrążonymi oczami i bladą jak ściana cerą. Szczupły, niektórzy by stwierdzili, że wręcz chudy, ale trudno poznać, bo ciągle chodzi w za dużym wełnianym płaszczu. Jest wysoki i wygląda na zmęczonego. W jego szarobłękitnych oczach dopatrzeć się można iskry dzikości, ale jedynie w określonych chwilach (czyli gdy jest blisko utraty nerwów). Spod gęstych, czarnych i delikatnie kręconych włosów widać równie gęste i czarne równe brwi. Relatywnie prosty nos zwykle przysłonięty jest przez wysoki kołnierz, aby jego właściciel nie wariował od nęcących jego zmysł zapachu bodźców. Usta ma wąskie, lecz rzadko kiedy widać je w świetle dziennym, tak jak nos. 
Głos Smilingura w zasadzie można uznać za ciepły, ale ton, jakim chłopak przemawia, przyprawia słuchaczy o dreszcze. Bo tylko on potrafi wydobyć z głosu tak lodowatą, bezdenną toń. Mówi beznamiętnie, prawie mrukliwie, krótko, zdawkowo i niechętnie; nie podkreśla akcentów, a jeśli już, to jedynie wtedy, gdy jest naprawdę zdenerwowany. Chód ma zaś prędki, wydaje się, jakby dokądś się wciąż spieszył; kroczy przygarbiony, uważnie obserwując otoczenie. Garderobę ma ubogą — zaledwie kilka lnianych koszul, kilka par spodni, płaszcz i coś cieplejszego na zimę, więc w tłumie jest szaraczkiem, nikim ważnym. Jest niewidzialny.
Podczas pełni Smilingur przybiera postać wysokiego na niemal dwa sążnie humanoidalnego wilka o długich, umięśnionych kończynach, pokrytego sierścią w zgniłoszarym kolorze. Posiada pazury zdolne poważnie uszkodzić mężczyznę w pełnym rynsztunku, a zębami jest w stanie rozszarpać byka. Jest ogromny i przerażający, oczy lśnią zimną, czarną pustką. Nikt zdrowy na umyśle nie zapuszcza się na wzgórze, bo pod nim czyha krwiożerczy potwór, gotowy zamordować każdego, kto wtargnie na jego teren.

Historia

	Gdyby chcieć wypytać go o cokolwiek, co dotyczy jego przeszłości, odpowiadałby zdawkowo i bardzo niechętnie. Jeśli w ogóle by odpowiadał. Prędzej odwróciłby się i bez słowa odszedł. I tak właśnie robi. 
Sam musiał pogodzić się z faktem, że nie pamięta niczego, co zdarzyło się przed przemianą, a gdy już to uczynił, odrzucił w niepamięć, jakby pierwsze dziewięć lat jego życia nie istniało. Szczegóły mógł znać wilkołak, który zaatakował chłopca, lecz on już dawno gryzł ziemię. Poza tą jedną osobą nikt więcej nie miał pojęcia, skąd się chłopiec wziął i dlaczego znalazł się tam, gdzie mali chłopcy nie powinni się zapuszczać. Gdyby Smilingurowi chciało się wysilać i wykrzesać z siebie choć odrobinę chęci sięgnięcia w swoje wspomnienia, przypomniałby sobie jedynie rwący, ostry i piekący ból, rozlewający się gorącem po całym ciele. Może mógłby ujrzeć zarys nachylającej się nad nim postaci. Ale już nie wiedziałby, że leżał cały we krwi, konając od głębokich ran po ugryzieniach. Rozszarpana, delikatna dziecięca skóra odkrywała mięśnie i kości, doprowadzając chłopca do stanu agonalnego, wydzierając z niego przenikliwe, przeraźliwe krzyki. Nie przypomniałby sobie klęczącej nad nim uzdrowicielki, pragnącej wyzwolić malca z okowów śmierci. Wtłoczone weń substancje rozgrzały wówczas malutkie ciałko, zmuszając je do regeneracji.
To się wydarzyło dziewiętnaście lat temu.

Kobieta postanowiła przyjąć chłopca, nie widząc innego wyjścia z tej sytuacji, nadała mu również imię. Smilingur okazał się być bezproblemowy, można rzec: idealny. Jedynym kłopotem było jednak to, że ani razu się do niej nie odezwał. Przyjmował wszystko do wiadomości, rozumiał, co do niego mówiła, lecz nie werbalizował swoich odpowiedzi. Wykonywał grzecznie i rzetelnie wszelkie polecenia, pomagał w domu, kształcił się, lecz większego kontaktu z nim nie było. Uzdrowicielka miała wszelkie powody, aby myśleć, że chłopiec jest niemową, że lykantropizm wydarł z niego tę zdolność. Dopiero, gdy dochodziło do pełni księżyca, uświadamiała sobie, że Smilingur z własnej woli nie mówi. Nie próbowała na siłę ciągnąć go za język. Taka zmiana musiała zniszczyć w nim ducha. Jednakże z każdą kolejną pełnią było coraz gorzej. Kobieta zmuszana była do zamykania chłopca w odosobnionej izbie, gdzie nikomu nie był w stanie wyrządzić krzywdy. Poprzedniego razu zdołał ją zranić tak, że jeszcze długo nosiła ślady po ostrych pazurach.
Był mądrym chłopcem i nie miał jej tego za złe; nie potrafił jednak okazać wdzięczności ani choć krzyny pozytywnego uczucia. Wiedziała, że się bał bycia wilkołakiem, więc obchodziła się z nim najdelikatniej, jak tylko potrafiła. Nauczyła go pisania i czytania, by umiał sobie poradzić z wszelkiego rodzaju tekstami. Widziała, że zainteresował się zwierzętami, sięgnąwszy po atlas bestii alarańskich; fascynowały go różne kamienie, skały i minerały — codziennie przynosił coś do domu i układał w tylko jemu znanym porządku na parapecie okna. Pomogła mu nauczyć się podstaw ruchów ciał niebieskich, aby wiedział, kiedy należy schronić się na czas przemiany. Miała dużą wiedzę, Smilingur bardzo w niej to lubił i chętnie słuchał każdej rady. Kilka razy nawet zdołał się uśmiechnąć podczas nauki.
W końcu kobiecie udało się zdobyć przepis na lek łagodzący objawy wilkołaczej przemiany. Nie chciała, by chłopak (bo już nastolatek) cierpiał przez swoją naturę, więc nauczyła go sporządzać lekarstwo na własną rękę. Poza jednym składnikiem wszystko inne był w stanie samodzielnie zdobyć, bez wychodzenia do ludzi. Doskonale wiedziała, że tego nie cierpiał, mimo że nigdy słowem się nie zająknął. Potrafiła odczytać wiele z mowy ciała. Gry na harmonijce zaś sam się nauczył. Przynajmniej próbował, bo była stara i zdezelowana, a brzmiała, jakby ktoś otwierał co chwilę nienaoliwione drzwi starego zamczyska. Niemniej, miał zajęcie i się nie nudził. Bo kiedy się nudził, przypadkiem, bo przypadkiem, wchodził w pułapki na niedźwiedzie. Ile razy musiała go zszywać, nie idzie zliczyć, a to, że jeszcze miał obie nogi, zawdzięczał chyba tylko żelaznej woli jego wilczej natury. Po którymś razie wspólnie postanowili rozbroić jeden z takich wynalazków i poszperać w mechanizmie, by go rozgryźć. W lesie Smilingur już potrafi wypatrzeć pułapkę, a nawet ją unieszkodliwić.
Kobieta zmarła, gdy miał dwadzieścia jeden lat, przez co ponownie zamknął się w sobie. Opuścił dotychczasowe schronienie, by móc zacząć wszystko od nowa.
Od lat cały swój cenny czas przeznacza na poszukiwania remedium, które byłoby w stanie wyleczyć go z wilkołactwa. Przez nią bowiem zmuszony został odciąć się od społeczeństwa; i tak z wesołego malca wyrósł skryty, zamknięty w sobie młodzieniec, ukrywający się przed resztą świata na jego przysłowiowym krańcu. A znalazł się na nim nie przypadkiem. Wędrował bowiem już od dłuższego czasu, zagubiony, zabiedzony, zatrwożony własną naturą. Potrzebował swojej samotni, miejsca, w którym byłby w stanie odciąć się od wszelkich istot, być sam sobie panem. Takowe znalazł, choć nie bez trudu zdołał je wyzwolić z łap cuchnących trupojadów. Nie próbował zrozumieć genezy tragedii, jaka się tu zdarzyła — zbliżała się pełnia, więc poradził sobie z potworami, samemu się nim stając. Pogłoski o Nawiedzonym Wzgórzu nie ustały, wręcz przeciwnie: comiesięczne wycie Smilingura do księżyca i skrzek zabijanych ofiar, czy to zwierzęcych, czy innych, tylko utwierdziły w przekonaniu tych, co mieszkali niedaleko, że tam, na górę, nie warto się wybierać, bo można stracić coś więcej, niż tylko osiwiałe włosy. Zatem chłopak miał dużo czasu i dużo spokoju, by zgromadzić wszystko, czego potrzebował do poszukiwań remedium. Chatę doprowadził do stanu używalności, naprawił przeciekający dach, uporządkował strych, wstawił łóżko i sklecił kilka desek w regały na książki.
Jeśli jednak już musi odwiedzić sąsiednie miasteczko, robi to tylko po to, by zarobić. Sprzedaje eliksiry i inne maści, a także upolowane przez niego drobniejsze zwierzęta. I tak żyje z dnia na dzień, coraz bardziej desperacko zagłębiając się w alchemię i mistycyzm, zaczyna nawet przekonywać siebie samego, aby składać ofiary bogom, by pomogli mu przezwyciężyć klątwę. Jak na razie nie uczynił ku temu żadnych kroków, lecz jest przekonany, że gdy dojdzie do jakiegokolwiek kontaktu, będzie się ostro targował.

Posiadłość

Lokalizacja: Wzgórza Mirinton
	Drewniana chata na wysokim wzgórzu, gdzie nikt zdrowy się nie zapuszcza, bo wygląda, jakby mieszkał w niej drwal mordujący dziewczynki w czerwonych kapturkach. Nie jest to opis dalece odbiegający od prawdy. Do jednej ze ścian przytulone jest spore i rozłożyste drzewo, które najwyraźniej ktoś zasadził tu lata temu. Chata jest parterowa, zbudowana z drewnianych bali, kryta ciemnymi dachówkami, a do boku dobudowana jest nieduża drewutnia. Na ganku stoi kilka sporych donic, w których Smilingur hoduje składniki alchemiczne i zioła. 
W środku znajduje się jedna izba, a w niej drabina prowadząca na strych. Poza skomplikowaną aparaturą alchemiczną, którą obłożony jest stół znajdujący się w kącie izby, wyposażenie nie różni się niczym od wnętrza przeciętnej chaty wiejskiej. W innym kącie stoi balia, jest otwarte palenisko, a przy nim jakieś bujane, nieco trzeszczące krzesło. Są niskie regały pełne książek, po zabrudzonej podłodze walają się zwykle pergaminy, notesy, dzienniki i kartki; jakiś zakurzony dywan dla dekoracji i jednoosobowe łóżko. Strych jest pełen skrzyń, do których Smilingur rzadko zagląda.
Za domem usytuowany jest wychodek, a pod wzgórzem pieczara, w której chłopak przeczekuje wilkołaczą przemianę w czasie pełni.
  • Najnowsze posty napisane przez: Smilingur
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Absolutyzm natury
            Odetchnął głębiej, gdy opuścili duszące mury śpiącego miasta. Nie wydał przy tym żadnego dźwięku. Nie unosząc głowy, zerknął na wiszący nad nimi sierp księżyca, rozświetlający nieco otulającą ich z woln…
    12 Odpowiedzi
    1173 Odsłony
    Ostatni post 4 tygodnie temu Wyświetl najnowszy post
  • Absolutyzm natury
            Noc przerzedzała się z każdym kolejnym krokiem. W bogatszych rejonach Teravis zapalano więcej latarni i pochodni, dlatego mrok ustępował tutaj ciepłemu światłu sączącemu się leniwie spomiędzy budynków. …
    12 Odpowiedzi
    1173 Odsłony
    Ostatni post 2 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • Absolutyzm natury
            Słuchał. I choć naszła go ochota na wyrzucenie człowieka przez okno, stał sztywno pod ścianą i nie ruszał się. Z wypowiedzi medyka wywnioskował, że został potraktowany jako dobry znajomy rannej i że zaj…
    12 Odpowiedzi
    1173 Odsłony
    Ostatni post 3 miesiące temu Wyświetl najnowszy post