Oglądasz profil – Nuka

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Nuka Esker
Rasa:
Człowiek (w jednej czwartej Dham
Profesje:
Płeć:
Nieokreślono
Wiek (w latach):
33 lat
Wygląda na:
0 lat

Aura

Nazwa użytkownika:
Nuka
Wiek:
22
Grupy:
Inne Postacie:
Mereve, Naniria
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta

Skontaktuj się z Nuka

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
3 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
3 dni temu
Liczba postów:
0
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)

Atrybuty

Umiejętności

PolowanieOpanowany
Jednym z jego zadań na dworze króla Artura XI Roba było dostarczanie zwierzyny na królewski stół, za co znany był i szanowany wśród możnych.
PrzetrwanieOpanowany
Po opuszczeniu dworu króla Artura miał opory przed pokazywaniem się w miastach, czy nawet wsiach, więc ukrywał się w puszczach i opuszczonych domostwach, gdzie musiał sam sobie radzić i dbać o siebie.
EtykietaOpanowany
Poddano go odpowiednim naukom, gdy tylko trafił na dwór. Szło mu dosyć opornie, lecz dzięki jego wrodzonej przyzwoitości nauczyciele nie stracili zbyt szybko cierpliwości.
Łucznictwo i kusznictwoBiegły
Strzelać z łuku uczył go ojciec, zaś posługiwania się kuszą nauczył się sam. Nigdy nie lubił walki wręcz.
UnikiBiegły
Umie walczyć, lecz zdecydowanie woli unikać konfliktów cielesnych, dlatego ćwiczył spostrzegawczość i zręczność, by jak najrzadziej używać siły.
Malarstwo i rysunekOpanowany
Za młodu matka zaraziła go sztuką, a guwernantka, utalentowana malarka, nauczyła podstaw rysunku. Później kontynuował naukę samodzielnie, gdy już gościł na dworze króla Artura.
WędkarstwoOpanowany
Nie mogło być mu to obce, gdyż urodził się w rodzinie rybaków. Mimo ich wielu kaprysów ryby wpadają w jego sieci z pewnością bez pomocy zbiegu okoliczności.
Czytanie i pisaniePodstawowy
Woli czytać, bo z pisaniem nadal ma małe problemy. Na dworze preferował rozwijać swoje talenty malarskie, niż przykładać się do naprawdę przydatnych rzeczy.
Otwieranie zamkówPodstawowy
Naprawdę proste mechanizmy potrafi rozbroić bez pozostawiania widocznych śladów, acz bardziej skomplikowane sprawiają mu duże problemy.
KartografiaOpanowany
Jako rysownik umie stworzyć mapę okolicy, w której się znajduje. Tak mu lepiej zorientować się w terenie.
GeografiaPodstawowy
Przedstawiono mu dosłownie podstawy w różnicach jakie istnieją między poszczególnymi krainami Alaranii. Na glebach się niestety nie zna.
GotowanieOpanowany
Robi wyśmienitą potrawkę z królika, między innymi dzięki niej wkupił się w łaski króla. Umie też nieco więcej, lecz tą potrawką z pewnością podbiłby serce niejednego człowieka.
Walka wręczOpanowany
Bije się całkiem nieźle, a siniaki, które po sobie zostawia na przeciwniku, goją się bardzo powoli.
ŚpiewPodstawowy
Jego dziadek zwykł siadać na pomoście w środku dnia i nucić stare jak świat przyśpiewki. Młody Nuka często z nim łowił i podłapał co nieco przez samo słuchanie starca, a gdy ten dowiedział się, że Nuka nie ma najgorszego głosu na świecie, postanowił wnuczka nauczyć czegoś więcej niż żałosnego kwękania.
PolitykaPodstawowy
Zaznajomił się z tym przedziwnym zjawiskiem dopiero na dworze królewskim, lecz, jak sam stwierdził, nie jest na tyle sprytny, by się w to bawić. Postanowił zostawić mamienie ludzi osobom pozbawionym skrupułów.
ZielarstwoOpanowany
Będąc pod opieką czarodzieja, przyswoił sobie nazwy i właściwości ważniejszych roślin, które po dziś dzień przydają mu się podczas podróży.
HazardPodstawowy
Lubi ogrywać w karty napotkanych w karczmach nieznajomych. Sam również często traci przez to mnóstwo pieniędzy. Ale zabawa przednia.
MatematykaPodstawowy
Poduczył go sam król Artur, a to dlatego, ponieważ od czasu do czasu potrzebował pomocy w przeliczaniu podatków i aktualizacji sił wojskowych. Nuka nie umie zbyt wiele w tej dziedzinie, ale planuje ją rozwinąć w niedalekiej przyszłości.

Cechy Specjalne

Wrażliwość na słońceSkaza
Jeżeli zbyt długo przebywa w pełnym słońcu zaczyna go niemiłosiernie boleć głowa.
Częściowa regeneracjaDar
Nie jest w stanie sam wyleczyć się ze wszystkiego, ale drobne skaleczenia, czy niewielkie rany zasklepiają się na nim nieco szybciej niż na pełnokrwistym człowieku. Ta różnica nie jest duża, lecz regeneracja zadrapania po kocie z pewnością nie będzie trwała trzech dni.
Niespokojny senKlątwa
Co noc śnią mu się koszmary, które przerażają go do takiego stopnia, że nierzadko obawia się zaśnięcia. Brak snu wpływa niekorzystnie na jego codzienne funkcjonowanie, nie jest w stanie skupić się na wielu rzeczach, mimo że usilnie się stara. Kiedy myśli, że jest blisko rozwiązania, wymyka mu się ono z rąk, a poszukiwania zaczynają od nowa.

Magia

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

KuszaZaczarowany
Stworzona na specjalne zamówienie króla Artura XI Roba przez rzemieślnika z Fargoth. Umieszczono w niej dwa kamienie pokryte magią. Dzięki pierwszemu nie da się tej broni zniszczyć, zaś drugi niweluje działanie wiatru na wystrzelone bełty. Kusza została przekazana Nuce jako spłata długu wdzięczności za uratowanie królowi życia.

Charakter

Jest chodzącą oazą spokoju i harmonii, co nie znaczy, że nie puszczają mu czasem nerwy. Potrafi znieść dużo; granicę cierpliwości przesuniętą ma z pewnością dalej niż niejeden przeciętny zjadacz chleba, ale nie jest cudotwórcą i on również ma swój limit wytrzymałości fizycznej, jak i psychicznej. Nie można nazwać go altruistą, ale posiada spore pokłady empatii i zrozumienia dla innych istot, dlatego stara się pomagać im w miarę swoich możliwości.
Życiowe doświadczenia ukształtowały go na człowieka odważnego i szczerego, ale zostawiły po sobie również wiele ran, które do tej pory się nie zagoiły. W pewnych momentach melancholia ciąży na jego barkach bardziej niż zwykle, przez co czuje się przytłoczony i nie jest do końca pewny swoich poczynań. Robi zawsze to, co uważa za słuszne i nie boi się przyznać do popełnionego błędu.
Nuka to człowiek honoru; nie pozwoli upokarzać siebie ani innych, lecz w czasie walki nie kieruje się tą cechą. Kieruje nim wówczas instynkt przetrwania, więc nie zawsze gra czysto, ale dzięki temu w większości przypadków odnosi zwycięstwo. Spory jednak próbuje rozwiązywać dyplomacją, a nie siłą, ponieważ, jak sam uważa, dni jego młodości i buntu minęły, więc teraz trzeba stać się dorosłym i odpowiedzialnym człowiekiem. Nie lubi używać przemocy; rozwiązuje ona problemy tylko na chwilę, a później i tak historia zatacza nowe koło, bo przecież ludzie nie wyciągają z niej odpowiednich wniosków.
Bierze pod rozwagę wszystko, co mu się przytrafia i stara się uczyć na swoich porażkach. Krytykę z chęcią przyjmuje, bo zdaje sobie sprawę, że dzięki niej może stać się lepszy w wielu aspektach, a na dodatek ma ogromny dystans do siebie i bardzo trudno jest go jakkolwiek obrazić, jeżeli w ogóle jest to możliwe.
Lubi towarzystwo, choć na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia takiego. Nawiązywanie nowych znajomości nie stanowi dla niego przeszkody, nawet gdy ta znajomość zaczyna się od prawego sierpowego którejś ze stron. Za przyjacielem jest w stanie skoczyć w ogień lub zrobić to za niego. Jest asertywny, ale szanuje zdanie innych. Bierze jednakże do serca słowa tylko tych, na których mu zależy.
Po akloholu staje się awanturniczy i złośliwy, ale zna dobrze swoje możliwości, dlatego usiłuje pić z umiarem. Głowę ma dość mocną, więc nie upija się szybko. Będąc pijanym albo rozpętuje wokół siebie raban, albo zasypia w cudacznych miejscach.

Wygląd

Należy do tych przedstawicieli płci męskiej, którzy uważani są za przystojnych, co można wnioskować po lubieżnych spojrzeniach jakie rzucają mu kobiety. Jest wysokim i dobrze umięśnionym mężczyzną o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Jego poznaczoną kilkoma zmarszczkami twarz okalają czarne włosy poprzeplatane już gdzieniegdzie siwizną. Nosi ciemną brodę, która postarza go o co najmniej trzy lata, lecz od opuszczenia Arturonu nie zgolił jej ani razu - co najwyżej przycinał. Sprawia dobre pierwsze wrażenie i miło patrzy mu z ciemnozielonych oczu, w których kryją się spokój i cierpliwość. Widać, że jego ręce nie zostały stworzone do zbierania kwiatków - są stwardniałe, suche i noszą na sobie ślady brutalnego, częstego używania.
Nie posiada zbyt urozmaiconej ani bogatej w detale garderoby. Jako gwardzista zwykł nosić szykowny kirys, a na nim pełną zbroję. Teraz zaś przywdziewa najtańsze lniane koszule, a na nich kamizelę ze skóry, której lata świetności minęły lata temu. Trzyma ją z sentymentu. W chłodniejsze dni nosi również grubą kurtę podszywaną owczą wełną - prezent od króla Artura.
Po ziemi stąpa pewnie, z rycerską manierą, mimo koczowniczego trybu życia. Lata przebywania na dworze królewskim wywarły na nim swój wpływ, ale z pewnością nie poprawiły mu akcentu, bo wciąż mówi dosyć niedbale. Nie uznał za konieczne zmienianie tego, w końcu z każdym się jakoś dogadywał i nie było z tym większych problemów.

Historia

   Podróżował z Enarem od dłuższego czasu, a spotkał go całkowitym przypadkiem na trakcie do Katimy i tak się złożyło, że obaj tam zmierzali. Postanowili więc towarzyszyć sobie podczas długiej drogi do najbliższej cywilizacji, która nie miała statusu wioski. Dogadywali się całkiem nieźle, można było nawet rzec, że rozumieli się bez słów. Nuka nie wypytywał Enara o jego przeszłość, a Enar odwdzięczał się tym samym. Wiedzieli o sobie tylko tyle, że przyświecał im wspólny cel – więcej do szczęścia nie potrzebowali.
   Gdy udało im się dotrzeć w końcu na miejsce, doszli do wniosku, że warto byłoby się najpierw rozejrzeć za jakimś noclegiem, bo wieczór był chłodny i na dodatek obaj byli głodni jak przysłowiowe wilki. Nuce udało się upolować gdzieś po drodze ze dwie wiewiórki, ale dwóm rosłym mężczyznom nie mogły one wystarczyć. Zdecydowali więc zgodnie, że najedzą się w karczmie do syta, wyśpią porządnie, a ranem każdy pójdzie w swoją stronę i drugiemu przeszkadzać nie będzie. Zasiedli więc do wieczerzy, którą w większości sponsorował Nuka z pieniędzy otrzymanych od króla Artura z Arturonu. Zamówili też alkohol dla umilenia zwieńczenia ich podróży i krótkiej, acz solidnej znajomości.
   Po kilku godzinach Enar zdołał się tak wyborowo wstawić, że udało mu się pomylić okno na piętrze z drzwiami. Nic mu się oczywiście nie stało, chyba nwet nie zauważył, że inną drogę sobie wybrał, ale Nuka za to musiał przywrócić go do porządku, żeby więcej szkód nie narobił, bo prawdopodobnie na to się właśnie zanosiło. Jego towarzysz zaczął bowiem rzucać obelgami pod adresem właściciela przybytku. Nuka nie miał innego wyjścia, jak tylko strzelić mu porządnie w pysk, żeby choć na chwilę się zamknął. Poskutkowało, ale został obrzucony nienawistnym spojrzeniem.
   - Jak nie umiesz pić, to się za to nie bierz – warknął Nuka, wracając do stołu. Enar wydał z siebie niewyraźny bulgot, po czym chwiejnie dołączył do towarzysza i usiadł naprzeciw niego. Nieudolnie próbował podeprzeć głowę na ręce, ale ta wymykała mu się już spod kontroli. Zrezygnował więc z tak skomplikowanej czynności i oparł się plecami o ławę, próbując utrzymać kontakt wzrokowy z rozmówcą.
   - Ej - burknął blondyn niewyraźnie - Esker, tak? - Nuka skinął w milczeniu głową. - Ty to skąd w sumie jesteś, hmm?
   - Z Jugry - odparł i upił łyk z kufla. - Kojarzysz?
   Enar przytaknął skinieniem głowy, ledwie przytomny.
   - To taka wiocha nad morzem, tak? - wymamrotał; Nuka zrozumiał pytanie tylko dzięki kontekstowi.
   - Mhm. Rybacka. - Ponownie się napił. - Mieszkałem tam za dzieciaka z rodzicami i siostrą.
   Blondyn zdrowo beknął, po czym zmarszczył brwi w zamyśleniu.
   - To jak ty, do cholery, dostałeś się do króla? Bo coś o królu mówiłeś. Czy to nie ty?
   - Mówiłem, ale to długa historia.
   - Przed nami cała noc. - Enar rozłożył ręce i pijackim gestem omiótł nimi powietrze, po czym wrócił do osuszania któregoś z kolei kufla. - To opowiadaj. Lubię opowieści.
   Nuka zastanowił się nad propozycją towarzysza. Nie zwykł dzielić się historią swojego życia z niemal obcym dla siebie człowiekiem, lecz sądząc po stanie w jakim aktualnie był blondyn, uznał że jedynym, co będzie pamiętał to spuchnięta żuchwa. Ugryzł więc kawałek chleba, popił i sięgnął pamięcią w przeszłość.
   - Moi rodzice uczyli mnie wędkować zanim w ogóle zacząłem chodzić. Od pokoleń żyliśmy z połowu ryb i ich sprzedaży, byliśmy w tym ponoć najlepsi wzdłuż całego wybrzeża. - Wzruszył ramionami. - Nie przejmowałem się reputacją, chciałem tylko złapać więcej ryb niż moja siostra. Może i była o kilka lat młodsza, ale w wędkowaniu nie miała sobie równych. Zazdrosny trochę byłem. I głupi. Wiesz, pokonany przez dziewczynkę. - Zaśmiał się pod nosem. - Moja duma nieźle wtedy ucierpiała, ale matka przekonała mnie, że to nie ma znaczenia, czy ktoś jest lepszy, czy gorszy. Najważniejsze, żeby samemu starać się rozwijać. Posłuchałem jej i wykorzystuję tę radę do dziś, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy, nie ma co się czarować, a użalanie nad sobą niczego nie zmieni. Dlatego sporo z dziadkiem przesiadywałem - on zwiedził więcej świata, niż cała moja rodzina razem wzięta i miał co opowiadać. Podziwiałem goteż za to, jak ładnie umiał śpiewać, więc zacząłem go naśladować. Szło mi okropnie, ale on zaparł się, że mnie nauczy, bo niemożliwym było, żeby Esker śpiewać nie potrafił. Dzięki temu poznałem sporo starych pieśni, za dużo, by teraz wymieniać. Moja matka za to uwielbiała sztukę, wszelaką. Obrazy, rzeźby, taniec, mnóstwo tego było. Zacząłem się tym interesować dopiero po śmierci dziadka, żeby jakoś myśli odciągnąć, a guwernantka poszła o krok dalej i wcisnęła mi w rękę węgielek i kazała rysować, co mi do głowy przyjdzie. I w ten sposób nauczyłem się rysować i malować. Dziełami sztuki moich wypocin nie można było nazwać, ale na swój sposób cieszyły oko.
   Dopił, co miał w kuflu i poprosił karczmarza o dolewkę. Enar wtenczas już począł przysypiać, a głowa latała mu na wszystkie strony, gdy starał się udawać, że jeszcze słuchał towarzysza. Nuce to nie przeszkadzało. Lubił sobie pogadać, nawet do siebie.
   - Niestety, sielanka skończyła się wraz z wybuchem buntów Morskich Elfów. - Zasępił się wyraźnie, spoglądając w eter. - Z początku dochodziły nas słuchy jedynie o kradzieżach i pomniejszych zniszczeniach, ale później... Później zaczęły parać się mordowaniem ludzi. - Podziękował karczmarzowi za piwo, ale nie napił się; zamiast tego w zamyśleniu ślizgał palcem po krawędzi naczynia. - W końcu padło na Jugrę. Atak przeprowadzili o świcie. Sądzili, że nie zastaną poza domem żywej duszy, a nie wzięli pod rozwagę, że przecież rybacy wstają wcześniej od słońca. Ojciec rozkazał mi zostać w domu i pilnować Lily, a on wybiegł bić się z najeźdźcą. - Prychnął z pogardą. - Byłem idiotą, że go nie posłuchałem. Chciałem pomóc, przydać się na coś. Powiedziałem siostrze, by za żadne skarby nie szła za mną, a ja chwyciłem łuk, strzały i jak ostatni baran pobiegłem za ojcem, zamiast wykonać jego przykaz. Kretyn - dodał ciszej, sięgnąwszy po piwo. - Elfów, jak mrówków, mówię ci. Gdzie nie spojrzałem, tam byli. Wszędzie. Już nie pamiętam szczegółów, widzę tylko pojedyncze obrazy, przebłyski. Krzyczący ludzie, wojujące elfy, fale rozbijające się o brzeg. Urywki.
   Umilkł, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w dal. Enar już dawno zasnął z odchyloną głową, chrapiąc donośnie. Znaczna część bywalców karczmy podzieliła jego los, gospodarz też przysypiał za szynkiem. Za to Nuka nie odczuwał zmęczenia ani senności. Powrócił myślami do dni, o których chciał od wielu lat zapomnieć. To była jedna z wielu ran, które do tej pory się nie zagoiły.
   - Zmarła w moich ramionach - rzekł po dłuższej chwili zachrypniętym głosem. - Moja siostra... Lily... Wybiegła za mną. Chciała się upewnić, że mnie ani ojcu nic się nie stało. Prosiła, żebym wracał do domu. Żebym uciekał. Żebym uciekał razem z nią. Ciągnęła za rękaw mojej koszuli, krzyczała, ale jej nie słuchałem. I nagle zamilkła, pisnęła cicho. Odwróciłem się... i ujrzałem strzałę wystającą z jej barku. Zastygłem, nie byłem w stanie się ruszyć, opętał mnie paraliż. To nie mogło być prawdziwe. Przerażenie w jej oczach, łzy... - Odetchnął głębiej, spuszczając wzrok na brudny blat stołu. Zacisnął dłoń na uchu kufla. - Upadła. A ja nie potrafiłem jej pomóc. Do dziś nawiedzają mnie koszmary. Co noc Lily umiera raz za razem, jakby wyrzuty sumienia chciały mnie zabić powolną, bolesną i wyjątkowo okrutną torturą. - Emocje ścisnęły mu gardło, nie pozwalając dalej mówić. Wypił wszystko, co miał, dopił jeszcze piwo Enara, i dopiero po tym mógł kontynuować, choć z ciężkim sercem wspominał tamte chwile. - Uciekłem stamtąd, winiąc siebie za jej śmierć. Walki wciąż trwały, nie wiedziałem, czy moi rodzice przeżyli. Wiedziałem jedynie, że gdyby oni również zginęli - ja bym tego nie przeżył. Byłem wystraszony... Przerażony, nie miałem pojęcia, co robić, nogi same niosły mnie w stronę lasu, umysł miałem zaćmiony, nie pamiętam zbyt wiele. Tylko krzaki raniące moją twarz, przez które musiałem się przedrzeć, by do tego lasu dotrzeć. Nie potrafiłem pogodzić się z myślą o stracie rodziny. Zresztą, jeśli ktokolwiek to umie, niech rzuci kamieniem. - Pokręcił głową i prychnął pod nosem. - Idiota. Pamiętam, że wycieńczony i brudny trafiłem w okolice jakiejś oberży. Stały przy niej konie, ze środka dobiegała jakaś muzyka. Miejsce pełne życia. Nie wiedziałem, ile dni minęło od ataku na Jugrę, i nie potrzebowałem tego wiedzieć. Mimowolnie skierowałem się ku tyłowi przybytku, żeby usiąść i otrzeźwieć z szoku. Ile mogłem mieć lat? Trzynaście? Może czternaście. Ochłonąłem nieco, złapawszy w końcu spokojniejszy oddech. I dotknęła mnie pustka. Pochłonęła wszystkie odczucia i emocje, jakie burzyły się we mnie od tych kilku dni. Rozejrzałem się tylko bezmyślnie za jakimś wyjściem z tej patowej sytuacji. Dostrzegłem butelkę, stojącą samotnie na beczce obok. Pomyślałem, że w tej chwili alkohol byłby rozwiązaniem bardzo na miejscu. Głupi byłem, a do tej pory nie spróbowałem ani łyka tego świństwa. Z opowiadań ojca wywnioskowałem jedynie, że można na chwilę o wszystkim zapomnieć, a zapomnienie było w tamtej chwili jedyną rzeczą, o której marzyłem. No, więc nie zastanawiając się w ogóle, chwyciłem tę pieprzoną butelkę, odkorkowałem, po czym wypiłem prawie połowę za jednym oddechem. I wtedy straciłem przytomność.
   Zrzucił przez przypadek łokciem kufel, robiąc tym samym niezły hałas, aż karczmarz podskoczył wyrwany z półsnu. Gestem ręki przeprosił mężczyznę i sięgnął po naczynie. Zerknął na Enara, który tylko zachrapał głośniej. Usiadł z powrotem przy stole i wpatrzył się w trzymany przez niego drewaniany kubek. Przypomniało mu się przysłowie wypowiedziane niegdyś przez jego dziadka: "Topisz swe kłopoty w alkoholu? Nie rób tego, one umieją świetnie pływać". Słowa prawdy.
   Odchrząknął, pozbywając się chrypki.
   - Przebudziłem się, czując potężny ból w całym ciele, jakby mnie coś rozrywało na strzępy lub wyżerało od środka. Nie widziałem za dobrze, przez bardzo długi czas wszystko dookoła mnie nie miało krawędzi ani kształtu. Słyszeć też ledwo słyszałem, jakieś szumy, głosy jakby z oddali. Byłem wrakiem człowieka, miałem wrażenie, że moje ciało gniło od wewnątrz, rozkładało się. Pamiętam strach, jaki przeszył mnie wtedy na wskroś. - Wzdrygnął się. - Istny koszmar. Już nie pamiętam, czy ponownie odpłynąłem, czy po prostu leżałem nieobecny duchem. Minęło dużo czasu, nim względnie oprzytomniałem. Mimo odzyskania świadomości wciąż czułem się źle, nie było ze mną dobrze, a panika nie poprawiała mojego stanu. Ale zacząłem widzieć i słyszeć wyraźniej. Znajdowałem się w chatce zielarza, wszędzie porozwieszane były zioła i kwiaty, widziałem stosy ksiąg, przybory alchemiczne. Właściciela tych rzeczy poznałem niedługo potem. Był to starszy mężczyzna, mający zapewne koło siedemdziesiątki, ale poruszał się lekko, z młodzieńczą manierą. Niczego wtedy nie rozumiałem, byłem zbyt skonsternowany i słaby, by myśleć logicznie. Zapytałem wprost o jego tożsamość. Miał na imię Hanavald i robił za lokalnego uzdrowiciela, lecz coś mi świtało, że mógł być kimś więcej. No, i okazał się czarodziejem. Uratował mnie przed śmiercią, bo tym, co wypiłem za karczmą, była trucizna - trutka na szczury. Kto trzyma trutkę w butelce po piwie? - Pokręcił głową z niedowierzaniem. - W każdym razie Hanavald jeszcze długo sprawował nade mną pieczę. Trzy lub cztery lata siedziałem z nim w głuszy, ucząc się wielu przydatnych rzeczy. Razem przyrządzaliśmy posiłki; on nauczył mnie podstaw gotowania, a ja mu pokazałem jak należy złowić rybę tak, by jej nie uszkodzić. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze, mimo różnicy wieku. Najwyraźniej obaj tego potrzebowaliśmy - zatroszczyć się o kogoś. Czarodziej przypominał mi ojca, a pewnego wieczoru wyznał, że traktuje mnie jak syna, którego nigdy nie miał. Poczułem swego rodzaju ulgę, ale gdzieś w głębi zaszyła się namiastka bólu, poczucie straty znów powróciło i nie chciało odejść. Płakałem tamtej nocy w poduszkę, nie potrafiłem nad sobą zapanować. Wyłem i ryczałem, chcąc przelać całe rozgoryczenie na bogu ducha winny materiał. Tamtej nocy nienawidziłem siebie i tego, co uczyniłem. Albo czego nie uczyniłem. Miałem nadzieję, że ta katorga skończy się jak najszybciej. Hanavald jednak dbał, by w moim otoczeniu nie było żadnych przedmiotów, które potencjalnie mogłyby pomóc mi dokończyć to, co zacząłem za oberżą. Przeleciała mi przez myśl makabryczna wizja, czy dwie, lecz nie poddałem się im. Uwierzyłem czarodziejowi, że może być i będzie lepiej. Przez chwilę było. - Potarł zesztywniały kark i przetarł twarz dłońmi. - Hanavald pewnego dnia zmarł w swoim łóżku. Nie wiem jak, nie wgłębiałem się w temat. Wiem jedynie, że rozpaczałem jeszcze długo po jego śmierci. Sam musiałem urządzić mu pogrzeb. W moich stronach zmarłych się paliło, więc i ja tak zrobiłem. Pamiętam żar ognia na twarzy, gdy żegnałem przyjaciela, a wszystko dookoła mnie ucichło, słyszałem tylko trzaskanie ognia. Nie chciałem mieszkać w chacie bez niego, zabrałem więc potrzebne mi rzeczy, a chatę spaliłem. Dopilnowałem, by ogień rozszedł się po lesie, i ruszyłem w drogę.
   Przeciągnął się, chąc rozluźnić mięśnie. Słońce już dawno zaszło, miasto spało, a on jeden nie umiał zmusić się do snu. Najwyraźniej opowieść musiała dotrzeć do końca.
   - Jakoś radziłem sobie w puszczy. Jakoś. Polowania nie zawsze się udawały i nie na każdym rozdrożu napotykałem strumień. Ale dawałem radę. Chciałem przeżyć. Spałem po krzakach i przy drogach, w błocie, na piachu, trawie, czasem na mchu. Nie zliczę ile razy mrówki mnie pogryzły i ilu pcheł nałapałem. - Prychnął z rozbawieniem. - To były moje najmniejsze problemy. Kończyło mi się jedzenie i woda, nie mogłem wiecznie tułać się bez celu. Zgubiłem się gdzieś na Wschodnich Pustkowiach; notabene, adekwatna nazwa, bo tam rzeczywiście niemal niczego nie ma. Może jakieś ruiny, w których zresztą także sypiałem. Jeśli udało mi się znaleźć niezamoknięty kawałek papieru - rysowałem na nim mapę okolicy, ale nigdy nie było dość miejsca, by narysować wszystko. I tak traciłem zaraz te zwitki, bo trzeba było czymś ogień rozpalać, a wtedy jeszcze nie byłem zaznajomiony z innymi sposobami. Ale - zaakcentował - pewnego dnia, właśnie gdzieś w otchłani tych pieprzonych Pustkowii, znaleźli się szaleńcy, którzy zatrzymali się niedaleko mojego obozowiska. Przyczaiłem się, by sprawdzić kim byli. Nie zachwycali aparycją - wielcy i dzicy, tak bym ich nazwał. Nieokrzesani, o, lepiej nawet. Nie najlepiej się skradałem i zostało to potwierdzone, bo w chwilę później mnie zauważyli. Wystraszony, chciałem uciec, ale oni byli szybsi. Zaczęli debatować nad tym, jak mnie przyrządzą, bo przecież mięso nie może się zmarnować. Przyznam, sikałem w gacie, słuchając ich. Tylko jeden nie wdawał się w dyskusję, najpaskudniejszy z nich. Okazał się liderem bandy, a wkroczył do rozmowy, gdy między jego kompanami doszło do rękoczynów. Nazywał się Ralf. Ryknął, aż się drzewa zatrzęsły, a z ich koron wyleciały stada ptaków. Był potężny, jak tak teraz myślę, mógł być nawet Nordem. Z pewnością budził postrach. Co do szacunku - nie jestem pewien, bo ode mnie go nie otrzymał. Przyjął mnie do bandy, bo ponoć zobaczył we mnie potencjał na wojownika. Kiedy powiedziałem, że przez rok tułałem się po okolicy sam, skinął głową z uznaniem. Rzekł: "Twarda sztuka z ciebie, młody" i położył ogromną łapę na moim ramieniu. Nie miałem co ze sobą zrobić, więc poszedłem z nimi. - Zrobił zniesmaczoną minę, wpatrując się w odległy kąt karczmy. - Do tej pory próbuję znaleźć porządniejszą wymówkę, dlaczego zdecydowałem się dołączyć do bandy Ralfa. Próbuję uciszyć sumienie. Ale to, co robiliśmy nigdy nie zostanie wybaczone. Żadnemu z nas. Plądrowaliśmy mniejsze wioski, kradliśmy, zabijaliśmy. No... Ja nie, ale patrzyłem; osobiście nie widzę różnicy. Nie byłem zdolny do zrobienia czegokolwiek drugiemu człowiekowi. Wchodziłem jedynie do domów i otwierałem je od środka. Dostawałem za to swoją gażę oraz miejsce przy ognisku. Nie jestem dumny z tego, że pomagałem tym łotrom siać chaos. Każdy jednak popełnia błędy, a ja miałem towarzystwo i jedzenie, i to bez większego wysiłku. Po pewnym czasie dostałem od Ralfa kuszę. Spojrzałem wtedy na nią i powiedziałem: "Nie umiem obsługiwać cholernej kuszy", a on na to beztrosko: "Przecież strzelasz z łuku. Tu też masz strzały". Idiota. Niedoedukowany imbecyl. Ale kusza była niezła. Bełty znalazły się po drodze. Ciężkie cholerstwo było, niech je szlag. I skrzypiała przy naciąganiu. Długo miałem problemy z utrzymaniem jej w powietrzu dłużej niż pięć sekund. Teraz w tyle powalam dzika. Droga przez mękę, ale nauczyłem się w końcu. Robiłem za myśliwego. Ile z nimi łaziłem... Dwa lata? Będzie około. Dostałem kilka razy w pysk, jak któryś za bardzo się napruł, ale nigdy od Ralfa. On wyżywał się na innych, nie na mnie. Tak czy siak, miałem dość marnowania z nimi czasu. Obudziła się we mnie chęć zarobienia przyzwoitych pieniędzy, wykonując uczciwą pracę. Wiedziałem, że nie puszczą mnie ot, tak. Dlatego nie zaszczyciłem ich informacją o moim odejściu. Wymknąłem się z obozowiska w środku nocy. Nie wyruszyłem nieprzygotowany - zabrałem im większość jedzenia, wody, wziąłem też nóż Ralfa. Pewnie nie był zadowolony z tego faktu. Oby już gryzł ziemię. - Napił się wody z bukłaka, miał już po uszy piwa. - Jeżeli jednak jakimś cudem przeżył ostatnie trzynaście lat, będę gotów się z nim zmierzyć.
   Enar nagle chrząknął i podskoczył na ławce zdezorientowany. Rozejrzał się po izbie błądzącym wzrokiem, po czym spojrzał na Nukę, nieco zezując.
   - Mówiłeś coś - wywnioskował, bełkocząc. Powstrzymał beknięcie i sięgnął po kufel. Zdziwił się bardzo, gdy nie dostrzegł w nim piwa. - Co to ma być? - spytał oburzonym tonem, spoglądając na towarzysza oskarżająco.
   - Spragniony byłem. - Nuka nawet nie próbował udawać.
   Blondyn burknął coś niezrozumiałego pod gęstym wąsem, podrapał się po brodzie i rzucił:
   - No, to co w końcu z tym królem było?
   - Właśnie do tego zmierzałem - odparł, siadając wygodniej. - Po tygodniowym zacieraniu swoich śladów w obawie przed Ralfem...
   - Kim? - przerwał mu Enar. Nuka westchnął ciężko.
   - Przespałeś trzy czwarte opowieści, nie będę się teraz wracał. - Zignorował przekleństwo towarzysza i kontynuował. - Po tygodniowym zacieraniu śladów w obawie przed Ralfem, mogłem na powrót zająć się spokojnym pałętaniem się bez celu po okolicy.