Oglądasz profil – Momo

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Momo
Rasa:
Tryton
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
70 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Inna, Alchemik, Artysta
Majątek:
Ubogi
Sława:
Nieznany

Aura

Jak na ironię, trudna do dostrzeżenia aura otacza trytona - delikatna i powoli pozbawiana młodzieńczego blasku, nie przykuwa spojrzenia tak łatwo jak jego wygląd. Jednak gdy już się poświęci jej chwilę uwagi, da się dostrzec, że jest równie jak on niezwykła. Ciepłozłota i wygodnicka z natury, obecnie przybrała bardzo prostą formę, luźno i giętko powiewając na subtelnie stwardniałych miedzianych trawersach. Ponaznaczana paroma jasnymi plamami rtęci sprawia, że wcale nie łatwo oderwać od niej raz skupione spojrzenie - i już z oddali widać jaka jest gładka i przyjemna w dotyku! Ale nim podejdzie się by jej dotknąć, sama przyfrunie rozkosznym fragmentem i przywita się wrodzoną słodyczą. Nie ma czym zranić, choć krańce jej nie są tępe - pod tym względem można powiedzieć, że się nie wyróżnia. Za to jak pachnie! Woń męskich perfum, z gatunku tych, których nigdzie się nie dostanie, omamia, mieszając się z morską bryzą i tonąc w dwubarwnej mgiełce, wesoło splecionej z topazu oraz szmaragdowych uniesień. Nie zapomnisz już tego, prawda?

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Momo
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Momo

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
11 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
2 miesiące temu
Liczba postów:
12
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Rubidia
(Posty: 10 / 83.33% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Eviva l'arte!
(Posty: 10 / 83.33% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny
Zwinność:zręczny, szybki, perfekcyjny
Percepcja:niezwykle czuły węch, b. wyostrzone czucie, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:ineligentny, słaba wola
Prezencja:Ładny, charyzmatyczny

Umiejętności

PływanieMistrz
To chyba oczywiste w przypadku trytona?
Sporządzanie trucizn i używekEkspert
Cóż... Momo lubi produkować używki, które wprawiają w dobry humor, relaksują czy pomagają zasnąć, zdarza mu się też robić afrodyzjaki. Jeśli zaś chodzi o trucizny - to dawne czasy, niewiele już pamięta.
PerfumiarstwoEkspert
Jego największa pasja i kiedyś powód do sławy - teraz trochę przyrdzewiał, choć uważa, że u szczytu swojej kariery był najlepszy na Łusce.
UnikiZaawansowany
BotanikaZaawansowany
Targowanie sięZaawansowany
ZiołolecznictwoZaawansowany
TaniecOpanowany
SztukaOpanowany
AlchemiaOpanowany
EtykietaOpanowany
Pisanie i czytanieOpanowany
Walka wręczOpanowany
Tylko tak w samoobronie - jego wygląd sprawia, że często trafia na troskliwych pytających czy ma jakiś problem
GimnastykaPodstawowy
GotowaniePodstawowy
JubilerstwoPodstawowy
PrawoPodstawowy
Z grubsza wie tylko na ile może sobie pozwolić z rozprowadzaniem rozweselaczy, by go nie wsadzono.
KreomagowiePodstawowy
By móc podkręcać swoje specyfiki magią.

Cechy Specjalne

I wtedy wchodzę ja!Zaleta
Momo robi wrażenie. Po prostu. Zawsze pierwszy przykuwa uwagę i szybko się go zapamiętuje. Na dodatek jest bardzo czarujący i to razem daje mu w życiu wiele drobnych korzyści: ludzie idą mu na rękę, dają jakieś drobne zniżki, odpuszczają gdy coś niewielkiego przeskrobie. Z drugiej jednak strony gdy zaczynają się jakieś kłopoty, Momo często musi udowodnić, że nie ma z tym nic wspólnego - w końcu każdy go zapamięta, nawet jeśli nie brał w całym zamieszaniu.
Mieszkaniec dwóch światówRasowa
W wodzie ogon, na lądzie nogi - Momo przemienia się na tych samych zasadach co każdy inny tryton.

Magia: Inkantacje

EmocjiNowicjusz
Momo lubi działać na pozytywnych emocjach - tak działały wszystkie tworzone przez niego używki, które podkręcał właśnie czarami. Teraz... Już raczej z tego nie korzysta. Co nie znaczy, że zapomniał!

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Momo sprawia wrażenie osoby bardzo zadowolonej z życia, miłej i serdecznej, która nie potrafi się gniewać. Często się uśmiecha, śmieje, dużo mówi i są to z reguły miłe słowa - to oczywiście kwestia tego jak nauczył się wyrażać, gdy zabiegał o towarzystwo czy to elit, w które próbował się wkupić, czy klientów, gdy zajmował się perfumiarstwem. Niezobowiązująco flirtuje i lubi prawić komplementy. Wydaje się, że lubi każdego kogo napotka, bez względu na rasę, płeć… No dobrze, grubość portfela ma odrobinę znaczenia. Nie, by Momo nie zadawał się z biedakami, bo teraz stanowią oni większość jego znajomych, ale osobę dobrze sytuowaną zawsze wypatrzy w tłumie i jeśli sytuacja się nadarzy, będzie się starał trzy razy bardziej, by zostać przez nią polubiony. Choć na co dzień zadowala się prostymi przyjemnościami i nie potrzebuje wiele do życia, nadal lubi luksus - traktuje go teraz jak nagrodę, do której co jakiś czas ma prawo. I czasami wystarczy tylko grzać się w ciepełku tych, których stać na wszystko. 
Jego kręgosłup moralny jest giętki, czy też może raczej sztywny, tylko według zupełnie innej definicji moralności. Robienie komuś krzywdy czy zwykłej przykrości jest dla niego karygodne, lecz jeśli z czymś powszechnie nielegalnym wiąże się przyjemność i obopólny zysk… To w czym problem? Z tego powodu zajmuje się na przykład dorywczą produkcją używek - robi afrodyzjaki i substancje rozweselające, relaksujące. Nic co wywoływałoby koszmary czy ból. Uważa, że osoba dorosła powinna potrafić ocenić swoje możliwości i jeśli od czasu do czasu spróbuje jego specyfików, nic się przecież nie stanie. A to, że on na tym zarobi… To przecież nie grzech. Uważa siebie za takiego samego “dobroczyńcę” jakim jest utalentowany cukiernik, któremu również płaci się za upieczone przez niego ciastka. Podobnie podchodzi do hazardu, prostytucji i jeszcze paru podobnych kwestii. Jest również zwolennikiem poligamii, z tym zastrzeżeniem, że wszystkie strony muszą się na nią zgadzać, bo jeśli ktoś o czymś nie wie, jest oszukiwany czy czuje się przez to zraniony, jest to zwyczajna zdrada. Lecz żeby była jasność, Momo nie wiąże się z mężczyznami - potrafi być dla nich miły w bardzo mylący sposób, ale na pewno z żadnym się nie umówi, on wolałby mieć żeński harem.
Tryton to osoba bardzo serdeczna i pomocna - jest lubiany w sąsiedztwie, bo gdy trzeba na przykład pomóc przy przeprowadzce czy przy szukaniu pracy, on zawsze służy pomocą. Jest znany również z tego, że dokarmia okoliczne bezpańskie koty, a okna wynajmowanego przez niego pokoju są zawsze uchylone, aby zwierzaki mogły przyjść do niego spać. Momo nadał nawet kilku z nich imiona, choć nie starał się ich udomawiać - jest świadomy, że to stworzenia wolne i nie zadowoli ich siedzenie w zamkniętych czterech ścianach, nawet jeśli w zamian dostaną zabawki i pełną michę przez całą dobę.
Czy jest więc w tym sympatycznym, wesołym człowieku coś mrocznego? Raczej nie. Już dawno minął ten czas, gdy bał się, że ludzie Pero go dopadną. Wie, że jeśli nie będzie próbował przełknąć za wiele, to się nie udławi. Dlatego wie, że jego ciemne interesy muszą być prowadzone na niewielką skalę, tak by nikomu się nie narazić. I że nawet jeśli zdobędzie więcej gotówki, lepiej się z tym nie obnosić i nie inwestować w nic - lepiej przebalować. Tak jest i bezpieczniej i przyjemniej.

Wygląd

 Przeciętnej budowy, lecz nieprzeciętnej urody - taki właśnie jest Momo. Choć nie wyróżnia się ani wzrostem, ani muskulaturą, wiele osób odwróci za nim wzrok i go zapamięta. Ma sylwetkę dość typowego chłopaka pracującego w porcie - sześć stóp wzrostu, mięśnie rozbudowane ciężką pracą, ale nie treningami, więc nieprzesadnie. Po bliższym przyjrzeniu się zwraca uwagę fakt, że ma bardzo mocno zbudowane nogi i biodra, całe szczęście jednak daleko mu do kobiecej sylwetki. Jego korpus i ręce są już zupełnie przeciętne - przynajmniej jeśli o kształt chodzi. Bo gdy już pominie się sylwetkę, każdy kolejny element jego wyglądu zdaje się być niezwykły. Na przykład jego skóra: ciemna jak czekolada, na pewno nie stanowiąca opalenizny, a przy tym poznaczona licznymi piegami i białymi plamami - Momo cierpi na bielactwo. Ślady jego choroby znajdują się w różnych miejscach na jego ciele - kilka na ramionach, jedno na brzuchu, na biodrze, udach. Ma też całkowicie białą jedną stopę. Wśród tych plam znajduje się kilka również jasnych, ale nie tak bardzo - te znajdzie się na przedramionach i po bliższym przyjrzeniu się zidentyfikuje w nich blizny pooparzeniowe. Kolejna taka blizna znajduje się na karku trytona, ta jednak została przykryta tatuażem, który miał przypominać falę, ale... no nie do końca wyszło. 
Kolejnym wyjątkowym elementem jego wyglądu - być może tym najważniejszym - są jego włosy. Tak długie, że najdłuższe kosmyki sięgają poniżej jego pośladków, a przy tym są poskręcane i mają niesamowity turkusowo-niebieski, niejednolity kolor, niczym woda w tropikalnym morzu. Dodać należy, że bielactwo Momo sięga również skalpu i przez to ma on kilka białych pasm - jeden dotknięty w ten sposób bok Momo strzyże, a pozostałe zostawia dla ciekawszego efektu. Do tego wystarczy jeszcze dodać fakt, że jego włosy kręcą się w wyjątkowo nieokiełznany sposób i tak oto wszystkie oczy zaraz są skierowane na jego oszałamiającą fryzurę, która po bliższym przyjrzeniu się jest po prostu zwykłym, wręcz niechlujnym, warkoczem.
I w ten oto sposób dotarliśmy do kwestii twarzy trytona. Ta również ma kilka ciekawych elementów, oczywiście poza plamami bielactwa i piegami. Na przykład jego oczy o złotych tęczówkach i pionowych źrenicach jak u kota. Ich pociągły, drapieżny kształt, podkreślają rzęsy, wyjątkowo szczodrze rosnące przy zewnętrznych kącikach. Kolejnym drapieżnym elementem jego wyglądu są zęby - Momo ma bardzo wyraźne kły. Lecz co z tego, skoro gdy się uśmiecha, wygląda tak szczerze i sympatycznie? A zęby ma poza tym ładne, białe - nie można się do nich przyczepić.

Jeśli chodzi o ubrania, u niego temat jest prosty - ma dwie sztuki spodni, trzy koszulki w tym jedną bez rękawów, parę sandałów i to naprawdę tyle. Żadnej biżuterii, bo jego szpiczaste uszy są jedynie przekłute, żadnych "wyjściowych" ubrań, ale nie wygląda przez to na biedaka - widać po prostu, że to nie jest mu do szczęścia potrzebne. Chodzi bardzo swobodnie, sprawia wrażenia osoby, która nigdzie się nie spieszy i niczym się nie martwi, a przy tym jest bardzo zadowolona z życia, bo często się uśmiecham i śmieje.

W swojej naturalnej formie, którą przybiera w wodzie, Momo zamiast nóg ma mocny, długi ogon zakończony falbaniastą płetwą. Jego ubarwienie jest równie niezwykłe, co reszty ciała. Dominującym kolorem łusek jest morska zieleń, na której odznaczają się pojedyncze czarne łuski i kilka większych białych znamion o nieregularnych kształtach, przypominających jednak raczej machnięcia pędzlem, a nie rozlane plamy. W tej formie Momo nabiera bardzo tanecznych, kuszących ruchów i śmiało można by zakładać, że jeśli nie spodoba się komuś w tym momencie, to już nigdy.

Historia

Niczego nie żałuję, za niczym nie tęsknię. To co mi się przydarzyło traktuję jako dobrą lekcję i cieszę się tym, że mogłem wyciągnąć wnioski z własnych błędów. Może gdybym wcześniej był rozsądniejszy moje życie potoczyłoby się inaczej... Ale nie płaczę nad rozlanym mlekiem. Byłem jednym z tych, którzy nie chcieli żyć jak reszta. Urodziłem się w tradycyjnej podwodnej wiosce u wybrzeży wysp Archipelagu Farehin, ale nie zostałem tam. Ciągnęło mnie do gwaru portu i do życia na lądzie, choć wiedziałem jaki jest koszt takiego życia. Godziłem się jednak na to i co więcej, nie miałem z tego powodu problemów. Wręcz przeciwnie, bardziej zyskiwałem niż traciłem. Pod wodą byłem jednym z wielu, na lądzie zaś stanowiłem coś nowego, innego, egzotycznego - kogoś, z kim wielu chciało się poznać. Wykorzystywałem to, znajdując gościnę u pięknych, bogatych kobiet, dzięki którym poznawałem nowe interesujące mnie osoby. Skakałem z kwiatka na kwiatek bez żadnych konsekwencji dla mnie - byłem maskotką, tak mnie odbierano i taka rola mi odpowiadała, bo dzięki temu dobrze się bawiłem i niczego mi nie brakowało. Z czasem jednak towarzystwo wokół mnie trochę okrzepło - obracałem się już tylko w konkretnych kręgach, interesowali mnie magowie, kreomagowie, alchemicy. Podobało mi się to co tworzyli, ten ich "luksus w butelce" jak lubiłem to nazywać. Wśród nich nie było ludzi brzydkich - mieli tyle pieniędzy, by o siebie zadbać, a przez wzgląd na swoją klientelę musieli się godnie prezentować. Pasowałem do tego. Akurat wtedy wkupiłem się w łaski pewnej alchemiczki - Amaranty De Souvidall - dla której na początku stanowiłem piękny dodatek do wieczorowej kreacji, a z czasem… Awansowałem, na różnych płaszczyznach. Stałem się jej życiowym partnerem (nie mężem - oboje brzydziliśmy się tego typu archaizmami ograniczającymi naszą wolność), a do tego partnerem w interesach. Sprzedawałem to, co ona stworzyła - miałem bardzo rozległe kontakty i słowem czarowałem jak mało kto. Znacznie podniosłem jej zyski i prestiż. W międzyczasie zupełnie przypadkiem i prawie niezauważalnie, sam zacząłem angażować się w prace w laboratorium. Miałem doskonałe powonienie - to cecha bardzo nietypowa dla mojej rasy, a przez to tym większy stanowiłem fenomen. Wykorzystałem to do tworzenia perfum. Z początku była to tylko zabawa, fanaberia, tworzyłem zapachy tylko dla siebie i Amaranty. Komplementowano je, a z czasem moja partnerka zaczęła prosić mnie, bym przygotował niewielką fioleczkę do jakiś jej dzieł, by je dopełnić albo po prostu podarować klientowi, by ten poczuł się dowartościowany i ważny. 
Później poszło z górki: moje perfumy stały się produktem pełnowartościowym, a ja zacząłem przyjmować klientów tak samo jak Amaranta, którą cały czas wspomagałem. Miałem nawet kilku odbiorców z kontynentu, którzy przy każdej nadarzającej się okazji wpadali, bym przygotował coś specjalnie dla nich. Potrafiłem dobrać kompozycję na każdą okazję, uwzględniając zapach skóry klienta, jego nawyki, potrzeby. Takie indywidualne podejście słono kosztowało, ale był na to popyt.
Jednak tak jak przypadkiem i niezauważanie zrobiłem karierę, tak też przypadkiem i niezauważenie ukręciłem na siebie sznur i sam włożyłem głowę w pętlę. Wśród moich klientów był taki jeden, nazywał się Alorin Pero. Jego zamówienia zawsze były nietypowe i tajemnicze, wymagały ode mnie użycia magii albo alchemii. Lubiłem je, bo stanowiły dla mnie wyzwanie. Lubiłem też jego, bo świetnie nam się ze sobą rozmawiało, a on sam nie był zblazowanym bogaczem tylko rekinem. Podnosił mi poprzeczkę, czasami podpytywał o moje możliwości - nie tylko co jestem w stanie zrobić stricte manualnie, ale również do czego bym się posunął. Zawsze prosił mnie, by jego perfumy podnosiły jego atrakcyjność (nie by czegokolwiek mu brakowało, bo potrafił zawrócić w głowie każdej), by stanowiły feromony, afrodyzjak. Czasami chciał czegoś mocniejszego - pytał mnie jak bardzo mogę podrasować moje perfumy, czy mogą one działać na konkretne osoby. Odpowiadałem, robiłem to co mi zlecił. W końcu zaufaliśmy sobie nawzajem tak bardzo, że wpuściłem go do swojej pracowni. Zacząłem robić coraz mocniejsze specyfiki, aż w końcu dotarło do mnie, że to już dawno przekroczyło granice prawa i moje perfumy stały się narkotyczne. Nie wycofałem się. Byłem święcie przekonany, że jestem kryty, że nic mi się nie może stać, że Alorin lubi mnie i ceni na tyle, że jakby co mi pomoże, a co więcej on sam przekonał mnie, że nie robię nic złego.
Amarancie oczywiście nie pisnąłem słowa o tym co robimy, bo jakoś wolałem, by nie wiedziała - już to powinno zapalić w mojej głowie ostrzegawczą latarnię, ale ja pozostawałem ślepy. Głupio trzymałem się wersji, że Alorin wykorzystuje moje specyfiki do rozrywki ze swoimi damami, na prywatnych przyjęciach (zaprosił mnie na takowe, co tam się działo...). Widziałem świat taki, jakim przedstawiał mi go Alorin i niczego nie kwestionowałem.
Jednocześnie od jakiegoś czasu miałem nowego stałego klienta - ten nazywał się Samsar Sakor. Zapamiętałem go przez to, że zawsze zajmował mi niemożliwie dużo czasu. Wypytywał mnie o wszystko, ale jakby niczego nie zapamiętywał, bo wiecznie pytał o to samo. Zawsze chciał coś zmieniać w przygotowanych przeze mnie kompozycjach i na koniec robiło mi się słabo od ilości olejków, które mu prezentowałem. A on dalej grymasił. Na koniec był zawsze zachwycony i dobrze płacił, żartował ze swojej męczącej natury, ale spotkania z nim trwały pięciokrotnie dłużej niż z każdym innym klientem. To również powinno mi dać do myślenia, ale wtedy po prostu byłem jakiś zaślepiony.
W pewnym momencie wszystko podziało się bardzo szybko - pętla, która plotła się przez tyle miesięcy, lat, w końcu zacisnęła się na mojej szyi. Alorin zaczął mnie bardzo mocno naciskać do robienia specyfików, które już godziły w moje sumienie, a gdy byłem oporny, udowodnił mi, że to on trzyma wszystkie karty i mam robić co mówi. Groził mnie i Amarancie, naszemu wspólnemu przedsięwzięciu jak i zdrowiu i życiu każdego z nas. Amaranta o niczym nadal nie wiedziała - może sama się domyślała, ale ja na pewno jej niczego nie powiedziałem. Tymczasem przeklęty Sakor okazał się być sprytnie działającym stróżem prawa, który już od dawna wiedział, że produkuję nielegalne substancje - podczas swoich przydługich wizyt zbierał dowody i szukał moich powiązań. W końcu doszło do tego, że znalazłem się między młotem a kowadłem. Alorin żądał ode mnie niemożliwego, skutecznie mnie zastraszył, bo nie ograniczył się do słów, a też zaprezentował mi co może mi zrobić. Jego ludzie zdemolowali mi pracownię, mnie dotkliwie pobito, nawet torturowano - oblano kwasem, wyrwano kilka paznokci. Nie mogłem już dłużej ukrywać tego co robiłem. O wszystkim dowiedziała się Amaranta, którą straszliwie dotknęła moja tajemnica - nie chciała mnie znać, choć też po tylu spędzonych razem latach nie umiała się mnie wyrzec. Pod byle pretekstem wyjechała, a ja nie miałem jej tego za złe. Nasze wspólne życie po moim wyznaniu stało się udręką, niebezpieczną udręką. Wtedy też Sakor postawił mi ultimatum - miał na mnie potężne haki, ale za mało, by dobrać się do skóry Alorinowi, na którym z wiadomych względów zależało mu o wiele bardziej. Mogłem zawisnąć albo sprzedać Pero i dostać łagodniejszy wyrok. Jednocześnie Pero przewidział ten ruch i zapewnił, że jeśli tylko "zwącham się z psami" ostatnie chwile mojego życia będą piekłem, a to co mi do tej pory zrobili stanowiło tylko przedsmak.
W końcu, nie mając znikąd pomocy i wiedząc, że i tak czeka mnie śmierć z tej czy innej ręki, uciekłem. Zostawiłem za sobą wszystko co miałem, włącznie z imieniem i nazwiskiem. I tak nie było łatwo - zbiry Alorina bardzo mnie pilnowały, cały czas czułem na ich plecach swój wzrok. Zdecydowałem się na desperacki krok i po prostu pewnego dnia skoczyłem z nabrzeża do morza. Tak jak stałem, to była decyzja chwili. Nie mogłem niczego planować, bo za łatwo by mnie przejrzeli. Próbowano mnie zresztą pochwycić, a przedzieranie się przez port, między statkami, w tej mętnej wzburzonej wodzie prawie przypłaciłem życiem, ale udało się. Byłem wolny, lecz nigdy nie mogłem wrócić na Archipelag. Nie wiem jak potoczyły się dalej losy Amaranty, Alorina i Sakara. Mam nadzieję, że nikt jej w to nie próbował wciągnąć, a tamci dwaj pozabijali się między sobą. Ja zaś po kilku tygodniach stanąłem suchą stopą na ziemi kontynentu, nie mając niczego ani nie znając nikogo, jak biała kartka.

Teraz, kilkanaście lat później, jestem tu, w Rubidii. Nie mam nic ani nikogo i dobrze mi z tym - niczego nie mogę stracić i nic nie może zostać wykorzystane przeciwko mnie. Przybrałem nowe imię, samo imię - Momo. Nadal korzystam jednak z receptur, które opracowałem dla Alorina. Mam z tego przyzwoity pieniądz od czasu do czasu, a tak naprawdę większości z tych specyfików nie uważałem nigdy za złe - tak długo jak korzystało się z nich na własny użytek. Dawały przyjemność, szczęście, rozluźniały. W takim mieście jak Rubidia straż nie jest taka restrykcyjna, o ile produkuje się mało, rzadko i nikomu nie wchodzi w drogę. Tego ostatniego bardzo się pilnuję i moimi klientami są głównie przejezdni. Poza tym dorabiam jak każdy inny młody mężczyzna w takim mieście - w porcie, w tawernach. Nauczyłem się doceniać proste życie i proste przyjemności.

Posiadłość

Lokalizacja: Rubidia
Momo wynajmuje pokój w starej kamienicy czynszowej w porcie. Miejsca jest tam tyle ile w celi klasztornej, ale jemu to wystarczy - nie ma żadnym mebli ani też za wielu osobistych przedmiotów. Wbrew pozorom jest to bardzo przytulne gniazdko - Momo obwiesił je barwnymi materiałami, a ziemię zaściełają koce i poduszki, które stanowią jednocześnie łóżko, kanapę i najniższą (jedyną!) półkę w pokoju. W kącie za drzwiami stoi stosik książek o bardzo ambitnych alchemicznych tytułach, a obok leży znacznie mniejszy stosik ubrań na zmianę i dodatkowa para sandałów. To tyle. Gdy Momo chce zjeść, korzysta ze wspólnej kuchni, a gdy pracuje nad swoimi bardziej specyficznymi zleceniami, udaje się do osób, które podnajmą mu swoją pracownię bez zadawania dodatkowych pytań. Jak widać jemu wiele do szczęścia nie potrzeba.
  • Najnowsze posty napisane przez: Momo
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Eviva l'arte!
            Momo uśmiechnął się i wykonał gest jakby oddawał czarodziejowi honory - fakt, nigdy go nie obsługiwał. I nawet gdy sam był bogaty i obracał się w towarzystwie bogaczy, nie spotkał się z taką hojnością. …
    19 Odpowiedzi
    1732 Odsłony
    Ostatni post 2 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • Eviva l'arte!
            Momo nie starał się nawet być dyskretny, gdy przyglądał się czarodziejowi. Jego ubranie robiło wrażenie – było eleganckie i przez intensywne kolory jednocześnie wyzywające. Serath wyglądał w nim jednak …
    19 Odpowiedzi
    1732 Odsłony
    Ostatni post 3 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • Eviva l'arte!
            Jak tu nie wierzyć w to, że ten człowiek ma rzesze wielbicielek, skoro tak gładko przyjmuje komplementy? Nawet mu powieka nie drgnęła, gdy Momo starał się być dla niego miły. Jakby wręcz bawiły go te st…
    19 Odpowiedzi
    1732 Odsłony
    Ostatni post 4 miesiące temu Wyświetl najnowszy post