Oglądasz profil – Arrisa

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Arrisa
Rasa: Maie lasu
Wiek: 0 lat

Aura

Szmaragd jest tym co ujrzysz jako pierwsze. Soczysty i wijący się smętnie, zupełnie jakby zagubił się gdzieś w sednie swej istoty. Poświata nie lśni jednak jak w młodzieńczej emanacji i znać po niej rozsądną ilość przeżytych lat. Odbija się swoimi smugami w barachitowym rdzeniu aury będącym jej nieco już zapomnianym jestestwem. Skrzy się intensywnie w wyraźnej miedzi, o powierzchni na przemian chropawej i idealnie gładkiej. Zapętlone i skomplikowane zwoje kruszcu o tępych krawędziach, są dość twarde i wyjątkowo giętkie, co chroni je przed złamaniem. W tych złożonych zawiłościach czuć zapach kwiatów w pełnym rozkwicie, a wokół rozlega się przyjemna głęboka melodia. Ta jednak nagle przejdzie w dręczącą kakofonię, która pojawi się razem z delikatnie lepkim posmakiem powietrza. To wszystko zaś skończy się równie gwałtownie jak się pojawiło, pozostawiając cię samego, poza emanacją.
Nazwa użytkownika:
Arrisa
Grupy:
Inne Postacie:
Skierra, Ferren, Nanwe, Squamea, Sargybinis, Morengvarg
Martwe postacie:
Calvemir, Ringlid

Skontaktuj się z Arrisa

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
4 miesiące temu
Liczba postów:
4
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Okolice Elfidranii] Karczma "U Svena"
(Posty: 2 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

Gra na skrzypcachAMGra na skrzypcach to dosłownie całe jej życie. Dla niej nie ma nic, czego nie możnaby wydobyć z instrumentu z pomocą smyczka. Potrafi bezbłędnie odtworzyć ledwo zasłyszaną melodię, choćby i nie wiadomo jak skomplikowana ina była. Skrzypce są jej ukochanym instrumentem, którego nigdy, w żadnym swoim życiu, nie zamieniła na jakikolwiek inny. Ale nie ma sukcesów bez poświęceń. Przez całe swe życie, jeszcze przed pamiętnym (czy też raczej o ironio niepamiętnym) paktem spędzała wiele godzin każdego dnia na grze. Nawet teraz, kiedy wszystko się zmieniło, nie zaprzestała treningów. Przeciwnie wręcz, teraz trenuje tak jak nigdy jeszcze dotąd. Jeżeliby powiedzieć, że wcześniej gra na skrzypcach była dla niej stylem życia, to teraz jest dla niej całym życiem, bez tego nie byłaby sobą. To wcale nie tak że gdyby zechciała, to mogaby przestać...
AktorstwoWArrisa w zasadzie sama nie zdaje sobie z tego sprawy, ale jakby naturalnie jest w stanie łatwo wczuć się w taką rolę jaką sama by chciała. Nie jest to w zasadzie nawet celowe działanie, to wręcz jej cecha osobista. Potrafi zachowywać się dwojako, mówić przekonująco różne rzeczy dlatego że sama w nie wierzy. Prawdopodobnie jest to efekt uboczny jej klątwy.
RysunekPUmie całkiem nieźle rysować. Możliwe że kiedyś rysowała, ale trudno to właściwie określić. Do artystki jednak jej jeszcze dość daleko
Czytanie i pisanieOPrawdopodobnie po niektórych ze swoich Przebudzeń trafiła do kantoru czy gdzieś w podobne miejsce i tam właśnie się tego nauczyła. Pamięć o tak podstawowych rzeczach z jakiegoś trudnego do wyjaśnienia powodu z nią pozostała i teraz wciąż to potrafi. Nie żeby była jakoś szczególnie dobra w którejkolwiek z tych rzeczy ale gdyby zaszła potrzeba...
Wspinaczka i poruszanie po trudnym terenieOArrisa jest z pochodzenia przystosowana do poruszania po ostępach leśnych i co trudniejszych terenach. Wprawdzie do podróżowania bardzo często wykorzystuje magię, jednak w sytuacji kiedy tego nie robi, co zdarza się rzadko, potrafi jako tako sobie poradzić.

Cechy Specjalne

Do zobaczenia w następnym życiuKArrisa jest przeklęta potężnym piętnem, którego nie jest w stanie przerwać. Umowa, którą maie zawarła jeszcze w poprzednim życiu, gdyż nie można tego inaczej nazwać, był krótko mówiąc, nienajlepszą decyzją, choć jedyną która mogła ją ocalić. Z obawy przed nadchodzącą rychło śmiercią zgodziła się na odebranie jej wspomnień w zamian za ocalenie życia. Maie nie do końca zdawała sobie sprawę z tego na jak bardzo fatalny los sama siebie skazała. Arrisa przypuszczała, że dzięki temu będzie mogła żyć dalej, zdobyć nowe wspomnienia i nowe życie, które pozostanie już na zawsze. Nie wiedziała jednak że dana jej niemożność śmierci ze starości nie poprzestanie na tych wspomnieniach, które miała do tej pory. Wręcz przeciwnie, gdyż okazało się iż regularnie z jej umysły wysysana była pamięć, niczym sok z naczynia, aż w końcu nie pozostało nic. Obudziła się jako dziewczyna która niezbyt orientuje się kim właściwie jest, czy raczej kim była. Nawet nie to jednak było najgorsze. Arrisa wielokrotnie doświadczała podobnych przebudzeń, nigdy nie pamiętając właściwie, że to już się zdarzyło. Na zawsze utknęła w nieskończonej pętli uczuć i wrażeń, które kiedyś już odczuwała. Na szczęście za każdym razem jednak nawiedza ją uczucie, że czegoś jej brakuje, że coś jej odebrano. Zwykle zdaje sobie sprawę z tego że brakuje jej części samej siebie i chciałaby ją jakoś odzyskać, choć nie ma pojęcia jak. A nawet gdyby wiedziała, to i tak w krótkim czasie jej nieśmiertelność wyssie z niej wszystkie wspomnienia i wszystko zacznie się od nowa. Jest jednakże sposób, aby odrobinę odwlec nieuniknione. Magiczne skrzypce Arrisy pozwalają jej niejako wchłaniać wspomnienia otaczających ją ludzi i istot, karmiąc nimi jej klątwę przez jakiś czas. Daje jej to odrobinę więcej czasu by żyć ze wspomnieniami, zanim znów zacznie wszystko od początku...
Głód wspomnieńZWraz z klątwą maie okazało się, że jej własne wspomnienia niekoniecznie wystarczają, aby nasycić jej zapotrzebowanie. Jej nowo powstałe wspomnienia bowiem nie zawsze są soczyste, napełnoine przeróżnymi emocjami, które to stanowią o ich jakości. Sprowadziło się to do tego, że Arrisa częściowo z przypadku zaczęła wykorzystywać magię umysłu, aby przeczytać wspomnienia innych i nimi właśnie zapełnić te własne. Wprawdzie niekoniecznie zdaje sobie sprawę że robi to celowo, jednak podświadomie czuje że czytanie wspomnień innych niż własne jej pomaga. I rzeczywiście tak jest, dzięki temu jest w stanie zyskać nawet do kilku dodatkowych dni, nim klątwa ponownie da jej o sobie znać.
Nieutracone cechyDUtrata pamięci Arrisy bardzo mocno wpłynęła na wszystkie bez wyjątku faktory jej życia. Sprawiła, że na zawsze zapomniała w jaki sposób dokładnie powinna samodzielnie korzystać z magii, utraciła też zdolność do rozmowy ze zwierzętami jak i z samą Matką. Wciąż jednak jest ona maie, czyli istotą energetyczną. Nie musi ona jeść ani spać by normalnie funkcjonować, to nie jest jej potrzebne, podobnie jak innym przedstawicielom tej rasy. Tak samo podobnie jak oni posiada, a raczej posiadała ona zdolność przemiany w kilka różnych form. Tej umiejętności jednak nie utraciła kompletnie. Co prawda nie potrafi jej użyć na życzenie, przeważnie nawet o niej nie pamięta. Czasami jednak, kiedy korzysta z magii z pomocą swych skrzypiec i targają nią silne emocje może się wydarzyć, że przyjmie jedną ze swoich dawnych form. Ma to jednak swoje konsekwencje, gdyż nie posiadając już możliwości korzystania ze skrzypiec Arrisa jest uwięziona w takiej postaci do czasu, gdy odezwie się jej klątwa. Budzi się potem znowu w swoim ludzkim ciele, jakby nic się nie stało. Nie wiadono jednak czy jest to część zaklęcia dziwnej istoty, czy po prostu jej własna magia, używana podświadomie.

Magia

Przedmioty Magiczne

Ostatni ŚwitARTSkrzypce te mają interesującą historię. Podarowane były jej niegdyś przez Markusa w charakterze prezentu. Było to jeszcze zanim pomiędzy nimi coś zachrobotało i przed rozpadnięciem się ich związku. Zawsze miały dla Arrisy wielką wartość emocjonalną i nie potrafiłaby się z nimi rozstać. Podczas ostatnich dni swojego świadomego życia pękła jej jedna ze strun i przy okazji i tak nieuchronnej wizyty u Markusa przez wzgląd na ostatnie wydarzenia zabrała je ze sobą, by móc tam założyć nową strunę. Skrzypce zostały tam aż do ostatnich chwil jakie miała tamta Arrisa. Kiedy jej życie było ratowane przez istotę z innego planu, maie poprosiła ją o to, by mogła jeszcze raz zagrać na skrzypcach. Stworzenie złożyło jej je wtedy w ręce, a potem zaczęło odprawiać z nią i przy okazji ze skrzypcami magię którą znało ze swojej rzeczywistości. Między innymi to właśnie dlatego instrument ten jest tak bardzo powiązany z samą Arrisą. Prawdopodobnie też jej pragnienie by ponownie za nie chwycić wpłynęło także bezpośrednio na jej klątwę i pamięć o samym instrumencie. Jedną z ważniejszych jego cech jest to, że nie można go zniszczyć na stałe. Wraz z zatraceniem pamięci maie i ponownym jej przebudzeniem, powstają od nowa u jej boku, tak jakby nigdy nic się z nimi nie stało. Przedmiot ten ma także parę innych, interesujących właściwości. Kiedy smyczek przesuwa się po napiętych strunach, skrzypce powoli odczytują wspomnienia wszystkich wokół, którzy słuchają ich muzyki. Wspomnienia te potem w jakiś sposób sprawiają, że Arrisa ma więcej energii, a tym samym więcej czasu zanim nastąpi kres jej świadomości. Skrzypce wprawdzie nie pozbawiają pamięci nikogo, jednak dalej należy być ostrożnym kiedy znajdują się w pobliżu. Dla skrzypaczki są one wręcz niczym katalizator, przedmiot który przez muzykę pozwala jej na korzystanie ze swych magicznych zdolności. W zasadzie to teraz jest już magia skrzypiec, gdyż sama nie jest w stanie niczego osiągnąć. Nie wiadomo, dlaczego istota ograniczyła ją w ten właśnie sposób, lecz faktem jest że tak właśnie się stało. Nie znaczy to jednak że instrument ten jest nieprzekraczalnym ograniczeniem dla destrukcyjności magii chaosu. Arrisa czasami, choć bardzo, bardzo rzadko jest w stanie korzystać ze swoich zdolności bez ich pomocy, lecz muszą nią wtedy targać ekstremalnie silne emocje a jej magia jest wtedy zauważalnie słabsza.
Szepczący WiatrZAKPiękna, pofałdowana suknia, którą Arrisa odkryła na sobie po pierwszym Przebudzeniu, była tym co zostało na niej po tym kiedy niemalże zginęła. Z tą jednak różnicą że teraz jest zaklęta przez działania istoty, która ją ocaliła. Materiał sukni jest wyjątkowo miękki w dotyku a krój zaskakująco dobrze do niej pasuje. Suknia mogłaby jednak uchodzić za całkiem zwyczajną, gdyby nie to że kiedy przepełniona emocjami i magią muzyka rozbrzmiewa w powietrzu, sukno zdaje się rozpadać od samej podstawy na niewielkie, wirujące dookoła niej liście dębu. Nie do końca wiadomo, czy to iluzja czy też rzeczywistość, trzeba jednak przyznać że wygląda bardzo efektownie. Okazuje się jednak, że suknia związana jest nierozerwalnie z jej ludzką formą i choć można ją zdjąć, to na przykład po jednej z przemian lub po Przebudzeniu zmaterializuje się dookoła niej, zupełnie tak jakby zawsze tam była. Niewątpliwie jest to efektem tej samej magii, która zaklęła jej skrzypce.

Charakter

Charakter Arrisy jest... skomplikowany i wybitnie trudny do określenia. Nie dlatego, że jest dziwny, niespotykany, czy coś tam jeszcze, ale dlatego że w zasadzie nie istnieje. I nie, nie przerywaj już tutaj widząc takie herezje i pozwól mi chociaż dokończyć. Znasz może to powiedzenie: "Kobieta zmienną jest"? W tym wypadku jest ono niezwykle trafione, do tego wręcz stopnia że aż trudno to wyrazić. I nie, wcale nie chodzi o jej zdolność do zmiany zdania w każdej możliwej kwestii w dowolnym momencie. No, w każdym razie nie tylko o to. Głównym jednak powodem, dla którego to zdanie aż tak dobrze się do niej odnosi jest jej klątwa. Tak, dokładnie ta sama na którą kiedyś się zgodziła, ratując swoje życie. To właśnie przez nią raz za razem traci wszystkie swoje wspomnienia i zmuszona jest do uczenia się właściwie wszystkiego od początku. Ale nie traci samych tylko wspomnień, ale także jeszcze coś, co jest nieodzownie z nimi powiązane. Jej osobowość również zostaje zupełnie wymazana, pozostawiając ją w zasadzie z niczym.
Jaka więc właściwie jest? Otóż bywa różnie. Wyobraź sobie, że nic nie pamiętasz, nie wiesz gdzie jesteś ani kim jesteś. Zupełnie jakby twoje życie zaczęło się w tamtym miejscu. Co byś zrobił? Jaki byś był? To wszystko zależy od tego, w jakiej znalazłbyś się sytuacji. Może spotkałbyś kogoś miłego, kto niejako wprowadził cię do nowego życia, pomógł się odnaleźć. Co byś wtedy poczuł? Radość? Wdzięczność? Kto wie, może nawet miłość? Ale wyobraź sobie że po Przebudzeniu odnajdujesz się jedynie wśród pogardy i najgorszych ludzi na jakich można trafić. Uczysz się swojego nowego życia jedynie przez ból i wyśmiewane przez wszystkich próby. Co czujesz? Wściekłość, złość, bezradność, determinację, a może wszystko po trochu? Teraz bez większych trudności możesz to odnieść do Arrisy. Dopiero sytuacje, w których się odnajduje, powoli, a raczej nawet szybko na nowo kształtują jej charakter i zachowania. Nie ma w niej już tego, co było kiedyś, ba, nawet po ostatnim Przebudzeniu nie pozostaje zupełnie nic. Gdyby tylko ktoś tego chciał, bez problemu przekonałby ją, że została skrzywdzona przez cały świat, że powinna go nienawidzić, niszczyć i zabijać wszystko na swej drodze. Jednakże nic nie stoi na przeszkodzie by parę dni później, odnaleziona po kolejnej śmierci pamięci przez poczciwego druida, przez następne tygodnie kontemplowała z radością piękno natury. Technicznie więc, przewidzenie jej zachowania okazuje się być raczej niemożliwe, szczególnie jeżeli posiadała ona swe wspomnienia już od jakiegoś czasu. Najbardziej przewidywalna i zarazem najbardziej ufna Arrisa okazuje się być zaraz po przebudzeniu, wtedy jest najbardziej podatna na wszelkie wpływy zewnętrzne. Z natury jest raczej istotą dobrą i właśnie taką będzie z natury starała się stać, przynajmniej dopóki nie natrafi na jakiś opór. Zwykle też nie jest jakoś szczególnie zaparta w sobie, co bierze się z niezbyt dużej pewności siebie. Wprawdzie może się zdarzyć, że akurat będzie zupełnie odwrotnie, jednak jest to dość nieprawdopodobny scenariusz.
W zachowaniu Arrisy jednak można doszukać się jednej, prostej i stałej cechy. Maie bowiem żywi dużą fascynację magią i jej aspektami. Jest to pewnie spowodowane tym że kiedyś była naprawdę świetna w korzystaniu z niej, a teraz zwyczajnie czuje potrzebę by kontynuować to robić. Fakt, że z pomocą swoich skrzypiec może korzystać z magii za każdym razem niesamowicie ją intrygował. Nawet fakt, że czasami zdarza jej się kogoś skrzywdzić z jej pomocą nie jest w stanie jej odciągnąć od korzystania z tego niesamowicie groźnego narzędzia. Skrzypce Arrisy nieustannie domagają się gromadzenia wspomnień, zmuszając ją do tego by znajdowała ludzi i zwierzęta i łowiła ich wspomnienia dla energii i mocy.

Wygląd

Maie niemalże na pierwszy rzut oka przyciąga do siebie ogólną uwagę. Nie sposób jest nie zauważyć tego, jak bardzo nietypowo się ona prezentuje. Niezależnie od sytuacji, Arrisa zawsze wydaje się wystrojona zupełnie jakby wybierała się na jakiś bal, nawet jeżeli właśnie przechadza się pośrodku jakiejś dziczy w towarzystwie dziwacznych zwierząt. Dla niej bowiem obca jest kwestia wtapiania się w otoczenie, a nawet jeżeli tak nie jest, to raczej nie ma mowy by rozstała się ze swoim magicznym strojem. Poza tym dziewczyna nieustannie wręcz zdaje się szukać publiczności, która zechciałaby słuchać jej gry, co również sprawia że bardzo trudno jest jej nie zauważyć.
Kolejnym faktorem na jaki warto się powołać jest jej rzeczywisty wygląd. Nawet jeżeli na kimś dziwaczny strój, skrzypce i okazjonalnie parę mutantów do towarzystwa nie robi wrażenia, to jego uwagę z pewnością przyciągnie jej wygląd. Arrisa jest bowiem niemalże ucieleśnieniem piękna. Jej ciało zostało wręcz stworzone by przyciągać do niej uwagę, próżno jest bowiem szukać u niej jakiejś skazy. Za wyjątkiem dużej, skrzętnie ukrywanej poziomej blizny na brzuchu, na jej idealnie gładkiej skórze nie ma żadnych niedoskonałości. Kosmyki jej czarnych niczym smoła włosów luźno opadają na barki i plecy, niesfornie zawijając się odrobinę przy końcach. Jej twarz również wydaje się apelować, aby tylko na nią spojrzeć i zawiesić oko. Więcej bowiem nie trzeba, by zatopić się w spojrzeniu jej błękitno zielonych oczu, wyglądzie jej niewielkiego nosa i ust, zdających się mówić bez słów. Natomiast gdy się uśmiecha, na jej policzkach ukazują się urocze wręcz dołeczki. Wszystko to razem wzięte sprawia, że nie sposób oderwać od niej wzroku.
Arrisa porusza się chodem gładkim, i płynnym, rzadko kiedy gubiąc swój wewnętrzny, wrodzony rytm kroków, którego nie jest w stanie powtórzyć nikt inny poza nią. Chód ów ma trochę cech wspólnych z tym, po którym można rozpoznać u kogoś pochodzenie szlacheckie, jednak da się w tym zauważyć wyraźne różnice. Wydaje się wręcz że maie płynie w powietrzu, nie dotykając podłoża. Jej niewielkie czarne buty, które czasami odrobinę wystają spod imponującej sukni też zdają się nie wydawać dźwięku. Po samej postawie dziewczyny widać, że nie za bardzo lubi się spieszyć, jednakże kiedy już tak się dzieje, cała ta jej wzniosłość jaką buduje swoją postawą znika niczym pęknięta bańka.

Arrisa jednak nie wygląda tylko i wyłącznie w ten sposób. Kiedyś, kiedy jeszcze nie zawarła feralnego paktu maie miała kilka form, pomiędzy którymi dowolnie się przemieniała. Teraz wcale ich nie utraciła, jednakże braki w pamięci skutecznie uniemożliwiają jej dowolne przeskoki między formami. Ba, Arrisa w ogóle nie zdaje sobie sprawy z ich posiadania, dopóki nie przyjmie jednej z nich. Jej magia bowiem koncentrowana jest przez skrzypce, lecz jedynie amplifikowana niezwykle silnymi emocjami jest w stanie przeprowadzić ją przez ten proces. Nie sprzyja to oczywiście ponownej zmianie formy i istnieje ogromne prawdopodobieństwo że Arrisa uwięziona zostanie w danej formie aż do kolejnego zaćmienia pamięci, po którym dopiero budzi się z powrotem w swoim ludzkim ciele.



Postać jaszczurki:
Jest to bez najmniejszych wątpliwości największa, najdziwniejsza i zarazem najbardziej przerażająca ze wszystkich form jakie Arrisa może przyjąć. Jaszczurka ta bowiem znacznie przewyższa rozmiarami wszystkie te zwyczajne, które można spotkać w dziczy. W tej postaci osiąga aż paręnaście stóp wysokości, co jest wynikiem o tyle imponującym, że bardzo niewiele istot może się z nią wtedy równać. Jej łączną długość wraz z ogonem można natomiast oszacować na całe czterdzieści stóp.
W tej postaci jednak Arrisa nieszczególnie przypomina zwyczajne jaszczurki i to nie tylko pod względem rozmiarów. Jej łeb wydaje się być nie osadzony na szyi, a raczej na wężopodobnym tułowiu z którego to wychodzą kończyny. Oprócz tego wydaje się być dziwacznie niekształtna. Jej pysk jest krótki i spłaszczony, a mimo to nadzwyczaj szeroki. W jej otwartej paszczy można zobaczyć szeregi naprawdę ostrych i prawdopodobnie groźnych zębisk, a także długaśny, często wystawiony na zewnątrz wąski jęzor. Jej oczy również nie przypominają typowo gadzich, są otoczone okrągłymi, łuskowymi kręgami ochronnymi, które pozostawiają jedynie niewielką przestrzeń, przez którą rzeczywiście może patrzeć, jednak owe kręgi są ruchome, co zdecydowanie ułatwia jej życie. Na szczycie jej łba są dwa kościane kolce wysuwające się z jej czaszki, które dalej przechodzą w imponujący grzebień w kolorach podobnych co jej łuski, przechodzący przez całe jej ciało aż do ogona.
Jej łuskowy pancerz również przyciąga uwagę swoją wyjątkowością, pomimo tego że jego kolory zdecydowanie były dobrane tak by ułatwić ukrywanie się wśród dziczy. Jej łeb jest głównie koloru piaskowej żółci, poprzecinany jasnym pomarańczem i lekko jaskrawą zielenią na poziomie oczu. Dalej pomarańczowe pasy rozlewają się nieco po barkach i przez jakiś czas trwają przy grzebieniu, lecz dalej kolorem dominującym staje się łagodnie morska zieleń. Gdzieniegdzie na łapach można dostrzec odcienie pomarańczu, oraz pojedyncze żółtawe łuski, lecz poza tym nie ma już żadnych szczególnych wariacji.



Postać wilka:
Ta postać maie jest już zdecydowanie normalniejsza od jaszczurzej... w sumie pod każdym względem. Jej rozmiar jako wilczycy w zasadzie nawet nie wykracza poza normy, nie jest ani szczególnie duża, ani przesadnie mała. Wygląda w sumie całkiem normalnie, choć z paroma niewielkimi wyjątkami. Jej futro posiada przyjemny, śnieżnobiały odcień. Jest to raczej dość rzadko napotykamy kolor umaszczenia u wilków, u których dominują raczej odcienie szarości, chociaż raczej trudno jest to nazwać fenomenem.
Najbardziej rzucającą się w oczy cechą szczególną wilczycy są dwa niezbyt duże rogi, kształtem przypominające trochę te jelenie. Nie mają w zasadzie żadnego szczególnego zastosowania, choć nie przeszkadza im to w egzystowaniu. Drugą, znaczną różnicą pomiędzy nią a wilkami jest fakt, że posiada zaledwie jedno, lewe ucho. Po drugim natomiast nie ma nawet śladu, blizny, czy czegokolwiek co sygnalizowałoby że kiedyś mogło tam być. Trzecią różnicą, którą prawdopodobnie dałoby się zauważyć, że wilczyca ma niesamowicie puchatą, odstającą od ciała gęstą sierść, która przypomina raczej rozczochranego psa arystokraty niż żyjącego w lesie wilka. Ostatnią, najmniej widoczną różnicą są jej całkowicie pokryte bielmem oczy. Wilczyca w rzeczywistości nie posiada w oku tej osobliwej substancji, odpowiedzialnej za odbieranie obrazu i jest po prostu ślepa. Nie wiadomo właściwie dlaczego jej postać przetrwała do teraz w takiej formie. Kto wie, może to był defekt który wkradł się wraz z zapomnieniem?



Postać ptaka:
Można bezpiecznie powiedzieć, że ta postać jest najnormalniejsza ze wszystkich jakie posiada Arrisa. Przybiera ona bowiem wtedy formę gila, o jaskrawym upierzeniu. Niewielki ptak nie wygląda jakoś niezwykle, jest raczej zupełnie naturalny. Jaskrawe, czerwone upierzenie na brzuchu, szarawe piórka na grzbiecie, czarne nóżki i dziób, oraz trochę czerni na końcach skrzydeł i ogona. Zupełnie nic nadzwyczajnego.

Historia

Mętne światło kilku świec pełgało żwawo po drewnianej ścianie i deskach stołu. Jasny poblask z rozpalonego pieca tańczył na podłodze, a wraz z nim do pary tańczyły cienie nóg stołów, krzeseł i ludzi. W powietrzu wisiał ten dobrze znany, nieokreślony zapach, niby nieprzyjemny, a zarazem swojski, który sam w sobie potrafił przyciągać do siebie prawie każdego mężczyznę. Drobne kłęby dymu wisiały zaraz przy sklepieniu, sprawiając wrażenie że pomimo całkiem gęstego oświetlenia w pomieszczeniu było niemalże całkiem ciemno. Wydawało się jednak że zupełnie nikomu to nie przeszkadzało, bowiem w obliczu zawieruchy i strug deszczu uderzających z furią w powierzchnię ziemi wnętrze karczmy było wielokrotnie bardziej atrakcyjne niż jakiekolwiek inne miejsce we wsi. Wraz z nawałnicą raz po raz przelatywały pioruny, których blask i huk skutecznie odwodził ludzi od wychodzenia na zewnątrz. Atmosfera miejsca i sytuacji natomiast sprawiała, że pomimo tego iż karczmarz dnia dzisiejszego gościł o wiele więcej osób niż zazwyczaj, w budynku niemalże nie było słychać żadnych rozmów. Nawet kufle z miodem zdawały się sprzedawać gorzej niż zazwyczaj.
Względna cisza nie była jednak spowodowana tylko niespotykanie wielką i potężną burzą. Wewnątrz znajdowały się dwie, nieznane lokalnym bywalcom osoby. Obydwie były na swój sposób wyjątkowe i obie budziły w swoim otoczeniu aurę uległości, choć ze zgoła innych powodów. Na tym właśnie kończyły się ich podobieństwa i próżno byłoby ich szukać więcej.
Pierwszy z tej wyjątkowej jak na to miejsce dwójki był wysoki mężczyzna stojący na środku sali. Ubrany był w piękne, nowe i sięgające prawie do kolan kozaki, oraz jaskrawy, odrobinę schodzony kontusz w kolorach czerwieni i pomarańczu. U jego boku wisiała przypasana szabla, a na plecach zawiesił sobie kołczan pełen strzał, chociaż łuku nie było nigdzie widać. Spod kapelusza o zaskakująco szerokim rondzie wystawały ostrzyżone i ułożone pukle kruczoczarnych włosów. Znad kapelusza wystawało zatknięte zań orle pióro. Kwadratową i dość przystojną szczękę mężczyzny zdobił skrupulatnie ostrzyżony zarost. Spod kapelusza spoglądały niebieskie, inteligentne i trochę chciwe oczy, lecz generalnie szlachcic sprawiał wrażenie przyjaznego i raczej porządnego człowieka.
Był on tutaj widokiem wyjątkowym, ponieważ nieczęsto widywało się w tym przybytku ludzi szlachetnie urodzonych ani również posłów, podczas gdy mężczyzna ów zaliczał się do obydwu tych kategorii. Krążyła plotka że jechał właśnie z poselstwem do namiestnika pobliskiego kasztelu, lecz właściwie nikt nie wiedział tego na pewno. Żaden człowiek obecny w karczmie nie wpadł też na wątpliwie świetny pomysł żeby go o to zapytać. Czy po prostu nie pomyśleli, czy byli na tyle inteligentni, żeby nie mieszać się w sprawy które ich nie dotyczyły, to już była kwestia sporna. Wiadomo było jednak na pewno, że gdzieś niedaleko zaskoczyła go noc i deszcz, dlatego też zatrzymał się właśnie tu w zajeździe i postanowił przenocować. Mężczyzna swoją niezwykłością wzbudzał powszechną uwagę, do tego stopnia że nie ważne gdzie stanął, nieustannie dookoła niego były jakieś trzy stopy wolnego miejsca, tak bardzo schodzono mu z drogi. Wiele osób też nie spuszczało z niego wzroku, czy to spodziewając się że postawi wszystkim kolejkę, czy też po prostu żeby przyjrzeć się dokładnie bogatemu strojowi.
Drugi niezwykły gość nie wyróżniał się wyglądem aż tak bardzo jak pierwszy, jednak z powodzeniem ściągał na siebie tyle samo uwagi, jeżeli nawet nie więcej. Jest pewna grupa osób, którą bez najmniejszych problemów można na pierwszy rzut oka zidentyfikować. Pomimo iż mężczyzna usiadł w najdalszym kącie karczmy, zaraz ciżba zorientowała się że jest bardem i poetą zarazem. Po prawdzie na sobie miał zwyczajny, szary płaszcz i koszulę, które niczym szczególnym się nie wyróżniały. Miał za to jednak w swoim bagażu futerał na lutnię, z instrumentem w środku, co zdecydowanie nie umknęło niczyjej uwadze. Oprócz tego jego buty były wykonane z nowiutkiej, czarnej skóry, z pięknymi złotymi sprzączkami. Nie ulegało wątpliwości że w swoim bagażu miał zdecydowanie bogatszy ubiór niż to co miał teraz na sobie. Bard też był tutaj przejazdem, o czym świadczył kary wierzchowiec przywiązany w pobliskiej stajni, którego parę osób widziało zanim zdążyli wejść do środka.
Jasnowłosy grajek nie wydawał się skory do snucia opowieści, recytowania poematów czy gry na lutni. Wydawało się że przyszedł tu jedynie by znaleźć schronienie przed deszczem i nie przypuszczał, że natrafi na jakąś publiczność. Jednakże ludzie wokół niego patrzyli nań wyczekująco, raz po raz rzucając spojrzenia na boki na swoich kompanów. Atmosfera do opowieści była wręcz idealna, deszcz szumiący na zewnątrz, ciepłe palenisko którego płomienie przyjemnie grzały całe pomieszczenie. Jedynie bard zdawał się tego nie zauważać i spokojnie opróżniał zawartość swojego kufla. I gdy wreszcie puste naczynie uderzyło o deski stołu, ktoś postanowił wreszcie rozładować atmosferę oczekiwania. Sposobność ku temu była wręcz idealna. I jak się okazało, pierwszym który wpadł na taki pomysł był właśnie szlachcic.
- Drogi panie poeto! - rozbrzmiał w karczmie głośny, tubalny głos. Mężczyzna w kontuszu zbliżył się trochę w stronę rogu pomieszczenia, podczas gdy ciżba schodziła mu z drogi. Rozłożył lekko ręce na boki, sygnalizując tym samym że ma coś do powiedzenia. - Chciałbym pana uprzejmie poprosić, by umilił nam pan wieczór swoim zapewne wybitnym kunsztem i uraczył jakimś popisem! Jest pan przecież człowiekiem rozsądnym, a taką okazję przepuścić to szkoda! - z tymi słowami szlachcic mrugnął doń porozumiewawczo, choć zdecydowanie na pokaz, oraz zadzwonił sakiewką.
Bard, usłyszawszy te słowa, wyciągnął ręce do góry i przeciągnął się mocno nie wstając nawet z krzesła, zupełnie tak jakby czegoś takiego się spodziewał. Przez chwilę nie mówił nic, jakby rozkoszując się chwilą, po czym spojrzał na swojego rozmówcę.
- Prawdę mówisz, że okazji szkoda, lecz trunku brak, a gardło szybko wyschnie nim jedną opowieść skończę. - odparł poeta.
- O to już się waćpan nie martw! - odrzekł mu szlachcic. Zaraz potem podszedł do kontuaru i zamówił dwa duże kufle najlepszego miodu pitnego jaki tylko był do zakupienia. Nie minęła chwila, a zajął miejsce obok barda, stawiając przed sobą obydwa naczynia.
- Jak pana zwą, szlachetny mężu? - zapytał poeta, najwyraźniej zaciekawiony osobą posła.
- Zwą mnie Lando von Gertez z rodu Shynta. - odparł z dumą szlachcic, wypinając pierś kiedy prezentował swoją godność, czym wzbudził powszechny podziw wszystkich stałych bywalców karczmy. - A pańskie nazwisko?
- Jam jest Korysa, wielki poeta Valladonu. Miło jest usiąść przy stole w tak zacnym towarzystwie.
- Z wzajemnością. Co więc pan zamierza nam zaprezentować dzisiejszego wieczoru?
Poeta wziął krótki łyk ze swojego kufla, po czym uśmiechnął się, czując w ustach przyjemny smak. Spojrzał potem w bok, na swojego rozmówcę. Wyglądał mu na dobrego słuchacza. Zastanowił się chwilę nad odpowiednią historią na dzisiejszy wieczór. Nagle przypomniała mu się lokalna legenda, coś związanego z tym miejscem i okolicami. Była ona nad wyraz interesująca, toteż postanowił właśnie od niej zacząć. A potem? Kto wie, zobaczy się jak na historię zareagują słuchacze, a przede wszystkim szlachcic.
- Zna pan legendę o Samotnej Skrzypaczce? - zaczął poeta.
- Nie, jeszcze nie było mi dane usłyszeć tej historii. - odpowiedział szlachcic, pociągając łyk miodu ze swojego kufla.
- Tak więc wysłuchajcie proszę tej opowieści... - zaczął powoli swoją historię bard, podczas gdy wszystkie oczy w karczmie skierowały się w jego stronę...



Zabójczy rytm, dyktowany przez oszalałe z przerażenia serce. Jak najdalsze skoki przez usianą niezliczonymi kałużami ulicę. Niezliczone oddechy następujące po sobie zbyt szybko by odnieść jakikolwiek skutek. Przemoczone deszczem i błotem ubrania, które tylko marzyła by z siebie zrzucić. Nie mogła tego zrobić. Biec, biec cały czas przed siebie i nigdy nie zwolnić. Nie było innej drogi, nie było innego sposobu. Musiała biec. Nie wołać, nie prosić o pomoc. Marnowanie oddechu i narażanie niewinnych. Musiała biec. Tempo, należy trzymać tempo. Wspomagać rękoma, utrzymywać równowagę. I nigdy się nie zatrzymać. Tak jakby goniła ją sama śmierć. Boże, gdyby tylko to nie była prawda...
Dziewczyna wypadła na skrzyżowanie. Nie wahając się ani chwili rzuciła się w lewo, wskakując po drodze do gigantycznej kałuży. Nie wolno było jej się zatrzymywać. Nie teraz, kiedy zaszła już tak daleko. Nie mogła się poddać. Jej oddech nie chciał jej już słuchać, każdy kolejny palił niemiłosiernie, nogi odmawiały posłuszeństwa, a serce groziło wyrwaniem z piersi i powrotem w terminie nieokreślonym, co w pewnym sensie znaczyło tyle co nigdy. Nie zatrzymała się jednak i próbując znieść bóle cielesne parła dalej przed siebie, próbując uciec. Łudziła się nadzieją, liczyła że zdoła jakoś się wymknąć. Chciała uciec, schować się, zrobić cokolwiek by umknąć swoim oprawcom.
Jednakże wraz z upływającym czasem, przemęczona dziewczyna zwalniała coraz bardziej, nie będąc w stanie wytrzymać aż tak morderczego tempa. Niedługo ledwo starczało jej sił aby ledwie truchtać naprzód, lecz potem było już tylko gorzej. Płuca makabrycznie domagały się paru oddechów świeżego powietrza. Nogi nie dawały już się unieść, tak bardzo była wycieńczona. Musiała biec dalej, chociaż już nie mogła. Nie była w stanie dalej uciekać. Pozostawało więc tylko jedno. Ukryć się.
Dziewczyna zawlekła się za załom budynku, wciskając się w niewielką przestrzeń. Znalazła się w małej, może na dwie stopy szerokiej wnęce pomiędzy drewnianymi ścianami domów. Na samym końcu od świata odgradzała ją kolejna, tym razem jednak kamienna ściana. Z dachów domów nieustannie spływała brudna woda, która pokrywała całą dolną powierzchnię wnęki całkiem głęboką kałużą. Gdzieś w rogu dało się czuć pływające pomyje. Krótko mówiąc, nie wybrała sobie najlepszej kryjówki, ale lepsza była taka niż żadna. Ważne było tylko to aby przeczekać, nie dać się znaleźć. Jak Bóg da, następnego dnia będzie już daleko stąd, bezpieczna. Nie będzie musiała już obawiać się o swoje życie.
Wtem usłyszała na ulicy tuż obok zbliżające się w szybkim tempie kroki. Były nieregularne i zdecydowanie zbyt szybkie by należeć do tylko jednej osoby. Byli tutaj.
Dziewczyna przylgnęła do bocznej ściany wnęki, po czym wstrzymała oddech. Nie wiedzieli o niej. Wystarczyło zachować ciszę a z odrobiną szczęścia nawet tutaj nie spojrzą. Kroki zbliżały się jednak i zbliżały. Spokojnie, przecież ulica jest jedna. Przecież musieli nią iść. Nie było powodu żeby się denerwować na zapas. Przejdą tylko i będzie mogła im uciec w drugą stronę. Wystarczyło jedynie wstrzymać oddech i nie rzucać się w oczy...
Nagle tuż obok rozległ się trzask drewna, na myśl przywodzący wbijanie czegoś. Naraz podskoczyła w miejscu ze strachu, rozchlapując wodę w której stała. Zaraz mimowolnie skojarzyła sobie ten z jakimś ostrym narzędziem i własnym ciałem. Wtedy spanikowała. Co jeżeli usłyszeli? Czy któryś ją tu zauważył? Niemożliwe, przecież nawet nie wychynęli za róg... Jednak fakt przybicia czegoś do drewna przerażał ją bardziej niż sama perspektywa. Dobrze wiedziała, że przy każdym trupie mordercy pozostawiali swój znak. Zawsze jeden, zawsze tuż obok. Zatem musieli wiedzieć.
Dziewczyna zaczęła rozpaczliwie rozglądać się za jakąś możliwą drogą ucieczki. Była w ślepym zaułku. Kamienna ściana była zbyt wysoka żeby zdołała się po niej wspiąć. Dachówki budynków po bokach również były poza jej zasięgiem. Okien ani piwniczek natomiast nie było żadnych. Po cholerę ktoś robił taki ślepy zaułek? Przecież tutaj nic nie było! Niemożliwe żeby to istniało tu bez powodu. Z głębi jej umysłu wypłynęło wspomnienie opowieści, w której w ścianie ukryto sekretne przejście. Może i tutaj było coś takiego? Wprawdzie nie bardzo w to wierzyła, lecz w tym momencie była to jedyna rzecz, która mogła ją jeszcze uratować.
W momencie dopadła do ściany, rozchlapując wodę na boki. Zaczęła rozpaczliwie obmacywać kamień po kamieniu, próbując znaleźć jakikolwiek znak świadczący o istnieniu ukrytego przejścia. Żaden jednak nie ruszał się w ścianie, wszystkie zdawały się solidne i nieprzesuwalne. Przecież to nie możliwe! Pomyślała.
Wtem zaraz za jej plecami rozbrzmiały chlupnięcia wody. Dziewczyna zamarła w miejscu na ten dźwięk. Poczuła w brzuchu ognisty ból zdenerwowania, uczucie którego doświadczyli tylko ci, których kiedykolwiek złapano w trakcie ucieczki. Powoli obróciła się, żeby doświadczyć spotkania ze śmiercią.
- No proszę, znalazła się nasza zguba. - mruknęła cicho zamaskowana postać kultysty. Odziana była w szaty kultu, coś w rodzaju habitu, lecz oznaczonego przez duży czerwony symbol na przedzie. Na głowie miała kaptur, spod którego widać było jedynie białą maskę bez żadnego wyrazu. Nie można było powiedzieć, kim właściwie była ta postać. Zaraz za nią natomiast stały dwie kolejne, wyglądające niemalże identycznie, wyłączając położenie symbolu na habicie, sygnalizując że ten stojący na przedzie był ważniejszy. Dziewczyna spojrzeniem sięgnęła nawet dalej, lecz tam już nie było nikogo. Ani kultystów, ani ratunku, ani nawet świadka właśnie zachodzącego zdarzenia. Jedynym, kto oprócz nich mógł zobaczyć nadchodzącą śmierć był niewielki, czerwonobrzuchy ptak, który akurat teraz postanowił przysiąść na krawędzi jednego z dachów. Nawet przez myśl jej nie przeszło że spotkanie gila o tej porze roku i w dodatku przy takiej pogodzie jest prawie niemożliwe.
- To nie potrwa długo. Nie masz się o co martwić. To w zasadzie łaska, którą ci okazujemy. - oświadczył mężczyzna na przedzie, zgrabnym ruchem sięgając pod szatę i wysuwając stamtąd przerażający, ząbkowany sztylet. Broń była długa, zakrzywiona i zdecydowanie kunsztownie wykonana. Skropiona kroplami deszczu stal połyskiwała lekko w słabym świetle, kiedy ostrze zbliżało się w jej stronę. Dziewczyna przylgnęła plecami do ściany, instynktownie próbując jak najbardziej oddalić się od zagrożenia. Nie miała jednak gdzie uciekać. Ściana była pionowa, niemalże płaska. Nie mogłaby się po niej wspiąć na górę. Nawet pomimo tego że teraz pragnęła tego najbardziej na świecie.
A więc to koniec. To tutaj skończy - przebita na wylot i podlewająca i tak już gigantyczną kałużę własną krwią. Kultysta powiedział że to nie potrwa długo, ale czy mogła mu w to uwierzyć? Skąd wiedział, ile czasu będzie umierała? Jak wielu już zabijał, aby posiąść taką wiedzę? Wiedziała jednak że została pokonana. Raz na