Oglądasz profil – Morengvarg

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Nazywają się Morengvarg, lecz gdy chodzi tylko o jednego z nich są to Moren albo Gvarg.
Rasa:
Hybryda smoka i hydry
Profesje:
Płeć:
Nieokreślono
Wiek (w latach):
78 lat
Wygląda na:
0 lat

Aura

Dziw potrafiący wprawić w zdumienie nawet osoby, które od małego zajmują się odczytywaniem aur. Na daremno albowiem szukać drugiej takiej na Alaranii. Ta dosyć silna aura albowiem w istocie jest dwiema, ściśle ze sobą związanymi emanacjami, z których każda na zmianę przybiera na sile i objawia się potężnym pulsem po to jedynie aby zaniknąć w rozbłysku drugiej aury, czekając by powrócić w nieskończonym cyklu. Pierwsza jest spokojem, druga jej zaprzeczeniem. Kolejne rozbłyski swym kontrastem potrafią przytłoczyć nawet potężny umysł. Spokojna aura ma kobaltową barwę i roztacza wokół siebie stabilną, lekko falującą poświatę barwy ametystu. Nie wydaje z siebie żadnego dźwięku, a wręcz przeciwnie – zdaje się je pochłaniać, wybuchając niezwykłą ciszą. A gdy się pojawia, usta obserwującego wypełnia lepki, łagodny smak. Jeśliby ktoś był dostatecznie szybki, zdołał uchwycić chwilę i dotknąć aury, odkryłby że jest giętka i dosyć twarda, jednak prędko także poczułby jej ostre krawędzie. Niedługo po niej zaś pojawia się druga – lecz pierwsza nie zanika, a raczej tłumiona jest przez kontrast swej następczyni. Tej powierzchnia raczy podobnymi wrażeniami, jednakże brak jej ostrości, zasępionej przez tępe krańce. Przynosi ze sobą huk uderzenia młota, nie najgłośniejszy, jednak po dziwnej ciszy potrafiący przyprawić o chwilową głuchotę. Aura ta, oblana topazową, szalejącą niczym fale morskie poświatą jest połyskująco żelaznej barwy, a posiada dosyć pikantny smak. Niezależnie od tego, która emanacja właśnie dominuje, w jej otoczeniu da się dostrzec trudny do określenia zapach, a właściwie całą gamę zapachów, niemal równie przytłaczających, co niespotykana aura.
Nazwa użytkownika:
Morengvarg
Grupy:
Inne Postacie:
Skierra, Ferren, Nanwe, Squamea, Sargybinis, Arrisa
Martwe postacie:
Calvemir, Ringlid
Płeć:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Morengvarg

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 lat temu
Ostatnio aktywny:
5 dni temu
Liczba postów:
17
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.02)
Najaktywniejszy na forum:
Równina Drivii
(Posty: 7 / 41.18% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Wzgórza] Dwa bardzo dziwne smoki oraz kot
(Posty: 7 / 41.18% wszystkich postów użytkownika)

Atrybuty

Umiejętności

PływaniePodstawowy
[Moren, Gvarg]
PolowanieOpanowany
[Moren, Gvarg]
PrzetrwanieOpanowany
[Moren, Gvarg]
Targowanie sięBiegły
[Moren]
TropienieBiegły
[Gvarg]
Zastawianie pułapekOpanowany
[Moren]
Wiedza ogólnaBiegły
[Moren]
JubilerstwoOpanowany
[Moren, Gvarg]
Walka wręczBiegły
[Moren, Gvarg]
Poezja i zagadkiMistrz
[Moren]

Cechy Specjalne

Co dwie głowy to nie jednaZaleta
To przysłowie jest używane powszechnie i dość często. Ale jakie ma to odzwierciedlenie w praktyce — wystarczy spojrzeć na Morengvarga. Smok, o dwóch, niemal nieustannie kłócących się głowach. Zdecydowanie nie sprzyja to myśleniu ani zasadzie niczemu innemu. Jednym z niewielu plusów czegoś takiego jest zdolność do obserwowania jednocześnie dwóch punktów po przeciwnych stronach świata. No i, ewentualnie raz na jakiś czas dodatkowa para szczęk rzeczywiście się przydaje.
Cechy rasoweDar
Morengvarg, nie licząc tego, iż ma dwie głowy, jest raczej normalnym smokiem. Smukła budowa ciała pozwala na zgrabne latanie, a mimo to nie odbiera mu powszechnie otaczającej go aury strachu. Obie głowy potrafią również ziać ogniem, choć najprawdopodobniej w wyniku mutacji zdolność ta utraciła na sile i nadaje się co najwyżej do rozpalania ogniska. Niestety utracili zdolność do przemian, które to nie chciały zajść poprzez gen hydry. Za to jednak w sposób dla smoków naturalny nauczyli się mowy smoków.
Gen hydryDar
Trudno ocenić, czy bycie spokrewnionym z hydrami wyszło im na dobre. Z jednej strony, połączenie to osłabiło ich smocze zdolności i możliwości. Na przykład choćby smoczy ogień, którym prawie w ogóle nie potrafią się posłużyć, lub wyraźnie mniej wytrzymałe łuski. Z drugiej jednak strony, to samo powiązanie daje im zdolność do niewiarygodnie skutecznej regeneracji tkanek. Nie wiadomo jeszcze, czy sięga to aż regeneracji kończyn, ale na pewno pozbywa się mniejszych ran w ciągu godziny lub dwóch, a większych i poważniejszych w ciągu kilku dni. Regeneracja kończyn nie jest jednak możliwa, przez wzgląd na błąd w wykonywaniu eksperymentu.

Magia

PustkiMistrz
[Moren] Dobra iluzja nigdy nie jest zła. Moren, jako osoba zapobiegawcza nauczył się tej dziedziny, aby zarówno on, jak i jego brat mogli się jakoś udzielać społecznie bez obaw, że w pewnej chwili ktoś zadźga ich nożem z powodu ich inności. Jego iluzje są często bardzo wyrafinowane oraz niesamowicie realistyczne, w czym dodatkowo pomagają mu bransolety. Przejrzeć je są w stanie jedynie smoki oraz osoby bardzo dobrze znające magię pustki.
MocyUczeń
[Gvarg] Jedyna dziedzina, jaka odpowiadała Gvargowi, rzecz jasna opierała się w sporej części na możliwościach destrukcji. W niewielkiej mierze wpływ na tę decyzję miała możliwość bardziej precyzyjnego latania. W każdym razie Gvarg potrafi rzucać zaklęcia typowe dla tej dziedziny na niewielką skalę.

Przedmioty Magiczne

Bransolety z brązuArtefakt
Prezent podarowany mu swego czasu przez czarodziejów. Dzięki nim, iluzje tworzone przez właściciela stają się jeszcze bardziej realne, zdają się nawet mieć smak, zapach, a nawet dźwięk. Korzysta z nich jednak tylko Moren, gdyż bransolety nie potrafią uczynić nic innego.

Charakter

Opisanie charakteru Morengvarga może okazać dość skomplikowanym. Przede wszystkim bowiem należałoby zaznaczyć, że Morengvarg to tak naprawdę dwie osoby, o diametralnie różnych poglądach. Są to Moren i Gvarg, bo tak właśnie przedstawiają się osobowości dwugłowego smoka.

Moren, który urzęduje w lewym łbie, jest osobą raczej spokojną. Jest intelektualistą i lubi najpierw przemyśleć swoje działania, zanim jakieś podejmie. Jest raczej ostrożny w swoich działaniach, nie robi niczego pochopnie. Najchętniej nie wchodziłby z nikim w konflikty, ponieważ dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że zwykle do niczego go to nie doprowadzi. Stara się również nie oszukiwać, uważając to za niegodne i niewłaściwe. Posiada własną moralność, która swoim ukształtowaniem wskazuje raczej na honor i uczciwość.

Moren jest miłośnikiem mądrości i wiedzy. Gdy tylko nadarza się okazja, zawsze chwyci się za jakąś książkę, chcąc nauczyć się czegoś nowego. Ma dużo szacunku dla czarodziei, kapłanów, bibliotekarzy, czy innych, dobrze wykształconych osób. W jego mniemaniu, im bardziej ktoś wykształcony, tym bardziej jest wartościowy. Przez pewien czas nawet starał się namówić Gvarga do nauki, ale z dość mizernym skutkiem. Między innymi z tego powodu to on bierze na siebie odpowiedzialność za iluzję, która ukrywa ich niezwykłość w ludzkiej postaci, w obawie, że prezentowanie się z dwoma głowami wszem i wobec może im nie wyjść na dobre. Oprócz tego, gdy jako człowiek się z kimś spotykają, to właśnie Moren dochodzi do głosu, nakazując Gvargowi milczeć, żeby nie wywołać problemów.

Gvarg natomiast, wcale nie wydaje się tak spokojny, jak jego brat. Czasami wydaje się, że umysł odziedziczył po ojcu, a nie po matce - smoczycy. Gvarg jest raczej postacią niecierpliwą. Nie lubi, kiedy musi czekać na coś, czego by chciał. Dlatego też zwykle niczego nie planuje i stara się iść na żywioł, nie chcąc marnować czasu. Nie lubi planowania i uważa, że jest co najmniej mało przydatne, jeżeli niezbędne. A więc Gvarg pod wieloma względami przypomina z charakteru lustrzane odbicie brata — czyli zupełnie odwrotne. Choć wydawać by się mogło, że dwie tak bliskie sobie osoby (nawet w sensie dosłownym) będą myśleć podobnie, to jest to całkowicie nieprawdziwa teza.

Gvarg bowiem ma w sobie coś pierwotnego. Sprawia to, że nie przepada za nauką, mając ją w pogardzie, a większe poważanie posiada dla siły w wielu postaciach. Nie znosi ludzi nauki, którzy bez przerwy wymądrzają się inteligentnymi określeniami, woli trzymać raczej z wojownikami — i tak jak oni chętnie wchodziłby do karczmy i tam się upijał. Co działoby się dalej — trudno powiedzieć, gdyż zwykle przeszkadza mu w tym Moren, co strasznie go irytuje.

Moren w ogóle na niewiele rzeczy mu pozwala. Chciałby najwyraźniej, żeby on siedział cicho przez cały czas, nie odzywał się i nie przeszkadzał mu w tym, co robi. I właśnie dlatego Gvarg robi mu na przekór — denerwuje, irytuje, a gdy sytuacja nie jest niebezpieczna, to nawet zdarza mu się ignorować jego polecenia. Czasami też na złość przeszkadza mu w kontrolowaniu ciała. Wszystko to po to, żeby Morena zirytować i zdenerwować. Ponieważ czasami nawet się to udaje, a wtedy dochodzi między nimi do walk — na kły, rogi, czasem łapy. Wynik jednak prawie nigdy nie jest jednoznaczny. Jest to dla niego irytujące, ponieważ jeszcze nigdy nie zdołał w niczym pokonać brata.

Nie znaczy to jednak, że są różni pod każdym względem. Oba smoki żywią głębokie zamiłowanie do skarbów. Obaj potrafią czasami godzinami wpatrywać się w złoto i błyskotki, podziwiając każdy, nawet najmniejszy ich detal. Czasami też, żądza skarbów jest tak silna, że nawet Moren nie jest w stanie się przeciwstawić. Wtedy wszystkie jego zasady idą w niepamięć, gdyż liczy się tylko złoto... Nie tylko ta jedna cecha jest u nich wspólna. W wyniku napadu na posiadłość szlachcica pod wpływem żądzy złota ściągnęli na siebie kłopoty. Wiedzą, że ten szlachcic czyha na ich życie. Obaj również uważają, że należy się go pozbyć. Moren sądzi, że tak będzie po prostu bezpieczniej, a Gvarg... On po prostu chce zemścić się za jedną, niemalże przegraną przez nich walkę, z której ledwo zdołali zbiec. Dlatego też Gvarg nie cofnie się przed niczym, aby dopaść owego szlachcica. I tym razem Moren nie zamierza mu w tym przeszkadzać...

Wygląd

Wygląd Morengvarga należałoby chyba zacząć opisywać od postaci, w której najczęściej się ukazuje. Dlatego też pierwszą, jaką w ogóle opiszę, będzie jego smocza forma.

Hybryda nie jest dość dużych rozmiarów. Porównywanie go z największymi smokami bowiem byłoby niczym przyrównać owada do człowieka. Jednak nie jest też taki znowu mały — jest na około siedem stóp szeroki, długi na jakieś czternaście, nie licząc ogona. Kiedy się wyprostuje, osiąga wysokość jakichś siedemnastu, może osiemnastu stóp, a jego maksymalna rozpiętość skrzydeł to całe czterdzieści dwie stopy.

Wiadomo jednak, że to nie po rozmiarach powinno oceniać się smoka. Właściwie to najlepiej w ogóle go nie oceniać, bo może się to nie najlepiej skończyć. Ostatnim, co delikwent by zobaczył, byłyby jasnofioletowe łuski, oraz ostre jak brzytwy kły. Najprawdopodobniej nie byłaby to zła śmierć, gdyż na pewno byłaby szybka.

Jest jednak szansa, niewielka, ale zawsze, że Morengvarg powstrzyma się od ataku. I to w sensie całkowicie dosłownym. Smok ten jest bowiem ewenementem, jedynym w swoim rodzaju. Posiada on aż dwa łby, z których każdy zachowuje się inaczej, po swojemu. Są one osadzone na długich, giętkich szyjach, uzbrojonych w zestaw ostrych, kolczastych wyrostków, które zresztą występują u niego na całej długości kręgosłupa. Takie same kolce ma również na końcu ogona, które pełnią funkcje obronne, a Morengvarg czasami wykorzystuje je niczym maczugę. Oprócz tego, obie szyje mają wykształcone specjalne wyrostki, połączone błoną taką samą jak u skrzydeł. Pełnią one funkcje stateczników podczas lotu, podobnie zresztą jak wyrostki w dolnej części tułowia Morengvarga, oraz niemal identyczne na ogonie. Dzięki temu Morengvarg mimo nie do końca pomocnych podczas lotu dwóch łbów doskonale radzi sobie w powietrzu.

Łby smoka są wydłużone i płaskie. Z tyłu każdej z nich wyrastają długie, stworzone z twardej substancji czarne rogi. W paszczach smoka prezentują się okazałe kły, które źle wróżą jego wrogom, tym bardziej iż posiada dwa komplety. W miejscach, gdzie znajdują się otwory uszne również pojawia się błona, jak u skrzydeł, która poprawia zmysł słuchu smoka. Mimo iż z pozoru wyglądają one podobnie, to jednak różnią się od siebie. To dlatego, że prawy łeb smoka ma niewielki złoty kolczyk wbity w błonę ucha. Jest on jednak na tyle nieduży (w porównaniu do smoka), że jest prawie niewidoczny. Kolejną zauważalną różnicą są oczy. Te bowiem mają kolor intensywnie zielony u lewego łba oraz jaskrawożółty u prawego. Tylko po tym oraz zachowaniu można odróżnić dwie osobowości smoka, z których każda ma dla siebie jeden z łbów; Morena i Gvarga.

Gdy Morengvarg napotyka na swojej drodze ludzi, to z inicjatywy Morena smok zazwyczaj ukrywa się za iluzją, która sprawia wrażenie, jakby był przezroczysty. Nie jest to jednak wszystko, gdyż czasami nawiązuje z ludźmi kontakty — również za pomocą iluzji. Najczęściej korzysta z jednej, swojej ulubionej, choć zdarza mu się tworzyć inaczej wyglądające ułudy. Iluzja ta przedstawia młodego mężczyznę, który wygląda, jakby już wiele przeszedł. Jest średniego wzrostu i pod tym względem nie wyróżnia się specjalnie spośród innych ludzi. Za to sporo uwagi przyciągają ku niej zwykle kolorowe ubrania, imitujące te z bogatszych rodów szlacheckich. Iluzja ta nosi iluzoryczną broń, choć mimo tego faktu i tak budzi respekt. Twarz tej iluzji przypomina prawie idealną, choć nie do przesady. Oczy zwykle zmieniają kształt na ludzki, przybierając zielonkawo — żółty kolor tęczówek. Włosy wtedy bardzo zadbane i uporządkowane. A jedyną wadą takiego rozwiązania jest to, że jest to nieprawdziwe i z pomocą dotyku można odkryć fałszywość tej iluzji.

Historia

Bogato ubrany mężczyzna, w stroju odpowiadającemu najzamożniejszym szlachcicom stał przy oknie swojego gabinetu, przyglądając się zatłoczonym ulicom Rododendronii. Jego twarz była bez wyrazu, kiedy zastanawiał się nad kolejną inwestycją, mającą powiększyć jego majątek. Machinalnie gładził ręką swoje wąsy, mając nieprzyjemne wrażenie, że są źle ułożone. Był perfekcjonistą i właśnie dzięki temu zdołał osiągnąć tak wiele. Wkrótce odwrócił się od okna, z zamiarem napisania listu z poleceniami do jednego ze swoich zarządców. Usiadł przy bogato zdobionym biurku, wartym tyle, co niemały majątek ziemski, na krześle o niewiele mniejszej wartości, po czym wziął do ręki pióro i zamoczył w kałamarzu. Przeniósł wzrok na kawałek pergaminu leżący na blacie i postawił na nim pióro, zaczynając kreślić kolejne litery.

Trzasnęły drzwi, a do środka gabinetu wpadł wysoki mężczyzna. Ubrany był w prosty strój, lecz wyraźnie przeznaczony do określonego celu. Na ramieniu miał torbę, po której bogacz poznał, kim jest gość w jego gabinecie. Był gońcem, który zdyszany i najwyraźniej obolały od jazdy w siodle dopiero co przybył na miejsce.
- Panie Alezehmerze... - powiedział goniec, z trudem łapiąc oddech. - Mam... ważne informacje... prosił pan o nie... żeby były jak najszybciej.
- Tak? - wyraźnie zainteresował się szlachcic. - A o czym to ja chciałem mieć informacje?
- To... o sam wie pan kim... tak mi powiedziano...
- Doprawdy? A cóż to? Czyżby tym nieudolnym łowcom nareszcie coś się udało?
- W zasadzie to są... dwie wiadomości... jedna dobra, druga nie...
- Dobrze. W takim razie mów, od tej dobrej zaczynając. - oświadczył Alezehmer, przybierając postawę odpowiednią do słuchania, uprzednio odłożywszy pióro z powrotem do kałamarza.
- Udało się nam zdobyć to. - Oświadczył posłaniec, sięgając do torby. Wyciągnął stamtąd coś, co przypominało niewielką księgę o średniej grubości. Miała ona barwioną na błękitno, skórzaną okładkę, oraz opatrzna była tylko wyszytymi nicią imieniem i nazwiskiem, najprawdopodobniej autora. Goniec położył księgę na biurku, po czym pozwolił się Alzehemerowi przyjrzeć z bliska. Bogacz jednak zrobił zniecierpliwioną minę, wyraźnie zdegustowany "zdobyczą".
- Co to jest? - zapytał gońca, nie bawiąc się już w słówka. - Mówiłem, żeby przychodzić do mnie z konkretami, a ty przynosisz mi to? Może jeszcze każesz mi przeczytać ten tomik?
- Sądzę, że pan przeczyta z własnej woli. Dzięki temu zdobyliśmy informacje o sam pan wie kim. Tam jest napisane o nim prawie wszystko. - nie dał się zbić z tropu goniec.
- Prawie? - zapytał Alzehemer, unosząc brew. - W porównaniu z tym co mamy, to i tak sporo...
- Dokładnie. Mieliśmy problemy ze zdobyciem tego i ponieśliśmy przy tym niewielkie straty, ale to, czego się dowiedzieliśmy, powinno nam bardzo pomóc...
- Pamiętaj, że nie interesują mnie straty, tylko wyniki. - upomniał gońca Alzehemer.
- Oczywiście proszę pana. - powiedział młodszy mężczyzna, po czym wziął do ręki książkę i otworzył gdzieś w środku. - Tutaj jest opis, o tym... stworzeniu, które chce pan złapać. Cała reszta natomiast całkiem przypadkiem wprowadziła nas na parę kolejnych, interesujących tropów. To nie był jedyny stworzony przez autora mutant, a ten dziennik jest kluczem do odnalezienia każdego z nich. Jeśli mógłbym zasugerować, to może rozdzielimy łowców na poszczególne z nich...
- Nie, nie mógłbyś. Za Morengvarga, najlepiej żywego, dostanę na czarnym rynku więcej, niż za tamte wszystkie razem wzięte. Ten stwór to unikat, jedyny w swoim rodzaju, a przez to praktycznie bezcenny. A łowców jest zbyt mało, żeby jeszcze się rozdzielali. Nie, ma zostać jak jest. Niech go szukają i sprowadzą do mnie.
- Za pozwoleniem... - zaczął goniec, ale Alzehemer wiedział o co chodziło zanim jeszcze skończył mówić. Zawsze tak było, kiedy posłaniec przybywał po całym dniu w siodle.
- Tak, możesz się oddalić i odpocząć. - oświadczył bogacz, po czym zaczął przeglądać dziennik. Jeżeli wierzyć słowom sługi, to właśnie dzięki niemu zdoła wreszcie pochwycić tego szkodnika, Morengvarga. Tak, zdecydowanie sługa nie pomylił się mówiąc, że jeszcze przeczyta to z własnej woli...

*******************************

Eksperyment numer trzy na obszarze Mrocznych Dolin.

Po dłuższym okresie braku naszej aktywności zadecydowaliśmy o zmianie tego stanu rzeczy. Ostatni eksperyment nie miał szans na przeżycie poprzez nierozważny sposób wykorzystania magicznej fluktacji. Z tego też powodu, następną celową mutację zakorzenimy w inny, bezpieczniejszy dla obiektu sposób.
Zamiar ten zapoczątkował Abenezer, dostarczywszy nam iście wyborny materiał do przeprowadzenia badań. Ledwie parę dni temu sprezentował nam smocze jajo, wielkości sporego melona. Jak się okazało, zdobył je drogą pokojową, ponieważ smoczyca będąca matką tej istoty nie posiadała partnera i nie chciała takiego mieć, a więc nie było żadnych szans, aby owo jajo zaowocowało potomstwem w sposób naturalny. Rzecz jasna, moglibyśmy znaleźć samca, który zgodziłby się je przyjąć, lecz podobna okazja mogła się już nigdy nie przydarzyć. Z tegoż powodu zadecydowaliśmy o nim jako o materiale do dalszych badań nad możliwymi mutacjami.

Dzień drugi Od Rozpoczęcia Eksperymentu. (O.R.E.)

Przeprowadzona mutacja istoty powinna wnosić dla takowej nowe możliwości. Sądzimy, że znalezienie sposobu aby ulepszyć smoka może okazać się trudne, ale nie niemożliwe. Przeprowadzone przez nas na ten temat narady jak do tej pory nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wszyscy jednak jesteśmy zgodni co do tego, że jajo powinno wykluć się w sposób naturalny, czyli poprzez znalezienie odpowiedniego osobnika, będącego jednocześnie wyznacznikiem wprowadzonej mutacji. Nie ulega bowiem wątpliwości, że ojciec obiektu badań nie może być smokiem. W takim wypadku trzeba będzie zastosować sieci zaklęć, umożliwiających na stworzenie hybrydy.

Dzień trzeci O.R.E.

Narady nareszcie zostały zakończone. Doszliśmy do wniosku, że skorzystamy z okazji iż przebywamy w Mrocznych Dolinach. Jako niezbędnik, ustaliliśmy że wykorzystamy do naszych celów hydrę. Jest to, jak na razie najlepsza propozycja do przeprowadzenia mutacji, głównie ze względu na pokrewieństwo gatunkowe, oraz na funkcjonalność takowej. Wiadomo już, że zamierzamy zachować dla obiektu większość smoczych cech, a od hydr wziąć dla niego radykalnie przyspieszoną regenerację, która, jak mamy nadzieję, przerodzi się nawet w odrastanie kończyn. Część z nas przystąpiła już do pracy nad katalizatorem energetycznym, natomiast pozostali, w tym ja, przystępujemy wkrótce do wykonywania kalkulacji. Mutacja musi być absolutnie precyzyjna, gdyż w innym wypadku obiekt nie będzie w stanie normalnie funkcjonować.

Dzień szósty O.R.E.

Obliczenia zostały ukończone, dlatego wkrótce przystąpimy do odpowiedniego przygotowania gotowego już katalizatora. Ale żeby móc do tego przystąpić, potrzebujemy materii organicznej pochodzącej z organizmu macierzystego. Z tego powodu większość z nas w tej chwili korzysta z zaklęcia, które pozwoli na ustalenie w przybliżeniu miejsca pobytu jakiejś hydry. Pozostali natomiast szykują sprzęt do grupowej teleportacji, dzięki czemu będziemy mogli szybko znaleźć się na miejscu. Najprawdopodobniej po prostu założymy tam punkt teleportacyjny, co umożliwi nam podróżowanie od siedziby bez żadnych zakłóceń.

Dzień siódmy O.R.E.

Znaleziony przez nas osobnik wygląda obiecująco. Gad jest bardzo duży nawet jak na hydrę. Ma dokładnie dwanaście łbów, przez co do obrony musieliśmy wykorzystać silniejsze zaklęcia. Gdy próbujemy się zbliżyć, agresywnie broni swojego terytorium. To dobry znak, znaczy to bowiem że osobnik jest w dobrym zdrowiu i nie zamierza tolerować intruzów. To znacznie ułatwi zadanie, można bowiem wyeliminować czynnik niespodziewanych wad chorobowych, pochodzących od organizmu macierzystego.
Zamierzamy czekać, aż jaszczur się zmęczy i sam z siebie pójdzie spać. Nie chcemy bowiem odnosić żadnych strat w wyniku ataku rozwścieczonej bestii. Jesteśmy profesjonalistami i wiemy jak należy postępować w takim jak ten przypadku. Najpóźniej jutro wieczorem zdobędziemy to, po co przybyliśmy, czyli niewielką próbkę żywej tkanki pochodzącej z tej hydry. Problem polega na tym, że musi to być osobnik płci męskiej, a tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić nawet po dość szczegółowych opisach w naszych księgach. Dowiemy się tego dopiero po uzyskaniu próbki. Jest to niezbędne, bo po wykonaniu magicznych operacji uzdatniających to właśnie ta sama hydra musiałaby zająć się tym jajem. W innym wypadku, mutant rozwinąłby się w sposób całkowicie nieprzewidywalny.

Dzień ósmy O.R.E.

Mieliśmy sporo szczęścia. Hydra rzeczywiście jest samcem, choć tą informację prawie przypłaciłem życiem. Jaszczur zbudził się podczas pobierania tkanki i ledwo zdążyłem się teleportować poza zasięg jego kłów. Ledwo też udało mi się uzyskać niewielki fragment skóry i parę łusek, czyli ilość prawie idealną do przeprowadzenia testów.
Wiadomo już, że to samiec, ponieważ gdy się zbliżyłem, sprawdziłem w jaki sposób zachowują się jego łuski pod naciskiem dłoni. Są twarde, zdecydowanie wytrzymałe. Samice mają zwykle mniej mocny pancerz, który to dużo łatwiej przebić. Poza tym, za tym faktem świadczy również specyficzny odór, oraz brak jakichkolwiek jaj złożonych w leżu.
Już wkrótce dowiemy się trochę więcej o tej hydrze, po czym dzięki rytuałowi zbalansujemy katalizator. Coś takiego nie mogłoby wyglądać inaczej, gdyż właśnie temu samcowi podłożymy gotowe jajo. Możliwe, że trzeba będzie użyć magii do lekkiej zmiany postrzegania tego osobnika, gdyż w innym wypadku nie wiemy jak zachowa się, widząc w swoim leżu nie swoje jajo. My musimy sprawić, by przyjął je jak swoje.

Tydzień drugi O.R.E.

Mamy już wszelkie niezbędne informacje, oraz gotowy katalizator. Znajdujemy się teraz na miejscu, w niedalekiej odległości od leża hydry. Teraz czeka nas zadanie najtrudniejsze - musimy zakląć jajo, żeby przyjęło się u osobnika innego gatunku. Gdybyśmy tego nie zrobili, jajo stałoby się bezwartościowe dla nauki, bowiem osobnik nie zdołałby się nawet wykluć.
W tej chwili przygotowujemy rytuał. Do uzdatnienia jaja wykorzystamy większość naszej energii, gdyż jest to proces zarówno zajmujący, jak i energochłonny. Liczymy jednak, że nasz trud się opłaci i w jakiś sposób zdołamy doprowadzić do pożądanej mutacji. Smok zdolny do regeneracji utraconych kończyn byłby niepokonany. Poza tym, mamy nadzieję, że ów osobnik wstąpi do naszych szeregów, po tym, kiedy udzielimy mu odpowiednich nauk. Jest spora szansa, że będzie uzdolniony magicznie, a ktoś taki mógłby się nam bardzo przydać.

Rytuał się powiódł! Jajo, zwykle w kolorze jasnozielonym, przybrało odcień fioletowo - granatowy, a przy tym nawet nie pękło! To ogromny sukces i krok do przodu dla nauki! Teraz wystarczy jedynie podłożyć jajo i zmodyfikować wspomnienia dorosłej hydry. Zdajemy sobie sprawę, że kiedy się zorientuje co się stało, będzie wściekła, ale nie spodziewamy się, by miało to szybko nastąpić.
Postanowiono, że to mnie przypadnie w udziale wątpliwy zaszczyt podłożenia jaja. Doskonale rozumiem, że pozostali wolą nie zbliżać się za bardzo do niebezpiecznego jaszczura, ale na szczęście mogę liczyć na ich wsparcie z dystansu. Abenezer natomiast idzie ze mną. To właśnie on oszołomi hydrę i zmieni jej wspomnienia. Pozostaje to kwestią bezdyskusyjną, gdyż znamy jego zdolności. Wiemy, że jeżeli to on wciśnie bestii kit, że to jej jajo, to stwór nie połapie się w tym przez ponad rok. Zdecydowanie wystarczająco, żeby jajo zdążyło się wykluć.

Zakorzenienie modyfikowanego jaja przebiegło bez większych trudności. Hydra przez cały czas zajęta była magicznym ognikiem Abenezera, nawet nie zauważywszy, że czarodziej właśnie zmienia jej wspomnienia. Wyglądał wtedy jak zaklinacz jaszczurów, który właśnie poskramia kolejną bestię. Po zakończeniu zadania teleportuję nas do pozostałych i zaczynamy celebrować udany eksperyment. Teraz wystarczy jedynie zaczekać...

Miesiąc szósty O.R.E.

Jaszczur z łatwością dał sobie wmówić, że ma potomstwo. Ostatnio jednak zrobił się bardziej agresywny i warczy dużo częściej. Być może to dlatego, iż z jaja zaczynają dochodzić pierwsze odgłosy, a hydra chce za wszelką cenę bronić je, gdyż odzywa się w niej instynkt rodzicielski. Co prawda, obserwacje przeprowadzamy pod osłoną magii ukrywającej nas przed zmysłami hydry, ale potwór i tak wyczuwa, że coś jest nie tak. Staramy się być bardziej ostrożni, tak na wszelki wypadek.
Co do jaja, nie mamy pewności co się z nim dzieje, co mogłoby być powodem dla takiego zachowania. Musimy poczekać, aż hydra zgłodnieje i uda się na polowanie. Wtedy będziemy mogli to sprawdzić. Choć całkiem możliwe jest, że jajo nie ma nic wspólnego z zachowaniem samca. Być może, nasze ostatnie zaklęcia nie kryją nas dostatecznie mocno, a potwór po prostu wyczuwa intruzów.

Pierwszy rok O.R.E

Od tej chwili minął już prawie rok od rozpoczęcia badań. Musimy porzucić wszelkie inne projekty i badania na krótki czas, bo bez wątpienia ten jest od nich o wiele cenniejszy. Od teraz założymy tam sieć zaklęć, które poinformują nas gdy tylko zajdą w leżu jakiekolwiek zmiany. Chcemy wiedzieć dokładnie, kiedy obiekt badań się wykluje. Ogromnie ciekawi nas wszystkich, czy udało nam się dobrze skierować energię, bo tego wcale nie możemy być pewni dopóki hybryda nie wypełznie z jaja.
Gdy tylko tak się stanie, zaczekamy na odpowiedni moment, a następnie odbierzemy hydrze obiekt naszych badań. Potem ostatni raz wykorzystamy bramę wymiarową, po czym zamkniemy przejście, aby nie musieć obawiać się o atak dorosłego osobnika hydry. Parę lat może zająć badanie mutanta, dzięki któremu dowiemy się wielu istotnych rzeczy. Chcemy wiedzieć, jaką ta istota będzie mieć mobilność, czy będzie zręczna, czy raczej ociężała. Musimy także poznać jej wytrzymałość, która świadczyć będzie o tym, jak dobrze udało nam się zmieszać obydwa gatunki. Chcemy też sprawdzić, czy istota będzie posiadać jakiekolwiek predyspozycje magiczne. No i wreszcie, najprawdopodobniej sprawdzimy, czy istota ta jest w stanie zregenerować utracone kończyny. Ostatecznie, to taki był cel tego doświadczenia.

Czternasty miesiąc O.R.E

Na wyklucie się istoty musieliśmy czekać prawie miesiąc. Dopiero po tym czasie zaklęcia wykryły i poinformowały nas o zmianach. Wybraliśmy wtedy dwóch, którzy mieli pójść i zabrać stamtąd mutanta. Jednym z nich byłem ja, a oprócz mnie miał pójść Abenezer. Wszyscy pozostali natomiast zaczęli zwijać obóz, zabierając wszystko co zbędne. Ostatecznie na miejscu pozostał jedynie portal i paru naszych. My natomiast ruszyliśmy do leża hydry.

Tak jak ostatnim razem, Abenezer wszedł pierwszy, po czym rzucił na hydrę zaklęcie otumaniające. Potwór stanął w miejscu, dzięki czemu mogłem swobodnie prześlizgnąć się obok. Na sobie miałem zaklęcie, umożliwiające mi nieco szybsze poruszanie się. Na szczęście, okazało się ono zbędne, bo hydra całkiem zajęła się moim towarzyszem. Po krótkiej chwili zdołałem zlokalizować jajo. Zbliżyłem się, ale nagle okazało się, że jest już pęknięte i puste w środku.

Wtedy usłyszałem syk, jakby jakiś zdenerwowany gad próbował mnie odstraszyć. Pomylił się jednak, gdyż ten dźwięk tylko mnie przyciągnął. Pokrótce zdołałem znaleźć źródło dźwięku. A gdy zobaczyłem nasz twór, stanąłem przez chwilę zaskoczony, nie wiedząc co zrobić.
Mutant wyglądał... inaczej niż się tego spodziewałem. Inaczej niż ktokolwiek się spodziewał. Jeśli chodzi o rozmiar, to w kłębie nie przekraczał stopy, na długość miał może ze dwie, a szeroki, razem ze skrzydłami mógł być nawet na trzy. Miał również fioletowo - granatową barwę łusek. To wszystko dało się przewidzieć. Natomiast nikt z nas nie spodziewał się, że hybryda będzie aż tak chuda. Stwór wyglądał, jakby jeszcze nigdy niczego nie jadł. Może było to nawet prawdą. Oprócz tego, obiekt miał bardzo dziwny rozkład skrzydeł, przypominający trochę ten u ważki. Przypuszczałem, że byłby w stanie polecieć, gdyby był trochę starszy. Ale nie to było najbardziej niespodziewane. Hybryda miała dwie szyje i dwa, identycznie wyglądające łby, z których oba syczały na mnie groźnie.
Dopiero po chwili otrząsnąłem się z lekkiego szoku. Szybko rzuciłem zaklęcie, które zamknęło w sobie stwora, a następnie teleportowałem się razem z nim. Gdy pojawiłem się w obozie, reakcja pozostałych na dziwny wygląd stwora była podobna co i u mnie, ale nie dałem im czasu, żeby dłużej się przyglądać i swobodnie już wkroczyłem do portalu.

Następne dni upływają nam na badaniach stwora. Przede wszystkim próbujemy ustalić, co poszło nie tak i dlaczego mutant ma dwa łby. Nie podoba nam się ten fakt, szczególnie z tego powodu, że chcieliśmy, żeby wyglądał zupełnie inaczej i nie wiemy, w czym rzecz. Na dodatek istota ta może mieć zgoła inne cechy, jakie dla niej zaplanowaliśmy. Nie jesteśmy jednak w stanie tego sprawdzić, stwór wciąż jest na to zbyt młody. Najprawdopodobniej jest samcem, choć trudno to ustalić.
Oprócz tego staramy się jeszcze ustalić, co je, jakie są jego preferencje odnośnie smaków. Jak na razie stwór zadowala się samym mięsem, lecz było to do przewidzenia, skoro jest drapieżnikiem. Na razie nie próbował jeść niczego innego, ale najwyraźniej dieta mięsna mu odpowiada.
Natomiast jego zachowanie jest dość... interesujące. Stwór, od kiedy zaczęliśmy go karmić, stał się dla nas bardzo przychylny i nie próbuje nas gryźć, jak robił to wcześniej. Natomiast ma bardzo dziwne zachowanie, jeśli chodzi o jego samego. Gdy wydaje mu się, że nikt nie patrzy, obie jego głowy warczą na siebie nawzajem i syczą, raz na jakiś czas zderzając się ze sobą. Nie wiemy, w czym rzecz. Może po prostu nie jest przyzwyczajony do patrzenia z dwóch perspektyw jednocześnie i wydaje mu się, że widzi swojego przeciwnika. Może jeszcze jakoś uda nam się ustalić, co jest tego przyczyną.

Doszliśmy prędko do wniosku, że nie możemy tak po prostu nazywać tej istoty "obiektem badań". Stworzenie, najwyraźniej dzięki smoczym korzeniom, zaczęło się bardzo szybko rozwijać, co widać było nawet w jego zachowaniu. Nie mieliśmy więc żadnych wątpliwości, że jest on istotą rozumną. W takim wypadku musieliśmy wybrać dla niego imię, żeby mógł się do niego wcześniej przyzwyczaić. Nie naradzaliśmy się nad tym zbyt długo i całkiem szybko wymyśliliśmy dobre imię dla smoka, czy też raczej istoty smokopodobnej. Nazwaliśmy go Morengvarg.

Miesiąc trzydziesty O.R.E.

Nareszcie udało nam się znaleźć przyczynę dziwnych zachowań Morengvarga. W zasadzie to udało nam się to ustalić zupełnie przypadkowo. Zauważyliśmy, że podczas rozwiązywania zagadek logicznych których mu dostarczaliśmy, lewy łeb Morengvarga znajdował odpowiedź dużo wcześniej niż prawy. Pozwoliło to nam wysunąć hipotezę, że Morengvarg to tak naprawdę dwie różne osoby. Przeprowadziliśmy w tej sprawie testy, po których okazało się, że mieliśmy rację. Mutant tak naprawdę był dwoma osobami jednocześnie. Wpierw sądziliśmy, że może się to okazać problemem, więc staraliśmy się znaleźć zaklęcie zdolne ich rozdzielić. Niestety, coś takiego nie istniało, a my nie byliśmy w stanie zaradzić takiemu stanowi rzeczy. Postanowiliśmy poprzestać na zmianie imienia, ale że ani nikt nie miał pomysłów, a wszyscy już przyzwyczailiśmy się do tego starego. Dlatego poprzestaliśmy po prostu na nazwaniu lewego łba Moren, natomiast drugiego Gvarg, czyli zwyczajnie podzieliliśmy stare imię na pół.

Piąty rok O.R.E

Morengvarg szybko się uczy. Właściwie to aż dziwnie szybko. Nawet Gvarg, który i tak cały czas pod tym względem nieustannie pozostaje daleko za swoim bratem, osiągnął w tym czasie już poziom ludzkiego ośmiolatka. Dochodzimy powoli do wniosku, że Morengvarg (wciąż tak ich nazywamy, jeżeli chodzi o nich obu jednocześnie) ma w sobie jednak niewiele z hydry. Z jednej strony jesteśmy z tego zadowoleni, bo kiedyś stanie się istotą równie inteligentną co my, czarodzieje. Może nawet kiedyś zdoła i nas przegonić w tej kwestii. Ale z drugiej strony eksperyment może okazać się fiaskiem, gdyż w założeniu smok miał być zdolny do regeneracji utraconych kończyn, a w gruncie rzeczy niewielkie powiązania z hydrami mogą nie wystarczyć. Zdążyliśmy już nawet się do niego przywiązać, więc trochę obawiamy się przechodzić do tej fazy testów.

Morengvarg sporo urósł od wyklucia. Teraz mierzy sobie już ze dwa razy więcej niż wtedy. Takie tempo wzrostu powinno się utrzymywać, gdyż z naszych obliczeń (średnia z przeciętnego wzrostu obu gatunków w jego wieku w ciągu roku) wynika, że przestanie tak rosnąć dopiero w wieku lat trzydziestu, może czterdziestu. To dobry wynik, z czego wiadomo nam, że mutacja przeszła prawie tak, jak tego chcieliśmy, czyli nie przyniosła prawie żadnych wad budowy. Jedynym błędem jest ta dodatkowa głowa, która może okazać się problemem...

Rok jedenasty O.R.E

Ostatnimi czasy staraliśmy się zachęcić Morengvarga do latania. Z różnym skutkiem. Gvarg przystał na propozycję bardzo chętnie, wręcz w sposób, który sugerował, że już od jakiegoś czasu na to czekał. Ale Moren nie chciał zgodzić się na próby, twierdząc, że jeszcze nie jest na to gotowy. Naszym jednak zdaniem, Morengvarg był już na tyle rozwinęty, że mógł chociaż spróbować latania. Dopiero po dłuższym czasie zdołaliśmy przekonać Morena, w czym najprawdopodobniej duży wkład miał Gvarg, który specjalnie z tego powodu nie dawał bratu ani chwili spokoju. Zaskakujące, jak długo Moren był w stanie się mu opierać, bo ostatecznie przystał na propozycję dopiero po dwóch tygodniach.

Zasadniczo, to ich pierwszy lot był zły. Podobnie jak drugi, oraz parę kolejnych. Na szczęście, Gvarg nie zrażał się niepowodzeniami i za każdym razem potrafił naciągnąć swojego brata na lot. Morenowi niezbyt się to podobało, ale w tym wypadku akurat go nie popieraliśmy, przekonani że powinni nauczyć się latać, mimo że mieli z tym problemy. Przypuszczalnie przez to, że nie potrafili się zsynchronizować. Uważamy, że przydałoby im się coś w rodzaju więzi umysłowej, która by im to ułatwiła. Niestety, żaden z nich nie chce się na to zgodzić. Obaj twierdzą, że i tak są już zbyt blisko siebie.

Rok siedemnasty O.R.E

Udało nam się spostrzec u Morengvarga predyspozycje magiczne, co po raz kolejny świadczy o wysokim jego pokrewieństwie ze smoczą rasą. Jest to dla nas bardzo pozytywny znak, teraz możemy już bowiem naprawdę zacząć pracować nad eksperymentem, aby zobaczyć co z tego wyniknie. Niedawno przeprowadziliśmy między sobą naradę na temat tego, czego dokładnie zamierzamy ich nauczyć. Po długiej, acz burzliwej dyskusji, doszliśmy do wniosku, że konieczna może się okazać magia iluzji. Przeważającym argumentem było stwierdzenie, że Morengvarg kiedyś prawdopodobnie przebierze ludzką formę. W takim wypadku najprawdopodobniej stałby się chodzącą karykaturą, ponieważ smok, mający dwie głowy nie wygląda źle, w przeciwieństwie do człowieka. Przez to najprawdopodobniej zostaliby pozbawieni możliwości jakichkolwiek kontaktów z większością istot, oraz owocowałoby wieloma innymi problemami. Dlatego więc, magia iluzji zdolna to wszystko ukryć wydała nam się niezbędna.

Opowiedzieliśmy o wszystkim Morengvargowi. Obaj byli zaciekawieni możliwością korzystania z magii, choć oboje nie wyglądali pewnie. Zdołaliśmy ich jednak przekonać, że magia nie jest niczym złym, oraz że będzie ona skutecznym narzędziem, z którego będą mogli do woli korzystać. Kiedy jednak przedstawiliśmy im jakiej magii konkretnie chcielibyśmy ich nauczyć, Gvarg wyglądał jakbyśmy go czymś urazili. Odwrócił od nas łeb, po czym oświadczył, że nie będzie uczyć się czegoś tak dlań niepotrzebnego. Moren natomiast wcale nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało. Przystał na nasz pomysł, z czego nawet byliśmy zadowoleni. W końcu Moren uczył się szybciej, był bardziej sumienny i odpowiedzialny.
Tego dnia ofiarowaliśmy im magiczne bransolety, które potem z niemałym trudem założyliśmy na ich łapy. Na szczęście, przedmioty mogły zostać dopasowane pod względem rozmiaru. Dzięki nim, iluzje tworzone przez Morena stawały się bardziej realistyczne, a na dodatek prawie niemożliwe do przejrzenia. Prawie, ponieważ dla czarodzieja czy smoka o pewnym poziomie umiejętności mimo wszystko były wykrywalne.
Ale kiedy tylko Gvarg usłyszał że jego brat się zgodził, a na dodatek został w jakiś sposób wynagrodzony, zaczął się z nim kłócić, przy czym prawie zaczęli nawzajem się gryźć. Zdołaliśmy im jednak przerwać (nie bez pomocy magii), po czym kompromisowo zaproponowaliśmy Gvargowi, że nauczymy go jakiejś innej, bardziej przydatnej dziedziny. Po dość krótkiej i niezwykle niefachowej rozmowie na temat magii i jej efektów, Gvarg zdecydował się na naukę magii sił. Sądziliśmy, że może z tego niewiele wyjść, gdyż jest to tylko słomiany zapał smoka, który zniechęci się już po pierwszych nieudanych próbach. Byliśmy jednak zaskoczeni, gdyż tym razem Gvarg wyjątkowo się starał, prawie dościgając w postępach Morena. Uznaliśmy, że będziemy kontynuować ich nauki, a może kiedyś okaże się, że było warto. Choćby dlatego, abyśmy zostali uhonorowani za nasze naukowe starania i realne osiągnięcia.

Rok pięćdziesiąty czwarty O.R.E.
Zakończenie eksperymentu

Czujemy niedosyt, pomimo tak wielu istotnych informacji, które zdołaliśmy uzyskać. Chcemy wiedzieć więcej, choć nie wiemy, czy wyjdzie nam to na dobre. Zamierzamy przetestować Morengvarga, jak jego organizm poradzi sobie z ranami. Już wkrótce planujemy go otumanić, żeby nie zmuszać go do odczuwania bólu, a następnie wykonamy nacięcia. Rzecz jasna, wszystko dla nauki. Potem, jeżeli uznamy że tempo regeneracji tkanek nie różni się od tego, które posiadają hydry, spróbujemy sprawdzić, czy eksperyment się powiódł, oraz czy osiągnął zamierzony cel. Jeszcze zastanawiamy się, kiedy zamierzamy to zrobić, jednakże najpewniej będzie to już wkrótce.

Wszystko zostało przygotowane tak, jak powinno. Staraliśmy się, żeby Morengvarg niczego nie zauważył. Potajemnie dodaliśmy środki usypiające do jego jedzenia. Jednak gdy zamierzaliśmy mu je podać, okazało się, że nie umiemy go nigdzie znaleźć. Przeszukaliśmy całą siedzibę, ale najwyraźniej gdzieś zniknął. Nie wiemy, dlaczego. Wszystko było poza jego wiedzą, nie mógł więc niczego zauważyć. Pozostaje mieć nadzieję, że był to tylko pomysł Gvarga i bardziej rozsądny Moren wkrótce sprowadzi go tutaj z powrotem...

Dopiero po paru godzinach zorientowałem się, że gdy Morengvarg zniknął, zastałem mój dziennik otwarty. Zawsze go zamykałem i nie wiem, dlaczego tego nie skojarzyłem wcześniej. Musiał więc przeczytać wszystko, co tu napisałem. Najwyraźniej nie postawiło nas to w zbyt dobrym świetle. Teraz jestem już pewien, że nie wróci. Jednak nie zamierzam mówić o tym pozostałym. Istnieje spora szansa, że nie skończyłoby się to dla mnie zbyt dobrze. Tak czy siak, eksperyment można chyba uznać za zakończony.

*******************************

Następnego dnia goniec ponownie wszedł do gabinetu szlachcica Alzeheimera. Zastał go przekładającego jakieś kartki na biurku, z podkrążonymi oczami, zupełnie jakby nie spał przez całą noc. Być może i rzeczywiście tak było - szlachcic cały czas miał przy sobie przyniesiony przez niego dziennik, otwarty mniej więcej w połowie.
- Panie Alzeheimerze... - zaczął, lecz bogacz natychmiast mu przerwał ruchem dłoni.
- To nie jest to, czego oczekiwałem. - powiedział, z nieodgadnioną miną. - Fakt, zawiera cenne informacje. Ale nigdy nie powinniście zapominać, że mnie interesują konkrety.
- Ale...
- Milcz! - ponownie przerwał gońcowi Alzeheimer. - Tutaj brakuje informacji. Nie napisane jest, gdzie udał się potem. Ale mój wywiad zdołał już ustalić, że przez piętnaście, dwadzieścia lat, dwugłowa bestia siedziała sobie w jaskini niedaleko jakiejś wiochy. Nie jest też napisane, że potem ten sam smok udał się na moje włości, po czym zwyczajnie je okradł! Ten sam wywiad, doniósł mi, że już od miesiąca nie robicie nic, aby go schwytać!
- Ale... łowcy chcą dokładnie przebadać tropy i ślady jakie mamy...
- Nieprawda. Obijają się, podczas gdy mają pracować. Za tę kwotę, smok powinien być mój już pół roku temu. Macie mi go znaleźć i przyprowadzić w ciągu miesiąca. Żywego lub martwego, niewielka różnica. W innym wypadku wszyscy, co do jednego, również ty, traficie do lochów lub oddacie mi z procentem to, co już wam zapłaciłem.
- Ale... - zaczął załamany goniec, lecz został ponownie uciszony.
- Masz dziennik. Zróbcie z niego dobry użytek. Będę czekał. Macie miesiąc i ani chwili dłużej.

Goniec szybkim krokiem wymaszerował z komnaty, kierując się prosto ku stajniom. Teraz to dopiero miał problem. Musiał zmobilizować kogo się dało, żeby dorwać wreszcie tego smoka. Wiedział, że Alzehemer ani trochę nie żartował. Był też pewien, że nie stać go na oddanie tych pieniędzy. Pytanie tylko, czy zdołają dopaść smoka na czas...