[Okolice jeziora menaraia] Oddam duszę, by zatrzymać ciebie
: Śro Kwi 22, 2026 7:14 pm
Mówią, że każde zło ma swoje usprawiedliwienie, a każde dobro swoją cenę. Jinu wiedział jednak, że to tylko półprawdy dla tych, którzy potrzebują spokojnego snu, jaźnią dalekiego od rzeczywistych problemów życia. W świecie, który znał diabeł, nie istniał prosty podział. Mniejsze zło było tylko cieniem większego, a większe dobrem dla tych, którzy przetrwali dzięki jego istnieniu. Moralność nie była kompasem, była narzędziem. A narzędzia, jak wszystko inne, można było złamać, jeśli przestawały być użyteczne. Mężczyzna siedział oparty o pień starego drzewa. Mandolina spoczywała lekko na jego kolanie, a palce poruszały się po strunach z wprawą kogoś, kto grał na tym instrumencie niemalże już przez sen. Melodia była cicha, nie dla słuchaczy, lecz dla niego samego. Każdy dźwięk zdawał się przecinać ciszę, jednocześnie współgrając z dźwiękami natury.
Piekielny przymknął oczy na krótką chwilę. W takich momentach łatwo było zapomnieć, że świat poza tym miejscem wciąż się rozpada. Że ludzie nadal wybierają między śmiercią a czymś, co tylko ją odwleka. Że jego własne decyzje, choć zawsze racjonalne, pozostawiają po sobie ślady. Że jego mała społeczność to tylko mniejsze zło… Struna mandoliny zabrzmiała ostrzej. Ta nieuwaga, wynikająca z czystego zamyślenia, przywróciła umysł Jinu na ziemię.
- Panie aniele - głos niespodziewanie zaskoczył diabła. Jinu niemal prychał za każdym razem, kiedy któryś z jego podopiecznych go tak nazywał. A przecież mówił im wprost, kim jest. Tylko oni jakoś nie potrafili przyjąć tego do świadomości. Jinu nie odwrócił się od razu. Pozwolił ostatniemu dźwiękowi instrumentu wybrzmieć do końca, jakby nawet teraz nie chciał przerywać czegoś, co miało w sobie resztki porządku.
- Mów - odezwał się spokojnie.
- Jakiś nieznajomy kręci się bardzo blisko naszego terytorium. Młody mężczyzna… Nie wiem, czy to ktoś z wioski, czy może intruz - oznajmił młodzieniec. Po głosie Jinu rozpoznał, że to musi być Carl. Carl był z nim już… bardzo długo. Możliwe, że od samego początku tego małego dzieła.
- Sprawdzę to, ty zadbaj o resztę.
***
Droga przez las była wąska, jak wszystkie ścieżki, na których zazwyczaj spotyka się diabły. Dużo było rozdroży, dużo zakrętów, w których czaiły się nieczyste siły, gotowe zawładnąć niedługo kolejnymi nieszczęsnymi duszami. Nieznajomy, o którym mówił wcześniej Carl, mógł być co prawda zwykłym intruzem - ale mógł być również piekielnym, demonem lub innym czartem, który zamarzył sobie potęgi. A Jinu stawał mu na drodze. Nie było to dla diabła nic nowego.
Nagle mężczyzna się zatrzymał. Szybko przyjął dość ludzki wygląd, żeby w razie czego nie wystraszyć zbłąkanego wędrowca. Usłyszał świst dopiero wtedy, gdy było już za późno. Powietrze uciekło z jego płuc w krótkim, kontrolowanym oddechu. Strzała wbiła się w jego bok z głuchym, brutalnym dźwiękiem. Nie krzyknął. Jinu uznał, że nie może dać po sobie poznać, że został trafiony, aczkolwiek dziękował sobie w duchu, że nie przyszedł tu z Carlem. Młodzieniec by tego nie przeżył.
Ból był ostry.
- Cholera…! - zaklął diabeł, aż powieka mu drgnęła. Mężczyzna momentalnie skrył swoją sylwetkę za drzewem i obserwował. Szelest liści informował go o tym, że jego napastnik zbliża się do niego, zapewne próbując sprawdzić upolowaną zwierzynę. Złapanego czarta. Ewentualnie nieudaną kolację, jeśli to zwykły łowca. Bo jeśli ktoś próbował go zabić… to znaczyło, że gra dopiero się zaczyna. A Jinu był na tyle silny, żeby poradzić sobie z byle łowcą.
I proszę. Dostrzegł go szybciej niż zapewne to udało się łowcy. Z wyglądu - zwykły człowiek, aczkolwiek tylko głupiec mógłby nieumyślnie chcieć zranić diabła. Jinu nie ukazał się. Mimo nałożonej iluzji nie chciał ryzykować, że jego aura pozostanie rozpoznana. Gdy jednak mężczyzna był pewien, że udźwignie zagrożenie, przygotował w sobie rezerwy Mocy i tylko odezwał się szyderczo:
- Nie uczą was celować tam, skąd pochodzisz, łowczycho?
Piekielny przymknął oczy na krótką chwilę. W takich momentach łatwo było zapomnieć, że świat poza tym miejscem wciąż się rozpada. Że ludzie nadal wybierają między śmiercią a czymś, co tylko ją odwleka. Że jego własne decyzje, choć zawsze racjonalne, pozostawiają po sobie ślady. Że jego mała społeczność to tylko mniejsze zło… Struna mandoliny zabrzmiała ostrzej. Ta nieuwaga, wynikająca z czystego zamyślenia, przywróciła umysł Jinu na ziemię.
- Panie aniele - głos niespodziewanie zaskoczył diabła. Jinu niemal prychał za każdym razem, kiedy któryś z jego podopiecznych go tak nazywał. A przecież mówił im wprost, kim jest. Tylko oni jakoś nie potrafili przyjąć tego do świadomości. Jinu nie odwrócił się od razu. Pozwolił ostatniemu dźwiękowi instrumentu wybrzmieć do końca, jakby nawet teraz nie chciał przerywać czegoś, co miało w sobie resztki porządku.
- Mów - odezwał się spokojnie.
- Jakiś nieznajomy kręci się bardzo blisko naszego terytorium. Młody mężczyzna… Nie wiem, czy to ktoś z wioski, czy może intruz - oznajmił młodzieniec. Po głosie Jinu rozpoznał, że to musi być Carl. Carl był z nim już… bardzo długo. Możliwe, że od samego początku tego małego dzieła.
- Sprawdzę to, ty zadbaj o resztę.
***
Droga przez las była wąska, jak wszystkie ścieżki, na których zazwyczaj spotyka się diabły. Dużo było rozdroży, dużo zakrętów, w których czaiły się nieczyste siły, gotowe zawładnąć niedługo kolejnymi nieszczęsnymi duszami. Nieznajomy, o którym mówił wcześniej Carl, mógł być co prawda zwykłym intruzem - ale mógł być również piekielnym, demonem lub innym czartem, który zamarzył sobie potęgi. A Jinu stawał mu na drodze. Nie było to dla diabła nic nowego.
Nagle mężczyzna się zatrzymał. Szybko przyjął dość ludzki wygląd, żeby w razie czego nie wystraszyć zbłąkanego wędrowca. Usłyszał świst dopiero wtedy, gdy było już za późno. Powietrze uciekło z jego płuc w krótkim, kontrolowanym oddechu. Strzała wbiła się w jego bok z głuchym, brutalnym dźwiękiem. Nie krzyknął. Jinu uznał, że nie może dać po sobie poznać, że został trafiony, aczkolwiek dziękował sobie w duchu, że nie przyszedł tu z Carlem. Młodzieniec by tego nie przeżył.
Ból był ostry.
- Cholera…! - zaklął diabeł, aż powieka mu drgnęła. Mężczyzna momentalnie skrył swoją sylwetkę za drzewem i obserwował. Szelest liści informował go o tym, że jego napastnik zbliża się do niego, zapewne próbując sprawdzić upolowaną zwierzynę. Złapanego czarta. Ewentualnie nieudaną kolację, jeśli to zwykły łowca. Bo jeśli ktoś próbował go zabić… to znaczyło, że gra dopiero się zaczyna. A Jinu był na tyle silny, żeby poradzić sobie z byle łowcą.
I proszę. Dostrzegł go szybciej niż zapewne to udało się łowcy. Z wyglądu - zwykły człowiek, aczkolwiek tylko głupiec mógłby nieumyślnie chcieć zranić diabła. Jinu nie ukazał się. Mimo nałożonej iluzji nie chciał ryzykować, że jego aura pozostanie rozpoznana. Gdy jednak mężczyzna był pewien, że udźwignie zagrożenie, przygotował w sobie rezerwy Mocy i tylko odezwał się szyderczo:
- Nie uczą was celować tam, skąd pochodzisz, łowczycho?