Mówią, że każde zło ma swoje usprawiedliwienie, a każde dobro swoją cenę. Jinu wiedział jednak, że to tylko półprawdy dla tych, którzy potrzebują spokojnego snu, jaźnią dalekiego od rzeczywistych problemów życia. W świecie, który znał diabeł, nie istniał prosty podział. Mniejsze zło było tylko cieniem większego, a większe dobrem dla tych, którzy przetrwali dzięki jego istnieniu. Moralność nie była kompasem, była narzędziem. A narzędzia, jak wszystko inne, można było złamać, jeśli przestawały być użyteczne. Mężczyzna siedział oparty o pień starego drzewa. Mandolina spoczywała lekko na jego kolanie, a palce poruszały się po strunach z wprawą kogoś, kto grał na tym instrumencie niemalże już przez sen. Melodia była cicha, nie dla słuchaczy, lecz dla niego samego. Każdy dźwięk zdawał się przecinać ciszę, jednocześnie współgrając z dźwiękami natury.
Piekielny przymknął oczy na krótką chwilę. W takich momentach łatwo było zapomnieć, że świat poza tym miejscem wciąż się rozpada. Że ludzie nadal wybierają między śmiercią a czymś, co tylko ją odwleka. Że jego własne decyzje, choć zawsze racjonalne, pozostawiają po sobie ślady. Że jego mała społeczność to tylko mniejsze zło… Struna mandoliny zabrzmiała ostrzej. Ta nieuwaga, wynikająca z czystego zamyślenia, przywróciła umysł Jinu na ziemię.
- Panie aniele - głos niespodziewanie zaskoczył diabła. Jinu niemal prychał za każdym razem, kiedy któryś z jego podopiecznych go tak nazywał. A przecież mówił im wprost, kim jest. Tylko oni jakoś nie potrafili przyjąć tego do świadomości. Jinu nie odwrócił się od razu. Pozwolił ostatniemu dźwiękowi instrumentu wybrzmieć do końca, jakby nawet teraz nie chciał przerywać czegoś, co miało w sobie resztki porządku.
- Mów - odezwał się spokojnie.
- Jakiś nieznajomy kręci się bardzo blisko naszego terytorium. Młody mężczyzna… Nie wiem, czy to ktoś z wioski, czy może intruz - oznajmił młodzieniec. Po głosie Jinu rozpoznał, że to musi być Carl. Carl był z nim już… bardzo długo. Możliwe, że od samego początku tego małego dzieła.
- Sprawdzę to, ty zadbaj o resztę.
***
Droga przez las była wąska, jak wszystkie ścieżki, na których zazwyczaj spotyka się diabły. Dużo było rozdroży, dużo zakrętów, w których czaiły się nieczyste siły, gotowe zawładnąć niedługo kolejnymi nieszczęsnymi duszami. Nieznajomy, o którym mówił wcześniej Carl, mógł być co prawda zwykłym intruzem - ale mógł być również piekielnym, demonem lub innym czartem, który zamarzył sobie potęgi. A Jinu stawał mu na drodze. Nie było to dla diabła nic nowego.
Nagle mężczyzna się zatrzymał. Szybko przyjął dość ludzki wygląd, żeby w razie czego nie wystraszyć zbłąkanego wędrowca. Usłyszał świst dopiero wtedy, gdy było już za późno. Powietrze uciekło z jego płuc w krótkim, kontrolowanym oddechu. Strzała wbiła się w jego bok z głuchym, brutalnym dźwiękiem. Nie krzyknął. Jinu uznał, że nie może dać po sobie poznać, że został trafiony, aczkolwiek dziękował sobie w duchu, że nie przyszedł tu z Carlem. Młodzieniec by tego nie przeżył.
Ból był ostry.
- Cholera…! - zaklął diabeł, aż powieka mu drgnęła. Mężczyzna momentalnie skrył swoją sylwetkę za drzewem i obserwował. Szelest liści informował go o tym, że jego napastnik zbliża się do niego, zapewne próbując sprawdzić upolowaną zwierzynę. Złapanego czarta. Ewentualnie nieudaną kolację, jeśli to zwykły łowca. Bo jeśli ktoś próbował go zabić… to znaczyło, że gra dopiero się zaczyna. A Jinu był na tyle silny, żeby poradzić sobie z byle łowcą.
I proszę. Dostrzegł go szybciej niż zapewne to udało się łowcy. Z wyglądu - zwykły człowiek, aczkolwiek tylko głupiec mógłby nieumyślnie chcieć zranić diabła. Jinu nie ukazał się. Mimo nałożonej iluzji nie chciał ryzykować, że jego aura pozostanie rozpoznana. Gdy jednak mężczyzna był pewien, że udźwignie zagrożenie, przygotował w sobie rezerwy Mocy i tylko odezwał się szyderczo:
- Nie uczą was celować tam, skąd pochodzisz, łowczycho?
Dalekie Krainy ⇒ [Okolice jeziora menaraia] Oddam duszę, by zatrzymać ciebie
- Arnie
- Zbłąkana Dusza
- Posty: 3
- Rejestracja: 10 miesiące temu
- Rasa: Ragarianin
- Profesje: Myśliwy
- Kontakt:
Życie w Menra z każdym kolejnym dniem wydawało się młodej Arnie narastającym koszmarem, z którego niedane jej było się obudzić.
Obecnie siedziała na krześle pełna różnych przemyśleń i obaw, gdy matka podcinała jej włosy. Ragarianka kątem oka zerkała tylko przez okno na kobiety przechadzające się po głównym placu wioski, nic nie mówiła, ale skrycie zazdrościła im tych pięknych, długich warkoczy.
- To nie ma sensu. Może zaakceptowaliby prawdziwą mnie? – spytała w swojej bezradności.
- Życie ci niemiłe dziecko?! Toż zabiliby cię, myśląc, że ty diabeł jaki!
- Wy mnie nie zabiliście – nordka odparła przekornie.
- Chaos to ostatnie, czego trzeba tym ludziom. No, gotowe!
Arnolda przejrzała się w lustrze, niezbyt zadowolona oglądając swoje skrócone włosy. Cięcie było poprawne, ale takie jak zawsze.
- Dziękuję matko. Ojciec będzie mi dziś towarzyszył na polowaniu?
- Oj nie, dziś spotyka się z ojcem Karli, będą omawiać szczegóły potencjalnego wesela.
- Nie miało być to przesunięte w czasie, póki czegoś nie wymyślimy?
- Niestety państwo Ensis nalegają – Szylvia westchnęła ciężko – Ale spokojnie córeczko. Znajdziemy jakieś rozwiązanie. Za wszelką cenę.
Rozmowa z matką prześladowała Arnie przez całą drogę do lasu. Nie mogła się przez to skupić na polowaniu. Zwierzyna uciekała, zwłaszcza że drżenie rąk z nerwów mocno ujmowało myśliwskiej celności. Zazwyczaj twarda ragarianka, nauczona trzymać emocje na wodzy, będąc samej w zielonej gęstwinie, poczuła, jak oczy zachodzą jej łzami. Nie mogła znaleźć żadnego wyjścia z sytuacji. Prędzej czy później ktoś odkryje jej sekret, a wtedy ją zabiją albo…
- Albo to ja będę musiała zabić – zrozumiała nagle, przypominając sobie ostatnie słowa matki sprzed wyjścia.
Myśliwa zadrżała na tę myśl, bała się, że jeśli zrobi coś tak złego, to ukaże się jej prawdziwa demoniczna natura. Nie chciała sobie tego wyobrażać, dlatego, jak tylko parę drzew dalej coś się poruszyło, natychmiast wystrzeliła strzałę z łuku, trochę na oślep jakby chciała dać upust swoim emocjom.
Faktycznie dało jej to na chwilę ulgę, bo po niemalże godzinie w końcu w coś trafiła. Zadowolona z siebie podbiegła do zwierzyny, jednakże ku jej zdziwieniu nie była to żadna sarna czy dzik, a… mężczyzna.
Stanęła jak wryta, wpatrując się w niego tymi swoimi różowymi ślepiami. Nie znała go, czyli nie pochodził z Menra. Ragarianka będąca w szoku przez dłuższą chwilę zastanawiała się co zrobić, bo przecież od dziecka jej wmawiano, że za granicami wioski żyją same demony i diabły. Przecież sama była wszak jednym z nich w jej mniemaniu. Dlatego dopiero po chwili, gdy wróciła jej zdolność logicznego myślenia, dotarło do niej, że przecież zraniła człowieka.
- Najmocniej przepraszam, nie widziałem pana. Proszę pozwolić mi pomóc – to mówiąc, wyciągnęła z torby fragment materiału i przyłożyła do krwawiącej rany poszkodowanego – Nie spodziewałem się tu nikogo spotkać… To dość dziki las – próbowała wyjaśnić.
Jednakże słysząc, jak żałośnie to brzmi, po prostu westchnęła zawstydzona swoim zachowaniem i całą sytuacją. Nigdy wcześniej nie postrzeliła drugiej osoby. Na dodatek strzała utkwiła w boku tego mężczyzny, co dodatkowo wszystko komplikowało.
- Będę musiał to wyciągnąć – oznajmiła ostrożnie, nie wiedząc, jaka będzie reakcja.
Obecnie siedziała na krześle pełna różnych przemyśleń i obaw, gdy matka podcinała jej włosy. Ragarianka kątem oka zerkała tylko przez okno na kobiety przechadzające się po głównym placu wioski, nic nie mówiła, ale skrycie zazdrościła im tych pięknych, długich warkoczy.
- To nie ma sensu. Może zaakceptowaliby prawdziwą mnie? – spytała w swojej bezradności.
- Życie ci niemiłe dziecko?! Toż zabiliby cię, myśląc, że ty diabeł jaki!
- Wy mnie nie zabiliście – nordka odparła przekornie.
- Chaos to ostatnie, czego trzeba tym ludziom. No, gotowe!
Arnolda przejrzała się w lustrze, niezbyt zadowolona oglądając swoje skrócone włosy. Cięcie było poprawne, ale takie jak zawsze.
- Dziękuję matko. Ojciec będzie mi dziś towarzyszył na polowaniu?
- Oj nie, dziś spotyka się z ojcem Karli, będą omawiać szczegóły potencjalnego wesela.
- Nie miało być to przesunięte w czasie, póki czegoś nie wymyślimy?
- Niestety państwo Ensis nalegają – Szylvia westchnęła ciężko – Ale spokojnie córeczko. Znajdziemy jakieś rozwiązanie. Za wszelką cenę.
Rozmowa z matką prześladowała Arnie przez całą drogę do lasu. Nie mogła się przez to skupić na polowaniu. Zwierzyna uciekała, zwłaszcza że drżenie rąk z nerwów mocno ujmowało myśliwskiej celności. Zazwyczaj twarda ragarianka, nauczona trzymać emocje na wodzy, będąc samej w zielonej gęstwinie, poczuła, jak oczy zachodzą jej łzami. Nie mogła znaleźć żadnego wyjścia z sytuacji. Prędzej czy później ktoś odkryje jej sekret, a wtedy ją zabiją albo…
- Albo to ja będę musiała zabić – zrozumiała nagle, przypominając sobie ostatnie słowa matki sprzed wyjścia.
Myśliwa zadrżała na tę myśl, bała się, że jeśli zrobi coś tak złego, to ukaże się jej prawdziwa demoniczna natura. Nie chciała sobie tego wyobrażać, dlatego, jak tylko parę drzew dalej coś się poruszyło, natychmiast wystrzeliła strzałę z łuku, trochę na oślep jakby chciała dać upust swoim emocjom.
Faktycznie dało jej to na chwilę ulgę, bo po niemalże godzinie w końcu w coś trafiła. Zadowolona z siebie podbiegła do zwierzyny, jednakże ku jej zdziwieniu nie była to żadna sarna czy dzik, a… mężczyzna.
Stanęła jak wryta, wpatrując się w niego tymi swoimi różowymi ślepiami. Nie znała go, czyli nie pochodził z Menra. Ragarianka będąca w szoku przez dłuższą chwilę zastanawiała się co zrobić, bo przecież od dziecka jej wmawiano, że za granicami wioski żyją same demony i diabły. Przecież sama była wszak jednym z nich w jej mniemaniu. Dlatego dopiero po chwili, gdy wróciła jej zdolność logicznego myślenia, dotarło do niej, że przecież zraniła człowieka.
- Najmocniej przepraszam, nie widziałem pana. Proszę pozwolić mi pomóc – to mówiąc, wyciągnęła z torby fragment materiału i przyłożyła do krwawiącej rany poszkodowanego – Nie spodziewałem się tu nikogo spotkać… To dość dziki las – próbowała wyjaśnić.
Jednakże słysząc, jak żałośnie to brzmi, po prostu westchnęła zawstydzona swoim zachowaniem i całą sytuacją. Nigdy wcześniej nie postrzeliła drugiej osoby. Na dodatek strzała utkwiła w boku tego mężczyzny, co dodatkowo wszystko komplikowało.
- Będę musiał to wyciągnąć – oznajmiła ostrożnie, nie wiedząc, jaka będzie reakcja.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość