Las Driad[Skraj lasu] Wilk w skórze człowieka

Kraina baśniowych stworzeń, gdzie mgliste polany i rozległe lasy zamieszkują majestatyczne pegazy i jednorożce, a gdzieś w głębokimi lesie spotkać możesz cudownie piękne, leśne Driady. To właśnie w tym lesie położony jest wielki Jadeitowy Pałac Królowej Driad i ich święte miasto ze Źródłem Nadziei i Ołtarzem Nocy.
Awatar użytkownika
Luka
Błądzący na granicy światów
Posty: 23
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

[Skraj lasu] Wilk w skórze człowieka

Post autor: Luka » 4 lat temu

Luka po prawie tygodniu podróży dotarł na skraj Lasu driad. Nie śpieszyło mu się bardzo więc postanowił zatrzymać się chwilę i odpocząć.
- Trzeba by poszukać sobie czegoś do żarcia - pomyślał, zdejmując swoją torbę podróżną i glewię. Następnie znalazł nieco suchego drewna, rozpalił ognisko w pewnej odległości od lasu. Po rozpaleniu ognia odłożył resztę ekwipunku, rozebrał się, transformował w swoją wilczą formę i ruszył na polowanie zostawiając swoje obozowisko. Było mało prawdopodobne, że ktoś tu dotrze, a nawet jeśli to do tego czasu powinien już wrócić.

Awatar użytkownika
Rhian
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rhian » 4 lat temu

Szła powoli, rozglądając się z zainteresowaniem dookoła. Za sobą i po obu jej stronach miała niezwykle malowniczą równinę. Polne kwiaty rozsiane były wszędzie i grupkami upiększały łąki. Szlak wiódł ją przez te kolorowe tereny już przez kilka dni. Spędziła je w samotności, gdyż było tak, jak jej powiedzieli ludzie w Shari - droga nie była zbyt uczęszczana. Piaskowa ścieżka łączyła Shari i Rubidię, lecz zamiast okrążać las w rozsądnej odległości (tak, jak robił to szlak handlowy), biegła przez samo jego serce. Ludzie nie byli pewni, czy prowadzi on również przez Pałac Driad, czy jednak omija go i biegnie od razu na drugą stronę lasu. Nikt o zdrowym rozsądku nie zapuszczał się w te tereny. Ludzie mówili, że znajdują się w nim niesamowite istoty, których lepiej unikać. Rhian jednak nie posłuchała dobrych rad kobiet z jarmarcznych straganów. Wiedziała, że większość z tego, co opowiadają to bajki. Szła więc, już od kilku dni drogą, która miała prowadzić prosto do Rubidii.
Po co szła? W sumie to sama dobrze nie wiedziała po co. Jednak właśnie taki cel postawiła sobie po dokładnym obejrzeniu Shari, a przed tym - wszystkich większych miast od Gór Druidów po Szepczący Las. Założyła, że żeby uznać Równiny Andurii za dokładnie zwiedzone musi obejrzeć jeszcze Rubidię i Las, który do niej prowadził.
Na horyzoncie widziała właśnie pierwsze drzewa i zaróżowione od zachodu słońca niebo. Postanowiła, że nie będzie zagłębiała się po ciemku i prześpi się gdzieś na skraju. Zaczęła rozglądać się za jakimś dogodnym miejscem w niewielkiej odległości od szlaku, jednak na tyle oddalonym, by nie być z niego zbyt widoczną. "Strzeżonego, Prasmok strzeże" - pomyślała. Po chwili zauważyła smużkę dymu. Niezbyt widoczną na tle drzew. Postanowiła ruszyć w tamtym kierunku.
Podchodząc bliżej coraz wyraźniej widziała ognisko, które powoli zaczęło dogasać. Suche kawałki drewna paliły się niemal w mgnieniu oka. Postanowiła dorzucić do nich kilka ze sterty znajdującej się obok. "Hmm... ktoś chyba postanowił zostać na noc. Tylko gdzie jest ten ktoś?" Obok zauważyła broń i ubrania. Były w nieładzie, ale nie zauważyła, żeby były z kogoś zdarte. "Ktoś musiał je zdjąć" - oceniła. "Tylko po co?" - kolejna myśl przebiegła w jej głowie. "Może niedaleko jest jakieś jeziorko, albo strumyk?" Była coraz bardziej zainteresowana mężczyzną i tym co się z nim stało. Uważnie obejrzała sobie broń Obozowicza, bo tak zaczęła w myślach nazywać osobę, która rozpaliła ogień. "Piękna. Misternie wykonana. Tylko po co komu aż dwa ostrza?"
Po kilku minutach uważnego przyglądania się obozowisku postanowiła oddalić się nieco. Znalazła niewysokie drzewo, z bardzo gęstym listowiem i wspięła się na jeden z szerokich konarów. Uznała, że lepiej dać Obozowiczowi trochę prywatności i czasu na ubranie się. Doszła do przekonania, że zastanie jakiegoś nieznajomego we własnym obozowisku, gdy powróciło się z kąpieli całkiem nagiemu, w dodatku bez możliwości zakrycia się bądź obrony, nie było zbyt przyjemną alternatywą.
Rozsiadła się wygodnie i sprawnie przywiązała plecak do drzewa. Z wnętrza wyjęła dość duży rysownik, a z wewnętrznej kieszonki płaszcza dobrze zaostrzony rysik. Na dużej sztywnej karcie można było zauważyć niedokończony szkic niskiego, kamiennego muru z wieżyczką strażniczą, przed którym znajdowała się jedna z bogatych jednopiętrowych karczm Shari. Ptaki wyśpiewywały ostatnie pieśni przed pójściem spać, a Rhian, skryta w gęstym listowiu wykańczała rysunek i nasłuchiwała powrotu Obozowicza.

Awatar użytkownika
Jane
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 137
Rejestracja: 4 lat temu
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Jane » 4 lat temu

Jane śledziła swoją ofiarę aż do Rubidii. Ostatecznie wylądowała bliżej Lasu Driad. Zlecenie kolejnego zabójstwa dostała od bogatego człowieka. Cel, który miała uśmiercić, popadł w ogromne kłopoty, kiedy oszukał jej zleceniodawce. Obawiała się jednak, że ofiara ucieknie jednym ze szlaków handlowych Rubidii. To tylko napędzało ją do szybkiego działania. Musi go szybko odnaleźć.
Jednakże coś przykuło jej uwagę. Niedaleko lasu rozciągał się dym. Wpierw pomyślała, że jedno z drzew się podpaliło, co za niedługo poskutkuje pożarem, lecz kiedy podeszła bliżej, spostrzegła, iż to tylko niewinne ognisko. Jej uwagę natomiast przykuła torba, broń oraz ubrania, które były porozrzucane wokół ognia. Zastanawiała się, czy to przypadkiem nie ofiara, którą śledziła, rozbiła ten obóz, jednakże postanowiła przyjrzeć się broni. Rozejrzała się najpierw, czy Obozowicza nie ma w pobliżu, lecz postanowiła nie ryzykować, gdyż czuła, iż ktoś jest w pobliżu. Postanowiła przejść obok ogniska, zachowując bezpieczną odległość i przeanalizować miejsce. W razie czego trzymała dłoń na rękojeści jednego ze swoich ukochanych, krótkich mieczy. Szybko jednak uznała, że to nie jej cel rozbił ten obóz. Pomyślała, że niepotrzebnie traci czas, więc ukryta w cieniu weszła głębiej w las. Postanowiła zapolować, aby głód nie męczył jej podczas dalszej podróży.

Awatar użytkownika
Luka
Błądzący na granicy światów
Posty: 23
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Luka » 4 lat temu

Nie minęło dużo czasu aż lykan wrócił z polowania. Poszczęściło mu się, ponieważ przydybał śpiącą gromadę zająców i dwa z nich upolował bez problemu. Gdy wkroczył z nimi do swojego obozu zauważył, że coś jest nie tak. Mianowicie ognisko, które rozpalił, paliło się w najlepsze, a Luka wyczuł dwa obce zapachy, jeden słabszy, najprawdopodobniej kogoś kto tu był i poszedł dalej i drugi mocniejszy, świadczący o tym, że jest tu ktoś jeszcze i to całkiem blisko. Początkowo wilkołak zastanawiał się czy nie zabić nieproszonego gościa, z drugiej jednak strony nie mógł zaatakować nie znając jego intencji. Postanowił więc zignorować przybysza, kimkolwiek on był i poczekać jak się zachowa. Położył na ziemi martwe zające i powrócił do ludzkiej postaci, by następnie odziać się w swoje ubranie. Nie narzucił na głowę swojego kaptura wiedząc, że w ludzkiej postaci mało kto go znał. Gdy tylko się ubrał, zabrał się za oprawienie zajęcy. Gdy to zrobił poszukał kilka dłuższych badyli, z których zrobił prowizoryczny ruszt, na którym piekły się zające. Swering od czasu do czasu doglądał pieczeni, coby mu się nie przypaliła jednocześnie dyskretnie spoglądając w kierunku, skąd dochodził ów mocny zapach.

Awatar użytkownika
Rhian
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rhian » 4 lat temu

Skupiona na rysowaniu o mało nie przegapiła cichego szelestu i szurania. Wyjrzała przez liście, ale jedynym co udało się jej zobaczyć, był niknący między drzewami ciemny kształt i ruda czupryna. "Kobieta" - stwierdziła od razu. "Więc nie mógł to być Obozowicz. Chyba, że ona udaje czasem faceta." Spojrzała kontrolnie na ognisko. Nic się nie zmieniło. "Musiała tylko przechodzić" - stwierdziła uspokajając się jednocześnie. Wróciła ponownie do szkicu.
Niedługo po tym wydarzeniu ponownie usłyszała, że ktoś się zbliża. Tym razem był to wilk. Rhian chciała przyjrzeć mu się dokładniej, gdy nagle zwierzę zmieniło kształt i zamiast niego na polanie pojawił się mężczyzna. "Wilkołak. Cholera. Wyczuje mnie." - W jej myślach zaświeciła się ostrzegawcza lampka. Szybko ukryła się między liśćmi i już zza nich obserwowała Obozowicza. Miała może gorszy widok, jednak czuła się bezpieczniej wiedząc, że może zyskać kilka chwil, zanim mężczyzna zorientuje się, że jest obserwowany. Rozejrzała się ostrożnie za jakąś drogą ucieczki. Jednak nie znalazła niczego dyskretnego. A jeśli zaczęłaby uciekać w mniej rozważny sposób, wilkołak szybko by ją złapał. "Cholera" - zaklęła ponownie. Postanowiła poczekać.
Obozowicz zdawał się nie wiedzieć o jej istnieniu. Zajął się zającami. Rhian przez chwilę rozważała opcję, że jej nie zauważył. Jednak zaraz zmitygowała się. "To wilkołak! Już dawno cię wyczuł, głupia! Zaraz później było jasne, że jej ostrożniejsza połówka miała rację. Elfka złowiła jedno z dyskretnych spojrzeń w jej kierunku. Wiedziała, że nie ma sensu uciekać. Siedzenie na drzewie też przestało być dobrym rozwiązaniem. Wilkołak i tak wiedział, że tam jest. Kto wie czy gdyby dalej się ukrywała nie postanowiłby rozwiązać problemu na swój sposób?
Rozwiązała sznurki plecaka i trzymając rysunek pod pachą lekko zeskoczyła z konaru. Założyła torbę na ramię i powoli ruszyła w stronę ogniska. Szła pewnie, z uśmiechem na ustach, tak jakby niczego się nie obawiała i jakby przez ostatnie pół godziny nie robiła niczego złego. Bo przecież podglądanie nie jest niczym złym.
Zatrzymała się w niewielkiej odległości, tak by mógł ją doskonale słyszeć przeciętny człowiek. Była pewna, że wilkołak usłyszałby, gdyby zaczęła mówić do niego ze swojego poprzedniego miejsca.
- Cześć - powiedziała swobodnie. - Mam trochę chleba. - Ruchem głowy wskazała na swój plecak. - Wymienimy się? - Spojrzała na piekące się zające.

Awatar użytkownika
Jane
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 137
Rejestracja: 4 lat temu
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Jane » 4 lat temu

Elfka chodziła z nietypowym dla siebie szerokim uśmiechem. Podczas polowania spotkała człowieka, którego tak długo szukała. Jej zleceniodawca będzie chyba zadowolony. Szybkim krokiem wracała tą samą drogą, którą wcześniej przemierzała. Wkurzała się, ponieważ bez wątpienia pachnie teraz krwią. Westchnęła. Nie spała całą noc, goniąc swoją ofiarę. A teraz jeszcze na dodatek dokuczał jej głód.
W tym momencie skarciła się w myślach. Szła tą samą ścieżką, co oznaczało, że wróciła do tajemniczego ogniska. Całkowicie się zapomniała. Skryła się za jednym z większych drzew, mając nadzieję, że nikt nie zauważył jej obecności. Albo przynajmniej, żeby nie zdradziło ją burczenie w brzuchu.

Awatar użytkownika
Skierra
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skierra » 4 lat temu

W ostatnich dniach zdecydował się wyruszyć z Szepczącego Lasu w trochę bardziej odludne miejsce. Miał nadzieję, że oddalenie się od ludzkich siedzib pomoże mu jakoś przetrwać pełnię bez zabijania wszystkiego, co mu się napatoczy. Dopóki jeszcze należał do watahy rudego, jakoś dawał sobie radę. Większość jego wspomnień z tej fazy księżyca po prostu wyparowywała, ale miał świadomość, że to jego dawni towarzysze powstrzymywali go przed zgubnymi skutkami pełni. Teraz, kiedy był sam, musiał się gdzieś zaszyć, tak aby nie zdążył nikogo wytropić i zabić przed nastaniem świtu. Miał co do tego już parę pomysłów, ale co do każdego miał wątpliwości. Żywił więc cichą nadzieję, że gdy zmieni otoczenie, uda mu się znaleźć jakąś przyzwoitą watahę.

Był akurat w trakcie tropienia swojej zdobyczy. Ściółka leśna przyjemnie łaskotała go w poduszki na łapach, gdy podążał świeżym tropem młodej, oddalonej od reszty stada sarny. Wiatr niespecjalnie mu sprzyjał, bowiem sarna chyba zdążyła go wyczuć. Poruszała się szybciej niż powinna i kluczyła między drzewami. Nagle, trop zamiast podążać dalej, wgłąb puszczy skręcił niemalże zawracając. Skierra rozszerzył nozdrza, poszukując czegoś, co mogło spowodować nietypowe zachowanie zwierzęcia. Wiatr zawiał w drugą stronę, a w powietrzu pojawił się zapach niewątpliwie należący do wilka. Jeszcze raz wyciągnął powietrze. Była w nim również nuta... człowieka. Tak, na pewno. Ale nadal był to tylko jeden zapach, ten sam. Przechodził tędy wilkołak.
Skierrę ogarnęła fala podniecenia. Więc jednak tu był ktoś taki jak on. Może nawet nie był sam, miał własną sforę, która znajdowała się gdzieś w pobliżu, po jednej ze stron napotkanego przez niego tropu. Bardzo chciałby dołączyć do nich, czy też do niego (wolał jednak myśleć, że jest ich więcej). Ale nawet jeśli, to od tak mogli go do siebie nie przyjąć. Musiałby wpierw coś dla nich zrobić, czymś się zasłużyć. Ale co by to mogło być... W tej chwili jego nozdrza ponownie napełnił zapach młodej sarenki, która chyba miała nadzieję jeszcze się wymknąć. Mógł to zrobić, oddać im swój obiad. Co jak co, ale każda wataha ceni sobie dobrych łowców. Jeżeli tamten wilk jeszcze nie natknął się na jego przyszłą zdobycz, to w takim razie miał jeszcze szansę na zabłyśnięcie przed nimi.
Polowanie w samotności jest trudniejsze niż w grupie. Najłatwiej jest zajść stado ze wszystkich stron i zacieśniać krąg. Wyłapać ile się da. Ucztować. Natomiast samotnie złapanie szybkiego zwierzęcia jest dużo trudniejsze. Biec i nie gubić tropu. Być szybszym. Znaleźć, złapać, zabić.
Miał wielkie szczęście, bo oszołomione ze strachu zwierzę potknęło się, uderzając w pień drzewa. Chyba rozbiło sobie czaszkę co pozwoliło mu pozbyć się tych lekkich wyrzutów sumienia, z powodu dobicia sarny. Niedługo potem ciągnął już ciało w stronę, gdzie natknął się na wilkołaczą woń. Przejście tak daleko zajęło mu więcej czasu z powodu balastu.
Gdy tylko ponownie wyczuł wilczy zapach wpadł w stan euforii. Był dumny ze swoich umiejętności łowieckich i miał nadzieję, że zaraz będzie znowu należeć do watahy. Podążając dalej tropem dotarł w końcu na polankę z niewielkim obozem, w którym siedział mężczyzna opiekający dwa zające. To na pewno był on, ten, którego tropem podążał. Miał już wyjść poza drzewa ze swoją zdobyczą, gdy do jego uszu dotarły jeszcze dwie oddychające istoty. Jeden oddech, niespokojny i jakby lekko przestraszony i drugi, spokojny i opanowany. Właścicieli nie było widać. Nie poczuł zapachu, którego wiatr tutaj nie dopuszczał.

Nagle, usłyszał miękki, ciepły głos, taki, jakiego nigdy jeszcze nie słyszał. Brzmiał tak niesamowicie, tak pięknie, że aż go zatkało. Do mężczyzny zbliżyła się kobieta, bardzo piękna i mimo widocznego czasu, jaki spędziła podróżując, jej twarz wprost promieniowała urodą. Gdyby nie to, że jego wilcze instynkty zagłuszały ludzkie, to na pewno zostałby przez nią uwiedziony. Cieszył się w duchu, że potrafi się jej oprzeć.
Ale nadal nie wiedział, co zamierza z nią zrobić drugi wilkołak. Przy wdziękach dziewczyny raczej odrzucał mordercze zamiary, ale z wilkami nigdy nic nie wiadomo. Na wszelki wypadek postanowił odciągnąć jego uwagę od niej swoją obecnością. W dodatku pokrzepiała go myśl o dołączeniu do watahy. Złapał sarnę mocniej w zęby i przeciągnął przez zarośla. Położył się obok niej na znak uległości i wydał z siebie odgłos, który po krótkim namyśle można by było nazwać przyjaznym szczeknięciem na powitanie.

Awatar użytkownika
Luka
Błądzący na granicy światów
Posty: 23
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Luka » 4 lat temu

Wilkołak nie musiał długo czekać na swojego "gościa". Szła pewnie i z uśmiechem, ale Swering na odległość wyczuwał lęk przed nim. Dziewczyna zaproponowała wymianę żywnością, na co wilkołak zaśmiał się śmiechem bardziej przypominającym szczekanie niż śmiech.
- Nie musisz się mnie obawiać. Zabijam tylko wtedy, gdy wiem, że będę miał z tego jakąś korzyść. Nie szaleję również w czasie pełni jak niektórzy moi pobratymcy. Chętnie się też podzielę jedzeniem - powiedział z wesołym uśmiechem, robiąc miejsce nieznajomej. Zające prawię się upiekły i ładnie pachniały. Nos Luki wyczuł nagle nowy zapach, który zdecydowanie się wyróżniał, bo należał do wilkołaka. Zresztą ów wilkołak wyłonił się wraz ze zwierzyną, którą położył na ziemi, a on sam przyjął uległą pozycję i wydał z siebie szczeknięcie mówiące mniej, więcej: "Mam przyjazne zamiary". Swering wstał i wydał z siebie kilka szczeknięć będących pewnego rodzaju zaproszeniem dla wilka. Luka wyczuł też jeszcze jeden zapach. Ten sam, który należał do kogoś kto tu był jednak teraz dało się wyczuć wśród tego zapach krwi. Lykan stojąc w miejscu przybrał formę hybrydy i sprawnie skoczył w kierunku zapachu czającego się w krzakach. Przewrócił chowającą się w nich rudowłosą kobietę. Aby uniemożliwić jej jakikolwiek atak Swering przygwoździł jej ręce swoimi nogami dzięki czemu siedział na swojej ofierze.
- Gadaj kim jesteś i czego tu szukasz, a może nie zeżrę cię na kolację - zagroził. Co prawda nie jadał ludzkiego mięsa, ale ta pogróżka zazwyczaj działała.

Awatar użytkownika
Rhian
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rhian » 4 lat temu

Po pierwszych słowach Obozowicza dziewczyna uspokoiła się. Jego śmiech i głos bardzo przypominał psi albo wilczy. Rhian zdjęła plecak i przysiadła obok mężczyzny. Sprawnie spakowała rysownik i wyjęła owinięty materiałem bochenek chleba. Był już czerstwy, w końcu upieczono go jakiś tydzień temu, jednak na dzisiejszą kolację powinien wystarczyć. To był jej przedostatni bochen, jednak nie żałowała go, w lesie na pewno będzie miała okazję do polowania. Żywienie się samym mięsem nie było wcale takie złe, gdy wiedziało się jakich roślin użyć by pokreślić smak sarny czy zająca. Widząc, że pieczeń jest już prawie gotowa, odwinęła materiał i podała bochenek wilkołakowi, żeby go podzielił. Miał na pewno dużo więcej siły od niej i elfka była pewna, że zrobi to sprawniej. Poza tym nie chciała wyjmować swojego srebrnego sztyletu, którego zazwyczaj używała do krojenia chleba.
Nagle usłyszała szczekanie, na polanie pojawił się wilk z upolowaną sarną. "Hmm... Czyżby obozowicz podporządkował sobie wilka i ten wprosił się na kolację?" Elfka nie znała za dobrze wilkołackich zachowań. Zawsze starała się unikać silniejszych od siebie i obserwować ich z daleka. Jej wiedza o tych stworzeniach ograniczała się do usłyszanych gdzieś opowieści. A te były różne. Na pewno większość była przekoloryzowana, ale może akurat ta, że wilkołaki mogą panować nad wilkami nie była przesadzona. Usłyszała szczekliwą odpowiedź Obozowicza i po chwili widziała jak biegnie w stronę lasu. Chleb upadł w miejscu, w którym niedawno stał mężczyzna. Teraz zamiast niego widziała niknącego w oddali pół człowieka pół wilka. Wyglądał potężnie i bardzo niebezpiecznie. Rhian nie chciała być na miejscu tego, do kogo właśnie podążał.
Chwilę później usłyszała groźny głos Obozowicza i widziała jak przygniata swoim masywnym ciałem Kogoś. Ze swojego miejsca nie mogła dostrzec nic więcej. Jednak nie poruszyła się. Była zbyt zaskoczona tym wszystkim, co się do tej pory wydarzyło. Wilk, sarna, biegnący ogromny wilkołak i jego groźne, wypowiedziane warkliwie słowa. To wszystko stało się bardzo szybko i elfka potrzebowała chwili, żeby w pełni zrozumieć całą sytuację.

Awatar użytkownika
Jane
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 137
Rejestracja: 4 lat temu
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Jane » 4 lat temu

Jane przykucnęła w krzakach, niedaleko obozu. Obserwowała wszystko dookoła. Obozowicz piekł zające, co tylko bardziej utwierdziło Elfkę w przekonaniu, że jest głodna. Przez pogoń za swoją ofiarą całkowicie się zapomniała. Nieprzespana noc i głodówka dawały się we znaki. Coraz to bardziej karciła się w myślach. Po chwili zaobserwowała, że do mężczyzny przy ognisku podeszła jakaś kobieta. Zagadała do niego, lecz Jane nie usłyszała dokładnie tego, co powiedziała. Obozowicz uśmiechnął się do niej, a ona przysiadła się do niego. Reiter westchnęła cicho.
Wzdrygnęła się, kiedy niedaleko obserwowanych przez nią osób pojawiła się kolejna postać. Wilk. Podszedł do nich, ukłonił się i wydał z siebie coś w rodzaju szczeknięcia. Mężczyzna... odszczeknął? Czy ona dobrze słyszała?
Obozowicz po chwili wstał i zaczął szczekać. Teraz była tego pewna.
Cholera, wilkołak... Jane nie zamierzała zadzierać ze zmiennokształtnym, ale domyśliła się, że mógł ją wyczuć. W tym momencie przeraziła się nie na żarty. Po cichu stanęła na równe nogi i zrobiła krok w tył. Oczy jej omal nie wyszły z orbit, kiedy Wilkołak wyskoczył przed nią w pół-wilczej formie. Nie miała czasu zareagować i sięgnąć po któryś z mieczy, gdyż zmiennokształtny przewrócił ją i przygwoździł do ziemi, uniemożliwiając ruch czy też atak. Syknęła z bólu, kiedy uderzyła głową o twardy grunt. Przez chwilę zapomniała o oddechu, wpatrzona w ślepia wilka. Zagroził jej pożarciem, jeżeli nie powie, kim jest. Cudownie... pomyślała. W tej chwili uświadomiła sobie, że mógł on wyczuć zapach krwi. Zaklęła w myślach, po czym zaczęła składać zdanie, które nie wpakuje jej w większe kłopoty.
- Wolałabym się przedstawiać stojąc, niż leżeć na ziemi bez możliwości ruchu, jeśli można. Nie mam wrogich zamiarów.
Starała się, aby jej ton głosu nie wyraził strachu i nie był również obraźliwy. Próbowała zachować powagę, aby nie pogorszyć swojej sytuacji. W sumie, chyba gorzej być nie może.
Przeraziła się również, że czuć od niej krwią. Oby to tylko nie oznaczało, że skończy jako kolacja...
Czekała tylko na reakcję Wilkołaka.

Awatar użytkownika
Skierra
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skierra » 4 lat temu

W uległej pozycji miał zamiar trwać do czasu, aż drugi wilkołak uzna swoją pozycję górującą nad nim i zaakceptuje fakt iż jest teraz dowódcą nielicznej watahy, lub też odpędzi go uznając Skierrę za zbędnego. Oczywiście nie miał zamiaru odpuszczać łatwo w drugim wypadku. Zapewne tak długo naprzykrzałby mu się, aż ten w końcu się zgodzi, lub dopóki nie natknie się na inne wilkołaki.
Na szczęście, nie musiał uciekać się do tego, bo wkrótce usłyszał serię aprobujących i zapraszających szczeknięć. Okropnie mu ulżyło, bał się już bowiem, że po raz drugi w życiu będzie musiał sam przetrwać pełnię. Miał wrażenie, że z kimś takim jak on będzie mu dużo łatwiej, tym bardziej, że dopiero co oznajmił dziewczynie, że pełnia mu zupełnie nie przeszkadza.

- Jestem Skierra - oświadczył w zwierzęcej mowie, czyli w jedyny sposób w jaki potrafił skutecznie się porozumiewać w tej formie. Podniósł się z powrotem na cztery łapy i radośnie wywijając ogonem przyciągnął swoją zdobycz bliżej ogniska, ale sam bardzo się nie zbliżał do płomieni zawzięcie liżących drewno. Wolał zachowywać bezpieczną odległość.
Gdy od strony młodej kobiety zawiał wiatr, udeżyła w niego tak drapiąca i dusząca woń tkanin, że czuł się, jakby mu zatkano nos poduszką, albo czymś innym zrobionym z materiału. Odskoczył jak oparzony i podreptał na drugą stronę ogniska, z zamiarem zapytania się, jak wilkołak to wytrzymuje.

Zanim jednak zdążył choćby otworzyć pysk, wiatr jeszcze bardziej się wzmógł, a do nich obu dotarł zapach ludzkiej krwi i człowieka, wymieszany w dziwnych proporcjach. Skierra w pierwszej chwili myślał, że za drzewami jest ktoś ranny i podbiegł w tamtą stronę. Na miejsce pierwszy nie dotarł, bo za krzakami już obezwładniona przez półwilka rudowłosa kobieta leżała przycisnięta do ziemi. Nie była poraniona, więc krew którą wyczuli nie mogła należeć do niej. Skierra nie polubił jej, bo na pewno była zabójczynią i warcząc zjeżył sierść na grzbiecie. Od niej również wypływał obezwładniający zapach, ale stłumiony przez krew nie był aż tak duszący jak tamten drugi. Ten był w stanie wytrzymać.
Wilkołak miał zamiar chyba wyciągać z niej informacje siłą. Nawet w sytuacji, w której dziewczyna chciałaby wszystkich tu pozabijać, przemoc była zła dopóki rudowłosa nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia. Postawiwszy żądanie wypuszczenia oświadczyła, że będzie zeznawać gdy tylko się ją uwolni. Wyglądała jednak tak, jakby zaraz po wypuszczeniu miała chwycić za miecze przypasane jej do boków i zacząć wywijać nimi na wszystkie strony. Więżący ją wilkołak widocznie uważał podobnie, bo nie podjął decyzji natychmiast.
Skierra nagle wpadł na prosty i skuteczny pomysł na zawarcie kompromisu. Podszedł bliżej i wymownie uniósł łapę nad jeden z mieczy i pociągnął do siebie. Miało to oznaczać skonfiskowane jej broni, ale żeby upewnić się, że nie został opacznie zrozumiany powtórzył to samo w zwierzęcej mowie.
Zdecydował jednak pozostać w pobliżu na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, co taki ktoś może mieć w zanadrzu i przy okazji mógł okazać swoją lojalność. Ważne było, by pokazać na początku jak najwięcej swoich zalet alfie, by znał jego wartość.

Awatar użytkownika
Luka
Błądzący na granicy światów
Posty: 23
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Luka » 4 lat temu

Odpowiedź rudowłosej zbiła nieco z tropu Sweringa. Mało kto zamiast trząść portkami przed nim, hardo mu odpowiada. Owszem czuł u dziewki lęk, ale i tak wywarła na nim wrażenie.
- Musi być cholernie odważna... albo niesamowicie głupia - pomyślał uśmiechając się, co w formie hybrydy dało dość potworny efekt. W końcu lykan wybuchnął śmiechem. Dawno nie spotkał kogoś kto mu zaimponował.
- No proszę... widzę, że masz cięty charakterek - powiedział, gdy przestał się śmiać. - Dobrze, pozwolę ci wstać, ale najpierw pójdę za radą kolegi wilkołaka. - Tu wskazał Skierrę. - I odbiorę ci twoją broń. Radzę ci uprzejmie nie kombinować, chyba że chcesz skończyć jako krwawa miazga. - Po tych słowach powrócił do ludzkiej formy i dokładnie obszukał kobietę, ale znalazł tylko dwa miecze i łuk.
- Hmmm... interesujące... - mruknął pod nosem przyglądając się broni. Choć znał się na magii jak smok na uprawie ryżu, był prawie pewny, że broń jest magiczna, wolał więc zachować ostrożność, by uniknąć nieprzyjemności. Po odebraniu broni pomógł rudowłosej wstać.
- No więc słucham. Kim jesteś i czego tu szukasz? Bo po broni i zapachu krwi stwierdzam że nie przyszłaś tu na spacer - powiedział podnosząc trzymaną broń. Miał dziwne wrażenie, że skądś ją kojarzy. Jednego był jednak pewien, ruda była na pewno zabójczynią.
- Szlag... to mi się kompania trafiła... Dwie dziewki i wilkołak... - pomyślał przeczesując krótkie włosy. Jakoś zawsze unikał towarzystwa i wolał przy tym pozostać. Z drugiej strony nie mógł od tak sobie odejść, więc chcąc czy nie musiał wytrzymać przez chwilę to towarzystwo.

Awatar użytkownika
Rhian
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rhian » 4 lat temu

Przyglądała się całemu zajściu z daleka. Po odpowiedzi dziewczyny wilkołak ponownie zaczął się śmiać. "Hmm... Wygląda na to, że niezły z niego wesołek." Skupiła się, by usłyszeć każde słowo Obozowicza. "A więc ten drugi też jest wilkołakiem. Wpadłam w ciekawe towarzystwo" - spojrzała w stronę wilka i uważnie mu się przyjrzała. Wcześniej nie miała na to czasu, bo wydarzenia toczyły się bardzo szybko. Teraz jednak mogła to zrobić bez problemu i niezauważenie - wilkołaki zajęte były drugą kobietą. "Wygląda jak zwyczajny wilk. Może jest trochę większy. Nic dziwnego, że wcześniej się pomyliłam."
Obozowicz pomógł kobiecie wstać i Rhian zauważyła, że jest to osoba, którą już wcześniej tu widziała. Taki odcień rudego nie zdarzał się zbyt często. Prawdę mówiąc nieznajoma była pierwszym człowiekiem, u którego widziała taki kolor włosów. Patrzyła dalej. Nie... Ona nie była człowiekiem. To była elfka. Rhian mocniej naciągnęła kaptur na głowę. Nie chciała by wilkołaki w jakikolwiek sposób skojarzyły je ze sobą. "Jeszcze pomyślą, że pracujemy razem."
Przyglądała się dalej, milcząc i uważnie słuchając każdego słowa, które zostanie wypowiedziane między drzewami.

Awatar użytkownika
Feliks
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 95
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Feliks » 4 lat temu

Feliks po udanym sabotażu łodzi kupieckiej na Rzece Motyli postanowił znaleźć odpowiednie miejscem,żeby odpocząć. Niestety dookoła była równina. W oddali można było zobaczyć Las Driad, więc tam postanowił pójść i odpocząć. Po kilku minutach drogi zauważył dym wzlatujący ponad korony drzew, niechętnie postanowił sprawdzić jego źródło. Po dotarciu do celu zauważył tam dwie kobiety oraz dwóch wilkołaków, lekko zdziwiony wdrapał się na drzewo i stamtąd postanowił w ciszy obserwować dalszy rozwój wydarzeń.

Awatar użytkownika
Jane
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 137
Rejestracja: 4 lat temu
Ranga: [img]http://granica-pbf.pl/images/moderator.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Jane » 4 lat temu

W pewnym momencie obok niej pojawił się drugi wilk. Przybiegł niedługo po Obozowiczu. Warczał na nią, dając jasno do zrozumienia, że nie jest tu najmilej widziana. Przecież mało kto chciał, aby przy jego obozie kręciła się obca, podejrzana osoba, to oczywiste. Wilk jednak podszedł bliżej i łapą odsunął od niej jeden z mieczy. Czekała w skupieniu, gdyż szybko zrozumiała, że zamierzał skonfiskować jej broń. Nie za bardzo podobał jej się ten pomysł. Nie miała zamiaru walczyć. Pewnie i tak nie miałaby szans ze Zmiennokształtnym. Po prostu nie spodobało jej się, że jej ukochane miecze będą w czyiś rękach. Oba ostrza były dla niej ważne.
Skupiła wzrok na Wilkołaku, który nadal nie pozwalał jej wstać. Wstrzymała oddech, kiedy Obozowicz wyszczerzył zęby. Pomyślała, że to zły znak, jednakże niedługo po tym Wilkołak zaczął się śmiać. Mocno się zdziwiła. Przed chwilą groził jej pożarciem, teraz wyglądał na naprawdę rozbawionego.
Jasno oświadczył, że zabierze jej broń. Dowiedziała się przy okazji, że wilk, który zaproponował ten pomysł, również jest Wilkołakiem. „No pięknie...” pomyślała. Ponownie usłyszała, jak Obozowicz mówi jej, aby nie próbowała żadnych sztuczek, inaczej marnie się to dla niej skończy.
Najpierw mi grozi, potem się śmieje, znowu grozi... ma bardzo zmienny charakter”. Oba miecze zostały jej zabrane, tak samo łuk. Wilkołak zaczął przyglądać się ostrzom. Jane miała nadzieję, że jak tylko udowodni, że nie zrobi im krzywdy, to odzyska broń. Po przemianie w człowieka Obozowicz zaoferował pomoc przy wstaniu, którą chętnie przyjęła.
- Jestem Jane - zaczęła. Przez chwilę zastanawiała się, czy może spróbować skłamać i wcisnąć im jakąś banalną historyjkę, lecz ciężko było jej wymyślić coś na poczekaniu. - Skrytobójczyni. Jednakże nie zabijam bez konkretnego powodu - mówiła spokojnie i powoli, starała uśmiechać się przyjaźnie. Strach, który odczuwała przed Wilkołakiem, nie zniknął, ale z całą pewnością znacznie zmalał. Spojrzała w kierunku ogniska. Siedząca przy nim kobieta przyglądała jej się. Jednak wzrok Jane skierował się szybko w stronę Obozowicza.
- Skoro znasz już moje imię i wiesz, że nie mam złych zamiarów – mówiąc to pokazała dłonie na znak, że nic nie kombinuje. - To może samemu wypadałoby się przedstawić, nie uważasz?
Ostatnio edytowane przez Jane 4 lat temu, edytowano łącznie 1 raz.

Awatar użytkownika
Skierra
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skierra » 4 lat temu

Nie do niego należało decydowanie. Pozycja, którą na siebie przyjął, nie pozwalała mu na nic więcej prócz proponowania. To alfa musiał zadecydować, co, gdzie i jak. Co do mniej istotnych spraw powinien kierować się własnym rozsądkiem, ale intruz w obozie nie był rzeczą błahą i nie mógł sam o tym zadecydować.
Jak na razie nie otrzymał żadnego wyraźnego polecenia od przywódcy. Nie był pewny, co powinien zrobić, więc nadal pozostawał u jego boku w charakterze straży przybocznej. Podczas gdy alfa sprawdzał jeńca, Skierra nie przestawał nasłuchiwać i węszyć dookoła, bo jedna osoba już chciała ich podejść, a nie było powodu,dla którego mógłby sądzić, że była tu sama. Kto ich tam wie.
Nie udało mu się wywęszyć niczego poza parą ptaków urzędujących na drzewie. Miał ochotę, by zacząć się wspinać i spróbować je pochwycić, jednak stał niewzruszenie w miejscu, wiedząc, że alfa nie wyraził na to zgody. Dalej obserwował wilkołaka i elfkę, którzy po konfiskacie broni chyba zaczęli się dogadywać.
Alfa przybrał ludzką postać, w której jego ubrania były nań na pewno sporo za duże. Być może Skierra miałby ten sam problem, gdyby nie to, że przez cały czas pozostawał wilkiem lub istotą wilkopodobną. Nigdy nie przemieniał się w człowieka w obawie, że jego własny zapach doprowadzi go do szaleństwa, w którym zanadto zbliży się do osad ludzkich. Wolał nie myśleć, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Już teraz ludzką nutę we własnym zapachu ciężko znosił.
Zarówno alfa, jak i ta dziewczyna szykowali się już wyraźnie do opuszczenia nietypowej kryjówki. Powoli wstali i zaczęli zmierzać ku ognisku. Przedtem jeszcze, wilkołak zadał jej pytanie, na które odpowiedziała, że jest skrytobójczynią. Mówiła o tym z takim spokojem, że Skierra warknął nieprzyjemnie. Mimo dwóch lat, podczas których ani przez chwilę w pełni nie był człowiekiem i nie miał całkiem ludzkiego umysłu, to swoje dawne zasady wciąż pamiętał i respektował. Co innego jest dotrzymać obietnicy złożonej komuś innemu, a co innego jest dotrzymać tej, którą dało się samemu sobie. Czuł się dumny, że dalej przestrzegał tych reguł.
Gdy doszli do ogniska, na drzewie na skraju polany coś zaszeleściło. Stworzenie było dość głośne, by stwierdzić, że jest dużo większe od wiewiórki. Owa istota była na nawietrznej, więc dlatego wcześniej żaden z członków sfory jej nie wywęszył. Nie był pewien jakie dowódca ma teraz zamiary, ale spojrzał ba niego, chcąc uzyskać pozwolenie na obejrzenie nadrzewnej istoty. Wiedział, że oboje ją usłyszeli.
- Na tamtym drzewie coś siedzi - powiedział w mowie zwierząt, ale zrozumieć go mógł tylko drugi lykantrop. Dla dwójki dziewczyn było to najzwyklejsze szczeknięcie. - Mogę to sprawdzić?
Przestępował nerwowo z łapy na łapę. To mógł być szpieg albo zabójca, dokładnie jak ta ruda samica. Nie miał co do tego dobrych przeczuć, ale lepiej żeby ktoś nie spuszczał z zabójczyni z oka.

Zablokowany

Wróć do „Las Driad”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości