Nizina Arkadyjska[Wschodnia część niziny Arkadyjskiej] Końskie Zaloty

Niewielka, żyzna nizina, ciągnąca się od Północnej Bramy, przez tereny Rododendronii, Renidii, Rapsodii, aż za rzekę Nefarii i łącząca się ze Wschodnimi Pustkowiami. Niektórzy badacze uważają, że "podkowia nizina" sięga, aż do podnóży Gór Fellarionu. Uznaje się bowiem, że tereny należące do poszczególnych państw należą do niziny, te zaś, które są nie zamieszkałe to Wschodnie Pustkowia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ka'zah'stane
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 4 miesiące temu
Rasa: Nordyjczyk
Profesje: Inna , Chłop
Kontakt:

[Wschodnia część niziny Arkadyjskiej] Końskie Zaloty

Post autor: Ka'zah'stane »

Ka’zah’stane tęsknił za domem.

Nizina Arkadyjska była zielonym rajem, gdzie pogoda była umiarkowana, a widoki zdumiewające. Jednak za każdym razem, gdy nord spoglądał na zarys gór Fellarionu malujących się na północnym horyzoncie, tęskno mu było za skutymi lodem i wiecznie zasypanymi śniegiem szczytami Thargornu.

Tutejsze niziny tętniły życiem, od ptaków na niebie zaczynając, po drobną zwierzynę przemierzającą tutejsze gąszcza i polany. Raz nawet Ka’zah’stane zdołał z oddali zobaczył stado dzikich koni i choć łamało mu to serce, chciał je bowiem poznać i jeżeli byłyby skore to nawet zabrać je ze sobą, ale te uciekły, nim zbliżył się wystarczająco blisko. To sprawiło, iż zaczął tęsknić za mustangami, które czekają na niego w domu. Wiedział, iż matka jego i reszta plemienia zadba o stado, tak jak dbało o nie od dziesiątki pokoleń, ale to nie umniejszało tego, jak serce jego biło w samotności.

Tutejsze ścieżki, czasami utworzone przez dawny nurt wody, okazjonalnie przez ruch dzikiej zwierzyny, co jakiś czas przecinały się z szlakami handlowymi i drogami rozciągającymi się między okolicznymi miastami i królestwami. Wszystko to sprawiało, iż bez względu na to, jaki kierunek obrał, zawsze znalazła się ścieżka, dzięki której droga jego była łatwa, a przez to… ciągnęła się niemiłosiernie. Bez względu na to, ile przeszedł, gdy patrzył na drogę przed sobą to niemal zawsze widział podobny widok do tego, co dane mu było zobaczyć wcześniej i mimo, że było to tylko złudzenie jego zmęczonego podróżą umysłu, to dawało to wrażenie, jakby nie dokonywał postępów, lub szedł w kółko

W ostatnim miesiącu od rozpoczęcia swojej podróży zdołał dotrzeć i zwiedzić zarówno Rapsodię jak i Renidie. Choć były to zdumiewające miasta o przyjaznych ludziach i ciekawej kulturze, to jednak obydwa miejsca go zawiodły. Ani tu, ani tam nie znalazł koni, które mógłby zabrać ze sobą. Od tanich, ale miernych okazów, które nie przeżyłyby warunków dalekiej północy, po niezwykle drogie konie rasowe, które choć posiadały nienaganny rodowód, to jednak były kompletnie nieprzyzwyczajone do faktycznych trudów podróży i pewnie nie poradziłyby sobie o wiele lepiej niż te najtańsze, gdyby miały za zadanie przemierzać śmiertelnie chłodne szczyty. Wszystkie konie pomiędzy także miały swoje mankamenty i choć Ka’zah’stane pragnął przygarnąć, rozpieścić i zaprzyjaźnić się z każdym z nich, to jednak musiał je zostawić za sobą, przez co był markotny, gdy opuścił drugie miasto z pustymi rękoma, bez przyjemnego dźwięku kopyt u jego boku, bez ciepła parzystokopytnego towarzysza podczas tutejszych nocy i bez wiatru we włosach, gdy jest się na grzbiecie galopującego rumaka.

Jedyne, co mu pozostało, to ruszyć dalej, i to też zrobił, nawet jeśli wzdychał na myśl o kolejnym miesiącu podróży, który może być równie bezowocny, co poprzedni. Mając mapę okolicy, planował on iść na wschód, aż natknie się na rzekę Nefari, aby następnie iść wzdłuż niej na południe, ku Opuszczonemu Królestwu gdzie czekały na niego Ruiny Nemerii. Teren tamtejszy nie był przyjazny istotom żywym, co Ka’zah’stan miał nadzieje oznaczało, iż jeżeli są tam hodowanie konie, to będą one silne i nieustraszone, zdolne do przeciwstawienia się nawet nieumarłym bestiom, a co za tym idzie potencjalnie nadające się do życia w zimnej północy, gdzie każdy dzień był bezlitosną walką z nieczułą naturą, równie groźną co nawet nieżywe stwory.

Właśnie nastał świt, a nord dopiero co kończył pakowanie swojego skromnego obozowiska, które to rozbił na jednej z polan, którą aż do horyzontu otaczały bezleśne niziny gdzie teren, choć nie zupełnie płaski, nie powodował problemów przy podróży piechotą. Tutejsze noce były przyjemnie chłodne, dlatego też Ka'zah'stane nie rozkładał namiotu, zamiast tego śpiąc na rozłożonej niedźwiedziej skórze pod blaskiem gwiazd. Po zwinięciu i przywiązaniu tejże skóry do złożonego wciąż namiotu, użył on tego samego sznuru by założyć ów pakunek na swoje plecy. Upewniając się, że ubrania jego były na nim i nie dostały nóżek, gdy spał, złapał on też skórzany worek, w którym nosił on suchy prowiant na tą podróż, składający się głównie z suszonego i wędzonego mięsa i twardego chleba, które zakupił w Renidii.

Mając już wszystko, z czym podróżował w rękach lub na sobie, ruszył on dalej, jego jedynym drogowskazem wyłaniające się zza horyzontu słońce, a jego ścieżką dzika trawa porastająca okoliczne polany. Okazjonalnie mijał niegroźne dzikie zwierzę lub skupisko kwiatów czy nawet grupę drzew, ale większość terenu była otwarta, a nawet opustoszała, więc zapowiadał się długi spacer ku rzece, której to jeszcze nie dane mu było zobaczyć, a do której, jeśli go pamięć nie myliła, miał jeszcze kilkanaście godzin podróży.

Tak, Ka’zah’stane bardzo tęsknił za domem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nizina Arkadyjska”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości