Na wieszaku w jednym z pokoi dla gości wisiała piękna suknia jawiąca się w kolorach błękitu i zieleni. Przyozdobiono ją również maleńkimi diamencikami, które mieniły się w promieniach wschodzącego słońca, wpadającego przez okno.
Europa stała, spoglądając na nią beznamiętnie. W zielonych oczach miała pustkę, jakby żadna z myśli nie miała dostępu do jej umysłu. Wtem od tyłu zaszedł ją Troy i ucałował w policzek. Ona poddała mu się niczym szmaciana lalka.
- Dopiero świta. Dlaczego nie śpisz? – spytał mężczyzna. Nim jednak maie odpowiedziała, on zrobił to za nią – Ah, znalazłaś sukienkę? Piękna nieprawdaż? Specjalnie dla ciebie, aby pasowało do twoich cudownych włosów – mówiąc to, przejechał dłonią po jej kosmykach.
- Dziękuję – naturianka uśmiechnęła się słabo, przez moment jej forma jakby samoistnie chciała się zmienić, pojawił się ogon i tuż po nim już prawie powróciły skrzydła, jednakże niebianin szybko na to zareagował.
- Ludzka postać pamiętasz? Żadnych ogonów, skrzydeł czy rogów. Dziś idziemy na bal.
- Racja – kobieta przytaknęła i upewniła się, że jej ludzka postać pozostaje bez żadnych nieludzkich elementów.
- Ja również ukrywam swoje skrzydła. Ludzie są… płochliwi. Boją się tego, co jest od nich silniejsze. Są biedni i zagubieni. Nie chcemy im dokładać zmartwień prawda? Oni potrzebują wsparcia. To dobre istoty – mówił Troyan. Każdego dnia to wspominał, jakby chciał sprawić, iż Europa naprawdę w to uwierzy. Choć sam dobrze wiedział, iż ludzie potrafią być źli i zepsuci czasem nawet bardziej niż sami piekielni. Musiał jednak trzymać w ryzach tę istotę, która potrafiła zsyłać katastrofy naturalne. W czasach terroru i strachu piekielnym łatwiej było zdobywać nowe dusze, a tego Pan nie chciał zaakceptować.
Bal w Meanos był hucznym wydarzeniem. Bliski przyjaciel Troyan, pochodzący z wysokiej szlachty świętował właśnie swoje półwiecze. Maie weszła do sali wraz z niebianinem. Oboje wyglądali nad wyraz dystyngowanie. On ubrany elegancko, obdarzających uśmiech każdego z napotkanych gości. Tymczasem naturianka szła niczym zjawa, włócząc za sobą drogocenną suknię z najlepszej jakości materiałów. Mimikowała zachowanie swojego partnera, jednakże w oczach kobiety nie sposób było nie zauważyć smutku i pustki. Gdy tylko zaczęła grać muzyka, dała się prowadzić aniołowi niczym bezwolna marionetka. Milczała, ale w jej głowie był ocean myśli i zduszonego krzyku. W momencie, gdy Deimos zniknął z jej życia, zabrał ze sobą cały jego sens.
Każdy kolejny krok sprawiał jej niefizyczny ból. Jakby ciało wciąż próbowało walczyć, uciekać. Rozsądek jednak podpowiadał, że przeszłości nie można cofnąć. Każde kolejne pociągnięcie smyczka było ostre, jakby kaleczyło bezpośrednio jej serce pełne wspomnień sprzed lat. Jakby magia zaklęta w muzyce próbowała odciąć ją coraz bardziej od tego, co było. Aby znów mogła rozwinąć skrzydła.
W swoim zamyśleniu nawet nie zauważyła, jak pojedyncze łzy spływają jej po policzkach. Troy spojrzał na nią z troską i delikatnie otarł jej policzki.
- Przepraszam – mruknęła zażenowana Europa.
- Nie masz za co – powiedział łagodnie – Jest ci teraz ciężko, lecz będę stał przy tobie tak długo, jak trzeba byle znów ujrzeć twój uśmiech, bowiem to największa nagroda – mówił mężczyzna, doskonale wiedząc, jakich słów użyć, aby wpłynąć na maie.
Naturianka czuła w sobie skonfliktowane emocje, ale równocześnie nieświadomie wpadała prosto w sidła anioła, myśląc, iż jest on fellarianinem, któremu naprawdę na niej zależy. Postanowiła tego wieczoru spróbować się dobrze bawić. Po raz pierwszy od wielu lat i być może nawet zrobić pierwszy krok ku lepszej przyszłości. Bez bólu i zniszczenia, z Troyem.
Menaos ⇒ Mimo wszystko, to wciąż ty
- Deimos
- Zbłąkana Dusza
- Posty: 3
- Rejestracja: 11 miesiące temu
- Rasa: Łowca Dusz
- Profesje: Inna
- Kontakt:
W sali nie brakowało urokliwych mężczyzn, pięknych kobiet i znanych osobistości z całej okolicy. Niektórzy byli tutaj by faktycznie świętować urodziny szlachcica, inni zaś mieli swoje własne powody, dla których to postanowili się tu znaleźć. Byli ci o politycznych zapędach, szukający sojuszników i poparcia. Oczywiście znaleźć można było tych, którzy nie mogli odmówić sobie obecności na jakiejkolwiek uroczystości, na której to można jeść, pić, bawić się i tańczyć. No i byli też nieliczni ci, którzy w poszukiwaniu przelotnego romansu czy nawet faktycznej miłości byli gotowi godzinami wyczekiwać na odpowiedni moment do zauroczenia wypatrzonej osoby.
Byli też tacy jak Deimos. Piekielny zmuszony był do przybrania formy człowieka i odziania się w szaty zapożyczone od tej samej śmiertelnej istoty, której to umysł złamał by zostać zaproszonym na uroczystość. Tyle dobrego, że rękawy jego garnituru bez trudu ukrywały zarówno jego karwasze jak i naramienniki, a pod eleganckimi i szykownie luźnymi spodniami skrywała się reszta jego ubrań, które to zazwyczaj nosił w swojej naturalnej formie.
Nieliczni ci, co znają Deimosa, a którzy to jeszcze żyją, nie poznali by łowcy dusz w tej formie. Wiadome jest bowiem iż piekielny nienawidzi przyjmować ludzkiej formy, tak samo jak dobrze znana jest jego absolutna awersja do noszenia ubrań innych niż te, które otrzymał od księcia ciemności. Nawet sam fakt, iż był wśród śmiertelników i nie zamordował żadnego z nich był cudem, choć gołym okiem widać było, iż nie był on w humorze. Siedział on na jednym z eleganckich foteli podstawionym pod ścianę sali, gdzie zazwyczaj wypoczywali ci zmęczeni tańcem, a skąd to Piekielny swoim wzrokiem przeczesywał tłum, podążając za co chwilę znikającą wśród ludzi sylwetką tej, dla której to dedykował ostatnie dwadzieścia pięć lat życia jak i ostatnie kilka miesięcy.
Jako Łowca Dusz i to taki dobrze zaznajomiony z Europą, już od pierwszych chwil z powrotem w tym świecie rozpoczął on pogoń za swoją zaginioną ukochaną. Przemierzał Alaranie wzdłuż i wszerz, pozostawiając po sobie ślad zrujnowanych umysłów i torturowanych dusz, które to z chwilą swojej śmierci zasilą szeregi piekielne, ale to już miało dla niego nikłe znaczenie. Liczyła się ona, tylko ona. Ślad, jakkolwiek nikły po wielu latach, znalazł się, choćby w katastrofach, o których to mówiono nawet po dziesięcioleciach, czy też w umysłach, które miały zaszczyt ujrzeć w ten czy inny sposób formę Europy i dożyć do momentu, gdy wiedza ta została brutalnie przez Deimosa wyrwana.
W którymś momencie znalazł on dowód na to, iż ktoś zaczął towarzyszyć Europie. Skrzydlaty mężczyzna, publicznie podająca się za felarianina, z którym to była widywana Europa. Maie bardzo szybko, prawdopodobnie pod naciskiem tej osoby, zaczęła skrywać swoje piękno pod oburzająco śmiertelną formą ludzkiej kobiety. Deimos nie wiedział, czy miał być oburzony tym iż jego ukochana skrywa swoją cudowną formę, czy też morderczo wściekły na tego, który zdawał się niemalże cieniem naturianki, odkąd tylko się zjawił bowiem, nie opuszczał on jej strony, a przynajmniej na to sugerowały wszystkie wspomnienia losowych świadków i przechodniów, których to zwłoki rozrzucone były wzdłuż i wszerz Alaranii.
W końcu ślad zaprowadził go tutaj, na tą uroczystość, gdzie miał być fellarianin wraz z osobą towarzyszącą. Zdobycie zaproszenia nie było trudne - jedna z tutejszych szlachcianek, która była samotna a otrzymała zaproszenie na przyjście z osobą towarzyszącą, była obecnie wśród swych znajomych, plotkując o wszystkim i niczym, nieświadoma nawet iż magia Deimosa wciąż sprawiała iż była w garści piekielnego, kompletnie posłuszna każdemu jego słowu. Dlatego też nie zawracała mu głowy, kazał jej bowiem robić to, co robiłaby zazwyczaj, gdyby przyszła tu sama.
Ledwie oczy jego odnalazły Europę i tańczącego z nią mężczyznę, a wszystkie jego plany, nad którymi to rozmyślał godzinami, złamały się pod nim. Pierwotnie myślał nad tym, by ujawnić się natychmiast i uciec z nią, gdzieś w dal, całując ją przy tym by nadrobić długą rozłąkę. Myślał nad dramatycznym wyjawieniem swej obecności, nad spowodowaniem paniki, może nawet nad złamianiem kilku umysłów by zamienić bal w krwawą rzeź, gdzie kilku ludzi popadło w szaleństwo. Tak wiele pomysłów, ale gdy zobaczył swoją ukochaną w rękach innego, jego wizję zalała fala emocji, której nie potrafił opisać. Gniew, że ktoś dotyka jego ukochaną? Zazdrość o to, że to on powinien z nią tańczyć? Absolutna furia na myśl o tym, że Europa pozwala na to?
Przede wszystkim Deimos był zawiedziony. To ta emocja wpłynęła na niego najmocniej i sprawiła że porzucił swoje plany i usadł na fotelu, decydując się patrzeć, jak maie daje się ciągnąć po parkiecie. Nie mógł uwierzyć, że taka cudownie potężna i niepowstrzymana istota wcisnęła się dla kogoś innego niż on w ludzkią skórę i ubrania. Że wszystkie te lata, które spędził u jej boku, z początku dla własnego celu, a później dla rosnącej miłości między nimi, najwyraźniej przestały już cokolwiek znaczyć, skoro pod jego nieobecność stała się…
Stała się kimś zupełnie innym.
- To ja tamtego dnia to ja zostałem zraniony… - Wymamrotał piekielny, pięści zaciśnięte w cichej furii. Tak skupiony jak na niej był, zobaczył on jak podczas tańca policzki jej spływają łzami. Dawna Europa użyłaby swoich mocy, by zniszczyć to, co powoduje jej smutek. Ta, którą teraz widział, pozwoliła by jakiś nic nie znaczący, opierzony skurwiel dotykał ją, jakby już zapomniała o miłości którą dzieliła z Deimosem. - Ale jakimś cudem to ty zginęłaś.
Nie mogąc dłużej wytrzymać, wstał on i ruszył w stronę parkietu. Kobieta, nad którą sprawował władzę, była po drodze, więc zbliżył się do niej i ociekającym furią szeptem przemówił do niej, nawet gdy zaczął ją ciągnąć za ramię.
- Idziemy tańczyć. A gdy przyjdzie pora, wskaże ci, kogo zaciągniesz do tańca.
Tylko pusty uśmiech zawitał na twarzy kobiety. Nie zostało zbyt wiele z jej oryginalnego ego, tylko tyle, by mogła ona się zachowywać normalnie wśród innych, ale poza tym była to tylko obrzydliwa, mięsna kukiełka, która złapała Deimosa za rękę.
Na skraju parkietu Deimos i ta, nad którą panował, zaczęli tańczyć. Czy też raczej, kobieta tańczyła, prowadząc ich, a Deimos dawał się prowadzić, bo tańczyć to za grosz nie umiał. Na całe szczęście były na sali takie tłumy, iż nikt nie miał okazji przyjrzeć się mu i zobaczyć iż tańczył jak pijana kura z dwoma kikutami zamiast nóg. Fakt faktem, jego partnerka, jakkolwiek mocno nie zrobił z jej umysłu błotnej paćki, dawała radę zachować pozory tego iż obydwoje umieją tańczyć.
Tańczyli i tańczyli, z każdym krokiem i obrotem zbliżając się do miejsca, gdzie tańczyła europa w objęciach innego mężczyzny. Myśl ta doprowadzała Deimosa do furii, aż kilka razy nadepnął na palce swojej partnerki, ale ta na szczęście była na tyle pozbawiona jaźni iż nawet tego nie zarejestrowałą.
W końcu nastała chwila, gdy nie dzieliło dwóch par już nikt ani nic. Tańczyli obok siebie, a w którymś momencie Europa i Deimos byli w pozycjach by móc spojrzeć sobie nawzajem w oczy. Czerwone ślepia piekielnego, choć zamaskowane pod formą ludzkich oczu, wpatrywały się z nieludzkim gniewem w jej stronę. Oczywiście chwila niemal natychmiast minęła, gdy ich partnerzy kręcili nimi dalej. Deimos aż odruchowo był gotowy zaatakować tą, która go prowadziła w tańcu, ale zamiast tego wycedził on następujące słowa przez zaciśnięte zęby.
- Mężczyna obok którego tańczymy. - Dante wskazał dokładnie o to, o kogo mu chodzi, przy pomocy skinienia głowy. - Zabierz go do tańca. Odciągnij jak najdalej. Jeżeli będzie skory, sprzedaj mu się jak tania dziewka, byleby był jak najdalej od swojej obecnej partnerki.
Kobieta nie zawahała się, ani nie przemyślała jego słów, magia umysłu bowiem doskonale zastępywała posłuszeństwo i nadrabiała wszekie wady, które wcześniej kobieta przejawiała. Po kilku sekundach zaprzestała tańca, zatrzymując się i wpatrując wzrok w Troyana, jakby rozwarzając na widok kogoś tak urokliwego. Sam Deimos, co by nie zauważony został jego grymas niezadowolenia, odwrócił głowę w przeciwną stronę.
Kobieta pod kontrolą umysłu w końcu podeszła, puszczając ręce Deimosa i zbliżając się do swojego celu.
- Oh, pana to chyba nie znam! - Powiedziała z uśmiechem, trzepocząc oczkami i drygając elegancko. - Jestem Lafinda, a ty, drogi panie, przykułeś moją uwagę. Czy zechcesz podzielić się ze mną swoim imieniem i tańcem? - Po czym odwróciła głowę w stronę Europy, przechylając ją nieco. - O ile pańska partnerka nie ma nic przeciwko, oczywiście. Może nawet zamienimy się partnerami? Mój znajomy jest nieśmiały, ale nie miałby nic przeciwko - skinieniem głowy wskazała na Deimosa, który był odwrócony z dala od nich, wpatrując się w stronę muzyków, niby cierpliwie czekając, a w rzeczywistości kotłując się z niecierpliwości.
Byli też tacy jak Deimos. Piekielny zmuszony był do przybrania formy człowieka i odziania się w szaty zapożyczone od tej samej śmiertelnej istoty, której to umysł złamał by zostać zaproszonym na uroczystość. Tyle dobrego, że rękawy jego garnituru bez trudu ukrywały zarówno jego karwasze jak i naramienniki, a pod eleganckimi i szykownie luźnymi spodniami skrywała się reszta jego ubrań, które to zazwyczaj nosił w swojej naturalnej formie.
Nieliczni ci, co znają Deimosa, a którzy to jeszcze żyją, nie poznali by łowcy dusz w tej formie. Wiadome jest bowiem iż piekielny nienawidzi przyjmować ludzkiej formy, tak samo jak dobrze znana jest jego absolutna awersja do noszenia ubrań innych niż te, które otrzymał od księcia ciemności. Nawet sam fakt, iż był wśród śmiertelników i nie zamordował żadnego z nich był cudem, choć gołym okiem widać było, iż nie był on w humorze. Siedział on na jednym z eleganckich foteli podstawionym pod ścianę sali, gdzie zazwyczaj wypoczywali ci zmęczeni tańcem, a skąd to Piekielny swoim wzrokiem przeczesywał tłum, podążając za co chwilę znikającą wśród ludzi sylwetką tej, dla której to dedykował ostatnie dwadzieścia pięć lat życia jak i ostatnie kilka miesięcy.
Jako Łowca Dusz i to taki dobrze zaznajomiony z Europą, już od pierwszych chwil z powrotem w tym świecie rozpoczął on pogoń za swoją zaginioną ukochaną. Przemierzał Alaranie wzdłuż i wszerz, pozostawiając po sobie ślad zrujnowanych umysłów i torturowanych dusz, które to z chwilą swojej śmierci zasilą szeregi piekielne, ale to już miało dla niego nikłe znaczenie. Liczyła się ona, tylko ona. Ślad, jakkolwiek nikły po wielu latach, znalazł się, choćby w katastrofach, o których to mówiono nawet po dziesięcioleciach, czy też w umysłach, które miały zaszczyt ujrzeć w ten czy inny sposób formę Europy i dożyć do momentu, gdy wiedza ta została brutalnie przez Deimosa wyrwana.
W którymś momencie znalazł on dowód na to, iż ktoś zaczął towarzyszyć Europie. Skrzydlaty mężczyzna, publicznie podająca się za felarianina, z którym to była widywana Europa. Maie bardzo szybko, prawdopodobnie pod naciskiem tej osoby, zaczęła skrywać swoje piękno pod oburzająco śmiertelną formą ludzkiej kobiety. Deimos nie wiedział, czy miał być oburzony tym iż jego ukochana skrywa swoją cudowną formę, czy też morderczo wściekły na tego, który zdawał się niemalże cieniem naturianki, odkąd tylko się zjawił bowiem, nie opuszczał on jej strony, a przynajmniej na to sugerowały wszystkie wspomnienia losowych świadków i przechodniów, których to zwłoki rozrzucone były wzdłuż i wszerz Alaranii.
W końcu ślad zaprowadził go tutaj, na tą uroczystość, gdzie miał być fellarianin wraz z osobą towarzyszącą. Zdobycie zaproszenia nie było trudne - jedna z tutejszych szlachcianek, która była samotna a otrzymała zaproszenie na przyjście z osobą towarzyszącą, była obecnie wśród swych znajomych, plotkując o wszystkim i niczym, nieświadoma nawet iż magia Deimosa wciąż sprawiała iż była w garści piekielnego, kompletnie posłuszna każdemu jego słowu. Dlatego też nie zawracała mu głowy, kazał jej bowiem robić to, co robiłaby zazwyczaj, gdyby przyszła tu sama.
Ledwie oczy jego odnalazły Europę i tańczącego z nią mężczyznę, a wszystkie jego plany, nad którymi to rozmyślał godzinami, złamały się pod nim. Pierwotnie myślał nad tym, by ujawnić się natychmiast i uciec z nią, gdzieś w dal, całując ją przy tym by nadrobić długą rozłąkę. Myślał nad dramatycznym wyjawieniem swej obecności, nad spowodowaniem paniki, może nawet nad złamianiem kilku umysłów by zamienić bal w krwawą rzeź, gdzie kilku ludzi popadło w szaleństwo. Tak wiele pomysłów, ale gdy zobaczył swoją ukochaną w rękach innego, jego wizję zalała fala emocji, której nie potrafił opisać. Gniew, że ktoś dotyka jego ukochaną? Zazdrość o to, że to on powinien z nią tańczyć? Absolutna furia na myśl o tym, że Europa pozwala na to?
Przede wszystkim Deimos był zawiedziony. To ta emocja wpłynęła na niego najmocniej i sprawiła że porzucił swoje plany i usadł na fotelu, decydując się patrzeć, jak maie daje się ciągnąć po parkiecie. Nie mógł uwierzyć, że taka cudownie potężna i niepowstrzymana istota wcisnęła się dla kogoś innego niż on w ludzkią skórę i ubrania. Że wszystkie te lata, które spędził u jej boku, z początku dla własnego celu, a później dla rosnącej miłości między nimi, najwyraźniej przestały już cokolwiek znaczyć, skoro pod jego nieobecność stała się…
Stała się kimś zupełnie innym.
- To ja tamtego dnia to ja zostałem zraniony… - Wymamrotał piekielny, pięści zaciśnięte w cichej furii. Tak skupiony jak na niej był, zobaczył on jak podczas tańca policzki jej spływają łzami. Dawna Europa użyłaby swoich mocy, by zniszczyć to, co powoduje jej smutek. Ta, którą teraz widział, pozwoliła by jakiś nic nie znaczący, opierzony skurwiel dotykał ją, jakby już zapomniała o miłości którą dzieliła z Deimosem. - Ale jakimś cudem to ty zginęłaś.
Nie mogąc dłużej wytrzymać, wstał on i ruszył w stronę parkietu. Kobieta, nad którą sprawował władzę, była po drodze, więc zbliżył się do niej i ociekającym furią szeptem przemówił do niej, nawet gdy zaczął ją ciągnąć za ramię.
- Idziemy tańczyć. A gdy przyjdzie pora, wskaże ci, kogo zaciągniesz do tańca.
Tylko pusty uśmiech zawitał na twarzy kobiety. Nie zostało zbyt wiele z jej oryginalnego ego, tylko tyle, by mogła ona się zachowywać normalnie wśród innych, ale poza tym była to tylko obrzydliwa, mięsna kukiełka, która złapała Deimosa za rękę.
Na skraju parkietu Deimos i ta, nad którą panował, zaczęli tańczyć. Czy też raczej, kobieta tańczyła, prowadząc ich, a Deimos dawał się prowadzić, bo tańczyć to za grosz nie umiał. Na całe szczęście były na sali takie tłumy, iż nikt nie miał okazji przyjrzeć się mu i zobaczyć iż tańczył jak pijana kura z dwoma kikutami zamiast nóg. Fakt faktem, jego partnerka, jakkolwiek mocno nie zrobił z jej umysłu błotnej paćki, dawała radę zachować pozory tego iż obydwoje umieją tańczyć.
Tańczyli i tańczyli, z każdym krokiem i obrotem zbliżając się do miejsca, gdzie tańczyła europa w objęciach innego mężczyzny. Myśl ta doprowadzała Deimosa do furii, aż kilka razy nadepnął na palce swojej partnerki, ale ta na szczęście była na tyle pozbawiona jaźni iż nawet tego nie zarejestrowałą.
W końcu nastała chwila, gdy nie dzieliło dwóch par już nikt ani nic. Tańczyli obok siebie, a w którymś momencie Europa i Deimos byli w pozycjach by móc spojrzeć sobie nawzajem w oczy. Czerwone ślepia piekielnego, choć zamaskowane pod formą ludzkich oczu, wpatrywały się z nieludzkim gniewem w jej stronę. Oczywiście chwila niemal natychmiast minęła, gdy ich partnerzy kręcili nimi dalej. Deimos aż odruchowo był gotowy zaatakować tą, która go prowadziła w tańcu, ale zamiast tego wycedził on następujące słowa przez zaciśnięte zęby.
- Mężczyna obok którego tańczymy. - Dante wskazał dokładnie o to, o kogo mu chodzi, przy pomocy skinienia głowy. - Zabierz go do tańca. Odciągnij jak najdalej. Jeżeli będzie skory, sprzedaj mu się jak tania dziewka, byleby był jak najdalej od swojej obecnej partnerki.
Kobieta nie zawahała się, ani nie przemyślała jego słów, magia umysłu bowiem doskonale zastępywała posłuszeństwo i nadrabiała wszekie wady, które wcześniej kobieta przejawiała. Po kilku sekundach zaprzestała tańca, zatrzymując się i wpatrując wzrok w Troyana, jakby rozwarzając na widok kogoś tak urokliwego. Sam Deimos, co by nie zauważony został jego grymas niezadowolenia, odwrócił głowę w przeciwną stronę.
Kobieta pod kontrolą umysłu w końcu podeszła, puszczając ręce Deimosa i zbliżając się do swojego celu.
- Oh, pana to chyba nie znam! - Powiedziała z uśmiechem, trzepocząc oczkami i drygając elegancko. - Jestem Lafinda, a ty, drogi panie, przykułeś moją uwagę. Czy zechcesz podzielić się ze mną swoim imieniem i tańcem? - Po czym odwróciła głowę w stronę Europy, przechylając ją nieco. - O ile pańska partnerka nie ma nic przeciwko, oczywiście. Może nawet zamienimy się partnerami? Mój znajomy jest nieśmiały, ale nie miałby nic przeciwko - skinieniem głowy wskazała na Deimosa, który był odwrócony z dala od nich, wpatrując się w stronę muzyków, niby cierpliwie czekając, a w rzeczywistości kotłując się z niecierpliwości.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości