EkradonNa tropie tajemnicy

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

Smaczny napój był jedną z rzeczy, które najlepiej poprawiały Iaskelowi humor, a przez to, że pracował z ziołami, to w miejscu, gdzie mógł napić się takiego naparu czuł się swobodniej - jakby był u siebie.
- Proszę bardzo - odezwał się do Tony'ego i nieskromnie dodał: -Dobry wybór.
Zapytany przez stolarza o skład napoju rozsiadł się wygodnie i z przyjemnością udzielił mu odpowiedzi.
- Powody są dwa. Po pierwsze, aromat nagietka dobrze komponuje się z rumiankiem, ale jest nieco bardziej wyrazisty. Mięta zaś dodaje do całości orzeźwiający posmak. Po drugie, wszystkie te składniki wspomagają trawienie, więc taki napitek jest dobry do posiłków.

Silea.
W jednym momencie pewne różnice w ich charakterach objawiły się Iaskelowi dużo wyraźniej, niż zwykle. Czym innym było przyznawać, iż była jego przeciwieństwem, jeśli chodziło o ufność i otwartość, a czym innym patrzeć, jak zwracała uwagę groźnie wyglądającego obcego machając do niego! Tony bardzo by się nie pomylił, bo elf rzeczywiście miał ochotę zsunąć się pod stół o tam pozostać, aż będzie pewien, że różowowłosy nieznajomy jest już daleko.
- Co robisz? Nie znamy go - powiedział przyciszonym głosem do driady. Słowa Flinchmonta jeszcze wzmogły jego niepokój.
- Widzisz, pan Tony też go nie zna, choć tyle tu bywa. Skąd mamy wiedzieć, jakie ma intencje? Usiadł sam i tylko... patrzy - po tych słowach Iaskel przełknął ślinę. Nawet kiedy nie oglądał się w stronę tamtego czuł jego spojrzenie palące go w tył głowy.

-A tak, oczywiście, proszę pokazać. - Zielarz ucieszył się, kiedy mógł na chwilę przestać myśleć o tajemniczym nieznajomym. Wyciągnął z torby czyste opatrunki i mikstury odkażające, po czym zabrał się do pracy. Jeśli potem przyszli następni, również zajął się nimi, dzieląc pracę z Sileą (jeśli się na to zgodziła). "Laylah tutaj wszystkiego pilnuje" mówił Tony, więc Iaskel postanowił skupić się na leczeniu i uzdrawianiu, licząc po cichu, że różowowłosy znudzi się i odejdzie.

Awatar użytkownika
Silea
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Silea »

Brak instynktu samozachowawczego? Naiwność? Empatia? Chęć nawiązywania nowych kontaktów? Zależy, jak na to spojrzeć. Sama zainteresowana nawet przez chwilę o tym nie myślała, a na minę Iaskela zareagowała jedynie uśmiechem. To jego przewrażliwienie na punkcie ostrożności było na swój sposób urocze. I, zważywszy na to, co stało się z Hessanem, częściowo zasadne, musiała przyznać. Ale wcielić je w życie, chociaż częściowo, było dla niej niemal awykonalne.
- Integruję się - odparła na pytanie elfa, wzruszając ramionami. Zupełnie jakby machanie do podejrzanego obcego było dla niej oczywistą oczywistością, niczym nadzwyczajnym, naturalnym odruchem.
Zdziwiła się, słysząc odpowiedź Tony'ego. Jeśli nawet on nie kojarzył tego osobnika, to faktycznie było to dziwne. W końcu wyglądało na to, że zna tu praktycznie wszystkich.
- Może też jest przejezdny? Tak jak my? - wysnuła hipotezę.
Słysząc nowy głos, popatrzyła w stronę charakterystycznie mówiącego mężczyzny, uśmiechając się promiennie. Zaraz potem wzięła przykład z Iaskela. Z powodu zostawienia wcześniej większości medykamentów we wskazanym przez Tony'ego miejscu opierała się na magii, która nawet w mniej polowych warunkach była dla niej najbardziej intuicyjną metodą leczenia.

Awatar użytkownika
Daro
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Daro »

        Wampirek z rosnącym zaciekawieniem przypatrywał się rosnącemu wokół stolika tłumowi. Oczywiście sam trzymał się na dystans, nauczony, że im więcej ludków tym większa szansa, że komuś podpadnie, a wtedy rzucą się na niego wszyscy. Zwykle tak bywało. Obserwował więc tylko i próbował dojść do tego co się dzieje.
        Czarnowłosy elfik (mniam mniam) wyciągnął jakieś ciekawe rzeczy - Daro jako wampir średnio rozpoznawał co to może być, choć widział przecież bandaże i leki. Jednak zwykle regenerował się sam lub przy pomocy krwi (mniam), więc nie były używane bezpośrednio na nim - a co za tym idzie nie skupił się na nich dość, by je zapamiętać. Bardziej już rozumiał magię rudej-miłej. Jego też leczyła magia! Chyba nie taka jak jej, ale liczyło się.
        Ostatni z ich stolika, blondyn-człowieczek nie robił tego co oni. Głównie rozmawiał, wyjaśniał i witał się z obdartuskami. Wyglądało trochę tak jakby on ich znał, a tamta dwójka nie do końca. Jakby nie byli stąd. Tak jak on!
        Uradowany, że ma z kimś coś wspólnego, przyglądał się coraz bardziej nachalnie, niemal pochylając się nad swoim stołem.
        - E, ty! Na co się patrzysz!? - Ktoś w końcu nie wytrzymał. - Jak chcesz to do kolejki!
        - Hhh?
        - Kto to?
        - Obcy jaki! Siedzi i sie lampi!
        - E, Tony, kojarzysz gościa?
        Ale Flichmont znowu pokręcił głową. Starał się jednak odciągnąć uwagę tutejszych od chłopaka, nie widząc nic złego w jego ciekawości. Poza tym… po co prowokować kogoś, kto tylko siedzi? Jeżeli zdenerwują tym pana Iriena to im nie będzie pomagał!
        - No dobra, dobra, uspokójcie się… hej, co ty!?…
        Potężna dłoń łupnęła w stoliczek wampirka, a ten zdziwiony oparł się o ścianę.
        - Dobra, nie potrzebujemy tu takich! - Okryty pelerynką drab nie zamierzał odpuścić. - Drażni mnie.
        - Nie powód, żeby go przeganiać - zauważył Tony, wstając. Nie szykował się jednak do bitki z koleżką, a poszedł gdzieś na zaplecze. Najwidoczniej mógł.

        Wampirek tymczasem ze zdumieniem patrzył na górę mięśni o brzydkiej buźce, która coś tam do niego mówiła. Niestety mówiła bardzo na okrętkę. Coś, że nie jest stąd, że nie musi tu siedzieć, że co się patrzy… nigdzie nie padło słowo ,,wyjdź”. Więc wampirek siedział. A to tylko wkurzało napastnika bardziej.
        - I CZEGO SIE NIE ODZYWA, E!?
        Ale kto?
        - Hrrr? - Darcio wyszczerzył się pytająco i to było dość by złapać go za fraki i rzucić na podłogę. Przez chwilę był w szoku, ale szybko mu przeszło. Nadal jednak wyglądał na ofiarę, bo dryblas położył mu buciora na brzuchu, niemo grożąc poważnymi obrażeniami jeśli ten go nie posłucha.
        A Daro go nie rozumiał.
        I nagle coś poszło nie tak. Chwycił faceta za nogę i przytrzymał ją nad sobą bez najmniejszych problemów, po to by zaraz ją z lekka wykręcić. Ale bez przesady! Na tyle, by tamten stracił równowagę. A kiedy już rympsnął na dechy, wampir z lubością wyszczerzył kły i i migiem usiadł na nim sycząc w zadowoleniu. Atmosfera stała się przyciężka, gdy czarne smugi zaczęły wypełniać salę - nieco podobne do tych od Hessana, ale…
        Nagły stukot gwałtownie odkładanego na blat dzbanka niemalże rozproszył zaklęcie i całą chęć walki. Wszyscy nakręceni mężczyźni umilkli, patrząc na przyprowadzoną przez Tony’ego Laylah. Sam Daro na jej widok skulił się wewnętrznie i czmychnął tam, gdzie jak sądził, będzie najbezpieczniej - za plecy Silei.

        Więcej sytuacja się nie powtórzyła - nikt nie został wygoniony, wszyscy wrócili na swoje miejsca. Poza różowowłosym, który uparł się, że będzie od teraz siedzieć pod stołem medyków.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

Iaskel cierpliwie udzielał pomocy kolejnym poszkodowanym - opatrywał, bandażował, doradzał sposoby kuracji. Był już spokojniejszy; nie zapomniał o groźnie wyglądającym nieznajomym, ale udało mu się go przepędzić na peryferia swoich myśli. Na razie nic się nie wydarzyło, więc może już się nie wydarzy. Może tamten rzeczywiście tylko był ciekawy przybyszów, a nie miał ochoty podchodzić. Jego prawo.
Okazało się jednak, że ze spokoju nici, bo różowowłosy młodzieniec przyciągnął uwagę także innych gości w gospodzie. Iaskel nie widział wiele sensu w prowokowaniu kogoś potencjalnie niebezpiecznego, kto do tej pory był spokojny, ale wszystko wydarzyło się, zanim zdążył zareagować. Zresztą... czy rzeczywiście zdecydowałby się wejść między dwóch mężczyzn? Szczerze wątpił.
Iaskela zaciekawiło zachowanie młodzieńca, który zdawał się nie wiedzieć, czego od niej chcą, podczas gdy tamten drugi poczynał sobie coraz bardziej brutalnie. Elf skrzywił się; od zawsze miał szczególny wstręt do takiej bezsensownej przemocy. Kiedy stopa dryblasa wylądowała na brzuchu drugiego, Iaskel powiedział "Panowie, tylko spokojnie", jednak jego głos był tak cichy, że prawdopodobnie nie usłyszał go nikt poza siedzącymi najbliżej, a na pewno nie dwójka, do której te słowa były skierowane. Elf obejrzał się za Tonym, ale ten akurat gdzieś wyszedł.
Różowowłosy tymczasem postanowił się bronić... i nie tylko. Jednak Iaskel poderwał się dopiero wtedy, kiedy wokół pojawiły się znajome czarne smugi. Jego wzrok wędrował od jednego mężczyzny do drugiego, podczas gdy on próbował domyślić się, co daje taki efekt.
- Widzisz to? - szepnął do Silei. - Poznajesz?
I znowu wszystko szybko zniknęło - tym razem obyło się bez ofiar. Iaskel szybko zorientował się, że miało z tym coś wspólnego wejście Laylah. Towarzystwo rozproszyło się, ale elf nie zwrócił na to większej uwagi. Po części dlatego, że wciąż rozpamiętywał widok, który kojarzył mu się ze zniknięciem Hessana, po części dlatego, że różowowłosy młodzian błyskawicznie znalazł się przy nich i schował się za plecami Silei, a potem pod stołem. Iaskel cofnął się gwałtownie, mało nie przewracając krzesła. Oprócz przestrachu czuł pewne zmieszanie, gdyż zupełnie nie wiedział, co myśleć o zachowaniu nieznajomego. Spróbował się skupić na jego aurze i (prawdopodobnie) udało mu się zobaczyć topaz zwiastujący chaos, wychwycić nakładające się na siebie dźwięki i... tak, zapach krwi. Do elfa prędko dotarło, co to oznaczało.
Choć narastająca panika podpowiadała mu, by zostawić młodzieńca bezpiecznie pod stołem, Iaskel pochylił się, by do niego zajrzeć.
- Proszę... proszę wyjść - odezwał się najuprzejmiej, jak mógł w obecnym stanie ducha. - Porozmawiajmy.

Awatar użytkownika
Silea
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Silea »

        Driada poświęciła się pracy. W końcu trudno naginać świat do swojej woli, gdy jest się rozproszonym i zamiast o tymże świecie, myśli się o czymś zupełnie innym. Silea straciła zainteresowanie otoczeniem i skupiła się na chętnych. Temu przyśpieszyć gojenie się rany, tamtemu zaradzić coś na ból żołądka... Dlatego kiedy ktoś krzyknął, rudowłosa wzdrygnęła się i zdezorientowana popatrzyła w stronę źródła zamieszania. Przesunęła wzrokiem po zgromadzonych aż do różowowłosego jegomościa, próbując zrozumieć, co się stało.
        Choć zaczął do niej docierać sens gniewnych słów, musiała wyglądać na prawie tak samo zdezorientowaną jak wampir, bo nie pojmowała, jak zwykłe patrzenie się może kogoś tak zdenerwować. Ucieszyła ją reakcja Flichmonta, lecz okazało się, że zdrowy rozsądek nie był domeną osiłka, który po nagłym zniknięciu Tony'ego stał się jeszcze agresywniejszy.
        Silea powinna się przyzwyczaić do kłótni o krzywe spojrzenie, w takich miejscach to raczej nic nadzwyczajnego... Tyle że na ogół bywała w gospodach mających nieco lepiej wychowaną klientelę, pomagało też to, że w Adrionie to ona należała do stałych bywalców, którzy - siłą rzeczy - cieszyli się większym szacunkiem i posłuchem niż niemający żadnej reputacji przejezdni. Kiedy doszło do rękoczynów, w pierwszej chwili była zbyt zaskoczona, by zareagować. Z jej ust wydarło się jedynie głośne "Hej!".
        A potem sytuacja obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. Niespodziewanie to różowowłosy jegomość przejął kontrolę nad sytuacją, co zdecydowanie kontrastowało z jego wcześniejszą biernością. Jednakże to nie jego refleks i siła były w tej sytuacji najdziwniejsze, lecz jego... magia. Nie dało się nie dostrzec podobieństwa do tej, która zabrała niewiadomo gdzie złotowłosego elfa.
- Widzę i poznaję - odparła machinalnie. Mówiła szeptem, dopasowując się do tonu głosu Iaskela. - To byłby zbyt wielki przypadek, gdyby...
        A wtedy Tony powrócił. I to nie sam. Chociaż jego odejście mogło wyglądać na ucieczkę od problemu, w rzeczywistości to on znalazł rozwiązanie. Sileę fascynowało to, jak wielki posłuch u zbirów i umięśnionych mężczyzn miała jedna, pozornie bezbronna kobieta. To niezwykłe, że jednocześnie biła od niej delikatność i opanowanie. I o ile z pewnością odgrywały tu rolę, na takie posłuszeństwo Laylah bez wątpienia musiała sobie zapracować.
        Driada obejrzała się za siebie, spoglądając z półuśmiechem na chowającego się za nią wampira. Był zdecydowanie specyficznym jegomościem, raptownie przechodzącym od pewności swojego zwycięstwa do strachliwej i lekko zakłopotanej postawy, czego zresztą odzwierciedlenie Silea odnalazła po pobieżnym przyjrzeniu się jego aurze i śledzeniu jego dalszych poczynań. Chowanie się pod stołem przed innymi było typowo dziecięcym odruchem, tak niepasującym do kogoś, kto z łatwością unieruchomił napastnika.
        Silea uśmiechnęła się, widząc, że Iaskel zagadał do wampira. Doceniała to, bo wiedziała, że wymagało to od niego sporo dobrej woli. Również zerknęła na różowowłosego, czekając na jego reakcję.

Awatar użytkownika
Daro
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Daro »

        Wampirek ukryty w przyjaznym cieniu przyciężkiego blatu (do którego spodu na szczęście nikt nie miał jeszcze czego przyczepiać), czuł się w zasadzie całkiem na miejscu. Widział stąd nogi wielu gości i jakoś sądził, że nogi te nie widzą jego. Był schowany. Ukryty przed napastnikami i Srebrzystą Panią. Chociaż bardziej zależało mu na tym drugim. Jeżeli chodzi o ,,napastników” to w zasadzie mógł się z kimś jeszcze pokitłasić jeżeli mieli taką ochotę - może ktoś dałby się ugryźć? Oczywiście zwykle unikał bójek w tak zatłoczonych miejscach, ale skoro po pierwszej aferce skończyło się na tym, że tylko część z ludków zmieniła pozycję, a nikt nie złapał za widły i czosnek to znaczy, że nie było źle! W sumie był nieco zaskoczony, że nie wywołał ogólnej paniki, zwłaszcza że niechcący użył był magii chaosu. Ale najwidoczniej na tutejszych nie robiło to zbyt wielkiego wrażenia. W sumie miłe. Nigdy za bardzo nie rozumiał zbyt gwałtownych reakcji strachowych ze strony ludzików, kiedy nawet ich nie atakował - zaczynał za to pojmować, że srebrnej pani nie podoba się dzikie buszowanie po lokalu. Już wiedział, że on jest jej. Czuł, że on jest jej i ona tu panuje. I że rozwali łeb każdemu włóczącemu się wampirkowi, który zniszczy jej własność. To głównie przed nią chował się pod stolikiem.

        Nie za bardzo zastanawiając się ile chce w zasadzie tam siedzieć i co może robić poza oglądaniem podejrzanych wiórów zaśmiecających podłogę, po prostu kręcił się niewinnie obok nóg medyków, aż… jeden się odezwał!
Skupiony na wiórach z zaskoczeniem odnotował wyjąkane w jego stronę słowa. No, jąkanie to dużo powiedziane, bo elf wyjątkowo mocno nad sobą zapanował, ale dla Darcia oczywistym było, że jest zdenerwowany. Zdenerwowane elfiki… też bywały smaczne.
        Zachęcony brzmieniem głosu Iaskela, odwrócił się ku niemu i przybliżył, patrząc na niego od dołu z mało rozumnym zaciekawieniem. Zaraz też na jego twarzy pojawił się cień, kiedy w końcu usłyszał to niemiłe słowo - ,,wyjść”. Sądził, że ostatecznie ktoś zaczął go przeganiać. Ale…
        - Porozmawiajmy? - Powtórzył w języku nieumarłych, a jego oblicze pojaśniało zalane entuzjazmem. Od spotkania z Tar’rą nikt nie chciał z nim porozmawiajać!
        Pchany radością wynurzył się spod stolika, opierając się - o zgrozo! - o krzesło Iaskela (elf miał szczęście, że nie kolana). Mimowolnie pochylił się przy tym nad nim, uśmiechając się i szczerząc kiełki. Mimowolnie, bo tylko tak mógł wyjść nie waląc głową o blat - zupełnie nie chodziło mu o zastraszanie. Jednak nawet jeżeli nie chodziło, to zbyt wielki problem miał z pojęciem przestrzeni osobistej, by wywrzeć na elfie wrażenie dżentelmena. Żeby stanąć obok nich najpierw o mało go nie zdeptał, bez pardonu stawiając stopę tam gdzie wcześniej trzymał dłonie, a potem wesoło przeszedł nad jego udem, jakby to była wyznaczona trasa dla powozów. Wreszcie stanął za nimi, wesoło spoglądając na całą trójkę, a ignorując poszkodowanych obdartusów, którzy przezornie się odsunęli. Uważał tylko, by ich bardziej nie wystraszyć i nie sprowokować Srebrzystej Pani. Nie stawał też tyłem do niej. Tak na wszelki wypadek.
        - O czym chce porozmawiać? - zapytał, w przeciwieństwie do tego co sugerowała składnia - uprzejmie. Ustawił się tak, by móc swobodnie zwracać się i do elfika i rudowłosej, choć ta ostatnia przecież wcale o pogawędkę nie prosiła. Ale już ją lubił, więc korzystał z okazji. Poza tym parka (trójka?) była tu razem, więc skoro jedno z nich coś mówiło inni mogli zechcieć się przyłączyć.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

Iaskel, który całą swoją odwagę skupił na zaproszeniu nieznajomego do wyjścia spod stołu, nie bardzo miał plan, co zrobić później. To znaczy, wiedział, o co chciał zapytać, ale nie za bardzo wiedział, jak ma do tego nawiązać. Już miał ułożyć sobie w głowie jakąś kurtuazyjną wypowiedź, kiedy młodzieniec zaskoczył go ponownie słowami w języku, którego nie rozpoznawał. Słowom tym towarzyszyła niezwykle uradowana mina, co według Iaskela nie wróżyło nic dobrego.
- Słucham? - zapytał, zupełnie wytrącony z równowagi. Popatrzył po pozostałych towarzyszach, jakby spodziewał się, że oni zrozumieli coś więcej.
Iaskel niemal pożałował swojej propozycji, kiedy nieznajomy wynurzył się ze swojej kryjówki, zbliżając się przy tym do elfa bardziej, niż ten by chciał. Znieruchomiał i gwałtownie wciągnął powietrze. Jego oczy śledziły tylko ruchy tamtego, aby w porę wypatrzeć jakieś oznaki złych zamiarów.
Jak na razie nic podobnego nie wykrył. Przeciwnie, młodzieniec zachowywał się na tyle bezpośrednio, że Iaskel pozwolił sobie na odrzucenie myśli, że tamten coś knuje. Oczywiście, to nie znaczyło, że nieznajomy nie jest groźny, ale przed oczywistym zagrożeniem łatwiej się obronić.
Okazało się, że tamten mówił też w zrozumiałym dla nich języku. Iaskel pomyślał, że teraz to on powinien się odezwać, skoro to on zainicjował rozmowę. Skoro już do niej doszło, mógł równie dobrze zapytać o to, co go interesowało.
- Jestem Iaskel Irien, miło mi – powiedział grzecznie, choć nie był pewien, czy do końca szczerze. - Jeśli pan pozwoli, chciałbym zapytać o to zaklęcie, którego pan użył. Bo to pan go użył, prawda? Co to za magia? Co by się stało, gdyby nie cofnął pan tego czaru? To było bardzo... interesujące – dodał, czując, że zaschło mu w ustach. Czy powiedział za dużo? Nie wyjawił, że widział już podobny efekt, ani że szuka kogoś, kto padł ofiarą czegoś takiego, ale czy to zainteresowanie nie zdradzało zbyt dużo? Czy w jego głosie nie było słychać wrogości wobec takiej magii? Bardzo ostrożnie zerknął na różowowłosego. Spodziewał się, że, tak samo jak on obserwował i oceniał nieznajomego, tamten czynił podobnie.

Awatar użytkownika
Silea
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Silea »

        Gdy driada usłyszała język, z jakim się do tej pory nie spotkała, zaświeciły jej się oczy. Uwielbiała poznawać nowe rzeczy, co odezwało się w niej w najmniej odpowiednim momencie. Ciekawość wzięła górę nad myślą, że powinna zachować dystans. Zresztą... w jej przypadku nie był to pierwszy raz.
- Co to był za język? Ten, w którym mówiłeś?
Popatrzyła na wychodzącego spod stołu wampira ze szczerym zainteresowaniem. Oglądała obraną przez niego drogę z rozbawieniem, choć pewnie czułaby się - mimo wszystko - trochę mniej komfortowo, gdyby to ona była na miejscu Iaskela. Ale że nie była, na jej twarzy widniał uśmiech.
        Silea zwykła pokładać we wszystkich wielkie nadzieje i wiarę, zdawała sobie jednak sprawę z tego, że ktoś używający takiej magii może mieć coś wspólnego ze zniknięciem Hessana. Iaskel, mniej bezpośredni i ostrożniejszy od niej, zaczął wypytywać jegomościa. Driada wiedziała, że w takiej sytuacji to on dobierze lepiej słowa, milczała więc, jedynie przytakując entuzjastycznie na ostatnie wypowiedziane przez niego zdanie.
- Tak, niezwykle interesujące! Nie co dzień widzi się coś takiego.
Skupiła wzrok na wampirze, nachyliła się i podparła głowę rękoma, sygnalizując to, jak bardzo sama była zaciekawiona jego odpowiedzią. Miała nadzieję, że dowiedzą się, kto stoi za tak nagłym zniknięciem złotowłosego elfa. Nie była tylko pewna, czy chciała, by stał za nim... ich nowy znajomy.

Awatar użytkownika
Daro
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Daro »

        Rudowłosa znowu była miła. Jeszcze nie wyszedł a już wyćwierkała coś do niego zainteresowana. Spojrzał na nią z uśmiechem, ciesząc się zarówno z tego, że zwróciła na niego uwagę, że zrobiła to w ten właśnie sposób, a także, że ją zrozumiał. Zrozumiał!
        - Mój - odparł więc z pewną dumą, sądząc, iż to wszystko wyjaśni. Jego język - wampirzy język. A z tym, że jest krwiopijcą przecież się nie krył. Tacy mądrzy elfo-ludkowie na pewno już to wiedzą. Co im będzie tłumaczył!
        A jednak wszystko wskazywało na to, że oni CHCĄ wyjaśnień! Zdumiony słuchał elfa Iaskel-iriena, który po przedstawieniu się w zasadzie tylko pytał. O to, o tamto… pytał! Jego!
        A wydawało mu się, że jest mądry…
        W całej swojej naiwności wolał jednak pochwalić siebie za domniemaną wiedzę, którą (skoro go pytają) najwyraźniej musiał posiadać, niż deklasować ciemnowłosego medyka. Zaraz też skupił się, chcąc nie zawieść jego nadziei. Mało osób pytało go o opinię, więc chciał się wykazać. Pokazać, że umie.
        Tym bardziej, że elf jakoś tak śmiesznie go nazywał. ,,Pan”. wiele razy to powtórzył, więc chyba to było ważne. Pan, pan… tak jak Srebrzysta Pani?
        Sam używał podobnych określeń kiedy czuł do kogoś respekt. Często podszyty strachem, ale jednak. Czy więc Iaskel-irien się go bał? Tak jak on Srebrzystej Pani? Ale przecież nie musiał!
        Inna sprawa, że słyszał wielokrotnie jak ludkowie mówią do siebie właśnie ,,panie” - i chyba uznawali to za normalne i ważne jednocześnie, bo przyklejali to do wypowiedzi jak nałogowi panolubcy. A Iaskel-irien?
        Darcio dostrzegał jego nerwowość, a teraz słyszał w głosie… coś. Niepewność? Niechęć? Strach? Wydawał się z jednej strony ciekawy, z drugiej - mówił na dziwnie nieswobodny sposób. Jakby chciał i nie chciał wypowiadać kolejnych słów. Daro nie znał na to lepszych określeń, ale wyczuł brak pewności siebie elfa. Elfa, którego aura od początku bardzo przypadła mu do gustu, nie podejrzewał go więc o złe intencje. Trochę lasu, delikatności, wesołe śmiechy… smaczne. Tak, ten elf musiał być wrażliwy. Pewnie bał się rozmawiać. Tak, to pewnie to!
        Jeszcze mu nie odpowiedział, a do rozmowy wtrąciła się Rudowłosa. Była bardzo przyjemna i uroczo świeciła oczami. Ona też chciała rozmawiać!
        Wprawiony w dobry humor, zerknął jeszcze tylko na nieco sceptycznie wyglądającego tutejszego blondyna i wyszczerzył się szerzej niż przedtem.
        - Daro - przedstawił się na początku, bo jeszcze pamiętał, że elf Iaskel-irien zrobił to samo. Wskazał przy tym na siebie palcem, ażeby wszystko było jasne i zaczął odpowiadać… na to co umiał:
        - Pan? Pan jest śmieszne - rzucił wesoło na początek, chcąc zasugerować, że Iaskel nie musi się go bać i nie musi mówić do niego ,,pan”, tak jak to on myślał o Srebrzystej Pani. Elf był zbyt milutki, żeby go straszyć. A Darcio nie chciał mu robić krzywdy. A ze Srebrzystą Panią? Nic nie wiadomo!
        - Zaklęęęcie… - zastanowił się, zerkając na sufit. - Tak, moje! - Ucieszył się. - Odwo…od… nie wiem - przyznał zaraz bez skrępowania. - To zaklęcie dziwne. Moje-nie-moje. - Postanowił zaryzykować wstęp do dłuższej wypowiedzi, bo cała trójka wydawała się zainteresowana. Niech więc słuchają!
        - Ja rzucić, tak, ale… to brzydkie zaklęcie. Ja widzieć ono, grrrrrr, wcześniej. Kiedy zniknąć Tar’ra. - Zmarszczył brwi na samo wspomnienie i machnął ręką. - Niebezpieczne, czarne. Nie moje wtedy. Ono… ono mnie tu przenieść. A ja teraz, tu… je powtórzyć? - Nie był pewien. - Ono być inne niż tamto czarne. Ale podobne. Ja chyba nie umiem tamtego. Chciałem wystraszyć tylko tego tam - wskazał palcem na gościa od bijatyki, ale zaraz wrócił do nowych znajomych. Chyba z nadzieją, że mu podpowiedzą. - Was ciekawić brzydkie zaklęcie? Ono wcale nie dobre jest! Ja nie chcie…chcący używać go tutaj. Przeniosło mnie od Tar’ra i jestem zły. Złe zaklęcie! - warknął gdzieś w bok, ale na widok właścicielki lokalu zrobił zaraz niewinną minę i odwrócił się udając, że co zaklętego, to nie on.
        - Wy chcecie coś jeszcze? Znać? Ja mogę powiedzieć! - zadeklarował ochoczo po odczekanej chwili i przykucnął przy driadzie jak bezpański piesek czekający na więcej uwagi. Doprawdy, chociaż męczyli go wyrażaniem na głos myśli, wyjątkowo dobrze mu przy nich było.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

Tajemniczy młodzieniec chciał rozmawiać. To dobrze. Chyba. A jego mowa wskazywała na to, ze nie miał w tym do końca wprawy. No tak, sam powiedział Silei, że miał swój język. Iaskel o wampirach nie wiedział więcej, niż prawdopodobnie każdy inny mieszkaniec tego świata i po raz pierwszy słyszał o czymś takim, jak wampirzy język. Jeśli to właśnie miał na myśli. A driada, oczywiście, zdawała się być przede wszystkim zaciekawiona ich nowym towarzyszem. Elf pomyślał, że chciałby mieć odrobinę jej ufności. Z domieszką jego własnego instynktu samozachowawczego.
Już nie nieznajomy, tylko Daro zauważył, iż to śmieszne, że Iaskel mówi do niego "pan".
- Śmie... - zaczął lekko urażony elf, ale zaraz zdał sobie sprawę, że w ten swoisty sposób wampir chce mu dać do zrozumienia, że formalności nie są konieczne. Iaskel nie śpieszył się tak bardzo do spoufalania z tamtym, ale niech już będzie jak tamten chce. Na... wszelki wypadek. - Dobrze.
Rozmowa zeszła na zaklęcie i Iaskel z uwagą wsłuchał się w wyjaśnienia Daro.
- Odwołania? - podpowiedział. - Przenosi kogoś z jednego miejsca na drugie? - tak przynajmniej wynikało z tego, co mówił chłopak. - Niebezpieczne? Czy robi coś jeszcze, poza przeniesieniem? - dopytywał. To samo w sobie, chociaż zapewne nieprzyjemne, nie wydawało się Iaskelowi aż tak groźne. - Czarne? Znaczy złe? I nie, nie pytamy dlatego, że nam się podoba - zaznaczył. - Po prostu chcemy wiedzieć, jak się przed nim obronić. I... czy można jakoś znaleźć kogoś, na kim użyto takiego zaklęcia.
Jeszcze jedno w oczywisty sposób musiało elfa zaciekawić.
- Ktoś go użył na tobie? Niedawno? Wiesz może kto? - zapytał już ciszej.
Wampir Daro czekał na następne pytania, wręcz zachęcając ich do ich zadawania. "On tak serio?" zastanawiał się Iaskel przyglądając się tamtemu badawczo. Może jednak jego towarzyszka miała rację postępując z nim tak otwarcie, może chłopak był rzeczywiście prostolinijny. Nie wiedzieć czemu Iaskelowi przyszedł na myśl Ennis.
- Coś jeszcze... - powtórzył, oglądając się na swoich towarzyszy, jakby szukając u nich pomocy. - Mmm... Jak się panu... Jak ci się tutaj podoba? W Ekradonie? - wyrzucił z siebie pierwsze pytanie, jakie mu przyszło do głowy.

Awatar użytkownika
Silea
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Silea »

        „Mój”. W przypadku tak specyficznie się zachowującej osoby nie zdziwiłaby się, gdyby faktycznie wampir stworzył swój własny język… Z drugiej strony mało kto by się na coś takiego porwał, najrozsądniej więc było założyć, że mówił w języku charakterystycznym dla jego rasy. Nigdy nie miała do czynienia z wampirami i im podobnymi, obracając się raczej wśród naturian, elfów i, sporadycznie, zmiennokształtnych, więc nic dziwnego, że pierwszy raz słyszała coś o takim brzmieniu.
- Jeśli nadarzy się taka okazja, nauczysz mnie paru słów, dobrze? – zapytała.
„Jeśli”. Tak niepozorne słowo, wypowiedziane przez nią równie swobodnie jak każde inne, a jednak kluczowe, zważywszy na to, jak mało wiedziała o Daro – chociażby o tym, na jak długo ich drogi się połączyły albo jaki związek miał z tą całą przykrą sprawą zniknięcia.
        Słuchała jego wypowiedzi, starając się wszystko zapamiętać. Wydawał się być równie szczery jak ona, dlatego chętnie uwierzyła w to, co powiedział. Zastanowiło ją to, że on też doświadczył „zniknięcia”. Widocznie ktoś w Alaranii bardzo lubił mieszać, bez uprzedzenia teleportując innych. Nawet dla driady był to niezbyt zabawny żart. Chociaż nie. Chciała, by to był żart. Nawet ktoś tak naiwny i dobroduszny jak ona dopuszczał w sercu możliwość porwania, która bez dwóch zdań jawiła się jako ta gorsza.
- Na jak dużą odległość cię przeniesiono? – odezwała się, odczekując chwilę, by mieć pewność, że nie przerwie Iaskelowi, który zadał właśnie serię pytań. – Gdzie byłeś… wcześniej? Przed przeniesieniem?
        A potem elf gwałtownie zmienił temat, jednocześnie rzucając niemal błagalne spojrzenie. Driada uważała za zabawne i na swój sposób urocze to, jak trudne dla tego mądrego elfa potrafiło być wymyślenie prostego pytania na rozluźnienie atmosfery. O ile wcześniej wolała się za wiele nie odzywać, wiedząc, że wypapla więcej niż jej przyjaciel uznałby za stosowne, teraz z pewną ulgą przyjęła to, że mogła mówić, co jej ślina na język przyniesie.
- Od dawna nie byłam w mieście innym niż moje własne. Chyba jednak więcej we mnie z domatora. Ale całkiem tu ładnie, prawda? – Wtem coś sobie uświadomiła. – Ach, ja się jeszcze nie przedstawiłam! Silea. Silea Enlath.

Awatar użytkownika
Daro
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Daro »

        Zaprzyjaźnianie elfa nie szło zbyt łatwo - ciągle był nieco poddenerwowany, ale za to jaki mądry! Od razu podpowiedział słowo, o które wampirkowi chodziło, a ten uśmiechnął się w odpowiedzi.
        - Przenosi… tak, chyba! - przytaknął z energią, choć słowa niekoniecznie wskazywały na jego pewność. Jednak… to tylko słowa. Jak już zdążyli zauważyć Darcio nie był mistrzem w ich używaniu. Nie był nawet przeciętny. Ale z jakiś powodów teraz się starał.
        - Niebezpieczne… zabrać mnie od Tar’ra! W lesie! - Rozłożył ręce jakby to miało od razu wszystko wyjaśnić. Na pewno jednak podkreślało jego wzburzenie.
        - Ono mieszać plany! Moja i jej. Więc złe - burknął, teraz krzyżując łapki z manierą naburmuszonego dzieciaka. Lecz zaraz odetchnął i uspokoił się - w końcu nie chciał płoszyć swoich nowych znajomych!
        Zrobił za to sobie chwilę przerwy w odpowiadaniu, bo musiał się zastanowić. A to przegrzewało jego różową łepetynę szybciej nisz słońce paliło jego braci. Właśnie! BRACIA!
        Klasnął niezręcznie, a z hukiem i spojrzał na elfa z nową żywotnością. Miał pomysł. A jeżeli on już miał pomysł to musiał on być genialny. Pewnie udzieliła mu się mądralkowatość tej dwójki.
        - Nie wiedzieć kiedy zaklęcie przyjdzie - zaczął i dokończył na jednym wdechu:
        - Nie wiem jak odstraszyć i kto go użyć. Nikogo nie czuć wtedy. Ale ja wiem. WIEM! Kto wie! - Niemalże wykrzyknął podekscytowany i nachylił się do Iaskela jakby siłą chciał w niego tę ekscytację wlać. - Bracia wiedzieć! - Chwycił go za koszulkę z całą swoją możliwą bezagresją, a po błyśnięciu zębami puścił i przysiadł na ziemi. - Ja teraz być daleko od bracia… - Zaczął masować czoło. - Ale ja ich znaleźć. Wszędzie. A oni mądrzy, oni wiedzieć - zapewnił.
        - I oni… nie, JA nauczę cię języka! - podjął wojowniczo, uderzając się w pierś i zwracając uwagę bardziej ku rudej-miłej. - ,,Parę słów” umiem. - Wyszczerzył się z rozbrajającą szczerością, bo nawet on w całym swoim uporze wiedział, że nauczyć jej więcej nie był w stanie. Niestety to bracia byli od tego typu zadań. JEGO nauczyli. Mogli każdego.
        Ech… czy wydawało mu się, czy po chwilowym buncie faktycznie zaczynał tęsknić?
        - Wcześniej… nie wiem… miasto? - Łypnął na dziewczynę. - Małe-duże miasto. Mniejsze niż to to. I las. Ale… nie znam nazw. O! - Spodobał mu się rymek, więc klapnął plecami na podłogę i rozłożył się jakby śmiał sądzić, że była czysta. Choć ze wszystkich gości on chyba przyglądał jej się najczęściej. Może więc była?
        Nie wiedząc jak bardzo nowym znajomym pomaga, a jak bardzo utrudnia, zwyczajnie cieszył się rozmową i zainteresowaniem. Wrócił też zaraz do swojej pozycji wiernego kundelka i stamtąd chwytał łapczywie kolejne słowa medyka. Ale on miał ciekawy głos, ten elf!
        Co prawda nie był pewien co to jest ten ,,Ekradon”, ale nie było to ważne - ,,tutaj” mu się bardzo podobało.
        Tutaj i teraz.
        - Jest miło! - krzyknął przysuwając się i patrząc na niego od dołu. Czy choć trochę przypominał wampira ze znanych zielarzowi opowieści?
        Na pewno był zabójczo sprytny, bo widząc dalsze zdenerwowanie Iaskel-irienia pogłaskał go po nodze.
        - Hę? - Odwrócił się do naturianki. Miał co prawda powiedzieć uprzejme ,,tak?”, na podkreślenie, że słucha, no ale. Ku uldze i trwodze co poniektórych (przede wszystkim Tony’ego, który póki co nie wyrwał się z osłupienia) w ramach słuchania zwrócił ku niej całe ciało i odstąpił od elfa. Blade oczy nie grzeszyły zrozumieniem, ale Daro swoje domysły miał - ruda panienka mówiła coś o sobie. Mówiła jemu. Tak się rozmawiało. Tylko jak to się stało, że oni byli jego tacy ciekawi i do tego tak mili? Pytali go, a teraz sami zaczęli mówić! A on chciał słuchać. Nawet jeżeli nie umiał. Zbyt dobrze.
        Jedną informacją jednak wręcz się zachłysnął - może miał coś do znajomości imion, ale gdy tylko Silea wypowiedziała swoje nagle go poraziło.
        Ale tylko na moment.
        - Selea! - Powtórzył zachwycony i podniósł się tak szybko, że trudno było założyć, że w ogóle siedział. Zamrugał, chwycił jej dłonie i potrząsnął obiema na raz, wyjątkowo delikatnie jak na gościa, który nie umiał poprawnie się przywitać. Przytrzymał je chwilkę, bujając się beztrosko na boki i spojrzał driadzie w oczy, czego od początku wcale nie unikał.
        - Selea Enaah - pochwalił się swoją wiedzą, po czym w końcu puścił jej dłonie, by wskazać na medyka:
        - Iaskel-irien.
        I…?
        Skupił się na Tony’m, a ten w końcu drgnął. Przedstawił się też, nawet ciekawy rezultatów.
        - Tonny! Miło! - padło wesołe oznajmienie, a zaraz potem - pazurzasta łapa na głowie blondyna. Było nie było dla Darcia był jedynie młodziutkim człowiekiem, z jasną słabą aurą i brakiem bitewnego doświadczenia. Słodki i uroczy.
        Choć chyba nie tak smaczny jak elf.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

- Hm, tak. – Iaskel odkrył, że takim pomrukiem może zbyć wiele stwierdzeń, które nie wiedział jak skomentować i nie chciał pokazywać po sobie reakcji na nie. Czuł, że przy kontakcie z Daro będzie musiał używać go częściej. - Rozumiem, oczywiście. Zabrało cię od kogoś wbrew twojej woli. Nie można go traktować jako dobroczynnego, to jasne. Ta Ta'ra... Ten Ta'ra?... to jakiś pana znajomy? Krewny? - zapytał. Ciekawiło go, z jakimi osobami ktoś taki utrzymuje kontakty. Najwyraźniej jednak istnieli tacy, którym ta znajomość nie robiła krzywdy. Znaczy, właściwie to nie wiedział czy nie robiła. Niespodziewanie dla siebie zakładał bardziej optymistyczną wersję.
Elf nie pozwolił sobie na zbytnie rozczarowanie tym, że jego towarzysz nic więcej nie wiedział o zaklęciu. Starał się wmówić sobie, że i tak niczego podobnego się nie spodziewał, ale było mu przykro, że nie zbliżyli się do rozwiązania tajemnicy zaginięcia Hessana. Potem zaś Daro wspomniał o braciach. Entuzjastyczne słowa wspomagane gestem nie podziałały na elfa tak, jak wampir zapewne oczekiwał – odchylił się tak daleko, jak mógł nie spadając z krzesła, kiedy tamten znalazł się niepokojąco blisko - jednak wzbudziły jego zainteresowanie.
- Bracia? Twoi bracia? Mówisz, że wiedzą coś o takich zaklęciach? To... byłoby pomocne. Myślisz, że zechcieliby nam o tym opowiedzieć? - odezwał się. Sam nie wiedział, czy wierzy zapewnieniom, iż owi bracia będą mieli coś wartościowego do powiedzenia w tej sprawie, ale postanowił tego nie wykluczać. Chciał zrobić wszystko, co było tylko możliwe, żeby uzyskać odpowiedzi. Właśnie dlatego z niezwykłą dla niego otwartością przyjął propozycję dopiero co poznanego młodzieńca o niecodziennym zachowaniu, aby zwrócić się do innych, nieznanych mu osób. - Masz pewność, że ich znajdziesz? Możesz powiedzieć o nich coś więcej? Czym się zajmują? Są uczonymi, znają się na magii? - zapytał jeszcze. Potem odwrócił się do pozostałych siedzących przy stole osób.
- Sileo, byłabyś skłonna udać się ze mną do braci Daro? Wierzę, że mogą nam pomóc, ale nie chcę cię do niczego zmuszać – powiedział. Był świadom tego, że driada sama zgodziła się na udział w wyprawie, jednak teraz planował coś, co, jak sam przyznawał w duchu, było niezwykle lekkomyślne. Silea nie musiała podzielać jego przekonania, że to dobry pomysł, a nie zamierzał wciągnąć jej w to wbrew jej woli.
Tak, wampir niewątpliwie zachowywał się przyjaźnie. Próbował nawet uspokoić spiętego Iaskela, ale jego gest sprawił, że elf tylko spiął się bardziej, a jego noga drgnęła nieznacznie. Jednak nie cofnął jej, ani nie strząsnął ręki tamtego. Pomimo ewentualnych wspólnych planów był świadom, że ma do czynienia z groźną istotą. Groźną tym bardziej, że nieprzewidywalną.

Awatar użytkownika
Silea
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Silea »

        Driada słuchała wampira, starając się nadążyć za jego rozumowaniem i wyłapać istotne fakty. Myślała, że przywykła do bywalców gospód, których historie miały zaburzoną chronologię i nieraz gubiły wątek, ale widocznie naturianin uczy się całe życie. Dodatkowe skupienie jednak się opłaciło, bo zrozumiała wszystko, co zrozumieć z tej opowieści mogła.
- Stawiam, że to „ona” – rzuciła z pewnym rozbawieniem w stronę elfa, lecz zaraz potem niepewna swojej własnej tezy zwróciła pytający wzrok w stronę pana ze zdecydowanie dłuższymi kłami. W jego przypadku nawet zaimek „jej” o niczym nie świadczył. A tak przynajmniej jej się wydawało.
        Potem została zalana kolejną falą informacji. Przestawiła się już na trochę inny tryb słuchania, dlatego tym razem zrozumienie przyszło jej łatwiej. Bracia, wiedzieć, język. Wszystko jasne!
- To świetnie! To wampirzy język, tak? Czy jakiś bardziej… ogólny? – dopytywała.
Wieczna chęć samokształcenia potrafiła odezwać się w niej w najmniej odpowiednich momentach. Zreflektowała się jednak, gdy usłyszała pytania Iaskela. Tak, jeśli bracia Daro coś wiedzieli, trzeba było ich ładnie i kulturalnie poprosić, by się tą wiedzą podzielili. Co do tego Silea nie miała żadnych wątpliwości!
- Jak mogło ci przejść przez myśl, że nie pójdę z tobą? – obruszyła się. – Z tobą, Iaskel, na dobre i na złe. W końcu chcemy wyjaśnić tę sprawę. Zgodzisz się nam pomóc? – Przeniosła wzrok na Daro. – To dziwne zniknięcie nie daje nam spokoju. Martwimy się o kogoś – przyznała, zapominając, że mimo wszystko powinna być bardziej nieufna. Ale nie potrafiła tak długo. To było wbrew jej naturze.
        Uśmiechnęła się, słysząc – i widząc – energię wampira. Ledwo powstrzymała śmiech, słysząc, jak przekręcił jej imię i nazwisko.
- Całkiem nieźle. Mogę być i Seleą. – Wzruszyła ramionami, podchodząc dość niefrasobliwie do tego, jak miała być nazywana przez wampira. Grunt, iż wiedziała, że chodzi o nią.

Awatar użytkownika
Daro
Szukający drogi
Posty: 46
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Daro »

        - Bracia być bardzo mądrzy! - zapewnił elfa z dziwną dumą, że ci mądrzy bracia byli jego braćmi. Może przez chwilę cieszył się z tego, że się od nich uwolnił i może łazić gdzie mu się podobało; rozmawiać i zaczepiać kogo chciał. Bez wpychającego się przed niego Riosia i Aima bełkoczącego mu coś przy nodze i stale coś czyszczącego. Taką podłogę na przykład. Nie, teraz bracia nie zabierali uwagi pysznych elfików i milutkich naturianek. Ale też… i pospać nie było na kim. A udziabać? Ludziki nie lubiły być dziabane. Z braćmi zaś mógł się dogadać, pobić i nikomu nic nie było, bo to przecież wampiry! No i zawsze wiedzieli gdzie iść i… tam gdzie szli zawsze było zabawnie.
        Z nimi było zabawnie.
        - Opowiedzą jak powiem. - Zamrugał i ocknął się z uczucia narastającej tęsknoty. Spojrzał przytomniej na otaczające go istotki - i nagle jakby mu przeszło. Pytali jego i rozmawiali z nim! Patrzyli… wszystko dlatego, że braci nie było obok. Jak nic zabraliby całą uwagę. Nie, nie. On chce się jeszcze nacieszyć sławą przypadkowego rozmówcy! Ale mimo wszystko podążać w ich stronę nie zaszkodziło.
        Tak samo jak o nich opowiedzieć…
        Cali bracia. Nawet ich tu nie ma, a już każdy o nich pyta! Mają szczęście, że są warci wspominania, bo inaczej różowowłosy obraziłby się i zmienił temat. Ale tak:
        - Zawsze ich znaleźć. Magia - odparł niewinnie, w tak dużym skrócie, że jak zwykle nic nie wyjaśnił, ale poruszył głową machając kolczykami. To była podpowiedź.
        - Bracia być… są… są? Tak, są… och, wysoki i mały! - Pokazał ręką mniej-więcej poziom swojej głowy i drugi sporo niższy - także od Silei, gdyby ta stała.
        - Czarne włosy. - Tknął końcówki Iaskela. - I krwiściaste oczy! - Uśmiechną się. - Rio i Aim. Tak, Aim i Rio. Kobietki i czystość. Ale mądrzy! Mieć magia. Ymmm… ja też, ale ja bójki? - Nie był pewien jak to określić. Zasadniczo lubiący kobiety Rio był od planowania, zaklęcia Aima przydawały się zawsze, a on atakował kiedy mu kazali. Więc w zasadzie tak, był od bójek. Chociaż oni też potrafili się bronić… choć może raczej atakować w samoobronie? To nie wydawało mu się być tym samym. Oczywiście uderzenie pięścią takiej wampirzej szkapy jaką był Rio mogło rozwalić ludzkiego wojownika, ale Darciowi nie kojarzył się z tego rodzaju przemocą - zwykle to on dostawał, tylko nie z pięści od woja, a z liścia od panienek. Jakoś tak było.
        - Uczeni… Umieć litery - powiedział jeszcze, udowadniając, że wspomniane wampiry odebrały wykształcenie co najmniej godne pochwały. A on sam to kretyn. Ale z dobrą wolą!
        - Rio na pewno dużo wiedzieć… Aim bardzo mądry… oni coś wymyśleć - jęknął opadając z sił, bo absolutnie wykończył go ten potok myśli i ciągi skojarzeń. Za dużo jak na jeden wieczór. A krwi ani kropelki!

        - Hmm… jesteście pewni? - zapytał Tony, kiedy wampirek osunął się znów na podłogę i przestał być tak uważny. - Nie chcę podważać waszej decyzji oczywiście, ale… - zerknął na wampira niepewnie. Z drugiej strony nie wydawało się że kłamie; pewnie nie był nawet zdolny do większych podstępów. A jeżeli tak był jedynym, który wiedział coś o zaklęciu, które ich zainteresowało. Zbieg okoliczności wydawał się podejrzany, ale nie takie rzeczy działy się na Łusce, prawda? W takim razie mógł ich tylko wspomóc.
        - No, pora już na mnie… ale poprosiłem Laylah o pokoje dla was. - Uśmiechnął się, po czym nagle uśmiech ten stał się przepraszający. - Tylko dla niego nic nie wziąłem… nie sądzę nawet by miał pieniądze… eech, jeżeli chcecie z nim ruszyć w drogę zapytam czy miałaby coś i dla niego. Ale pokoi tu niewiele, a gości zawsze się znajdzie. Bardzo dziękuje…my, wam za czas i pomoc. - Ukłonił się, a wraz z nim paru stałych bywalców, którzy zbliżyli się, kiedy wstał.

        - Porozmawiam z Laylah. Przyjdę po was jutro po śniadaniu, będzie wam odpowiadało? Cokolwiek postanowicie wasze konie będą napojone i wypoczęte! - zapewnił entuzjastycznie, skinął jeszcze raz głową i nie dając pochwycić się siedzącemu wampirkowi ruszył ku drzwiom dla personelu.
        Musiało być tam też drugie wyjście, bo nie przeszedł już przez salę - za to po paru minutach, podczas których gospoda niemal opustoszała, pojawiła się jasnowłosa z dwiema misami, kostkami mydła i ręcznikami. Uśmiechnęła się do swoich gości, po czym ruchem głowy wskazała by poszli za nią jeżeli skończyli posiłek.

        Najpierw pokazała im ciemne pomieszczenie na parterze - szarą umywalnię z doniesionymi wiadrami wody, odpływem w podłodze i paleniskiem z wiszącym kociołkiem, gdzie można było wodę trochę nagrzać. Na górze lufciki i jakiś stołeczek, do ułożenia rzeczy. I jak się okazało pomieszczenia takie były dwa - dla kobiet i mężczyzn, co już pachniało luksusem. Jak na takie miejsce…
        Na górze zaś mieli pokoje. Na samym końcu korytarza driada, a bliżej schodów Iaskel. I Daro, bo mężczyźni mogli zostać upchnięci razem. Wampirek bardzo nieufnie patrzył na milczącą kobietę i trzymał się od niej tak daleko jak mógł, chowając się za towarzyszami, ale za to jedno mógł spojrzeć na nią przychylniej. Przynajmniej nie chciała odseparować go od broniącego go kolegi!
        Sama elfka spojrzała jednak pytająco na Iaskela, gdy przydzielała pokoje. Pytała go o zdanie. W końcu mieszkanie z wampirem… zerknęła na Darcia i swoim zgrabnym paluszkiem pokazała na własne, absolutnie normalne kły, co było wręcz absurdalne. Zaraz jednak stanowczo pokręciła głową, a wampirek aż zasłonił usta. Ale tylko na chwilkę. Zaraz niemo wyraził swój sprzeciw i wychylił się do przodu rozkładając ręce i bezdźwięcznie pytając ,,dlaczego”? Jednak jedno jej spojrzenie i odsunął się oraz przyjął postawę niewinnego przechodnia. No już dobra… jak chce.
        Zerknął na towarzyszy. Gdzie się rozlezą? On wtedy pójdzie z Iaskel-irienem. Wybrał go już sobie na przewodnika po cywilizowanym świecie.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Iaskel »

Pewni? O nie, Iaskel zdecydowanie nie był pewien. A raczej był pewien swojej niepewności czy postępuje słusznie. Owszem, Daro zapewniał ich, że jego bracia mogą im pomóc i chętnie o nich opowiadał, ale obraz, jaki się rysował w wyobraźni elfa nie był szczególnie korzystny. Mądrość i uczoność braci wampir mierzył oczywiście własną miarą, ale jaką wartość mogły faktycznie przedstawiać? Jeśli byli podobni do niego, to nie wyglądało to obiecująco. Mogli równie dobrze niczego się nie dowiedzieć i stracić (w najlepszym wypadku tylko) swój czas. Iaskel pokładał największą nadzieję w tym, że skoro tamci “mieli magię”, to mogli rzeczywiście coś wiedzieć o interesującym ich zaklęciu. Pocieszało go też trochę, że najwyraźniej to różowowłosy z nich trzech najczęściej wdawał się w bójki.
- Rio i Aim – powtórzył. Wydawało mu się, że Daro ma jakieś upodobanie do imion, dlatego on sam chciał się upewnić, że te zapamięta.
Po słowach Silei przyszło mu na myśl, że może nie musi aż tak obawiać się nadchodzącego przedsięwzięcia. To prawda, nie wiedział, co ich czeka tam, gdziekolwiek mieli się spotkać z tymi braćmi. Wiedział jednak, że będzie miał u boku swoją przyjaciółkę, która zadeklarowała właśnie, że nie ma możliwości, by go opuściła, a jej ton sugerował, iż była to najoczywistsza rzecz na świecie. Iaskel łatwo nie obdarzał innych zaufaniem i miał niewielu bliskich przyjaciół, dlatego tym bardziej ich cenił.
- Wybacz. To prawda, że nie dałaś mi podstaw, by o tym wątpić. Dziękuję – powiedział, nie patrząc na nią. W przeciwieństwie do niej, nie potrafiłby teraz przy wszystkich powiedzieć jej otwarcie wszystkiego, co miał jej do powiedzenia. - Tak, ktoś zniknął w taki sam sposób – uzupełnił jej słowa. Sam by się nie zdecydował, by to powiedzieć, ale skoro Silea już zaczęła, nie było sensu się dłużej z tym kryć.
- Selea. Miło cię poznać, Seleo – zażartował. On sam pogodził się, że jego imię i nazwisko zbiły się w ustach wampira w jakieś jedno słowo-nie słowo.

- Rozumiem, Tony, ale jak widzisz oboje jesteśmy zdecydowani – odpowiedział mężczyźnie. Postanowił już teraz, kiedy decyzja zapadła, nie dzielić się z nim swoimi obawami. - Poradzimy sobie. Dziękujemy, że zająłeś się pokojami; myślę, że już powoli będziemy szli na spoczynek – mówił, zerkając pytająco na Sileę.
- N-no tak, oczywiście. A może miałeś już tutaj pokój? - zapytał Daro, ale bez wielkiej nadziei. W takie szczęście to nie wierzył. - Nie ma za co, chętnie pomogliśmy – przyznał. Była to prawda, ale czy wizyta tutaj miała się okazać dla nich korzystna, czy wręcz przeciwnie – tego jeszcze nie wiedzieli.
- Doskonale. Będziemy czekać. A gdyby Ennis się niecierpliwił, proszę mu powiedzieć... - Iaskel urwał. Niewątpliwie Tony nie mógł prowadzić z kirpi takich konwersacji, jak on sam. - Poczeka do jutra. Pewnie nawet nie zauważył, że mnie nie ma.
Iaskel zapłacił za posiłek i pozwolił się poprowadzić najpierw ku umywalni, potem ku sypialniom. Perspektywa odświeżenia się i odpoczynku po tym wyjątkowo męczącym dniu była niezwykle przyjemna, jednak tę przyjemność mącił nieco fakt, iż wampir najwyraźniej nie zamierzał odstępować go na krok. Iaskel nie wyobrażał sobie, że będą spać w jednym pokoju, ale wyglądało na to, że to go właśnie czeka.
Jednak tylko skinął głową, gdy elfka milcząco wyraziła swoją wątpliwość. Tym razem przedkładał pozostanie w łaskach Daro nad własny spokojny sen. To co – najwyżej nie zmruży oka, wielka rzecz! Nie wiedział, czy ostrzeżenia dawane tamtemu coś pomogły, ale przypomniał sobie, że przecież znajdują się w lokalu Laylah, a jej młodzieniec zdawał się jednak nieco obawiać. "Może przeżyję tę noc" - pocieszał się medyk.
- Dobranoc, Sileo – powiedział, po czym zwrócił się do Daro. - Idę do umywalni, chyba, że chciałabyś wcześniej. I... mam zwyczaj myć się w samotności – dodał. Nie czułby potrzeby wyjaśniania tego komukolwiek innemu, ale kto mógł wiedzieć, jakie zwyczaje mógł mieć ktoś taki, jak jego nowy towarzysz? Iaskel wolał nie ryzykować.
Jeśli nic mu nie przeszkodziło, zszedł do męskiej umywalni, umył się i powrócił do pokoju. Planował przeżyć tę noc i ewentualnie, trochę się wyspać.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości