Fargoth[Wioska nieopodal Fargoth]Kuźnia Fey

Miasto położone na granicy Równiny Drivii i Wschodnich Pustkowi, jedno z głównych miast środkowej Alarani, położone na szlaku handlowym, prowadzącym przez Opuszczone Królestwo aż do Wybrzeża Cienia.
Feyla
Kroczący w Snach
Posty: 246
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Rzemieślnik , Kupiec
Kontakt:

Post autor: Feyla »

- To są rzeczy … są mi niezbędne do pracy. – Odpowiedziała Feyla ciężko dysząc z wysiłku. - Właściwie potrzebuję ich do życia. Nigdy nie wiadomo co się może zepsuć a lepiej być przygotowaną na każdą okoliczność. Ale chyba mam pewien pomysł jak rozwiązać problem ich transportu – dodała spoglądając chytrze na Mortema. W końcu jeżeli ona idzie pieszo, to grabarz też może, a wtedy koń ma na grzbiecie sporo wolnego miejsca. – Konie? Brrr lepiej nie. Słabo jeżdżę na koniach. Podejrzewam że zwierzęta w ogóle za mną nie przepadają. Co to za pytanie? Co potrafię? Jestem kowalem u licha. Mówiłam to już kilka razy. Nie posiadam żadnych umiejętności które mogłyby przydać się w podróży. Nie umiem walczyć, polować, kiepsko orientuję się w terenie, a na to że będę wam gotowała proszę nawet nie liczyć. Ostatnią potrawkę którą byłam zmuszona przyrządzić nie chciały jeść nawet świnie. Moim przeznaczeniem jest siedzieć na miejscu i naprawiać to co zepsute, a nie uganiać się po świecie za mrzonkami. Szczerze mówiąc to liczę na to że najdalej w Fargoth wykopiecie mnie z drużyny, gdy tylko cała sprawa nabierze więcej światła. – „Jestem też wygadana, mówię trzy razy więcej niż elf i lis razem wzięci, mam wiedzę i mogłabym pomóc w planowaniu oraz rokowaniach z bracią krasnoludzką” dodała w myślach, czując ze na tej wyprawie umiejętność ta mogłaby być równie przydatna co siła mięśni. Poza tym wątpiła by do rzekomej Wielkiej Biblioteki Rzemiosła wpuszczano grabarzy. – To jak możemy iść? Pomijając wszystko inne, myślę ze będziemy mieli znacznie większy problem niż konie. Nurdin rzecz jasna nie dał złamanego grosza na wyprawę mimo iż szumnie nazywa się jej organizatorem, a to oznacza że każdy z panów będzie musiał ponieść wydatki w swoim zakresie. Lojalnie ostrzegam że szansa na to iż ta inwestycja się opłaci jest mniej więcej taka sama jak szansa na to iż ja zostanę księżną. – Feyla sama nie posiadała nic, dlatego też nie chciała rezygnować z zabrania narzędzi pracy i zarobku. Noclegi, wyżywienie, czy informacje, jest sporo rzeczy za które będzie trzeba w tej podróży płacić. – Karczma? Co za baran nazywa karczmę róża? – Rozmyślała głośno.
Awatar użytkownika
Balwur
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 54
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa:
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Balwur »

Na słowa i poczynania lisołaka nawet nie drgnął, nie zareagował, tylko zachował spokój. Wiedział, że on tego nie zrobi, a nawet jeśli spróbuje, to szybko tego pożałuje. Ledwie powstrzymywał się od śmiechu. Po chwili, zanim lisołak się popłakał rzekł do niego:
- Nie mam żadnych uprzedzeń co do ras, ale chodzi o to, że zaraz zlecą się tu myśliwi czy łowcy głów, tacy jak tamci - Wskazał na przechodzącą gdzieś grupkę myśliwych. Następnie, gdy lis poszedł płakać, zaśmiał się, szczęśliwie na tyle cicho, że nikt tego nie zauważył i w porę się opanował. Znów słuchał dialogu pomiędzy grabarzem i kowalką. Dla niego wyżywienie, informacje czy nocleg nie były problemem. Albo posiadał odpowiednią ilość pieniędzy albo sam to sobie zapewniał. Potrafił polować i przyrządzać upolowaną zwierzynę i nie miał z tym problemów. Dodatkowo potrafił skonstruować prosty namiot, a feniks doskonałymi zmysłami zbierał świetnie informacje:
- Jak dla mnie możemy ruszać teraz. Jeśli chodzi o pożywienie i nocleg, to lepiej byłoby nocować poza miastem, ponieważ w lesie łatwiej mi coś upolować i przyrządzić. Oczywiście też wolę świeże powietrze i gwieździste niebo oraz ciszę, a nie miastowy zgiełk, hałas, zanieczyszczone powietrze i widok strzechy nad głową, która jest niepewna i w każdej chwili może spłonąć lub się zawalić. No to jak ruszamy? Sądzę, że nie ma co zwlekać. No i uważam, że wypadałoby się też przedstawić, warto znać swoje imiona i zawody, ale to wspomniał już pan grabarz - Następnie, gdy feyla skończyła swój opis, on zabrał zdanie w tej kwestii:
- Możecie mi mówić Balwur. Pochodzę z... Bardzo daleka. Wątpię by wam kontynent taki jak Thedas coś mówił. Zajmuję i zajmowałem się głównie polowaniem i walką, ale jestem też treserem. To wszystko, co powinniście o mnie wiedzieć. Może komuś z was kiedyś powiem coś więcej?
Awatar użytkownika
Likaar
Szukający drogi
Posty: 40
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa:
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Likaar »

Powrócił ze spokojem. Miał już plan działania i listę uwag do dowódcy. Na początek eystosował prostą prośbę po tym już jak to elf skończył wywód:
- Grabarzu, jak już wydajesz rozkaz do walki to zaznacz czy się zmieniać czy nie. To tylko prosta prośba dla mojej własnej orientacji. A c do mnie... jako towarzysze nie jesteście osobami przed którymi należy cokolwiek zataić. Pochodzę z Adrionu, przeszedłem szkolenie zwiadowców czyli potrafię jako tako się obchodzić z łukiem, wiem jak się zakradać i kamuflować. Mam za sobą również szkolenie tancerzy ostrzy z Karnsteinu. Zatem radzę sobie w boju. Co do gotowania.... mógłbym się tym zajmować na zmianę z Balwurem. To chyba wszystko. To jak? Roszamy?
Uspokoił się już na dobre. Pozostawał w ludzkiej formie. Nie było potrzeby używać zwierzęcej formy bo wierzchowca posiadał tylko i wyłącznie Adrien. Tym lepiej, skoro nie życzyli sobie jego transformacji. Dla niego to coś bardzo ważnego, ale oduczy się tego na cele wyprawy. Oduczy się tak częstej zmiany. Źle to na nich działa i nie zamierzał ich więcej rozjuszać.
Awatar użytkownika
Adrien
Szukający Snów
Posty: 168
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Adrien »

Adrien bardzo lubił czytać między wierszami, toteż słuchał Feyli bardzo uważnie składając dłonie w wieżyczkę, bo to w dziwny sposób pomagało mu się skupić na tym co ktoś do niego mówi. Cóż, skoro nie chciała gotować- jej sprawa, ale jeśli każ gotować jemu to będą jeść tylko i wyłącznie ostro przyprawione, słone potrawy. Ich wybór. Naprawa broni czy też innych żelaznych przedmiotów zawsze będzie mile widziana, więc był już jakiś plus. Dziewczyna "zapomniała" powiedzieć, że jest sprytna, wyszczekana jak mało kto i umie porządnie przywalić młotem. Białowłosy grabarz w bardzo umiejętny sposób ignorował jej spojrzenia na wierzchowca udając, że tego nie widzi. Był co prawda dżentelmenem, ale nie głupcem, powinna zostawić przynajmniej połowę tego wszystkiego...Nie, koń odpadał, był jego i tylko jego, a cichy syk Mortema: "Jak jej pozwolisz na objuczenie mnie tym żelastwem to wsadzę ci kopyto baaaaardzo głęboko tam, gdzie słońce nie dochodzi" stanowczo utrzymało go w tym postanowieniu.
Z paplaniny Balwura wyłowił tylko niezbędne informacje, które mogły się mu przydać i nie były bezużyteczne. Czy tylko on wolał mówić mniej a z sensem? -Panie Balwur...umówmy sssię tak... Zaczął spokojnie czując, że strzela go szlag. -Sssam pan na mnieee głosssowaaał bym był przywódcąąą, więc ssswoje wywody proszę zachowaaać dla sssieebiee. Tłumaczył mu z szerokim uśmiechem tak, jakby tłumaczył coś małemu dziecku, choć było w tym głosie coś niepokojącego, upiornego, co kazało się elfowi przymknąć.
Likaar... Jemu też zachciało bawić się w przywódcę mówiąc tylko jedno zdanie na temat, który Grabarza interesował. Cóż... nie miał chyba wyboru innego jak przyzwyczajenie się do tego. W walce sobie poradzą, kto ugotować będzie miał, mieli w drużynie spryt i inteligencję... To mogło się udać, czemu nie... No chyba, że po prostu Adrienowi nerwy puszczą na lisołaka i zrobi mu krzywdę. -Ma pan własssny rozum, drogi panie, ma pan cenny dar jakim jessst zmienianie sssię w zwierzę bądź też hybrydę. Sam musi pan ocenić kiedy może pan to zrobić. Wyprawa przecież też kiedyś się skończy, a Adrien przecież nie będzie całe życie jego nianią mówiącą mu co można a czego nie...
-Panienkooo, masz jeszcze umowę, którą chciał z nami podpisssać pan Nurdin? Przyda sssię... Zapytał Feylę znowu patrząc w dal i myśląc nad czymś intensywnie. "Róża..róża.. Czym może być ten przybytek, hm? Karmcza albo...nie...no przecież nie dom rozpusssty...' Zachichotał do własnych myśli "Chociaż zapewne byłoby ciekawie widząc ich miny..hihihi..." -Przy okazji..myślę, że po znalezieniu "Róży" dobrze będzie gdzieś odpocząć i dogadać nieco rzeczy, których z powodu... Zająknął się na chwilę nie mogąc znaleźć słowa -niedyspozycji pana Nurdina nie udało mi się ussstalić.
Feyla
Kroczący w Snach
Posty: 246
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Rzemieślnik , Kupiec
Kontakt:

Post autor: Feyla »

Feyla wpatrywała się z wyrzutem na grabarza. Mężczyzna usadowił się na wierzchowcu niczym generał. Widać obojętny był mu los depczących za nim żołnierzy. „Zwłaszcza tych idących pieszo z nadmiernym obciążeniem” złośliwie pomyślała kowalka. Była zadowolona iż udało jej się odciągnąć towarzyszy wyprawy od wioski. Sama miała w niej jeszcze jedną pilną sprawę do załatwienia. Pozostałym mogłoby to być obojętne i pewnie uznają ja za dziwaka, ale na tyle zżyła się z mieszkańcami wsi iż nie zamierzała zostawiać ich na łasce losu. Nim na dobre wyruszą w podróż musiała podzielić się swoimi obawami z mężczyznami.
- Naprawdę zamierzasz jechać na niepodkutym koniu? Biedne zwierzę na pewno złamie sobie nogę, a i pan przy tym ucierpi. Podkowę mam gotową i mogłabym zakończyć pracę w kilka chwil, a przy okazji uczciwie na niej zarobić – Feyla nie cierpiała dopominać się o zapłatę. Zadziwiające że im człek bogatszy tym trudniej rozstaje się z swoim majątkiem. Dziewczyna liczyła że ta delikatna aluzja dotrze do Likaara, który przypomni sobie o obiecanym jej srebrze. – Wybaczcie ale ja mam tu jeszcze mała rzecz do zrobienia mim udamy się do Fargoth. Przy okazji byłaby szansa na zdobycie tych nieszczęsnych koni, na potrzeby wyprawy. W całej wiosce jest tylko kilka koni pociągowych, a jeśli idzie o prawdziwe wierzchowce to jest tu tylko jedna osoba którą na nie stać. Była jedna osoba – Poprawiła się mając na myśli młynarza – Teraz nie będzie ich już potrzebował. Gorzej ma się sprawa z mieszkańcami wsi. Oni będą potrzebowali by młyn nadal istniał, a po tym co się dziś wydarzyło, mamy tu wielki łakomy kąsek dla każdego kto zechce po niego sięgnąć. – Oczyma wyobraźni Feyla widziała już ludzi walczących o to by zagarnąć dla siebie jak największą część dobytku. Dziwnym zbiegiem okoliczności w wizji tej na czele rabusi jawiła się postać Nurdina. – Myślę ze muszę porozmawiać z radą wioski i pomóc im ustalić co dalej z młynem. Co jak co ale zdanie kowala zawsze było tu szanowane. Jest kilka osób kompetentnych by przejąć tą działalność. – Kowalka zrobiła przerwę, zastanawiając się czy nie wykorzystać mężczyzn także w tym celu. Gdyby okazało się ze nie wszyscy chłopi są podatni na argumenty, to element zastraszenia mógłby okazać się pomocny. Po tym co wojownicy pokazali przed kuźnią, polecenia z ich strony by nie ruszać młyna i zostawić go wskazanym osobą, zapewne zostałoby uszanowane. – Ostatecznie nie wiem czy nie warto ich zastraszyć? – Podzieliła się głośno swoimi obawami. – Rozgrabią i spalą młyn, a gdy przyjdzie zima będą głodować. A konie … - Feyla zastanawiała się czy przypadkiem sama nie zaproponowała by je ukraść – nie są niezbędne do pracy młyna … Moglibyśmy je pożyczyć. A potem, .. no cóż, zwróci się i podzieli jakoś sprawiedliwie wśród mieszkańców.
Obawy kowalki sprawdziły się znacznie wcześniej niż sama zakładała. Od strony młyna słychać było donośny głos krasnoluda. Zadziwiające jak szybko Nurdin się ocknął, opanował sytuację i wywęszył możliwość zysku.
- Łapy precz od izby szumowiny jedne! Zbliży się który a odrąbie mu kończyny! Młyn jest tego kto pokonał młynarza! Jako zwycięzca, biorę go w posiadanie i ustalę tu nadzorcę. Gdzie tu mi z tymi widłami!
Feyla od razu pobiegła w kierunku skąd dochodziły gniewne okrzyki krasnoluda. Na miejscu ujrzała Nurduna, blokującego swoją ogromną postacią wejścia do młyna, oraz liczną grupę wieśniaków usiłujących dostać sie do środka. Wszyscy wiedzieli ze młynarz był bogaty, musiał zatem trzymać u siebie prawdziwe skarby. Zebrani krzyczeli na siebie gestykulując przy tym obficie. Nurdin wiódł w tym rzecz jasna prym, argumentując swoje rację poprzez wymachiwanie toporem. Grupka chętnych chcących położyć łapy na bogactwie rosła z każdą chwilą.
- Co ty tu do diabła robisz?! - Krzyknęła kowalka na krasnoluda - Na co ci młyn? Potrzebny ci niczym grzyb na paznokciach.
- To wy co do cholery tu robicie? Powinniście już dawno być w drodze! - wściekał się Nurdin.
- Udawałeś pijanego by się nas pozbyć i nikomu przy tym nie płacić!
- Też coś. Dobre sobie. tak niskie zagrywki są raczej w twoim stylu. - Para kowali kłócąc sie wzajemnie zawsze starała patrzeć sobie w oczy, będąc możliwie jak najbliżej siebie. Nurdin zadzierał głowę do góry, a Feyla nieco się pochylała dzięki czemu oboje niemal stykali sie nosami. - Jestem szanowanym obywatelem tej wsi, interweniującym tu w trosce o jej dobro. Jednego węża tu już mieliśmy i nie pozwolę wyhodować następnego. - Stanowczo oznajmił krasnolud.
- I jako największa gadzina zamierzasz pożreć wszystkie mniejsze węże?
- Nie przypominam sobie od kiedy to mistrz musi tłumaczyć sie przed czeladnikiem?
- Kogo nazywasz czeladnikiem? Łachudro ty! - Dyskusja ta do niczego nie prowadziła, a Feyli zależało teraz na czasie. Postanowiła zmienić nieco front - A zatem kto według ciebie powinien objąć funkcję młynarza?
- Jora.
- Przecież on nie umie liczyć!
- Ale zna się na rzeczy. A rachunki będę prowadził mu sam.
Z Nurdinem nie było sensu sie targować. Kowalka zwróciła sie zatem do mieszkańców.
- Posłuchajcie. Spieszy mi sie więc powiem krótko. Ja wyjeżdżam, ale radzę wam dobrze się zastanowić komu powierzycie taką odpowiedzialną funkcję. Pamiętajcie że młynarz to nie tylko rzemieślnik ale też członek rady wsi, zatem niech będzie to osoba kompetentna. Najlepiej by chętni na objęcie posady sami się zgłosili, a wtedy większość wybierze. Pamiętajcie jednak o najważniejszym. Młyn na służyć ludziom a nie interesom samego młynarza. Wiecie dobrze jak skończył jego poprzednik. Kiedy wypełnimy swoje zadanie, wrócimy do wioski a wtedy moi towarzysze zweryfikują jak sprawuje się wybrany przez was nowy gospodarz. - Feyla liczyła że owa groźba poskutkuje. Miała tez nadzieję że lis lub elf wesprą ją swoimi zapewnieniami. - Jeśli zaś idzie o dobytek młynarza, to budynek i narzędzia oraz wszystko co niezbędne do pracy przejdzie w ręce nowego właściciela, natomiast pozostałe przedmioty zamierzam przekazać jego żonie mieszkającej w mieście. Budowla została wzniesiona przez nas i należy do wsi, resztę zaś załadujemy na konie i zwrócimy biednej wdowie - W ten sposób kowalka zamierzała też zapewnić transport do Fargoth dla swojego bagażu. Nieoczekiwanie jej pomysł poparł sam Nurdin.
- Świetna myśl zaraz zajmę się segregacją. Panowie - zwrócił się do Likaara i Beldura - Za mną. Pomożecie.
"Sprytne" pomyślała dziewczyna. Wchodząc do izby z wojownikami krasnolud zapewnił sobie swobodę działania. Wiedział że żaden z wieśniaków nie wejdzie tam z nimi z strachu. "Ciekawe ile z tych dóbr wyląduje w Nurdinowskich kieszeniach?" zastanawiała sie, ale to nie był jej główny problem. Ruszyła do stajni przygotować konie pod juki.
Awatar użytkownika
Adrien
Szukający Snów
Posty: 168
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Adrien »

Nie... Ile tu jeszcze mogli siedzieć? Ludzie mordowali go wzrokiem i miał niemiłe wrażenie, że za chwilę ktoś po prostu wbije mu miecz w plecy. Dlaczego oni byli tacy... lekkomyślni? Przed chwilą w wiosce rozpętało się małe piekło, a geraz tak nagle wszystko wróciło do normy, uspokoiło się? "Czyżby cisza przed burzą?" przeszło mu przez myśl nie zamierzając nawet schodzić z konia. W razie czego mógł po prostu zwiać... Nie. Adrien Crevan nie ucieka, on... po prostu się ewakuuje,tak.
-Psze pana!- Zagadał do niego jakiś dzieciak z bardzo irytującym, pretensjonalnym tonem głosu.
-Hm? Sssłuchaaamm?- Odpowiedział lekko podskakując w miejscu bo nie spodziewał się nowego rozmówcy. Nie przepadał za dzieciakami, budziły w nim jakieś takie... dziwne uczucie. Zazdrość, bo on sam swoich mieć nie mógł? Ich spokój ducha, którego on nigdy już nie zazna? A może jeszcze coś innego?
-Psze pana, kim pan jeeesst? Bo moja babcia powiedziała, że jest pan demonem, o!- Zapytał chłopczyk rezolutnie patrząc na niego z wesołym uśmiechem.
-Demonem powiadasz...Uśmiechnął się do niego złączając czubki palców i stukając nimi o siebie. Demonem jeszcze go nie nazwali... Zastanawiał się co mu odpowiedzieć-prawde czy kłamstwo? Oczywiście prawdą nazywał to,że był człowiekiem, nie aniołem. Kłamstwo zaś...-Nie... nie jestem demonem.
-To kiim?-dopytywał dalej
-A na kogo Ci wyglądam? Odpowiedział mało grzecznie, bowiem pytaniem na pytanie się nie odpowiada.
-E..no... Zmieszał się dzieciak patrząc na jego bliznę na twarzy z lekkim strachem w oczach. -Wygląda pan jak...śmierć... Wyznał w końcu i spuścił wzrok jakby bojąc się na niego spojrzeć na białowłosego grabarza.
-Cóż... do śmierci mi już nieco bliżeeej.. Zachichotał zdając sobie sprawę, że nawet nie skłamał. Uwielbiał straszyć dzieciaki, uwielbiał patrzeć na strach w ich ufnych oczach.
-Jest pan aniołem śmierci? -Młody aż otworzył pyszczek ze zdziwienia patrząc z czymś na kształt podziwu.
Anioł...śmierci...Anioł... To...bolało. Nazywanie go śmiercią nie było dla niego obelgą,wręcz przeciwnie-uważał się za takową, ale nazwanie go aniołem zawsze powodowało bolesne ukłucie w sercu. -Ćśśśś...szepnął przytykając palec wskazujący do ust -To mój sssekret...Zaśmiał się nieco niepokojąco patrząc jak dziecko powolutku cofa się do tyłu i znika za domem najwyraźniej bojąc się grabarza.
Liczył, że Feyla szybko wróci i będą mogli wyjechać jak najdalej z tej piekielnej wioski.
Awatar użytkownika
Balwur
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 54
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa:
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Balwur »

- To była tylko sugestia - Rzekł i jakoś uśmiech grabarza nie zrobił na nim wrażenia, ani jego słowa. Posłał mu również uśmiech, ale bardziej tajemniczy. Z niemalże radością wysłuchiwał kłótni pary kowali i było to dla niego tak zabawne, jak jakiś żart. W końcu Nurdin potrafił go tylko rozśmieszyć... Kowalka nagle postanowiła zastraszyć ludzi. Było to dość... niecodziennie. Jeszcze nie zauważył, by kogoś zastraszała. Zaskakujące jak może się zmieniać w ciągu jednego dnia:
- Jeżeli ktokolwiek, kto zostanie młynarzem będzie miał na uwadze tylko i wyłącznie swoje dobro, zamiast dobra ogółu - uwierzcie mi - skończy o wiele gorzej od poprzednika. Ćwiartowanie, rozpruwanie, patroszenie, skórowanie i wiele więcej. Zastanówcie się więc czy warto być samolubnym gburem, bo dla mniej będzie to jedynie dobra zabawa - Po tych słowach zaśmiał się, niemalże jak jakiś czarny charakter, a ludzie powinni w większości zrezygnować, bo raczej tacy odważni nie byli albo tacy głupi by pchać się pod ostrza elfa. Nurdin nagle zwrócił się do niego o pomoc. Było to dość niesłychane, gdyż zwykle na niego nie zwracał uwagi. Postanowił mu pomóc, ale w międzyczasie uważnie obserwował samego kowala, by mieć pewność, że nie zrobi czegoś głupiego Kto wie, może sam znajdzie coś ciekawego dla siebie?
Awatar użytkownika
Likaar
Szukający drogi
Posty: 40
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa:
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Likaar »

Zdaj się na siebie... a potem wyląduj na moim mieczu bo nie odpowiada mi twoje zachowanie. Żenada. Nie. Nie będę tego tak po prostu znosić. Nie ma takiej opcji. Chcesz drwić? Chcesz mnie dręczyć. Nie-ma-mowy. Nerwy sięgnęły zenitu. Dość tego! Elfa by zdzierżył ale nie tego chudzielca. Nie dość, że psychopata to jeszcze pyszałek i ignorant. O nie. Likaar nie znosił takiego zachowania. Zmiennokształtność to dar dość częsty w niektórych częściach świata, więc inni powinni się przyzwyczaićdo istnienia takich istot. A ci tutaj corobią? Trzęsą portkami ze strachu. Gdy grabarz skończył wygłaszać swoje kazanie lisołak podszedł tylko do Feyli i wręczył jej swojego ostatniego gryfa szepcząc jednocześnie jej do ucha:
- Za idealne wykonanie.- po zym odwrócił się plecami do pozostałych uczestników niedoszłej wyprawy i udał się w swoim własnym kierunku przybierając zwierzęcą formę. W tej wyprawie byli już tylko oni, a Likaar dostał to czego chciał: naprawione ostrze.
Feyla
Kroczący w Snach
Posty: 246
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Rzemieślnik , Kupiec
Kontakt:

Post autor: Feyla »

W stajni młynarza były cztery konie. Wystarczająco jak na potrzeby wyprawy. Uwagę Feyli przykuł znajdujący się tam niewielki wózek. Pojazd był wprawdzie dość płytki, z jedną osią i nieco zniszczoną parą kół, ale kowalka uznała iż nada się idealnie dla kogoś nieobeznanego z jazdą wierzchem. Zaprzęgła jedno zwierzę do wozu, a pozostałe konie spętała liną w taki sposób by móc łatwo prowadzić je w rzędzie. Uzdę pierwszego przywiązała do wozu, a pozostałych do siodła poprzedników. Utworzona w ten sposób karawana był gotowa do wymarszu. Nieoczekiwanie do stajni zajrzała pani Czok przerażona jak zawsze. Dla biednej kobiety musiał być to ciężki dzień.
- Uważaj Fey - Ostrzegła kowalkę. - Rada starszych już posłała po żołnierzy. Lepiej trzymaj się zdala od tych ... morderców. Wiem że tyś niczemu niewinna, ale straż raczej nie będzie o to pytać.
- A dlaczego pani mi to mówi?
- Bo.. cóż ten wysoki chudy. Był całkiem miły dla moich urwisów. Więc pomyślałam .... - wieśniaczka nie bardzo wiedziała jak skończyć, nerwowo pocierając jedną nogę o drugą.
- W porządku. dziękujemy za ostrzeżenie. - Dokończyła Feyla wyprowadzając na zewnątrz swoje konie. - Proszę sie nie martwić będę na siebie uważała.
Gdy kowalka dotarła przed młyn zauważyła że Nurdin i Balwur zakończyli już porządkowanie majątku młynarza. Zaskoczyła ją niewielka ilość przedmiotów jaką wysegregowali dla wdowy po zabitym. Wyglądało na to że najbogatszy człowiek we wsi był nędzarzem. Za to spodnie krasnoluda niemal pękały w szwach, były tak obciążone że jej mistrz cały czas musiał trzymać się za pas. Nie trudno było się domyślić gdzie podziała się większość dóbr znalezionych w izbie. Dziewczyna nie miała teraz czasu na kolejną awanturę z Nurdinem. Informacje o zbliżających się żołnierzach sprawiły że Feyla chciała jak najszybciej opuścić wioskę.
- To wszystko? - Wskazała na zgromadzone przez mężczyzn bogactwa - Raczysz żartować? Gdzie reszta?
- Niewiele tego było tam w środku. - Bronił się Nurdin. - Do tego ci dwaj to niezwykle chciwe typy - Tłumaczył krasnolud, zwalając winę na Likaara i Balwura - Ostrzegałem cię wcześniej przed grabarzem, ale i na nich musisz uważać. Pazerne złodziejaszki. Zagarnęli większość dla siebie, że niby jako udział za wyprawę. Nie ufaj im cokolwiek by nie mówili, a przede wszystkim nic już nie płac.
Ignorując słowa mistrza Feyla pakowała sie w pośpiechu. Ładowała właśnie rzeczy młynarza oraz swoje do wozu gdy krasnolud dostrzegł wśród nich księgi z jego osobistej kolekcji.
- O nie! Nurdinium! Nie możesz tego zabrać. Oddawaj!
- A niby jak do cholery mamy wykonać to zadanie jeśli ty nie raczysz nic nam powiedzieć? - Wściekła sie kowalka.
- Nic tam nie ma poza przepisami, których i tak nie zrozumiecie - Nurdin zaciekle walczył z dziewczyną o odzyskanie swoich ksiąg. Po krótkiej szarpaninie udało mu się ostatecznie odzyskać swoje zapiski. Feyli została w rękach tylko jedna strona. Zorientowała się iż jest to fragment listu. "Zapewne jeden z tych po które udaje się do Róży" pomyślała zerkając na tekst.
Co u licha znaczy że jesteś w niebezpieczeństwie? - Odczytała na głos. - I co to za źródło które wyschło i zamknięte bramy?
- Pojęcia nie mam. - Stwierdził Nurdin. - Wcześniej otrzymywałem wszystko zgodnie z zamówieniem, a teraz tylko ten list. Dlatego właśnie wyruszacie.
- Eh naprawdę nie mamy już czasu. Zabieram go i zamierzam dowiedzieć sie w co tu pogrywasz. - Ciągnąc za sobą konie Feyla zostawiła krasnoluda i wróciła do Adriena. - Dobre wieści kapitanie, mamy konie i możemy ruszać. Do miasta mamy kilka godzin jazdy. Nie jestem tylko pewna czy dobrym pomysłem będzie korzystanie z głównego traktu. Zostaliście oficjalnie zakwalifikowani do wrogów publicznych, a straż miejska pędzi właśnie w te stronę. - Problem w tym że innej drogi nie było. A przynajmniej nie takiej po której mógłby przejechać mały wózek. Decyzję co z tym począc dziewczyna pozostawiła grabarzowi.
Awatar użytkownika
Adrien
Szukający Snów
Posty: 168
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Adrien »

Czekanie na szczęście było jego mocną stroną, bo inaczej zapuściłby tu korzenie z nudów. No ileż można się pakować? Rozumiał, że to nie jest takie hop-siup, tym bardziej, że Feyla była kobietą, ale na litość boską... Tyle czasu? Zaczął się przyglądać swoim paznokciom uważnie sprawdzając, czy na żadnym z nich nie porobiły mu się odpryski myśląc nad czymś ważnym, a mianowicie..."Zakładając, że opuścimy ich wioskę żywi i cali co stanie się z resztą? Przecież tutaj była mała rzeź, ile osób odpowie za błędy nasze i młynarza? Niewinni ludzie zginą przez naszą głupotę... Ah, moje zbłąkane owieczki, tak łatwo wpętać was w sidła śmierci i goryczy, z który nie da się wyjść... ciekawe ile jeszcze ofiar pochłonie nasza obecność tutaj?" Anioł śmierci... Może naprawdę był tym, za kogo się podawał? Miał wrażenie, że zewsząd otacza go tajemnicza aura pełna cierpienia dla tych, którzy go otaczali. Czy taki sam los spotka jego towarzyszy? Zginą?
Nie zwrócił na Likaara większej uwagi, jego wybór. Właściwie to może to i lepiej, że lisołak sobie poszedł biorąc pod uwagę, że prędzej czy później rzucili by się sobie do gardeł? Adrien tylko wiódł za nim wzrokiem smutno kręcąc głową. "Zaślepiony światłem własnej inteligencji nie da sobie przemówić do rozumu choćby nie wiem co... Siłą mu tego do głowy nie wbiję..." Nasunął kapelusz głębiej na oczy i czekał na kowalkę i elfa.
Kolejny problem, straże... Do prawdy, tyle pozostało z bycia cichym staruszkiem... No i co on miał teraz zrobić? Był w tej części świata pierwszy raz, za wiele wymyślić nie mógł, nie potrafił z oczywistych względów. Jedyne co przyszło mu na myśl to... -A gdyby tak... Zaczął lekko odległym głosem jakby dalej myśląc i mówiąc machinalnie -A gdyby tak wyjechać z wiossski tyłem i zmylić pościg? Wy wrócicie na główny szlak, ja na dobre pół godziny mogę wyprowadzić ich w pole... Mam dobrego konia, nie powinni mnie dogonić. Poklepał szkapę po szyj przeklinając swoje zdecydowanie za miękkie serce. Cóż, "kto ma serce dobrej dzierlatki powinien mieć też ze stali pośladki", jak mawia stare przysłowie. Wprawdzie zdawał sobie sprawę, że plan może nie jest super doskonały, ale innego nie umiał wymyślić na od tak, szybko, w takich warunkach. -Nawet bez podkowy Mortem da sssobie radę... Tak, wierzył w swojego konia, zwierzę jeszcze nigdy go nie zawiodło. -Zanim mnie dogonią zdążę zrobić koło i zawrócić do Fargoth, poczekajcie przed ową "Różą", będę tam tak szybko jak sssię da... Cały czas utrzymywał ten irytujący, niefrasobliwy ton jakby zupełnie go to nie obchodziło, jakby wizja własnej śmierci nie była dla niego niczym niepokojącym...
Awatar użytkownika
Balwur
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 54
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa:
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Balwur »

Z zaciekawieniem obserwował czyny krasnoluda i jego chciwość. Następnie zmuszony był do słuchania jego oskarżenia i słów Feyli. Postanowił na to nie reagować. Lisołak po prostu odszedł - nie zdziwiło go to, ani nie miał zamiaru przejmować się tym lub reagować na to. Znów ta irytująca kobieta przybiegła i zaczęła mówić o niebezpieczeństwie. Ciekawe, co jeszcze dzisiaj może go zaskoczyć. Wygląda na to, że tym razem walka nie będzie odpowiednim wyjściem, bo za zabicie oddziału straży, spaliliby tę wioskę. Adrien zaproponował, że odwróci uwagę straży, może by się udało, ale to jednak Balwur przyciągał o wiele większą uwagę, więc on to powinien zrobić. Bez konia doskonale dałby sobie radę w lesie i wszędzie indziej, gdzie straż nie dałaby rady konno:
- Sądzę, że to moja wina i ja powinienem odciągnąć ich uwagę. W końcu przeze mnie rozpętała się rzeż i ja przykuwam większą uwagę niz wy dwoje. Bez wierzchowca świetnie bym sobie poradził. Spotkałbym się z wami góra za dzień. Co o tym sądzicie?
Feyla
Kroczący w Snach
Posty: 246
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Rzemieślnik , Kupiec
Kontakt:

Post autor: Feyla »

- Eeee no dobra, przyznam że niewiele rozumiem z tej waszej taktyki. – Zaczęła Feyla – Znaczy chcecie by każdy dotarł do Fargoth swoją ścieżka? W takim razie ja wybieram główny trakt. Zapewne spotkam tam strażników ale jako że sama nie jestem na liście podejrzanych o masakrę, liczę na to że minę ich bez kłopotów. A przy okazji jak już będziecie uciekać, chować się i manewrować między strażnikami może któremuś z was uda się rozwiązać tą zagadkę. – Kowalka rozwinęła posiadany list i zaczęła czytać na głos – Jak rozumiem jest to ostatni z listów jaki Nurdin odebrał z gospody zwanej Różą. Pisze tu tak: „Źródło naszych kontaktów uschło. Choroba która opanowała gałęzie, sączy się dalej aż do głównego pnia. Robimy wszystko by zatrzymać zgniliznę, tak by ta nie opanowała konarów i zdrowych gałęzi. Nasze niewielkie siły uwiązane są w główną walkę, zatem nie mamy możliwości realizacji pomniejszych celów. Na tą chwilę bramy zostały zamknięte. Odcięto wszelki dostęp do głównych ośrodków. Pracujemy nad odbudową siatki. Proszę kontynuować pracę według posiadanych zasobów, oraz rozważyć zagrożenia na wypadek klęski na północy”. Przyznaję ze jeszcze tego nie rozgryzłam. Brzmi jak jakiś ogrodnik, ale co miałby do tego Nurdin? – Feyla wyciągnęła z wozu podkowę dla Mortema – Założę ją jeszcze nim wyruszę. – Oświadczyła, podchodząc do konia. Stając na palcach szepnęła zwierzakowi do ucha. „Ta zagadka była dla ciebie. Jesteś mądrzejszy od elfa i swego pana, więc tylko ty masz szanse ją rozwiązać. A nie zrobisz tego jeśli złamiesz nogę i aresztuje cię straż. Zapewne wcielili by cię do służby wojskowej i już do końca zostaniesz na miejskim wikcie, skazany na wożenie grubych oficerów. Dlatego też musisz założyć tą podkowę” Kowalka zdawała sobie sprawę że koń nic z tego nie zrozumie a mówienie do niego jest bez sensu, ale wiedziała też że w dziwny sposób sam ton jej głosu potrafił uspokoić zwierzę. Dzięki temu sprawnie umocowała nową podkowę do końskiego kopyta.
- I gotowe. - Oznajmiła z tryumfem. – A teraz do zobaczenia. – Wyjeżdżając pomyślała o lisie. Jako jedynej z kompani było jej żal że stracili towarzysza. Uznała że jeśli spotka go gdzieś w drodze przynajmniej zwróci mu część z zapłaty. Ofiarował i tak zdecydowanie za dużo, a do tego nie otrzymał nic za uratowanie dzieciaków.
Miejskich strażników spotkała parę kilometrów przed wsią. Było ich tylko siedmioro. Kowalka nie mogła się nadziwić. Właśnie otrzymali informacje o grupce zabójców która wybiła niemal połowę wsi, a oni przysyłają raptem siedmiu żołnierzy, do tego jak się okazało pod dowództwem kobiety. „Chociaż to akurat może być ich atut” uznała Feyla.
- Dzień dobry – powitała strażników.
- Miło mi. Kapitan Elise Silan – Przedstawiła się kobieta, blokując jednocześnie swoim wierzchowcem drogę dla Feyli. – Jedziesz z wsi? Podobno macie tam awanturę? Szukamy trójki przestępców.
- I zatrzymujecie mnie gdyż jestem jednym z nich?
- Nie. Ich rysopisy są jakby to powiedzieć dość wyraziste. Poza tym ty jesteś kobietą.
- Mam nadzieję ze nie będę musiała udowadniać tego publicznie – Zażartowała Felya, uśmiechając się do pani kapitan.
- Ale musimy sprawdzić co masz na wozie.
- Szkoda czasu ale oczywiście proszę bardzo. Wyjechałam jak tylko te łachudry opuściły wioskę. Pewnie są już daleko od Fargoth. – Tłumaczyła Feyla w czasie gdy żołnierze dokonywali kontroli. - Może powinniście się pospieszyć?
- Proszę cię, wieśniacy zwykle przesadzają. W zeszłym miesiącu miałam zgłoszenie o panoszącym się we wsi smoku, oraz o fali na dziesięć stóp która zatopiła wszystkie chaty. A teraz hmm o dwustu zabitych przez demona i wilkoluda. Jak kiedyś usłyszę o zwykłej awanturze w której chłopi wzięli się za łby, to popędzę konia na złamanie karku.
- Powodzenia zatem. – pożegnawszy Elise, kowalka udała się w dalsza drogę do miasta.
Awatar użytkownika
Burkhan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Minotaur
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Burkhan »

Zmierzał akurat w kierunku jakiejś mieścinki w poszukiwanku ewentualnej roboty po tym jak zgubił Rosha na tamtych bagnach. Minął go jakiś niewielki oddział straży z kobietą na czele. Ciekawe po cóż tak wędrują. Jeszcze w siódemkę. Może jakaś awantura? Ech... zresztą, nie moja sprawa. Myślał tak sobie nucąc w kółko "Chatę pośród drzew", którą tak bardzo lubił grać. W końcu napotkał innąkobietę. Z koniem i załadowanym wózkiem. Nie lubił pozostawać w milczeniu:
- Witaj - zagadnął - jaki cel twej podróży i czy mogę ewentualnie pomóc z braku innego zajęcia? Wyglądaasz na spracowaną, ta jak i twój koń. Stało się coś?
Awatar użytkownika
Adrien
Szukający Snów
Posty: 168
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Upadły Anioł
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Adrien »

Balwur miał podróżować razem z nim? Kiepski pomysł biorąc pod uwagę iż elf był piechurem. Piechurem, którego Adrien nie zamierzał ratować jeśli go złapią- każdy był zdany na siebie, nie mieli po pięć lat! No ale puszczenie go z kowalką głównym traktem też nie było dobrym pomysłem, więc chcąc nie chcąc musiał się zgodzić. -Dobrze panienko... Ssspotkajmy się więc o zachodzie sssłońca przy głównej bramie miasssta. Odparł po chwili schodząc z konia by ta mogła przybić mu podkowę i opierając się o płot łokciami głowę kładąc na dłoniach miarowo stukając paznokciem w policzek.
"Straże...w co ja się wpętałem? Naprawdę warto? Warto mi tracić głowę dla nic nie znaczącej gonitwy za...no właśnie... Za czym... Ty byś gonił, prawda? Dla Ciebie była by to tylko kolejna przygoda, kolejne wyzwanie. A teraz cię już nie ma i nie wiem co mam robić..." Myśli białowłosego Grabarza teraz błąkały się gdzieś w odmętach jego pamięci szukając przysnutych mgłą wspomnień o kochanku, aniele, którego naprawę kochał i którego tak brutalnie mu odebrano. Oczywiście nie było po nim widać o czy tak myśli, nie było widać jadowicie zielonych oczu zdolnych rozkochać każdego, teraz zamglonymi bólem tak silnym, że aż fizycznie wyczuwalnym. "Tak łatwo zburzyć coś, co było budowane latami w imię niczego..." Nie słuchał gadaniny Feyli. Może to mało uprzejme, ale po prostu nie umiał myśleć o niczym innym. "Te.. myśli są... jak czarne, bezskrzydłe łabędzie w mojej duszy... Duszy? Czy ja jeszcze mam duszę?" Dość. Nie mógł tak dłużej myśleć, nie mógł się rozkleić, nie dziś, nie teraz!
Liczył iż przynajmniej Mortem słuchał Feyli i przekaże swojemu panu o czym mówiła. -Do zobaczeniaaa. Odparł poprawiając szarfę zawiązaną na szacie i wskakując na konia marząc by opuścić wioskę. -Muszą nasss zobaczyć, przynajmniej w oddali, żeby tak szybko za nami nie wrócili, rozumie pan, prawda? Zapytał uśmiechając się nieco złośliwie, acz porozumiewawczo. Uważał, że taka strategia będzie najlepsza, pochłonięci ściganiem ich nie wrócą do wioski póki ich nie znajdą, co im trochę zajmie, oj tak...
-Biorąc pod uwagę, że jest pan wolniejszy ode mnie lepiej będzie jeśli pana nie zauważą, łatwiej będzie poruszać się panu lassem.. Nassstępnie po prostu wrócić tutaj i iść do Fargoth...Ja zaś ssam sssobie poradzę... Prawda była taka, że po prostu nie chciał brać za nikogo odpowiedzialności, nie chciał o nikogo się troszczyć, nie chciał żeby znowu ktoś przez niego zginął.
Spiął konia, który stanął dęba rżąc głośno i bijąc przednimi kopytami łypiąc groźnie białym okiem, ale posłusznie pogalopował przed siebie rozwiewając niebotycznie długie jak na faceta włosy Grabarza.
Nie pozwolił zwolnić czarnemu ogierowi jeszcze spory kawał za wioską. Stanął na szlaku nasłuchując głosów, tętentu końskich kopyt, czegokolwiek świadczącego o tym, że ktoś za nim jedzie. Wprawdzie wzrok miał dobry, ale to nie na nim polegał- nie używał go prawie wcale, zdawał się na słuch i logikę, choć z tym ostatnim było gorzej. Nie pomylił się, w końcu usłyszał strzępki rozmów.
-Nie mogli zwiać daleko, pani.
-A widzisz ich gdzieś, półgłówku? Odpowiedział damski głos lekko wyprowadzający z równowagi białowłosego."Mają ze sobą kobietę? To niemożliwe... W takim razie to nie mogą być oni..."
-Właściwie to kogo szukamy, co?
-Niewiele udało nam się ustalić. Wiemy, że jeden to elf o czarnej skórze a drugi to chyba człowiek, chudy i wysoki o długich, jasnych włosach. Podobno ten pierwszy miał lodowego feniksa. W wiosce gadali coś jeszcze o człowieku lisie, ale to przecież niemożliwe... Podobno walczyli jak demony, może lepiej dać im spo...
-Przestań, ile Ty masz lat, Ruki, 10? Boisz się? Kpił kolejny głos ku ogólnemu uśmiechowi pozostałych.
"Czyli jest tam ich co najmniej trójka..." Przeszło mu przez myśl kiedy w końcu zamierzał ruszyć się z miejsca tym razem będąc pewnym iż chodzi o nich. Odczekał jeszcze chwilę tak, żeby widać było jego sylwetkę znikającą za zakrętem. Konie wiozące grube tyłki oficerów nie miały szans dogonić Mortema z Adrienem w siodle, ale co innego koń pani kapitan... Była szczupła i niska, więc spokojnie mogłaby dogonić mężczyznę sprawniej niż jej towarzysze.
Nie słuchaj ich, nie reagował na krzyki nakazujące mu stanąć, po prostu rozpędził się niemal na złamanie karku o dziwo się nie bojąc. Bo i czego? Śmierci? A czymże jest śmierć w porównaniu tego co już przeszedł? Niczym, jedynie łaskawym darem Boga, ukojeniem dla zbolałej duszy. Cóż innego mógł zrobić? Poddać się? To nie w jego stylu, nie... -Jeśli ją zgubisz pozwolę Ci jeść jabłka przez okrągły rok... Wyszeptał mu do ucha pochylając się nad białogrzywym czując jak zwierzak spina wszystkie mięśnie biegnąc jeszcze szybciej.
Stalowo szare powietrze wypełnił mocno zwariowany, ostry śmiech Grabarza, który zostawił pościg daleko za sobą pędząc do miasta, które jak miał nadzieje będzie jego bezpieczną przystanią.
Feyla
Kroczący w Snach
Posty: 246
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Rzemieślnik , Kupiec
Kontakt:

Post autor: Feyla »

Pożegnawszy żołnierzy Feyla ruszyła w dalszą drogę. Cały czas zastanawiała się nad treścią listu jaki zdobyła od Nurdina. Początkowo uznała że jest całkowicie bez sensu, ale gdy zaczęła rozważać także to co powiedział krasnolud, pewne elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Nurdin mówił że spodziewał się większej przesyłki a dostał jedynie te informacje. Rozumiała ze jej mistrz zamówił materiały, a nie otrzymawszy ich od dotychczasowego dostawcy, zdecydował się wysłać po nie ich czworo. Teraz to troje nie licząc lisa. Czyżby owym wyschniętym źródłem miała być jakaś kopalnia minerałów? A przez jakąś tajemniczą chorobę posłaniec nie był w stanie dotrzeć na czas? Tylko po co ktoś zadaje sobie trud pisząc w ten sposób? Czy nie lepiej nadać jest prostą wiadomość. Zmogła mnie choroba, dotrę później. Kowalka zastanawiała sie w jak duże "coś" wmieszał się Nurdin, że wymagało to takiej konspiracji. Miała nadzieję dowiedzieć sie czegoś więcej w przybytku zwanym "różą bez kolców" , skąd owa paczka zapewne miała być odebrana.
Z zadumy wyrwało ją pojawienie sie minotaura. Gdyby zobaczyła kogoś takiego dziś rano, zapewne zaczęłaby krzyczeć z przerażenia, ale w ciągu dnia wydarzyło sie już tyle niespotykanych rzeczy że teraz trudno było o coś co mogło dziewczynę zadziwić. Grabarz cudak, ciemny elf i człowiek lis. Dlaczego nie i człowiek wół. Feyla nie znała określenia minotaur, a dziwny zwierz kojarzył jej się z wołem. Uznała że w okolicy musi odbywać sie jakiś zlot dziwolągów i tyle. Nieznajomy pojawił nagle, zażądał by wyjawić mu co robi, wykazując przy tym znacznie większą dociekliwość niż miejscy strażnicy, by jeszcze w tym samym zdaniu zaoferować jej pomoc w czymkolwiek zechce. Określenie dziwak wydało sie kowalce nader delikatne.
- Męczy cie brak jakiegokolwiek zajęcia? Radziłabym z tego powodu golnąć sobie kufel wina z szczęścia. - Odpowiedziała, siłując się jednocześnie z wystraszonymi końmi. Już samo powożenie i prowadzenie wozu sprawiało jej problemy, a teraz konie przywiązane za wozem wpadły w panikę na widok bestii. - Sumienie każe mi zwrócić te przedmioty pewnej kobiecie której mąż zginął pośrednio z mojej winy. Tyle ze że to paskudna, pudrowana, zapatrzona w siebie baba, co uznała że nie może mieszkać w śmierdzącej wsi, więc wcale nie mam ochoty z nią rozmawiać. Zatem jeśli lubisz przekazywać kondolencję to proszę bardzo, bierz te narwane zwierzaki. - Feyla z trudem trzymała lejce. Koń ciągnący wóz rwał do przodu a w tym samym czasie trzy przywiązane za wozem zwierzaki usiłowały się zerwać i zawrócić. - Do tego prawdopodobnie właśnie posłałam na rzeż grupkę strażników z całkiem miłą panią kapitan na czele. Wprawdzie pewni mężczyźni zapewniali mnie że tym razem obejdzie się bez rozlewu krwi, ale to przecież narwańcy. Im dłużej o tym myślę, wydaje mi się iż po prostu wysłali mnie przodem bym nie oglądała tego co wydarzy sie we wsi. A biedna Elise nawet nie zdaje sobie sprawy z kim ma do czynienia. Myślę ze kobieta w niebezpieczeństwie to dla waszmościa idealne zadanie. - "W każdym razie jeśli ktoś taki jak ty pojawi sie w wsi, to dopiero będzie zabawa" pomyślała kowalka - Ja niestety jej nie pomogę. Jestem pilnie umówiona w Fargoth. Mam do odnalezienia pewien lokal, do rozwiązania kilka tajemnic, oraz do uratowania opasły tyłek szanownego krasnoluda. - Felya zamierzała jeszcze trochę głośno ponarzekać na dzisiejszy dzień, gdy nagle naciągnięta lina w końcu nie wytrzymała i pękła, a trzy konie które prowadziła za sobą, zerwały się i popędziły w stronę wioski.
- Do licha, a teraz jeszcze to. - Niespecjalnie miała ochotę na towarzystwo tego byczka, ale teraz jego pomoc stawała się naprawdę niezbędna.
Awatar użytkownika
Burkhan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Minotaur
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Burkhan »

Burkhan słuchał gadaniny Fey ze szczerym zainteresowaniem, gdyż na prawdę lubił słuchać. Sposób, w jaki mówiła przynajmniej wskazywał na to, że chce się go pozbyć. Nieładnie, oj nieładnie.
- Staram się unikać alkoholu. Wiesz, chyba jednak przyda ci się pomoc i nie mówię tutaj o kobiecie w żałobie, która mogłaby zejść na zawał przez sam mój widok. Zwierzaki się mnie boją, ale jako naturianin przemówię im do rozumu. - wtedy też konie zerwały się, a minotaur popędził za nimi sprintem doganiając je zanim się dobrze rozpędziły. Ujął jednego z koni zatrzymując tym samym pozostałe, nie było to dla niego trudne biorąc pod uwagę jego siłę i refleks. Topór jednak przedtem upuścił. Przyprowadził zwierzaki z powrotem szepcząc im coś do ucha, każdemu po kolei. Uspokoiły się, a wtedy Burkhan zajął się ostatnim w analogiczny sposób to uciekinierów.
- To jak? Mogę ci towarzyszyć?
Zablokowany

Wróć do „Fargoth”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości