Oglądasz profil – Blanche

Ta postać nie została jeszcze zaakceptowana
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Blanche de Counteville
Rasa:
Błogosławiony
Płeć:
Kobieta
Wiek:
75 lat
Wygląda na:
20 lat
Profesje:
Kapłan, Uzdrowiciel
Majątek:
Majętny
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Blanche
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Blanche

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
2 dni temu
Liczba postów:
0
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:przeciętna
Zwinność:przeciętna
Percepcja:przeciętna
Umysł:przeciętny
Prezencja:przeciętna

Umiejętności

Podstawowy

Cechy Specjalne

Klątwa

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Wygląd

Historia

Hrabina Clara de Counteville była zawsze pełna nadziei. Patrzyła w przyszłość na tyle optymistycznie, że nie dopuszczała do siebie myśli o tym, że jej życie kiedykolwiek odmieni się na gorsze. Od samego początku naznaczone było szczęściem. Wychowywana w rodzinie średnio zamożnych szlachciców, którzy prowadzili na stoku gór w Thenderionie małą uprawę winorośli. Przynosiła ona jednak spore zyski, ponieważ wino i szampan de Counteville'ów to jedne z najznamienitszych trunków w tej części Alaranii. Zresztą, uwielbiane jest przez możnych i właśnie to ono często występuje na stołach w towarzystwie wykwintnych kolacji. Tak więc kiedy Clara miała zaledwie kilka lat, jej rodzina znacznie wzbogaciła się. Zakładano kolejne obszary pod uprawy winogron, a piwnice poszerzano o kolejne beczki i butelki trunków. Ponieważ rodzice kobiety byli ludźmi pracy, nauczeni dbania o dom i rodzinę, szanujący każdy pieniądz, te same wartości przekazali córce. Nie została rozpieszczona, ani przyzwyczajona tylko do największych luksusów. A wręcz przeciwnie, była bardzo ambitna i pojętna. Wszyscy przez to wróżyli jej wielką przyszłość. Szybko dumni rodzice postanowili stopniowo powierzać jej coraz trudniejsze obowiązki przy zarządzaniu posiadłością.
Doglądając winobrania w cudowne, ciepłe wieczory ostatnich dni lata, chłonęła zapachy dojrzałych owoców i trawy skąpanej w nieśmiałych, długich smugach słońca.
Jednego dnia, kiedy miała dziewięć lat, zdawało jej się, że na horyzoncie widzi wielkiego pięknego ptaka. Pobiegła w tamtą stronę. Oddaliła się nieco od upraw. Były to piękne, łagodne błonia. Clarze zdawało się, że ten dziwny ptak usiadł na gałęzi jakiegoś drzewa. Popędziła w tamtą stronę najszybciej jak potrafiła, gnana dziecięcą ciekawością. Im bliżej była, tajemnicza postać rosła w jej oczach, aż dostrzegła, że nie jest to ptak. Był to człowiek, mężczyzna, z wielką parą pięknych, białych skrzydeł. Onieśmielona dziewczynka bała się podejść bliżej.
Anioł odpoczywał na polanie, oparłszy się o pień drzewa plecami. Po chwili dopiero poczuł czyjś wzrok na sobie i zauważył Clarę. Uśmiechnął się łagodnie, co nieco uspokoiło zdenerwowaną dziedziczkę. Podszedł bliżej i kucnął przy niej, pytając:
- Czy zgubiłaś się, malutka?
Nadal przestraszona dziewczyna nie potrafiła wydusić słowa, potrząsnęła jednak głową przecząco i zerknęła przez ramię na uprawy winorośli. Stamtąd zaczęły dochodzić zaniepokojone okrzyki dorosłych, którzy już zaczęli się niepokoić i wzywać Clarę.
- Ktoś chyba cię szuka. Powinnaś tam wrócić i nie martwić swoich bliskich.
Zaraz potem rozpostarł swoje skrzydła i wzleciał w powietrze. Jedno pióro jednak odpadło z jego skrzydeł i upadło pod nogami Clary. Podniosła je z nabożną czcią i pobiegła z powrotem do szukających jej służących.
Ciepły uśmiech Anioła zapamiętała na zawsze.
Pióro i związana w nim historia mocno poruszyły rodziców kobiety, którzy odebrali to jako szczęśliwy omen. W dodatku poczuli, że Najwyższy czuwa nad nimi. Podjęli wspólnie decyzję o ufundowaniu wspaniałej kaplicy poświęconej kultowi. Chcieli, aby znaleźli w niej azyl najubożsi. Kaplica była cudowna. Pełna kolorowych, migoczących witraży, przedstawiających różne rasy, oddające cześć Najwyższemu. Wypełniała ją muzyka i Alariańczycy gromadzący się tam na świąteczne nabożeństwa. Counteville'owie przeszli swoistą przemianę duchową. Nade wszystko jednak kochali swoją jedyną córeczkę, Clarę, której dobroci i mądrości mogli pozazdrościć najwięksi mędrcy. Ona zaś uczyniła sobie z pióra medalion, który przewiesiła na rzemyku i nosiła zawsze na szyi.
W wieku dwudziestu czterech lat była już na tyle dojrzała i samodzielna, że często wyjeżdżała w sprawach kupieckich do innych miast reprezentując interesy rodziców. Stało się jednak tak, że pewnego dnia, podczas jej podróży do Maurii na trakcie zatrzymała się na postój w zalesionej wiosce. Niestety, wybuchł pożar lasu. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a konie karocy wpadły w szał i uciekły. Dziewczyna została sama na pastwę losu.
Ze stoków Gór Druidów można było dostrzec dym. Pracownicy winnic roznieśli między sobą wiadomość o pożarze i ostrożności, aby przypadkiem nie dotarł do Thenderionu. Counteville'owie jednak wiedzieli, co ogień może oznaczać - niebezpieczeństwo ich jedynego dziecka.
Pognali oni do świątyni, aby błagać Najwyższego o pomoc.

W Planach Niebiańskich zaś Anioł Światłości, młody, niemalże dopiero po ukończeniu szkolenia i po otrzymaniu pierwszego zadania, dostał Rozkaz, aby uratować szlachciankę przed pożarem. Najwyższy zlitował się nad swoimi wiernymi.

Odurzona dymem Clara powoli traciła przytomność. Poczuła, jak kręci jej się w głowie i miękną kolana. Ostatnie, co zobaczyła, to biała, uskrzydlona postać, zbliżająca się do niej, i uczucie, jakby uniosła się w powietrze.
Anioł zabrał ją w ustronne miejsce, gdzie ocucił ją, napoił i uleczył oparzenia. Ten jeden dzień jednak, zanim Clara powróciła do Thenderionu, spędzili razem. Anioł wyjawił jej swoje mię - Rouben. Ten krótki czas wystarczył, aby bez pamięci zakochali się w sobie. Jednak Rouben będąc posłusznym Rozkazowi, w nocy przeniósł ją z powrotem do rodzinnego domu i oddalił się do Planów, aby dalej móc pełnić służbę.
Rodzice byli przeszczęśliwi z powrotu córki. Kiedy usłyszeli o tym, że ich modlitwy zostały wysłuchane, postanowili ponownie zrobić coś dobrego, aby wyrazić swoją wdzięczność za boską interwencję. Wybudowali więc przytułek dla samotnych i ubogich. Sama Clara bardziej niż poprzednio wspomagała humanitarną działalność rodziców. Nocami jedynie przebywała w kaplicy, codziennie, aby móc przynajmniej spojrzeć na witraże z wizerunkami aniołów. Nie mogła przestać myśleć o Roubenie i miała nadzieję, że jednak on powróci.
Stało się tak pewnego dnia. Clara przysnęła wtedy na świątynnej ławce. Anioł wleciał przez otwartą rozetę fasady świątynnej i podszedł do swojej ukochanej. Ta przebudziła się.
- Czy... czy ja nadal śnię?...
- Nie. Jestem tu - odpowiedział i ujął ją za dłonie.
- Przekonałem się o twojej dobroci i wielkim zaangażowaniu. Jeśli ty czujesz do mnie to samo, co ja do ciebie, proszę, nie czekajmy już dłużej.
- Roubenie. Jestem teraz najszczęśliwszą kobietą na świecie - odpowiedziała.
- Musisz tylko pamiętać, ukochana, kim ja jestem. Moim życiem jest spełnianie Jego rozkazów.
- Chcę ci towarzyszyć w tym. Ja również chcę poświęcić się Najwyższemu!

Ich związek został uświęcony. Niedługo później doczekali się pięknej córeczki. Miała białe, jasne włosy po ojcu i błękitne oczy po matce. Iście anielską urodę. Oboje byli bardzo szczęśliwi, chociaż niestety, również mieli tylko jedno dziecko. Dziewczynka była wychowywana bardzo podobnie jak jej matka. Szybko jednak okazało się, że przejawia magiczne zdolności. Została więc oddana również pod nauki do guwernerów i magów, którzy wspomogli jej talent praktyką. Jej charakter był niesamowicie radosny, była iskierką dla najbliższych. Kiedy dojrzewała, oznajmiła rodzicom, że również pragnie poświęcić życie w szczytnej sprawie. Tak została kapłanką w wybudowanej przez dziadków pięknej świątyni. Oprócz tego oferowała pomoc medyczną dla mieszkańców Thenderionu. Czasami podróżowała również poza jego granice. Mimo iż również była szlachcianką, rezygnowała z wystawnego życia czy podróży dla przyjemności. Jej silny temperament i zdolność do krasomówstwa wzruszały lokalną społeczność.
Jej matka, ponieważ była człowiekiem, dużo szybciej się starzała niż ojciec. Kiedy Blanche miała czterdzieści siedem lat, choć wyglądała znacznie młodziej, jej matka była już staruszką. Wkrótce oboje musieli ją pożegnać.
- Ojcze - zaczęła Blanche po pogrzebie.
- Co, kochanie?
- Gdybym była tak wiekową istotą, jaką ty jesteś, nie wiem, czy związałabym się ze śmiertelnikiem. Ten ból po odejściu... - w jej oczach błyszczały łzy.
- Ten ból jest niczym w porównaniu z miłością, jakiej mogłem doświadczyć. Poza tym, mam tak piękną i mądrą córkę, z której jestem tak dumny - powiedział ciepło i przytulił ją do siebie.