Oglądasz profil – Gwenfyvar

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Gwenfyvar de Molinair
Rasa:
mieszanka elfa leśnego i mroczne
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
23 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Słaba, bardzo jasna i połyskująca aura w której barachitowa barwa łączy się z miedzią poplamioną cynowymi śladami, a całość otacza szafirowa poświata. W okół nie słychać żadnych dźwięków ale za to wypełnia nozdrza silnym zapachem lasu. Aura uderza w podniebienie łagodnym, słodko-kwaśnym bogactwem smaku. Sprawia wrażenie raczej miękkiej i dość elastycznej. W dotyku jest przyjemnie aksamitna, ale trzeba uważać by się nie skaleczyć gdyż jest niezwykle ostra. Zależnie od sytuacji może wydawać się ciepła lub chłodna.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Gwenfyvar
Wiek:
20
Grupy:
Inne Postacie:
Gavin, Rakhszasa, Carmen, Atristan, Raia
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Gwenfyvar

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 lat temu
Ostatnio aktywny:
3 miesiące temu
Liczba postów:
60
(0.07% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 12 / 20.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Nieobecności
(Posty: 9 / 15.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, wytrwały
Zwinność:niezdarny, błyskawiczny, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, kiepski węch, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:bystry, ineligentny
Prezencja:piękny, godny

Umiejętności

JeździectwoBiegły
ZielarstwoBiegły
BotanikaBiegły
Gra na instrumencieOpanowany
ŚpiewMistrz
RysunekOpanowany

Cechy Specjalne

Mowa zwierzątZaleta
Postać potrafi bez problemu porozumieć się ze zwierzętami, odczuwać ich potrzeby, lęki.
Widzenie w ciemnościZaleta
Postać widzi w ciemności równie dobrze jak w świetle dnia.
Sprawna wspinaczkaZaleta
Gwenfyvar potrafi wspiąć się po niemal każdej powierzchni.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Amulet ShialiBaśniowy
Amulet należący uprzednio do matki Gwenfyvar, wcześniej do babki. Niestety elfka nie wie, jak trafił on w ręce jej przodków. Ma kształt czterolistnej koniczyny, jest srebrny, a pośrodku liści lśni mały szafir.
Bezdenna torbaBaśniowy
Na pierwszy rzut oka jest to zwyczajna, wyświechtana skórzana torba, jednak mogłaby pomieścić nawet słonia. Wyjąć z niej coś może jedynie jej właścicielka. Ponadto neutralizuje on ciężar przedmiotów w torbie.
Magiczny rysikZaklęty
[loteria] Sam tworzy rysunki, jednak nie mogą one wykraczać poza zdolności właściciela.

Charakter

Gwenfyvar jest zagubioną osobą, bardzo rozdartą wewnętrznie. Lubi bawić się i przebywać z innymi, a czasami uciec się do samotności i wraz z Laylą w milczeniu obserwować gwiazdy. Niezwykle wrażliwa na piękno i dobro, wszystkiemu co żyje stara się oddać swoją uwagę i miłość. Posiada w sobie wewnętrzne dziecko, choć nie tylko dlatego, że potrafi cieszyć się z niczego i dobrze bawić - ma bardzo dużą nadzieję i wiarę w ludzkość, w ich dobro i sens ich stworzenia. Przez to jest nieco naiwna, łatwo ją zmanipulować. Szuka odpowiedzi na wiele pytań i nie załamuje się porażkami. Z jednej strony jest spokojna i opanowana,a z drugiej łatwo się ekscytuje i robi dużo hałasu wokół siebie. 

Można przekonać się o jej melancholijnej naturze, a także dużej wrażliwości, kiedy przebywa się z nią sam na sam. Bywa zarozumiała w niektórych kwestiach. Czasami woli wierzyć w coś co nie istnieje, zamiast zaakceptować trudną rzeczywistość. Kocha dzieci i wszystko, co urocze.

Wygląd

Wygląd Gwenfyvar jest zadziwiający. Łączy w sobie dwie elfie natury, które z pozoru są kompletnym przeciwieństwem. Niebieskie oczy matki i czerwone ojca utworzyły fiołkową mieszankę w jej tęczówkach. Malinowe wargi nierzadko częstują towarzyszy szczerym uśmiechem. Gładka, blada skóra kontrastuje z ciemnobrązowymi włosami, które opadają do talii. Figlarności jej wyglądu dodają piegi rozsiane w okolicach malutkiego noska i ramion. 

Najczęściej białe, zwiewne bądź lniane suknie zasłaniają wdzięki Gwen. Cóż, elfka ma się czym pochwalić. Jej ciało jest smukłe i zgrabne. Ma długie nogi, nie za szerokie biodra i jędrne pośladki, kobiece wcięcie w talii i średniej wielkości piersi. Dobrze widoczne są jej obojczyki. Mierzy prawie pięć i pół stopy.
Jej sposób poruszania się jest pewny, choć delikatny. Patrząc na nią największą uwagę przykuwa jej niewinny, skromny, nieświadomy swego piękna wzrok.

Historia

- Tatusiu, spójrz, jaki śliczny...
Na ramieniu Gwen siedział mały nietoperz. Uleciał do góry, zaskrzeczał, zatoczył koło w powietrzu i z powrotem usiadł.
- Doprawdy; nie wiem, czemu fascynują cię te obrzydliwe stworzenia - ojciec spojrzał na nią z ukosa znad lektury książki. - Nie pobawisz się z koleżankami? wolisz ze zwierzątkami?
- No bo one mają klub w którym trzeba mieć zwierzątko a nietoperze się nie liczą...
- Tak powiedziały?
- Tak... bo one mają jaszczurki, i węże, i Rienn to ma nawet pająka, takiego znad powierzchni...
Ojciec westchnął.
- A ty jakie chciałabyś mieć zwierzątko?
- Tatusiu... - dziewczynka podbiegła do ojca, przytuliła go mocno i popatrzyła mu w oczy swoimi dużymi, błyszczącymi oczami. - A kupiłbyś mi panterę?...
Ojciec ze zdumieniem popatrzył na córkę.
- Dlaczego panterę?
- Na pałacu są płaskorzeźby z wygrawerowanymi panterami... i są takie piękne...
- Pomyślimy jeszcze - ojciec posadził Gwen na kolankach. Bardzo ją kochał.
xxx
- I twój ojciec wtedy kupił ci panterę? Tak po prostu?
- Pochodziłam z zamożnej rodziny - uśmiechnęłam się i spojrzałam na śpiącą Laylę w blasku ogniska.
- Więc ona ma już...
- Kiedy ją dostałam, miała rok, a ja siedem lat. Teraz mam dwadzieścia jeden... więc ona ma piętnaście.
- I wtedy już umiałaś rozmawiać ze zwierzętami?
Zaśmiałam się.
- To nie tak, że one mają jakiś język, którym się porozumiewają. Po prostu czuję ich pragnienia, potrzeby... w taki sposób je rozumiem. Duuuuużo wyraźniej, niż inni.
- Chyba rozumiem... mów dalej.
xxx
-... to naprawdę okropne, jak mogłeś do tego dopuścić, Rahidzie. Ma już prawie dziewięć lat, a zachowuje się gorzej, niż!.. ah, nieważne... W ogóle nie obchodzi jej, jakie ma pochodzenie, kiedy może się odezwać; jest bezczelna, zadaje się z ludźmi z niższych kast!...
- Przecież to jeszcze dziecko, siostro.
- To już nie dziecko! Od jutra przyprowadzę jej nauczyciela, który ją nauczy ogłady.
Ciotka Sinneah wyszła z salonu trzaskając drzwiami.
Gwenfyvar wszystko podsłuchała i nie mogła zrozumieć, co robi nie tak.
xxx
- Wtedy przyprowadziła mojego nowego nauczyciela... Seila Makhana... bodajże. Był synem jej kuzynki drugiego stopnia.
- Czego cię uczył?
- Trochę próbował mi wpoić zasady rządzące światem pod powierzchnią... ale rzadko kiedy mnie uczył.
xxx
- Jeszcze raz, pomalutku. Przedstaw się.
- Nazywam się Gwenfyvar Lawsford Giovanna de Molinair, jestem córką Rahida Cahela Sellena de Molinair, monarsze...
- Już, wystarczy - westchnął zrezygnowany. Po chwili znowu zagadnął, niedbale:
- Lubisz się bawić, prawda?
- Tak, bardzo! - elfka uśmiechnęła się.
- To chodź, pobawimy się trochę...
Nauczyciel powoli rozpinał swoją koszulę.
xxx
Zamilkłam i poczułam, że nie mogę kontynuować.
Mój towarzysz chyba wyczuł, że coś jest nie tak.
- Zgwałcił cie - powiedział sucho towarzysz.
Nie miałam odwagi potwierdzić, tylko siląc się na żartobliwy ton, powiedziałam:
- Bezczelny jesteś, że pytasz o to wprost.
Wyszło mi dużo bardziej szorstko, niż chciałam. Nie chciałam go urazić, ale nie znalazłam w sobie siły na powiedzenie czegokolwiek więcej.
Między nami zapadła cisza przerywana trzaskaniem drwa w ognisku.
xxx
- Ojcze...
- Oh, tu jest moja mała księżniczka! - powiedział, kładąc córkę na kolanach. Jak zwykle o tej porze pracował przy biurku, lub czytał książkę ze swojej dużej kolekcji. - Jak tam, spisałaś się na lekcjach?
- Tatusiu...
- Co?
- Bo ten pan chyba mnie bije...
- Ale jak to - zaśmiał się, nie rozumiejąc. - Jak to: chyba? Masz siniaczki? Pokaż...
- Bo to miała być tajemnica... Ten pan się ze mną tak bawił...
Powoli uśmiech blednął na twarzy Rahida.
- Opowiedz wszystko.
xxx
- Nazajutrz mój nauczyciel już nie żył.
Patrzyłam w ogień, było mi gorąco w twarz, ale tańczące płomienie skutecznie mnie zahipnotyzowały i nie mogłam oderwać od nich wzroku.
A raczej, nie mogłam spojrzeć w bok, na mojego towarzysza.
- Jak to się stało więc, ze dotarłaś tutaj?
- Mój ojciec zachorował...
xxx
- Gwen, muszę Ci coś powiedzieć.
Elfka usiadła posłusznie przy ojcu na skraju łoża. Chwyciła jego dłoń.
- Kiedy miałem dziewiętnaście lat, uciekłem stąd. Nienawidziłem tego miejsca. Dotarłem aż do Alarnii, do Szepczącego Lasu. Tam poznałem twoją mamę - uśmiechnął się. - To była wspaniała osoba... Przypominasz mi ją, wiesz, Gwiazdeczko? - pogładził jej włosy. - Miała na imię Nauzyka. Umarła podczas Twojego porodu. A ja postanowiłem, że wrócę tutaj, żebyś żyła pod dostatkiem, wśród mojej rodziny... ale zrozumiałem, jaki popełniłem błąd... nie potrafię sobie tego wybaczyć... Bardzo cię kocham.
- Ja też cię kocham, tato.
- Mam coś dla ciebie... to należało do twojej babki, a później matki. Niech cię chroni.
xxx
- Otrzymałam amulet mojej mamy... - uśmiechnęłam się, bawiąc się wisiorkiem. Srebro migotało w świetle ogniska. - Do tego mnóstwo pieniędzy.
- Twój ojciec umarł?
- I tak by go zabili. Za zabicie mojego nauczyciela. Ale ponieważ zachorował, darowali mu czas. Oczywiście rodzina Makhana nie była z tego zadowolona. Ojciec podejrzewał, że poszukaliby zemsty dalej, i zabiliby mnie. Dlatego kazał mi uciekać.
- Ile miałaś lat?
- Dwanaście bodajże...
xxx
- Wsiadaj, mała, tylko żeby nikt cię nie widział - powiedział chrapliwym szeptem jeden z kupców. Ukrył Gwen wraz z jej panterą i kosztownościami w kupieckiej karawanie, która miała wyruszyć w kierunku Alarnii.
- Cicho mała, cicho... - wyszeptała elfka do skomlącej Layli.
xxx
- Resztę historii znasz. Przybyłam tu, a w opiekę wzięła mnie rodzina mojej matki, która otrzymała już wcześniej wiadomość. Nauczyłam się wielu rzeczy... wychowałam... lecz nadal czuję, że to chyba nie jest moje miejsce na ziemi.
- Powiedz coś jeszcze, jakąś ciekawostkę...
- Potrafię ruszać uszami i nosem - wydymałam nozdrza, zastrzygłam uszami, a następnie zrobiłam głęboki ukłon. Mój towarzysz zaśmiał się.
- Coś jeszcze?
Drwa w ognisku złamały się, iskry zatańczyły z wiatrem. Powiew uniósł się wyżej, budząc liście dębów, pochwalił ich muzykę i ucichł.
- Wierzę, że świat jest przepiękny.
Mój towarzysz, drozd, zaśpiewał raz jeszcze, uleciał nad lasem i zniknął za koronami drzew.
- Ja też tak uważam - zaćwierkał na pożegnanie.