Profil użytkownika Mezzrat

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Mistrz Mezzrat
Rasa: człowiek
Wiek: 43 lata


Aura

Zjawiając się tutaj poczujesz delikatny chłód, to jednak co naprawdę cię zaskoczy, to jakby uwaga aury skierowana w twoim kierunku. Przez chwilę nawet nabierzesz wątpliwości, czy to ty oglądasz ją, czy może ona poznaje ciebie. Nie jest ona jakoś szczególnie lśniąca, chociaż do starej i wiekowej jej jeszcze daleko. Cynowe zawijasy przypominające elegancko nawoskowane wąsy i kobaltowe wstęgi wiją się i kręcą, starając się trafić w twe gusta i upodobania. Ostatecznie całość połyskuje Topazem. Daje to wrażenie chaosu, jednak nie zmienia faktu, że aura próbuje być ładną i godną twojego zaufania. Czuć tutaj pot ludzki, ale charakterystyczny dla ciężko pracującego człowieka, który do wszystkiego doszedł sam. Aura nie jest zbyt giętka, w zamian zaś nie brak jej gładkości. Choć też z pewnością znasz twardsze emanacje, ostre brzegi tej szczególnej dadzą ci do myślenia. Dominuje tutaj soczysta i wyraźna gorycz, którą pod koniec przełamie łagodność. Jednak nie jest ona stała, ostatecznie wieńczy ją pikanteria, która wraz z zanikiem suchego posmaku silnie przyklei się do podniebienia. Wszystko zakończy stały ton, po którym całość zniknie sprzed twych zmysłów.


Wygląd

Mezzrat zdaje się zasługiwać na miano mistrza nawet dzięki swojej prezencji. Jesy wysoki i zdaje się być postawny, jakby wyrósł tak właśnie po to, by móc patrzeć naludzi z góry. Jego twarz to twarz arystokraty, najczęściej spokojna, ale wyjątkowo władcza. Długie podróże nadały jej śniadego odcienia, a lata dodały uszlachetniających zmarszczek. Pod wysokim, jasnym czołem zieją dwa ciemne oczodoły, z pozoru zupełnie zimne, choć w tych czarnych oczach zawsze płoną ogniska zapalczywego żaru. Prosty nos i wyraźnie zaznaczone kości policzkowe nadają tej twarzy iście portretowej dumy, krzaczaste brwi i broda zaś pewnej dzikości. Mistrz dba jednak o fryzurę. Ciemne włosy ze skazą w postaci białego pasma zawsze ma schludnie zaczesane do tyłu, a wąsy podkręcone, co może sprawiać wrażenie, że jego wąskie usta zawsze wykrzywiają się w półuśmiechu. Takie oblicze nie od razu budzi zaufanie, ma w sobie jednak na pewno coś, czego nie sposób zapomnieć.
Kwestię zaufania Mezzrat stara się więc niejako nadrobić ubiorem. Zwykle wygląda jak arystokrata, jak wysoko postawiony lord. Ciemne szaty, futra i umiejętnie dobrane błyskotki czyniąjego postać o wiele większą, niż w rzeczywistości jest, dodając mu objętości w ramionach i ukrywając zasadniczo wychudłe ciało. Lubi ubierać się w spodnie z farbowanej skóry, rękawice, pikowane kamizele i swobodne płaszcze. Często zarzuca na ramiona imponującą skórę z głową wilka, dodającą mu tylko drapieżności i dziwnie współgrającą z jego własną twarzą.
Mistrz umie zatem robić wrażenie. Chód ma pewny, sylwetkę wyprostowaną, a głos niski, śmiały i donośny. Nie jest wylewny w gestach, a jeśli gestykuluje, to mistrzowsko łączy to z wypowiadanymi słowami.


Charakter

Należy zacząć od tego, że Mistrz to istny kameleon w kontaktach z ludźmi i najczęściej pokazuje tylko tę część swojego charakteru, która akurat jest najstosowniejsza. Działa z zimnym wyrachowaniem, ale w głębi duszy to furiat - i da się to zauważyć, choć przez chwilę patrząc mu w oczy. Najczęściej jest dumny i wyniosły. Zna dobre maniery, wie co i jak powiedzieć, a to daje często wrażenie, że naprawdę musi być jakimś wysoko postawionym lordem. Czasem wygląda na kogoś, kto wie absolutnie wszystko. Uwielbia manipulować ludźmi i dominować w taki sposób, by jego ofiary niczego nawet nie przypuszczały. Cieszy się niepomiernie, gdy uda mu się osiągnąć postawiony sobie cel z pomocą nieczystych środków, często bowiem eksperymentuje, a ambitny jest piekielnie. Nigdy nie nauczony w pełni moralności, woli budować własne zasady, a za świętość uważa tylko dosyć surowe w swym charakterze przykazania Pana. Resztę ustala według własnego planu, a planuje niemal bez przerwy. Wszystko i wszystkich chce wyprzedzić, ale najpierw szuka na to odpowiednich sposobów, by finalnie móc patrzeć, jak wszystko po kolei układa się zgodnie z jego przewidywaniami. Jest cwany. Jeśli coś stanie mu na drodze, to nie zawaha się przed usunięciem tej przeszkody. Potrafi być okrutny i niewiele jest w nim skruchy, skoro wszystko i tak robi w imię interesów, które mają przetrwać wieki. Nie zdradza się ze swoimi zamiarami, jeśli nie musi. Świetnie gra uprzejmego, czułego czy poddanego, jednocześnie wszystko wyliczając na swoją korzyść. Wie jak zrobić wrażenie i wie jak wywołać strach. Zdenerwowany staje się nieobliczalny i trudny do powstrzymania, wtedy też znikają wszelkie maski, którymi posługuje się na co dzień. Wbrew pozorom boi się jednak wielu rzeczy, a pierwszą z nich są śmierć i zapomnienie. Kiedy jest sam, zdaje się być zupełnie wyzuty z wszelkich emocji. Jak maszyna, automat stworzony po to, by piąć się po szczeblach mistycznej drabiny wieczności, kłamać, manipulować, zdobywać zwolenników i rozwijać swoje nici niby wielki pająk na środku pajęczyny. Swoje życie poczytuje za grę, w której to on koniecznie musi rozdawać karty. I gotów jest eliminować innych zawodników, aż tak się nie stanie.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Powolny, Dokładny,
Percepcja:Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Niezwykle bystry, Błyskotliwy, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Arytokratyczny, Władczy,

Cechy specjalne


Umiejętności

Manipulacja [W] Tak sugestywna i złożona, że nieraz podobna do hipnozy.
Botanika [O]
Geografia [O] Wciąż zgłębiana - znajomość ziem leżących raczej poza granicami Alaranii.
Zarządzanie finansami [W] W tym gra na giełdach i wszelkie podobne metody pomnażania majątku. Nieraz zdaje się, że Mistrz zdobywa złoto z powietrza.
Eliksirowarstwo [P] Znajomość głównie kilku podstawowych, ale zawsze skutecznych trucizn i antidotów.
Walka bronią białą [P]
Polowanie [O]
Jazda konna [P]
Oprawa skór, szycie [O] Wynika to zwykle z konieczności odziania się na własną rękę.
Znajomość metali i kamieni szlachetnych [O]
Znajomość języków i dialektów [W] Posługuje się płynnie językami pochodzącymi z około dwudziestu różnych krain.
Kaligrafia [O] Niezbędna każdemu, kto posługuje się pismem w sprawach urzędowych.
Zarządzanie ludźmi [W] Niemalże jak organizowanie swoistych siatek wywiadowczych.
Doskonała pamięć [O] Wielostronicowe przykazania Pana zawsze należy pamiętać co do słowa.
Dedukcja [W] Zimne łączenie faktów, odgadywanie prawdy na podstawie pozornie nieznaczących faktów. Celne odczytywanie sekretów skrywanych przez ledwo poznanych ludzi.
Znajomość anatomii i podstaw medycyny [O]
Obeznanie z dziełami wielkich mistrzów [W] Dotyczy to wielu dziedzin, skupionych przede wszystkim na sztukach wyzwolonych, o których mówiły księgi składające się na obszerną bibliotekę Zakonu. Powiązane z zagadnieniami dotyczącymi filozofii, człowieka i metafizyki.
Astronomia [O] Rozpoznawanie konstelacji, operowanie instrumentami astronomicznymi i zdolność rysowania map nieba.
Mechanika [P] Wiedza głównie na poziomie teoretycznym.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Ziemi [A]Umiejętność konieczna w służbie Panu, ale rozwinięta tylko na tyle, ile to konieczne, by przekonywać gawiedź o swoich wielkich możliwościach. Zmuszanie kamieni do poruszania się, wywoływanie spękań w ziemi, drobnych lawin czy osuwisk, transmutowanie jednych metali w inne, drobne trzęsienia ziemi, a ostatecznie wprawianie w ruch skał dawno użytych do wznoszenia budowli.

Magiczne przedmioty

Talizman Wiecznego Błogosławieństwa Pana [ZAC]Zwykle ukryty pod ubraniem, wisior z białego złota w kształcie odwróconego trójkąta, zawieszony na cienkim łańcuszku. Wspomagający magiczną moc kapłana i pozwalający na zwiększenie w drobnym stopniu mocy nawracania.

Towarzysz


Historia

A więc istnieją krainy, o których w Alaranii nigdy nawet nie słyszano - a śród nich ta jedna, w której mgły nie opadają, pory roku nie zmieniają się, zdominowane przez nieustający chłód i nieurodzaj, a w której przez to ludzie są równie zimni i sztywni, całkiem jak granit, którego jako jedynego jest wkoło dostatek. To kraj, w którym pod pradawnym pałacem o dwunastu wieżycach urasta mrowisko glinianych, brudnych domostw, spiętrzonych tak, że pałac ów przypomina ozdobny grzebień wetknięty w wielką górę kompostu. I to tam, w tym lodowatym przybytku brudu i niesprawiedliwości, rozpoczyna się ta historia. A dokładniej: w samym sercu pałacowej kuchni, gdzie nie mająca imienia matka urodziła w bólu równie bezimienne dziecko między koszem psujących się ryb, a beczkami z piwem, którymi potem zakryła tę część ziemistej podłogi, gdzie wsiąknęło zbyt wiele krwi. Nie był to wcale owoc legendarnej prawdziwej miłości. Trudno orzec, czy w tym kraju w ogóle o podobnej można mówić. Należałoby więc powiedzieć, że dziecko to było wynikiem naturalnego popędu, synem służki, a więc i kolejnym służącym, poddanym - i niczym więcej nigdy być nie miało. Tam, gdzie żyło, takich jak ono było zresztą na pęczki. Elita wśród biedoty. Nie to samo plugastwo, żyjące w namiastkach domów zbitych wokół pałacu, nie. Coś więcej, a jednocześnie nie aż tak dużo, by móc ich nazwać ludźmi. Do tego należał.
Nie liczył czasu, ale gdyby to robił, wiedziałby, że w służbie władców i ich czarnego dworu spędził lat osiem. Mały i chudy, nieładny, prawie przezroczysty, odziany tak, żeby nie gorszyć, z ogoloną głową. Pozbawiony imienia i jakiejkolwiek tożsamości. Nauczony, żeby milczeć i słuchać słów prawdziwych ludzi, bo przecież on miał im tylko podlegać. Stanowił mikroskopijny element w diabolicznym mechanizmie, do jakiego porównać należałoby to królestwo: z jedną władzą i niezliczoną ilością poddanych, którzy nie mogli znać innego życia, więc nie protestowali.
Nosił potrawy na bale, ale nie mógł patrzeć na tańczących. Grzał wodę do kąpieli, ale nie zadzierał głowy, by podziwiać pięknie mroczny wystrój komnat. Egzystował w narzuconej mu roli i nigdy nie był ciekawy, bo nie nauczono go, że można marzyć.
Przyszedł jednak taki czas, że w tej od dawna już przeciążonej maszynie wreszcie coś pękło, a od dawna powstrzymywany bunt rozgorzał tak, jak ogień trawiący słomę. Potem mówiono, że to zaczęło się od jakichś przybyszów z daleka i ich religii, ich boga, który wyzwala i który potrafi równać z ziemią najpotężniejsze budowle. Musiało być w tym nieco prawdy. Wielki pałac obrócony został w proch w mniej niż trzy dni. Wielcy rządzący zginęli, a cała reszta, cała wynędzniała część tego zepsutego społeczeństwa zyskała coś, o czego istnieniu w większości dotąd nawet nie wiedziała. Wolność.
Właśnie wtedy, kiedy panowie odeszli, on dowiedział się, że jego przeznaczeniem nie jest bycie nikim. Miał być kimś. To powiedział jeden z wyzwolicieli: „Pan wybrał was, żebyście dla niego zmieniali oblicze ziem – wszystkich ziem. Abyście nieśli posługę i moc, i aby wasza praca dawała owoce. Dzisiaj jesteście wolni, ale jeszcze długa droga przed wami. Ale już teraz każdy z was jest kimś wyjątkowym”.
Przyjmując chrzest w wierze nowego Pana, który nie terroryzuje, ale naucza, otrzymał imię Mezzrat, co w pradawnym języku ziemi miało znaczyć „powołany, by zmieniać”. I tym samym zrozumiał, że rzeczywiście jest powołany do wielkich rzeczy. Jako jeden z wielu ruszył w podróż razem z wyzwolicielami, hen do strzeżonego odwieczną magią zakonu, gdzie upłynęło kilka kolejnych, niezwykle żarliwych lat jego życia. Dopiero wówczas naprawdę nauczył się żyć, a nie tylko egzystować. Nauczył się być ciekawym, a to wkrótce przerodziło się w nieco chorobliwą dociekliwość. Nauczył się pracy i zaraz stał się gorliwy. Poznał podstawowe arkana magii - nie minęło wiele czasu, jak zaczął pragnąć jej więcej i więcej. Uczył się szybko, może nawet zbyt szybko, ale czyż nie było to naturalne, skoro całe dotychczasowe życie spędził w mroku nieświadomości? Jego mistrzowie byli zadowoleni z takiego ucznia.
Szybko stawał się silny po pierwotnym zabiedzeniu, ale w tej sile od początku było coś niezdrowego – jakiś gorączkowy żar, który przegapili wielcy nauczyciele oddani Panu. Gdy już nauczył się, jak funkcjonują inni ludzie, z wyjątkową łatwością przychodziło mu wpływanie na nich i zyskiwanie ich przychylności jakimś wewnętrznym, niepojętym czarem. Gdy osiągnął wiek lat dwudziestu, miał już nie tylko tytuł kapłana i nie tylko posługiwał się dobrze magią ziemi, ale stał się w pełni wykształconym człowiekiem, jakim pozostał do końca. Wiedział, czym jest ból, ale na wiele jego rodzajów stał się dziwnie uodporniony. Nie ulega wątpliwości, że pierwsze lata życia odcisnęły na nim bolesne piętno, szybko jednak niemal w zupełności ukrył je pod maską wyniosłości i niemal arystokratycznej pewności siebie. Wyrósł na wysokiego mężczyznę, a braki w muskulaturze zawsze krył pod grubą warstwą ubrań. Gdy już miał wybór, przywdziewał czerń - jako jedyny symbol tego, że pamięta swoją przeszłość. W czerni dawniej chodzili bowiem tylko władcy królestwa, które tak szybko upadło z pomocą kapłanów Pana i ich magii ziemi. A on - on przecież byłby o wiele lepszym władcą od nich. Drugą pozostałością po tym okresie było od zawsze siwe pasmo wśród jego czarnych włosów, odchodzące od czoła. Mówiono, że wygląda dziko, ale dzikością tą w jakiś sposób imponował.
Wszystko wskazywało na to, że podczas kolejnych lat nauki będzie w stanie osiągnąć wszystko, co tylko zechce i w końcu zostać Wielkim Mistrzem. On jednak zrezygnował z tego niewątpliwego zaszczytu. Mury zakonu zbyt szybko stały się niewystarczającym polem do zdobywania doświadczenia, ukończył więc lekcje by przyjąć święcenia na Mistrza, jednego z wielu, i zaraz po tym samotnie ruszył w drogę. Wyruszył już jako dorosły mężczyzna. Trudno orzec, czy kiedykolwiek w ogóle był chłopcem, skoro nie zaznał w swoim życiu ani rodzinnej miłości, ani przyjemności zabaw. Ktoś inny wyszedłby zapewne z zakonnych prób jako człowiek, żarliwie oddany jedynie jednej wierze. On opuszczał to miejsce jako ktoś, kogo próbowano nauczyć człowieczeństwa, a kto ostatecznie nieco zbyt usilnie chciał stać się czymś więcej, niż byle człowiek.
Ruszał właściwie w nieznane, przede wszystkim jako kapłan. To, co potrafił uczynić magią, połączone ze słowami wiary dawało niezwykłe rezultaty. Pan zyskiwał wyznawców, a on uczył się coraz to nowszych rzeczy. Poznawał ludzi i krainy. Stworzenia i zjawiska. Widział śmierć i narodziny, egzekucje i pola po bitwach. Przemierzył góry i równiny, poznał chłopów, lordów i monarchów, rycerzy i piratów, a każdy nauczył go czegoś nowego. Szybko zrozumiał, że tym, czego tak naprawdę jeszcze potrzebuje, jest władza. Wiedzę i zdolności przecież już miał. Nadszedł czas, by je wykorzystać. Pojął to mniej więcej w czasie, kiedy wkroczył w Mroczne Doliny i gościł w Maurii.
Od jego początków minęło wiele, wiele lat. Zyskał doświadczenie, które uważał za odpowiednie, by wykonać kolejny krok, wielki krok - by zacząć gromadzić ludzi wokół siebie. Potrafił to, o czym świadczyły rzesze nawróconych na blask Pana. W sercu nadal miał słowa, które usłyszał dawno temu od swoich wyzwolicieli: był kimś wyjątkowym. Był wybrany, by czynić, by zmieniać i świat miał już niedługo zachwycić się tymi zmianami. Przyczajony i nauczony niepojętych zdolności, zaczął zwiedzać Alaranię. Poznawać ją z uporem, z jakim dziecko przemierza po raz pierwszy plac zabaw.
Teraz odwiedza nieraz kolejne królestwa, a ci, którzy go widzą, mówią potem o człowieku bijącym wrogą aurą, odzianym w czerń i poruszającym się z władczym dostojeństwem. Zdobywa złoto z nieznanych źródeł. Rzadko pełni już obowiązki kapłana, ale nieraz naprawdę mu się to przydaje. Szuka takiego władcy, który chętnie przyjmie go na zamek w roli swego doradcy - a to, co planuje dalej, pozostaje już jego skrytą tajemnicą…

Dane gracza: Mezzrat

Nazwa użytkownika:
Mezzrat
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lasota, Vertan, Bua, Fabio,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt wrz 26, 2017 4:35 pm
Ostatnia wizyta:
Cz maja 31, 2018 2:52 pm
Liczba postów:
9 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
[Na skraju miasta] - Spokojne dni
N cze 10, 2018 3:37 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Rododendronia
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Na skraju miasta] - Spokojne dni
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)
cron