Oglądasz profil – Verden

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Verden Ailein
Rasa: Lodowy Elf
Wiek: 278 lat

Aura

Choć połysk tej aury powoli i nieznacznie zaczyna blaknąć, jej siła jest średnia i nie onieśmiela czytających. Dojrzysz tutaj żelazne strzały tkwiące w cynowych pniach drzew, pozostawione przez nieznanego Ci łucznika. Obraz jawi się samotnie i melancholijnie, ale ile byś nie szukał, nie znajdziesz tu tajemniczego strzelca. Z pomiędzy liści i konarów, przebiją się promienie o barwie topazu, iskrząc na lotkach bełtów i lśniąc na korze drzew. Zapach lasu jest tu wyraźny, na myśl przywodząc aromat igliwia wprost z mroźnej tundry.
Chociaż nie dostrzegasz ogniska, daje się tu słyszeć trzask płomieni. Jeżeli wyjmiesz strzałę z jednego z pni, bez trudu zauważysz jak ostry i twardy jest jej grot. Drzewce będzie elastyczne, ale też całość jest subtelnie gładka i przyjemna w dotyku. Smak stanowi ciekawe połączenie łagodności z goryczką, które po chwili kosztowania, ujawniają skrytą wcześniej kwaskowatość emanacji.
Nazwa użytkownika:
Verden
Grupy:
Inne Postacie:
Nardani, Satharin, Elestren, Linman
Martwe postacie:
Edgar
Płeć:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Verden

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 lat temu
Ostatnio aktywny:
10 miesiące temu
Liczba postów:
36
(0.04% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Opuszczone Królestwo
(Posty: 7 / 19.44% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Kompanio, w stronę skarbu: Konsekwencje ignorancji
(Posty: 7 / 19.44% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

ŁucznictwoMNieważne czy potrzebujesz zapolować, zastraszyć czy zabić, jedna dobrze wystrzelona strzała rozwiąże twój problem.
UnikiMNawet jeśli nie trenujesz dużo, doświadczenie w walce w połączeniu ze zdolnością błyskawicznej reakcji pozwala uniknąć nawet najszybszych ciosów
PrzetrwanieWGdy ktoś przeżył większość życia z dala od cywilizacji, zna dzicz jak swoją kieszeń.
Władanie mieczemWSzlaki i rubieże są bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza kiedy kroczy po nich wyszkolony w szermierce elf.
TropienieOZwierzyna w lesie sama się nie znajduje, zaginieni towarzysze również.
PolowanieOUmiejętność niezbędna do zdobycia pożywienia w dziczy.
Walka bez broniOGdy miecz się złamie, a na łuk jest za blisko, solidna dźwignia albo prawy sierpowy jest twoim wybawieniem.
BestiologiaOObserwacje nie idą na marne. Polowanie w lasach mimowolnie sprawia, że zna się podstawowe zachowania zwierząt, jak i nielicznych bestii.
Skradanie sięOCichy krok to podstawa polowania. Niezależnie od tego, czy polujesz na zwierzęta, czy też na ludzi.
RybołówstwoONajbezpieczniejsza forma zdobycia pożywienia, przydatna umiejętność w dziczy bądź na szlaku.
PiekielnologiaPPodstawowa wiedza przekazana przez rodzinę razem z wiedzą o działaniu Znamienia.
Czytanie aurPEfekt Znamienia.
Czytanie i pisanieP

Cechy Specjalne

Niewrażliwość na zimnoZZ racji swojego pochodzenia, jest odporny na zimno, nie występuje u niego hipotermia, a naturalne mrozy nie są w stanie sprawić mu nic ponad dyskomfort.
Wrażliwość na ciepłoWZ racji swojego pochodzenia, trudno mu odprowadzić ciepło z ciała, przebywanie w bardzo gorących miejscach (np. pustynie) może łatwo doprowadzić do hipertermii
Piekielne ZnamięKEfekt pradawnego Piekielnego paktu, odziedziczone po rodzicach. Fizycznie znamię znajduje się na jego karku. W zamian za moc magiczną i nadludzkie uwarunkowanie fizyczne, Verden jest podatny na poświęconą broń, odczuwa ból przebywając w pobliżu Niebian, a dotyk jednego z nich bądź potraktowanie go magią Dobra lub Harmonii może doprowadzić do konwulsji, a nawet bolesnej śmierci.

Magia

Przedmioty Magiczne

MisildirZACMagiczny pierścień, który obniża percepcję noszącego, ale redukuje też odczuwany przez niego ból. Nie noszony przez Verdena na co dzień, natomiast bardzo przydatny w kontaktach z Niebianami.
Magiczny pyłZACJest on w sporym słoiczku i po obsypaniu się odrobiną umożliwia on właścicielowi lewitacje. Nie chroni jednak przed upadkiem, po niespodziewanym wyczerpaniu się czasu jego mocy [loteria].

Charakter

Verden sprawia wrażenie wyzutego z emocji. Stara się udawać obojętnego na wszystko. I często tak właśnie jest, bo okrutne, brutalne rzeczy go nie ruszają. Strachu też nie czuje przed byle czym, dzięki swoim umiejętnościom i mocom jest bardzo pewny siebie. Jest jednak wrażliwy i bardzo łatwo przywiązuje się do ludzi, choć nigdy tego nie przyzna. Kreuje się na samotnika i egoistę, ale okrężną drogą próbuje nawiązać bliższy kontakt, z osobami które polubił. Dla tych też osób rezerwuje współczucie i wszelkie pozytywne emocje. Bardzo nieufny, trudno dojść do niego i zdobyć jego uznanie. Imponuje mu delikatność i wrażliwość, której on boi się okazywać. Lojalny, zawsze wykonuje powierzone zadanie i można na niego liczyć, choć on sam nieczęsto liczy na innych. Jest spokojny, wyrachowany, a gniew wznieca w nim prawie wyłącznie znieważenie lub sprawienie krzywdy osobom, na których mu zależy. Dla tych, których nie lubi, jest natomiast grubiański i arogancki. Widać to szczególnie po tym, jak wypowiada się o swoich przodkach. Panicznie boi się Niebian, dla nich rezerwuje swoją nienawiść i od nich stroni. Równie mocno nienawidzi istot Piekielnych, chociaż przy nich zamiast strachu czuje chęć zemsty za swoje przekleństwo. Poza nimi, nie ma żadnych uprzedzeń do innych ras.

Stara się stronić od przyjemności, które jak uważa, rozpraszają go. Rzadko pije, je tyle ile potrzeba, nie interesują go uciechy cielesne. Jedyna rzecz, na którą jest naprawdę łasy, to pieniądze. Nie zaburzy dla nich swojej lojalności, ale stanowią dla niego wielką pokusę. Uważa, że jeśli już jest przeklęty i po śmierci nic dobrego go nie spotka, to może wykorzystać swoje zdolności i wycisnąć z nich każdego miedziaka, jakiego tylko się da. Mimo to, sam do końca nie wie, na co chciałby to wszystko przeznaczyć. Aby się nie ośmieszyć, zawsze odpowiada że "odkłada pieniądze na gorsze czasy". Bardzo lubi też muzykę, działa na niego kojąco, choć on sam nie potrafi jej wykonywać.

Wygląd

Verden to wysoki, muskularny, młodo wyglądający elf o jasnej karnacji. Wygląda na całkiem ładnego dla kogoś przeciętnego, jednak jego uroda wśród elfów uchodzi za zwyczajną. Skórę ma gładką i delikatną, na owalnej twarzy z mocno zarysowanymi kościami policzkowymi widać zadarty nos i ciemnofioletowe oczy, dzięki którym elf przeszywa ludzi swoim podejrzliwym spojrzeniem. Postury jest konkretnej, szeroki w barkach, w wysokości mierzy sobie niecałe dwa metry. Jego jasnoszare, błyszczące włosy średniej długości przykrywają skutecznie elfie, spiczaste uszy.

Jego ubiór jest zawsze prosty, elf stroni od ozdobnych ubrań, stawiając bardziej na wytrzymałość. Zawsze ubiera się w grubą, zieloną przeszywalnicę, wzmocnioną na łokciach i przedramionach elementami ze wzmocnionej skóry. Nosi także materiałowe, wytrzymałe brązowe spodnie, podtrzymywane czarnym, ćwiekowanym pasem, do którego ma przytroczony długi miecz. Buty ma także czarne, są ciężkie i skórzane, a sięgają aż do jego kolan. Do tego, na przeszywalnicę nakłada ciemnobrązowy kaptur, pod którym skrywa zarówno swoje włosy, jak i uszy. Na pasie przerzuconym przez ramię natomiast, ma przypięty kołczan pełen strzał i cisowy łuk.

Głos ma dość niski, zaskakująco wręcz niski jak na elfa. Mówi głośno, a jego ton jest surowy i chłodny. Jego wzrok jest zazwyczaj podejrzliwy, sprawia wrażenie jakby obserwował każdy twój krok i czekał na pierwsze potknięcie. Na twarzy stara się ukrywać emocje, bardzo rzadko się uśmiecha, trzyma obojętną minę w większości wypadków. Zapomina się tylko w gniewie. Chodzi dumnie wyprostowany, stawia szybkie i silne kroki, choć są one też bardzo ciche. Nie gestykuluje, jedyny gest który wykonuje rękami nieumyślnie to krzyżowanie rąk na piersiach.

Historia

W życiu można dokonać wielu błędów. Małych, nieznaczących, albo i wielkich. Piekielnie wielkich. Ale powiem ci jedno. Dopóki ich efekt zostaje w obrębie twojego najbliższego otoczenia, wszystko jest w porządku. Czasami może kogoś zranisz niepotrzebnie, czasami ktoś bez powodu dostanie w mordę, nieważne i nieistotne. Wiesz, jaki jest najgorszy błąd? Taki który ciągnie się nie tylko za tobą. Ciągnie się za twoją rodziną, twoim potomstwem, pożera pokolenia, i nie skończy, póki nie zeżre każdego. A taki błąd popełnili ci, którzy byli przede mną.

Jestem Lodowym Elfem z klanu Ailein. W zamierzchłych czasach mój klan mieszkał na dalekiej północy, jak większość naszej rasy. Stawiali mocarny opór w walce z krasnoludami na północy. Żyli w ośnieżonych górach, a ich życia polegały na walce partyzanckiej w obronie swojego terytorium. Czemu nie uciekali, można by spytać? To były jeszcze czasy, za których wojna dopiero się rozpoczynała. Nasz lud nie był tak wyniszczony i przyzwyczajony do zmian. Ich duma nie pozwalała im się wycofać, uciec z gór i zostawić dobytek życia, i to był klucz do zguby. Walczyli do końca, tyle ile mogli. A kiedy zaczęli przegrywać, zamiast uciekać jak inni, nasi magowie stwierdzili, że zwrócą się o pomoc do Piekielnych. Nie mnie wiedzieć co im strzeliło do głowy, zresztą jestem pewien że tysiące lat temu brzmiało to równie szalenie jak dziś. Koniec końców jednak, skontaktowali się z jakimiś cholernymi czartami i zawarli pakt. Umowa dała im nieludzką siłę, zręczność i umiejętności magiczne, ale w zamian za ich dusze, które Piekielni przejmą po śmierci elfów. Oni się zgodzili. A potem i tak przegrali... Idioci.

Urodziłem się długo po tych wydarzeniach, dużo dalej na południu, zrodzony przez ludzi którzy nadal niosą ze sobą tą zarazę. Znamię bowiem jest dziedziczne, razem z jego wszystkimi efektami. Takich jak my przeżyła garstka, wszyscy trzymali się w jednej grupie i izolowali się od reszty świata. Obowiązywały restrykcyjne zasady: żadnych rozmów z innymi rasami, żadnych kontaktów z innymi elfami, szczególnie unikać Niebian, do Piekielnych strzelać. Szerokim łukiem omijać miasta i wszelkie zamieszkane terytoria. Używać naszych zdolności tylko w ostateczności. Upierdliwe ograniczenia, krzywdzące wręcz. Czemu niby nie mogliśmy rozmawiać z innymi? Komu by to zaszkodziło? Moglibyśmy żyć bez problemu z kimś innym, wystarczy się nie mnożyć. A poza tym, nie bylibyśmy tacy samotni. A moce? Jeśli już i tak je mieliśmy, to czemu z nich nie korzystać? Gdybyśmy tylko nawiązali kontakty z innymi rasami i wykorzystali umiejętności dla naszych korzyści... Bylibyśmy pewnie majętni jak królowie. Ale nie miałem w tym względzie nic do powiedzenia, nawet jeśli zasada mi się nie podobała. Starsi uważali, że nie możemy skazić świata jaszcze bardziej. Według nich, dla dobra innych prowadziliśmy swoje nędzne życie, skromne, samotne życie. Dla świata przez lata błąkaliśmy się i próbowaliśmy przetrwać, przy okazji szukając sposobu ograniczenie mocy znamienia. Wędrowaliśmy w poszukiwaniu zaczarowanych przedmiotów, które mogłyby chociażby złagodzić efekt, takich jak mój pierścień. Doskonale wiedzieliśmy, że tylko to można zrobić, że nie jesteśmy w stanie zdjąć klątwy.

Nasza tułaczka była trudna i wymagająca. Nie skłamałbym, gdybym powiedział, że ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Terytoria w teorii bezludne, są mimo wszystko po brzegi wypełnione niebezpieczeństwami. Dzikie zwierzęta i bestie czyhają na każdy kawał mięsa, który przemierza ich teren. Błąkają się tam wygnańcy, bandyci, degeneraci, szaleńcy. Jedzenia jest cholernie mało. Nasza w teorii romantyczna misja, poświęcenie się dla zaniknięcia klątwy, była tak naprawdę walką o przetrwanie, przeplataną szukaniem artefaktów raz na kilkanaście lat. Większość życia spędzałem w dziczy, tropiąc, polując, sprawdzając teren, eliminując niebezpieczeństwa z naszego szlaku. Łuk był w takich chwilach moim najlepszym przyjacielem. Długie lata zeszły mi na odstrzeliwaniu zwierzyny, walk za pomocą strzał stoczyłem niezliczone ilości. Pół życia doświadczeń nauczyło mnie przebijać moimi grotami precyzyjnie i dokładnie. Jest to dla mnie do dziś niezbędnik przetrwania. Wiele czasu też spędziłem na walce mieczem, nie raz musiałem komuś przywalić gołą pięścią. Choć zdarzało się to nieporównywalnie rzadziej niż szycie z łuku.

Podczas wędrówki co jakiś czas nasi ludzie umierali, a nie rodził się prawie nikt. Niektórzy padali w walkach z bandytami, inni dotknęli artefaktu, który był nasączony magią Dobra, jeszcze inni gubili się w lesie i już nie wracali, aż w końcu zostało nas tylko parę osób. Im mniej nas było, tym mniej nas trzymało w grupie, naturalnie więc rozeszliśmy się po pewnym czasie w swoje strony. Z jednej strony każda ze śmierci przynosiła smutek. Ale z drugiej, smutek mija, a gdy pobratymcy poginęli, mogłem się uwolnić od ograniczających zasad. Zacząłem swoją wędrówkę przez kontynent, poznając inne rasy, odwiedzając miasta. Mogłem w końcu używać mocy dla swoich korzyści. Jeśli i tak będę potępiony przez znamię, to czemu nie korzystać z potencjału? Poznałem w końcu świat, a był on fascynujący, pełen możliwości. Bardzo szybko odnalazłem swoje powołanie. Bo każde miejsce, mimo różnic, ma jedno zasadnicze podobieństwo, o którym podróżując ze mną zapewne wiesz. Wszędzie jest zapotrzebowanie na twardych najemników, zwłaszcza magicznych z umiejętnościami maszyny do zabijania. Czyli krótko mówiąc, wszędzie potrzebują mnie. A ja za hojną opłatą jestem dla każdego.