Oglądasz profil – Gelarum

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Gelarum
Rasa:
Smoczyca
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
0 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Głównie kobaltowa emanacja charakteryzuje się różnorodnością barw. Tu i ówdzie tańcują srebrne kształty przypominające magiczne literki znikające po chwili. Ustępują one miejsca miedzianym i cynkowym szkicom smoczych łusek. Od dołu zaś pną się barachitowe plamki. A między nimi, zduszone przez właścicielkę, w głębi kryją się złote, stosunkowo szerokie pasma. Całość, co jakiś czas, mocniej zamigocze obsydianowym światełkiem. Słychać liczne głosy ludzi a także śmiech dzieci. Nie są to jedyne odgłosy. Z oddali ciągnie się głęboki ton którego nawet ten pozytywny hałas nie może zakłócić. W dotyku aura jest w jednych miejscach twarda a w innych nieco miększa. Jednak nie można powiedzieć, że jest sztywna widząc z jaką łatwością przychodzą jej wygięcia. Posiada niesamowicie ostre krańce, które u góry usiłują zmylić gładkością. Nie lada wyzwaniem jest pozbyć się jej posmaku. Lepi się do podniebienia niemożliwie mocno.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Gelarum
Grupy:
Inne Postacie:
Nilsa, Lilla, Ithilia
Martwe postacie:
Sirmione
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Gelarum

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 lat temu
Ostatnio aktywny:
1 rok temu
Liczba postów:
80
(0.10% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Turmalia
(Posty: 29 / 36.25% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Turmalia] Wizyta
(Posty: 29 / 36.25% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny
Zwinność:bardzo zręczny, szybki, precyzyjny
Percepcja:sokoli wzrok, wszechsłyszący, niezwykle czuły węch, czuły język, czuły zmysł magiczny
Umysł:niezwykle bystry, geniusz, silna wola
Prezencja:Ładny, przekonywujący

Umiejętności

RytualizmBiegły
głównie wiedza pochodząca z ksiąg, i grubych tomisk z biblioteki.
GeografiaOpanowany
- -
FizykaOpanowany
- -
PolitykaOpanowany
- -
ZielarstwoMistrz
- -, w tym wypadku potrafi doskonale rozpoznawać zioła, a także korzystać z ich właściwości.
EtykietaPodstawowy
- -
MedycynaBiegły
- -
MatematykaPodstawowy
- -
PrawoPodstawowy
- -
AktorstwoBiegły
Smoczyca przez trzysta lat ukrywała swoją tożsamość w Fargoth. Jest świetną aktorką.
Wiedza o światachPodstawowy
AlchemiaOpanowany
czasami przyrządza wywary, ale potężne, to one nie są
RysunekOpanowany
szkice, szkice i jeszcze raz szkice. Ma do nich wybitny antytalent, ale jak smok się uprze, to nie ma mocnych.
Gra na flecieBiegły
Wieczorami elfka siada na poręczy balkonu i daje koncert każdemu, kto zechce zatrzymać się i posłuchać.

Cechy Specjalne

LatanieDar
Jako smoczyca może latać. Ale nie lubi, natomiast jej umiejętności w tej dziedzinie są czysto teoretyczne.
Smoczy ogieńZaleta
Te płomienie bardziej przypominają ogień pochodzący od zapałki, niż od smoka.
Niezwykła pamięćDar
Lata nauki nauczyły ją jak zapamiętać niemal każdą informację.
Postać elfkiDar
Umie zmieniać postać, lecz jak się ostatnio przekonała nie zawsze jej się to udaje.
Paniczny strac przed zamkniętymi pomieszczeniamiSkaza
Lęk ten jest powszechnie nazywany klaustrofobią. Najprawdopodobniej nabawiła się go w młodości, kiedy siedziała zamknięta w ciasnym pomieszczeniu. Boi się tym bardziej, im ściany są bliżej oraz gdy napiera na nią ciemność, przeszkadzając w normalnym oddychaniu.

Magia: Intuicyjna

ŻyciaAdept
IstnieniaUczeń

Przedmioty Magiczne

Szarozielony płaszcz lnianyBaśniowy
jedyną magiczną częścią tego płaszcza jest kieszeń. A konkretnie jej pojemność jest nieporównywalnie większa od innych przedstawicieli gatunku kieszeni.

Charakter

Do czasu, gdy jeszcze nie traciła nad sobą panowania była bardzo łagodna i spokojna. Miła miejska bibliotekarka, można by rzec, taka, która zawsze wysłucha co masz do powiedzenia. Taka, która nie skrytykuje twojej opinii. Mająca czyste konto, nigdy nie wdająca się w bójki i stroniąca od hazardu. Niektórzy sądzą, że z jej wiedzą możnaby mieć wyższe aspiracje, jednak za każdym razem, gdy usłyszała coś takiego bardzo szybko zastrzegała, że nie zależy jej na niczym więcej. Mniej więcej podobnie bywało z zalotnikami. W łagodny sposób wyrażała prosty komunikat, iż nie chce wdawać się w stosunki partnerskie.


Aż pewnego razu wszystko się popsuło. Zaczęło się od historii z kapłanem świątynnym, podczas której ledwie udało jej się powstrzymać. Od zawsze żywiła w sobie nienawiść do tego, kim jest. Uważa się za niebezpiecznego potwora. Teraz, gdy po raz pierwszy bardzo brutalnie zetknęła się z samą sobą, przeżywała okropną depresję. Rozważała nawet samobójstwo, ale bała się do niego posunąć. Postanowiła sobie, że znajdzie sposób, by utrzymać wszystko w tajemnicy. Gdy dowiedziała się, że istnieje książka w której opisane jest prawdopodobnie to, czego szukała, natychmiast zamknęła bibliotekę i wyruszyła.

Cała ta przygoda, jaka ją spotkała podczas krótkiej wizyty w Meanos zupełnie ją przerastała. Coś takiego było po prostu nie dla niej. Ciągłe obawy, o własne życie, i życie swoich przyjaciół. Od tamtego czasu wręcz boi się siebie. Utrzymywała wszystko pod kontrolą przez trzysta czterdzieści lat. Ale teraz, ciche przekonanie, że jak zawsze nad sobą zapanuje, wyparowało. Straciła panowanie i teraz boi się, że może łatwo zrobić komuś krzywdę. Depresja, w której się znalazła, jeszcze się pogłębiła i przed dokonaniem samobójstwa powstrzymuje ją tylko jego wspomnienie.

W Meanos spotkała rycerza. Wyjątkowego rycerza, bo on naprawdę charakterem przypominał szlachetnych mężów i wojowników z legend. Podczas ucieczki wielokrotnie ocalił jej życie. Kiedy za pierwszym razem, czuła wdzięczność, to za drugim na pewno kryło się już w tej wdzięczności coś jeszcze. Nieustannie dodawał jej otuchy. Była wręcz zrozpaczona, gdy musiała zostawić go otrutego z pozostałymi, by udać się po pomoc. Cały czas przypomina sobie jego twarz. I... zdaje sobie sprawę, że nigdy jeszcze nie czuła nic takiego do żadnego mężczyzny.

Wygląd

Ładna dziewczyna, możnaby rzec. Całokształt jej figury i wyglądu pozwala ocenić ją na jakieś czternaście lat. Ma łagodne rysy twarzy, która przypomina doskonałość, jak na elficką twarz przystało. Ma nieduży, kształtny nos, wąskie wargi i duże, przypominajace kolor nieba jasnobłękitne oczy. 

Włosów nie zaplata, woli mieć je rozpuszczone, tak by swobodnie pokazywały światu swój niesamowicie blady odcień blondu. Jeżeli musi je ułożyć, na jakąś ważniejszą uroczystość, po prostu związuje je z tyłu w koński ogon.
Ma bardzo mało umięśnione ciało. Jest bardzo chuda, przez co przypomina anorektyczkę, mimo, że na pewno nią nie jest, ze względu na bardzo duże spożywane przez nią ilości różnorakich potraw. Posturą na pewno nie przypomina dziewki pracującej na polu.
Gdy się odzywa, z jej ust wypływa ciepły, miękki głos. Czasami ton przypomina nieobecny, tak jakby jego właścicielka była zupełnie gdzie indziej.
Zawsze ma na sobie cienki, szarozielony płaszczyk, który w założeniu miał sprawiać by nie zwracała na siebie uwagi, jednak w praktyce bywa również całkiem odwrotnie. Nosi długie, skórzane kozaki sięgające niemal do kolan.
Chodząc, zachowuje się jak elfy, czyli kroczy zgrabnym, dumnym krokiem, prezentując jaki to z niej przedstawiciel elfiej rasy. W rzeczywistości chodzi tak tylko po to, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.

W swojej nielubianej (smoczej) postaci mierzy sobie może dwa pręty po wyciągnięciu szyi w górę. Na długość od czubka ogona po koniec pyska ma około (nikt jej jeszcze nie mierzył w tej formie) trzech prętów. Ma rozłożyste, skórzaste skrzydła, które mogą mieć nawet do pięciu prętów. Ma średniej długości, niewyróżniający się pysk, w którym osadzone są zaskakująco duże błękitne oczy. Z tyłu głowy ma kilka niedużych kolców, które naśladują kształt rogów, jakie ma Firnegal. Dalej jest średniej długości szyja, pozbawiona wyrostków kręgowych, tak samo jak jej grzbiet. Zaraz za barkami wyrastają muskularne skrzydła, a jeszcze dalej cały jej tułów kończy się w dużym stopniu obrośniętym wyrostkami, długim ogonem. Jeśli chodzi o łapy smoczycy, to nie są muskularne, lecz mimo to pewnie byłaby dość silna by unieść konia albo dwa.
Jeśli chodzi o kolor jej łusek, to wszędzie prócz podbrzusza są one ciemnogranatowe. Natomiast posostałe jej łuski przybierają barwę ciemnych szmaragdów. Na jej pysku znajduje się jednak kilka błędów w ubarwieniu, pomiędzy ciemnym granatem miejscami pojawia się jaskrawa zieleń.
Porusza się raczej niezdarnie, nie rozumiejąc jeszcze swojego ciała. Szczególnie tę niezdarność widać podczas latania, lecz gdy idzie, jest ją już trudniej dostrzec. Chodzi niepewnie, tak jakby przed każdym krokiem chciała się upewnić, że na nic nie nadepnie.
Czuć od niej siarką, co niezmiennie towarzyszy chyba każdemu smokowi. Jednak jest to zapach słabszy od tego, który bucha od Firnegala.

Historia

(1) Początki.
(Firnegal)

Czarne łapy ogromnych rozmiarów zderzyły się nadzwyczaj lekko z podłożem przed smoczym leżem. Smok dumnym krokiem wymaszerował do swego domu, trzymając w zębach całkiem przyzwoitą ilość sarniny. Polowanie nie sprawiło mu żadnych problemów, ani wytropienie, ani złapanie, ani przyrządzenie. Nawet wiatr, jak w tych okolicach często wiejący z ogromną siłą, dziś był wyjątkowo spokojny. Mimo, że złapana zwierzyna nie była dla niego, smok był bardzo szczęśliwy.
Odłożył upieczone już mięso tuż obok niej. Elise była bardzo smukłą i pociągającą czerwonołuską. Była od niego o ćwierć tysiąclecia starsza, ale przy niej to Firnegal wyglądał na starszego i większego. Czarny smok w owych dniach twierdził, że jest podwójne wyjątkowa, z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest, że każdy smok, ma swój własny, odmienny odcień i ułożenie łusek na całym ciele. Ona, miała przepiękny odcień rudawego szkarłatu, który przypominał bardzo ciemne złoto. Drugim natomiast było "Kocham cię."
Elise odwzajemniała to uczucie. Poruszywszy się bardzo ostrożnie, odsłoniła spoczywające w miękkim gnieździe jajo, do tej pory leżące tuż pod jej brzuchem. Przyłożyła swój czubek nosa do jego, co było odpowiednikiem ludzkiego pocałunku. Firnegalem, mimo iż przechodził przez to dziesiątki razy, wstrząsnęły dreszcze podniecenia i radości. Smoczyca zdążywszy już całkiem wstać przesunęła łeb bliżej jego szyi, domagając się pieszczot. Smok ani chwili nie zwlekał i owinąwszy się wokół niej szyją zamruczał. Elise, wyswabadzając się z uchwytu niby przypadkiem znalazła się przy jego boku ocierając się oń. Rozpoczął się codzienny rytuał szczęścia i miłości.

Mniej więcej tak to wyglądało codziennie. Każde z nich kochało taki stan rzeczy. Codziennie i zawsze byli razem, nie licząc krótkich okresów czasu, w których ona udawała się do niedalekiego miasta Karishenu na niewielkie zakupy. Były to głównie zioła i przyprawy, nic więcej raczej nie było im potrzebne. Do wyklucia się z jaja malutkiego smoczka pozostawało coraz mniej czasu, wewnątrz skorupy wiła się już prawie gotowa do życia poza nią istota. Dlatego też, Elise ignorując fakt iż była na zakupach zaledwie trzy tygodnie wcześniej wybrała się na nie ponownie, by wszystko było odpowiednio przygotowane.

Drugiego dnia nieobecności Elise czuwanie przy jaju przerwał mu cichy szelest gdzieś na dworze, odcinający się od światu wiatru. Nie było możliwe, by był to wiatr, dużo bardziej prawdopodobnym było, że to jakieś zbłąkane stworzonko na górskim stoku. Smok jednak przymrużył ślepia i ułożył się w pozornie wygodnej pozycji, na wypadek gdyby musiał szybko skoczyć na ewentualnego napastnika. Za wszelką cenę zamierzał uchronić jajo, czymkolwiek by nie było zbliżające się coś. Ponownie usłyszał podobny odgłos, bez wątpienia rozlegający się bliżej. Szelesty zaczęły szybko zwiększać częstotliwość i ani trochę nie zamierzały ominąć ich skromnej jaskini. Firnegal napiął mięśnie szykując się do skoku.
Do środka wszedł ubrany w szarobrązowy habit mężczyzna po czterdziestce, a przynajmniej na tyle wyglądał. Miał spory brzuch, co mogło oznaczać że jest smaczny. Od razu spojrzał prosto na niego, ale jego obecność specjalnie go nie zaskoczyła. Mnich odetchnął cicho i trochę niepewnie zaczął się zbliżać.
- Nasz zakon... - zaczął powoli, lecz jego wypowiedź nagle przeszła w wyuczoną formułkę. - ...zakon Hetepalów przysłał mnie tu z poselstwem w kilku sprawach. Mianowicie jesteś proszony o odpowiedzi na trudne, dręczące nas pytania. Zwracamy się z tym właśnie do ciebie że względu na twoją nieprzeciętną mądrość. - zakończył swój monolog pochlebstwem, widocznie licząc na lepsze odebranie swych słów.
Wcale mu nie ufał. Nie, jeśli chodziło o jego rodzinę. Przestał wyglądać mu na groźnego, jednak wolał pozostać na baczności. Przynajmniej dopóki nie zbliży się na tyle, by można było łatwo odczytać jego myśli. Wyciągnął szyję do góry, na znak iż usłyszał.
Mnich nareszcie znalazł się w jego zasięgu. Umysły zetknęły się, jeden napierał na drugi, nie napotykając wcale oporu. Wkrótce poznał dokładnie to, co nim powodowało i miał już pewność, że może mu zaufać.
- Zakon Hetepalów otrzyma swoje odpowiedzi. - Odrzekł spokojnie. - Ale nie w tej chwili - Dodał, wskazując na zielone jajo, kryjące zieloniutkiego smoczka, wydające się teraz takie małe i kruche...
- Rozumiem. - Odparł mnich z wyraźną dozą ulgi.

Elise nie wracała dłużej, niż zwykle. Po jednym dniu Firnegal poważnie już się o nią martwił. Mnich pozostał na dłużej, oferując dotrzymanie mu towarzystwa, lecz to nie było to samo.

Smok nerwewo owijał i odwijał swoją końcówkę ogona wokół jaja. Zaczynało się już poruszać coraz częściej, raz nawet wydawało mu się, że słyszy pęknięcie. Na skorupie oczywiście nie było jednak niczego, więc musiał uznać to za urojenia. Niektórzy mogliby uznać, iż smok zaczyna wariować, ponieważ zaczynał już rozmawiać z jajem zwracając się bezpośrednio do niego.
- Nazwę cię Gelarum. - powiedział kiedyś. Mnich na te słowa zmarszczył brwi, chociaż nie śmiał w żaden sposób się wtrącać. Był już zniecierpliwiony oczekiwaniem, jednak zainteresowany był procesem rozwoju smoka od samego wyklucia. Ludzie nie posiadali takiej wiedzy prawie wogóle, więc ów mnich będzie mógł się ową wiedzą popisać.
- Będziesz moim małym, kochanym smoczkiem i nigdy cię nie zostawię. - obiecał w smoczej mowie, tak, aby mnich tego nie zrozumiał.

Przybycie Elise było już wtedy opóźnione o trzy dni. Podróż nigdy nie zajmowała jej tak długo, więc Firnegal bał się dłużej czekać. A co, jeśli ją porwali? Co, jeśli zachorowała? A co, jeśli coś jej się stało? Ale bał się też zostawić niemalże wyklute jajo bez żadnej opieki. To, że był tu ten mnich nic nie zmieniało. Dreptał nieustannie w te i z powrotem, zamartwiając się, co się stało że smoczycą.
Nagle tknięty jeszcze czymś, czego nie potrafił określić sprawdził umysł mnicha nazywającego się Bezimiennym. Malował się w nim zniecierpliwienie i coraz bardziej rosnące zainteresowanie jajem.
Sytuacja stawała się coraz to bardziej rozpaczliwa. Ale nie był do końca pewny, czy może to zrobić. To co zaplanował było okropnie głupie i na dodatek polegające na zaufaniu do tego mało przyjaźnie nastawionego człowieka. Ale... gdzie była teraz Elise? Smok przez cały dzień się wahał, ale teraz podjął decyzję.
- Czy... - zaczął smok, na co, po tak długim milczeniu mnich zareagował zaskoczeniem. - Czy zaopiekował byś się moim jajem? Wynagrodzę ci to.
- Ale... - Odparł zupełnie zszokowany mężczyzna - Jak?
- Po prostu go przypilnuj, by nic mu się nie stało. A kiedy wrócę to na wszystko ci odpowiem i zapłacę złotem. - powiedział błagalnym tonem.
Mnich przez długi czas nie mówił nic. Smok jednak doskonale widział w jego umyśle bój, który traktował o za i przeciw.
- No... dobrze.

Smok w zawrotnym tempie szarżował w powietrzu, niemalże przeganiając gnane silnym wiatrem chmury. Niedaleko już znajdowała się pustynna twierdza - Karishen. Według tradycji wojownicy tamtego miasta dosiadali bojowych jaszczurów rozmiarów koni i zwycięską szarżą z uniesionymi kopiami miażdzyli szeregi wrogów. Żyło ono głównie z bogatych złóż pod miastem, które potem wymieniano na inne towary.
Nagle, jego nozdrza wychwyciły coś, czego nie chciał poczuć, ale czego się obawiał. Dym. W miarę jak przelatywał coraz dalej zapach stawał się silniejszy. Wkrótce potem zobaczył mury Karishenu. Część z nich była całkiem zawalona i zniszczona, a odłamki skalne walały się wszędzie. Budynki miejskie, zamiast stać, w większości leżały, poddając się pożerającym je płomieniom. Wszędzie były nadpalone zgliszcza, a w środku pełno było zakrwawionych ciał. We Firnegala uderzyła okropnie odużająca woń krwi, ale nawet ona nie była w stanie odciągnąć jego myśli od tej jednej, najważniejszej rzeczy. Elise.
Pełen złych przeczuć nawet zanim dobrze wylądował zaczął już rozpaczliwie rozgrzebywać resztki budynków w jej poszukiwaniu. Żaden znaleziony przez niego trup nie pachniał jak ona. Raz odgrzebał zakopaną pod szczątkami dachu żywą prostytutkę, która zamiast grzecznie podziękować uciekła z krzykiem.
Przetrząsnął już prawie pół miasta, gdy nagle trafił na plac. Na placu stał nietknięty nawet przez ogień zaostrzony pal. Na palu wisiało bezwładnie wbite weń martwe ciało Elise.
Smok natychmiast przybrał ludzką postać i podbiegł do kobiety. Wtedy, po raz drugi w swoim życiu się rozpłakał. Przytulił się do niej, jakby chcąc oddać jej swoje własne życie. Po długich pięciu minutach odjął swoją twarz od jej piersi, dalej nie mogąc uwierzyć w to, co teraz widzi.

Nagle w powietrzu wyczuł zawirowania, związane z użyciem magii. Odwrócił głowę w lewo, gdzie pomiędzy nietkniętymi budynkami stał długobrody czarodziej, który właśnie tworzył tarczę dzielącą ich obu. Mimo to dokładnie mógł odczytać jego wspomnienia. Podburzył ludzi przeciwko Elise, twierdząc, że to wiedźma. Tamta próbowała się bronić, i przemieniwszy się, zaczęła burzyć mury i podpalać miasto. Prawie zdążyła już dopełnić dzieła, gdy kilku czarodziejów, łącząc swe siły rzuciło nią o ziemię. Słychać było okropne trzaski, świadczące o licznych złamaniach. Elise ponownie przemieniła się, licząc na to iż uda jej się wymknąć. Jednak czarodziej, stojący teraz przed nim dopadł ją właśnie tutaj i dobił. Następnie wbił ją na pal, na którym wtedy wisiała. Potem tarcza odcięła go od oglądania dalszych wspomnień.
Smok całą rozpacz przekuł w furię. Rzuciwszy się do przodu wykonał jedno zaklęcie, które momentalnie przebiło tarczę. Mag próbował się bronić, ale nie miał żadnych szans. W historii całego świata chyba tylko kilka osób miało okazję zginąć w tak okrutny, brutalny i bolesny sposób.

Pogrzebawszy ciało Elise w grobie daleko poza miastem smok skierował się z powrotem w stronę swojej jaskini. Wciąż nie mógł uwierzyć, że jego jedyny potomek ma już nigdy jej nie poznać. Że on i ona nigdy się do siebie nie przytulą, że nigdy nie porozmawiają.
Nagle, gdy wylądował już w pobliżu jego serce przepełnił dziwny strach, którego źródła nie mógł określić. Zaniepokojony, wbiegł szybko do środka swego domu. Ale to nie był jego dom. Wszystko było na swoim miejscu; książki, wygodne leże, wczorajszy posiłek. Wszystko było tak jak być powinno. Z wyjątkiem jednej, jedynej rzeczy. W środku nie było nikogo prócz niego. Jajo zniknęło. To już nie był jego dom. Jedynie schronienie, przed deszczem i niechcianym spojrzeniem. Ale jego dom odszedł na zawsze.
- Zniszczę cię, Karishenie!!! - wrzasnął tak głośno jak tylko potrafił, a echo jeszcze przez pół godziny krzyczało z nim krwawą obietnicę.

(2) Wydarzenia właściwe
(Gelarum)

Smoczyca westchnęła cicho. Pochyliła szyję, by móc spojrzeć ci w oczy, a następnie ułożyła się na miękkiej trawie, szykując w głowie odpowiedź.
- Wiesz, nie pamiętam moich rodziców. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Pierwszą rzeczą, jaką zapamiętałam, było to, że uciekałam przed czymś. Byłam wtedy bardzo mała, mniejsza nawet od ciebie. Nie wiem nawet przed czym chciałam uciec. - przerwała, by zaczerpnąć powietrza. Wydęła swoje ogromne nozdrza, większe nawet od twojej ręki. - Wtedy... wtedy zza drzew wyszedł mnich w habicie. Kiedy mnie zobaczył, był chyba równie przestraszony co ja. Oboje odskoczyliśmy od siebie nawzajem. Ale potem zbliżył się do mnie powoli, z jakby ulgą na twarzy. Zabrał mnie dokądś, gdzie regularnie przynosił mi pożywienie i chyba zajmował się mną najlepiej jak potrafił.
Patrzysz na smoczycę wyczekująco. Nie powinna sądzić, że tyle ci wystarczy. Gelarum wzdycha ponownie i kontynuuje:
- Nazywał mnie Gelarum. Po parunastu latach miałam go jednak już dość. Ledwo mieściłam się w tym malutkim pomieszczeniu w którym mnie zamknął. Nie chciałam jednak urazić jego uczuć, bo była to jedyna osoba, którą naprawdę znałam. Przez wiele dni zastanawiałam się nad najlepszym rozwiązaniem. Myślałam, jakby to dobrze było wyglądać tak jak on: dwie nogi, dwie ręce, krótką szyja. Jakby dobrze było mówić rąk jak on, powiedzieć mu co tak naprawdę czuję. Tak intensywnie o tym myślałam, że moje marzenie w końcu się ziściło. Nie wiem do końca jak to się stało, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że jestem taka, jakbym tego chciała. Wyglądałam dokładnie tak, jak mogę wyglądać teraz - jak młoda elfka o ładnych blond włosach i błękitnych oczach. Ostatecznie, udało mi się jakiś nakłonić go do wypuszczenia mnie z mojego więzienia.
Wtedy po raz pierwszy tak naprawdę wyszłam na ulicę miasta Fargoth. Miałam już dosyć tej ciągłej bezczynności i chciałam zacząć coś robić. Zaczęłam dość nieudolnie pytać się przechodzących ludzi o jakieś zadania do wykonania. Większość patrzyła na mnie trochę nieprzychylnie, ale w końcu natrafił się ktoś, kto oznajmił mi, że w bibliotece niedaleko jest wolna posada, a nawet dał mi wskazówki jak tam dotrzeć. Z bardzo dużym entuzjazmem trafiłam we wskazane miejsce i weszłam do środka.
Na początku nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić po końcu zmiany, więc po prostu zostawałam na noc w pracy. Tak naprawdę, to po prostu nie miałam gdzie pójść. Po jakimś czasie się ustatkowałam, miałam całkiem przytulny pokoik, w małym domku naprzeciwko mojego miejsca pracy. Z czasem uzyskiwałam coraz to wyższe stanowisko i w końcu przejęłam bibliotekę na własność. Do tej pory jestem jej właścicielką, dalej jestem bibliotekarką w Fargoth. Do czasu...

(3) Zawirowania
(Gelarum+Firnegal)
(Wydarzenia zawarte w wątkach)

Była wtedy zajęta studiowaniem inskrypcji zapisanych na ścianie świątynnej. Dookoła niej, ulicą przechodzili ludzie, zupełnie nie zwracając uwagi na zaczytaną bibliotekarkę. Wiele z tych tekstów było lekko zniszczonych i pokruszonych, co utrudniało ich interpretację.
- Co ty tu robisz?! - zapytał głośno gniewny głos. Należał on do kapłana, który chyba nie był przychylny tłumaczeniu znaków.
- Ja... - zawachała się - ja tylko czytam.
- Tylko czytasz? - Czarnowłosy nastroszył się. - Samą swoją obecnością bezcześcisz miejsce święte! Uciekaj stąd!
- Mogłabym wam to wszystko przetłumaczyć...
- Sprowadzisz na nas wszystkich katastrofę! - przerwał jej. - Nie można tłumaczyć świętych znaków! To wywoła gniew bogów! A teraz spadaj! - to mówiąc uderzył ją w tył czaszki, co bardzo zabolało.
- A co jeśli nie zamierzam? - zapytała, czując wzbierający w niej gniew. - Co jeśli tu zostanę?
Kapłan zacisnął wargi, zbity z pantykału. Do tej pory nikt nie ośmielał się bezpośrednio ignorować jego poleceń.
- Wtedy zostaniesz ukarana. - odpowiedział jej, choć stracił trochę werwy. - Bogowie tego tak nie zostawią, nie... - przerwał, przyciśnięty do ściany przez jej rękę, która nie wiadomo skąd znalazła w sobie tyle siły.
- Nędzny śmieciu. Przestań się tak do mnie odzywać, bo... - zatrzymała się. Właśnie, z ogromną siłą przycisksła głowę kapłana do ściany, tak, że ze zdartej skóry kapała krew. Mężczyzna ze strachem w oczach wpatrywał się w nią, tak jakby była aniołem śmierci. Zarówno nieduży fragment ściany, brukowanej uliczki i cały kapłan zostali oświetleni na biało przez coś, co po krótkiej obserwacji okazało się być nią samą. Gelarum, śmiertelnie przeraziła się możliwych skutków tego spotkania. Mogła przecież zrobić krzywdę jemu, gapiom, albo i jeszcze pouszkadzać okoliczne budynki. Szybko odwróciła się i odbiegła chowając twarz w dłoniach.

Jakiś czas później domyśliła się, że była wtedy na krawędzi przemiany, lecz w ostatniej chwili zdążyła zorientować się co się dzieje i uciec. Od tego incydentu panicznie bała się denerwować. Nie chciała nikomu zrobić krzywdy, a skoro nawet lekki gniew wywoływał taką reakcję, to musiała po wziąć jakieś kroki zapobiegawcze. Po dwu tygodniach odnalazła informacje o księdze, która mogła jej pomóc się opanować. Jej jedyny egzemplaż prawdopodobnie był teraz w mieście Meanos. Mimo, że żadko podróżowała, uznała tę sytuację za wyjątkową i całkowicie zamknęła swoją bibliotekę do odwołania. Zabrała się razem z karawaną przewożącą przyprawy i egzotyczne owoce. Na miejscu znaleźli się po paru dniach, a zmęczona smoczyca udała się do karczmy, by spożyć coś lepszego od suszonego mięsa.

Zamówiwszy ogromnych rozmiarów pieczeń usiadła gdzieś w rogu pomieszczenia by nie trzymać się na widoku. Zdążyła spożyć już spory jej kawał, ale wogóle się jeszcze nie nasyciła.

Za oknem pojawił się rycerz z niedużym pseudosmokiem u boku. Po chwili wszedł do środka. Gelarum miała wrażenie, że spoglądał na nią trochę dłużej, niżby wypadało. Obawiała się, że jakimś sposobem poznał jej mroczny sekret. Żeby zamaskować zdenerwowanie zamówiła kieliszek wina. Dziwnym trafem rycerz usiadł tuż obok niej i zagadał, odnośnie wyglądu miasta. Smoczyca, w pierwszej chwili czuła się dość niezręcznie, ale zważywszy na jego uprzejmy ton wyzbyła się podejrzeń. Odpowiedziała mu grzecznie i zbliżyła temat rozmowy do bardziej odległego od niej.

Rozmowę przerwały im hałasy, rozlegające się na zewnątrz. Kain, bo tak się nazywał rycerz wyszedł na zewnątrz by się rozejrzeć, a ona poszła za nim. Na plac zmierzało kilku skazańców, pilnowanych przez nieduży oddział straży i jednego czarodzieja, skupiającego się na jakiejś skazanej.
Nie mogła zrozumieć w jaki sposób można nazwać egzekucję ciekawą rozrywką. Odwróciła się z powrotem do wejścia nie chcąc uczestniczyć w wydarzeniach na ulicy. Wtedy jej uwagę ponownie przykuła więźniarka, której oprócz rutynowych strażników pilnował również czarodziej. Wyglądała raczej na dziecko, niż na niebezpiecznego więźnia. Musiała więc być starsza niż wygląda, a na dodatek umieć czarować. I musiała być mądra.
Coś, co ją wtedy ogarnęło, było bardzo dziwnym stanem. Doskonale wiedziała, co robi i co się może z tym wiązać. Jednak nic nie zmieniło jej decyzji, nawet świadomość, że to może być najgłupsza rzecz, jaką w życiu zrobiła. Wydęła flet i zaczęła grać najgłośniej i najpiękniej jak potrafiła. Nagle na ulicy zaległa cisza. Pochód stanął, i zarówno strażnicy jak i ludność na ulicy spojrzeli na nią że zdumieniem.
Wtedy kilku skazanych zorientowało się w sytuacji i wyrwało się trzymającym ich strażnikom. Rozpętał się chaos. Teraz większość więźniów zdołała uciec, żołnierze rozbiegli się na różne strony, szukając swoich więźniów. Ludzie biegali we wszystkie strony.
[...] Podbiegła do niej ta sama dziewczyna, której wcześniej pilnował czarodziej. Widocznie uznawszy ją za swoją wybawczynię, pociągnęła ją gdzieś, chyba chcąc spłacić dług. Ale było już za późno. To, co wcześniej mogło jeszcze uchodzić za zwykły żart, teraz już było pomocą w ucieczce. Zobaczyli je strażnicy i rozpoznawszy w czarodziejce imieniem Awel swojego więźnia, mieli też już dość jednoznaczne dowody na to, iż Gelarum jej pomaga.
Uciekły razem do budynku, który okazał się być pracownią alchemika. Awel pospiesznie wytworzyła magiczną mgłę, która rozeszła się po mieście. Smoczyca miała nadzieję, że wszystko wkrótce dobrze się skończy.

Obie wyszły na zalane oparami ulice miasta. Po drodze natknęły się na Kaina, który z jakiegoś powodu poszedł z nimi. Niestety, spadli z deszczu pod rynnę i okazało się, że są otoczeni przez łowców. Łowcy są elirarną formacją bojową w tym mieście, o której wie mało kto prócz samych mieszkańców.
Awel gdzieś znikła, pozostawiając ich na pastwę losu. Kain natomiast dzierżył miecz, lekko drgającymi ramionami. Był zdenerwowany, ale starał się to ukrywać. Świadomość, że jest gotowy walczyć, nawet zginąć w obronie słabszych lekko dodawała jej otuchy. Co prawda, ciężko było ją nazwać słabszą, ale i tak było to pokrzepiające.
[...] Szeregi rozstąpiły się przed rudowłosą kobietą, która kazała im iść za nią. Chcąc nie chcąc oboje wyruszyli za nią.
Weszli do tego samego budynku, z którego dopiero co wyszły z czarodziejką. Gelarum już wtedy spodziewała się, co się stanie. Alchemiczka przesłuchiwała ich przez jakiś czas.
[...] Na zewnątrz łowcy zmienili zdanie na temat przekazania jeńców w ręce Regane. W trybie natychmiastowym została ona uznana za zdrajczynię, a warsztat w równie szybkim tempie został podpalony.
Gdy tylko zorientowali się co się dzieje zostali sprowadzeni do składziku, w którego podłodze było zejście do podziemi. W magazynie, z niewiadomych powodów była Awel, zwisająca głową w dół z sufitu.

[...] Po zdjęciu jej, zeszli na dół. Smoczyca zrobiła to bardzo niechętnie, ale odgłosy płomieni skutecznie ją pogoniły. Nie zapamiętała dużo z środka. Czuła się, jakby ściany przygniatały ją swoją obecbością. Jedyny wyraźny moment, który zapamiętała to ten, w którym objęła rycerza ze strachu. Było to do tej pory najodważniejsze wyznanie, na jakie się zdobyła. Całą resztę pamiętała jak przez mgłę: duchy, portal, żywa skała o konsystencji galarety. No i przemiana.
Straciła wtedy poczucie bezpieczeństwa, które wypracowała sobie przez lata. Tak długo dawała sobie radę. Tak długo się opierała. Więc, dlaczego, dlaczego się przemieniła? Od tamtej chwili wątpi w swoją samokontrolę.

[...] Pełną świadomość tego, co robi udało jej się odzyskać dopiero po opuszczeniu kompleksu jaskiń. Nie miała pojęcia, co teraz. Jak wróci do swojej postaci? Jeśli się nie uda? Jak odzyska dawne życie?
Wtedy zobaczyła sunący po ziemi ogromny cień.



Nie mógł zapomnieć. Nie mógł wybaczyć. To, co mu odebrano na zawsze wyryło się w jego pamięci. Doskonale pamiętał, jak żegnał się z Elise. Miał w pamięci każde, najdrobniejsze nawet uwypuklenie na niemal gładkiej powierzchni zielonego jaja. Wreszcie pamiętał pokierszowane ciało wbite na pal. Pamiętał płonące budynki. Pamiętał, jakim był głupcem. I nie mógł wybaczyć, ani sobie, ani nikomu innemu.
Z tego, co miał nie pozostało mu nic. Patrzenie w gwiazdy, jak to robili razem nie sprawiało przyjemności. Niosło ból. W księgach zapisane były tylko puste słowa, miast mądrych stwierdzeń, jakie były tam niegdyś. Nawet sen nie niósł ukojenia. Przynosił koszmary. A honor? Ulotnił się wraz z poczuciem godności. Pozostała tylko krwawiąca skorupa. I zemsta.
Wiedział, że część czarodziejów, która zebrała się przeciwko niej, wciąż żyła. Może nawet dalej kryli się jak tchórze za murami Karishenu. I tylko to dalej trzymało go przy życiu. Chęć zemsty.
Co jakiś czas, kiedy budził się z wieloletniego koszmaru wybierał się na łowy. Na łowy do Karishenu. Rozbijał mury i bramy, przelatywał nad miastem. Zawsze czekał tylko na jedno: czarodziei. Tych, co chcą ochronić miasto. I tych, co chcą zabić. Chciał by zaatakowali, chciał pomścić jej śmierć. Ale nie spopielając. Chciał ich torturować. Obdzierać ze skóry. Wypalać oczy. Miażdzyć stopy. Dusić. I zabić.
W tych dniach obudził się i znów przepełnił go gniew. Znów pragnął zemsty na tych, którzy okradli go z rodziny. Nie czekał na nic, od razu wyruszył. Gdy był już niemal u celu, zobaczył walczących wojowników. To na pewno byli Karishenowie, te ochydne kopiące w ziemi robale. Skręcił, by tym razem naprawdę zmierzyć się z tymi złodziejami. Nie chciał ich nękać, pragnął ich przycisnąć do muru i zmusić do walki. Zmusić ich do bezcelowego oporu, by poczuli, jak silne może być poczucie beznadziei.
Wtem zauważył poruszający się kształt, większy od innych. Niemal od razu rozpoznał w nim innego smoka. Miał, a raczej miała, jak się później zreflektował, łuski w kolorze ciemnego granatu. Była nieduża, nie mogłaby stanowić dlań żadnego wyzwania. Tylko skąd, wziął się tu smok? Na tych pustkowiach nie ma niczego prócz tych nędznych wciąż zamieszkałych ruin, Karishenu. Co planował? Może był na usługach tych robali? W takim wypadku szybko by go uwolnił... Pomyślał i skierował się w tamtą stronę.



Zbliżający się podmuch powietrza był czymś nowym. Wiatr znikąd zaczął przybierać na sile, tak, że już nie można było go ignorować. Ziemię przemierzał cień, z zawrotną prędkością, której ona nigdy by nie utrzymała. Cień był ogromny, a Gelarum bała się choć spojrzeć na jego właściciela, a mimo to wiedziała, że należy on do smoka
W pierwszej, króciótkiej chwili odczuła przypływ euforii. Spotka innego smoka. Ale ta sama myśl wkrótce napawała ją przerażeniem. Bała się uciekać. Wiedziała, że nie zdąży, wyobrażała sobie jak smok ją złapie, przygniecie do ściany i zaśmieje się szyderczo.
Zamiast tego cień stanął w miejscu, wydał z siebie straszny głos. "Kim jestem? Po co przybyłam?" nie potrafiła znaleźć na te pytania odpowiedzi, tym bardziej, że była pod ogromną presją, martwiła się nie tylko o siebie ale i o przyjaciół.
- Jestem... nikim, panie. - zwróciła się w ten sposób w smoczej mowie do jaszczura - Znalazłam się tu przypadkiem...
- Pytałem, jak się nazywasz?! - przerwał jej groźnie, jeszcze bardziej ją speszając.
- Ja... Ge...larum - wyjąkała, czując, że zaraz się rozpłacze, a potem spłonie że wstydu.
Reakcja smoka była nie tyle dziwna, co zaskakująca, zupełnie niespodziewana. Najdziwniejsze było nie to, co powiedział, ale jak to powiedział. Zmienił ton na o wiele łagodniejszy i zapytał:
- Kto nadał to imię? - kiedy mówił spokojnie głos miał miły i przyjemny.
- Gruby mnich - odparła trochę bardziej ośmielona. Teraz odważyła się nawet nań spojrzeć. Miał smolistoczarną łuskę, wielkie zębiska i długaśny ogon. Wyglądał jakby....
W głowie smoczycy pojawił się obraz. Nie był on podsunięty telepatią, czy czymś innym. Pokazywał jej tego samego smoka. Widziała zamglone wejście do komnaty, czy też jaskini. Za to jego widziała wyraźnie. To na pewno był ten sam smok, który wisiał przed nią w powietrzu. Wydałwał się być zdenerwowany, jakby miał stawić się godzinę temu na ważne spotkanie, natomiast wciąż tkwił w miejscu. Przez głowę znikąd przebiegło jej słowo "jajo". Czarny smok powiedział coś i po chwili, jakby trochę uspokojony wyleciał przez wejście. Obraz znikł i teraz widziała przed sobą smoka z tępym niedowierzaniem na pysku.
- Mnich? Jak się on nazywał? - zapytał już dociekliwie.
- Nie ... miał... imienia...
- Gelarum... to ty? To naprawdę ty?
To co się wydarzyło było po prostu dziwne. Jak można pytać kogokolwiek o takie rzeczy? To było zupełnie pozbawione sensu. Nie była w stanie ogarnąć tego wszystkiego. Wróciła myślą do widzianego obrazu. Czuła, że to w nim tkwi klucz do zrozumienia. Zaczęła nad nim intensywnie rozmyślać. Aż nagle pojęła.
- Ta..to? - zapytała łamiącym się głosem.



Smoczyca nie była groźna. Po służalczym tonie, z jakim odpowiedziała na jego pierwsze pytanie wywnioskował, że nie służy Karishenom. Nie mogła, bo oni chcieli tylko się go pozbyć, natomiast ona jakby unikała walki. Nie uszła jego uwadze krew na jej łuskach, ale gdyby nie jej pojawienie się, zapewne już by wyglądał podobnie. Ale denerwował go fakt, że unikała odpowiedzi, dlatego ponowił pytanie, tylko trochę głośniej.
- Pytałem, jak się nazywasz?
- Ja... Ge...larum - odpowiedziała strasznie się jąkając, jakby obawiała się, że się ją za to zbije. Dopiero po chwili do niego dotarło. U ludzi, wielu posiada takie same imiona, bo jest ich bardzo dużo. U smoków na próżno jest szukać dwóch takich samych imion. A on, nazwał swe jajo właśnie nim. Rozpaliła się w nim iskierka nadziei, że cała ta beznadzieja, którą przeżywał była bezsensowna, a oto jest przed nim jego własna córka, którą stracił przed laty. Ale smoczyca była zbyt mała by je zapamiętać, nawet jeśli usłyszała co powiedział. Pozostawało więc jedno pytanie.
- Kto ci je nadał? - zapytał siląc się na łagodny ton głosu, starając się by niczego nie zauważyła.
- Gruby mnich... - usłyszał w odpowiedzi. Teraz, wsztstko się zgadzało, przecież ten człowiek był tam wtedy i wszystko słyszał. Czy to możliwe? Był już prawie pewien, ale musiał wiedzieć. To było dla niego zbyt ważne, by to przemilczeć. Ale jak miał się upewnić, że to był właśnie ten? Wtedy przypomniało mu się, że w jego obecności nazwał się Bezimiennym.
- Jak się nazywał? - zapytał, niespecjalnie zdając sobie sprawę z tego jak bardzo smoczyca jest skołowana jego dziwnymi pytaniami. Pewnie nic z tego, co do niej mówił z niczym jej się nie kojarzyło. Ale on za to doskonale znał powiązania między tymi pytaniami. Teraz już wręcz jedno słowo dzieliło go od pewności, że posiada córkę. Tak bardzo pragnął to usłyszeć, to jedno, jedyne słowo, to...
- Nie miał imienia. - powiedziała speszona Gelarum. Z trudem powstrzymał się od złapania jej i przytulenia do swojej masywnej piersi. Wpierw musiała wszystko zrozumieć, pojąć o co chodzi, poznać to co on wiedział. Nie żywiła do niego jeszcze ani krztyny zaufania i nie mógł jej za to winić. Zamiast nagłego wyrzucenia z siebie emocji z trudem wypowiedział tylko:
- Gelarum... to ty? To naprawdę ty?
- Ta...to?



Po pierwszym szoku zdołała się w końcu otrząsnąć. Miała ojca. Teraz wszystko będzie inaczej! Wszystko będzie takie inne, ale może zmieni się na lepsze? Nareszcie ma kogoś, kto jest taki jak ona, pomoże jej i doda otuchy. Wszystko się zmieni.
Pewnie wszystko zakończyłoby się zaproszeniem na herbatkę do jakiegoś przytulnego domu, lub też jaskini, gdyby nie Kain. Okazało się, że został zatruty jadowym ostrzem gdzieś na dole podczas walki. Alchemiczka zaoferowała się mu pomóc i przygotować coś, co mu pomoże. Awel, zdecydowała z jakichś przyczyn, że również w jakiś sposób mu pomoże. Natomiast ona... Wogóle nie znała się na truciznach, ten temat ją brzydził i zawsze czytając w jakiś niewyjaśniony sposób go omijała. Nie znała się również na odtrutkach. Nie mogła mu pomóc, a wielki smok wyglądał tak, jakby też na tym się nie znał. Wkrótce zaoferował, że znajdzie dla niego jakąś pomoc i zaczął szykować się do lotu. Gelarum, choć z krwawiącym sercem, zdecydowała się polecieć razem z nim, by znaleźć sposób pomocy Kainowi.