Oglądasz profil – Angven

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Angven
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lat

Aura

Silniejsza od przeciętnej emanacja. Jej kolor to wypadkowa barwy surowego żelaza, srebra z wyraźną domieszką cyny. Posiada niebanalną rubinowo-szafirową poświatę. Pierwszym dźwiękiem, który niemal uderza obserwującego aurę są dzikie zawodzenia cierpiących istot podszyte subtelnym trelem trzaskającego ognia. Aura wydziela drapiący w nos swąd gnijących zwłok. W dotyku jest twarda i miejscami bardzo ostra, a przy tym giętka. Jej smak jest niebanalny, trudny do określenia, ale z wyczuwalną nutą słodyczy.
Nazwa użytkownika:
Angven
Grupy:
Inne Postacie:
Ezechiel, Syntiel
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Angven

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
6 lat temu
Ostatnio aktywny:
3 tygodnie temu
Liczba postów:
110
(0.13% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Błyszczące Jezioro
(Posty: 72 / 65.45% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Przy brzegu Jeziora
(Posty: 72 / 65.45% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

Odnajdywanie portali, źródeł magiiW
Czytanie AurW
KartografiaO
AnatomiaO
BestiologiaO
DemonologiaO
MedycynaP
NaturianizmO
NekromancjaW
NiebianologiaO
PiekielnologiaO
Wiedza o duchachO
Władanie Bronią białą (miecze)W
UnikiO
AlchemiaO
ZielarstwoO
Pisanie i czytanieW
Akrobatyka i KuglarstwoW(Loteria)
SzewstwoM[loteria]

Cechy Specjalne

Niestabilność psychicznaZNie zawsze reakcje Angvena są zgodne z tym co powinien odczuwać. Prosty przykład: po seriach tortur czuje szczeście, zamiast bóju, lub kiedy ktoś mu pomoże uznaje tą osobę za wroga.

Magia

Przedmioty Magiczne

Księga czarów Ur'ZAK
Iskra SprawiedliwościARTAmulet, srebrny pentagram. Najdoskonalsza broń. Najpotężniejsza, lecz jest obarczona straszliwym kosztem. Dzięki niej da się rozpalić ogień, który nie zgaśnie dopóki nie wypali skazanego, ale kosztem każdego użycia jest spalenie części duszy użytkownika. Po latach używania, użytkownik staje się jak żywy trup. Nie ma własnej woli, pragnień, ale wciąż żyje.
Kostur CzarnoksiężnikaART(Loteria) magiczny artefakt, który kumuluje magię, dzięki czemu co jakiś czas można wystrzelić magiczne pociski, które zamieniają Niebian w proch, jeżeli ci nie przebywają pod anielską postacią. Uwaga! Użycie grozi śmiercią właściciela, a w najlepszym wypadku zabiera mu 20 lat życia i nieodwracalnie postarza go.
Kawałek kamiennego sercaZACWidać w nim czasami, co robi posiadacz drugiej części.[loteria]

Charakter

Charakter Angvena jest trudny do określenia. Jak mało kto dostrzega piękno tego świata, często jest miły, jego zachowania nie świadczą o tym, że kiedyś był mordercą. Jednak samotność, odrzucenie, śmierć matki i stracona miłość, wycisnęły silne piętno na jego osobowości. Wielokrotnie upraszcza ludzkie życie do waluty, mało znaczącego przedmiotu, wtedy zdolny jest do ponownego mordowania ludzi dla zachcianki. Bywa nieczuły na wszystkie emocje i uczucia, jak i na odwrót, wręcz przewrażliwiony. Często nie może zasnąć, nękany cieniem przeszłości. Jednak kiedy jest, nazwijmy to stabilny, wydaje się bardzo dobrym, opiekuńczym człowiekiem, który niesie szczęście, w każdy zakątek gdzie pójdzie, lecz zawsze trawi go wewnętrzny smutek, zbrodnie przypominają o sobie. Jest rozdarty między dobrem i złem.

Wygląd

Średniego wzrostu, dobrej budowy mężczyzna. Ramiona barczyste, nogi umięśnione. Włosy czarne, długie, zwykle skryte pod kapturem. Ciężko dostrzec oczy przez zwisające fragmenty grzywki. Lecz jeśli komuś to już się uda dostrzeże, że lewa tęczówka jest barwy fioletu, gdy prawa jest czarna jak węgiel. Delikatna, młodo wyglądająca twarz jest zwykle pogrążona w smutku i powadze. Zarost liczący parę dni, jest spowodowany długimi podróżami. Skóra barwy wyblakłego pergaminu. Usta drobne, barwy młodych płatków różanych.
Co do stroju, jest on ściśle związany ze stanowiskiem. Na grzbiet zwykle narzuca szarą koszulę, zaś na dół bieliznę oczywiście i stare wysłużone skórzane spodnie. Pancerz z grubej ćwiekowanej skóry zakładany na strój codzienny jest nieodłącznym elementem, nawet na przyjęciach. Na szyi wisi zawsze Iskra Sprawiedliwości. Na całość jest narzucony jeszcze czarny płaszcz.
Co do wymowy, tu przejawia się jego szlachecka krew. Mówi dostojnie, delikatnie, lecz stanowczo. Może nie z łatwością przychodzą mu wystąpienia publiczne, ale jak już się na nie zdecyduje są one wielkie.

Historia

-Chcesz posłuchać mojej historii? Dobra to zaczynajmy. W pewnej wsi żył sobie pewien lord. Miał duży dwór, żonę i mnóstwo służek. Warto dodać, że połowa tych służek była również jego kochankami. Było to wszem i wobec wiadome, nawet żona lorda o tym wiedziała i zanadto jej to nie przeszkadzało. Jedną z nich była moja matka. Kiedy jej pan dowiedział się, że zaszła w ciążę i najprawdopodobniej z nim, wyrzucił ją na bruk.
Matka wychowywała mnie do piątego roku życia, później się powiesiła. Nie dała rady emocjonalnie. Sąsiadka zawiozła mnie do sierocińca parę wiosek dalej.
Życie tam było okropne. Dzieciaki nie dawały mi spokoju, zrobiły ze mnie kozła ofiarnego. Jak miałem już osiem lat, pewnego razu uciekłem do lasu, wpadłem do dziury w ziemi. Wtedy uznałem to za niefart, bo zwichnąłem kostkę, ale zmalałem miejsce w którym czułem się bezpieczny.
Była to kamienna piwnica, kryjówka nekromanty, niejakiego Ur'Dula. Sam staruszek już nie żył, ale jeszcze za życia przygotował się na przyjecie praktykanta. Stworzył lokaja szkieleta i księgę, przez którą mógł przemawiać i dzielić się swoją wiedzą. Przy tym pierwszym spotkaniu stwierdził, że właśnie dla takiego jak ja zostawił to miejsce. Zostałem więc oficjalnie uczniem mistrza Ur'Dula, który uczył mnie przez to opasłe tomisko. Był to jego pojemnik w tym świecie, zaś lokaj dbał przez lata by to miejsce nie zarosło brudem, a z momentem mego pojawienia się i nazwania uczniem, jego zadanie dobiegło końca, co sprawiło, że odszedł na wieczny spoczynek. Spędziłem tam parę dni, następnie musiałem wrócić, by mnie nie uznali za zmarłego. Właścicielka sierocińca była bardzo wkurzona, dostałem od niej niezłe lanie.
Od tego czasu przez dwa lata codziennie chodziłem do kryjówki by się uczyć. Kiedy już posiadłem podstawy trzeba było spróbować praktyki. Z sierocińca ''magicznie'' zaczęli znikać wszyscy moi dręczyciele. Po paru tygodniach zostałem tylko ja, dwie dziewczynki i właścicielka. Wtedy mój mistrz Ur'Dul stwierdził, że trzeba mnie sprawdzić. Zebrałem księgę do sierocińca i całą noc uczyłem się pod przewodnictwem mistrza, by jak wstanie słońce wymordować wszystkich pozostałych. I tak się stało. O wschodzie Słońca, schowałem księgę-mistrza pod łóżkiem, jedynie dzięki temu ocalał. Czarem zabiłem starą złośnicę. A kiedy zbierałem się by to samo zrobić z dziewczynkami, do sierocińca wpadli zakonnicy, łowcy nekromantów. Trzy wysokie postacie w pełnych zbrojach zaczęły na mnie biec. Uciekałem do kryjówki i to był błąd. Dotarli tam za mną, weszli, pojmali mnie, a całą kryjówkę spalili. Postawili mi ultimatum:''Idziesz z nami i zostajesz zakonnikiem jak my, albo cię zabijemy''. Zgodziłem się, zabrałem swoje ubrania, parę zabawek i uratowaną księgę.
Dorastałem w murach zakonu, ucząc się o wszystkim, co może zagrażać prostemu ludowi. Uczyłem się magii w odmiennym celu niż wcześniej, obronnym, nie służącej do zabijania ludzi lecz zapobiegania mordom, nie zmienia to jednak faktu że mimo to dalej studiowałem nekromancję pod skrzydłami mego mistrza. Kiedy miałem już siedemnaście lat, zakochałem się w pewnej zielarce, która żyła niedaleko zakonu i przynosiła nam zioła. To była miłość z odwzajemnieniem. Przez rok się spotykaliśmy. I wtedy poznała pewnego szlachcica. Zapomniała o mnie, stałem się cieniem, on był światłem do którego dążyła jak ćma. Wtedy znów sięgnąłem po mroczną magię. Utkałem sieć intryg, morderstw, wymuszeń i po pół roku stałem się pełnoprawnym łowcą plugawych, posiadłem prawo do oskarżania i egzekucji ludzi o powiązania z nekromancją bez niczyjego nadzoru. Posiadłem symbol stanowiska - Iskrę Sprawiedliwości. Oskarżyłem owego szlachcica o powiązania z nekromantami, o dawanie im schronienia. Dzień później dokonałem egzekucji na środku miasta. Miałem odzyskać swą jedyną ukochaną, lecz ona... Ona wskoczyła w ten ogień i spłonęła razem z nim w ostatnim uścisku. Od tamtego czasu jak zdołałeś się przekonać wykonuje swoje obowiązki i chronię ludzi przed takimi jak ty.
Od razu robi się lżej na sercu. O, jak się rozgadałem. Pora najwyższa cię skremować. W końcu, twoi koledzy mogą tu wrócić.- Skończył, wstał otrzepał płaszcz, wymamrotał parę dziwnych słów i zwłoki stanęły w płomieniach. Angven zaś wrócił do zakonu.