[Dalsze obrzeża Rapsodii] Za późno
: Nie Sty 11, 2026 3:05 pm
Zira zmarszczyła brwi na sugestie Elion. Wprawdzie mogła zagadać strażników, ale niewiele by to dało. Na dodatek panika w głosie kobiety tylko potwierdzała, iż jest ona przedstawicielką piekielnych. Wilkołaczka już to dobrze wiedziała, nic jednak nie mówiła. Nie uważała, aby pokusa była ów zagrożeniem, przed którym miasto zaczęło się bronić. Raczej ofiarą postronną. Zmiennokształtna musiała wymyślić sposób na wyprowadzenie jej poza barierę. W końcu strażnicy powinni się skupić na prawdziwym wrogu.
Niespodziewanie ich myszołacza zguba pojawiła się nagle w towarzystwie mężczyzny, który ewidentnie nie miał dobrych zamiarów. Miał on proste, mieszczańskie ubrania. Nie wyglądał na biednego ani bogatego. Przeciętny brunet o ciemnych oczach. Praktycznie niczym się nie wyróżniał. Jednakże coś w jego spojrzeniu przyprawiało o ciarki. Zira gotowa była bronić dziewczynkę, nawet jeśli musiałaby przybrać wilczą formę w tym momencie i zdradzić wszystkim, czym tak naprawdę jest.
Jednakże nim ktokolwiek zdołał jakkolwiek zareagować, mężczyzna otworzył portal, który wciągnął zarówno Elion oraz Nefertiti. Zira stojąca w polu rażenia również dołączyła do tego grona.
Cała grupa znalazła się na obrzeżach miasta poza barierą, którą piekielni nie mogli przekroczyć niezależnie czy z zewnątrz, czy z wewnątrz.
- Eliza! Szukałem cię całe wieki, nawet śmierć mi na przeszkodzie nie stanęła… - mężczyzna głosem pełnym smutku i tęsknoty, nie zwracając już większej uwagi na Nefertiti.
Zira chwyciła myszołączkę za rękę i zaciągnęła, aby ta stała za nią na wszelki wypadek. Na razie jednak tylko uważnie przyglądała się rozwojowi sytuacji, nieznajomy wyglądał na osobę zdesperowaną, ale niekoniecznie złą. Niespodziewanie imię „Eliza” przywołało bardzo odległe wspomnienia. Zmiennokształtna niemalże odruchowo spojrzała na znamię w kształcie serca na swojej dłoni.
- Eliza…? – szepnęła w stronę Elion, obserwując jej reakcje, po czym swoją uwagę zwróciła na napastnika. Poczuła woń jego aury, jednakże nie był to pojedynczy zapach. Jakby dwie zupełnie różne emanacje walczyły między sobą o przejęcie kontroli.
Wilkołaczka jako początkująca nekromanta szybko zdała sobie sprawę, co to może znaczyć. Człowiek, którego widzieli, musiał być opętany i najwyraźniej miał jakąś niedokończoną sprawę tu na ziemi, która musiała być powiązana z piekielną.
- Najdroższa moja… Już nic nas nie rozłączy – mówił mężczyzna z obłędem w oczach, podchodząc do pokusy i posuwając się nawet do tak zuchwałego czynu, jakim było dotknięcie jej policzka w czułym geście. Co w innej sytuacji mogłoby być nawet romantyczne, ale obłęd w oczach nieznajomego nieszczególnie w tym pomagał – Chodź ze mną… Proszę, chodź… - mówił z szaleńczym uśmiechem, ostrożnie chwytając piekielną za ręce.
Gdy tylko zdołał przyciągnąć ją bliżej siebie, temperatura wokół wzrosła, natomiast w powietrzu pojawiły się iskry, które lądując na suchej trawie, wzniecały coraz to liczniejsze ogniska.
- Elion, Nefertiti lepiej się stąd wynośmy! Teraz! – Zira niemalże warknęła, zdając sobie sprawę, iż mają czynienia z duchem, który, nawet jeśli początkowo nie miał złych intencji obecnie będzie w stanie posunąć się do absolutnie wszystkiego, aby osiągnąć swój cel, nieważne jak bardzo byłby okrutny i brutalny.
Niespodziewanie ich myszołacza zguba pojawiła się nagle w towarzystwie mężczyzny, który ewidentnie nie miał dobrych zamiarów. Miał on proste, mieszczańskie ubrania. Nie wyglądał na biednego ani bogatego. Przeciętny brunet o ciemnych oczach. Praktycznie niczym się nie wyróżniał. Jednakże coś w jego spojrzeniu przyprawiało o ciarki. Zira gotowa była bronić dziewczynkę, nawet jeśli musiałaby przybrać wilczą formę w tym momencie i zdradzić wszystkim, czym tak naprawdę jest.
Jednakże nim ktokolwiek zdołał jakkolwiek zareagować, mężczyzna otworzył portal, który wciągnął zarówno Elion oraz Nefertiti. Zira stojąca w polu rażenia również dołączyła do tego grona.
Cała grupa znalazła się na obrzeżach miasta poza barierą, którą piekielni nie mogli przekroczyć niezależnie czy z zewnątrz, czy z wewnątrz.
- Eliza! Szukałem cię całe wieki, nawet śmierć mi na przeszkodzie nie stanęła… - mężczyzna głosem pełnym smutku i tęsknoty, nie zwracając już większej uwagi na Nefertiti.
Zira chwyciła myszołączkę za rękę i zaciągnęła, aby ta stała za nią na wszelki wypadek. Na razie jednak tylko uważnie przyglądała się rozwojowi sytuacji, nieznajomy wyglądał na osobę zdesperowaną, ale niekoniecznie złą. Niespodziewanie imię „Eliza” przywołało bardzo odległe wspomnienia. Zmiennokształtna niemalże odruchowo spojrzała na znamię w kształcie serca na swojej dłoni.
- Eliza…? – szepnęła w stronę Elion, obserwując jej reakcje, po czym swoją uwagę zwróciła na napastnika. Poczuła woń jego aury, jednakże nie był to pojedynczy zapach. Jakby dwie zupełnie różne emanacje walczyły między sobą o przejęcie kontroli.
Wilkołaczka jako początkująca nekromanta szybko zdała sobie sprawę, co to może znaczyć. Człowiek, którego widzieli, musiał być opętany i najwyraźniej miał jakąś niedokończoną sprawę tu na ziemi, która musiała być powiązana z piekielną.
- Najdroższa moja… Już nic nas nie rozłączy – mówił mężczyzna z obłędem w oczach, podchodząc do pokusy i posuwając się nawet do tak zuchwałego czynu, jakim było dotknięcie jej policzka w czułym geście. Co w innej sytuacji mogłoby być nawet romantyczne, ale obłęd w oczach nieznajomego nieszczególnie w tym pomagał – Chodź ze mną… Proszę, chodź… - mówił z szaleńczym uśmiechem, ostrożnie chwytając piekielną za ręce.
Gdy tylko zdołał przyciągnąć ją bliżej siebie, temperatura wokół wzrosła, natomiast w powietrzu pojawiły się iskry, które lądując na suchej trawie, wzniecały coraz to liczniejsze ogniska.
- Elion, Nefertiti lepiej się stąd wynośmy! Teraz! – Zira niemalże warknęła, zdając sobie sprawę, iż mają czynienia z duchem, który, nawet jeśli początkowo nie miał złych intencji obecnie będzie w stanie posunąć się do absolutnie wszystkiego, aby osiągnąć swój cel, nieważne jak bardzo byłby okrutny i brutalny.