Serenaa. Wielkie, portowe miasto, rzucone na brzegu Morza Cieni niczym ciemnozłota perła. Od północy oblane mrocznymi wodami, na południu jedynie wysoki mur oddziela je od nieprzyjaznych piasków pustyni.
Nick przesunął wzrokiem po szumiących cicho palmach porastających całe nadbrzeże, licznych statkach zawijających do portu i mrowiu istot, płynących w tę i z powrotem ciasnymi uliczkami. Spirale dróg i przejść ciągnęły się w górę, stożkowo oplatając wzgórze, na szczycie którego znajdował się pałac Króla. Królewskie ogrody wybuchały zielenią, eksplodując we wszystkie strony i zwieszając się z pałacowych murów.
Serenaa. Kupieckie miasto wypełnione egzotycznymi przyprawami, językami z każdego zakątka Alaranii i księgami ze wszystkich stron świata (tak, tak, księgami. Nick zdążył już dorwać w swoje szpony dwie czy trzy, zanim jeszcze na dobre przekroczył bramy miasta).
To tutaj zaprowadził go trop zgubionego zwoju. Po masakrze księcia w Arturonie, aktualny posiadacz zwoju ruszył brzegiem morza i skierował się właśnie do Sereny. Jego intencje nadal były niepewne, ale diabeł miał niejasne przeczucie, że życie kolejnego z dziedziców może być w niebezpieczeństwie. Czuł też ciążącą na sobie odpowiedzialność, bo wrót do przyzwania TAKICH demonów nie powinien dzierżyć żaden śmiertelnik. No i to puste miejsce na półce!
Ponownie zacisnął ze złości pięści. Wycieczka do Alaranii była intrygująca i z pewnością wiele się z niej nauczył, ale chciałby już wrócić do wygodnego fotela i otulającej ciszy Piekielnej Biblioteki. Do domu. Na to jednak nie zanosiło się zbyt szybko, bo trop, którym podążał od kilku dni, utopił się w mrowiu ludzi wypełniających miasto.
Piekielnik westchnął ciężko, cmoknął na Pana Oberka i prowadząc go za uzdę, skierował się w stronę głównej bramy. Przyzwyczaił się już do tego upartego stworzenia i nawet znalazł z nim nić porozumienia. Przynajmniej przez większość czasu, bo teraz Oberek złośliwie podskubywał mu rękaw koszuli.
- Przestań, cholero jedna! - warknął na niego, niecierpliwie machając ręką.
Widok czarnych pazurów przypomniał mu, że ludzie zazwyczaj boją się piekielników i wiele spraw łatwiej będzie załatwić w bardziej przyjaznej powłoce.
Odetchnął głęboko, rozłożył ręce i zaintonował kilka śpiewnych słów. Jego czarna skóra pokryła się jaśniejącymi znakami, a ciało zaczęło się kurczyć i przeobrażać. Po chwili przed ogierem stał blady arystokrata o kręconych, kasztanowych włosach i oczach w kolorze północnej mgły. Wygładził poły koszuli, poprawił torbę na ramieniu i spokojnym krokiem ruszył w stronę bramy.
Serenaa ⇒ Pogromca królów
- Nick
- Błądzący na granicy światów
- Posty: 22
- Rejestracja: 7 lat temu
- Rasa: Diabeł
- Profesje: Inna , Kolekcjoner , Badacz
- Kontakt:
- Saule
- Zbłąkana Dusza
- Posty: 3
- Rejestracja: 3 tygodnie temu
- Rasa: Lisołak
- Profesje: Bard , Wędrowiec , Najemnik
- Kontakt:
Niewiele wcześniej tego samego dnia, do portu zawinął statek. Oczywiście, do tak wielkiego i znanego portu, zawijało ich dziennie całe mnóstwo i o ile nie był to długo wyczekiwany transport luksusowych dóbr, oczekiwany przez znamienitych mieszkańców, nie przykuwało to niczyjej uwagi. Zwłaszcza, że statek nie był szczególnie imponujący, nie powiewała na nim bandera żadnego możnego rodu, ani znaczącej gildii, był to zwykły transportowiec, przywożący ładunek bawełny, który przy okazji, w okazyjnej cenie, zabierał na pokład kilku niewymagających i stanowczo, nie oczekujących wygód, podróżnych.
Z podkładu tego właśnie statku, wysiadła Saule. Miała na sobie swój zwyczajny, prosty ale porządny strój podróżny, na plecach spory plecak, oraz ukochane skrzypce. Skakała od knechta do knechta, pochłonięta kawałkiem pergaminu, w który zaciekle się wczytywała, jednocześnie jedząc jabłko, trzymanie dłonią, ciemną od inkaustu.
Tak zaczytana, nie zauważyła, że pomost się skończył a ona sama wkroczyła do dzielnicy portowej, stanowczo od tej mniej porządnej strony. Raczej w rejon ciemnych (nawet mimo słonecznego dnia) zaułków, ciemnych interesów i smutnych panów o niejasnej reputacji.
I idąc tak właściwie na ślepo, wpadła na miękką, śmierdzącą potem ścianę, którą okazało się cielsko takiegoż typa, który właśnie z kilkoma znajomymi dyskutował z inną grupą ważna kwestię, czy ktoś ma tam jakiś problem.
Jabłko wyleciało jej z dłoni i potoczyło się na bok, pergamin trzymała mocno i podniosła swoje wielkie zielone oczy na "scianę"
- E lalunia, uważaj trochę! - warknął mężczyzna, a jego głos jasno dawał do zrozumienia, że ma za sobą wiele wypalonego tytoniu i wypitych trunków. Jeden z jego towarzyszy, jegomość o małej ilości czarnych zębów, zarechotał.
- Czego tu szukasz co? Może towarzystwa? Bardzo chętnie ci je zapewnimy... - Nie odpowiedziała, jej oczy zwęziły się groźnie do szparek, a dłoń niepostrzeżenie powędrowała za pas, gdzie miała sztylety.
Z podkładu tego właśnie statku, wysiadła Saule. Miała na sobie swój zwyczajny, prosty ale porządny strój podróżny, na plecach spory plecak, oraz ukochane skrzypce. Skakała od knechta do knechta, pochłonięta kawałkiem pergaminu, w który zaciekle się wczytywała, jednocześnie jedząc jabłko, trzymanie dłonią, ciemną od inkaustu.
Tak zaczytana, nie zauważyła, że pomost się skończył a ona sama wkroczyła do dzielnicy portowej, stanowczo od tej mniej porządnej strony. Raczej w rejon ciemnych (nawet mimo słonecznego dnia) zaułków, ciemnych interesów i smutnych panów o niejasnej reputacji.
I idąc tak właściwie na ślepo, wpadła na miękką, śmierdzącą potem ścianę, którą okazało się cielsko takiegoż typa, który właśnie z kilkoma znajomymi dyskutował z inną grupą ważna kwestię, czy ktoś ma tam jakiś problem.
Jabłko wyleciało jej z dłoni i potoczyło się na bok, pergamin trzymała mocno i podniosła swoje wielkie zielone oczy na "scianę"
- E lalunia, uważaj trochę! - warknął mężczyzna, a jego głos jasno dawał do zrozumienia, że ma za sobą wiele wypalonego tytoniu i wypitych trunków. Jeden z jego towarzyszy, jegomość o małej ilości czarnych zębów, zarechotał.
- Czego tu szukasz co? Może towarzystwa? Bardzo chętnie ci je zapewnimy... - Nie odpowiedziała, jej oczy zwęziły się groźnie do szparek, a dłoń niepostrzeżenie powędrowała za pas, gdzie miała sztylety.
- Nick
- Błądzący na granicy światów
- Posty: 22
- Rejestracja: 7 lat temu
- Rasa: Diabeł
- Profesje: Inna , Kolekcjoner , Badacz
- Kontakt:
Przejście obok strażników nie było trudne - wystarczył bezradny urok zagubionego szlachcica i fałszywe papiery. Z torbą na ramieniu Nick przemierzał zatłoczone uliczki miasta, chwytając strzępki rozmów, spojrzeń i śmiechów. Na większych i mniejszych stoiskach znajdowało się wszystko, czego rogata dusza mogłaby zapragnąć - od smoczych owoców, przez rozgwiazdy i granatowe perły, po księgi, eliksiry czy nawet narkotyki. To właśnie w ślad za tymi ostatnimi ruszył diabeł. Chociaż zdecydowanie bardziej wolałby spacerować po zalanych słońcem placach z fontannami czy szumiącym morskim śpiewem nadbrzeżu, przeczucie mówiło mu, że to właśnie w Zakazanej Dzielnicy może się ukrywać posiadacz zwoju.
Zakazana Dzielnica oczywiście nie była formalnie "zakazana". Jej nazwa nawiązywała głównie do tego, że porządni obywatele zakazywali swoim dzieciom zapuszczania się do niej, a każdy wyrzutek, każda kanalia, która miała zatarg z prawem, mogła znaleźć schronienie w jej ciemnych kątach. Dystrykt był pełen podupadających ruder, niskich przejść pod rozwieszonymi, dziurawymi baldachimami i zaniedbanych spelun.
Piekielnik rozejrzał się przez ramię, przykucnął i pozwolił, by jego blada dłoń ponownie zamieniła się w zakończoną czarnymi pazurami. Wyrysował na piasku sygilę poszukiwania, obdarzoną pośrodku symbolem piekielnej biblioteki. Położył na niej dłoń, zacisnął mocno oczy i skoncentrował się na zwoju, przywołując go niczym gęsia matka chcąca zabrać swoje pisklę do gniazda. Przez chwilę jego uszy wypełniła ogłuszająca cisza, z której powoli zaczęły wyłaniać się dźwięki i obrazy. Dojrzał cieniutką, fioletową linię magii, prowadzącą przez drewniane drzwi do kilkupiętrowego budynku z balkonem. Ze środka dobiegały śmiechy kobiet i brzdęk szkła. Powietrze miało silny zapach cielesnego piżma i kwiatów. Coś w tym miejscu go zaniepokoiło, coś co było na wyciągnięcie szponów...
Nick rozszerzył nozdrza, zaciągnął się wizjowym zapachem i ruszył szybkim krokiem przed siebie. Potrącał ramieniem przechodniów, ktoś coś na niego warknął, jednak on w ogóle tego nie zauważał. Szedł coraz szybciej i szybciej...
Aż nagle bum! - trop zniknął. Zamglone fioletem oczy diabła powróciły do normalnej postaci. Przed sobą ujrzał trzech oprychów otaczających małą, lisią dziewczynę. Porządny, choć sfatygowany strój lisołaczki nie pasował do tej dzielnicy, ale w jej zdeterminowanym spojrzeniu Nick dostrzegł błysk groźby. Sięgała po schowane za plecami noże, szykując się do walki.
"Ona nie ma z nimi szans" pomyślał i zwrócił się do grubasa, roztaczającego aurę przywódcy
- Spływajcie stąd, ta panna nie chce waszego towarzystwa.
- Proszę proszę, a cóż to za piękne książątko? Paniczyk zgubił drogę do pałacowych ogrodów? - zarechotał niższy z nich, szczerbaty oprych z dwukolorowymi oczami.
- Wynoście się, zanim stracę cierpliwość - warknął Nick, a na jego dłoni zagrała kula ognia. Czerwone ogniki zamigotały również w jego oczach, nadając mu przez moment upiorny wygląd. Pochylił lekko głowę, mierząc rzezimieszków spojrzeniem spode łba i machnął niedbale ręką, posyłając pocisk w kierunku jednego z nich. Nie zamierzał go trafić - po co miał zabijać głupiego ziemianina, skoro niczego by na tym nie zyskał. Od lat nie widział już pożytku w zabijaniu innych istot, co samo w sobie dyskryminowało go z piekielnej hierarchii. Na szczęście o tę nie dbał w ogóle.
Kula ognia wypaliła dziurę w ścianie obok głowy oprycha, osmalając mu przy tym połowę włosów.
- Dobra, dobra, po co te nerwy? Chcieliśmy się tylko zaprzyjaźnić... - burknął "przywódca" unosząc ręce i powoli się wycofując. Obrzucił jeszcze Nicka nieprzyjaznym spojrzeniem i zniknął w cieniu jednego z zaułków.
Po chwili pozostali przestępcy również wycofali się w głąb uliczki, a razem z nimi zniknął piekielny wyraz oczu Nicka. Skierował swoje ponownie błękitne spojrzenie na dziewczynę i przechylił lekko głowę.
- Nic ci nie jest panienko? - zapytał, wyciągając do niej rękę.
Zakazana Dzielnica oczywiście nie była formalnie "zakazana". Jej nazwa nawiązywała głównie do tego, że porządni obywatele zakazywali swoim dzieciom zapuszczania się do niej, a każdy wyrzutek, każda kanalia, która miała zatarg z prawem, mogła znaleźć schronienie w jej ciemnych kątach. Dystrykt był pełen podupadających ruder, niskich przejść pod rozwieszonymi, dziurawymi baldachimami i zaniedbanych spelun.
Piekielnik rozejrzał się przez ramię, przykucnął i pozwolił, by jego blada dłoń ponownie zamieniła się w zakończoną czarnymi pazurami. Wyrysował na piasku sygilę poszukiwania, obdarzoną pośrodku symbolem piekielnej biblioteki. Położył na niej dłoń, zacisnął mocno oczy i skoncentrował się na zwoju, przywołując go niczym gęsia matka chcąca zabrać swoje pisklę do gniazda. Przez chwilę jego uszy wypełniła ogłuszająca cisza, z której powoli zaczęły wyłaniać się dźwięki i obrazy. Dojrzał cieniutką, fioletową linię magii, prowadzącą przez drewniane drzwi do kilkupiętrowego budynku z balkonem. Ze środka dobiegały śmiechy kobiet i brzdęk szkła. Powietrze miało silny zapach cielesnego piżma i kwiatów. Coś w tym miejscu go zaniepokoiło, coś co było na wyciągnięcie szponów...
Nick rozszerzył nozdrza, zaciągnął się wizjowym zapachem i ruszył szybkim krokiem przed siebie. Potrącał ramieniem przechodniów, ktoś coś na niego warknął, jednak on w ogóle tego nie zauważał. Szedł coraz szybciej i szybciej...
Aż nagle bum! - trop zniknął. Zamglone fioletem oczy diabła powróciły do normalnej postaci. Przed sobą ujrzał trzech oprychów otaczających małą, lisią dziewczynę. Porządny, choć sfatygowany strój lisołaczki nie pasował do tej dzielnicy, ale w jej zdeterminowanym spojrzeniu Nick dostrzegł błysk groźby. Sięgała po schowane za plecami noże, szykując się do walki.
"Ona nie ma z nimi szans" pomyślał i zwrócił się do grubasa, roztaczającego aurę przywódcy
- Spływajcie stąd, ta panna nie chce waszego towarzystwa.
- Proszę proszę, a cóż to za piękne książątko? Paniczyk zgubił drogę do pałacowych ogrodów? - zarechotał niższy z nich, szczerbaty oprych z dwukolorowymi oczami.
- Wynoście się, zanim stracę cierpliwość - warknął Nick, a na jego dłoni zagrała kula ognia. Czerwone ogniki zamigotały również w jego oczach, nadając mu przez moment upiorny wygląd. Pochylił lekko głowę, mierząc rzezimieszków spojrzeniem spode łba i machnął niedbale ręką, posyłając pocisk w kierunku jednego z nich. Nie zamierzał go trafić - po co miał zabijać głupiego ziemianina, skoro niczego by na tym nie zyskał. Od lat nie widział już pożytku w zabijaniu innych istot, co samo w sobie dyskryminowało go z piekielnej hierarchii. Na szczęście o tę nie dbał w ogóle.
Kula ognia wypaliła dziurę w ścianie obok głowy oprycha, osmalając mu przy tym połowę włosów.
- Dobra, dobra, po co te nerwy? Chcieliśmy się tylko zaprzyjaźnić... - burknął "przywódca" unosząc ręce i powoli się wycofując. Obrzucił jeszcze Nicka nieprzyjaznym spojrzeniem i zniknął w cieniu jednego z zaułków.
Po chwili pozostali przestępcy również wycofali się w głąb uliczki, a razem z nimi zniknął piekielny wyraz oczu Nicka. Skierował swoje ponownie błękitne spojrzenie na dziewczynę i przechylił lekko głowę.
- Nic ci nie jest panienko? - zapytał, wyciągając do niej rękę.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość