Nowa Aeria[Gdzieś w mieście] I o co tyle zachodu?

Podczas Wielkiej Wojny Aeria została zrównana z ziemią, jedyne co po niej pozostało to sterta gruzów. Zanim Wielka Armia dotarła do miasta Król ewakuował ludność w góry, sam zaś zginą broniąc bram miasta. Po wojnie Aerczycy postanowili odbudować miasto, dziś na jego gruzach powstała Nowa Aeria - piękne, przyjazne, nowe miasto, niesplamione jeszcze żadną wojną.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

[Gdzieś w mieście] I o co tyle zachodu?

Post autor: Shaydh »

        Tego popołudnia było wyjątkowo duszno. Samo przebywanie na zewnątrz dotkliwie dawało się we znaki, a co dopiero bardziej gwałtowne akcje, jak na przykład bieg. Niestety niecierpliwość Shaydh zmusiła ją do biegania, a wraz z nią trzech strażników miejskich w grubych zbrojach skórzanych.
        Ostatni raz zwędziłaś coś w biały dzień, idiotko, zganiła się w myślach, ale użyteczność tego była nad wyraz wątpliwa. W tym przypadku liczyła się jedynie siła w nogach i ewentualna znajomość miasta, której jednak elfce wybitnie brakowało. Sama nie wiedziała, dokąd zmierza, wzdłuż swojej trasy zauważyła tylko zmianę architektury. Budynki jakby zbliżyły się do siebie, sprawiając, że ulice zmieniły się w ciasne uliczki, gęsto rozsiane po całej dzielnicy. Istny labirynt. Jedyny plus tego stanu rzeczy przejawiał się w fakcie, iż trudno w takich warunkach ścigać kogoś konno. Łatwiej też zgubić pogoń. Albo niestety zgubić się samemu.
        Shaydh nagle skręciła w lewo, niemal nie zderzając się z jakąś kobietą, niosącą w ramionach stertę selerów. Obie zmierzyły się nieprzyjemnym wzrokiem, ale na szczęście selerowa białogłowa nie zwróciła większej uwagi na fakt, że elfka ciężko dyszy oraz ściska coś kurczowo pod pachą. Shaydh wychyliła się zza rogu. Błąd. Szybko ukryła się z powrotem, niedbałymi ruchami pozbywając się irytujących kosmyków przyklejonych do twarzy. Wzięła głęboki oddech i znowu ruszyła biegiem przed siebie. Była niemal pewna, że teraz pogoń za nią przejął jakiś inny patrol, gdyż tamci strażnicy nie wyglądali na zbytnio grzeszących wytrzymałością. W normalnych warunkach już dawno daliby spokój, jednak Shay ukradła zbyt cenną rzecz zbyt ważnemu kupcowi, żeby mieli tak szybko się poddać. Jakby nie szło poczekać z lepkimi rączkami do wieczora...
        Kolejny gwałtowny skręt i kolejna osoba w innej uliczce. Tym razem elfce nie udało się ani zatrzymać, ani uskoczyć w bok, więc z impetem wpadła na jegomościa, omal go nie przewracając. Zamiast grzecznie przeprosić i jeszcze bardziej nie psuć wrażenia, nabluzgała na mężczyznę, zaznaczywszy, że powinien uważać jak chodzi. Prychnęła i pobiegła dalej, ponownie zmieniając kierunek. Przylgnęła do ściany, czując, że nie ma siły dalej biec. Rozejrzała się więc uważne, po czym wyciągnęła z torby aktorską maskę. Przedmiot ten nie wyróżniał się niczym szczególnym, nie posiadał nawet żadnych zdobień - pomalowano go jedynie białą farbą. Elfka przyłożyła maskę do twarzy, wyobrażając sobie delikatną dziewczynę o kruczoczarnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Nie minęła chwila, a Shaydh zmieniła się w osobę ze swojej wyobraźni. Jedyne, co pozostało takie same to wzrost i ubranie, które należało szybko chociaż odrobinę zmienić. Elfka zdjęła zniszczoną pelerynę, pod którą ukryła dzisiejszą zdobycz i rękawice bez palców. Zwinęła tkaninę w najciaśniejszy rulon, jaki mogła zrobić i wepchnęła ją do torby. Rozpuściła włosy, potrząsnęła głową i, jak gdyby nigdy nic, ruszyła w kierunku przeciwnym od swojej dotychczasowej trasy ucieczki, usilnie starając się uspokoić oddech.
        - Ej, wy! - zakrzyknął jeden ze strażników, kierując swoje słowa do jedynych cywili w tej uliczce, a mianowicie do czarnowłosej Shaydh i jegomościa, na którego wpadła nieco wcześniej. - Widzieliście biegnącą tędy kobietę? Ciemna skóra, blond włosy, złodziejski pomiot pustynnego elfa.
Awatar użytkownika
Spiriel
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 87
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Duch światłości
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Spiriel »

Minęło już kilka tygodni, odkąd Spiriel znalazł się w tym mieście. Nie dostał żadnych wskazówek kompletnie nic. powiedziano mu tylko, że osoba się pojawi sama, musi mieć tylko oczy otwarte... i tyle. Od tamtego czasu wynajął w Aerii mieszkanie i zajął się dorywczymi pracami w mieście, raz pomagał w sprzątaniu miasta, innym razem roznosił gazety, jeszcze kiedy indziej najął się u alchemika, żeby dostarczyć mu trochę ziół... ogólnie radził sobie, wciąż wyczekując osoby, którą miał ochronić w nadchodzącym zdarzeniu, nie wiedział nawet cóż to za zdarzenie, ani kiedy się pojawi, ufał jednak osądowi starszych i czekał, cierpliwie, smakując życia śmiertelnych.
Dziś było bardzo duszno, niestety, w ludzkiej formie odczuwał takie niedogodności jak upał i bardzo mu to przeszkadzało, jednak wciąż tu był. Spacerował uliczkami miasta, jako że w mieszkaniu nie było kompletnie nic do roboty, choć teraz zaczął myśleć, czy pozostanie w chłodniejszym pokoju nie byłoby lepszą decyzją... "coś" go jednak wyciągnęło na spacer.
Było już popołudnie, na rynku było równie mało klientów co kupców, tych pierwszych brakowało ze względu na upał, tych drugich ze względu na brak tych pierwszych, ale mimo tego handel trwał. Coś jednak jeszcze było nie tak. Rozglądając się uważnie dookoła, może to za sprawą wyczulonej intuicji, może po prostu nie miał na czym oka zawiesić, ujrzał gdzieś w oddali, biegnącą między uliczkami elfkę, a za nią kilkoro strażników miejskich, uznał ten widok raczej za coś mało niezwykłego i postanowił nie przejmować się tym, może kobieta zrobiła coś na prawdę złego, a może strażnicy są przeczuleni... a może jeszcze coś innego, tak czy inaczej, sprawiedliwość raczej weźmie górę i cokolwiek się stało, prędzej czy później wyjdzie na jaw, no... chyba że kobieta ucieknie, ale po co miałby się w to mieszać. Zamiast tego ruszył dalej na spacer.
Gdy minął rynek i szedł wąską alejką, znów ujrzał tą sama elfkę, poznał ją z łatwością, nie często widywał pustynne elfy, a ta się dość mocno rzucała w oczy, może ze względu na to, że sprawiała wrażenie, jakby się zgubiła, jednak i teraz postanowił nie ingerować w pościg, zdało by się, że zmienili się strażnicy, widać tamci nie byli dość wytrzymali, by dogonić elfkę, musiała być na prawdę dobrze wysportowana, skoro wymęczyła wyszkolonych strażników, choć trzeba im oddać, że noszenie stalowego kirysu w taki upał może zmęczyć człowieka i bez pościgu.
I znów ta elfka... niebianin miał już się wracać, dotarłszy do murów miejskich, gdy w sąsiedniej, wąskiej uliczce zobaczył ponownie tą samą elfkę, która chyba nie wiedziała jak z tego labiryntu ulic wybiec do innej części miasta. Tym razem kobieta potrąciła jakiegoś mężczyznę, nabluzgała na niego, a w chwilę później wyjęła jakąś... maskę? Spiriel odwrócił na chwilę wzrok, który przykuło dwoje strażników nadbiegających z drugiej strony no, to chyba już ją złapali, pomyślał i ponownie spojrzał na ściganą kobietę, jednak nie ujrzał jej, miast tego zobaczył ciemnowłosą ludzką kobietę, jednak w tym samym ubraniu, tej samej postury i coś mu mówiło, że to jednak ta elfka ciekawa magia, dodał w myślach.
Kobieta szła w jego stronę, już zdążyła go minąć, gdy zatrzymał ją głos strażnika, odzywający się do nich obu, pytali o nią.
- Pustynnego elfa? - Odparł pytaniem - Owszem widzieliśmy.
Dodał po chwili i spojrzawszy na kobietę odparł do strażnika.
- widzieliśmy jak wbiegła do tej alejki - Odpowiedział w końcu wskazując miejsce gdzie elfka zmieniła postać.
Awatar użytkownika
Veon
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Człowiek (nekromanta)
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veon »

Tego popołudnia było naprawdę duszno. Powóz wtoczył się powoli przez bramę wjazdową z Veonem i impem na jego ramieniu. Zwracali na siebie uwagę. Ludzie nieczęsto widywali piekielnych. Ruch nie był jednak duży. Upał skutecznie odstraszył mieszkańców od wyjścia z domów, podobnie jak zapach stęchlizny zalegający wszystkie zakamarki w mieście. Podróżni przejeżdżali spokojnie ulicami odprowadzani jedynie wzrokiem ciekawskich gapiów.
- Ależ parno, znajdźmy jak najszybciej miejsce na nocleg i nie ruszajmy się stamtąd. Nie wytrzymam już dłużej w tym skwarze. - Narzekał starzec cały zlany potem.
- O, popatrz, ktoś ucieka przed strażą miejską. Ciekawe co zrobił? - Imp bardzo zadowolony z gorąca rozglądał się wokoło.
- Hmm, z tej odległości nie widać nawet kim jest. - zmrużył oczy oceniając tajemniczą postać - Porusza się z gracją i jest zwinna, ale widać, że ucieka na oślep. Jedźmy dalej, na nic nam oglądanie przestępców.
Ruszyli dalej. Zabudowania zmieniały się. Stare kamienice ustąpiły miejsca nowszym budynkom. Wydawało by się, że wjechali na dzielnicę zamieszkiwaną przez bogatych kupców. Miasto było naprawdę ładne i warto było je oglądać. Veon zatrzymał powóz przy jednym z chodników, powiedział impowi, żeby popilnował dobytku, a sam ruszył podpierając się kosturem w głąb jednej z uliczek. Stał długo rozkoszując się cieniem okalającym całą przestrzeń. Rozglądał się za jakąś karczmą, lub osobą, która takową mogła by wskazać. Nagle usłyszał jak jakiś jegomość mówi, iż pustynna elfka, poszukiwana, widziana przez nich wcześniej wbiegła do alejki, w której stał nekromanta. Ciekawe gdzie ona jest. Przecież nie zniknęła., pomyślał na chwilę przed tym jak wbiegli strażnicy.
- W czym mogę panom pomóc? - zapytał spokojnie Veon
- Gdzie pobiegła elfka!? - krzyknął jeden z nich - Widziałeś ją!?
- Przykro mi, stoję tu już dość długo sam i nikogo nie widziałem. Wygląda na to, że ktoś przekazał panom złe informacje.
- Kłamiesz! - krzyknął naprawdę rozeźlony i zniecierpliwiony strażnik - Pójdziesz teraz z nami i tamten fircykowaty paniczyk też! Wszyscy należycie do tego spisku! Mam już tego wszystkiego powyżej uszu! Brać go!
Wzięli brutalnie starca za ręce i wrócili szybko do uliczki, aby zatrzymać resztę podejrzanych.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Shaydh »

        Zdezorientowana Shaydh przez chwilę patrzyła się tępo na rozwój sytuacji. Kiedy stróż prawa zadał pytanie, zdenerwowała się nieco z prostego powodu. Długowłosy blondyn na pierwszy rzut oka wyglądał na zbyt praworządnego, żeby pomóc ściganej złodziejce uciec. W związku z tym pozytywnie się zdziwiła, gdy ten skierował strażników gdzie indziej. Już chciała cicho podziękować, odwrócić się na pięcie i odejść, zanim kapryśny czar maski przestanie działać, jednak nastąpiły pewne trudności. A takiego obrotu spraw bynajmniej się nie spodziewała.
        Doszło do krótkiej sprzeczki między ścigającymi a jakimś starcem, którego odpowiedź na pytanie tych pierwszych prawdopodobnie była przyczyną ich ogólnego poruszenia. Shay stała jak wryta, głupawo tracąc dobrą okazję do ucieczki. W końcu skoro zainteresowali się kimś innym, mogłaby ostatecznie umknąć i po sprawie, gdyż miała dość bezsensownego biegania. Z drugiej jednak strony... Gdyby ci dwaj, (prawdopodobnie) przykładni obywatele, mieli odpowiadać za jej wybryki... Elfka zamrugała, kiedy strażnicy, pochwyciwszy starszego mężczyznę, zaczęli zbliżać się w jej stronę. Wzięła głęboki oddech. Zadecydowała, że zachowałaby się jak ostatnia egoistka, jeśli dałaby teraz nogę. Mimo że odwrót kusił, wyciągnęła zza pasa dwa noże do rzucania. Spróbowała wycelować tak, żeby oprawcy staruszka nie dostali ostrzami, bo kradzież to jedno, a morderstwo to już zupełnie inna para butów.
        Wciąż się nie odzywając, cisnęła nożami, ale tylko jeden z nich trafił postawnego mężczyznę w skroń. Shaydh, cofnąwszy się kilka kroków, przygryzła wargę, po czym spróbowała raz jeszcze. Wtem poczuła, jakby jej skóra zaczęła pękać. Cholera, dlaczego tak szybko? Jeszcze kilka minut dzieliło elfkę od powrotu do swojego normalnego wyglądu, tego dnia najwyraźniej maska miała paskudny humor, skoro nie utrzymała zaklęcia nawet kwadrans. Cholera, cholera, cholera. Jeden strażnik zatoczył się i padł, puszczając starca. To jednak wciąż za mało.
Awatar użytkownika
Spiriel
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 87
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Duch światłości
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Spiriel »

Praworządność, oznacza podporządkowanie się prawu i jego zapisom, nawet jeżeli są one niesprawiedliwe i krzywdzące, a to nie jest właściwa droga dla kogoś, kto uważa się za osobę pomocną, czy dobrą. nawet jeżeli prawo zostało stworzone po to by chronić i dbać o obywateli, to niektóre jego zapisy, mogą w specyficznych sytuacjach krzywdzić osoby, które wymagałyby łaski. Każdy kto opowiada się po dobrej stronie powinien wiedzieć, że prawo to wskazówki, by dobrze się żyło, ale decyzja czy należy być praworządnym, czy też być przeciwko prawu, zależy od sytuacji i podlega osądowi sumienia, a dopiero czyny podjęte na tej podstawie mogą zostać osądzone jako dobre, lub złe.
Spiriel wybrał ukrycie elfki, przynajmniej do czasu aż dowie się, co przeskrobała, bo np jeżeli ukradła żywność, gdyż jest biedna, a była głodna, to dlaczego miałby nie pomóc takiej osobie? Nie należy sądzić, a na pewno nie na ślepo, bez poznania perspektywy wszystkich stron. poza tym, mężczyzna szczerze odpowiedział na pytanie strażnika, wskazując faktycznie miejsce, gdzie ostatnio widział elfkę, a domniemanie o zmianie przez nią postaci nie było podstawą do osądzenia, być może niewinnej, kobiety, bo któż miał pewność, że elfka na prawdę zmieniła postać, skoro nikt nie widział każdej chwili tego zdarzenia.
Chwilę po odpowiedzi anioła, strażnik wydarł się na jakiegoś obcego starca, a potem zwrócił do Spiriela i kobiety obok, widać chcieli ich aresztować, ale przecież nie mieli powodów, kłamstwo, a tym bardziej domniemane nie jest podstawą do zatrzymania i na tej wersji mężczyzna chciał poprzestać, jednak nie było mu dane nawet zaoponować, gdyż kobieta, która przed chwilą miała w oczach wręcz wdzięczność, teraz postanowiła się odpłacić, choć nieco na opak.
Nóż drasnął strażnika w głowę i ogłuszył, a upadając, strażnik wypuścił trzymanego starca. Spiriel pokręcił tylko głową, widać, kobieta miała dość pobudliwą naturę i anioł już chyba znalazł swój cel, tak, czuł to, to ta uciekinierka, to na nią czekał, teraz nie mógł się po prostu odsunąć, nie mieszać i w ostateczności wyjaśnić wszystko, udowadniając że nie miał z tą sytuacją nic wspólnego. Teraz musiał zadziałać.
Celem głównym było nie zrobić nikomu krzywdy, strażnicy wykonywali tylko swoją pracę, więc musiał być delikatny, drugim priorytetem było unieszkodliwienie drugiego strażnika, jednak ten problem rozwiązał się sam, gdyż mężczyzna wycofał się powoli, po czym pobiegł w przeciwnym kierunku.
- Wsparcie! - Wołał - Szybko, mamy tu morderców, bić na alarm!
Krzyczał w biegu, wołając posiłki, sam nie chciał mierzyć się z całą trójką, tym bardziej że czuł się raczej wyczerpany, a do tego przestraszony celnym rzutem kobiety.
- Musimy uciekać.
Spiriel odezwał się do zgromadzenia.
- Zaraz rzuci się na nas cały oddział.
Dodał i podszedł do leżącego strażnika, a nałożywszy dłoń na jego głowę, skupił się, a moc popłynęła przez jego rękę, strażnik został uleczony.
- Obudzi się za kilka godzin, a teraz ruszajmy się.
Dodał, ponaglając.
Awatar użytkownika
Veon
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Człowiek (nekromanta)
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veon »

Zawsze muszę się w coś wpakować, pomyślał Veon będąc w rękach strażników, całe szczęście, że nic o mnie nie wiedzą, troszkę ich zaskoczymy. Kiedy weszli do sąsiedniej alejki stało się coś nieoczekiwanego. Czarnowłosa kobieta ni stąd, ni zowąd zaczęła ciskać w strażników nożami. Jeden z nich upadł zraniony w głowę. Starzec odwracał się już aby wykończyć drugiego, lecz ten w zaistniałej sytuacji chyłkiem wycofał się w poszukiwaniu posiłków.
Uciekł dokładnie tam gdzie za wszelką cenę nie powinien uciekać. Prasutagus, zaaferowany okrzykami dochodzącymi z miejsca pobytu przyjaciela, ruszył do niego z ewentualną pomocą. Widząc strażnika krzyczącego coś o mordercach od razu zrozumiał co się święci. Niejeden raz bywali w opałach przez pojawienie się w niewłaściwym miejscu i czasie. Ścisnął mocniej młotek wzięty z wozu w niewielkich rękach i przyczaił się na biegnącego mężczyznę. Mocny cios w hełm powalił stróża prawa pozbawiając go przytomności. Imp czym prędzej poleciał do swego przyjaciela mając nadzieję włączyć się w wir toczącej się domniemanej walki. To co ujrzał wyraźnie go zdumiało. Veon stał obok kobiety z twarzą na pół ludzką i elfią, a młody jasnowłosy mężczyzna, emanujący silną aurą, pochylał się nad strażnikiem leżącym bez ducha, wyraźnie go uzdrawiając.
Nieznajomy wstał i oznajmił, że trzeba uciekać. Była to święta racja. Choć drugi strażnik nie stanowił zagrożenia, jego krzyki ktoś mógł usłyszeć.
- Co jest, kogo bijemy? - zapytał się podekscytowany imp - Ja już jednego załatwiłem - dodał z dumą.
- Nikogo, teraz uciekamy. Mam nadzieję, że nie uderzyłeś go zbyt mocno, nie było by dobrze gdybyśmy naprawdę zostali uznani za morderców - powiedział Veon. Zwrócił się do reszty. - Chodźmy mam wóz przy wyjściu z tamtej uliczki. Mnie nikt raczej nie powiąże z zaistniałą sytuacją, wiec mamy pewną przewagę. Wy ukryjecie się na wozie. Jest tam wystarczająco dużo miejsca. Chodźmy, mam nadzieję, że nikt nas nie rozpozna.
- Leć i przygotuj wóz dla naszych gości, musimy ich godnie powitać w naszych skromnych progach - zwrócił się do Prasutagusa z uśmiechem
- A tak poza tym, bardzo wam dziękuję za pomoc, praworządni obywatele nie zdarzają się zbyt często w tym świecie. Znam to ze swojego doświadczenia - powiedział staruszek podpierając się swoim kosturem.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Shaydh »

        Zdezorientowana elfka obrzuciła wzrokiem przedziwną, latającą istotę, która najwyraźniej chciała się bić. Sprawdziwszy zapięcia torby, podeszła do leżącego strażnika, żeby zabrać dwa noże leżące jakąś stopę od jego głowy. Znowu uciekać? Wozem? Shaydh, kucając, zerknęła spode łba na towarzyszących jej obecnie mężczyzn. Złodziejstwo znacznie się skomplikowało i najprawdopodobniej to tylko dlatego, że wybrała sobie złą porę dnia. Elfka wstała, a kolejny kawałek jasnej skóry zwinął się nieco i odpadł jak kawałek starego, wysuszonego pergaminu. Chociaż ta sypiąca się skóra wyglądała co najmniej odpychająco, Shaydh nie mogła zbytnio przyspieszyć powrotu do swojej normalnej postaci. Raz już próbowała i skończyło się to wizytą u czarodzieja, który własnoręcznie musiał cofnąć zaklęcie, gdyż to niefortunnie zatrzymało się w połowie.
        Przez całą ucieczkę i większą część osobliwego spotkania, elfka milczała jak grób, przez co można by było posądzić ją o brak zdolności mowy. Wstając z klęczek, rozwiała wszelkie wątpliwości dotyczące tego aspektu.
        - Ja chyba muszę przeprosić, w końcu to za mną ścigali ci ludzie - powiedziała. Już po pierwszym słowie dało się usłyszeć, że pochodzi z daleka. Miała dziwny, trochę gardłowy akcent, w dodatku mówiła bardzo szybko. W pewien jednak sposób akcent ten bardzo pasował do jej egzotycznego wyglądu, chociaż może akurat nie tego z płatami białej, papierowej skóry na lewej części twarzy. Wtem usłyszała w oddali jakieś krzyki. - Istotnie trzeba dać nogę, zaraz będzie ich cała chmara - dodała, właściwie już ruszając się z miejsca w stronę uliczki, w której zniknęło czerwonskóre stworzenie. - Tam jest twój wóz? - zapytała starszego mężczyznę, żeby się upewnić. Pomacała swoją torbę, aby sprawdzić, czy skradzione pudełko znajduje się na swoim miejscu, po czym, nawet nie czekając na odpowiedzi, ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Mogłaby teraz uciec w inną stronę, jednak miała dość biegania, zwłaszcza po niemal godzinie kluczenia między budynkami. Najwyżej, gdyby ci dwaj okazali się jacyś podejrzani, ulotni się później, jak trochę odpocznie.
Awatar użytkownika
Spiriel
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 87
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Duch światłości
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Spiriel »

Mężczyzna nie był zachwycony ofertą pomocy nieznajomego, podejrzanego mężczyzny i latającego stworzonka, które ni to mu towarzyszyło, ni służyło. Tak czy inaczej staruszek wydawał się podejrzany, jednak kobieta zgodziła się przystać na tę pomoc, więc on, chcąc, nie chcąc, również powinien.
Bardzo ciekawiło go, dlaczego kobieta była poszukiwana przez straż miejską, która aż tak usilnie chciała ją schwytać, że postanowili aresztować każdego, na kim widniało nawet mniej niż cień podejrzenia o pomoc tej kobiecie, cóż, to musiało być coś na prawdę dużego, niemniej, nie było teraz czasu aby się tego dowiadywać. Ruszył więc za uciekającymi, w stronę wozu starca.
- Co się stało z drugim strażnikiem?
Zapytał, słysząc, że jego krzyki ucichły na chwilę przed tym, jak pojawił się imp. Choć nie była to najważniejsza ze spraw, jakich musiał się dowiedzieć, w owej chwili stanowiła priorytet, cała reszta mogła poczekać. Miał nadzieję, że funkcjonariusz nie został ciężko ranny, albo co gorsza zabity, Spiriel musiałby wtedy zmienić swoje plany, ryzykując schwytaniem.
Tymczasem głosy straży, zwabionej krzykami kolegi, nasiliły się, widać nie jeden patrol to usłyszał i postanowił sprawdzić co się działo. Uciekinierzy mięli małe szanse, a najmniejsze miała podejrzana kobieta o dwu twarzach, starzec i Spiriel nie byli widziani przez nikogo poza nieprzytomnymi funkcjonariuszami, więc mięli troszeczkę więcej szczęścia, tym bardziej, że nie wyglądali dziwnie.
Awatar użytkownika
Veon
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Człowiek (nekromanta)
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veon »

Veon zauważył ciekawe spojrzenia rzucane na impa. Był już przyzwyczajony do takich zachowań, choć zastanawiał się jak przyjmą towarzystwo piekielnego.
Kobieta stała się już całkowicie pustynną elfką i mężczyzna mógł się jej lepiej przyjrzeć. Miała specyficzną urodę odpowiednią dla swej rasy. Ostre rysy twarzy dowodziły, że wychowała się w trudnych warunkach. Ledwo ją zrozumiał kiedy się odezwała. Łatwo mogą ją rozpoznać, co może wszystkich nas wpędzić w kłopoty. Musi jak najszybciej się ukryć, zmartwił się starzec.
Zapewne była niezbyt prawą istotą skoro posuwała się do złodziejstwa, ale nie była zła. Potrafiła przepraszać, co nie zdarza się niemiłym osobom zbyt często. Mogła też uciec, gdy on był w rękach straży, ale nie zrobiła tego. Najwyraźniej miała swoje cele w kradzieży i Veon nie zamierzał jej wypytywać jakie. Każdy ma swoje sekrety i tylko od niego zależy czy chce je wyjawić, czy też nie.
Mężczyzna stanowił dla starego nekromanty zagadkę. Niby zwyczajny obywatel przechadzający się po ulicach, ale równie uzdolniony (choć może pod innym kątem), co on sam. Posługiwał się magią leczącą, a osoby z takimi umiejętnościami nie pałały do niego zbytnią miłością. Nie wszystko jednak staruszek zrozumiał. Najpierw jasnowłosy zwodził strażników, żeby zmylić ich trop, a potem uzdrowił kiedy doszło do walki. Zauważył także niepokój na twarzy impa. Ten stary skrzat coś podejrzewa. No cóż, zobaczymy jak się potoczy sytuacja. Na razie lepiej się wycofać i nie mieć problemów ze strażą. Później wszystko się wyjaśni, pomyślał.
- Spokojnie, nic mu nie będzie. Prasutagus tylko go ogłuszył. Lepiej myślmy teraz o sobie, bo jesteśmy w o wiele gorszej sytuacji - powiedział Veon do mężczyzny odpowiadając na zadane pytanie.
Ruszył pośpiesznie za kobietą ku wyjściu na główną ulicę. Krzyki patroli znajdujących się w pobliżu nasilały się. Jeżeli na końcu uliczki była by straż miejska bardzo możliwe, że doszło by do walki, a starzec nie chciał kolejnych ciał walających się po mieście (w szczególności martwych ciał). To sprowadziło by o wiele większe kłopoty niż te, które już mieli.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Shaydh »

        Shaydh szła szybkim krokiem, uważnie obserwując punkt przed sobą. Miała dużą nadzieję, tak jak pozostali "uciekinierzy", że u wylotu uliczki nie zastaną strażników.
        Ostatni płatek białej skóry spadł na ziemię, a włosy elfki przybrały zwyczajowy odcień słomianego blondu. Ich właścicielka odrzuciła je na plecy, po czym uniosła ręce, żeby złapać maskę, która zmaterializowała się na jej twarzy. Shaydh pospiesznie wcisnęła przedmiot do torby, a usłyszawszy zbliżające się krzyki stróżów prawa, przyspieszyła do truchtu. Kiedy znalazła się dosłownie kilka metrów od zakrętu, wypadło zza niego dwóch uzbrojonych mężczyzn, z którymi bynajmniej nie dało się pertraktować. Działo się to zbyt szybko, żeby elfka mogła zareagować w jakiś mniej agresywny sposób. Wyrzuciła prawą rękę do przodu, posyłając w stronę napastników niezwykle silny podmuch wiatru, będący w stanie rzucić ich o ścianę przeciwległego budynku i z impetem wycisnąć im powietrze z płuc. Dzięki temu grupka zyskała kilka cennych, dodatkowych minut.
        - Szybko, tam jest ich więcej! - krzyknęła Shaydh ostrzegawczo, odwracając się przez ramię do towarzyszy. - Gdzie... - zaczęła, lecz niepotrzebnie. Wypatrzyła wóz z przycupniętym na nim skrzydlatym stworzeniem, owym Prasutagusem, którego staruszek do wcześniej odesłał. Elfka przygryzła wargę, dalej nerwowo się rozglądając. Jeszcze nigdy nie dała takiej plamy, żeby ścigało ją aż tak wielu. Sądziła, że być może da radę szybko zniknąć w tłumie za pomocą maski, ostatecznie jednak zbyt szybko ściągnęła na siebie uwagę. Pech.
Awatar użytkownika
Spiriel
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 87
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Duch światłości
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Spiriel »

Wszystko działo się zupełnie nie tak jak powinno, ścigali ich strażnicy miejscy i to chyba wszyscy dostępni dziś na służbie. Aniołowi przyszło na myśl ,aby po prostu oddać się w ręce stróżów prawa i wszystko wyjaśnić, jednak uznał, że żadne z pozostałej dwójki się na to nie zgodzi, nie wierząc w sprawiedliwość, a chcąc nie chcąc był teraz z nimi związany i nie mógł się odłączyć, miast tego, spojrzał w górę, w niebo i z ironicznym uśmiechem coś wyszeptał.
Już wybiegali z uliczki, kierując się do wozu, gdy z obu stron usłyszał głosy strażników. Niewiele myśląc odwrócił się i przywołał ogień, tworząc w samym środku uliczki ścianę z płomieni, aby straż tędy nie mogła przejść, zyskali dzięki temu parę minut, które zbrojni musieli poświęcić, by obrać drogę na około. Nie zdążył się odwrócić, a usłyszał jak coś ciężkiego uderza w ścianę budynku, gdzieś od strony pozostałej dwójki, która zniknęła za zakrętem po wyjściu z uliczki. No pięknie, jeszcze zrobią komuś krzywdę, pomyślał i pokręcił głową, ruszając biegiem do towarzyszy. No, widać nieźle sobie poradzili z tymi funkcjonariuszami, opóźniając ich na jakiś czas, lub ogłuszając. Do wozu była wolna droga, ale czy na pewno nikt ich nie zatrzyma? Grunt, żeby wydostali się wszyscy z miasta, dalej pójdzie łatwiej.
- Pospieszmy się, zanim przybędzie ich więcej.
Oznajmił spokojnie, dobiegłszy do reszty. Imp, który wcale niespecjalnie podobał się Spirielowi siedział na wozie, starzec i kobieta stali obok, chyba czekając na niego. Rozejrzał jeszcze, czy w pobliżu nie ma straży i pomógł elfce wejść na wóz.
- Ty będziesz prowadził? Jesteś pewien, że nikt cię nie rozpozna?
Zapytał starca. Nie był pewien czy można mu ufać, szczególnie patrząc na zdradziecką bestyjkę, która mu towarzyszyła, ale nie mięli więcej opcji, musieli zaryzykować.
Awatar użytkownika
Veon
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Człowiek (nekromanta)
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veon »

Jak na razie szło dobrze. Strażnicy, którzy wyszli im naprzeciw zostali wykluczeni z gry przez podmuch wiatru wystrzeliwujący z rąk elfki. Veon z uznaniem skinął głową. Był spokojny. Nieznajomy po raz kolejny pokazał popis swoich umiejętności. Na środku uliczki, z której wyszli powstała ściana ognia. Coraz bardziej zwracamy na siebie uwagę, pomyślał z przekąsem.
- Wsiadajcie - krzyknął do towarzyszy i wgramolił się szybko na wóz, zajmując miejsce powożącego.
- No jasne, że ja, a kto inny - powiedział sarkastycznie staruszek uśmiechając się.
Wziął lejce w dłonie i ruszył szybkim tempem w stronę najbliższej bramy. Na ulicy pojawili się strażnicy. Jakiś przechodzień obserwujący sytuację krzyknął do strażników żeby zatrzymali powóz. Rozpoczął się pościg. Zaalarmowano chyba wszystkich przedstawicieli prawa w mieście, bo zewsząd pojawiali się zbrojni. Oj, nawarzyliśmy sobie piwa, pomyślał Veon uderzając kosturem w głowę człowieka próbującego go zaatakować i zatrzymać wóz. Mężczyzna spadł na ulicę potrącając innego goniącego.
Nagle usłyszeli tętent koni. No pięknie, jeszcze nam tu brakowało kawalerii. Może jeszcze przyciągną balistę, albo katapultę, pomyślał.
- Uważajcie, będą próbowali dostać się na wóz! Bądźcie czujni! - zawołał, próbując utrzymać panowanie nad pojazdem.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Shaydh »

        W tej części miasta zrobiło się niemałe zamieszanie. Przez hałas na ulicy coraz więcej gapiów zaczęło wychylać się z okiem, żeby obejrzeć osobliwe przedstawienie. Niektórzy nawet krzyczeli coś pod adresem uciekinierów, jednak przez szum w uszach Shaydh nie była w stanie zrozumieć czegokolwiek. Elfka odwróciła się do tyłu, żeby ocenić sytuację. Utrudniały jej to rozwiane, plączące się włosy, chwilowo nieskrępowane warkoczem, jednak oprócz wypowiedzenia kilku przekleństw pod ich adresem nie zwróciła na nie większej uwagi. Bardziej skupiła się na kawalerzyście, który wyłonił się z kurzu wzbijanego przez koła powozu.
        - Zatrzymajcie wóz! - krzyknął mężczyzna, wbijając pięty mocniej w boki swojego karego wierzchowca. - Jak się poddacie, potraktujemy was łagodniej!
        Z pewnością.
        Elfka przymrużyła oczy, przygotowując kolejne zaklęcie. Dość dawno nie miała okazji skorzystać ze swoich umiejetności w innym przypadku, niż odganiając od siebie komary, toteż z lubością patrzyła, jak kolejny gwałtowny podmuch jej autorstwa zrzuca strażnika z konia. Mężczyzna spadł na plecy z dźwiękiem przywodzącym na myśl ciężki wór ziemniaków. Koń, który nagle stracił jeźdźca zboczył ze swojej trasy i zwolnił, blokując drogę kolejnemu.
        Powoli wóz zbliżał się do bramy miejskiej, jednak ucieczka nie mogła ostatecznie okazać się tak prosta. Nie przy tak dużym zamieszaniu.
Awatar użytkownika
Spiriel
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 87
Rejestracja: 12 lat temu
Rasa: Duch światłości
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Spiriel »

Pościg rozpoczął się już na całego, a strażnicy ani nie myśleli odpuścić, Spirielowi wydawało się, że to wręcz gwardia królewska rzuciła się do ścigania domniemanych morderców... i o co tyle zachodu? O troje... potencjalnych... zabójców jednego strażnika... Trzeba przyznać, że władza w tym mieście na prawdę mocno ceni sobie bezpieczeństwo, nawet za cenę zdrowia kilku innych funkcjonariuszy.
Strażnicy dosiedli już nawet koni, żeby ścigać podejrzanych, brakowało tylko zamknięcia bramy miejskiej, aby nie mogli się wydostać, ale pewnie gdy tylko dotrą tam rozkazy, to i tak się stanie. Pozostało tylko mieć nadzieję, że wóz dojedzie tam szybciej... ech, szansa na cichą ucieczkę z miasta prysła jak bańka mydlana.
- Nie tak agresywnie...
Upomniał kobietę, która właśnie strąciła z konia strażnika. Owszem, powinni się bronić, ale być podejrzanym o zabójstwo, a na prawdę kogoś zabić, to już inna historia.
- Nie chcesz chyba, abyśmy na prawdę byli winni, tego co podejrzewają, prawda?
Wszak upadek z konia w galopie, w ciężkiej zbroi na prawdę groził śmiercią. A skoro tamci strażnicy żyją, nawet gdyby uciekinierzy zostali złapani, będą odpowiadać w najgorszym razie za zamieszki.
W czasie chwili nieuwagi, z drugiej strony nadjechał kolejny strażnik, z włócznią, gotowy albo zaatakować, albo wsunąć ją między koła wozu, aby spowodować mały wypadek, w którym w sumie ucierpią jedynie podejrzani. Trzeba było się bronić.
Mężczyzna odwrócił się w stronę strażnika i rozkazał żywiołom. Pod kopytami konia, ziemia powoli zaczęła się osuwać, koń zaczął zwalniać, a w końcu się zatrzymał, zaklęcie o tyle proste, co skuteczne, tylko teraz trzeba będzie konia wyjąć z piasku. Zdezorientowany strażnik, zaczął wymachiwać włócznią, przez przypadek strącając z koni dwoje swoich kolegów.
Jednak to nie był koniec kłopotów. Uciekinierzy docierali już do bramy miejskiej, jednak nie dane im było przedrzeć się bez problemów. Na ich drodze stanęli strażnicy z pikam, w ilości pięciu ludzi, w formacji obronnej, przykucnięci, z bronią wycelowaną w stronę powozu.
Szczęście już teraz było mało przydatne, potrzebny był szybki plan i działanie. Strażnicy przy bramie dostali już rozkaz zamknięcia krat, jednak czekali, aż mieszkańcu przejdą. Jeżeli wóz zwolni, krata zamknie się, odcinając drogę ucieczki, jedynie pozostanie przy tej prędkości dawało szansę zdążenia.
- Jesteś w stanie ich przepędzić?
Mężczyzna zapytał kobietę, spoglądając na niebezpieczną blokadę.
Kolejny rozkaz i silny podmuch wiatru, wyzwolony pomiędzy strażnikami, mający ich rozrzucić na boki nie wyszedł, podmuch był za słaby, a obrońcy tylko bardziej się skulili, postanawiając nie odpuścić.
Spiriel nie dysponował zaklęciem, mogącym bezpiecznie rozsunąć strażników, więc postanowił pobłogosławić ich trójkę w wozie, zsyłając na elfkę siłę magiczną, aby wzmocnić jej kolejne zaklęcia, oraz dodając szczęścia Veonowi. To było jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji.
Awatar użytkownika
Veon
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Człowiek (nekromanta)
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Veon »

Budynki migały mu przed oczami. Jechali z dużą prędkością. Na wozie latało dosłownie wszystko. Kilka pustych fiolek spadło i rozbiło się. Dobrze, że chociaż laboratorium jest solidnie przymocowane, pomyślał Veon mając nadzieję, że z jego eliksirem jest wszystko w porządku.
Uciekinierzy zbliżali się nieustannie do bramy miejskiej. Tylko ucieczka z miasta mogła dać im upragnioną wolność. Strażnikom nadal nie udawało się zbliżyć do wozu. Cały czas byli powstrzymywani. Jednak niedługo szczęście miało się do nich odwrócić. Zobaczyli bramę. Była otwarta, lecz wyjście zagradzało im pięciu pikinierów gotowych na wszystko. Ciekawe jak się przez nich przebijemy, pomyślał z przekąsem.
Nagle starzec poczuł się tak jakby mógł zrobić wszystko. Dokonać rzeczy, które w tych warunkach byłyby niemożliwe. Uznał, że musi uszanować decyzję jasnowłosego i nie posuwać się do morderstwa. Pomyślał o zaklęciu, które w tej chwili wydawało mu się wręcz śmieszne. Nigdy nie pomyślałby, że może mu się to udać. Z pomocą impa mogłoby być natomiast możliwe.
- Prasutagusie musisz mi pomóc - krzyknął do swego kompana - jeśli zwiążemy moc razem może się nam udać. Wiesz o czym myślę? - uśmiechnął się
- Naprawdę chcesz to zrobić? - Spytał imp - Spróbujmy, ale nie wiem czy damy radę zrobić to drugi raz. - Powiedział kładąc rękę na ramieniu nekromanty.
Veon trzymając jedną ręką lejce wyciągnął drugą w stronę bramy. Z jego palców wydzielił się zielonkawy dym otaczając zdumionych strażników. W jednej chwili ich bronie obróciły się przeciwko nim. Jedne uderzały drzewcem we wszystkie możliwe miejsca, inne dźgały przerażonych pikinierów po nogach. To złamało morale żołnierzy. Uciekli krzycząc coś o złych siłach i szalonych czarownikach.
Brama stała otworem. Powóz z podziwu godnym pędem przekroczył niegościnne mury i zostawił pogoń w tyle. Towarzysze poczuli powiew wolności. Teraz mogli wreszcie trochę odetchnąć i zastanowić się co dalej.
Awatar użytkownika
Shaydh
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 11 lat temu
Rasa: Pustynny Elf
Profesje:
Kontakt:

Post autor: Shaydh »

        Przedziwny, zielonkawy dym jeszcze przez moment kłębił się w okolicach bramy, przysłaniając widok na miasto z tej perspektywy. Na szczęście żaden strażnik już się z niego nie wyłonił i to nie tylko z powodu faktu, że uciekający opuścili teren metropolii. Większość z obecnych przy ciekawym incydencie z bronią prawdopodobnie była zbyt przerażona, aby kontynuować pościg za "szalonym czarownikiem". Można zatem uznać ucieczkę za owocną, chociaż niemożność powrócenia do miasta nieco pokrzyżowała Shaydh plany. W nocy przy południowo-wschodniej wieży miała spotkać się z klientem, który zamówił skradziony przedmiot, wpłaciwszy już nawet zaliczkę. Jej dziesięciokrotność została elfce obiecana właśnie w zamian za dostarczenie małego sprawcy wszystkich kłopotów ze stróżami prawa. Prawdopodobnie Shaydh jednak nigdy nie zobaczy tych pieniędzy, jak również interesant swojej upragnionej szkatułki. Być może uda się ją sprzedać gdzie indziej, na co złodziejka miała dużą nadzieję - w końcu zdobycie jej kosztowało tyle zachodu. Podobno poprzedni właściciel przedmiotu, bogaty kupiec pochodzący z Nandan-Ther, żądał za nią bajońskiej sumy, chociaż z zewnątrz nie wydawała się zbytnio bogata. Sekret musi tkwić w środku.
        Nowa Aeria została w tyle, a wóz szybko zaczął tracić prędkość. Sierść ciągnącego go konia zrobiła się mokra, nie tylko ze zmęczenia, ale również przez paskudny upał, o którym przez to całe zamieszanie wszyscy zdali się zapomnieć. Shaydh wsunęła rękę do torby, żeby upewnić się, czy wszystko znajduje się na swoim miejscu, bo wolałaby nie szukać czegoś wśród panującego na wozie chaosu rozbitych fiolek oraz rozsypanych składników alchemicznych.
        - Udało się nam, chociaż jeszcze nie powinniśmy się zatrzymywać - stwierdziła, bardziej mamrocząc pod nosem niż zwracając się do towarzyszy. - Chyba jestem coś winna wam obu. - Popatrzyła najpierw na jasnowłosego przeciwnika zabijania strażników, a potem na staruszka.
Zablokowany

Wróć do „Nowa Aeria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości