Strona 2 z 2

[Góry Thargorn] Nieszczęścia chodzą parami

: Czw Maj 28, 2026 3:28 pm
autor: Amaranta
Amaranta pokręciła głową z zażenowaniem i złością.

- Niech będzie, ale tylko jedno – mruknęła bezsilnie.

Była cierpliwą i raczej łagodną w usposobieniu elfką, ale nawet takie osoby mają swoje granice, a Syine ewidentnie je testowała i to do oporu.

- Tkniesz je, a pożałujesz – dodała mroczna elfka, patrząc wampirzycy prosto w oczy. Nie żartowała. Na dodatek wokół niej stoły z siedzącymi przy nich krasnoludami delikatnie się podniosły łącznie z zawartością na ich blatach.

Mroczna elfka w pewnym sensie chciała pokazać, że nie tylko siła fizyczna jest tu zagrożeniem, a po części zrobiła to trochę nieświadomie, ponieważ wszystkie te tłumione emocje coraz bardziej się w niej kotłowały. Nagle jednak wszystko opadło na ziemię ku zdziwieniu wszystkich gości, którzy teraz rozważali, czy wypili o jeden kufel za dużo, czy to jakaś zbiorowa halucynacja.

- Da się to jakoś zatrzymać? – spytała Ama – Jakoś cię od nich uwolnić? I spokojnie… Nie zamierzam tak skończyć – stwierdziła, spoglądając na Siyne od stóp do głów. Nie było w jej spojrzeniu pogardy, a raczej smutek i determinacja do pomocy, która mimo emocji i nerwów wciąż gdzieś tam była.

Po chwili jednak serce zabiło jej mocniej. Zignorowała niechlujne zachowanie siostry i momentalnie wyrwała jej kufel z ręki, aby ta mogła odpowiedzieć zamiast pić na umór.

- Jak to przez nich?! Co to miało znaczyć?! – wykrzyknęła, w końcu ulegając emocjom. Aż sama wzięła łyk piwa, po czym zniesmaczona wyrzuciła go na podłogę, rozlewając zawartość. Nawet nie wiedziała, po co w ogóle się napiła, przecież alkohol nigdy nie był jej ulubioną rozrywką. Następnie chwyciła nieumarłą za ramiona i ostro nią potrząsnęła, aczkolwiek nie była aż tak silna, jak Izaura czy Quil więc nie było to zbyt efektywne, można by rzec, że wręcz żałosne.

Po chwili jednak ją puściła, przecież uciekanie się do przemocy nigdy nie było rozwiązaniem. Aczkolwiek gdy w grę wchodziło życie jej siostry, granice cierpliwości zdecydowanie zostały przekroczone. Jednakże ich sprzeczkę i potencjalną jej eskalacje przerwał posłaniec. Wieści z gospody, gdzie przebywały krasnoludzice, szybko się rozniosła i wszyscy biegali po osadzie, zawiadamiając mieszkańców o nadchodzącej wojnie.

- Wojna? Ale… Jak dotąd czytałam o nich tylko w książkach – mruknęła już wystarczająco podenerwowana, mroczna elfka – O rany, potrzebuje jakiegoś poradnika jak przetrwać konflikt zbrojny – mruknęła przypadkowo na głos, dając Siyne pole do popisu, jeśli chodzi o potencjalne docinki – Musimy znaleźć Izaure. TERAZ. W tych okolicznościach muszę mieć ją przy sobie. Idziemy – chwyciła wampirzyce za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą niczym worek ziemniaków. Jedyną różnicą było, że ten worek miał własne nogi, choć jakoś szczególnie leniwe w tym momencie.

Po drodze ta bardziej trzeźwa spiczastoucha próbowała kogoś pytać, czy widział bliźniaczki, ale jedni uciekali w popłochu przed wysokimi elfkami lub przed walką, ewentualnie w pośpiechu szykowali się do obrony. W pewnym momencie Amaranta miała już dość walki z siostrą niczym z upartym osłem. Po prostu użyła swojej magii, aby ta zaczęła lewitować tuż przy niej, dzięki czemu nieumarła nie mogła jakkolwiek stawiać oporu ani uciec.

- Że też wcześniej tego nie zrobiłam – mruknęła zadowolona z efektu.

Niespodziewanie ktoś przeszkodził jej w poszukiwaniach i pociągnął w swoją stronę. Ama ledwo zrozumiała wśród wszechobecnych krzyków, o co chodzi, ale najwyraźniej fakt, iż używała magii, miał się przydać w walce i to nie podlegało żadnym negocjacjom.

- Muszę znaleźć siostrę, naprawdę nie…
- Albo walczysz z nami albo przeciw nam…elfie – prychnął krasnolud, który ją zaciągnął, a następnie podskoczył parę razy chcąc założyć hełm na głowę Amy. Kobieta w końcu się pochyliła i ułatwiła mu to, a wraz z nią do ziemi przybliżyła się lewitująca obok Siyne, która również została obdarowana w podobny sposób.

Wyglądało na to, że chcą czy nie, będą musiały wziąć udział w konflikcie.