Zira zmarszczyła brwi na sugestie Elion. Wprawdzie mogła zagadać strażników, ale niewiele by to dało. Na dodatek panika w głosie kobiety tylko potwierdzała, iż jest ona przedstawicielką piekielnych. Wilkołaczka już to dobrze wiedziała, nic jednak nie mówiła. Nie uważała, aby pokusa była ów zagrożeniem, przed którym miasto zaczęło się bronić. Raczej ofiarą postronną. Zmiennokształtna musiała wymyślić sposób na wyprowadzenie jej poza barierę. W końcu strażnicy powinni się skupić na prawdziwym wrogu.
Niespodziewanie ich myszołacza zguba pojawiła się nagle w towarzystwie mężczyzny, który ewidentnie nie miał dobrych zamiarów. Miał on proste, mieszczańskie ubrania. Nie wyglądał na biednego ani bogatego. Przeciętny brunet o ciemnych oczach. Praktycznie niczym się nie wyróżniał. Jednakże coś w jego spojrzeniu przyprawiało o ciarki. Zira gotowa była bronić dziewczynkę, nawet jeśli musiałaby przybrać wilczą formę w tym momencie i zdradzić wszystkim, czym tak naprawdę jest.
Jednakże nim ktokolwiek zdołał jakkolwiek zareagować, mężczyzna otworzył portal, który wciągnął zarówno Elion oraz Nefertiti. Zira stojąca w polu rażenia również dołączyła do tego grona.
Cała grupa znalazła się na obrzeżach miasta poza barierą, którą piekielni nie mogli przekroczyć niezależnie czy z zewnątrz, czy z wewnątrz.
- Eliza! Szukałem cię całe wieki, nawet śmierć mi na przeszkodzie nie stanęła… - mężczyzna głosem pełnym smutku i tęsknoty, nie zwracając już większej uwagi na Nefertiti.
Zira chwyciła myszołączkę za rękę i zaciągnęła, aby ta stała za nią na wszelki wypadek. Na razie jednak tylko uważnie przyglądała się rozwojowi sytuacji, nieznajomy wyglądał na osobę zdesperowaną, ale niekoniecznie złą. Niespodziewanie imię „Eliza” przywołało bardzo odległe wspomnienia. Zmiennokształtna niemalże odruchowo spojrzała na znamię w kształcie serca na swojej dłoni.
- Eliza…? – szepnęła w stronę Elion, obserwując jej reakcje, po czym swoją uwagę zwróciła na napastnika. Poczuła woń jego aury, jednakże nie był to pojedynczy zapach. Jakby dwie zupełnie różne emanacje walczyły między sobą o przejęcie kontroli.
Wilkołaczka jako początkująca nekromanta szybko zdała sobie sprawę, co to może znaczyć. Człowiek, którego widzieli, musiał być opętany i najwyraźniej miał jakąś niedokończoną sprawę tu na ziemi, która musiała być powiązana z piekielną.
- Najdroższa moja… Już nic nas nie rozłączy – mówił mężczyzna z obłędem w oczach, podchodząc do pokusy i posuwając się nawet do tak zuchwałego czynu, jakim było dotknięcie jej policzka w czułym geście. Co w innej sytuacji mogłoby być nawet romantyczne, ale obłęd w oczach nieznajomego nieszczególnie w tym pomagał – Chodź ze mną… Proszę, chodź… - mówił z szaleńczym uśmiechem, ostrożnie chwytając piekielną za ręce.
Gdy tylko zdołał przyciągnąć ją bliżej siebie, temperatura wokół wzrosła, natomiast w powietrzu pojawiły się iskry, które lądując na suchej trawie, wzniecały coraz to liczniejsze ogniska.
- Elion, Nefertiti lepiej się stąd wynośmy! Teraz! – Zira niemalże warknęła, zdając sobie sprawę, iż mają czynienia z duchem, który, nawet jeśli początkowo nie miał złych intencji obecnie będzie w stanie posunąć się do absolutnie wszystkiego, aby osiągnąć swój cel, nieważne jak bardzo byłby okrutny i brutalny.
Rapsodia ⇒ [Dalsze obrzeża Rapsodii] Za późno
- Yvia
- Szukający drogi
- Posty: 35
- Rejestracja: 9 lat temu
- Rasa: Lodowy elf
- Profesje:
- Kontakt:
Czuła zapach lasu a mokra ziemia niczym plastelina wtapiała się w palce. Yvia ze spokojem otworzyła oczy. Rozległa mgła ukryła elfkę w swojej gęstwinie. Kobieta dźwignęła się do siadu, odgarnęła niesforne włosy i rozejrzała się dookoła. Szare niebo i szara mgła, widok ponury, ale między rzadszymi kłębami przebijała się żywa zieleń. Było wyjątkowo bezgłośnie i słyszała jedynie szelest, który sama wywołała wstawaniem. Otrzepała ubrania z trawy, nic nie budziło jej niepokoju, choć ta cisza…
Ta cisza została przerwana wyciem wilka. Yvia obróciła się, ale nie panikowała. Ruszyła za tym dźwiękiem i już zaledwie kilkanaście kroków dalej dojrzała pierwsze skały. Usłyszała stukot, jakby kopyta uderzające o kamienie… Za rzadkim rzędem drzew wyłoniło się wysokie wzgórze, a na jego spadzistym boku wspinała się … koza? Elfka nieco się zdziwiła z tego połączenia, jakoby rogata szła na pożarcie owego wilka. Nie przejęła się tym zbytnio, nawet nieco ją to rozbawiło jakby w pełni świadomości rogata pchała się w szpony niebezpieczeństwa.
Yvia podeszła jeszcze bliżej wzniesienia i usłyszała wodę… Ciecz uderzała i łamała spokojną taflę, a z każdą chwilą była coraz bardziej wzburzona. Wzbudziła w elfce jakieś emocje, każdy kolejny krok sprawiał, że woda wydawała się coraz bardziej niespokojna, chaotyczna, potężna… Biła mocniej i mocniej, i ten cichuteńki pisk!...
Najemniczka prędko obeszła wzgórze i ujrzała wodospad. Na końcu brzegu dryfowały dwa łabędzie – czarny i biały. Oba nieprzejęte niebezpieczeństwem. Całkiem spokojne, wpatrzone w siebie... Błękitno różowe drobiny wody unosiły się w powietrzu niczym brylanty w tym szarym, smutnym krajobrazie, ale w chaotycznych dźwiękach wodospadu elfka wciąż słyszała „pi pi pi pi” jakoby mysz spod miotły, jakoby wołanie o pomoc. Yvia weszła do wody bez najmniejszego zastanowienia, aż po sam pas i brnęła do centrum. Chciała spojrzeć za kotarę, odkryć co też się kryje się dalej, w jaskini, tuż za ścianą wody. Wiedziała, że istnieje coś dalej po pogłos był coraz wyraźniejszy. Szła po dnie, ale było coraz ciężej. Woda wydawała się coraz gęstsza, powoli zaczęło brakować jej tchu i wtedy…
***
Yvia gwałtownie odrzuciła kogoś od siebie, a w powietrzu zabłysło ostrze.
-Spokojnie! – wrzasnął młodzieniec – spałaś jak zabita! Jak!... Nigdy... myślałem, że spadniesz z tego krzesła, jej...
-Martin? – spytała elfka podnosząc pytająco brew – przecież Ci mówiłam żebyś mnie nie dotykał podczas drzemki – pouczyła młodzieńca, po czym odwróciła się od niego by wypolerować sztylet.
-Sorry no, ale myślałem, że serio odlecisz. Zawsze jesteś taka czujna, wszystko cię budzi, ale tym razem wydawałaś się taka… no nie wiem, bezwładna. Nie sądziłem, że popijesz jak reszta bandy… Ta najbardziej „dorosła” – zakończył wytykając jej język.
W pokoju panowała duchota, a na wszystkich możliwych meblach leżeli uczestnicy wczorajszego wieczoru. Ktoś systematycznie chrapał, ktoś inny przywarł do stołu pod zasłoną, która z racji zmiany swojego oficjalnego położenia wpuszczała do pomieszczenia mgiełkę promieni słońca. Jakaś dama obróciła się na kanapie, a jej wisiorek oślepił Yvię różowym blaskiem.
-Martin…
-Hmm?
-Mówiłeś kiedyś o takim miejscu… O najpiękniejszym wodospadzie w Alaranii. Gdzie to jest?
-Ach tak… Nawet niejednym wodospadzie! Ze Szczytów Fellarionu spływają dziesiątki takich. Mówią, że zamknięta u szczytu księżniczka płakała tak długo aż z gór zaczęły spływać wodospady. Niedaleko znajduje się zresztą królestwo Rapsodia, nazwane jej imeiniem… Piękne miasto elfów… Choć kiedyś ludzi. Wiesz, że w herbie mają dwa łabędzie? Brzmi to wszystko jak idealny romans! E… Yvia?
-Dzięki Martin!
-Ale…
Młodzieniec nie zdążył już o nic zapytać… Na wszystkie wątpliwości odpowiedziały mu jedynie trzaśnięte drzwi.
***
Yvia przemierzała las. Zaledwie wczoraj trafiła do Rapsodii a po ciężkiej podróży była w stanie już tylko leżeć odłogiem. Dopiero teraz zebrała siły by móc poszukać jakiś wskazówek, które z pewnością znajdowały się w niedawnym śnie. Z racji swojego początkowo spokojnego scenariusza nie zapamiętała zbyt wielu szczegółów i w takiej sytuacji zawsze się za to karciła, ale gdyby tak codziennie zapamiętywać dziesiątki takich sennych podróży… Kto by dał radę. Ona musiała, bo przecież chciała wyłapać wszystkie duchy z klątwy…
Nagle spokojną przechadzkę przerwała woń… spalenizny. Elfka zmarszczyła nieco nos nie będąc z początku pewna czy jest to oznaka niebezpieczeństwa czy może ot zwykłe ognisko. W ramach ostrożności najemniczka pochyliła się i podążając za głosami postanowiła zbliżyć się do miejsca zamieszania. Z pewnością nie spodziewała się zastać nachalnego jegomościa z trzema kobietami i być może Yvia przeszłaby bokiem wierząc, że jednak liczba przezwycięży siłę, ale owy mężczyzna nie wydawał się byle kołkiem ze wsi nie rozumiejącym słowa „nie” a obłąkanym szaleńcem. Pozwoliła sobie na delikatną manewrację magii. Z początku mieszanki emocji, ale ta subtelna chęć wpływu na napastnika nie podziałała. Spróbowała więc wpłynąć na jego duszę i poczuła… poczuła te ciasną przestrzeń w eterycznej części naszego ja. Wnętrze powinno być przenikliwe i czyste, ale ta dusza była owładnięta jakąś zewnętrzną siłą.
- Duch… - szepnęła pod nosem i uznała, że jednak pomoże trzem nieznajomym.
Mężczyznę nagle zdusiło w krtani i klatce piersiowej, jakby coś miało go wciągnąć do samego środka brzucha. Moc była na tyle intensywna, że na chwilę sparaliżowała ręce, wygięła mu palce, ale po sekundzie lekko zelżała nadal starając się go kontrolować. Yvia chciała przywołać jegomościa do porządku, nie od razu pozbawiać go błądzenia po tym padole łuski Prasmoka.
Elfka wyprostowała się z wyciągniętą ku duchowi ręką. Jej kroki były powolne, ale dumne. Trzymała silną postawę i nie spuszczała wzroku ze stworzenia.
- Czego od nich chcesz? – niski ton jej głosu domagał się natychmiastowych wyjaśnień. Nie interesowały jej tłumaczenia, wątki poboczne, a konkretne pobudki.
- Bo chyba średnio jesteś dla tych dam przekonywający. Z kobietami należy delikatnie postępować. Umiłować ich wdzięk subtelnościami, a nie strachem. Przynieść kwiaty czy coś...
Mówiąc to elfka zatrzymała się dopiero gdy stanęła przed kobietami. Szary kosmyk włosów opadł jej na twarz, ale nie zakrył nieustępliwego spojrzenia a czarne, przylegające do ciała ubrania podkreślały kobiecą sylwetkę. Wydawała się ostra niczym brzytwa… choć bił od niej spokój i chłód lodowego elfa.
Ta cisza została przerwana wyciem wilka. Yvia obróciła się, ale nie panikowała. Ruszyła za tym dźwiękiem i już zaledwie kilkanaście kroków dalej dojrzała pierwsze skały. Usłyszała stukot, jakby kopyta uderzające o kamienie… Za rzadkim rzędem drzew wyłoniło się wysokie wzgórze, a na jego spadzistym boku wspinała się … koza? Elfka nieco się zdziwiła z tego połączenia, jakoby rogata szła na pożarcie owego wilka. Nie przejęła się tym zbytnio, nawet nieco ją to rozbawiło jakby w pełni świadomości rogata pchała się w szpony niebezpieczeństwa.
Yvia podeszła jeszcze bliżej wzniesienia i usłyszała wodę… Ciecz uderzała i łamała spokojną taflę, a z każdą chwilą była coraz bardziej wzburzona. Wzbudziła w elfce jakieś emocje, każdy kolejny krok sprawiał, że woda wydawała się coraz bardziej niespokojna, chaotyczna, potężna… Biła mocniej i mocniej, i ten cichuteńki pisk!...
Najemniczka prędko obeszła wzgórze i ujrzała wodospad. Na końcu brzegu dryfowały dwa łabędzie – czarny i biały. Oba nieprzejęte niebezpieczeństwem. Całkiem spokojne, wpatrzone w siebie... Błękitno różowe drobiny wody unosiły się w powietrzu niczym brylanty w tym szarym, smutnym krajobrazie, ale w chaotycznych dźwiękach wodospadu elfka wciąż słyszała „pi pi pi pi” jakoby mysz spod miotły, jakoby wołanie o pomoc. Yvia weszła do wody bez najmniejszego zastanowienia, aż po sam pas i brnęła do centrum. Chciała spojrzeć za kotarę, odkryć co też się kryje się dalej, w jaskini, tuż za ścianą wody. Wiedziała, że istnieje coś dalej po pogłos był coraz wyraźniejszy. Szła po dnie, ale było coraz ciężej. Woda wydawała się coraz gęstsza, powoli zaczęło brakować jej tchu i wtedy…
***
Yvia gwałtownie odrzuciła kogoś od siebie, a w powietrzu zabłysło ostrze.
-Spokojnie! – wrzasnął młodzieniec – spałaś jak zabita! Jak!... Nigdy... myślałem, że spadniesz z tego krzesła, jej...
-Martin? – spytała elfka podnosząc pytająco brew – przecież Ci mówiłam żebyś mnie nie dotykał podczas drzemki – pouczyła młodzieńca, po czym odwróciła się od niego by wypolerować sztylet.
-Sorry no, ale myślałem, że serio odlecisz. Zawsze jesteś taka czujna, wszystko cię budzi, ale tym razem wydawałaś się taka… no nie wiem, bezwładna. Nie sądziłem, że popijesz jak reszta bandy… Ta najbardziej „dorosła” – zakończył wytykając jej język.
W pokoju panowała duchota, a na wszystkich możliwych meblach leżeli uczestnicy wczorajszego wieczoru. Ktoś systematycznie chrapał, ktoś inny przywarł do stołu pod zasłoną, która z racji zmiany swojego oficjalnego położenia wpuszczała do pomieszczenia mgiełkę promieni słońca. Jakaś dama obróciła się na kanapie, a jej wisiorek oślepił Yvię różowym blaskiem.
-Martin…
-Hmm?
-Mówiłeś kiedyś o takim miejscu… O najpiękniejszym wodospadzie w Alaranii. Gdzie to jest?
-Ach tak… Nawet niejednym wodospadzie! Ze Szczytów Fellarionu spływają dziesiątki takich. Mówią, że zamknięta u szczytu księżniczka płakała tak długo aż z gór zaczęły spływać wodospady. Niedaleko znajduje się zresztą królestwo Rapsodia, nazwane jej imeiniem… Piękne miasto elfów… Choć kiedyś ludzi. Wiesz, że w herbie mają dwa łabędzie? Brzmi to wszystko jak idealny romans! E… Yvia?
-Dzięki Martin!
-Ale…
Młodzieniec nie zdążył już o nic zapytać… Na wszystkie wątpliwości odpowiedziały mu jedynie trzaśnięte drzwi.
***
Yvia przemierzała las. Zaledwie wczoraj trafiła do Rapsodii a po ciężkiej podróży była w stanie już tylko leżeć odłogiem. Dopiero teraz zebrała siły by móc poszukać jakiś wskazówek, które z pewnością znajdowały się w niedawnym śnie. Z racji swojego początkowo spokojnego scenariusza nie zapamiętała zbyt wielu szczegółów i w takiej sytuacji zawsze się za to karciła, ale gdyby tak codziennie zapamiętywać dziesiątki takich sennych podróży… Kto by dał radę. Ona musiała, bo przecież chciała wyłapać wszystkie duchy z klątwy…
Nagle spokojną przechadzkę przerwała woń… spalenizny. Elfka zmarszczyła nieco nos nie będąc z początku pewna czy jest to oznaka niebezpieczeństwa czy może ot zwykłe ognisko. W ramach ostrożności najemniczka pochyliła się i podążając za głosami postanowiła zbliżyć się do miejsca zamieszania. Z pewnością nie spodziewała się zastać nachalnego jegomościa z trzema kobietami i być może Yvia przeszłaby bokiem wierząc, że jednak liczba przezwycięży siłę, ale owy mężczyzna nie wydawał się byle kołkiem ze wsi nie rozumiejącym słowa „nie” a obłąkanym szaleńcem. Pozwoliła sobie na delikatną manewrację magii. Z początku mieszanki emocji, ale ta subtelna chęć wpływu na napastnika nie podziałała. Spróbowała więc wpłynąć na jego duszę i poczuła… poczuła te ciasną przestrzeń w eterycznej części naszego ja. Wnętrze powinno być przenikliwe i czyste, ale ta dusza była owładnięta jakąś zewnętrzną siłą.
- Duch… - szepnęła pod nosem i uznała, że jednak pomoże trzem nieznajomym.
Mężczyznę nagle zdusiło w krtani i klatce piersiowej, jakby coś miało go wciągnąć do samego środka brzucha. Moc była na tyle intensywna, że na chwilę sparaliżowała ręce, wygięła mu palce, ale po sekundzie lekko zelżała nadal starając się go kontrolować. Yvia chciała przywołać jegomościa do porządku, nie od razu pozbawiać go błądzenia po tym padole łuski Prasmoka.
Elfka wyprostowała się z wyciągniętą ku duchowi ręką. Jej kroki były powolne, ale dumne. Trzymała silną postawę i nie spuszczała wzroku ze stworzenia.
- Czego od nich chcesz? – niski ton jej głosu domagał się natychmiastowych wyjaśnień. Nie interesowały jej tłumaczenia, wątki poboczne, a konkretne pobudki.
- Bo chyba średnio jesteś dla tych dam przekonywający. Z kobietami należy delikatnie postępować. Umiłować ich wdzięk subtelnościami, a nie strachem. Przynieść kwiaty czy coś...
Mówiąc to elfka zatrzymała się dopiero gdy stanęła przed kobietami. Szary kosmyk włosów opadł jej na twarz, ale nie zakrył nieustępliwego spojrzenia a czarne, przylegające do ciała ubrania podkreślały kobiecą sylwetkę. Wydawała się ostra niczym brzytwa… choć bił od niej spokój i chłód lodowego elfa.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość