Avarralie obudziła się z krzykiem wraz z pierwszą chwilą świadomości. Był to krzyk pełen przerażenia i bólu, któremu towarzyszyły gwałtowne i niekontrolowane ruchy wszystkich kończyn pajęczej damy. Nieznany głos oraz lekki materiał, w który zdołała zaplątać swe pajęcze odnóża, tylko pogorszyły jej atak paniki, aż w końcu nie mogła nabrać powietrza do płuc. Jej ciało płonęło od środka, a umysł zagubił się w niewiedzy i jedyne co mogła zrobić to walczyć, tak jak ryba walczy o swój ostatni oddech, gdy zostanie wyciągnięta na brzeg.
Minęła ledwie sekunda, a zarazem cała wieczność dla przemienionej, nim jej ciało przygniótł znajomy ciężar. Momentalnie przestała się szarpać, a oddech uspokoił się, po części w wyniku ucisku na jej żebra, ale też w wyniku tego, iż zdołała się uspokoić w obliczu znajomej wagi swego podopiecznego.
- Skarbeniek…?
Wielka tarantula zaszczebiotała z radości swoimi szczękoczułkami, dociskając swoje cielsko do ciała pajęczej damy. Nim jednak stworzenie zdołało sproszkować kości swej pani ciągłym naciskiem, znów rozległ się ten sam obcy głos co wcześniej, tym razem jednak Avarralie była w stanie zrozumieć, o czym przemawiają.
- Ja też bym się cieszył na twoim miejscu, ale jej ciało potrzebuje odpoczynku, nie połamanych kości. Możesz zostać przy niej tak długo, jak nie będziesz jej przyduszał. - Męski głos był słodki niczym miód, łagodny jak aksamit a na dodatek przywodził na myśl ciepło i bezpieczeństwo. O dziwo Skarbeniek był w stanie zrozumieć jegomościa, bowiem posłusznie zsunął się z torsu przemienionej i zamiast tego osiadł przy jej nogach, gdzie jego obecność wciąż była oczywista, a gdzie nie stanowił on zagrożenia dla obolałego ciała chitynowej kobiety.
Skoro o Avarralie mowa, to potrzebowała ona kilku chwil, by zrozumieć, gdzie się znajduje. Leżała na łóżku o śnieżnobiałej pościeli, w którą to splątały się niektóre z jej pajęczych odnóży. Zaczęła je rozplątywać, w międzyczasie pochłaniając wzrokiem resztę otoczenia. Była w drewnianej chacie, a przynajmniej w jednym z pomieszczeń wewnątrz takowego budynku. Szerokie okno pozbawione szkła wpuszczało zapach lasu oraz liczne promienie słońca. Niedaleko jej było identyczne łóżko, gdzie leżała śpiąca Nimfea. Jej usta nie były wykrzywione w grymas, więc najpewniej jej pobyt w krainie snów nie jest tak nieprzyjemny, jak to, co spotkało przemienioną.
W pomieszczeniu było jeszcze kilka innych pustych łóżek, wszystkie ustawione prostopadle do ściany z oknem. Po drugiej stronie pomieszczenia widać było zamknięte drzwi prowadzące do reszty chaty, a obok nich długi i szeroki stół, na którym widać było metaforyczne dziecko warsztatu alchemicznego oraz zestawu zielarza, gdzie liczne fiolki i naczynia albo czekały na swoją kolej, albo też były obecnie używane przez istotę stojącą przy stole. Mężczyzna, na pierwszy rzut oka zwykły człowiek ubrany w skromne ubrania chłopa. Włosy miał ścięte na krótko w kolorze bladego blondu, a skóra jego zdawała się jak u młodzieńca, mimo że z twarzy wyglądał na kogoś w kwiecie wieku. Na dodatek zdawał się wręcz emanować światłem, od którego ciężko było oderwać wzrok. Patrzyła na niego przez dłuższy moment, aż w końcu spojrzał on w jej stronę, nie zaprzestając w międzyczasie rozdrabniania na miazgę jakiegoś składnika w moździerzu. Jego nienaturalnie srebrzyste oczy praktycznie świeciły, gdy wpatrywały się w pajęczą damę.
- Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do twej pobudki. Już wiele osób trafiło pod moje skrzydła przez to, co się ostatnio wyprawia, ale ty jesteś pierwszą istotą, którą musiałem wyrwać z uścisku śmierci. Powinnaś leżeć jeszcze przez kilka tygodni we śnie, żeby wyzdrowieć, ale z drugiej strony fakt, że zdołałeś się obudzić świadczy o tym że nie wyszedłem z wprawy.
- Co…? - Im bardziej Avarralie była przytomna, tym bardziej zaczęła się martwić tym, że nie rozumie, co się dzieje. Rozglądnęła się w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia, ale poza nią, Nimfeą oraz mężczyzną nie było tu nikogo. No, był Skarbeniek, ale on teraz postanowił się zdrzemnąć, więc pożytku z niego było tyle, co nic na chwilę obecną. - Nie rozumiem. Co się stało?
- Mam nadzieje, że to faktyczna niewiedza, a nie amnezja. Nie znalazłem u ciebie ani u tej drugiej żadnego urazu głowy, ale nigdy nie wiadomo… Ah, odbiegam od tematu znowu, wybacz. Witam w Dolinie Snów, pięknej krainie skrytej w Planach Niebiańskich a ostatnimi czasy także w miejscu, gdzie trafia zaskakująca liczba istot z każdego zakamarka Alaranii. Ty, twój zwierzak i twoja znajoma, jak wiele innych przed wami, trafiliście tutaj prawdopodobnie nie z waszej woli. Ci, co przybyli przytomni mówili o portalach pojawiających się znienacka i wręcz rzucających się na wszystko, co się rusza. Ciekawe, czyż nie?
- … Czemu dalej tu jesteśmy? - Avarralie nie potrafiła zrozumieć, czemu jeszcze nie została wykopana z tego miejsca. Plany Niebiańskie to nie była przestrzeń, gdzie pająki były mile widziane, przynajmniej tak jej podpowiadała jej nieliczna wiedza o tym wymiarze.
- Krótka odpowiedź, przez ciebie. - odpowiedział mężczyzna, ale jego ton nie był oskarżycielski. Wręcz przeciwnie, jego głos zdawał się użalać nad przemienioną. - Dłuższa wersja zaś to fakt, iż nie chcę mieć cię na sumieniu, więc zostaniesz tutaj tak długo, aż będę mieć pewność, że twoje ciało zdoła przetrwać jakiś czas bez nadzoru medycznego. Widzę mnóstwo długo i krótkotrwałych problemów z tobą, z czego przynajmniej kilka wynika z twojej niedawnej podróży do tego miejsca, choć widzę też kilka standardowych rzeczy jak oznaki zmęczenia, niedożywienia i generalne osłabienie organizmu. Prawdopodobnie spędzisz sporo czasu w łóżku, ale nawet gdy pozwolę ci chodzić o własnych siłach, to nie pozwolę ci odejść stąd, bo będę musiał obserwować cię przez pewien czas, by upewnić się, czy twój stan się nie pogorszy znienacka.
Avarralie nie wiedziała, czy bezpiecznie będzie zareagować w jakikolwiek sposób na to, co usłyszała. Im bardziej dochodziła do siebie, tym bardziej czuła, że mężczyzna rozmawiający z nią nie był byle człowiekiem. Anioł? Możliwe, ale nie chciała zgadywać. Nie wiedząc, co zrobić z tym, co się dowiedziała, obróciła głowę w stronę Nimfei, która zaczęła ruszać się przez sen, bez wątpienia ze względu na odbywającą się w pokoju rozmowę.
- Nie martwiłbym się o nią. Nic jej nie było, po prostu straciła przytomność, prawdopodobnie podczas samej transportacji. Skakanie między wymiarami to nie jest najprzyjemniejsza rzecz, jeżeli narzuca się ją na kogoś, kto nie jest na to przygotowany. Prawdopodobnie obudzi się wkrótce, co jest nam na rękę, bo nawet jeśli nie jesteś jeszcze na siłach, to nie znaczy, że chce cię tu trzymać bez możliwości odetchnięcia świeżym powietrzem. Z jej pomocą i entuzjazmem twojego pająka myślę, że bez trudu uda nam się zaciągnąć cię na oględziny wioski, w której się znajdujemy.
Dolina Snów ⇒ Teraz kręcisz z portalami. I pająkami. Z rybami w sumie też. A, i z duchami!
- Avarralie
- Szukający drogi
- Posty: 29
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Przemieniony
- Profesje: Wędrowiec , Alchemik
- Kontakt:
- Nimfea
- Szukający drogi
- Posty: 29
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Przemieniony
- Profesje: Inna
- Kontakt:
Wszędzie była woda. Wygłuszała dźwięki z powierzchni, było tak cicho i spokojnie. Nimfea płynęła przed siebie. Znała tu każdą rybę, każdy kamień czy wodorost. Błyszczące Jezioro, jej dom. Nie wiedziała, dokąd zmierza, jej łuski odbijały promienie słońca, nadając im blasku. Coś jednak było nie tak. Ktoś krzyknął, a potem słychać było głosy. Przemieniona zmarszczyła brwi i spojrzała wokół. Nie wiedziała, skąd dochodziły. W którąkolwiek stronę chciała płynąć, nie były ani głośniejsze, ani nie cichły. Wątpiła, aby dochodziły z jej własnej głowy, ale jeśli nie, to skąd?
Nimfea nagle uderzyła plecami o drewnianą ścianę swojej chaty z dzieciństwa. Nie powinna tu być, z pewnością nie pod wodą. Pająki nie potrafiły pływać, a jednak chodziły po mulistym dnie niczym po kamieniach w lesie. Tkały sieć, której prądy morskie nawet nie tknęły. Kobieta widziała swoje różowe kosmyki dające się im nieść, była w wodzie. Na pewno.
Tylko nie mogła zrozumieć tej coraz większej ilości absurdów. Może już zaczynała wariować z tej samotności. I znów te głosy. Drażniły ją, przeszkadzały. Krzyknęła, aby zamilkły, ale jej usta nie wydały żadnego dźwięku. Przytłoczona syrenka usiadła więc na dnie i objęła swoje kolana, kładąc na nich głowę i cicho szlochając.
Wtedy zupełnie nagle wszystko zniknęło. Nastała ciemność, gdy otworzyła oczy, zrozumiała, to był jakiś dziwny sen, koszmar. Nic więcej. Po jej policzkach spływały prawdziwe łzy, ale leżała w czystej i co ważniejsze suchej pościeli. Spała.
Jednakże rzeczywistość w tym momencie wydawała się jej równie surrealistyczna, o ile nią była. Po chwili spostrzegła Avarralie i nawet Skarbeńka. Przynajmniej nie była sama. Nie do końca pamiętała, co właściwie się wydarzyło. Jakiś las, ognisko, wieża… Nie miała ochoty o tym myśleć.
Usiadła na łóżku i rozprostowała ramiona, ziewając przeciągle.
-… Avarralie? – spytała, licząc, że jej towarzyszka będzie wiedzieć więcej – Gdzie… Gdzie my jesteśmy? I kim on… jest? – dodała, gdy zauważyła obcego mężczyznę – Woda… Jak długo tu jesteśmy? Muszę wejść do wody – zaczęła panikować.
Po chwili jednak przypomniała sobie o swoim naszyjniku z fiolką. W ostateczności mogła go użyć, jednakże wolała to robić, gdy ma całkowitą pewność, że nie zdąży wrócić do wody w odpowiednim czasie.
Powoli wstała z łóżka, miała wrażenie, jakby od dawna nie używała nóg. Na szczęście przeszło dość szybko. Powolnym, odrobinę kaczym krokiem podeszła do mężczyzny i swojej towarzyszki. Chciała odpowiedzi, ale czuła na tyle duże wyczerpanie ostatnimi wydarzeniami, że z jej ust wypłynęło jeszcze tylko jedno, dość niemrawe zdanie.
- Chcę do domu…
Wybełkotała i usiadła na łóżku brunetki. Potrzebowała energii, była taka słaba z powodu głodu. Znowu będzie musiała zabić i znowu przyjdą wyrzuty sumienia.
- A co jak jesteśmy tu tylko my i ten mężczyzna? Co, jeśli on ucieknie i będę musiała zabrać siły życiowe Avarralie? Już ją poznałam… Agh, nie powinnam była. Nie powinnam zawierać znajomości, jestem potworem. Niech ktoś mi pomoże… Chcę do domu. Chce do wody…
Nimfea nagle uderzyła plecami o drewnianą ścianę swojej chaty z dzieciństwa. Nie powinna tu być, z pewnością nie pod wodą. Pająki nie potrafiły pływać, a jednak chodziły po mulistym dnie niczym po kamieniach w lesie. Tkały sieć, której prądy morskie nawet nie tknęły. Kobieta widziała swoje różowe kosmyki dające się im nieść, była w wodzie. Na pewno.
Tylko nie mogła zrozumieć tej coraz większej ilości absurdów. Może już zaczynała wariować z tej samotności. I znów te głosy. Drażniły ją, przeszkadzały. Krzyknęła, aby zamilkły, ale jej usta nie wydały żadnego dźwięku. Przytłoczona syrenka usiadła więc na dnie i objęła swoje kolana, kładąc na nich głowę i cicho szlochając.
Wtedy zupełnie nagle wszystko zniknęło. Nastała ciemność, gdy otworzyła oczy, zrozumiała, to był jakiś dziwny sen, koszmar. Nic więcej. Po jej policzkach spływały prawdziwe łzy, ale leżała w czystej i co ważniejsze suchej pościeli. Spała.
Jednakże rzeczywistość w tym momencie wydawała się jej równie surrealistyczna, o ile nią była. Po chwili spostrzegła Avarralie i nawet Skarbeńka. Przynajmniej nie była sama. Nie do końca pamiętała, co właściwie się wydarzyło. Jakiś las, ognisko, wieża… Nie miała ochoty o tym myśleć.
Usiadła na łóżku i rozprostowała ramiona, ziewając przeciągle.
-… Avarralie? – spytała, licząc, że jej towarzyszka będzie wiedzieć więcej – Gdzie… Gdzie my jesteśmy? I kim on… jest? – dodała, gdy zauważyła obcego mężczyznę – Woda… Jak długo tu jesteśmy? Muszę wejść do wody – zaczęła panikować.
Po chwili jednak przypomniała sobie o swoim naszyjniku z fiolką. W ostateczności mogła go użyć, jednakże wolała to robić, gdy ma całkowitą pewność, że nie zdąży wrócić do wody w odpowiednim czasie.
Powoli wstała z łóżka, miała wrażenie, jakby od dawna nie używała nóg. Na szczęście przeszło dość szybko. Powolnym, odrobinę kaczym krokiem podeszła do mężczyzny i swojej towarzyszki. Chciała odpowiedzi, ale czuła na tyle duże wyczerpanie ostatnimi wydarzeniami, że z jej ust wypłynęło jeszcze tylko jedno, dość niemrawe zdanie.
- Chcę do domu…
Wybełkotała i usiadła na łóżku brunetki. Potrzebowała energii, była taka słaba z powodu głodu. Znowu będzie musiała zabić i znowu przyjdą wyrzuty sumienia.
- A co jak jesteśmy tu tylko my i ten mężczyzna? Co, jeśli on ucieknie i będę musiała zabrać siły życiowe Avarralie? Już ją poznałam… Agh, nie powinnam była. Nie powinnam zawierać znajomości, jestem potworem. Niech ktoś mi pomoże… Chcę do domu. Chce do wody…
- Avarralie
- Szukający drogi
- Posty: 29
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Przemieniony
- Profesje: Wędrowiec , Alchemik
- Kontakt:
Avarallie, sama jeszcze przetwarzając wszystko, co jej powiedział niebianin, z początku cicho obserwowała pobudkę Nimfei, która wyrwała się z objęć snu ze łzami w oczach.
“Och, kwiatuszku, czyżby koszmar cię dopadł, czy może użalasz się nad faktem, iż obudziłaś się i stawić musisz czoło swojemu smutnemu żywotu po raz kolejny?”
Dzika myśl przeszła przez głowę Avarallie, niby jej, lecz niewyraźna, niczym przez mgłę. Prawdopodobnie to, co podawał jej mężczyzna, mgliło jej umysł, nawet te fragmenty, które już dawno zostały złamane.
Gdy Nimfea zadała pytanie skierowane w jej stronę, pajęczyca ostrożnie podniosła się, z pomocą rąk i odnóży, co by także usiąść na swoim łóżku, lecz w przeciwieństwie do Nimfei nie mogła ruszyć nogami, bo na tych wciąż spał Skarbeniek. Zwracając ku niemu na moment uwagę, cichutko pogaworzyła do swojego gigantycznego pajączka, tak jakby zwracała się do śpiącego dziecka, w międzyczasie głaszcząc go delikatnie po jego głowie. Zajęcie to rozproszyło pajęczyce na tyle, że gdy ponownie odwróciła się ku Nimfei, ta była już na krawędzi łóżka chitynowej damy, jakaś taka smutna i wyczerpana. To oczywiście przypomniało przemienionej o pytaniu łuskowatej, lecz zamiast od razu na nie odpowiedzieć, Avarralie zaśmiała się jak dzika. Mężczyzna, co jakiś czas odwracający się w ich stronę, postanowił milczeć, co by dać obydwu istotom czas na rozmowę bez jego ingerencji.
- Ha… Ha… Kwiatuszku, nie uwierzysz, gdzie jesteśmy. - W końcu Avarallie przestała śmiać się na tyle, by móc wysłowić się w stronę swej płetwiastej przyjaciółki. - Jesteśmy w niebie! Nie tym niebie co nad naszymi głowami zazwyczaj, ale TYM niebie! Tym o które modlą się ci, którzy się nas boją i którzy przed nami uciekają! - Widząc w tym swego rodzaju ironię losu, pajęcza matka zaśmiała się po raz kolejny, łapiąc się aż za boki, bo te zaczęły ją pobolewać.
- Żeby była jasność, trafiłyście tu przez dziki portal, nie w naturalny sposób. - Mężczyzna wtrącił się, nie chcąc, aby Nimfea doszła do złych wniosków. - Ostatnimi czasy mamy ich straszliwą plagę i Dolinę Snów zalewa cała fala śmiertelnych istot. Tych, co złapiemy, zazwyczaj odsyłamy natychmiast, ale jedna z was była większością kończyn w grobie, a ja nie miałem serca, by to zignorować. Gdy tylko będę miał pewność, że nic już jej nie będzie, odeślemy was tam, gdzie chcecie. Nawet do domu, o którym wspominałaś, gdziekolwiek by on był. - Widać było, iż mówił przede wszystkim do Nimfei, chcąc ukoić jej zmartwienia, nawet jeśli nie odwracał on wzroku od fiolki, do której teraz dodawał różne przygotowane składniki.
Gdy tylko skończył pracować nad płynem, który przybrał fioletowy kolor, w którym tańczyły czerwone drobinki, podniósł on ów fiolkę i odwrócił się do obydwu kobiet, spokojnym krokiem podchodząc do łóżka, które obydwie zajmowały. Gdy był wystarczająco blisko, wyciągnął on swoją rękę w kierunku wciąż chichoczącej Avarralie, oferując lekarstwo trzymane w jego dłoni.
- To powinno ustabilizować twój stan. Nie uleczyć, tego to nawet z pomocą magii nie zdołałbym zrobić, ale będziesz po prostu chora, nie śmiertelnie chora. - Odezwał się do pajęczycy, po czym odwrócił głowę w stronę drugiej przemienionej. - Mówiłaś, że potrzebujesz wody? Podejrzewam, że do zanurzenia się, nie do picia. Wioska jest na brzegu sporego jeziora. - Po tych słowach westchnął ciężko, masując ręką swoje czoło. - Wyjdziecie razem, ty dla wody, ona, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i by zobaczyć czy da radę nie zasłabnąć po odrobinie wysiłku fizycznego. Nalegam, abyście obydwie nie przeszkadzały innym mieszkańcom. Najlepiej nie zbliżajcie się do nikogo innego. Jesteście tutaj, wprost to mówiąc, nieproszonymi gośćmi, i gdyby nie fakt, że chce twoją chorowitą znajomą mieć na oku jeszcze jakiś czas, to już dawno zacząłbym otwierać dla was portal, zrozumiano?
Po tych słowach wcisnął fiolkę w dłoń Avarralie, która niepewnie po nią sięgała, i powrócił on do stołu, przy którym wcześniej pracował.
- Wyjście znajdziecie same. Ja mam wiele do zrobienia. Wróccie gdyby coś się stało lub gdy będziecie już chciały opuścić tę krainę. - Po tych słowach skupił się ponownie na moździerzu, do którego zaczął wsypywać różne składniki, aby je dokładnie sproszkować.
Avarralie, która w międzyczasie zdążyła już wypić ofiarowane jej lekarstwo, kaszląc intensywnie po jego spożyciu.
- Khe… niedobre. - Marudziła pajęczyca. - Skarbeniek, idziemy na spacer, pomożesz mamusi?
Skarbeniek natychmiast przebudził się ze snu i z entuzjazmem psa zszedł z łóżka, ustawiając się tak by pajęcza dama mogła bez trudu zejść z łoża wprost na jego obszerny odwłok, co też przemieniona zrobiła, usadawiając się wygodnie i ostrożnie.
- Ty przodem kwiatuszku? Nie chcemy w końcu, żebyś uschła. - Powiedziała Avarralie, jej ton gdzieś pomiędzy przyjazną troską a złowieszczą groźbą.
“Och, kwiatuszku, czyżby koszmar cię dopadł, czy może użalasz się nad faktem, iż obudziłaś się i stawić musisz czoło swojemu smutnemu żywotu po raz kolejny?”
Dzika myśl przeszła przez głowę Avarallie, niby jej, lecz niewyraźna, niczym przez mgłę. Prawdopodobnie to, co podawał jej mężczyzna, mgliło jej umysł, nawet te fragmenty, które już dawno zostały złamane.
Gdy Nimfea zadała pytanie skierowane w jej stronę, pajęczyca ostrożnie podniosła się, z pomocą rąk i odnóży, co by także usiąść na swoim łóżku, lecz w przeciwieństwie do Nimfei nie mogła ruszyć nogami, bo na tych wciąż spał Skarbeniek. Zwracając ku niemu na moment uwagę, cichutko pogaworzyła do swojego gigantycznego pajączka, tak jakby zwracała się do śpiącego dziecka, w międzyczasie głaszcząc go delikatnie po jego głowie. Zajęcie to rozproszyło pajęczyce na tyle, że gdy ponownie odwróciła się ku Nimfei, ta była już na krawędzi łóżka chitynowej damy, jakaś taka smutna i wyczerpana. To oczywiście przypomniało przemienionej o pytaniu łuskowatej, lecz zamiast od razu na nie odpowiedzieć, Avarralie zaśmiała się jak dzika. Mężczyzna, co jakiś czas odwracający się w ich stronę, postanowił milczeć, co by dać obydwu istotom czas na rozmowę bez jego ingerencji.
- Ha… Ha… Kwiatuszku, nie uwierzysz, gdzie jesteśmy. - W końcu Avarallie przestała śmiać się na tyle, by móc wysłowić się w stronę swej płetwiastej przyjaciółki. - Jesteśmy w niebie! Nie tym niebie co nad naszymi głowami zazwyczaj, ale TYM niebie! Tym o które modlą się ci, którzy się nas boją i którzy przed nami uciekają! - Widząc w tym swego rodzaju ironię losu, pajęcza matka zaśmiała się po raz kolejny, łapiąc się aż za boki, bo te zaczęły ją pobolewać.
- Żeby była jasność, trafiłyście tu przez dziki portal, nie w naturalny sposób. - Mężczyzna wtrącił się, nie chcąc, aby Nimfea doszła do złych wniosków. - Ostatnimi czasy mamy ich straszliwą plagę i Dolinę Snów zalewa cała fala śmiertelnych istot. Tych, co złapiemy, zazwyczaj odsyłamy natychmiast, ale jedna z was była większością kończyn w grobie, a ja nie miałem serca, by to zignorować. Gdy tylko będę miał pewność, że nic już jej nie będzie, odeślemy was tam, gdzie chcecie. Nawet do domu, o którym wspominałaś, gdziekolwiek by on był. - Widać było, iż mówił przede wszystkim do Nimfei, chcąc ukoić jej zmartwienia, nawet jeśli nie odwracał on wzroku od fiolki, do której teraz dodawał różne przygotowane składniki.
Gdy tylko skończył pracować nad płynem, który przybrał fioletowy kolor, w którym tańczyły czerwone drobinki, podniósł on ów fiolkę i odwrócił się do obydwu kobiet, spokojnym krokiem podchodząc do łóżka, które obydwie zajmowały. Gdy był wystarczająco blisko, wyciągnął on swoją rękę w kierunku wciąż chichoczącej Avarralie, oferując lekarstwo trzymane w jego dłoni.
- To powinno ustabilizować twój stan. Nie uleczyć, tego to nawet z pomocą magii nie zdołałbym zrobić, ale będziesz po prostu chora, nie śmiertelnie chora. - Odezwał się do pajęczycy, po czym odwrócił głowę w stronę drugiej przemienionej. - Mówiłaś, że potrzebujesz wody? Podejrzewam, że do zanurzenia się, nie do picia. Wioska jest na brzegu sporego jeziora. - Po tych słowach westchnął ciężko, masując ręką swoje czoło. - Wyjdziecie razem, ty dla wody, ona, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i by zobaczyć czy da radę nie zasłabnąć po odrobinie wysiłku fizycznego. Nalegam, abyście obydwie nie przeszkadzały innym mieszkańcom. Najlepiej nie zbliżajcie się do nikogo innego. Jesteście tutaj, wprost to mówiąc, nieproszonymi gośćmi, i gdyby nie fakt, że chce twoją chorowitą znajomą mieć na oku jeszcze jakiś czas, to już dawno zacząłbym otwierać dla was portal, zrozumiano?
Po tych słowach wcisnął fiolkę w dłoń Avarralie, która niepewnie po nią sięgała, i powrócił on do stołu, przy którym wcześniej pracował.
- Wyjście znajdziecie same. Ja mam wiele do zrobienia. Wróccie gdyby coś się stało lub gdy będziecie już chciały opuścić tę krainę. - Po tych słowach skupił się ponownie na moździerzu, do którego zaczął wsypywać różne składniki, aby je dokładnie sproszkować.
Avarralie, która w międzyczasie zdążyła już wypić ofiarowane jej lekarstwo, kaszląc intensywnie po jego spożyciu.
- Khe… niedobre. - Marudziła pajęczyca. - Skarbeniek, idziemy na spacer, pomożesz mamusi?
Skarbeniek natychmiast przebudził się ze snu i z entuzjazmem psa zszedł z łóżka, ustawiając się tak by pajęcza dama mogła bez trudu zejść z łoża wprost na jego obszerny odwłok, co też przemieniona zrobiła, usadawiając się wygodnie i ostrożnie.
- Ty przodem kwiatuszku? Nie chcemy w końcu, żebyś uschła. - Powiedziała Avarralie, jej ton gdzieś pomiędzy przyjazną troską a złowieszczą groźbą.
- Nimfea
- Szukający drogi
- Posty: 29
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Przemieniony
- Profesje: Inna
- Kontakt:
- Niebie? - Nimfea w pierwszej chwili zamarła słysząc te słowa. Jej pierwszą myślą było, iż umarła.
Po chwili natomiast pojawiły się wątpliwości. Ostatnie lata życia myślała o tym wydarzeniu, ale teraz gdy to się stało… to nie wyglądało tak, jak tego oczekiwała. Liczyła na koniec, brak świadomości, nicość. Tymczasem to było jak dalsze życie tylko gdzieś indziej. Gdy nieco się uspokoiła, dopuściła do głosu zdrowy rozsądek. Czy syreny idą do nieba? Czy demony idą do nieba? Przecież zabijała, jak mogłaby zasłużyć na pójście tutaj zamiast do Piekła? Zbyt wiele rzeczy się nie zgadzało. Poza tym, jeśli byłaby w niebie, raju to z pewnością nie wyglądałaby dalej tak jak teraz. Byłaby ponownie normalną syreną ze zdolnością przybrania ludzkiej formy, kiedy tylko zechce. Tymczasem nadal było do dupy.
Jej dedukcję potwierdził również stojący nieopodal mężczyzna. Nimfea uniosła brwi zaskoczona.
- To nie macie jakichś magicznych zabezpieczeń? Nawet byle diabeł może tu przypadkiem trafić? – spytała jakby oburzona, choć sama nie wiedziała dlaczego. Nigdy nie była przecież osobą religijną. Jednakże w pewnym sensie ją to zirytowało, w końcu Plany Niebiańskie jawiły się jako miejsce świętości, gdzie tylko najczystsze dusze mogą trafić.
Po chwili dotarło do niej, że nie wie nawet, jak ma na imię jej rozmówca, a następnie dotarło do niej, iż jest to najprawdopodobniej najprawdziwszy anioł.
- Czekaj… Jesteś aniołem prawda? Jak ci w ogóle na imię? – dopytała ciekawsko – Ja jestem Nimfea… - wymamrotała, rozważając, czy przedstawiać również Pajęczyce, ale uznała, iż niebianin pewnie jest już w posiadaniu tej informacji.
Skinęła głową na pytanie anioła. Aczkolwiek wciąż nie mogła uwierzyć, że jest tutaj tak… normalnie. Nie są pośród aksamitnych chmur, jest tu wioska, a nawet jezioro. Było to dla Nim dość trudne do pojęcia.
- Dlaczego? – wypaliła w pewnym momencie różowowłosa. Zaraz po tym jednak wbiła wzrok w podłogę, jakby żałując swojej śmiałości. Mężczyzna mógł pomyśleć, iż odnosiło się to do kwestii bycia nieproszonymi, jednakże Nimfea doskonale to rozumiała. W końcu zawsze była niemile widziana, zawsze nie pasowała do reszty, zawsze była tą inną – Dlaczego... nam pomagasz? Jesteśmy demonami – wykrztusiła w końcu, choć nie była to oryginalna treść jej pytania, którą pierwotnie miała w głowie.
Niestety anioł nie był zbyt rozmowny. Dlatego po krótkiej wymianie zdań zgodnie z jego sugestią, obie przemienione wyszły zaczerpnąć świeżego powietrza. Avarralie poruszała się dość powolnie, może wciąż była zmęczona po ostatnich wydarzeniach. Tymczasem Nim szła, podnosząc nogi wyżej, niż większość istot lądowy, w końcu miała płetwy. Gdy w pewnym momencie zagapiła się na coś i zbyt pewnie postawiła kolejny krok, runęła prosto na ziemię, obijając sobie łokcie, na których wylądowała. W myślach przeklęła moment, kiedy stała się przemienioną. Miała wszystko, mogła być człowiek albo syreną. Zapragnęła jednak ludzkiej postaci i z własnej głupoty utknęła w tej okropnej, pośredniej formie.
Przynajmniej obie zdołały dotrzeć do jeziora. Nimfea wskoczyła do chłodnej wody i natychmiast zanurkowała, docierając na piaszczyste dno, gdzie usiadła, chcąc mieć chwilę spokoju na przemyślenia. Zostawiła przez to pajęczycę samą na dłuższą chwilę.
- O nie… - pomyślała syrenka, gdy po parunastu minutach przypomniała sobie słowa niebianina. Nie są tu mile widziane i nie powinny się rzucać w oczy.
Natychmiast się wynurzyła. Jednakże widok, który zastała na powierzchni, był ostatnim, jakiego się spodziewała. Gromada uskrzydlonych dzieciaków otoczyła Avarralie i zadawała mnóstwo pytań. Jedna dziewczynka nawet siedziała na jej odwłoku!
Po chwili natomiast pojawiły się wątpliwości. Ostatnie lata życia myślała o tym wydarzeniu, ale teraz gdy to się stało… to nie wyglądało tak, jak tego oczekiwała. Liczyła na koniec, brak świadomości, nicość. Tymczasem to było jak dalsze życie tylko gdzieś indziej. Gdy nieco się uspokoiła, dopuściła do głosu zdrowy rozsądek. Czy syreny idą do nieba? Czy demony idą do nieba? Przecież zabijała, jak mogłaby zasłużyć na pójście tutaj zamiast do Piekła? Zbyt wiele rzeczy się nie zgadzało. Poza tym, jeśli byłaby w niebie, raju to z pewnością nie wyglądałaby dalej tak jak teraz. Byłaby ponownie normalną syreną ze zdolnością przybrania ludzkiej formy, kiedy tylko zechce. Tymczasem nadal było do dupy.
Jej dedukcję potwierdził również stojący nieopodal mężczyzna. Nimfea uniosła brwi zaskoczona.
- To nie macie jakichś magicznych zabezpieczeń? Nawet byle diabeł może tu przypadkiem trafić? – spytała jakby oburzona, choć sama nie wiedziała dlaczego. Nigdy nie była przecież osobą religijną. Jednakże w pewnym sensie ją to zirytowało, w końcu Plany Niebiańskie jawiły się jako miejsce świętości, gdzie tylko najczystsze dusze mogą trafić.
Po chwili dotarło do niej, że nie wie nawet, jak ma na imię jej rozmówca, a następnie dotarło do niej, iż jest to najprawdopodobniej najprawdziwszy anioł.
- Czekaj… Jesteś aniołem prawda? Jak ci w ogóle na imię? – dopytała ciekawsko – Ja jestem Nimfea… - wymamrotała, rozważając, czy przedstawiać również Pajęczyce, ale uznała, iż niebianin pewnie jest już w posiadaniu tej informacji.
Skinęła głową na pytanie anioła. Aczkolwiek wciąż nie mogła uwierzyć, że jest tutaj tak… normalnie. Nie są pośród aksamitnych chmur, jest tu wioska, a nawet jezioro. Było to dla Nim dość trudne do pojęcia.
- Dlaczego? – wypaliła w pewnym momencie różowowłosa. Zaraz po tym jednak wbiła wzrok w podłogę, jakby żałując swojej śmiałości. Mężczyzna mógł pomyśleć, iż odnosiło się to do kwestii bycia nieproszonymi, jednakże Nimfea doskonale to rozumiała. W końcu zawsze była niemile widziana, zawsze nie pasowała do reszty, zawsze była tą inną – Dlaczego... nam pomagasz? Jesteśmy demonami – wykrztusiła w końcu, choć nie była to oryginalna treść jej pytania, którą pierwotnie miała w głowie.
Niestety anioł nie był zbyt rozmowny. Dlatego po krótkiej wymianie zdań zgodnie z jego sugestią, obie przemienione wyszły zaczerpnąć świeżego powietrza. Avarralie poruszała się dość powolnie, może wciąż była zmęczona po ostatnich wydarzeniach. Tymczasem Nim szła, podnosząc nogi wyżej, niż większość istot lądowy, w końcu miała płetwy. Gdy w pewnym momencie zagapiła się na coś i zbyt pewnie postawiła kolejny krok, runęła prosto na ziemię, obijając sobie łokcie, na których wylądowała. W myślach przeklęła moment, kiedy stała się przemienioną. Miała wszystko, mogła być człowiek albo syreną. Zapragnęła jednak ludzkiej postaci i z własnej głupoty utknęła w tej okropnej, pośredniej formie.
Przynajmniej obie zdołały dotrzeć do jeziora. Nimfea wskoczyła do chłodnej wody i natychmiast zanurkowała, docierając na piaszczyste dno, gdzie usiadła, chcąc mieć chwilę spokoju na przemyślenia. Zostawiła przez to pajęczycę samą na dłuższą chwilę.
- O nie… - pomyślała syrenka, gdy po parunastu minutach przypomniała sobie słowa niebianina. Nie są tu mile widziane i nie powinny się rzucać w oczy.
Natychmiast się wynurzyła. Jednakże widok, który zastała na powierzchni, był ostatnim, jakiego się spodziewała. Gromada uskrzydlonych dzieciaków otoczyła Avarralie i zadawała mnóstwo pytań. Jedna dziewczynka nawet siedziała na jej odwłoku!
- Avarralie
- Szukający drogi
- Posty: 29
- Rejestracja: 10 lat temu
- Rasa: Przemieniony
- Profesje: Wędrowiec , Alchemik
- Kontakt:
Anioł przemilczał większość z pytań Nimfei. Gdy wspomniała z oburzeniem o tym, jak łatwo można sie dostać do doliny snów, wzruszył tylko ramionami. Gdy się przedstawiła, mruknął tylko “Ezekiel”, nawet nie odrywając się od tego, czym akurat się zajmował. Nawet, gdy Nimfea zaczęła się użalać nad jego motywami, on tylko spojrzał na nią kątem oka i westchnął, najwyraźniej uznając iż nie miał ani chęci, ani sił, by tłumaczyć swoją motywacje, gdy nie było na to potrzeby.
Avarralie nie podzielała ani ciekawości, ani zagwozdek swojej wodnej przyjaciółki, dlatego też nie wsparła Nimfei ani razu, gdy zadawała pytania które pozostawały bez odpowiedzi. Dopiero, gdy ruszyli, Avarralie zaczęła się odzywać.
- Ten cały… Ezekiel? - Avarralie zaczęła, po czym machnęła ręką, jakby odganiała niewartą niczego myśl. Była wygodnie usadowiona na skarbeńku, który bez trudu dreptał przed siebie, grzecznie dopasowując swoją prędkość do człapania przemienionej syreny. - Nie przejmuj się nim. Widać, że wstał lewym skrzydłem z chmurki na której zazwyczaj sypia. Pewnie nawet nie zauważył, jaki wyszedł z niego gbur, gdy nie chciał ci odpowiadać.
Gdy Nimfea się przewróciła, pajęcza dama zacmokała, niczym z niezadowolenia, ale mimo to zaczekała na to, aż się podniesie z ziemi, cały czas jej towarzysząc. I tak było aż dotarli do skraju jeziora. Byli daleko i od chaty, z której wyszli i innych budynków, które było widać kilkaset metrów. Nie byli ukryci, teren dookoła jeziora, choć trawiasty i dziki, był odsłonięty - najbliższy las był po drugiej wioską, niemalże na skraju tego, co mogły widzieć, w czasie gdy z każdej innej strony rozciągała się półdzika polana, kwiecista i z trawą sięgającą do kolan.
Avarralie ledwo zdążyła otworzyć usta by coś powiedzieć, a Nimfea już zdążyła zniknąć pod taflą wody, pozostawiając za sobą tylko wzburzoną powierzchnie jeziora.
- … Bardzo spragniony kwiatuszek z ciebie. - Skomentowała Avarralie mimo tego, iż nie było nikogo, kto mógłby ją usłyszeć.
Sekundy zamieniły się w minuty, a Avarralie siedziała na grzbiecie Skarbeńka, jej oczy zamknięte. Sam olbrzymi pająk położył się, ucinając sobie kolejną drzemkę, póki była okazja. Pajęcza dama nie myślała o niczym konkretnym, zamiast tego rozkoszując się nieskalanym, czystym powietrzem oraz tym, jak każdy oddech przychodził z łatwością, której dawno nie zaznała. Czymkolwiek był lek, który ofiarował jej anioł, koił on najcięższe dolegliwości jej ciała w zaskakujący sposób.
Gdy usłyszała odległe trzepotanie skrzydeł, nie zwróciła na to uwagi.
Gdy zaczęło się ono zbliżać, robiąc się coraz liczniejsze i głośniejsze, wydała z siebie pomruk niezadowolenia, ale wciąż miała zamknięte oczy, ciesząc się z promieni słońca ogrzewających jej chorowite ciało.
W końcu jednak dźwięki skrzydeł znajdowały się tuż obok niej i nie przestawały. Niechętnie i z grymasem niezadowolenia otworzyła oczy, gotowa odgonić przeklęte ptaki które pewnie zobaczyły wielkiego pająka i pomyślały o wielkim obiedzie. Ale zamiast tego dane jej było zobaczyć stado… młodocianych aniołów, nawet nie nastolatków. Wszystkie były w powietrzu, na tyle daleko by ani ona, ani Skarbeniek, nie były w stanie ich dosięgnąć. Głównie chłopcy i kilka dziewczynek, wszyscy ubrani w proste ale nienagannie białe ubrania, zwiewne i skromne lecz z materiału, który zdawał się wręcz magiczny, biorąc pod uwagę iż prawie emanował własnym światłem.
Pajęcza dama podniosła jedną z brwi, rozglądając się po dzieciarni.
- Jeżeli chcecie, bym was zjadła, to ustawcie się chociaż w kolejce. - Zaczęła, kompletnie źle interpretując to zgromadzenie. - Aczkolwiek ostrzegam, iż niektórzy z was wyglądają na za chudych, więc tych będę musiała wpierw nakarmić pozostałymi.
Kilka niezręcznych chwil ciszy między nią, a anielską zgrają, bardzo szybko przerodziło się w nerwowy śmiech między dziećmi, a pajęcza dama, nie rozumiejąc czemu się śmieją też zaczęła się śmiać. Choć śmiech jej był ewidentnie szalony, to bardzo dzieciaki dookoła, naiwne i niewinne, zaczęły się uspokajać i śmiać razem z nią.
- Czym jesteś? - Zapytała jedna z dziewczynek.
- Pająkiem, oczywiście.
- Ale nie wyglądasz na pająka! - jeden z chłopaków ją oskarżył.
Avarralie bez słowa poruszyła wszystkimi pajęczymi kończynami w jego stronę, aż chłopiec poczuł się głupio i twarz jego zaczerwieniała od zażenowania.
- Czy pająk na którym siedzisz to twój ojciec? - Inny chłopiec zapytał.
- No wiesz co? - Pajęcza dama stwierdziła z oburzeniem, aż kładąc ręce na biodrach. - Nie widzisz że młodzieniec z niego? To moje maleństwo! Patrz jaki malutki jest! - powiedziała, klepiąc to maleństwo, na którym była usadowiona i na którym to wciąż było miejsce na kolejne osoby.
- A kim jest ojciec? - Inna dziewczynka, niedowierzając, zapytała.
- No chyba oczywiste, że pająkiem! - Avarralie przewróciła oczami, jakby odpowiedź na to była oczywista, bo w sumie to trochę była jeżeli nie próbowało się myśleć logicznie.
Z każdym kolejnym pytaniem Avarralie, mimo iż momentami reagując dosyć emocjonalnie na pytania niebiańskich dzieci, przyzwyczajała się coraz bardziej do ich obecności. Jej odpowiedzi były na tyle zabawne, intrygujące lub dziwne iż resztki instynktu samozachowawczego wyfrunęły z dziecięcych głów, aż te praktycznie zapomniały, iż ta pajęcza dama myślała nad zjedzeniem ich.
Niektóre z dzieci siedziały na trawie dookoła, okazjonalnie nieśmiało głaskając Skarbeńka. Inne stały nieco dalej, albo latały, zbyt nieśmiałe lub niepewne, by być bliżej. Jedna dziewczynka znalazła wygodne siedzisko na odwłoku Avarralie, a sama przemieniona zdawała się niezmartwiona tym, nawet jeśli okazjonalnie jej pajęcze odnóża przeczesywały włosy tego dziecka, lub mierzwiły pióra na jej skrzydłach.
- A czy kiedyś jadłaś muchę?
- A i owszem, była tłuściutka i odżywcza.
- Bleee! A czy muchy nie są przypadkiem strasznie brudne?
- Sam siedzisz tyłkiem na ziemi, więc nie krytykuj bo cię muchą zacznę nazywać, ty brudasku ty.
- A co jeszcze jadłaś?
- przeróżne smakowitości i soczystości, na przykład… O, kwiatuszku! - Avarralie zakrzyknęła nagle, gdy ujrzała Nimfeę wydobywającą się spod wód jeziora. - Właśnie rozmawiamy o mojej diecie, więc doskonale że przyszłaś! Będziesz chciała byś moją demonstracją?
Dzieci, nie rozumiejące o co chodzi i zszokowane widokiem kolejnej istoty, skakały wzrokiem między pajęczyną z którą tak długo już gadały a nieznajomą która wynurzyła się z tafli wody.
- Ale łuski jej się mienią! - Jeden z chłopców skomentował.
- Aż zaczęło pachnieć. - inny stwierdził - Myślicie że to przez nią? Może dlatego nazywa się kwiatuszek?
- Ale dziwna syrenka… - palnęła dziewczynka siedząca na odwłoku, a Avarralie aż pacnęła ją po czubku głowy swoją palczastą, pajęczą kończyną za to, że tak niegrzecznie obraża jej przyjaciółkę.
“Przecież Nimfea to kwiatuszek! Albo wodorost, ale do gadającej ryby to jej definitywnie daleko!” Pomyślała Avarralie.
Avarralie nie podzielała ani ciekawości, ani zagwozdek swojej wodnej przyjaciółki, dlatego też nie wsparła Nimfei ani razu, gdy zadawała pytania które pozostawały bez odpowiedzi. Dopiero, gdy ruszyli, Avarralie zaczęła się odzywać.
- Ten cały… Ezekiel? - Avarralie zaczęła, po czym machnęła ręką, jakby odganiała niewartą niczego myśl. Była wygodnie usadowiona na skarbeńku, który bez trudu dreptał przed siebie, grzecznie dopasowując swoją prędkość do człapania przemienionej syreny. - Nie przejmuj się nim. Widać, że wstał lewym skrzydłem z chmurki na której zazwyczaj sypia. Pewnie nawet nie zauważył, jaki wyszedł z niego gbur, gdy nie chciał ci odpowiadać.
Gdy Nimfea się przewróciła, pajęcza dama zacmokała, niczym z niezadowolenia, ale mimo to zaczekała na to, aż się podniesie z ziemi, cały czas jej towarzysząc. I tak było aż dotarli do skraju jeziora. Byli daleko i od chaty, z której wyszli i innych budynków, które było widać kilkaset metrów. Nie byli ukryci, teren dookoła jeziora, choć trawiasty i dziki, był odsłonięty - najbliższy las był po drugiej wioską, niemalże na skraju tego, co mogły widzieć, w czasie gdy z każdej innej strony rozciągała się półdzika polana, kwiecista i z trawą sięgającą do kolan.
Avarralie ledwo zdążyła otworzyć usta by coś powiedzieć, a Nimfea już zdążyła zniknąć pod taflą wody, pozostawiając za sobą tylko wzburzoną powierzchnie jeziora.
- … Bardzo spragniony kwiatuszek z ciebie. - Skomentowała Avarralie mimo tego, iż nie było nikogo, kto mógłby ją usłyszeć.
Sekundy zamieniły się w minuty, a Avarralie siedziała na grzbiecie Skarbeńka, jej oczy zamknięte. Sam olbrzymi pająk położył się, ucinając sobie kolejną drzemkę, póki była okazja. Pajęcza dama nie myślała o niczym konkretnym, zamiast tego rozkoszując się nieskalanym, czystym powietrzem oraz tym, jak każdy oddech przychodził z łatwością, której dawno nie zaznała. Czymkolwiek był lek, który ofiarował jej anioł, koił on najcięższe dolegliwości jej ciała w zaskakujący sposób.
Gdy usłyszała odległe trzepotanie skrzydeł, nie zwróciła na to uwagi.
Gdy zaczęło się ono zbliżać, robiąc się coraz liczniejsze i głośniejsze, wydała z siebie pomruk niezadowolenia, ale wciąż miała zamknięte oczy, ciesząc się z promieni słońca ogrzewających jej chorowite ciało.
W końcu jednak dźwięki skrzydeł znajdowały się tuż obok niej i nie przestawały. Niechętnie i z grymasem niezadowolenia otworzyła oczy, gotowa odgonić przeklęte ptaki które pewnie zobaczyły wielkiego pająka i pomyślały o wielkim obiedzie. Ale zamiast tego dane jej było zobaczyć stado… młodocianych aniołów, nawet nie nastolatków. Wszystkie były w powietrzu, na tyle daleko by ani ona, ani Skarbeniek, nie były w stanie ich dosięgnąć. Głównie chłopcy i kilka dziewczynek, wszyscy ubrani w proste ale nienagannie białe ubrania, zwiewne i skromne lecz z materiału, który zdawał się wręcz magiczny, biorąc pod uwagę iż prawie emanował własnym światłem.
Pajęcza dama podniosła jedną z brwi, rozglądając się po dzieciarni.
- Jeżeli chcecie, bym was zjadła, to ustawcie się chociaż w kolejce. - Zaczęła, kompletnie źle interpretując to zgromadzenie. - Aczkolwiek ostrzegam, iż niektórzy z was wyglądają na za chudych, więc tych będę musiała wpierw nakarmić pozostałymi.
Kilka niezręcznych chwil ciszy między nią, a anielską zgrają, bardzo szybko przerodziło się w nerwowy śmiech między dziećmi, a pajęcza dama, nie rozumiejąc czemu się śmieją też zaczęła się śmiać. Choć śmiech jej był ewidentnie szalony, to bardzo dzieciaki dookoła, naiwne i niewinne, zaczęły się uspokajać i śmiać razem z nią.
- Czym jesteś? - Zapytała jedna z dziewczynek.
- Pająkiem, oczywiście.
- Ale nie wyglądasz na pająka! - jeden z chłopaków ją oskarżył.
Avarralie bez słowa poruszyła wszystkimi pajęczymi kończynami w jego stronę, aż chłopiec poczuł się głupio i twarz jego zaczerwieniała od zażenowania.
- Czy pająk na którym siedzisz to twój ojciec? - Inny chłopiec zapytał.
- No wiesz co? - Pajęcza dama stwierdziła z oburzeniem, aż kładąc ręce na biodrach. - Nie widzisz że młodzieniec z niego? To moje maleństwo! Patrz jaki malutki jest! - powiedziała, klepiąc to maleństwo, na którym była usadowiona i na którym to wciąż było miejsce na kolejne osoby.
- A kim jest ojciec? - Inna dziewczynka, niedowierzając, zapytała.
- No chyba oczywiste, że pająkiem! - Avarralie przewróciła oczami, jakby odpowiedź na to była oczywista, bo w sumie to trochę była jeżeli nie próbowało się myśleć logicznie.
Z każdym kolejnym pytaniem Avarralie, mimo iż momentami reagując dosyć emocjonalnie na pytania niebiańskich dzieci, przyzwyczajała się coraz bardziej do ich obecności. Jej odpowiedzi były na tyle zabawne, intrygujące lub dziwne iż resztki instynktu samozachowawczego wyfrunęły z dziecięcych głów, aż te praktycznie zapomniały, iż ta pajęcza dama myślała nad zjedzeniem ich.
Niektóre z dzieci siedziały na trawie dookoła, okazjonalnie nieśmiało głaskając Skarbeńka. Inne stały nieco dalej, albo latały, zbyt nieśmiałe lub niepewne, by być bliżej. Jedna dziewczynka znalazła wygodne siedzisko na odwłoku Avarralie, a sama przemieniona zdawała się niezmartwiona tym, nawet jeśli okazjonalnie jej pajęcze odnóża przeczesywały włosy tego dziecka, lub mierzwiły pióra na jej skrzydłach.
- A czy kiedyś jadłaś muchę?
- A i owszem, była tłuściutka i odżywcza.
- Bleee! A czy muchy nie są przypadkiem strasznie brudne?
- Sam siedzisz tyłkiem na ziemi, więc nie krytykuj bo cię muchą zacznę nazywać, ty brudasku ty.
- A co jeszcze jadłaś?
- przeróżne smakowitości i soczystości, na przykład… O, kwiatuszku! - Avarralie zakrzyknęła nagle, gdy ujrzała Nimfeę wydobywającą się spod wód jeziora. - Właśnie rozmawiamy o mojej diecie, więc doskonale że przyszłaś! Będziesz chciała byś moją demonstracją?
Dzieci, nie rozumiejące o co chodzi i zszokowane widokiem kolejnej istoty, skakały wzrokiem między pajęczyną z którą tak długo już gadały a nieznajomą która wynurzyła się z tafli wody.
- Ale łuski jej się mienią! - Jeden z chłopców skomentował.
- Aż zaczęło pachnieć. - inny stwierdził - Myślicie że to przez nią? Może dlatego nazywa się kwiatuszek?
- Ale dziwna syrenka… - palnęła dziewczynka siedząca na odwłoku, a Avarralie aż pacnęła ją po czubku głowy swoją palczastą, pajęczą kończyną za to, że tak niegrzecznie obraża jej przyjaciółkę.
“Przecież Nimfea to kwiatuszek! Albo wodorost, ale do gadającej ryby to jej definitywnie daleko!” Pomyślała Avarralie.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość