Dalekie Krainy[Góry Stare, sierociniec i okolice] Pani Kozo, on mnie bije!

Poza Środkową Alaranią istnieją setki, najróżniejszych krain. Wielka Pustynia Słońca, Góry Księżycowe, archipelagi wysp, płaskowyże, mokradła, a nawet lądy skute wiecznym lodem. Inny świat, inne życie, inni ludzie i nieludzie. Jeżeli jesteś podróżnikiem, czy poszukiwaczem przygód wyrusz w podróż w najdalsze zakątki wielkiej Łuski Alaranii.
Awatar użytkownika
Imelda
Błądzący na granicy światów
Posty: 13
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Satyr
Profesje: Opiekun , Nauczyciel
Kontakt:

Post autor: Imelda »

Najstarsza z wróżek, Pelargonia zgodnie z poleceniem Sugarro mocno złapała się wystającego elementu jego zbroi i złożyła skrzydła, aby przypadkiem pod wpływem pędu jej nie zwiało. Niewielka naturianka z trudem zdołała się utrzymać dlatego w momencie, gdy centaur przystanął obok Imeldy, wróżka omal nie wpadła na ścianę.
Tymczasem satyrka powoli traciła kontakt z rzeczywistością. Zamykała oczy na coraz to dłuższe momenty i z trudem wymamrotała do naturianina, aby przypilnował reszty. Natychmiast po tym zemdlała. Jej serce biło, a oddech był regularny. To wyglądało jak najzwyklejszy sen, ale ani Pelargonia, ani Sugarro nie byli w stanie jej dobudzić.

- Zanieśmy ją do łóżka, może Artemis coś na to poradzi? Albo Hathor! Ah nie, ona gdzieś zaginęła! Co robić, co robić? – panikowała wróżka, a jej cienki głosik w połączeniu ze słowotokiem potrafił dość mocno irytować.

Jakby tego było mało, gdy tylko Sugarro wszedł do środka, przywitała go cisza. Złowroga, nieprzyjemna cisza, która zupełnie nie pasowała do miejsca pełnego dzieci, nieludzkich dzieci. Korytarze były puste, jakby wszystkich gdzieś wywiało. Gdy tylko Imelda wylądowała na łóżku, reszta skrzydlatych naturianek się zleciała i niczym chmara owadów zaczęły intensywnie dyskutować, nie kryjąc paniki. Ich głosiki były niczym bzyczenie natrętnych owadów. W końcu Słonecznik skierowała swój głos w stronę Sugarro, zawisła w powietrzu tuż przed jego twarzą, aby dobrze ją zrozumiał.
- Sprawdź coś z resztą, my spróbujemy jej pomóc – zapewniła go blondynka.

Wróżki wysłały Sugarro na obchód. Niestety sytuacja wyglądała gorzej niż na początku. Dzieciaki w komnatach były w identycznym stanie co Imelda. Nieprzytomne, pogrążone we śnie, z którego nie dało się ich otrząsnąć. Podobnie było z całą kadrą dydaktyczną. Artemis wraz z Ember leżały na podłodze w żłobku wśród śpiących maleństw. Sobek leżał w swoim laboratorium alchemicznym, obok niego leżało stłuczone szkło z flakonów przeznaczonych na różne substancje. Prawdopodobnie osuwając się na ziemię, musiał je strącić przypadkiem ze stołu. Nieco dalej w innym korytarzu centaur mógł odkryć Aresa, prawdopodobnie kierującego się do stajni wraz z Posejdonem, który leżał tuż obok kotołaka. Nieco dalej przed nimi była również Atena. Prawdopodobnie właśnie zagonili dzieciaki do pokoi i wtedy coś musiało się stać. Wciąż jednak brakowało Łucji, Hathor, Antonia oraz Ligii. Natomiast jedyne osoby, których nie zmorzył ten dziwny sen to Sugarro oraz szóstka świergocących wróżek.
W beznadziejnej ciszy mnożyły się pytania, a odpowiedzi wciąż brakowało. Wtem na korytarzu rozległ się znajomy głos.

- Sugarro! – to z pewnością był głos Hathor, ale nigdzie jej nie było. Nie było również możliwe ustalenie, skąd ów dźwięk dochodzi. Wydawało się jakby czarodziejka stała tuż obok, ale nigdzie jej nie było – Musisz im pomóc. To Łucja i Ligia! Ukryj dzieciaki, zabierz je stąd. Szybko! Nie mam zbyt wiele czasu. Muszą opuścić zamek. Szybko.

Zaraz po przekazaniu tych informacji centaurowi ponownie zapadła upiorna cisza. Nie było nawet szans, aby zadać żadne pytanie czarodziejce, zwłaszcza że w tym momencie dało się słyszeć skrzypnięcie drzwi do jednej z komnat dzieciaków.
Ktoś prócz naturianina i wróżek nie spał. Po wejściu do pomieszczenia malował się okrutny i brutalny wręcz widok. Łucja wraz z Ligią stały tuż obok kotołaczych trojaczków. Chłopcy mieli ogromne plamy krwi na szyjach. Nie żyli. Natomiast wampirzyca nie kryła swojej skąpanej w czerwonej osoce twarzy. Zerknęła na centaura i pokazała kły niczym dziki zwierz gotowy do ataku. Ligia natomiast właśnie związała młodego faerie i beznamiętnie rzuciła go na taczkę, gdzie leżał także nieprzytomny młody raróg, eugona oraz brevijka.
W momencie ujrzenia Sugarro Ligia użyła jednej z magicznych substancji Sobka. Rzuciła fiolką o ziemię, czym spowodowała gęste zadymienie ów komnaty. Powodowało to silny kaszel i łzawienie, dzięki czemu obie nieumarłe zdołały uciec.
Po kilku dłużących się minutach pomieszczenie znów było przejrzyste i można było normalnie oddychać. Wciąż jednak leżała tu trójka martwych chłopców. Znalazł się również Antonio, który jak reszta pozostawał pogrążony w tym dziwnym, magicznym śnie.
Awatar użytkownika
Sugarro
Błądzący na granicy światów
Posty: 10
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Centaur
Profesje: Nauczyciel , Wojownik
Kontakt:

Post autor: Sugarro »

Sugarro znał gniew.

Odkąd ten zadomowił się w jego sercu, gniew nigdy go nie opuścił. Czasami był słabszy, czasami silniejszy. Jednak zawsze była to ta sama emocja, burzliwy ogień którego płomienie sięgały po każdą myśl, każdy czyn i każde słowo. Tylko aktywna samokontrola i świadome staranie pozwalało mu na żywot wśród innych.

Teraz jednak? Teraz było inaczej. A to wszytko była jego wina.



Ostatnie godziny były rozmytym pasmem niewyraźnych wspomnień, które zdawały się bliższe snu niż rzeczywistości.

Odnalazł Imeldę na moście, tak jak pokierowała ją wróżka. Cokolwiek dopadło satyrkę, odebrało jej świadomość, wymuszając sen z którego nie dało się jej wybudzić. Z jej nieprzytomnym ciałem na swoim grzbiecie, odzyskał on z ziemi swój hełm i lancę, a następnie zaniósł naturiankę z powrotem do zamku, co by móc ją oddać w objęcia jej własneog łóżka, gdzie miało być bezpieczniej niż na zewnątrz.

Niestety ów bezpieczeństwo okazało się kłamstwem. Zamek zapadł pod widmo ciszy, jakby opustoszały. Pozostawiając dyrektorkę sierocińca pod opieką wróżek, centaur wyruszył na zwiady.

Wszyscy spali. Każdy, którego próbował budzić, nie wstawał, więc bardzo szybko zaprzestał próbowania. Tych, co spali we własnych komnatach, zostawił na miejscu, pilnując by drzwi do nich prowadzące były zamknięte. Tych których znalazł śpiących na podłodze lub w innych niewygodnych miejscach, w miarę możliwości zanosił do najbliższych łóżek.

Sugarro nie rozumiał, co się stało, ani kto był odpowiedzialny. Ale z każdym dorosłym którego znalazł pod wpływem nieustającego snu, jego ręka ciaśniej zaciskała się na lancy. Znalazł i odłożył do łóżek wszystkich poza czwórką dorosłych i o dziwo nie był to niedawno przybyły mężczyzna, Antonio Rin, on bowiem też został znaleziony przez centaura, leżąc w jednym z korytarzy i chrapiąc sobie w najlepsze. Brakowało jedynie Łucji, Antonii, Ligii oraz Hathor, przy czym ta ostatnia objawiła mu się jako głos pozbawiony źródła, który ostrzegł ją, lecz ostrzeżenie to przyszło za późno.

To, co wydarzyło się w jednej z komnat, było we wspomnieniach centaura przysłonięte krwią i wstydem, a to co zrobił później później uczynił ledwie świadomy.

Każdego, kto spał, zaciągnął na swoim grzbiecie do pokoju Imeldy, pod opieką wróżek, które ostrzegł przed Łucją i Ligią, dając im jedynie informacje o tym, by chronić osoby pod swoją opieką za wszelką cenę.

Zajęło mu to dwie godziny, ale w międzyczasie nie znalazł kolejnych ofiar. Pokój Imeldy był przepełniony dziećmi i ludźmi - każde krzesło, każdy stół, reszta wolnego miejsca na łóżku Imeldy a nawet wolne kawałki podłogi były zapełnione śpiącymi mieszkańcami zamku. Wróżki latały od osoby do osoby, rozmawiając między sobą, dyskutując potencjalne wywary, zioła czy nawet czary, które mogłyby wybudzić wszystkich z tego snu, lecz jak dotąd nic nie znalazły.



I tak oto nadeszła chwila obecna. Sugarro był na zewnątrz przeludnionego pokoju Imeldy, za zamkniętymi drzwiami. Stał w bezruchu tuż przed drzwiami patrząc przed siebie, drżąca ręka zaciskająca się na lancy aż stracił w niej czucie, hełm ściągnięty i odrzucony na bok, ukazując jego wykrzywioną przez gniew twarz.

…Gniew?

Nie.

To co czuł nie było już gniewem.

Tak jak płomień nie jest słońcem, tak gniewem nie można nazwać było tego, co wypełniało każdy oddech, każdy ruch centaura.

Z każdym mrugnięciem w jego umyśle ukazywał się pokój, gdzie leżały trzy zakrawione, nieruchome ciała. Pokój którego drzwi zamknął, a zamek wyłamał.

Z każdym mrugnięciem płomień gniewu coraz bardziej zastępywała nieopisywalna furia, bezkresna, bezgraniczna, bezlitosna.

W tej furii nie było już miejsca na łzy. Nie było miejsca na zmartwienia. Nie było ani krztyny wątpliwości.

Gdyby to był gniew, szalałby właśnie, jego serce biłoby jakby galopem, a on sam niszczyłby wszystko i wszystkich na swej drodze.

Ale to nie był gniew. To była furia, która swym ogromem przygniotła wszystko inne, pozostawiając Sugarro nie tyle co w kontroli, co bez innego wyboru.

Albowiem została przelana krew jego podopiecznych, którzy liczyli na niego, wierzyli że są bezpieczni z nim w zamku.

Nie będzie wyjaśnień. Nie będzie pytań. Nie będzie zawahania.

Łucja i Ligia zaznają jego lancy, aż nie zostanie po nich nic innego jak popiół i dym.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości