FargothZdrożony żebrak w obcym kraju

Miasto położone na granicy Równiny Drivii i Wschodnich Pustkowi, jedno z głównych miast środkowej Alarani, położone na szlaku handlowym, prowadzącym przez Opuszczone Królestwo aż do Wybrzeża Cienia.
Awatar użytkownika
Ikar
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Ikar »

        Słysząc, jak zatrzaskują się za nią brama pensjonatu, ruszyła w szaleńczy bieg w kierunku swej kamienicy. Ostrożność i pozory momentalnie straciły na znaczeniu, nie rozglądała się w zaułkach, nie próbowała ocierać płynących po policzkach łez, u drzwi swego mieszkania stanęła rozczochrana, zasmarkana i ledwo łapiąc oddech. Drżącą dłonią nacisnęła na klamkę. Drzwi były otwarte, a uchylając się, skrzypnęły niemiłosiernie. Zamarła, wiedząc, że zwlekaniem niczego nie ugra.
- Czekasz na coś? - głos dobiegający z wnętrza mieszkania był nieprzyjemnie chłodny. I znać w nim było zniecierpliwienie.
Siedział przy stole, wodząc palcem po brzegu kieliszka. Uniósł wzrok, gdy weszła do jadalni, usta drgnęły mu, ale nie skomentował jej wyglądu. Stjerna zdecydowała się nie komentować oczywistego faktu, że jej winem poczęstował się bez pytania. Rzuciła płaszcz na stojące najbliżej krzesło, po czym sama ciężko na nie opadła. Na stole, stał tylko jeden kieliszek, obyła się więc bez naczynia. Sebastien cierpliwie czekał.
- Zaniosłam – wychrypiała, odejmując butelkę od ust i przyciskając ją do brzucha, jakby obawiała się stracić ją wraz z resztkami godności.
- I?
Uniosła wzrok, patrząc na niego z zaskoczeniem. Otworzyła usta, nie wiedząc czego właściwie sama się spodziewała.
- I magiczka uwierzyła, i w Clarę i w brata…
- Ale?
Oczy strażniczki zrobiły się jeszcze większe, zacisnęła usta, przeklinając swój brak umiejętności wymyślania kłamstw na poczekaniu.
Sebastian wbijał w nią zimne spojżenie, którego nigdy wcześniej u niego nie widziała, uświadamiała sobie, że choć mieszkali pod jednym dachem dwa lata, a pracowali razem jeszcze dłużej, w ogóle go nie znała. On, tymczasem, zdążył poznać ją na wylot.
Ikar wie, że wśród napastników był twój krewniak, jeśli brat miał być zmyłką, to namieszałeś bardziej, niż prawdopodobnie miałeś w planie...
        Pozostawiając na stole puste talerze, opuścili jadalnię, kierując kroki do salonu. Służąca nalewała właśnie herbaty do filiżanek, z cichym stukiem odstawiła imbryk na koronkową serwetę, strzepnęła pyłek z aksamitnej poduszki na kanapie, po czym bez słowa opuściła pomieszczenie. Fredteryk zajął swoje stałe miejsce w fotelu, Ikar rozsiadł się na sofie. Po herbatę sięgał ostrożnie, jednak z zadowoleniem zauważył, że, choć czucie w palcach wciąż jeszcze nie wróciło do stanu sprzed napaści, jego uchwyt stał się nieco pewniejszy i bez trudu utrzymywał naczynie w jednej dłoni. Nichtz w skupieniu obserwował jego poczynania i dopiero gdy chłopak przytknął filiżankę do ust, rozpoczął rytuał nabijania fajki, wyraźnie uspokojony rezultatem jego wysiłków.
- Jakie plany na dziś? - spytał, wydmuchując nosem strużkę dymu – Proponuję wypoczynek z książką, w ciszy i spokoju…
Ikar spojrzał na niego znad filiżanki, w którą cierpliwie dmuchał.
- Wychodzisz dokądś? - spytał, niby od niechcenia.
Nie wykluczał przyjęcia propozycji przyjaciela, bo choć ciekawość pchała go do wmieszania się w śledztwo Roth, nie miał pojęcia w jaki sposób i w czym mógłby się jej w obecnej chwili przydać.
Nichtz odpowiedział spojrzeniem krzywym i podejrzliwym.
- Owszem, wyobraź sobie, że poza tobą, posiadam też innych klientów, niektórzy nawet płacą mi za to, bym zajmował się ich sprawami, niektórzy dość dobrze, bym robił to na terenie ich rezydencji.
Ikar uśmiechnął się najuprzejmiej jak potrafił.
- Nie patrz tak na mnie, proszę… Obaj wiemy, że pojawiając się u ciebie, wyświadczam ci przysługę, wyzwalając cię z morderczych szponów nudy i pozwalając ci uspokoić sumienie dobrym uczynkiem.
Prawnik roześmiał się drwiąco, co Ikar zignorował. Już pierwszego dnia w mieście, gdy odwiedził Nichtza, ten dał mu do zrozumienia, że nie przyjmie od niego zapłaty, chłopak nie miał więc zamiaru obrażać przyjaciela ponowną propozycją. Wiedział, że podobne uszczypliwości, w przypadku Fredteryka były rodzajem sportu i wyrazem sympatii.
         Zbliżało się południe, gdy ciche pukanie do drzwi oderwało Ikara od lektury pachnącej starością księgi poświęconej historii sztuki. Chłopak rozejrzał się, oczekując pojawienia się, zdawającej się pozostawać w ciągłym czuwaniu służącej. Pukanie po chwili rozległo się ponownie. Wiedział, że być może nie powinien otwierać nikomu pod nieobecność gospodarza, lecz ciekawość przezwyciężyła rozsądek. Ostrożnie zsunął księgę z kolan i, trzymając w ręce nadgryziony pasztecik z kapustą, podszedł do drzwi. Stojącej za nimi Stjerny, mógł się spodziewać. Nie spodziewał się jednak stanu, w którym ukazała się jego oczom. Zdawało się, że zamiast wejść, wlała się do przedpokoju przez szparę w drzwiach. Ikar odsunął się pospiesznie, czując od niej zapach trawionego alkoholu. Strażniczka zsunęła z głowy kaptur wygniecionego płaszcza, rzucając mu zmęczone spojrzenie, w którym aż nazbyt widoczna była prośba o pomoc. Gestem zaprosił ją do salonu. Kobieta zapadła się w fotelu, opierając czoło na zaciśniętych w pięści dłoniach. Nie chcąc alarmować służby prośbą o dodatkową zastawę, podsunął jej swoją filiżankę, dolawszy do niej przestudzonej herbaty. Gdy uniosła głowę i odsunęła za ucho potargane włosy, zauważył, że twarz ma spuchniętą, a oczy zaczerwienione. Nie zdziwiło go to, nie spodziewał się po niej, by ewidentne oznaki wczorajszego upojenia, były efektem radosnej zabawy. Nie zadawał jednak żadnych pytań. Czekał. Strażniczka szybko opróżniła filiżankę, dzwoniąc nią o spodek przy jej odstawianiu, po czym objęła się mocno ramionami, zaciskając drżące dłonie na koszuli. Westchnęła głęboko, zaciskając powieki i zdawało się już, że zasypia.
- W nocy był u mnie Sebastien – wyrzuciła z siebie ochryple, kuląc się w fotelu, jak gdyby uniosł na nią pięść.
Ikar poczuł, jak drgnęły mu usta, domyślał się już ciągu dalszego, choćby w ogólnym zarysie. Przemógł wstręt do alkoholowych wyziewów, przysunął się niego bliżej fotela i ścisnął lekko ramię strażniczki. Wiedział, że tylko spokój skłoni ją do szczerości.
- Groził, że zrobi krzywdę mojej matce, to jedyna bliska mi…
- Hej… - przerwał jej łagodnie – po prostu powiedz, co się stało.
Uniosła na niego załzawione oczy.
- Roth mnie zabije, jeśli się dowie. A jeśli Sebastien zorientuje się w tym bajzlu, zabije nas wszystkich.
- Trzeba więc zadbać, by się nie dowiedzieli.
- On wie, że węszycie wokół tej sprawy, wie, że wam pomagam, wie, że chciałabym zająć jego stanowisko, tylko udaje, że chce mi odebrać wszystkie dowody, a ja nie mam żadnych dowodów, udaje, że to tylko zawodowa rywalizacja, jak ja mam i komu w ogóle, zgłosić szantaż, nie przyznając, że zatajam informacje i prowadzę działania na własną rękę, kazał mi napisać list, ale mu nie mówiłam, że widziałeś tego napastnika… - Stjerna urwała, z trudem łapiąc oddech, nie wiadomo, czy z wysiłku jakiego wymagało tempo wypowiedzi, czy z powodu emocji.
Ikar pokiwał głową, starając się nie przerywać chaotycznego ciągu wypowiedzi pytaniami.
- Ja nie chciałam i zależy mi żeby skurwiel w końcu poleciał i was też nie chciałam narażać, tylko on tyle wie, wszystko mu mówią i ma wszędzie ludzi… - strażniczka zamilkła na chwilę, po której zerwała się z fotela na równe nogi - Niedobrze mi…
Awatar użytkownika
Sepinroth
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Wędrowiec , Najemnik , Mag
Kontakt:

Post autor: Sepinroth »

        Nadejście nowego dnia nie rozwiązało starych problemów.
        Był późny poranek, gdy Roth szła w stronę posterunku w celu podjęcia się nowego zlecenia. Sprawiała wrażenie nieobecnej myślami. W głowie bowiem nieustannie analizowała świeżo zebrane poszlaki. Coś w całej tej sprawie wciąż do siebie nie pasowało. Wizyta Stjerny tylko ją w tym utwierdziła. Zachowywała się w sposób, w który pobudził czujność Roth. Na dodatek list, który ze sobą przyniosła, także wydawał się podejrzany, choć Roth nie umiała wskazać konkretnego powodu, miała po prostu przeczucie. Zastanawiało ją też, na ile Stjerna informowała o wszystkim Ikara, bo co do tego, że go odwiedzała, nie miała żadnych wątpliwości. Z niewiadomych dla niej powodów podporucznik zależało na tym, aby wciąż brał czynny udział w całym tym poplątanym wątku.
        Kiedy Roth przekroczyła próg posterunku, zaskoczyło ją nagłe ożywienie wśród funkcjonariuszy. Wszyscy krzątali się, poszukując jakiegokolwiek zajęcia. Jeden ze strażników kierował sprawdzaniem uzbrojenia, drugi nadzorował trening psów stróżujących, a reszta pilnowała, aby każdy miał na sobie nienaganny mundur. A gdy odwróciła się za siebie, spostrzegła, że ktoś przystroił wejście główne flagami i proporcami, starannie układając je wzdłuż ściany. Zmarszczyła brwi.
        Coś było ewidentnie nie tak.
        Atmosfera na posterunku była napięta. Nikt nawet nie przejął się tym, że od dłuższej chwili stała w miejscu. Postąpiła więc kilka kroków w głąb sali, i wtedy dopiero dostrzegła grupę ludzi stojących przy największym, okrągłym stole. Urzędnicy, ubrani w eleganckie mundury przepasane szarfami, spoglądali na dokumenty rozmieszczane przed nimi. Farrim we własnej osobie, wyraźnie zestresowany, kierował w ich stronę niepewne spojrzenie. Obok niego zaś stał wysoki, przystojny blondyn o surowym wyrazie twarzy. Mimo młodego wyglądu, jego postawa i zacięta mina sprawiały, że wyglądał na kogoś bardzo doświadczonego i pewnego siebie. Od razu przykuł on uwagę Roth, gdyż zdawał się centralną figurą w całym tym zamieszaniu.
        Zajęty był uważnym śledzeniem tekstów zapisanych na dokumentach. Co rusz odkładał i przejmował następne pliki kartek. Ludzie wokół niego starali się dostosować się do jego szybkiego tempa pracy. Strażnicy przynosili raporty, a reszta oficjeli gorączkowo notowała dyktowane przez niego informacje. Wszyscy wydawali się w pełnej gotowości do działania, jakby czekali na kluczowe polecenia tego tajemniczego jegomościa.
        Roth zastanawiała się, kim mógł być, a wtedy nieoczekiwanie podniósł na nią wzrok. Przeszył ją od tego dreszcze. Czuła, że jego oczy badały ją uważnie, choć nie potrafiła zidentyfikować, co sprawiło, że stała się obiektem jego zainteresowania. Zastygł na chwilę, jakby zastanawiając się nad jej obecnością. Następnie, bez słowa, podał komuś dotychczas analizowane raporty i jednym, niedbałym gestem przywołał do siebie Farrima. Ten w momencie pojawił się obok niego. Blondyn szepnął coś do niego. Gestem wskazał na Roth, a jej serce zaczęło bić szybciej. Farrim wyłapał ją spojrzeniem spośród tłumu, wydawał się mocno zaniepokojony. Po jego minie wnioskowała, że zdecydowanie pojawiła się na posterunku w najmniej odpowiedniej chwili.
        Porozmawiali jeszcze chwilę. Oficer posłusznie kiwał głową, a na końcu zasalutował przed młodzieńcem i po chwili zaczął iść w stronę Roth. Maszerował bardzo niecierpliwym, wręcz nerwowym krokiem, a gdy już się przed nią zatrzymał, spojrzał na nią znacząco.
        -Źle, że tu jesteś. - skwitował dosadnie na dzień dobry. - Nie powinno cię tu być, nie teraz.
        -Przyszłam na wyznaczoną porę.
        -Nie o to chodzi.
        -Co tu się dzieje? - dopytała, licząc na jakiekolwiek wyjaśnienia.
        Farrim westchnął ciężko. Jeśli przez ostatnie kilka dni wyglądał na zmęczonego, wtedy prezentował się na skrajnie wycieńczonego.
        -Pojawiły się na nas dwa donosy, nie wiem, skąd i od kogo, ale musiały być przekonujące, skoro pofatygował się do nas sam inspektor. - to mówiąc, zerknął dyskretnie zza ramienia na wspomnianego inspektora. Roth również na niego spojrzała, tym samym potwierdzając swoje wcześniejsze domysły odnośnie jego wysokiego stanowiska. Prezentował się nienagannie w szykownym mundurze ustrojonym licznymi odznaczeniami. - Wizytuje u nas pierwszy raz. Psia mać! Lepiej, żeby cię nie zobaczył.
        -Inspektor? - powtórzyła, gdyż sam tytuł wciąż nie wiele jej mówił.
        -Królewski inspektor. - doprecyzował. - Przysłano go z pałacu. Zarządza wszystkim posterunkami w całym Fargoth. I teraz, nagle, znalazł się tutaj, sprawdzając doniesienia o rzekomych nieprawidłowościach. Nie potrzebujemy teraz dodatkowych kłopotów, a twoja obecność może tylko pogorszyć sytuację.
        Roth spojrzała na oficera, widząc w jego oczach obawę i frustrację. Była pewna, że sytuacja jest poważna, skoro do posterunku został wysłany ktoś z bliskiego otoczenia królewskiego dworu. O co mogło chodzić? Przypomniała sobie jednak, jak Nichtz mówił o dziwnych wypadkach, które przydarzały się magom współpracującym ze strażą i pomyślała, że może w końcu ktoś chciał zrobić z tym porządek? Jaki jednak mieli w tym interes? No i musiała wziąć pod uwagę, że jeśli był to faktyczny powód jego wizyty, to zapewne będzie chciał ją przesłuchać. Czy w takiej sytuacji powinna traktować go jako potencjalnego sprzymierzeńca, czy raczej kolejną osobę, która przysporzy tylko więcej problemów? Po chwili namysłu stwierdziła jednak, że niezależnie od jego intencji nie powinna angażować się w żadną współpracę z kimś tak potężnym i wpływowym. Postanowiła, więc posłuchać rady Farrima i czym prędzej ewakuować się z posterunku.
        Nie zdążyła zrobić kroku, nim wyczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła głowę w bok i ku swojemu zaskoczeniu spostrzegła Sebastiena. Siedział przy jednym ze stołów, polerując hełm. Sprawiał wrażenie, skupionego na pracy, ale czujna Roth zorientowała się, że co jakiś czas rzucał w ich stronę uważne spojrzenia. Obecność inspektora z całą pewnością musiała go zaniepokoić. I gdy ledwo o tym pomyślała, zorientowała się, że ktoś od dłuższej chwili stał tuż obok Farrima. Popatrzyła w jego stronę i dostrzegła inspektora we własnej osobie, spoglądającego na nią taksującym wzrokiem. Nawet nie zorientowała się, kiedy zdążył do nich podejść.
        -Oficerze, ów osoba nie została mi chyba jeszcze przedstawiona. - zauważył inspektor, zwracając się pretensjonalnym tonem do Farrima.
        Oficer wyraźnie pobladł na twarzy.
        -Tak, inspektorze, ale już pozwolę sobie naprostować tę nieścisłość. To pani Sepinroth, zjawiła się na naszym posterunku końcem ubiegłego tygodnia, poszukując zleceń. Jest licencjonowanym magiem.
        -Miło mi szanowna pani, nazywam się Léonche Durand i jestem królewskim inspektorem. - wyciągnął dłoń, którą Roth uścisnęła z dużą niechęcią. - Proszę mi wybaczyć moją nieuprzejmość, ale muszę wiedzieć, czy została pani sprawdzona?
        -Jak najbardziej. - odpowiedział za nią Farrim. - Posiada wszelkie dokumenty potwierdzające jej tożsamość oraz profesję.
        Inspektora widocznie zirytowało jego nieproszone wtrącenie.
        -Proszę przynieść mi spisaną umowę. - polecił, choć nawet nie zaszczycił go przy tym spojrzeniem.
        Oficer straży nie miał wyjścia i bez słowa sprzeciwu, poszedł w stronę szafy z dokumentami.
        Roth poczuła nagły dyskomfort z faktu, że została pozostawiona sam na sam z Durandem. Podejrzewała, że skorzysta z okazji i od razu przejdzie do zadawania pytań. I nie pomyliła się, bo gdy tylko Farrim zniknął im z zasięgu wzroku, inspektor od razu rozpoczął swoje przesłuchanie.
        -Długo stacjonuje pani w stolicy?
        -Niespełna tydzień.
        -Czy podczas tego okresu przydarzyło się pani coś… niepokojącego?
        Roth nie od razu, ale po pewnym udawanym namyśle zerknęła dyskretnie w kierunku Sebastiena, który teraz przyglądał się sytuacji z jeszcze większym zaciekawieniem. W jego postawie dostrzegła zaniepokojenie, a jednocześnie skupienie. Nie była pewna, czy jest w stanie coś usłyszeć. Nie wiedziała też na ile mogła sobie pozwolić w rozmowie z inspektorem. Mógł przecież władać magią, której źródło skutecznie kamuflował, zwłaszcza gdy wiedział, że ma do czynienia z inną istotą uzdolnioną magicznie. Wolała nie ryzykować w kontakcie z kimś takim.
        -Tak.
        -Napaść? - skonkretyzował, a to dało już Roth jasny obraz tego, że doskonale wiedział, co tu się działo. Nie miała już do tego żadnych wątpliwości.
        -Tak.
        Léonche wyglądał, jakby chciał jeszcze o coś dopytać, ale w tej samej chwili wrócił Farrim z kilkoma kartkami, na jednej z nich Roth dostrzegła swój podpis.
        -O to wszystkie dokumenty związane z podjęciem współpracy z panną Sepinroth.
        Inspektor Durand przejął je bez słowa i zaczął kartkować. Jego wzrok uważnie przesuwał się po wierszach słów.
        -Jaka jest pani specjalność? - zagaił, wciąż analizując zawiłe zapiski. Zapewne nie umiał doszukać się odpowiedzi, bądź Farrim celowo nie ujął tej informacji w dokumencie, właśnie na wypadek gdyby kogoś to zainteresowało.
        -Rekonstrukcja wydarzeń. - odparła.
        Podniósł na nią wzrok. Miał przenikliwie niebieskie oczy, przypominające przydymione, błękitne szkło. Roth nie umiała nic z nich wyczytać, choć podejrzewała, że zaintrygowała go ta w zmianka. Farrim natomiast cały się spiął. Zdecydowanie wolał, aby ten fakt pozostał tajemnicą. Sepinroth dalej nie umiała domyśleć się czy miał coś wspólnego z Sebastianem i jego podwójną działalnością, jeśli tak to być może właśnie zdał sobie sprawę, że znaleźli się niebezpiecznie blisko paszczy lwa.
        Léonche oddał mu papiery, wciąż nie spuszczając wzroku z Roth.
        -Śpieszy się pani?
        -Nie.
        -W takim razie zapraszam na krótką pogawędkę do biura. - oznajmił, a Roth szybko domyśliła się, że to wcale nie było zaproszenie, tylko rozkaz. Czekała ją druga, znacznie poważniejsza część przesłuchania. Mimo wszystko zachowała spokój. Nie obawiała się tej rozmowy. Inspektor może i wyglądał na surowego, ale przy tym sprawiał również wrażenie kogoś godnego zaufania, znajdującego się na właściwym stanowisku. To w jakiś sposób napawało ją poczuciem, że nie musi się go obawiać, choć zdecydowanie powinna ważyć każde słowo, którym się z nim podzieli. Tak na wszelki wypadek.
        -Oczywiście.
        -Gdy wrócę, dokończymy naszą wcześniejszą rozmowę. - dodał, kierując te słowa w kierunku oficera.
        -Tak jest inspektorze. - odparł, a jeśli rzeczywiście miał coś na sumieniu, to ten okres oczekiwania z pewnością będzie dla niego najbardziej stresującym czasem, z jaki musiał się zmierzyć w ciągu ostatnich kilku dni.
        -Proszę za mną szanowna pani. - podjął inspektor, odsłaniając przed nią uprzejmie drogę w kierunku schodów.
Awatar użytkownika
Ikar
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 11 miesiące temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Złodziej , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Ikar »

        Informacje wyrzucane przez Stjernę były tak chaotyczne, że złożenie ich w spójną całość wymagało pewnego wysiłku i sporo cierpliwości, podobnie jak sama indagacja. Z jej bełkotliwej nieco mowy, udało mu się wywnioskować, iż Sebastien ma brata i narzeczoną, choć nikt nigdy jej nie widział, a list od niej był pisaną pod groźbą fałszywką, odgadł zamiary Stjerny, choć nie wie o podejrzeniach Ikara względem pokrewieństwa z napastnikiem, coś o dziwnym portierze z pensjonacie, w którym zatrzymała się Roth, choć informacja ta zdawała się być wtrąconą zupełnym przypadkiem, a sama zeznająca nie mogła przypomnieć sobie, czy mężczyzna był głuchy, czy ślepy, później nastąpiła litania parszywych cech Sebastiena, spośród których najwięcej żywych wspomnień zdawały się w strażniczce wzbudzać domniemane zaburzenia osobowości, którą to diagnozę popierała jego niestałością w uczuciach i zmiennymi zachowaniami. Jedyną informacją, która mogła posłużyć za jakiś punkt zaczepienia, była krótka wzmianka o złotniku z Karmazynowej Alei, wpleciona między grzeszki Sebastiena, a opis beznadziei ich sytuacji, zapytana o szczegóły kobieta zdawała się nie przypominać sobie, że w ogóle coś podobnego mówiła, narzekając na zmęczenie i senność oświadczyła, że musi natychmiast stawić się w pracy i bardzo długo nie dawała sobie przetłumaczyć jak bardzo nietrafiony jest to pomysł.


        Ostrożnie zamknął za sobą drzwi pokoju gościnnego, w którym ulokował Stjernę, Zanim zdążył puścić klamkę, jego uszu dobiegło chrapanie strażniczki. Uznał to za sprzyjającą okoliczność. Nie zastanawiając się długo, skierował kroki ku wąskim i krętym schodom z ciemnego drewna, prowadzącym na piętro, na którym znajdowały się prywatne pomieszczenia. Przeglądając zawartość szafy przyjaciela, doszedł do wniosku, że daje mu ona możliwość upodobnienia się do wampira lub wykładowcy medycyny na prywatnym uniwersytecie, postarał się osiągnąć coś pomiędzy. Po kilku chwilach, odmieniony nowym strojem, z godnością i powagą kroczył uliczką, wspierając się na eleganckiej laseczce z ciemnego drewna, zwieńczonej skromną, srebrną gałką. Pilnował się, by nie przeciążać zranionej nogi zbyt szybkim krokiem, choć pragnienie ruszenia sprawy do przodu zachęcało do pośpiechu. Zdawał sobie przy tym sprawę, jak idiotyczne są jego działania oraz, że każda osoba, z która podzieliłby się swoim planem próbowałaby go odeń odwieść w mniej lub bardziej cenzuralnych słowach, dlatego właśnie postanowił się nim nie dzielić. Decyzja ta miała pewien mankament, mianowicie uniemożliwiała mu skorzystanie z wiedzy zgromadzonej przez Nichtza, a nie sądził, by grzebanie w jego papierach było najlepszym pomysłem – po pierwsze, prawnik mógł w każdej chwili wrócić, po drugie, z pewnością nie trzymał akt rozłożonych na biurku.
        Wiedza, którą obecnie dysponował była dość mizerna, to też kurczowo chwycił się jedynego tropu, mianowicie Karmazynowej Alei. Dotarłszy na miejsce skonstatował, że mnogość warsztatów, butików, sklepików i zakładów, znajdujących się przy rzeczonej uliczce, bez znajomości żadnych konkretów, praktycznie uniemożliwiała znalezienie tego odpowiedniego. Szybko postanowił zagłuszyć irytację, fundując sobie dość wyszukany posiłek w, znajdującej się najbliżej, niewielkiej i zacisznej gospódce, postanawiając tym samym, że czas tam spędzony nie będzie zmarnowany, bez względu na rezultaty poszukiwań. Zamierzał bowiem zaopatrzyć się w nieco bardziej dopasowany do jego osobistego gustu ubiór, a wspomniana przez Stjernę okolica świetnie się do tego celu nadawała. Pokrzepiony posiłkiem, przeszedł całą długość alejki, wstępując do co bardziej interesująco wyglądajcych lokali, gdzie nabył parę kolczyków, dwie bransoletki zdobione drobnymi kamieniami i złoty pierścień kuty w kształt wieńca z wierzbowych listków. Na końcu Karmazynowej Alei skręcił, szukając znanego mu z poprzednich wizyt w mieście, saloniku modysty, gdzie dał zdjąć z siebie miarę, zlecając uszycie nowych koszul, spodni i kamizeli z haftowanego w złote kwiaty, szkarłatnego aksamitu, oraz płaszcza w pasującym odcieniu, podając adres Nichtza, pod który to jego zamówienie winno zostać dostarczone. Gdy opuszczał sklepik, słońce zaczynało kryć się już za dachami kamienic. Westchnął cicho, starając się nie podążać za przepływającym przez jego świadomość rozczarowaniem. Pogodził się z sytuacją, przybrał dumną i dość pretensjonalną pozę zblazowanego arystokraty, co chwilowo absurdalnie go bawiło i ruszył w drogę powrotną, po raz ostatni podążając Karmazynową Aleją. A kiedy nadszedł przełom, Ikar nie był nań w najmniejszym stopniu gotów.
        Gdy między przejeżdzającymi dyliżansami mignęła mu twarz Sebastiena, w pierwszym odruchu chciał podejść do strażnika i bezczelnie zasypać go pozornie nic nieznaczącymi pytaniami o okolicę, pogodę i godne polecenia lokale. Zwłaszcza o lokale. Szybko zmienił zamiar. Idący z naprzeciwka mężczyzna miał co prawda twarz i fryzurę Sebastiena, nieco odmienionego cywilnym ubraniem, ale łatwego do rozpoznania z daleka. Z daleka i na pierwszy rzut oka. Drugi oka rzut ujawniał pewne subtelne różnice. Ciężki chód zbliżającego się człowieka był wprawdzie dość sztywny, ale mężczyzna szedł zdecydowanie z biodra, podczas gdy znany mu, upierdliwy strażnik, poruszał się praktycznie wyłącznie sprężystym, niemal defiladowym krokiem. Prawda, mundur zdecydowanie go prostował, ale miał zwyczaj trzymać barki nisko, a brodę wysoko, kroczący alejką sobowtór pochylał lekko kark i do przesady ściągał łopatki, co powodowało, że wyglądał jakby gotował się do szarży. Ostatki wątpliwości rozwiały się, gdy mijał Ikara. Nie było w tej twarzy wiele z pozy szlachetniej surowości, którą zwykł, dość udatnie, przybierać Sebastien. Gdy przecięły się ich spojrzenia, Ikar wstrzymał oddech, ale nie zmienił rytmu kroku. Nie miał wątpliwości co do tego, w czyje oczy właśnie spojrzał. Mężczyzna na ułamek sekundy zatrzymał na nim wzrok, lekko zmarszczył brwi, po czym ledwo zauważalnie pokręcił głową. Odliczywszy dziesięć kroków, Ikar przystanął przy najbliższej witrynie, kątem oka obserwując jak, zaskakująco znajomy, przechodzień znika w wąskiej bramie prowadzącej na podwórze jednej z kamienic. W budynku znajdowała się pracownia zegarmistrza, oraz warsztat jubilerski. Domyślił się, że mężczyzna nie jest oficjalnym klientem żadnego z nich, kamienice mieściły również mieszkania na piętrze. Rozum i instynkt samozachowawczy nakazywały w tej chwili ulotnić się z okolicy. Ikar uciszył oba. Osobnik, którego próbował obserwować, bez wątpienia był bratem Sebastiena, ale w żadnym razie nie przebywał na wsi z niczyją narzeczoną. Ba, mógł w ogóle nie istnieć dla świata, jako samodzielny byt, wcielanie się w rolę Sebastiena mogłoby dawać im obu alibi w dogodnych momentach i otwierało niezliczone możliwości pozyskiwania informacji. Wciąż nie do końca wierzył w to, czego się domyślał i tym bardziej nie mógł pozwolić, by coś takiego wymknęło mu się z rąk i na powrót zaginęło w tłumie.
        By zabić czas i nie stać jak ostatni kretyn, z wzrokiem wlepionym w bramę, skierował kroki do perfumerii mieszczącej się w przeciwległej ścianie alejki. Pogrążony w myślach pozwolił sobie wcisnąć flakon pachnidła, ledwo rejestrując własny głos, oznajmiający, że szuka prezentu dla szwagierki, zapłacił pospiesznie, oglądając się przez ramię. Z bramy wyłaniało się dwóch mężczyzn, na głowy mieli naciągnięte kaptury, ale Ikar nie miał wątpliwości, kim jest jeden z nich. Odczekawszy aż oddalą się na bezpieczną odległość, opuścił sklepik, odprowadzany podejrzliwym spojrzeniem sprzedawczyni. Nim zdążył należycie skląć swój niespecjalnie dyskretny strój i odzywający się w udzie ból, jego zabawa w szpiegostwo uległa niespodziewanemu zakończeniu, gdy mężczyźni przekroczyli drzwi eleganckiego przybytku. Ikar wiedział co to za miejsce.


        Gdy tylko przekroczył próg domu Nichtza, ten pochwycił go niczym krogulec, wbijając palce w chude ramiona chłopaka.
- Czy ciebie, wybacz to, dokumentnie pojebało? - ryknął prawnik potrząsając swym gościem w sposób, który urągał wszelkim prawom gościny.
- Tak, pozwolisz, że usiądę?
Nichtz, najwyraźniej usatysfakcjonowany odpowiedzią, rozluźnił chwyt i skierował kroki do salonu, ostentacyjnie nie patrząc na Ikara. Usilnie starała się nie robić tego również zgarbiona na fotelu Stjerna, osłaniając twarz dłonią, na której podpierała, zdecydowanie teraz za ciężką, głowę. Ikar postanowił nie bawić się w subtelności i przypuścił frontalny atak.
- On ma pieprzonego bliźniaka, ty wiesz w ogóle chociaż z którym się spotykałaś?
Wbrew wcześniejszym staraniom strażniczka odjęła dłoń od czoła i uniosła na niego wielkie oczy. Otworzyła usta, nabierając powietrza, ale zaraz z powrotem je zacisnęła, ten proces powtórzył się jeszcze trzy razy. Nichtz nawet nie krył się ze swoim brakiem orientacji w sytuacji, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego ze swych nieproszonych gości.
Awatar użytkownika
Sepinroth
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Czarodziej
Profesje: Wędrowiec , Najemnik , Mag
Kontakt:

Post autor: Sepinroth »

        Roth kroczyła za inspektorem, starając się utrzymać wyważony krok i zachować pewność siebie, choć atmosfera wokół niej stawała się coraz bardziej napięta. Gdy przekroczyli próg biura, natychmiast poczuła duszny zapach starych dokumentów mieszający się ze smrodem potu. Biuro oficera nie zachwycało przestrzenią - było małe, nieco klaustrofobiczne, a stół przykryty był stertą papierów, które zdawały się czekać na uporządkowanie.
        Inspektor wyglądał na bardzo zniesmaczonego tym widokiem.
        -Proszę zająć miejsce. - wskazał krzesło naprzeciwko swojego, a następnie sam usiadł. Przebiegł wzrokiem po zajętym blacie biurka i chyba nie mógł się powstrzymać, bo pośpiesznie uprzątnął porozrzucane koperty w jeden stosik.
        Roth posłusznie usiadła, starając się nie zdradzić swojego zdziwienia warunkami miejsca, w którym przyszło odbyć im rozmowę. Czuła, jak ciężar napięcia wisi w powietrzu, czekając na rozwiązanie, które może zmienić bieg sprawy. Podniosła wzrok i popatrzyła na Inspektora. Nie dało się ukryć, że zupełnie nie pasował do tego miejsca, choć wciąż wydawał się zachowywać nienaganny dystans i godność. Niewątpliwie był to człowiek o niepospolitym uroku.
        -Zaproponowałbym pani kawę, albo herbatę, ale w tej, pożal się Prasmoku, strażnicy piją tylko stęchłą wodę i kwaśne wino z beczki. Pozwolę sobie zatem przejść do sedna, chciałbym jeszcze raz przeanalizować przebieg pani współpracy ze strażą. Jest kilka niejasności, które wymagają wyjaśnienia. - Inspektor spojrzał na nią poważnie, a jego wzrok badawczo przeszywał ją na wskroś.
        -Jestem gotowa na każde pytanie i wyjaśnienie, które mogę panu udzielić - Roth zachowała spokojny ton, starając się przekazać pewność siebie, mimo rosnącego w niej niepokoju. Wiedziała, że musi być ostrożna w tym, co mówi, nie chcąc ujawnić zbyt wiele swoich myśli ani informacji.
        -Zastanawiam się nad zbieżnością pewnych faktów i zdarzeń, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. Wydaje mi się, że mogą być one ze sobą powiązane, ale potrzebuję więcej informacji, aby to potwierdzić. - powtórzył jeszcze raz, jakby dając jej czas do namysłu. - Otrzymałem niedawno zgłoszenie, które ujawniło pewne niepokojące fakty dotyczące tej części miasta. Ponoć już od dłuższego czasu żadnemu magowi nie udało się dociągnąć do końca ani jednego zlecenia. Zdarzały się wypadki, zaginięcia, a niektórzy po prostu zniknęli, porzucając swoje zadania. Mam podejrzenia, że zostali przekupieni lub zastraszeni. - inspektor umilkł na chwilę i spojrzał na Roth z powagą, zastanawiając się, jak zareaguje na te informacje. Ona jednak siedziała niewzruszona. - Dodatkowo doszły mnie słuchy, że została pani napadnięta, co tylko potwierdziło szczegóły zawarte w tym donosie. Jednak, jak się teraz okazało, posiada pani zdolność, która może być kluczem do rozwiązania sprawy. Proponuję pani układ. Jeśli zdecyduje się pani pomóc nam w tej sprawie, obejmę panią swoim immunitetem. To oznacza, że będzie miała pani gwarancję ochrony, a pani działania nie będą podlegać żadnym konsekwencjom prawnym. Co pani na to? - inspektor spojrzał na Roth, czekając na jej odpowiedź, świadomy wagi decyzji, jaką przed nią stawia.
        Roth zamarła na chwilę, oferta brzmiała kusząco. Ale wraz z tą propozycją narastały też jej wątpliwości. Pomyślała o Ikarze, który był równie głęboko wplątany w tę sprawę jak i ona. Nie mogła po prostu myśleć o swoim własnym bezpieczeństwie, ignorując jego los. W końcu, czy byłoby moralne wykorzystywać immunitet tylko dla własnej korzyści? Czy nie byłoby to wyjątkowo egoistyczne? Nie takie czyny pochwalał Wielki Wędrujący. Wewnętrzna walka między chęcią zabezpieczenia siebie a troską o niego, trawiła ją niczym ogień. Ale mimo tych wątpliwości, coraz bardziej przekonywała się do myśli, że może jednak powinna zaryzykować i postawić sprawę jasno.
        -Zgodzę się tylko pod jednym warunkiem, jeśli zdecyduje się pan również zaoferować ów immunitet mojemu przyjacielowi.
        Inspektor spojrzał na nią przez chwilę, a Roth mogła wyczuć z jego spojrzenia pewien stopień podejrzliwości.
        -Jest magiem?
        -Nie, ale również padł ofiarą tej napaści i miał mniej szczęścia niż ja, jego rekonwalescencja potrwa jeszcze długi czas i uważam, że bardziej niż ja zasługuje na objęcie szczególną ochroną.
        -Oczywiście, w końcu nie odmówię pomocy osobie w potrzebie. Czy wspomniany przyjaciel, jest w stanie zjawić się w strażnicy, w celu omówienia szczegółów?
        Roth nie była pewna co odpowiedzieć. Nie wiedziała, w jakim aktualnie stanie znajduje się Ikar, wolała więc najpierw upewnić się, czy w ogóle będzie w stanie przyjąć gościa.
        -Niestety jeszcze nie wydobrzał na tyle, ale odwiedzę go dzisiaj i zapytam się, czy byłby na siłach ugościć pana w domu.
        -W porządku, trzymam panią za słowo. Proszę przekazać mi odpowiedź jeszcze tego wieczora, abym mógł przygotować odpowiednią dokumentację.
        -Jak najbardziej. - już miała wstawać, ale w porę zatrzymał ją stanowczy głos Inspektora.
        -Napomknę, gdyby nie było to oczywiste, ale nim sprawa nie zostanie rozwiązana, proszę nie opuszczać miasta. Nakaz ten tyczy się również pani przyjaciela. Sprawa jest poważniejsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka i zależy mi na tym, aby szybko ją rozwiązać. Czy jest coś, o czym chciałaby mnie jeszcze pani poinformować?
        -Na razie nie, dziękuję.
        -W takim razie do zobaczenia.
        Roth pożegnała się z inspektorem, czując na sobie jeszcze przez chwilę jego intensywne spojrzenie. Była gotowa na to, co przyniesie ta współpraca, choć nie mogła oprzeć się uczuciu niepewności co do konsekwencji swojej decyzji.
        I dopiero wyjściu na korytarz uzmysłowiła sobie, jak wielkie głupstwo popełniła. Przecież Ikar będzie na nią wściekły. Nie cierpiał straży, jak więc mógł zareagować na pomysł współpracy z kimś tak wysoko postawionym? Co więcej, namawiała go, aby odsunął się od całej tej sprawy, a teraz sama zdradziła Inspektorowi, że również stanowił istotny element w tej poplątanej układance. Musiała mu to jakoś wytłumaczyć, ale już czuła, że będzie to trudna rozmowa. Nie myślała trzeźwo, na pewno nie.
        Przeanalizowała jeszcze raz całą rozmowę z Inspektorem dokładnie i bardzo uważnie, słowo po słowie. Sposób, w jaki z nią rozmawiał był niezwykle precyzyjny. Zaczął od czegoś tak mało istotnego jak propozycja poczęstunku, po to, aby bardzo szybko przejść do sedna sprawy i postawienia ultimatum. Jak inaczej bowiem nazwać tę propozycję? Gdyby się nie zgodziła, nie dałby jej spokoju. Co więcej, czasami zawieszała się, po prostu mu się przyglądając. Przyjemnie się na niego patrzy, pomyślała i wtedy to do niej dotarło. Inspektor w jakiś sposób zaklinał swym urokiem, czy to za pomocą magii, czy talizmanów. Sprawiał, że ludzie myślą bardziej uczuciowo niż racjonalnie, co z całą pewnością bardziej skłaniało ku mówieniu prawdy. Na stanowisku, które posiadał, z całą pewnością było to nieocenioną umiejętnością.
        Zastanawiało ją jednak jakim sposobem nie wyczuła tego wcześniej? Przecież nie łatwo wpłynąć na aurę innego maga, nie naruszając jej struktury. W takim razie może jednak to nie była magia, ale w takim razie co innego?
        Myśl o tym miała nie dać jej spokoju jeszcze na długi czas.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fargoth”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości