Trijou[Zamek i okolice] Kiedy diabeł puka do drzwi

Królestwo ukryte w Górach Czarnych, wykute w szczytach trzech wielkich gór; Sem, Culle i Hou. Założone przez niewolników, obecnie zamieszkiwane przez ludzi oraz, od niedawna, rasę piekielnych stworzeń, przyprowadzonych przez królową.
Awatar użytkownika
Dearbháil
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 3 lat temu
Rasa: Pokusa
Profesje: Władca , Arystokrata , Kurtyzana
Kontakt:

Post autor: Dearbháil »

        Mogłoby się wydawać, że podczas dyskusji z królową na pozornie błahe tematy, kobieta zrozumie stanowisko swego rozmówcy i grzecznie przytaknie głową. Jednakże Dearbháil nie należała do osób wyrozumiałych. Gdy o coś pytała, oczekiwała konkretnej odpowiedzi, najlepiej okraszonych dobrą opinią i z nutką plotek. Rand wyminął odpowiedź, co uruchomiło neurony w głowie królowej tak bardzo, że ponownie gotowa go była wtrącić do lochu.
        - A wydawałeś się taki ciekawy… - wymamrotała, wzrokiem uciekając w odrębne miejsca ogrodu. Dopatrzyła się jednej róży wulkanicznej, która zaczęła rozkwitać. Dearbháil przypomniała sobie czasy swojego dzieciństwa. Ogrodnik, poczciwy staruszek Amadeus, codziennie ucinał i dbał o kwiaty, aby te nie przyćmiewały się nawzajem i rosły równo - gęstość róż była bowiem zasługiwała na podziw; inne pąki przysłaniały drugie, nie pozwalając im zaczerpnąć promieni słonecznych i rosnąć. Służba w ogrodzie rodziny Rosues to był największy zaszczyt i jednocześnie najtrudniejsza praca w całym królestwie. Pokusa teraz ledwo co odzyskała Trijou i niestety, barbarzyńcy zdążyli zniszczyć to, co ongiś sobie ukochała. Kobieta już dawno obiecała sobie odbudować piękno swego zamku, lecz za każdym razem, gdy dostrzega róże Trijou, coś w jej wnętrzu krzyczy.
        - Słuchaj, nie musisz ich znać - odparła. - Pytam tylko o opinię, który ładniejszy. To jego geny będzie posiadać następczyni, więc to się liczy - dodała, unosząc podbródek. Nie zamierzała odpuścić, ponieważ dla niej tego typu swobodna rozmowa bywała podstawą. Mężczyzna jednak więcej się tłumaczył, co królowej bardzo się nie podobało.

        - Acz nieprawda, mój drogi - powiedziała szybko. - Sekrety i tajemnice istnieją po to, aby je odkryć. Czy jako detektyw nie zgodzisz się w tym ze mną? - Szarpnęła za zawód, którym chełpił się jej rozmówca, z nadzieją znalezienia wspólnego języka. Idący za nimi Phelippe zapewne bez zastanowienia potaknąłby swej władczyni.
        - Och, czyli chcesz mi się przypodobać! - Klasnęła w dłonie królowa. Kto jak kto, ale to ona była mistrzem gry w “wyłap jedno słowo w całym zdaniu, uczep się go i nie zwracaj uwagi na prawdziwy sens wypowiedzi”. - Ależ pamiętaj. Musimy sobie ufać. Przyjmę cokolwiek - dodała cicho, gotowa wręcz na to, jakoby Hemstoes byłby w stanie usłyszeć jej słowa skierowane w stronę detektywa i wyrosnąć przed nimi z ziemi, aby natychmiast z zazdrości zlinczować Randa. Diabeł może i czasem przesadzał, lecz Dear uwielbiała tę przesadność. Traktowała to wręcz jako uwielbienie do swej persony.
        - Jesteś chyba jedyną osobą płci męskiej, która wyjawia mi swe sekrety modowe - zaśmiała się królowa. - Ale rozumiem. Dobrze jest mieć kogoś ważnego do wspominania w trudnych chwilach - dodała, acz po tym zamilkła. Dearbháil może i miała swych wymarzonych doradców, ale to nie bliscy.
Rodziny też za dobrze nie wspominała. Rodzice zmarli, natomiast Andraste - siostra kobiety - uciekła z kochasiem numer pięćdziesiąt, a kochliwą naturę prawdopodobnie przypłaciła życiem.
Posiadanie kogoś bliskiego jest czymś jednocześnie słabym, a równocześnie stanowi ludzką potęgę. Lecz i w tym tkwi mankament.
W słowie “ludzka”.
        - Och, aleś ty niecierpliwy - burknęła pokusa. - Za dużo w tobie konkretów, za mało gry wstępnej. Odetchnij, podziwiaj ogród! - Piekielna przystanęła, aby móc uwolnić Randa z swego prowadzenia i zerwać jedną z niewielu rozkwitniętych róż. Symbol królewskiej rodziny.
        - W naszym języku, rosues oznacza róże, lecz gdyby tak zmienić zaledwie jedną literkę, wychodzi ból związany ze stratą. Losues. - Królowa spojrzała na Randa poważnie. - Z róży wulkanicznej powstają wszelkiego rodzaju olejki. Jej zapachy są oszałamiające, wręcz hipnotyzujące. Myślę, że dałoby się zrobić z nich dobry środek odurzający, godny powalić nawet samego diabła, jeżeli by tak połączyć go ją z inną rośliną. Co o tym sądzisz? - zapytała, podając zerwany kwiat Randowi. Zaczął pospieszać ją w planowaniu, czego królowa serdecznie nie cierpiała, więc i ona postanowiła przedłużyć ten moment. Długo bowiem milczała. Wyraz twarzy pokusy natomiast stanowił zagadkę, ponieważ jej mina była obojętna. Dearbháil mogła w tym momencie obmyślać strategię zamordowania swego drogiego wroga, jak i równie dobrze mogła rozmyślać o ulubionym przepisie na kuropatwę. Jedno jest pewne; nie sposób odczytać zamiarów władczyni.
        - Hemstoes zna się na odpowiedniej magii. Byłby w stanie odprawić rytuał, o ile ty mu pomożesz. Jedyne, co nam potrzeba, to znać twarz przyzywanego… mianowicie, twego poprzedniego zleceniodawcy. Co ty na to, mój drogi? - Uniosła brew, unosząc kąciki ust w sarkastycznym uśmieszku. - Schwytasz dla mnie diabła?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Trijou”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości