KahylaniJak się bawią wilki i smoki wtedy, kiedy pada deszcz?

Maleńka wysepka, na której znajduje się tylko jedno miasto. W ścisłym centrum domy stłoczone są bardzo blisko siebie. By zyskać na powierzchni mieszkalnej zaczęto dobudowywać kolejne kondygnacje, a miasto zaczęło piąć się w górę. Wyspa żyje głównie ze sprzedaży i wyrobów szklanych, kryształowych i kamieni szlachetnych. Dno wokół wypełnione jest niezwykłym piaskiem, którego wydobyciem zajmują się mieszkańcy i z którego produkuje się magiczne przedmioty. Mimo lat złoża piasku i innych magicznych minerałów się nie wyczerpują, a wszystko za sprawą wiatru, który przenosi piasek i wypełnia wyrobiska kolejnymi warstwami surowców.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Amrita
Szukający drogi
Posty: 40
Rejestracja: 7 lat temu
Rasa: Smok
Profesje: Włóczęga , Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Jak się bawią wilki i smoki wtedy, kiedy pada deszcz?

Post autor: Amrita »

        Całe życie Amrity było ucieczką. Kobieta uwielbiała podróżować, zwiedzać świat i poznawać coraz to nowsze kultury i obyczaje, aczkolwiek wiązało się to z wieloma niebezpieczeństwami. Natura smoczycy nie należała do najprostszych, bowiem kobieta z charakteru jest trudna. Doskonale wie, czego chce i co może zrobić dla ludzi, ale…
Właśnie. Zawsze było jakieś ale. “Ale niestety jesteś zbyt niezdarna”, mówili. “Ale tu trzeba delikatnej osoby”, powtarzali. Dlatego też gdy Amrita postanowiła pomóc w przygotowaniu do festiwalu morskiego w Kahylanii, naprawdę miała problem ze znalezieniem sobie roboty.
        W końcu była smokiem, a zachowywała się, jakby przysłowiowo wpuściło się ją do składu porcelany.
        - Pomóż nosić skrzynie ze statków - mruczała pod nosem Amrita, przechadzając się po najbliższej w okolicy plaży. Oddaliła się znacznie od swoich kompanów pod pretekstem zmęczenia - co oczywiście było kłamstwem. Pradawna pragnęła zostać sama i się zastanowić, czy naprawdę jej egzystencja albo choćby obecność na tym festiwalu miała sens. Od pamiętnych lat kobieta dobrze go wspominała, ale jako mała dziewczynka - taka, która przychodzi już na gotowe i tylko się bawi. Silna potrzeba pomocy innym podkusiła kobietę, aby i tutaj spróbowała swych możliwości, aczkolwiek prędko tego pożałowała. Potrzebowała bodźca, dzięki któremu się jej powiedzie. Czegoś, co wspomoże ją w nieustannych wątpliwościach. Kompana, dzięki któremu zachowa twarz; niektóre plemiona bowiem opowiadają, iż człowiek ma trzy maski. Jedną ukazuje bliskim, rodzinie wręcz, odsłaniając przed nimi swe sekrety, dostępne tylko dla nich, a jednocześnie takowymi zasłaniając te zewnętrzne przewinienia drugiej maski - tej, która służy nam wśród obcych i osób, które dopiero co poznaliśmy. Ostatnia maska to ta, dzięki której nie tracimy swego ja, albowiem widoczna jest wyłącznie wtedy, gdy jesteśmy sami.
        A Amrita czuła się teraz bardzo samotna. Jej trzecia maska to jej smocze ja; szalone, nieprzewidywalne smocze cielsko, nad którym ledwo potrafiła panować, a jednocześnie w którym była najbardziej sobą. Dlatego też, z daleka od ulicznego zgiełku czy ciekawskich ocząt, pradawna pozwoliła sobie przemienić się właśnie w tę formę i poszybować hen daleko - byleby latać. Byleby nie widzieć nic więcej poza rozciągniętym pod jej łapami morza i machającą rękami w nim niewinną istotką…
”Chwilę”.
        Smoczyca zawróciła. Dostrzegając swobodnie dryfujący kawałek drewna i kontrastującą z nim białą plamkę, kobieta zrozumiała, że znalazła niedoszłą ofiarę masakry morskiej. Albo wygnanego mordercę. Ewentualnie zwyczajnego pechowca, różne to postacie pląsają po tej łusce Prasmoka. Mimo że Amrita nie wiedziała, czego się spodziewać, postanowiła pomóc nieznanej istocie; była bowiem daleko od lądu i nie zapowiadało się, że potrafi tam prędko dopłynąć. Smoczyca zanurkowała zatem, prędko swoją łapą chwytając nieznajomą, a następnie wzniosła się w powietrze w drodze powrotnej na plażę. Pradawna bardzo się starała, aby przypadkiem nie zmiażdżyć białej plamki - przeto nie znała granicy swej siły, więc uspokajająco nakazała nieznajomej telepatycznie, aby ta trzymała się mocno, a ona zaś delikatnie poluźni ucisk. Nie chciała na początku każdej ewentualnej znajomości łamać żeber na dzień dobry…
        Gdy tylko znalazły się jak najbliżej piaszczystego terenu, Amrita zleciała na dół i kawałek od lądu upuściła nieznajomą. Nie zrobiła tego niestety zbyt delikatnie, dlatego też starała się, aby to woda zamortyzowała upadek. Smoczyca nie należała również do dam, które w jakikolwiek sposób potrafiły nawiązywać dobre relacje z ludźmi, dlatego też po ponownej przemianie w człowieka, gdy tylko pomogła nieznanej istocie znaleźć się na brzegu, zapytała wprost;
        - Kie licho cię wywaliło tak daleko w morze?
Awatar użytkownika
Blakita
Zbłąkana Dusza
Posty: 5
Rejestracja: 1 rok temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Łowca , Zabójca , Wędrowiec
Kontakt:

Post autor: Blakita »

        Obudziła się na szczątkach okrętu - tych samych, które nie pozwalały jej utonąć przez ostatnie godziny a może i dni, od momentu w którym spienione szczyty zacisnęły paszczę na statku Dezertera. Wypadła za burtę, nim zdążyła się do czegokolwiek przywiązać. Szczęście w nieszczęściu, fale porwały również kawałek relingu, pokładu czy masztu - nie wiedziała, w co uderzyła błyskawica, jednak to musiało być przyczyną odłamania się części Pokusy. Przywiązała się do drewnianej belki, zaciskając supeł z całej siły. Co chwilę wynurzała się i zanurzała, wypluwając wodę, zaciągając powietrze oraz przebierając łapami. Wola morza okazała się bezlitosna, miotając nią na wszystkie strony, aż w końcu zmiennokształtna opadła z sił i straciła przytomność.
        Fale się uspokoiły. Ciemne chmury rozpierzchły się, ukazując na powrót łagodne oblicze błękitnego nieba. Blakita, wciąż mocno przywiązana do swojej deski ratunku, spostrzegła w oddali wyspę, którą natychmiast obrała sobie za cel. Próbowała wiosłować, aczkolwiek marnie jej to wychodziło. Morze tak wcześniej jak i teraz narzucało jej swoje kaprysy, raz pchając ją do przodu, a innym razem już w drugą stronę.
        To było frustrujące, ale jeszcze bardziej dręczyła ją myśl, że straciła kontakt z Dušanem i Ruri. Starała się nie panikować, wierzyła w swoich przyjaciół. Mimo to nie lekceważyła potęgi oceanu. Co jeśli tak jak ona wypadli za burtę? Co jeśli statek zatonął i nie zdążyli przeciąć lin? Co jeśli faktycznie stanęli oko w oko z jakąś morską bestią? Tego typu gdybanie nie było w jej stylu, ale nie wyobrażała sobie utraty tej dwójki. Ceniła ich sobie nawet bardziej niż własną rodzinę.
        Kiedy wyjęła kompas z kieszeni, aby sprawdzić ich położenie, usłyszała trzepot skrzydeł, a chwilę później zauważyła na nieboskłonie olbrzymią bestię zmierzającą w jej kierunku.
        - Smok... - wyszeptała, z początku nie dowierzając.
        Zamiast się ślepo w niego wpatrywać, zaczęła jeszcze szybciej przebierać łapami. Przez chwilę myślała, że nie została wykryta, ponieważ bestia zdawała się nie zwalniać lotu i koniec końców przemknęła tuż nad wilczycą. Odgłosy wydawane przez gada jednakże nie ucichły całkowicie. W tamtym momencie serce rozbitka podeszło do gardła. W pośpiechu przegryzła linę, aby zwolnić ciężar i postanowiła płynąć o własnych siłach. Nawet jeśli nie należało to do jej mocnych stron...
        Plan legł w gruzach, jeszcze zanim zdążyła wcielić go w życie. Wielkie łapska pochwyciły ją. Oddalała się od tafli wody w szaleńczym tempie, z kolei wiatr świszczał jej w uszach. Jeszcze nigdy nie dzieliło jej tyle sążni od gruntu i szczerze powiedziawszy, wolałaby, żeby tak pozostało.
        Nie wierzgała się. Czego by nie zrobiła, przewaga leży po stronie smoka i nie zdoła przed nim uciec. Mogła jedynie trzymać kciuki, że wcale nie będzie musiała...
        Nie wiedząc sama czemu, spodziewała się o wiele dłuższego lotu. Spadła prosto do wody, która zamortyzowała jej upadek, jednocześnie będąc na tyle płytką, by wilczyca zdołała sięgnąć palcami piasku. Odzyskawszy wreszcie stabilność, czym prędzej wydostała się na brzeg. Miała po dziurki w nosie tego przeklętego, nieokiełznanego żywiołu, jak również kołysania łajby. Teraz, gdy stała na ziemi, dopadły ją lekkie mdłości, aby już za moment odpuścić. Niczym pies otrzepała się z wody, ta bowiem wsiąkła w nią niczym w gąbkę. Po tym krótkim pokazie wreszcie skupiła się na istocie, która w ułamku sekundy straciła kilka(set) funtów.
        - Sztorm - rzuciła krótko. Miała poprzestać na tym jednym słowie, lecz po chwili uznała, że przyda się szersze wyjaśnienie. - Wypadłam, kiedy uderzyła w nas fala. Nie wiem, co z załogą. Co ważniejsze, dlaczego mi pomogłaś?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kahylani”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości