SosnówkaW gąszczu pytań

Nieduża wioska znajdująca się na południe od Rododendronii. Swoją nazwę otrzymała od licznie występujących tu małych ptaszków - sosnówek. Urocze, ciche i spokojne miejsce, w którym mieszkańcy pomagają sobie nawzajem i dalecy są od gnębienia kogokolwiek. Nieliczne domy noszą po sobie ślady dawnej architektury, która nie należała do najskromniejszych, zaś na skraju wioski stoi opuszczony chram. Przez centrum przepływa rzeczka, jest tu mnóstwo drzew i często można się natknąć tu na dzikie zwierzęta, które bez obaw przechadzają się między budynkami.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Gertrude
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Mieszczanin , Szpieg , Skrytobójca
Kontakt:

W gąszczu pytań

Post autor: Gertrude »

Oho, pora idealna na odpoczynek, pomyślała. Znalazła kawałek cienia i usiadła pod drzewem. Wyciągnęła wysoko ramiona i zajęła się swoimi myślami. Cóż, po ostatniej walce ledwo uszła z życiem. Musiała wygoić się jej rana pod żebrem. A to wymagało czasu, chociaż, prawdę powiedziawszy, zawsze wychodziła cało z opresji, więc tym razem również miała nadzieję, że będzie podobnie. Jej honor nie miał sobie równych. Gdyby widziała kogoś słabszego w walce, postanowiłaby dać mu jakieś fory. Ale co zrobić, teraz stworzenia są całkiem inne, niż dawniej. Wtedy, gdy zaczynała jeszcze swoją fuchę najemniczki, nie miała pojęcia, że w niedalekiej przyszłości będą chodzić po świecie Alaranii ludzie, którzy mogą mieć gdzieś wszelkie zasady honoru. Z pewnym smutkiem dostrzegła, że istot mających jakiś honor to ze świecą szukać, a jeżeli już się tacy trafią, z reguły nie są zbyt komunikatywni i wolą swoje własne towarzystwo od otaczania się innymi i nawiązywania kontaktu. Z tego powodu Gertrude raczej nie miała wokół siebie przyjaciół ani bliskich. Nowo poznanych długo do siebie przekonywała, gdyż ci zazwyczaj mieli swój własny świat i nie dopuszczali nikogo do siebie. Kilka razy kaszlnęła a z nosa wydobyła się dziwna wydzielina, sięgnęła więc po chusteczkę i wydmuchała nos a później po prostu zasnęła, bo co innego miała do roboty. Nad miastem unosiły się chmury a to mogło oznaczać jedno: zbliżał się deszcz, ale powolnymi krokami, więc tym się nie martwiła. Sądziła, że skorzysta jeszcze trochę z pogody a słońce co prawda się schowało, natomiast liczyła, że jeszcze się pojawi i będzie mogła zakosztować jego promieni. Śnił jej się księżyc oraz niebo i gwiazdy i to, że unosi się ponad chmurami wysoko, wysoko szukając prawdopodobnie czegoś w rodzaju istot innych niż w Alaranii mieszkających. Musiała przyznać z pewnym zaskoczeniem, iż ostatnio nie śniła wcale i to był jej pierwszy sen od pół roku. Pomyślała, że takich snów mogłaby mieć dziesiątki- był bardzo przyjemny, kiedy otworzyła oczy, poczuła, że jest wypoczęta. Tego jej było trzeba. Chciała zaplanować resztę dnia. Nie zostało go dużo. Nastał wieczór, więc temperatura trochę się wychłodziła, wyciągnęła z torby jakieś skórzane odzienie i nakryła się nim. Po namyśle, sięgnęła również po koc, na którym usiadła. Nie mogła jednak tu zostać. Wstała i ruszyła przed siebie w poszukiwaniu pokoju do wynajęcia. Mogłaby przysiąc, że po drodze widziała gdzieś niedaleko ogłoszenie o izbach, za które trzeba zapłacić, by się w nich przekimać. Więc komu w drogę...

Nastrój Gertie miała dość dobry. Na jej twarzy zrodził się uśmiech, rzadki widok, to prawda, ale może dziś jest ten dzień, że zacznie się uśmiechać? Zmianę zaczynaj od razu, czy jakoś tak. Zależało jej, by zatrzymać się z dala od cywilizacji, z tego powodu Sosnówka, będąca uroczą wsią była do tego w sam raz. Gertie nie mogła doczekać się widoku lokalnych potraw na swoim talerzu, żołądek upominał się o jedzenie, gdyż, gdy zbliżała się do pokoju, odczuła głód. Miała jednak zasadę, by nie jeść zbyt późno. Położyła sakiewkę z pieniędzmi właścicielowi przybytku, w którym się zatrzymała z informacją, iż rozliczą się potem.
Awatar użytkownika
Creighton
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Inna , Wędrowiec , Badacz
Kontakt:

Post autor: Creighton »

Wampir wędrował traktem prowadzącym do Sosnówki pod osłoną blasku księżyca. Bez dwóch zdań wolałby przeznaczyć ów czas na obserwację w nieba, ale podróżowanie za dnia było zdecydowanie zbyt męczące. Jednak żadna wędrówka nie była bez celu, tudzież ośmielała go do przodu chęć przekonania na własnej skórze tego, co usłyszał od swoich współpracowników po fachu. Mnogość gwiazd była ponoć zaskakująca w okolicach właśnie tej lokacji. Jako szanujący się obserwator gwiazd i wszelakich ciał pokrywających niebo, wypadało, aby i jego wzrok nacieszył się tym widokiem. O ile nie był to zwykły bełkot podchmielonego astronoma.

***

Zawitanie wampira we wiosce późnym wieczorem odbyło się na szczęście bez zbędnych komplikacji. Jednak i tak niezmiennie był w centrum uwagi tych, którzy zauważyli wysokiego mężczyznę. Nie mógł ich o to winić. Połączenie wampira, teleskopu i nietypowego odzienia prosiło się o to. Jednak nie zamierzał porzucać swojej wygody ani sposobu ubioru na dłuższe dystanse, do którego się przyzwyczaił.

Nienocne stworzenia może rozpoczynałyby poszukiwania ostoi przed nocą, ale nie Creighton. Potrzebował informacji, a nie było lepszego ich źródła niż mieszkańcy. Każde miasto czy wioska miała idealne miejsce do tego celu – karczma.

***

Wampir, przechodząc próg w tawernie „Mała Sosnówka”, spowodował nagłą ciszę. Nie zatrzymało to go jednak przed podejściem do lady, za którą stał starszy mężczyzna.

Bernard mierzył go nieufnym i zdystansowanym spojrzeniem. Widział wiele dziwadeł w życiu, ale nie miał jeszcze okazji widzieć jeszcze „komara” takich rozmiarów. Uśmiechnął się z nieukrywanym niesmakiem, jak przystało na szanującego się rasistę.

— Coś podać? Tylko ost...

— Wino, nieważne jakie. — przerwał właścicielowi w pół słowa. Nie potrzebował żadnych ostrzeżeń związanych z jakością wina. Potrzebował zwilżyć język i gardło czymkolwiek po długiej podróży — Gdzieś w okolicy macie polane ze wzniesieniem? Im wyższe, tym lepiej — zapytał, sięgając wcześniej do sakwy i chwytając dwoma palcami złotą monetę. Przesunął ją po blacie w stronę Berndard, którego wyraz twarzy zmienił się nie do poznania.

Wampir uśmiechnął się neutralnie. Szanował cudze poglądy, ale wiedział doskonale jak sobie radzić z takimi ludźmi. Nie czuł przywiązania do pieniędzy, ale w takowych sytuacjach były darem z nieba, aby zachęcić kogoś do przyjaźniejszych kontaktów.

— Ach, tak panie… — czmychnął złotą monetę jak nurkująca sosnówka, zanim hojny szlachcic się rozmyśli. Rasa zeszła na dalszy plan — … kieruj się głównym traktem przez południowe wyjście, po czym skręć w prawo. Początkowo może się wydawać, że ścieżka jest zarośnięta, ale to tylko pozory. Po dodatkowym kwadransie dojdziesz do celu swojego zapytania.

W międzyczasie wyciągnął najlepszą butelkę trunku, o jaki prosił wampir i podał mu w wypucowanym do czystości kuflu z zadowoleniem.

— Dziękuje za informację — kiwnął ze szczerą podzięką do właściciela i skosztował wina. Ku jego zdziwieniu nie było to tak tragiczne, jak się spodziewał, wręcz wystarczającego na jego potrzeby.

Jeden głód zaspokoił, a drugi wciąż czekał. Krew nie była czymś, o co mógł zapytać w takich okolicach na forum. W większych miejskich przybytkach zdarzało się, że mają taki towar, ale to też było rzadkością.

Powoli popijając, rozejrzał się po obecnych. Już nikt specjalnie nie zwracał na niego uwagi, niestety nie było tu nikogo, kogo mógłby uznać za potencjalnego dawcę. Krew osób starszych jakiejkolwiek płci jest mało pożądana przez jego gatunek. Westchnął cicho, opróżniając kufel do dna, po czym sięgnął po oparty o ladę teleskop i wyszedł przed karczmę.

Oparł swe narzędzie pracy o ramię i spojrzał w niebo, będąc na zewnątrz przed tawerną. O ile wyraz twarzy mu się nie zmienił, jego oczy były pełne pasji i zachwytu. A nawet jeszcze nie był na polanie!
Awatar użytkownika
Gertrude
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 96
Rejestracja: 10 lat temu
Rasa: Alarianin
Profesje: Mieszczanin , Szpieg , Skrytobójca
Kontakt:

Post autor: Gertrude »

Sosnówka była małym spokojnym miasteczkiem, więc już ten fakt napełniał ją pozytywnymi wrażeniami dotyczącymi pobytu w tym miejscu. Była przekonana, że nie będzie żałowała, iż tutaj się pojawiła a zarazem ciekawa co też się wydarzy w jej życiu. Przekroczyła próg pokoju, w którym przyszło jej nocować. Ujrzała całkiem ładny, skromny, acz gustownie urządzony pokoik. Ściany były pokryte białą farbą, podłogi drewniane i ciepłe, na okiennicach wisiały blado różowe zasłony. Gertrud od razu po wejściu do pomieszczenia, położyła swoją torbę podróżną średnich rozmiarów w kącie izby, tuż przy drzwiach, zzuła buty i rozebrała się. Zauważyła, że ktoś zadbał o jej higienę, pośrodku pomieszczenia stała balia z wodą. Kobieta zbliżała się do niej i odkryła, że woda posiada ciepłą temperaturę, więc niewiele się zastanawiając, weszła do środka i umyła całe swoje ciało przy pomocy mydła, które znalazła pod balią. Do drewnianej wanny prowadziły dwa schodki, po których należało wejść, by dostać się do środka. Gertrude po kąpieli ubrała koszulę nocną a następnie weszła do wygodnego łóżka i po chwili zasnęła.

Obudziła się w miarę wcześnie, miała ochotę przejść się po okolicy i rozpytać napotkane osoby o sytuacji, która miała tu niedawno miejsce. Do uszu skrytobójczyni dotarło, że nie dalej, jak dwa tygodnie temu, ktoś pozbawił kogoś życia na polanie. Prawdopodobnie był to atak wampira, wyjątkowo groźny, gdyż ofiara broniła się długo, a że nie zgodziła się oddać trochę swojej krwi, zmarła z jego rąk. Gertrude zastanawiała się jaki mógł być powód odmowy. Czy ofiara wolała rzeczywiście umrzeć, niż oddać swoją krew, czy może padła ofiarą bestii. Od kiedy wampiry są aż tak niebezpieczne? Czy było tak, jak usłyszała? Z doświadczenia Gertrude wiedziała, że niekiedy informacje, o których się słyszy, bywają przeinaczone. Kobieta była ciekawa co wydarzyło się na równinie. Jednak to nie o to chodziło, by zaspokoić swoją ciekawość tylko i wyłącznie. Od pewnego czasu kobieta spotykała się z pewnym doświadczonym katem, który poprosił, by udała się do Sosnówki i dowiedziała co nieco o zabójstwie. Jemu nic nie powiedzą, tylko przegonią, bo pomimo profesji, która powinna wzbudzać szacunek i trwogę, to jego aparycja daleka była od sympatycznej. Gertrude, aby wydać się milsza w odbiorze udała się do czarownika, który przemienił jej wygląd zewnętrzny (poprzednio kobieta była brunetką, obecnie jej włosy są w dużo lepszej kondycji, posiadają brązowo - rudą barwę). Gertie zeszła jeszcze na śniadanie, gdyż chciała zaspokoić głód i gdy zatopiła zęby w pieczywie, wiedziała już dokąd dokładnie pójdzie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Sosnówka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości