Wybrzeże Cienia[Alaja] Skarb to pojęcie względne

Niezwykle tajemnicze wody tego Morza Cienia, kryją w sobie wiele skarbów i niebezpieczeństw, już wielu zginęło w wyprawach poszukując przygód i bogactw. Największym jednak łupem dla każdego z nich było by odnalezienie legendarnej Wyspy Maar.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Antar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Pirat
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

[Alaja] Skarb to pojęcie względne

Post autor: Antar »

Od dziwnego zajścia, przez które piraci znaleźli się z dala od wyspy i upragnionego skarbu minęło już kilka dni. Powoli, w oddali zaczynało majaczyć niewyraźne widmo lądu i miasta portowego. Antar stał na dziobie okrętu i spoglądał w dal. Myślał nad ostatnimi wydarzeniami. Nie było szans wrócić w tamto miejsce, mapa gdzieś w tym całym zamieszaniu przepadła i kto wie, czy w ogóle ocalała. Białowłosy musiał obrać nowy cel. To nie było łatwe, zwłaszcza że jego myśli stale rozpraszało wspomnienie niebieskowłosej kotołaczki. Jego skute lodem serce jakby z lekka roztajało, a kropla stopionego lodu wywołała nieprzyjemny dreszcz. Uczucia nigdy nie były jego mocną stroną, nie przepadał za nimi, ale musiał się z nimi pogodzić. Musiał przyznać, że cokolwiek nie zrobi, będzie chciał ją odnaleźć.

- Trzeba będzie uzupełnić zapasy, Nax wypił coś, co znalazł w ładowni, a rumem najwyraźniej nie było, bo zaraz po tym obżarł się jak świnia – prychnął Nestor, stając obok kapitana.
Wampir wyrwany z zamyślenia spojrzał na niego pustym spojrzeniem, które jakby dopiero po chwili zrozumiało sens jego słów. Przytaknął na nie cichym pomrukiem.
- Z tego, co udało mi się określić, jesteśmy na Morzu Cienia. Czyli po drugiej stronie kontynentu – kontynuował swój monolog – Odkryłem również że woda stała się nad wyraz lodowata i dzięki temu…
- Jestem cały mokry – wrzasnął zdenerwowany Alin, który właśnie przechodził obok. Wykręcał koszulkę z wody, zostawiając przy tym sporą kałużę.
Antar rzucił pytające spojrzenie pradawnemu i widać było, że nie jest zbytnio zadowolony z tego, cokolwiek się tu wydarzyło. Choć w gruncie rzeczy nie obchodziło go to aż tak.
- Mogę to wyjaśnić – dodał nieco zmieszany Nestor.
- Póki młody jest w stanie przeżyć twoje dziwactwa, to nie musisz – odparł nieumarły, który nie miał najmniejszej ochoty słuchać kolejnej absurdalnej opowieści. Wystarczała mu już nadmierna gadatliwość reszty załogantów po zaledwie pierwszej butelce rumu.

Ze statku zeszli, gdy już było całkiem ciemno, a ruch w porcie stał się znikomy. Morze Cienia nie znało zbytnio sławy Aquilonem więc póki bandera była spuszczona, byli względnie bezpieczni. Antar dał załodze wolną rękę na najbliższy czas i zostawił pod opieką Nestora. Sam natomiast udał się na samotny spacer wzdłuż wybrzeża. Alin wraz z resztą udali się do otwartej o dziwo tawerny i postanowili zapić nieudane poszukiwania skarbu i uczcić pamięć poległych. Bardzo szybko w porcie zrobiło się głośno, a nawet muzycznie, gdy schlani w trzy czorty piraci zaczęli wyśpiewywać wyjątkowo wulgarne szanty, aż do samego rana, gdy zostali siłą wyproszeni z przybytku i rozleźli się po okolicy.
Wampir tymczasem prawie nie zauważył, gdy zaczęło się robić widno. Przypomniało mu o tym drażniące ciepło pierwszych promieni słońca, padających na jego śnieżne lico. Na szczęście tuż przy niezbyt szerokiej plaży znajdował się dość gęsty las, jego cień dał mu schronienie. Jednocześnie wciąż mógł obserwować powoli wyłaniające się zza horyzontu Góry Thargorn. Jego dawny dom. Ten widok mocno poruszył porozrzucane myśli nieumarłego. Szybko jednak zebrał je w całość i zaczął rozważać, czy pozostawiona za sobą przeszłość powinna zostać na zawsze zapomniana, czy też powinien do niej powrócić i zrozumieć pewne niejasne kwestie. Szum fal rozbijających się o mokry piasek jakby mu wtórował, przytakując, cokolwiek by nie postanowił. Chłodna bryza z zachodu natomiast dawała ulgę przy nieznośnie szybko rosnącej temperaturze.

- Kapitanie? – rozległ się głos młodzika.

Antar spojrzał na niego lekko zaskoczony. Nic nie powiedział, ale oczekiwał natychmiastowych wyjaśnień. Gdyby chciał towarzystwa, to by je sobie zapewnił, a tymczasem Alin najwyraźniej go śledził.

- Bo chciałem kogoś spytać… A wszyscy pijani - zaczął skruszony.
- Mogłeś brać z nich przykład – pomyślał z lekką zgryźliwością białowłosy.
- Pani Krowa. Miała mnie nauczyć magii, a potem nagle wszystko… Puf. Myślisz… Kapitanie, myślisz, że jeszcze ją spotkamy? Chciałbym zostać czarodziejem, takim jak Nestor, albo magiem jak ty.
- Nie każdy ma predyspozycje do magii – odparł Antar bez cienia emocji, czy troski.
- Oh… - chłopak wydał pełne rozczarowania westchnięcie i milczał przez dłuższą chwilę. Razem z Antarem spoglądał w słabo widoczne zarysy gór – A mogę zostać wampirem? – spytał nagle pełen nadziei.
- Po co?
- Umm… - Mruknął lekko speszony, bo nawet nie zdążył się nad tym lepiej zastanowić.
- Ciesz się słońcem młody – stwierdził, kładąc dłoń na jego ramieniu. Nie czekając nawet na odpowiedź, po prostu poszedł w głąb lasu, zostawiając Alina samego i wyraźnie niezadowolonego.

Gdy tylko kapitan odszedł, dzieciak wszedł na plaże i dał upust swoim emocjom. Zaczął zamaszyście kopać w piasek, by zaraz potem rzucać kamieniami w wodę.

- Magia nie bo nie umiem, wieczne życie nie bo mam „się cieszyć słońcem” – przedrzeźniał Antara wkurzony – UGHHH! Nawet jako piratowi nic mi nie wolno. Tego nie, tamtego nie. Czemu muszę być tylko zwykłym, niemagicznym człowiekiem… - wymamrotał już całkiem rozklejony i przycupnął na piasku.
Awatar użytkownika
Rheyaen
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Rheyaen »

        Rhey miała serdecznie dość dwunogów. Wszyscy po kolei: albo ją porywają, albo chcą wykorzystać, albo zjeść. A przecież nie była jedzeniem! Jako żyjąca istota chciała tylko zapoznać się z nieszczęśnikami z lądu, nauczyć czegoś nowego lub może w końcu złamać pętającą ją klątwę. Zwłaszcza to ostatnie. Przez narzucone na syrenę przekleństwo kobieta nie mogła skutecznie zwabiać żeglarzy, albowiem ci byli w stanie zdążyć się otrząsnąć, gdy Rhey obejmowała ich ramionami, gotowa pociągnąć śmiałków za sobą w głębię srebrzystej toni. Och, jak naturianka tęskniła za tym uczuciem, kiedy to ona była łowcą. Na lądzie ludzie działali razem, natomiast w morzu każda syrena była na tyle potężna, że mogła sama pociągnąć na zgubę cały statek piratów…
        A propos piratów. Rhey miała ich serdecznie dość, więc z ogromną chęcią powybijała ich co do nogi. Ostatnim razem takowi wsadzili ją przeto do ogromnego akwarium, co uwłaczało jej godności. Ileż syrena by dała, aby mieć choć jedną okazję na zemstę.
        Okazja natomiast spadła jej z nieba, gdy tylko pierwsze promienie słońca oświetliły banderę przycumowanego przy brzegu Alaji statku. Rheyaen nie zastanawiała się długo. Płynęła co prawda na oślep przez cały ten czas, acz widocznie i to się opłaciło. Tamta dziwna załoga już dawno odpłynęła, a zatem ci to inni piraci… Zresztą! Pirat to pirat, czyli śmieć, pomyślała, a następnie ostrożnie podpłynęła bliżej. Ku jej zaskoczeniu, nikogo nie zastała w porcie, a przynajmniej nikogo zbudzonego. Dla pewności, iż co najmniej połowa żeglarzy jest pijana, syrena zanuciła tylko kilka linijek swej pieśni, lecz zgodnie z przypuszczeniami, nikt nie postanowił odnaleźć źródła melodii. Naturianka zatem postanowiła popłynąć kawałek dalej. I wtedy to dostrzegła - okazję, dzięki której mogła kogoś złapać i pociągnąć na dno. Z brzegu plaży bywało dużo prościej, albowiem ofiara bezwiednie sama wchodziła już do wody. Wystarczyło, aby delikwent dotarł do momentu, w którym ledwo jest w stanie utrzymać głowę na powierzchni. Wtedy Rheyaen zaatakuje.
        Młodzieniec wydawał się poddenerwowany, zasmucony, co jeszcze bardziej zwiększało szanse kobiety. Syrena podpłynęła bliżej, ledwo co unikając ciosu kamieniem w głowę. Zdenerwowany mężczyzna wydawał się bardziej rozkoszny niż groźny. Słowa, które później dotarły do uszu naturianki, pozwoliły jej działać zgodnie z nowo wymyślonym przez nią planem. Ach, jakaż to zabawa ją czeka!
        - Dlaczego na siłę chcesz coś, co mają inni, zamiast sprawić, aby to oni zazdrościli tobie? - Głos kobiety był tylko delikatnie podniesiony. Dopłynęła na płyciznę, w miejscu, które w dalszym ciągu ukrywało jej ogon, a w którym mogła swobodnie oprzeć się ramionami o brzeg. Spoglądała na rozdrażnionego chłopaka, uśmiechając się lekko.
Tym zdaniem zaś, które doń wykrzyczała, udało jej się nie tyle zwrócić jego uwagę, ale również odrobinę wyprowadzić z równowagi. Umysł młodzieńca skupił się i na słowach, i na kobiecie, która je wypowiedziała. Nie zdążył połączyć kropek, które jasno nakazałyby mu uciekać czym prędzej. Nie trzeba było zatem wiele, jak wcześniej uważała syrena. Rhey w naturalny sposób z prostej konwersacji przeszła w pieśń, aby uśpić czujność mężczyzny i tym samym skłonić go do słuchania jej głosu. Teraz już nie mógł uciec, objęty urokiem morskiej istoty…
Awatar użytkownika
Antar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Pirat
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Antar »

Alin natychmiast podniósł głowę wystraszony. Przed chwilą przecież wykrzyczał, że jest piratem na głos, a jak widać, nie był sam. Od razu przeszło mu przez myśl, że zostanie natychmiast zgarnięty do więzienia, w najlepszym wypadku. W końcu korsarze bardzo często byli skazywani na karę śmierci. Przełknął ślinę i gorączkowo zaczął szukać źródła głosu.

- Gdzie… Kim… - mamrotał pod nosem, gdy nagle spostrzegł kobietę w wodzie.

Z powodu stresu i natłoku myśli nawet nie śmiał przypuszczać, że ma do czynienia z prawdziwą syrenką. Zaśmiał się tylko nerwowo i podrapał pogłowie.

- Długo tutaj… pływasz? Jak woda, bardzo zimna? Hehe – zadał pytanie, chcąc odwrócić uwagę od swoich wcześniejszych słów, jednak nie chciał tak kompletnie zignorować zadanego pytania, a raczej nie potrafił. Westchnął więc ciężko i zdobył się na odpowiedź – Wszyscy mają coś fajnego albo umieją czarować, albo nie są ludźmi i mają fajne zdolności, a ja? Jestem tylko człowiekiem, zwyczajnym, śmiertelnym i zupełnie niemag...i…czy… - w momencie swoich tłumaczeń kobieta zaczęła śpiewać, a młody Alin zahipnotyzowanym głosem naturianki zaczął iść w jej stronę.

Nie spostrzegł, nawet gdy wszedł do wody, jedynie jego ciało zareagowało zimnym dreszczem. W tym momencie kobieta wydawała mu się najcudowniejsza na świecie, a pragnienie pocałunku narastało z każdą chwilą i każdym krokiem. Dlatego, gdy był już tuż obok brunetki, nic go przed tym nie powstrzymało.

W tym samym czasie Nestor, jak jeden z nielicznych, który wciąż był trzeźwy, spacerował po okolicy, szukając odpowiedniego miejsca, gdzie mógłby zacząć rekrutacje nowych załogantów. Wciąż było dość wcześnie i ludzie zapewne dopiero powoli otwierali oczy, więc nie musiał się przejmować spojrzeniami tutejszych. Przynajmniej na razie.
Wkrótce dotarł on na drugą stronę portu, wyglądała na częściowo opuszczoną, biedną dzielnicę. Budynki były popękane, okna powybijane, a na ulicy pod nogami biegały szczury, zbierając śmieci, w których zostało choć trochę jedzenia.
W oddali spostrzegł parę uciekinierów i podążających za nimi strażników z psami. Sam zszedł z widoku i obserwował, jak gubią oni trop, a przestępcy znikają bez śladu. Był zaintrygowany całą sprawą, ale wolał poczekać, aż przedstawiciele władzy odejdą wystarczająco daleko. Wtedy ruszył tam, gdzie ostatnio widział parę rzezimieszków.
Faktycznie nikogo tam nie było, ale gdy już zamierzał zawrócić, poczuł silny uchwyt i pazury wbite w jego ramię. Syknął z bólu, ale nie mógł nic zrobić, szczególnie gdy tajemniczy osobnik przyłożył mu nóż do gardła.

- Czego tu szukasz?! – przed Nestorem stanął jeden z dwójki ściąganych. Był to rudy kotołak, mężczyzna odwrócił lekko głowę. Ten drugi również był zmiennokształtnym, wyglądał na wilkołaka, sądząc po psim pysku.
- Panowie, nie chce kłopotów… - zaczął, po czym dodał – Właściwie, jeśli darujecie mi życie, mogę mieć dla was interes życia…
Oprawcy spojrzeli po sobie i rozumiejąc się bez słów, skinęli nawzajem głową. Wilk o czarnej jak smoła sierści puścił czarodzieja i lekko go popchnął, sprawiając, że ten ledwo złapał równowagę.
- Mów – rozkazał kocur.

Wszędzie coś się działo, jedynie las pozostawał spokojny i cichy. Między drzewami dostojnym krokiem szedł Antar. Przez chwilę nawet rozważał, czy przemienienie Alina nie byłoby jednak dobrym pomysłem. Zawsze był bardzo lojalny, jednakże ten czyn mógłby uczynić go mniej użytecznym, eliminując możliwość działania w dzień.
Nieumarły rozważał również co zrobić dalej, wiedział, że jego zastępca zajmie się rekrutacją, co tymczasem zrobi on? Potrzebował planu, jakiegoś bodźca, znaku. Najchętniej wróciłby na morze i popłynął przed siebie, zrabował jakiś okręt lub szukał jakiegoś skarbu. Niestety na poprzedniej wyspie nie zdążyli go odnaleźć, a mapa gdzieś przepadła.
Wtem do jego uszu dotarł szelest łamanych gałęzi. To nie było raczej żadne zwierzę, woń krwi była zbyt charakterystyczna, choć pachniała odrobinę inaczej.
Wampirat natychmiast się obrócił, a ostrze jego miecza dzieliło naprawdę niewiele od twarzy lodowego elfa, który aż zaczął ciężej oddychać. Spiczastouchy podniósł ręce, najwyraźniej nie chciał walczyć. Nie był również uzbrojony. Zawsze jednak mógł używać magii, Anatar był gotowy również na taką ewentualność.

- Przysięgam, n-nie chciałem pana śledzić – odpowiedział drżącym głosem.

Białowłosy odłożył miecz i nadal nie wypowiadając nawet słowa, spoglądał na mężczyznę pytająco. Nie rozumiał również, dlaczego im dłużej tak stali, na twarzy elfa stopniowo pojawiał się uśmiech.

- Masz na imię Antar, prawda? – zapytał już spokojnie.
- … Tak – Nieumarły nie odpowiedział od razu, nie był pewien czy powinien, ale postanowił zaryzykować.
Awatar użytkownika
Rheyaen
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Syrena
Profesje: Wędrowiec , Łowca
Kontakt:

Post autor: Rheyaen »

        - Dobrze - mówiła sobie Rheyaen. Tak właśnie będzie dobrze. Powinna teraz odzyskać siły, a młodzi mężczyźni winni jej w tym pomagać. Od tego w końcu są panowie, prawda? Od usługiwania syrenom? Nie to co ci okrutni, niemili, nieprzyjemni i brutalni piraci, którzy ostatnio porwali nieszczęsną syrenę. Naturianka zaś ignorowała słowa zwabionego młodzieńca. Młodzi chłopcy uwielbiali opowiadać jej różne historie w stanie błogiej hipnozy, a gdyby Rhey miała szczerze zapamiętać każdą z nich, w końcu rozsadziłoby jej to głowę. Nie odpowiedziała nic. Tylko śpiewała i śpiewała, aż w końcu…
Przypomniała sobie, że jest przeklęta. Nim doszło do finalnego czynu, dzięki któremu młodzieniec poszedłby na dno, Rheyaen zakryła delikatnie jego usta swoją dłonią.
        - Po co się tak spieszyć, kochasiu? - rzekła kokieteryjnie. - Cała noc przed nami…
Syrena jednak nie mogła dokończyć swej rozmowy. Niedaleko lasu dostrzegła zbliżającą się do nich postać, która ewidentnie kogoś szukała.
        - To ktoś z twoich? - zapytała naturianka. Z oddali coraz głośniej dochodziło ich wołanie:
        - Alin! Alin, cholera jasna, gdzieżeś polazł?
        Syrena już była niemalże pewna. W okolicy oczekiwała ją niezła zabawa, a ten chłopaczyna mógłby jej ją zapewnić… Rhey nie raczyła zdjąć uroku z chłopaczka. Objęła jego twarz w swe dłonie i zmusiła wręcz, by spojrzał jej w oczy.
        - Hej, może mogłabym ci pomóc? Przekonać twojego pana, ojca bądź komukolwiek podlegasz, aby dał ci to, czego tak bardzo pragniesz? - Uśmiechnęła się uroczo. Jako przedstawicielka podwodnych istot doskonale wiedziała, jak trafić w czuły punkt mężczyzny. Nawet jeżeli urok osłabnie, on nadal będzie pragnął jej bliskości i głosu. Pobiegnie za nią gdzie potrzeba.
        - Chodźmy zatem. Przedstawisz mnie? - mówiąc to, kobieta powoli wstała. Na płyciźnie miała możliwość wyzbycia się ogona na następne dwanaście godzin, byleby ułatwić sobie zadanie znalezienia rozrywki. Twarz młodzieńca pokrył ogromny rumieniec. Rheyaen nie posiadała ubrań, a zatem jej przemiana i fakt, że całkowicie wyszła z wody, kompletnie ją odsłoniły. Syrena kompletnie się tym nie przejęła, albowiem atuty były jej największą bronią.
Razem z Alinem zbliżyła się do mężczyzny, który ewidentnie go poszukiwał.
        - Chłopie, rany boskie, coś ty… - zamilknął momentalnie. Postawny pirat poczerwieniał, nie wiadomo to jednak, czy z onieśmielenia, czy ze złości. W przeciwieństwie do Alina jednak on doskonale widział, z kim ma do czynienia.
        - Zabierzesz mnie do swego dowódcy, panie? - zapytała Rheyaen, uśmiechając się cynicznie i obejmując delikatnie tors zauroczonego chłopca, podbródek zaś oparła o jego głowę. Nie odda go bez rozmowy.
Awatar użytkownika
Antar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 8 lat temu
Rasa: Wampir
Profesje: Pirat
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Antar »

Zahipnotyzowany Alin posmutniał nieco, gdy syrena odmówiła pocałunku. W tej chwili niczego tak bardzo nie pragnął, jak naturianki. Jakiegokolwiek większego zbliżenia, zrobiłby wszystko, żeby to dostać. Zaraz jednak wrócił mu humor, gdy tylko usłyszał słowa kobiety. Cała noc. Tylko on i ona, przecież to było wartę każdej godziny czekania. Pokiwał energicznie głową na znak, że się zgadza.
Niestety ktoś musiał im przerwać, na twarzy chłopaka pojawił się grymas niezadowolenia. Dlaczego akurat teraz? Po co go w ogóle ktoś szukał? Było mu dobrze. Nie potrzebował niczego i nikogo. Tylko syrenki.

- Mhm… - mruknął zirytowany i rzucił złowrogie spojrzenie przybyszowi, zaraz jednak poczuł delikatne dłonie naturianki na swej twarzy, a po jego ciele przeszedł kolejny dreszcz ekscytacji – Masz piękne oczy… - wymruczał – Zrobisz to dla mnie? Naprawdę? – spytał i coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że jest zakochany i to z wzajemnością – Oczywiście, kapitan na pewno cię polubi. Nie traćmy czasu – zaczął iść w stronę plaży.

Na widok nagiej syrenki jego twarzy nabrała kolorów, a on sam aż rozdziawił usta z podziwu. Nie dość, że taka kochana i miła to jeszcze tak piękna. Alin był pewien, że wręcz najpiękniejsza. Efekt potęgował fakt, że w swoim wciąż niedługim życiu wcale nie widział zbyt wielu nagich kobiet.
Stojący obok mężczyzna ćwiczył siłę woli, aby nie spoglądać na nagie ciało kobiety. Jednocześnie był zdenerwowany całą sytuacją i zachowaniem Alina. Głupi, naiwny dzieciak. Gdyby syrena nie chciała rozmowy z kapitanem, zapewne już dawno leżałby na dnie.

- Nom… - odburknął, przyjmując ofertę naturianki – Może być jednak problem, sam go obecnie szukałem… - dodał.
- Ja wiem, gdzie poszedł, tam! – wykrzyczał radośnie Alin, wskazując palcem konkretny kierunek.

Mężczyzna westchnął ciężko i pozwolił prowadzić ich młodemu. W międzyczasie ściągnął swój płaszcz i okrył nim naturiankę. Prawdopodobnie nie był to efekt dobrego wychowania, a jedynie próba wyzbycia się, choć części pokus.
Antar nie był aż tak daleko od miejsca całego zamieszania, więc wystarczyło jedynie parę minut, aby do niego dotrzeć. Cała trójka zastała nieumarłego prowadzącego dość cichą, prawdopodobnie poufną rozmowę z białowłosym elfem. Spiczastouchy wyglądał na zaniepokojonego. Gdy oboje dostrzegli gapiów natychmiast ucichli.
Wampir zauważył nagą kobietę przyodzianą jedynie w płaszcz i tyle mu wystarczyło. Jeszcze baby mu tu brakowało. I na dodatek syreny, efekt hipnozy był na Alinie widoczny jak na dłoni. Nie wiedział natomiast, o co chodzi Dirkowi. Spojrzał na niego pytająco.

- Kapitanie, panienka chciała pana widzieć – streścił.

Wampirat skupił więc uwagę na niej. Podszedł nawet dwa kroki bliżej. Uniósł jedną brew i czekał na żądania kobiety. Lodowy elf stał za to w tyle niczym piąte koło u wozu. Nie potrafił jednak spokojnie ustać w miejscu, widać było niepokój i zniecierpliwienie.

Gdy spotkanie z kapitanem Aquilonem trwało w najlepsze, jego zastępca również nie bawił się najlepiej. Zdołał wprawdzie wyjaśnić, na czym mu zależy i co oferuje, ale kotołak z wilkołakiem wyglądali na nieprzekonanych. Na domiar złego oskarżyli go o kłamstwo ze względu na jego, ich zdaniem zbyt ładne ubrania jak na pirata. Ostatecznie jednak zdołał się wybronić i po kilku chwilach grozy przeszli do interesów. Nadal intrygowało go, w jaki sposób tak nagle zniknęli, ale nie chciał się narażać zaraz po tym, gdy doszli do porozumienia. Znajomość z tutejszymi ludźmi z przestępczego półświatku była nad wyraz cenna. Szczególnie dla kogoś, kto miał zwerbować nowych na okręt piracki.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wybrzeże Cienia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości