RubidiaUpiór w operze... ale to cyrk!

Miasto słynące głównie z ogromnego portu handlu dalekomorskieg. To tutejsze stocznie bujdą statki handlowe dla całego wybrzeża. Miasto rybaków i hodowli wszelkiego rodzaju stworzeń morskich.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Upiór w operze... ale to cyrk!

Post autor: Zoyamenae »

        Wszystko było gotowe. Trupa zawodowców, którzy wyczekiwali na ten moment od miasta do miasta, od polan po górzyste tereny, z wytchnieniem mogli pozwolić sobie na spełnienie swoich największych zwariowanych myśli. “Ci ludzie to wariaci”, powtarzała Zoyamenae. “Dobrze trafiłam”, uśmiechała się. Tutaj w cyrku czuła się po prostu na tyle swobodnie, że także nie mogła się doczekać szaleństwa związanego z pierwszym występem. Trzeba było zrobić dobre pierwsze wrażenie na mieszkańcach Rubidii - jej dawnego domu. Zapewne nikt już nie pamięta panienki Vighethorne, a jeżeli już, to służba siedząca na widowni nie będzie w stanie zrobić nic innego jak tylko plotkować o powrocie szlachcianki. Jeśli Klaus kiedykolwiek usłyszy, że powróciła, zapewne zignoruje tę informację.
“Nie jesteś już moją córką. Odejdź stąd”.
        Zoya odkąd tylko wjechali do miasta, odczuwała silną potrzebę ucieczki. Za dużo wspomnień było związanych z Rubidią, a najbardziej nieprzyjemnym był Remus. Zmiennokształtna nie widziała go od wielu lat i obawiała się, że on nie wyjechał nigdy z miasta. Unikanie rodzinnego domu zdawało się idealnym sposobem, aby wszystko trzymać z daleka, lecz teraz… nie mogła już uciekać. Musiała stawić czoło wszystkiemu, co nadejdzie niedługo.

        - Zoyka! - krzyknął Kreg, zwany Pochodnią. Mężczyzna sławił się arcymistrzowskim poziomem magii ognia, mimo to nigdy nie starał się o przyznanie tytułu magicznego bądź lepszą pracę. Dobrowolnie wybrał podróżowanie, a z grupą cyrkową było mu najwygodniej - nie musiał na każdym kroku uważać, albowiem mężczyzna posiadał nieposkromione pokłady ADHD. Wszystko go nudziło, a tym samym miewał przypadki, w których stracił kontrolę i coś podpalił. W takich sytuacjach dobrze jest mieć Serinę, panią mórz i oceanów, nazywaną Rybeńką.
        - Słucham cię? Już wchodzimy? - zapytała wilczyca, poprawiając róż na policzkach. Nie mogła wyjść do ludzi niepomalowana.
        - Jeszcze pięć minut. Przyszedłem upomnieć się o to, żebyś mnie później oprowadziła! Następnego wieczoru mamy na to świetną okazję, co ty na to? - Mężczyzna nie próżnował. Chciał zwiedzać i nic go przed tym nie mogło powstrzymać. W namiocie Zoyi czuł się na tyle swobodnie, że rozsiadł się na jednym z licznych dywanów. Kobieta kochała je ze sobą wozić.
        - Następnego wieczoru nie jestem w stanie, Kreg - powiedziała brunetka, a jej wzrok utknął w jednym punkcie. Odbicie w lustrze ponownie ją pokazywało. Mennea nigdy nie odeszła od swojej córki, więc to do niej była duchowo przywiązana. Nie do swego ukochanego, nie do domu. Matka przywiązała się do swojej córki.
- To już czas? - zapytał Kreg. Zoya tylko potaknęła. Jedynie Pochodnia wiedział o jej likantropii. Zoyamenae obawiała się, że w innym przypadku wezmą ją za większego wariata. Co przecież jest bardziej cenione w cyrku - medium, które posiada armię pełną duchów czy wilkołak, który widzi dusze zmarłych?
No właśnie. Pojutrze miała nastać pełnia.

        Przyszedł ten czas, kiedy mogli zaprezentować się. Zazwyczaj w jednym mieście pozostawali niecały miesiąc - żeby dobrze zarobić, dobrać zapasy oraz porządnie pozwiedzać. Wszyscy byli podróżnikami. Wszyscy pragnęli przygód.
Grupa zawsze była przedstawiana w kolejności alfabetycznej, albowiem tak wymyślił sobie Kreg. Podczas przedstawienia pozostałych członków każdy wychodził, przedstawiał swoje zdolności w najbardziej spektakularny sposób, w jaki tylko potrafił. Kreg jako mistrz magi ognia ciągle podkręcał atmosferę, oświetlając wszystko i dodając specjalne sztuczki. Publiczność zaproszona na to cudowne przedstawienie zaśmiała się w momencie jego drobnych przekomarzanek z Seriną, która niemal gasiła go jak zapałkę.
        - Gotowa, mamo? - zapytała wilkołaczka, oglądając występ swoich kompanów.
I w końcu wywołana została Zoya. Ona uwielbiała wywoływać jednocześnie zachwyt i strach, zatem i tym razem postanowiła się postarać. Gdy tylko wybiegła na środek, potknęła się - aczkolwiek specjalnie. W tej samej sekundzie przywołała najsilniejszą duszę jaką tylko znała, a duch złapał ją i szybko postawił na nogi. Miał na to niedużo czasu, ponieważ mimo swojej siły nie posiadał ciała i nie mógł długo trzymać czegokolwiek. Następnie wokół kobiety pojawiały się coraz to nowsze manifestacje. Sala wydawała się schłodzić mimo efektów Krega, a również wiele przedmiotów wolnostojących uniosło się w powietrzu. Koło Zoyi stała teraz cała grupa nie tylko byle duchów, a starych cyrkowców - tych, którzy byli powiązani ze swym domem i pragnęli dalej występować. Dzięki wilczycy było to dla nich możliwe. Duchy wykonywały najróżniejsze sztuczki i akrobacje, jakie tylko mogły.
        - Proszę państwa, oto Zoyamenae, Dusza naszego cyrku! - krzyczał Kreg, przywołując pseudonim sceniczny kobiety. A Zoya wreszcie czuła się spełniona, niosąc radość z głosem wiwatów poza namiot.
Awatar użytkownika
Sunreisintre
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Upiór
Profesje: Kupiec , Kolekcjoner , Artysta
Kontakt:

Post autor: Sunreisintre »

- Niesamowite, coś tak czułem, że mordercą będzie bard — mruknął upiór, zamykając książkę o zielonej okładce, na której wygrawerowano wdzięczny tytuł „szkarłatny aruwian”.

Powoli zwlekł się z łóżka wciąż myślami zagłębiony w przeczytanej historii. Spojrzał przez okno. Słońce dopiero wschodziło, wiatr był delikatny, sądząc po drobnych, nawet niespienionych falach. Robiło się już dość ciepło, choć Sunrei praktycznie w ogóle nie odczuwał temperatury.
Schodząc po schodach na dół, przypominał sobie, jakie ma rzeczy do zrobienia na dziś. Najpierw jednak musiał odnieść książkę do biblioteki. Była wprawdzie całkiem niezła, ale nie zamierzał jej zatrzymywać. Jedynie nieliczne, niezwykle ciekawe lub przydatne księgi sobie zostawiał. Ukrywał je w rozległej piwnicy pod domem przed wzrokiem zbyt ciekawskich gości.
Jego zamiłowanie do czytania pchało go do poznawania treści każdej książki, zanim ją sprzeda. Dzięki temu wiedział, co ma w swoim asortymencie i z czystym sumieniem mógł polecać konkretne pozycje. Zwykle poświęcał na to noce, nie sypiał, więc miał naprawdę dużo czasu.

- Ciekawe czy autor wydał kolejną część – rozważał, analizując końcówkę, która wręcz błagała o kontynuację.

Gdy tylko demon odłożył tomiszcze na półkę, rozległo się donośne pukanie do drzwi. Sunrei, gdyby tylko mógł, uśmiechałby się teraz od ucha do ucha. Ledwo wzeszło słońce, żaden klient nie przychodził tak szybko. To musiało oznaczać jedno – świeża dostawa.
Przy drzwiach znalazł się w kilka chwil i chwycił za klamkę pełen ekscytacji, a właściwe próbował. Przez przypływ emocji nieco się rozkojarzył, jego dłoń stała się zupełnie niematerialna. Oczywiście nie chcąc dać elfowi czekać, szybko to naprawił.

- Dzień dobry Erno – przywitał spiczastouchego, nie kryjąc, że jego spojrzenie wędruje na załadowany po brzegi wóz.
- Dzień dobry panie Sunreisintre – uśmiechnął się mężczyzna – Miałem całkiem dobre łowy. Nauki magiczne, powieści, znalazłem również co nieco o botanice i bestiach Alaranii. Tak w dużym skrócie – dodał elf, spoglądając na swój pokaźny bagaż.
- Doskonale – Upiór wziął w ręce kilka grubszych sztuk i odłożył na trawę. Zwykle wyładowywanie odbywało się jak najszybciej by nie wstrzymywać elfa przed następną podróżą.
- Panie Sunreisintre. Zanieśmy je dziś od razu do biblioteki – powstrzymał go elf.
- Jak to? Nie jedziesz dalej?
- Dzisiaj biorę wolne, do miasta przybywa cyrk. Słyszał pan o tym? Ponoć są całkiem nieźli.
- Oh. Musiało mi to umknąć. Dobrze, że wspominasz, nie chciałbym tego przegapić – dodał demon, z nostalgią przypominając sobie te czasy, gdy był aktorem i podróżował od miasta do miasta z własną trupą.

Mężczyźni sprawnie poukładali księgi, segregując je od razu po kategoriach, a następnie alfabetycznie. W międzyczasie dużo rozmawiali, głównie o podróżach i książkach. Nawet nie zauważyli, gdy minęło południe, a przecież dzień ledwo się zaczął.

- No gotowe – westchnął zadowolony elf.
- Dziękuje za pomoc, samemu zapewne zeszłoby mi znacznie dłużej – stwierdził Sunrei.
Gdy Erno wyszedł i ruszył w stronę miasta, Sunreisintre zaczął się zastanawiać co dalej. Poszedł do swojej sypialni, będącej w praktyce czytelnią. Miał tam na ścianie spore lustro. Przyjrzał się bacznie swojemu odbiciu.
- Trzeba się przebrać – magia iluzji sprawiła, że wyglądał teraz jak to zwykle miał w zwyczaju, wychodząc do centrum. Obicie ukazywało teraz piwnookiego bruneta o bladej cerze – A może trochę inaczej? - zmienił włosy na blond. Skrzywił się z niesmakiem i wrócił do tego, co było – Tak będzie dobrze – potwierdził jakby dla samego siebie.

Już odkąd wszedł do namiotu, czuł coś dziwnego. Jakieś przyciąganie, którego nie był w stanie wyjaśnić. Było jednak na tyle słabe, że prędko o tym zapomniał, zaciekawiony pokazem. Dzięki swej znajomości na temat magii dobrze wiedział, kiedy i którą arkanę stosują cyrkowcy, mimo to był pod wrażeniem różnorakiego wykorzystywania magii. To było niesamowite. Czary, zaklęcia, to zawsze była najbardziej plastyczna rzecz w tym świecie. I wciąż potrafiła zaskakiwać tak wiekowego upiora, jak Sunrei.
W pewnym momencie usłyszał on imię, przez które znieruchomiał i zesztywniał niczym umarlak. Czy to możliwe? Czy on dobrze słyszał? To nie było możliwe, prawda?
Przepchał się trochę przez tłum, by być bliżej sceny i zabrakło mu słów. Nie potrafił zareagować. Po prostu tam stał i wpatrywał się w kobietę, która jak gdyby nigdy nic prezentowała swoje sztuczki. Każdy jej ruch, jej spojrzenie, cały sposób bycia był mu tak bliski. To nie mógł być nikt inny.

- Zoya… - mamrotał niesłyszalnie. Był w szoku, Alarania była przecież tak wielka, tak niebezpieczna, a jednak znowu ją spotyka. I nie jest to tamta zagubiona dziewczyna, teraz to pewna siebie, silna kobieta, która odnalazła w życiu szczęście. Przynajmniej tak ją widział. Miał wrażenie, jakby ktoś zdjął ogromny ciężar z jego serca.

Od tego momentu pokaz zaczął się mu strasznie dłużyć, chciał do niej podejść, zagadać, przeprosić. Jednak dopiero po chwili jego rozum dorwał się do głosu. Przecież wtedy „był” Remusem, teraz wyglądał inaczej, nie mogła go poznać.

- Mogę zacząć od nowa. Mogę spróbować raz jeszcze, tak jak trzeba – myślał uradowany i nie spuszczał wilkołaczki z oczu. Musiał zagadać. Jakkolwiek. Po prostu musiał.
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Zoyamenae »

        Zoya wiedziała, że to miejsce, do którego trafiła, jest dobre dla niej. Nie mówiąc, że podróżnicy zaciągnęli ją do Rubidii, w której oczywiście nie chciała się znaleźć, aczkolwiek - tam gdzie cyrk, tam i serce wilkołaczki. Kochała występować przed ludźmi na pokazie zapowiadającym, w którym każdy zainteresowany doskonale odnalazł coś dla siebie. Późniejsze stoiska będą otwarte przez długi, długi czas, a zatem i cyrk da radę zarobić, a i każda dusza zostanie nasycona.
Wręcz dosłownie.
        - Namiot naszej Duszyczki, Zoyamenae, jest czynny codziennie w godzinach okołopołudniowych! Najodważniejszych zaś zapraszamy na seanse nocne - rzekł Kreg, na co wilczyca zrozumiała aluzję. Momentalnie wydawało się, jakby wszystkie dusze przez nią przywołane zaczęły biec w stronę publiczności, aby spektakularnie rozpłynąć się w powietrzu. To przedstawienie zapowiadające wrażenia z wyżej wymienionych seansów przyciągało zazwyczaj niemal całą publiczność.
Zoyamenae ukłoniła się i zaszyła ponownie z tyłu, poprawiając makijaż. Teraz miała aż dwie godziny całe dla siebie! Mimo że zawsze pomagała przy rozstawianiu namiotów, Serina nakazała jej odpoczynek. Jest wręcz za dużo chętnych do pomocy, a zatem i nie ma co się pchać i próbować wszystkich wyręczać.
        Zmiennokształtna uśmiechnęła się do siebie w lustrze, zadowolona z efektów użytku kolorowych kosmetyków, po czym wybiegła z głównego namiotu niczym strzała. Przy wejściu nadal roiło się sporo osób, które chciały spotkać któregoś z cyrkowców i poprosić o prywatną rozmowę. Zoyka właśnie w takiej sytuacji dostrzegła Pochodnię, którego otaczał wręcz tabun zarumienionych dziewcząt, parających się rzekomo magią ognia.
        - Kreg, jesteś potrzebny! - krzyknęła wilczyca, wybawiając przyjaciela z “opresji”. - Mógłbyś mi pomóc? Szybko, szybko! - Machnęła nań ręką z nadzieją, że mężczyzna ją dogoni. Delikatny uśmiech satysfakcji przyozdobił twarz kobiety, albowiem Pochodnia w pośpiechu ruszył za nią, zostawiając namolne damy.
        Zmiennokształtna postanowiła potraktować tę sprawę niczym wyścig. Kawałek dalej znajdował się las, a zatem w tamtą stronę ruszyła. Zaśmiała się do Krega, rzucając krótkie “kto pierwszy, ten lepszy!”, aby następnie odwrócić głowę w kierunku lasu i zorientować się, że…
Za późno było, aby się zatrzymać. Mężczyzna, który wydawałoby się, że znikąd, pojawił się przed wilczycą. Rozpędzona kobieta nie wiedziała, jak mogłaby go uniknąć, zatem nie dała rady, gdy siła grawitacji pociągnęła ją prosto na tajemniczego jegomościa. Zoyamenae zdążyła jedynie zacisnąć powieki z nadzieją, że upadek zaboli nieznajomego mniej niż ją, lecz…

        Wilczyca leżała na ziemi. Zdziwiona jedynie pomasowała delikatnie obolałe ramię, rozglądając się dookoła. Zoyamenae poszukiwała mężczyzny, na którego sekundę temu wbiegła z impetem, lecz ku jej zaskoczeniu, nieznajomy nadal stał w miejscu niewzruszony. Kobieta przez chwilę tak leżała osłupiała, aż w końcu dotarło do niej, co tutaj zaszło. Może to kolejna dusza, którą tylko ona widzi? Zbłąkany umarlak, potrzebujący jej pomocy? Zoya rozejrzała się po okolicy. Jeśli nikt inny go nie ujrzy, to na pewno duch. Musiała tylko mieć pewność…
        - Ojeju, nic panu nie jest? - Kreg podbiegł do mężczyzny i momentalnie zaczął przepraszać. Ciemnowłosa spojrzała na nich zdziwiona.
A zatem nieznajomy musiał mieć znakomity refleks…
Awatar użytkownika
Sunreisintre
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Upiór
Profesje: Kupiec , Kolekcjoner , Artysta
Kontakt:

Post autor: Sunreisintre »

Gdy pokaz dobiegł końca, mężczyzna imieniem Kreg zapraszał ludzi do namiotu dziewczyny. Gdyby Sunreisintre posiadał fizyczne serce, zapewne biłoby teraz jak oszalałe. Nie chciał tracić czasu. Od razu przedzierając się przez tłum, ruszył we wskazane miejsce. Po drodze nieco osłabił zaklęcie odpowiadające za jego „ciało”, aby łatwiej było wydostać się z tłumu bez trącania o ludzi wszystkimi kończynami, ale jednocześnie nie zwrócić na siebie uwagi przypadkowym przeniknięciem przez którąś z osób.
Już w oddali widział, a nawet słyszał głos Zoyamenae. Przyśpieszył kroku, nie mógł się doczekać, tak bardzo pragnął znów spojrzeć jej w piękne, czarne oczy. Nie spodziewał się jednak, że ich pierwszą interakcją po tylu latach będzie kuriozalne wpadnięcie na siebie. Kompletna dekoncentracja upiora sprawiła, że na tę parę sekund był zupełnie niematerialny. W efekcie wilkołaczka po prostu przez niego przebiegła.

- Cholera – demon, zdając sobie sprawę z zaistniałej sytuacji, szybko doprowadził się do porządku, nie tak to planował. Miał nadzieję, że może jakimś cudem nic nie zauważyła. Większość ludzi kojarzyła upiory z czystym złem i w większości było to zapewne słuszne skojarzenie, ale Sunrei naprawdę nie miał złych zamiarów. Wprawdzie mógł zostać uznany również za zjawę, chociaż w tej chwili nawet o tym nie pomyślał, widział oczami wyobraźni jedynie przerażoną i uciekającą od niego ukochaną.

Jej zdziwienie na szczęście trochę osłabło, gdy dołączył do nich Kreg. To był dobry znak, bo wciąż tego nie skomentowała, ani nie wyglądała na specjalnie wystraszoną. Upiór potrzebował momentu, by odpowiedzieć, wciąż nie mógł oderwać wzroku od dziewczyny. Otworzył usta, chcąc wydusić pierwsze słowo i dopiero po tym spojrzał w stronę mężczyzny.

- Um… Tak. To znaczy nie. Nie jest, w sensie mi nic… Hehe – wydukał, kątem oka obserwując Zoyę – To ja najmocniej przepraszam, powinien był panienkę złapać – podał jej dłoń i pomógł wstać. Cały był w stresie, że znów przez niego przeniknie, ale tym razem było w porządku. W duchu odetchnął z ulgą – Dobrze cię znów widzieć – dodał, na szczęście szybko zdał sobie sprawę, że powiedział to na głos – W sensie, uwielbiam twoje pokazy – wymyślił naprędce wyjaśnienie – Widać, że masz do tego talent. Świetnie radzisz sobie z tremą, o ile w ogóle ci dokucza, bo wprost emanujesz swobodą i pewnością siebie.

Demon jako były aktor szczególnie zwracał uwagę na takie rzeczy. Dodatkowo zagajenie rozmowy w temacie jego dawnej pasji pomogło mu opanować emocje i skierować myśli na bardziej przyziemne tory. Przy okazji przypomniał sobie, że wypadałoby się przedstawić. Tylko jak? Prawdziwe imię, nieoczywisty skrót?

- Nie. Nie będę jej więcej oszukiwał – postanowił.

Oczywiście nie zamierzał od razu wyznać jej całej prawdy. To musiał być proces stopniowy i delikatny. W końcu nie chciał jej skrzywdzić.

- Swoją drogą, jestem Sunreisintre.
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Zoyamenae »

        Nic nie uchroniło jej przed upadkiem, który spowodowała nieuwaga wilkołaczki. Kobieta powinna poruszać się z większą gracją, jak przystało na szlachciankę, nawet jeśli i byłą. Widocznie Zoyamenae tylko podczas występów mogła sobie na to pozwolić. Podczas spektakli czuła się swobodnie, jakby od dawna przeznaczone jej było ukazywać swój przerażający dar. Zmiennokształtna czuła się wtedy jak ryba w wodzie. Szkoda tylko, że w życiu nie potrafiła powiedzieć tego samego o normalnych sprawach, choćby i relacjach międzyludzkich. Zazwyczaj tylko Kreg rozumiał to, co siedziało w głowie kobiety poza sprawami typowo duchowymi.
        ”Cholera”, pomyślała kobieta, niemal w tym samym czasie, w którym mężczyzna podał jej dłoń i pomógł jej wstać. ”A prawie go wzięłam za kolejnego ducha…”. Od dawna już dusze nie ujawniały się Zoyamenae przypadkiem. Kobieta bowiem odpowiednio często spełniała ich potrzeby, zatem żadna niespełniona dusza już jej nie nękała w tzw. wolnych chwilach między lamentem a poszukiwaniem swej przyczyny śmierci.
        - Ach, ależ proszę się nią nie przejmować! - rzucił Kreg, nim wilczyca zdążyła otworzyć usta. - Wieczna z niej niezdara. Nie, Zoyka? - zaśmiał się, na co kobieta tylko z uśmiechem pokiwała głową. Uwielbiała swoje przytyki z przyjacielem, aczkolwiek nie wypadało się przekomarzać przy ewidentnie zakłopotanym nieznajomym. Zoyamenae bowiem dostrzegła jego wzrok na sobie i spróbowała się domyślić, czymże mógłby być spowodowany; prawdopodobnie faktem, że nieznajoma mu dziewczyna wbiegła weń niczym strzała, co do grzecznych zachowań na pewno się nie zaliczało. Ewentualnie mógł być nią oczarowany, acz mężczyźni nie zachowywali się tak przy wilczycy, jeżeli wiedzieli o jej darze. Zmiennokształtna podejrzewała, że nieznajomy mógł być widzem na ich małym przedstawieniu, a więc doskonale znał jej tożsamość - przynajmniej tę cyrkową.
Więc to automatycznie wilkołaczka wykluczyła.
        - Dziękuję ci, panie - odparła w końcu, serdecznie uśmiechając się do nieznajomego. Ton jego głosu delikatnie zaniepokoił kobietę, albowiem wydawał się dość mroczny, mimo to w wyczuwalnej weń ciemności tkwił pewien spokój. Z całą pewnością nie można odmówić mężczyźnie aparycji tajemniczego kawalera, za którym zapewne układał się wianuszek dziewcząt. Kolejne słowa zaś zdziwiły Zoyę, lecz i to nie trwało długo. Piwnooki zaczął bowiem tłumaczyć się swym udziałem w przedstawieniu na widowni i przy okazji skomplementował występ kobiety. Wilczyca momentalnie się rozpromieniła. Błysk w jej oku upewnił ją, że poradziła sobie na dzisiejszym występie i dodało jej dodatkowej pewności siebie do kolejnych.
        - Ojejku, to znaczy, że widziałeś nas już wcześniej w innym mieście? - zapytała uradowana. Gdyby tylko znajdowała się w hybrydziej formie, zapewne machałaby ogonem, póki tylko za jego sprawą by nie odleciała. W ten sposób wcześniejsze słowa mężczyzny zdawały się mieć sens. “Dobrze cię znów widzieć” - musiał zatem wcześniej odwiedzić ich cyrk. Ach, czyżby Zoya dorobiła się cichego wielbiciela na widowni? Niesforny rumieniec wkradł się na jej twarz, podkreślając tym już delikatnie pomalowane różem policzki kobiety. Ależ się ucieszyła!
- Niezmiernie mi miło, dobry panie! - rzekła. - Znaczy, Sunreisintre. Mogę ci mówić w skrócie Sunrei? Ach, ja jestem Zoyamenae, ale możesz mi mówić po prostu Zoya. A to Kreg, nasza Pochodnia. - Niespodziewanie przyszedł jej do głowy dodatkowy pomysł, dzięki któremu mogłaby dobrze zareklamować swoje ukochane miejsce pracy. Zoyamenae uśmiechnęła się do mężczyzny i ujęła delikatnie jego dłoń, aby później rzec:
- Jeżeli interesują cię historie o duchach bądź lubisz wrażenia, prowadzę również prywatne seanse. - Próbowała zachować oficjalny ton, jednocześnie swoim zachowaniem wskazując, że jej propozycja to naprawdę świetna zabawa. - Może jest w okolicy nawiedzony las, ruina, a może w twoim domu coś się dzieje i chciałbyś to zbadać, zrozumieć? - dokończyła, uśmiechając się tajemniczo i unosząc brew. Zazwyczaj rzadko ludzie zapraszali ją do siebie prywatnie, aczkolwiek zdarzały się i takie sytuacje. Niektórzy zmarli przywiązywali się częściej do miejsca swej śmierci czy pochówku niż do przedmiotów, które można było przynieść do namiotu medium. Zatem takie praktyki nie są Zoyce obce, a tym bardziej - są opłacalne.
        - Jeśli się zdecydujesz, obiecuję, że się nie zawiedziesz! - dodała spokojnie, uwalniając dłoń mężczyzny. - I jeszcze raz przepraszam, że na ciebie wpadłam. Lecz któż wie, może to przeznaczenie? - Zoya czuła się pewnie w oczarowywaniu ludzi. Postanowiła zrobić to i tutaj - delikatnie pobajerować - aby zdobyć potencjalnego klienta. Zwróciła się następnie do Krega z prośbą o szybką wycieczkę, żeby mogła później przygotować się do wieczornej sesji spirytystycznej.
        - Do zobaczenia? - rzuciła pytająco w stronę Sunreisintre, machając mu na pożegnanie, już chowając w sobie nadzieję, że mężczyzna zgodzi się na prywatny seans. Uradowana Zoyka kroczyła przed siebie dodatkowo dumna, że wybrnęła z niezręcznej sytuacji. Nie codziennie wpada się na nieznajomych, którzy nie zwyzywają cię od brudnych szmat przy okazji.

        - Złotko, weź przestań proponować obcym seanse. To niebezpieczne! - rzekł Kreg, kiedy upewnił się, że dostatecznie oddalili się od nowo-poznanego mężczyzny. - A co jak się okaże zabójcą, zwabi cię do domu i zje w trakcie chorego rytuału? Pomyślałaś o tym?
        - Po pierwsze, przedstawił się, więc nie jest obcym - podkreśliła Zoyamenae - a po drugie, zarobimy na tym. Poza tym doskonale wiesz, że to mnie prędzej powinien się bać. Duchy są ze mną i… - zamilkła, a Pochodnia nie drążył tematu. Wiedział, co wilczyca woli przemilczeć. Pełnia się zbliżała, a ona musiała wykombinować, gdzie się ukryć, aby nie zamordować bliskich.
        - Swoją drogą… - zaczęła kobieta. - Myślisz, że na widowni mógł być Remus? - Głos zmiennokształtnej zadrżał. Dawno nie wymawiała na głos imienia byłego ukochanego. Powinna być nań wściekła, albowiem to przez niego co miesiąc zamieniała się w krwiożerczą bestię nie do okiełznania, lecz drobny płomyk nadziei zapalił się w jej sercu. Bardzo chciała z nim wszystko wyjaśnić. Nie wierzyła już bowiem, że to ten jedyny.
Ten jedyny by jej nie zostawił.
Nim Zoya się spostrzegła, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Kreg objął przyjaciółkę i podał swoją drogą chustkę (nosił na wypadek mokrych żartów Seriny).
        - Jeszcze się rozmażesz. A to dopiero byłoby dla ciebie gorsze, niż zostać poćwiartowaną w posiadłości potwora! Prawda? Prawda?! - Mężczyzna zaczął w udawanej panice machać rękami na wszystkie strony, próbując imitować potencjalne zachowanie kobiety podczas przybliżonej sytuacji. Zoyamenae się zaśmiała, więc podziałało.
        - Może był. A ty, jak już słyszałaś od pana Sunreisintre, wypadłaś świetnie. A może go nie było. I dalej byłaś świetna - dodał Kreg. Wilczyca odetchnęła. Przyjaciel zawsze wiedział, jak ją pocieszyć. Musiała się mu zatem odwdzięczyć i poprawnie oprowadzić po mieście, zatem przyspieszyła kroku i machnęła nań ręką, aby podążał za nią. Pokaże mu wszystkie cudowne miejsca, które pamiętała z lat młodości i z lat, w których była głupiutką, lecz najszczęśliwszą kobietą na świecie.
        Zoya miała bowiem nadzieję, że kiedyś będzie mogła sobie pozwolić na powrót do takiego błogiego stanu, jakim jest odwzajemniona miłość.
Awatar użytkownika
Sunreisintre
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Upiór
Profesje: Kupiec , Kolekcjoner , Artysta
Kontakt:

Post autor: Sunreisintre »

Upiór zaśmiał się lekko razem z resztą. Cudownie było znów słyszeć jej śmiech, jej głos. Po pierwszym szoku coraz bardziej docierało do niego, jak wielką tęsknotę odczuwał przez ten cały czas. Marzył o tym, by wziąć dziewczynę w ramiona i uściskać jak za dawnych lat. Nie opętywał już ludzi, ale musiał przed sobą przyznać, że brakowało mu fizycznego, realnego dotyku. Szczególnie teraz, gdy spoglądał na jej usta, które tak pragnął ucałować.

- Każdemu się zdarza, ja ciągle na coś wpadam – dodał z uśmiechem, chcąc jak najbardziej rozluźnić atmosferę.

Wszystko szło całkiem dobrze, do czasu, gdy nie spytała, gdzie ich wcześniej widział. Takie proste pytanie, a tak łatwo zniszczyło plan upiora, aby nie oszukiwać ukochanej. Mógł to lepiej przemyśleć. Zawahał się przez moment, podanie losowego miasta nie wchodziło w grę. Co, jeśli trafi w miejsce, gdzie akurat nie występowali? Musiał podejść do tematu z całkiem innej strony.

- No tak, ale już nawet nie pamiętam gdzie. To już jakiś czas temu. Prawdopodobnie byłem gdzieś przejazdem, w poszukiwaniu ciekawych książek do mojej kolekcji – odpowiedział, licząc, że Zoyamenae nie będzie zbyt ciekawska w tej kwestii.

Demon tym razem miał szczęście. Bez chwili zastanowienia przytaknął zmiennoksztaltnej na pytanie, czy może skracać jego imię. To był w końcu jeden z pierwszych kroków w rozwoju nowej znajomości, nawet jeśli tak całkiem nowa nie była.

- Miło poznać — podał Pochodni dłoń na przywitanie.

Dosłownie moment po tym Zoya sama chwyciła go za rękę. Tak po prostu. Jako upiór Sunreisintre prawie w ogóle nie czuł dotyku, przynajmniej nie tak jak zwykły człowiek. Mimo to już sama świadomość fizycznej bliskości sprawiła, że dawne uczucie z każdą chwilą coraz bardziej odżywało.

- Brzmi zachęcająco i wiesz co? Mieszkam w bardzo starym domostwie z dużą biblioteką. Kto wie, czy nie kryje się tam jakiś duch… albo upiór – dzięki temu miał idealną okazję, by zaprosić dziewczynę do siebie, moc z nią spokojnie pogadać, znów się do niej zbliżyć – Mieszkam kawałek za miastem, ale to niedaleko. Spotkajmy się przy ujściu Rzeki Motyli o zachodzie słońca, to cię zaprowadzę – zaproponował, po czym ucałował jej dłoń, używając magii iluzji, aby wilkołaczka faktycznie poczuła dotyk prawdziwych ust – Nic nie dzieje się bez przyczyny. Do zobaczenia – odrzekł zdecydowanie, odchodząc w swoją stronę, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.

Demon miał ochotę skakać i tańczyć, cieszył się wręcz jak dziecko. Dawno nie był aż tak szczęśliwy, nawet przez myśl mu nie przeszło, że dzisiejszy dzień będzie tak piękny, a przecież jeszcze się nie skończył. Musiał lecieć do domu i wszystko przygotować. W międzyczasie też rozważał najróżniejsze scenariusze nadchodzącego spotkania.

- Może poruszę paroma rzeczami za pomocą magii, a może zrobię iluzję samego siebie, a gdzieś w cieniu ukaże się jej jako prawdziwy ja? Ale tak, żeby nie wiedziała, że to ja. Chociaż to może ją wystraszyć i jeszcze nie zechce mnie więcej odwiedzić. A może nic nie zrobię? Może faktycznie jakiś duszek kryje się wśród starych tomów. A jeśli nie i seans zakończy się zbyt szybko? Może ją czymś zajmę. O! Gdzieś tam miałem jakieś ciekawe książki o duchach, diabłach i demonach. Skoro się tym zajmuje, zapewne chętnie by chciała o tym porozmawiać. Może jej to sprezentuje?

Upiór prowadząc wewnętrzny monolog, składający się z szeregu pytań nawet nie zauważył, gdy przeszedł przez ścianę jednego z domów i znalazł się w czyjejś kuchni, o mały włos nie doprowadzając kucharki do zawału.

- Ale pan mnie wystraszył! Jak pan tu wszedł w ogóle?! – dopytywała, grożąc mu brudną chochlą.
- Zamyśliłem się i szedłem, gdzie mnie nogi niosły – wyjaśnił zakłopotany.
- To niech cię te nogi lepiej stąd wyniosą!
- Oczywiście, oczywiście. Najmocniej przepraszam – wyszedł czym prędzej, tym razem drzwiami – Dawno nie byłem tak rozkojarzony, mam nadzieję, że nikt na zewnątrz tego nie zauważył… Ugh, nie mogę sobie pozwolić na popełnienie takiego błędu wieczorem.

W chacie Sunreisintre, a konkretniej w bibliotece panował istny chaos. Wprawdzie książki nie walały się na podłodze, ale lewitowały w powietrzu, co rusz wylatując z półek lub na nich lądując. Upiór robił szybkie porządki, przy pomocy magii jednocześnie szukając co ciekawszych pozycji. Ostatecznie wszystkie tomy, które mogły się wiązać z zainteresowaniami Zoyi, zarówno obecnymi, jak i tymi sprzed lat wylądowały na jednym konkretnym regale, aby były pod ręką.
Natomiast w głównej części domu panował względny porządek, wszystko na swoim miejscu, ładnie poukładane. Jedynie tu i ówdzie mogła zebrać się delikatna warstwa kurzu. Upiór nie chcąc tracić więcej czasu, wyszedł więc do ogrodu. Po wstępnych oględzinach wybrał najpiękniejszy krzew czerwonych róż i ściął kilka, tworząc piękny bukiet dla swej ukochanej. Raz jeszcze zajrzał do środka, by stanąć przed lustrem i dopasować iluzje odpowiednio eleganckiego stroju, ale również w miarę swobodnego.
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Zoyamenae »

        Śmiech mężczyzny przepełnił ją spokojem, który odczuwała niemal tylko przy najbliższych. Zoyamenae już prawie zapomniała, jak to jest śmiać się beztrosko z ludźmi, bez obaw, iż rzucona na nią klątwa lykantropi odezwie się prędzej czy później i tym samym zabierze ten błogi stan. Wilczyca postarała się tym nie przejmować - w tej chwili prowadziła normalną, przyjemną konwersację w potencjalnym klientem. Kreg również nie czuł się zakłopotany wobec nieznajomych - wręcz przeciwnie, emanował radością, która tylko prosiła o wyzwolenie.
        - A mój występ, przypadł ci do gustu? - zapytał prosto, poprawiając dumnie kołnierzyk swej koszuli. Pochodnia cyrku zazwyczaj zbierała najwięcej owacji oraz to najliczniejsza grupa zakochanych (najczęściej panien) w jego przedstawieniu przybiegała prosto do mężczyzny, aby poprosić o choćby odrobinę rozmowy.
        - W bibliotece, mówisz? - zagaiła Zoya, rozpromieniając się. Podobała jej się wizja, która zazwyczaj najbardziej przeraża widzów medium; latające wokół przedmioty, kontrolowane przez nieznane moce. Lub też ledwo widoczne duchy, które akurat przywołała Zoyamenae. Wszystko byleby sprzedać swe usługi.
Kobieta cicho zachichotała, gdy Sunreisintre ucałował jej dłoń. Poczuła się jak łowca na polowaniu, któremu właśnie poszczęściło się ze zwierzyną. Mieszkający w bibliotece, możliwie nawiedzonej, mężczyzna o nienagannych manierach? No czegóż można więcej chcieć?
        - Świetnie! Będę czekać o zachodzie słońca zatem w umówionym miejscu. Tylko się nie przestrasz, jak coś znajdę - zaśmiała się.
Doprawdy, Zoya była szczęśliwa. Ukochany dom, cudowni ludzie, miłe wspomnienia…
Czego chcieć więcej?

***

        - Remus - słowa opuściły usta zmiennokształtnej szybciej, niż ciemnoszary wilk zdążył obrócić łeb. Wilczyca widziała w jego oczach to odbicie, które doskonale pamiętała z dnia swej przemiany - siebie, przestraszoną i niepewną, pełną nadziei i jednoczesnej rozpaczy. To dokładnie taki sam niepokój i radość, którą odczuwa rodzic na widok swego nieszczęśliwego dziecka - może i żyje, lecz za jaką cenę. Smutek Zoyamenae przyćmił jej umysł, przez co dostrzeżone przez nią zwierzę zdążyło czmychnąć gdzie pieprz rośnie. Kobieta bezcelowo podbiegła do miejsca, w którym przed chwilą widziała swoją przeszłość - dawną miłość i największe w życiu rozczarowanie. Zoya wiedziała, że zdoła dogonić Remusa - o ile faktycznie to był on - jeżeli tylko przemieni się w wilka.
Dobrowolnie.
        Brunetka zmrużyła oczy. Poprawiła tobołek z paroma rekwizytami, z którymi miała zamiar skierować się w stronę plaży. Tu, w cyrku, w każdym mieście, w którym ludzie traktowali ją jak rodzinę, było jej dobrze. Nie mogła tego zniszczyć, więc odwróciła się od miejsca wcześniejszego postoju wilka.
To nie mógł być Remus.

        Słońce delikatnie kończyło swój dzisiejszy bieg na bezchmurnym nieboskłonie, pozwalając wszystkim nocnym stworzeniom przygotować się na swój czas - to one polowały w ciemności, one żyły pod płaszczem gwieździstego nieba. Zoyamenae usiadła na ziemi, zamyślona wpatrując się w horyzont za morzem jadeitów. Romantyczne zachody słońca od niedawna kojarzyły się jej z uczuciem, którego nie chciała rozpamiętywać, aczkolwiek nie mogła nie kochać złotego oka prasmoka, które tak delikatnie muskało jej policzki swymi promieniami, zapewniając o lepsze jutro. I może nawet lepsze coś, które nastąpi za chwilę.
        Gdy w oddali kobieta dostrzegła Sunreisintre, pomachała mu. Mężczyzna prezentował się niesamowicie elegancko, co sprawiło, iż wilczyca poczuła się głupio - ledwo co na spotkanie przebrała się w swoją zwyczajną, czerwoną suknię, która nie przykuwała tak wzroku jak odzienie jej towarzysza. Wilczyca nie mogła odkleić od niego wzroku, tudzież dopiero kiedy zbliżył się do niej na odległość zaledwie pięciu kroków, kobieta dostrzegła bukiet. Zoya się uśmiechnęła, niby dalej udając głupiutką cyrkówkę, która nic nie dostrzegła, nie chcąc psuć samej sobie - oraz jemu - momentu zaskoczenia.
        - Przyszedłeś - oznajmiła spokojnie i z uśmiechem. - Masz duże pokłady odwagi, mój drogi. Podołasz dalszym wrażeniom? - zapytała, próbując jak najprofesjonalniej odegrać swoją rolę medium, lecz trudno było się wilczycy skupić. Bowiem jak można być opanowanym w towarzystwie dobrze ubranego, przystojnego mężczyzny z różami? Serce Zoyki z nadzieją zabiło nieco mocniej, próbując samemu się wyrwać do świata fantazji i westchnień niczym w najlepszych romansach. Aczkolwiek Zoyamenae była cierpliwa. Pozwoliła tej radości rozgrzać swego ducha, lecz nie tworzyła na ten moment żadnych oczekiwań. W końcu to tylko zauroczony jej zdolnościami nowy klient, prawda?
Prawda?
Awatar użytkownika
Sunreisintre
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Upiór
Profesje: Kupiec , Kolekcjoner , Artysta
Kontakt:

Post autor: Sunreisintre »

Czy przypadł mu do gustu jej występ? Dziewczyna była gwiazdą wieczoru, lśniła jak najcenniejszy diament. Każdy jej ruch wywoływał istną paradę emocji w głowie Sunreia. Naprawdę chciał jej to wszystko powiedzieć, wykrzyczeć i przytulić czule. Nie mógł.

- Ależ oczywiście. Był naprawdę… niesamowity – wykrztusił i natychmiast tego pożałował. Mógł powiedzieć coś ciekawszego, coś bardziej romantycznego – Ona dopiero co mnie poznaje… - nieustannie musiał się upominać. Po chwili jednak dotarło do niego, że pytanie wyszło od mężczyzny - Bardzo mi się podobał - dodał jeszcze, tym razem w pełni zwracając się do Krega.

Upiór potwierdził miejsce spotkania i zaśmiał się, słysząc słowa dziewczyny. Wierzył, że z pewnością jest na tyle silnym medium, by cokolwiek znajdzie zdołała ujarzmić. W końcu jednego upiora już miała w garści. I nawet o tym nie wiedziała.

Wieczorem wszystko szło zgodnie z planem. Czekała na niego, jak tylko ją ujrzał, odmachał i lekko przyśpieszył kroku, aby szybciej ukrócić dystans między nimi. Gdy tylko stał tuż przed nią, powitał ją pocałunkiem w dłoń i obdarował bukietem róż.

- Dobry wieczór Zoya – przemówił w końcu – Jak mógłbym nie przyjść? I jak mógłbym się bać, mając przy sobie prawdziwą profesjonalistkę? – pozwolił sobie na delikatny flirt.

Następnie ruszyli w stronę jego domostwa. Piach na plaży wciąż emanował ciepłem, choć chłodne powiewy bryzy mogły wywołać delikatny dreszcz. Ocean był dość spokojny tego dnia, więc morski szum nie śmiał zakłócać konwersacji. Jednakże w tej chwili oboje stawiali krok za krokiem w ciszy. Dopiero gdy weszli na lekko wygięty mostek nad miejscem, gdzie kończyła się Rzeka Motyli, Sunreisintre przystanął. Był stąd wspaniały widok, wprost na horyzont i znikające za nim słońce.

- To jedno z moich ulubionych miejsc w Rubidii, przypomina stare, dobre czasy – zagadał – Niegdyś, gdy jeździłem w trasy z moją trupą, zawsze w nadmorskich miastach lubiłem przystawać w takich miejscach. Pozwalają się wyciszyć i uspokoić przed występem. Z dala od zgiełku centrum, szaleńcza gonitwa myśli ma chwilę, by odsapnąć.

Po tej krótkiej przerwie na wymienienie paru zdań ruszyli dalej. Było już blisko. Liczne wcześniej zabudowania zastępowały obecnie różnego rodzaju egzotyczne drzewa i palmy pełne daktyli czy kokosów.
W końcu dotarli na miejsce. Weszli od strony bajecznego wręcz ogrodu przeciętego przez drobny, aczkolwiek dość głośny strumyk. Upiór otworzył drzwi i przepuścił zmiennokształtną przodem. Nawet w momencie, gdy podeszli do jednego ze stolików odsunął jej krzesło. Specjalnie zaprowadził ją w miejsce przy półce, na której wybrał te księgi, które mogły przypaść wilkołaczce do gustu. Wszystko miał przemyślane.
Na część jego planu składało się również wywołanie paru ciekawych efektów na sam początek. W końcu nie sądził, aby jego dom był nawiedzony przez coś innego niż on sam, a nie chciał, aby dziewczyna się rozczarowała. Dlatego już na wstępie z półki obok nich w tajemniczy sposób wyleciała z impetem jedna z książek i wylądowała na ich stoliku. Był to jeden ze starszych tomów opowiadający o demonach i sztuce egzorcyzmów.

- Nie oszukuje jej, to tylko taka gra, jak w teatrze – tłumaczył sobie – Chociaż mogłem przesadzić z wyborem książki, mam nadzieję, że nie będzie chciała odprawiać egzorcyzmu… - Upiór naprawdę nie miał najmniejszej ochoty wracać do Otchłani, a już w szczególności nie w tej chwili.

- Oh, no proszę… - udał zaskoczonego – Dziwne… To się wcześniej nie zdarzyło… Kto wie, może ten byt co tu jest, nabiera na sile? Całe szczęście, że tu jesteś, jakby sam Prasmok uznał, że to właściwe miejsce i czas na przybycie medium – dodał, nie mogą powstrzymać się od patrzenia prosto w oczy swej ukochanej.
Awatar użytkownika
Zoyamenae
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Wilkołak
Profesje: Medium , Wędrowiec , Włóczęga
Kontakt:

Post autor: Zoyamenae »

        Zoyamenae była typową romantyczką. Byle uśmiech odbierała za znak, który oznaczał zainteresowanie jej osobą, a co dopiero kwiaty. Gdy Sunreisintre podał jej róże, pod makijażem wilczycy delikatnie przebił się rumieniec, podkreślając już pomalowaną buzię kobiety. Brunetka uśmiechnęła się szeroko, przyjmując podarek.
        - Ojej, dziękuję… - rzekła, podając dłoń mężczyźnie. Ten zaś ucałował ją, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, co tylko uruchomiło karuzelę w umyśle Zoyki; w jej głowie już grał marsz weselny, ale… Właśnie, było ale. Dziewczyna wierzyła, że nie nadaje się teraz do głębszych relacji, albowiem nie wyleczyła się po ostatniej. Na dodatek była wilkołakiem - nie chciała przez przypadek skazać Sunreia na to, co sama ongiś przeżyła. A ta myśl przypomniała jej, że musi koniecznie schować się na czas pełni.
        - Tak bardzo ci się podobało w naszym cyrku? - Uniosła róże, zadając pytanie. Musiała sprawiać wrażenie profesjonalnej, może nieco głupszej niż w rzeczywistości. - Może się z Kregiem podzielę? - zachichotała. Zoyamenae przypomniała sobie radość Pochodni, kiedy Sunrei również skomplementował jego występ.
        Przy komentarzu o profesjonalizmie wilczyca omal nie eksplodowała z radości. ”Prasmoku, jest dobry…” pomyślała. Uśmiechnęła się w podzięce, po czym pozwoliła poprowadzić się do domostwa swego klienta. W głowie już tworzyła nowy scenariusz, w jaki sposób przestraszy mężczyznę, a później uratuje - w jego oczach wzrośnie jako bohaterka! Hah, jakże spodobał się jej ten plan. Tak bardzo, że następnie w podskokach szła dalej, nie bacząc na coraz to zimniejszy piasek pod nogami. Gdy zaś zauważyła, że Sunreisintre przystanął, również cofnęła się i zrównała z nim.
        Zoya spojrzała na Sunreia. W jego oczach odbijało się niebo, ale kobieta dostrzegła coś jeszcze; jakby duszę, która wołała o wolność. Jednocześnie prawdziwe, a tak samo sztuczne emanacje, które Zoyamenae już kiedyś czuła. Tej samej nocy, której się przemieniła. Wilczyca wstrzymała na chwilę oddech. Przymknęła oczy, starając się wczuć w słowa mężczyzny, jakoby mogła jego oczami i sercem dostrzec to, o czym opowiadał.
        - A więc również miałeś swoją podróżującą rodzinę - rzekła ciepło, podchwytując temat. - Opowiesz mi coś o niej? Co tam robiłeś, w czym się specjalizowaliście… A w zamian mogę zdradzić niektóre nasze małe sztuczki. - Mrugnęła do rozmówcy, uśmiechając się delikatnie. Musiała być zaś ostrożniejsza; skoro Sunrei już wcześniej podróżował, egzotyka wszelkich przedstawień może aż tak go nie zaskoczyć. Zoya postanowiła, że będzie kreatywna i wymyśli mu coś niezapomnianego.
        - Tak, znam to miejsce. Gdy jeszcze mieszkałam w Rubidii, często tutaj przychodziłam. Czułam się tu taka… wolna - opowiedziała. Nie zamierzała wspomnieć o Remusie, nie dzisiaj, mimo że z tyłu głowy nadal miała wrażenie, że gdzieś obserwuje ją dawny ukochany. Musiała później bacznie zbadać okolice, ale na razie powinna skupić się na potencjalnym kliencie. Kto wie, może będzie do nich coraz częściej wracał?

        Gdy dotarli na miejsce, Zoyamenae nie kryła zachwytu. Architektura tak dobrze ukrytego miejsca i ogród w pełni zainspirowały jej artystyczną duszę, co wilczyca wyraziła najprostszym znanym jej sformułowaniem:
        - Ojejuuu… - Oczy jej zabłyszczały. - I mieszkasz tutaj zupełnie sam? Cudowne… - rzekła. W środku poczuła zaś zapach książek, który tak kochała. Podziękowała mężczyźnie za przepuszczenie w drzwiach, a później ledwo powstrzymywała uśmiech, gdy Sunrei odsunął dla niej krzesło. Zoya szybko spostrzegła interesujące tytuły książek, więc też nie baczyła na długo, żeby sięgnąć po którąś.
        - Intryguje cię spirytualizm? W porządku, ale… - zawiesiła się, spoglądając na kolejny tom na półce. - Powieści romantyczne? Czy to raj? - zaśmiała się, po czym pogładziła delikatnie okładkę wcześniej wybranej księgi. Chyba trafiła na trudnego i wymagającego klienta, a zatem musi sprostać temu jak najlepiej.
I nawet może nie będzie musiała niczego udawać.
Książka o wdzięcznym tytule “Demony: kontrola i egzorcyzmy” wylądowała zaraz przed nimi w tajemniczych okolicznościach. Zoyamenae nie kryła zdziwienia - wręcz przeciwnie, rozdziawiła usta jakby miała wcisnąć doń rosnące po drodze kokosy. Dopiero po chwili zrozumiała, że sama wygląda jak młodzieniaszek, któremu przedstawiają prawdziwego ducha, więc spoważniała.
        - Chyba ktoś próbuje ci coś powiedzieć konkretnego, Sunreiu… - powiedziała cicho. - Przeprowadzimy mały rytuał, dobrze? Bez obaw, jest w pełni bezpieczny, a jeśli się czegokolwiek przestraszysz, spokojnie. - Uniosła pięść w górę i zacisnęła dłoń. - Ja cię obronię!

        Wstała szybko z krzesła, po czym sięgnęła do tobołka. Na podłodze nieopodal rozłożyła parę świec i rozsypała zioła - już w tym momencie mężczyzna mógł poczuć mocny zapach szałwii i lawendy. Kobieta nie potrzebowała dużo do przygotowań - bardziej liczyły się jej moce, ale musiała przecież stworzyć jakieś efekty wizualne. Gdy tylko upewniła się, że wszystko wygląda jak powinno, pstryknęła palcami i dzięki temu świece zapłonęły spektakularnie, tworząc nastrój grozy. Niedoświadczony świadek może łatwo pomyśleć, że Zoyamenae tym samym włada magią ognia, lecz jej aura jest słaba - co gryzie się z tym stwierdzeniem. Jak zatem zapanowała nad ogniem w tej chwili?
”Dzięki, mamo”, pomyślała. Jak dobrze jest mieć duszę, która wspomaga cię na każdym kroku. Wilczyca następnie bez pytania chwyciła Sunreisintre za dłonie i poprowadziła go do prowizorycznego kręgu. Puściła go dopiero wtedy, kiedy oboje usadowili się na ziemi, a następnie spojrzała na niego zafascynowana.
        - Powiedz mi teraz szczerze. Jak się czujesz w tym domu? Czy… miałeś kiedyś wrażenie czyjejś obecności? - Jak na zawołanie; zaraz po tym pytaniu towarzyszący dziewczynie duch przeszedł nieopodal mężczyzny, aby ten mógł odczuć jego aurę. To była stała sztuczka Zoyki. A tym razem to zmiennokształtna spojrzała w oczy Sunreia, szukając w nich emocji, których potrzebowała do rytuału.
        - Zaufaj mi - rzekła, po czym usadowiła się wygodnie na podłodze i zamknęła oczy. Może nie będzie musiała udawać, ale sytuację oczywiście podkręci. Już w tym momencie Sunrei mógł dostrzec ducha, który stał zaraz za wilkołaczką. Emanacja mrugnęła do mężczyzny, po czym rozejrzała wokół.
Przedstawienie czas zacząć. Duch z impetem ruszył do przodu, jakoby chciał zaatakować siedzącego naprzeciw mężczyznę. Wtedy Zoyamenae uniosła dłonie do góry w geście obronnym, a wtem dusza zatrzymała się i ruszyła do tyłu, jakby nakierowana przez medium na właściwą ścieżkę, rozglądając się po pokoju. Zmiennokształtna otworzyła wtedy oczy i uśmiechnęła się do Sunreia, zapewniając go ponownie, że go ochroni.
        - Powiedz mi - kobieta pochyliła się do przodu, aby delikatnie ułożyć dłoń na ramieniu mężczyzny - nie boisz się duchów?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rubidia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości