Wioska Kwiaty Magnolii[Kwiaty Magnolii] Taniec Lata

Wioska położona na północ od Et Iris, zamieszkiwana głównie przez Feerię, innych Naturian i Zmiennokształtnych. Spotkasz tu jeleniołaki, maie, wróżki i chochliki. A w wodach jezior zamieszkują także syreny i trytony. Możesz się też napatoczyć na nimfy i driady. Magnolia żyje ze sprzedaży kwiatów, egzotycznych owoców, magicznych wyrobów i tym podobnych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Khaylani
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 8 miesiące temu
Rasa: Feerie
Profesje: Artysta , Rzemieślnik , Arystokrata
Kontakt:

[Kwiaty Magnolii] Taniec Lata

Post autor: Khaylani »

Na terenach Tęczowych Jezior, Taniec Lata to wielkie święto. Zwłaszcza w wioskach. Tam zabawa zawsze jest najhuczniejsza, a przygotowania do tej trzydniowej celebracji natury i słońca zaczynają się już na koniec wiosny. To był właśnie ten czas. Khaylani przybyła do swojej rodzinnej wioski właśnie z tej okazji. Na Święto Tańca Lata. Choć była znana w Zagłębiu Artystów i wielu innych miejscach, tutaj w Kwiatach Magnolii była po prostu Lani. Tu wiedziano kim jest i jaką ma sławę, ale wszyscy traktowali ją jak siostrę i przyjaciółkę. Lubiła tu wracać. Do rodziców, do ludzi, których kochała, znajomych, przyjaciół z dzieciństwa. Tutaj czuła się u siebie. Proste, drewniane domki, obrośnięte niezliczoną ilością roślin i kwiatów. Dróżki wydeptane przez mieszkańców, nie wybrukowane, a naturalne. Wokoło łąki wysypane kwieciem. Wiele domostw umieszczonych na drzewach. Ukochane hamaki z liści, drewniane mostki po których można było biegać między jednym drzewem, a drugim. Mieszkały tu nie tylko feerie, ale też inni naturianie, czy zmiennokształtni. A nawet kilku Anurai. Niewielu było tu ludzi, czy nawet elfów, ale zdarzały się wyjątki.

Lani przybyła kilka dni wcześniej, by móc nacieszyć się czasem z rodziną, lecz dzisiaj zamierzała się bawić. Popołudniu odbyła się wielka uczta, na której nie zabrakło owocowych napojów "wyskokowych", pojawiło się też wiele innych specyfików, w tym zioła do palenia, magiczne eliksiry, wszystko by dobrze się bawić. Khaylani była najedzona i rozluźniona. Truskawkowe wino było smaczne i dawało "niezłego kopa". Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi mężczyźni rozpoczęli konkurs na najlepiej upleciony hamak do snu. Pracowali drużynowo, popijając sosnowy alkohol i jedząc słodkie babeczki, których głównym składnikiem były kwiaty. W tym czasie kobiety miały czas na pływanie w jeziorze, służyły do tego wcześniej uplecione spódniczki i opaski na piersi, z traw, ziół i kwiatów. Po zabawach w wodzie, kiedy na ziemi były już rozpalone ogniska przyszedł czas na muzykę i tańce. Wcześniej przygotowany, gruby łańcuch z kwiatów leżał już na ziemi. Wszystkie kobiety, nie ważne, czy zamężne, czy panny, stare, młode czy dzieci. Każda mogła chwycić ten przepiękny sznur i zacząć tańczyć wokół ogniska. Przebrane w zwiewne sukienki, z wiankami na głowach podskakiwały rytmicznie śpiewając ludowe pieśni. Grano na fletach, dudach, skrzypcach, akordeonie, bębnach i wielu innych instrumentach. Każda dziewczyna mogła zostać poproszona do tańca przez inną osobę. Wtedy musiała puścić łańcuch i bawić się już indywidualnie. Ojcowie prosili do tańca córki, kuzynowie, chwytali za ręki ciocie, synowie bawili się z matkami. To nie było święto panienek i kawalerów. Każdy miał prawo się bawić. Oczywiście młodzi panowie "kradli" do tańca swoje ukochane. Lecz nie było żadnego schematu działania. Liczyło się tylko by świętować.

Khaylani tańczyła w kręgu zupełnie zapominając o swoich troskach. Jej bladoniebieska, zwiewna sukienka wiła się, podskakiwała i opadała, niczym ucieleśnienie wiatru. Włosy miała rozpuszczone, na głowie wianek z bzów, które w tym klimacie kwitły na okrągło. Razem z innymi dziewczętami śpiewała głośno wesołą piosenkę. Śmiała się, wymieniała spojrzenia ze znajomymi. To był cudowny wieczór i zamierzała bawić się do samego rana.
Awatar użytkownika
Urytani
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Służący , Kurtyzana , Artysta
Kontakt:

Post autor: Urytani »

        Tego dnia jeleniołaczkę bolała głowa. Do tego stopnia, że miała nudności, nie była w stanie patrzeć pod światło a jakikolwiek dźwięk ją rozpraszał. Odpoczywała pod drzewem, gdzie miała cień, bo kwestie związane ze zdrowiem w znaczny sposób wpływały na jej nastrój. Na temat Tańca Lata w okolicy Tęczowych Jezior pierwszy raz usłyszała zaledwie kilka lat temu, gdyż tereny tego rodzaju nie stanowiły jej codzienności. Nie posiadała tu przyjaciół, a cała rodzina mieszkała w Szepczącym Lesie. Tym razem zmiennokształtna postanowiła udać się w nieco odleglejsze rejony i tak oto wylądowała we Wiosce Kwiatów Magnolii. Zewsząd unosił się zapach kwiecia z łąki, widziała istoty opychające się babeczkami i kąpiące w jeziorze. No tak, okolica jak ulał pasowała na tego typu rozrywki. Urytani póki co nie wchodziła do wody, może za jakiś czas zdobędzie się na odwagę. Kiedy ból głowy trochę zelżał, przycupnąwszy pod rozległym i starym dębem, obserwowała tańce i hulanki mieszkańców. Z twarzy nie schodził jej uśmiech, chociaż nie preferowała podobnego spędzania czasu, należała do grona domatorów, to musiała przyznać, że widok uradowanych naturian czy zmiennokształtnych poprawił jej nastrój. Zastanawiała się kim są feerie, które stanowiły tutaj całkiem pokaźne grono. Posiłkując się podsłuchanymi pogawędkami, wywnioskowała, iż feerie to latające stworzenia, mądre, utalentowane, a do tego piękne i przyjazne. Żyć nie umierać. Być jedną z nich byłoby niesłychanym darem. Urytani nigdy nie wstydziła się swojej zmiennokształtnej natury, lecz porównując się z tymi rumianymi istotkami z oczami jak kamienie szlachetne, byłaby ślepa, gdyby nie dostrzegła widocznej różnicy przemawiającej na korzyść skrzydlatych naturianek. Ach, jakże przyjemnie tak sobie odpoczywać..., rozanieliła się widocznie, po czym dostrzegła, iż do drzewa, pod którym się usadowiła, zbliża się niewielki szkrab, idący nierównym i trochę pokracznym krokiem. Mógł to być inny zmiennokształtny, gdyż z oddali dostrzegła kilka wąsików i okrągły ogonek.
- Dzień dobry! - zawołał gość. Był niewysoki i sympatyczny, podobnie jak feerie, dosyć rumiany i ładniutki. - Jak się masz?
- O! Kto to do mnie zagadał? Jak masz na imię? - podchwyciła zmiennokształtna, popatrując ciekawie na włochate stworzonko.
- Cyprian. Ale mówią na mnie Cypis.
Gawędzili sobie jeszcze przez kilka minut, aż chłopczyk oświadczył, że jest kotołakiem i z chęcią przedstawi Urytani jedną z tańczących feerii, która cała była niczym zwinny ruch taneczny.
- Dobrze, sama podejdę, ale to za chwilę. Chciałabym jeszcze odpocząć i... - Cypis nie pozwolił nowo poznanej koleżance dokończyć zdania. Skoczył ku niej i pociągnął za rękę. Urytani stanęła na równe nogi i, popychana przez chłopaczka, znalazła się w jednym, krótkim momencie w kole wśród tańczących.
- Mogę się dołączyć? - spytała nieśmiało i podała rękę jednej z uczestniczek, która bez namysłu ją chwyciła.
Awatar użytkownika
Khaylani
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 8 miesiące temu
Rasa: Feerie
Profesje: Artysta , Rzemieślnik , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Khaylani »

To był zupełnie inny rodzaj zabawy niż w jej dworku i w innych szlachecki miejscach. Dlatego tak go kochała. Była w pełni sobą. Uśmiechnięta, z rozwianymi włosami, które jeszcze przed chwilą były mokre. Taniec Lata był chyba najpiękniejszym świętem w tej okolicy. Muzyka, taniec, kąpiele w jeziorze, jedzenie, trunki. Zapominało się o wszystkich troskach. I tak miało być. Mieli się bawić do samego rana, aż zacznie wschodzić słońce. A ten wschód był ważny. Rankiem wszyscy mieli wejść do jeziora i podziwiać jak słońce wstaje nad drzewa. Podczas kąpieli odśpiewywano zawsze pieśni, by uczcić życiodajne Słońce. Potem był czas na odpoczynek, a wieczorem wszyscy mieli znów zebrać się już na mniej hucznej zabawie. Rozpalano wtedy ogniska, siadano w grupach i śpiewano. Muzykanci grali, a reszta intonowała piękne pieśni.

Na razie jednak było tu i teraz i Lani bawiła się doskonale. Podskakiwała i szybkimi ruchami skrzydeł unosiła się na chwilę na ziemię by znów opaść i czuć pod stopami chłodną trawę. Jej mama siedziała przy stole i rozmawiała z inną feerią. Ojciec grał na fletni pana razem z innymi grajkami. Nagle ktoś zjawił się obok niej. Bez namysłu chwyciła jeleniołaczkę za dłoń, a drugą położyła na łańcuchu z kwiatów.
- Tańcz! - zaszczebiotała wesoło. Nie znała jej, ale uśmiechała się od ucha do ucha. Jedną ręką cały czas trzymała ją za dłoń. Kolorowy korowód biegał, wił się i radował tańcząc wokoło płomieni. W pewnym momencie feeria puściła łańcuch i chwyciła nową znajomą za obie ręce, odłączając się od reszty. Nie przestała jednak tańczyć.
- Jestem Lani! - powiedziała głośno, tak by dziewczyna usłyszała ją przez głośnią muzykę. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Przyciągnęła do siebie jeleniołaczkę, potem odepchnęła i mimo poroża obróciła ją wokół własnej osi. Teraz tańczyły razem tylko ona i nieznajoma. Khaylani absolutnie nie przeszkadzało to, że dziewczynę widziała pierwszy raz. Było święto! A kobieta wyglądała przyjaźnie i była piękna. Jej obłędnie długie włosy falowały w tańcu niczym biały welon. Lśniące oczy i przesłodkie piegi na policzkach tylko dodawały jej uroku.
- Chcesz odpocząć? - zapytała po dość długiej piosence, do której tańczyły.
Awatar użytkownika
Urytani
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Służący , Kurtyzana , Artysta
Kontakt:

Post autor: Urytani »

        Dotyk feerii był ciepły i miękki zarazem, zaś sama feeria- urocza i słodka w swoich ruchach tanecznych, miała sympatyczny głosik i urodę dziewczynki. Błyszczące od szczęścia oczy przypominały dwa małe kamienie szlachetne. Wszystko było tak kolorowe, że jeleniołaczka czuła akceptację zewsząd a po migrenie nie było najmniejszego śladu. Cypis gdzieś zniknął, acz nie był jej potrzebny. Pomyślała, że zapewne poszedł bawić się z jakimiś dziećmi. Nie to, że o nim zapomniała, ale nie nadawała się do roli opiekunki.
- Łiiiii! - Wydała z siebie radosny okrzyk, kiedy obróciła się wokół własnej osi. Patrząc na szczęście dokoła, i jej się udzieliło. - Łiiii! - powtórzyła i bezceremonialnie przedstawiła się jako Urytani. I tak to się zaczęło.
        Oddała się tańcom i hulankom, acz świadomie nie sięgnęła po ani kroplę alkoholu, nie chcąc spuchnąć na twarzy. Rozmawiała z kilkorgiem istot, po czym zmęczenie dało się we znaki. Na pytanie, czy chce usiąść, skinęła głową z uśmiechem. Khaylani miała piękne i lśniące włosy.
- Chcę odpocząć, już jestem cała spocona - odparła zgodnie z prawdą.
- Masz różowe włosy? Naprawdę?
Jej reakcja płynęła stąd, że podobały się jej takie kolory na głowie i musiała się spytać.
- Jesteś feerią? A opowiesz mi coś więcej w wolnej chwili o twojej rasie? Proszę!
        To wcale nie jest tak, że jeleniołaczka nigdy nie widziała feerii. Widziała, ale z daleka i nie miała okazji nikogo nigdy zapytać o pochodzenie skrzydlatych panienek. Była gotowa wysłuchać opowieści, lecz jednocześnie świadoma, że nie teraz, kiedy trwa w najlepsze zabawa.
        Podeszła do ławy obok i zgarnęła kilka niespodzianek dla siebie i kilkorga innych dam bawiących się obok niej. Do szklanych naczyń nalewano soku pomarańczowego, więc zmiennokształtna wzięła dwa z nich i podała sobie oraz Khaylani, a potem wróciła po kolejne dwa naczynia z sokiem, podając innym.
- To sok pomarańczowy. Powiedzieli, że będą tutaj za jakąś godzinę pokazy cyrkowe. Ciekawe, co mają na myśli i co to będzie... - rzekła z zastanowieniem do Khaylani oraz jeszcze kilku innych feerii, które jednak nie przedstawiły się i po krótkim czasie udały w swoją stronę.
Awatar użytkownika
Khaylani
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 8 miesiące temu
Rasa: Feerie
Profesje: Artysta , Rzemieślnik , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Khaylani »

- Och! Tak! Hahaha! - zaśmiała się dziewczyna.
- Mam różowe włosy. Większość feerii ma kolorowe pukle. Matka Natura nam je dała. Chyba mało jej było w nas kolorów - zażartowała.
- Wiesz, według legend pochodzimy od Matki Natury i magii utkwionej w ziemi. Pierwsze feerie zrodziły się daleko, daleko na Oceanie Jadeitów. A nazwa Feerie oznacza "zrodzone z barw". Urodziłam się już tutaj, zanim na naszych wyspach zaczęła się wojna. Moi rodzice uciekli, gdy tylko do Archipelagu Farrahin przybyli pierwsi ludzie. Oni i grupa innych skrzydlatych zamieszkali tutaj. Ale wszyscy pochodzimy z wysp, które ludzie najechali. Zabrali nasze zwierzęta, rośliny i nas. Porywali feerie i wywozili na kontynent, jako zabawki, niewolników, pupili. Nasi magowie otwarli portale do miejsc, w których mieliśmy znaleźć schronienie. I tak w Tęczowych Jeziorach zaroiło się od kolorów. Wojna odebrała nam ziemię, ale nie radość - uśmiechnęła się.
- Dlatego obchodzimy święta tak hucznie i na powietrzu. Kolorowo. Cieszymy się z tego, że wielu udało się przeżyć i oddajemy hołd tym, którzy oddali za nas życie.
- Nie ma tutaj ludzi, zauważyłaś? Żyjemy wśród innych naturian, zmiennokształtnych, elfów, niebian, ale nie wśród ludzi. Ci, którzy pamiętają wojnę są nieufni, zrażeni, bo tylko ludzie niszczyli ich domy. Ale jak widzisz, nadal umiemy cieszyć się życiem - na twarzy Khaylani znów wykwitł uśmiech. Choć historia była nie do końca przyjemna, to niosła ze sobą szczęśliwe zakończenie. Chwyciła od rogatej szklankę z sokiem i upiła spory łyk. Brak alkoholu w napoju miał swoje plusy.
- Pokazy cyrkowe mówisz? Można to tak nazwać. Hmmm... Może nie powinnam zdradzać ci co to będzie... Ach! Szkoda czasu! - chwyciła jeleniołaczkę za ramiona.
- To będą pokazy ewolucji powietrznych moja złota! Będziemy latać tak, jak tylko my potrafimy. Będzie ogień, woda, światła, śpiew i taniec w przestworzach! - mówiła podniecona. Sama brała w tym udział od lat i nie mogła się doczekać aż wszystko się zacznie. W dodatku teraz miała jeszcze nową widownię.
Awatar użytkownika
Urytani
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Służący , Kurtyzana , Artysta
Kontakt:

Post autor: Urytani »

        Jeleniołaczka z uwagą wysłuchała tego, co mówiła jej towarzyszka o kolorowych włosach, uśmiechała się co chwilę i żywo reagowała, kiedy Khaylani zwracała się do niej twarzą. Opowieść o tym czym były feerie wydała się ciekawa, z pewnością Urytani jeszcze kiedyś zapyta o nurtujące ją kwestie. Tymczasem po usłyszeniu wieści o pokazach świetlnych, Urytani udzieliły się emocje koleżanki. Wyczuwała podekscytowanie feerii. Napoje, które spożywała były słodkie i bardzo smaczne, chciało jej się pić, więc sięgnęła po jeszcze dwa soki dla siebie, które smakowały jej tak bardzo, że przez chwilę stanęła w jednym miejscu przy stoisku z napitkami. Naturianie wokół okazali się sympatyczni i wszyscy byli uśmiechnięci, jednak z jakiegoś powodu nikt nie zadawał jej pytań, nie podchodził, ani nie chciał zapoznać bliżej. Postanowiła trzymać się z Khaylani, którą znała stąd póki co najlepiej, mimo że poznały się dosłownie przed chwilą, to miała wrażenie, że nowo poznana towarzyszka jest z jakiegoś powodu bardziej otwarta od reszty. Ale może to było tylko mylne wrażenie.
- Tak, ludzi tutaj nie ma i trochę szkoda, bo lubię poznawać nowe osoby. Ale taka specyfika tego miejsca, prawda? Musi być jednorodne, najwidoczniej - odparła z lekkim zmieszaniem, bo tak się składało, że przepadała za towarzystwem ludzi, kojarzyli jej się ze spokojem, natomiast niektórzy Naturianie sprawiali wrażenie w pewien sposób nieprzewidywalnych.
- Pokazy latania - stwierdziła cicho.- No to jestem ciekawa jak to będzie wyglądało.

        Rzadko spotykała się z taką otwartością, co u różowosłowej, więc trochę ją to zmieszało, kiedy dotknęła jej ramion. Wydało jej się to dość odważne i bezpośrednie. Ciekawiła się jakiej orientacji jest Khaylani. Z wyglądu nie była w jej typie, z charakteru...? Chyba też nie, ale to nie oznaczało, że nie może być jej dobrą znajomą. Jeleniołaczka nagle spostrzegła, że zbliża się do nich tajemnicze stworzenie, prawdopodobnie płci męskiej, o ile możemy mówić o płci, bo równoznacznie może to być na przykład maie, istota bezpłciowa.
        - Witam, koleżanki - odparł po prostu i pomachał krótko. Miał bujne brązowe włosy opadające na ramiona, był ubrany w taki sposób, że ubranie zasłaniało każdy kawałek ciała, długa brązowa szata do ziemi, a po bokach czarne i białe wzorki o trudnym do opisania kształcie. Będzie ogień, woda, światła, śpiew i taniec w przestworzach!, dudniło w głowie zmiennokształtnej. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nieznajomy jest bardzo przystojny...
- Dzień dobry. Mam na imię Urytani- zaczęła niewinnie.
Awatar użytkownika
Khaylani
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 8 miesiące temu
Rasa: Feerie
Profesje: Artysta , Rzemieślnik , Arystokrata
Kontakt:

Post autor: Khaylani »

- Masz tu wiele nowych osób do poznania. Sama nie jesteś przecież człowiekiem. Ludzie są... Różni. A tutaj, my, inni od nich mamy swoją enklawę, przystań, bez stresu, że ludzie wtargną w nasze szeregi i będą chcieli nas zniszczyć. My, feerie jesteśmy przez ludzi uznawane za odmieńców, lecz tutaj jesteśmy sobą. Tutaj, wśród naturian, wśród zmiennokształtnych jesteśmy swoje, a życie jest nasze. Nikt nie porywa nas by zamknąć w klatkach, dlatego, że mamy kolorowe skrzydła. Nie jesteśmy niewolnikami surowych zasad, tutaj wszystko jest takie jak chcemy. Nie wpuszczamy ludzi do naszych domów nie bez powodu. Wiem, że po świecie chodzą dobre istoty, ale są też te złe i dlatego chronimy siebie. Proszę, spróbuj to zrozumieć.

Kahylani nie miała awersji do ludzi, przebywała z nimi na co dzień, lecz tutaj było inaczej niż w wielkim świecie. Wioska stanowiła jednorodne grono, choć zlepione z różnych ras połączonych z Matką Naturą. Dzięki temu wszyscy czuli i byli tu bezpieczni. Feerie były nieufne wobec innych ras, miały ku temu wiele powodów. Bały się. Ludzi mieli je za dzikie stworzenia, lecz bardziej dzicy byli oni sami.

- Lauthiel! - Lani ucieszyła się na widok wysokiego mężczyzny. Wstała szybko i podeszła do niego. Zarzuciła mu ręce na szyje, a on objął ją czule.
- Lani... Tak dawno cię nie widziałem, ale wreszcie jesteś. Choć pewnie nie na długo.
- Nie na długo - odpowiedziała feeria tuląc do siebie mężczyznę.
- Więc najlepiej cieszyć się chwilą - odparł. Khaylani puściła go, ale uśmiechała się szeroko.
- Lauthielu, to moja nowa przyjaciółka, Urytani - powtórzyła jej imię i przedstawiła sobie jeleniołaczkę i nowo przybyłego.
- Zaopiekujesz się nią na czas latania? - spytała.
Lauthiel skłonił się nisko przed jeleniołaczką, chwycił jej dłoń i pocałował. Był usposobiony zupełnie inaczej niż feerie.
- Jestem Lauthiel, ragarianin z północy - wyrzekł. Faktycznie kiedy się schylał można było dostrzec na jego głowie duże, brązowe rogi. Był znacznie wyższy od tutejszych mieszkańców, ale jego pochodzenie łatwo to wyjaśniało.
- Będzie mi bardzo miło ci towarzyszyć.
Awatar użytkownika
Urytani
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 7 miesiące temu
Rasa: Jeleniołak
Profesje: Służący , Kurtyzana , Artysta
Kontakt:

Post autor: Urytani »

Zmiennokształtna słuchała wyjaśnień dotyczących tego, dlaczego w okolicy nie ma ani jednego człowieka z uwagą i skupieniem. Nie była w stanie przerwać swojej kompance, gdyż ta zawzięcie opowiadała i przekonywała ją, że unikanie ludzi to najlepszy sposób na wszystko. Naturianka podkreśliła, że co prawda, istnieją też dobrzy ludzie, jednak nie ma co podejmować ryzyka, w razie gdyby ktoś trafił na złych przedstawicieli tego gatunku. Urytani więc zrozumiała z tego tyle, że nie należy o tym dłużej rozmyślać. Trzeba bawić się i nie przejmować całą resztą. Nie chciała dopytywać, bo jeszcze zostanie posądzona o wspieranie owej nikczemnej rasy czy coś w ten deseń, lepiej milczeć w takich sytuacjach i się dostosować do ogółu zasad panujących w nowej społeczności. Urytani podobało się to, że Lani była wobec niej otwarta, przyjaciela i niesamowicie grzeczna. Po całej przemowie towarzyszki zdecydowała się milczeć w dalszym ciągu. Poprawiła włosy tak, by nie odstawały, bowiem wówczas nie miała dobrego nastroju, jeżeli zorientowała się, iż ma fryzurę w nieładzie. Skinieniem głowy dała znać, że wszystko w mig pojęła, aczkolwiek jej głowa pełna była własnych przemyśleń co do braku ludzi w tym specyficznym otoczeniu. Była pewna, że okolica jej się spodoba, ale nie miała pojęcia na jak długo się tu zatrzyma.

Kiedy znajomy Lani podszedł, Urytani stała speszona obok nich. Nie wiedziała co zrobić. W czasie wylewnego powitania poczuła igiełkę w sercu. Było jej niezręcznie. Nie znala tu prawie nikogo. Chętnie by dołączyła do większej grupki, może to dodałoby jej pewności siebie, jednak nie chciała zostawiać Lani. Sądziła, po tym, co zobaczyła, iż ma sporo znajomych i przyjaciół. Lani dokonała ponownego przedstawienia jeleniołaczki. Okazało się, że nowy znajomy jest ragarianinem i na imię mu Lauthiel. Była ciekawa w jaki sposób mężczyzna zaopiekuje się nią. Spodobał jej się, chciała dać temu wyraz, tylko jeszcze nie wiedziała jak...
- Co lubisz robić w wolnym czasie? - zwróciła się do niego i czekała na odpowiedź z błyskiem w oku. Cieszyła się, że poprawiała chwilę wcześniej włosy.
- Mi również jest miło być tutaj z tobą- dodała zalotnie, trzepocząc rzęsami.
- Och! - wyrwało się jasnowłosej, kiedy ragarianin chwycił jej dłoń i złożył pocałunek. Zarumieniła się po czubki uszu. Jej promienny i niewinny uśmiech ozdobił miejsce, w którym rozmawiali tak, że kilka istot spojrzalo w ich kierunku uśmiechając się zachęcająco.

Po czasie jednak poczuła, że jest zbędna w miejscu, którym się znalazła, a i prawdopodobnie Khaylani dołączyła do swojego towarzystwa. Niewiele myśląc, jeleniołaczka, lekko znudzona, oddaliła się w tylko sobie znane rewiry.

Ciąg dalszy: Urytani
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wioska Kwiaty Magnolii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości