RododendroniaMiłość i nienawiść II

Rododendronia od wieków strzeże północnych krańców Środkowego Królestwa, zapewniając położonym bardziej na południe miastom względny spokój. Na północy krążą hordy potworów, których to dzielni wojownicy - swoją drogą jedni z najlepszych - usiłują trzymać z daleka od spokojnych ziem na południu. Królestwo Rododendroni posiada kopalnie najczystszego żelaza, z którego lokalne kuźnie wytapiają najznakomitszą stal, co zdecydowania ułatwia zadanie obrońcom.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Szlachcic , Łowca
Kontakt:

Miłość i nienawiść II

Post autor: Anastasja »

Marudzenie smokołaka, jego przysypianie podczas rozmów i w ogóle fakt, że był nieczłowiekiem, doprowadzał Anastasje do białej gorączki. Nie miała jednak na tyle sił, by cały czas na niego wrzeszczeć, więc czasem zwyczajnie siedziała cicho, ze skwaszoną miną, naiwnie licząc, że Fonos będzie w poczuciu obowiązku przeprosić ją za całe zło tego świata. Następnego dnia w drodze do Rododendronii po przekroczeniu Północnej bramy trafili do większej wioski. Była tam nawet gospoda i drobne targowisko. Tygrysołaczka z premedytacją wymusiła na Fonosie zakup nowych ubrań, tylko dla niej oczywiście. Nie mogła znieść tych wszystkich spojrzeń, choć większą uwagę przykuwał zmiennokształtny, to Anastasja była święcie przekonana, że to jednak ona jest w tej chwili tutejszą atrakcją i to w negatywnym sensie. W rzeczywistości ludzie z zaciekawieniem szeptali czy to nie przypadkiem jeden z ajagarów i jego jeźdźca.
Niewielka budka z bogatym asortymentem była pierwszą, jaka rzuciła się tygrysołaczce w oczy. Od razu tam podeszła i nie konsultując zapłaty ze smokołakiem, zaczęła wybierać i dopytywać o coś w jej rozmiarze. Sprzedawczyni była zaskakująco miła, nawet po przymiarkach, pozwoliła jej się od razu przebrać na zapleczu swojego stoiska. Tygrysołaczka uradowana odrzuciła od siebie suknie i zaczęła zakładać spodnie, co okazało się trudniejsze, niż myślała. Ogon skutecznie to utrudniał, ale ostatecznie udało jej się go jakoś schować w jednej z nogawek, aczkolwiek nie wyglądało to dobrze. Ana westchnęła ciężko i założyła koszulę. Dobrze, że jeszcze udało jej się naciągnąć mężczyznę na płaszcz z kapturem, dzięki temu nie będzie widać tej modowej porażki.

- Piękna – odezwała się niemłoda już sprzedawczyni, która oglądała suknie ślubną Anastasji.
- Jak ci się podoba, to sobie weź – odburknęła Ana, jej i tak kojarzyła się z tym nierobem i najgorszym możliwym ślubem w historii Alaranii. – Choć nie sądzę, żebyś się w nią zmieściła – prychnęła w myślach, oceniając figurę kobiety.
- Nie… Nie mogłabym, pewnie była bardzo droga… Widać, że szyta na specjalne zamówienie…
- I tak już jej nie będę potrzebować, poza tym nie mam gdzie jej dać – mówiła od niechcenia.
- Naprawdę? Moja córka niedługo wychodzi za mąż, będzie wyglądać cudownie, dziękuje – powiedziała wzruszona. – Takie suknie są drogie, a materiały ostatnio coś drożeją…
- Gratuluję – stwierdziła Ana ze sztucznym uśmiechem. Początkowo była nieco zaskoczona zainteresowaniem sprzedawczyni takim brudnym łachem, ale usłyszała już wszystko, co było potrzebne by zrozumieć jej zachowanie. Po prostu była biedna, a Anastasja nie miała najmniejszej ochoty słuchać, jak to jest jej źle, gdy sama była w nie lada potrzasku.
- Jednak chciałabym ci się odwdzięczyć jakoś… Proszę, weź to. Za darmo – podała jej skórzaną torebkę zakładaną przez ramię. Miała piękny, wyszywany kwiatowy wzór. Wprawdzie nie przypadł on do gustu tygrysołaczce, ale rzecz całkiem przydatna.
- Dziękuję – przyjęła prezent i od razu założyła. – Możemy iść… Pobudka, Fonos – rzuciła w stronę smokołaka, który cały ten czas musiał na nią czekać.

Po udanych zakupach i skutecznym odchudzeniu funduszy łuskowatego Ana zażądała jeszcze konkretnego obiadu w cywilizowanym miejscu. Jej ostatnie polowanie było fiaskiem i skończyło się na tym, że zając zdołał ją jeszcze kopnąć w policzek, nim zwiał gdzieś w krzaki. Od tej chwili aż dotąd ani razu nie wspomniała o żadnym polowaniu. W milczeniu podjadała jagody i starała się ignorować wredne komentarze jej kochanego mężulka.
Po pysznym obiedzie Ana, choć zmęczona nie miała zamiaru zostawać na noc w tej wiosce. Tu już widzieli jej futrzastą wersję i nie miała zamiaru przekonywać się, jakie będą tego konsekwencje. Mierzyła wszystkich swoją miarą, uznając, że większość ludzi jest jak Roselilowie i nie lubią oni wszelkich ogoniastych, rogatych, futrzastych czy innych łuskowatych wynaturzeń.

Minął kolejny dzień drogi. Przybycie do miasta wcale nie było takie kolorowe i nie rozwiązało wszystkich problemów, jak liczyła Anastasja. Trzeba było znaleźć miejsce do spania, trzeba było znaleźć pracę… Tygrysołaczka chciała wykazać, że również potrafi coś załatwić, właśnie dlatego zaproponowała odwiedzenie jej babci. Z jakiegoś powodu rodzina nie utrzymywała z nią kontaktu od dłuższego czasu, ale Ana dobrze pamiętała ją z wczesnego dzieciństwa i były to bardzo pozytywne wspomnienia.

- Tylko zmień się w człowieka – rozkazała, jak na szlachciankę przystało. – Babcia na szczęście dla mnie kiepsko widzi, ale przerośnięta, czerwona jaszczurka jednak jest trudna do przeoczenia.

Aria Roselila mieszkała w kamienicy tuż przy rynku. Jej mieszkanie znajdowało się na parterze, więc ku uciesze łuskowatego lenia nie musieli się wspinać po schodach. Ana nieco niepewnie ściągnęła kaptur i zapukała w drzwi. Ze środka rozległ się głos staruszki obwieszczający, że już idzie.
Po chwili słychać było zgrzyt zamka i im oczom ukazała się pani Aria. Była zgarbiona, siwa i miała przymrużone oczy.

- Tak?
- Witaj babciu, to ja, Anastasja. Byliśmy z moim mężem, Fonosem w okolicy i pomyśleliśmy, że wpadniemy w odwiedziny.
- Anastasja? Hm… Ana… AH! — zawołała, jakby przypominając sobie, z kim ma do czynienia. — Aneczka moja, wejdźcie, wejdźcie — zaprosiła.

Mieszkanie Arii było duże i przestronne, zdecydowanie przewyższające potrzeby samotnej staruszki. Oprócz salonu były tu jeszcze trzy pokoje sądząc po ilości drzwi. Natomiast sam salon urządzony był w wyjątkowo bogatym stylu, choć jednocześnie przy tej ilości figurek, obrazów i innych ozdobników sprawiał wrażenie nieco zagraconego. Stał tu nieduży stół z czterema krzesłami. Na blacie widniał flakon pełen róż i lilii. Pani Aria wskazała ruchem ręki, by młodzi zajęli miejsca.

- Aneczko powiedz co tam u mamy? I to twój mąż? No proszę, proszę, jaki przystojniak — szczypnęła Fonosa w policzek — Oh, jak ty wyrosłaś, musisz mi wszystko opowiedzieć… Ale najpierw zaparzę herbatkę – babunia powoli podreptała w stronę kuchni.
- U mamy bardzo dobrze i tak, tak… Mieliśmy niedawno… ślub – powiedziała, starając się brzmieć, jak najbardziej neutralnie, nie zdradzając, jak bardzo zły on był.
- Pewnie jesteście bardzo głodni po podróży… - zaczęła Aria.

Anastasja w tym momencie triumfalnie łypnęła na Fonosa i zadowolona z siebie usiadła przy stole.
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Smokołak
Profesje: Najemnik , Skrytobójca , Przemytnik
Kontakt:

Post autor: Fonos »

Posiadanie żony jest kosztowne, a przynajmniej do takiego wniosku doszedł Fonos

        Pierwszym kosztem jest czas. Fonos nie liczył tego, ile czasu stracili na pogoń za królikiem, czy też ile zmiennokształtna cackała się z nowymi ubraniami, czy w ogóle ile czasu, który mógłby być poświęcony na błogi sen, został zamiast tego zmarnowany na jakieś błahostki takie jak podróżowanie czy zakupy. Tylko czas spędzony na jedzeniu był w miarę niezmarnowany, ale nawet to jedzenie zdawało się nieadekwatne. Gdzie mocne piwo? Gdzie łóżko, na które można się rozłożyć z pełnym brzuchem? Żeby chociaż nie być zmuszonym do dalszego łażenia po fakcie, to jeszcze by przebolał!

Kolejny koszt? Pieniężny oczywiście.

Nowe ubrania Anastasji, w tym kompletnie niepotrzebny w ich obecnym klimacie płaszcz? Połowa jego funduszy.

        Jedzenie dla dwojga? Gdy dotarli do miasta to już jedna czwarta jego oryginalnych zapasów znikła na to. Anastasja była typową wybredną dziewuchą, co nie godziła się na standard Fonosa, jakim były szemrane karczmy gdzie nie tylko piwa i taniego jadła pod dostatkiem, ale nawet okazji na zarobek. Okazji, których on nie mógł zdobyć!

        I oczywiście, ostatni koszt, najgorszy ze wszystkich… Cierpliwość smokołaka. Futrzasta była nieznośna, rządziła się gorzej niż jego rodzona matka, a na dodatek zachowywała się, jakby każda osoba była potencjalnym zabójcą ze zleceniem na jej głowę. Czy mogło być gorzej?!

“Ah tak. Babunia.”

        Fonos, obecnie w swej elfiej postaci - która to niezbyt pasowała do jego opancerzonych ubrań - obserwował, jak babcia i wnuczka tejże czule się witają w progu mieszkania. On sam był w bezpiecznej odległości kilku metrów, co by nie zarazić się od dwóch kobiet nadmiarem emocji. Emocje nie są dla leniwych, a przynajmniej nie w dużych ilościach, bo zazwyczaj powodują one same problemy i brak spania.

        Gdy tylko zostali zaprowadzeni do środka, Fonos nie miał innego wyboru niż iść za futrzastą narzeczoną. Wnętrze mieszkania było tak bogato przystrojone, że Fonos przez chwilę zaczął się zastanawiać, na jakim czarnym rynku Aria pracuje bądź pracowałaby tak się obrobić. Ledwie zostały zaoferowane miejsca, a Fonos zajął najbliższe krzesło, przenosząc odpowiedzialność za podtrzymywanie jego cielska nad podłogą na mebel pod jego zadkiem.

        Na szczypanie po policzku Fonos jedynie grymasił, marudzenie to była strata czasu i energii jakby nie patrzeć. Następnie wysłuchał rozmowy między Anastasją a jej babcią i gdy wspomniane zostało jedzenie, to też zmiennokształtny postanowił, że skoro już tu są, to trzeba skorzystać. A co jak co, ale jako zawodowy leń i osoba żyjąca z zajęć o wątpliwej moralności, był on mistrzem w wyciskaniu z sytuacji wszystkiego, co można było uzyskać.

- Zjem cokolwiek. - O ile te słowa były powiedziane w sposób neutralny, o tyle kolejne wypowiadał głosem aniołka, wpatrując się przy tym w Anastasję tak, jakby sam Mroczny Pan go opętał. - A powiedz mi, babuniu kochana, czy wesprzesz nowożeńców finansowo na rzecz naszej podróży poślubnej? Już praktycznie wszyscy poza z obydwu rodzin tobą prezenty i datki złożyli, więc tylko na ciebie czekamy!
Awatar użytkownika
Anastasja
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Tygrysołak
Profesje: Szlachcic , Łowca
Kontakt:

Post autor: Anastasja »

Staruszka uśmiechnęła się od ucha do ucha i poszła przygotować coś smacznego. Wzrok miała kiepski, ale słuch działał bez zarzutu. Zatrzymała się po drodze i odwróciła w stronę Fonosa lekko skonsternowana. Anastasja natomiast próbowała zamordować wzrokiem swojego mężulka od siedmiu boleści. Ku zaskoczeniu tygrysołaczki, babcia jedynie zaśmiała się pod nosem, najwyraźniej uznając to jakiś żart.
Kilka chwil później przyniosła im filiżanki gorącej herbaty. Na stole postawiła również deser w postaci fioletowego ciasta o intensywnym aromacie owoców leśnych.

- Częstujcie się kochanieńcy – powiedziała z uśmiechem i usiadła obok nich, jednakże po chwili ponownie wstała, jakby sobie o czymś przypomniała i ruszyła do drugiego pokoju.
Zmiennokształtna natychmiast zabrała się za herbatkę, była bardzo spragniona głównie przez to wieczne krzyczenie na Fonosa.
- Jak możesz tak bezczelnie wyłudzać pieniądze od mojej babci? – szepnęła wnerwiona – Jesteś okrutny.
Po chwili pani Aria wróciła do młodego małżeństwa, trzymając coś w dłoni. Jak się okazało, były to dwa mieszki, po brzegi wypełnione złotymi gryfami. Ana aż zaniemówiła i czekała na jakieś wyjaśnienia.
- Oto wasz prezent ślubny, mam nadzieję, że wystarczy – podała smokołakowi i tygrysołaczce po jednym mieszku. Oba były dość ciężkie od zawartości.
- Ale… Babciu – dziewczyna nie oczekiwała dostania takiej ilości monet od babci, która nawet nie zjawiła się na jej ślubie.
- Żadnych, ale – skwitowała śmiertelnie poważna.
- Dziękujemy, to naprawdę… aż za dużo – powiedziała tygrysołaczka, choć w głębi duszy skakała z radości, wreszcie będzie można kupić coś porządnego.
- Opowiedzcie mi jak tam to wasze wesele – spytała szczerze zaciekawiona.
- No więc… - zaczęła Anastasja byle tylko nie dopuścić smokołaka do głosu – Było… Cudownie – wycedziła przez zaciśnięte w sztucznym uśmiechu zęby – Wszystko odbywało się na zewnątrz, było cieplutko i pogoda ładna i gości dużo… Właściwie, babciu, dlaczego cię nie było? – spytała zaciekawiona — Matka zajmowała się wysyłaniem, ale zaproszenie sama pisałam.
- Oj Aneczko – Aria ciężko westchnęła jakby nieco przybita.
- Hm?
- Czasem sprawy mocno się komplikują, gdy zechcesz pójść swoją drogą, gdy wszyscy mówią tak, a ty mówisz nie – Aria położyła swoją dłoń, na dłoni Anastasji, a ta struchlała.
- Może powiem, że mam puchate rękawiczki? – dziewczyna już rozważała potencjalne odpowiedzi na niezadane jeszcze pytania.
- Pozwolisz, że dam ci radę wnusiu kochana?
- Um… Mhm – tygrysołaczka była lekko zaskoczona brakiem pytań.
- Nie uciekaj.
- N-nie rozumiem?
- Może i kiepsko widzę, ale całkiem ślepa nie jestem, naprawdę myślałaś, że nie zauważę?
- Ym… - Ana zagryzła wargę zakłopotana i spuściła wzrok.
- Wróć do domu skarbie, dobrze wiem, jak to jest. Nie popełniaj mojego błędu, nie uciekaj.
- Ale…
- Wiem, że to trudne. Ale musisz się z tym pogodzić, już nigdy nie będziesz człowiekiem. Tego nie da się cofnąć.
Tygrysołaczka zamilkła, a w jej oczach pojawiły się łzy. Za wszelką cenę próbowała z tym walczyć, ale choć nie zaczęła szlochać, to w kilka chwil jej policzki były całkowicie mokre.
- No już… - staruszka wstała i przytuliła wnuczkę, po czym zwróciła się do Fonosa – Cokolwiek zdecydujecie i gdziekolwiek pójdziecie, dbaj o nią i traktuj dobrze. Szczególnie teraz, ona tego potrzebuje.

Po tej krótkiej wymianie zdań nastąpiła chwila ciszy, Anastasja zajęła się ciastem, próbując nie myśleć o tym wszystkim. Było naprawdę pyszne. Babunia poszła dolać herbatki, a w tym czasie dziewczyna spojrzała na swojego męża. Była bardzo przygnębiona, szczególnie tym, że klątwy nie da się zdjąć. Nie miała ochoty krzyczeć na tego łuskowatego lenia, wręcz przeciwnie, chciała, aby ą przytulił, ale wiedziała, że ten głupek raczej się nie domyśli, o ile już nie zaczął przysypiać.
Awatar użytkownika
Fonos
Błądzący na granicy światów
Posty: 16
Rejestracja: 5 lat temu
Rasa: Smokołak
Profesje: Najemnik , Skrytobójca , Przemytnik
Kontakt:

Post autor: Fonos »

        Czuła, pełna szczerości rozmowa między babcią a jej włochatą wnuczką była iście wzruszająca, zdolna do wyciśnięcia łez nawet z kamienia. Najzimniejsze serca najpodlejszych istot Alaranii zdołałyby stopnieć pod wpływem emocji, jakich można było doznać na ten widok. Na całe szczęście Fonos był zbyt zajęty udawaniem, że słucha, by się tym przejmować. Zamiast tego z zamkniętymi oczami rozważał nad nieco poważniejszymi rzeczami.

“Podrapać się po tyłku teraz, czy w formie smoczej? Wielkie pazury lepiej drapią, ale łuski ciężko się drapie…”

        Nawet nie pamiętał, że Anastasja była na niego zła o udaną próbę oskubania babuni… No dobra, pamiętał, ale nie chciał, bo było to niczym brzęczenie muchy, która nie daje spać. Tyle dobrego, że jak kobieta z kobietą gadają, to nie trzeba się starać, by zniknąć na drugi, czy też nawet trzeci bądź czwarty plan. Smokołak nigdy nie rozumiał kobiet, ale wiedział, jak czerpać korzyści z niezbadanych sekretów tego, jak to kobiety potrafią zagadać siebie nawzajem bez względu na okoliczności.

- Uh? - Stwierdził Fonos inteligentnie, gdy tylko babunia się zwróciła w jego stronę. Potrzebował kilku chwil, by mózg nadgonił za rozmową, którą czy chciał, czy też nie słyszał bez problemu. Gdy już zrozumiał, co się działo, babunia już była nieco dalej, zaparzając napar herbaciany dla siebie i swoich gości. Fonos, nie mając ochoty rozmawiać przez pół mieszkania, odwrócił głowę w stronę swojej żony. - Czy twoja babcia dobrze się czuje? Jestem twoim mężem, nie niańką. Jak potrzebujesz kogoś, kto będzie ci prał majteczki i pomagał zakładać pantofelki to nie do mnie z tym.

        Ignorując niewątpliwe oburzenie ze strony zmiennokształtnej, Fonos spojrzał w stronę porcji ciasta, które kusiło go swoim aromatem od dłuższej chwili. Bez skrupułów wziął sobie największy kawałek, jaki mógł, aby następnie kilkoma niemalże barbarzyńskimi ugryzieniami skonsumować całą porcję. Aż zgarbił się w krześle i zaczął głaskać się po brzuchu, wyglądając przy tym na niezwykle zadowolonego z siebie.

- Nie potrzebujesz mojej pomocy. - Stwierdził, patrząc tym razem nie w swoją żonkę a gdzieś w ścianę, albo nawet dalej. Jego mina byłaby nawet poważna, gdyby nie fakt, że beknął sobie w międzyczasie, a echo słyszeli pewnie po drugiej stronie miasta. - Może i jesteś młodym brzdącem, ale muszę przyznać, że kiedy chcesz, to masz pazurki i nie mówię tu o twoich kocich łapkach. Nie wolałabyś być moim partnerem zamiast balastem? Ty będziesz mogła się wykazać i nie skończysz jak jakaś tradycyjna kura domowa, a ja nie będę musiał marnować czasu i energii na opiekowanie się bezradną dziewuszką, za którą uznaje cię ta starowinka.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rododendronia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości